Oddanie bliskiej osoby do domu opieki to zbrodnia? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jesteśmy społeczeństwem tradycyjnym, które kiedyś posiadało
    tradycyjny model rodziny wielopokoleniowej żyjącej pod wspólnym
    dachem. Niestety (albo stety) w poprzedniem ustroju odeszliśmy od
    tego, a starość i przewlekłe choroby stały się wstydliwym tabu.
    Niestety niewydolność systemu opieku nad osobami potrzebującymi
    opieki i pomocy oraz mit "domu starców" jako umieralni.
    Nadal pokutuje potępianie osób, którzy opiekę nad chorymi i
    potrzebującymi stałej opieki bliskimi przekazują specjalistycznym
    ośrodkom, gdzie na miejscu zatrudniony jest personel o duzo wyższych
    kwalifikacjach niż domownicy. Dlaczego traktujemy takie miejsca jak
    żywe kostnice, a nie jak sanatorium; czemu powielamy głupie
    stereotypy?
    Problem polega nie ma miejscu pobytu bliskich, ale na
    zainteresowaniu ich osobą i częstotliwością odwiedzin.
    --
    s@lon

    • Skąd takie pytanie? Czy oddając osobę bliską życzy się Jej śmierci?
      Przecież w hospicjach jest wspaniała opieka jak panuje powszechna
      opinia.
      • A ile razy nie odajac schorowanego seniora marzy sie o tym, jak sie pokoj po
        kiedys tam zmarlym seniorze urzadzi...
        --
        Gasofnia
        • jakby tego nie nazywac...nie motywowac..

          oddawanie ludzi kiedy staja sie uciazliwi, klopotliwi, ludzi ktorzy poswiecali
          nam swoje zycie, czas, jest dla mnie dranstwem

          a bajki o lepszej opiece.. nie wierze, w to ze ktos woli spedzac starosc,
          chorobe wsrod obcych!

          sa inne mozliwosci, dom opieki kosztuje, za to mozna oplacic opiekunke..jesli
          sie jest w pracy
          tylko trzeba chciec sie pomeczyc, dac cos z siebie

          obym nigdy nie zmienila zdania- nie moglabym spac wiedzac, ze moj ojciec konczy
          zycie w jakims osrodku, sam

          ale to juz kwestia wychowania, zasad, wartosci
          jesli ktos woli wycieczke do grecji niz uzeranie sie z babcia uciazliwa, i dla
          niego to przykry obowiazek, ktorego na dodatek latwo sie dzis pozbyc... to
          pojawiaja sie bajki o opiece wspanialej w osrodku..smutne

          • zyjac na zachodzie widzialam na kazdym rogu dom opieki i samotnych, bogatych
            mieszkancow- umierali dosc szybko, w wygodzie luksusie i samotnosci...

            i jednoczesnie muzulmanskie rodziny( ktorymi przeciez gardzimy prawda?)ktore
            cala zgraja biegly na plaze a na koncu dwoch nasyoletnich wnukow pchalo wozek z
            wiekowa babcia

            i kto tu jest dzikusem?
            • Ano właśnie problem w tym, aby cała rodzina solidarnie poczuwała się do opieki
              nad zniedołężniałym seniorem. Zwykle tak nie jest, znajduje się w rodzinie
              jednego jelenia o miękkim sercu i jemu wciska niedołężną babcię/dziadka. Jak
              jeleń zaczyna padać na nos ze zmęczenia wszyscy wygłaszają kazania o obowiązkach
              moralnych, przy czym najwięcej krzyczą ci co nic nie robią.
              Idealne rozwiązania na temat opiekunek, kiedy jesteśmy w pracy, włóż sobie
              między bajki, widać, że nie masz pojęcia o 24-godzinnej pielęgnacji staruszka z
              alzheimerem czy czymś podobnym. Ale co to szkodzi się pomądrzyć, jak szlachetnie
              się wypada.
              • Otóż to. Mieliśmy pod opieką 93 letnią babcię, bo żadne z licznego rodzeństwa
                mojej matki nie poczuwało się do opieki. Efekt? Matka musiała przeprowadzić się
                do babci (nie było możliwości żeby babcia zamieszkała u nas), żeby mieć ją na
                oku. Babci coraz bardziej "odbijało" (prawdopodobnie Alzheimer), tak że opieka
                powinna być całą dobę przy niej - matka brała urlopy w pracy, a gdy urlop się
                skończył to zapadła decyzja o domu opieki. Tam miała całodobową opiekę, już nie
                było możliwości żeby np przewróciła się w nocy i nikt jej nie pomógł bo była
                sama w domu. Tak więc wiem jak wygląda opieka nad taką osobą i naprawdę łatwo to
                się tylko mówi żeby nie oddawać rodziców/dziadków do domu opieki. Moi rodzice po
                tej opiece nad babcią sami deklarują żeby ich oddać do domu opieki jak nie będą
                w stanie sami o siebie zadbać.
              • tak sie sklada, ze mieszkam z dwojgiem starszych rodzicow.mama ma powazne
                problemy i jest bardzo uciazliwa.

                no ale coz moze to kwestie wychowania
                u mnie sie nie usypialo w domu starych ziwerzat dla wygody, a babcia i dziadkiem
                chorymi obloznie moj ojciec opiekowal sie do smierci wiele lat, dzielac czas
                pomiedzy dwa domy

                to ze ty oddalabys psa do schrnoniska, a matke do domu starcow bo tak wygodnie
                nie znaczy ze ja opowiadam bajki

                jak bylam dzieckiem mylam starej babci plecy bo nie miala sily zrobic teog sama-
                ty z tego co czytam- nie i nie robilabys tego
                • Wydaje mi się, że nie odróżniasz 2 rzeczy - opiekowanie się zniedołężniałym
                  staruszkiem, a opiekowanie się osobą z demencją lub alzheimerem. W pierwszym
                  przypadku chodzi o pomoc w życiu codziennym, ugotowanie, przepranie, pójście do
                  lekarza, w drugim masz do czynienia z osobą 24 godziny na dobę niepoczytalną,
                  która zagraża sobie, Tobie, sąsiadom, wymaga pełnej opieki pielęgniarskiej.
                  To co opisujesz jako swoje zaangażowanie w opiekę nad rodziną, to przypadek
                  pierwszy. O drugim przypadku nie masz pojęcia. Nie rób osobistych chamskich
                  wycieczek, bo nic o mnie nie wiesz. Jestem uczulona na jedyne sprawiedliwe
                  osoby, które dużo gadają o tym co ktoś powinien robić, same w sytuacjach
                  krytycznych robią niewiele, albo nic.
                • ak bylam dzieckiem mylam starej babci plecy bo nie miala sily zrobic teog
                  sama


                  ciekawe, jaka bylaby Twoja wypowiedz, gdyby nie przyszlo Ci myc plecow, tylko
                  zmywac ekskrementy, bo akurat Twoi rodzice musieli pojechac do szpitala z modsza
                  siostra
                  a Twoja stara babcia juz od 4 lat robi tylko pod siebie

                  ???

                  nie - to nie sa kwestie wychowania, tylko tego, czego sie doswiadczylo na
                  wlasnej skorze
                  --
                  "współczesne kobiety chciałyby wyglądać pięknie
                  także w wieku lat 30" - by nessie-jp
                • Wiesz co, powiem tak, jeśli nie wiesz o czym mówisz nie mów nic. Myłaś plecy
                  hahahaha!!! A przewijałaś 5 do 6 razy dziennie, czasami nie tylko po siusiu ale
                  i po czymś grubszym, w szczególności kiedy ciekawa babcia pomajdrowała sobie
                  przy pielusze i wysmarowała się od stóp do głów kupką??? Opatrywałaś odleżyny??
                  NIE! Więc nie pisz takich głupot. Moja babcia miała Alzheimera, przez 6 lat moja
                  mama przy mojej pomocy opiekowała się nią. Nie wiesz nawet co to znaczy
                  opiekować się taką osobą, szczególnie że pod koniec babcia przestała jeść, po
                  prostu odmawiała jedzenia i picia w ogóle. Przestała chodzić, pojawiły się
                  gnijące i śmierdzące odleżyny. Tak się w większości przypadków umiera na
                  Alzheimera. Po tym wszystkim musiałam przyrzec mojej mamie że jeśli ją też to
                  spotka oddam ją do domu opieki, nie chciałam więc było o to kupę awantur, na
                  koniec mama powiedziała że sama sobie odłoży pieniądze i zarezerwuje miejsce w
                  takim domu. Bo nie chce żebym ja i moja rodzina przeżywała to co ona i jej
                  rodzina. Reasumując ewentualną krytykę moich decyzji czy oddawać do domu starców
                  czy nie mogę przyjąć tylko od osoby która przeżyła coś podobnego i WIE o czym mówi.
                • Gość: dada IP: *.ip-point.pl 07.09.09, 22:00
                  G.o.w.n.o wiesz na temat opieki nad starszymi. Mialas szczescie ze to osoby
                  przynajmniej w miare zdrowe psychicznie. Problem jest zupelnie inny gdy babcia
                  czy dziadek maja Alzheimera. Tu nie wystarczy mycie plecow czy czego innego. A
                  dzielenie czas pomiedzy dwa domy mozesz sobie wsadzic...
                  Czy wiesz ze osoba z Alzheimerem potrafi nawet 3 dni nie spac?????? Wiesz ze w
                  domu trzeba zakrecac gaz, przyczepiac dzwonki do okien i drzwi zeby bylo slychac
                  jak w nocy probuje otworzyc, chowac sztucce, zastawe i wszystko tlukace bo moze
                  sie pokaleczyc? Przepisane leki niewiele pomagaja, bo do domu mozna dac tylko
                  slabsze. Wszelkie mocniejsze jedynie w szpitalu lub specjalnym osrodku.
                  Moze wtedy sprobujesz umyc babci plecy? powodzenia. Moj tata wytrzymal tak ze
                  swoja mama 3 tygodnie - mial urlop. Nikt inny nie mogl pomoc bo tylko jego
                  poznawala i nie rzucala w niego talerzami. Po tych 3 tygodniach wygladal jak
                  wlasny cien i wtedy zdecydowalismy ze musimy zalatwic dom opieki.
                  Teraz odwiedzamy babcie co tydzien. Zwykle poznaje dzieci i wnuki, chociaz na
                  drugi dzien juz nie pamieta. Ale jest spokojna, rozmawia, cieszy sie ze
                  przyjechalismy. Dostaje silne leki, ale przynajmniej nie zrobi sobie ani innym
                  krzywdy.
                  NIE PISZ O RZECZACH, O KTORYCH NIE MASZ POJECIA!!!
                  • Bardzo ciekawa wypowiedź na forum... Zgadzam sie całkowicie.Opieka
                    nad osobą chorą na A. przerasta mozliwości rodziny.Przynajmniej w
                    końcowej fazie. Mam takie pytanie , jaką drogą załatwialiście
                    państwo miejsce w domu opieki ? Nam powiedziano że trzeba drogą
                    sądową. Mamy złożone wnioski (o zgodę na umieszczenie, o
                    ubezwłasnowolnienie)ale ciągle czekamy i nic jeszce nie wiadomo,
                    sytuacja staje się niestety dramatyczna bo choroba postępuje
                    b.szybko. Będę wdzięczna za jakąś wskazówkę...Mieszkam w Krakowie
              • O, dokładnie tak! W moim przypadku do opieki nad wiekowym Dziadziusiem do opieki
                poczuwałam się tylko ja i moja Mama oraz od czasu do czasu tatuś. A obie
                pracowałyśmy wtedy po 8 godzin dziennie. Szanowny Synuś Dziadka był straszliwie
                zmęczonym pracą człowiekiem (mimo, że to on miał nieregulowany czas pracy i mógł
                spokojnie znaleźć czas na opiekę, ale mu się nie chciało) i ani on ani jego
                synowie ani żonka nie mieli czasu na opiekę nad Dziadkiem. Ale bardzo głośno
                wyrażali niechęć o domu opieki. Nikt nie wie co znaczy 24 godzinna opieka nad
                osoba, która nie bardzo sobie kojarzy ile ma lat, że może sobie zrobić krzywdę,
                bo co z tego, że gaz się zakręcało na noc by Dziadzia spacerując w domu po
                mieszkaniu nie zrobiła sobie krzywdy. Skoro mógł otworzyć okno, albo co gorsza
                drzwi i pójść sobie na spacerek w piżamce. A nie kojarzył gdzie mieszka. Nie
                kojarzył, że trzeba się ubrać bo będzie zimno. Osoba, która miała dyżur nocny
                szła do pracy niewyspana i przerażona, że coś się stanie. Kosztowały lekarstwa,
                sprowadzanie do domu lekarzy, pielęgniarek i na opiekunkę całodobową już nie
                starczało nam. Zwolnić się z pracy żadna z nas nie mogła.
                Z perspektywy czasu patrząc lepszy byłby dom opieki, bo czas poświęcony na
                odwiedziny mogłabym poświęcić tylko i wyłącznie Dziadkowi. Nie robieniem
                zakupów, sprzątaniem, przygotowywaniem posiłków. Dzwonieniem po lekarzy i
                zamartwianiem się!

                --
                "Nie bądź łyżeczką, którą mieszana jest herbata. Bądź ręką, która trzyma tę
                łyżeczkę!"
            • Ja osobiscie pracuje w domu opieki i nie dziwie sie , ze rodziny
              decyduja sie na oddanie bliskich pod opieke innym. Ciezko jest
              pracowac bo przeciez trzeba z czegos zyc a po pracy opiekowac sie np
              chorym na demencje starcza.Chorzy ludzie sa gorsi niz dzieci,
              zupelnie nieprzewidywalni.No ale zeby o tym sie wypowiadac trzeba
              miec o tym pojecie. Osobiscie zal mi tylko tego , ze czesto dzieci
              oddajac matke czy ojca pozbywaja sie problemu i nawet nie pofatyguja
              w odwiedziny czy zadzwonia.
          • Się pomęczyć? O, jakie miłe, tak się zastanawiam czy Ty wiesz JAK wygląda opieka
            nad starszym schorowanym człowiekiem? Czy tylko piszesz bez pojęcia tak by
            zabłysnąć brakiem wiedzy?

            --
            "Nie bądź łyżeczką, którą mieszana jest herbata. Bądź ręką, która trzyma tę
            łyżeczkę!"
      • W domu opieki, w którym pracuję, pacjenci naprawdę nie mają źle.Powiem
        krótko....gdyby była tam moja mama czy ojciec...byłabym spokojna, że mają
        należytą opiekę.Pozdrawiam.
    • Domy opieki? To taka humanitarna nazwa domów starców? Znałem takich, co oddawali
      ludzi do domów starców, ale ci, których znałem to były wyjątkowe łajzy, bo
      najpierw ci starcy fundowali im mieszkania albo domy i inne samochody.
      To dla ludzkości nic nowego. Ludzie zawsze dzielili się na przyzwoitych i łajzy.
      • xolaptop napisał:

        > Domy opieki? To taka humanitarna nazwa domów starców? Znałem takich, co oddawal
        > i
        > ludzi do domów starców, ale ci, których znałem to były wyjątkowe łajzy, bo
        > najpierw ci starcy fundowali im mieszkania albo domy i inne samochody.
        > To dla ludzkości nic nowego. Ludzie zawsze dzielili się na przyzwoitych i łajzy
        > .


        Zgadzam się z Tobą, dodam tylko że im większa łajza tym łatwiej i bardziej
        przekonywującą ideologię dorabia do tego aby ludzie nie widzieli jaka to łajza.
        • trzeba usiąść i zrobić rzetelny rachunek: ja osobiście bym załatwiał
          miejsce w domu starców. dlaczego? mieszkam bardzo daleko od
          rodziców, dużo pracuję (po prostu nie mam dla nich czasu TERAZ a co
          bedzie później jak będą potrzebowali opieki?) itp. To trudne
          decyzje, tym bardziej, że zawsze jest ta presja społeczna (zły syn
          itp)

          mam to w doopie co myślą inni - każdemu jest łatwo oceniać, jak tego
          nie doświadczył. Ja na szczęście nie mam tego typu problemów na
          razie i nie muszę takich decyzji podejmować.

          szczerze mówiąc to podobny ciężar gatunkowy do decyzji pt. "co
          jeżeli urodzi się niepełnosprawne dziecko?" - znam ludzi, którzy
          zostawili takowe w szpitalu - potrafię to zrozumieć.

          nawiasem mówiąc to może być ciekawy wątek na forum
          • w pana sytuacji nie miałby pan innego wyjscia jak postawic na dom
            opieki i zreszta jak wielu ludzi młodych którzy stoja przed takim
            dylematem a mają np. dobrze płatna prace w zupełnie innym miescie,
            wtedy to nie ma co sie oglądac na umoralniaczy jak to ktos tu
            powiedział, no bo co miałby pan zrezygnowac z pracy całkowicie czy
            jak? Ludziom to sie łatwo mówi jak nigdy nie byli w takiej sytuacji.
            Z dobrze płatnej pracy mozna zrezygnowac żeby opiekowac się
            rodzicem, a co potem? A z czego życ? A to juz nikogo nie obchodzi.
            Takich mądral to wszędzie pełno, ale najlepiej olewac to co gadają,
            bo by człowiek zwariował
            --
            Dominika 27.07.2007
    • Temat do wielkiej dyskusji!Niestety nie ma tutaj dobrej alternatywy znalezienie opiekunki do osoby starej i chorej graniczy z cudem!To wymaga wielkiego hartu ducha.Jeszcze gorzej jesli zostawia sie taka osobe sama i odcina prad i gaz ,zeby sobie krzywdy nie zrobila(przypadek z Gorzowa).Nie ma prostego rozwiazania i latwych odpowiedzi ,bo to jest czlowiek bliski!Nie jestem przeciwna tego typu instytucja ale nie wszedzie dzialaja one tak jak powinny!Ale jesli mamy sprawdzone i polecone miejsce to zawsze mozna sprobowac na jakis czas oddac kogos i nie zapominac ,ze czeste wizyty czlonkow rodziny beda bardzo wskazane!A co do Hospicjum jesli rodzina nie moze sie opiekowac osoba chora to taka opieka jest jak najbardziej wskazana!Tam przynajmniej jest fachowa opieka i dostep do srodkow przeciw bolowych ,wsparcie personelu i naprawde mila atmosfera!Nie wymagajmy cudow w Hospicjum leza osoby z chorobami nowotworowymi wiec i smiertelnosc jest wysoka ale to niestety niczyja wina to po prostu takie miejsce!Moglabym go przyrownac do czyscca,gdzie czeka sie na godne odejscie w inny mam nadzieje lepszy swiat!!
    • Oddanie bliskiej osoby to domu opieki to nie zbrodnia tylko
      wygodnictwo i egoizm.Opiekowałam się Babcia, której w chwili śmierci
      zabrakło 2 m-cy do ukończenia 100 lat. Jednocześnie opiekowałam się
      ciężko chorą Mamą, która zmarła 4 miesiące po Babci.
      To dla nich przeszłam na wcześniejszą emeryturę. Z całą
      pewnością,gdybym miała więcej egoizmu, dziś miałabym wyższą
      emeryturę. Nie żałuję jednak tamtej decyzji. Sumienie by mnie
      zagryzło, gdybym oddała Babcię do domu starców a Mamę do hospicjum i
      żadne pieniądze by tego nie zagłuszyły. Może jest łatwiej podjąć
      taką decyzję, gdy osoba bliska nie ma kontaktu z otoczeniem
      (Alzheimer, śpiączka czy coś takiego). W moim przypadku i Babcia i
      Mama , do samego końca były umysłowo sprawne, doskonale zdawały
      sobie sprawę z tego co się wokól nich dzieje i opuszczenie domu
      byłoby dla nich strasznym ciosem.
      O tych sprawach t r z e b a k o n i e c z n i e dyskutować bo
      starośc nie dosięgnie tylko tych,którzy umrą młodo.
      • Ty moglas przejsc na wczesniejsza emeryture,a ja swoja babcia
        zaczelam sie opiekowac pod koniec studiow.Nie bylo czasu na
        myslenie,musialam podjac decyzje w sekunde-zabralam
        najpotrzebniejsze rzeczy i poszlam mieszkac u
        babci.Bilans:nieukonczoone studia,pierwsza praca(wymeczona bardzo,w
        sensie,ze ja musze isc do pracy!!!!)w wieku 30 lat.Jak sie sama nie
        dorobie, nie bede miec prawie emerytury.Na poczatku podziw calej
        rodziny,jasne,oni nie musieli sie babcia opiekowac, teraz wpadaja
        raz na ruski rok w odwiedziny,kiedy chca.Ja przyplacilam to
        nieukonczeniem studiow, brakiem wlasnej kasy, dluga depresja,
        brakiem dzieci, problemami w malzenstwie swoim i mojej mamy,ktora
        jako jedyna mi pomaga.Zysk:prawie szczesliwa babcia,ze dozywa swoich
        dni w swoim domu,pokoju,z pamiatkami ze swojego zycia.Ale gdybym
        wiedziala na poczatku,jak to bedzie wygladac,zorganizowalabym to
        inaczej.Jedna,dwie osoby nie uciagna takiej opieki i fizycznie,i
        psychicznie.Od prawie 8 lat nie mam swojego zycia,nie moge byc
        spontaniczna,nie jestem pania wlasnego czasu,nie moge nigdzie wyjsc
        z mezem,bo zawsze ktos musi byc w domu, zeby wyjechac na tydzien
        pierwszych wakacji od 7 lat,musialy sie zorganicowac 3 osoby w domu
        i 3 u mnie w pracy.Nie wiem czy warto,bo jak na razie nie ma
        nikogo,kto sie tak mna zajmie na starosc.

    • naprawde! znam pewna pania. co prawda nie w Polsce, ktora cale zycie mieszkala
      sama, i teraz kiedy nagle bardzo oslabla w 93 roku zycia, sama sie przeniosla do
      takiego domu, chociaz ma rodzine, syna juz na emeryturze, ktory ma mase czasu,
      swietny stan majatkowy...Dlaczego? Ano dlatego, ze nie moze zniesc atmosfery
      panujacej w tym domu, ciaglych delikatnych przepychanek slownych miedzy synem i
      jego zona, oni wiedza, ze to w sumie zarty, ale ja to drazni. A poza tym nie
      lubi tego, co synowa gotuje. A w domu opieki jej dobrze, syn ja odwiedza
      codziennie, ale kiedy chce spac to spi, co chce jesc to dostaje. Wiec chyba
      wazniejsza jest ocena tej "oddawanej " osoby. Jesli sama tak woli - coz znacza
      komentarze postronnych o nieczulym sercu rodziny. No chyba, ze placze, uzala sie
      - a bezduszna rodzina nie wpuszcza jej do swojego domu - to jest rzeczywiscie
      okrutne.
    • czasami skorzystanie z pomocy jest po prostu konieczne, nie zawsze
      musi sie to wiązac z oddaniem starego rodzica do domu starców ale
      chociazby wynajecie pielegniarki do opieki na kilka godzin, raczej
      jest tu w tym momencie mowa o osobach schorowanych a nie po prostu
      starych, bo gdy ktos jest tylko stary i nie ma az tak strasznych
      chorób to jest pikuś, gorzej gdy ktos jest np. sparaliżowany i
      trzeba z nim siedziec 24h na dobe, niestety wtedy czasem lepiej
      wybrac opieke innych osob, a głupimi komentarzami prosze się nie
      przejmowac, ludzie z zawiści jeden drugiemu to by oczy wydrapali
      jakby mogli, nie kazdy niestety ma siłę i mozliwosci zeby opiekowac
      się 24h na dobe schorowanym rodzicem- ja na szczescie tego problemu
      nigdy nie doswiadcze bo moi rodzice juz nie zyją
      --
      Dominika 27.07.2007
    • Wszystko zależy od standardu. Pracowałem w niemieckim domu starców nad Kanałem
      Kilońskim. Pierwszy dał bym się tam "zamknąć" by doczekać swoich dni w komforcie.

      Ale coś mi mówi, że przeciętna polską rodzinę nie stać na takie luksusy dla
      dziadka czy babci i faktycznie alternatywą jest umieralnia.

      --
      Somebody Stop Me!!!!
    • ... choć oczywiście są różne wypadki losowe i każdy powinien być oceniany
      indywidualnie. Jednak za zwyczaj oddają ci, którzy przy minimalnym wysiłku
      mogliby zapewnić godziwą opiekę w domu, a robią to dla zwykłego wygodnictwa.
      Mitem jest nie niski standard depeesów ale ich "specjalistyczność" i rzekome
      "dużo wyższe kwalifikacje" personelu. Głupim stereotypem jest przekonanie, że
      oddawanie bliskich do DPS jest "nowoczesne".
    • Dla przeciętnego, myślącego i czującego człowieka, taka decyzja nigdy nie będzie
      łatwa. Jest naprawdę przykre, iż wraz z podjęciem człowiek ten naraża się na
      ataki mniej i bardziej anonimowych "umoralniaczy", zazwyczaj znających problem
      wyłącznie w teorii.
    • Żadna zbrodnia. Osoby, które nazywają to egoizmem, brakiem uczuć,
      empatii, wygodnictwem, bestialstwem itp itd nie mają pojęcia o czym
      mówią, nawet jeśli same kiedyś opiekowały sie chorą starszą osobą.
      Egoizmem i głupotą jest plucie na ludzi, którzy decydują sie na taki
      krok i osądzanie ich człowieczeństwa na podstawie tej decyzji.
      Trzeba jednak mimo wszystko nauczyć się widzieć dalej niż czubek
      własnego nosa. Każda sytuacja jest inna, każdy ma inną historię. Nie
      każdy ma takie możliwości jak my, nie każdy ma takie wsparcie, nie
      każdy ma finanse, nie kazdy ma siłę, nie każdy poradzi sobie z takim
      zadaniem, co wcale nie znaczy, że nie kocha albo, że kocha mniej.
      Moja Babcia umarła w domu opieki a mój Tata jest najbardziej
      kochajacym człowiekiem pod słońcem, podziwiam go, szanuję i kocham
      za to wszystko, co robił dla Babci w ostatnich miesiącach jej życia.
      Robił wszystko, co mógł, dał z siebie wszystko, co miał. Dom opieki
      o niczym tu nie świadczy.
      -
      oldbay
      • Miałam taki przypadek w dalszej rodzinie - wdowa, lat 80+, jej jedyna córka, lat
        50+, nigdy nie wyszła za mąż Starsza pani zachowała przytomność umysłu i przez
        długi czas radziła sobie z pomocą córki, która przeprowadziła się do jej
        mieszkania, ale w pewnym momencie przewróciła się i uszkodziła staw biodrowy. W
        tym czasie córka była już po dwóch udarach, z zakazem jakiegokolwiek większego
        wysiłku. Poza tym żadnej bliskiej rodziny. Dom opieki okazał się dla nich
        jedynym rozwiązaniem.

        Oczywiście, na pewno o wiele bardziej szczęśliwa była moja ciocia, która dożyła
        92 lat w domu swojej córki i zięcia, z dwoma wnukami. Ale ciocia do samego końca
        czuła się bardzo dobrze i nie wymagała stałej opieki. Miała co prawda uszkodzony
        staw kolanowy, chodziła o kuli i nie mogła wchodzić po schodach, ale w domu
        dzieci dostała pokój na parterze. Rodzina dbała o jej potrzeby, ale jednocześnie
        nie musiała poświęcić dla niej wszystkiego.
      • oldbay napisała:

        > Żadna zbrodnia. Osoby, które nazywają to egoizmem, brakiem uczuć,
        > empatii, wygodnictwem, bestialstwem itp itd nie mają pojęcia o czym
        > mówią, nawet jeśli same kiedyś opiekowały sie chorą starszą osobą.

        Właśnie ustaliłaś nowe zasady uczestnictwa na forum - wypowiadać mogą się
        wyłącznie osoby, które mają zdanie takie samo jak ty. Rozumiem i doceniam twoje
        uczucie do ojca, ale uwierz - rodziców można kochać mimo wszystko.
        • Oj już nie histeryzuj i nie przypisuj mi dziwnych intencji i
          wypowiedzi, które nie miały miejsca. I nie dopatruj się na siłę
          patologii tam gdzie jej nie ma. Spróbuj ogarnąć swym umysłem wiecej
          niż swoje własne podwórko i dostrzeż, że ludzie mogą mieć przeróżne
          powody, dla których decycują się na taki a nie inny krok. I te
          powody to nie zawsze egoizm, brak uczuć, chęć przemeblowania pokoju
          po dziadku czy połozenia łapy ma majątku i tym podobne bzdety.
          Jeżdżąc do tamtego domu opieki widziałam wielu ludzi, których zycie
          postawiło przed taką decyzją. Zapewniam cię, ze zasługują oni na
          więcej niż takie bezmyślne epitety, komentarze i opinie.
          -
          oldbay
    • Moja mama zrezygnowala z pracy by zajac sie swoja tesciowa. Babcia po wylewie
      nie byla w stanie samodzielnie funkcjonowac. Przed wypadkiem lubily sie i czesto
      widywaly. Ich relacje byly duzo lepsze niz babci z corka (moja ciotka). Wylew
      zmienil wszystko. Babcia wymagala opieki 24h/dobe. Potrafila zaprosic do domu
      obce osoby i rozdawac im rzeczy. W srodku nocy, w samej koszuli uciekala "w
      miasto". A najgorsze, ze zrobila sie bardzo agresywna. Nie przebierala w slowach
      i w czynach. Gdy zaczela siegac po noze rodzice zdecydowali, ze oddadza ja do
      domu opieki.
      Pieknie mozna oceniac innych nie majac pojecia o czym sie mowi. Ciekawe jak ci
      wyzywajacy od egoistow zareagowaliby gdyby obudzili sie w srodku nocy i zlapali
      ukochana babcie z nozem na lozeczkiem dziecka. Bardziej humanitarne jest oddanie
      do domu starcow czy przykucie do kaloryfera by nikogo nie zabila?
      • zazwyczaj babcia nie biega z nozem i nei zagraza otoczeniu
        tylko jest uciazliwa- i tyle

        ja nie mowie, ze to latwe
        ale argumenty finansowe mnei smiesza-sa dla wygodnych

        dom opieki kosztuje
        my te pieniadze dawalismy biednej sasiadce, ktora spedzala czas z babcia poki
        nie wrocil z pracy ojciec badz jego brat
        obaj zaniedbywali rodziny- tyle, ze dla nas to bylo oczywiste

        zastanawialismy sie jak podzielic miedzy czlonkami rodziny opieke,
        obowiazki.kazdy byl zmeczony, tracil czasem panowanie nad soba

        ale dla nas innej opcji nie bylo.bo zycie to nei zawsze wycieczka do grecji.
        czasem pomoc chorej osobie.
        nie bylo opcji oddac kogos do schroniska.pozbyc sie.
        • widze ze najbardziej humanitarne to bylby stosowac eutanazje...

          po co ma sie babcia meczyc?i rodzina cala skoro mozna isc na grilla..
          • Ciekawe czy taka osoba która ma być oddana do domu starców (czyli pewnie mama
            albo tata) zastanawiała się kiedyś czy nie oddać ciebie (czyli dziecka) do domu
            dziecka i z bardzo przyzwoitą częstotliwością odwiedzać. Bo jak wiadomo dziecko
            jest bardzo uciążliwe, nie można zrobić kariery, trzeba poświęcać czas i dziecko
            kosztuje. Wygodniej jest się pozbyć.
            A gdzie w tym wszystkim jest miłość do rodziców?
            p.s. nie mówię o bardzo trudnych przypadkach kiedy pobyt z taką osobą zagraża
            życiu, czyli matka latająca z nożem, ale nie wszyscy z Alzheimerem są tacy.
            • Wiesz, czytając twojego posta pomyślałem sobie, że w sumie może ci oddawani do
              depeesów sobie na to zasłużyli, skoro wychowali swoje dzieci na egoistów?
            • Dziecko jest owszem uciążliwe, ale przez kilka lat, do tego od
              jakiegoś 3 roku życia masowo rodzice oddają je do przedszkola.
              Podnieść dziecko czy przebrać to nie problem - nie waży 60 czy 80 kg
              i oponuje tylko czasem, co przy jego masie nie jest szczególnie
              groźne dla opiekuna. W miarę upływu lat dziecko umie coraz więcej,
              nie pluje, nie gryzie, często 2 latek kontroluje już swoje potrzeby
              fizjologiczne. Zapewnienie dziecku opieki domowej (niania) jest też
              dużo tańsze, niż wynajęcie pielęgniarki na 10 godzin. Dziecko nie
              wyjdzie nigdzie w ciągu nocy, wystarczy że śpi w łóżeczku.
              Opieka nad dorosłą ale niepoczytalną osobą to jest dramat, który
              może trwać 20 lat. W żadnym razie nie da się tego porównać do opieki
              nad dzieckiem.
              Poza tym rodzice też nierzadko zmuszeni są oddawać dziecko do
              żłobka, bo właśnie NIE MOGĄ się nim zająć, bo ktoś musi pracować.
              Mało też osób zajmuje się dzieckiem w pojedynkę, przeważnie są
              jakieś babcie, teściowe, dziadkowie czy siostry, które raz na czas
              wpadną (nie mówię o opiece codziennej, ale takim wytchnieniu raz na
              czas). A ze starszymi ludźmi często opiekun zostaje zupełnie sam.
              Znam kochające dzieci, które oddały rodzica do domu opieki - oni
              poświęcli część życia nie tylko swojego na opiekę nad rodzicem. Nikt
              kto nie przeżył takiej sytuacji (i nie mówię o myciu zdrowej
              aczkolwiek starszej babci pleców) nie ma prawa krytykować, bo sam
              nie wie ile by wytrzymał.
    • Problem polega nie ma miejscu pobytu bliskich, ale na
      > zainteresowaniu ich osobą i częstotliwością odwiedzin.

      Problem często polega na miejscu pobytu. Mało kogo stać na porządny
      ośrodek, a te tańsze to najczęsciej wciąż nędzne i
      zaniedbane 'umieralnie'
      • Cóż, oczywiście, ze lepiej i szlachetniej samemu sie zająć
        niz "oddać".
        Tyle, ze czasem musialoby się to łączyć np, z porzuceniem wlasnych
        dzieci - mieszkanie male, babcia czy matka w innym miescie. I co?
        Powiedzieć - zajmę się babcią, zamieszkam u niej, a dzieci najwyzej
        pare lat beda bez mamy?
        czasem nie mozna zająć się osoba leżącą po prostu z braku sily. Nie
        kazdy jest w stanie myć, podnosic i przenosić w pojedynkę leżącą
        osobę. Wtedy opieka domowa = odlezynom i zaniedbaniom.
        A problem finansow - cóż, nie da się ukryć. Gdybym ja zrezygnowała z
        pracy, nie mielibysmy co jeść. Ja mogę się poswięcic, ale czy wolno
        poswięcic także dzieci?
        Egoizmem jest oddanie starszej osoby do domu opieki i zapomnienie o
        niej. Natomiast oddanie i czeste odwiedziny - to juz co innego,
        czasem są konieczne.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • Znam kilka osób, które pracowały i opiekowały się starymi,
      schorowanymi rodzicami. Grunt to kochać i chcieć. A radziły sobie
      różnie - a to przymuszały rodzeństwo do w miarę sprawiedliwego
      dzielenia się obowiązkami, a to brały mamę czy tatę do siebie, a na
      czas ich nieobecności do domu przychodziła pielęgniarka, czy jakaś
      zaprzyjaźniona sąsiadka, no różnie. Z obiegowych opinii wiadomo, że
      wiąkszość ludzi przebywających w domach starców to ludzie mający
      rodziny, nieźle sytuowane, kochające "gębą" i.. prawie w ogóle nie
      odwiedzające.
      Nie chcę być radykalna. Zdaję sobie sprawę że w pewnych przypadkach
      trzeba oddać chorego do specjalistycznego ośrodka. Nie podołałabym
      opiece nad rodzicem nie panującym nad sobą w końcówce Alzheimera,
      lub w terminalnym stadium raka. Ti trzeba wykwalifikowanego
      personelu, leków i sprzętu.
      Ale jedno wiem, że nigdy, przenigdy z wygodnictwa nie oddałabym mamy
      lub taty do żadnego ośrodka, tylko dlatego że będą starzy i słabi i
      kłopot z nimi. Nawet jak będą chodzić z balkonikiem i załatwiać
      potrzeby w pampersa, ich miejsce będzie przy mnie. Nie wyobrażam
      sobie któregokolwiek z nich siedzącego przy oknie i wyglądającego w
      nadziei, że może dziś córka lub wnuki przyjdą. Serce by mi pękło.
    • Mam nadzieje, ze przed takim problemem nigdy nie stane...
      Jestem jedynakiem, mieszkam bardzo daleko od rodzicow,
      najprawdopodobniej sie juz nie ozenie.
      Jezeli moi rodzice beda po prostu zniedolezniali, mam nadzieje na
      znalezienie im dobrej opiekunki. Niestety, jezeli beda wymagac
      opieki specjalistycznej, dom opieki jest jednym mozliwym
      rozwiazaniem.
      Absolutnie nie czuje sie z tym komfotowo. Ale niestety druga strona
      medalu jest taka, ze po odejsciu moich rodzicow zdany bede w zyciu
      WYLACZNIE na siebie i niestety w rachube nie wchodzi porzucenie
      pracy, bo emeryture musze sobie wypracowac. Duzo latwiej jest kiedy
      rodzina jest duza i opieka nad rodzicami mozna sie podzielic z
      rodzenstwem, w kryzysowej sytuacji pomoga wnuki etc. Ale niestety
      nie zawsze tak jest...

      --
      LOVE IT!
      www.youtube.com/watch?vshock9fRyqNi060
    • Zadumałam się nad znaczeniem sformułowania "oddać kogoś do domu
      opieki". Zwłaszcza, że w moim mieście taki dom opieki funkcjonuje w
      centrum miasta i spokojnie każdy przechodzień może obejrzeć sobie
      starsze osoby przesiadujące na tarasie czy robiące sobie grilla (!),
      albo przechadzające się alejkami w ogródku. O, jak wielu z nich to
      osoby w pełni sprawne. Wszyscy tu piszą o demencji, o robieniu pod
      siebie, a to przecież nie do końca prawda!
      Isnieje coś takiego jak samostanowienie o sobie. Jak silna musi być
      presja dzieci, jakich argumentów używają, by rodzic zgodził się
      dobrowolnie tam iść, opuszcając swoje mieszkanie i środowisko. Z
      rzadka jest przecież ubezwłasnowolniony. Gdybym była człowiekiem
      wciąż mogącym o sobie stanowić (pomijam Alzheimera, itd), a dziecko
      zaczęłoby sugerować, że mama jest już taka schorowana, że nie może
      sama mieszkać i może by tak dom opieki? to chyba bym dokonała
      zawczasu odpowiednich zmian w testamencie.
      A do domu opieki oddałabym sama siebie, gdy uznałabym, ze przyszedł
      na to czas.
    • czy w danym ośrodku jest dobra opieka i ładne pokoje. ale o to, że człowiek,
      który całe życie tyrał żeby się dorobić choćby tego własnego M3, na starość
      zostaje z niego wykopany i umieszczony w jakimś hotelu. jak młodzi chcą to niech
      sobie sami zapracują na swoje. a nie posyłają swoich bliskich w takie miejsca
      bez konieczności (tylko dlatego że ktoś jest stary). nie po to człowiek tyra
      całe życie żeby tak skonczyć. sorry ale ja na starość chcę zgnić we własnym domu
      a nie w jakimś ośrodku choćy najlepszym. proste
    • Gość: Henia IP: *.218.151.59.static.telsat.wroc.pl 07.09.09, 21:00
      Nie, nie i jeszcze raz nie. Nigdy nie znajdę usprawiedliwienia dla takiego
      czynu.Nie wyobrażam sobie oddać moją mamę/tatę/brata/babcię/etc... do domu
      opieki społecznej. Bo co? Bo stali się uciążliwi? NIepsrawni i wymagający
      opieki...naszej? A co z ich opieką nad nami. Przez całe życie. Najpierw nami
      maciupkimi, drącymi się nocami, wymagającymi nieustannej uwagi przez pierwsze
      miesiące a nawet lata życia. Te nieprzespane noce, niedojadanie całymi dniami z
      braku czasu...a potem, gdy już nastoletni, nieustanny lęk i troska, aby nic nam
      sie nie stało, czy wrócimy do domu z imprezy,czy zdamy do liceum, czy zdamy
      maturę, czy ten nasz nowy pierwszy chłopak/dziewczyna nie złamie nam serca, czy
      to na pewno tylko grypa i czy wyzdrowiejemy, czy bardzo nas boli gdy
      upadliśmy...ciężka praca po to, byśmy mieli jak najwięcej, by zapewnić nam
      godziwy byt...a potem, gdy już mamy swoje dzieci opieka nad mimi gdy tylko się
      da, aby ulżyć nam i dać chwile wytchnienia w miarę możliwości. Czyli znowu
      pieluchy, nieprzespane noce...
      a gdy role się odwracają my mamy podwinąć ogon i pozbyć się problemu? Pozbyć się
      pieluch, nieprzespanych nocy, fizjologii...chryste, płakać mi się zachciało, gdy
      to sobie wyobraziłam pisząc tutaj. Zresztą nie muszę sobie zbytnio wyobrażać,
      gdyż temat mi dość ostatnio bliski.
      Mój dziadek zachorował. Zawsze sprawny, zdrowy człowiek. 86 lat. Nagle zaczął
      znikać z dnia na dzień. Gdy widziałam go po raz ostatni był warzywem wegetującym
      w szpitalu. Zmarł,ale nim to nastąpiło, jego córki, a siostry mojego taty
      zaczynały rozglądać się za domem starców. My mieszkamy z tatą daleko, one w tym
      samym mieście. Obie nie pracują już od dawna. Obie są zamożne, jedna nawet
      bardzo,ale to bardzo. Mają po dwoje dorosłych dzieci, mających swoje rodziny.
      Też tam na miejscu. Gdy usłyszałam o ich planach doznałam szoku. Mimo, że
      irytowało nas to, że na to czekają,to zdecydowaliśmy z rodzicami, że sprowadzimy
      dziadzia do nas, że nie dopuścimy do tego. Nie zdążyliśmy. Dziadzio zmarł. W
      szpitalu, choć nie musiał tam być,ale tak było wygodniej jego własnym córkom.
      Zmarł w samotności, w szpitalnym łóżku. Nie było przy nim jego żony, dla której
      on cale życie poświacał wszystko. Do ostatnich chwil swojej sprawności. Nie było
      córek, które miały kilka przecznic zarówno do jego domu, jak i szpitala...
      Nigdy nie znajdę usprawiedliwienia dla takich czynów.
      • Wiesz bardzo łatwo się mówi kiedy ma się usprawiedliwienie pt. mieszkam daleko,
        nie mam warunków etc. Wtedy można krzyczeć, oceniać, biadolić, że Ci się płakać
        chciało i tak dalej. A spakować szanowne cztery litery i pojechać do dziadka to
        nie łaska było?? Podcierać mu tyłek, dźwigać do łazienki i zmieniać pieluchy????
        Dlaczego od razu kiedy dziadek zachorował nie rzuciliście wszystkiego i nie
        przyjechaliście do niego się nim opiekować skoro miał tak wyrodne córki??? Nie
        zdążyliście??? A ile czasu on był chory?? Tydzień??? Taki proces trwa tygodnie,
        miesiące, a czasami nawet lata, więc tłumaczenie że nie zdążyliście jest po
        prostu nie tyle głupie co naiwne. Przykro mi ale kto faktycznie opiekował się
        starym, ciężko chorym, niepełnosprawnym człowiekiem potrafi pojąć ogrom i ciężar
        obowiązków które się z tym łączą, a ten kto potrafi tylko krzyczeć z założonymi
        rękami bo tak łatwiej daje właśnie takie argumenty jak Ty. Nie życzę Ci tego,
        ale dopiero jak staniesz twarzą w twarz z taką sytuacją będziesz miała prawo się
        wypowiadać co jest słuszne a co nie.
        • Gość: Henia IP: *.218.151.59.static.telsat.wroc.pl 08.09.09, 17:06
          Spodziewałam sie takiej właśnie odpowiedzi, tylko widzisz, moja rodzina miala
          już sprawdzian i to nie jeden,więc uwierz mi, że stanęliśmy "twarzą w twarz" już
          nie raz z ciężkimi problemami tego typu. Jeśli chodzi o mojego dziadka,to
          wszystko trwało miesiąc - nie miesiące, nie lata - jeden miesiąc potrzebny był
          do tego, by dziadek zmarł. Może tak czy siak by zmarł - do końca nie wiadomo, co
          oprócz dramatycznych odleżyn, niedożywienia i ogólnego wyczerpania mu bylo. Ale
          najblizsze mu osoby nie zrobiły wszystkiego. Zrobiły bardzo niewiele, a gdy
          tylko nadarzyła sie okazaj, oddaly do szpitala pod byle pretekstem. Nikt tutaj z
          nas nie pakował od razu walizek wiedząc, że tam jest obszerna rodzina dziadka:
          dwie córki, żona, wnukowie...cały sztab do opieki! Niepracujące córki, mogące
          się dziadziem zając. Moi rodzice pracują, ja również, mam małe dziecko, a tam
          była cala masa kochających jak się zdawało rąk. Właśnie w ciągu tego miesiąca
          zaczęliśmy orientować się, jak to wygląda. Że tak naprawdę dziadek przestał mieć
          dla nich jakąkolwiek wartość, gdy zaniemógł, a stal się tylko zbędnym problemem
          i właśnie wtedy zdecydowaliego się człowieka z odleżynami i przewiezienie go ot
          po prostu 500 km! Zresztą wyciagnij sobie wnioski: miesiąc czasu i najblizsze
          osoby szukają domu opieki społecznej!
          Zresztą potwierdzeniem wszystkiego jest to,co dzieje się teraz, już po smierci
          tamże: bitwa o skądinąd niewielki majątek dziadka. I powiem Ci krótko: mój
          tato-jego syn jest od tego daleko. Stwierdził, że on nic nie chce, że ma gdzieś
          dziadka pieniądze. Jego boli to, że dziadka juz nie ma, a dziadka żona kilka dni
          od pogrzebu zatrudniła robotników do odnowienia mieszkania.
          • A ja jeszcze raz powtarzam że krytykować i osądzać jest niezmiernie łatwo z
            odległości 500 km. IMHO jedynie gdybyś tam była i czynnie brała udział w opiece
            nad dziadkiem miała byś prawo do tego aby oceniać. Moja teściowa co dwa tygodnie
            dojeżdżała do swojej sparaliżowanej matki 450 km po to żeby na zmianę ze swoimi
            siostrami się nią opiekować. Ustaliły, że każda bierze tydzień, bo tyle jest w
            stanie wytrzymać. A też miała pracę, rodzinę i na dodatek chorą córkę która
            wymagała stałej opieki. Dla chcącego nic trudnego, ale najłatwiej jest wykręcić
            kota ogonem, zasłaniać się rodziną, pracą i stojąc z założonymi rękami
            krytykować. Dlatego Twoje słowa nie mają dla mnie jakiejkolwiek wartości, a w
            moim mniemaniu wręcz obraża osoby takie jak moja mama czy moja teściowa.
            • Gość: Henia IP: *.218.151.59.static.telsat.wroc.pl 08.09.09, 19:49
              Tak, na szczescie i twoje slowa nie maja dla mnie zadnego znaczenia. Skupiajac
              sie na temacie watku-oddanie bliskiej osoby do domu opieki spolecznej to
              skurw...wedlug mnie. W takiej rodzinie zyje,tak zostalam wychowana i zgodnie z
              tym bede postepowac i wiem to nawet na odleglosc 500 km i dlatego bede
              krytykowac pewne zachowania ile zechce.
      • Aha, mieliście dobre chęci ale w rezultacie nie pomogliście. Ale na tych co
        mieli cała czarną robotę do zrobienia, się oburzacie. Bardzo typowe. Z tego co
        piszesz widać, że jeszcze nikim się nie opiekowałaś, ale buzię masz pełną komunałów.
    • To zależy.

      Jeśli w rodzinie wszyscy pracują, do tego mieszkają w niedużym mieszkaniu/domku,
      starszej osobie może wcale nie być tam dobrze.

      Myślę, że istnieją domy opieki, w których taka osoba może być szczęśliwsza -
      otoczona ludźmi w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach, niepozostawiona
      sama sobie. Warunki są dwa: trzeba takie miejsce starannie wybrać, no i często
      tę osobę odwiedzać!

      Oczywiście sam zainteresowany powinien mieć w tej kwestii coś do powiedzenia.

      Kocham mojego tatę i nie miałabym nic przeciwko mieszkaniu z nim jak będzie
      naprawdę stary - ale musiałabym mieć trochę większe mieszkanie. Chyba że sam
      będzie wolał jakieś "kolonie".
      • To zależy.

        Jeśli w rodzinie wszyscy pracują, do tego mieszkają w niedużym mieszkaniu/domku,
        starszej osobie może wcale nie być tam dobrze.
        Myślę, że istnieją domy opieki, w których taka osoba może być szczęśliwsza -
        otoczona ludźmi w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach.

        Absolutna nieprawda, co jest od dawna potwierdzone psychologicznie.
        Osoba w podeszłym wieku przebywająca wsród ludzi tak samo niedołężnych i
        skupionych na swoich chorobach jak ona, a często będących w jeszcze gorszym
        stanie, widząc to, popada szybciej w stany depresyjne, szybciej podupada na
        zdrowiu, bardziej odechciewa jej się żyć, widzi, źe jest taka jak tamci.
        Na starego człowieka zbawiennie i ożywczo wpływa towarzystwo młodszych,
        zwłaszcza wnucząt, szczególnie takich, którzy stanowią łącznik z życiem, ze
        współczesnym światem. I nie ma żadnego znaczenia, że w domu opieki od rana
        spotykają kogoś, a we własnym domu muszą posiedzieć i poczekać aż dzieci wrócą
        ze szkoły a dorośli z pracy. Dam sobie uciąc obie ręce, że każdy z nich wybierze
        ten drugi wariant.

      • Nie mówimy tu raczej o osobach w podeszłym wieku, które są zniedołężniałe ale
        jakoś działają, mówimy o osobach sparaliżowanych albo z demencją, alzeimerem,
        które wymagają całodobowej opieki pielęgniarskiej, które nie panują nad
        fizjologią i nie utrzymują żadnego kontaktu z rzeczywistością, nie potrafią
        zrobić najprostszej rzeczy, natomiast potrafią odkręcić gaz, rozpalić ognisko w
        domu.
    • Tak sobie czytam i myślę...

      Wiele lat temu opiekowałam się moją chora na raka babcią. Ona miała siedmioro
      dzieci, mnóstwo wnucząt - i na każdego przypadało dwa tygodnie "dyżuru" rocznie.

      Uważam, że to było w porządku, że nauczyłam się wielu rzeczy, które potem mi się
      przydały. Np. opanowywać obrzydzenie przy tualecie (pampersów nie było),
      wykazywać cierpliwość,funkcjonować po nieprzespanej nocy (babcia na morfinie
      potrafiła nieźle rozrabiać).

      Uzyskałam pewien dystans do choroby i ludzi chorych, wzrosło moje zachwiane w
      wieku dojrzewania poczucie wartości (mogę być pożyteczna, jestem odpowiedzialną
      opiekunką, osobą sprawczą i dobrą itd.).

      Ale to było dwa tygodnie... Sądzę, że już miesiąc mogłoby stanowić wyzwanie zbyt
      trudne dla niepełnoletniej podfruwajki.

      Kiedy wypisano moją mamę po operacji ze szpitala, to wprost do hospicjum. Do
      hospicjum, bo wymagała 24 godzinnej pomocy medycznej (zmiana opatrunków,
      kroplówki, dawkowanie morfiny itp).

      Jasne - mogłyśmy z siostrą wynająć urządzenia, pielęgniarki na trzy zmiany i ew.
      panią do pomocy - ale mama wyraźnie wolała pomoc specjalistyczną. Czuła się
      bezpieczniejsza. Zresztą opieka - siostry zakonne - była bardzo profesjonalne i
      jednocześnie życzliwa. Wiem, bo z siostrą siedziałyśmy u mamy co drugi dzień
      (raz ona, raz ja).

      Fakt, że to też było dość drogo - ale jakoś sobie poradziłyśmy. Jednak nie wiem,
      czy odważyłabym się oddać mamę do zwykłego domu opieki, gdy byłaby zdrowa, tylko
      niedołężna. Chyba nie potrafiłabym sobie wmówić, że jest jej tam dobrze.

      • Wiesz, są domy opieki gdzie ludziom w nich mieszkającym jest dobrze. Nasza
        babcia kiedy jeszcze była w stanie latem od czerwca do sierpnia jeździła do
        takiego domu w Konstancinie, do sióstr zakonnych. Po prawie 8 miesiącach
        spędzanych praktycznie w domu (miała sztuczny staw biodrowy i osteoporozę, a my
        mieszkaliśmy na 4 piętrze bez windy) pomijając krótkie spacerki po podwórku, te
        3 miesiące w Konstancinie były dla niej niczym wakacje. Tak właśnie je nazywała,
        że jedzie na wakacje. Na terenie tego domu był piękny park o który dbali
        pensjonariusze wraz z siostrami, ogród i warzywnik, można było się z babcią
        przejść lub przysiąść na świeżym powietrzu, jej stan (miała Alzheimera) znacznie
        się poprawiał po pobycie w tym domu. Było tam wiele starszych osób które
        mieszkały tam cały rok, z własnej woli i były zadowolone. Z tym że był to dom
        dla osób sprawnych fizycznie. Nie było tanio ale byliśmy w stanie się złożyć na
        te wakacje dla babci.
        • jak jest fajnie to jest fajnie, ale jak babcia/dziadek/mama/tata ciężko
          zachorują to już gorzej. zwłaszcza dla nich. wtedy "no ale ja mam pracę" albo "w
          tym pięknym domu będzie ci dobrze tatusiu"...

          a tak naprawdę chodzi o to, że się wam nie chce zajmowac starym zniedołężniałym
          człowiekiem, który swoje życie poświęcił wam. że wam zmieniał pieluchy, uczył
          czytać, łaził na wywiadówki, zapewniał wakacje, zimowiska, brał do kina, na
          barana, do muzeum. to było, tak? już nieważne, bo teraz my mamy swoje zycie i
          rodzinki,które trzeba karmić.

          to pół biedy, ale gorzej jak się rodzinki jeszcze nie ma i kombinuje z
          panienkami na prawo i lewo. no tak, taki zafajdany tatuś czy mamusia, którego
          trzeba wymyć i włożyć nowego pampersa to wyklucza kolejną randkę z panieneczką.
          więc bach starego do prijutu, niech zdycha, odwiedzi się go przy niedzieli i
          wszyscy powiedzą "jaki kochany synek, tatuńcia odwiedził!"...

          ale są też tacy, którzy mają coś takiego jak pieprzone sumienie. nie mogliby
          dymać spokojnie panienki wiedząc,że stary czy stara leży teraz właśnie u kresu
          swych dni będąc w jakimś prijucie, gdzie biorą tylko kasiorę z emerytury a ty
          stary dziadu spieprzaj i sam se wsadź basen albo czekaj aż wypije herbatkę.a jak
          rozrabiasz, bo masz zwidy, to bach głupiego jasia łykaj i w kimono.
          jak przyjeżdża "kochana i troskliwa rodzinka" po mszy i konfesjonalce, gdzie
          wytrzepała trzy zdrowaśki za "ciężkie grzechy" minionego tygodnia, to tatuś
          czysty i pachnący jak pomarańczki które mu rodzinka przywozi a które on "na
          pewno" sam zeżre, jak go karmić łyżeczką już trzeba.

          jestem dziennikarzem tv, mój ojciec nim był i matka. on umarł na raka, ona ma
          alzheimera od kilku lat a zaczęło się po jego śmierci. zajmuje się matką na
          zmianę z siostrą. pracuję tylko ja,rzadko bo to wolny zawód, ale zarabiam
          świetnie, starcza z powodzeniem na życie dla trzech osób.

          zmieniamy jej pampersy, myjemy,karmimy, chodzimy za rączkę noga za nogą na
          spacery, pytamy ją co to za kwiatek albo jaki ptaszek siedzi na płocie. mama
          jest wesoła i uśmiechnięta. czysta i zadbana, najedzona. moje i siostry życie
          towarzyskie jednak legło w gruzach. na nic nie mamy czasu, nawet by pójść
          spokojnie na grób ojca. wszelkie próby zakładania związków kończyły się fiaskiem
          "pojedziemy kochanie na miesiąc nad morze?-nie bo mama- to pojedź sobie z mamą,
          pa". sąsiedzi nie mówią mamie dzień dobry gdy ta patrzy na nich roześmiana i
          ufna jak dziecko.

          najbliższa rodzina jak ojciec żył-byli u nas co tydzień przyjeżdżając w
          odwiedziny z południa polski. jak umarł-ani razu. jak zachorowała mama,
          przestali nawet dzwonić do niej z życzeniami. a ona ciągle o nich pyta. już ją
          okłamujemy z siostra, że przyjadą jutro, za tydzień. po chwili zapomina. a
          rodzina jest w stolicy co parę dni m.in. na grobie mojego ojca (cmentarz-2km od
          mojego domu, ale nie, za daleko, nie przyjadą odwiedzić mojej mamy swoim nowym
          volvo, jeszcze sobie pobrudzi wujostwo garniturki i żakieciki jak mama splunie
          przy posiłku).
          a potem słyszę od nich: "jak wy możecie! taki syf na grobie taty! bójcie się
          boga"...

          nie wyobrażam sobie, żeby mamę- za namową wszystkich znajomych i kochanej
          rodzinki- oddać do prijutu a samemu iść wtenczas korzystać z żywota, rypać
          laski, melanżować na potęgę, rozbijać się furą w sopocie etc...
          czemu sobie nie wyobrażam?
          bo to moja matka jest!!!
          • Cyniku, rozumiem i współczuję choroby mamy. Ale weź też pod uwagę, że nie
            wszyscy mają rodzinę chętną do pomocy lub są jedynakami i nie mają rodzeństwa.
            Zostają wtedy z tą chorą osobą sami, pół biedy jeśli jest ona sprawna fizycznie,
            gorzej jeśli jest przewlekle leżąca. Taką osobę trzeba codziennie parę razy
            przewinąć, oklepać, przewracać z boku na bok żeby nie miała odleżyn, przenieść
            do wanny, żeby ją umyć bądź wykąpać. Nie zawsze opiekunami są osoby w sile
            wieku, ale np. osoby w wieku 50 - 60 lat dla których taki codzienny wysiłek może
            się kiepsko skończyć. I wtedy pozostają oni ze schorzeniem kręgosłupa wraz z
            leżącym rodzicem. Ale to są skrajne przypadki, które choć rzadkie ale też się
            zdarzają.
            Natomiast niestety większość przypadków Alzheimera kończy się tym, że chory
            odmawia jedzenia, tak było w przypadku mojej babci. Po prostu odmówiła
            przyjmowania napojów i pokarmów i koniec, karmienie na siłę nic nie dawało. W
            tej sytuacji potrzebna jest specjalistyczna opieka, czyli osoba która będzie
            zakładała sondę do nosową do karmienia, a potem zakładała kroplówki, opatrywała
            wciąż pojawiające się odleżyny i podawała silne leki przeciwbólowe. Myśmy nie
            mieli innego wyjścia niż umieszczenie babci w szpitalu, ale i stamtąd po pewnym
            czasie polecono mi ją zabrać i umieścić w hospicjum jako jak to się pani doktor
            ładnie wyraziła, przypadek nie rokujący szans na wyleczenie. I co wtedy należy
            zrobić? Do domu bałam się ją wziąć bo nie jestem chirurgiem ani pielęgniarką i
            nie potrafię poradzić sobie z sytuacją kiedy wraz z opatrunkiem schodzi skóra,
            nie potrafię podłączyć kroplówki, a nikt nie pozwoli mi robić zastrzyków z
            morfiny. W dzień jeszcze mogłabym liczyć na pielęgniarkę środowiskową, ale w
            nocy??? Czasami więc los, a może co innego stawia nas pod ścianą, bez możliwości
            dokonania takiego wyboru jakiego byśmy chcieli. Czasami mimo, że kłóci się to z
            naszym światopoglądem nie mamy wyboru i to niestety jest najgorsze i
            najtrudniejsze, jeśli chcesz pomóc, a nie możesz bo nie jesteś w stanie.
          • Gość: . IP: *.adsl.inetia.pl 22.09.09, 15:53
            Nie chcę się zajmować moja matką ,bo mam do niej żal za to,że odkąd
            pamiętam powtarzała mi,że domu rodzinnym nie ma dla mnie miejsca,jest
            przeznaczony dla mojego brata,więc mam sobie tak ułożyć życie by iść
            z domu,że mam być jej wdzięczna za to ,że nie oddała mnie do domu
            dziecka,że wolała chłopca a urodziła nic nie wartą dziewuchę,że się
            mnie wstydzi,że jestem głupia,że głupio się śmieje,robię głupie
            miny,źle stoję,nic nie umiem, źle się uczyłam i nie zostałam
            światowej sławy lekarką bądź prawnikiem lub itp,śmiałam wyjść za mąż
            i to nie bogato tylko za dziada i tym samym nie przyniosłam korzyści
            finansowych rodzinie czyli jej,jestem podobna do teściowej i tak jak
            ona będę dzieciorobem,jestem niewdzięcznicą,mam w sobie diabła,że mam
            wypie...ć z jej domu,że mój ociec to dziad itp.itd.Czułam się jak
            pies,jak takie nic nie warte gó...,po prostu śmieć.Jestem psychiczną
            kaleką,a "to" jest we mnie tak głęboko,że nawet teraz po tylu latach
            gdy usłyszę coś miłego na swój temat to staje czujna,bo nie mogę
            uwierzyć w to,że mam w sobie coś dobrego.

            Wachlarz wyzwisk i szykan moja matka miała duży,a jej awantury trwały
            nieraz po kilka dni.
            Pisze w czasie przeszłym bo od kilku lat nie utrzymuje z nią
            kontaktu.
            O dziwo, jakoś nie umarła mimo,że na każdym kroku kiedy nie chciałam czegoś zrobić groziła mi śmiercią( odkąd pamiętam twierdziła,że jest
            śmiertelnie chora,jej dni są policzone )albo tym,ze popełni przeze
            mnie samobójstwo.
            Każdy ma takie dzieci na jakie sobie zasłużył.Nie nauczyła mnie
            szacunku,bo nigdy go dla mnie nie miała,nie nauczyła czułości,
            miłości,uczyła mnie tylko pogardy,nienawiści,bycia
            dwulicowym,fałszywym.Kto sieje wiatr burzę zbiera.
            Nazwij mnie jak chcesz...
          • Ja się właśnie przekonuję jak to jest zmieniać pieluchy ojcu, który
            waży jakieś 95 kg. Leży, prawie bezwładnie, nie pomaga, myć go
            trzeba na leżąco, podawać regularnie leki, posiłki, zmieniać
            pieluchy w odpowiednim czasie bo inaczej mokra jest pościel, coś się
            wydostanie, pobrudzi a od leżenia w mokrym robią się odleżyny. I co?
            Jestem ja i moja mama jego była żona - myje mu tyłek z kupy mimo,ze
            sa 13 lat po rozwodzie i nie musi, wim,ze robi to dla mnie. Obie
            pracujemy a on leży prawie cały dzień sam. Mops przydzielił
            opiekunkę na 1 h dziennie, która jest mała i chuda i na nic nie ma
            siły. I co? Niech ktoś mi powie tylko, że żle zrobie jak go oddam do
            domu opieki, gdzie bedzie miał to wszystko czego ja mu nie zapewnie.
            Ale krytykować pewnie najłatwiej tym, którzy tego nie doświadczyli
            albo "męczennikom", którzy bez względu na to jaki poziom opieki
            zapewnią będą mogli sasiadom pokazać,że oni są tacy super fajni i
            pójdą do nieba.
            --
            a teraz Anna Geras - kobieta, która gryzie szkło.
            --
            • ojciec umarł w 2001 na raka mózgu.
              brat w 2004 wpadł pod pociąg.
              babcia zmarła na raka płuc w 2005.
              wtedy mama zaczęła pić. i piła przez kilka lat skutecznie dezorganizując mi
              życie w dzień i w nocy
              a potem zapukał jej do głowy pan alzheimer i już w niej tak siedzi 4 lata.
              mama waży-95kg.
              nie chodzi. z trudem mówi. nie potrafi sama się umyć ani zjeść.
              porusza się na wózku inwalidzkim.
              trzeba ją rano nakarmic. na szczęście nie jestem sam. z matka zamujemy się razem
              z siostrą.
              zrezygnowała z tego powodu z intratnej posadki w tvp.
              ale nic.
              potem trzeba zaprowadzić mamę na sedes i zaczekać na kupę. potem umyć.
              około południa obiad. trzeba nakarmić.
              potem zaprowadzić ponownie do kibla. czekać aż zrobi swoje.
              jak zrobi-umyć. wracamy do pokoju. oglądamy tv. w międzyczasie podjadamy
              jabłuszka i czekoladki i mandarynki. pijemy kompot.
              więc niebawem do kibla na siusiu.
              po powrocie przygotowujemy lancz-paróweczki z musztardą i sałatka pomidorową.
              pora teleekspresu.
              po posiłku do kibla.
              po kiblu kąpiel a po niej czas na podwieczorek, zaczynają się fakty-czekolada na
              gorąco.
              na wiadomościach jabłka. niebawem trzeba zacząć przygotowywać kolację, ale
              wcześniej do kibla po jabłuszkach i czekoladzie.
              zbliża się 20. i kolacja-po niej kibel. do mw 22leci tvp info (gdzie pracuję) i
              oglądamy wszystkie audycje tej stacji (mama poznaje wszystkich prezenterów i
              śmieje i cieszy jak dziecko gdy ich widzi jak i mnie gdy wracam ze studia do domu).
              tak więc ok. 22 kolacja. oczywiście jak wszystkie wcześniej wymienione
              posiłki-mama wymaga karmienia. potem kolejna ostatnia juz toaleta. wracamy na
              wózku inwalidzkim do salonu. zakładamy z siostra pampersa mamie i 23. idziemy
              spać. by ok 7. zacząć kolejny dzień.
              nadmieniam, że gdy ja jestem w robocie wszystkie ww czynności z mamą robi sama
              siostra.
              a państwo?
              państwo oferuje 150zł dodatku pielęgnacyjnego i wątłą studentkę pedagogiki na
              praktyce w Domu Opieki Społecznej by intensywnie pomagała.
              czyli robiła herbatę mamie i zasypywała ją cukrem.
              pewnie z tego tytułu zostanie dyplomowanym pedagogiem/psychologiem...
              i to jest ta "intensywna" pomoc...
              nie oczekuję od nikogo pomocy. zarabiam lepiej niż doskonale.
              ale gdybym nie zarabiał?
              co z mamą?
              dom opieki społecznej?

              tak wiekszośc z was na pewno pomyśli. że trzeba żyć własnym życiem, robić
              karierę, bachory, co niedziela klepać pacior a w wigilię kolendy z
              wujkiem,dziadkiem i nn ciocią a po świętach papa.
              chorujcie i umierajcie bo my młodzi mamy swoje życie.
              a moja rodzinka wcześniej przybędzie na grób taty,postawi znicze większe od
              pomnika i znowu powie: co za syf.

              m. reporter tvp info
              ale po prostu człowiek chyba.
              • Życzę Twojej Mamie 100 lat, Tobie również.
                --
                świat w zupełnie starym stylu
                ---------------
                Bielizna to podstawa
              • Dlaczego nie wynajmniesz opiekunki? Jak sam napisałeś - zarabiasz
                lepiej niż doskonale.

                Masz pracę, wypracowujesz sobie emeryturę i jako mężczyzna możesz
                dużo później założyć rodzinę. A siostra?
                Z postów wynika, że siedzi cały dzień z mamą. Ona też kiedyś będzie
                w wieku emerytalnym. Kiedyś może zechcieć mieć rodzinę, dzieci.
                --
                _____________________________________
                Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....

                • Takie sprzeczanie się czy ktoś ma więcej czas i pieniędzy na
                  zajmowanie się osobą bliską w ciężkim stanie jest moim zdanie
                  okropne i ciekawe jak jeszczc długo trwać będzie.
                  Wszystko to z powodu nieudolnych kolejnych ekip rządzących które
                  problemy finansowe Służby Zdrowia stale odstawiają na tor boczny.
                  Przecież są kraje gdzie jest właściwa organizacji pomocy ,
                  gdzie wychodzi się do obywatela z pomocną dłonią. Gdzie
                  na koszt państwa modernizuje się mieszkania i łazienki
                  oraz wysyła pielęgniarki całodobowe.
                  Młodzi ludzie muszą pracować i nie ze swojej woli często nie
                  mają czasu na zajmowanie się osobami bliskimi na tyle na ile by chcieli a także
                  brak im wiedzy i doświadczenia jak należy
                  pielęgnować chorego.
                  Więc zarzucanie osobom innym złych intencji jest nie na miejscu.
                  Jestem osobą w podeszłym wieku i wcale nie chciałabym aby mój syn poświęcał
                  swoją karierę i życie osobiste na stała opiekę przy mnie.
    • Ja bym nie potępiała wszystkich, którzy oddają swoich bliskich do hospicjów, czy
      domów starców. Ważne chyba tutaj jest, dlaczego to robią: żeby zyskac
      mieszkanie, pozbyc się starca? Czy po prostu nie dają rady się opiekowac... Ja
      mam taki przypadek w rodzinie, moja babcia ma demencję starczą (Alzheimer,
      miażdżyca itp.). Coraż rzadziej ma "lepsze dni". Podczas tych lepszych dnia
      zadaje co dwie minuty to samo pytanie. Podczas gorszych wpada w histerie,
      krzyczy, niszczy co ma pod ręką. Często chowa leki i szukamy ich cały dzień,
      obraża się (bo coś sobie wyobraziła, ze się stało. lub przypomniała sobię jakąs
      konfliktową sytuacje sprzed kilku lat i myśli, ze to sie stało przed chwilą)i
      nie je kilka dni, włącza nagle gaz, chowa jedzenie, chowa brudne naczynia do
      szafek i robi bardzo wiele innych rzeczy, które sa dla nas uciążliwe. mieszka z
      moim dziadkiem, on przebywa z nią ciągle. Często przyjeżdżać ktoś z rodziny i
      siedzi z babcią i zwalniamy dziadka na kilka godzin, cały dzień z opieki, żeby
      mógł odpocząc. Musimy się tym dzielić, bo nie jesteśmy w stanie psychicznie
      wytrzymać zachowania. Wiemy, ze to choroba, szkoda nam babci, ale to ciężko
      wytrzymać psychicznie... nie wykluczam, ze się kiedyś złamiemy. Szczególnie, ze
      nie mozemy z nią byc 24 godziny, nie moge jej zabrac do domu do siebie na stałe,
      bo musimy tez życ, pracowac. Samo sie nie zrobi. A babcia nawet na minutę nie
      moze zostac sama.
      Dlatego ja jestem w stanie zrozumiec, że ktoś nie wytrzymuje i oddaje starszą
      osobę do domu opieki. Czasami lepsze jest to, tam się zajmą nią profesjonaliści,
      a my możemy do niej przyjeżdzac nawet codziennie. A gdy człowiekowi psychika
      wysiądzie, to moze taką osobę bardzo skrzywdzic...i tego bym nie chciała.
      • Witam.
        Szukam wsparcia po oddaniu mojej siostry 83-letniej do ZOL. Ma diagnozę otępienie naczyniowe; nie wiem jaka jest róznica między Alzheimerem a tym rodzajem otępienia. Z literatury znajduję taką różnicę jedynie w tym, że siostra dokładnie rozpoznaje osoby i ma niezwykle donośny głos, wyraźną mowę. Nie będę opisywać gehenny jaką przeszłam przez 2 lata a także 90-letni szwagier, jej mąż. Dzieci nie mieli. Zdecydowałam, że więcej nie dam rady. Od 1,5 miesiąca siostra jest w ZOL. Tam leki i może nowe środowisko tak ją zmieniły, że jestem w skrajnym szoku. Była niezwykle agresywna słownie, a nawet próbowała fizycznie /ale jest za słaba na szczęście - rzucała tylko w męża drobnymi przedmiotami/. Niespokojne noce, wieczne wrzaski i pakowanie się, przebieranie, wyprowadzki!!!!.......... Tam stała się taka pokorna. mówi do mnie zdrobniale po imieniu /nigdy w życiu do mnie tak nie mówiła/, płacze, pyta kiedy wyjdzie do domu /tylko którego?/. Serce mi pęka. Mam poczucie winy i znowu ciagle kołowrót myśli w głowie, co robić. Narazie chodze tam 1x w tygodniu, bo potem nie mogę się pozbierać psychicznie. Ponieważ ZOL jest w tym samym mieście więc podwoże tam sąsiadkę, jeździ mój syn odwiedzić ciocię. Personel ZOL mówi, że zabieranie jej teraz np. na przepustki tylko pogorszy sprawę, bo znowu Ją rozdrażni, otworzy rany moje i jej. Chyba, że zdecyduje się, ze zabiorę Ja na stałe. To jest niemożliwe. Na sama myśl koszmaru jaki przechodziłam ogarnia mnie przerażenie. Chyba najtrudniej jest mi z sąsiadami. To już wiekowi ludzie i wyczuwam w rozmowach jakieś aluzje, że siostrę oddałam do "umieralni". Gdy była w domu wszyscy omijali dom szerokim łukiem, bo słyszeli, że ma alzheimera. Do obcych ludzi jednak była miła i trudno było poznać w krótkiej rozmowie, że coś nie tak. Uważam, że siostra ma tam dobrą względnie opiekę. Wiadomo, że nie może rządzić tak jak w domu, że chodzilismy na paluszkach, aby Jej nie zdenerwować, a ona i tak wrzeszcała stekiem wyzwisk, bluźnierstw, złożeczeń....uff. Ja byłam k....ą, szmatą dziwką na okrągło, a jej mąż ukraińcem, skur....... Wtedy byłam na nią wściekła, a musiałam ugotować, wyprać, sprzątnąć, pomóc wstać, a czasami wytrzeć tyłek. Teraz odczuwam zupełnie inne, ale jakże znowu trudne emocje : współczucie, poczucie winy, żal. Jak tu nie zwariować. Mam p.winy, że zwabiliśmy Ją w pułapkę, nakłamalismy, że jedzie do szpitala trochę się podkurować i dała się namówić. Potem przez 2 tygodnie robiła wojny w ZOL podobnie jak w domu, ale leki zrobiły swoje i obecnie jest spokojna. Niestety podupadła na nogi. Już w domu słabo sie poruszała, a teraz ledwo przejdzie 3 m z pomocą. Najgorsze są pytania kiedy pójdzie do domu. Zmieniam temat. To, że dotąd wytrwałam i nie zabrałam jej zawdzięczam wsparciu ludzi i kierowaniu się rozsądkiem, a nie uczuciami choć to one są na pierwszym planie. Może ktos ma takie doświadczenia. Chętnie nawiązałabym dialog. Nie myslałam, że bedzie to aż tak trudne. Siostra tuz po naszym wyjściu, nie pamięta, że byliśmy. Mówi, że nikt jej nie odwiedza nigdy, czy oni żyją. Jestem w trakcie załatwiania ubezwłasnowolnienia, bo tak sobie życzyła lekarz w ZOL. Myślę, czy miałoby sens zmiana miejsca na Dom Opieki Społecznej, skoro siostra i tak będzie prawdopodobnie już leżeć wkrótce.
    • Witam

      Moim zdaniem takie domy opieki to wspaniały wynalazek, są wygodne, przebywają w nim ludzie w podobnym wieku z różnymi dolegliwościami także mogą dzielić się swoimi doświadczeniami ale również wspierać się wzajemnie. Moim zdaniem umieralnia jest właśnie w domu gdzie np taki staruszek zamyka się i prawie nie wychodzi z domu a rodzina nie ma czasu tak często go odwiedzać. Wiem coś o tym bo u mnie był właśnie taki problem, moja mama po śmierci taty strasznie zmizerniała, odsunęła się od ludzi, mówiła że tylko czeka żeby pójść do taty. Ciężko mi było podjąć tą decyzję, przewertowałam internet i wypisałam domy opieki, wzięłłam dzień wolny i pojeździłam aby sprawdzić jak to wygląda. I znalazłam, jest naprawdę fantastyczny, blisko warszawy ale na tyle daleko że można odpocząć na łonie natury, komfortowy i z całodobową opieką smile mama odżyła, udziela się towarzysko i jest szczęśliwasmile
      Gdyby ktoś był zainteresowany to dom opieki dla osób starszych Pogodna Jesień

      Pozdrawiam wszystkich wahających sięsmile
    • Umieszczenie bliskiej osoby w domu opieki przy obecnym pędzącym trybie życia jest rozsądnym wyjściem, złaszcza jeżeli jest to osoba wymagająca opieki 24/h. W Polsce panuje stereotyp na ten temat. Należy znaleść tylko takie miejsce, gdyż obecnie pojawiają się różne domy. Uważam, iż ważną rzeczą na którą należy zwróciść uwagę to wpis to rejestru zoz oraz personel.
    • Ja osobiście miałam duży dylemat kiedy musiałam podjąć decyzję o oddaniu mamy do domu opieki. Teraz jednak wiem, że to było najlepsze rozwiązanie, a co więcej tego zdania jest również moja mama. Opiekunki, które przychodziły do nas do domu nie zawsze były przyjaźnie nastawione i odpowiednio wykwalifikowane. Teraz mama mieszka w pięknym domu, w malowniczej okolicy. Dodatkowo ma kontakt z wieloma osobami w swoim wieku, a to bardzo ważne. Sądzę, że jeżeli tylko dom jest dobrze wybrany to wszyscy są zadowoleni z takiego rozwiązania. Wejdźcie na stronę i sami oceńcie czy w takim miejscu można być nieszczęśliwym.
      www.gorskidomseniora.pl
    • powiem wam jedno moja mama byla kochajaca mama i babcia odalaby wszystko za swoje dzxieci i wnuki byla kobiteta do rany przyloz prwnego dnia stalo sie cos nie oczekiwanego zapadla w spiaczke cukrzycowa z ktorej sie juz nie obudzila mieszkala ze mna i moim bratem jego zona i moja corka mala miala w tedy rok lekarze powiedzieli w szpitalu ze oni zrobili juz wszystko moja mama byla jak malutkie dziecko trzeba bylo ja przebierac karmic i poic z butelki wiedzialam co mnie czeka ale bylam zdecydowana zabrac ja do domu i zajmowac sie nia mimo ze mialam male dziecko ale ona byla moja mama odala cale swoje zycie aby mnie wychowac i pielegnowac moi 3 bracia chcieli odac ja do hospicjum ja sie na to nie godzilam oni bali sie odpowiedzialnosci wiec moja rodzienstwo sfalszowalo moj podpis aby odac ja do hospicjum tam moja mama byla przywiazana do luzka nie chciala jesc pic i po 3 tygodniach zmarla nie potrafie sobie tego darowac mam wrazenie ze to moja wina ale co moge zrobic jest po fakcie moja mamusia nie zyje juz 5 lat a ja ciagle mam wrazenie jakby to bylo wczoraj powiem tylko jedno odac bliska osobe do hospicjum to jest najgorsza rzecz jaka mozna zrobic czlowiekowi bo ktos boi sie odpowiedzialnosci
    • Witam.
      Kilka miesięcy nosiłam się z pytaniem, czy dobrze robię chcąc oddać babcię do Domu Opieki. Muszę przyznać, że to była bardzo trudna decyzja. Szukałam kilka miesięcy. W końcu znalazłam. Jestem bardzo zadowolona, bo wiem, że moja kochana babcia ma tam doskonałą opiekę. Gdy Ją odwiedzam jest zawsze starannie ubrana, chwali sobie jedzenie, choć jest niesamowicie wybredna w tej kwestii. Zauważyłam, że opiekunki i pielęgniarki są na każde zawołanie Staruszków. Kto chce może iść do kościoła, a ksiądz odwiedza moją babcie co miesiąc. Moja babcia wróciła do swojego hobby i znowu rysuje i maluje. Dlatego mogę z czystym sumieniem polecić ten dom:

      Dom Pogodnej Starości
      ul. 3 Maja 7
      Sulejówek
      tel. 22 613 09 02 532 566 991
      www.dompogodnejstarosci
      biuro@dompogodnejstarosci.pl
      Jesteśmy obie zadowolone, tym bardziej, .że cena jest naprawdę przystępna

      • Jeśli szukacie naprawdę dobrego domu opieki, to szczerze polecam NZOZ „Eden”. Mieści się on w cichej spokojnej okolicy, w Aninie. Cena za pobyt jest niska, a opieka fachowa (pielęgniarka, opiekunka 24 h). Opieka lekarska też jest zapewniona. Umieściłam tu swoją mamę. Z pobytu jest bardzo zadowolona. Ma nawet rehabilitację i zajęcia terapeutyczne w cenie. Dla zainteresowanych poniżej zostawię dane kontaktowe oraz link do strony internetowej:
        Dom Opieki "EDEN"
        04-656 Warszawa
        ul. Antenowa 7
        tel/fax (22) 812 55 12
        Tel kom 501 337 147
        www.domopiekieden.pl
        biuro@domopiekieden.pl
      • Witam.
        Niedawno zmuszona byłam do znalezienia dla mojego dziadka dobrego domu opieki. Mój dziadek jest wymagającą osobą. Byle co Go nie zadowoli. Chciał mieć ciągły kontakt z pielęgniarką, zorganizowany czas, rehabilitację na miejscu, posiłki dla diabetyka. Ale najważniejsza była dla Niego atmosfera. To wszystko znaleźliśmy w Aninie. Gorąco polecam:
        Dom Opieki "Pod świerkami"
        04-656 Warszawa
        ul. Antenowa 8
        Tel/fax: (22) 613 09 02
        Tel kom. 532 566 991
        www.domopiekipodswierkami.pl
        biuro@domopiekipodswierkami.pl
        • Watek stary ale odswiezam. Moja rodzina sie sypie z powodu choroby tesciowej dlatego podtanowilam ze wrecz zazadam by mnie dzieci oddaly do domu opieki. Nie chce byc ciezarem dla innych . Nie wyobrazam sobie tego ze moja corka zaniedba swoja rodzine by mi pomoc

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.