Dodaj do ulubionych

małżeństwo bez miłości

30.05.06, 23:44
Są takie dni kiedy ręce opadają i już niczego nie chce się od życia...
właśnie w taki dzień trafiłam na wasze forum... Moja sytuacja jest
następująca: jestem mężatką od 8 lat, mamy 2 dzieci (4 i 6 lat) i najgorsze
jest to że nie kocham męża a on chyba też nie kocha mnie. Tkwimy w tym
związku chociaż od samego początku nie układa się między nami. Zupełnie do
siebie nie pasujemy - mamy inne ambicje, poczucie humoru, wykształcenie,
pochodzimy z różnych środowisk... Ciągle się kłócimy o byle co, wrzaski,
krzyki, psychiczne wykańczanie...czasami go nienawidzę. Często zamykam się w
sobie i po prostu nie mówię nic - i tak milczymy, każdy zajęty swoimi
sprawami - on przy komputerze ja przy telewizorze albo ja przy komputerze a
on przy telewizorze. Najgorsze jest to że nie widzę wyjścia z tej sytuacji -
nasze rodziny nie mają pojęcia o naszych prawdziwych relacjach - wszystko
jest udawane, pozorowane. A nawet gdyby np. moja mama o tym wiedziała to jej
reakcja byłaby "no coś ty, czego ty chcesz, przecież on dba o dzieci, nie
bije cię więc o co ci chodzi" Niestety moi rodzice mają ciągle na mnie duży
wpływ - mimoch 32 lat czasem czuję się jak nastolatka. To zupłnie bez sensu.
Tak naprawdę to wyszłam za mąż by się wyrwać z domu, usamodzielnić. Nie widzę
wyjścia, nie wyobrażam sobie rozwodu, chyba już zawsze będę nieszczęśliwa...
z tych nerwów i stresów zrobiłam się gruba i brzydka, nie potrafię się wziąć
za siebie, czuję w sobie straszną apatię i pustkę. Jedynie praca daje mi
trochę radości i satysfakcji. Nie wiem co będzie ze mną dalej, jestem
strasznie samotna...
Obserwuj wątek
    • judge_judy Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 01:49
      Fakt jest taki, ze masz dwoje dzieci i powiem szczerze, ze powinnas sie zabrac
      za naprawianie tego co jest zepsute w twoim zwiazku. Czy przez osiem lat
      byliscie tak sobie obojetni? Dlaczego zdecydowalas sie na dwojke dzieci z
      mezczyzna, z ktorym nie widzisz przyszlosci? Moze jest przyszlosc tylko
      potrzeba popracowac nad tym zwiazkiem? Inne zainteresowania nie musza was
      rozdzielac, moga stac sie czyms co was przyciaga. Moze przezywacie kryzys
      malzenski i powinniscie udac sie do terapeuty?
      --
      Judy
    • annika4 Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 02:24
      A ja Cie doskonale rozumiem. Sama jestem w podobnej sytuacji. My jestesmy razem
      od 9-ciu lat i mamy jedno dziecko. Jedyne emocje jakie towarzysza temu
      zwiazkowi przez ostanich kilka lat to te negatywne. Moze i sa jakies poradnie,
      ale mi sie zdaje, ze ja poprostu juz tego nie chce. On tez sprawia takie
      wrazenie.
      Ostatnio jak myslalam, ze jestem w ciazy to popadlam w depresje, bo wcale mi
      nie w smak miec z nim kolejne dziecko. Ale szczesliwie jakos sie udalo:-)
      Nas tez wiecej dzieli niz laczy i jak obserwuje coraz bardziej mnie to irytuje.
      Jedyne co moge dodac na pocieszenie to GLOWA DO GORY, NIE JESTES SAMA.
