Dodaj do ulubionych

Rozwiodlam sie po trzynastu latach malzenstwa...

30.03.04, 20:04
...byla to najlepsza decyzja mojego zycia, chociaz nie przypuszczalam ze z
rozwodem laczy sie az taki bol i nienawisc. Chetnie wymienie sie
doswiadczeniami z innymi kobietami na temat, lub po prostu poslucham przez co
przechodzicie/lub przeszlyscie. Chcialabym aby to forum bylo miejscem dla
innych kobiet wspolnego zrozumienia i podpory.

-------
Krystyna

Edytor zaawansowany
  • joannatoja 30.03.04, 21:55
    Rozwiodłam się 1,5roku temu i nadal nienawidzę potwora,bo ciągle mi
    szkodzi.Decyzji nie żałuję,wprost przeciwnie.Największy problem jest z
    dziecmi.J.
  • rozwoodka 30.03.04, 22:04
    Ja jestem juz 5 lat po rozwodzie, i jezeli chodzi o sam proces rozwodowy to mi
    juz zlosc na debila przeszla, ale niestety, z powodu wspolnego dziecka, zdaje
    sobie sprawe ze do konca zycia bedzie mnie cos z tym czlowiekiem laczylo.
    I to chyba jest najgorsze dla wszystkich rozwiedzionych, ze niestety jezeli
    jest wspolne dziecko, to jest ono tym co nas wciaz laczy, mimo ze tak naprawde
    to wszystko nas rozdziela. Nawet jak dziecko podrasta i jest bardziej
    samodzielne, nie da sie oswobodzic od "tej wiezi".

    Pozdrowiam wszystkie rozwodki

    Krystyna

  • madbach 31.03.04, 09:54
    a ja rozwiodlam sie po 4 latach. bylo to typowe studenckie malzenstwo i moj
    pierwszy powazny zwiazek. Decyzja o rozwodzie byla tez moja najtrafniejsza
    decyzja:) zlosc na debila tez mi juz przeszla, niech spada.... A dzieci ,dzieki
    Bogu nie mielismy wiec nie musze ogladac jego durnej mordy przez cale zycie.
    Rozwo trwal 15 minut, rozwiedziono nas na pierwszej rozprawie. Dostalam
    pieniadze, tyle ile chcialam. poszlo latwo, bo dysponowalam wystarczajacymi
    dowodami, aby wina obarczono jego. A ze akurat w tym czasie jego pozamalzenskie
    dziecko bylo w drodze, zalezalo mu na szybkim rozwodzie bez orzekania o winie.
    teraz jeszem szczesliwa z innym mezczyzna i tamtem okres zycia wymazuje z mojej
    pamieci. pa
  • plathess 20.04.05, 14:27
    rozwoodka napisała:

    > Ja jestem juz 5 lat po rozwodzie, i jezeli chodzi o sam proces rozwodowy to
    mi
    > juz zlosc na debila przeszla, ale niestety, z powodu wspolnego dziecka, zdaje
    > sobie sprawe ze do konca zycia bedzie mnie cos z tym czlowiekiem laczylo.
    > I to chyba jest najgorsze dla wszystkich rozwiedzionych, ze niestety jezeli
    > jest wspolne dziecko, to jest ono tym co nas wciaz laczy, mimo ze tak
    naprawde
    > to wszystko nas rozdziela. Nawet jak dziecko podrasta i jest bardziej
    > samodzielne, nie da sie oswobodzic od "tej wiezi".
    >
    >
    Tak, to jest najgorsze. Te kobiety zakładające nowe sprawy o podwyzszenie
    alimentów, bo same są niezdolne wyżywić się. Choć rozwodzą się z konkretnym
    gościem, za nic nie zamierzają rozwieść się z jego portlelem.
    A niech taki zacznie lepiej zarabiać a squo się o tym dowie.
    Ale poza tym facet to potwor, kobieta to wspaniły czlowiek skrzywdzony przez
    tego potwora.
    Wyluzujcie z ssaniem (wołanie na pusczczy) portfefili swoich ex.







    >


    --
    RÓWNA NIE ZNACZY RÓWNIEJSZA
  • anusia29 10.05.05, 11:20
    Jakby ci bielmo nienawiści trochę zeszło z oczu, to może doczytałbyś, że ona
    nie chce pieniędzy na siebie, ale chce, żeby tatuś, a eksmąż, partycypował (nie
    za trudne słowo?) w utrzymaniu SWOJEGo (eksmęzowskiego) dziecka. Ja zakisić
    ogóreczka to fajnie, a jak ponosić tego konsekwencje to już nie???
  • dryla 12.03.05, 21:36

    Mam 31 lat i za sobą pięć lat małżeństwa z facetem którego znam połowę mojego
    życia. Muszę się z nim rozwieźć dopóki jeszcze dam radę normalnie funkcjonować.
    Małżeństwo z nim rozwaliło mnie psychicznie. Najgorsze jest to że nikt nie wie
    jak jest źle między nami. Bo ten .... jest bardzo sprytny. Wszyscy myślą że
    jest chodzącym ideałem: nie pije, nie pali, nigdzie nie wychodzi.... tak
    naprawdę to wykańcza mnie psychicznie robiąc mi awantury np o to, że nie chodzi
    w danej chwili internet... MUSZĘ SIĘ ROZWIEŹĆ - POWIEDZCIE OD CZEGO ZACZĄĆ, JAK
    UDOWODNIĆ MU WINĘ? CO ROBIĆ???
  • joannka2 31.03.04, 16:35
    Z jakiego powodu? Czy to zawsze jest tak, ze on jest winien?
    Jak to wygladlo praktycznie? Kto sie wyprowadzil i dokad (wynajete mieszkanie?
    do rodzicow?)?
    Co najbardziej boli?
    Jaki jest ten pierwszy dzien bez niego?
    Nie wiem co mnie czeka, rozwod jest jedna z możliwoci - dlatego chce wiedziec
    jak najwiecej na ten temat.
    U nas milosc juz chyba umarla, ale nie potrafimy sie jeszcze rozstac...
  • rozwoodka 31.03.04, 16:55
    Joannka2, ja ci powiem ze po 13 latach nie bylo latwo sie roztac, bo tolerancje
    juz miala i gruba skore, chociaz teraz sobie zdaje sprawde po latach, ze przez
    13 lat moglam byc szczesliwa a nie "tolerancyjna". Podobnie jak moja
    przedmowczyni, pobralismy sie na studiach (ja bylam na 1 roku) i 13 lat
    znosilam ciagle dogryzanie, samotnosc (tak, samotnosc a mialam meza), debilizm,
    jego latanie po nocach, brak poczucia obowiazku wobec rodziny, dziecka.

    Bardzo ciezko wziasc sie garsc i powiedziec sobie, MAM DOSYC i na dodatek cos
    zrobic po tym. Czesto mowilam mam dosyc i mielismy "ciche dni" przez miesiace!!

    Ale zabierajac sie do opowiedzi na Twoje pytania:
    -bylam nieszczesliwa w tym malzenstwie, brak partnera ktory jest prawdziwym
    partnerem, a nie kula u nogi, mnostwo innych "mniejszych powodow"
    -Ja sie wyprowadzilam, bo on sie wyprowadzal przez 2 tygodnie i nigdy by sie
    tak naprawde nie wyprowadzil. Ewentualnie ja wrocilam no "naszego mieszkania" a
    on sie wyprowadzil (z nakazu sadu)
    -powiem ci ze pierwszy dzien, gdy zdajesz sobie sprawe ze "to jest koniec",
    jest bardzo ciezki, bilam sie z myslami (do tej pory pamietam jakby to bylo
    wczoraj), zastanawialam sie czy dobrze robie, po prostu balam sie. Najlepiej
    jak wtedy ma sie podpore duchowa w rodzicach, rodzinie czy u najblizszych
    przyjaciol (ja mialam podpore w przyjaciolce ktora przez to przeszla 3 lata
    wczesniej)
    -a co on na to? chce rozwodu? Pamietaj ze w chwilach leku przed ta decyzja,
    wybiela sie wiele czarnych faktow - zycie z nim nie wydaje sie wtedy takie
    najgorsz (mimo ze tak naprawde to jest to pieklo)
    -jezeli milosc umarla, moze sprobojcie roztac sie na "probe", separacja czasami
    oswietla cel, moze Twoim celem wcale nie jest rozwod, ale dobre przemyslenie i
    lepsze komunikowanie sie z partnerem.

