Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

     

chcę zamieszkać w azji za kilka lat Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • chcemy pół roku spędzać w Polsce a drugie pół- zimę w zupełnie innym miejscu na świecie. Pomyślałam o Azji ale nie mam przekonania. Chciałabym wziąć pod uwagę klimat- lubimy ciepło, brak malarii i innych zjawisk chorobowych i ceny. Jesli macie doświadczenia albo podobne plany napiszcie które miejsce na świecie uważacie za godne czasowego osiedlenia.
    • Gość: Ja IP: 116.226.46.* 09.04.12, 06:29
      Indochiny, Malezja, Filipiny, mniej egzotyczne Singapore, w ostatecznosci Hong Kong. Zakladam ze macie fundusze zeby spedzac tam pol roku.
    • Nam wypadlo na Hongkong jako centrum interesow zyciowych na emeryturze, glownie ze wzgledu na brak podatku od zyskow kapitalowych (przydatne gdy trzeba sie utrzymywac wylacznie z kapitalu), wysoki poziom uslug medycznych, angielski jako jez. urzedowy, urozmaicony krajobraz i duzo zieleni, bezposrednie polaczenia lotnicze z calym swiatem.
      Zeby mieszkac w Hongkongu potrzebujesz wizy inwestorskiej (aktywa > HKD 10.000.000).
      Minusem HK jest cena mieszkan - akceptowalne do zamieszkania dla 2 osob to wydatek ok USD 500.000.
      Wiecej minusow nie ma :)

      f.
      --
      People don't move markets. Markets move people...
      • Gość: Edyta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 13:11
        Skłaniałam się ku Malezji ale z tym zwolnieniem od zysków kapitałowych zainteresowałeś mnie. Trudno mi sobie siebie wyobrazić cały czas za granicą, stąd pół roku mi chodzi po głowie. Nie wiem czy wówczas takie zwolnienie jest? Wystarczy mieć tam konto?
    • Gość: kaz35 IP: *.rev.snt.net.pl 18.04.12, 10:30
      Ciekawe jakie są koszty pobytu przez pół roku w Malezji, Tajlandii, Indonezji, Singapuru lub Hong Kongu- ktoś z formułowiczów pokusi się o obliczenia?
      • Gość: traficante IP: *.phil.east.verizon.net 18.04.12, 13:13

        Wpisz do google: "Cost of living in A, B, C itd" i nie wodz nas na pokuszenie:)
        Arytmetyke wykonaj sam. Przyda sie w podrozy.
        • Gość: edyta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.12, 07:44
          policzmy różne opcje..policzmy na forum:)))))
          • Z tego , co doczytałem to najlepszą opcją jest ChiangMai, płn.Tajlandia - stabilna sytuacja, ceny niższe niż na południu czy Bangkoku, zdrowe powietrze, przyjazne temperatury, liczna grupa expatów dla towarzystwa. Twierdzą ,że 500 USD/msc może wystarczyć , ale to minimum, wskazane jest nauczenie sie języka tajskiego, przynajmniej w stopniu podstawowym , wtedy dostajesz ceny 1/2 dla faranga ( białego przybysza) .Inne lokalizacje - porównywalne cenowo - to Filipiny,rejon Cebu czy Damaguete - braki prądu, słaba infrastruktura , tajfuny a przede wszystkim wszyscy skarżą się na przestępczość, rabunki, kradzieże, włamania. Dobrą opcją jest Kambodża , szczególnie Siem Reap i Sihanukville , ale trzeba sie przestawić na azjatycki tryb życia i mieszkania no i kwestie klimatu- lato od maja do października jest mocno deszczowe i smutne. Z innych lokalizacji wskazują na Belize i Kostarykę, ale tu nie drążyłem tematu, bo to nie mój kierunek :)
            • Gość: Marek IP: *.vc.shawcable.net 24.04.12, 23:24
              Tak sie zlozylo,ze wiele lat mieszkam na emigracji duzo podrozuje i mieszkac np.w innym kraju to tylko Meksyk oczywiscie miasta typowo turystyczne gdzie jest wszystko prawidlowo poskladane dla lokalnego i przybysza np.Puerto Vallarta (odpowiednik Amsterdamu) to miasto zyje dniem i noca;woda,plaze,jedzenie,hotele,mieszkania,rozrywka to bajka......Absolutnie odpadaja kraje azjatyckie.....tylko Ameryka srodkowa lub poludniowa......Marek....
              • Gość: traficante IP: *.phil.east.verizon.net 25.04.12, 05:30

                Wklejony link da Tobie najogolniejsze wyobrazenie jak mozna zyc za 1000 US$
                miesiecznie w interesujacych Ciebie kierunkach.
                www.wanderingearl.com/living-abroad-for-less-than-1000-per-month/
                W Meksyku, w zaleznosci od miejsca, mozna wygodnie (z dochodzaca pomoca domowa)
                zyc we dwojke za okolo 2,500 - 3,000 US$ miesiecznie. Klimat gratis:)
                • mozna sobie wyliczac,co sie oplaca ,ile trzeba miec pieniedzy i tak to za wiele nie pomoze,zeby sie zdecydowac na mieszkanie w Azji trzeba sobie wyrobic samemu zdanie,musicie sie sprawdzic w terenie,czy bedziecie sie mogli przestawic na azjatycki czas i na azjatycki swiat.Jakie jest wasze doswiadczenie,spedziliscie w Azji chociaz 2-3 miesiace?Ja proponuje pomieszkac pare miesiecy ,zobaczyc jak jest w Tajlandii i Malezji,a co ma do zaoferowania Kambodza,HongKong tez polecam bo to fantastyczne miasto.
                  --
                  sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.co.uk/
                  • Gość: edyta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.12, 19:15
                    jasne masz racje że trzeba pobyć i się przekonać gdzie pomieszkać. Pomieszkać bo ... Myślę jednak o pół roku co roku Chcę tam wracać i tu do mojego domu w Polsce też. Tęsknie za słońcem gdy za oknem zima, coraz trudniej mi wracac z urlopu po kilku tygodniach o tej porze roku. Meksyk to ciekawy pomysł zwłaszcza ze chce nie w czasie naszego lata lecz tylko późnej jesieni i zimy, hiszpański jest argumentem również. Bliskość karaibów , stanów, am poł...Tylko co z przestepczością? Pojeździłam po am poł i trochę się boję latynosów. Nie byłam tam nigdy dłużej...więc być może mam nieprawdziwą opinię i trochę na wyrost. Marku piszesz ze mieszkasz. Jak się tam czujesz?
                    • Gość: Do Edyty IP: *.vc.shawcable.net 26.04.12, 21:44
                      Mieszkam na stale w Vancouver-Canada-wiekszosc mojego budzetu wydaje na podroze poniewaz od dziecka jestem ciekawy swiata.....Tak potwierdzam jeszcze raz Mexyk.....hmmmm....latynosi niebezpieczni to kartele przygraniczne z USA dalej od granicy sielski spokoj (zreszta wojna narkotykowa jest tylko pomiedzy nimi)....Duzo krajow widzialem i jakis czas tam przebywalem ale zdecydowanie jeszcze raz Puerto Vallarta.....jedzenie b.dobre,tanie,wynajecie hotelu tanie,mieszkania na dluzej jeszcze taniej,transport np.autobus miejski 50 centow,pogoda caly rok cieplutko,woda i plaze super,ludzie przyjazni,sporo europejczykow....Czego wiecej trzeba.....Viva Mexico......Nikogo nie namawiam,stwierdzam fakt.......Pozdrowka...Marek...
