Dodaj do ulubionych

Przyjaźń między mężatką a żonatym

30.05.06, 16:17
Mam problem jak większość z osób które tu zaglądają, a mianowicie......
Niby jesteśmy dobrym małżeństwem, ale od dłuższego czsu( trwa to już 2 lata)
mąż "przyjaźni się "z naszą wspólną znajomą. Wspóle wyjazdy kończą się zawsze
awanturą, bo mąż dba o dobre samopoczucie przyjaciółki i zapomina o tym, że
ja również tam jestem. Na imprezach zawsze to samo, taniec z przyjaciółką, za
dużo alkoholu i obściskiwanie. Na drugi dzień udaje,że nic nie pamięta i
wmawia mi, że nic się przecież nie stało. Często do niej jeździł, bo zawsze
potrzebowała pomocy i twierdził, że musi utrzymywać kontakty, bo jak będzie
potrzebował pomocy z jej strony to też może na nią liczyć.Po ostatniej
awanturze w momencie, kiedy u nas w mieszkaniu w mojej obecności zaczeli się
całować i obściskiwać nie wytrzymałam i postawiłam ultimatum, albo skończy z
tym chorym układem, mówie tu o ich niby przyjaźni, albo koniec z
małżeństwem.Po kilku miesiącach niby spokoju nie mogę się jednak pozbyć myśli
o tym jak się zachowywał. W zasadzie nic nie mogę mu udowodnić, ale myślę że
to nie była tylko sama przyjaźń!
Napiszcie co o tym sądzicie. Przypuszczam, że wyśmiejecie mnie że jestem
naiwna, że dałam się nabrać na przyjaźń, ale może ktoś też miał taki problem
Edytor zaawansowany
  • 30.05.06, 16:27
    Naiwna? Nie... Po prostu ufałaś najbliższej osobie na świecie, a on nie
    omieszkał tego wykorzystać. To nie Ty jesteś winna (na przykład temu, że on,
    biedaczek, musiał szukać pociechy w ramionach... eeee... to znaczy w przyjaźni
    z inną) tylko ON.
    Jeżeli w Twojej obecności tak się zachowywali, to jak to wyglądało gdy nikogo
    nie było w pobliżu?
    --
    Sygnaturka? A po cholerę?
    Spróbuj zajrzeć, a ugryzę!
  • 30.05.06, 16:43
    Właśnie to mnie męczy, co się działo lub dzieje do tej pory jak mnie nie ma w
    pobliżu. Czy można mężowi zaufać i czy jest szansa, że przestanę o tym ciągle
    myśleć?
  • 30.05.06, 17:01
    Jak skontaktujesz sie z swoimi uczuciami i okaże sie że cie to boli to skoro
    mąż cie kocha a z tą panienka to tylko przyjażń i wygłupy to powinien uszanować
    twoje zdanie , skieruj te wszystkie watpliwości do męża , powiedz mu o tym
    wszystkim co czujesz i tu piszesz poproś go o poważna rozmowe a nie jakś tam
    byle jaka pogawentką, załatw to z nim twarzą w twarz a skoro znasz go dobrze to
    będziesz wiedziała czy mowi prawde czy nie.Chyba nie chcesz zyć w kłamstwie i
    byś oszukiwana bo daleko tak nie zajdzie wasz zwiazek , wykończycie sie na
    takim slizgim gruncie.

    Powodzenia i aby to wszystko sie okazało tylko wygłupami które mąż skończy
    robić tego ci zycze a jak będzie to sie okaże

  • 30.05.06, 22:29
    Ten układ nie ma nic wspólnego z przyjaźnią, oni są najzwyczajniej na świecie kochankami. Twojemu mężowi musi bardzo odpowiadać taki stan rzeczy a i pewnie "Przyjaciółce". Nie powinnaś się godzić na taki układ i zażądać aby mąż się określił: Ty lub ona. Musisz przeprowadzić z nim konkretna rozmowę.
  • 31.05.06, 02:18
    najpierw wyzuc ja a potem twego meza ,nie ponizaj sie ,nie jestes szmata do
    podlog.
  • 31.05.06, 02:35
    najlepsza kolezanka mojej mamy po swoim rozwodzie rozpoczela romans z moim
    ojcem. najpierw jezdzili w trojke na grzyby, a potem tych dwoje spotykalo sie
    sam na sam. Fakt jest, ze moja mama strasznie to przezywala, bo nie dosc ze
    stracila przyjaciolke, to na dodatek ojciec z nia mial romans. Nie rozeszli
    sie, ale i tez nie bylo to pierwszy raz ze strony ojca ze sobie zrobil wybryk
    na boku.
    --
    Judy
  • 31.05.06, 08:06
    Muszę wyciągnąć wnioski z tego co piszecie, odczucia mam takie same jak wy.
    Jesteśmy małżeństwem 18 lat i trudno jest podjąć decyzję odrazu, ale trzeba to
    poważnie przemyśleć. Przeprowadziliśmy poważną rozmowę z mężem, ale zarzeka się
    że do niczego między nimi nie doszło, to tylko przyjaźń i wygłupy. Ale ja nie
    mogę jakoś w to uwierzyć
  • 31.05.06, 11:13
    Słonko. Oni są dorosłymi ludźmi. Jeśli byłaby to tylko przyjaźń, to nie
    przyłapałabyś ich na całowaniu się (i co z tego, że po alkoholu). Nie wiem, czy
    są kochankami ale na pewno ich do siebie bardzo ciągnie.
    Ty na taki układ możesz się zgodzić albo postawić veto - żadnej przyjaźni z
    obcymi kobietami, żadnych przysług itd.
    Jeżeli mąż się nie zgodzi i nie "opuści" jej będzie to znaczyło, że jest dla
    niego ważniejsza, niż Ty, a z tego już chyba potrafisz wyciągnąć wnioski,
    prawda?
  • 31.05.06, 12:06
    Ta wypowiedź podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody, ale nie wiem jak
    rozpocząć ponownie rozmowę z mężem, skoro on myślize wszystko jest już w
    porządku! Pomóżcie!
  • 31.05.06, 14:03
    Przepraszam. Nie chciałam budzić w Tobie złych emocji.
    Wydaje mi się tylko, że trochę oszukujesz siebie, żeby jakoś to przetrwać, ale
    to i tak nie skutkuje. Przecież cały czas się boisz. Czuję to.
    Może poczekaj spokojnie do "następnego razu" żeby Twoja rozmowa z nim nie była
    bezpodstawna, a oparta na konkretnym przypadku.
    Może powinnaś mu powiedzieć, że jego "przyjaźń" z tą kobietą rani Cię.
    Czy on jest w stanie poświęcić tą znajomość dla Ciebie?

    A może Ty powinnaś znaleźć sobie przyjaciela? Ciekawe, jakby zareagował w
    odwrotnej sytuacji?

    Ta sprawa jest skomplikowana. Próbuję postawić się na jego miejscu.
    Myślę, że Cię kocha. Tamta kobieta jednak go pociąga. Nie może jej mieć tak do
    końca (bo jest z Tobą), więc tym bardziej jej chce. Ale być może nie zdaje
    sobie sprawy, co ryzykuje. Moze powinnaś mu uświadomić, że może coś stracić?

    Niestety ja również nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania ...
  • 31.05.06, 14:25
    Skoro ta rozmowa skończyła sie na niczym to znaczy że nie była zbytnio powaznie
    potraktowana przez twojego męża , ty pewnie sie jej bałas rozmyslałaą a nic z
    tego nie wyszlo. Daj mu ultimatum albo ja albo przyjaciolka co wybierze to
    będzie miał. Ty musisz miec swój honor i szacunek dla samej siebie nie daj sie
    rolować jak czujesz ze cos jest nie tak. A może on musi ci jeszcze dowalic
    jakąś scenka z przyjaciolka zebys była na 100 procent pewna czego chcesz ale
    czy wrto , sie tak dawać krzywdzic w imie czego ?? Działaj !!!
  • 01.06.06, 15:46
    Jestem już po tej poważnej rozmowie i wiecie co? Jest mi o wiele lżej,
    przespałam całą noc, pierwszą od trzech miesięcy, rano co prawda musiałam wziąć
    tabletki na uspokojenie, żeby w pracy jakoś sobie poradzić. A rozmowa wyglądała
    tak. Mąż najpierw wysłuchał, później strasznie wrzeszczał, że sobie coś
    ubzdurałam, odwołał swoją rezerwację na wczasy, na które mieliśmy jechać za 2
    tygodnie i kazał mi zwrócić utracone przez niego z tego powodu pieniądze. I co
    wy na to? Podobno jestem twardą babą na stanowisku, wszyscy tak o mnie myślą,
    ale bardzo żałuje tych 18 lat i nie wiem czy się pozbieram
  • 01.06.06, 16:03
    Nie żałuj Słonko.
    Jego reakcja świadczy przeciwko niemu. Sama dobrze o tym wiesz.
    Daj mu trochę czasu niech to przemyśli i za żadne skarby świata nie daj sobie
    wmówić, że cokolwiek jest Twoją winą (choćby ta awantura).
    Znasz go już tak długo i Twoje serce jest mądrzejsze od głowy. Nie daje się tak
    łatwo oszukać. Skoro wyczuwasz zagrożenie, to tak jest!
    To, co zrobiłaś pomoże wyjaśnić sytuację (z czasem).
    Trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie (niezależnie, w którą stronę to pójdzie)

    Ściskam :)
  • 01.06.06, 16:10
    Skoro odwołał te wczasy to ........... chyba już wiesz dlaczego , poprostu
    czuje sie winny , gdyby tak nie bylo logiczny facet kochający Cie i chcący
    ratować małżeństwo logicznymi argumentami by cie przekonał, że sie mylisz ale
    on takich nie miał to nie mił ci co przekonywać . Wiedziałaś co chcesz
    postawiłas sprawe jasno ja własnie twarda baba - gratulacje . A czemu tak
    dobrze spałaś bo prawda Ci pozwoliła spokojnie spać , nie ocszukujesz juz
    siebie że to co nie mozliwe okazało sie mozliwe.
    Jeżeli powaznie myslisz o zakończemi tego związku to napewno sie kiedys
    pozbierasz bo zawsze po burzy jest słońce i naprawde nie ma innego wyjści
    uwierz. 18 lat to kupa czasu ale następne 18 możesz spędzić w prawdzie i lepiej
    bez oszukiwania Ciebie . Jeżeli czytasz moje posty to wiesz , że mi ciężko sie
    pozbierać ale chyba żałobe po związku juz przeszłam tak teraz to czuje chociaz
    nadal go kocham ale wierze że to tez minie. Jestem 1,5 r bez niego i czekam na
    1 sprawe rozwodową . Trzymaj sie jestes dzielna poradziłas sobie super teraz
    dąż dalej do prawdy nie cofaj sie to najwazniejsze.
    Ps ( to nie ma żadnego zaczenie ale chyba mu nie zapłacisz za te zmarnowane
    wczasy bo to nie przez Ciebie je odwołał?)
    Trzymaj sie cieplutko!!!
  • 02.06.06, 08:59
    Myślałam o Tobie wczoraj wieczorem. Jesteś dzielna i na pewno dasz sobie radę.
    Najważniejsze, że już się nie okłamujesz.
    Co do tych wczasów, to niech Twój mąż zapomni o zwrocie jakichkolwiek kosztów.
    Nie macie chyba do cholery rozdzielności majątkowej, więc nie ma żadnych "jego"
    pieniędzy, tylko "wasze" :)
    Nie wiem, czy stać Cię na taki gest (emocjonalnie), ale ja na Twoim miejscu
    poważnie bym się zastanowiła czy nie pojechać bez niego na te wczasy ... i tak
    naprawdę się zabawić :):) Pewnie pomyślisz, że dasz mu wtedy wolną rękę i on
    przez ten czas będzie się spotykał z tamtą, ale on przecież może się z nią
    spotyka również teraz, kiedy jesteś na miejscu. Przemyśl to.

    A póki co mamy piątek i mam dla Ciebie propozycję. Idź do fryzjera, albo do
    manicurzystki. Zrób coś dla siebie. Na pewno poczujesz się lepiej :)
    Nie czuj się odtrącona. Nie czuj się niedowartościowana.
    To, że on zapomniał jaka jesteś wspaniała nie oznacza, że Ty też masz o tym
    zapominać.

    Głowa do góry. Spędź ten weekend miło i myśl wreszcie o sobie, a nie o nim.
    Jestem z Tobą :)

    Zajrzę w poniedziałek, żeby się przekonać, jak sobie radzisz. Napisz :)
  • 02.06.06, 12:17
    Mamy taki sam tok myślenia. Wczoraj oznajmiłam mężowi, że nie zwróce mu tych
    pieniędzy, bo to jest jego wina, że nie jedzie. I wiesz jaka była reakcja,
    wrzeszcząć wmawiał mi, że to ja mam kochanka, że specjalnie rozmawiam z nim
    teraz przed wyjazdem, a nie 3 miesiące temu, bo chce jechać z kochankiem, a nie
    znim.Powiedziałam że musi się leczyć, bo to co mówi nie ma wogóle sensu. Jutro
    idę do fryzjera, a potem chyba zaszaleje. dzięki że trzymasz za mnie kciuki
  • 06.06.06, 11:08
    Trzeba nu było powiedzieć że "Kochanka???? Skąd. Mam dobrego przyjaciela,
    takiego samego jaką Ty kochanie masz przyjaciółkę, chyba coś sobie ubzdurałeś.
    Nasza przyjaźń jest taka sama jak wasza, przcież to nic złego." Załatw go jego
    własną bronią. I po pierwsze i jedyne, nie daj się stłamsić i zakrzyczeć.
    Prawdzwy mężczyna, zaznaczam, prawdziwy mężczyzna, jeśli kocha kobietę, a
    zakładam że Twój ślubny tak twierdzi,znaczy że bardzo Cię kocha, nie pozwoli
    sobie na takie wybryki, proste jak budowa cepa. Ja też przeszłam przez taką
    sytuację, z tym że ja ich złapałam w trochę bardziej zaawansowanej sytuacji niż
    całowanie. mój już wkrótce były mąż na moje stwierdzenie że mnie zdradził
    powiedział że to nie była zdrada tylko cytuję "empiryczne badanie obcego ciała"
    tadam!!! Nie daj sobie wcisnąć takich kitów. Wyjedź na ten urlop sama a jego
    pozostaw samemu sobie i nie pokazuj mu że Ci jest przykro że nie jedzie, wręcz
    przeciwnie ciesz się na ten wyjazd i wyciągnij z niego wszystko co najlepsze. A
    męzowi na następne takie zarzuty o kochanka powiedz żeby nie sprowadzał Ciebie
    do swojego poziomu. Zobaczysz że albo zmięknie i z podkulonym ogonkiem przyleci
    jak wrócisz (i wtedy to ty się zastanowisz czy dalej chcesz z nim być.) albo (i
    tu niestety czarny scenariusz) nie zrezygnuje z pseudo przyjaciólłki i wtedy
    sama zdecydujesz co zrobisz. Ale znając ten typ facetów z autopsji 10 letniej
    jeśli mu pokażesz że na jego towarzystwie na wyjeździe Ci wcale nie zależy i
    radzisz sobie bez niego to zobaczysz będzie latał jakby go kto gorącym żel;azem
    przypalił. Pozdrowionka cieplutkie. Nie daj się !!
  • 02.06.06, 10:17
    Naiwna to jesteś oczywiście ale chyba jak większość ludzi wobec najbliższej
    osoby. No bo jeśli ukochanej osobie nie możemy zaufać to kurka komu????
    Pierdoły opowiada, że to przyjaźń i że to Ty sobie coś ubzdurałaś. Nie daj
    sobie nigdy tego wmówić!!!! To bardzo upokarzające i przykre, że całował się z
    nią na Twoich oczach i jeszcze wypiera się, że to nic nie znaczyło. Z
    przyjaciółmi sie nie obściskuje i nie całuje. Twój stary myślał, że ma
    fantastyczny układ: cicha zonka w domu i kochanka na boku. Nie żałuj 18 lat. CO
    NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI. Kazać zwrócić kasę za urlop może kochance a nie
    Tobie. Piszesz, że jesteś na stanowisku. I dobrze, poradzisz sobie. Ja się
    pozbierałam po 10 wspólnych latach, nie mam stanowiska wysokiego ale sobie
    radzę. Trzym się:))
  • 05.06.06, 08:25
    Misiureczek mam nadzieję, że miło spędziłaś weekend :)
    Powiem Ci, że tupet to ten "Twój" ma ogromny. Tak ni z tego, ni z owego nagle
    obraca kota ogonem i mówi, że Ty masz kochanka - szok!
    Najlepiej by było, gdybyś go rzeczywiście miała i spędziła najlepsze wakacje w
    życiu :):):):):)
    Jak się nad tym zastanowić, to chyba nie jest z tym Twoim mężem najlepiej. Coś
    za łatwo zrezygnował z tego wyjazdu ... Od razu odwołał rezerwację ...
    Co o tym myślisz? Zawsze jest taki w gorącej wodzie kąpany, czy po prostu
    czekał tylko na okazję?
    I najważniejsze pytanie - pojedziesz bez niego? (po cichutku liczę na odpowiedź
    twierdzącą :):):) )
    Pozdrawiam w ten pochmurny poniedziałek i uśmiechnij się - faceci są
    beznadziejni, Ci porządni też ;)
  • 05.06.06, 09:44
    rajski.ptak napisała:
    > Pozdrawiam w ten pochmurny poniedziałek i uśmiechnij się - faceci są
    > beznadziejni, Ci porządni też ;)

    Potwierdzam
    Porządny facet
  • 06.06.06, 10:04
    Rajski ptaku, masz wspaniałą zdolność pocieszania i wzbudzania poczucia własnej
    siły. Może jak poczytam jeszcze troche twoich postów to i w sobie ją wzbudzę,
    bo jak na razie nie potrafię:( A Ty Misiureczko, w innej relacji, ale właśnie
    przeżywasz to co ja - mistrzostwo świata facetów w odwracaniu kota ogonem. Mój
    mąż (przynajmniej nic o tym nie wiem, ale może to typowa ślepota żony) nie ma
    żadnej kobiety, za to ja zawsze byłam straszona, że będzie takowa, jak nie będę
    o niego dbać jak o faceta żona powinna. I potem już stało się regułą, że
    cokolwiek on zrobił źle to z mojego powodu! I to faceci opanowali poprostu do
    perfekcji - zwalanie winy za to co robią na nas, nawet jeśli nasze zachowaine
    jest skutkiem ich czynów, a nie powodem. Taka cholerna natura - byle nie
    przyznac sie do błedu, byle wybielić swoją szowinistyczna i źle pojętą dumę.
    ranić potrafią wszystkim i przeżywają szczególną satysfakcję dowalając nam,
    nawet jeśli to oni są winni. Zazdroszczę Ci tego jak zdecydowanie podeszłaś do
    problemu choć wiem jak może to być niewyobrażalnie trudne po tylu latach. Ja po
    połowie takiego stażu boje się już nawet poważnych rozmów z moim mężem :(
  • 06.06.06, 10:52
    Witajcie we wtorek :) Czy zauważyłyście, że wychodzi słońce :) To dla nas :):):)

    Cieszę się, że moje słowa mogą komuś pomóc. Cała tajemnica polega na tym, że ja
    wierzę w to, co mówię :)

    Może zaprezentuję dość nietypowy pogląd, ale czy nie wydaje Wam się, że
    większość z tych problemów, które mamy z facetami zawdzięczamy własnej
    naiwności, braku przewidywania, oddaniu im wszystkiego? Czy nie jest tak, że
    zakochane na śmierć i życie oddajemy im wszystkie nasze tajemnice, cały nasz
    czas i dzielimy się wszystkimi myślami?
    Problem polega na tym, że w momencie, kiedy oni zaczynają z tego korzystać
    (wykorzystywać swoją wiedzę!) my nie mamy już drogi odwrotu. Walczenie o swoje
    terytorium, szacunek czy uwielbienie w czasie, kiedy to wszytsko już się oddało
    na "ołtarzu miłości małżeńskiej" jest bardzo trudne i bolesne dla obu stron.
    Musimy być silne, żeby zachować trochę siebie dla siebie. Musimy mieć małe
    tajemnice, żeby intrygować naszych facetów. Musimy uciekać, żeby mogli nas
    gonić (wieczni myśliwi). W innym wypadku prawdopodobnie nasi faceci sprowadzą
    nas do roli mebla na wyposażeniu, a nasze własne poczucie wartości pójdzie w
    ślad za tym.
    A my zasługujemy na szczęście tak, jak każdy inny i jeśli ktoś próbuje nam je
    odebrać musimy zacząć walczyć :)

    Jeśli chodzi o walkę o swoje terytorium to sama zrozumiałam to dość późno i
    obecnie jestem na etapie nie dzielenia się niektórymi sprawami z moim mężem.
    Dla niego jest to nowe, niezrozumiałe i wkurza go, ja jednak jestem twarda i
    buduję sobie małą cząstkę świata, w którym jego nie ma. Efekt jednak jest taki,
    że mój mąż zwraca na mnie większą uwagę :) Myślę, że bardziej mnie docenia :)
    czego i Wam życzę :):):)
  • 06.06.06, 13:01
    Widzisz Rajski ptaku - a ja zawsze miałam zachowaną dużą częśc mojego "ja"
    wyłącznie dla siebie ... Mąż z tym nie dyskutował, ale przy większych kłótniach
    zawsze to wypominał. Że nigdy do końca nie otworzyłam się. To była prawda. Nie
    potrafię tak całkowicie wyłożyć kawę na ławę, nie potrafie nie mieć tak
    kompletnie nic "swojego" tym bardziej że widziałam, że on też nie dzieli się ze
    mną wszystkim. I traktował to jak żart, kiedy w ostatniej chwili dowiadywałam
    się, że coś się stało, albo stanie, bo nie czuł potrzeby informowania mnie.
    Bo "zapomniałem"... :/ Czasem wypominałam mu to i ja. Kłopot jednak powstał,
    kiedy tych "własnych" spraw miałam coraz więcej, bo nie czułam, że on chce je
    znać, że moge sie nimi dzielić, nie czułam bowiem,że w ogóle go to interesuje.
    A jednak moja potrzeba takiego "współzrozumienia" była ogromna i znalazłam
    kogos kto umiał i chciał słuchać. I w oczach męża to ja jestem winna, że
    wybrałam na ściane płaczu kogos innego a nie jego. A jak miałam się wypłakiwać
    na niego samego w jego koszulę? I za kare teraz zabrał mi całe moje terytorium -
    nie mam nic ...Ze wszystkiego muszę sie spowiadac, z każdego telefonu i smsa -
    nawet odebranego a nie wysłanego. Zostałam meblem za to, że szukałam ciepła ...
  • 06.06.06, 13:57
    Droga Galaretko (;-))
    Widać moja teoria nie zawsze się sprawdza. A to oznacza, że nie ma jednego
    dobrego rozwiązania.
    Ja zawsze otwierałam się do dna. Mówiłam wszystko. Jednak, tak jak mówisz, są
    sprawy, o których nie można rozmawiać z mężem. Są też sprawy, których on nie
    zrozumie. I kiedy ja potrzebowałam o tym z kimś porozmawiać miałam kłopot. Nie
    mogłam tego robić jawnie, bo nie pozwolił na to. A tajemnica ma z kolei swoją
    cenę ...
    Wiem jednak jedno. Ja nie dam się kontrolować. Im bardziej mój mąż będzie do
    tego dążył, tym mniej mnie dostanie, tym więcej osób o których nie wie zbyt
    wiele będzie wokół mnie, tym więcej tajemnic powstanie.
    Jesteśmy wolnymi ludźmi do cholery. Wszyscy. Nie ma lepszych (mężów) i gorszych
    (żon).
    Nie zazdroszczę Ci takiej sytuacji ... ale tak sobie myślę - skoro jest źle,
    kiedy się tłumaczysz, to czy naprawdę wiele gorzej będzie, jeśli przestaniesz
    to robić?
    Nikt nie może wejść do naszych głów, odkryć naszych myśli, dlatego chyba jednak
    warto walczyć i zostawić coś dla siebie. Nie można poświęcić się w zupełności
    tylko dla czyjegoś komfortu psychicznego, bo co z naszym komfortem?

    Nie będę Ci udzielać rad, bo nawet nie wiem, czy potrzebujesz, ale jeśli
    jesteś "meblem", to czy nie lepiej podnieść głowę i powalczyć? Co gorszego może
    Cię spotkać? Czy tak chcesz przeżyć swoje życie? To wszystko kiedyś się skończy
    i co pozostanie? Satysfakcja, że poświęciło się życie dla kogoś, kto i tak tego
    nie docenił?
    Wydaje mi się, że wszystkie powinnyśmy szanować nasze małżeństwa, ale w zamian
    oczekiwać również szacunku wobec siebie.
    Jak się skończy Twoja historia? Będziesz tak trwać i cierpieć?
    Przerażające. Mam nadzieję, że znajdziesz w sobie trochę siły, żeby wyrwać
    życiu coś dla siebie.
    Wierzę, że potrafisz bo masz dużą świadomość tego, co w ogóle się dzieje. Część
    z nas nawet nie rozumie tego, w jakiej znalazły się sytuacji.
    Trzymaj się ciepło i jeśli masz ochotę porozmawiać jeszcze na ten temat -
    napisz. Będę tu zaglądać :)
  • 06.06.06, 15:26
    Witam was drogie Panie! Zaliczyłam już fryzjera, tak jak mi doradzono, chociaż
    i tak właśnie lecę do fryzjera zawsze jak jestem wściekła. Zawsze kazałam się
    obciąć na krociutko,trochę ekstrawagancko, ale tym razem to dopiero zaszalałam
    zmieniłam całkiem kolor i fryzurę. W pracy byli zszokowani ubiorem i fryzurą,
    aż robili z ust rybę, ale stwierdzili, że wyglądam ekstra. Trochę się bałam,
    jak zareagują, bo tak jak wspominałam zajmuję wysokie stanowisko i pewne
    rzeczy wydawało się nie pasują. W domu szok, po przyjściu od fryzjera mąż
    robił podchody żeby się ze mną pogodzić, ale ja byłm nieugięta. Ponownie
    wszystko mu wygarnęłam, ale z detalami. Na drugi dzień oznajmił mi, że spojrzał
    na to z mojego punktu widzenia i zrozumiał, że postępuje źle, zrywa całkowicie
    z nią kontakt, nie będzie już odwdzięczania się za przysługi ( tak tłumaczył
    zawsze swoje kontakty)Zrobiłam kolejną zadyme w obecności syna, który zawsze za
    wszelką cenę próbuje nas pogodzić. Powiedziałam mojemu ślubnemu, że jeżeli
    powtórzy się sytuacja, to sam się spakuje i odejdzie, w przeciwnym razie musi
    wiedzieć, że kiedyś bałam się jego reakcji, a teraz boje się swoich. Zrobił się
    biały jak kreda i poprosił o szansę, bo chce mi udowodnić jak bardzo mnie
    kocha.Syn natomiast uprzedził męża, że nie chce być na jego miejscu jak nie
    dotrzyma słowa. Ja jestem o wiele spokojniejsza po tych rozmowach, nigdy
    jeszcze nie odważyłam się na coś takiego i zamiast chodzić do fitnes klubu 3
    razy w tygodniu, chodze codziennie i mam w dupie jak sobie radzą.
    Ps. Tak jak przypuszczałam nie odwołał rezerwacji na wczasy.
  • 06.06.06, 15:41
    Misiureczek! :):):) Nawet nie wiesz, jak się cieszę czytając to, co napisałaś.
    Jesteś dzielną kobietą i im pokazałaś! Gratulacje! Jestem z Ciebie dumna :):):)
    Wszystkie zgnębione kobiety powinny postępować tak, jak Ty. Nie płakać w
    poduchę, tylko pokazać swoją wartość.
    Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, jak o tym myślę.
    Metamorfozę fizyczną pochwalam jak najbardziej :)

    Trzymam kciuki za Twoją przyszłość :) Pewnie nie pójdzie tak zupełnie gładko
    (bo to przecież życie) ale wywalczyłaś już bardzo dużo i teraz po prostu nie
    spuszczaj z tonu.

    Jeszcze raz Cię ściskam i naprawdę bardzo się cieszę, że zmieniło się u Ciebie
    na lepiej :)

    Pamiętaj! Jesteś wspaniała, a resztę faktycznie miej w dupie :):):)
  • 06.06.06, 20:42
    Cześć misiureczek, gratiulacje , wspaniale a teraz niech wszystkie ci
    zazdroszczą tego że postawilas na swoim , tak trzymaj mamsz racje a racja to
    prawda więc otrzymałas to co chciałas prawde. Jezeli tego razem nie zepsujecie
    to wyciągniecie wnioski z tej lekcji zycia , ale oboje musicie to chciec
    naprawić , bo wiesz zawarłaś z nim teraz uklad , ze jak cos to on sam sie
    wyprowadza , to jest teraz nowy układ w waszym nowym małżeństwie . Nie wiem na
    ile wierzysz jego slowa i obietnicą nad nowa umowa ale mam nadziejz że
    obgadacie to dobrze i oby dwoje będzie cie sie spuer dogadywać , czego wam
    zycze z całego serce i pozdrawiam
  • 07.06.06, 14:19
    Straciłam własny komfort, bo pozwoliłam na to. Wiem. I tak samo wiem, że nikt
    nie może wejść do naszych głów, ale teraz niestety trochę tak się czuję, jakby
    to bylo możliwe. Muszę okrzepnąć, wrócić "do pionu", na swoją wcześniejszą
    pozycję. Właśnie tej siły, o której mówisz mi zabrakło, jej potrzebuję ... na
    razie jednak górę wziął strach i poczucie winy ... I kiedy sie tłumaczę, mam
    wrażenie przynajmniej, że wyciszam w ten sposob jego agresję i podejrzenia, że
    tylko wykładając wszystko jasno i po kolei mam szanse by wreszcie odpuscil
    sobie to szpiegowanie bo przekona sie, że nie mam nic do ukrycia. Może to
    naiwne .. może okaże się za jakis czas, że i w tym się myliłam ... ale może
    wtedy przeleje sie czara goryczy ...
    Dziekuje Ci Rajski Ptaku za Twoje słowa ... wszystkie sa mi teraz bardzo
    potrzebne.
  • 07.06.06, 16:00
    Witaj Galaretko :)
    Jeśli intuicja podpowiada Ci, żeby zacząć mówić mężowi o różnych sprawach, o
    których nie wie - zrób to, ale pod jednym warunkiem - tylko wówczas jeżeli
    wierzysz, że to Wam pomoże. Nie ze strachu!
    Mam dziwne przeczucie, że jeśli Twój facet posłucha o rzeczach, o których nie
    miał pojęcia, tym bardziej będzie Cię podejrzewał, że wciąż możesz coś ukrywać.
    Właściwie to smutne. Tłumaczysz się, żeby wyciszyć jego agresję ... Jesteś
    wolnym człowiekiem. Nikt nie ma prawa ingerować w Twoje życie dalej, niż sama
    mu na to pozwolisz. Nikt nie ma prawa być wobec Ciebie agresywnym.
    Uważaj na siebie. Jeśli dasz mu teraz zbyt dużo, (to tylko moje wrażenie) on
    nie dość, że nie doceni, to za jakiś czas wypomni Ci to wszytsko i obróci to
    przeciwko Tobie.
    Nie wiem, jak jest dobrze. Jak wyglądają Wasze rozmowy, ale ...
    zastanów się 5 razy, zanim mu coś zdradzisz - zwłaszcza jeśli chodzi o
    przeszłość, a nie o sprawy bieżące.
    Nie daj się zwariować. Rozglądnij się. Poza tą sytuacją z nim jest jeszcze
    świat dookoła. Każdego dnia milionom ludzi przytrafia się miliony mniej lub
    bardziej miłych zdarzeń. Nie koncentruj się na tym jednym problemie i nie
    wpadaj w czarną dziurą. W końcu to tylko jakieś małe osobiste sekrety. Nikt nie
    może żądać od Ciebie byś się z nich spowiadała.
    Spróbuj zrobić coś dla siebie, żeby przestać myśleć o tej chorej sytuacji. Coś,
    z czego nie bedziesz się musiała tłumaczyć, a co będzie tylko Twoje. Nie wiem
    co lubisz, ale ja pewnie wybrałabym jakąś ciekawą książkę.

    Wiesz co ... mam pomysł. Nie wiem, jak się u Ciebie sprawdzi, ale ...
    Może po przyjściu do domu powinnaś zacząć zadawać mężowi dziesiątki pytań: jak
    Ci minął dzień, co robiłeś w pracy, z kim byłeś na przerwie, spotkałeś dzisiaj
    kogoś, rozmawiałeś z sąsiadką, co myślisz o tej z parteru, dlaczego o niej
    myślisz (!:)), a o czym teraz myślisz. Spytaj czy możesz zobaczyć coś w jego
    komurce. Zapytaj jakie ma plany na jutro. O której wróci. czy jeszcze gdzieś
    wstąpi, czy na długo i po co. O każdą osobę o której wspomni wypytuj do bólu
    Itd.
    :):):):):)

    Co o tym myślisz? :)
    Może takie zachowanie sprawi, że on wreszcie pojmie, ze nie może Cię tak
    dręczyć!!!

    Czekam na Twoją opinię na ten temat.
    Głowa do góry i do dzieła (potraktuj to jak eksperyment).Buziaczki :)
  • 08.06.06, 09:39
    Ptaszyno Ty cudowna - uśmiechnęłam się bardzo szeroko na ten pomysł! Masz
    rację - zagadać go swoimi pytaniami i wątpliwościami, a nie czekac o co on
    zacznie wypytywać. A poza tym - nie mam najmniejszej ochoty zdradzac mu
    absolutnie szystkich sekretów! ZAWSZE moją małą cząstke mojego "ja" będę miała
    WYŁACZNIE dla siebie, choćby dlatego, że taka juz moja natura ...:)) I wiem, na
    szczęście, że istnieje jeszcze świat dokoła, i choć staram się mężowi na razie
    nie pokazywac jak bardzo kolorowo ten świat widzę, to sięgnę po te kolory!
    Co do wypominania przez faceta, to doskonale wiem, że wszystko jest w stanie
    obrócić pzreciwko mnie, bo jak sam mawia "Jak się chce psa uderzyć, to się i
    kij znajdzie" a więc nawet temu, że mucha brzęczy też moge być winna. Więc wole
    juz o tę muchę niż o rzeczy, o których nie wie ;) ...
    A jesli chodzi o książkę - noo, przyznam, trzeba poczuć tego autora ale polecam
    znakomitego Johnatana Carolla - Szklana Zupa :)
    Dziękuję Ptaku - dodałaś mi skrzydeł.
  • 08.06.06, 10:22
    Witaj Galaretko :)
    Cieszę się, że mój pomysł Ci przypadł do gustu.
    Potraktujmy to jako eksperyment. Być może przyniesie jakiś skutek - jeśli Twój
    mąż nie zorientuje się, jakie to upierdliwe, to może przynajmniej nie będzie
    miał czasu na zadawania własnych pytań w potoku Twoich :)
    Ja stosuję z dość ciekawym skutkiem podobną metodę. Sprawdzam pocztę e-mail
    mojego męża i strony, na które wchodził - nie dlatego, że mnie to interesuje,
    ale dlatego, że on robi to mnie. Do tego pozwalam sobie na złośliwe komentarze
    na temat stron, które odwiedza itp :)

    Widzę coś optymistycznego w Twoich wypowiedziach. Ty wiesz, co robić, wiesz jak
    i masz do tego narzędzia, tylko potrzebujesz trochę wsparcia, prawda? :)
    Jak czytam Twoje posty buzia mi się uśmiecha. Mówisz mu o drobiazgach, żeby
    miał się czego czepić, a "grube" tematy omijasz :) To chyba właściwa droga :)
    Jestem z Tobą :)

    J. Carolla czytałam kilka lat temu, chociaż akurat nie "Szklaną Zupę". Kto wie,
    może się skuszę :):):) Pa
  • 08.06.06, 10:26
    komurce => komórce!!!!
    Nie cierpię, kiedy wpadają mi takie byki :/
  • 07.06.06, 17:07
    Jak to nic nie możesz mu udowodnić???? A całowanie w Twojej obecności i
    obściskiwanie to niby co??? To ,że maż nie ma za grosz szacunku do Ciebie to
    chociaż Ty miej do siebie samej. Bo chyba przyznasz sama ,że to jakieś chore....
  • 08.06.06, 08:06
    Hej. Koleżanko. Powinnaś przeczytać wszystkie posty, żeby się wypowiedzieć.
    Misiureczek poradził sobie już ze swoim problemem :):):)
  • 08.06.06, 09:06
    Upssss, bardzo przepraszam. Faktycznie.
  • 08.06.06, 10:38
    Witam ponownie drogie Panie! Chciałabym tutaj napisać parę słów do galaretki2,
    żeby podnieść ją na duchu, może się uda. Wy mnie podniosłyście, dlatego teraz
    śpie spokojnie, nie myślę w kółko, czy mąż się zabawia. galaretko nie możesz mi
    zazdrościć tego, że potrafiłam z mężem poważnie porozmawiać, bo ja czekałam z
    tą rozmową kilka lat i też się męczyłam. Wcześniej też były rozmowy, ale nie
    takie szczere do bulu jak ostatnio. Po krótce opowiem jak to wyglądało.Najpierw
    próbowałam na spokojnie powiedzieć mężowi, co mnie gnębi, ale odrazu mnie
    zaatakował,że coś sobie ubzdurałam i kazał zwracać za zmarnowane wczasy. Byłam
    nieugięta więc sam zaczął podchody. A skończyło się tak, że wyskoczył z
    pytaniem " czy dalej bęę się gniewać?" i w ten sposób wyprowadził mnie na maksa
    z równowagi. Zachowałam się tak, jak mężczyźni pijący piwo w barze. Każda
    obrona z jego strony, z mojej strony atak, drążenie tematu do końca, żadnych
    półsłówek, żadnych niedomówień, przekleństwa takie same jak pod barem i w
    momencie jak już wyrzuciłam wszystko z siebie, co dokładnie widziałam, jak się
    w mojej obecności zachowywał, powiedział spokojnie, że teraz rozumie, że
    postępował żle, że on widział to inaczej, ale się mylił. Więc ja na to, że nie
    będzie mu dobrze nie tylko w naszym zwiążku, ale w żadnym, bo dla naszego
    społeczeństwa takie zachowanie jest niemoralne, nieetyczne i jest powodem wielu
    rozwodów, bo wcale nie trzeba się z kimś przespać, żeby kogoś zdradzić. Na
    koniec tak jak już wcześniej pisałam jeżeli się dowiem, że ma z nią jakikolwiek
    kontakt to sam pakuje walizki.
    Najlepsze zostawiłam dla was na koniec..... MĄŻ MA DZISIAJ URODZINY NIGDY NIE
    ZGADŁYBYŚCIE CO DOSTAŁ..... DRUK PRZELEWU KTÓRY MUSI DZISIAJ ZREALIZOWAĆ NA
    MOJE EKSKLUZYWNE STRINGI BO JA NIE MAM CZASU JECHAĆ DO BANKU BO IDĘ PO PRACY NA
    FITNES PA!
  • 08.06.06, 11:46
    Misiureczku - dzięki serdeczne za chęć wsparcia, choć .. ja juz przeszłam wiele
    etapów "szczerych rozmów". I te wykrzyczane do bólu i te wycedzone niemal
    szeptem i też do bolu, te z przekleństwami i te z łagodnościa ugodzonej sarny.
    Z każdą taka rozmową czeka się na właściwy moment, choć niektóre wywołane były
    niespodziewanie ... Poza tym, to ja miałam coś do ukrycia (znajomość sms'owo-
    mailowa z innym mężczyzną), to ja jestem "tą winną" :(. Ponieważ uważam (jak to
    zreszta mąż udowadniał mi, że facetom tak wolno), że moje zachowanie było
    skutkiem, a nie przyczyną - w ostatniej trudnej, długiej i niemal klinicznej
    rozmowie powiedziałm mężowi, jakie są moje zarzuty wobec niego, jakie grzechy
    popełnił i że tym jedynym, największym i zasadniczym jest grzech zaniechania.
    Jednak pozostałam winną i to usprawiedliwia jego zdaniem szpiegowanie mnie,
    kontrolowanie, spowiadanie, stawianie kolejnych zarzutów ... nadal bowiem nie
    dotarło do jego świadomości, że mnie trzeba kochać, a nie przywiązywac
    łancuchem żeby mnie mieć ... Dodam jeszcze, że to jest drugie małżeństwo mojego
    męża, i to ona odeszła od niego, a nie on od niej, wiec zdaje sie jest
    nieedukowalny ...;/
  • 08.06.06, 11:51
    Ale dodam jeszcze, że nasze dzikie kłótnie zaczęły sie duuużo wcześniej niż
    moja znajomośc - wtedy chodziło właśnie o to, że facetowi wolno szukać
    pocieszenia u innych kobiet, skoro żona go nie zadowala, nie dba jako o
    mężczyznę. Ja potrzeby fizyczne miałam dużo mniejsze niż mąż, więc było to
    wieczną kością niezgody i wiecznym naciskiem na mnie, że to sie źle skończy. Ja
    natomiast mam dużo większe potrzeby emocjonalne niż mój mąz, który nie ma ich
    chyba wcale i dlatego znalazłam kogoś, kto poprostu chciał i umiał mnie
    słuchać, a nadto - rozumiał ...
  • 08.06.06, 12:47
    Galaretko :) Nie wszystkie sytuacje są takie, jak u Misiureczka, gdzie ona była
    zdecydowanie ofiarą postępków swojego męża. To zupełnie inna historia.
    Twój przypadek jest zdecydowanie inny i nawet myślałam, czy by nie przenieść
    gdzieś tej rozmowy i zostawić wątek Misiureczka z happy endem :)