    Na cokolwiek sie zdecydujesz (zdecydujecie), zycie ci wytrwalosci i sily. I
    pamietaj ze rozwod czesto nie jest odpowiedzia na problemy w malzenstwie, ale
    czasami jest on wyzwoleniem dla kobiety.
    --
    Krystyna
  • beabeabea 01.05.04, 13:26
    joanka2 czy my sie nie znamy? masz coreczke i problemy zdrowotne?
    beata
  • felicity76 07.04.04, 10:12
    Moj zwiazek trwal 8 lat (w tym 4 lata malzenstwa). Pobralismy sie mlodo. Nie
    mielismy dzieci, wiec to ulatwilo rozwod i cala sytuacje. Jako mezatka, czulam
    sie samotna(tak jak wspomniala jedna z Was), i chyba ze wzgledu na mlody wiek
    mojego meza...niedoceniona i ignorowana. Samo doswiadczenie rozwodu, rozstanie
    w nienawisci bylo koszmarem. Chyba nie bylo okropniejszego momentu w moim
    zyciu, tylu zlych slow...wypominania i obarczania wina. Jeszcze po rozwodzie
    byly maz gnebil mnie psychicznie, wykorzystujac moja slabosc i skolowanie.
    chyba do konca nie mogl darowac sobie tego, ze w koncu go opuscilam...dlatego,
    ze pil.Wielu wspolnych przyjaciol odwrocilo sie ode mnie, co bardzo odczulam,
    gdyz mieszkam w Stanach Zjednoczonych, gdzie nie mam zadnej rodziny, wiec
    przyjaciele odgrywali wazna role.Czulam, ze zostalam sama jak palec...na
    obczyznie i wydawalo mi sie, ze wszystko co dobre juz sie dla mnie skonczylo.
    Poczatki byly na prawde bardzo ciezkie.
    Z czasem naromiast wszystko zaczelo wracac na dobry tor. Jestem 2 lata po
    rozwodzie i na prawde z reka na sercu moge stwierdzic, ze stalam sie
    szczesliwasza, spokojniejsza ...znalezli sie tez przyjaciele...Jeszcze 2 lata
    temu przez mysl mi nie przeszlo, ze moge byc znow szczesliwa, znow silna i
    ponownie kochac.
    Trzeba uzbroic sie w cierpliwosc, sile i nie tracic wiary...a szczescie znow
    przyjdzie. :)
    Moj byly maz jest ponownie zonaty(pospieszyl sie) i popelnia te same bledy co
    popelnial ze mna(nadal pije i prawdopodobnie jest taka sama udreka dla swojej
    nowej zony,jaka byl kiedys dla mnie). Nie twierdze, ze bylam swieta...ale to on
    obudzil we mnie wszystkie najgorsze cechy jakie nosi w sobie czlowiek.
    Dopiero teraz, gdy doswiadczam lepszego i spokojniejszego zycia...zastanawiam
    sie co tyle lat robilam z kims, kto tylko uprzykrzyl mi moje najpiekniejsze
    lata mlodosci. Wierze, ze dopiero zycie sie dla mnie zaczelo i jeszcze wiele
    pieknych chwil przede mna...o ktorych nawet nie wiem....
    Pozdrawiam
    Pozdra
  • rozwoodka 07.04.04, 21:19
    wspaniale opisalas wspoja historie felicity ;-) Byc moze wiele
    kobiet "miotajacych" sie w takim malzenstwie, odwazy sie na krok jakze ciezki
    do zrobienia, ale jakze laczacy sie z wyzwoleniem. Dziekuje Ci w imieniu
    wszystkich czytajacych :-))
    --
    Krystyna
  • mika281 08.04.04, 10:05
    ja tez jestem w nieszczęsliwym związku, mój mąż był moim pierwwszym poważnym
    męzczyzną, była to wielka miłość, taka az do bólu, po 6 latach bycia razem
    pobraliśmy się, teraz jesteśmy ponad 5 lat po ślubie. Mój mąż od 4 lat jest DJ-
    em, więc wszystkie weekendy spędzam sama, wszystkie imprezy, wakacje, wyjazdy
    sama. 3 lata temu miał kochankę, trwało to jakis czas, w końcu zrobiłam
    awanture i ultimatum, zapewniał mnie ze mnie kocha, ze jestem jedyna, ze
    postara sie wszystko mi wynagrodzic...itd.. wybaczyłam. Minęły kolejne lata,
    docierały do mnie różne sygnały ale zawsze starałam sobie to jakos wytłumaczyc,
    a on przy każdej rozmowie kłamał w żywe oczy, zapewniał itd. i przez jakis czas
    było dobrze, ostatnimi czasy znowu zaczeło sie wszystko psuc, teraz juz w ogle
    nie ma dla mnie czasu, w weekendy jest na dyskotekach, wraca w południe
    nastepnego dnia, jak jest w domu to ciągle siedzi przy komputerze albo śpi,
    całymi nocami aż do rana, jak wychodze do pracy to on sie dopiero kładzie, w
    domu nic nie robi, wszystko jest na mojej głowie, ostatnio znowu zaczełam go
    sprawdzac i znowu dowiedziałam sie chyba o 2 kobietach, poprostu ma żonę, którą
    ponoć kocha, a pozatym ma swoje życie i bawi sie jak może, zalicza panienki.
    jestem załamana mam 29 lat i nie wiem co mam robic, boje się samotności,
    panicznie się boję i chyba jeszcze go kocham co jest absurdalne ale tkwi we
    mnie, mam znajomych, swoje zainteresowania i ulubione sposoby spedzania wolnego
    czasu i wszystko to robie bez niego, a mimo to panicznie boje sie zrobic
    konkretne cięcie, jestem słaba, wrazliwa i uczuciowa, marzę o normalnym związku
    i kochającym mężczyznie..
  • felicity76 09.04.04, 05:21
    Nie boj sie asmotnosci. To tylko pozorny strach. Sama z reszta piszesz, ze tak
    do konca nie jestes samotna, masz przyjaciol, masz swoje zainteresowania i
    wyglada na to, ze nie jests tak kompletnie uzalezniona od meza.Nie namawiam cie
    bron Boze do rozwodu...Sama najlepiej czujesz, czy tego chcesz, czy nie. Ale
    jesli doszloby do tego w Twoim przypadku,to nie boj sie samotnosci, bo wcale
    nie bedziesz sama. Oczywiscie pierwszy moment jest bardzo ciezki, ale to
    calkiem naturalne(bo kazde rozstanie niesie ze soba bol), bedziesz czula
    ogromna pustke...ale z czasem przerodzi sie to w ulge i w przyjemna wolnosc.
    Kazde ostre ciecie pozostawi rane...ale kazda rana sie zagoi i w tym
    miejscu "skora" jest mocniejsza.
    Ja pamietam jak okropnie czulam sie po rozwodzie...bylam o krok od depresji!
    Ale nadal trwalam...i sama nie wiem kiedy... zaczelam sie usmiechac, podnosic
    sie z dolka...nabierac wiatru w zagle.
    Najbardziej lubie to, ze teraz smieje sie glosno codziennie, smieje sie, bo
    moja dusza jest spokojniejsza, nikt mnie juz nie wyprowadza z rownowagi, nikt
    nie denerwuje, nie obgryzam paznokci z nerwow i nie mysle nocami "gdzie on do
    cholery jest?"
    Odzylam i czuje sie milion razy szczesliwsza. W pewnym momencie doszlo nawet
    do tego, ze nie chcialm sie na nowo z nikim wiazac, bo tak uwielbialam swoj
    wolny stan, niezaleznosc i spokoj, ze nie chcialam, zeby ktokolwiek go jeszcze
    raz zaklocil.
    Sama nie wiem jak przeszlam ten przykry rozwod i jeszcze “zyje”, bo tak jak Ty
    jestem slaba, plaksiwa, uczuciowa I emocjonalna do przesady..., mam miekkie
    serce i wydawalo by sie, ze temu nie podolam ...a jednak...Wiec moze wcale my
    wrazliwe kobitki nie jestesmy takie slabe?
    Jestes mloda, jeszcze cale zycie przed toba. Zastanow sie, czy chcesz sobie
    dac szanse na lepsza przyszlosc, bo GWARANTUJE, ze gdybys byla teraz
    niezamezna...na pewno ktos by sie kolo Ciebie zakrecil.
    Wiesz co bylo dla mnie smiesznym...a takze bardzo milym doswiadczeniem? Po
    rozwodzie dopiero zaczelam poznawac mezczyzn, zauwazac ich, odzyskalam wiare,
    ze istnieja prawdziwi mezczyzni, szarmanccy, mili, z klasa....czego nieststy
    nie widzialam bedac mezatka, bo dla nich bylam "niewidzialna" i dlatego moze
    tak dlugo tkwilam w nieszczesliwym zwiazku, bo wydawalo mi sie, ze juz nigdy
    nikt nie zwroci na mnie uwagi.
    Jesli zdecydujesz sie uciec z tego nieszczesliwego malzenstwa...wszystko ma
    szanse sie zmienic...i NA PEWNO bedzie to zmiana na lepsze. Glowa do gory.
    Zaslugujesz na kochajacego mezczyzne.
    Ale nie ukrywam, ze rozwod, to bardzo ciezkie doswiadczenie. Zastanow sie
    dobrze, czy go na prawde kochasz…bo czasem ta milosc moze byc mylona z uczuciem
    strachu oprzed utrata czegos, co stanowilo ogromna czesc naszego zycia.
    Ania
  • mika281 09.04.04, 12:48
    dziękuję ci Aniu za te słowa otuchy, postanowiłam po świetach powaznie z nim
    porozmawiać i postawić wszystko na jedną kartę, mam nadzieję że to się uda i że
    nie złamię sie. pozdrawiam
  • felicity76 10.04.04, 10:13
    Wiesz co jeszcze jest wazne? Pogadaj o tym z kims bliskim. Z zaufana
    przyjaciolka, albo z rodzicami(jesli masz z nimi dobry kontakt). Nie ma nic
    bardziej budujacego i dodajacego sil, niz wsparcie bliskiej osoby. Ja zrobilam
    blad, bo cala sytuacje zwiazana z problemami w moim malzenstwie w zasadzie
    zatailam przed ojcem(niby nie chcialam go martwic)...a sadze, ze jego madre
    slowa nie raz by mi sie przydaly i moze nie meczylabym sie tak dlugo. Dopiero w
    ostatniej chwili, gdy na prawde juz sobie ze soba nie radzialm...zaszokowalam
    go wiadomoscia o zblizajacym sie rozwodzie i wszystkich jego PRZYCZYNACH. Ale
    wsparcie ojca, mimo, ze na odleglosc oceanu-niesamowicie mi pomoglo.