                      • Ja wynajmowalam wille w Akumal i wiekszej sielanki nie zaznalam nigdzie,spokoj,cisza,boskie plaze,cudna przyroda,a do tego, wszystko co europejczykowi do zycia niezbedne pod reka.W Akumal w wiekszosci miszkancami sa amerykanie ,ktorzy maja tam swoje drugie domy i nigdy nie widzialam,zeby bylo tam niebezpiecznie.
                        --
                        sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.co.uk/
                        • od ok 10 lat spedzam nasza zime w azji. apartament w tajlandii od 250,- euro miesiecznie , w kambodzy taniej, podobnie z kosztami utrzymania. Kambodza sympatyczniejsza , tajlandia bardziej cywilizowana, sklepy , dobre szpitale, transport.
                          Ktos radzil Chang Mai , zapomnij - tam bardzo zanieczyszczone powietrze i najprawdopodobniej sytuacja sie nie zmieni, w tym roku byl ogloszony tam alarm zagrozenia. Poludnie stosunkowo drogie, najkorzystniej osiedlic sie w srodkowej czesci.
                          Pytaj konkretnie , co Ciebie interesuje , chetnie odpowiem.
                          • Ja się trochę zastanawiam nad Kambodżą, ale w tamtym regionie jest niestety dosyć dużo min i niewybuchów po wojnie i Czerwonych Khmerach - a nie wyobrażam sobie siedzenia na dupsku w bungalowie z drinkiem w ręku, tylko odpoczynek aktywny - w terenie.
                            --
                            tanie podróżowanie
                            • Cóż... Pisanie, że problem min w Kambodży można lekceważyć, byłoby nierozsądne. Miny są, wybuchają codziennie i zabijają lub ranią wielu ludzi. Ilość kalek na ulicach jest oszałamiająca. Z drugiej strony to nie jest tak, że idziesz sobie drogą i nagle wybucha Ci mina. Większość ofiar to biedacy zbierający złom i świadomie, z braku innych możliwości wyżywienia rodzin, szukający min i niewybuchów, pozostawione bez opieki dzieci, tudzież rolnicy na głębokiej prowincji, również z konieczności, gospodarujący na "podejrzanych" gruntach. Są tereny bardziej i mniej zaminowane, a są też od min całkowicie wolne. Generalnie miasta są całkowicie bezpieczne, plaże w miejscach turystycznych również, uczęszczane drogi, atrakcje turystyczne, miejsca spotkań i wypoczynku miejscowych także. Trzeba po prostu się pilnować. Kiedy wybierasz się na wycieczkę w obcym kraju, to zazwyczaj dokądś, a nie szwendasz się po bezdrożach i pustych polach bez celu. Skoro dokądś, to przed wycieczką można się zorientować, czy jest tam bezpiecznie, czy prowadzi tam bezpieczna droga itd. Jeśli już jesteś na tej wycieczce, to myślisz na przykład o tym, aby siku zrobić w odpowiednim momencie i odpowiednim miejscu. Lepiej z góry przyjąć sobie zasadę, że nie wchodzimy w krzaki i chaszcze. Naprawdę da się bez popadania w paranoję połączyć w Kambodży aktywne życie i bezpieczeństwo. Trzeba mieć po prostu ciągle z tyłu głowy świadomość, że gdzieś w ziemi może się czaić to cholerne żelastwo.

                              PS. Jako zdeklarowany pacyfista nigdy nie interesowałem się paramilitarnymi zabawami typu strzelanie do krów z dział pozostałych gdzieś po wojnie. Podobno jednak są ludzie, których takie rozrywki kręcą i nawet płacą za to pieniądze. Ja ze względów bezpieczeństwa i etycznych jednak bym odradzał.
                    • Puknij sie w glowe, moze zmadrzejesz :(

                      Jesli to jedyny powod to kup sobie solarium, albo zainstaluj werande i lepsze oswietlenie w domu. Taniej wyjdzie i oszczedzisz sobie tesknoty za Twoja ukochana Polska.

                      Pamietasz to: "Osiolkowi w zloby dano, w jednym sloma w drugim siano ....". I zdechl biedny bo nie mogl sie zdecydowac.

                      Doradca od pukania w glowe
                      SP
    • Mam doświadczenie z Kambodży, gdzie mieszkałem i pracowałem przez pół roku. Kraj jest tani i przyjazny, trudno się w nim nudzić, słońca jest dużo nawet w porze deszczowej, w Phnom Penh nie ma malarii. Oczywiście trzeba sobie zdawać sprawę, że nawet jeśli mieszkasz w urządzonej w europejskim standardzie willi na obrzeżach stolicy, a zakupy robisz w stworzonym dla białasów i khmerskich nowobogackich supermarkecie, to nadal znajdujesz się w jednym z biedniejszych krajów regionu, co wiąże się z pewnymi urokami. Na przykład:
      -Twoja ulica jest raczej nieutwardzona i kiedy wychodzisz z domu po deszczu, toniesz w błocie; chociaż cały rok chodzisz boso i w gumowych, łatwo zmywalnych japonkach, więc to nie problem ;)
      -Phnom Penh to nie Bangkok, czy Pattaya, więc poza ścisłym centrum biały to atrakcja - nici z anonimowości, sąsiedzi koniecznie chcą się z Tobą przyjaźnić, dzieci biegają za Tobą na ulicy; po kilku miesiącach sytuacja trochę się normuje, ale z samego faktu posiadania białej skóry jesteś jednym z ważniejszych członków lokalnej społeczności, zapraszają Cię na imprezy rodzinne, pani na targu ma dla Ciebie codziennie najlepszy wg niej kawałek mięsa, lokalna jadłodajnia niemal ustawia menu pod Ciebie - to wszystko megamiłe, ale wiąże się z zobowiązaniami - nie możesz nie iść na kolację, bo Ci się nie chce, bo gospodarze specjalnie z okazji Twojego przyjścia się pozastawiali, nie możesz zrezygnować z tego kawałka mięsa, bo jesteś stałym ważnym wpływem w budżecie tej sprzedawczyni itp. To oczywiście kwestia ustawienia sobie tych relacji, ale wierz mi, że to nie takie proste, zwłaszcza dla osoby wrażliwej;
      -musisz jak najszybciej starać się przejść na relacje partnerskie z tubylcami, tępić z całych sił zwracanie się do Ciebie sir/madame; im zwracanie się do Ciebie po imieniu najpierw nie przechodzi przez gardło, ale takie relacje partnerskie szybko procentują, na przykład wzrostem poczucia bezpieczeństwa - masz całą dzielnicę ochroniarzy, którzy nie pozwolą Ci stracić włosa z głowy, czasem czujesz się nawet w związku z tym jak w złotej klatce, ale to też jest kwestia do ustawienia; oczywiście to 'partnerstwo' zawsze będzie trochę sztuczne, bo jednak w takim społeczeństwie, jak khmerskie zawsze status materialny ostatecznie decyduje o wszystkim. Postkolonialna relacja pan - sługa w byłych koloniach ma się nadal świetnie i jest nie do ruszenia, mimo usilnych prób, ale zawsze lepiej być ludzkim panem, bo taki cieszy się autentycznym szacunkiem, opartym na rachunku wzajemnych korzyści, a nie na strachu i dystansie.
      Jeśli chodzi o kwestie zdrowotne, to nie ma problemu - w stolicy znajdują się prywatne kliniki (zazwyczaj tajskie), oferujące opiekę medyczną na dobrym poziomie. To na wypadek większych atrakcji typu zapalenie wyrostka, czy jakaś wyglądająca na malarię gorączka (malaria podobno w mieście nie występuje, ale przecież nie siedzisz pół roku w mieście). W życiu codziennym znowu zalecam poddanie się azjatyckiemu biegowi - obowiązkowa sjesta w południe zapewnia normalne funkcjonowanie przez resztę dnia. Na początku buntowałem się przeciw temu leniuchowaniu w środku dnia, ale na dłuższą metę organizm nie wytrzyma prowadzenia innego niż ten tradycyjny tam dziennego harmonogramu. Żywność z supermarketu mimo że ładnie wygląda jest zazwyczaj gorszej jakości niż ta ze straganu. Polecam szybkie przełamanie się i kupowanie mięsa na targu - nie ma tam lodówek i zamrażarek, zatem możliwości podrasowywania go z dnia na dzień - albo jest świeże i to widać i czuć, albo jest nieświeże i to też widać i czuć.
      Z gryzoniami, których pełno łatwo sobie poradzić zaopatrując się w kota/koty - to załatwia sprawę w domu, a na ulicy o zmierzchu trzeba się przyzwyczaić do biegających szczurów. Koleżanka, z którą tam byłem, cierpiąca na silną fobię szczurzo-mysią (taką z płaczem, tupaniem i drgawkami na widok szczura) w zasadzie się jej pozbyła, a przynajmniej ją oswoiła. To się chyba nazywa terapia ekspozycyjna, ale nie jestem tu specjalistą ;)

      Tyle przychodzi mi do głowy a propos mieszkania w Azji, ale jeśli masz jakieś pytania, to jestem do dyspozycji. Nie pytaj mnie tylko o konkretne koszty, bo mam dane z 2008 roku i mogą być one mocno nieaktualne, zwłaszcza w związku z tym, co stało się od tego czasu z kursem dolara i szerzej ze światową gospodarką.
      • Bardzo ładnie rzeczowo napisane! Chyle czoła że komuś się chciało i opisał to co sam zaobserwowałem w Azji. Szacun dawidoff_pce
        • Davidow bardzo prawdziwie napisal o Kambodzy. Czesto i chetnie tam bywam. Mam tam przyjaciela , ktory mieszka w Sihanoukville na stale, ze swoja khmerska dziewczyna. Szarmancja Khmerow jest naprawde ujmujaca:). Rzad nie robi obcokrajowcom zadnych problemow z zalozeniem firmy, w odroznieniu od warunkow jakie zapewnia nam Tajlandia. W przyszlam roku ma byc otwarte lotnisko w poblizu Sihanoukville, tak ze odpadnie problem uciazliwej , wielogodzinnej podrozy .
          • Singapur nie jest tanim rozwiązaniem ( jest w pierwszej piątce najdroższych miejsc do życia na świecie ) . Mieszkania są piekielnie drogie za POKÓJ w mieszkaniu trzeba liczyć około 2000 zł miesięcznie. Prawo jest ostre, ale klarowne. Raczej nie da się tu żyć z oszczędności chyba, że się ma ich bardzo dużo. Coraz trudniej jest o pracę dla obcokrajowca zwłaszcza gdy się jest młodym bez doświadczenia i chce się pracować tylko pół roku. Rozważałabym Malezję mają bardzo przychylne prawo dla obcych , łatwiej się tam osiedlić, ale raczej nie w systemie pół roku w Malezji pół w Polsce.
            --
            azjaodkuchni.blogspot.sg/
            • Gość: Edyta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.12, 20:08
              Po przeczytaniu waszych postów przychylam się jednak do Mexico - problem języka odpada, leci się krócej, opisany Akumal wydał się przyjazny. Nie chcę pracowac przez te pół roku tylko żyć:) Za tydzień jade jednak badać grunt w azji- sami pisaliście że trzeba pobyć- ruchliwość życia azjatów warto sprawdzić - na ile mi to pasuje.
              A czy ktoś ma doświadczenia z Kostaryki?
              • Miotasz sie na razie niezdecydowana i bez doswiadczenia nigdzie.
                Wroc na razie z Azji i wowczas zapytaj o inne kraje. Alfabetycznie:)
              • Do tematu Malezji i Indonezji - maja 2 minusy: klimat mega wilgotny, gdzie po 5 min na zewnatrz jestes caly mokry i dwa - kraje mulzumanskie i bardzo rasistowskie. W Malezji nawet Malezyjczycy sa dyskryminowami, w Indonezji, indonezyjscym Chinczykom zakazuje sie mowic po ichnemu czy nawet nosic chinskie imona.
                Singapur to z kolei duze, czyste i dobrze zorganizowane, ale mocno zanieczyszczone powietrze i znowu ta 100% wilgotnosc.
                I jeszcze jednen aspekt - Daleki wschod to spora dawka egzotyki, ktora w momencie kiedy staje sie codziennoscia, moze juz nie byc taka rozowa. Ale to osobny temat.
                Rejon napewno drozszy niz Wietnam czy Tajlandia.

                Zdecydowanie polecam Ameryka Lacinka - kulturowo i mentalnosciowo duzo bardziej zblizona do naszej. W Kostaryce nie bylam, ale o ile sie orientuje jest bardzo popularna wsrod ekspatow, szczegolnie Amerykanow.
                Z tych samych powodow wybralabym Argentyne lub Kolumbie.
              • Gość: MAaria_32 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.12, 15:25
                kiedyś poznałem Amerykanina, który ożenił się z Kostarykanką. Był jakiś taki bardzo przybity. Chyba przebywanie zbyt długo w tej kulturze mu nie służyło. To jednak co innego niż wakacje. Latynosi są fajni na krotką metę. Ale na pół roku to pewnie co innego, więc może być ciekawie.
                ----
                Najtańsze hotele
    • Gość: Ewa IP: 91.221.145.* 07.08.12, 09:55
      Ja polecam Malezję, co prawda nie byłam tam długo, bo zaledwie 6 tygodni (etraveler.pl/strefa-podroznika/azja/malezja/malezja-story-part-3,artykul.html?material_id=4e27ff599a22dd5347030000), ale wydaje mi się, że to dobry kraj na osiedlenie się ze względu na niezbyt uciązliwy klimat, niskie koszty życia, obcokrajowcom względnie łatwo dostac pracę (sama dostałam propozycje nauki angielskiego w tamtejszej podstawówce i sprzątanie na statku), poznałam wielu białasów, którzy już od lat mieszkali w Malezji i bardzo sobie to chwalili. Poza tym Malezja do dobra baza wypadowa do innych krajów (Indonezja, Tajlandia), przy czym w odróżnieniu od Indonezji nie meczy tak bardzo, nie ma tego wszechobecnego ścisku. Krótko mówiąc jest przyjemniej. Niezły plan!
    • Singapur to miejsce drogie do życia na zasadzie odcinania kuponów.
      Wynajem mieszkania w przyzwoitej okolicy, stosunkowo nowego, w dobrym kondominium, nie po hindusach, nie po Chińczykach, najlepiej po expatach, przykładając polskie ramy, o powierzchni około 60 metrów, to wydatek mniej więcej od 3200 dolarów singapurskich. Przeliczając, daje to kwotę ok. 8000zł! Brzmi przerażająco, prawda. Do tego dochodzą koszty mediów typu woda, prąd, Internet, TV. Powiedzmy ok. 200-250 dolarów. Natomiast czemu wspomniałem o hindusach i Chińczykach? Dużo gotują i mieszkania, a szczególnie kuchnie po nich są zapuszczone, niedomyte, przesiąknięte zapachami mocno aromatycznego jedzenia, mimo, że czasem są to w miarę nowe mieszkania. Zwykle nie spełniają naszych, znaczy się polsko-europejskich kryteriów czystości. Ale to moja subiektywna ocena.

      Koszty życia również nie należą do najtańszych, powiedziałbym, że raczej są drogie. Wyżywienie można oprzeć na tzw. food court-ach. Jest to rozwiązanie tanie, lokalne i jest ich mnóstwo. 10 dolarów to kwota wystarczająca aby się najeść po kokardy. Natomiast korzystanie z wersji restauracyjnych, w dodatku zalatujących europejskością mocno podwyższa koszt. Zresztą wszystko co europejskie (głównie francuskie, włoskie itp.) jest tu z definicji dobre i snobistyczne, co notabene dobrze oddaje charakter Singapuru, miasta snobistycznego i nastawionego na blichtr, hołdującego zasadzie 5C. Condominium, credit card, car, cash, country club. Głównie jest to zasada respektowana przez nowobogackich Chińczyków, tytułujących się tu Singapurczykami, mimo, że państwo nie wykształciło jeszcze dwóch pokoleń, więc trudno zatem mówić o narodowości. Czepiam się.

      Jeśli chodzi o zakupy typu ubraniowego, jest drogo. W czerwcu i lipcu jest GSS, czyli generalna przecena we wszystkich sklepach, co nie oznacza, że jest tanio. Poza tym terminem można trafić na sporadyczne obniżki cen, ale to pojedyncze wypadki. Ubrania jeśli nie mają firmowych metek, zwykle dziadowskiej jakości. Jeżeli jednak nie zamierzasz tu pracować, wystarczą Ci flip flopy, szorty, przewiewne t-shirty, koszule itp. Najlepiej sprawdzają się rzeczy lniane. Są przewiewne, nie wymagają prasowania i szybko schną, gdy się spocisz. Zakupy jedzeniowe w dużych sklepach spożywczych to wydatek rzędu 220-240 dolarów (1x w tygodniu, dwie osoby). Bez szaleństw, ale i bez odmawiania sobie frykasów. Alkohol drogi. Butelka przyzwoitego wina, średnio od 25-30 dolarów. Oczywiście jedzenie dla westernów odpowiednio droższe i mocno ograniczone (nabiał, wędliny itp.).

      Posiadanie samochodu to sprawa droga (jak wszystko) i raczej niedostępna dla expaty. Wymaga czasowego pozwolenia na zakup auta, co często jest równowartością samego samochodu i zwykle nieosiągalnego dla kogoś tymczasowo przebywającego w Sing.

      Jeśli nie jesteś matką polką karmiąco-wychowującą, co zapewni Ci zajęcie, tudzież, Twój przyjazd nie jest związany z pracą, to Singapur jest średnim celem. Oczywiście, na ulicach jest mnóstwo westernów, ale ich główne zajęcie to praca. Singapur to wyczerpywalne miejsce, z mocno ograniczoną ilością atrakcji, sztucznie tworzonych przez władze nadrzędną, państwo/rząd. Trochę jak w epoce socjalizmu realnego, gdzie państwo zapewniało rozrywki, ale i Singapur to państwo autorytarne. Mocno odmóżdżone społeczeństwo z nerwicą natręctw w postaci telefonów najnowszej generacji, oraz wszelkiej maści i – coś tam. Odmóżdżające rozrywki nie skłaniające do jakiejkolwiek refleksji typu kolejne parki rozrywki, wszechobecny zalew K-Pop, narodowy sport jakim są zakupy w markowych sklepach,
      sieczkowato - kaszaniasty repertuar kin, niewielka ilość księgarni, ale po co skoro naród i tak nie czyta. Tak uformowane społeczeństwo jest jednak bardziej plastyczne i podatne na nakazy władzy. Oczywiście jest jeszcze możliwość leżenia na plaży, eksploracja regionu, co weekendowe zalewanie pały w expackich barach, ale nie mając stałego zajęcia, po miesiącu będziesz waliła głową w ścianę. Co nie oznacza, że żyje się tu źle, ale nie znam nikogo, kto by tu przyjechał i pozostał. Wszyscy tzw. westerni przyjeżdżają tu zadaniowo.

      Może dobrym rozwiązaniem jest poszukanie sobie miejsca w Australii. Skądinąd wiem, że okolice Brisbane to punkt docelowy singapurskich emerytów. Głównie ze względu na koszty i jakość życia oraz klimat.
    • Mieszkalem w Kostaryryce - jak masz duzo pieniazkow i dasz sie okradac, bedziesz cacy. Duzo expats mieszkaja tam, bo wtopili duzo pieniazkow i nie moga sprzedac.
      Hong Kong czy inne duze azjatyckie masto - lubisz miasto szczurow, tlok, bedziesz jednym z nich. Mozna tam ustawic swoje "gniazdko", dla taxow, ale mieszkac na plazy, zreszta co rok inne miejsce.
      Sam mieszkam od lat w Chinach, na poczatku blisko Hong Kongu, teraz w Guangxi w gorach w Bama longevity valley. Chiny na stale takze nie polecam.
      Badz turysta, nie tax payers

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.