    Ok. Sprawa wygląda tak. Masz grzeszki, o które Twój mąż ma do Ciebie żal. Z
    jego punktu widzenia Ty jesteś winna, bo Ty znalazłaś kogoś, komu się
    zwierzasz. Z Twojego punktu widzenia Ty znalazłaś kogoś do rozmów, bo Twój mąż
    Cię nie słuchał ... W efekcie tego wszystkiego nie dzieje się między wami
    dobrze, a Ty jesteś kontrolowana, szpiegowana i przesłuchiwana ...

    Muszę o to zapytać. Czy Wy się kochacie? Łączy Was uczucie, czy już tylko
    papier?
    Bo jeśli to drugie, to pozwolę sobie zacytować fragment utworu, który bardzo
    lubię
    "And if it's not love, well, it's not enough.
    You deserve more. More than what You got"
    /A jeśli to nie miłość, cóż, to nie wystarczy.
    Zasługujesz na więcej. Na więcej, niż dostajesz (masz)/

    Galaretko. Zasługujesz na więcej :)
  • 08.06.06, 13:26
    Jesteś doskonała, chwytasz w lot i jednym pociągnieciem wyciągasz słuszny
    wniosek.
    Powiem Ci, że nasze małżeństwo tak naprawdę było z rozsądku. On twierdził, że
    mnie kocha, ale dziś sądzę, że parę miesięcy po rozwodzie było mu poprostu na
    rekę znaleźć młodszą od byłej, ale już nie smarkulę, pokazać się jako ofiara i
    szybko zastąpić powstałą lukę. Córka dorastała i mogła wyfrunąć za niedlugo, a
    on zostałby sam, więc ... A ja juz nie byłam młódką, szukałam odpowiedzialnego
    faceta i chciałam mieć dziecko. Początki, jak zwykle - były dobre, jednak
    kochać go musiałam się nauczyć. Ale kiedy ja się tego nauczyłam, on uznał, że
    osiagnął status-quo, z którego jest zadowolony i już nic nie musi oprócz
    zarabiania na rodzinę. A potem odpuszczał sobie coraz bardziej ... grzech
    zaniechania ...
    Teraz tak naprawde jest między nami szklana szyba - patrzymy na siebie ale
    jakos obco ... i nienawidzę go wieczne moje poczucie winy i za strach, którego
    mnie nauczył ...
  • 08.06.06, 13:40
    Droga galaretko jak już wcześniej pisałam polecam Ci artykuł o którym
    wspomniałam wczesniej. Nie można żyć w takim układzie. Wiem o tym bo zyłam w
    czymś takim 4 lata. Teraz się wyrwałam, otworzyłam oczy i żyję własnym życiem.
    Czuję się bezpiecznie we własnym domu. Ale strach i poczucie winy na długo
    pozostanie we mnie w środku. Dlatego jeśli możesz i czujesz się na siłach
    zastanów się czy prawdziwy mężczyzna, zakochany, dojżały i poiekuńczy tak się
    zachwouje wobec ukochanej kobiety? Czy czujesz się dobrze i bezpiecznie w tym
    układzie? I czego byś chciała Ty gdybyś mogła bez ograniczeń wybierać? Takie
    pytania zadał mi psycholog kiedy zjawiłam się u niego po raz pierwszy 5
    miesięcy temu. Jeżeli na pierwsze dwa pytania odpowiedź jest nie, to powinnaś
    swój związek poważnie przemyśleć puki jest jeszcze na to czas. Ja przeżyłam
    traumę, którą będę pamiętać do końca życia, a na którą się godziłam, mimo że
    nie musiałam. I Ty też nie musisz, chyba że chcesz. I tu pojawia się ostatnie
    pytanie. Czy i czego chcesz. Dla Ciebie najważniejsze powinno być Twoje własne
    dobro i szczęście. POzdrawiam.
  • 08.06.06, 13:02
    Hej galaretko. Po przeczytaniu Twojego postu nasuneły mi się dwie refleksje. Po
    pierwsze: Ostatnio usłyszałam następujące zdanie, z ust mężczyzny, a na dodatek
    psychologa, cytuję:"Jeżeli kobieta będąca z mężczyzną w związku małżeńskim
    decyduje się od niego odejść, to oznacza, że to z tym facetem jest coś nie tak,
    że nie sprawdził się w roli partnera i mężczyzny." Przemyśl te słowa. A po
    drugie polecam Ci do przejżenia artykuł z "Dużego Formatu" pt.: "Mąż mnie nigdy
    nie uderzył." Przemyśl tę sprawę poważnie, gdyż na dłuższą metę taki związek
    jest toksyczny. POzdrawiam Cię cieplutko.
  • 08.06.06, 13:36
    Boże, dzięki Fikusku za te słowa! Jakos nauczyłam się przez tyle lat brać wine
    na siebie, i mimo wszystkich waszych cudownych słów, czasem zdaje mi się, że to
    ja okazałam się "nie taka"...Poczytam oczywiście ... bo czuje, że ta trucizna
    nadal mnie zalewa ...
  • 08.06.06, 11:46
    Witaj Misiureczku :) Już myślałam, że nas opuściłaś po osiągnięciu swojego
    celu :)

    Piękny prezent okrutna kobieto ;) :):):) Nie zapomnij mu jednak uświadomić, że
    jak będzie grzeczny będzie mógł pooglądać te stringi na swojej prywatnej
    modelce :):):)

    Tak trzymaj. Pozdrawiam :)
  • 08.06.06, 14:15
    Galaretko. Piszesz, że myślisz czasem, że to Ty okazałaś się "nie taka" ...
    A nawet jeśli tak jest! To, co z tego? Czy to znaczy, że nie masz prawa do
    szczęścia?
    Kto z nas wie, gdzie jest prawda, gdzie jest linia dzieląca na sprawiedliwych i
    winnych? Kto może jednoznacznie określić, że szukanie szczęścia i miłości jest
    gorsze od życia w zakłamaniu w nieszczęśliwym związku?

    Owszem. To może wydawać się niemoralne czy nieetyczne, ale tylko w krótkim
    rozrachunku. Na dłuższą metę liczy się Twoje życie, a nie cudze (niestety każdy
    musi zadbać o siebie, bo nikt tego za niego nie zrobi). Chcesz przecież być
    szczęśliwa. Nie jest Twoim celem zdrada czy podwójne życie.
    Z boku (czyli z mojego punktu widzenia) wygląda to tak, że Ty nie oszukujesz
    męża dla rozrywki. Ty szukasz w życiu czegoś więcej. Myślę, że jeśli to
    znajdziesz zostawisz to "niewłaściwe" życie i zaczniesz jeszcze raz :) Widzę w
    Tobie tą siłę, tylko brakuje Ci chyba jeszcze jakichś ostatecznych celów.
    Pamiętaj. Walcz o swoje życie, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi.
    Nie chcę Ci mówić - odejdź od męża, bo nie wiem, jak tak do końca między Wami
    jest.
    Jeśli jednak nie ma miłości, to przemyśl to poważnie i odrzuć wyrzuty sumienia.
    Masz prawo szukać miłości o ile jesteś gotowa kiedyś (jak będziesz gotowa)
    postawić sprawę jesno i odejść, a nie grać na dwa fronty :)
  • 08.06.06, 14:47
    Galaretko. Tak sobie pomyślałam ... Jeżeli masz ochotę na prywatną rozmowę, to
    napisz. Adres rajski.ptak@gazeta.pl

    :)
  • 08.06.06, 23:25
    misiureczek , jak leci , jestesmy ciekawi Twoich dalszych problemow a dokladnie
    ich rozwiązywania, to znaczy ja pisze sama za siebie ja jestem ciekawa jak
    sobie radzisz????? , mam nadzieje , że ok??? trzymam kciuki , że czujesz sie w
    porządku???? pozdrawiam Cie serdecznie!!!
  • 09.06.06, 09:38
    U mnie wszystko w porządku, przygotowuje się do wyjazdu.Mam nadzieje że nic nie
    popsuje mi tych wczasów, czekałam cały rok na urlop. Jestem w dalszym ciągu
    stanowcza, mąż bardzo cichutki, mam nadzieje że dotrzyma słowa. Ciesze się że
    myślicie o mnie i cały czas trzymacie kciuki. Dziękuje i pozdrawiam!
  • 09.06.06, 12:00
    Misiureczku! Udanych wczasów. Przywieź miłe wspomnienia i piękną opaleniznę.
    A mężowi nie oddawaj od razu wszystkiego. Nie wskakuj w te same koleiny.
    Pokokietuj, pozwodź, przyglądaj się innym przystojnym facetom i niech uśmiech
    nie schodzi z Twojej twarzy.
    Powodzenia :)
  • 04.07.06, 09:49
    Witam Panie po dłuższej przerwie! Nie wiem jak długo potrwa ta sielanka, ale na
    dzień dzisiejszy to jak okres narzeczeństwa. Na wczasach rewelacja,z góry
    zapowiedziałam,że spędzam urlop tak jak ja chcę, nikt nie będzie mi narzucał co
    mam robić w danym momencie. Byłam na all inclusive więc nie skalałam się żadną
    pracą, czerpałam samą przyjemność. Arabowie kupowałi mnie na każdym kroku, więć
    mąż był bardzo zazdrosny,kiedy słyszał, że jestem piękna, cudowna, wspaniała
    ale ja się nie przejmowałam tylko dobrze się bawiłam.
  • 05.07.06, 08:11
    Zachowanie Twojego meza jest karygodne!
    nie mialam nigdy takiej sytuacji, nawet jak jeszcze bylam zona, ale mysle ze w
    tym wypadku powinnas postawic twarde ultimatum - Ty albo Ona.
  • 05.07.06, 11:26
    Zgadzam się w 100%. Co to znaczy przyjaciółka? Jest ważna, pomagają sobie,
    doradzają, ale to Ty powinnaś być najważniejsza. A co do całowania...co prawda
    nie uprawiali seksu, ale kto wie, jak będzie przy następnym spotkaniu. Wg mnie
    to już jest zdrada. "Przyjaciółka", to chyba zbyt "miękkie" sformułowanie.
  • 05.07.06, 12:36
    Dziewczyny - poczytajcie co Misia osiagnęła w międzyczasie! Właśnie szczęśliwa
    wróciła z wczasów (gratuluje i zazdroszcze!) a mąż chyba wraca na właściwe
    tory. Podziwiam za zdecydowanie i winszuję zwyciestwa! tak trzymać!

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.