    Trzymam za Ciebie kciuki i zycze powidzenia bez wzgledu na to co postanowisz.
  • mika281 28.04.04, 10:10
    odważyłam sie to skonczyc, dowiedziałam sie jeszcze pare przykrych rzeczy,
    kazałam mu sie wyprowadzić, jest ostro i niezbyt miło, ale postanowiłam się nie
    poddawac. jest mi ciężko, tyle lat zmarnowanych, a bylismy kiedys taką dobrana
    parą, czasami nie moge uwierzyć w to, że można się aż tak zmienić. On nawet nie
    próbuje ze mna rozmwaiać, ma to w nosie, nawet nie oponuje, czuje się okropnie,
    jak niepotrzebna rzecz. Wszysycy znjomi mnie pocieszaja, faceci mówią że jestem
    super kobietką, że się podobam, że mam dobre serce i fajny charakter, ale widać
    jemu to nie wystarczyło, wolał inne dyskotekowe cizie, woli z nimi sie spotykać
    i pisac słodkie słówka, nawet nie stara się o mnie walczyć, mimo że jeszcze
    miesiąc temu zapewniał że kocha, ale dla niego te słowa chyba nic nie znaczą,
    łatwo mu przychodzą i nie tylko mi to mówił. Czuje sie podle, jestem
    zrezygnowana i boje się samotności, pragne oparcia, miłości i normalnego
    szczerego związku, szacunku, ale jakos tracę nadzieję na to, że kiedyś taki
    będzie. Miałam bliskiego przyjaciela, dobrze rozumieliśmy się i lubiliśmy
    spędzac razem czas, miałam nadzieję że moze z czasem coś między nami sie
    urodzi, ale widzę że ostatnio też się odsunął odemnie, jakoś przestał mieć dla
    mnie czas i jest mi tym bardziej przykro. Mam na szczescie wsparcie rodziców i
    kilku życzliwych koleżanek. Czy będę jeszcze kiedyś szczęśliwa...?
  • clickkey 30.04.04, 01:14
    Mika, odwagi ! Młoda jesteś i na pewno będziesz jeszcze szczęśliwa. Drugie
    związki /małżeństwa/ są o wiele lepsze od pierwszych. Ludzie są nieco starsi i
    bardziej doświadczeni.
    A Twój związek, niestety, nie rokował dobrze. Lepiej , że to skończyłaś i teraz
    możesz myśleć o sobie i swojej przyszłości.
    Życzę szczęścia!
  • felicity76 30.04.04, 22:45
    Mika! Gratuluje odwagi. Daj sobie czas! A sama zobaczysz, jak wszystko zacznie
    sie cudownie ukladac. Normalne, ze masz pewnie dola i chce Ci sie plakac...ale
    nic w tym zlego. I nie boj sie samotnosci, nie mysl o zlych rzeczach, nie
    rozpamietuj straconych lat...IDZ PRZED SIEBIE. I nie zastanawiaj sie, czy
    znajdziesz szczesliwa milosc, czy nie....narazie zaaplikuj sobie duzo, duzo
    spokoju, badz z rodzina, z przyjaciolmi...a milosc sama zapuka w twoje
    okienko...Badz silna. Trzymam kciuki.
  • mika281 04.05.04, 09:02
    mam nadzieje, że jakoś sie ułoży, chociaż narazie tego nie widzę, mam
    strasznego doła, byłam na długim weekendzie w zakopanym z kolezankami a tam
    same pary, wszedzie pary, to jest jeszcze bardziej dołujące. Czasami wydaje mi
    się że to jakis zły sen i że za chwile się obudzę, ale niestety to nie sen, ale
    po burzy ponoć zawsze wychodzi słońce, więc może dla mnie też jeszcze zaświeci.
  • ada296 19.05.04, 21:09
    skąd ja to znam
    pięc lat temu rozwód po trzynastu latach małżeństwa :-)
    mój ex zaczął się źle prowadzić
    został dyscyplinarnie zwolniony
    po mojej decyzji o rozwodzie w ciągu dwóch tygodni sie wyprowadził (musiał)
    a po miesiącu nie byliśmy juz małżeństwem
    rozprawa krótka - 15 min
    potem wspólna kawa (sic)
    nie lubię go do teraz
    przez jego stosunek do naszych dzieci
    po prostu je olewa
    a chłopcy potrzebują ojca

    w krótkim czasie po rozwodzie poznałam Mężczyznę Mojego Życia
    cztery lata byliśmy razem (ale mieszkaliśmy osobno)
    to były najpiekniejsze lata mojego zycia
    ale to już się skończyło
    w zasadzie sami to skończyliśmy
    coś się zaczęło rozłazić
    zaczęliśmy się zachowywać jak stare małżeństwo
    więc żeby nie przetuptać pięknych minionych chwil po prostu się rozstaliśmy
    ale na kawę umawiamy się co jakiś czas

    od roku jestem związana z innym panem
    i jest mi dobrze

    pozdrawiam :-)

    --
    Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą gdzie chcą.
  • plathess 20.04.05, 14:42
    ada296 napisała:

