Droga z Quby byla fantastyczna, dobrze, ze slonko wyjrzalo zza chmur i blekitne niebo dodalo kolorytu krajobrazom. Jakos tak kolo trzeciej dotarlem do Xinaliq. ulokowalem sie u azerskiej rodziny (rozmowa na migi - nie mowili po rosyjsku) i pognalem do kamiennej wioski na wzgorzu. Ci, ktorzy tam byli, wiedza jak malownicze to miejsce ;-) Zamierzalem zostac tu dwie noce, a w pierwsze popoludnie postanowilem przejsc sie w strone Qizilgaja Dagi (3726 lub 3450 m n.p.m., roznie mowia). Trawersujac stromo zbocze bocznego ramienia Kizyla wyszedlem na rozlegla dolineopadajaca spod skalistych grani ku rzece Gudiyatcay. Tu pogadalem z goralem, szedl zakladac siatke na swoim pastwisku. Ostrzegal przed psami w gorach. Znow wszedlem na grzbiet i podazalem uparcie do gory. Za mna dumnie wznosily sie kaukaskie szczyty:Ismail i inne. Daleko na zachod ledwo widoczny byl Sahdag (4243 m) - niedostepny z doliny Gudiyatcay bez przepustki od wojska. Powoli nabieralem wysokosci. Znow napotkalem stado owiec pilnowane przez wesolego chlopaka. Pogadalismy chwile. Wyzej byly piargi i trawiaste zbocza. Czasem mozna spotkac tu gorskie kozly, spotkany nastepnego dnia Azer narzekal, ze ekolodzy zabronili strzelac... Tymczasem doline zaczely wypelniac szybko przesuwajace sie chmury. Uwielbiam te widoki, gdy pode mna sa chmury,,, Przyspieszylem, bo niebo zaczelo ciemniec i wzmogl sie wiatr. Znajdowalem sie na Qizilqaja Platosu i garbem szedlem ku Kizylowi osiagajac w koncu kulminacje okolo 3050-3100 m n.p.m. (dokladna wartosc bede musial okreslic na spokojnie w domu). Zaczal padac drobny deszcz. Szybkim krokiem zszedlem w dol.
To byl udany spacer.
Nastepnego dnia mgla nie ustapila do 9.00, pozniej zaczelo padac. Musialem podjac decyzje o wycofaniu sie do Quby. Podroz ciezarowka wypelniona setka baranow byla niesamowita. Wspinalismy sie na kolejne przelecze i zjezdzalismy ku przelomom rzek. Niestety, wiele zwierzat padlo po drodze.
Polecam wszystkim Wschodni Kaukaz. Trzeba tylko uwazac na hordy zdziczalych psow. Tego dnia widzialem obgryziony do kosci szkielet krowy, nastepnego dnia Azer opowiadal, jak tydzien wczesniej gonilo go 5 psow "wielkich jak niedzwiedzie" ;-)
Kornel
--
"Kornel: moje podróże"