Dodaj do ulubionych

Torrent de Pareis czyli jak mnie uratowano

20.05.19, 18:31
W nawiązaniu do wątku Pomysł na leniwy ranek chciałbym zaproponować spacer po wąwozie Pareis (Torrent de Pareis).

Co do zasady, wąwozem można iść w górę lub w dół. Ze względów logistycznych wybrałem drogę w dół. Ścieżka, którą prowadzi kiepsko znakowany szlak, zaczyna się przy małym parkingu w Escorca. Wystartowałem około 9:00 przy ładnej pogodzie. Przez pierwsze kwadranse wędrowałem zakosami ku niewidocznej początkowo dolinie. Niekiedy wysoka trawa maskowała ścieżkę, ale o popularności szlaku świadczyć mogły wyślizgane wapienne skały, po których wcześniej szły tłumy w sezonie. Teraz spotkałem raptem garstkę osób. Przez większość trasy towarzyszyła mi - w pewnej odległości - niemieckie małżeństwo z dwójką rozwrzeszczanych 10-latków. Już miałem ich pytać, czy słyszą śpiew ptaków, ale - odpuściłem.

Po niecałej godzinie bujna wiosenna roślinność znikła a ja zagłębiłem się pomiędzy wysokimi ścianami wąwozu. Środkiem, w okresie deszczów, płynie obficie woda, ale na szczęście od paru dni nie padało. Tym niemniej, dno wąwozu usłane jest olbrzymimi głazami, od wielkości arbuza po przyczepę kempingową. Niestety, brak oznakowania sprawia, że należy samemu szukać sobie drogi. Z rzadka widoczne są ułożone pomocnymi rękoma małe piramidki z kamieni. Trzeba wiec kluczyć na prawo i lewo, przeskakiwać z kamienia na kamień lub przeciskać się między głazami. Niejednokrotnie musiałem zawracać w poszukiwaniu łatwiejszego przejścia. Bywało i tak, że rozstawieni w tyralierę informowaliśmy się, którędy przejść. Wąwóz wił się czasem niemal płasko a czasem kaskadami opadał ku morzu. Pokonywanie tych uskoków zabierało dużo czasu. Niemieckie dzieciaki były najzwinniejsze i, ku mojemu zdumieniu, z rzadka były powstrzymywane przez rodziców przed penetracją terenu. Faktem jest, że dorośli nieśli plecaki, ja - swój 8-kilogramowy.

W pewnym momencie lunął deszcz, na szczęście grota była parę metrów dalej. W ciągu kwadransa opady zmniejszyły się do poziomu mżawki, cóż z tego, kiedy zrobiło się mokro i przeraźliwie ślisko. W dwóch miejscach, gdzie trzeba było pokonać parometrowe stopnie, ułatwieniem były sznury z węzłami, raz stalowa linka. W jednym miejscu musiałem podjąć męską decyzję i rzucić plecak ze skały w dół, gdyż na obłej powierzchni nie byłem w stanie utrzymać równowagi ani przesuwać po skale plecaka. Niemcom poszło łatwiej, bo mogli się wzajemnie ubezpieczać. Raz zdarzyło się czołganie w tunelu utworzonym pod skałami, jak się po chwili okazało, mój wybór drogi był jedynie opcją - dzieciaki - najwidoczniej z mniejszą wyobraźnią - zwyczajnie zeskoczyły z wysokiej skały, tej, której nie mogłem pokonać.

Ściany wąwozu wznoszą się na sto lub dwieście metrów (trudno mi ocenić) i, ze względu na ich stromy, niemal pionowy charakter, naprawdę robią wrażenie. Gdzieniegdzie można dostrzec groty i inne zagłębienia, także w wyższych partiach zboczy. Ależ to za atrakcyjny teren dla skałkowiczów i grotołazów! W najwęższym miejscu wąwóz ma może 5 metrów szerokości a urozmaiceniem tego odcinka są gargantuiczne bloki skalne tarasujące przejście.

Mozolnie pokonywałem te przeszkody aż do momentu, gdy zdarzyła się katastrofa. Oto, gdy schodziłem z bloku skalnego i musiałem solidnie się rozkraczyć, usłyszałem dźwięk drącego się materiału i poczułem wdzierające się chłodne powietrze do spodni. Manewr opuszczania się w dół musiałem jednak kontynuować, czemu towarzyszyła dalsza destrukcja szwów. Skonstatowałem, że spodnie mam rozdarte w kroku od pupy do uda a przez dziurę widać pół Europy. Ból mój był tym większy, że po raz pierwszy od wielu wyjazdów nie wziąłem ze sobą ani nici ani nitki! A miałem jeszcze dwa dni wyjazdowe przed sobą. Ot - dramat gorszy od lawiny.

Zezłoszczony dotarłem do końcowej części wąwozu. Tu spotkaliśmy kilka osób idących w górę oraz parę osób, które wybrały się od wylotu wąwozu w górę jedynie a krótki spacer. Wśród nich spotkałem trójkę Polaków (60+), którzy nie tylko byli aktywni wspinaczkowo, ale wyposażeni byli w podstawowy zestaw krawiecki! Nici, co prawda, były byle jakie - bo chińskie, i szew musiałem poprawiać dwa razy, ale i tak jestem im wdzięczny za ratunek!

Razem doszliśmy do brzegu morza (ok. 3.5 h od początku). Ujście doliny - jeszcze przed chwilą szerokie - gwałtownie się tu zwęża a dostępu do morza bronią dwie potężne skały w odległości dwudziestu - trzydziestu metrów od siebie. I teraz to, co najpiękniejsze: wiatr od morza wtłaczał fale do tej gardzieli sprawiając, że tworzyły się 10-metrowe pióropusze wody. Nieziemskie widowisko!

Potem trójka Polakjów zabrała mnie do klasztoru w Llac a następnie - widząc mnie idącego na stopa w deszczu - podrzucili mnie do Inca. Wielkie dzięki!

Technikalia. Ryanair z Krakowa do Palmy ok. 100 PLN w jedna stronę. Pociąg do Inca 2.95 EUR, dalej stopem do Escorca. Aha, Torrent de Pareis jest na Majorce.

Kornel
--
Cenisz dobre dziennikarstwo? Forum Gazeta.pl
"Kornel: moje podróże"
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.