    > skąd ja to znam
    > pięc lat temu rozwód po trzynastu latach małżeństwa :-)
    > mój ex zaczął się źle prowadzić
    > został dyscyplinarnie zwolniony
    > po mojej decyzji o rozwodzie w ciągu dwóch tygodni sie wyprowadził (musiał)
    > a po miesiącu nie byliśmy juz małżeństwem
    > rozprawa krótka - 15 min
    > potem wspólna kawa (sic)
    > nie lubię go do teraz
    > przez jego stosunek do naszych dzieci
    > po prostu je olewa
    > a chłopcy potrzebują ojca
    >
    > w krótkim czasie po rozwodzie poznałam Mężczyznę Mojego Życia
    > cztery lata byliśmy razem (ale mieszkaliśmy osobno)
    > to były najpiekniejsze lata mojego zycia
    > ale to już się skończyło
    > w zasadzie sami to skończyliśmy
    > coś się zaczęło rozłazić
    > zaczęliśmy się zachowywać jak stare małżeństwo
    > więc żeby nie przetuptać pięknych minionych chwil po prostu się rozstaliśmy
    > ale na kawę umawiamy się co jakiś czas
    >
    > od roku jestem związana z innym panem
    > i jest mi dobrze










    Jakoś łatwo przyszlo ci porzucenie męża (gdy stracił pracę, jak piszesz), potem
    był jeden pan, drugi....
    Czy przyczna nie tkwi w tobie?
    Jak facet przestaje ci dogodzić, rozstajesz się z nim
    Sposoób na wszystko?
    Nie układa się, siup, won gachu?!





    >


    --
    RÓWNA NIE ZNACZY RÓWNIEJSZA
  • jagula5 13.01.05, 19:16
    Tak, tylko jak poradzić sobie z uczuciem tak potwornego skrzywdzenia?? Jak
    poradzić sobie ze świadomością, ze przez lata żyłam w związku z kimś kto
    kompletnie udawał, wszystko było kłamstwem, każde słowo, każdy gest, każde
    zachowanie...? Jak odbudować wiarę w facetów? Jak ponownie komuś zaufać?
    Ja jestem na tym etapie.... Każdego dnia, gdy tylko budzę sie rano myślę o tym.
    Czuję fizyczny ból. Czuję, ze coś we mnie umarło. Mam pretensje do całego
    świata, do wszystkich facetów...
    W mojej głowie, czy tego chcę czy nie, siedzi silnie zakorzenione przekonanie,
    że każdy mężczyzna, który chce sie do mnie zbliżyć chce mnie skrzywdzić.
    Próbuję budować z nimi relacje "na pół gwizdka" i zawsze mam asekuracyjne
    wyjście. Tak się nie da. Czy już nigdy nie będę mogła zbudować takiej więzi
    jaką za dobrych czasów miałam z moim mężem? Czy ta rana pozostaje w człowieku
    na zawsze?
    Dla mojego mózgu to co się stało jest moją osobistą porażką. Dałam sie komuś aż
    tak "nabrać". Pozwoliłam się przez 6 lat oszukiwać jednocześnie dając mu
    wszystko i poświęcając się do granic. Po wszystkim jeden morał: nie można być
    za dobrym, nie warto...
  • galileo33 15.11.05, 03:35
    jagula5 napisała:

    > Tak, tylko jak poradzić sobie z uczuciem tak potwornego skrzywdzenia?? Jak
    > poradzić sobie ze świadomością, ze przez lata żyłam w związku z kimś kto
    > kompletnie udawał, wszystko było kłamstwem, każde słowo, każdy gest, każde
    > zachowanie...? Jak odbudować wiarę w facetów? Jak ponownie komuś zaufać?
    > Ja jestem na tym etapie.... Każdego dnia, gdy tylko budzę sie rano myślę o tym.
    >
    > Czuję fizyczny ból. Czuję, ze coś we mnie umarło. Mam pretensje do całego
    > świata, do wszystkich facetów...
    > W mojej głowie, czy tego chcę czy nie, siedzi silnie zakorzenione przekonanie,
    > że każdy mężczyzna, który chce sie do mnie zbliżyć chce mnie skrzywdzić.
    > Próbuję budować z nimi relacje "na pół gwizdka" i zawsze mam asekuracyjne
    > wyjście. Tak się nie da. Czy już nigdy nie będę mogła zbudować takiej więzi
    > jaką za dobrych czasów miałam z moim mężem? Czy ta rana pozostaje w człowieku
    > na zawsze?
    > Dla mojego mózgu to co się stało jest moją osobistą porażką. Dałam sie komuś aż
    >
    > tak "nabrać". Pozwoliłam się przez 6 lat oszukiwać jednocześnie dając mu
    > wszystko i poświęcając się do granic. Po wszystkim jeden morał: nie można być
    > za dobrym, nie warto...

    W sumie jak widze same kobiety pisza, to moze cos z drugiej strony..
    rana pozostaje, sam szczerze myslalem, ze sie zagoi jak kazda inna..niestety
    jestem w koncowce rozwodu po 10 latach malzenstwa i juz minely prawie 3 lata
    jak nie jestesmy razem, rozwod powoli dobiega konca, a tylko tak dlugo trwa,
    poniewaz papierki i papierki, a obydwoje tego chcemy. Mi w sumie rozwod do
    niczego nie jest potrzebny, jej chyba tez nie. Bylismy naprawde szczesliwym(z
    pozoru) malzenstwem, bez problemow, dobra sytuacja finansowa, nigdy mnie nie
    szanowala(moze szanowala karty platnicze do mojego kont), ale jej w pewnym
    momencie czegos zaczelo brakowac i znalazla sobie faceta i o to mam najwiekszy
    zal, ze mi o tym nie powiedziala, tylko mnie oklamywala. Po krotkim sledztwie do
    tego doszedlem(ponad pol roku mnie zdradzala a ja jej ufalem) i wyrzucilem ja z
    domu, ale bez dziecka! Dorobilem sie statusu samotnie wychowujacego ojca, rzadko
    sie zdarza, ale sie zdarza, a i gdyby nie moj syn....sam nie wiem co i jak by bylo?

    I wlasnie teraz o ranach, wlasnie jak to zrobic? Jak odbudowac wiare w kobiety,
    jak odbudowac wiare w milosc, jak, jak, jak? Probowalem po rozstaniu z innymi
    kobietami, moze i nawet ladniejszymi, wspanialszymi, ale zawsze pozostanie w
    moich myslach ona. Boje sie ze nigdy juz nie bede w stanie z nikim byc, czy
    jestem skazany na samotnosc(dobrze , ze mam wspanialego syna, ktory mnie wspiera
    jak moze, zreszta czasami tez doprowadzi prawie do zawalu, ale takie sa przeciez
    dzieci). W tej chwili jestem na etapie...bede sam, a jak mlody pojdzie swoimi
    sciezkami, to kupie sobie psa - bedzie mnie moze szanowal....desperado, ale tak
    jest. Nie mozna byc za dobrym.....dalem wszystko, a nie mam prawie nic

    No i sie wyzalilem...pozdrawiam:)
    --
    wywalony

    w kosmos
  • alusia_mama_kubusia 21.08.04, 20:35
    Nie bój się opuścić drania.Ja z takim jak on spędziłam 13 lat.Nie wiem po co
    przy nim tkwiłam i dawałam się oszukiwać(chyba bałam się,że sobie nie
    poradzę).On nie mógł mieć dzieci a wszyscy dookoła po cichu mówili o mojej
    bezpłodności a ja nie chcąc mu sprawiać przykrości nie dementowałam tego
    (przecież i tak jest z tego powodu nieszczęśliwy-myślałam) aż się ocknęłam i
    powiedziałam dość.Dość zdrad,kłamstw,cichych dni ,obojętności ,samotności i
    anonimów.Wniosłam pozew o rozwód i to była najlepsza decyzja w moim
    życiu.Niedługo po rozwodzie poznałam mojego obecnego partnera,urodziłam dziecko
    i jestem po prostu szczęśliwa ,czego i Wam życzę

    Pozdrawiam
  • plathess 20.04.05, 14:46
    alusia_mama_kubusia napisała:

    > Nie bój się opuścić drania.Ja z takim jak on spędziłam 13 lat.Nie wiem po co
    > przy nim tkwiłam i dawałam się oszukiwać(chyba bałam się,że sobie nie
    > poradzę).On nie mógł mieć dzieci a wszyscy dookoła po cichu mówili o mojej
    > bezpłodności a ja nie chcąc mu sprawiać przykrości nie dementowałam tego
    > (przecież i tak jest z tego powodu nieszczęśliwy-myślałam) aż się ocknęłam i
    > powiedziałam dość.Dość zdrad,kłamstw,cichych dni ,obojętności ,samotności i
    > anonimów.Wniosłam pozew o rozwód i to była najlepsza decyzja w moim
    > życiu.Niedługo po rozwodzie poznałam mojego obecnego partnera,urodziłam
    dziecko
    >
    > i jestem po prostu szczęśliwa ,czego i Wam życzę
    >
    Potraktowałaś jego BEZPŁODNOŚĆ bardzo wrednie, ostro.
    Jestem ciekaw reakcji pań, gdyby facet napisał w ten sposób:
    miałem babę felerną (nieplodną), ale byłem tak dobry, że nie mowiłem tego
    wszem i wobec, by nie robić jej przykrości. Teraz się rozwiodłem, mam PRAWDZIWĄ
    kobietę, która urodziła mi dziecko.


    --
    RÓWNA NIE ZNACZY RÓWNIEJSZA
  • plathess 20.04.05, 14:37
    Przecież wy do siebie nie pasujecie!
    Masz mu za złe, że śpi po pracy? A jest to w południe, bo pracuje w nocy? O ci
    chodzi? Przeciez wiedzialas jaką ma prace gdy się wychodziłaś za mąż!
    NIc nie piszesz o dzieciach, sprawa naprawdę jest niebywale ułatwiona.






    --
    RÓWNA NIE ZNACZY RÓWNIEJSZA
  • alexandra74 01.05.05, 23:03
    Odpowiedział Ci Pan Mecenas!
  • klaryska1 06.07.04, 19:08
    Ja jestem mężatką 16 letnim stażem.Od półora roku żyjemy w chorym związku.
    Odzywamy się do siebie tylko służbowo( 3 słowa na miesiąc).Śpimy w osobnych
    pokojach> Ze względu na dzieci tak trwam, nie wiem ile jeszcze wytrzymam.Dopada
    mnie już depresja.
    pozdr.
  • rozwoodka 06.07.04, 19:39
    hmmm....ja po trzynastu latach sie rozwiodlam, ale tak naprawde to bylam w
    takiej sytuacji jak opisujesz caly moj zwiazek :( nie wiem jak dzieci odbieraja
    taka rodzine, ze matka z ojcem nie moga sie zniesc, ale powiem na przykladzie
    mojego dziecinstwa, ze patrzac w stecz i widzac jak moi rodzice sobie
    tlumaczyli ze sa ze soba ze wzgledu na dzieci, to byla nieprawda. Moja matka
    byla z moim ojcem tylko dlatego ze bala sie byc sama. Ojciec byl z nia bo tak
    bylo wygodnie. Atmosfera niecierpienia sie nawzajem udzielala sie i nam-
    dzieciom. Po prostu koszmar. Pisze to aby ci tylko dac przyklad, bo nie wiem
    jaka tak naprawde masz sytuacje w domu, ale przemysl dokladnie czy chcesz dobra
    dzieci i jak to dobro powinno wygladac.
    --
    Rozwódka
    Forum Rozwódki
  • klaryska1 07.07.04, 18:12
    Chyba masz rację,boję się, że zostanę sama z dorastającymi dziećmi,a poza tym i
    to jest główny problem: i tak byśmy byli zmuszeni do wspólnego mieszkania.
    Nie wiem jak to inne kobiety rozwiązują problemy mieszkaniowe po rozwodzie??
    Czy faceci chętnie opuszczają dotychczasowy dom? Co innego gdy w grę wchodzi
    inna kobieta...
    Jestem w kropce.
    pozdr.
    klaryska1
  • woman-in-love 06.08.04, 16:32
    Nawet, jesli "na wierzchu" nic się nie zmieni - jako wolna osoba zyskujesz
    ogromny komfort psychiczny. Nie masz nic do stracenia, a wiele do zyskania. Na
    przykład godność. Pomimo, że z powodu odejścia męża - po rozwodzie czułam się
    jak śmieć, po pewnym czasie doceniłam to pyszne uczucie wolności.
  • rozwoodka 07.08.04, 01:01
    woman-in-love, to prawda, strach, rozczarowanie, zlosc, gorycz, to jest
    wszystko nic. Zycie w nieudanym zwiazku jest o wiele gorsze niz chwila goryczy
    czy smutku. Trzeba sobie dac troche czasu aby w pelni docenic co zyskujemy
    konczac zly zwiazek.
    --
    Rozwódka
    Forum Rozwódki
  • calineczka36 07.08.04, 17:20
    Klarysko to jest tylko wymówka. Mósisz sobie uświadomić że dzieci w końcu sobie
    z domu pójdą i ułożą sobie swoje życie, a ty -przepraszam za dosadność mojego
    stwierdzenia- zostaniesz starą zgorzkniałą kobietą. Niestety prawda jest taka
    że kobieta musi też troche o sobie pomyśleć.
  • czarna41 11.01.05, 11:02
    Tak rozwiodłam się po 20 latach ale tak naprawde moje malżeństwo przestało juz
    istnieć po 14 latach moze wczesniej. Jestem 8 miesiecy po rozwodzie jest mi
    ciezko. Ale najwazniejszy jest spokoj psychiczny moj i dzieci wreszcie mozemy
    spać spokojnie nie uciekamy w nocy (bo tak wyglądala końcowka małżeństwa).
    To bardzo duzo ale ja boje sie o przyszłość. Rozwod mnie wypalił. Przyjaciół
    nigdy nie miałam bo to w moim związku było mi zabronione, rodziny tez nie mam.
    Sama dzwigam ten cieżar a tu mam jeszcze sprawe o podzial majatku. Styuacja
    finansowa gorzej niź zle. To wszystko powoduje ze jestem przygnebiona. ALE
    PODJETEJE DECYZJI O ROZWODZIE NIGDY BYM NIE COFNEŁA BYŁA ONA SLUSZNA I
    PRZEMYSLANA PRZEZ LATA. Załuje ze niezrobiłam tego wczesniej kiedy byłam
    młodsza. Najbardziej boje sie samotności (chociaz zawsze bylam sama).
  • jesiennapani 11.01.05, 11:23
    "Najbardziej boje sie samotności (chociaz zawsze bylam sama)."
    Ponoc najlepsze recepta na samotnośc to zyczliwy usmiech skierowany do innych
    ludzi. Dobre slowo i gesty przyjażni.
    Najważniejsze, by być przyjacielem samej siebie.
    PODJETEJE DECYZJI O ROZWODZIE NIGDY BYM NIE COFNEŁA BYŁA ONA SLUSZNA I
    > PRZEMYSLANA PRZEZ LATA. - tak mowi przyjaciel

