Dodaj do ulubionych

Chyba potrzebuj pomocy....

03.09.09, 22:42
Pierwszy raz jestem na takim forum i jestem zaskoczona tym co
czytam... Myslalam ze to nie bedzie tak zle, ale widze ze moj
optymizm jest wygorowany. Choruje od 9 miesiecy i staram sie walczyc-
mialam nadzieje ze to nie ja, to nie ta choroba ale wszytsko co
piszecie pasuje do mnie i wiem ze to nie pomylka. JEdno mnie dobija
najbardziej- nie tyle sam bol co brak zrozumienia innych. Nikt nie
stara sie nawet pojac jaki to bol ze az sie wstac niemoze. Przeraza
mnie to wszystko, nawet zdan nie potrafie ulozyc normalnie! Jak ja
mam im wszystkim wytlumaczyc ze juz lepiej nie bezie? nikt tego nie
rozumie i co chwila sie pytaja jak sie czujesz?!?! a co ja mam
powiedziec?? zle..? to juz tysiace razy slyszeli, a jak powiem ze
dobrze t sklamie i i tak widac ze zle. A i jeszcze wszyscy mysla ze
nawet w polowie mnie nie boli tak jak ja to okazuje a tym czasem ja
nawet 1/4 nie okazuje jak mnie boli. Nikt nie slyszy jak placze i
jak bardzo cierpie. Zoladek to mi juz peka i zadna zmiana lekow nie
pomaga. Mam juz dosyc i chetnie bym to zmienila gdyby nie fakt ze
sie smierci boje jeszzce bardziej niz tego co mnie czeka. Przykro mi
ze zawiode wszystkich ktorzy we mnie wierza, mowia ze razem przez to
przejdziemy a to nieprawda, sama z tym powoli zostaje. Boje sie
strasznie sie boje i nic nie moge zrobic a bezradnosc i wspolczucie
to sa rzeczy ktorych unikalam cale zycie i zawsze innym pomagalam,
niechce pomocy dostawac, chce ja dawac dalej. Chyba juz sama niewiem
co pisze, poprostu jestem zalamana i niewiem co mam zrobic, co
mowic, jak postepowc- tlumaczyc cos..., czy mam siebie tlumaczyc czy
odpuscic? i tak na koniec zostane sama to jest pewne, wiec czego mam
sie trzymac i o czym myslec? Jakas masakra w mojej glowie i niewiem
nic.... Dobranoc i przepraszam za to co napisalam ale tylko tutaj
moge napisac takie rzeczy bedac anonimowa bo nawet wiekszosc moich
znjomych niewie ze jestem chora albo niemaja pojecia co to jest a ja
ich swiadomosci zmieniac w ogole nieche.
Edytor zaawansowany
  • 03.09.09, 22:58
    przepraszam, glupia jestem ze tak napisalam. ponoslo mnie i chetnie
    bym to skasowala. Trzeba walczyc i sie nie poddawac, ieszyc kazdym
    dniem, w koncu zawsze moze byc gorzej a wcale nie jest zle!
    pozdrawiam, trzymajcie sie cieplo!
  • 04.09.09, 10:00
    Taak, tak to tu właśnie działa. Człowiek się trochę rozklei, ma okazję wypłakać
    się światu i trochę jest lepiej.Nawet jeśli tak samo boli to boli trochę mniej :)
    Jakiś kasowacz to by się tu jednak przydał:)
  • 05.09.09, 04:54
    Nie przepraszaj, nie jestes glupia. Masz prawo do wyrazania swoich
    emocji, a to forum jest po to, zeby wysluchac, wspierac. Nie wiem
    gdzie mieszkasz i jakie sa Twoje mozliwosci finansowe, ale moze
    warto byloby skorzystac z pomocy dobrego psychiatry, psychologa.
    Nasza choroba czesto, bardzo czesto powoduje depresje, ktora nasila
    dolegliwosci somatyczne. Lecze sie u psychiatry wlasnie z powodu
    depresji i stanow lekowych, dobranie wlasciwych lekow troche trwalo,
    ale warto bylo, pomaga. Pomoc psychologa okazala sie bardzo
    skuteczna, a mialam szczescie trafic do kilku naprawde dobrych. A
    jak Ci bedzie ciezko, zle, to nie wahaj sie i pisz, to przynosi ulge
    i na pewno znajda sie osoby, ktore przeczytaja, napisza cos cieplego
    i bedziesz wiedziala, ze nie jestes sama w swoim cierpieniu. Dbaj o
    siebie.
  • 15.09.09, 16:46
    Nie musisz przepraszać,wszyscy którzy są na tym forum miewają takie
    momenty,że....a szkoda gadać,ja też tak mam że najchętniej
    zapadłabym się pod ziemię,rozpłynęła,ale gdy przychodzi poprawa mego
    stanu zdrowia to chce mi się żyć i wtedy to mam tyle energi że
    mogłabym góry przenosić.Co prawda takie dni nie zdarzają się
    często,ale są i dla tych chwil warto żyć.
    Gorąco pozdrawiam i życzę samych pogodnych dni:))).
  • 06.10.09, 12:38
    Pamiętaj, że nasza choroba zaczyna się w głowie i od naszego nastawienia zależy bardzo dużo. Uważam, że z tym psychologiem to jest bardzo dobry pomysł, jeżeli nie potrafisz sama sobie z tym poradzić powinnaś skorzystać. Ja choruje ponad 3 lata i tez nie raz mam takie dni, że niechce mi sie żyć i zadaje sobie szereg pytań dlaczego ja? i jak to zwalczyć? Często niemam też już siły i płacze gdzieś w ukryciu, ale musimy się z tym jakoś pogodzić i nauczyć żyć. Ja akurat mam dobre wsparcie w rodzinie i bliskich znajomych którzy sami czytaja dużo na temat tej choroby i wiedzą jak to działa. Nie lubie się nad sobą użalać i staram się nie myśleć o bólu.Często niestety mnie to przerasta, ale najważniejsze to mieć jakiś cel i dążyć do niego.Mój jest taki, żeby się nie poddać i powtarzam sobie codziennie,że żaden "RZS" mnie nie zniszczy i nie zawładnie moją psychiką:))
  • 07.10.09, 15:08
    Witaj-cienka86 juz od dawna was podgladam ,ale dopiero odwazylam sie
    napisac choruje na rzs od 5 lat.
  • 07.10.09, 15:25
    To moze zaczne od nowa -witam wszystkich.
    MojaCHOROBA zaczela sie z nie nacka-zaczelo sie od tego ze najpierw
    spuchlo mi kolano,po trzech dniach mialam spuchniete wszystkie stawy
    jakie tylko posiadam,nie moglam sama sie ubrac,wyczesac,mialam
    wykszywione palce u rak ipoprostu totalna kleska.
    Mam dopiero 44 lata jestem osoba energiczna ,staram sie nie zaowazac
    bolu i napewno sie nie poddam .
  • 20.11.09, 21:42
    witam
    tak trzymaj nie wolno sie poddawac!!!!!!
    wiem cos o tym!!
    choruje od 15 lat na poczatku wyslano mnie do sanatorium a tam
    podlamka lekarz mowi nie wiadomo czym sie skonczy ta choroba chyba
    wozkiem...
    a ja oczy i mowie panie doktorze tak sie nie rozmwaia zpacjentami
    nie w ten sposob..ale zapalilo sie czerwone swiatelko w mojej glowie
    i tak zaczela sie moja przygoda z ta choroba
    . wtedy sie zalamalam moj stan sie wyrznie pogorszyl
    wrocilam do domu wbardzo zlym stanie fizyczno-psychicznym
    pol roku lezenia w lozku i wtedy cos we mnie sie zmienilo
    albo woz albo przewoz
    zaczelam walczyc o siebie dla syna,rodziny isiebie
    powli zaczelaa sie wygrzebywac z dolka
    z kazdym dniem bylo lepiej
    z lekow bralam salazapiryne i movalis
    moj organizm reagowal pozniej byla proba stosowania sterydow ale
    ucieklam przed nimi
    byly diety naturalne metody i tak minelo wiele lat
    wiem jedno ze psychika ma ogromny wplyw na nasze zdrowie fizyczne
    wyraznie zauwazylam to u siebie.
    pracuje zawodowo realizuje swoje marzenia na ktore wczeniej nie
    mialam czasu
    ucze sie byc szczesliwa
    juz nie pytam sie dlaczego wlasnie ja?? widocznie tak mialo byc
    pogodzilam sie z tym zaakceptowalam i chyba dlatego latwiej mi sie
    zyje z moja choroba
    pozdrawiam cieplutko
    bedzie dobrze nie ma innej opcji
    z kazdym dniem musi byc lepiej



  • 06.12.09, 19:46
    tak właśnie jest, cierpimy i płaczemy w samotności .nikt nie potrafi
    zrozumieć tego co przeżywamy. jak mam wytłumaczyć komuś że każdy krok
    jest dla mnie torturą że boli każdy oddech. choruję 7lat mam endoprotezę
    stawu biodrowego i cieszę sie tylko z tego że zachorowałam kiedy moje
    dzieci były już prawie samodzielne nie wyobrażam sobie jak mogłabym
    oopiekować się maluchami w trakcie choroby.dziwna to pociecha.chciałabym
    mieć nadzieję że choroba się zatrzyma że odzyskam kontrolę nad własnym
    ciałem. bojęsię tego co będzie dalej a najbardziej boję się samotności
    kiedy zaczełam chorować zrobiło się wokół mnie pusto jakby rzs był dzumą
    wszyscy pomału odeszli jakby się bali że kiedy poproszę o pomoc.czy
    zawsze jest tak źle?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.