Z mojego punktu widzenia sprawa wygląda tak:
Po pierwsze różni przewoźnicy dysponują różnymi pojazdami. To dużo zmienia, czy
jedzie się rozpadającym się busem z odpadającymi błotnikami, toną bagażu i
dodatkowymi pasażerami na dachu, czy luksusowym VIP busem (takie w krajach
rozwijających się również się zdarzają).
Po drugie ważne jest podejście kierowcy i jego ewentualne dodatkowe
zobowiązania. W Kambodży zdarzało mi się na stosunkowo krótkich trasach kilka
razy stawać na długaśny posiłek w "zaprzyjaźnionych" zajazdach - protesty
pasażerów, że nie są głodni, zazwyczaj są ignorowane. Raz jechałem załadowanym
różnymi towarami po brzegi busem, który zboczył z drogi i zajechał do jakiejś
wioski, gdzie był jakiś "punkt przeładunkowy" ;). Kierowca z kolegami wyładował
tonę czegoś i załadował tonę czegoś innego. Zaznaczam, że był to przynajmniej w
założeniu bus przeznaczony dla turystów, do którego bilety kupowało się w
miejscowym biurze podróży, a nie złapana przypadkiem okazja.
Po trzecie w takich krajach (a w zasadzie na całym świecie) ogromne znaczenie i
wpływ na długość przejazdu ma pora roku i warunki na drodze. Trasa pokonywana w
porze suchej w 5 godzin, w porze deszczowej może być pokonywana w 10.
Po czwarte sprzedawcy biletów zazwyczaj celowo znacznie (czasem o kilka, a nawet
kilkanaście godzin) zaniżają czas podróży. Podobnie jest z odległością.
Miejscowi często nie mają pojęcia, ile kilometrów liczy sobie dana trasa.
Zapytani rzucają pierwszą liczbę, jaka przyjdzie im do głowy. Może to nie było
500 km, a np. 300 km. Nie sprawdzałem, ale to niewykluczone.
Reasumując, czas podróży między punktem A i B w krajach o kiepskiej
infrastrukturze jest mocno orientacyjny. To że ktoś przejechał dany odcinek w 9
godzin, nie oznacza, że ktoś inny nie zrobił tego w 7. Angielska Wikipedia mówi
na przykład o 6 godzinach i to też nic nie znaczy.