    www.polhome.com/desiderata.shtml - tekst ku pokrzepieniu serca
    Pomyslnosci



  • zizzi 13.01.05, 09:14
    CZARNA dlaczego się rozwiodłaś ? Jesteśmy w tym samym wieku.
  • czarna41 13.01.05, 12:04
    ZIZII - Każdy znas ma dla siebie jakieś powody którymi kieruje sie podejmując
    taka decyzje a nie inną.Każdy jest inny i nie nalezy kierowac się kogoś
    powodamia ale napisze jakie to były powody nie beda to wszystkie o niektorych
    nawet ....... Bylam młoda wychodząc zamąż teściowa od samego początku mnie
    nieakceptowala byłam nieodpowiednią partią. W domu slóbu powiedziala mi ze
    postara się aby to małżeństwo nie trwało zbyt długa i przez 20 lat
    nierozmawiała zemna ani ja znią bo sobie tego nierzyczyła.
    A teraz powody pozwolisz ze tylko będę wymieniać:
    -gnębienie psychiczne, wyzwiska od najgorszych bez powodu, koszystanie przez
    niego z klubow nocnych dla Panów, zabranianie spotykania się z znajomymi
    (wybieranie mi znajomych, rozliczanie do każdych 5 minut, sama z dziećmi
    spędzalam wakacjie i kazdą chwile bo on nie ma czasu jest znęczony, brak czasu
    dla rodziny, brak rozmów (gdy próbowalam rozmawiać miałam zamykac drzwi z
    drugiej strony), osobne sypianie (nieatrakcyjna, zawsze mi czegoś brakowało,
    nie interesowal sie domem (wszystko było na mojej głowie i zawsze pretensje
    zawsze żle), rękoczyny,. To narastało, później zaczoł wojnej z dziećmi a
    zwłaszcza z starszą córką; wybieranie jej towarzystwa,wyzwiska od najgorszej,
    wyganianie z domu itp. Gdy ta młodsza osiągnela wiek tej starszej to zacząl
    równiez wnią.
    Wiesz najgorsze było to że ja zawsze go bronilam, kiedy był dyscyplinarnie
    zwolniony pracy (kilka razy) szłam wyprosić zmiane kwalifikacji zwolnienia. Byl
    na moim utrzymaniu przez prawie 7 lat oplacalam jego sanatoria, wyjazdy
    zagraniczne - Ja pracowalam na 2 etaty.
    Bolesne było również to, że chyba jak dlugo będę żyła nie zapomnę takich
    życzeń, które On mi złożył _"Wigilia Bożego Narodzenia 2001r. - a On życzy mi
    śmierci, a jak nie tego to chce rozwodu". Prosilam i blagalam i wiesz to był
    moj błąd ten okres to gehenna. Szukałam pomocy w Terapi Małżeńskiej.
    Dzieci miały już dość ja równiez (wtedy bardzo się rozchorowalam - on mi nie
    pomół, pomogly koleżanki i kolega z pracy I on stał sie moim przyjacielem).
    O rozwód wnosilam 2 razy za drugim razem wytrzymalam do końca. Ja napewno tez
    ponosz jakąs wine - moze za mala albo za dużo sie staralam.
    Jest mi bardzo cięzko zostałam z dlugami, szukam dodatkowej pracy ale to już
    nie ten wiek. Jestem bardzo zmęczona, nic mnie nie cieszy, ciagle jestem
    przygnebiona. Jestem sama choć jest osoba która stara sie abym myslała o
    lepszym jutrze.
  • dora641 13.01.05, 16:08
    Czarna, nie szukaj winy w sobie! Choćbyś stanęła na głowie pewnie koniec Twego
    małżeństwa byłby taki sam! A to chyba najlepszy koniec, bo jest też początkiem
    czegoś nowego w Twym życiu. Coś się musi odmienić w końcu na lepsze! Wierz w to,
    nie wiń siebie, pomyśl, że wreszcie uwolniłaś się od tego faceta i że wreszcie
    nikt Ci nie mówi, że nie jesteś atrakcyjna! Na pewno jesteś fajną babką i
    zasługujesz na miłość, szacunek i szczęście! Trzymaj się !
  • czarna41 13.01.05, 18:19
    Dora641
    Dziekuje za tak piękne słowa
    >zasługujesz na miłość, szacunek i szczęście!
    Lata takich słów nie słyszałam.
    Musze kończyć bo sie rozpłakałam .
    Dięki
  • ojlili 14.01.05, 15:41
    Czarna!
    MUSISZ zdobyć i przeczytac ksiazke francuzki Marie-France
    Hirigoyen "Molestowania moralne"-perwersyjna przemoc w zyciu
    codziennym,wydawnictwo"W drodze".
    Mysle ze rozwiaze poniekad twoj problem.
    Ta ksiazka uratowala wiele kobiet przed depresja i samobojstwem.
    Toprzelomowe,odmienne niz dotychczas podejscie do rozpadu zwiazkow
    poprzez pryzmat wiktymologi.
    Inaczej niz dotychczasowa moda w psychologii ktora zawsze winila obie strony
    za rozpad zwiazku M.F.Hirigoyen wykazuje ze pewne kobiety ktore cechuja sie
    wyjatkowa wrazliwoscia ,radosnym podejsciem do swiata ,sumienne i
    niewiele wymagajace od zycia sa podswiadomie przez swoich partnerow wybierane
    juz na poczatku wlasnie ze wzgledu na swoje cechy.

    I potem nagle kiedy partner zaczyna w swoim zyciu
    zle czuc sie w swojej roli z jakiegos powodu
    /np.klopoty w pracy ,klopoty finansowe,nieudany romans/
    zazdrosc o te jasna i radosna i nieroszczeniowa postawe staje sie kanwa
    zniszczenia partnera.
    Zniszczenie to jest bezwzgledne i konsekwentne az unicestwienia "ofiary"
    fizycznego /samobojstwo/ albo psychicznego /zaklad psychiatryczny/.
    otyczy to takze stosunkow sluzbowych i bardzo czesto rozgrywa sie na lini
    przelozony-podwladny.
    Polecam....obawiam sie ze ksiazka trudna do zdobycia ale warto .Ja zostalam
    uleczona w jeden wieczor.Trzeba ja nie tylko przeczytac ale miec na wlasnosc.
    Pozdrawiam.O.
  • babelki 21.02.05, 14:38
    witam cie
    bardzo chce na ten temat pogadac
    Właśnie czy to najlepsza decyzja ???
    Jestem po ślubie już 13 lat mam 32 lata
    Od męża odeszłam 5 miesięcy temu
    Z taką decyzja już się nosiłam od kilku lat ale zawsze się BAŁAM
    Ale się odważyłam
    Nie ukrywam że pomogły mi rozmowy z przyjaciółmi zawsze bałam się samotności .
    Nasze małżeństwo zaczęło się psuć 9 lat temu gdy na świat przyszedł 2 syn
    Następnie popijał sobie - 5-6 piwek dziennie nie miał ochoty nigdzie
    jeździć , nigdy nie pamiętał o moich urodzinach , nigdy nie mówił mi miłych
    słów itp.za to umiał mnie wyżywać od różnych a do tego jest chorobliwie
    zazdrosny dotego stopnia ze wybierał mi drogę którą powinnam wracać z pracy
    każdy kierowca w autobusie , łącznie z moim szefem to moi kochankowie , dwa
    razy uderzył mnie
    Trzy lata temu mąż dostał w spadku połowę domu i tu się zaczęło na każdym
    kroku mi to przypominał chociaż w tym domu mieszkaliśmy już 12 lat ja włożyłam
    swoją dusze i pieniądze które dostałam od rodziców na rozbudowę ( ale nie
    udokumentowana darowizna ) pzrz te ostatnie trzy lata ciągle mi się kazał
    wynisic robił mi awantury ci wszystko słyszały i widziały dzieci ( 13,5 i 9
    lat ).
    Decyzje o odejściu chciałam podjąć już w zeszłym roku ale moje myśli to –
    rozbudowa domu tyle pieniędzy , dzieci , co rodzina na to ?? , było mi bardzo
    wstyd
    Ale we wrześniu 2004 odeszłam już przegiął
    Wróciłam do rodziców nie mam pieniędzy na wynajęcie mieszkania
    Jest mi dobrze nie chce wracać , od 13 lat nie było mi lepiej
    Ale doprowadzają mnie do szału rozmowy na mój temat rodziny ( ciotek ,
    braciszków ciotecznych i ich żon )
    Co zrobiłam dla Nich to cudowny dobry facet
    Ale ja już nie chce
    Nawet spać już z nim ni mogłam
    Nie mówiąc o seksie , nie dawał mi przyjemności , tylko ból 
  • dryla 12.03.05, 21:30
  • emka69 20.04.05, 20:01
    Decyzję o rozwodzie podjęłam po 15 latach małżeństwa. Długo się nad tym
    zastanawiałam ... Dzisiaj wiem, że jestem samotna ale nie bardziej niż przed
    rozwodem. Mam spokój - co to znaczy zrozumie ten, kto żył z alkoholikiem.
    Jestem na szczęście niezależna finansowo i nie muszę liczyć na nędzne alimenty.
    Czasami nas ( mnie i córkę) odwiedza i wtedy widzę obawę w jej oczach czy czsem
    się nie "pogodzimy". Kiedyś mi powiedziała że to moja wina że przychodzi w
    odwiedziny bo mu na to pozwalam. I sama nie wiem co robić, Udawać, że go nie
    znam ( myślę, że to głupie)nie rozmawiać, obrazić się...
  • magdalenka201 01.05.05, 12:22
    A ja rozwiodlam sie po 17 latach malzenstwa i zaluje ze nie zrobilam tego
    wczesniej.Mam 2 juz doroslych i wspanialych dzieci i jest mi dobrze.Samotnosc
    nie jest taka straszna.Samotna to ja bylam w malzenstwie,a teraz czuje sie wspaniale
  • imka2709 01.07.05, 15:03
    Jestem od 18 lat mężatką (mam 43 lata).Mamy dwoje dzieci.Mąż jest ode mnie
    starszy o 8 lat.Tak naprawdę nigdy nie zaprzyjaźniliśmy się ze sobą,choć
    pobraliśmy się z miłości (mąż był rozwodnikiem-poprzednia żona odeszła od
    niego).Największą wadą naszego małżeństwa było to,że nie potrafiliśmy rozmawiać
    ze sobą.Rozmawiać-o wszystkim:tak o sprawach poważnych,jak i mniej
    poważnych.Zawsze bardzo mi tego brakowało.No i tak narastał między nami
    mur,który rósł też z innych powodów:nieciągnący się remont mieszkania (stare
    budownictwo,mąż wszystko chciał robić sam,wykpiwanie mnie w towarzystwie,brak
    wspólnych spacerów "donikąd"-które ja tak uwielbiałam...). Powoli stawaliśmy
    się sobie coraz bardziej obcy.Przynajmniej-z mojej strony.Bo on tego tak nie
    odczuwał.No i ponad rok temu poznałam "Tego Drugiego".Nasza miłość wybuchła
    niemal od razu.Każde spotkanie (do którego oboje dążyliśmy) z zakładanej np.
    godziny przeciągało się do 3,4,5,6 godzin.I zawsze było tak samo pięknie.Coraz
    więcej wspólnych spraw,problemów-jego,moich,...naszych...Nie żadna tam sielanka
    ale niezwykła jedność:uczuć,myśli,potrzeb...Ponad 2000 sms-ów wysłanych do
    siebie i niesamowite uczucie braku czegoś-gdy ich nie było.I wcale nie był
    (jest) to typowy związek "kochanków".Seks oczywiście pojawił się w końcu-nie
    dało się tego uniknąć i było tak samo pięknie.Sielanka?..Bynajmniej nie.Kłócimy
    się-owszem-ale są to głównie kłótnie na jednym tle:zazdrości Jego o moje
    małżeństwo-wciąż formalnie istniejące.Dla Niego jestem (tak mówi,a ja mu
    wierzę) największą miłością życia.Nie wierzył,że może się aż tak zakochać.Tę
    miłość potwierdza zresztą na każdym kroku-dlatego mu wierzę.
    Mąż szybko "wybadał" o co chodzi (nie dało się inaczej).Zbytnio nie zabiegał
    o "nawrócenie" mnie.Szybko znalazł sobie "zastępstwo",nie przestając przy tym
    oskarżać mnie o rozbicie małżeństwa.Nie dopuszcza myśli,że Tamten Mężczyzna był
    skutkiem, a nie przyczyną mojego "odejścia".Bo tak naprawdę wciąż jestem
    mężatką,mieszkam z mężem i dziećmi.I wariuję w myślach.Chcę być z "Tamtym".
    (Sorry,że tak go nazywam).Ale boję się jednego:że utracę uczucia dzieci.Mają 15
    i 16 lat.Niby wszystko rozumieją,że mama i tata nie umieją już być razem.Ale
    dla nich najważniejsze jest,by byli razem mimo wszystko.I co wybrać?Próbować
    budować swoje nowe szczęście (bo wiem,że bylibyśmy szczęśliwi)i przeczekać
    burzę ze strony dzieci ( w końcu przecież będą się musiały pogodzić z nową
    sytuacją),czy tkwić w bezsensownym związku-tylko i wyłącznie dla dzieci,które w
    końcu przecież pójdą swoimi drogami życia?.......Co jest w tym życiu
    ważniejsze?...........Są to dylematy: matki,katoliczki,kobiety o raczej do tej
    pory spokojnym i nierzucającym się w oczy trybie życia. Oto "bajka" bez
    morału...:-) Aha...Mimo wszystko nie oddałabym za żadne skarby świata takiego
    uczucia i takich przeżyć, które stały się moim udziałem..Tylko...co robić
    dalej...?
  • gemini9 06.07.05, 10:42
    Witam,

    jestem świeżutko "po".Rozwiodłam sie po 12 latach małżeństwa.Decyzja długo ,
    długo drzemała we mnie,dojrzewała.Ale wreszcie dojrzałam i stało się.Dziś mogę
    powiedzieć,ze żałuję,że nie podjęłam tego kroku wcześniej ale bałam sie jak to
    będzie. Po kilku latach życia obok siebie a nie ze sobą,po tym jak pojawił sie
    alkohol a za tym ciągłe awantury w domu, problemy z dziećmi zdecydowałam
    się.Teraz wiem,ze wracam do spokojnego domu, bezpiecznego,widzę uśmiech na
    twarzy dzieci.Powoli zaczynamy układac sobie życie.Nie jest łatwo ale jest
    lepiej choć bardzo brakuje miłych słów,kogoś kto przytuli porozmawia.Być może i
    kiedyś na to czas przyjdzie.Cieszę się,że miałam tyle odwagi by przeciąć
    tę "pępowinę" i uciec z tego "złego" związku.

