Komentarze do artykułu
427 km rzeką Nahanni w 8 dni
Piękna i tajemnicza Nahanni przepływa przez trudno dostępne góry MacKenzie, wcina się w potężne kaniony i tworzy zjawiskowy wodospad Virginia Falls, dwukrotnie wyższy od Niagary. Pokonaliśmy ją łodzią...
Re: Sorki Macieju, ale jesli ktos
Autor:
Gość: Sorry
IP: *.cpe.net.cable.rogers.com
22.10.08, 19:39
Doceniam u Ciebie zylke podroznika i chwala Ci za to, zes nie
klasyczny "hotelowiec z Hurgady". Zwracaj jednakze wieksza uwage na
to co i jak piszesz.
Nahanni nie jest glowna rzeka Marsa i sila rzeczy chcac nia splynac,
z jakimis tubylcami musiales sie spotkac. Ba, nawet bez ich
uprzejmosci i pomocy nic z Twojej wyprawy by nie wyszlo, wiec tym
bardziej nie zasluguja sobie na lekcewazenie i ignorancje. Jako
rasowy podroznik zapewne wiedziales wybierajac sie w te strony, ze
dla pierwszych mieszkancow tych ziem okreslenie "indianin" jest
okresleniem obrazliwym. Wsiadajac we Frankfurcie w samolot tez
pewnie zauwazyles, ze wizy amerykanskiej nie musiales zalatwiac na
Pieknej w W-wie.
Wyobraz sobie, ze ja zapalalem checia splywu Dunajcem i opowiesc
swoja zaczynam od tego, ze wyladowalem w sennym miescie Zakopane,
ktore jest stolica kantonu Tatr (lub Tatrzanskiej Oblasti).
Nastepnie blabla blabla i dochodzimy do momentu, ze pierwszy etap
powrotu do cywilizacji trwal trzy godziny i na poczatek podwiozl nas
swoim fiakrem mily "Hanys" czy tez inny "Polack" (jako plynnie
wladajacy angielskim pewnie wiesz co to znaczy)... i tak dalej. Jak
Ci sie podoba? Mam nadzieje, ze jako wyksztalcony czlowiek nie
bedziesz sie uciekal do prob udowadniania, ze w Polsce zwyczjowo tak
sie okresla .....itp. Ja wiem, ze w kraju wielu swiecie wierzy, ze
Murzynek Bambo nie chce mleka i od kapieli na drzewo ucieka z
wiadomych powodow i beda w najlepszej wierze bronic swego stanowiska
do upadlego, bo tak ich przeciez w szkole uczyli.
PS Plemie czy jak wolisz szczep, na ktore sie w koncowce powolujesz
nazywa sie Dena nie Dene, ale mam nadzieje, ze to tylko literowka
tym razem ;)
Zycze kolejnych tysiecy kilometrow przeplynietych rzek, ale juz w
prawdziwej "kanadyjce", a nie koreanskim cudaku.