IP: 213.241.41.* 08.01.05, 20:45
Wyjezdzam w maju do Boliwii. Co konieccznie nalezy zobaczyc? Czy warto
wyskoczyc rowniez gdzies poza granice Boliwii? Dokad?
dzieki&pzdr
KIDU
Edytor zaawansowany
  • yskyerka 03.05.05, 12:47
    My tam będziemy w połowie czerwca. Też chętnie bym się czegoś dowiedziała. Np.
    jaka jest obecnie sytuacja w La Paz?
    Czy naprawdę nie ma tu nikogo, kto zwiedzał Boliwię?
  • nocnylot 03.05.05, 14:26
    Sytuacja w Boliwii jest dosc skomplikowana od kilku juz miesiecy. Tak na dobra
    sprawe kraj znajduje sie nieustannie na krawedzi politycznego kryzysu... Co
    oczywiscie nie przeszkadza tam jechac. Liczyc sie jednak naleza z tym ze
    opozycja czesto blokuje drogi w zwiazku z czym podroze wewnatrz kraju moga
    czasem trwac baaardzo dlugo...
    nl
    --
    Egzotyczna kuchnia
  • Gość: Gringo IP: *.ericsson.net 03.05.05, 15:40
    W Boliwii warto zobaczyc:

    - Uyuni (slone jezioro, dla informacji raczej slona pustynia :-))
    - Potosi (najwyzej polozone miasto na swiecie), mozna zwiedzic szyby w kopalni,
    za 1 USD kupic laske dynamitu w sklepie, a gornicy ja dla Was wysadza
    - Copacabane, miasto nad Titicacca (super pstragi, za 11 zl niesamowity obiad)
    - wyspe slonca (tam mial sie zrodzic pierwszy Inka)
    - Coroicco (mozna zjechac na rowerach z La Paz do Coroicco).
    - Pochodzic po La Paz. Ale raczej krotko.
    - Jak ktos lubi ruiny to Tiuanaco (ale musi bardzo lubic bo tylko kilka kamieni
    zostalo, dla piramid, starych, opuszczonych miast warto pojechac do Meksyku i
    Gwatemali - to tak na marginesie)

    Co do bezpieczenstwa, dokladnie nie pamietam, ale oni chyba mieli wiecej rzadow
    niz ich kraj liczy lat, raz nawet mieli trzy dzialajace niezaleznie rzady. Ja
    bylem w 2003, zaraz po zamieszkach w La Paz i po ucieczce prezydenta do USA.
    Nalezy sie dowiadywac na biezaco, bo zawsze zagrozenie istnieje, np. poszukac w
    CNN. Co do podrozy do Boliwii to ja bym ja polaczyl z Peru, albo z Chile.
    Podroz do samej Boliwii, jakkolwiek nazywanej Nepalem Ameryki Pld mozna
    wzbogacic o inne kraje (chyba ze sie jest WC i sie spedza miesiac w dzungli
    szukajac dzikich).

    Na marginesie, lepiej nie fotografowac tybulcow, nie lubia tego. No i jeszcze
    Boliwia jest krajem wartym zobaczenia, jak sie lubi egzotyke na maksa.

    Pzdr
    Milego pobytu
    Gringo

  • Gość: yskyerka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.05, 18:13
    Dzięki. My właśnie najpierw będziemy w Peru, a potem jedziemy do Boliwii. O
    Peru informacje znaleźć łatwo, bo sporo ludzi tam jeździ. Z Boliwią gorzej,
    dlatego właśnie pytałam.
  • 29fra 03.05.05, 21:43
    Czesc,
    Jezeli masz troche wiecej czasu mozesz mnie odwiedzic w Amazonii lecz po
    stronie brazylijskiej.Od granicy w Guajaramirim zajmie to tylko 3 dni.
    Pozdrawiam
    leszek
  • borasca0107 04.05.05, 04:17
    Gość portalu: KIDU napisał(a):

    > Wyjezdzam w maju do Boliwii.

    Moze chcesz dolaczyc do nas? Ladujemy w La Paz 14-go maja...
    Stamtad wyruszamy od razu do Uyuni - a potem z powrotem do La Paz na targ
    czarownikow:), Tiahuanaco, wyspy jeziora Titicaca itd. jednym slowem, dalej z
    wiatrem na ile czas pozwoli:) ... a potem Peru i Ekwador - w sumie na kazdy
    kraj przeznaczamy tylko po okolo 8 dni...wiec nie bardzo wyobrazam sobie
    egzekwowanie planu.. ale bedziemy probowac... jesli masz ochote do nas dolaczyc
    gdzies w drodze to daj znac....

    Pozdrawiam serdecznie.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • s.wawelski 04.05.05, 05:34
    Borasca, widze, ze szykuje Ci sie nastepna zyciowa podroz!

    Czy do Uyuni chcesz sie dostac z Potosi czy w inny sposob? Czy bedac w Uyuni
    chcesz tylko zobaczyc sam Salar de Uyuni czy zwiedzic tej rejon dokladniej? Sa
    organizowane wyprawy przez Atacame az do San Pedro de Atacama i powrot inna
    trasa z powrotem do Uyuni, razem 4 pelne wrazen lecz wyczerpujace dni.

    Z atrakcji wokol LaPaz wymienie jeszcze Chacaltaya - najwyzej polozone
    schronisko na swiecie (5300 mnpm, skad sa piekne widoki. Valle de la Luna
    mozesz sobie darowac jezeli planujesz przejazd przez polnocna Atacame.
    Natomiast polecam Tiwanacu. Choc ktos wczesnie napisal, ze to tylko kupa
    kamieni, to jest to jednak pokazne miasto i bodajze najstarsze w Ameryce
    Poludniowej. Niektorzy naukowcy nawet utrzymuja, ze jest to nawet jedna z
    kolebek ludzkosci.

    8 dni na Peru to zawrotna predkosc. Ciekaw jestem jakie masz tu plany (bo
    Ekwador sie domyslam). Wez pod uwage, ze miejsca, ktore planujesz zobaczyc sa
    na duzej wysokosci i w pierwsze dni aklimatyzacji mozesz potrzebowac nieco
    wiecej wypoczynku.

    Zycze Ci wspanialej podrozy i wielu udanych ujec. Wszyscy czekamy.

    S.W.
  • borasca0107 09.05.05, 05:20
    s.wawelski napisał:

    > Borasca, widze, ze szykuje Ci sie nastepna zyciowa podroz!

    Witaj Smoku! Alez mila niespodzianka.
    oj szykuje sie, szykuje sie.. i to juz za kilka dni.. ratunkuuuu! :)))

    > Czy do Uyuni chcesz sie dostac z Potosi czy w inny sposob?

    Bedac na miejscu w La Paz bedziemy dopiero szukac najlepszej opcji -
    najchetniej lotniczej... mam nadzieje, ze nie bedzie zadnych problemow z
    transportem:) - innymi slowy pewnie z Potosi lub Sucre.

    > Czy bedac w Uyuni
    > chcesz tylko zobaczyc sam Salar de Uyuni czy zwiedzic tej rejon dokladniej?

    Planujemy tam spedzic minimum cztery dni na zorganizowanej wyprawie - ale jak
    wspomnialam - do tej pory oprocz adresow biur podrozy nie mamy zadnej
    rezerwacji:(

    > Sa organizowane wyprawy przez Atacame az do San Pedro de Atacama i powrot
    > inna trasa z powrotem do Uyuni, razem 4 pelne wrazen lecz wyczerpujace dni.

    Czy moglbys polecic jakies pewne biuro podrozy?
    pleaseeeeeeee, pretty pleaseeee?:)

    > Z atrakcji wokol LaPaz wymienie jeszcze Chacaltaya - najwyzej polozone
    > schronisko na swiecie (5300 mnpm, skad sa piekne widoki. Valle de la Luna
    > mozesz sobie darowac jezeli planujesz przejazd przez polnocna Atacame.
    > Natomiast polecam Tiwanacu. Choc ktos wczesnie napisal, ze to tylko kupa
    > kamieni, to jest to jednak pokazne miasto i bodajze najstarsze w Ameryce
    > Poludniowej. Niektorzy naukowcy nawet utrzymuja, ze jest to nawet jedna z
    > kolebek ludzkosci.

    Ostatnio czytalam ksiazke, w ktorej dosyc logicznie tlumaczono, dlaczego
    wlasnie Tiwanacu/Tiahuanaco moze byc jedyna pozostaloscia po Atlantydzie:)
    Biorac pod uwage fakt, ze Platona opis polozenia Atlantydy niesamowicie pasuje
    wlasnie do boliwijskiego altiplano - to kto wie... :) - Ja w kazdym razie nie
    moge sie doczekac, aby zobaczyc te kilka dziwnych pozostalych kamieni:)))

    > 8 dni na Peru to zawrotna predkosc. Ciekaw jestem jakie masz tu plany

    napewno Arequipa, Colca Canion, Nazca, Cuzco, Macchu Picchu, Lima, Islas de
    Ballestas, Chiclayo i Trujillo - to tak na poczatek - a co z tego wyjdzie to
    nie mam pojecia:(

    > (bo Ekwador sie domyslam).

    :))) ... problem w tym, ze nie mam jeszcze rezerwacji:(

    > Wez pod uwage, ze miejsca, ktore planujesz zobaczyc sa
    > na duzej wysokosci i w pierwsze dni aklimatyzacji mozesz potrzebowac nieco
    > wiecej wypoczynku.

    nie moge sie doczekac... jeszcze kilka dni do wyjazdu
    a ja juz mam plecak od wczoraj spakowany:))))

    > Zycze Ci wspanialej podrozy i wielu udanych ujec. Wszyscy czekamy.

    Slicznie dziekuje - i jesli wroce do domu w jednym kawalku,
    napewno podziele sie niektorymi fotkami:))

    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz ogromne
    dzieki za porady. Napewno skorzystam!

    p.s. Bardzo jestem ciekawa gdzie planujecie swoja nastepna wyprawe? :)

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • s.wawelski 09.05.05, 06:23
    Od godziny zauwazylem, ze jestes na forum, wiec moze jeszcze zdaze zanim sie
    rozlaczysz.

    Twoja trasa z LaPaz do Trujillo jest bardzo intensywna. Kilka lat temu zajela
    nam podobna trasa rowny miesiac, tyle, ze juz nie zdazylismy pojechac do
    Trujillo i Chiclayo, bylismy za to w Puno. Natomiast trase San Pedro - Uyuni -
    San Pedro odbylismy rok pozniej jako czesc innej wyprawy. Te czterodniowa
    podroz po bezdrozach Atacamy wspominamy jako jedna z najbardziej niezwyklych
    doswiadczen w naszym zyciu. Korzystalismy z agencji prowadzonej przez lokalnych
    ludzi. Agencja, o ile nadal istnieje nazywala sie Turismo Colque i jedna baze
    mieli w San Pedro (Chile) a druga w Uyuni. Telefon do tej w S.P. jest (byl): 55
    (kierunkowy) 851-109. Znam tylko ten, bo z tym biurem sie kontaktowalismy.
    Bylismy zadowoleni z ich uslug i mozemy ich polecic.

    Jezeli Ekwador Ci nie wypali to wyglada na to, ze to tylko bedzie "blessing in
    disguise" gdyz wtedy bedziesz mogla sie dluzej zatrzymac w Cuzco. Mysmy sie
    zatrzymali tam 8 dni (w tym 2 dni w Machu Picchu) i wierz mi, ze caly czas
    bylismy zajeci zwiedzaniem miasta i okolic. Znajdz taksowkarza, ktory zna
    okolice zeby Cie zawiozl do Moray i Salinas niedaleko Maras. sa to malo
    uczeszczane miejsca ale absolutnie wspaniale. Musisz rowniez zobaczyc ruiny
    swiatyn i fortyfikacji Pisac ciagnacych sie na trasie kilku kilometrow. A
    dookola sa setki tarasow rolniczych wybudowanych przed wiekami. Ollantaytambo
    jest jedna z najbardziej znanych budowli w okolicy. To tu Manco Inca stoczyl
    ostatnia zwycieska bitwe ginacego Krolestwa Tawantinsuyo z Hernando Pizarro
    (bratem Francisca).

    W Machu Picchu szkoda byc mniej niz 2 dni. Ze szczytu Huayna Picchu jest piekny
    widok na Urubambe i Machu Picchu. Jest tam tak pieknie, ze az trudno uwierzyc,
    ze to prawda.

    Powaznie, Ekwador przy tak napietym harmonogramie zwiedz przy innej okazji. My
    troche zalujemy, ze bylismy tam tak krotko, ale w sumie nastawilismy sie tylko
    na Galapagos.

    Z Peru i Boliwi mam kilka zdjec na "smoczej" stronie, ale nie jest ich za duzo.
    Na szczescie mam sporo filmu z tych miejsc. Tu dobra nowina - sa juz skonczone,
    wiec jezeli reflektujesz to chetnie sie z Toba podziele naszymi filmowymi
    wspomnieniami z tamtych stron.

    Pozdrowienia, y buen viaje!

    S.W.
  • borasca0107 12.05.05, 05:37
    Witaj Smoku!

    Ogromne dzieki za garsc bardzo cennych informacji!
    Wydrukowalam i wkleilam w kajecik, bede korzystac,
    po powrocie zdam relacje:)

    hej hej... tez pytanie - pewnie, ze reflektuje!
    Z ogromna ciekawoscia obejrzalabym Wasze filmy z podrozy!
    W zamian moge sie podzielic zdjeciami w formie slideshow.

    ...krociutko dzisiaj bo za pozno zajrzalam,
    czasu mi na wszystko brakuje:((((

    Pozdrawiam serdecznie.

    (ja tu jeszcze jutro zajrze:)

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • the_australian 13.05.05, 02:45
    Z La Paz (i z Limy) masz bezposrednie loty do Buenos Aires. A stamtad sa
    bezposrednie samoloty do Sydney. Leca czesciowo nad Antarktyka (WOW!!!).
    Jak wyziebniesz to przylec mnie odwiedzic i sie wygrzac :)))
  • katahdin 14.05.05, 13:27
    s.wawelski napisał:
    >Czy do Uyuni chcesz sie dostac z Potosi czy w inny sposob? Czy bedac w Uyuni
    >chcesz tylko zobaczyc sam Salar de Uyuni czy zwiedzic tej rejon dokladniej?


    co to takiego jest, ze trzeba to zobaczyc ?

    >Sa organizowane wyprawy przez Atacame az do San Pedro de Atacama i powrot inna
    >trasa z powrotem do Uyuni, razem 4 pelne wrazen lecz wyczerpujace dni.

    -ta atacama to swietna sprawa, jeszcze nie bylam, ale juz ktos zachecal

    > Z atrakcji wokol LaPaz wymienie jeszcze Chacaltaya - najwyzej polozone
    > schronisko na swiecie (5300 mnpm, skad sa piekne widoki.

    -jak sie tam dostales ?

    czy zawsze wypozyczasz samochod, czy wykupujesz na miejscu wycieczki ?

  • s.wawelski 14.05.05, 19:35
    Salar de Uyuni to prawdopodobnie najwiekszy plat solny na swiecie, lezy na
    plaskowyzu na wys. okolo 4000 m.

    Tak pustynia Atacama jest niesamowita.

    Na Chcaltaya pojechalem "colectivo" zalatwionym przez agencje w hotelu.

    Nie zawsze wynajmuje samochod na miejscu. Czesto tansza i wygodniejsza obcja
    jest wziac taksowke, innym razem dolaczyc do lokalnie organizowanej wycieczki.
    Z reguly bedac na miejscu latwo sie zorientowac, ktora wersja bedzie najlepsza.
  • borasca0107 15.05.05, 03:22
    Hej hej... przesylam Wam pozdrowienia z La Paz.
    Dotarlam tutaj bez problemow - hotel zalatwiony przez internet przy pomocy
    osoby bezczelnie zaczepianej przeze mnie przez icq:)) - okazal sie miejscem
    polozonym w poblizu placu prezydenckiego.

    Dla zainteresowanych - polecam hostel Torino. Na dzien dzisiejszy ceny za noc
    za pokoj trzy osobowy z wlasna lazienka $16US - pokoj jednoosobowy z lazienka
    gdzies na korytarzu $6.95 - woda niestety l o d o w a t a - wiec prysznic jest
    raczej sportem extremalnym.

    Teraz Smoku i DeCanadianku:) pytanie - czy $260US za 8 dni za zorganizowana
    wycieczke to jest przeplacone czy raczej w normie:)) - w wycieczke wlaczony
    dojazd do Tiahuanaco, Chacaltayo, La Luna Valley, 4 dni na Salar de Uyuni,
    Copacabana, wyjazd na wyspe Slonca i Ksiezyca, podroz do Puno i wycieczka
    stamtad na dwie nastepne wyspy jeziora Titicaca - wydaje mi sie, ze ta cena
    jest ok. reszta moich wspolnikow popelnionej podrozy uwaza, ze za ten zestaw
    przeplacilismy bardzo - wiec?? - calosc zalatwiona rowniez w Torino hostel (dla
    tych, ktorzy chcieliby skorzystac)

    Niestety wysokosc La Paz sciela nas dzisiaj z nog :((((
    Obydwie z kolezanka, zgodnie ze wskazaniem lekarza bierzemy leki
    (diamonix czy jakos tak) pijemy mate de coca w kazdej zartko-dajni a jednak
    oddychac w ogole sie nie da, okropne bole glowy i klatki piersiowej, jakies
    zachwiania rownowagi i ogolne oslabienie i bole miesni do potegi - spanie i
    leniuchowanie w hostelu lub na placu prezydenckim... plan podrozy troche
    przesunal nam sie w zwiazku z tym - jutro wyjazd do Tiahuanaco a potem
    popoludniowym autobusem do Uyuni na rozpoczecie naszej wyprawy po solnej
    pustyni. - nie chce nawet myslec jak my przezyjemy ta aklimatyzacje... to chyba
    jednak kiedys przechodzi?:))

    Ciekawostka, ktora ciagle wprawia mnie w dobry nastroj to chodzace 'budki
    telefoniczne' :)) - na ulicach znajduje sie duzo osob ubranych w jaskrawo
    seledynowe kamizelki - mozna do tej osoby podejsc i za jednego boliviana za
    minute mozna zadzwonic z komorki przymocowanej lancuchem do wlasciciela
    seledynowego cuda:)))

    Narazie koncze i pozdrawiam serdecznie!


    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • the_canadian 15.05.05, 04:59
    ... szczegolnie jesli wlaczone sa noclegi?? I jedzenie?? Ale nawet jak nie sa
    to jest ok.

    Cztery dni na tym Solar?? Co Ty tam bedziesz robila tak dlugo?? No chyba ze
    masz ciekawe towarzystwo, czego Ci zycze.

    I nie bierz zadnych lekarstw, z trzy - cztery dni bedziesz jak "native"
    (indigena).

    Powodzenia!!
  • borasca0107 19.05.05, 17:43
    Hej Smoku i DeCanadianku:)))

    Jesli chodzi o cene to ostatecznie zaplacilismy $190 (wszystko wliczone z
    noclegami, wyzywieniem i przewodnikiem) za Uyuni (4dni), Copacabana i wyspy
    slonca i ksiezyca - z noclegiem na wyspie, potem Puno i Uros i Taquile,
    Tiwanaku, Chacaltayo - w sumie chyba mialo byc 11 dni ostatecznie...ale jest
    pewne ale... Ktos mi tu juz pisal aby nie nastawiac sie zbytnio na realizowanie
    planu wedlug zyczenia... z La Paz zdazylismy tylko zobaczyc Tiwanaku,
    Chacaltayo i La Luna Valley... i tu sie sprawy pokaplikowaly..zaczely sie
    blokady drog i mozemy sobie pokiwac paluszkiem w bucie.. GRRRR Facet z agencji
    turystycznej stwierdzil, ze jedyna droga jaka mozemy sie dostac do Uyuni to
    jest lot do Sucre i stamtad autobusem lub taksowka (ta okrezna droga juz na
    wlasny koszt) do Uyuni... tak tez wczoraj zrobilismy.. lot sie udal, taksowka
    za 140bolivianos do Potosi.. wsiedlismy i pojechalismy.. gdzies w polowie
    drogi pojawily sie wielkie kamienie i jakies galezie, ominelismy to, a dalej
    blokada drogi... kolejka autobusow i samochodow prywatnych z obu stron
    blokady.. gdzies ktos rzucil kamieniem w autobus przed nami.. przyjaznie to nie
    wygladalo.. takim sposobem kierowca szybko zawrocil i heja z powrotem do
    Sucre...Teraz mi slow brak... Sucre jest pieknym miasteczkiem, ale caly zapal i
    podekscytowanie wyjazdem prysnelo jak banka mydlana...Okaze sie teraz na ile
    uczciwa jest agencja w ktorej zaplacilismy za calosc...podobno maja nam wykupic
    bilety lotnicze z powrotem do La Paz i stamtad obiecali, ze z przewodnikiem
    pojedziemy jakims sposobem do Puno i Copacabany - ale tam wczoraj tez byly
    drogi poblokowane... GRRRRRRR - takze testuje tutaj bardzo intensywnie swoja
    cierpliwosc:))

    Dzisiaj rano w wiadomosciach widzielismy zamieszki, jakies dymne zapory,
    policje w akcji, strzaly (ciagle mam nadzieje, ze to sa tylko firecrackers:)))
    w okolicy naszego hostelu Torino z La Paz, z ktorego wczoraj wyjechalismy...
    ´fajne´ uczucie... troszke wyjazd sie delikatnie mowiac skomplikowal...

    Choroba wysokosciowa to chyba byly skutki uboczne lekow, ktore lekarz mi przed
    wyjazdem przepisal!!! Nie pamietam nazwy - diamox czy jakos tak - grrr ...
    dopiero pigulki sorochi - najprawdopodobniej mieszanka aspiryny z kofeina, ale
    nie jestem pewna - pomogly mi... no i wreszcie pobieglam kupic sobie liscie
    koki... po przerzuciu dwoch malych listkow, biegalam po La Paz jakby mi motorek
    przyczepiono do piet:)))

    eehh..narazie musze konczyc
    i jeszcze raz serdeczne dzieki za porady!

    Pozdrowionka

    p.s. wiem, ze to troche glupio brzmi,
    bo w koncu to ja tu jestem na miejscu:))
    ale... tak szczerze nie mam tu mozliwosci
    dowiedziec sie co sie wlasciwie tu dzieje, bo
    hiszpanskiego zero, a znalezc kogos z ´kumatym´:)
    angielskim to zakrawa na cud... eehh..
    jedyne co mi w uszy wpada to ´blokeros´:)))
    HELP!!



    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • nocnylot 19.05.05, 19:57
    Dzieje sie to o czym ostrzegalem w tym watku 3-go maja. Te blokady to nic
    nowego. Ta sytuacja trwa na dobra sprawe od grudnia ubieglego roku. Jedynie
    czasem slabnie, czasem sie nasila. Teraz wlasnie sie nasila... Chodzi
    generalnie o to, ze jest to kraj posiadajacy jedne z najwiekszych bogactw
    naturalnych Ameryki Poludniowej i w ktorym wiekszosc mieszkancow zyje w dosc
    skrajnej biedzie. I ci biedni pod przewodnictwem Evo Moralesa z Palo Alto
    (biedna dzielnica La Paz, centrum wszystkich kontestacji, cos jak gdanska
    stocznia dla Polski w latach 80-tych), zaczeli sie organizowac i domagac od
    rzadu reform. Przede wszystkim tego, aby w kraju zostawalo troche pieniedzy z
    setek milionow dolarow, jakie zarabiaja zagraniczne firmy eksploatujace rope i
    gaz w Boliwii. Wiec manifestuja, blokuja drogi... Prezydent Mesa jest miedzy
    mlotem a kowadlem - miedzy presjami zagranicznych inwestorow ktorych wielu
    lobbystow siedzi w Parlamencie, a presja ulicy. I tak sie od miesiecy
    probuja... kto pierwszy peknie. Mowi sie ze Evo Morales bedzie nastepnym
    prezydentem...
    nl
  • the_australian 19.05.05, 20:23
    ... cos jakby komunistyczny punkt widzenia. Tak to juz jest z Boliwia. Sa to
    podskakiewicze ktorzy w przeszlosci sprowokowali wojny z wszystkimi sasiadami,
    z kazdym przegrali (w traktatach pokojowych kazdy z wygrywajacych sasiadow
    zabieral im prowincje albo dwie i w zamian budowal kolej, ale waskotorowa ...).

    Teraz im sie wydaje ze maja Bog wie nie co, a rzeczy samej maja g.... Przez te
    zamieszki stracili potencjalnych klientow na ich gaz (i rope) i na pewno przez
    dlugi czas ich nie odzyskaja. Czyli beda dalej zyli w biedzie ...

    Inkowie to wiedzieli jak sie tam rzadzi, Wyrzynali cale narody albo
    przesiedlali je o tysiace mil...

    No ale Inkowie nie zrobia tam porzedku ... wiec wskakuj w samolot i lec do
    Limy. Miasto duzo wieksze, piekniejsze i mozesz jesc sewiche popijajac je
    pisco.

    Albo dostan sie do Puno i kontynuuj...

    W Peru na razie spokoj.

    Powodzenia.
  • the_australian 19.05.05, 20:23
    ... cos jakby komunistyczny punkt widzenia. Tak to juz jest z Boliwia. Sa to
    podskakiewicze ktorzy w przeszlosci sprowokowali wojny z wszystkimi sasiadami,
    z kazdym przegrali (w traktatach pokojowych kazdy z wygrywajacych sasiadow
    zabieral im prowincje albo dwie i w zamian budowal kolej, ale waskotorowa ...).

    Teraz im sie wydaje ze maja Bog wie nie co, a rzeczy samej maja g.... Przez te
    zamieszki stracili potencjalnych klientow na ich gaz (i rope) i na pewno przez
    dlugi czas ich nie odzyskaja. Czyli beda dalej zyli w biedzie ...

    Inkowie to wiedzieli jak sie tam rzadzi, Wyrzynali cale narody albo
    przesiedlali je o tysiace mil...

    No ale Inkowie nie zrobia tam porzedku ... wiec wskakuj w samolot i lec do
    Limy. Miasto duzo wieksze, piekniejsze i mozesz jesc sewiche popijajac je
    pisco.

    Albo dostan sie do Puno i kontynuuj...

    W Peru na razie spokoj.

    Powodzenia.
  • the_australian 19.05.05, 20:23
    ... cos jakby komunistyczny punkt widzenia. Tak to juz jest z Boliwia. Sa to
    podskakiewicze ktorzy w przeszlosci sprowokowali wojny z wszystkimi sasiadami,
    z kazdym przegrali (w traktatach pokojowych kazdy z wygrywajacych sasiadow
    zabieral im prowincje albo dwie i w zamian budowal kolej, ale waskotorowa ...).

    Teraz im sie wydaje ze maja Bog wie nie co, a rzeczy samej maja g.... Przez te
    zamieszki stracili potencjalnych klientow na ich gaz (i rope) i na pewno przez
    dlugi czas ich nie odzyskaja. Czyli beda dalej zyli w biedzie ...

    Inkowie to wiedzieli jak sie tam rzadzi, Wyrzynali cale narody albo
    przesiedlali je o tysiace mil...

    No ale Inkowie nie zrobia tam porzedku ... wiec wskakuj w samolot i lec do
    Limy. Miasto duzo wieksze, piekniejsze i mozesz jesc sewiche popijajac je
    pisco.

    Albo dostan sie do Puno i kontynuuj...

    W Peru na razie spokoj.

    Powodzenia.
  • the_australian 19.05.05, 20:23
    ... cos jakby komunistyczny punkt widzenia. Tak to juz jest z Boliwia. Sa to
    podskakiewicze ktorzy w przeszlosci sprowokowali wojny z wszystkimi sasiadami,
    z kazdym przegrali (w traktatach pokojowych kazdy z wygrywajacych sasiadow
    zabieral im prowincje albo dwie i w zamian budowal kolej, ale waskotorowa ...).

    Teraz im sie wydaje ze maja Bog wie nie co, a rzeczy samej maja g.... Przez te
    zamieszki stracili potencjalnych klientow na ich gaz (i rope) i na pewno przez
    dlugi czas ich nie odzyskaja. Czyli beda dalej zyli w biedzie ...

    Inkowie to wiedzieli jak sie tam rzadzi, Wyrzynali cale narody albo
    przesiedlali je o tysiace mil...

    No ale Inkowie nie zrobia tam porzedku ... wiec wskakuj w samolot i lec do
    Limy. Miasto duzo wieksze, piekniejsze i mozesz jesc sewiche popijajac je
    pisco.

    Albo dostan sie do Puno i kontynuuj...

    W Peru na razie spokoj.

    Powodzenia.
  • the_australian 19.05.05, 20:23
    ... cos jakby komunistyczny punkt widzenia. Tak to juz jest z Boliwia. Sa to
    podskakiewicze ktorzy w przeszlosci sprowokowali wojny z wszystkimi sasiadami,
    z kazdym przegrali (w traktatach pokojowych kazdy z wygrywajacych sasiadow
    zabieral im prowincje albo dwie i w zamian budowal kolej, ale waskotorowa ...).

    Teraz im sie wydaje ze maja Bog wie nie co, a rzeczy samej maja g.... Przez te
    zamieszki stracili potencjalnych klientow na ich gaz (i rope) i na pewno przez
    dlugi czas ich nie odzyskaja. Czyli beda dalej zyli w biedzie ...

    Inkowie to wiedzieli jak sie tam rzadzi, Wyrzynali cale narody albo
    przesiedlali je o tysiace mil...

    No ale Inkowie nie zrobia tam porzedku ... wiec wskakuj w samolot i lec do
    Limy. Miasto duzo wieksze, piekniejsze i mozesz jesc sewiche popijajac je
    pisco.

    Albo dostan sie do Puno i kontynuuj...

    W Peru na razie spokoj.

    Powodzenia.
  • nocnylot 19.05.05, 20:43
    Oczywiscie, ze to bylo uproszczone wyjasnienie. Boliwijski kryzys jest
    strukturalny i duzo moznaby pisac. Nie jest jednak prawda, ze utracili
    jakiekolwiek kontrakty. Poki co zaklady produkcyjne pracuja pelna moca
    przerobowa. Jedyne co zamieszki przyblokowaly to rozpoczecie budowy gazociagu
    do portu w Limie.
    nl
  • the_canadian 21.05.05, 06:23
    ... bo budowa gazociagu do/przez Chile definitywnie odwolana, budowa drozszego
    do/przez Peru praktycznie odwolana, kontrakty na dostawe gazu do Argentyny
    odwolane, .... WSZYSTKIE miedzynarodowe kompanie gazowo/naftowe przestaly
    inwestowac, lokalnej ekspertyzy nie ma, Argentyna i Brazylia zapewniaja sobie
    dostawy gazu z innych zrodel ...

    W sumie przes-rywaja druga sznase zyciowa....

    Pierwsza pres-rali pod koniec 19 wieku. Mieli saletre, ale im sie nie chcialo
    kopac, sprzedawac i zarabiac. Wiec scigali robotnikow z Chile i gnebili ich
    podatkami, wywlaszczeniami i prostym wyzyskiem. Tak jak to robia teraz z gazem.
    Az w koncu Chilijczycy sie wpieprzyli, Boliwijczykow wyrzucili i prowincje z
    saletra przylaczyli do Chile. W miedzyczasie Niemcy wymyslili jak robic
    saletre w fabrykach, nauczyli innych i wszyscy sie na biedote Boliwijska
    wypieli. Szlyszales o Maria Helena??

    To samo jest teraz. Gaz jest w Santa Cruz, gdzie ludzie inni niz w gorach,
    a "wlasciciele" czyli politycy w La Paz. A w Santa Cruz az sie gotuje bo maja
    dosc biedy. Wiec przewiduje ze sie od Boliwii odlacza, przez wojne czy
    pokojowo, i przylacza sie do Argentyny. W miedzyczasie fuel cells zastapia
    benzyne w samochodach i znowu Biliwijska biedota bedzie wystawiona do wiatru
    przez demagogow-politykow.

    No, moze im Argentyna zbuduje druga kolej waskotorowa. Ale jedyne co im
    zostanie to mapa "Wilekiej Boliwii" wydrukowana na okladkach zeszytow dla
    uczniow szkol podstawowych.

    Dokladnie to samo stalo sie w latach 1820-tych gdy Boliwia odlaczyla sie od
    Peru, czy w latach 1850-tych gdy Texas odlaczyl sie od Meksyku, czy w latach
    1900-tnych gdy Panama odlaczyla sie od Colombii, czy ....w latach 1990-tych gdy
    rozpadl sie CCCP, Jugoslawia czy Czechoslowacja.

    NIektorzy po prostu nie potrafia sie uczyc na bledach.

  • borasca0107 25.05.05, 00:22
    Hej,

    Wielkie dzieki za Wasze wypowiedzi!!!

    Przyznaje szczerze, ze mam nauczke - do tej pory planowanie
    moich wyjazdow przebiegalo sprawnie i bez wiekszych problemow - polityke
    odsuwalam zawsze na szary koniec - szczerze mowiac nigdy mnie nie
    interesowala... wiec teraz mam...grrr

    Udalo mi sie jednak dotrzec do Uyuni:))))
    Jestem zachwycona krajobrazami jakie mialam
    okazje przez cztery dni podziwiac!

    Wlasnie dzisiaj rano wrocilam w samo oko cyklonu.
    Tzn. autobus z Uyuni do La Paz w nocy musial omijac zarzucony kamieniami
    i glazami kawalek drogi gdzies chyba w okolicy Oruro,
    ale nie jestem pewna...horror na zywo kiedy na wertepach
    ten wielki autobus zaczal sie przechylac niebezpiecznie
    na rozne strony...ale to nie wszystko.. w koncu znow wjechalismy
    na 'normalna':) droge i tu nastepna niespodzianka - jakas grupa ludzi obrzucila
    autobus kamieniami, pare siwych wlosow przybylo mi do kolekcji... autobus nie
    dojechal do stacji autobusowej w La Paz tylko zatrzymal sie w sasiedniej
    miescinie (el Alto?) i musielismy wysiadac... ktos laskawie przetlumaczyl nam
    warczenie kierowcy, ze dalej nie pojedzie bo w La Paz za godzine zaczynaja sie
    blokady i protesty - wysadzil nas na odludziu i tyle...wsiadlysmy do taksowki i
    heja do hostelu Torino...na ulicach az zielono od policji i chyba
    wojska...zdazylysmy sie tylko rozpakowac i zaczelo sie... marsze, protesty,
    wrzaski, od czasu do czasu poparte jakimis (ciagle mam nadzieje, ze to
    firecrackers:) petardami... wysadzilam nosa, aby na to popatrzec... calkiem
    kulturalnie to wszystko przebiegalo... jednak po jakims czasie zaczelo
    sie...wstyd sie przyznac, ale zwialam i zamknelam sie w pokoju, zaszylam sie w
    kacie i przysieglam sobie na wieki, ze wystarczy mi juz podrozy:))) - co
    najwyzej w Toronto do High Park pokarmic kaczki czy wieksza wyprawa - na CN
    Tower:) i ewentualnie od czasu do czasu do kina.. ale nie na strzelana rambo
    rypanine tylko cos w rodzaju Dumb and Dumber - cos w sam raz dla mnie:)) - nie
    jestem ekspertem od srodkow wybuchowych, ale glowe daje, ze chyba od czasu do
    czasu padl jakis granat / saletra (?) - w kazdym razie w czasie tych wybuchow
    slyszalam pekajace szyby w oknach, potem calkiem ciezka strzelanina ( moze to
    tylko echo spotegowane strachem?) juz zupelnie nie przypominajaca firecrackers,
    te dzikie wrzaski, chyba gaz lzawiacy i to w sporych ilosciach tez poszedl w
    ruch bo na trzecim pietrze przy zamknietych oknach i tak dopadlo mnie straszne
    pieczenie, duszenie i lzawienie oczu...

    Hostel Torino jest dosyc fajny, ale absolutnie NIE POLECAM - jest polozony za
    blisko placu prezydenckiego - to wlasnie tutaj 'zjezdzaja' ludzie ze swoimi
    protestami...

    Facet z biura podrozy obiecal nas wywiezc jutro rano osobiscie do Copacabany
    lub Puno - zapewniajac, ze jesli wyjedziemy po 3-ciej rano to jest szansa,
    ze 'blokeros' beda spac i powinnismy przejechac bez problemow - tez mi
    pociecha.. grrr :)

    Peru bez problemow?
    a co z Ekwadorem?:)

    To byloby na tyle jesli chodzi o moje dzisiejsze boliwijskie
    perypetie. Nie mialam pojecia, ze jestem az takim tchorzem!! :)

    Innymi slowy, tym ktorzy maja krociutkie wakacje lub zszargane nerwy:)
    nie polecam Boliwii - przynajmniej nie teraz.

    Jeszcze raz wielkie dzieki za wprowadzenie do boliwijskiej polityki:))
    Calkowicie odetchne z ulga gdy sie wreszcie stad wydostane.
    Musze jednak przyznac, ze latwiej mi troche wiedzac teraz o co chodzi w tej
    zadymie:)

    Pozdrowionka:)

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • nocnylot 25.05.05, 02:51
    W Ekwadorze nastapilo w ubieglym miesiacu przesilenie protestow, nawet zginelo
    kilka osob. Ale odwolali prezydenta i teraz jest w miare spokojnie. Tzn. czasem
    ktos manifestuje ale kulturalnie. I nic nie wskazuje na to aby sytuacja miala
    sie w najblizszych tygodniach pogorszyc. Wiec, IMHO, mozna smialo jechac...
    nl
  • s.wawelski 25.05.05, 05:50
    Twoje krew w zylach mrozace przygody czyta sie z zapartym tchem. Wyglada to
    rzeczywiscie niewesolo. Mam nadzieje, ze wkrotce uslyszymy od Ciebie lepsze
    wiesci juz z bardziej spokojnego Peru. Trzymam kciuki za Ciebie!

    S.W.
  • the_canadian 25.05.05, 07:13
    ... o kanadyjczykach zabitych czy porwanych w Boliwii, wiec sie o Cibie nie
    martwie. Nie mam zadnych watpliwisci ze Twoj rzad "stoi murem" za toba i
    poruszyl niebo i ziemie zeby Ci sie nic nie stalo :)))

    To co widzisz to wszystko zrobiono na pokaz zeby Ci uatrakcyjnic wakacje i
    zebys miala co wspominac!! Sama widzisz ze masz dostep do Interetu mimo ze
    swiszcza kule i wybuchaja granaty.

    No wiec jedz do tej Limy i pisz bardziej optymistycznie: seviche i pisco.
    Pisco??? Jakie pisco, pewnie wolisz czysta aguardiente? Tak ja my w tym
    businessie przewozowym....

    Czekam z zapartym tchem na nastepny raport o tym jak sie rozwija sutuacja.
  • borasca0107 29.05.05, 15:41
    .... ale ciagle narazie marze o karmieniu kaczek w pobliskim torontonskim
    pierwszym lepszym bajorku:))

    O godzinie drugiej w nocy wyruszylismy taksowka z hostelu Torino w strone
    Peru.. .tak nam facet namacil w glowach, ze w koncu nie wiedzielismy czy
    jedziemy do Copacabany czy do Puno - juz mi bylo wszystko jedno zreszta, byle
    dalej od La Paz... ta chyba 3 godzinna przejazdzka za $100!! (na wypadek gdyby
    szyby wybito i samochod zniszczono - grrr, ale co tam) - dla porownania
    przejazd z Sucre do Potosi taksowka kosztowal nas 140 bolivianos:) - eh
    burzujem byc:)-------- no wiec wracajac do tematu... jadac czesto poboczem bo
    drogi zawalone kamieniami dotarlismy wreszcie bez problemow do jakiejs wody,
    przeprawa jakims chybotliwym pseudo promem na drugi brzeg, potem jakis
    autobusik i okolo godziny siodmej rano nastepnego dnia wyladowalismy w hostelu
    Utama w Copacabanie...z naszym boliwijczykiem, ktory zobowiazal sie nas
    przewiezc bezpiecznie (zastanawiam sie czy to tylko taka propaganda
    czy ...eehh) - w kazdym razie wypelnil co do joty plan zwiedzania za ktory
    zaplacilismy mu na poczatku... takim sposobem zawiozl nas jeszcze na wyspe
    Slonca, potem zwiedzilismy miasteczko, wdrapalismy sie droga krzyzowa na gore
    (nie pamietam nazwy) niedaleko hostelu, podkarmil nas niezle w porzadnej
    knajpce itp itd.. nastepnego dnia wyruszyl z nami do Puno... pozalatwial nam
    vouchers na reszte wyjazdu - czyli dwudniowa wyprawe po jeziorze Titicaca z
    noclegiem i wyzywieniem na jednej z wysp...itp...

    Wydatek na taksowke byl dodatkiem i na nasza wlasna osobista grr prosbe, wiec
    nie moge sie nawet przyczepic i ponarzekac.. wywiozl nas z La Paz, zobaczylismy
    dokladnie to co planowalismy na samym poczatku ... wiec rozleniwieni
    zapytalismy czy moglby nam tez w takim razie zalatwic/zorganizowac wyjazd do
    Cusco, zwiedzanie i potem transport do Nazca itp... wiec po pewnej oplacie -
    ciagle ja trawie wiec nie napisze ile:) - ktos nas zawiozl na
    autobus 'sypialny' - ale luksus po boliwijskich trzesiawkach:), jakis inny
    facet odebral nas dzisiaj o czwartej nad ranem w Cusco, odwiozl do hiszpanskiej
    hacjendy gdzie do osmej moglismy sie pobyczyc w pokoju, teraz czekamy na
    nastepna osobe, ktora ma nas zabrac na zwiedzanie ruin okolic Cusco i dowiezc
    do Aqua Calientes na nocleg... itp... do tej pory tylko musielismy wymieniac
    nasze imiona.. serwis jak sie patrzy, wiec nareszcie zaczynam oddychac
    normalnie i wlosy chyba przestaly chwilowo siwiec i nareszcie opadly:)

    Niestety ogolnie plan calej wyprawy delikatnie mowiac, przez to La Paz okroil
    nam sie niezle... teraz tylko pozostaly nam trzy dni w Cusco, Machu Picchu i
    okolicach, potem Nazca a potem moze sie uda a moze nie, postoj w Chiclayo i
    Trujillo a stamtad pedem do Quito na samolot - mam nadzieje, ze tam sie
    naprawde uspokoilo po wygnaniu prezydenta, i przynajmniej drog nie blokuja?:)

    aahh.. musze spadac bo nasza przewodniczka na nastepne trzy dni wlasnie sie tu
    pojawila!! :))

    Pozdrowionka!!!




    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • the_canadian 30.05.05, 05:48
    W tak krotkim czasie i mimo zamieszek politycznych zobaczysz wiecej niz
    wiekszosc ludzi w Twojej sytuacji. Gratulacje!

    Jak by co to podaje Ci telefony do Ambasady Kanadyjskiej, choc na pewno nie
    beda Ci potrzebne:
    Quito: (2) 250-6162 albo 223 2114
    Peru, toll free: 0-800-50602
  • besir1 30.05.05, 09:25
    no niezle Borasca :)) Ja , gdy tylko wsiadlem w samolot z Bangkoku do Yangoon i
    wzielem w lapki miejscowa , anglojezyczna prase , to na pierwszej stronie
    przeczytalem o serii zamachow bombowych w shoping centres w Yangoon,
    dokonywanych przez nieznanego sprawce/sprawcow. Wprawdzie demonstracji zadnych
    nie bylo, ale wszedzie mnostwo policji, do wszystkich ( bodaj 5 , czy 6 )
    shoping centres w 5 - milionowym Yangoon mozna wejsc po uprzednim , dokladnym
    obmacaniu przez policje....ale nie narzekam - obmacywaly tez
    policjantki....dodam , ze naprawde atrakcyjne policjantki :)))) Poza tym
    obrzydliwie goraco iparno bylo...niestety - to okres gorszy nawet , niz nieco
    wychladzajacy monsoon pelnym latem. Wrazenia jednak mialem cuuudowne! Birma
    jest jednak jednym z ostatnich , prawdziwie egzotycznych krajow swiata. W
    Yangoonie jedyni biali , jakich widzialem , to kilka sztuk w chotelu i 4 osoby
    przy Shwedagon pagoda.
    pozdrawiam!
  • s.wawelski 30.05.05, 17:46
    No to super, ze juz jestes w Peru. Podroz, jak do tej pory, masz pelna
    dodatkowych i nieprzewidzianych wrazen, ale miejmy nadzieje, ze teraz bedziesz
    miec juz tylko te przewidzane i wynagrodza Ci wszystkie doznane strachy.
    Czekamy na dalsze wiesci, no i zdjecia.

    Trzymaj sie dzielnie,

    S.W.
  • borasca0107 05.06.05, 14:35
    Dzisiaj tylko pare slowek - jestem juz w Quito, czekam sobie na przewodnika, za
    jakas godzinke wyjazd na trekking naokolo Cotopaxi.. jutro w jungle, a po
    jutrze DO DOMUUUUUUUUU!!!!... najbardziej tesknie
    za karmieniem kaczek w ciszy i spokoju i za K O R N I S Z O N A M I :))))

    Podsumowujac cala 'przejazdzke' z Boliwii przez Peru do Ekwadoru musze
    stwierdzic, ze mam stanowczo za male pluca:)))

    Jeszcze raz wielkie dzieki za Wasze dotrzymywanie mi towarzystwa:))

    DeCanadianku - wielkie dzieki za telefony do ambasady - dzieki Bogu nie
    musialam korzystac:)) - Smoku, zazdroszcze Wam Galapagos!!! - my juz nie
    wyrobilysmy czasowo i finansowo :(( i trzeba bedzie, na kaczy przyczlap od
    bumbulatora jeszcze tu wrocic aby nadrobic galapaskie zaleglosci:))
    Besir - caly i zdrowy z powrotem w domu? No ale pchac sie samemu do sklepow
    tylko po to aby byc 'sprawdzanym' to juz jest sport extremalny!!! Podziwiam:))))

    jeszcze raz pozdrowionka i uciekam jeeeeeeeeeeeeeeeeeesc!:)
    B.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • s.wawelski 05.06.05, 22:09
    No to swietnie. Licze na jakies obszerniejsze sprawozdanie z Peru i Ekwadoru po
    Twoim powrocie do domu.

    Trzymaj sie.

    S.W.
  • the_canadian 06.06.05, 01:21
    Bo tu juz wszystkie komary czekaja na Ciebie z wielka niecierpliwoscia!!

    Pod Twoja nieobecnosc zrobily sie takie zle (z zalu??) ze zra jak opetane!!
    WRACAJ!! Bo nie przezyjemy bez Ciebie :)))
  • s.wawelski 20.05.05, 04:34
    To co Ty napisalas o swoich doswiadczeniach na trasie ma swoje odbicie w prasie
    boliwijskiej, ktora przegladnalem na internecie. Wynika z tego, ze w piatek tez
    maja trwac blokady Potosi. Nie zauwazylem nic na temat blokad w innych rejonach
    Boliwi. Na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych USA nie znalazlem zadnych
    ostrzezen na temat podrozy po Boliwi. Trudno mi ocenic dokladnie sytuacje, ale
    przychylalbym sie do skrocenia pobytu w Boliwi na rzecz dluzszych wakacji w
    Peru - poki tam jest jeszcze spokoj.

    Przykro mi, ze nie udalo Ci sie zobaczyc Uyuni i znalazlas sie nagle w samym
    srodku tego calego zamieszania. Sprawa wcale nie jest stracona, napewno jeszcze
    bedziesz miec okazje przejechac przez Uyuni w przyszlosci na przyklad od strony
    Chile.

    Trzymaj sie i daj nam znac co dalej robisz.

    S.W.
  • s.wawelski 15.05.05, 06:06
    Czesc Borasca!

    Skoro napisalas jednym tchem bez oddechu taki dlugi list to znaczy, ze nie jest
    tak zle. Objawy wysokosciowe powinny ustapic po 2-3 dniach, z tym, ze zadyszki
    sie tak szybko nie pozbedziesz. Jezeli moge Ci cos radzic to nie pij
    przynajmniej przez kilka dni alkoholu i mocnej kawy, nie jedz czerwonego miesa,
    soli i tlustego, lacznie z pysznymi fryteczkami. Taka dieta powinna Ci
    przyniesc ulge.

    280 USD za 8 dni to troche zalezy od standartu jaki Cie czeka, ale jakby na to
    nie patrzec to napewno nie zbiedniejesz. Dla mnie nadal nie jest jasne jak te 8
    dni spedzisz. Z LaPaz do Uyuni jest okolo 300 km czyli jak na warunki
    boliwijskie to oznacza 2/3 dnia. Teraz jest pytanie gdzie z tamtad pojedziecie.
    Jezeli odbedziecie wycieczke do San Pedro to tam i z powrotem jest 2 do 4 dni.
    Teraz powrot do LaPaz nastepny dzien. Tiwanaku to dobre pol dnia, a Chcaltaya i
    Valle de la Luna to tez pol dnia, ale razem bedzie bardzo meczace. Dojazd do
    Copacabana to pol dnia i obie wyspy (Sol i Luna) to dajmy na to dzien. Dojazd
    do Puno to 2 godziny ale juz za pozno by poplynac na Taquile i ktoras z
    plywajacych wysp zwanych uros. Bedac w Puno nie zapomnij zobaczyc niesamowitych
    grobow Sillustani. W polowie drogi do Juliaca trzeba odbic w prawo kilka km.
    Nawet gdyby to nie bylo wlaczone do wycieczki to wez taxi. Tak wiec wyszlo mi,
    ze w Uyuni zobaczycie chyba tylko sam salar. Kilkadziesiat kilometrow od
    miasteczka jest hotel zbudowany z soli. Nocleg w nim kosztowal 5 lat temu
    50USD. Wiem, ze jezeli masz wybor to wolisz namiot, ale jest to unikalny
    przybytek pod kazdym wzgledem. Nawet lozka z soli.

    Czy zostaniesz dluzej w Cuzco, czy tez czujesz zew Galapagos?

    Trzymaj sie cieplo.

    S.W.
  • s.wawelski 15.05.05, 17:45
    Zrobilem blad piszac, ze jedac z Puno do Juliaca trzeba skrecic w prawo aby
    dojechac do Sillustani. Nalezy odbic w LEWO.

    Te wspaniale budowle plemie Colla wybudowalo 500 lat przed powstaniem Krolestwa
    Tawantinsuyo. Tak ze zachecam Cie jeszcze raz.

    S.W.
  • the_californian 05.05.05, 05:53
    Nie zawracaj sobie glowy Boliwia i nie trac na nia czasu!!

    Jest tyle piekniejszych i bardziej interesujacych miejsc na swiecie! Taka
    np.Kalifornia.
  • borasca0107 09.05.05, 05:22
    the_californian napisał:

    > Nie zawracaj sobie glowy Boliwia i nie trac na nia czasu!!
    >
    > Jest tyle piekniejszych i bardziej interesujacych miejsc na swiecie! Taka
    > np.Kalifornia.


    :)))))))

    na wszystko przyjdzie czas:))))

    Podrowionka.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • Gość: Piotr IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 05.05.05, 11:03
    Który kraj/kraje najbardziej warto odwiedzić w Am. Pd.? Macie może jakieś tanie
    polączenia lotnicze w tamte rejony? Słyszałem, że na miejscu jest raczej
    niedrogo. Najbliżej byłem tylko w Meksyku na Płw. Kalifornijskim a chętnie
    odwiedziłbym rejony położone bardziej na południe.
  • Gość: waldek IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.05.05, 19:32
    Ja wole sie zabawic z najpiekniejszymi dziewczynami na swiecie w Kolumbii niz
    zwiedzac jakies ruiny
  • Gość: walrus2 IP: *.abhsia.telus.net 18.05.05, 04:57
    Zjechalem cala Am. POL.Najciekawsze miejsca wg. mnie
    to:Ekwador,Galapagos,Peru,Argentyna.Brazylia ale tylko wybrzeze,Amazonia
    [manaus].Daj sobie spokoj z KOlumbia,Boliwia,Paragwajem a szczegolnie z
    Venezuela,mucho pelegroso i nic ciekawego.Chile ladne ale drogie to samo
    Urugwaj.Skad lecisz?Ja lecialem z Kanady z przesiadka w Dallas do Limy a
    wracalem z Caracas ,reszta pomiedzy jak sie dalo.KOszt lotu w obie strony 1100
    $ CAN. POdroz zajela prawie 3 m-ce.KOszt 4 tys $ CAN.pozdr.
  • the_canadian 16.06.05, 08:29
    W sumie widziales niewiele; i nie widziles wielu BARDZO intersujacych miejsc.
    Kwestionuje ponizsze stwierdzenia:

    >>...Brazylia ale tylko wybrzeze...<<

    >>...Daj sobie spokoj z KOlumbia,Boliwia,Paragwajem a szczegolnie z
    Venezuela...<<<
  • borasca0107 16.06.05, 18:30
    the_canadian napisał:

    > W sumie widziales niewiele; i nie widziles wielu BARDZO intersujacych miejsc.
    > Kwestionuje ponizsze stwierdzenia:
    >
    > >>...Brazylia ale tylko wybrzeze...<<
    >
    > >>...Daj sobie spokoj z KOlumbia,Boliwia,Paragwajem a szczegolnie z
    > Venezuela...<<<



    ż... Y qué nosotros fumamos hoy, el seńor DeCanadianek? :))))


    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • the_canadian 17.06.05, 06:11
    Veo que aprendiste mucho. Ahora puedes viajar por toda America Latina sin
    problemas :))
  • borasca0107 17.06.05, 06:45
    the_canadian napisał:

    > Veo que aprendiste mucho. Ahora puedes viajar por toda America Latina sin
    > problemas :))

    por supuesto puedo, pero primero acabo de necesitar para tener una pastilla
    neta profesional de traductor implantada bajo la piel :p :))


    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • Gość: yskyerka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 13:25
    Doszły mnie słuchy, że w Boliwii zamknięto granice. Czy ktoś wie coś na ten
    temat? W żadnych gazetach nie mogę znaleźć potwierdzenia.

    Które internetowe serwisy informacyjne dot. Peru i Boliwii możecie polecić?
    Mogą być po angielsku, niemiecku albo hiszpańsku.
    TIA
  • nocnylot 12.06.05, 15:31
    Nic nie zamknieto. Jedynie czesc ladowych jest zablkowana, przez manifestantow.
    No i czesc kompanii, np. Lan Chile, odwolalo swe loty do Boliwii.
    nl
  • borasca0107 12.06.05, 17:12
    Gość portalu: yskyerka napisał(a):

    > Doszły mnie słuchy, że w Boliwii zamknięto granice.

    Granice napewno sa otwarte, jednak problem jest z dostaniem sie do nich.
    Drogi zarzucone kamieniami, glazami, a przy drogach protestujacy gotowi do
    obrzucenia kamieniami pojazdow, ktore jednak odwaza sie wyruszyc w podroz.

    Z tego co dowiedzialam sie bedac w Boliwii to lotnisko w La Paz zostalo
    zamkniete poniewaz pracownicy nie moga sie tam dostac - blokady drog.

    Trudno znalezc autobus, ktory 'ma ochote' na kurs... pozostaja taksowki ... ale
    drogie i na dodatek bardziej zdeterminowani kierowcy nie wyjasnia dokladnie jak
    niebezpieczna jest trasa tylko jada w ciemno - co bedzie to bedzie...

    > Czy ktoś wie coś na ten
    > temat? W żadnych gazetach nie mogę znaleźć potwierdzenia.

    ja tez nic nie moglam znalezc na necie bedac tam
    - wiecej dowiedzialam sie na tym forum:))))

    > Które internetowe serwisy informacyjne dot. Peru i Boliwii możecie polecić?
    > Mogą być po angielsku, niemiecku albo hiszpańsku.

    O Peru mozesz byc spokojna... jedynie kierowcy autobusowi jacys tacy
    naburmuszeni... a o Boliwii udalo mi sie jedynie znalezc to:
    www.forbes.com/home/feeds/afx/2005/06/09/afx2086526.html
    Osobiscie odradzam wyjazd do Boliwii dopoki nie uspokoi sie tam troche.
    Jednak musze przyznac, ze wlos z glowy mi nie spadl - no chyba, ze sam
    wyskoczyl ze strachu:)) - i z mniejszym lub wiekszym stresem udalo mi sie
    zobaczyc wszystko co planowalam - jednak z powodu blokad pobyt przedluzyl mi
    sie z 7 dni do dwoch tygodni...

    Jesli masz ochote mozesz napisac pod ten adres - boliviaoscar@hotmail.com -
    jesli napiszesz, nie zapomnij dodac, ze adres dostalas od bozeny:) Ten
    Boliwijczyk wyslal nas na Salar de Uyuni, pojechal z nami na Chacalaya, i
    osobiscie przewiozl nas w nocy do Copacabany, poplywal z nami po Lake Titicaca,
    stamtad zawiozl nas do Puno... to tak na marginesie gdybyscie szukali
    sprawdzonego przewodnika (z poczuciem humoru!!) w La Paz:)) Jednak o sytuacji
    politycznej nie chcial z nami w ogole rozmawiac... wszystko dla niego bylo
    OK... grrr :) - moze nie chcial nas straszyc:))

    Dodam, ze bedac jeszcze w Peru i Ekwadorze, mimo strachu jakiego sie najadlam
    Boliwia podobala mi sie najbardziej, wiec jesli dotrzesz tam jakos
    napewno nie bedziesz zalowac:)

    Pozdrawiam serdecznie...

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • s.wawelski 12.06.05, 18:52
    Czy juz doszlas do siebie po podrozy? Pewnie masz mnostwo wrazen i jestes
    rozchwytywana wiec czasu masz niewiele, ale jak znajdzisz chwile czasu to napisz
    pare slow o czesci peruwianskiej i ekwadorskiej swojej podrozy.

    Pozdrowienia,

    S.W.

  • borasca0107 13.06.05, 08:05
    Hej Smoku!

    Jak narazie to tylko spie - stare sterane kosci swoje prawa maja - regeneruje
    sie, podkarmiajac sie w przerwach korniszonkami i marynowanymi sledzikami:)))-
    nareszcie!!!:) - ale w przerwach pomiedzy spaniem stwierdzilam, ze wrocilam
    uzalezniona - ciekawa jestem czy zgadniesz od czego (czym?) :)))))))

    Staram sie zmiejszac zdjecia, ale cos mi to nie wychodzi.. grrr
    Powolutku jednak opisze takze moj przejazd przez Peru do Ekwadoru - wolalabym
    jednak opowiesci poprzec fotkami:))) - stad ta zwloka..

    Swoja droga - amerykanskimi liniami lecialam ostatni raz - przewrocono nasze
    plecaki do gory nogami w Quito... nas dokladnie obmacano!! i tak sie dziwie, ze
    nie wyladowalysmy na rewizji osobistej... po czym plecaki zapakowalysmy
    szczelnie na lotnisku w folie, w Miami najwyrazniej przerzucono zawartosc
    plecakow jeszcze raz, i na lotnisku w Toronto tez doczekalysmy sie tylko we
    dwie zaszczytu przerzucania plecakow do gory nogami - ale tutaj (TO) facet
    przepraszajaco sprawdzal - traktowal nas z kultura... czy to jest normalne
    traktowanie podroznych wracajacych z Boliwii, Peru czy Ekwadoru???? Przez
    chwile mialam wrazenie, ze to pewnie dlatego,ze liscie koki gdzies na widocznym
    miejscu mi zakielkowaly:))) - wszystkie garnki jakie kupowalam po drodze -
    potluczone dokladnie.. nie popekane tylko potluczone.. wyciagnelam tylko
    zmiazdzone skorupy...i 'wcielo' mi dosyc drogi goretex...GRRRRRR
    Na lotnisku padaly pytania typu dlaczego we dwie podrozujemy - ??? -
    tlumaczenie dlaczego ja mam paszport kanadyjski, a kolezanka polski !!! - jak
    dlugo sie znamy, gdzie sie poznalysmy - zadano mi pytanko, ktora godzina !! a
    gdy powiedzialam, ze nie wiem padlo pytanie dlaczego nie wiem! bo nie mam
    zegarka ! GRRR - ile godzin spalam, o ktorej wstalam, ile godzin trwal lot -
    mimo, ze wyraznie powiedzialam, ze NIE MAM ZEGARKA... dlaczego akurat do
    Boliwii sie wybralam.. itp... czy to sa normalne pytania??? Jak zyje jeszcze
    nikt tak mnie nie potraktowal na lotnisku - czy to jest normalka na wszystkich
    liniach lotniczych jesli chodzi o ludzi wracajacych z Poludniowej Ameryki, czy
    moze to jest cecha szczegolna amerykanskich linii lotniczych? Swoja droga to
    dziwne, ze placi sie ciezkie pieniadze za bilet, a jest sie potraktowanym na
    lotnisku jak plebs... czekajac na lotnisku w Quito na swoja kolej zauwazylysmy,
    ze 'walizkowcy' traktowani byli normalnie, zadnego sprawdzania bagazu na
    miejscu, natomiast nieliczni 'plecakowcy' ladowali na stoliku itp...
    Do tej pory zeby mi zgrzytaja na mysl o odprawie celnej.. grrr
    Zastanawia mnie czy to tylko my doznalysmy lotniskowego 'zaszczytu' powitania
    chlebem po glowie i sola po oczach :) czy to jest norma amerykanskich linii
    lotniczych?

    Pozdrowionka.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • s.wawelski 13.06.05, 22:54
    Czesc Borasca!

    Przeczytalem z uwaga Twoj list 2 razy i wygladalo, ze linie lotnicze nie
    chcialy abys doznala zbyt duzego szoku kulturowego wiec Cie jeszcze troche
    potraktowali po boliwijsku. No ale zarty na bok. Nie wiem co bylo dokladnie
    przyczyna Twoich przygod ale ja bym na Twoim miejscu zrobil z tego uzytek i
    postaral sie odzyskac pieniadze za stracone przedmioty w bagazu. Nie jest dla
    mnie do konca jasne czy tak zle w Miami potraktowaly Cie sluzby graniczne
    (paszportowe), celne, czy tez urzednicy samych linii. USA byly dla Ciebie tylko
    krajem tranzytowym, wiec w ogole nie rozumiem dlaczego by Ci miano sprawdzac
    bagaz, nie powinnas go zobaczyc az dopiero w Toronto. W kazdym razie trzymam
    kciuki za Twoje powodzenie w odzyskaniu swego.

    borasca0107 napisała:

    > ale w przerwach pomiedzy spaniem stwierdzilam, ze wrocilam
    > uzalezniona - ciekawa jestem czy zgadniesz od czego (czym?) :)))))))

    No, nie jestem pewien: pisco sour? mate de coca? musica andina? chlodne gorskie
    powietrze? Krzyz Poludnia... Pomoz mi troche.
    >
    > Staram sie zmiejszac zdjecia, ale cos mi to nie wychodzi.. grrr
    > Powolutku jednak opisze takze moj przejazd przez Peru do Ekwadoru - wolalabym
    > jednak opowiesci poprzec fotkami:))) - stad ta zwloka..

    Poprzednio Ci sie udawalo, wiec zastosuj te sama metode.

    Ciekaw jestem co widzialas w Peru, i Twoje wrazenia z tamtad. W miare
    dochodzenia do siebie napisz pare slow i czekam na zdjecia.

    Trzymaj sie dzielnie,

    S.W.
  • borasca0107 15.06.05, 05:46
    s.wawelski napisał:

    > Przeczytalem z uwaga Twoj list 2 razy i wygladalo, ze linie lotnicze nie
    > chcialy abys doznala zbyt duzego szoku kulturowego wiec Cie jeszcze troche
    > potraktowali po boliwijsku.

    :)))))

    > No ale zarty na bok. Nie wiem co bylo dokladnie
    > przyczyna Twoich przygod ale ja bym na Twoim miejscu zrobil z tego uzytek i
    > postaral sie odzyskac pieniadze za stracone przedmioty w bagazu.

    zastanawiam sie czy w ogole jest sens - potrzebowalabym do tego przynajmniej
    kilku rachunkow, a w trakcie negocjacji na targach w SA wiadomo jak jest...ale
    moze chociaz jakas skarge na linie lotnicze napisze... jeszcze sie zastanawiam
    nad tym - pewnie juz i tak jestem na czarnej liscie, nie chcialabym tylko
    wysuwac sie na niej na pierwsze miejsce... kto wie kiedy mnie pokara jeszcze
    jakas podroz amerykanskimi liniami lotniczymi:)

    > Nie jest dla
    > mnie do konca jasne czy tak zle w Miami potraktowaly Cie sluzby graniczne
    > (paszportowe), celne, czy tez urzednicy samych linii.

    Lot z Toronto do La Paz przebiegl nam bez zadnych problemow i z pelna kultura:)

    Natomiast cale zamieszanie zaczelo sie na lotnisku w Ekwadorze.
    Zanim doszlysmy do urzednikow przyjmujacych bagaze i sprawdzajacych paszporty,
    poczekano przy nas bezczelnie az pracownik lotniska skonczy zawijac nasze
    plecaki w folie, zaplacilysmy grzecznie za ta usluge i bezposrednio
    stamtad 'zaproszono' nas na stoliki do kontroli bagazu...bardzo duzo wysilku
    kosztowalo mnie zachowanie spokoju - az mnie ponosilo, aby powiedziec cokolwiek
    na temat tego czekania az zawiniemy szczelnie plecaki... grrrr

    Plecaki wyladowano na stole, nas kobieta wyprosila 'za tasme'... nie pozwolono
    nam zapakowac sobie bagazu tylko sami po dokladnym sprawdzeniu upychali
    wszystko z powrotem - az wlosy mnie bolaly na sama mysl o tych nieszczesnych
    glinianych garnkach skupowanych skrupulatnie po drodze na targach... po
    wszystkim nie oddano nam tych plecakow do reki tylko facet dzwigal je do
    odprawy ... myslalysmy, ze na tym zakonczy sie przeszukiwanie bagazu, wiec
    stwierdzilysmy, ze zanim oddamy te plecaki to chcemy je jednak zapakowac w ta
    nieszczesna folie... wiec z warczeniem zaniesiono nam te plecaki do maszyny
    foliowej - bali sie abysmy w tym czasie nie napakowaly czegos do plecakow, czy
    ki diabel...po chwili zafoliowane plecaki oddalysmy wreszcie na bagaz...tam
    musialysmy odpowiadac na czesc durnych pytan...potem nastepna seria pytan
    jeszcze mniej uprzejmych nastapila na lotnisku w Miami... (bez bagazu, ktory
    mialysmy odebrac dopiero w Toronto) - Stany, kraj tranzytowy!! nawet nie
    wychodzilysmy z lotniska, a obmacano nas!! po raz drugi !! Tam musialam
    tlumaczyc dlaczego razem podrozujemy, skad sie znamy, co tu porabiamy!!!
    pytania o godzine - do glowy mi nie przyszlo, ze facet pyta mnie o to jak dlugo
    nie spie, myslalam, ze padlo pytanie jak dlugo mnie nie bylo wiec
    odpowiedzialam, ze prawie miesiac - drobna roznica pomiedzy 'awake' a 'away' i
    zaczely sie zwariowane, bezczelne pytanka o godzine itp... staralam sie jednak
    ciagle byc uprzejma... w koncu jego wysokosc amerykanska uznala, ze jednak
    chyba samolotu nie uprowadzimy, ewentualnie nie wysadzimy w powietrze i
    przepuscila nas! Nastepny szok przezylysmy w Toronto gdzie nasze ponownie
    przepakowane plecaki, juz bez folii, wyladowaly na tasmie...moj plecak wyraznie
    jakby mniej wypchany... no i ponioslo mnie zupelnie gdy jako jedyne z samolotu
    wyladowalysmy znow na kontroli bagazu... tym razem dostalo sie facetowi, ktory
    nas sprawdzal...przepraszajac zaczal sie tlumaczyc, ze to nie od niego zalezy,
    ze oni musza sprawdzac bagaze przylatujace z poludniowych krajow, a przeciez
    jakby nie bylo to Ekwador lezy najblizej narkotykowej Kolumbii, pelen samolot
    pasazerow a tylko w naszych plecakach szukaja narkotykow?

    Stad moja ciekawosc jak traktowani sa inni pasazerowie podrozujacy american
    airlines, ewentualnie wracajacy innymi liniami z Ameryki Poludniowej... jesli o
    mnie chodzi to pierwszy raz w historii swoich podrozy zostalam potraktowana jak
    smiec... czy to jest norma dla innych pasazerow czy tylko my mialysmy
    tyle 'szczescia' ?

    > USA byly dla Ciebie tylko
    > krajem tranzytowym, wiec w ogole nie rozumiem dlaczego by Ci miano sprawdzac
    > bagaz, nie powinnas go zobaczyc az dopiero w Toronto.

    tak .. jak juz wyzej wspomnialam Miami bylo krajem tranzytowym i bagaz
    rzeczywiscie zobaczylam dopiero w Toronto, ale bez folii, przepakowany i
    dosyc 'okrojony' ... grrrr

    > W kazdym razie trzymam
    > kciuki za Twoje powodzenie w odzyskaniu swego.

    swego napewno juz nie odzyskam... zreszta minal juz tydzien, a ja jeszcze nie
    mialam czasu aby cokolwiek ze skarga zrobic... zobacze jak to sie potoczy.

    > > ale w przerwach pomiedzy spaniem stwierdzilam, ze wrocilam
    > > uzalezniona - ciekawa jestem czy zgadniesz od czego (czym?) :)))))))
    >
    > No, nie jestem pewien: pisco sour? mate de coca? musica andina? chlodne
    gorskie
    > powietrze? Krzyz Poludnia... Pomoz mi troche.

    to tez.. :) ... ale najbradziej uzaleznilam sie od zupy quinoa:)
    powaznie - jest na rowni z lodami:))
    Podczas calego pobytu przynajmniej w Boliwii to byla jedyna potrawa, ktora
    moglam jesc bez problemu - nie przejadla mi sie ! :)))

    > Poprzednio Ci sie udawalo, wiec zastosuj te sama metode.

    poprzednio niestety tylko umieszczalam te fotki, ktore raczyly zmniejszyc sie
    do wymaganych rozmiarow, a nie te ktore naprawde chcialam pokazac.. grrr :(

    > Ciekaw jestem co widzialas w Peru, i Twoje wrazenia z tamtad. W miare
    > dochodzenia do siebie napisz pare slow i czekam na zdjecia.

    Zdjecia juz powoli zaczynam umieszczac, wiec zapraszam:)

    Przez Peru niestety musialysmy juz pedzic, aby zdazyc na ten nieszczesny
    samolot z Ekwadoru... ale zdazylysmy spedzic dwa dni na jeziorze Titicaca,
    oczywiscie Macchu Picchu (ktore nawiasem mowiac bylo WOW!!:), potem zwiedzanie
    Cuzco i okolic, lot nad Nazca, i Chiclayo...(chyba niczego nie pominelam) ... a
    w Ekwadorze zaliczylysmy tylko wulkan Cotopaxi.. do dzungli juz nie
    dojechalysmy bo nas wystawiono do wiatru:) - tylko odwiedzilysmy Mitad del
    Mundo...i oczywiscie zakupy zakupy zakupy:)) ale to wszystko bylo zaliczane
    expresowym, niewyspanym, przemeczonym tempem:) - w sumie mialysmy dwie
    nieprzyjemne sytuacje w Peru i Ekwadorze.. ale o tym kiedy indziej:)

    Pozdrawiam serdecznie.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • yskyerka 14.06.05, 01:30
    O rany! Wielkie dzięki za informację. Do Peru lecimy pojutrze i pewnie na
    miejscu zdecydujemy, co dalej, bo sytuacja może się zmienić jeszcze nieraz.

    Dzięki za namiary na przewodnika, ale raczej nie będziemy mu zawracać głowy.
    Jedzie nas w sumie 13 osób, więc to trochę za dużo na takie przygody. Szkoda,
    bo marzył nam się salar, a chłopakom dodatkowo wejście na 6-tysięcznik.

    Z tym trzepaniem plecaków to też wesoło. Szlag by to! Ciekawe, co mój mąż
    powie, jak zacznę go namawiać na przepakowanie się w walizki. <rotlf> Już widzę
    jego minę. :)
  • Gość: dennis IP: 212.160.172.* 14.06.05, 18:24
    Jesli chodzi o Peru to potwierdzam, ze mozesz byc spokojna. Wrociłem wczoraj.

    Jedynym kłopotem komunikacyjnym była zablokowana okolica Juliaca-Puno (i tym
    samym droga Puno-Cusco, Puno-Arequipa) z uwagi na strajk kierowców w okresie od
    29 maja do 2 czerwca ale sytuacja juz sie wyjasniła i podrozowac mozna bez
    problemu.

    Z Peru do Boliwii droga lądowa raczej bedzie Ci troche ciezko podrozować.
    Zobacz troche panikarskie ale mimo wszystko ostrzeżenie hamerykanów:
    travel.state.gov/travel/cis_pa_tw/tw/tw_2538.html
    dennis



  • borasca0107 15.06.05, 06:21
    Gość portalu: dennis napisał(a):

    > Jesli chodzi o Peru to potwierdzam, ze mozesz byc spokojna. Wrociłem wczoraj.

    I jak bylo??? :)

    > Jedynym kłopotem komunikacyjnym była zablokowana okolica Juliaca-Puno (i tym
    > samym droga Puno-Cusco, Puno-Arequipa) z uwagi na strajk kierowców w okresie
    > od 29 maja do 2 czerwca ale sytuacja juz sie wyjasniła i podrozowac mozna bez
    > problemu.

    niezle... wyglada na to, ze jechalysmy ostatnim autobusem z Puno do Cuzco w
    takim razie??? Wyjechalysmy z Puno nocnym autobusem 28-go maja:)) Przeciez
    gdyby zablokowano nam tam tez droge to chyba na serio dostalabym apopleksji:))

    > Z Peru do Boliwii droga lądowa raczej bedzie Ci troche ciezko podrozować.

    Napewno bedziecie zwiedzac rowniez wyspy j. Titicaca, wiec najlepiej zapytajcie
    na miejscu... jesli beda jakies problemy to autobusy do La Paz nie beda po
    prostu kursowac i juz.

    Pozdrowionka.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • Gość: dennis IP: 212.160.172.* 15.06.05, 09:39
    "Jedynym kłopotem komunikacyjnym była zablokowana okolica Juliaca-Puno (i tym
    samym droga Puno-Cusco, Puno-Arequipa) z uwagi na strajk kierowców w okresie od
    29 maja do 2 czerwca ale sytuacja juz sie wyjasniła i podrozowac mozna bez
    problemu.

    > niezle... wyglada na to, ze jechalysmy ostatnim autobusem z Puno do Cuzco w
    > takim razie??? Wyjechalysmy z Puno nocnym autobusem 28-go maja:)) Przeciez
    > gdyby zablokowano nam tam tez droge to chyba na serio dostalabym
    apopleksji:))"

    Chyba zdazyłyscie prawie w ostatniej chwili. Nas ostrzegano przed blokada,
    ktora miała sie zaczac w nocy z 29 maja na 30 maja ale jakoś niespecjalnie sie
    tym przejelismy i poszlismy 29 na wieczorny autobus do Puno i okazało się, że
    było juz zapozno. Autobus dojechał tylko do Juliaca, ktora okazała sie juz
    zablokowana. Noc spedzilismy w autobusie w zablokowanym miescie i dopiero po
    opuszczeniu autobusu rano zaczelismy się przebijac do Puno. Transport
    kombinowany - na początek piechotka z plecakiem, poźniej tricyklo (podziwiałem
    naszego driver'a - gosc miał krzepe pedałował przez prawie godzine - a na pace
    dwie osoby z dużymi plecakami ;-)) az wreszcie jakis 'łamistrajk' w collecitvo,
    który dowiózł nas na rogatki Puno.
    Brzmi moze groźnie ale nie czulismy zadnego wiekszego zagrożenia - atmosfera
    wsród strajkujacych kierowców była raczej piknikowa ale sytuacja w Boliwii to
    chyba inny kaliber - zgadzam sie z Tobą, że nalezy na południu Peru zrobić
    dokłane rozeznanie co do sytuacji na drodze do La Paz

    Pozdr,
    dennis
  • borasca0107 16.06.05, 20:31
    Gość portalu: dennis napisał(a):

    > Chyba zdazyłyscie prawie w ostatniej chwili. Nas ostrzegano przed blokada,

    kto wie.. moze nas tez ostrzegano po hiszpansku - ja jednak potrafie
    tylko bezblednie wylapac z hiszpanskiego slowo cerveza:)))) - reszta to ciagle
    czarna magia.

    Jak dlugo byliscie w Peru? Moze zajrzysz na forum zdjec z podrozy i podzielisz
    sie jakimis fotkami i opowiesciami??? :)))

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • Gość: dennis IP: 212.160.172.* 17.06.05, 09:49
    Długośc naszego pobytu w Peru, czyli trzy tygodnie, wzbudzała wsrod napotkanych
    podrózujacych politowanie i wspołuczucie ;-). Starczyło czasu jedynie żeby
    zobaczyc południowe Peru.

    Jestem na etapie robienia porządków z fotkami;-). Niestety jako poczatkujący
    uzytkownicy cyfrówki cykalismy bez opamiętania. Postaram się wrzucic trochę
    zdjęć w najblziszym czasie.
    Pozdrawiam,
    d.


    W czasie łikendu
  • borasca0107 17.06.05, 15:35
    Gość portalu: dennis napisał(a):

    > Długośc naszego pobytu w Peru, czyli trzy tygodnie, wzbudzała wsrod
    > napotkanych podrózujacych politowanie i wspołuczucie ;-).
    > Starczyło czasu jedynie żeby
    > zobaczyc południowe Peru.

    no ladnie:)))))

    to ja moge szczerze powiedziec, ze w takim razie w ciagu miesiaca pedzac przez
    trzy kraje widzialam mniej niz zero:))
    Tez wzbudzalismy wspolczucie - ludzie, z ktorymi ucinalismy sobie pogaduchy
    byli 'w drodze' srednio od lub do dziewieciu miesiecy!!! - po jakims czasie
    glupio nam bylo przyznawac sie do miesiaca:))

    > Jestem na etapie robienia porządków z fotkami;-). Niestety jako poczatkujący
    > uzytkownicy cyfrówki cykalismy bez opamiętania.

    cale szczescie!! mam nadzieje, ze nie poskapisz fotek!!:))

    Pozdrowionka.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • borasca0107 15.06.05, 06:10
    yskyerka napisała:

    > Dzięki za namiary na przewodnika, ale raczej nie będziemy mu zawracać głowy.

    Nie chodzilo mi o Wasze korzystanie z jego uslug - napewno jednak opisze Wam
    sytuacje w Boliwii ... tzn. mam nadzieje:) - gdy tam bylismy w czasie
    zamieszek, albo najwyrazniej nie chcial nas straszyc, albo bal sie, ze wycofamy
    pieniadze i na wlasna reke wydostaniemy sie z Boliwii bo na kazde pytanie
    odnosnie sytuacji odpowiadal, ze albo jest ok. albo tylko ze autobusy nie
    jezdza bo drogi zablokowane.. i zmienial temat... jednak z ludzi, ktorych tam
    poznalysmy on jest najbardziej takim jakby europejskim odpowiednikiem
    Boliwijczyka.. wiec maila na wszelki wypadek zachowajcie, moze sie przyda:))

    > Jedzie nas w sumie 13 osób, więc to trochę za dużo na takie przygody. Szkoda,
    > bo marzył nam się salar, a chłopakom dodatkowo wejście na 6-tysięcznik.

    W zaleznosci od tego ile macie czasu - jesli jestescie bardzo zdeterminowani
    aby zobaczyc salar de uyuni (a warto!!) to mozecie po prostu przejechac
    autobusami przez Chile, zwiedzajac przy okazji Atacame wjechac do Boliwii z
    drugiej, tej odludnej strony:) - gdyby nam sie nie udalo dotrzec tam autobusami
    i samolotem z La Paz to rozwazalysmy wlasnie taka mozliwosc, ale nie mialysmy
    okazji tak dokladnie sprawdzic na ile ten plan dojazdu z drugiej strony bylby
    realny w tak krotkim czasie, ale warto o tym pomyslec.

    > Z tym trzepaniem plecaków to też wesoło. Szlag by to! Ciekawe, co mój mąż
    > powie, jak zacznę go namawiać na przepakowanie się w walizki. <rotlf> J
    > uż widzę
    > jego minę. :)

    Ja tez chcialabym zobaczyc ta mine!:))))))
    i ogolnie 13 osob w Andach na szlaku z walizkami na kolkach:)))

    Zauwazylam rowniez na lotnisku w Quito, ze tylko przy amerykanskich liniach
    staly stoly ... do sprawdzania bagazow... sasiednia kolejka do KLM takowych juz
    w okolicy nie miala... i na dodatek to bylo Quito, a Wy wracacie chyba z Peru?

    Ja do tej pory nie wiem czy takie traktowanie na lotnisku jakie nam zafundowano
    to jest norma czy tylko nam, polsko kanadyjskim VIPkom:) zafundowano
    specjalne 'atrakcje' ... w kazdym razie moich cukierkow z lisci koki nikt nie
    ruszyl z torby i bezpiecznie dojechaly do domu:))

    Szerokiej drogi!!!
    Powodzenia.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • s.wawelski 15.06.05, 17:39
    Aby nie szarpac tego watku w roznych miejscach naraz odpisze Ci na Twoje
    wszystkie posty na samym koncu.

    Gdy sie zapoznalem z Twoja jeszcze dokladniejsza relacja z podrozy to na glowie
    mi sie jezyl wlos a w kieszeni otwieral scyzoryk. Na szczescie nigdy czegos
    takiego nie przezylem na wlasnej skorze a nawet wsrod znajomych nigdy nikomu sie
    cos takiego nie przydarzylo. Z Quito do Miami lecialem tez lecialem AA i ani w
    Quito ani w Miami nikt mi nic nie sprawdzal ani o nic nie pytal. Sprawdzano nam
    tylko nasze male plecaczki jako bagaz podreczny. Niemniej faktem jest, ze
    mielismy walizki. Jedyne co mi przychodzi do glowy to to, ze poniewaz przez cala
    swoja podroz mialas do czynienia z lisciami coca to piesie lotniskowe mogly to
    wyczuc i dlatego za kazdym razem Was brano na dokladniejsza rewizje. A moze to
    po prostu tylko zemsta Atahuelpy przybrala taka forme? Uwazam, ze powinnas
    jednak zlozyc skarge do AA. Ja prawdopodobnie przedlozym rachunek za cos co
    moglo zginac w czasie rewizji aby wyjsc na swoje. W razie gdyby AA nie
    zareagowaly wyslalbym rowniez notatke do Kanadyjskiego Ministerstwa Transportu,
    komorki, ktora zjamuje sie sprawnoscia przelotow i stoi na strazy praw
    konsumentow. Kiedys mialem zatarg z Avisem (poszlo o prawie $7000) i odpowiednie
    pismo do Ministerstwa Sprawiedliwosci (Consumers Fraud Division) Stanu Maine
    doprowadzilo do odzyskania pieniedzy. Trwalo to blisko rok i przybylo mi troche
    siwych wlosow ale zakonczylo sie po mojej mysli. Dowiedz sie co mozesz zrobic w
    Kanadzie w tym wzgledzie, ale dla dobra sprawy nie nalezy czemus takiemu poblazac.

    Trzymam mocno kciuki!!!

    Pisze te slowa nie sprawdzajac jeszcze Twoich zdjec. Tak, ze na razie.

    S.W.
  • nocnylot 15.06.05, 19:28
    Bez przesady. Psy nie sa szkolone na wykrywanie lisci koki. Kokaina i koka to
    dwie zupelnie rozne rzeczy. Niemal za kazdym razem jak wracam z ameryki
    poludniowej wioze ze soba liscie koki i niejednokrotnie moj bagaz z nimi byl
    wachany przez psy i nawet ogonem nie zamerdaly... Celnicy tez wiedza jaka jest
    roznicy bo kilka razy pytano mnie co to jest i uczciwie odpowiadalem nie
    wywolujac u nikogo zadnego zaciekawienia. Liscie koki nie sa zabronionym
    towarem.
    nl
  • nocnylot 15.06.05, 19:29
    Borasca? A jadlas cos w samolocie? Czy moze zrezygnowalas z posilku? Bo jesli
    zrezygnowalas to moze to wlasnie tlumaczyc przesluchanie... Mnie tez sie to
    kiedys zdarzylo.
    nl
  • the_canadian 16.06.05, 08:24
    Cos komary mniej gryza; pewnie sie w koncu dobraly do Ciebie??

    Dwie uwagi:

    1. Jak placisz 1/3 ceny biletu i siedzisz w ogonie samolotu kolo toalety to nie
    mozesz oczekiwac takiego samego traktowania jak ci co zaplacili trzy razy tyle
    i siedza z przodu .... Zwykly zdrowy rozsadek!!

    2. Co co kontroluja przed wsiadaniem do samolotu to personel lini lotniczej,
    nie lokalne miernoty. Ameryka JEST W STANIE WOJNY i wielu ludzi kombinuje jak
    jej zaszkodzic. I wiekszosc z tych kombibnatorow to "plecakowcy". Jak bys np.
    leciala z KLM z Amsterdamu do (1) USA, i do (2) Johanesburga to na kazdej z
    odpraw beda Cie traktowac zupelnie inaczej. Samo zycie.

    A tak na marginesie to masz przechlapane..... z najwieksza linia lotnicza na
    swiecie.... i z najwieksza linia lotnicza w Kanadzie (wpisy na innym watku, Air
    Canada)!! Nie ma to jak rower :)) Albo truck!

    Czy te linie sa rzeczywiscie takie zle?? Czy moze cos nie tak z Toba??

  • borasca0107 16.06.05, 19:05
    the_canadian napisał:

    > Cos komary mniej gryza; pewnie sie w koncu dobraly do Ciebie??

    :))

    u mnie nie maja juz do czego sie tutaj dobierac - wszelkie nadwyzki zostaly
    wychlane przez te bzyczace potezne messerszmity w Everglades:))

    > Dwie uwagi:
    >
    > 1. Jak placisz 1/3 ceny biletu i siedzisz w ogonie samolotu kolo toalety to
    nie
    >
    > mozesz oczekiwac takiego samego traktowania jak ci co zaplacili trzy razy
    tyle
    > i siedza z przodu .... Zwykly zdrowy rozsadek!!

    GRRRRRR.. na toalecie do odprawy nie podjezdzalam, wiec nie powinno byc
    problemu??? :p

    > 2. Co co kontroluja przed wsiadaniem do samolotu to personel lini lotniczej,
    > nie lokalne miernoty. Ameryka JEST W STANIE WOJNY

    z Kanada??? Polska? grrr

    > Samo zycie.

    wiem wiem... jest jak jajo - trzeba je zniesc:)

    > A tak na marginesie to masz przechlapane..... z najwieksza linia lotnicza na
    > swiecie.... i z najwieksza linia lotnicza w Kanadzie (wpisy na innym watku,
    > Air Canada)!!

    weeeeeeeeeell... Air Canada tylko wyzywala sie systematycznie na moim bagazu,
    a nie na mnie - AA nie dorasta AC nawet do piet:)

    tak na marginesie - ostatnio wracajac z Meksyku, Mexicana Airlines, wszystkim
    pasazerom po kolei zagladano do walizek.. bylam jedyna z plecakiem i tylko mnie
    nie sprawdzano - to byly dopiero piekne czasy...aaaaaaaaaahhhh :))

    > Nie ma to jak rower :))

    :)))

    aahh.. ze tez Batory musial przestac plywac!!!!! :)

    > Albo truck!

    Nie odpuscisz mi z tym truckiem juz na wieki? :)))

    Swoja droga to dobra mysl - jak sie obraze juz na wszystkie linie lotnicze to
    przerzuce sie na podrozowanie truckiem, najlepiej Twoim :p grrrrrr - wiec
    powoli przygotuj miejsce dla mnie i mojego bagazu w przyczepie!!! grrrrr

    > Czy te linie sa rzeczywiscie takie zle??

    sama sie zastanawiam... :)

    > Czy moze cos nie tak z Toba??

    no nie.. tez mi nowina... to ze ze mna jest cos nie tak to juz od dawna
    wiadomo, ale jak do tej pory inne linie lotnicze wiedzialy jak delikatnie
    obchodzic sie z wariatami:)... a AA? - no chyba, ze trafil wreszcie swoj na
    swego :))

    ...fakt, ze zagotowalo sie we mnie poteznie i w sekunde para poszla uszami
    gdy w Quito okazalo sie, ze facet stoi przy nas i czeka na zafoliowanie naszych
    plecakow tylko po to aby nas od razu na stolik zaprosic do kontroli... pioruny
    oczami napewno puszczalam, usmiech z twarzy natychmiast odkleilam... ale nie
    pisnelam nawet slowka... grrr - ale co to bylo w Miami? eehh... ja chyba za
    czesto ostatnio latam i juz automatycznie alergicznie na mnie reaguja.. :)


    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • the_canadian 17.06.05, 06:12
    Wrzuce dodatkowy snopek slomy do kabiny. Powinno wystarczyc!!
  • borasca0107 17.06.05, 15:42
    the_canadian napisał:

    > Wrzuce dodatkowy snopek slomy do kabiny. Powinno wystarczyc!!

    no nie bylabym taka pewna.. grrrrrrrr :)

    a swoja droga - gdzies czytalam, ze przejezdzajac przez SA
    z trucka systematycznie w y s i a d a l e s :))))
    a fotki gdzie???? :)))

    Pozdrowionka.


    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • the_canadian 17.06.05, 16:19
    To byl/pisal The_American!! :))
  • borasca0107 17.06.05, 18:44
    the_canadian napisał:

    > To byl/pisal The_American!! :))

    ha! Mozesz sie podpisywac nawet jako
    the_queen_of_england - i tak Cie rozpoznam:)))))

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • borasca0107 16.06.05, 19:08
    nocnylot napisał:

    > Borasca? A jadlas cos w samolocie? Czy moze zrezygnowalas z posilku? Bo jesli
    > zrezygnowalas to moze to wlasnie tlumaczyc przesluchanie...

    no nie... z posilku to ja nawet przez sen korzystam... :)))

    ale fakt - spalam jak susel... to dlatego te pytania o godziny, pobudke i takie
    tam??? eehh...:)

    > Mnie tez sie to
    > kiedys zdarzylo.


    przepuscili Cie przez rentgena w poszukiwaniu worka z narkotykami w
    zoladku???? :)))


    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • nocnylot 17.06.05, 00:47
    Nie rentgena... Gorzej, duzo gozej... A wszystko dlatego, ze nie jadlem. I pan
    mi pozniej wyjasnil, ze to wlasnie z tego powodu. Ze sluzby antynarkotykowe
    maja deal ze stewardesami i te sygnalizuja, kto odmawia przyjmowania posilkow...
    nl
  • borasca0107 17.06.05, 15:38
    nocnylot napisał:

    > Nie rentgena... Gorzej, duzo gozej... A wszystko dlatego, ze nie jadlem. I
    pan
    > mi pozniej wyjasnil, ze to wlasnie z tego powodu. Ze sluzby antynarkotykowe
    > maja deal ze stewardesami i te sygnalizuja, kto odmawia przyjmowania
    > posilkow..

    aahh!! a ja jeszcze narzekam!!

    mialam wrazenie, ze o czyms zapomnialam:))))
    mianowicie, zapomnialam zapytac Cie jakimi liniami leciales??! :)))

    Pozdrowionka.

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • nocnylot 17.06.05, 17:35
    To byla Iberia.
  • borasca0107 17.06.05, 18:46
    nocnylot napisał:

    > To byla Iberia.

    Iberia?... hmmmm.. no to siup to kapowniczka na czarna liste:)))))

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • borasca0107 16.06.05, 20:22
    s.wawelski napisał:

    > Jedyne co mi przychodzi do glowy
    > to to, ze poniewaz przez cal a swoja podroz mialas do czynienia z lisciami
    > coca to piesie lotniskowe mogly to
    > wyczuc i dlatego za kazdym razem Was brano na dokladniejsza rewizje.

    eeehh.. nie mysle...zadnej zwierzyny na lotniskach nie widzialam,
    a z tymi lisciami to az tak zle nie bylo - w La Paz kupilam na poczatku jedna
    mala zielona torebeczke lisci za dwa bolivianos i dwie trzecie tego wyrzucilam
    w Quito przed odlotem... gdyby te liscie mialy smak np. poziomkowych lodow to
    pewnie zzielenialabym od ich zucia:)) - a tak? smak mialy wstretny, wiec
    korzystalam z nich tylko wtedy gdy moj organizm juz zupelnie zaczynal
    strajkowac... ale chyba bardziej pomagala mi wtedy autosugestia, ze po ich
    przezuciu powinno mi sie polepszyc, niz faktyczne lisciaste wlasciwosci... nie
    mysle, ze wlasnie lisci szukano w bagazach - zreszta kto ich wie...

    > A moze to po prostu tylko zemsta Atahuelpy przybrala taka forme?

    to pewnie tez:))

    > Uwazam, ze powinnas
    > jednak zlozyc skarge do AA.

    powoli dojrzewam do tego... ale... jesli mnie wtedy wrzuca do komputera na
    czarna liste to wtedy pewnie sie zacznie :)) - pozostana mi tylko wypady na
    Kube:))

    > komorki, ktora zjamuje sie sprawnoscia przelotow i stoi na strazy praw
    > konsumentow. Kiedys mialem zatarg z Avisem (poszlo o prawie $7000)
    > i odpowiednie pismo do Ministerstwa Sprawiedliwosci (Consumers Fraud
    > Division) Stanu Maine doprowadzilo do odzyskania pieniedzy. Trwalo to blisko
    > rok i przybylo mi troche siwych wlosow ale zakonczylo sie po mojej mysli.

    Zazdroszcze Ci determinacji... jednak w Twoim przypadku bylo o co walczyc.
    Ja niestety glinianych garnkow nie odzyskam - kosztowaly grosze, mialy jednak
    dla mnie wartosc sentymentalna... a goretex? no coz...troche kosztowal, ale...
    moze rzeczywiscie zapomnieli po prostu wpakowac z powrotem do plecaka i czekaja
    na zgloszenie? ... dam znac jak sie sprawy potoczyly.

    > Dowiedz sie co mozesz zrobic w
    > Kanadzie w tym wzgledzie, ale dla dobra sprawy nie nalezy czemus takiemu
    poblaz
    > ac.
    >
    > Trzymam mocno kciuki!!!

    dzieki!

    --
    "God, if you can't make me thin,
    please make my friends fat" :)
  • zla.kobieta 18.06.05, 10:38
    witam wszystkich :)
    jakimi liniami lecieliscie do boliwii? ktorymi wychodzi najtaniej? chcemy
    leciec w pazdzierniku i wlasnie szukamy w miare tanich biletow.
    pozdrawiam serdecznie
  • zla.kobieta 21.07.05, 13:54
    bardzo bardzo dziekuje :)
  • yskyerka 16.07.05, 18:31
    Uff... No to wróciliśmy. :) W środę wieczorem, ale dopiero dzisiaj miałam czas,
    żeby się wyspać i dojść do siebie. Ech...

    W Boliwii już spokój, turystów na razie mało, więc w agencjach i z
    przewodnikami można (i trzeba!) się targować. Salar jest przepiękny, La Paz i
    okolice również. Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu, bo jeszcze z tydzień by
    się przydał.

    W Peru też spokojnie, strajki się skończyły, ale kierowcy chyba postanowili
    sobie odbić za straty postrajkowe, bo w drodze z Cuzco do Puno z autokaru
    zwinęli dwa plecaki. Dopiero później miejscowi powiedzieli nam, że na tej
    trasie to normalne, i jeśli jeździć autobusem, to tylko liniami Ormeńo albo
    Cruz del Sur. Są trochę droższe, ale bezpieczne, a mając do wyboru dopłacić
    więcej albo stracić cały sprzęt wspinaczkowy, śpiwory puchowe i wszystkie
    najcieplejsze ciuchy (część ludzi wchodziła w Boliwii na 6-tysięcznik, a
    wszyscy byliśmy na trekkingu pod Huaraz), nie było się nad czym zastanawiać. W
    każdym razie do Puno będę już chyba miała uraz na całe życie.

    Za to Cuzco i Areqiupa są śliczne! Też przydałoby się trochę więcej czasu...
    Może jeszcze kiedyś uda mi się tam pojechać.

    Lecieliśmy KLM-em, więc ominęły nas przyjemności trzepania bagażu. Na lotnisku
    w Amsterdamie tylko już w rękawie obwąchiwały nas psy, a przy samym wyjściu z
    rękawa była odprawa celna, co trochę nas zdziwiło, ale widocznie Ameryka
    Południowa ma swoje prawa. W Polsce wyrywkowa kontrola, dwie osoby trafiły na
    sprawdzanie bagażu, ale skarpetki potrekkingowe na górze plecaków zrobiły swoje
    i skończyło się na prześwietleniu. ;)

    Ogółem było wspaniale, a teraz... czas zacząć planować następną wyprawę. :)


  • katahdin 16.07.05, 19:02
    yskyerka napisała:

    > wszyscy byliśmy na trekkingu pod Huaraz),
    > Ogółem było wspaniale, a teraz... czas zacząć planować następną wyprawę. :)

    tylko pozazdroscic tak dlugiego , wspanialego urlopu.
    Strasznie jestem ciekawa jaka trase wybralas w Andach,
    i w jakim kierunku planujesz nastepna ?

  • yskyerka 17.07.05, 02:25
    katahdin napisała:
    > Strasznie jestem ciekawa jaka trase wybralas w Andach,
    > i w jakim kierunku planujesz nastepna ?

    Okolice Huaraz: Park Narodowy Huascaran, jezioro Querococha, Chavin, Pasto Ruri.
    A już w Boliwii panowie wchodzili na Huayna Potosi, a my w tym czasie byłyśmy
    na Chacaltai, w Dolinie Księżycowej i w Tiahuanaco.

    A co dalej, nie wiem. Namawiam męża na Kubę, dopóki Castro jeszcze żyje. Byłam
    tam kilka lat temu i chętnie zobaczyłabym kilka nowych miejsc. Jak nie Kuba, to
    może Ameryka Środkowa, bo marzy mi się Gwatemala. Ale z kolei chłopaki
    przebąkiwali coś o północnych Indiach, Ladakhu itp. Pożyjemy, zobaczymy. :)


    --
    Jest dobrze, ale nie beznadziejnie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka