Dodaj do ulubionych

bezsilność

21.01.06, 11:32
Witam wszystkich. Zaglądam czasem na to forum, ale nie znajduję podobnego
przypadku do mojego.
Mam męża alkoholika, z którym nie chcę dłużej żyć. 12 lat po ślubie, 1
dziecko (11 l.) On nie zdradza, nie bije. No i twierdzi, że mnie kocha. A ja?
Zaufania ani odrobinę, oparcia w nim też niewiele, bo nigdy nie wiem co
zastanę po powrocie do domu. Załatwiam wszystko sama, bo jemu nie
wierzę.Leczenie podjął raz (ukończył)A podjął je tylko dlatego, że miał
kolizję i skończył w szpitalu. Ale nie dlatego, że coś mu się stało. Był po
prostu nieprzytomny (4,5 promila). Dodam, że jechał z dzieckiem wtedy. I
dziecko przywiozła do domu policja.Zaraz potem podjął pracę i wytrzymał 3
mies. bez picia. A potem to już tak średnio raz na miesiąc "nawalał". Raz
prawie dyscyplinarnie wylecial. No to dobra żona (a jaka głupia) ubłagała
ordynatora, żeby go przjął do szpitala na zamkniętą terapię. Wytrzymał
tydzień - do przepustki. Oczywiście wyleciał za złamanie abstynencji.
Niestety żadnych wniosków nie wyciągnął. Dalej mu sie zdarzały wpadki w
pracy. W efekcie - umowy nie przedłużyli. I od listopada jest na moim
utrzymaniu. Co nie przeszkadza mu się opić. Koledzy zawsze wesprą
potrzebującego. A no i zasiłek przecież jest. Nie kocham go od dawna, nie
sypiamy ze sobą od ponad roku. Obrzydzenie mi nie pozwala.
Problemem jestem ja sama. A raczej mój charakter. Zero zawziętości. Jak on
jest trzeźwy (teraz od tygodnia) to wtedy jest wzorowym mężem, takim co to
wszystkie powinny zazdrościć. Gotuje, pierze, sprząta. A mnie aż w środku
dusi. Bo ja nie umiem tak po prostu być obrażona. Faktem jest, że się bez
potrzeby do niego nie odzywam. A on owszem - a co przygotować, a może zrobić,
a może siamto. Włącznie z kartkami na lodówce, że kocha.I jak on sie tak
zachowuje to ja się czuję tak, jakby mi ktoś wszystkie siły odebrał. A teraz
jeszcze znowu podjął terapię (w środę). Ja czuję, że to jest jego kolejna
próba zmanipulowania mnie, bo poinformowałam go (kolejny raz)że składam
pozew. I jeszcze te jego prośby ze łzami w oczach, żebym przemyślała. A ja
już po prostu nie mam siły tak żyć.Syn też snuje plany jak to będzie, kiedy
już on z nami nie będzie mieszkał. Tak to w wielkim skrócie wygląda. Nie
pisałam tu o wszystkich jego "wybrykach". Pije od ok. 7 lat. Strasznie się
boję, że znowu sobie odpuszczę, bo on wykazuje poprawę.I obawiam się pytań w
sądzie. Straszny ciężar czuję. I taką bezradność wobec siebie. Nie muszę
chyba dodawać, że nigdzie razem nie bywamy. Ani wakacje, ani wypady za
miasto. Nic nie można zaplanować - nie wiadomo czy się nie opije. Tak się
zdarzało nie raz. Ja w takim przypadku z planów nie rezygnuję - jadę wówczas
z synem. Jednak najgorsze jest to uczucie ciężkości w piersiach. I wyrzuty
sumienia, że on się niby stara a ja jak potwór jakiś nie zauważam. A przecież
wiem, że on nie wytrwa w niepiciu. Zresztą już za dlugo miałam taką nadzieję -
i zawsze za tą miękkość dostawałam po dupie. On się niczym nie musi
przejmować - ja jakoś załatwię.
Po co to napisałam? Chyba bardziej, żeby sobie ulżyć. A może ktoś był w
podobnej sytuacji i mi podpowie jak sobie z tą własną głupią niemocą i
miękkością poradzić. Pozdrawiam wszystkich.
Edytor zaawansowany
  • woman-in-love 21.01.06, 13:50
    a czy brałaś udział w Al-Anon?
  • sylwiamich 21.01.06, 21:04
    To Ty idż na terapię dla osób współuzależnionych...i to szybko. Przeraziłaś
    mnie.ratuj siebie i dziecko. Jestem dobrej mysli...w końcu zauważyłaś że sama
    sobie z problemem nie radzisz.
  • maria293 24.01.06, 13:55
    Powinnaś iśc na terapię. W ośrodkach terapeutycznych są terapie dla osób
    współuzależnionych, czyli uzaleznionych od partnera pijaka. Wejdź sobie na
    forum gazety zdrowie-uzaleznienia tam sie dowiesz dokładnie gdzie znajdują sie
    ośrodki które prowadzą taka terapię. Ja mam podobny problem z tym ze jestem
    dopiero 4 lata po ślubie, nie mam dzieci a mój mąz przez ostatni rok pije i
    podjęłam decyzję o rozwodzie. Na takiej terapi nie byłam ale wszyscy ją
    zachwalają, bedzie to polegało na tym ze tam Cie odpowiednio zmotywują do
    działąnia i do postanowienia konkretnej decyzji co do waszego związku.
    Powodzenia
  • mariolka34 26.01.06, 10:47
    Witam! Dziękuję za zainteresowanie i podpowiedzi co robić:*
    Na terapii byłam kilka razy. Terapia jest raczej dla osób, które godzą się
    być "niewolnikiem" pijaka. I terapia ma im pomóc zrozumieć, że nie muszą żyć
    pod dyktando i wymagania owego. Ja nie mam tego problemu. No i na terapii
    tłumaczą czym jest alkoholizm (chorobą ha ha). Ja natomiast nigdy nie miałam
    natury Matki-Polki i nigdy pijakowi nie nadskakiwałam, żeby go czasem nie
    zdenerwować. Żadnego schodzenia z drogi ani "dopieszczania" - nic z tych
    rzeczy. Ja zawsze sobie potrafię zorganizować życie. I dziecku też. Zresztą
    zawsze byłam niezależna i on o tym od zawsze wiedział. I na owej terapii tego
    właśnie uczą. Żeby nie żyć "pod pijaka". Problem mam z utrzymaniem decyzji o
    odejściu. Zwłaszcza jak on jest od jakiegoś czasu taki jak kiedyś - czyli cud
    mąż (obiadki podane, śniadanko w weekendy, pranie nastawione). Normalnie
    marzenie. A w głębi duszy aż mi wyje - NIE DAWAJ SIĘ ZMAMIĆ! Bo i nie po raz
    pierwszy on tak się zachowuje, żeby chyba się "odkupić". No i ja mimo, iż wiem
    że to pewnie kolejna chwilowa poprawa, niestety sie nabieram (wrrrrr, ta moja
    cholerna miękkość). On teraz lata prawie codziennie na spotkania AA i na
    terapię w poradni. Cholera go wie - może i faktycznie w końcu chce porzucić
    nałóg? A ja mam tylko wyrzuty sumienia, że nie dostrzegam. Ileż razy mówiłam
    sobie - koniec, więcej szans nie daję. Ech...życie ciężkie. Pocieszam się, że
    inni mają gorzej (przemoc i do tego niemoc). Dziękuję Wam wszystkim, że się
    odezwałyście. Pozdrawiam gorąco.
  • cugier 22.05.06, 15:35
    skoro chce rzucić picie to z tobą czy bez ciebie to zrobi. Jeśli da radę to
    pamiętaj, że życie jes długie i różnie jeszcze może wam się poukładać
  • burza4 22.05.06, 22:07
    Tak naprawdę - co cię przy nim trzyma? nie kochasz go, nie ufasz mu, nie masz w
    nim oparcia, nie sypiacie ze sobą - co was łączy? wspólne śniadanko, które
    przygotuje? niby go nie dopieszczasz, ale - ulegasz. To w sumie to samo.
    Tracisz czas na walkę z wiatrakami, co gorsza - wpajasz dziecku mimowolnie
    patologiczny model rodziny. A życie ucieka. Życie, które mogłabyś spędzić
    spokojnie, bez takich atrakcji, bez stresów i szarpaniny. Jak można było
    dopuścić do tego, żeby dziecko jechało samochodem z gościem, który ma ponad 4
    promile???? przecież ryzykowałaś jego życie godząc się na to, żeby ojciec pijak
    się nim zajmował! nie pojmuję tego

    czego oczekujesz? sama chyba nie do końca wiesz, czy chcesz z nim być czy nie.
    Jeśli dojdziesz do momentu, kiedy sobie uświadomisz, że nawet jeśliby przestał
    pić - to i tak nie zmieni to twoich uczuć - to znikaj.
  • myszka190 05.02.06, 21:35
    Rozumiem Cie doskonale też czuje sie bezsilna . Również mam problemy z męża
    piciem , agresja , brak szacunku , nie ufam mu , niegdy nie wiedziałam czy
    dzisiaj będzie w domu jak wruce po pracy czy go nie będzie bo on pije. Również
    miał 3 wypadki po pijaku ale zawsze bez policji i mu sie udawało nie stracić
    prawojazdy. Mój mąż twierdzi , że pije bo ja go zdradzam ,iż nie chce z nim
    sypiać ,a ja sie pytam jak mozna współzyć z zapitym facetem albo na kacu też
    mam do niego obrzydzene, wogule nie moge patrzeć na facetów i nie wierze , że
    porządni po świecie chodzą. Z tego powodu , że On jest taki od ponad roku
    jestem u mamy, chce sie rozwieść ale nie mam siły. On ciągle dzwoni i mówi , że
    moje miejsce jest przy mężu bo mamy ślub kościelny (a wogule do kościoła nie
    chodzi ja jestem bardziej wierząca), straszy mnie , że nawet jak napisze pozew
    o rozwód to i tak łatwo sie go nie pozbęde , a następnym razem jak sie upije to
    sam sie dopomina o rozwód , sam nie wie czego chce tylko pić potrafi,jak jest
    trzeźwy to tylko ma przebłyski , że ja go biednego zostawiłam samego i płacze
    mi do słuchawki , że on sam biedny jest , że nie ma zdrowia i problemy z
    plodnością i żadna go nie zechce i ja wtedy nie mam siły wnieść pozwu o
    rozwód , ale z drugiej strony nie moge być z nim z żalu musze sie wkońcu wziąść
    w garść i to zrobić( my nie mamy dzieci i to jest dobre bo chociasz sami
    cierpimy przez nie udany związek a nie jeszcze dziecko), chociaż mąz uważa , że
    też odeszłam bo nie mamy dzieci (według niego picie, wyzwiska , jeżdżenie autem
    po pijaku , nie spędzanie wspólnie świąt , wolnego czasu od pracy i urlopów nie
    mają żadnego znaczenia i wogule nie maja wpływu na moje odejście)Kocham go ,
    ale on ani razu nie próbował nawet sie leczyć z picia , wręcz przeciwnie często
    gada , że to ja powinnam sie leczyć bo normalni ludzie piją ,jak nie pił to
    nigdy nie był dlamnie taki słodki ja Twój mąż . Nie wiem wogule dlaczego ja go
    kocham ale tak jest i jestem wobec tego bezsilna . Z tego co wiem to
    alkoholikom nie daje sie sznsy (czytałam tak w fachowej litreaturze)oni sami
    muszą wpaść na dno i albo sami sie od niego odbija albo z niego wyjdą , także
    to że Ty i ja jeszcze nie jesteśmy po rozwodzie to wydaje mi sie , że wcale nie
    pomagamy im z tego wyjść , tu są potrzebne radykalne posunięcia , a nie dawanie
    ciągle ostatniej szansy 1000CZNEJ znowu.Ale to sie tylko tak łatwo pisze a
    zrobić to to juz inna bajka , ale każdy kij ma dwa końce bo znowusz życie z
    taki człowiekiem też nie jest łatwe. To zastanówmy sie może nie jesteśmy az do
    końca takie bezsilne może mamy troche tej siły skoro jakoś nadal jestesmy w
    związku małżeńskim a tak żyć to nie bajka. SPODZIEWM SIE ZE MAMY PODOBNY
    PROBLEM , CHCEMY Z NIMI ŻYC ALE TYLKO WTEDY JAK ONI NIE PIJA A ON SĄ ZA SŁABI
    ŻEBY PRZESTAĆ PIC NA STAŁE POPROSTU ONI SĄ ZASŁABI , I WSZYSTKO CO DALEJ SIE
    BĘDZIE Z NAMI DZIAŁO NAPRAWDE JEST TYLKO W NASZYCH RĘKACH , MUSIMY PODJĄĆ
    DECYZJE OSTATECZNĄ I SIE Z NIEJ JUZ NIEWYCOFYWAĆ ALBO Z NIMI ŻYĆ ALBO ODEJŚĆ
    TYLKO JAK TĄ DECYZJE W MIARE SZYBKO PODJĄĆ , JAK CI SIE UDA COŚ POCZYNIĆ TO DAJ
    ZNAĆ , JA JESTEM ZA ROZWODEM I NIE MAM NADZIEI NA TO ŻE UDA SIE URATOWAĆ NASZE
    ZWIĄZKI?!
  • madissa 20.05.06, 14:24
    Trzeba pomyśleć o sobie, a przede wszyskim o dziecku i rzucić w cholerę.
    Alkoholik może się opamięta, jak sięgnie dna. A może i nie - bo to przecież nie
    jego wina, że pije, tylko żony. Zresztą - przecież on pije tylko czasami!
    Pamiętajcie, kobiety, że wasze dzieci zyjąć w takiej "dysfunkcjnej" (te
    eufemizmy) rodzinie ma duże szanse na bycie bardzo nieszczęśliwym człowiekiem,
    które nigdy nie będzie w stanie nikogo kochać. Wspomnienia o tatusiu z
    pierwszycz 20 lat życia(później się wyprowadziłam): picie - kac po piciu -
    super humorek - zły humor( brak alkoholu w organiźmie)- wyjeżdżamy (szybko,
    szybko - pośpiesza tatuś) do babci na weekend, gdzie będzie miłe spotkanie
    rodzinne - kac po piciu- dwudniowe odsypianie po pracy- super humorek tatusia-
    zły humorek tatusia - o, tatuś wrócił pijany w sztok o 3 nad ranem i
    zwymiotował w przedpokoju... Całe lata, z róźnych okazji składał mi życzenia
    tej mniej więcej treści: Nie wiem, czego ci życzyć, ty najlepiej wiesz, czego
    chcesz, więc życzę ci, żeby to się spełniło. Teraz na ludzi, którzy zakładają
    rodziny i chcą mieć dzieci patrzę jak na zielone ufoludki.

    DDA
  • 666jola 20.05.06, 15:02
    Mariolko, nie wiem jak często zaglądasz na forum, ale postanowiłam ci
    odpowiedzieć. Moja sytuacja bardzo podobna. Były mąż - wspaniały i opiekuńczy
    jak trzeźwy, potwór i agresor jak pijany. Wytrzymałam bardzo długo bo 20 lat, z
    czego ostatnie sześć lat były koszmarem dla mnie i dla syna. Ja po studiach,
    pracująca na dwu etatach, syn laureat dwu olimpiad przedmiotowych w liceum,
    stypendysta fundacji dla uzdolnionych byliśmy dla męża niczym. Kłamstwa,
    wyzwiska, upokarzanie, nie wracanie przez kilka dni do domu, no i ciągle
    alkohol. Próbowałam wszystkiego by ratować to małżeństwo - prośby, groźby,
    leczenie w poradni, pomoc rodziny, znajomych, na nic się zdały. W 2004 roku po
    kolejnej pijackiej awanturze kazałam mu wyprowadzić się z domu. Zamieszkał u
    swojej matki, która problemu nie widziała, bo jej zdaniem "każdy mężczyzna musi
    czasami sobie wypić". Złożyłam pozew o rozwód z orzeczeniem winy. W lipcu 2005
    roku wygrałam sprawę rozwodową (po pięciu koszmarnych rozprawach). Na jednej z
    nich świadkiem był nasz syn, mądry, dojrzały, młody człowiek, który zeznawał
    przeciwko swojemu ojcu. Oceniając to dzisiaj uważam, że drugi raz chyba bym tego
    nie przeżyła. Jak jest obecnie - mam wreszcie spokój! Nie czekam kiedy wróci,
    czy w ogóle wróci, czy będzie awantura, czy pójdzie spać. Przestałam płakać,
    cierpieć. Co jest najgorsze - samotność i wspomnienia miłych chwil naszego
    małżeństwa. Niby każdego dnia jest lepiej, radzę sobie bez leków, terapi itp.
    Ale chyba nigdy nie będzie już dobrze. Straciłam wiarę w ludzi . Musiałam zabić
    moją miłość do męża. I pozostał na zawsze ten okropny ból w środku. Moja rada -
    musisz zdecydować na ile twój związek cię niszczy, jak zagraża twojemu dziecku i
    wreszcie podjąć decyzję. Nie możesz tkwić w fikcji, że wszystko będzie dobrze.
    Nie wygrasz z jego alkoholem. Podejmij dezycję szybko, bo ja żałuję, że na
    rozwód nie zdecydowałam się wcześniej. Przynajmnij nie przeżywałabym tylu
    upokorzeń.
  • a.smutasek 22.05.06, 12:35
    Kobitki drogie, moja sytuacja jest jakże podobna!!! Mąż alkoholik, 18 lat
    małżeństwa, dziecko, jestem w trakcie rozwodu. Ale - uwaga - jest jedna
    zasadnicza różnica - mój mąż nie pije od paru lat. Już wcześniej po terapiach
    miewał paroletnie okresy niepicia, ale wciąż wracał do nałogu. To, że nie pije
    niewiele zmienia w naszych wzajemnych stosunkach. Zawsze myslałam, że
    wystarczy, żeby nie pił a wszystko będzie dobrze. To okazało się nieprawdą.
    Nagromadziło się we mnie przez te wszystkie lata tyle żalu, rozgoryczenia,
    poczucia zmarnowanego życia, pustki, samotności i braku perspektyw, że nie
    potrafie i już nie chcę otworzyc sie na niego, zaufać mu, nie jestem w stanie
    znieść jego dotyku (nie mówiąc już o seksie). Nie czuję sie z bezpiecznie,
    dobrze, a wręcz przeciwnie. Poza tym myślę, że pomimo tego, że nie pije, nie
    jest osobą trzeźwą z psychologicznego punktu widzenia; ma wciąż chore myslenie,
    chory ogląd rzeczywistości, może to wieloletnie picie zmieniło mu osobowość,
    psychikę, a może nigdy nie "przepracował" uczciwie swoich problemów na
    terapiach, bo zawsze uważał, że wszystkie terapie są do niczego, a to , że nie
    pije zawdzięcza wyłącznie sobie. Dlatego rozwód - bo trzeba ratować siebie i
    dziecko póki jestem jeszcze przy zdrowych zmysłach, chociaż jest bardzo ciężko,
    bardzo boje się przyszłości, głównie spraw materialnych i samotności.
    Ale trzymam kciuki za nas wszystkie, abyśmy miały dość siły, żeby zmienić
    jakość swojego życia. Będzie pewnie trudniej, ale na pewno spokojniej.Ściskam
  • trusklawka 22.05.06, 14:14
    W moim przypadku - jakze podobnym - mija właśnie rok od wyskoku męża, wpadki
    tym razem przeze mnie wykorzystanej aby rozstać się z nim. Po 15 latach
    małzeństwa. Dzieci, dom, firma. A potem..... Były przerwy, nawroty, odwyki,
    terapie, jego próby samobójcze. Były obietnice, ale i kłamstwa, były
    przeprosiny ale brak skruchy. Ostatnie lata już tylko coraz dalej od siebie.
    Jeśli bym tego nie zrobiła i tak nie byłoby powrotu do normalności. Nie
    pozwoliłam mu wrócić - po 2 miesiacach terapii zamknietej - jeszcze gdy był pod
    opieką lekarzy poinformowałam go o swojej decyzji, ale pozew już był złożony..
    Na zimno, już bez łez.. Mnie też te lata zmieniły... Przygotowałam się -
    znalazłam adwokata - a to wcale nie takie łatwe znaleźć takiego, który by nie
    zniechęcał ( bo trzeba babrać się w problemach)
    2 rozprawy, orzeczenie z jego winy. Teraz rozwód już prawomocny.
    Spokój. Cisza. Nie jest łatwo ( szczególnie z ekonomicznego punktu widzenia)
    Samotnośc - ale czy i rok temu nie byłam sama?
  • abc_ana 22.05.06, 22:52
    Przerabiałam to. Wierz mi, z alkoholikiem zawsze będziesz sama.
    I nie ważne, czy on nie pije trzy miesiące, czy trz lata.
    Musisz uświadomić sobie, czy chcesz dźwigać razem z nim
    ciężar jego nałogu. Jeśli nie - uciekaj i nie miej wyrzutów
    sumienia, mimo, że ślubowałaś "na dobre i złe". On Cię zniszczy,
    więc ratuj się, póki możesz!
  • nenella 23.05.06, 11:05
    Bądź twarda. Nie daj się oszukać. Uciekaj. Ja też to przechodziłam, zbyt
    miękkie serce nie pozwalało mi opuścić człowieka, z którym nie dało się żyć. A
    kiedy już w końcu podjęłam decyzję, żałowałam tak naprawdę tylko jednego - że
    nie zrobiłam tego dużo wcześniej. A jeśli chodzi o to, jak takie sytuacje
    wpływają na dzieci: dopiero niedawno zdołałam wybaczyć mojej matce, że nie
    rozwiodła się z moim ojcem - alkoholikiem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.