      • haute.savoie Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 09:12
        dzięki annika, ja wiem że wizyta w poradni nic nie zmieni - co najwyżej mogłaby
        przyspieszyć decyzję o rozstaniu bo myślę że wtedy oboje uśwaidomilibyśmy sobie
        jakie nasze wspólne życie jest puste, beznamiętne. Jesteśmy ze sobą bo tak jest
        wygodniej - nie trzeba opowiadać całemu światu jak to życie się nie układa,
        jaka jestem nieszczęśliwa. Gdybyśmy się zdecydowali na rozwód to musiałabym się
        przyznać do porażki, wypłakać, otworzyć przd innymi (rodzina, znajomi), a ja
        nie jestem na tyle silna aby się na to zdobyć. Poza tym są dzieci dla których
        tata jst bardzo ważny - to głównie dla nich tkwimy w tym związku. Gdyby nie
        było dzieci na pewno łatwiej byłoby się rozstać. On nie jest złym człowikiem,
        my po prostu do siebie nie pasujemy, nigdy nie powinniśmy byli się wiązać ze
        sobą. Oczywiście są momenty dobre gdy trochę ze sobą rozmawiamy, ale to krótkie
        chwile - raczej warczymy na siebie, wkurzamy się wzajemnie. Kilka razy
        mówiliśmy - to bez sensu, rozstańmy się, ale żaden z nasz nie potrafi się
        zdobyć na konkretne działanie... to chyba lęk przed nieznanym, przed innym
        życiem...
    • adsa_21 Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 08:15
      a dzieci? nic o nich nie piszesz a przeciez one sa najwazniejsze.
      pomysl o nich..czy sa szczesliwe? jak reaguja na Wasze klotnie?
      A moze to chwilowy "zastuj" w uczuciach, przeciez kazde, nawet najszczesliwsze
      malzenstwa przezywaja kryzysy.
      Pogadaj z mezem tak na powaznie i ustalcie cos - nie mozna zyc tak, jak to
      opisalas.
    • myszka190 Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 09:11
      Cześć ! Wiesz co a jak myslisz jak spotkasz następnego faceta w swoim życiu i
      zakochasz sie w nim po same uszy to on może przezywać tak samo radości i smutki
      jak Ty, chyba nie . Na tym polegoa cała tolerancjia , że jesteśmy w zwiąsku z
      kims kto smieje sie z czego innego , kto lubi nie to co ja itd itd.Przeciez
      spaliscie kiedys razem macie 2 dzieci , chyba nie poszlas z nim do łózka na
      siłe bo wogule nie chciałaś tylko jednak cos bylo, jakaś iskierka uczucia.
      Tak sobie mysle jak wam dwum zalezy na tym zwiąsku , rodzinie itd itd to idżcie
      do poradni rodzinnej tam wam psychologowie wszystko poukladaja i zobaczycie czy
      sie kochacie czy nie , i nie ma co sie wstydzić takiej poradni a jak macie chęć
      ukrywać takie spotkania w takiej poradni to moza pojechać do innego mista.
      Zróbcie wszystko razem żeby uratować ten związek , jezeli wam oby dwum bardzo
      na nim zalezy a ajk wtedy nic z tego nie wyjdzie to nie męcz sie i nie zyj w
      klamstwie bo to najgorsza pulapka w jaka moglas wdepnąć , prawda daje wolność i
      jest wazniejsza od wszystkiego

      Pa pozdrawiam i udanych rozwiązań
      • mortimerr Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 10:11
        Popieram. Mialam podobna sytuacje. Jestem w zwiazku 15 lat, dwoje dzieci. Przez
        ostanie lata bylo okropnie. Ciagle klotnie, sprzeczki, niedomowienia. W koncu
        nie moglismy zniesc siebie na wzajem. Ja cierpialam, on pewnie tez. Ale
        zaczelam walczyc. Poszlismy do psychologa na terapie malzenska. Rozmowy,
        zadania do wykonania i nic sie nie zmienialo. Po trzech wizytach okazalo sie,
        ze oboje mamy gleboka depresje. Przerwalismy terapie malzenska, zaczelismy
        indywidualna. Najpierw trzeba wyleczyc nas samych, potem zwiazek. I co sie
        okazalo? Raptem otworzylam oczy. Mam wspanialego meza, dom, corki i sczesliwe
        zycie. Dlaczego? Bo sama tego chce. Bo tak naprawde nasze podejscie do zycia
        jest najwazniejsze. Nie wazne czy on jest czy go nie ma. Ja sama musze byc
        szczesliwa ze soba. Dziewczyny, nie zyjcie w marazmie codziennosci. Zycie jest
        zbyt krotkie. Jesli nie uratujecie malzenstwa to ratujcie SIEBIE.
        • ja-sarenka Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 10:38
          a ja mam inne zdanie na ten temat-poparte własnym doswiadczeniem.I doskonale
          wiem co znaczy małżeństwo bez milosci, dwie różne wypspy w jednym M.jaki to
          koszmar kiedy wkrada się niechęć...hm..nienawiść.I ile warte są dobre rady-
          walcz, idźcie do psychologa-uwierzcie próbowałam, walczyłam..na nic to sie nie
          zdało.Oczywiście wiem,że niektórym to pomaga i udaje się naprawić umarłe
          relacje.U mnie się nie udało.Chciałam powiedzieć autorce postu,że czułam się
          przez wiele lat tak samo.Wreszcie (własciwie nagle) poznałam Kogoś.Wiem co to
          znaczy Kochać, być Kochaną.Zaczynamy nowe życie.Tobie też się uda.Jeśli chcesz
          pogadać-napisz proszę na priva.Rozumiem co czujesz.Pozdrawiam.Acha i zgadzam
          się w 100% z poprzednim postem odnośnie ratowania siebie.Od tego
          zaczęłam:Porządek ze sobą, zgoda ze sobą.
          • galareta2 Re: małżeństwo bez miłości 02.06.06, 14:29
            Jak Ci sie udalo "zawalczyc" o siebie sarenko? ja tkwie w czyms takim,
            pokochalam w miedzyczasie kogos, kto kocha mnie .. ale moje małżeństwo wciaz
            trwa, bo nie umiem sobie powiedziec, że jestem warta czego innego a mężowi
            powiedzieć "pa - rozmyslilam sie" ... bo nie bije, nie pije, ale siłą
            psychicznego szantażu przytrzymuje mnie wciąż przy sobie ... a ja nie umiem sie
            wyrwać ... jak to zrobic?
    • rajski.ptak Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 10:57
      Wydaje mi się, że to, że potrafiłaś sama przed sobą przyznać się do tego, że
      nie kochasz już męża to bardzo dużo. Mówisz to nam i to kolejny krok.
      Żyjemy w kraju, w którym decyzja o rozwodzie nie jest podejmowana tylko z myślą
      o sobie, partnerze i dzieciach, ale myśli się jeszcze o rodzicach, sąsiadach,
      znajomych ... To bez sensu.
      Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców. Rozwód miał miejsce kiedy miałam 28
      lat, chociaż małżeństwo moich rodziców praktycznie nie istniało już od 15 lat.
      Byłam świdkiem na rozprawie i ciężko to przeżyłam. Uważam, że dużo lepiej
      byłoby, gdyby moi rodzice rozeszli się wiele lat wcześniej. Oszczędziłoby to
      nam wszystkim wiele problemów. Oni sami mieliby dużo większe szanse na
      założenie nowych związków i szczęśliwe życie.
      Ty masz jeszcze taką szansę. Zastanów się. Niech nikt nie mówi, że dla dzieci
      tak jest lepiej, bo ja wychowałam się w domu bez miłości i zapewniam Was, że
      nie było mi dobrze.
      Nie wiem, czy Twoje szczęście jest przy mężu, czy też przy boku zupełnie kogo
      innego, a może w samotności ... Wiem jedno. Szukaj tego szczęścia. Masz tylko
      jedno życie! Za kilkanaście lat Twoje dzieci odejdą, a Tobie co zostanie? Zimne
      serce?
      Szukaj miłości! Ona gdzieś na pewno czeka ...
      Trzymam kciuki i głowa do góry! :):):)
    • caprissa Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 10:59
      to najgorsze co moze byc 22latka szukajca oparcia! matko to raczje 40-50 latki
      kobiety szukaja opracia, przestaly wierzyc w milosc, ale mloda kobieta? i juz
      suzka sobie cieplego zapiecka u bardzo bogatego faceta?

      a potem zali sie, zostawil mnie itp

      jak nie bylo milosci, to co sie mialo ostac?
      facet nie krzeslo, tez chce byc kochany.
      • myszka190 Re: małżeństwo bez miłości 31.05.06, 14:16
        Nie wszystkim sie udaje uratować małżeństwo gdy jest na lodzie , ale jak nie
        spróbujesz z poradnia małżeńską , to sie pozabijacie w domu z nienawiści być
        może nieuzasadnionej, warto to skontrolować u specjalistów a jak sie okarze że
        nic z tego to zawsze wyść z tego związku możesz odrazu i będziesz miała
        poczucie że wszystko zrobiłas co moglaś dla ratowania rodziny chociaż jak nie
        dla was i jak zdecydujecie po terapii że to nie dla was to adijos małżeństwo!
        • foerster ja wiem jedno 31.05.06, 16:47
          nie mozna byc z kims bez uczucia, milosci. Zrobilam blad, wyszlam za maz by
          wyrwac sie z domu. Mam tylko cywilny, bo przed Bogiem nie bylabym w stanie
          przysiac dozgonna milosc i te cala reszte. Mialam sygnaly, ze z mezem jest cos
          nie tak, sama je widzialam, a jednak powiedzialam tak. Przez pierwszy rok bylo
          znosnie. Ale potem koszmar. Kazdy osobno. Jak wspollokatorzy. Obcy ludzie. Mamy
          dziecko. Ale nie bylo sensu poswiecac sie na oltarzu "wszystko dla jego dobra",
          bo dziecko dorosnie i pojdzie w swiat, a ja majac jedno zycie bede
          sfrustrowana baba pod 50-tke wyrzywajaca sie na wszystkich za moja "krzywde".
          Obecnie mam nowego partnera. W czerwcu konczy sie moje malzenstwo z rozsadku,
          albo z glupoty. Wychodze drugi raz za maz, tym razem z milosci. Moje dziecko
          jest szczesliwe, co ja widze i wszyscy dookola. Nie jest juz w szoku jak mama
          daje buziaka osobie, ktora kocha, ani jak sie do niej przytula. Wczesniej tego
          nie znalo. Od poczecia dziecka nie utrzymywalam z mezem kontaktow fizycznych,
          bo wymiotowalam z obrzydzenia. Dlatego wiem, ze nie da sie bez milosci. Moze
          ktos moze, ale ja nie. I uwazam, ze traci sie wiele, ten smiech, te czulosc, to
          szczescie, te zakochane oczy. Nie zaluje mojej decyzji, choc tez bralam pod
          uwage zostanie. Ale dalam rady przez 5 lat. I wiecej nie moglam.
          Trzeba byc troche egoistycznym i pomyslec o sobie.
          • myszka190 ja też wiem swoje 31.05.06, 17:51
            Moje małżeństwo jest z wieliej milości , i kocham męża nadal a mimo to nie
            jestem z nim , bo milość to za mazło żeby być razem jak nie ma wzajemnego
            szacunku , zrozumienia itd itd , tylko milość to za malo do utrzymania związku.
            kocham męża i strasznie mi źle z tym że nie jstem z nim, a teraz jak sobie
            pomysle , że moglabym miec innego to tylko bez miłośći z rozsądku i koniec
          • judge_judy Re: ja wiem jedno 31.05.06, 18:05
            tez wyszlam za maz aby wyrwac sie spod opieki rodzicow. Wpadlam z deszczu pod
            rynne. Maz zachowywal sie jak moj ojciec, gotuj, sprzataj po mnie, zajmij sie
            dzieckiem. Dzwonil w ciagu dnia, aby zadac mi wiecej roboty. Bylam bardzo mloda
            i myslalam, ze tak malzenstwo powinno wygladac. Zle sie czulam, prosilam aby
            maz wyszedl na spacer z dzieckiem, on nawet laskawie dupy z wersalki nie ruszyl
            aby sie nim zajac. Ale przepadal na kilkudniowe pijackie wycieczki z kumplami,
            mimo ze wiedzial, ze nie zniose sama wozka z 4 pietra. Po jakims czasie zywilam
            do niego taka nenawisc i taki wstret fizyczny, ze jak dotknal mnie nawet przez
            przypadek w lozku w nocy, potrafilam sie z obrzydzenia zerwac z lozka i stanac
            zupelnie przytomna na podlodze, otrzasajac sie z nienawisci do niego. Rozwod
            byl nieunikniony, ale eks nie chcial go, bo przeciez kto posprzata mieszkanie?
            --
            Judy
              • judge_judy Re: ja wiem jedno 01.06.06, 16:57
                absolutnie nie! :-)) ale rozwod byl okropny bo on niestety robil wszystko aby
                mi zatruc zycie, choc niby sie "ambicja uniosl". Rozwiedzeni jestesmy dobrych
                kilka lat - pluje sobie w brode do tej pory, ze w ogole zwiazalam sie z takim
                typem i ze nie kopnelam go w dupe od razu jak tylko zaczal pokazywac kto jest
                panem na wlosciach.
                --
                Judy
          • galareta2 Re: ja wiem jedno 02.06.06, 14:34
            Zazdroszcze siły .. ja trwam 10 lat, mam kogos kto mnie kocha, ale to nie moj
            mąż ... może dziecko widzi, że się nie kochamy a może nie, bo świetnie
            udajemy ... Ale szczęsliwa nie jestem i tyle ..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka