Witajcie,
pomóżcie mi zdiagnozować chorobę, z którą już od kilku lat walczę. Najzdrowsza byłam do 1999 roku, kiedy miałam operację skoliozy w Konstancinie. Później było różnie - kręgosłup czasami pobolewał tak jak przed operacją. Generalnie ani gorzej ani lepiej. W 2006 roku miałam wypadek samochodowy (stłuczenie pnia mózgu, śpiączka 1 m-c i problemy z tym związane np.podwójne widzenie). Od tego czasu mam obolałą lewą stronę ciała, głównie biodro, noga i część lędźwiowa (bezpośrednio po wypadku miałam również problemy z prawą stroną - delikatny niedowład, ale teraz jest prawie ok ). Od tej pory leczę się neurologicznie. Również w 2008 roku miałam operację mięśni oka i od tamtej pory widzę powiedzmy, że prawie normalnie oraz usunięto mi pręt zamocowany dawniej przy kręgosłupie. W 2010 roku, pomimo stałej opieki neurologicznej wystąpiła u mnie ciężka anemia (Hb 6,1). Miałam toczoną krew i od tego czasu problemy z utrzymaniem prawidłowych wyników krwi. Bardzo boli mnie biodro, noga i miejsce w części lędźwiowej kręgosłupa. W ubiegłym roku miałam toczoną krewi i wyszło, że takie wyniki są z niedoboru żelaza wynikające z wrzodów żołądka. W czerwcu tego roku byłam ponownie badana przez ortopedę i ten wykonał mi usg stawów biodrowych i stóp. No i wydaje się, że coś drgnęło na drodze do postawienia jakiejkolwiek diagnozy co mi dolega. Otóż wyszło denegeracyjne uszkodzenie obrąbka stawu biodrowego oraz przewlekłe stany zapalne w stopach. Teraz zaczęłam leczenie u reumatologa. Byłam zaskoczona, że powinnam się leczyć u takiego lekarza, ale tak zrobiłam. Reumatolog oprócz tego, że zalecił mi dietę rzekomo przeciwzapalną tj. bez mięsa i nabiału, zlecił mi badania antygenów, jarsiniozy, różnych przeciwciał itd. Podaję wyniki:HGB 11,5 (granica - to i wynik żelaza 32 nakazał mi zrezygnować z diety, na której byłam 3 tygodnie, pomimo zapewnień lekarki o jej bezpieczeństwie - logika wzięła górę i w tej chwili za namową neurologa biorę żelazo), RBC 4,05 (norma), WBC 6,7 (norma), OB 11 (norma), kwas moczowy 6,6 (trochę za wysoko), AST 57,0 (za wysoko), ALT 100,0 (za wysoko - jednak może to być spowodowane sterydami podanymi w czerwcu), Erytrocyty w moczu, obecność HLA B027, jersinioza wygląda następująco:
LPSY03 IgA 4,1 IgG 5,2 IgM 11,4
LPSY08 IgA 9,4 IgG 7,2 IgM 11,6
LPSY09 IgA 6,1 IgG 5,1 IgM 10,6
LPSY pseudotuberculosis I IgA 5,2 IgG 6,0 IgM 13,1
Salmonelloza:
LPS Salmonelloza OB + OD IgA 7,8 IgG 12,1 IgM 19,6
wynik ujemny <8
wątpliwy 8-12
dodatni >12
Białka wydzielnicze Yop IgA 3,7 IgG 4,4 IgM 9,1
anty TPO 110,2 (przy normie do 34)
białko całkowite 8,63 (przy normie do 8,30)
test na chlamydię wyszedł chyba ujemnie
wykryto przeciwciała przeciwjądrowe w ANA 3 - Jo1
Powtórzę co mi dolega: duży ból biodra i lędźwi, generalnie pleców u dołu z lewej strony, puchną mi nogi i bolą - kupiłam w tym roku kilka par butów, ale to na nic się zdało, bo po prostu mam całe obrzęknięte, puchną mi też dłonie i jak wracam z zima - nawet -1 stopień mrozu są bardzo podrażnione i to boli jak dochodzą do siebie. W ogóle to cały czas praktycznie jest mi zimno. Szukając w internecie doszłam, że może to być ZZSK, ale dużo też wskazuje na RZS. Tarczycę (badanie usg) mam w normie. Z morfologią krwi, to bywa różnie, chociaż już od jakiegoś czasu były to wyniki prawidłowe, ale od października znowu się sypie.
Proszę doradźcie coś, bo jestem już załamana takim ciągłym szukaniem przyczyny mojego stanu zdrowia i wydawaniem kupy kasy na to. A ja chciałabym przeżyć jeden chociaż dzień bez bólu i cały czas mam nadzieję, że tak się stanie, tylko nie natrafiłam jeszcze na dobrych lekarzy. Wierzę w to, że może ktoś coś podpowie, a nie tak jak u lekarza, że muszę za to płacić kasę, która jest "lekką ręką" rozdawana na tego typu usługi. Niestety cały czas mam nadzieję.