    pozdr.
  • borrus 21.05.06, 11:45
    No cóż, Twoje życie to nic nadzwyczajnego,ot kobieta bez sumienia i głębszych
    uczuć, mająca starszego od siebie mężą, która znalazła sobie młodszego i teraz
    stara sie do tego dorobić ideologie- usprawiedliwić w oczach swoich i świata.
    Zapomniałaś już Imka jak przysięgałaś w kościele- "przysięgam miłość, wierność i
    uczciwość małżeńską oraz to że Cie nie opuszczę aż do śmierci..."
    Cóż warte są Twoje słowa i przysięgi- sama widzisz ( tyle pewnie co Ty)
    Lecz mimo to życzę Ci powodzenia- potrzebne Ci będzie na pewno, bo gdy tylko
    zostaniesz wolną kobietą to Twój ogier straci zainteresowanie Twoją osobą, -( bo
    jemu nie potrzebne są obowiązki, potrzebna jest niewyżytaa dupa ( a jeszcze
    lepiej hojna dupa placąca kartami mężą.)
  • ann242 01.06.19, 22:27
    Dobry wieczór, czy Pani już wybrała? Niesamowicie interesuje mnie ciąg dalszy ..
  • ann242 01.06.19, 22:27
    Mam na myśli panią która chciala odejść od męża bo poznała kogoś innego..
  • melina2 29.08.05, 19:28
    Każda z nas ma trochę inną historię. Może moja doda odwagi i otuchy tym
    kobietom, które się boją zrobić ten decydujący krok, mimo, ze wszystko
    wskazuje, że będzie to krok ku lepszemu. Ja także się bałam, bo "jak poradzę
    sobie sama". Ale tak naprawdę, to mężczyzna który przy mnie był (czyli mąż) to
    była bardziej imitacja męskiego ramienia niż prawdziwe wsparcie. Pierwsze mysli
    o rozwodzie po 10 latach małżeństwa porzuciłam, bo córka (9 letnia)
    powiedziała "jak się rozwiedziecie to ja idę do domu dziecka" - po swojemu dała
    mi do zrozumienia o swoich uczuciach. Jednak po 7 latach to mądre dziecko, nie
    tak uległa istota jak ja, sama dostrzegła, że to, jak jej ojciec traktuje mnie
    i ją nie jest normalne. To, jak mnie traktował to było takie wyrafinowane, mało
    zauwazalne gnębienie mnie, lekceważenie, poniżanie (z mojej ciąży wcale się nie
    cieszył, nazywał dziecko w brzuchu "naroślą", na parapetówkę nie mogliśmy
    zaprosić moich gości, bo by sie nie zmiescili, ponieważ on zaprosił już 30
    swoich znajomych, gdy nie spakowałam piwa na piknik była afera i kara - nie,
    nie bicie, ale poszedł sobie z tego pikniku, by dac do zrozumienia, że nie
    będzie tolerował takiego zapominania, wyjeżdżał na żeglarskie rejsy, a ja
    siedziałam cichutko myśląc, ze nastepnym razem ja pojadę (też żegluję) a poza
    tym, to przecież on zarabia głównie pieniądze, więc ma prawo do extra profitów.
    Jednak ja pracowałam stale i zarabiałam bardzo różnie, czasem nieźle, czasem
    gorzej, a potem to bardzo dobrze we własnej firmie. Od kiedy on zostawił swoją
    posadę dyrektora marketingu i przyszedł do mojej firmy zaczeły się długi i
    finansowa polityka "jakoś to będze". Uwierzył, ze jest biznesmenem i zasługuje
    na wysoki poziom życia, ale za długi jedynie ja czułam odpowiedzialność. To
    było dodatkowy argument by przerwać to małzeństwo. Gdy się mnie pytają, ja
    przyjeła to córka, to odpowiadam, że to była nasza wspólna decyzja. Ona miała
    dośc ojca, który "porozumiewa się" z nią wyłącznie krzykiem i tematem tego
    krzyku jest wyłącznie porządek w pokoju. Decyzję podjęlam w Wilkanoc, wiele
    godzin z nim rozmawiałam tłumacząc DLACZEGO. Nie rozumiał, chciał mnie wysłac
    do sanatorium, by mi przeszło. Aby zrozumiał - wyprowadziłam się w Bożego
    Narodzenie gdy wyjechał na narty. Chciałam uniknąc patrzenia na ręce, gdy będę
    sie pakować. Zabrałam rzeczy osobiste, córka swoje i dosłownie niezbędne rzeczy
    do przetrwania (3 komplet talerzy, 2 kpl pościeli itp - tak by braki nie
    utrudniały mu życia). Jak zdejmowałam mój obrazek ze sciany to czułam
    autentyczny żal, ze będzie musial znosić ciemna obwódkę na ścianie.
    Balam się strasznie i pomogła mi moja siostra - pomagała nosić rzeczy przy
    przeprowadzce i swoją obecnością dawała mi wsparcie. Wprowadzilam sie do brata
    i przez kilka dni siostra mieszkała tam z nami. To był kilkudniowy okres
    przejściowy - takie znieczulenie, bardzo potrzebne. To było najtrudniejsze, to
    zerwanie więzów i wyprowadzka. Ale dalej także nie było lekko - pracowaliśmy
    razem, a firma nie prosperowala już ta dobrze. Mieszaknie u brata wchodziło w
    grę na pół, max 1 rok. Zostawiłam mu firmę i znalazłam nową pracę, coś
    zupełenie nowego dla mnie ale dającego pieniądze na start. Spłaciłam długi (on
    także miał w tym udział) i kupiłam mieszkanie (oczywiście nie mając żadnych
    pieniędzy, pomogła mama, kolazanka no i wzięłam kredyt). U brata mieszkała
    równo rok i znowu w święta byłyśmy z córką w naszym gniazdku! Jestem szczęśliwa
    i nigdy nie zalowałam tego kroku. Nie załuję też, że nie zrobilam tego
    wczesniej, bo jednak był czas, ze córka miala dobry kontakt z ojcem. Teraz może
    się z nim widywać bez przeszkód. Były mąż jest mi winny sporo pieniędzy (za
    mieszkanie, firmę, samochód) - czekam na te pieniądze już 2 lata ale liczę się
    z tym, że być może nigdy ich nie dostanę. I tak jestem szczęśliwa.
  • crazyrabbit 08.10.05, 23:19
    Przeczytałam Wasze posty... Bardzo podniosły mnie na duchu. Jestem właśnie po
    rozmowie z moim mężem , w końcu doszliśmy razem do wniosku , że nie ma sensu
    tego ciągnąć dalej. Po 12 latach małżeństwa... Długo zwlekałam i bałam się tej
    decyzji , ale mam dosyć życia z kimś kogo nie kocham , kto nadaje na
    innych "falach" , z kim nie mam o czym porozmawiać , ciągle się kłócę , kto
    mnie nie pociąga fizycznie... Ja się męczę i on się męczy. To nie jest zły
    człowiek , ale ja już po prostu nie mam siły walczyć :(
  • jaaga2 02.01.06, 23:02
    Dziewczyny.....powiedzcie, czy On- mój mąż- ma szansę "zatrzymać" przy sobie
    dzieci albo jedno dziecko, mamy dwójkę........chcę się rozwieść z moim mężem,
    jesteśmy po ślubie 9 lat, ale ja go już nie kocham, ciągle się kłócimy, męczę
    się przy nim, wiele mogłabym pisać ........ jest to człowiek z którym nie da
    się żyć a teraz jeszcze mówi że "po rozwodzie wszystko dzielimy na pół" -
    dzieci też.........nie wiedziałam że będzie aż taki wredny.........jestem
    świeżo po kłótni z nim.....nie mam teraz juz siły pisać o naszym
    małżeństwie...
  • user123456 03.01.06, 20:24
    jaaga2 napisała:

    a teraz jeszcze mówi że "po rozwodzie wszystko dzielimy na pół" -
    > dzieci też.........nie wiedziałam że będzie aż taki wredny.....

    nie jest wredny , takie sa regoly "gry' rozwod .Moze poprostu zrozum ze
    malzenstwo przewiduje rowne udzialy w dorobku materialnym , a rozwod wcale nie
    zwalnia z obowiazkow rodzicielskich .Tak czy owak jestes skazana , przez
    posiadanie wspolnego potomstwa , na kontakty z exmalzonkiem - o sory jeszcze
    malzonkiem .to ze jedno z dzieci zostanie z toba , a drugie z nim spowoduje ze
    odpadnie wam problem alimentacji - to tak na plus - a co zatym idzie i sporo
    klopotow i niepokojow
    --
    jakze trudno byc wyrozumialym
  • myszka190 10.03.06, 22:04
    niestety user123456 nie każdy chce podziału na pół wszystkiego , my nie mamy
    dzieci a ja jestem kobietą i 17 marca odbieram pozew o rozwód z kancelarii
    prawnej w który ma być napisane prosto i zwięźle nie che nic z podziału
    majątku , wszystko zostawiam jemu jak chce rozwód i moge jeszcze jemu
    zapłacić żeby mi go dał i żebym sie od niego uwolniła, nie che nic chociaż mamy
    wspólne mieszkanie własnościowe warte 100tys i nie tylko ale ja wszystkiego
    zrzekam sie dla niego ( może trudno uwierzyć ale tak jest i takie kobiety też
    istnieja jak ja ) a jak sie czegoś dorobie to sama i wtedy będe miała co mam a
    jak nie to będe biedna ale spojrze zawsze w lustro , moralnie , etycznie i
    finansowo mam czyste sumienie i z tego jestem dumna , honor mi nie da jedzenia
    i mieszkania ale POPROSTU TAKA JESTEM
  • havana06 21.05.06, 19:38
    Rozwiodłam się 27 lat temuu!
    O całe 26 lat za poźno!!!!!!!!!!!!
  • balbinap29 21.05.06, 19:48
    Ja jestem w trakcie rozwodu po 26 latach mażenstwa.Czeaklam , cierpialam pijaka
    aż dorosy dzieci do takiej decyzji.Myślalam ,że skrzywdzę dzieci.A on po
    trzecim leczeniu wróci i wytrzyma aż jeden dzień no i znów picie
    picie ,moczenie się no i izdebki itd......... .
    Myślę że moja dezyzja jest wlaściwa ale oczywiście się boję pustki i
    samotności .Córka mlodsza wybiera się na studia zostanie mi tylko syndrom
    pustego gniazda. No cóż muszę chyba to jakoś przetrwać nie ja pierwsza nie
    ostatni. Tak ,że rozumię Ciebie doskonale. balbina
  • 123d2 21.05.06, 20:43
    ja rozwiodłam sie po piętnastu latach;bardzo żałuje ze tak późno.Teraz leczę
    skołatane nerwy;wychowuję dwoje dzieci;od roku (po trzech latach
    przerwy)zaczęłam pracować;chętnie też dołączę się do wymiany daświadczeń;nie
    przeczytałam wszystkich -nadrobie to jutro;bo moja mała pociecha chce
    spać.pozdrawiam!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka