Dodaj do ulubionych

Wasze najtrudniejsze chwile w górach?

07.11.16, 23:16
Możecie podzielic się swoimi doświadczeniami? Czy przeżyliście może jakieś sytuacje kiedy poczucie Waszego bezpieczeństwa było bardzo niskie Coś co was zaskoczyło, przestraszyło?
--
***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
Edytor zaawansowany
  • kornel-1 08.11.16, 08:27
    jusytka napisała:

    > Możecie podzielic się swoimi doświadczeniami? Czy przeżyliście może jakieś syt
    > uacje kiedy poczucie Waszego bezpieczeństwa było bardzo niskie Coś co was zasko
    > czyło, przestraszyło?


    Z ubolewaniem/zadowoleniem (do wyboru) stwierdzam, że nigdy nie miałem naprawdę dramatycznych przeżyć w górach. Tym niemniej przypominam sobie parę stresujących sytuacji: w Tatrach, gdy miałem 20+ lat i w parę lat później w Fogaraszach. Z lenistwa zacytuję fragmenty dzienników podróżnych:

    TATRY - żleb
    Postanowiłem zaryzykować samodzielny wyjazd lecz jednocześnie ogarniały mnie wątpliwości, czy nie "zginę" gdzieś po drodze. I tu muszę wrócić wspomnieniami do pewnego zdarzenia: trochę śmiesznego, trochę tragikomicznego, w każdym razie na tyle ważnego dla mnie, że było motorem dalszych wydarzeń.
    Otóż w ostatnich dniach maja wyruszyłem na samotną wędrówkę po Tatrach pragnąc uzupełnić swoją "kolekcję" szlaków odcinkiem z Morskiego Oka na Wrota Chałubińskiego i Przełęcz Szpiglasową. Następnego dnia ruszyłem na Krzyżne i Granaty. Pogoda była idealna, lecz pod granią trafiały się zaśnieżone i oblodzone kotlinki i żleby. W pewnym momencie ugrzęzłem w takim żlebie nie mogąc ani schodzić dalej ani się wycofać. Każdy ruch wiązał się z niebezpieczeństwem obsunięcia się w dół kilkusetmetrowej ściany. Śmieszność mojego położenia polegała na tym, że 100, 200 metrów dalej swobodnie po grani poruszali się ludzie nieomal machając do mnie uprzejmie. A ja - wpół sparaliżowany tkwiłem w tej rynnie. Udało mi się jednak wycofać po tych oślizgłych kamieniach i osuwającej się mokrej ziemi. Później na grani miałem jeszcze kilka trudnych momentów: byłem wykończony fizycznie po dwóch dniach wędrówki i bałem się, że wskutek osłabienia spadnę. I gdy tak siedziałem okrakiem na grani postanowiłem sobie, że jeśli będę w stanie cało dojść do Hali Gąsienicowej, to odważę się na samotny autostop po Europie. W końcu - mówiłem sobie - na większe niebezpieczeństwa narażony być nie mogę.


    FOGARASZE - misio
    Półgodzinna droga wzdłuż potoku (izvour Lerescu; ostatnia woda!), odbijam w lewo, ostro do góry. Ścieżka jest niewyraźna - las bukowy, lecz ostatecznie docieram do grzbietu, gdzie spotykam szlak z Tamasu Mare (9.30) Stąd ścieżka lasem iglastym trawersuje północny zbocza grzbietu Cornisui. Słyszę jakieś parsknięcie w krzakach, zwalniam na chwilę a właściwie nieruchomieję. Serce leciutko przyspiesza, po chwili już głośno dudni. Pięć może sześć metrów ode mnie stoi tyłem do mnie niedźwiedź. No... taki zwyczajny brązowy misio... tylko, że cholernie duży! Pierwsza zasada - myślę intensywnie - sprawdzić kierunek wiatru. Ale skąd tu wiatr w lesie? Nie czuję żadnego powiewu... Może zresztą na katar i mnie nie poczuje? Niedźwiedź znów parska, co mu się nie podoba? Obraca się bokiem do mnie... ani chybi zaraz mnie zobaczy.... No dobra, uciekać już czy za chwilę? Misio patrzy na mnie, cholera, muszę się uśmiechnąć, tak grzecznie i przepraszająco... Tylko bez głupich numerów, misiu, jestem niesmaczny! Ile on może ważyć? 300 kilo? 500 kilo? Patrzymy tak na siebie 5 sekund? godzinę? Tam-tamy rozbrzmiewają w lesie... Niedźwiedź kiwnął łbem, a może mi się tylko tak wydało i rusza... Heh, idzie sobie w las... Ja też... dokładnie w przeciwną stronę.

    oraz: pieski
    Seria trawesów i znów psy. No ja nie mogę.....! Te bydlęta odbierają mi całą przyjemność wędrowania. Mały chłopak biegnie za mną pokazując mi puste opakowanie po "gorącym kubku" i mówi, że chce jedną zupkę, potem chce zapałki, baterie i inne rzeczy. Mój brak zrozumienia dla jego sytuacji zostaje ukarany. Gdy jestem na przeciwległym zboczu, oddalony o jakiś kilometr od stada, w moim kierunku rzucają sę owczarki. Wiem, że owczarze nie mają władzy nad nimi w takiej odległości. A wokół ani jednej skałki, tylko trawa... Adrenalina osiąga maksimum. No pokazałem sprint pod górkę... Dały sobie spokój :-))

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    "Kornel: moje podróże"
  • jusytka 08.11.16, 16:01
    Ja najtrudniejsze chwile przeżyłam w Dolomitach, kiedy zbyt późno wyruszyliśmy na długi szlak z ferratą, która zaczynała się od górnej stacji kolejki do której szliśmy dwie godziny. Po wjechaniu na górę kolejka przestała działać, a my (latem) znaleźliśmy się na wysokości ponad 3000 metrów wśród śniegu, a szlak prowadził czubkami gór. Problem polegał na tym że nadchodziła burza, a my musieliśmy przypinać się do poręczówki, która działała jak piorunochron, nie było się gdzie schronić, bo szlak prowadził granią od szczytu do szczytu, a zejść z niego nie można było bo przepaście były po obu stronach. Na szczęście burza przeszła bokiem, ale tego strachu nie zapomnę. Kolejny problem na tym samym szlaku, to brak schronisk bacówek ludzi jakichkolwiek i brak strumyków, a więc problem z wodą. Wydawało nam się że wzięliśmy dużo wody, ale tak bardzo chciało się pić, że pod koniec szliśmy już "na oparach". Kolejny problem to piargi, czyli typowe dla tych gór drobne i śliskie kamienie, gdzie poręczówek nie było przez to bardzo niebezpieczne. No i nocne przejście pod koniec, po omacku, bo we Włoszech nawet w dzień czasem trudno znaleźć oznaczenia szlaków, a co dopiero w nocy. Dotarliśmy do aut po północy...

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
  • kornel-1 08.11.16, 17:00
    jusytka napisała:
    > Problem polegał na tym że nadchodziła burza, a my musieliśmy


    Burzy w górach zawsze się bałem. Mogę moknąć w górach, mogę marznąć, ale nie chcę, by pioruny latały koło mnie. W Durmitorze, gdy schodziliśmy z Medjeda do Ivan Do złapała nas burza pod szczytem. A że nadchodziła z kierunku, w którym musieliśmy podążać (czyli w dół kamienistej doliny) trzeba było jej stawić czoła ;) Gdy gromy spadały na nas z góry, wciąż byliśmy na otwartym terenie. Przypomniałem sobie, że piorun może porazić człowieka do 200 metrów, o ile stoi na mokrej skale. Innych skał nie było, więc mina synowi zrzedła. Przyspieszyliśmy kroku zbiegając w stronę kosówki.
    - Sergiusz! - zawołałem przekrzykując grzmoty - wyciągaj ręce do góry! Trzeba przebłagać Zeusa, by odpuścił!
    - Nie, tato, piorun we mnie trafi! - syn oponował.
    Nie zważając na jego protesty, podniosłem ręce do góry w błagalnym geście i wyrecytowałem inwokację do Gromowładnego.
    Zagrzmiało jeszcze bardziej a piorun łupnął tuż obok.
    - Tato, przestań!
    Zachichotałem. Syn był naprawdę zestresowany.
    Na szczęście byliśmy już w kosówce a po kwadransie między drzewami. Deszcz zelżał i już na luzie dotarliśmy do wioski. Pozostało tylko znaleźć nocleg.

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    "Kornel: moje podróże"
  • apollo1966 10.11.16, 18:16
    Bardzo strzec się należy spadających kamieni. Zdarza się, że turysta, który idzie wyżej niż ty, poruszy nogą kamień, ten uderzy w następny itd. i mała lawina kamienna gotowa. Zdarzyło się, gdy schodziłem z Kościelca, że ktoś krzyknął - "Kamienie lecą!". I w tej samej sekundzie przeleciały obok. Jakiego one nabierają przyspieszenia, gdy odbijają się od progów skalnych! Duży kamień, duży jak głowa, kilka metrów ode mnie odbił się od takiego dużego progu i poleciał jak rakieta niżej. Wszyscy się chowali, gdzie się dało, pod okapy skalne. Przyznam, że ja - trudno to nazwać inaczej niż lekkomyślnością, jeśli nie głupotą - nie zrobiłem kroku, jakby przekonany, że żaden kamień mnie nie uderzy. A jak uderzy taki kamień, to śmierć na miejscu - albo w głowę dostaniesz, albo cię zrzuci w przepaść. Stałem i patrzyłem na ten okropny, ale i fascynujący, widok śmigających głazów. Na szczęście ściana Kościelca, ta, po której prowadzi szlak, jest mocno skrzesana, gładka, zbudowana z mocnych płyt skalnych i nie ma ryzyka dużej lawiny kamieni. Po chwili, upewnieni przez głosy turystów z góry i z dołu, że wszystko się uspokoiło, wszyscy bezpiecznie zeszliśmy na Przełęcz Karb i dalej w doliny.
  • jusytka 10.11.16, 19:07
    Masz rację, dlatego ja chodzę w kasku wspinaczkowym nie tylko po ferratach, ale również po szlakach gdzie takie zagrożenie które opisałeś jest. Mam w nosie co inni o tym myślą, w Alpach nikogo to nie dziwi. W Dolomitach podczas mojego pobytu zeszła cała lawina z kamieni (pod wpływem ulewnego deszczu), wtargnęła na drogę i zmiotła kilka aut zabijając ludzi.

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
  • krzy-czy 10.11.16, 20:48
    zasadnicza służba wojskowa-jelenia góra.1968.
    20 marca-ALARM.
    chłopaki bi9egną do magazynu broni, a tu nie. szef każe brać szpadle.
    do autokarów-autokarami do karpacza.
    wyciagiem krzesełkowym na małą kopę.
    i do białego jaru.
    tam gopr4owcy,horska slużba, psy, sondy lawinowe.
    a nam- zołnierzykom kazano kopać rowy w śniegu w odstępach metrowych.
    coś tam goprowcy móWili że nad nami wisi jeszcze sporo śniegu. to jak chłopaki zobaczycioe czerwoną rakietę-to SPP......AĆ.no pewnie w rowie po głębokości 5-6m to na pewno zobaczę tę rakietę.
    przy mnie odkopano jedną dziewczynę. nie chciałem oglądać.
  • radhex 11.11.16, 00:59
    W górach trzeba przede wszystkim uważać na górali którzy chcą cię oskubać do zera
  • jusytka 11.11.16, 08:00
    Haha Pewnie masz na myśli Zakopane W dodatku trudno im dojść do porozumienia w różnych kwestiach Naszych górali rizpuszczamy sami niestety godząc się na to wyciąganie kasy na każdym kroku i tłumnie tam przyjeżdżając To co się działo w tym roku w Zakopanem nie mieści się w głowie Myślę że jak ktoś choć raz pojedzie w Alpy i zobaczy różnicę to w tym tłumie uczestniczyć juz bigdy nie będzie

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
  • pandorski 11.11.16, 01:38
    Od razu mówię, że jestem totalnym amatorem jeżeli chodzi o góry.
    Na Kościelcu też miałem przygodę z kamieniem. Na szczęście zatrzymał się na skale przede mną, ale widok wirującego kamlota lecącego w twoją stronę robi wrażenie :-)
    Najniebezpieczniejszą historię miałem w Sierra Nevada na 3100. Niby nic, ale nagle poczułem się tak słabo, że położyłem się na kamieniach i myślałem, że tam zostanę. Hiszpania to nie Polska i tam TOPR nie przyleci w razie czego. Na nogi postawiła mnie aspiryna, resztka wody i myśl że wykitować na chorobę wysokościową na 3tys.m to straszny wstyd.
  • jusytka 11.11.16, 08:06
    Przylecą ale solidnie skasują więc wychodzi na to samo Pod tym względem to faktycznie mamy luksus bo TOPR przyjeżdża całkiem gratis do każdej pierdoly Jesteś pewny że to choroba wysokościowa? Na tej wysokości to trochę dziwne

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
  • pandorski 11.11.16, 16:26
    Pierwszy raz byłem tak wysoko. Ruszyłem od 1400. Od 2400 zaczęła mnie boleć głowa i zacząłem odczuwać taki dziwny niepokój. Cały czas podejście. Możliwe, że do tego trochę się odwodniłem, bo pomimo wysokości ciągle było ciepło. Kiedyś jeden turysta z Polski opowiadał mi, że jego syn zaczął wymiotować na 2100 i go prawie wtargał chyba na 3000 (nie mnie oceniać czy to mądre) :-)
  • jusytka 13.12.16, 00:14
    Ja póki co najwyżej byłam na wysokości 3700 m (wulkan) razem z dziećmi. Nie odczułam tam nic specjalnego, ani moja rodzina. No może przy ostrzejszym podchodzeniu zauważyłam że organizm ciut bardziej się męczy niż normalnie, łatwiej o zadyszkę, ale wynikało to pewnie z mniejszej ilości tlenu na tej wysokości.

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
  • lukblo 11.11.16, 08:08
    Nie bedę pisał o burzy, bo to wiadomo co i jak, ale chciałbym napisać o różnicy temperatur. 3 czy 4 lata temu poszedłem w lipcu na Kopę Kondracką - jeden ze szczytów Czerwonych Wierchów w Tatratch Zachodnich. W Zakopanem było +30st., upał, bezwietrznie. Nie zabrałem żadnej bluzy czy kurtki, miałem tylko plecak z jedzeniem i piciem. W trakcie podchodzenia na Przełęcz pod Kopą było strasznie duszno i gorąco, pot zalewał oczy, plecy mokre od potu. Kiedy wszedłem na Przełęcz odczułem bardzo zimny wiatr wiejący od Słowacji, przed którym wcześniej chroniła mnie góra, pod którą podchodziłem. I w momencie zrobiło się zimno, temp. spadła do 18st.C, a myślę, że odczuwalna przy wietrze wynosiła nie więcej niż 13-14st. Na spoconej skórze i mokrej od potu (szczególnie pod plecakiem) koszulce ten wiatr i ta temperatura robiły straszne wrażenie. Organizm bardzo szybko się wychłodził, więc ja też bardzo szybko praktycznie wbiegłem na szczyt Kopy i zbiegłem z niego w kierunku Giewonta i dopiero schodząc od Przełęczy pod Giewontem, kiedy przestało wiać, zrobio mi się trochę cieplej. Od tamtej wycieczki ZAWSZE zabieram w góry polar czy kurtkę, nawet, jak na dole jest gorąco i Wam też to radzę. Pozdrawiam, Łukasz
  • omniasol 11.11.16, 11:24
    Przezylem niejedna (piorun kolo mnie na Orlej Perci, snieg sie pode mna poderwal w zimie)
    Uwazac na.. gory
  • ws21 11.11.16, 16:36
    Kiedyś w studenckich czasach, czyli nieomal pół wieku temu schodziłem w Połoniny Caryńskiej do Stuposian. Było po burzy. W oddali widać było asfalt drogi a szlak prowadził w przeciwnym kierunku. Oznaczono za do celu mam 90 minut. Wpadłem więc na genialny pomysł pójścia za skróty, wprost do drogi. Cóż, strumień wezbrany po burzy przekraczałem z 5 razy, a bezpośrednio przed drogą była płynąca łąka. Woda tak do połowy łydki. Pokonanie trasy zajęło mi z 3 godziny.
    Nie chodźcie w górach na skróty. Nigdy.
  • kornel-1 11.11.16, 17:26
    ws21 napisał:
    > strumień wezbrany po burzy przekraczałem z 5 razy, a bezpośrednio przed drogą była płynąca łąka. Woda tak do połowy łydki. Pokonanie trasy zajęło mi z 3 godziny.
    > Nie chodźcie w górach na skróty. Nigdy.


    Dlaczego nigdy? Przecież, gdyby nie burza, strumyk by nie wezbrał, przed drogą nie byłoby płynącej łąki i nie musiałbyś brodzić w wodzie po łydki.

    Ja korzystam ze skrótów w górach i nie narzekam :)

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    "Kornel: moje podróże"
  • tomaszw20 11.11.16, 18:00
    so far so good!
    :-)
  • tomaszw20 11.11.16, 17:53
    wielkie góry! nieomal Himalaje...
    wchodziłem z dziećmi do schroniska na Skrzyczne, górne krzesełko nie chodziło, było słonecznie i utworzyła się skorupa lodowa - dziś wiem, że trzeba było odpuścić
    wyrąbywałem butami stopnie w lodzie, ale w pewnej chwili syn pośliznął się i... zatrzymał się po dwóch metrach na drzewie... a nie po dwudziestu, czy dwustu, co też mogło się zdarzyć
    !!!
    teraz myślę, że głupi (mówię o sobie) miewa czasami szczęście
    (pull up, terrain ahead)
  • zielona-galazka 23.11.16, 09:59
    Szedłem na Tarnicę z Ustrzyk Górnych. Było zimno, padał marznący deszcz, wiał silny wiatr. Ścieżką płynął potok. Zawróciłem. To było tego samego dnia kiedy znaleziono w górach Czeczenkę z trójką dzieci w letnich ubraniach. Dwoje z nich zmarło w wychłodzenia i wyczerpania.
  • kornel-1 23.11.16, 17:43
    zielona-galazka napisała:

    > Szedłem na Tarnicę z Ustrzyk Górnych. Było zimno, padał marznący deszcz, wiał s
    > ilny wiatr. Ścieżką płynął potok. Zawróciłem. To było tego samego dnia kiedy zn
    > aleziono w górach Czeczenkę z trójką dzieci w letnich ubraniach. Dwoje z nich z
    > marło w wychłodzenia i wyczerpania.


    Zginęła trójka dzieci (13 wrz. 2007).
    Relacja matki niejasna. Niby szli do Słowacji, ale przemytnicy doprowadzili do granicy UA-PL i tam pozostawili. Kobieta z dziećmi zeszła do doliny, ale nie znalazłszy wioski zawrócili i błąkali się po górach spędzając noc w lesie. Następnego dnia wrócili na granicę i zatrzymali się przy 82 słupku na Wołczym Berdzie. Jedna dziewczynka zmarła koło południa, druga wieczorem; rodzina spędziła tam kolejną noc. Temperatura wynosiła +4 oC. Matka rano zostawiła trzecią córkę żywą i i z synem na ręku poszła wzdłuż granicy. Przy 102 słupku trafiła na WOP-istę.

    Ogólnie - brak przygotowania, map, jedzenia, ciepłych ubrań. To ostatnie jest szczególnie dziwne, bo przemycając się na Zachód zwykle zabiera się jakiś tłumoczek.

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    "Kornel: moje podróże"
  • jusytka 24.11.16, 14:32
    Straszna historia

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców piętnastolatków
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
  • zielona-galazka 28.11.16, 14:55
    Kornelu,
    Dziękuję za podanie szczegółów. Oprócz niskiej temperatury wiał wtedy silny wiatr i była ulewa. Co było przyczyną tak dziwnego zachowania uchodźców z Czeczeni, to możemy tylko spekulować. Faktem jest że zostali pozostawieni na pastwę losu przez przemytników. Niestety nie zostali oni nigdy zidentyfikowani i pociągnięci do odpowiedzialności.
  • kornel-1 28.11.16, 15:21
    zielona-galazka napisała:
    >Faktem jest że zostali pozostawieni na pastwę losu przez przemytników. Niestety nie zostali oni nigdy zidentyfikowani i pociągnięci do odpowiedzialności.

    Faktem jest, że zostali zidentyfikowani.

    Czeczenka nie odpowiedziała za popełnienie dwóch przestępstw: nielegalnego przekroczenia granicy i narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia.

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    "Kornel: moje podróże"
  • zielona-galazka 29.11.16, 11:46
    Kornelu, z załączonego artykułu niewiele wynika. Wspomniany mężczyzna mógł być organizatorem, ale nie musiał. I najprawdopodobniej nie był bezpośrednim sprawcą.
    A uwagi na temat Czeczenki, która tak naprawdę była ofiarą, to sobie podaruj. Wystarczy już nienawiści w stosunku do uchodźców, zalewającej Polskę i Europę.
  • kornel-1 30.11.16, 09:21
    zielona-galazka napisała:

    > Kornelu, z załączonego artykułu niewiele wynika.

    Dla kogoś, kto czyta ze zrozumieniem - wynika.

    > Wspomniany mężczyzna mógł być organizatorem, ale nie musiał. I najprawdopodobniej nie był bezpośrednim sprawcą.

    Twoje zorientowanie w temacie jest mizerne.
    1. Podałaś nieprawdziwą liczbę ofiar śmiertelnych
    2. Stwierdziłaś, że osoby odpowiedzialny nigdy nie zostały zidentyfikowane
    3. Napisałaś, że sprawcy nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności

    Prawda jest taka, że organizator i przemytnicy zostali już dawno zidentyfikowani i osądzeni.
    Prawda jest taka, że wypowiadasz się na temat, o którym nie masz pojęcia.
    "Сам організатор утік після невдалого незаконного переправлення Каміси та її дітей. У рамках порушеної слідчими Управління СБУ в Закарпатській області стосовно цього громадянина України кримінальної справи за ч.2 ст.332 Кримінального кодексу України, він був оголошений у розшук. Тим часом до кримінальної відповідальності були притягнуті спільники розшукуваного. Їх засудили до різних термінів ув’язнення.
    Розшук організатора утруднювало те, що фігурант кримінальної справи - колишній прикордонник, який досконало володів навичками конспірації, знав методи роботи правоохоронців. Проте улітку 2011 року він таки "засвітився" у Києві. Виявилося - жив у свого родича, підробляв на столичному базарі. Там його і затримали співробітники СБУ в Закарпатській області. Під час досудового розслідування затриманий намагався перекласти вину на інших осіб, нібито він виступив лише гарантом - мав тільки передати гроші втаємниченим особам, більше начебто від нього нічого не залежало. Проте Ханпаша та Каміса Джамалдінови у своїх свідченнях польським та українським правоохоронцям чітко вказали на особу організатора - затриманого СБУ колишнього прикордонника. Ужгородський суд визнав його винним за організацію незаконного переправлення осіб через держкордон України, керівництво такими діями за попередньою змовою групою осіб та призначив цьому громадянинові 3 роки позбавлення волі. Вирок нещодавно набув законної сили."

    Źródło
    Nie wiem, czy sobie poradzisz z czytaniem, więc w skrócie: zatrzymano i skazano organizatora i pomagierów.

    > A uwagi na temat Czeczenki, która tak naprawdę była ofiarą, to sobie podaruj. W
    > ystarczy już nienawiści w stosunku do uchodźców, zalewającej Polskę i Europę.



    To były uwagi prof. Zbigniewa Hołdy z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Wyguglasz sobie sama czy pomóc?

    Kornel
    --
    Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
    "Kornel: moje podróże"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka