Dodaj do ulubionych

Oddanie bliskiej osoby do domu opieki to zbrodnia?

19.08.09, 10:50
Jesteśmy społeczeństwem tradycyjnym, które kiedyś posiadało
tradycyjny model rodziny wielopokoleniowej żyjącej pod wspólnym
dachem. Niestety (albo stety) w poprzedniem ustroju odeszliśmy od
tego, a starość i przewlekłe choroby stały się wstydliwym tabu.
Niestety niewydolność systemu opieku nad osobami potrzebującymi
opieki i pomocy oraz mit "domu starców" jako umieralni.
Nadal pokutuje potępianie osób, którzy opiekę nad chorymi i
potrzebującymi stałej opieki bliskimi przekazują specjalistycznym
ośrodkom, gdzie na miejscu zatrudniony jest personel o duzo wyższych
kwalifikacjach niż domownicy. Dlaczego traktujemy takie miejsca jak
żywe kostnice, a nie jak sanatorium; czemu powielamy głupie
stereotypy?
Problem polega nie ma miejscu pobytu bliskich, ale na
zainteresowaniu ich osobą i częstotliwością odwiedzin.
--
s@lon
Edytor zaawansowany
  • 25.08.09, 19:34

    Skąd takie pytanie? Czy oddając osobę bliską życzy się Jej śmierci?
    Przecież w hospicjach jest wspaniała opieka jak panuje powszechna
    opinia.
  • 06.09.09, 13:17
    A ile razy nie odajac schorowanego seniora marzy sie o tym, jak sie pokoj po
    kiedys tam zmarlym seniorze urzadzi...
    --
    Gasofnia
  • 06.09.09, 14:06
    jakby tego nie nazywac...nie motywowac..

    oddawanie ludzi kiedy staja sie uciazliwi, klopotliwi, ludzi ktorzy poswiecali
    nam swoje zycie, czas, jest dla mnie dranstwem

    a bajki o lepszej opiece.. nie wierze, w to ze ktos woli spedzac starosc,
    chorobe wsrod obcych!

    sa inne mozliwosci, dom opieki kosztuje, za to mozna oplacic opiekunke..jesli
    sie jest w pracy
    tylko trzeba chciec sie pomeczyc, dac cos z siebie

    obym nigdy nie zmienila zdania- nie moglabym spac wiedzac, ze moj ojciec konczy
    zycie w jakims osrodku, sam

    ale to juz kwestia wychowania, zasad, wartosci
    jesli ktos woli wycieczke do grecji niz uzeranie sie z babcia uciazliwa, i dla
    niego to przykry obowiazek, ktorego na dodatek latwo sie dzis pozbyc... to
    pojawiaja sie bajki o opiece wspanialej w osrodku..smutne

  • 06.09.09, 14:08
    zyjac na zachodzie widzialam na kazdym rogu dom opieki i samotnych, bogatych
    mieszkancow- umierali dosc szybko, w wygodzie luksusie i samotnosci...

    i jednoczesnie muzulmanskie rodziny( ktorymi przeciez gardzimy prawda?)ktore
    cala zgraja biegly na plaze a na koncu dwoch nasyoletnich wnukow pchalo wozek z
    wiekowa babcia

    i kto tu jest dzikusem?
  • 06.09.09, 14:43
    Ano właśnie problem w tym, aby cała rodzina solidarnie poczuwała się do opieki
    nad zniedołężniałym seniorem. Zwykle tak nie jest, znajduje się w rodzinie
    jednego jelenia o miękkim sercu i jemu wciska niedołężną babcię/dziadka. Jak
    jeleń zaczyna padać na nos ze zmęczenia wszyscy wygłaszają kazania o obowiązkach
    moralnych, przy czym najwięcej krzyczą ci co nic nie robią.
    Idealne rozwiązania na temat opiekunek, kiedy jesteśmy w pracy, włóż sobie
    między bajki, widać, że nie masz pojęcia o 24-godzinnej pielęgnacji staruszka z
    alzheimerem czy czymś podobnym. Ale co to szkodzi się pomądrzyć, jak szlachetnie
    się wypada.
  • 06.09.09, 15:29
    Otóż to. Mieliśmy pod opieką 93 letnią babcię, bo żadne z licznego rodzeństwa
    mojej matki nie poczuwało się do opieki. Efekt? Matka musiała przeprowadzić się
    do babci (nie było możliwości żeby babcia zamieszkała u nas), żeby mieć ją na
    oku. Babci coraz bardziej "odbijało" (prawdopodobnie Alzheimer), tak że opieka
    powinna być całą dobę przy niej - matka brała urlopy w pracy, a gdy urlop się
    skończył to zapadła decyzja o domu opieki. Tam miała całodobową opiekę, już nie
    było możliwości żeby np przewróciła się w nocy i nikt jej nie pomógł bo była
    sama w domu. Tak więc wiem jak wygląda opieka nad taką osobą i naprawdę łatwo to
    się tylko mówi żeby nie oddawać rodziców/dziadków do domu opieki. Moi rodzice po
    tej opiece nad babcią sami deklarują żeby ich oddać do domu opieki jak nie będą
    w stanie sami o siebie zadbać.
  • 06.09.09, 19:25
    Wlasnie - kto moze sobie pozwolic na zwolnienie sie z pracy i zajecie sie
    seniorem 24 h na dobe?
    --
    Gasofnia
  • 06.09.09, 20:46
    tak sie sklada, ze mieszkam z dwojgiem starszych rodzicow.mama ma powazne
    problemy i jest bardzo uciazliwa.

    no ale coz moze to kwestie wychowania
    u mnie sie nie usypialo w domu starych ziwerzat dla wygody, a babcia i dziadkiem
    chorymi obloznie moj ojciec opiekowal sie do smierci wiele lat, dzielac czas
    pomiedzy dwa domy

    to ze ty oddalabys psa do schrnoniska, a matke do domu starcow bo tak wygodnie
    nie znaczy ze ja opowiadam bajki

    jak bylam dzieckiem mylam starej babci plecy bo nie miala sily zrobic teog sama-
    ty z tego co czytam- nie i nie robilabys tego
  • 06.09.09, 23:38
    Wydaje mi się, że nie odróżniasz 2 rzeczy - opiekowanie się zniedołężniałym
    staruszkiem, a opiekowanie się osobą z demencją lub alzheimerem. W pierwszym
    przypadku chodzi o pomoc w życiu codziennym, ugotowanie, przepranie, pójście do
    lekarza, w drugim masz do czynienia z osobą 24 godziny na dobę niepoczytalną,
    która zagraża sobie, Tobie, sąsiadom, wymaga pełnej opieki pielęgniarskiej.
    To co opisujesz jako swoje zaangażowanie w opiekę nad rodziną, to przypadek
    pierwszy. O drugim przypadku nie masz pojęcia. Nie rób osobistych chamskich
    wycieczek, bo nic o mnie nie wiesz. Jestem uczulona na jedyne sprawiedliwe
    osoby, które dużo gadają o tym co ktoś powinien robić, same w sytuacjach
    krytycznych robią niewiele, albo nic.
  • 07.09.09, 07:53
    ak bylam dzieckiem mylam starej babci plecy bo nie miala sily zrobic teog
    sama


    ciekawe, jaka bylaby Twoja wypowiedz, gdyby nie przyszlo Ci myc plecow, tylko
    zmywac ekskrementy, bo akurat Twoi rodzice musieli pojechac do szpitala z modsza
    siostra
    a Twoja stara babcia juz od 4 lat robi tylko pod siebie

    ???

    nie - to nie sa kwestie wychowania, tylko tego, czego sie doswiadczylo na
    wlasnej skorze
    --
    "współczesne kobiety chciałyby wyglądać pięknie
    także w wieku lat 30" - by nessie-jp
  • 07.09.09, 11:11
    Wiesz co, powiem tak, jeśli nie wiesz o czym mówisz nie mów nic. Myłaś plecy
    hahahaha!!! A przewijałaś 5 do 6 razy dziennie, czasami nie tylko po siusiu ale
    i po czymś grubszym, w szczególności kiedy ciekawa babcia pomajdrowała sobie
    przy pielusze i wysmarowała się od stóp do głów kupką??? Opatrywałaś odleżyny??
    NIE! Więc nie pisz takich głupot. Moja babcia miała Alzheimera, przez 6 lat moja
    mama przy mojej pomocy opiekowała się nią. Nie wiesz nawet co to znaczy
    opiekować się taką osobą, szczególnie że pod koniec babcia przestała jeść, po
    prostu odmawiała jedzenia i picia w ogóle. Przestała chodzić, pojawiły się
    gnijące i śmierdzące odleżyny. Tak się w większości przypadków umiera na
    Alzheimera. Po tym wszystkim musiałam przyrzec mojej mamie że jeśli ją też to
    spotka oddam ją do domu opieki, nie chciałam więc było o to kupę awantur, na
    koniec mama powiedziała że sama sobie odłoży pieniądze i zarezerwuje miejsce w
    takim domu. Bo nie chce żebym ja i moja rodzina przeżywała to co ona i jej
    rodzina. Reasumując ewentualną krytykę moich decyzji czy oddawać do domu starców
    czy nie mogę przyjąć tylko od osoby która przeżyła coś podobnego i WIE o czym mówi.
  • Gość: dada IP: *.ip-point.pl 07.09.09, 22:00
    G.o.w.n.o wiesz na temat opieki nad starszymi. Mialas szczescie ze to osoby
    przynajmniej w miare zdrowe psychicznie. Problem jest zupelnie inny gdy babcia
    czy dziadek maja Alzheimera. Tu nie wystarczy mycie plecow czy czego innego. A
    dzielenie czas pomiedzy dwa domy mozesz sobie wsadzic...
    Czy wiesz ze osoba z Alzheimerem potrafi nawet 3 dni nie spac?????? Wiesz ze w
    domu trzeba zakrecac gaz, przyczepiac dzwonki do okien i drzwi zeby bylo slychac
    jak w nocy probuje otworzyc, chowac sztucce, zastawe i wszystko tlukace bo moze
    sie pokaleczyc? Przepisane leki niewiele pomagaja, bo do domu mozna dac tylko
    slabsze. Wszelkie mocniejsze jedynie w szpitalu lub specjalnym osrodku.
    Moze wtedy sprobujesz umyc babci plecy? powodzenia. Moj tata wytrzymal tak ze
    swoja mama 3 tygodnie - mial urlop. Nikt inny nie mogl pomoc bo tylko jego
    poznawala i nie rzucala w niego talerzami. Po tych 3 tygodniach wygladal jak
    wlasny cien i wtedy zdecydowalismy ze musimy zalatwic dom opieki.
    Teraz odwiedzamy babcie co tydzien. Zwykle poznaje dzieci i wnuki, chociaz na
    drugi dzien juz nie pamieta. Ale jest spokojna, rozmawia, cieszy sie ze
    przyjechalismy. Dostaje silne leki, ale przynajmniej nie zrobi sobie ani innym
    krzywdy.
    NIE PISZ O RZECZACH, O KTORYCH NIE MASZ POJECIA!!!
  • 10.11.09, 11:28
    Bardzo ciekawa wypowiedź na forum... Zgadzam sie całkowicie.Opieka
    nad osobą chorą na A. przerasta mozliwości rodziny.Przynajmniej w
    końcowej fazie. Mam takie pytanie , jaką drogą załatwialiście
    państwo miejsce w domu opieki ? Nam powiedziano że trzeba drogą
    sądową. Mamy złożone wnioski (o zgodę na umieszczenie, o
    ubezwłasnowolnienie)ale ciągle czekamy i nic jeszce nie wiadomo,
    sytuacja staje się niestety dramatyczna bo choroba postępuje
    b.szybko. Będę wdzięczna za jakąś wskazówkę...Mieszkam w Krakowie
  • 07.09.09, 12:29
    O, dokładnie tak! W moim przypadku do opieki nad wiekowym Dziadziusiem do opieki
    poczuwałam się tylko ja i moja Mama oraz od czasu do czasu tatuś. A obie
    pracowałyśmy wtedy po 8 godzin dziennie. Szanowny Synuś Dziadka był straszliwie
    zmęczonym pracą człowiekiem (mimo, że to on miał nieregulowany czas pracy i mógł
    spokojnie znaleźć czas na opiekę, ale mu się nie chciało) i ani on ani jego
    synowie ani żonka nie mieli czasu na opiekę nad Dziadkiem. Ale bardzo głośno
    wyrażali niechęć o domu opieki. Nikt nie wie co znaczy 24 godzinna opieka nad
    osoba, która nie bardzo sobie kojarzy ile ma lat, że może sobie zrobić krzywdę,
    bo co z tego, że gaz się zakręcało na noc by Dziadzia spacerując w domu po
    mieszkaniu nie zrobiła sobie krzywdy. Skoro mógł otworzyć okno, albo co gorsza
    drzwi i pójść sobie na spacerek w piżamce. A nie kojarzył gdzie mieszka. Nie
    kojarzył, że trzeba się ubrać bo będzie zimno. Osoba, która miała dyżur nocny
    szła do pracy niewyspana i przerażona, że coś się stanie. Kosztowały lekarstwa,
    sprowadzanie do domu lekarzy, pielęgniarek i na opiekunkę całodobową już nie
    starczało nam. Zwolnić się z pracy żadna z nas nie mogła.
    Z perspektywy czasu patrząc lepszy byłby dom opieki, bo czas poświęcony na
    odwiedziny mogłabym poświęcić tylko i wyłącznie Dziadkowi. Nie robieniem
    zakupów, sprzątaniem, przygotowywaniem posiłków. Dzwonieniem po lekarzy i
    zamartwianiem się!

    --
    "Nie bądź łyżeczką, którą mieszana jest herbata. Bądź ręką, która trzyma tę
    łyżeczkę!"
  • 07.09.09, 18:58
    Czy przypadkiem nie mamy tej samej rodziny? U mnie było identycznie.
  • 27.09.09, 00:21
    Ja osobiscie pracuje w domu opieki i nie dziwie sie , ze rodziny
    decyduja sie na oddanie bliskich pod opieke innym. Ciezko jest
    pracowac bo przeciez trzeba z czegos zyc a po pracy opiekowac sie np
    chorym na demencje starcza.Chorzy ludzie sa gorsi niz dzieci,
    zupelnie nieprzewidywalni.No ale zeby o tym sie wypowiadac trzeba
    miec o tym pojecie. Osobiscie zal mi tylko tego , ze czesto dzieci
    oddajac matke czy ojca pozbywaja sie problemu i nawet nie pofatyguja
    w odwiedziny czy zadzwonia.
  • 07.09.09, 12:14
    Się pomęczyć? O, jakie miłe, tak się zastanawiam czy Ty wiesz JAK wygląda opieka
    nad starszym schorowanym człowiekiem? Czy tylko piszesz bez pojęcia tak by
    zabłysnąć brakiem wiedzy?

    --
    "Nie bądź łyżeczką, którą mieszana jest herbata. Bądź ręką, która trzyma tę
    łyżeczkę!"
  • 06.09.09, 22:36
    W domu opieki, w którym pracuję, pacjenci naprawdę nie mają źle.Powiem
    krótko....gdyby była tam moja mama czy ojciec...byłabym spokojna, że mają
    należytą opiekę.Pozdrawiam.
  • 06.09.09, 15:47
    Domy opieki? To taka humanitarna nazwa domów starców? Znałem takich, co oddawali
    ludzi do domów starców, ale ci, których znałem to były wyjątkowe łajzy, bo
    najpierw ci starcy fundowali im mieszkania albo domy i inne samochody.
    To dla ludzkości nic nowego. Ludzie zawsze dzielili się na przyzwoitych i łajzy.
  • 06.09.09, 16:03
    xolaptop napisał:

    > Domy opieki? To taka humanitarna nazwa domów starców? Znałem takich, co oddawal
    > i
    > ludzi do domów starców, ale ci, których znałem to były wyjątkowe łajzy, bo
    > najpierw ci starcy fundowali im mieszkania albo domy i inne samochody.
    > To dla ludzkości nic nowego. Ludzie zawsze dzielili się na przyzwoitych i łajzy
    > .


    Zgadzam się z Tobą, dodam tylko że im większa łajza tym łatwiej i bardziej
    przekonywującą ideologię dorabia do tego aby ludzie nie widzieli jaka to łajza.
  • 06.09.09, 17:50
    trzeba usiąść i zrobić rzetelny rachunek: ja osobiście bym załatwiał
    miejsce w domu starców. dlaczego? mieszkam bardzo daleko od
    rodziców, dużo pracuję (po prostu nie mam dla nich czasu TERAZ a co
    bedzie później jak będą potrzebowali opieki?) itp. To trudne
    decyzje, tym bardziej, że zawsze jest ta presja społeczna (zły syn
    itp)

    mam to w doopie co myślą inni - każdemu jest łatwo oceniać, jak tego
    nie doświadczył. Ja na szczęście nie mam tego typu problemów na
    razie i nie muszę takich decyzji podejmować.

    szczerze mówiąc to podobny ciężar gatunkowy do decyzji pt. "co
    jeżeli urodzi się niepełnosprawne dziecko?" - znam ludzi, którzy
    zostawili takowe w szpitalu - potrafię to zrozumieć.

    nawiasem mówiąc to może być ciekawy wątek na forum
  • 06.09.09, 20:04
    w pana sytuacji nie miałby pan innego wyjscia jak postawic na dom
    opieki i zreszta jak wielu ludzi młodych którzy stoja przed takim
    dylematem a mają np. dobrze płatna prace w zupełnie innym miescie,
    wtedy to nie ma co sie oglądac na umoralniaczy jak to ktos tu
    powiedział, no bo co miałby pan zrezygnowac z pracy całkowicie czy
    jak? Ludziom to sie łatwo mówi jak nigdy nie byli w takiej sytuacji.
    Z dobrze płatnej pracy mozna zrezygnowac żeby opiekowac się
    rodzicem, a co potem? A z czego życ? A to juz nikogo nie obchodzi.
    Takich mądral to wszędzie pełno, ale najlepiej olewac to co gadają,
    bo by człowiek zwariował
    --
    Dominika 27.07.2007
  • 06.09.09, 16:00
    Temat do wielkiej dyskusji!Niestety nie ma tutaj dobrej alternatywy znalezienie opiekunki do osoby starej i chorej graniczy z cudem!To wymaga wielkiego hartu ducha.Jeszcze gorzej jesli zostawia sie taka osobe sama i odcina prad i gaz ,zeby sobie krzywdy nie zrobila(przypadek z Gorzowa).Nie ma prostego rozwiazania i latwych odpowiedzi ,bo to jest czlowiek bliski!Nie jestem przeciwna tego typu instytucja ale nie wszedzie dzialaja one tak jak powinny!Ale jesli mamy sprawdzone i polecone miejsce to zawsze mozna sprobowac na jakis czas oddac kogos i nie zapominac ,ze czeste wizyty czlonkow rodziny beda bardzo wskazane!A co do Hospicjum jesli rodzina nie moze sie opiekowac osoba chora to taka opieka jest jak najbardziej wskazana!Tam przynajmniej jest fachowa opieka i dostep do srodkow przeciw bolowych ,wsparcie personelu i naprawde mila atmosfera!Nie wymagajmy cudow w Hospicjum leza osoby z chorobami nowotworowymi wiec i smiertelnosc jest wysoka ale to niestety niczyja wina to po prostu takie miejsce!Moglabym go przyrownac do czyscca,gdzie czeka sie na godne odejscie w inny mam nadzieje lepszy swiat!!
  • 06.09.09, 16:25
    Oddanie bliskiej osoby to domu opieki to nie zbrodnia tylko
    wygodnictwo i egoizm.Opiekowałam się Babcia, której w chwili śmierci
    zabrakło 2 m-cy do ukończenia 100 lat. Jednocześnie opiekowałam się
    ciężko chorą Mamą, która zmarła 4 miesiące po Babci.
    To dla nich przeszłam na wcześniejszą emeryturę. Z całą
    pewnością,gdybym miała więcej egoizmu, dziś miałabym wyższą
    emeryturę. Nie żałuję jednak tamtej decyzji. Sumienie by mnie
    zagryzło, gdybym oddała Babcię do domu starców a Mamę do hospicjum i
    żadne pieniądze by tego nie zagłuszyły. Może jest łatwiej podjąć
    taką decyzję, gdy osoba bliska nie ma kontaktu z otoczeniem
    (Alzheimer, śpiączka czy coś takiego). W moim przypadku i Babcia i
    Mama , do samego końca były umysłowo sprawne, doskonale zdawały
    sobie sprawę z tego co się wokól nich dzieje i opuszczenie domu
    byłoby dla nich strasznym ciosem.
    O tych sprawach t r z e b a k o n i e c z n i e dyskutować bo
    starośc nie dosięgnie tylko tych,którzy umrą młodo.
  • 06.09.09, 20:05
    Ty moglas przejsc na wczesniejsza emeryture,a ja swoja babcia
    zaczelam sie opiekowac pod koniec studiow.Nie bylo czasu na
    myslenie,musialam podjac decyzje w sekunde-zabralam
    najpotrzebniejsze rzeczy i poszlam mieszkac u
    babci.Bilans:nieukonczoone studia,pierwsza praca(wymeczona bardzo,w
    sensie,ze ja musze isc do pracy!!!!)w wieku 30 lat.Jak sie sama nie
    dorobie, nie bede miec prawie emerytury.Na poczatku podziw calej
    rodziny,jasne,oni nie musieli sie babcia opiekowac, teraz wpadaja
    raz na ruski rok w odwiedziny,kiedy chca.Ja przyplacilam to
    nieukonczeniem studiow, brakiem wlasnej kasy, dluga depresja,
    brakiem dzieci, problemami w malzenstwie swoim i mojej mamy,ktora
    jako jedyna mi pomaga.Zysk:prawie szczesliwa babcia,ze dozywa swoich
    dni w swoim domu,pokoju,z pamiatkami ze swojego zycia.Ale gdybym
    wiedziala na poczatku,jak to bedzie wygladac,zorganizowalabym to
    inaczej.Jedna,dwie osoby nie uciagna takiej opieki i fizycznie,i
    psychicznie.Od prawie 8 lat nie mam swojego zycia,nie moge byc
    spontaniczna,nie jestem pania wlasnego czasu,nie moge nigdzie wyjsc
    z mezem,bo zawsze ktos musi byc w domu, zeby wyjechac na tydzien
    pierwszych wakacji od 7 lat,musialy sie zorganicowac 3 osoby w domu
    i 3 u mnie w pracy.Nie wiem czy warto,bo jak na razie nie ma
    nikogo,kto sie tak mna zajmie na starosc.
  • 06.09.09, 16:28

    naprawde! znam pewna pania. co prawda nie w Polsce, ktora cale zycie mieszkala
    sama, i teraz kiedy nagle bardzo oslabla w 93 roku zycia, sama sie przeniosla do
    takiego domu, chociaz ma rodzine, syna juz na emeryturze, ktory ma mase czasu,
    swietny stan majatkowy...Dlaczego? Ano dlatego, ze nie moze zniesc atmosfery
    panujacej w tym domu, ciaglych delikatnych przepychanek slownych miedzy synem i
    jego zona, oni wiedza, ze to w sumie zarty, ale ja to drazni. A poza tym nie
    lubi tego, co synowa gotuje. A w domu opieki jej dobrze, syn ja odwiedza
    codziennie, ale kiedy chce spac to spi, co chce jesc to dostaje. Wiec chyba
    wazniejsza jest ocena tej "oddawanej " osoby. Jesli sama tak woli - coz znacza
    komentarze postronnych o nieczulym sercu rodziny. No chyba, ze placze, uzala sie
    - a bezduszna rodzina nie wpuszcza jej do swojego domu - to jest rzeczywiscie
    okrutne.
  • 06.09.09, 17:07
    czasami skorzystanie z pomocy jest po prostu konieczne, nie zawsze
    musi sie to wiązac z oddaniem starego rodzica do domu starców ale
    chociazby wynajecie pielegniarki do opieki na kilka godzin, raczej
    jest tu w tym momencie mowa o osobach schorowanych a nie po prostu
    starych, bo gdy ktos jest tylko stary i nie ma az tak strasznych
    chorób to jest pikuś, gorzej gdy ktos jest np. sparaliżowany i
    trzeba z nim siedziec 24h na dobe, niestety wtedy czasem lepiej
    wybrac opieke innych osob, a głupimi komentarzami prosze się nie
    przejmowac, ludzie z zawiści jeden drugiemu to by oczy wydrapali
    jakby mogli, nie kazdy niestety ma siłę i mozliwosci zeby opiekowac
    się 24h na dobe schorowanym rodzicem- ja na szczescie tego problemu
    nigdy nie doswiadcze bo moi rodzice juz nie zyją
    --
    Dominika 27.07.2007
  • 06.09.09, 17:40
    A ja bym chciała pójść do domu opieki, tylko pewnie nie będzie mnie na niego
    stać. Mam bardzo niską emeryturę.
  • 06.09.09, 17:39
    Wszystko zależy od standardu. Pracowałem w niemieckim domu starców nad Kanałem
    Kilońskim. Pierwszy dał bym się tam "zamknąć" by doczekać swoich dni w komforcie.

    Ale coś mi mówi, że przeciętna polską rodzinę nie stać na takie luksusy dla
    dziadka czy babci i faktycznie alternatywą jest umieralnia.

    --
    Somebody Stop Me!!!!
  • 06.09.09, 17:40
    ... choć oczywiście są różne wypadki losowe i każdy powinien być oceniany
    indywidualnie. Jednak za zwyczaj oddają ci, którzy przy minimalnym wysiłku
    mogliby zapewnić godziwą opiekę w domu, a robią to dla zwykłego wygodnictwa.
    Mitem jest nie niski standard depeesów ale ich "specjalistyczność" i rzekome
    "dużo wyższe kwalifikacje" personelu. Głupim stereotypem jest przekonanie, że
    oddawanie bliskich do DPS jest "nowoczesne".
  • 06.09.09, 19:47
    Dla przeciętnego, myślącego i czującego człowieka, taka decyzja nigdy nie będzie
    łatwa. Jest naprawdę przykre, iż wraz z podjęciem człowiek ten naraża się na
    ataki mniej i bardziej anonimowych "umoralniaczy", zazwyczaj znających problem
    wyłącznie w teorii.
  • 06.09.09, 19:54
    Żadna zbrodnia. Osoby, które nazywają to egoizmem, brakiem uczuć,
    empatii, wygodnictwem, bestialstwem itp itd nie mają pojęcia o czym
    mówią, nawet jeśli same kiedyś opiekowały sie chorą starszą osobą.
    Egoizmem i głupotą jest plucie na ludzi, którzy decydują sie na taki
    krok i osądzanie ich człowieczeństwa na podstawie tej decyzji.
    Trzeba jednak mimo wszystko nauczyć się widzieć dalej niż czubek
    własnego nosa. Każda sytuacja jest inna, każdy ma inną historię. Nie
    każdy ma takie możliwości jak my, nie każdy ma takie wsparcie, nie
    każdy ma finanse, nie kazdy ma siłę, nie każdy poradzi sobie z takim
    zadaniem, co wcale nie znaczy, że nie kocha albo, że kocha mniej.
    Moja Babcia umarła w domu opieki a mój Tata jest najbardziej
    kochajacym człowiekiem pod słońcem, podziwiam go, szanuję i kocham
    za to wszystko, co robił dla Babci w ostatnich miesiącach jej życia.
    Robił wszystko, co mógł, dał z siebie wszystko, co miał. Dom opieki
    o niczym tu nie świadczy.
    -
    oldbay
  • 06.09.09, 20:35
    Miałam taki przypadek w dalszej rodzinie - wdowa, lat 80+, jej jedyna córka, lat
    50+, nigdy nie wyszła za mąż Starsza pani zachowała przytomność umysłu i przez
    długi czas radziła sobie z pomocą córki, która przeprowadziła się do jej
    mieszkania, ale w pewnym momencie przewróciła się i uszkodziła staw biodrowy. W
    tym czasie córka była już po dwóch udarach, z zakazem jakiegokolwiek większego
    wysiłku. Poza tym żadnej bliskiej rodziny. Dom opieki okazał się dla nich
    jedynym rozwiązaniem.

    Oczywiście, na pewno o wiele bardziej szczęśliwa była moja ciocia, która dożyła
    92 lat w domu swojej córki i zięcia, z dwoma wnukami. Ale ciocia do samego końca
    czuła się bardzo dobrze i nie wymagała stałej opieki. Miała co prawda uszkodzony
    staw kolanowy, chodziła o kuli i nie mogła wchodzić po schodach, ale w domu
    dzieci dostała pokój na parterze. Rodzina dbała o jej potrzeby, ale jednocześnie
    nie musiała poświęcić dla niej wszystkiego.
  • 06.09.09, 22:37
    oldbay napisała:

    > Żadna zbrodnia. Osoby, które nazywają to egoizmem, brakiem uczuć,
    > empatii, wygodnictwem, bestialstwem itp itd nie mają pojęcia o czym
    > mówią, nawet jeśli same kiedyś opiekowały sie chorą starszą osobą.

    Właśnie ustaliłaś nowe zasady uczestnictwa na forum - wypowiadać mogą się
    wyłącznie osoby, które mają zdanie takie samo jak ty. Rozumiem i doceniam twoje
    uczucie do ojca, ale uwierz - rodziców można kochać mimo wszystko.
  • 07.09.09, 00:16
    Oj już nie histeryzuj i nie przypisuj mi dziwnych intencji i
    wypowiedzi, które nie miały miejsca. I nie dopatruj się na siłę
    patologii tam gdzie jej nie ma. Spróbuj ogarnąć swym umysłem wiecej
    niż swoje własne podwórko i dostrzeż, że ludzie mogą mieć przeróżne
    powody, dla których decycują się na taki a nie inny krok. I te
    powody to nie zawsze egoizm, brak uczuć, chęć przemeblowania pokoju
    po dziadku czy połozenia łapy ma majątku i tym podobne bzdety.
    Jeżdżąc do tamtego domu opieki widziałam wielu ludzi, których zycie
    postawiło przed taką decyzją. Zapewniam cię, ze zasługują oni na
    więcej niż takie bezmyślne epitety, komentarze i opinie.
    -
    oldbay
  • 06.09.09, 20:43
    Moja mama zrezygnowala z pracy by zajac sie swoja tesciowa. Babcia po wylewie
    nie byla w stanie samodzielnie funkcjonowac. Przed wypadkiem lubily sie i czesto
    widywaly. Ich relacje byly duzo lepsze niz babci z corka (moja ciotka). Wylew
    zmienil wszystko. Babcia wymagala opieki 24h/dobe. Potrafila zaprosic do domu
    obce osoby i rozdawac im rzeczy. W srodku nocy, w samej koszuli uciekala "w
    miasto". A najgorsze, ze zrobila sie bardzo agresywna. Nie przebierala w slowach
    i w czynach. Gdy zaczela siegac po noze rodzice zdecydowali, ze oddadza ja do
    domu opieki.
    Pieknie mozna oceniac innych nie majac pojecia o czym sie mowi. Ciekawe jak ci
    wyzywajacy od egoistow zareagowaliby gdyby obudzili sie w srodku nocy i zlapali
    ukochana babcie z nozem na lozeczkiem dziecka. Bardziej humanitarne jest oddanie
    do domu starcow czy przykucie do kaloryfera by nikogo nie zabila?
  • 06.09.09, 20:53
    zazwyczaj babcia nie biega z nozem i nei zagraza otoczeniu
    tylko jest uciazliwa- i tyle

    ja nie mowie, ze to latwe
    ale argumenty finansowe mnei smiesza-sa dla wygodnych

    dom opieki kosztuje
    my te pieniadze dawalismy biednej sasiadce, ktora spedzala czas z babcia poki
    nie wrocil z pracy ojciec badz jego brat
    obaj zaniedbywali rodziny- tyle, ze dla nas to bylo oczywiste

    zastanawialismy sie jak podzielic miedzy czlonkami rodziny opieke,
    obowiazki.kazdy byl zmeczony, tracil czasem panowanie nad soba

    ale dla nas innej opcji nie bylo.bo zycie to nei zawsze wycieczka do grecji.
    czasem pomoc chorej osobie.
    nie bylo opcji oddac kogos do schroniska.pozbyc sie.
  • 06.09.09, 20:54
    widze ze najbardziej humanitarne to bylby stosowac eutanazje...

    po co ma sie babcia meczyc?i rodzina cala skoro mozna isc na grilla..
  • 06.09.09, 21:06
    Ciekawe czy taka osoba która ma być oddana do domu starców (czyli pewnie mama
    albo tata) zastanawiała się kiedyś czy nie oddać ciebie (czyli dziecka) do domu
    dziecka i z bardzo przyzwoitą częstotliwością odwiedzać. Bo jak wiadomo dziecko
    jest bardzo uciążliwe, nie można zrobić kariery, trzeba poświęcać czas i dziecko
    kosztuje. Wygodniej jest się pozbyć.
    A gdzie w tym wszystkim jest miłość do rodziców?
    p.s. nie mówię o bardzo trudnych przypadkach kiedy pobyt z taką osobą zagraża
    życiu, czyli matka latająca z nożem, ale nie wszyscy z Alzheimerem są tacy.
  • 06.09.09, 22:42
    Wiesz, czytając twojego posta pomyślałem sobie, że w sumie może ci oddawani do
    depeesów sobie na to zasłużyli, skoro wychowali swoje dzieci na egoistów?
  • 07.09.09, 09:02
    Dziecko jest owszem uciążliwe, ale przez kilka lat, do tego od
    jakiegoś 3 roku życia masowo rodzice oddają je do przedszkola.
    Podnieść dziecko czy przebrać to nie problem - nie waży 60 czy 80 kg
    i oponuje tylko czasem, co przy jego masie nie jest szczególnie
    groźne dla opiekuna. W miarę upływu lat dziecko umie coraz więcej,
    nie pluje, nie gryzie, często 2 latek kontroluje już swoje potrzeby
    fizjologiczne. Zapewnienie dziecku opieki domowej (niania) jest też
    dużo tańsze, niż wynajęcie pielęgniarki na 10 godzin. Dziecko nie
    wyjdzie nigdzie w ciągu nocy, wystarczy że śpi w łóżeczku.
    Opieka nad dorosłą ale niepoczytalną osobą to jest dramat, który
    może trwać 20 lat. W żadnym razie nie da się tego porównać do opieki
    nad dzieckiem.
    Poza tym rodzice też nierzadko zmuszeni są oddawać dziecko do
    żłobka, bo właśnie NIE MOGĄ się nim zająć, bo ktoś musi pracować.
    Mało też osób zajmuje się dzieckiem w pojedynkę, przeważnie są
    jakieś babcie, teściowe, dziadkowie czy siostry, które raz na czas
    wpadną (nie mówię o opiece codziennej, ale takim wytchnieniu raz na
    czas). A ze starszymi ludźmi często opiekun zostaje zupełnie sam.
    Znam kochające dzieci, które oddały rodzica do domu opieki - oni
    poświęcli część życia nie tylko swojego na opiekę nad rodzicem. Nikt
    kto nie przeżył takiej sytuacji (i nie mówię o myciu zdrowej
    aczkolwiek starszej babci pleców) nie ma prawa krytykować, bo sam
    nie wie ile by wytrzymał.
  • 06.09.09, 21:21
    Problem polega nie ma miejscu pobytu bliskich, ale na
    > zainteresowaniu ich osobą i częstotliwością odwiedzin.

    Problem często polega na miejscu pobytu. Mało kogo stać na porządny
    ośrodek, a te tańsze to najczęsciej wciąż nędzne i
    zaniedbane 'umieralnie'
  • 07.09.09, 09:52
    Cóż, oczywiście, ze lepiej i szlachetniej samemu sie zająć
    niz "oddać".
    Tyle, ze czasem musialoby się to łączyć np, z porzuceniem wlasnych
    dzieci - mieszkanie male, babcia czy matka w innym miescie. I co?
    Powiedzieć - zajmę się babcią, zamieszkam u niej, a dzieci najwyzej
    pare lat beda bez mamy?
    czasem nie mozna zająć się osoba leżącą po prostu z braku sily. Nie
    kazdy jest w stanie myć, podnosic i przenosić w pojedynkę leżącą
    osobę. Wtedy opieka domowa = odlezynom i zaniedbaniom.
    A problem finansow - cóż, nie da się ukryć. Gdybym ja zrezygnowała z
    pracy, nie mielibysmy co jeść. Ja mogę się poswięcic, ale czy wolno
    poswięcic także dzieci?
    Egoizmem jest oddanie starszej osoby do domu opieki i zapomnienie o
    niej. Natomiast oddanie i czeste odwiedziny - to juz co innego,
    czasem są konieczne.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 07.09.09, 10:16
    Znam kilka osób, które pracowały i opiekowały się starymi,
    schorowanymi rodzicami. Grunt to kochać i chcieć. A radziły sobie
    różnie - a to przymuszały rodzeństwo do w miarę sprawiedliwego
    dzielenia się obowiązkami, a to brały mamę czy tatę do siebie, a na
    czas ich nieobecności do domu przychodziła pielęgniarka, czy jakaś
    zaprzyjaźniona sąsiadka, no różnie. Z obiegowych opinii wiadomo, że
    wiąkszość ludzi przebywających w domach starców to ludzie mający
    rodziny, nieźle sytuowane, kochające "gębą" i.. prawie w ogóle nie
    odwiedzające.
    Nie chcę być radykalna. Zdaję sobie sprawę że w pewnych przypadkach
    trzeba oddać chorego do specjalistycznego ośrodka. Nie podołałabym
    opiece nad rodzicem nie panującym nad sobą w końcówce Alzheimera,
    lub w terminalnym stadium raka. Ti trzeba wykwalifikowanego
    personelu, leków i sprzętu.
    Ale jedno wiem, że nigdy, przenigdy z wygodnictwa nie oddałabym mamy
    lub taty do żadnego ośrodka, tylko dlatego że będą starzy i słabi i
    kłopot z nimi. Nawet jak będą chodzić z balkonikiem i załatwiać
    potrzeby w pampersa, ich miejsce będzie przy mnie. Nie wyobrażam
    sobie któregokolwiek z nich siedzącego przy oknie i wyglądającego w
    nadziei, że może dziś córka lub wnuki przyjdą. Serce by mi pękło.
  • 07.09.09, 10:52
    Mam nadzieje, ze przed takim problemem nigdy nie stane...
    Jestem jedynakiem, mieszkam bardzo daleko od rodzicow,
    najprawdopodobniej sie juz nie ozenie.
    Jezeli moi rodzice beda po prostu zniedolezniali, mam nadzieje na
    znalezienie im dobrej opiekunki. Niestety, jezeli beda wymagac
    opieki specjalistycznej, dom opieki jest jednym mozliwym
    rozwiazaniem.
    Absolutnie nie czuje sie z tym komfotowo. Ale niestety druga strona
    medalu jest taka, ze po odejsciu moich rodzicow zdany bede w zyciu
    WYLACZNIE na siebie i niestety w rachube nie wchodzi porzucenie
    pracy, bo emeryture musze sobie wypracowac. Duzo latwiej jest kiedy
    rodzina jest duza i opieka nad rodzicami mozna sie podzielic z
    rodzenstwem, w kryzysowej sytuacji pomoga wnuki etc. Ale niestety
    nie zawsze tak jest...

    --
    LOVE IT!
    www.youtube.com/watch?vshock9fRyqNi060
  • 07.09.09, 12:12
    Zadumałam się nad znaczeniem sformułowania "oddać kogoś do domu
    opieki". Zwłaszcza, że w moim mieście taki dom opieki funkcjonuje w
    centrum miasta i spokojnie każdy przechodzień może obejrzeć sobie
    starsze osoby przesiadujące na tarasie czy robiące sobie grilla (!),
    albo przechadzające się alejkami w ogródku. O, jak wielu z nich to
    osoby w pełni sprawne. Wszyscy tu piszą o demencji, o robieniu pod
    siebie, a to przecież nie do końca prawda!
    Isnieje coś takiego jak samostanowienie o sobie. Jak silna musi być
    presja dzieci, jakich argumentów używają, by rodzic zgodził się
    dobrowolnie tam iść, opuszcając swoje mieszkanie i środowisko. Z
    rzadka jest przecież ubezwłasnowolniony. Gdybym była człowiekiem
    wciąż mogącym o sobie stanowić (pomijam Alzheimera, itd), a dziecko
    zaczęłoby sugerować, że mama jest już taka schorowana, że nie może
    sama mieszkać i może by tak dom opieki? to chyba bym dokonała
    zawczasu odpowiednich zmian w testamencie.
    A do domu opieki oddałabym sama siebie, gdy uznałabym, ze przyszedł
    na to czas.
  • 07.09.09, 14:32
    czy w danym ośrodku jest dobra opieka i ładne pokoje. ale o to, że człowiek,
    który całe życie tyrał żeby się dorobić choćby tego własnego M3, na starość
    zostaje z niego wykopany i umieszczony w jakimś hotelu. jak młodzi chcą to niech
    sobie sami zapracują na swoje. a nie posyłają swoich bliskich w takie miejsca
    bez konieczności (tylko dlatego że ktoś jest stary). nie po to człowiek tyra
    całe życie żeby tak skonczyć. sorry ale ja na starość chcę zgnić we własnym domu
    a nie w jakimś ośrodku choćy najlepszym. proste
  • Gość: Henia IP: *.218.151.59.static.telsat.wroc.pl 07.09.09, 21:00
    Nie, nie i jeszcze raz nie. Nigdy nie znajdę usprawiedliwienia dla takiego
    czynu.Nie wyobrażam sobie oddać moją mamę/tatę/brata/babcię/etc... do domu
    opieki społecznej. Bo co? Bo stali się uciążliwi? NIepsrawni i wymagający
    opieki...naszej? A co z ich opieką nad nami. Przez całe życie. Najpierw nami
    maciupkimi, drącymi się nocami, wymagającymi nieustannej uwagi przez pierwsze
    miesiące a nawet lata życia. Te nieprzespane noce, niedojadanie całymi dniami z
    braku czasu...a potem, gdy już nastoletni, nieustanny lęk i troska, aby nic nam
    sie nie stało, czy wrócimy do domu z imprezy,czy zdamy do liceum, czy zdamy
    maturę, czy ten nasz nowy pierwszy chłopak/dziewczyna nie złamie nam serca, czy
    to na pewno tylko grypa i czy wyzdrowiejemy, czy bardzo nas boli gdy
    upadliśmy...ciężka praca po to, byśmy mieli jak najwięcej, by zapewnić nam
    godziwy byt...a potem, gdy już mamy swoje dzieci opieka nad mimi gdy tylko się
    da, aby ulżyć nam i dać chwile wytchnienia w miarę możliwości. Czyli znowu
    pieluchy, nieprzespane noce...
    a gdy role się odwracają my mamy podwinąć ogon i pozbyć się problemu? Pozbyć się
    pieluch, nieprzespanych nocy, fizjologii...chryste, płakać mi się zachciało, gdy
    to sobie wyobraziłam pisząc tutaj. Zresztą nie muszę sobie zbytnio wyobrażać,
    gdyż temat mi dość ostatnio bliski.
    Mój dziadek zachorował. Zawsze sprawny, zdrowy człowiek. 86 lat. Nagle zaczął
    znikać z dnia na dzień. Gdy widziałam go po raz ostatni był warzywem wegetującym
    w szpitalu. Zmarł,ale nim to nastąpiło, jego córki, a siostry mojego taty
    zaczynały rozglądać się za domem starców. My mieszkamy z tatą daleko, one w tym
    samym mieście. Obie nie pracują już od dawna. Obie są zamożne, jedna nawet
    bardzo,ale to bardzo. Mają po dwoje dorosłych dzieci, mających swoje rodziny.
    Też tam na miejscu. Gdy usłyszałam o ich planach doznałam szoku. Mimo, że
    irytowało nas to, że na to czekają,to zdecydowaliśmy z rodzicami, że sprowadzimy
    dziadzia do nas, że nie dopuścimy do tego. Nie zdążyliśmy. Dziadzio zmarł. W
    szpitalu, choć nie musiał tam być,ale tak było wygodniej jego własnym córkom.
    Zmarł w samotności, w szpitalnym łóżku. Nie było przy nim jego żony, dla której
    on cale życie poświacał wszystko. Do ostatnich chwil swojej sprawności. Nie było
    córek, które miały kilka przecznic zarówno do jego domu, jak i szpitala...
    Nigdy nie znajdę usprawiedliwienia dla takich czynów.
  • 07.09.09, 22:27
    Wiesz bardzo łatwo się mówi kiedy ma się usprawiedliwienie pt. mieszkam daleko,
    nie mam warunków etc. Wtedy można krzyczeć, oceniać, biadolić, że Ci się płakać
    chciało i tak dalej. A spakować szanowne cztery litery i pojechać do dziadka to
    nie łaska było?? Podcierać mu tyłek, dźwigać do łazienki i zmieniać pieluchy????
    Dlaczego od razu kiedy dziadek zachorował nie rzuciliście wszystkiego i nie
    przyjechaliście do niego się nim opiekować skoro miał tak wyrodne córki??? Nie
    zdążyliście??? A ile czasu on był chory?? Tydzień??? Taki proces trwa tygodnie,
    miesiące, a czasami nawet lata, więc tłumaczenie że nie zdążyliście jest po
    prostu nie tyle głupie co naiwne. Przykro mi ale kto faktycznie opiekował się
    starym, ciężko chorym, niepełnosprawnym człowiekiem potrafi pojąć ogrom i ciężar
    obowiązków które się z tym łączą, a ten kto potrafi tylko krzyczeć z założonymi
    rękami bo tak łatwiej daje właśnie takie argumenty jak Ty. Nie życzę Ci tego,
    ale dopiero jak staniesz twarzą w twarz z taką sytuacją będziesz miała prawo się
    wypowiadać co jest słuszne a co nie.
  • Gość: Henia IP: *.218.151.59.static.telsat.wroc.pl 08.09.09, 17:06
    Spodziewałam sie takiej właśnie odpowiedzi, tylko widzisz, moja rodzina miala
    już sprawdzian i to nie jeden,więc uwierz mi, że stanęliśmy "twarzą w twarz" już
    nie raz z ciężkimi problemami tego typu. Jeśli chodzi o mojego dziadka,to
    wszystko trwało miesiąc - nie miesiące, nie lata - jeden miesiąc potrzebny był
    do tego, by dziadek zmarł. Może tak czy siak by zmarł - do końca nie wiadomo, co
    oprócz dramatycznych odleżyn, niedożywienia i ogólnego wyczerpania mu bylo. Ale
    najblizsze mu osoby nie zrobiły wszystkiego. Zrobiły bardzo niewiele, a gdy
    tylko nadarzyła sie okazaj, oddaly do szpitala pod byle pretekstem. Nikt tutaj z
    nas nie pakował od razu walizek wiedząc, że tam jest obszerna rodzina dziadka:
    dwie córki, żona, wnukowie...cały sztab do opieki! Niepracujące córki, mogące
    się dziadziem zając. Moi rodzice pracują, ja również, mam małe dziecko, a tam
    była cala masa kochających jak się zdawało rąk. Właśnie w ciągu tego miesiąca
    zaczęliśmy orientować się, jak to wygląda. Że tak naprawdę dziadek przestał mieć
    dla nich jakąkolwiek wartość, gdy zaniemógł, a stal się tylko zbędnym problemem
    i właśnie wtedy zdecydowaliego się człowieka z odleżynami i przewiezienie go ot
    po prostu 500 km! Zresztą wyciagnij sobie wnioski: miesiąc czasu i najblizsze
    osoby szukają domu opieki społecznej!
    Zresztą potwierdzeniem wszystkiego jest to,co dzieje się teraz, już po smierci
    tamże: bitwa o skądinąd niewielki majątek dziadka. I powiem Ci krótko: mój
    tato-jego syn jest od tego daleko. Stwierdził, że on nic nie chce, że ma gdzieś
    dziadka pieniądze. Jego boli to, że dziadka juz nie ma, a dziadka żona kilka dni
    od pogrzebu zatrudniła robotników do odnowienia mieszkania.
  • 08.09.09, 18:30
    A ja jeszcze raz powtarzam że krytykować i osądzać jest niezmiernie łatwo z
    odległości 500 km. IMHO jedynie gdybyś tam była i czynnie brała udział w opiece
    nad dziadkiem miała byś prawo do tego aby oceniać. Moja teściowa co dwa tygodnie
    dojeżdżała do swojej sparaliżowanej matki 450 km po to żeby na zmianę ze swoimi
    siostrami się nią opiekować. Ustaliły, że każda bierze tydzień, bo tyle jest w
    stanie wytrzymać. A też miała pracę, rodzinę i na dodatek chorą córkę która
    wymagała stałej opieki. Dla chcącego nic trudnego, ale najłatwiej jest wykręcić
    kota ogonem, zasłaniać się rodziną, pracą i stojąc z założonymi rękami
    krytykować. Dlatego Twoje słowa nie mają dla mnie jakiejkolwiek wartości, a w
    moim mniemaniu wręcz obraża osoby takie jak moja mama czy moja teściowa.
  • Gość: Henia IP: *.218.151.59.static.telsat.wroc.pl 08.09.09, 19:49
    Tak, na szczescie i twoje slowa nie maja dla mnie zadnego znaczenia. Skupiajac
    sie na temacie watku-oddanie bliskiej osoby do domu opieki spolecznej to
    skurw...wedlug mnie. W takiej rodzinie zyje,tak zostalam wychowana i zgodnie z
    tym bede postepowac i wiem to nawet na odleglosc 500 km i dlatego bede
    krytykowac pewne zachowania ile zechce.
  • 08.09.09, 20:01
    Tak tylko, że taka pseudo umoralniająca "krytyka" to najobrzydliwsza forma
    hipokryzji. Jak stwierdził kol3 faktycznie masz buzię pełną komunałów i tylko
    tyle. A tak jest najłatwiej i najwygodniej. To smutne.
  • 08.09.09, 19:25
    Aha, mieliście dobre chęci ale w rezultacie nie pomogliście. Ale na tych co
    mieli cała czarną robotę do zrobienia, się oburzacie. Bardzo typowe. Z tego co
    piszesz widać, że jeszcze nikim się nie opiekowałaś, ale buzię masz pełną komunałów.
  • 10.09.09, 18:21
    To zależy.

    Jeśli w rodzinie wszyscy pracują, do tego mieszkają w niedużym mieszkaniu/domku,
    starszej osobie może wcale nie być tam dobrze.

    Myślę, że istnieją domy opieki, w których taka osoba może być szczęśliwsza -
    otoczona ludźmi w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach, niepozostawiona
    sama sobie. Warunki są dwa: trzeba takie miejsce starannie wybrać, no i często
    tę osobę odwiedzać!

    Oczywiście sam zainteresowany powinien mieć w tej kwestii coś do powiedzenia.

    Kocham mojego tatę i nie miałabym nic przeciwko mieszkaniu z nim jak będzie
    naprawdę stary - ale musiałabym mieć trochę większe mieszkanie. Chyba że sam
    będzie wolał jakieś "kolonie".
  • 11.09.09, 20:53
    To zależy.

    Jeśli w rodzinie wszyscy pracują, do tego mieszkają w niedużym mieszkaniu/domku,
    starszej osobie może wcale nie być tam dobrze.
    Myślę, że istnieją domy opieki, w których taka osoba może być szczęśliwsza -
    otoczona ludźmi w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach.

    Absolutna nieprawda, co jest od dawna potwierdzone psychologicznie.
    Osoba w podeszłym wieku przebywająca wsród ludzi tak samo niedołężnych i
    skupionych na swoich chorobach jak ona, a często będących w jeszcze gorszym
    stanie, widząc to, popada szybciej w stany depresyjne, szybciej podupada na
    zdrowiu, bardziej odechciewa jej się żyć, widzi, źe jest taka jak tamci.
    Na starego człowieka zbawiennie i ożywczo wpływa towarzystwo młodszych,
    zwłaszcza wnucząt, szczególnie takich, którzy stanowią łącznik z życiem, ze
    współczesnym światem. I nie ma żadnego znaczenia, że w domu opieki od rana
    spotykają kogoś, a we własnym domu muszą posiedzieć i poczekać aż dzieci wrócą
    ze szkoły a dorośli z pracy. Dam sobie uciąc obie ręce, że każdy z nich wybierze
    ten drugi wariant.
  • 12.09.09, 12:06

    Nie mówimy tu raczej o osobach w podeszłym wieku, które są zniedołężniałe ale
    jakoś działają, mówimy o osobach sparaliżowanych albo z demencją, alzeimerem,
    które wymagają całodobowej opieki pielęgniarskiej, które nie panują nad
    fizjologią i nie utrzymują żadnego kontaktu z rzeczywistością, nie potrafią
    zrobić najprostszej rzeczy, natomiast potrafią odkręcić gaz, rozpalić ognisko w
    domu.
  • 15.09.09, 12:37
    Tak sobie czytam i myślę...

    Wiele lat temu opiekowałam się moją chora na raka babcią. Ona miała siedmioro
    dzieci, mnóstwo wnucząt - i na każdego przypadało dwa tygodnie "dyżuru" rocznie.

    Uważam, że to było w porządku, że nauczyłam się wielu rzeczy, które potem mi się
    przydały. Np. opanowywać obrzydzenie przy tualecie (pampersów nie było),
    wykazywać cierpliwość,funkcjonować po nieprzespanej nocy (babcia na morfinie
    potrafiła nieźle rozrabiać).

    Uzyskałam pewien dystans do choroby i ludzi chorych, wzrosło moje zachwiane w
    wieku dojrzewania poczucie wartości (mogę być pożyteczna, jestem odpowiedzialną
    opiekunką, osobą sprawczą i dobrą itd.).

    Ale to było dwa tygodnie... Sądzę, że już miesiąc mogłoby stanowić wyzwanie zbyt
    trudne dla niepełnoletniej podfruwajki.

    Kiedy wypisano moją mamę po operacji ze szpitala, to wprost do hospicjum. Do
    hospicjum, bo wymagała 24 godzinnej pomocy medycznej (zmiana opatrunków,
    kroplówki, dawkowanie morfiny itp).

    Jasne - mogłyśmy z siostrą wynająć urządzenia, pielęgniarki na trzy zmiany i ew.
    panią do pomocy - ale mama wyraźnie wolała pomoc specjalistyczną. Czuła się
    bezpieczniejsza. Zresztą opieka - siostry zakonne - była bardzo profesjonalne i
    jednocześnie życzliwa. Wiem, bo z siostrą siedziałyśmy u mamy co drugi dzień
    (raz ona, raz ja).

    Fakt, że to też było dość drogo - ale jakoś sobie poradziłyśmy. Jednak nie wiem,
    czy odważyłabym się oddać mamę do zwykłego domu opieki, gdy byłaby zdrowa, tylko
    niedołężna. Chyba nie potrafiłabym sobie wmówić, że jest jej tam dobrze.

  • 16.09.09, 14:06
    Wiesz, są domy opieki gdzie ludziom w nich mieszkającym jest dobrze. Nasza
    babcia kiedy jeszcze była w stanie latem od czerwca do sierpnia jeździła do
    takiego domu w Konstancinie, do sióstr zakonnych. Po prawie 8 miesiącach
    spędzanych praktycznie w domu (miała sztuczny staw biodrowy i osteoporozę, a my
    mieszkaliśmy na 4 piętrze bez windy) pomijając krótkie spacerki po podwórku, te
    3 miesiące w Konstancinie były dla niej niczym wakacje. Tak właśnie je nazywała,
    że jedzie na wakacje. Na terenie tego domu był piękny park o który dbali
    pensjonariusze wraz z siostrami, ogród i warzywnik, można było się z babcią
    przejść lub przysiąść na świeżym powietrzu, jej stan (miała Alzheimera) znacznie
    się poprawiał po pobycie w tym domu. Było tam wiele starszych osób które
    mieszkały tam cały rok, z własnej woli i były zadowolone. Z tym że był to dom
    dla osób sprawnych fizycznie. Nie było tanio ale byliśmy w stanie się złożyć na
    te wakacje dla babci.
  • 18.09.09, 02:29
    jak jest fajnie to jest fajnie, ale jak babcia/dziadek/mama/tata ciężko
    zachorują to już gorzej. zwłaszcza dla nich. wtedy "no ale ja mam pracę" albo "w
    tym pięknym domu będzie ci dobrze tatusiu"...

    a tak naprawdę chodzi o to, że się wam nie chce zajmowac starym zniedołężniałym
    człowiekiem, który swoje życie poświęcił wam. że wam zmieniał pieluchy, uczył
    czytać, łaził na wywiadówki, zapewniał wakacje, zimowiska, brał do kina, na
    barana, do muzeum. to było, tak? już nieważne, bo teraz my mamy swoje zycie i
    rodzinki,które trzeba karmić.

    to pół biedy, ale gorzej jak się rodzinki jeszcze nie ma i kombinuje z
    panienkami na prawo i lewo. no tak, taki zafajdany tatuś czy mamusia, którego
    trzeba wymyć i włożyć nowego pampersa to wyklucza kolejną randkę z panieneczką.
    więc bach starego do prijutu, niech zdycha, odwiedzi się go przy niedzieli i
    wszyscy powiedzą "jaki kochany synek, tatuńcia odwiedził!"...

    ale są też tacy, którzy mają coś takiego jak pieprzone sumienie. nie mogliby
    dymać spokojnie panienki wiedząc,że stary czy stara leży teraz właśnie u kresu
    swych dni będąc w jakimś prijucie, gdzie biorą tylko kasiorę z emerytury a ty
    stary dziadu spieprzaj i sam se wsadź basen albo czekaj aż wypije herbatkę.a jak
    rozrabiasz, bo masz zwidy, to bach głupiego jasia łykaj i w kimono.
    jak przyjeżdża "kochana i troskliwa rodzinka" po mszy i konfesjonalce, gdzie
    wytrzepała trzy zdrowaśki za "ciężkie grzechy" minionego tygodnia, to tatuś
    czysty i pachnący jak pomarańczki które mu rodzinka przywozi a które on "na
    pewno" sam zeżre, jak go karmić łyżeczką już trzeba.

    jestem dziennikarzem tv, mój ojciec nim był i matka. on umarł na raka, ona ma
    alzheimera od kilku lat a zaczęło się po jego śmierci. zajmuje się matką na
    zmianę z siostrą. pracuję tylko ja,rzadko bo to wolny zawód, ale zarabiam
    świetnie, starcza z powodzeniem na życie dla trzech osób.

    zmieniamy jej pampersy, myjemy,karmimy, chodzimy za rączkę noga za nogą na
    spacery, pytamy ją co to za kwiatek albo jaki ptaszek siedzi na płocie. mama
    jest wesoła i uśmiechnięta. czysta i zadbana, najedzona. moje i siostry życie
    towarzyskie jednak legło w gruzach. na nic nie mamy czasu, nawet by pójść
    spokojnie na grób ojca. wszelkie próby zakładania związków kończyły się fiaskiem
    "pojedziemy kochanie na miesiąc nad morze?-nie bo mama- to pojedź sobie z mamą,
    pa". sąsiedzi nie mówią mamie dzień dobry gdy ta patrzy na nich roześmiana i
    ufna jak dziecko.

    najbliższa rodzina jak ojciec żył-byli u nas co tydzień przyjeżdżając w
    odwiedziny z południa polski. jak umarł-ani razu. jak zachorowała mama,
    przestali nawet dzwonić do niej z życzeniami. a ona ciągle o nich pyta. już ją
    okłamujemy z siostra, że przyjadą jutro, za tydzień. po chwili zapomina. a
    rodzina jest w stolicy co parę dni m.in. na grobie mojego ojca (cmentarz-2km od
    mojego domu, ale nie, za daleko, nie przyjadą odwiedzić mojej mamy swoim nowym
    volvo, jeszcze sobie pobrudzi wujostwo garniturki i żakieciki jak mama splunie
    przy posiłku).
    a potem słyszę od nich: "jak wy możecie! taki syf na grobie taty! bójcie się
    boga"...

    nie wyobrażam sobie, żeby mamę- za namową wszystkich znajomych i kochanej
    rodzinki- oddać do prijutu a samemu iść wtenczas korzystać z żywota, rypać
    laski, melanżować na potęgę, rozbijać się furą w sopocie etc...
    czemu sobie nie wyobrażam?
    bo to moja matka jest!!!
  • 19.09.09, 01:08
    Cyniku, rozumiem i współczuję choroby mamy. Ale weź też pod uwagę, że nie
    wszyscy mają rodzinę chętną do pomocy lub są jedynakami i nie mają rodzeństwa.
    Zostają wtedy z tą chorą osobą sami, pół biedy jeśli jest ona sprawna fizycznie,
    gorzej jeśli jest przewlekle leżąca. Taką osobę trzeba codziennie parę razy
    przewinąć, oklepać, przewracać z boku na bok żeby nie miała odleżyn, przenieść
    do wanny, żeby ją umyć bądź wykąpać. Nie zawsze opiekunami są osoby w sile
    wieku, ale np. osoby w wieku 50 - 60 lat dla których taki codzienny wysiłek może
    się kiepsko skończyć. I wtedy pozostają oni ze schorzeniem kręgosłupa wraz z
    leżącym rodzicem. Ale to są skrajne przypadki, które choć rzadkie ale też się
    zdarzają.
    Natomiast niestety większość przypadków Alzheimera kończy się tym, że chory
    odmawia jedzenia, tak było w przypadku mojej babci. Po prostu odmówiła
    przyjmowania napojów i pokarmów i koniec, karmienie na siłę nic nie dawało. W
    tej sytuacji potrzebna jest specjalistyczna opieka, czyli osoba która będzie
    zakładała sondę do nosową do karmienia, a potem zakładała kroplówki, opatrywała
    wciąż pojawiające się odleżyny i podawała silne leki przeciwbólowe. Myśmy nie
    mieli innego wyjścia niż umieszczenie babci w szpitalu, ale i stamtąd po pewnym
    czasie polecono mi ją zabrać i umieścić w hospicjum jako jak to się pani doktor
    ładnie wyraziła, przypadek nie rokujący szans na wyleczenie. I co wtedy należy
    zrobić? Do domu bałam się ją wziąć bo nie jestem chirurgiem ani pielęgniarką i
    nie potrafię poradzić sobie z sytuacją kiedy wraz z opatrunkiem schodzi skóra,
    nie potrafię podłączyć kroplówki, a nikt nie pozwoli mi robić zastrzyków z
    morfiny. W dzień jeszcze mogłabym liczyć na pielęgniarkę środowiskową, ale w
    nocy??? Czasami więc los, a może co innego stawia nas pod ścianą, bez możliwości
    dokonania takiego wyboru jakiego byśmy chcieli. Czasami mimo, że kłóci się to z
    naszym światopoglądem nie mamy wyboru i to niestety jest najgorsze i
    najtrudniejsze, jeśli chcesz pomóc, a nie możesz bo nie jesteś w stanie.
  • Gość: . IP: *.adsl.inetia.pl 22.09.09, 15:53
    Nie chcę się zajmować moja matką ,bo mam do niej żal za to,że odkąd
    pamiętam powtarzała mi,że domu rodzinnym nie ma dla mnie miejsca,jest
    przeznaczony dla mojego brata,więc mam sobie tak ułożyć życie by iść
    z domu,że mam być jej wdzięczna za to ,że nie oddała mnie do domu
    dziecka,że wolała chłopca a urodziła nic nie wartą dziewuchę,że się
    mnie wstydzi,że jestem głupia,że głupio się śmieje,robię głupie
    miny,źle stoję,nic nie umiem, źle się uczyłam i nie zostałam
    światowej sławy lekarką bądź prawnikiem lub itp,śmiałam wyjść za mąż
    i to nie bogato tylko za dziada i tym samym nie przyniosłam korzyści
    finansowych rodzinie czyli jej,jestem podobna do teściowej i tak jak
    ona będę dzieciorobem,jestem niewdzięcznicą,mam w sobie diabła,że mam
    wypie...ć z jej domu,że mój ociec to dziad itp.itd.Czułam się jak
    pies,jak takie nic nie warte gó...,po prostu śmieć.Jestem psychiczną
    kaleką,a "to" jest we mnie tak głęboko,że nawet teraz po tylu latach
    gdy usłyszę coś miłego na swój temat to staje czujna,bo nie mogę
    uwierzyć w to,że mam w sobie coś dobrego.

    Wachlarz wyzwisk i szykan moja matka miała duży,a jej awantury trwały
    nieraz po kilka dni.
    Pisze w czasie przeszłym bo od kilku lat nie utrzymuje z nią
    kontaktu.
    O dziwo, jakoś nie umarła mimo,że na każdym kroku kiedy nie chciałam czegoś zrobić groziła mi śmiercią( odkąd pamiętam twierdziła,że jest
    śmiertelnie chora,jej dni są policzone )albo tym,ze popełni przeze
    mnie samobójstwo.
    Każdy ma takie dzieci na jakie sobie zasłużył.Nie nauczyła mnie
    szacunku,bo nigdy go dla mnie nie miała,nie nauczyła czułości,
    miłości,uczyła mnie tylko pogardy,nienawiści,bycia
    dwulicowym,fałszywym.Kto sieje wiatr burzę zbiera.
    Nazwij mnie jak chcesz...
  • 10.11.09, 15:22
    Ja się właśnie przekonuję jak to jest zmieniać pieluchy ojcu, który
    waży jakieś 95 kg. Leży, prawie bezwładnie, nie pomaga, myć go
    trzeba na leżąco, podawać regularnie leki, posiłki, zmieniać
    pieluchy w odpowiednim czasie bo inaczej mokra jest pościel, coś się
    wydostanie, pobrudzi a od leżenia w mokrym robią się odleżyny. I co?
    Jestem ja i moja mama jego była żona - myje mu tyłek z kupy mimo,ze
    sa 13 lat po rozwodzie i nie musi, wim,ze robi to dla mnie. Obie
    pracujemy a on leży prawie cały dzień sam. Mops przydzielił
    opiekunkę na 1 h dziennie, która jest mała i chuda i na nic nie ma
    siły. I co? Niech ktoś mi powie tylko, że żle zrobie jak go oddam do
    domu opieki, gdzie bedzie miał to wszystko czego ja mu nie zapewnie.
    Ale krytykować pewnie najłatwiej tym, którzy tego nie doświadczyli
    albo "męczennikom", którzy bez względu na to jaki poziom opieki
    zapewnią będą mogli sasiadom pokazać,że oni są tacy super fajni i
    pójdą do nieba.
    --
    a teraz Anna Geras - kobieta, która gryzie szkło.
    --
  • 19.11.09, 21:54
    ojciec umarł w 2001 na raka mózgu.
    brat w 2004 wpadł pod pociąg.
    babcia zmarła na raka płuc w 2005.
    wtedy mama zaczęła pić. i piła przez kilka lat skutecznie dezorganizując mi
    życie w dzień i w nocy
    a potem zapukał jej do głowy pan alzheimer i już w niej tak siedzi 4 lata.
    mama waży-95kg.
    nie chodzi. z trudem mówi. nie potrafi sama się umyć ani zjeść.
    porusza się na wózku inwalidzkim.
    trzeba ją rano nakarmic. na szczęście nie jestem sam. z matka zamujemy się razem
    z siostrą.
    zrezygnowała z tego powodu z intratnej posadki w tvp.
    ale nic.
    potem trzeba zaprowadzić mamę na sedes i zaczekać na kupę. potem umyć.
    około południa obiad. trzeba nakarmić.
    potem zaprowadzić ponownie do kibla. czekać aż zrobi swoje.
    jak zrobi-umyć. wracamy do pokoju. oglądamy tv. w międzyczasie podjadamy
    jabłuszka i czekoladki i mandarynki. pijemy kompot.
    więc niebawem do kibla na siusiu.
    po powrocie przygotowujemy lancz-paróweczki z musztardą i sałatka pomidorową.
    pora teleekspresu.
    po posiłku do kibla.
    po kiblu kąpiel a po niej czas na podwieczorek, zaczynają się fakty-czekolada na
    gorąco.
    na wiadomościach jabłka. niebawem trzeba zacząć przygotowywać kolację, ale
    wcześniej do kibla po jabłuszkach i czekoladzie.
    zbliża się 20. i kolacja-po niej kibel. do mw 22leci tvp info (gdzie pracuję) i
    oglądamy wszystkie audycje tej stacji (mama poznaje wszystkich prezenterów i
    śmieje i cieszy jak dziecko gdy ich widzi jak i mnie gdy wracam ze studia do domu).
    tak więc ok. 22 kolacja. oczywiście jak wszystkie wcześniej wymienione
    posiłki-mama wymaga karmienia. potem kolejna ostatnia juz toaleta. wracamy na
    wózku inwalidzkim do salonu. zakładamy z siostra pampersa mamie i 23. idziemy
    spać. by ok 7. zacząć kolejny dzień.
    nadmieniam, że gdy ja jestem w robocie wszystkie ww czynności z mamą robi sama
    siostra.
    a państwo?
    państwo oferuje 150zł dodatku pielęgnacyjnego i wątłą studentkę pedagogiki na
    praktyce w Domu Opieki Społecznej by intensywnie pomagała.
    czyli robiła herbatę mamie i zasypywała ją cukrem.
    pewnie z tego tytułu zostanie dyplomowanym pedagogiem/psychologiem...
    i to jest ta "intensywna" pomoc...
    nie oczekuję od nikogo pomocy. zarabiam lepiej niż doskonale.
    ale gdybym nie zarabiał?
    co z mamą?
    dom opieki społecznej?

    tak wiekszośc z was na pewno pomyśli. że trzeba żyć własnym życiem, robić
    karierę, bachory, co niedziela klepać pacior a w wigilię kolendy z
    wujkiem,dziadkiem i nn ciocią a po świętach papa.
    chorujcie i umierajcie bo my młodzi mamy swoje życie.
    a moja rodzinka wcześniej przybędzie na grób taty,postawi znicze większe od
    pomnika i znowu powie: co za syf.

    m. reporter tvp info
    ale po prostu człowiek chyba.
  • 30.12.09, 09:49
    Dlaczego nie wynajmniesz opiekunki? Jak sam napisałeś - zarabiasz
    lepiej niż doskonale.

    Masz pracę, wypracowujesz sobie emeryturę i jako mężczyzna możesz
    dużo później założyć rodzinę. A siostra?
    Z postów wynika, że siedzi cały dzień z mamą. Ona też kiedyś będzie
    w wieku emerytalnym. Kiedyś może zechcieć mieć rodzinę, dzieci.
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • 01.01.10, 12:02

    Takie sprzeczanie się czy ktoś ma więcej czas i pieniędzy na
    zajmowanie się osobą bliską w ciężkim stanie jest moim zdanie
    okropne i ciekawe jak jeszczc długo trwać będzie.
    Wszystko to z powodu nieudolnych kolejnych ekip rządzących które
    problemy finansowe Służby Zdrowia stale odstawiają na tor boczny.
    Przecież są kraje gdzie jest właściwa organizacji pomocy ,
    gdzie wychodzi się do obywatela z pomocną dłonią. Gdzie
    na koszt państwa modernizuje się mieszkania i łazienki
    oraz wysyła pielęgniarki całodobowe.
    Młodzi ludzie muszą pracować i nie ze swojej woli często nie
    mają czasu na zajmowanie się osobami bliskimi na tyle na ile by chcieli a także
    brak im wiedzy i doświadczenia jak należy
    pielęgnować chorego.
    Więc zarzucanie osobom innym złych intencji jest nie na miejscu.
    Jestem osobą w podeszłym wieku i wcale nie chciałabym aby mój syn poświęcał
    swoją karierę i życie osobiste na stała opiekę przy mnie.
  • 02.01.10, 23:18
    Ja bym nie potępiała wszystkich, którzy oddają swoich bliskich do hospicjów, czy
    domów starców. Ważne chyba tutaj jest, dlaczego to robią: żeby zyskac
    mieszkanie, pozbyc się starca? Czy po prostu nie dają rady się opiekowac... Ja
    mam taki przypadek w rodzinie, moja babcia ma demencję starczą (Alzheimer,
    miażdżyca itp.). Coraż rzadziej ma "lepsze dni". Podczas tych lepszych dnia
    zadaje co dwie minuty to samo pytanie. Podczas gorszych wpada w histerie,
    krzyczy, niszczy co ma pod ręką. Często chowa leki i szukamy ich cały dzień,
    obraża się (bo coś sobie wyobraziła, ze się stało. lub przypomniała sobię jakąs
    konfliktową sytuacje sprzed kilku lat i myśli, ze to sie stało przed chwilą)i
    nie je kilka dni, włącza nagle gaz, chowa jedzenie, chowa brudne naczynia do
    szafek i robi bardzo wiele innych rzeczy, które sa dla nas uciążliwe. mieszka z
    moim dziadkiem, on przebywa z nią ciągle. Często przyjeżdżać ktoś z rodziny i
    siedzi z babcią i zwalniamy dziadka na kilka godzin, cały dzień z opieki, żeby
    mógł odpocząc. Musimy się tym dzielić, bo nie jesteśmy w stanie psychicznie
    wytrzymać zachowania. Wiemy, ze to choroba, szkoda nam babci, ale to ciężko
    wytrzymać psychicznie... nie wykluczam, ze się kiedyś złamiemy. Szczególnie, ze
    nie mozemy z nią byc 24 godziny, nie moge jej zabrac do domu do siebie na stałe,
    bo musimy tez życ, pracowac. Samo sie nie zrobi. A babcia nawet na minutę nie
    moze zostac sama.
    Dlatego ja jestem w stanie zrozumiec, że ktoś nie wytrzymuje i oddaje starszą
    osobę do domu opieki. Czasami lepsze jest to, tam się zajmą nią profesjonaliści,
    a my możemy do niej przyjeżdzac nawet codziennie. A gdy człowiekowi psychika
    wysiądzie, to moze taką osobę bardzo skrzywdzic...i tego bym nie chciała.
  • 28.12.11, 23:53
    Witam.
    Szukam wsparcia po oddaniu mojej siostry 83-letniej do ZOL. Ma diagnozę otępienie naczyniowe; nie wiem jaka jest róznica między Alzheimerem a tym rodzajem otępienia. Z literatury znajduję taką różnicę jedynie w tym, że siostra dokładnie rozpoznaje osoby i ma niezwykle donośny głos, wyraźną mowę. Nie będę opisywać gehenny jaką przeszłam przez 2 lata a także 90-letni szwagier, jej mąż. Dzieci nie mieli. Zdecydowałam, że więcej nie dam rady. Od 1,5 miesiąca siostra jest w ZOL. Tam leki i może nowe środowisko tak ją zmieniły, że jestem w skrajnym szoku. Była niezwykle agresywna słownie, a nawet próbowała fizycznie /ale jest za słaba na szczęście - rzucała tylko w męża drobnymi przedmiotami/. Niespokojne noce, wieczne wrzaski i pakowanie się, przebieranie, wyprowadzki!!!!.......... Tam stała się taka pokorna. mówi do mnie zdrobniale po imieniu /nigdy w życiu do mnie tak nie mówiła/, płacze, pyta kiedy wyjdzie do domu /tylko którego?/. Serce mi pęka. Mam poczucie winy i znowu ciagle kołowrót myśli w głowie, co robić. Narazie chodze tam 1x w tygodniu, bo potem nie mogę się pozbierać psychicznie. Ponieważ ZOL jest w tym samym mieście więc podwoże tam sąsiadkę, jeździ mój syn odwiedzić ciocię. Personel ZOL mówi, że zabieranie jej teraz np. na przepustki tylko pogorszy sprawę, bo znowu Ją rozdrażni, otworzy rany moje i jej. Chyba, że zdecyduje się, ze zabiorę Ja na stałe. To jest niemożliwe. Na sama myśl koszmaru jaki przechodziłam ogarnia mnie przerażenie. Chyba najtrudniej jest mi z sąsiadami. To już wiekowi ludzie i wyczuwam w rozmowach jakieś aluzje, że siostrę oddałam do "umieralni". Gdy była w domu wszyscy omijali dom szerokim łukiem, bo słyszeli, że ma alzheimera. Do obcych ludzi jednak była miła i trudno było poznać w krótkiej rozmowie, że coś nie tak. Uważam, że siostra ma tam dobrą względnie opiekę. Wiadomo, że nie może rządzić tak jak w domu, że chodzilismy na paluszkach, aby Jej nie zdenerwować, a ona i tak wrzeszcała stekiem wyzwisk, bluźnierstw, złożeczeń....uff. Ja byłam k....ą, szmatą dziwką na okrągło, a jej mąż ukraińcem, skur....... Wtedy byłam na nią wściekła, a musiałam ugotować, wyprać, sprzątnąć, pomóc wstać, a czasami wytrzeć tyłek. Teraz odczuwam zupełnie inne, ale jakże znowu trudne emocje : współczucie, poczucie winy, żal. Jak tu nie zwariować. Mam p.winy, że zwabiliśmy Ją w pułapkę, nakłamalismy, że jedzie do szpitala trochę się podkurować i dała się namówić. Potem przez 2 tygodnie robiła wojny w ZOL podobnie jak w domu, ale leki zrobiły swoje i obecnie jest spokojna. Niestety podupadła na nogi. Już w domu słabo sie poruszała, a teraz ledwo przejdzie 3 m z pomocą. Najgorsze są pytania kiedy pójdzie do domu. Zmieniam temat. To, że dotąd wytrwałam i nie zabrałam jej zawdzięczam wsparciu ludzi i kierowaniu się rozsądkiem, a nie uczuciami choć to one są na pierwszym planie. Może ktos ma takie doświadczenia. Chętnie nawiązałabym dialog. Nie myslałam, że bedzie to aż tak trudne. Siostra tuz po naszym wyjściu, nie pamięta, że byliśmy. Mówi, że nikt jej nie odwiedza nigdy, czy oni żyją. Jestem w trakcie załatwiania ubezwłasnowolnienia, bo tak sobie życzyła lekarz w ZOL. Myślę, czy miałoby sens zmiana miejsca na Dom Opieki Społecznej, skoro siostra i tak będzie prawdopodobnie już leżeć wkrótce.
  • 20.06.11, 11:36
    Witam

    Moim zdaniem takie domy opieki to wspaniały wynalazek, są wygodne, przebywają w nim ludzie w podobnym wieku z różnymi dolegliwościami także mogą dzielić się swoimi doświadczeniami ale również wspierać się wzajemnie. Moim zdaniem umieralnia jest właśnie w domu gdzie np taki staruszek zamyka się i prawie nie wychodzi z domu a rodzina nie ma czasu tak często go odwiedzać. Wiem coś o tym bo u mnie był właśnie taki problem, moja mama po śmierci taty strasznie zmizerniała, odsunęła się od ludzi, mówiła że tylko czeka żeby pójść do taty. Ciężko mi było podjąć tą decyzję, przewertowałam internet i wypisałam domy opieki, wzięłłam dzień wolny i pojeździłam aby sprawdzić jak to wygląda. I znalazłam, jest naprawdę fantastyczny, blisko warszawy ale na tyle daleko że można odpocząć na łonie natury, komfortowy i z całodobową opieką smile mama odżyła, udziela się towarzysko i jest szczęśliwasmile
    Gdyby ktoś był zainteresowany to dom opieki dla osób starszych Pogodna Jesień

    Pozdrawiam wszystkich wahających sięsmile
  • 19.04.12, 17:34
    Umieszczenie bliskiej osoby w domu opieki przy obecnym pędzącym trybie życia jest rozsądnym wyjściem, złaszcza jeżeli jest to osoba wymagająca opieki 24/h. W Polsce panuje stereotyp na ten temat. Należy znaleść tylko takie miejsce, gdyż obecnie pojawiają się różne domy. Uważam, iż ważną rzeczą na którą należy zwróciść uwagę to wpis to rejestru zoz oraz personel.
  • 16.08.12, 20:27
    Ja osobiście miałam duży dylemat kiedy musiałam podjąć decyzję o oddaniu mamy do domu opieki. Teraz jednak wiem, że to było najlepsze rozwiązanie, a co więcej tego zdania jest również moja mama. Opiekunki, które przychodziły do nas do domu nie zawsze były przyjaźnie nastawione i odpowiednio wykwalifikowane. Teraz mama mieszka w pięknym domu, w malowniczej okolicy. Dodatkowo ma kontakt z wieloma osobami w swoim wieku, a to bardzo ważne. Sądzę, że jeżeli tylko dom jest dobrze wybrany to wszyscy są zadowoleni z takiego rozwiązania. Wejdźcie na stronę i sami oceńcie czy w takim miejscu można być nieszczęśliwym.
    www.gorskidomseniora.pl
  • 27.09.12, 15:23
    powiem wam jedno moja mama byla kochajaca mama i babcia odalaby wszystko za swoje dzxieci i wnuki byla kobiteta do rany przyloz prwnego dnia stalo sie cos nie oczekiwanego zapadla w spiaczke cukrzycowa z ktorej sie juz nie obudzila mieszkala ze mna i moim bratem jego zona i moja corka mala miala w tedy rok lekarze powiedzieli w szpitalu ze oni zrobili juz wszystko moja mama byla jak malutkie dziecko trzeba bylo ja przebierac karmic i poic z butelki wiedzialam co mnie czeka ale bylam zdecydowana zabrac ja do domu i zajmowac sie nia mimo ze mialam male dziecko ale ona byla moja mama odala cale swoje zycie aby mnie wychowac i pielegnowac moi 3 bracia chcieli odac ja do hospicjum ja sie na to nie godzilam oni bali sie odpowiedzialnosci wiec moja rodzienstwo sfalszowalo moj podpis aby odac ja do hospicjum tam moja mama byla przywiazana do luzka nie chciala jesc pic i po 3 tygodniach zmarla nie potrafie sobie tego darowac mam wrazenie ze to moja wina ale co moge zrobic jest po fakcie moja mamusia nie zyje juz 5 lat a ja ciagle mam wrazenie jakby to bylo wczoraj powiem tylko jedno odac bliska osobe do hospicjum to jest najgorsza rzecz jaka mozna zrobic czlowiekowi bo ktos boi sie odpowiedzialnosci

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.