• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Zakochaj się w Wietnamie - część 2. Dodaj do ulubionych

  • 21.03.11, 18:59
    Joanna i Grzegorz Zalescy:
    "Cesarz Khai Dinh nie spłodził natomiast żadnego potomka - zbytnio był bowiem osłabiony paleniem opium."


    To nieprawda. Miał syna, 阮福永瑞, Bảo Đại, ostatniego cesarza Wietnamu.
    Zapytam uprzejmie: z jakich przewodników czerpią Państwo swe informacje?

    Kornel
    --
    "Kornel: moje podróże"
    Edytor zaawansowany
    • 21.03.11, 22:15
      Był ktoś ostatnio na wyjeździe niskobudżetowym? Jaki jest koszt dziennego utrzymania?

      Kornel
      --
      "Kornel: moje podróże"
      • Gość: Usjwo IP: 222.66.124.* 25.03.11, 08:32
        cena hotelu zalezy od ... hotelu, bilety sa tanie nawet samolotowe (mozna sprawdzic na stronie Vietnam Airlines). Ogolnie tanio, przezyjesz i za 10$/dzien, za 100$ masz wypas
        • 26.03.11, 11:27
          Gość portalu: Usjwo napisał(a):

          > cena hotelu zalezy od ... hotelu, bilety sa tanie nawet samolotowe (mozna spraw
          > dzic na stronie Vietnam Airlines). Ogolnie tanio, przezyjesz i za 10$/dzien, za
          > 100$ masz wypas


          Czy twoim zdaniem 500 USD wystarczy na 4 tygodnie w Wietnamie, Laosie i Kambodży? Chodzi mi o sumaryczny koszt hoteli (budget), przejazdów (lokalne, bez samolotu) wyżywienia (street food) i wstępów (bez zorgan. wycieczek z lokalnych biur), ale bez wiz i pamiątek.

          Kornel
          --
          "Kornel: moje podróże"
          • Gość: Foxy IP: *.dynamic.chello.pl 26.03.11, 15:46
            3 tyg. głownie Kambodża, Laos + trochę Tajlandii, przemieszczanie sie, jedzenie - raz ulica raz knajpka (na ulicy;), wstępy, noclegi (bez pokoi wieloosobowych), trochę pamiątek, raczej bez większych ograniczeń ok. 900USD w tym wiza kambodzańska i laotańska .500USD na 4 tyg. hmmm można przy oglądaniu każdego $ spróbować, ale ja bym sie jakoś zabezpieczył np. karta kredytowa na wszelki wypadek.
            • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 26.03.11, 20:41
              dodam jeszcze ze kwota ktora podaje Foxy jest trafna na wyjazd budzetowy, moje doswiadczenia sa podobne, bez dormow, proste ale czyste pokoje z lazienka i ciepla woda, jednak w dobrej i dogodnej lokalizacji, razem z wizami, pamiatkami bez ograniczania sie, wchodzac tam gdzie chce, jedzac tam gdzie mam ochote, podrozujac 2os wystarcza na os. na miesiac z zapasem;
              mozna to troche obciac spiac w dormach i jedzac tylko street food lub kupujac jedzenie w sklepach, ale jednak nie o polowe;
          • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 26.03.11, 20:35
            10 usd na dzien to jest jednak stanowczo za malo;
            da sie ostatecznie za to przezyc spiac w dormach i jedzac najtansze jedzenie, rezygnujac ze wstepow, ale przyjemnosc z wyjazdu bedzie drastycznie ograniczona, bo warunki beda iscie spartanskie;
            nie piszesz kilku rzeczy - czy jedziesz sam i spisz w dormie, czy z kims i pokoj 2os normalny, prosty ale z lazienka czy taki pokoj chcesz dla siebie;
            nie piszesz tez o trasie dokladnie jaka chcesz zrobic, akurat np. samolot z hanoi do saigonu moze sie okazac tanszy niz pociag wiec trudno oszacowac koszty transportu, ale np. z bangkoku da sr juz tani nie jest itd.
            125 usd na tydzien czyli niecale 20 na dzien to nie jest za duzo - obawiam sie ze to bedzie survival, i nie tyle chodzi mi o standard spania (bo domyslam sie ze nie oczekujesz lozka wodnego:) i w razie czego dorm przezyjesz), tylko raczej to, ze nie pozwolisz sobie na wiele rzeczy, ktore sa b. ciekawe i przyjemne;
            zakladam ze takich miejsc jak angkor czy ha long, gdzie pass 3 dniowy / rejs jednak taki tani nie jest omijac nie chcesz, wiec w inne dni "musisz oszczedzic";
            np. nocleg w starej czesci hanoi za kilkanascie usd to bedzie taaanio (choc to chyba najdrozsze w wietnamie miejsce noclegowe), kolacyjka w lokalnej knajpce tamze - 3-4 usd bez alkoholu, uliczna 1-2, ale jeszcze musisz cos jesz do tej kolacji, a juz w zasadzie ten budzet, ktory podales sie wyczerpuje (a nie uwzglednilam transportu jeszcze przeciez); a np. bedziesz chcial sobie kupic a to jakis owoc ciekawy, a to cukierki wietnamskie w papierze ryzowym i choc kazda z tych rzeczy to drobne kwoty (0,5-2 usd) to jednak tez kilka usd codziennie na to idzie; nie odmowisz sobie przeciez duriana jak akurat bedzie na nie sezon:)
            do niektorych miejsc nie da sie dojechac transportem publicznym i wtedy zostaje ci albo lokalna wycieczka, albo dojechanie ile sie da a potem xe om:)
            dla przykladu chyba sie nie da dojechac do cu chi w wietnamie z tay ninh, i polaczenie tego jeszcze zgrabnie z tunelami, wiec albo zrobic wycieczke z saigonu albo dojedziesz busem do tay ninh (nie wiem jaki koszt) a potem wezmiesz motor, a potem znowu jakos trzeba kombinowac do tuneli (znowu zaplacisz za podwozke). biorac pod uwage to, ze oni wiedza, gdzie nie ma dojazdu i to wykorzystuja, to wcale to indywidualne docieranie wszedzie nie wyjdzie ci taniej niz wycieczka zorganizowana z saigonu lub ja np. wynajmowalam z poznanymi ludzmi taxowke (auto) na caly dzien, rozlozona na 4 os. cena tez wypadala korzystniej a dodatkowo kierowca pokazywal nam wiele ciekawych rzeczy sam z siebie, zatrzymywal sie przy dodatkowych atrakcjach itd.;
            wydaje mi sie, ze jesli nazbierasz pieniadze, zeby tam leciec, warto miec troche wiecej srodkow do wydania na miejscu, bo nie sa to juz duze kwoty obiektywnie, a odmawiasz sobie znacznych przyjemnosci i rezygnujesz z ciekawego zwiedzania;
            • 26.03.11, 23:59
              Jeśli Indochiny są znacznie droższe niż Chiny, to rzeczywiście przewidywane przeze mnie 17 USD/dzień może być mało; w Indiach wydawałem 10 USD, w Iranie 10 USD w Chinach - 16 USD (ale to ze względu na 500-kilometrowe trasy codziennie). Z samolotu Hanoi-Sajgon na pewno nie będę korzystać, gdyż po drodze jest wiele miejsc do zobaczenia. Z tego, co widzę na Transazji, noclegi są po 3-4 USD/os. a jedzenie 5 USD/dzień. Wietnam, Kambodża i Laos to małe kraje, więc dużo jeżdżenia nie przewiduję. Co do "przymusowego" korzystania z ofert miejscowych biur/pośredników nie mam jeszcze rozeznania, ale nie sądzę, żebym musiał u nich przepłacać.

              Jeszcze nie wiem, czy będę podróżować sam czy z kimś. Może ktoś się napatoczy ;-)

              k.
              • Gość: Foxy IP: *.dynamic.chello.pl 27.03.11, 13:18
                W Wietnamie (jeszcze) nie bylem ale 1700 km miedzy Hanoi a Sajgonem- mało się nie wydaje. Kambodża czy Laos wielkie nie są, ale ze względu na stan dróg małe odcinki zajmują dużo więcej czasu. Siem Reap- Phnom Penh ok. 300km - jechaliśmy całą noc (to tez dobre bo ograniczasz koszty noclegów). Wientian – Luang Prabang wyjazd 20.00 na miejscu byliśmy ok 7.00 rano, tez ok. 300km.Z Luang do Tajlandii 2 dni łodzią (można 16h autobusem) po drodze 2 noclegi. Kupienie „zorganizowanego” przejazdu w biurze wychodzi taniej niż wszystkie składowe części osobno.
                Noclegi miedzy 8-12USD za dwójkę. Na Don Det bungalow kosztował 30 000 kip czyli cos ok. 4USD – ale to był wypas bo oprócz łózka była jeszcze „łazienka”, te bez łazienki były po 20 000. Po powrocie z Indii znajomy z dużo większym dorobkiem – powiedział tak tanio już raczej nigdzie nie będzie. Indochiny jednak cenowo są bardzo na plus. Ale fakt wyjazd z umartwianiem się ma sens?
              • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 27.03.11, 14:47
                na pewno indochiny kosztuja jednak wiecej niz indie, choc sa tanie;
                co do chin to nie wiem, gdzie byles, cena mocno zalezy od miejsca, wiec trudno mi cos napisac;
                rozumiem po tym wyliczeniu, ze celujesz w dormy;
                jednak zostaja koszty wstepow - przewaznie tanie, ale do kilku najwazniejszych atrakcji dosc drogie; pytanie czy chcesz je zobaczyc?
                potwierdzam to co napisal foxy - jezdzenie malych odcinkow zabiera sporo czasu, wiec raczej naszykuj sie na duzo jezdzenia;) zatrzymywanie sie co chwila i dopakowywanie busika do granic mozliwosci itd.; za to tanio:)
                mozesz korzystac wylacznie z transportu publ. najtanszego, kiedy masz np. do przejscia 10 km przejsc je zamiast podjechac na motorze, ale w ten sposob spedzisz wtedy wiekszosc czasu;
                no i jesli masz taki plan 4 tyg. bez lotow przy tych wszystkich krajach to jest za malo, raczej bedziesz musial cos wybrac; inaczej spedzisz urlop w srodkach transportu;
                zreszta jesli nie kupisz biletu np. kolejowego hanoi - saigon, chocby w jedna strone to pokonasz te trase w odcinkach co finalnie jest jeszcze drozsze;
                na jedzenie 5 usd na dzien - da sie, ale nie wchodzac do knajp, jedzac wtedy kiedy widzisz street food, a nie kiedy jestes glodny (a nie zawsze masz przeciez pod reka), nie pijac alkoholu, jednak mocno odmawiajac sobie tego na co masz akurat ochote (na przyklad z ciekawosci, bo nigdy nie jadles, nie chodzi mi o jakies wielkie kaprysy) - dla mnie to jest dosc extremalna wersja, ale jak koniecznie chcesz tam pojechac i nie masz wiecej pieniedzy da sie zrobic;
                co do korzystania z biur - wszystko zalezy - mozesz po prostu zrezygnowac z tych atrakcji, do ktorych nie dasz rady dotrzec sam, chociaz sporo fajnego cie wtedy ominie;
                mozesz zdecydowac sie na pokonywanie sporych kawalkow (w sumie sporych) piechota, tylko kazde 5 km to oszczedzone 2-3 usd, ale tez godzina do tylu - wtedy np. zobaczysz mniej, bo zamiast 2 atrakcji w ciagu dnia zobaczysz 1;
                • 28.03.11, 00:26
                  Gość portalu: iseul napisał(a):

                  > na pewno indochiny kosztuja jednak wiecej niz indie, choc sa tanie;
                  > co do chin to nie wiem, gdzie byles, cena mocno zalezy od miejsca, wiec trudno mi cos napisac;


                  Byłem i w zachodnich Chinach i w południowych i we wschodnich. I w północnych też ;-) Nie zauważyłem jakichś dużych różnic. Może dlatego, że nie zwykłem korzystać z knajp dla białasów. A koszty transportu wszędzie podobne.

                  > rozumiem po tym wyliczeniu, ze celujesz w dormy;
                  Niekoniecznie. Z tego, co widzę noclegi w hotelikach są poniżej 10 USD za dwójkę. To mi pasuje.

                  > jednak zostaja koszty wstepow - przewaznie tanie, ale do kilku najwazniejszych atrakcji dosc drogie; pytanie czy chcesz je zobaczyc?


                  Oczywiście. Tak jest i w innych krajach. Zwykle wybieram, to co najważniejsze i najciekawsze dla mnie. I tak na przykład w Chinach wolałem zobaczyć jaskinie Mogao Ku niż Terakotową Armię. Poza tym każdy ma swoje tempo zwiedzania. Można zobaczyć Petrę w 3 dni, można w jeden. To już zależy od "chcenia się" i kondycji. Podobnie jest - jak sądzę z Angkor Wat.

                  > potwierdzam to co napisal foxy - jezdzenie malych odcinkow zabiera sporo czasu, wiec raczej naszykuj sie na duzo jezdzenia;) zatrzymywanie sie co chwila i dopakowywanie busika do granic mozliwosci itd.; za to tanio:)


                  Pisząc, że w tej części Indochin nie nastawiam się na dużo jeżdżenia miałem na myśli nie czas, lecz odległości a co za tym idzie cenę transportu. Po Chinach przejechałem w ciągu miesiąca ponad 16.000 km więc tam koszty transportu stanowiły istotna pozycję w wydatkach na miejscu (~60%).

                  > mozesz korzystac wylacznie z transportu publ. najtanszego, kiedy masz np. do przejscia 10 km przejsc je zamiast podjechac na motorze, ale w ten sposob spedzisz wtedy wiekszosc czasu;

                  Zdecydowanie preferuję transport publiczny ;-)

                  > no i jesli masz taki plan 4 tyg. bez lotow przy tych wszystkich krajach to jest za malo, raczej bedziesz musial cos wybrac; inaczej spedzisz urlop w srodkach transportu; zreszta jesli nie kupisz biletu np. kolejowego hanoi - saigon, chocby w jedna s > trone to pokonasz te trase w odcinkach co finalnie jest jeszcze drozsze;

                  Ponieważ start i zakończenie przewiduję w Hanoi, to pokonanie dystansu między stolicą a Sajgonem w jednym etapie (czy to samolotem, czy pociągiem) uważam za nierozsądne. Plan mój zakłada przemieszczanie się na południe i powrót przez Kambodżę i Laos (albo odwrotnie). Odległości między miastami lub innymi ciekawymi miejscami są na tyle małe, ze korzystanie z lotów w obrębie Indochin uważam za zbędne; po drodze jest dużo do oglądania, poznawania i przeżywania. Można się z tym nie zgadzać, ale dla mnie droga, jako taka, nie jest traceniem czasu.

                  > na jedzenie 5 usd na dzien - da sie, ale nie wchodzac do knajp, jedzac wtedy kiedy widzisz street food, a nie kiedy jestes glodny (a nie zawsze masz przeciez pod reka), nie pijac alkoholu, jednak mocno odmawiajac sobie tego na co masz akurat ochote (na przyklad z ciekawosci, bo nigdy nie jadles, nie chodzi mi o jakies wielkie kaprysy) - dla mnie to jest dosc extremalna wersja, ale jak koniecznie chcesz tam pojechac i nie masz wiecej pieniedzy da sie zrobic;

                  Ja to widzę nieco inaczej. W ocenie większości białasów posiłek w knajpie w Chinach to koszt kilku-kilkunastu dolarów. Takie mają doświadczenia. Ja jadałem typowe posiłki (ryż/makaron z warzywami/mięsem za 5/7 juanów; w Indiach thali z ryżem i warzywami to koszt - po mojemu - 10-30 rupii.
                  A że miejsc do jedzenia dla miejscowych jest znacznie więcej niż dla turystów - rzadziej bywam głodny.

                  > co do korzystania z biur - wszystko zalezy - mozesz po prostu zrezygnowac z tych atrakcji, do ktorych nie dasz rady dotrzec sam, chociaz sporo fajnego cie wtedy ominie;

                  Ponieważ w Indochinach nie byłem, to chętnie poznam przykłady takich miejsc, do których dotarcie jest możliwe tylko z lokalnym biurem a przynajmniej jest tańsze, niż na własną rękę.

                  Kornel
                  --
                  "Kornel: moje podróże"
                  • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 28.03.11, 19:51

                    > Byłem i w zachodnich Chinach i w południowych i we wschodnich. I w północnych
                    > też ;-) Nie zauważyłem jakichś dużych różnic. Może dlatego, że nie zwykłem korz
                    > ystać z knajp dla białasów. A koszty transportu wszędzie podobne.
                    mi najwiecej w chinach pochlanialy noclegi; jedzenie to byl akurat naprawde koszt symboliczny; tyle, ze nie rezygnowalam ani z sensownej lokalizacji, ani z pewnego standardu noclegu (rozumiem, ze nie wszystkim to jest potrzebne); mozna bylo ten koszt obnizyc rezygnujac ze standardu moclegow, tyle ja akurat tego nie chcialam; jesli np. w szanghaju jestes w stanie znalezc fajny nocleg za 10 usd to szczerze gratuluje, ja nie potrafie; w hanoi w old quarter tez nie potrafilam;


                    > Oczywiście. Tak jest i w innych krajach. Zwykle wybieram, to co najważniejsze i
                    > najciekawsze dla mnie. I tak na przykład w Chinach wolałem zobaczyć jaskinie M
                    > ogao Ku niż Terakotową Armię. Poza tym każdy ma swoje tempo zwiedzania. Można z
                    > obaczyć Petrę w 3 dni, można w jeden. To już zależy od "chcenia się" i kondycji
                    > . Podobnie jest - jak sądzę z Angkor Wat.
                    niekoniecznie; szczerze ci odradzam angkor w 1 dzien; nie tylko dlatego ze pass na 1 dzien pozwala na obejrzenie tylko "glownych pozostalosci"; angkor jest naprawde piekny i wlasnie wcale nie najbardziej udeptanych szlakach;
                    jak popatrzysz na relacje ludzi - zrozumiesz dlaczego; kondycja nie ma tu nic do rzeczy, choc nie watpie, ze masz swietna;)

                    > Pisząc, że w tej części Indochin nie nastawiam się na dużo jeżdżenia miałem na
                    > myśli nie czas, lecz odległości a co za tym idzie cenę transportu. Po Chinach
                    > przejechałem w ciągu miesiąca ponad 16.000 km więc tam koszty transportu stanow
                    > iły istotna pozycję w wydatkach na miejscu (~60%)
                    a ile srednio dziennie spedziles w pociagu/busie??? bo troche to wyglada jakbys z busa nie wysiadal, ale moze sie myle? 500km dziennie?
                    nie uwazam czasu w podrozy za stracony, tak btw, chociaz tez nie chcialabym 10ha codziennie w ten sposob spedzac, chyba ze sie kiedys wybiore transsibem;)

                    > Ponieważ w Indochinach nie byłem, to chętnie poznam przykłady takich miejsc, do
                    > których dotarcie jest możliwe tylko z lokalnym biurem a przynajmniej jest tańs
                    > ze, niż na własną rękę.
                    1 przyklad ci podalam w jednym z postow wyzej;
                    poza tym np. po ha long nie bedziesz chyba sam plywal w kapielowkach:) ???
                    tyle ze moje przyklady raczej dotycza tego, ze taniej bylo jak w 4 os. wynajmowalismy auto z kierowca a nie korzystalismy z lokalnego biura; bez trudu chetni na wspolne wynajecie sie znajdowali;

                    > > mozesz korzystac wylacznie z transportu publ. najtanszego, kiedy masz
                    > np. do przejscia 10 km przejsc je zamiast podjechac na motorze, ale w ten sposo
                    > b spedzisz wtedy wiekszosc czasu;
                    >

                    > Zdecydowanie preferuję transport publiczny ;-)
                    no widzisz, tylko jesli nie bedziesz dralowal piechota, a wskoczysz komus na motor (lokalsi tez tak jezdza jak nie ma innego transportu) to sila rzeczy za 5km mozesz np. 2usd zaplacic w skrajnym przypadku; co jest oczywiscie wyzsza cena niz dla nich, ale nie poradzisz wiele, jesli nie mowisz po wietnamsku; czasem milo sie przejsc, ale jesli bedziesz spacerowal zawsze sila rzeczy ograniczysz sobie liczbe atrakcji;

                    wydaje mi sie, ze trasa, ktora przewidujesz jest za dluga na 1 miesiac; nie w sensie ze nie da sie jej zrobic, bo wszystko sie da, ale bedziesz strasznie gonil i raczej "zaliczal";
                    • 28.03.11, 21:41
                      > jesli np. w szanghaju jestes w stanie znalezc fajny nocleg za 10 usd to szczerze gratuluje, ja nie potrafie;


                      Szanghaj mnie nie interesował. W Pekinie spałem za 25 juanów (~3 USD). W Szanghaju spałbym w którymś z hosteli po kilka dolarów.


                      > niekoniecznie; szczerze ci odradzam angkor w 1 dzien; nie tylko dlatego ze pass na 1 dzien pozwala na obejrzenie tylko "glownych pozostalosci";

                      Całkowicie zgadzam się z tym, że własne doświadczenia kształtują nasze opinie ;-)
                      Kupując bilet po 17.00 załapię sie na wieczorne extra-zwiedzanie ;-)

                      > jak popatrzysz na relacje ludzi - zrozumiesz dlaczego; kondycja nie ma tu nic do rzeczy, choc nie watpie, ze masz swietna;)
                      Oczywiście, że kondycja ma tu dużo do rzeczy. Ale zgadzam się z tym, że własne doświadczenia kształtują nasze opinie ;-)

                      > a ile srednio dziennie spedziles w pociagu/busie??? bo troche to wyglada jakbys z busa nie wysiadal, ale moze sie myle? 500km dziennie?

                      Średnio 522 km dziennie. Chiny to duży kraj.

                      > nie uwazam czasu w podrozy za stracony, tak btw, chociaz tez nie chcialabym 10h a codziennie w ten sposob spedzac, chyba ze sie kiedys wybiore transsibem;)

                      Przecież są nocne pociągi i nocne autobusy. Nigdzie nie napisałem, że podróżowałem wyłącznie od świtu do zmierzchu. Transsibem jechałem 3 razy, jak dla mnie - wystarczy.

                      > 1 przyklad ci podalam w jednym z postow wyzej;
                      > poza tym np. po ha long nie bedziesz chyba sam plywal w kapielowkach:) ???

                      Jak sądzę, pakiet na rejs kupowałaś w biurze w Hanoi. Na miejscu pakiet 2 dni/1 noc (na łodzi *) to coś koło 30 USD, prawda?

                      > tyle ze moje przyklady raczej dotycza tego, ze taniej bylo jak w 4 os. wynajmowalismy auto z kierowca a nie korzystalismy z lokalnego biura;

                      Zgadzam się. Twoje przykłady nie dotyczą biura :-(

                      > no widzisz, tylko jesli nie bedziesz dralowal piechota, a wskoczysz komus na motor (lokalsi tez tak jezdza jak nie ma innego transportu) to sila rzeczy za 5km mozesz np. 2usd zaplacic w skrajnym przypadku; co jest oczywiscie wyzsza cena
                      > niz dla nich, ale nie poradzisz wiele, jesli nie mowisz po wietnamsku;


                      Bez przesady. Wskakiwałem na motor w Xinjiangu płacąc miejscowe, standardowe ceny, czyli 1 juan. Ujgurskiego ani chińskiego nie znam.

                      > wydaje mi sie, ze trasa, ktora przewidujesz jest za dluga na 1 miesiac; nie w sensie ze nie da sie jej zrobic, bo wszystko sie da, ale bedziesz strasznie gonil i raczej "zaliczal";

                      Sorry, ale przecież ja nie przedstawiłem swojej trasy :D
                      Napisałem tylko, że chcę spędzić 4 tygodnie w 3 krajach Azji Południowo-Wschodniej. Czyż nie tak było? Skąd więc twoje przekonanie, że trasa "jest za długa na 1 miesiąc"?

                      ABSOLUTNIE zgadzam się, ze nasze opinie wynikają z naszych doświadczeń, przeświadczeń i wyobrażeń.

                      Kornel
                      PS. Gdyby jednak ktoś znał jakiś przykład, że z biurem lokalnym jest taniej niż na własną rękę to zamieniam się w słuch ;-)

                      --
                      "Kornel: moje podróże"
                      • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 30.03.11, 12:09
                        wiesz, mamy jednak inne definicje podrozowania budzetowego i szkoda ze najpierw nie napisales, o jaki standard ci dokladnie chodzi;
                        wg mnie budzet to jest normalny pokoj, ktory jest wprawddzie skromny i moze byc maly, ale ma tez normalna, czysta lazienke w ktorej nie musze sie stresowac jak tam wchodze;
                        pokoj w ktorym sa glownie same metalowe, pietrowe lozka, jak na zdjeciach ktore wkleiles, jest dla mnie nieco hardcorowy, chociaz w czasach studenckich mi nie przeszkadzal; ale tez rozumiem ze nie dla wszystkich ma to znaczenie i jesli bardzo chcialabym cos zobaczyc, a nie mialabym pieniedzy na inny standard lub ta doplata do lepszych warunkow bylaby dla mnie znaczaca kwota bez problemu bym z tego zrezygnowala;
                        zauwaz, ze jednak rzadko spotyka sie kogos kto leci przez pol swiata (co kosztuje przeciez niemalo), a potem woli zaplacic (przykladowo) 3 usd i miec minimalny standard niz 10 i miec o wiele lepszy; te 7 usd w naszych realiach dla kogos kogo stac na dolecenie do wietnamu zwykle nie stanowi piorunujacej roznicy; stad zalozylam, ze tak jest i u ciebie i podalam ci wyzsze koszty;
                        jakbys napisal na poczatku ze chodzi tylko o to zeby "przezyc" + wejsc do paru miejsc to w ogole nie zabieralabym glosu; az tak budzetowo, to ostatni raz podrozowalam jako studentka; nawet bardziej budzetowo:)

                        > niekoniecznie; szczerze ci odradzam angkor w 1 dzien; nie tylko dlatego ze pass na 1 dzien pozwala na obejrzenie tylko "glownych pozostalosci";
                        Całkowicie zgadzam się z tym, że własne doświadczenia kształtują nasze opinie ;-)
                        Kupując bilet po 17.00 załapię sie na wieczorne extra-zwiedzanie ;-)

                        nie bardzo rozumiem, jakie to pierwsze stwierdzenie o doswiadczeniach ma zwiazek z moja wypowiedzia, ale najwyrazniej nie nadazam myslowo;
                        co do angkoru, kazdy robi, jak chce, ale 1 dzien + ten czas od 17 do zmierzchu (chyba to masz na mysli) to trzeba strasznie biec (pedalowac) zeby sobie poogladac wszystko; chyba, ze masz na mysli ogladanie z poziomu roweru; co ladniejsze miejsca sa oddalone mocno od siebie (zreszta ten jednodniowy pass chyba ich nie obejmuje nawet?), te centralne sa wprawdzie piekne ale jest tez tlok niemozliwy, co zabiera spora czesc z przyjemnosci;

                        Oczywiście, że kondycja ma tu dużo do rzeczy. Ale zgadzam się z tym, że własne doświadczenia kształtują nasze opinie ;-)
                        nie wiem, o co ci chodzi szczerze mowiac; ze bedziesz jezdzil rowerem i "obskoczysz" wszystko w dzien? ciezko bedzie, chyba ze poza te glowne miejsca nie zechcesz sie gdzies dalej wyprawic; nie wiem, czy fotografujesz, ale to tez zajmuje troche czasu;

                        Przecież są nocne pociągi i nocne autobusy. Nigdzie nie napisałem, że podróżowałem wyłącznie od świtu do zmierzchu.
                        - no ale to jest troche hardcore, jesli to nie jest tylko 1 noc, mozna przezyc, ok; ale kilka pod rzad - nie da sie nie byc zmeczonym,

                        > poza tym np. po ha long nie bedziesz chyba sam plywal w kapielowkach:) ???
                        Jak sądzę, pakiet na rejs kupowałaś w biurze w Hanoi. Na miejscu pakiet 2 dni/1 noc (na łodzi *) to coś koło 30 USD, prawda?
                        mysle, ze orientacyjnie cena na miejscu - bez jakiejs specjalnej ekwilibrystyki i szukania gdzie by tu najtaniej - sie zgadza; jak ci zalezy na oszczednosciach, to mozna popertraktowac jeszcze - ta cena jest tak naprawde zlozona z ilus skladowych - sam rejs, wyzywienie, np. odebranie spod hotelu itd.; nie wszystkie sa konieczne i mozna we wlasnym zakresie ogarnac to taniej jesli to nie bedzie jakis specjalnie wysoki sezon akurat;

                        > tyle ze moje przyklady raczej dotycza tego, ze taniej bylo jak w 4 os. wynajmowalismy auto z kierowca a nie korzystalismy z lokalnego biura;
                        wiesz, to sie rowniez laczylo z tym, ze z takim kierowca (o ile dalo sie znalezc sensownego) byly jakies "bonusy", biuro ma program, pakuje 30 os, do autobusu i program realizuje; z kierowca ustalilismy, ze np. interesuje nas takze m. in. botanika i on zatrzymywal auto w roznych miejscach i pokazywal nam rzeczy, ktore chcielismy zobaczyc; oczywiscie moglibysmy sami polatac po terenie, podjezdzac po kawalku busem publicznym itd. i tez bysmy pewnie znalezli, ale z nim bylo po prostu sprawniej, zorganizowal goscia w parku narodowym, ktory sensownie i kompetentnie opowiadal swietnym angielskim o gatunkach endemicznych, ktor nas interesowaly itd.; sama moglam oczywiscie o nich poczytac, ale facet opowiadal o konkretnych zwierzakach (maja rezerwat, polrezerwat i potem je wypuszczaja wolno), jak je monitoruja, jakie maja problemy, prowadza badania naukowe; nas to akurat ciekawilo;

                        Bez przesady. Wskakiwałem na motor w Xinjiangu płacąc miejscowe, standardowe ceny, czyli 1 juan. Ujgurskiego ani chińskiego nie znam.
                        na pewno jest drozej niz w xinjiangu, na takie ceny sie nie nastawiaj;

                        Napisałem tylko, że chcę spędzić 4 tygodnie w 3 krajach Azji Południowo-Wschodniej. Czyż nie tak było? Skąd więc twoje przekonanie, że trasa "jest za długa na 1 miesiąc"?
                        hmm, chyba stad, ze napisales ze pomiedzy hanoi i saigonem jest duzo atrakcji, ktore chcesz obejrzec (co jest prawda), jak mniemam ani z polnocy wietnamu, sapa i gor ani z delty mekongu rezygnowac nie chcesz, bo to tez sa jedne z wiekszych atrakcji, i ciezko mi sobie wyobrazic, ze nawet robiac to wszystko bardzo sprawnie ogarniesz sie z tym szybciej niz w 3tyg. i jeszcze znajdziesz czas na 2 kraje; do tego chyba uzyles slowa "smakowac" ktore kojarzy mi sie wlasnie z takim niespiesznym jezdzeniem i cieszeniem sie tymi miejscami;
                        wiem, ze sie da technicznie wszystko, bo wycieczki 7 krajow europy w tydzien tez sa organizowane;)

                        ABSOLUTNIE zgadzam się, ze nasze opinie wynikają z naszych doświadczeń
                        piszesz 3 raz oczywiste zdanie kompletnie nie rozumiem do czego sie odnoszace;
                        zadajesz pytanie na forum, chyba dosc oczywiste ze opinie beda wynikiem doswiadczen poszczegolnych osob;

                        btw. - czy moze jakos niedawno leciales do urumczi, czy jechales droga ladowa?
                        • 30.03.11, 21:17
                          Gość portalu: iseul napisał(a):
                          > wiesz, mamy jednak inne definicje podrozowania budzetowego i szkoda ze najpierw nie napisales, o jaki standard ci dokladnie chodzi;

                          Zapytałem: Był ktoś ostatnio na wyjeździe niskobudżetowym?
                          Nie ma potrzeby pisać rozprawy doktorskiej na temat, co autor miał na myśli. A wątpliwości musiały zniknąć, gdy pisałem o hostelach, lokalnej komunikacji i knajpach dla miejscowych. Prawda?

                          > pokoj w ktorym sa glownie same metalowe, pietrowe lozka, jak na zdjeciach ktore wkleiles, jest dla mnie nieco hardcorowy, chociaz w czasach studenckich mi nie przeszkadzal;

                          Na zdjęciach, do których tamten link prowadzi masz zarówno łóżka drewniane jak i metalowe. Nie trzeba być specem od łóżek, by odkryć, że jakość spania nie zależy od materiału ramy jeno od materaca. Prawda?

                          > jesli bardzo chcialabym cos zobaczyc, a nie mialabym pieniedzy na inny standard lub ta doplata do lepszych warunkow bylaby dla mnie znaczaca kwota bez problemu bym z tego zrezygnowala;

                          Nie sposób zaprzeczyć, że świat składa się z ludzi wygodnych i takich, dla których wygoda [a dokładniej chwilowy brak wygody] nie ma znaczenia.

                          > zauwaz, ze jednak rzadko spotyka sie kogos kto leci przez pol swiata (co kosztu je przeciez niemalo), a potem woli zaplacic (przykladowo) 3 usd i miec minimalny standard niz 10 i miec o wiele lepszy; te 7 usd w naszych realiach dla kogos kogo stac na dolecenie do wietnamu zwykle nie stanowi piorunujacej roznicy; stad zalozylam, ze tak jest i u ciebie i podalam ci wyzsze koszty;


                          Sorry, ale manipulujesz opinią publiczną:) Nie można przeciwstawiać kosztu dotarcia do jakiegoś miejsca różnicy ceny między droższym a tańszym pojedynczym noclegiem. Uczciwie jest do tej różnicy dodać różnicę w cenie przejazdu taksówką a lokalnym autobusem oraz różnicą cen między posiłkiem w knajpie dla białasów i miejscowych; a następnie pomnożyć tę sumę przez liczbę dni wyjazdu. Prawda?
                          Przy dalszych wyjazdach, oczywiście koszt wyjazdu stanowi znaczny wydatek. Ale dla mnie pokrętną filozofią jest stanowisko, że skoro bilet jest drogi to i pobyt może być drogi. Taką praktykę stosują często biura podróży i nawet w tanich krajach windują nieprzyzwoicie cenę.
                          Ja do znudzenia będę powtarzać: własne doświadczenia kształtują nasze opinie. Miesięczny wyjazd do Indii i Nepalu oznaczał dla mnie 2000 zł za bilet i 1000 zł za resztę. Bilety do Wietnamu chodzą po 1500 zł, prawda?

                          > jakbys napisal na poczatku ze chodzi tylko o to zeby "przezyc" + wejsc do paru miejsc to w ogole nie zabieralabym glosu; az tak budzetowo, to ostatni raz podr ozowalam jako studentka; nawet bardziej budzetowo:)


                          Zapytałem o wyjazd niskobudżetowy. Opowiedziałaś o swoim wyjeździe średniobudżetowym ;-) W porządku! Natomiast moje podróżowanie zupełnie nie przypomina opcji "byle przeżyć" i wejść do "paru miejsc". Pokaż mi relację opisującą indywidualny wyjazd, na którym było więcej zwiedzanych miejsc i zobaczonych atrakcji niż na moich ostatnich wyjazdach do Chin, Iranu czy Indii.

                          > nie bardzo rozumiem, jakie to pierwsze stwierdzenie o doswiadczeniach ma zwiazek z moja wypowiedzia, ale najwyrazniej nie nadazam myslowo;

                          Już spieszę z odpowiedzią. Ty uważasz, że 1 dzień na Angkor Wat to za mało [ja nie mam jeszcze zdania na ten temat]. Rozumiem, że spędziłaś tam co najmniej dwa dni lub spędziłaś tylko jeden i potem tego żałowałaś. Niewątpliwie twoja opinia ma związek z twoim doświadczeniem. Ja wyraziłem tę myśl.

                          > co do angkoru, kazdy robi, jak chce, ale 1 dzien + ten czas od 17 do zmierzchu (chyba to masz na mysli) to trzeba strasznie biec (pedalowac) zeby sobie poogla dac wszystko; chyba, ze masz na mysli ogladanie z poziomu roweru; co ladniejsze miejsca sa oddalone mocno od siebie (zreszta ten jednodniowy pass chyba ich nie obejmuje nawet?), te centralne sa wprawdzie piekne ale jest tez tlok niemozliwy, co zabiera spora czesc z przyjemnosci;


                          Przekonasz mnie jeśli powiesz, że zaczynałaś zwiedzanie o świcie a mimo to jeden dzień ci nie wystarczył.

                          > nie wiem, o co ci chodzi szczerze mowiac; ze bedziesz jezdzil rowerem
                          Rower w Angkor Wat był przykładem, że kondycja ma znaczenie przy określaniu długości czasu na zwiedzanie. Nie stanowił natomiast odzwierciedlania moich planów.

                          > - no ale to jest troche hardcore, jesli to nie jest tylko 1 noc, mozna przezyc, ok; ale kilka pod rzad - nie da sie nie byc zmeczonym,

                          I ty się wybierasz transsibem?!?!?!?!?!?!?!?

                          >> Bez przesady. Wskakiwałem na motor w Xinjiangu płacąc miejscowe, standardowe ceny, czyli 1 juan. Ujgurskiego ani chińskiego nie znam.
                          > na pewno jest drozej niz w xinjiangu, na takie ceny sie nie nastawiaj;

                          Przykład pokazywał co innego: że jeździłem za miejscowe ceny nie znając miejscowego języka.

                          > i ciezko mi sobie wyobrazic, ze nawet robiac to wszystko bardzo sprawnie ogarniesz sie z tym szybciej niz w 3tyg. i jeszcze znajdziesz czas na 2 kraje; do tego chyba uzyles slowa "smakowac" ktore kojarzy mi sie wlasnie z tak im niespiesznym jezdzeniem i cieszeniem sie tymi miejscami;


                          Z niecierpliwością czekam, by sam się o tym przekonać ;-)

                          >czy moze jakos niedawno leciales do urumczi, czy jechales droga ladowa?

                          Lądową w 2005. Do Chin dotarłem już po 10 dniach smakowania drogi ;-)

                          Kornel
                          • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 30.03.11, 23:06
                            > hostelach, lokalnej komunikacji i knajpach dla miejscowych. Prawda?
                            nie do konca to jest jasne, jem wylacznie w lokalnych knajpach, jezdze w 90% lokalna komunikacja, (pozostale 10 dotyczy sytuacji kiedy jej nie ma albo jest baaaardzo rzadka/tylko przez czesc roku itd.)
                            hostele/niedrogie hotele czesto maja normalne pokoje, acz drozsze niz te z pietrowymi lozkami; istnieje jeszcze couchserfing, hospitality club; uwazam to za podrozowanie budzetowe; podobnie podrozuje masa ludzi ktorych znam;

                            Ale dla mnie pokrętną filozofią jest stanowisko, że skoro bilet jest drogi t
                            > o i pobyt może być drogi.
                            nie do konca to mialam na mysli, moze sie nieprecyzyjnie wyrazilam;
                            ale odnioslam sie do wlasnych i wlasnych przyjaciol doswiadczen:)
                            kiedy w odleglym sklepie cos kosztuje znacznie taniej niz na osiedlu, np. 100 pln zammiast 150 jedziesz tam zrobic zakupy (przynajmniej ja jade bo 50pln jest kwota zauwazalna), jesli roznica bedzie wynosic 5PLN - nie pojade, bo mi sie nie bedzie chcialo; podobnie jesli moge zaplacic za caly wyjazd na os. (przykladowo) razem z lotem, kosztem antymalarykow, wstepow np. 1700USD w wersji (dla mnie) hardcore albo 2000USD w wersji komfortowej to ta roznica jest nieduza i nie widze powodu zeby rezygnowac z wersji komfortowej; to 300USD zl nie powoduje jakiegos meganadwyrezenia portfela przynajmniej wiekszosci ludzi wyjezdzajacych, ktorych znam; dla tych, dla ktorych to duza roznica juz bilet jest cena zaporowa i i tak nie pojada do wietnamu tylko nad baltyk;
                            nie chce manipulowac, pisze to z dowiadczenia:)
                            zakladasz, ze jesli ktos chce troche lepszy standard spania, to od razu bedzie jezdzil prywatna taxowka i lecial pierwsza klasa; tymczasem na pierwsza klase wielu ludzi nie stac (mnie nie), a lokalne jedzenie jest po prostu smaczniejsze i swiezsze, do tego chetnie ucze sie gotowac nowe rzeczy i chce te autentyczne smaki zpamietac (a tansze przy okazji, choc akurat cena nie jest dla mnie priorytetem); dlatego nie widze sensu dodania kosztu jedzenia w restauracjach dla europejczykow czy taksowek, bo nikt ze znanych mi osob ktore nazywaja swoje podroze budzetowymi, z tego nie korzysta;
                            tak, nawet po pekinie czy bangkoku nei jezdze taxa, tylko lokalnym autobusem - jakbys pytal;)
                            dlatego ciagle uwazam ze sa to wyjazdy budzetowe;

                            nie sadze, ze wygoda nie ma znaczenia, dla wiekszosci normalnych ludzi ma; po prostu jesli nie mozemy sobie na nia finansowo pozwolic, to rezygnujemy; inaczej mieszkalibysmy np. w malenkich klitkach, a jednak zazwyczaj mamy wieksze mieszkania; ja bym sie chetnie przeleciala 1 klasa w kazdym razie, ale bylby to dla mnie jednak mocno odczuwalny wydatek;
                            wersja komfortowa oznacza dla mnie nie tylko wygodny i przyjemny pokoj, ale np. to, ze w kambodzy nie musze zawsze jesc najtanszego posilku za 0,5 USD (ktory jest smaczny i spokojnie by wystarczyl), ale moge czasem pojsc do Friends (bo uwazam ze to fajna idea i bliskie mi sa takie projekty); moge sobie pojesc duriana, pojsc sobie na 1 dzien na kurs gotowania i nauczyc sie porzadnie robic amok itd. (polecam, mozna tez za darmo - mi sie udalo na pol dnia do knajpy wkrecic, amok jest pyszny absolutnie:);wziac sobie kierowce, tam gdzie ma to sens; no a rezygnowac z cieplej wody zeby 2 dolary oszczedzic (w kambodzy w wielu bardzo przyjemnych skadinad miejscach noclegowych jej nie ma) to juz sobie nie wyobrazam majac dlugie wlosy, ktore musze umyc;)
                            to juz jest wg ciebie mid-range a nie budget travel? abolutnie serio pytam;

                            moim zdaiem to twoj styl jest dosc wyjatkowy - rzadko komu w srednim wieku (bo jak mniemam ze stylu jakim piszesz studentem juz nie jestes jakis czas;) majacemu juz pensje i stabilna sytuacje zawodowa (zakladam, ze masz, skoro wyjezdzasz:), podrozujacemu regularnie, chce sie obnizac cene do maksimum az w takim stopniu, o kazdego dolara;

                            bilety do Indii chodza nawet po 1000 pln, do wietnamu takze potrafia byc jeszcze tansze niz 1500; na pewno sie da, tu nie mam watpliwosci; tylko musisz "trzymac reke na pulsie" i kupic bilet z promocji;

                            w angkor spedzilam 3 dni, zaczynajac o swicie, naprawde:) (jezdze z aparatem i nie przepuscilabym swiatla;) i konczac o zmierzchu; i nie moglam zostac dluzej, musialam wracac na samolot, zreszta mialam 3 dniowy pas; podobalo mi sie bardzo; mysle ze byla to jedno z najbardziej imponujacych miejsc, ktore zwiedzilam; nie tyle chodzi o to ze nie zdazysz, bo moze masz naprawde "power" w nogach i wszystko objedziesz, ale sprawdz czy 1 dniowy pass daje ci wstep do calego kompleksu, bo chyba wciaz tylkko do glownych miejsc; czytalam mase relacji niezadowolonych ludzi, ktorzy przez to ze byli tylko w tych glownych swiatyniach byli skazani na straszny, naprawde straszny tlok i wyszli z wrazeniem "jak na krupowkach"; a jest masa uroczych, pieknych miejsc, gdzie mozesz sie nimi cieszyc sam;
                            tylko ja tam bylam pierwszy raz jeszcze przed boomem turystycznym w kambodzy, gdy mozna sie bylo wszedzie wspinac na mury, do tego z aparatem, wiec moze to spowodowalo, ze mi brakowalo czasu; do tego troche zeszlo mi na gapienie sie na napotkane zwierzeta, bo napotkalam m. in. malpy, weze i inne takie; moze tobie pojdzie szybciej;
                            • 02.04.11, 22:12
                              Gość portalu: iseul napisał(a):

                              > uwazam to za podrozowanie budzetowe; podobnie podrozuje masa ludzi ktorych znam;

                              Sądzę, że użyte przeze mnie określenie 'nisko' w 'niskobudżetowe' jednoznacznie wskazuje, co miałem na myśli. W gruncie rzeczy mówimy mniej więcej o tym samym. Reasumując: 900 USD jako koszt całkowity jest waszym zdaniem bliższy realnemu. Ok, dzięki za info. Jak wrócę z Indochin to przedstawię swoje wydatki ;-)

                              > podobnie jesli moge zaplacic za caly wyjazd na os. (przyklado
                              > wo) razem z lotem, kosztem antymalarykow, wstepow np. 1700USD w wersji (dla mni
                              > e) hardcore albo 2000USD w wersji komfortowej to ta roznica jest nieduza i nie
                              > widze powodu zeby rezygnowac z wersji komfortowej; to 300USD zl nie powoduje ja
                              > kiegos meganadwyrezenia portfela przynajmniej wiekszosci ludzi wyjezdzajacych,
                              > ktorych znam; dla tych, dla ktorych to duza roznica juz bilet jest cena zaporow
                              > a i i tak nie pojada do wietnamu tylko nad baltyk;

                              W rzeczywistości potwierdzasz moja tezę, zgodnie z którą "jeśli kogoś stać na dalszy wyjazd to nie powinien oszczędzać na takim wyjeździe".

                              Z tym - oczywiście - można się zgadzać, lub nie. Ja się nie zgadzam :)

                              Nota bene wyjazd nad Bałtyk, i ogólnie podróżowanie Polsce, są wg droższe niż wakacje gdzieś na Wschodzie; stąd przekonanie, że biedota jeździ nad polskie morze jest nie do końca prawdziwe.

                              > zakladasz, ze jesli ktos chce troche lepszy standard spania, to od razu bedzie
                              > jezdzil prywatna taxowka i lecial pierwsza klasa; tymczasem na pierwsza klase w
                              > ielu ludzi nie stac (mnie nie),


                              Nie pisałem nic o standardzie lotu, niepotrzebnie rozszerzasz moje "zakładanie".


                              > to juz jest wg ciebie mid-range a nie budget travel? abolutnie serio pytam;

                              Ależ zgadzam się, że opisywane przez ciebie podróżowanie to jest tanie podróżowanie :)

                              > moim zdaiem to twoj styl jest dosc wyjatkowy - rzadko komu w srednim wieku (bo
                              > jak mniemam ze stylu jakim piszesz studentem juz nie jestes jakis czas;) majace
                              > mu juz pensje i stabilna sytuacje zawodowa (zakladam, ze masz, skoro wyjezdzasz
                              > :), podrozujacemu regularnie, chce sie obnizac cene do maksimum az w takim stop
                              > niu, o kazdego dolara;


                              Nie sądzę, żeby mój styl podróżowania był wyjątkowy ze względu na minimalizowanie wydatków. To dość powszechna praktyka ;-) Jeśli jest coś odróżniającego mój sposób zwiedzania od typowych indywidualnych wyjazdów, to raczej intensywność zwiedzania, poznawania innego kraju. Prawdę mówiąc wracam do kraju bardziej zmęczony niż przed wyjazdem ;-) Ale to moja przyjemność i potrzeba, wynikająca z konstatacji prostego faktu, że miejsc do zobaczenia na świecie jest dużo a żywot ludzki ma swój kres.
                              Co do "oszczędzania każdego dolara" - dopowiem trzy rzeczy. Primo - poziom wydatków zależy od poziomu zarobków - pisałem o tym w art. "O pieniądzach" na swojej stronie. Secundo - równie "oszczędni" przy negocjacjach cenowych (transport, noclegi) byli często ludzie znacznie zamożniejsi - Amerykanie i Japończycy, których spotykałem na szlaku. Tertio - mam głębokie przekonanie, że pieniądz ma swoją wartość, także rzeczy i usługi mają swoją cenę. Tak, to ja arbitralnie (aczkolwiek w oparciu o znajomość cen miejscowych) decyduję, czy cena jest akceptowalna czy nie.

                              Generalnie rzecz ujmując, wszystko sprowadza się do prostego wyboru: czy mając określoną sumę pieniędzy do dyspozycji [np. 1000 USD] chcę zobaczyć więcej czy mniej [pojechać 1 raz czy 2 razy].

                              Dla mnie odpowiedź jest prosta.

                              Pozdrawiam,
                              Kornel
                              --
                              "Kornel: moje podróże"
                              • Gość: iseul IP: 178.73.49.* 02.04.11, 23:25
                                . Reasumując: 900 USD jako koszt całkowity jest waszym zdaniem bliższy realn
                                > emu.
                                tylko doloz jeszcze to, ze nasz koszt byl z wszystkim - pamiatkami, wizami, nie iwem, jakie masz znanie w temacie antymalarykow, ale w moj budzet byl np. tez wliczony malarone a nie tania doxy; foxy tez chyba pisal o wszystkim;

                                > W rzeczywistości potwierdzasz moja tezę, zgodnie z którą "jeśli kogoś stać na d
                                > alszy wyjazd to nie powinien oszczędzać na takim wyjeździe".
                                moja teza jest taka: jesli oszczedzajac zaoszczedze np. pol miesiecznej pensji lub wiecej to zdecydowanie warto; jesli ledwo starcza od pierwszego do pierwszego, a bardzo chce wyjechac, to tez warto kazda sume oszczedzic;
                                ale jesli znacznie obnize sobie standard, a oszczedze tyle, co zarobie w tydzien lub szybciej (przy zalozeniu, ze nie mam sytuacji wiazania konca z koncem tylko wzgledna swobode finansowa, moge oszczedzac itd), czy jesli popracuje dodatkowo 3 weekendy, to nie warto, wole wiecej popracowac; mi to wtedy nie robi duzej roznicy, a gospodarka lokalna sie kreci; jakby ktos inny nie potrzebowal mojej pracy w PL, to tez bym nie zarabiala itd.;
                                inaczej mowiac w islandii o wiele bardziej bede oszczedzac niz w kambodzy;

                                chociaz zgadzam sie, ze to kwestia budzetu jaki masz - i jesli masz mocno ograniczony i wiecej nie masz i np. nie dorobisz pracujac w 3 weekendy i z tego powodu taki minimalizm, to respect, serio; postawa godna podziwu; mimo wszystko bezpiecznie na wszelki wypadek miec jakas rezerwe, ktorej najpewniej nie wydasz, ale dobrze ja miec; poziom opieki medycznej np. w hanoi jest niczego sobie, ale np. w kambodzy z tym jest gorzej, w razie wiekszych problemow ludzi mieszkajacy w sr leca do bangkoku;
                      • Gość: Usjwo IP: 61.52.254.* 30.03.11, 18:39
                        Generalnie w Chinach jest drozej niz w Wietnamie (w innych Indochinach nie bylem :(). Musisz tez wziac pod uwage ze Chiny w porownaiu z Indochinami to calkiem bezpieczny i cywilizowany kraj, z drugiej strony byles tez w Indiach to wiesz czego sie mozna spodziewac. Jak przezyles za 17USD w Chinach to przezyjesz i w Wietnamie, ba mozesz poczuc sie jak "bogacz" ;). Lokalne biura turystczne raczej nie beda tansze od Twoich planow, one bazuja raczej na standardowym turyscie. Twoje zaloznia to troche hardcore, ale wiesz czego sie spodziewac. Sam mam w planach budzetowy wypad do Indochin, mysle ze za 20USD/dzien sie da, nie wliczajac przelotow/przejazdow pomiedzy panstwami.
                        • Gość: Foxy IP: *.dynamic.chello.pl 30.03.11, 23:50
                          Skoro nie byles w reszcie indochin to skad ta pewnosc ze to niebezpieczne i nie cywilizowane miejsce?Hutong'ow tam nie ma.
                          • 02.04.11, 17:04
                            Kilka uwag:

                            1. Licząc na transport publiczny w Kambodży można się przeliczyć, ponieważ takowy w zasadzie nie istnieje. W Phnom Penh nie ma czegoś takiego jak komunikacja miejska (autobusy, tramwaje, kolejka itp.) - jest się skazanym na usługi tuk-tukarzy lub mototaksówkarzy. Wbrew pozorom są to środki transportu dość drogie - zwłaszcza tuk tuki. Tu "one dolar" tam "one dolar" i robi się większa sumka. W komunikacji międzymiastowej liczą się w zasadzie wyłącznie prywatne przedsiębiorstwa transportowe. Bilety na takie autobusy/łodzie najłatwiej i najtaniej kupować w miejscowych agencjach turystycznych.

                            2. Warto w związku z powyższym punktem dobrze przemyśleć lokalizację noclegów. Nie sztuka znaleźć tani nocleg na jakimś zadupiu, skąd i tak trzeba się codziennie dostać do centrum i z powrotem do hostelu. Lepiej zatem czasem zdecydować się na coś na pierwszy rzut oka droższego, ale w lepszym punkcie.

                            3. Miejsce, w którym nie wyobrażam sobie nieskorzystania z usług agencji turystycznej to Ha Long. Oglądanie zatoki ma sens tylko z łodzi, a wynajmem miejsc na łodziach zajmują się z tego co wiem wyłącznie agencje.

                            4. W Angkorze byłem 3 razy, raz przez prawie tydzień, zwiedzałem zazwyczaj od świtu do zmierzchu i nie mam poczucia, że widziałem już wszystko, co chciałbym w tej okolicy zobaczyć.

                            5. Korzystanie z autobusów sypialnych w Wietnamie jest niezłym pomysłem, ale poleganie na nich non stop może mieć konkretne nieprzyjemne konsekwencje. "Łóżka" w tych autobusach mają azjatyckie wymiary. Mam 181 cm wzrostu i zawsze spałem tam powykręcany i z podkurczonymi nogami. Po kilku nocach w takich warunkach obudziłem się w hostelu w Hanoi z potężnym bólem pleców, nie mogąc ruszyć rękami i nogami. Ledwo dowlokłem się do salonu masażu, gdzie doceniłem tę azjatycką sztukę, bo doprowadzono mnie do jako takiego stanu używalności. Super, że zaoszczędziłem na noclegach, podróżując nocą, ale szkoda, że straciłem cały dzień na dochodzenie do siebie po efektach tych oszczędności.
                            • 07.08.11, 13:07
                              Dziękuje za wszystkie informacje i rady.

                              Czy ktoś z forumowiczów się wybiera w tamten rejon?
                              Będę 22 sty - 17 lut 2012

                              Kornel
                              --
                              "Kornel: moje podróże"
                              • 07.08.11, 19:56
                                Kornel - krotko piszac - nie da sie! masz szereg zmiennych, ktore sa sobie przeciwstawne. ...o tym za chwile. Piszesz, ze nie wspominales o trasie - alez skad! Wrecz ja dokladnie opisales. Zdziwiony? Zaraz Ci to wytlumacze. Pisales o 3 krajach i chcesz zaczac w hanoi i w nim skonczyc. Rowniez nie bedziesz korzystal z transportu lotniczego . Zalozmy, ze poruszasz sie z polnocy Wietnamu, na poludnie. Kierunek tak naprawde nie gra roli, bo i tak robisz kolko ( to prawda, ze czasem istnieja roznice w przejezdzie po tej samej trasie w roznych kierunkach, ale przy tak wielu odcinkach nie uczynia roznicy.

                                Dojechales juz do Sajgonu ( jeszcze moze o tym nie wiesz, ale jesli chcesz dalej jechac do Kambodzy, to musisz dojechac do sajgonu. Teraz mozesz jechac do Phnom Penh. Stamtad chcialbys do Laosu ( chociaz nie wyobrazam sobei , zebys opuscil Angkor) Jednak w tym roku ruch na jedynym przejsciu pomiedzy Kambodza, a Laosem byl wstrzymany i nie wiem czy jest wznowiony. To przejscie czesto jest zamykane. Nie mialbys wiec wyboru i musial jechac do Tajlandii ( czyli mamy kraj numer 4). Stad masz do wyboru kilka przejsc, ale z poipet najlatwiej bedzie Ci dojechac do przejscia obok Vientiane. Stamtad mozesz na powrot jechac do Wietnamu autobusem, ale nie wyobrazam sobie, by bedac w Laosie nie zobaczyc Luangprabang, a warto tez zatrzymac sie w Vangvieng. Stamtad oczywiscie musisz wrocic do Vientiane. Teraz Przejscie do Wietnamu jest w Nam Phao. Musisz wiec zjechac bardzo, bardzo na poludnie, by pozniej moc na powrot udac sie na Polnoc do Hanoi. cala trasa to ok 7tys km. W tym rejonie swiata (poza Tajlandia) srednia predkosc przejazdu drogami wynosi ok 25km/h W potrzebnej Ci czesci Tajlandii bedzie to 40-45 km/h. Srednio na calej drodze osiagniesz 27-28 km/h. To daje Ci 11 dni spedzone w autobusie - 11 z 21. Dodaj do tego oczekiwanie na autobus, kupowanie biletow i okaze sie , ze 12 dob spedzisz na transport. Jak widzisz wtym zwiedzanie? Dodatkowo nie wszedzie znajdziesz autobusy sypialne (w zasadzie tylko w Wietnamie). Wiele z dalekobieznych autobusow na miejsce przyjezdza poznym wieczorem i w sezonie wiekszosc miejsc tych reperezentujacych najlepsza cene w stosunku do jakosci bedzie zajetaa. Do tego te najtansze noclegi beda dalej od najbardziej interesujacych miejsc, co dodatkowo jeszcze doklada czasu na transport miejski.Poniewaz, jak juz pisalem w ogromnej wiekszosci miejsc nie ma autobusow sypialnych, to spac gdzies bedziesz musial. Na dobra sprawe tylko 3 do 5 nocy mozesz spedzic w autobusie. Reszte , czyli co najmniej 15 nocy spedzisz w hostelu. 15x6godzin ( bo chyba juz mniej spac nie bedziesz) daje nastepne 90 godzin wyjete ze zwiedzania. Na zarcie pewnie bedziesz musial w ciagu dnia poswiecic 1.5 godz....wiec 21 x 1.5 to nastepne31.5 godz. Czyli na same sprawy zwiazane z transporetm, spaniem, i pozywianiem sie zejdzie Ci 17 z 21 dni. Umyc tez sie trzeba? No i nie wiemy oczywiscie ile czasu zajmie Ci transport krotkodystansowy ( miejski)...w kazdym razie na faktyczne zwiedzanie i rozrywke bedziesz mial 4 doby z 21... a i to uwzgledniajac, ze wszystko pojdzie gladko.Zapomnielismy dodac przejscia graniczne, a spedzisz na nich naprawde sporo czasu. Przy takim pospiechu w jaki sposob mialbys oszczedzac na wydatkach? Za sam transport zaplacisz okolo 250-300 dol. Mozesz taniej, ale zapomnij o autobusach sypialnych, a i czas przejazdu moze sie wtedy niemal podwoic.


                                Kornel - wybacz prosze, ale nie moge wrecz uwierzyc w 16 tys km budzetowym transportem po Chinach w miesiac. Znam Chinskie drogi i tlok na nich. Tam gdzie tloku nie ma , tam drogi raczej kiepskie....probuje to liczyc w kazda strone i calosc za cholere nie chce sie zbilansowac.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.