Dodaj do ulubionych

potencja LM1

10.11.05, 11:58
Czy to wysoka potencja, bo ja pierwszy raz się z nią spotykam. Według mnie to
50000, czyli bardzo wysoka. A może sie mylę?
Edytor zaawansowany
  • beba2 10.11.05, 12:06
    Bardzo wysoka, ale działająca łagodnie.
  • anda8 10.11.05, 14:23
    dzięki
    dobrze, że łagodnie, bo ostatniej metamorfozie mojego syna po Stramonium 200
    jestem nieco wylekniona
  • beba2 10.11.05, 14:27
    A jaki to lek? Tak z ciekawości pytam, oczywiście .
  • anda8 10.11.05, 22:09
    Silicea
    i nie wiem czy to ma być konstytucyjny czy nie, bo po rozmowie z nim rozumiem,
    że nie, że jest to jakis przejściowy
  • beba2 11.11.05, 17:34
    Konstytucje człowieka tez się mogą zmieniać w ciągu całego zycia.
    Ale być moze lek ten najbardziej obrazuje jedynie fizyczne dolegliwości dziecka
    ( chociaż w takim razie nie potrzebna byłaby tak wysoka potencja...).
    Nieważne do jakiej kategorii zakwalifikujemy tutaj siliceę jest ona lekiem o
    szerokim obrazie, często stosowanym w schorzeniach przewlekłych.
  • very_martini 11.11.05, 18:28
    Ej, będziesz nam pisać, jak leci? Ku pouczeniu przyszłych pokoleń, ofkors:)

    16%VOL
    22%VAT
  • anda8 12.11.05, 17:29
    jasne, że będę:)
    wczoraj dostał ostatnią dawke silicei
    dodatkowo robie mu codziennie masaz bańkami chinskimi wg zaleceń homeodoka

    Tomek narazie bez wiekszych zmian: kaszle po nocach, nos zatkany, gluty gdzieś
    głeboko, oczy zapuchnięte i ropy trochę ( taka sytuacja jest niemal chroniczna).
    Wczoraj duzo więcej pił, dzisiaj oczy lepsze chyba i nastrój lepszy. Chociaz od
    tego siedzenia w domu chyba mu trochę się nudzi.
    Mam mu nic nie dawać, ani syropu ani nic. i tak do 30 listopada.
    Nie wiem jak długo mam te masaże robić, bo chyba nie przez trzy tygodnie, ale
    zadzwonię i sie dowiem. Martwi mnie to, że ten glut go nie puszcza ani na jotę.
    Na dzisiaj tyle
  • marta.gora 12.11.05, 17:35
    Ando- skąd ja to znam? Co prawda z moja pamiecia nie jest najlepiej, ale to
    pamietam dokładnie: z moim synem było identycznie; dopiero po 8 tygodniach
    wszystko zanikło i... do dzisiaj nie powrócilo.A - no i jeszcze okresowe
    pogorszenia przechodziły.
    Gra jest naprawde warta świeczki. Najpóźniej to tak koło Bozego Narodzenia
    będzie super (choć to tylko moje zdanie- bo może być szybciej:).
  • anda8 12.11.05, 22:13
    marta.g obyś miała rację. Bardzo mi podniosłaś nastrój, dzięki:)
    Twój młody tez miał silicee?
    Pogorszenia polegały na gorączce i infekcji, czy jeszcze coś?
  • beba2 13.11.05, 09:38
    Anda, przede wszystkim cierpliwosci. I notuj każdą nawet najmniejszą poprawę
    czy pogorszenie. I objawów fizycznych nastroju.
    Ile lat ma dziecko?
  • anda8 13.11.05, 11:23
    Tomek ma 5 lat. Jako miesięczniak przeszedł cięzką sepsę ze skazą krwotoczną i
    innymi takimi.
    Zawsze był delikatny i chorowity a od roku nie przestaje chorować ( poszedł do
    przedszkola)
    Dzisiaj w nocy miał tak zatkany noc, że nie mógł oddychać. No i ten kaszel - nie
    może odkasłac gluta.
    Temperatury nie ma, nastrój w normie a może jest weselszy (?)
    Boję się żeby jaies zapalenie oskrzeli nie wyszło.
    Kusi mnie podanie jakiegos syropu wyksztusnego:(
    Robie mu masaz pleców bańkami i chyba w związku z tym wychodzenie na powietrze
    nie wchodzi w grę?
    Czy ktos robił i wie?
    Masaż robi się wieczorem.
    Chyba mam lekką nerwice już:(
  • very_martini 13.11.05, 12:38
    Anda, jak są objawy choroby, ale nastrój jest lepszy niż w podobnej sytuacji
    przed lekiem, to znaczy, że kulka ewidentnie działa. Na dzieciach to akurat
    widać najlepiej.

    16%VOL
    22%VAT
  • 5_monika 13.11.05, 19:37
    my stawiamy czasem bańki chińskie lub próżniowe, na drugi dzień dziecko idzie
    do szkoły, na W-f też ćwiczy.Oczywiście nie ma wtedy gorączki i ogólny stan
    jest OK, ew.resztki kaszlu.
  • marta.gora 13.11.05, 14:41
    Mój syn ma sulfur.A pogorszenia to były nawroty tego, co mu dokuczało- czyli
    zwykłe infekcje. Mój nie chorował, dopóki nie chodzil do przedszkola. Potem:
    tydzień w przedszkolu, a w sobote wieczorem lub w niedzielę- pokaslywania coraz
    większe, i wiadomo było, ze to poczatek nastepnej choroby. Potem niewielki
    zazwyczaj skok temperatury (rzadko goraczkował, niestety), katar z nochala i
    kaszel, że o malo co płuc nie wypluwał. Pediatra postepowal standardowo: wapno,
    witaminka C, Mucosolvan i zyrtec, a gdyby gorączkowal dłuzej niz 3 doby, albo
    gorączka byłaby niedoopanowania, to antybiotyk :( Na szczęście- mały nie musiał
    go nigdy brać. Po tygodniu maly wracal do przedszkola, ale kasłał nadal jak
    gruźlik- najgorszy był ten napadowy, gdy pod wpływem cuipeła albo biegania
    kasłała, i kasłał, az często zwracał posiłek. Pokasływal tak do.. nastepnej
    choroby. I tak przez 4 lata :( Wrescie w lutym umówiłam sie z Jotem i dostał
    najpierw sulfur 30 CH. Wtedy raczej nie zauwazyłam żadnej poprawy. Przyszedł
    czas na chorobe, to zachorował. Potem nastepna wizyta i dostal CH 1000. Niby
    nic się nie działo, bo mały nadal pokaslywał, i znowu jakies choróbsko- tym
    razem z gorączką!!!! Wylazl z tego jakos szybciej i łatwiej niz dotąd, no i
    jakos kaszel jakby mniej uciążliwy. Zaczął sie bardzo zmieniac w innym wymiarze-
    np. wreszcie zaczął byc kreatywny i wymyslał naprawdę fajne rzeczy z klocków,
    starego radia, azaczał rysować fajne, abstrakcyjne rysunki i w ogole- dostal
    jakiejś energii. No i nastal kwiecień- jakies 4 tygodnie po dawce ch1000.
    Wyjazd do rodziny. Wzięłam tylko te jedne, jedyne kulki (a zawsze to był caly
    zestaw). Mały zaczał kasłać. Jot zalecił sulfur, jak by sie cos działo. Tylko
    nie powiedzial, w jakiej potencji- BŁĄD!!! Maly dostal... 1 kulke 1000. I po
    kaszlu. Miesiąc póxniej na kontrolnej wizycie dostałam ochrzan, bo ponoc
    chodzilo o CH 30 (niestety- Jot uważa często innych za jasnowidzów albo speców
    od homeopatii i nie mówi oczywistych rzeczy- dla niego oczywistych, ale nie dla
    mnie). Ale nic- miałam malego obserwować. Dodam tylko, ze do dnia dzisiejszego
    młody nie kasłał, a energii przez te miesiące mial tyle, ze nie mógł usiedziec
    na miejscu- np. całe dnie jeździł rowerem i wpadał tylko po picie, albo moczył
    się w wodzie i pływał CALY dzień. Pozbył się ciągoty do słodyczy i chipsów,
    polubiał surówki. Wyrósł znowu sporo, ale już nie przybyło go też wszerz- jak
    bywało. No i d tego własnie stał się tez bardziej aktywny i samodzielny-
    rysuki, budowy itp. No a ja zapomniałam, co to znaczy nasłuchiwanie w nocy, czy
    kaszle, czy podac syrop, albo czy się nie spocił. Wreszcie skończyło sie
    oczekiwanie na niedzielę i kolejna chorobę.Mały np. chodzi na basen i
    w "starych", bezkulkowych czasach juz dawno byłby chory (rok temu po miesiącu
    zrezygnowaliśmy, bo mały chorował już nastepnego dnia po zajęciach basenowych).
    Nie musze pisac, jak takie choroby dezorganizowały nam zycie i pracę zawodową.
    Parę dni temu syn wieczorem zaczął kichac,a z nosa ciekła mu woda. Następnego
    dnia wstal osłabiony- i zosatł w domu. Wieczorem juz nie potrzebwał chusteczek,
    energia wróciła. Skończyła się "choroba". Dodam, ze od kwietnia nie dostał
    zadnej kulki, bo nie było potrzeby.
    A wszystko to dzieki naszemu pediatrze- w lutym w standardowym zestawie zamiast
    Zyrtca, przepisal Claritinę. Jednak maly kasłał tak bardzo, ze nie pomagało mu
    NIC. Po 3 dniach ciągłego, całodobowego kaszlu zadzwoniłam po ratunek do
    pediatry. Mimo lekkiego stanu podgorączkowego, pediatra polecił podac ...
    antybiotyk, skoro nic nie pomaga. Wymiekłam. Uratowała mnie znajoma, która
    kazała wyrzucic Claritine, a podac Zyrtec. No i pomogło, tzn. mały kasłał juz
    tak, jak dawniej. Ten zawód na pediatrze (skądindąd- bardzo dobry pediatra)
    spowodował, ze zadzwoniłam i umówiłam sie z Jotem.
    Tak więc widzisz, Ando- na pewno przyjda chwile zwatpienia, czy to ma mens. Ja
    jednak jestem pewna, ze jesli jakiekolwkiek leczenie ma sens, to w tym
    przypadku homeopatia. Dlatego sama dla siebie tez szukam pomocy w homeopatii,
    mimo, ze to trwa juz 10 miesięcy :(
    Pozdrawiam.
    PS Jesli pojawi się cokolwiek niepokojącego, to dzwoń do niego w podanych
    godzinach. Takie konsultacje tez wchodzą w grę- ja o tym dowiedziałam się
    znacznie później.

    Aha- ten sam wpis wklejam do watku o sukcesach= już dawno to powinnam zrobić.
  • very_martini 13.11.05, 19:11
    Bravoooo! Oby więcej takich wspisów.

    16%VOL
    22%VAT
  • anda8 14.11.05, 09:50
    dzisiaj w nocy mniej kaszlał, nosek zatkany ale chyba ciut mniej za to wrócił
    do lęków. Budził nas w nocy, popłakiwał i wymyslał powody żeby być z nim. Padam
    na nos.......
  • beba2 14.11.05, 10:36
    Nie poddawaj się. Po prostu śpij z dzieckiem, łatwiej Wam będzie przetrwac ten
    okres.
  • anda8 14.11.05, 21:27
    Przeczytałam w jednej z książek reklamowanej na forum przez very_m, dodam dla
    ułatwienia że czeskiego autora:)
    LM to inny sposób potencjonowania: substancje rozciera się z alkoholem, potem
    sie namacza w tym cukier mleczny - kulki, potem sie jedną kulkę rozpuszcza w
    alkoholu itd. No i się potrząsa i stuka o twrdą elastyczną powierzchnię.
    Nie pamiętam teraz proporcji, a książke pozyczyłam koleżnce, którą zarażam
    homeopatią. LM1 to jakaś pierwsza faza rozcieńczania. Ona dostała dla syna ( w
    Kielcach LM6 sulfur), czyli, że tOmek nie dostał jakiejś piorunującej potencji:)
    Alez ja jestem już mądra, a im więcej wiem, tym mniej(upss)
  • kama58 15.11.05, 09:07
    anda8 napisała:

    > Alez ja jestem już mądra, a im więcej wiem, tym mniej(upss)

    Takie same mam odczucia:)
    Szczerze powiedziawszy - mimo lektur - nie czuję tych potencji. Że działają
    łagodniej - wszędzie podają, ale dlaczego skoro to b.wysoka potencja? Podobnie
    dlaczego rozpuszczanie w wodzie również "łagodzi" lek, a przeciez zwiększa
    potencje. Jakie są powody stosowania LM (oprócz np zbyt gwałtownej reakcji na
    taką CH 1000), zamiast tradycyjnie wysokich potencji CH czy D? Kto mi to
    wytłumaczy???
  • akownik 15.11.05, 10:01
    Niskie potencje działają krótko i mają mniejszy zakres działania/obejmują mniej
    objawów/.Czasami mówi się o nich leki objawowe bo daje się je ze względu na
    jeden objaw.Leki w wysokich potencjach podaje się wtedy gdy istnieje duża
    zgodność objawów u chorego z obrazem danego leku.Im więcej objawów pasuje do
    obrazu leku tym wyższą potencję podajemy choremu.Nie ma to nic wspólnego z siłą
    działaniatego leku.Wysoka potencja leku nie oznacza,że lek ten jest silniejszy
    od tego samego leku w niskiej potencji.
    Potencje LM "wymyślił" Hahnemann i opisał je w VI wydaniu Organonu.Według niego
    nie miały one powodować tzw "pogorszenia pierwotnego".Okazuje się jednak,że i te
    potencje,tzw pięćdziesięcotysięczne,takiepogorszenie mogą spowodować.Oznacza
    to,że po podaniu leku w potencji LM może nastąpić chwilowe pogorszenie/nawrót
    objawów,które już kiedyś występowały u chorego/.
  • kama58 15.11.05, 10:28
    akownik napisał:

    > Niskie potencje działają krótko i mają mniejszy zakres działania/obejmują mniej
    > objawów/.Czasami mówi się o nich leki objawowe bo daje się je ze względu na
    > jeden objaw.

    Dziękuje za zabranie głosu, niemniej nie działania niskich potencji dotyczyły
    moje wątpliwości:)

    >Leki w wysokich potencjach podaje się wtedy gdy istnieje duża
    > zgodność objawów u chorego z obrazem danego leku.Im więcej objawów pasuje do
    > obrazu leku tym wyższą potencję podajemy choremu.

    Ok, ale dalej nie wiem dlaczego np CH 1000 a nie LM ...

    > Potencje LM "wymyślił" Hahnemann i opisał je w VI wydaniu Organonu.Według
    niego nie miały one powodować tzw "pogorszenia pierwotnego".

    To też wiem, ale główne moje wątpliwości pozostały. Ponadto zakładając, że brak
    objawów pogorszenia pierwotnego, co przemawia za tym, aby "paprać się"
    codziennie z LM zamiast podać raz na kilka miesięcy CH 10 000? Jaka jest idea,
    podawania najpierw CH 200, a potem przechodzenia na LM?

    Błagam wyłóż mi to kawa na ławę.
  • akownik 15.11.05, 10:48
    Postaram się to wyjaśnić,ale troszkę później/dziś/.
  • kama58 15.11.05, 11:22
    akownik napisał:

    > Postaram się to wyjaśnić,ale troszkę później/dziś/.

    Jeśli tylko wystarczy Ci cierpliwości ...:-)
  • akownik 15.11.05, 12:01
    Najpierw o samym rozcieńczeniu.Można spróbować porównać rozcieńczenie LM z
    rozcieńczeniem dziesiętnym.Jeśli się przeliczy LMIII na potencję D to okaże
    się,że odpowiada ona niejako potencji D19/można więc tu jeszcze znaleźć
    substancję wyjściową.Nie ma jej dopiero od D24/.Nie jest więctak,że poruszamy
    się tu w najwyższych potencjach nieskończoności/jak to się czasem
    zakłada/.Najwyższy stopień tej potencji to LMXXX co odpowiada,z pewnymi
    zastrzeżeniami,potencji D150,
    co nie jest znowu rozcieńczeniem bardzo wysokim w porównaniu np z D200 czy C200
    lub C1000.
    Wysokość potencji LM nie oddaje ich specyficznego charakteru.Wyraża się on
    raczej w ich" szczególnym stanie skupienia".
    O potencjach tych Hahnemann napisał już w VI wydaniu Organonu.Ukazał się on
    jednak drukiem dopiero w około 100 lat po jego śmierci.Powodem były m.inn.
    kłótnie o spadek.Wiadomo,że w ostatnich latach życia Hahnemann stosował tylko te
    potencje.Ta wiadomość była dla wszystkich dużym zaskoczeniem.Znacznie odbiegała
    od dotychczasowych zwyczajów i doświadczeń/wydaje mi się,że jest tak do dziś/.
    Niespodziewanie okazało się,że mistrz odkrył nowy świat.
    Zaletami tych potencji miało być:brak pogorszenia stanu pacjenta/aczkolwiek
    słyszałem od lekarzy,że takie jednak występują/.Dawkowanie może być dowolnie
    powtarzanle/codziennie,kilka razy dziennie/.Potencje te działają szybciej i
    łagodniej niż "prawdziwe" wysokie potencje,często już po godzinie/.Mogą być
    podawane pacjentowi bez względu na wiek i żywotność,zarówno w stanach ostrych
    jak i przewlekłych.
    Ja nie podaję najpierw CH200 a potem LM.Uważam,że to bez sensu.Raz,że czasem
    okaże się,że najpierw podam potencję wyższą np CH10000 a potem niższą np LMVI
    /czego robić nie należy/.Stosuję albo tylko potencje D lub CH albo tylko LM.
    Gdyby trzymać się ściśle zaleceń Hahnemanna należałoby stosować tylko potencje
    LM.
    A co do codziennego babrania się.Czasem jest tak,że po podaniu potencji C10000
    czy tylko C30 na efekty działania trzeba czekać długo i zastanawiasz się wtedy
    czy lek źle dobrany/albo potencja/ a przy LM efekt jest szybko i możesz
    kontrolować proces leczenia łatwiej.Nie mówiąc o tym,że klasycy to już wogóle
    nie powinni używać innej potencji bo tak stwierdził Hahnemann/o ile mnie pamięć
    nie myli tak jest w Organonie/.
    Pisząc ten post korzystałem z materiałów firmy DHU.
  • kama58 15.11.05, 12:49

    akownik napisał:

    >Jeśli się przeliczy LMIII na potencję D to okaże
    > się,że odpowiada ona niejako potencji D19/można więc tu jeszcze znaleźć
    > substancję wyjściową.

    Tutaj mnie zaskoczyłeś; przyznam szczerze, że żyłam w innym przekonaniu.

    >Nie ma jej dopiero od D24/.Nie jest więctak,że poruszamy
    > się tu w najwyższych potencjach nieskończoności/jak to się czasem
    > zakłada/.Najwyższy stopień tej potencji to LMXXX co odpowiada,z pewnymi
    > zastrzeżeniami,potencji D150,
    > co nie jest znowu rozcieńczeniem bardzo wysokim w porównaniu np z D200 czy
    C200 lub C1000.

    Może w wolnej chwili to na spokojnie przeliczę, bo aż trudno mi w to uwierzyć.
    Jeśli tak jest rzeczywiście - wbrew temu, co czytałam - to wyjaśnia wiele.

    > Niespodziewanie okazało się,że mistrz odkrył nowy świat.

    Kiedy wchodzę w dysputy ze Stefanem, przychodzi mi na myśl: jaki świat odkryłby
    H., gdyby żył jeszcze kolejne 50 lat.

    > Ja nie podaję najpierw CH200 a potem LM.Uważam,że to bez sensu.

    No, właśnie. A takie zalecenie padło z ust homeopaty-klasyka.

    >Stosuję albo tylko potencje D lub CH albo tylko LM.

    Inni homeopaci nie są tak konserwatywni.

    > Gdyby trzymać się ściśle zaleceń Hahnemanna należałoby stosować tylko potencje
    > LM.

    Właściwie, to tak. I to też zaczątek moich wątpliwości.

    > A co do codziennego babrania się.Czasem jest tak,że po podaniu potencji C10000
    > czy tylko C30 na efekty działania trzeba czekać długo i zastanawiasz się wtedy
    > czy lek źle dobrany/albo potencja/ a przy LM efekt jest szybko i możesz
    > kontrolować proces leczenia łatwiej.

    OK, i to jest konkretny argument:)
    Dzięki, pewne rzeczy mi się rozświetliły. Wszystkiech - chyba nie rozsupłamy.

    Błogosławieni, którzy nie zrozumieli, a uwierzyli ... ? :)
  • tom_j23 15.11.05, 10:50
    kama58 napisała:

    > Szczerze powiedziawszy - mimo lektur - nie czuję tych potencji. Że działają
    > łagodniej - wszędzie podają, ale dlaczego skoro to b.wysoka potencja? Podobnie
    > dlaczego rozpuszczanie w wodzie również "łagodzi" lek, a przeciez zwiększa
    > potencje. Jakie są powody stosowania LM (oprócz np zbyt gwałtownej reakcji na
    > taką CH 1000), zamiast tradycyjnie wysokich potencji CH czy D? Kto mi to
    > wytłumaczy???


    Znowu naciągasz mnie na telenowelę? :-). Ty masz trochę "dziwne" podejście. Z
    jednej strony chcesz się dowiedzieć, ale z drugiej - niechętnie chcesz tę
    oficjalną wiedzę przyjmować :-). Jak jest naprawdę, być może dowiemy się wtedy,
    gdy poznany zostanie mechanizm działania leków w tak wysokich potencjach. Póki
    co - są hipotezy oraz doświadczenia.
    Mógłbym przedstawić Ci, co na ten temat sądzi Hahn. - ale to klasyka, z którą
    najczęściej się nie zgadzasz. W tej sytuacji można się oprzeć na opiniach
    innych współczesnych homeopatów, ale tu również większość tych, którzy
    publikują - to klasycy :-).
    Krótko mówiąc - cały system jest spójny (i chociaż nie wiemy, jak działają
    leki, to daje się jakoś logicznie wytłumaczyć), póki trzymamy się całościowo
    Organonu. Kiedy zaczynamy podważać niektóre z "dogmatów" - reszta przestaje być
    spójna.
    Kluczem jest zrozumienie "siły życiowej". Nie wiemy czym ona jest, ale możemy
    spekulować. W zależności od tego co przyjmiemy za tę siłę - dochodzimy do
    różnych wniosków. Niestety - nauka nie bardzo nam w tym pomaga, a badacze,
    którzy usiłują się tym tematem zająć posądzani są o badania nad "mocami
    tajemnymi".
    W literaturze jest sporo opisów takich eksperymentów. Jako przykład podam
    fotografie kirlianowskie (to są fotografie obrazujące tzw. "aurę" człowieka).
    Niektórzy naukowcy próbują wyjaśnić to zjawisko znanymi z fizyki mechanizmami i
    generalnie - to się daje wytłumaczyć, poza jednym dziwnym faktem, otóż
    fotografia dłoni z np. amputowanym palcem pokazuje wszystkie palce.
    Na tej podstawie wysnuto hipotezę, że każdy organizm zawiera energetyczny
    wzorzec siebie. Ten wzorzec miałby być zbudowany z nieznanego rodzaju pola
    energetycznego ("biopola"?). Idąc dalej - mechanizm choroby miałby polegać na
    zaburzeniach tego pola, a mechanizm zdrowienia - na jego naprawie. Na tej bazie
    miałaby działać bioenergioterapia. Gdyby przyjąć, że Hahnemannowską siłą
    życiową jest to pole, to leki homeo mogłyby działać w ten sposób, że coś co
    jest w nich spotencjonowane oddziałuje na nasze biopole, które na zasadzie
    przeciwreakcji usiłuje ten wpływ zniwelować doprowadzając do zdrowienia.
    W teorii homeopatii mówi się, że im lek jest bardziej spotencjonowany, tym
    głębiej oddziałuje. Przy czym "głębiej" nie oznacza "mocniej", ale oznacza
    głębszą przyczynę choroby.
    Przykład z techniki. W urządzeniu pękła śruba. "Leczenie" płytkie - to wymiana
    śruby. Leczenie głębsze - to zmiana konstrukcji - może danie dwóch śrub? Ale
    czy to zawsze rozwiązuje problem? Leczenie najgłębsze - to analiza całego
    układu i np. odkrycie, że gdzieś w innej części mechanizmu coś jest nie
    wyważone i powoduje drgania skutkiem czego nawet i dwie śruby pękną.
    Leczenie "głębokie", to znajdowanie głębokiej przyczyny choroby. Odnosząc to do
    biopola - leczenie płytkie - to leczenie zewnętrznej powłoki, leczenie
    głębokie, to leczenie "generatora" pola. Wg Kenta (z którym nie zgadzamy się do
    końca :-), generatorem pola jest nasz umysł (w sensie niematerialnym), to on
    kształtuje nasze biopole, a w konsekwencji - zdrowie. Stąd w jego mniemaniu,
    najwyższe potencje poprzez oddziaływanie na naszą psychikę powodują najgłębsze
    leczenie organizmu.
    Co do pogorszeń - to mogłyby one wg tej teorii polegać na tym, że próba
    wpływania na powłokę, przy pozostawionym błędzie w centrum powoduje
    dysharmonię. Im wyższa potencja, tym ingerencja bliżej źródła zakłóceń, tym
    łatwiej przestroić "siłę zyciową".

    I jeszcze jedno - żeby zapobiec telenoweli: -). Przedstawiłem Ci jedną z teorii
    na ten temat, ale nie oznacza to, że chcę ją forsować, albo że się z nią
    identyfikuję. Mam oczywiście swoje zdanie na ten temat, ale nie mam zamiaru
    nikogo do tego zdania przekonywać.


    Stefan

  • kama58 15.11.05, 11:21
    tom_j23 napisał:

    > Znowu naciągasz mnie na telenowelę? :-).
    Nie wszystkie telenowele sa takie złe ...:)

    >Ty masz trochę "dziwne" podejście. Z
    > jednej strony chcesz się dowiedzieć, ale z drugiej - niechętnie chcesz tę
    > oficjalną wiedzę przyjmować :-).

    Taka ze mnie oporna materia.

    > Mógłbym przedstawić Ci, co na ten temat sądzi Hahn. - ale to klasyka, z którą
    > najczęściej się nie zgadzasz.

    Nie generalizuj. Nigdzie nie napisałam, że a prioi nie zgadzam sie z H., raczej
    z pokorą schylam głowę przed nim. Jednak był tylko człowiekiem, z natury rzeczy
    omylnym, jak każdy.

    >W tej sytuacji można się oprzeć na opiniach
    > innych współczesnych homeopatów, ale tu również większość tych, którzy
    > publikują - to klasycy :-).

    Mogą być i klasycy.
    Mogę nie znać mechanizmu chemicznego i nie wnikać w szczegóły, jednak brak
    spójności i pewne sprzeczności odpychają mnie, bez względu na to, kto jest ich
    autorem.

    > Krótko mówiąc - cały system jest spójny (i chociaż nie wiemy, jak działają
    > leki, to daje się jakoś logicznie wytłumaczyć), póki trzymamy się całościowo
    > Organonu.

    Właśnie, że się nie daje; patrz chociażby nasza dyskusja o próbach lekowych.

    > W teorii homeopatii mówi się, że im lek jest bardziej spotencjonowany, tym
    > głębiej oddziałuje. Przy czym "głębiej" nie oznacza "mocniej", ale oznacza
    > głębszą przyczynę choroby.

    Czy LM działają głębiej niz CH 10 000 ?
    Dlaczego mamy je powtarzać codziennie? Przeczy to zasadzie: bodziec -
    oczekiwanie na reakcję.

    > Leczenie najgłębsze - to analiza całego
    > układu i np. odkrycie, że gdzieś w innej części mechanizmu coś jest nie
    > wyważone i powoduje drgania skutkiem czego nawet i dwie śruby pękną.

    Są zwolennicy używania nawet niskich potencji do głębokiego leczenia. Twój
    wykład - aczkolwiek ciekawy - nie sprawił, abym posunęła się dalej ...


    >Stąd w jego mniemaniu,
    > najwyższe potencje poprzez oddziaływanie na naszą psychikę powodują najgłębsze
    > leczenie organizmu.

    Co powoduje większą ingerencję w psychikę LM czy wysokie CH i D ?

    > I jeszcze jedno - żeby zapobiec telenoweli: -). Przedstawiłem Ci jedną z
    >teorii na ten temat, ale nie oznacza to, że chcę ją forsować, albo że się z nią
    > identyfikuję. Mam oczywiście swoje zdanie na ten temat, ale nie mam zamiaru
    > nikogo do tego zdania przekonywać.

    Ale skoro podjałeś temat to, proszę, dojdź do końca czyli meritum moich
    wątpliwości, do których się nie odniosłeś:)
  • tom_j23 15.11.05, 12:27
    kama58 napisała:

    >
    > > Krótko mówiąc - cały system jest spójny (i chociaż nie wiemy, jak
    > > działają leki, to daje się jakoś logicznie wytłumaczyć), póki trzymamy
    > > się całościowo Organonu.
    >
    > Właśnie, że się nie daje; patrz chociażby nasza dyskusja o próbach lekowych.

    Wg mnie to wynika z totalnego "mieszania". Po pierwsze - czy przeczytałaś
    Organon tak od dechy, do dechy? To jest jedna strona medalu i to jest teoria,
    która wg mnie jest spójna. Druga strona medalu - to jest praktyka, ale - czy ta
    praktyka, o której dyskutowaliśmy była wdrożona w 100% zgodnie z teorią? Pewnie
    nie. Więc jak można oceniać spójność teorii, jeśli w praktyce stosujemy ją
    wybiórczo? Jeśli przyjmujemy z teorii tylko to, co nam się podoba, a odrzucamy
    niewygodne "dogmaty", to dalsze próby interpretacji praktyki za pomocą takiej
    (okrojonej) teorii są bez sensu.
    I wreszcie po trzecie - teoria jak każda teoria charakteryzuje się tym, że
    występują w niej wyjątki.

    > Czy LM działają głębiej niz CH 10 000 ?

    To sztywne rozumienie pojęcia głębokości mnie martwi. Głębiej - to nie znaczy
    dalej od powierzchni, ale bliżej źródła. Gdzie leży źródło - nie wiemy. Lek
    działa tym głębiej im uderza bliżej źródła choroby. Więc również lek w niskiej
    potencji, jeśli uderzy w źródło jest lekiem głębokim.
    Nawet, gdyby przyjąć za Kentem, że źródło leży w psychice, to ta psychika też
    jest wielowarstwowa. Inna teoria np. głosi to, że niektóre choroby sobie
    programujemy. Podam kilka przykładów złego programowania dzieci przez rodziców:
    "Nie bój się, przecież jest widno".
    "Nie płacz, jestem przy Tobie".
    "Jedz, bo nie urośniesz". Itd.
    Te programy zapadają w psychikę i są potem realizowane. Innym razem z kolei
    może nas spotkać np. zawód miłosny, czy śmierć kogoś w rodzinie. To nie są
    programy. To nie jest coś, co stale powtarzane wchodzi nam w nawyk. I wreszcie -
    zwykłe wyjście na wiatr powoduje oziębienie organizmu, przeziębienie i chorobę.
    Każda z tych sytuacji powoduje powstanie "obrazu" pacjenta np. z objawami
    kataru. W pierwszej sytuacji - może to być reakcja dziecka na niechęć do
    przebywania w przedszkolu, w drugiej sytuacji - obniżenie odporności organizmu
    na skutek gorszego odżywiania w sytuacji stresowej, a w trzecim - zwykłe
    przeziębienie.
    W każdej z tych sytuacji źródło leży gdzie indziej i trzeba dobrać inne leki i
    inne potencje.


    > Dlaczego mamy je powtarzać codziennie? Przeczy to zasadzie: bodziec -
    > oczekiwanie na reakcję.

    Przeczy. A kto twierdzi, że należy podawać codziennie? Czy Hahn.? Co ja mogę za
    to, że ktoś tak twierdzi. Pytaj tego co tak twierdzi. Choć być może w jakiejś
    określonej sytuacji tak właśnie trzeba postąpić.


    > > Leczenie najgłębsze - to analiza całego
    > > układu i np. odkrycie, że gdzieś w innej części mechanizmu coś jest nie
    > > wyważone i powoduje drgania skutkiem czego nawet i dwie śruby pękną.
    >
    > Są zwolennicy używania nawet niskich potencji do głębokiego leczenia. Twój
    > wykład - aczkolwiek ciekawy - nie sprawił, abym posunęła się dalej ...

    Kama - załamujesz mnie :-). Różni ludzie twierdzą różne rzeczy. A ja jestem
    jednym z nich :-). To Ty sama musisz zapoznać się z tymi teoriami i sama
    ocenić, która wg Ciebie jest słuszną i tej się trzymać.


    >
    > Co powoduje większą ingerencję w psychikę LM czy wysokie CH i D ?

    Co to znaczy wysokie CH, czy D. Nie da się zrobić tak wysokiego CH, czy D, jak
    LM. Tak jak nie da się zrobić tak samo wysokiego D jak CH. To są różne
    technologie i różne działania. Nie da się porównać wprost.
    Kent mówi o różnych "warstwach". Czyli ta psychika też nie jest jednorodna, ale
    ma różne poziomy. Ponadto - ja nie twierdzę, że Kent ma rację i im wyższa
    potencja - tym lepiej. Wracając do przykładu ze śrubami - może tak być, że nie
    ma drgań w układzie, a śruba pękła, bo była w niej wada materiałowa. Wtedy
    trzeba wymienić śrubę i po kłopocie. A może - gniazdo wokół śruby miało
    zadziory? Wtedy leczeniem głębokiego działania będzie oczyszczenie gniazda.
    Chodzi o to, żeby za każdym razem znaleźć właściwą przyczynę choroby i ją
    usunąć. Bez względu na to, na jakim poziomie ona się znajduje.


    > Ale skoro podjałeś temat to, proszę, dojdź do końca czyli meritum moich
    > wątpliwości, do których się nie odniosłeś:)

    To sprecyzuj to meritum, bo wydaje mi się, że próbowałem Ci odpowiedzieć.


    Stefan

  • beba2 15.11.05, 12:54
    Wariaty jedne, znowu zaczynacie !
  • kama58 15.11.05, 13:11
    beba2 napisała:

    > Wariaty jedne, znowu zaczynacie !

    Już kończymy:)
    No, może prawie...

    Beba, ale tak naprawdę to nie wierzę, że i Ty nie miewasz (miałaś) podobnych
    pytań i wątpliwości.

  • beba2 15.11.05, 13:39
    Kama, ja nigdy nie mam wątpliwości :P
  • kama58 15.11.05, 16:36
    beba2 napisała:

    > Kama, ja nigdy nie mam wątpliwości :P

    Nooo, nieee.
    To ja się zastanawiam, jak to wszystko strawić, zamęczam Panów, a Ty wiesz, a
    nie powiesz???
    :-)
  • tom_j23 15.11.05, 13:11
    beba2 napisała:

    > Wariaty jedne, znowu zaczynacie !

    Nie - już kończę :-).

    Stefan

  • kama58 15.11.05, 13:28
    tom_j23 napisał:

    > beba2 napisała:
    >
    > > Wariaty jedne, znowu zaczynacie !
    >
    > Nie - już kończę :-).
    >
    > Stefan

    Nie damy się sterroryzować Bebie, nie damy się ...:):):)
    Ale na tę chwilę też muszę przerwać dyskusję.
    >
  • beba2 15.11.05, 13:45
    Nie musicie się dawać bebie, sama da Wam bana i się skończy ;-)
  • kama58 15.11.05, 13:09
    tom_j23 napisał:
    >czy przeczytałaś
    > Organon tak od dechy, do dechy?

    Przyznaję się bez bicia: od dechy do dechy - nie.

    >To jest jedna strona medalu i to jest teoria,
    > która wg mnie jest spójna. Druga strona medalu - to jest praktyka, ale - czy
    >ta praktyka, o której dyskutowaliśmy była wdrożona w 100% zgodnie z teorią?
    >Pewnie nie. Więc jak można oceniać spójność teorii, jeśli w praktyce stosujemy
    >ją wybiórczo?

    Jeżeli dana teoria jest niemożliwa do stosowania z sukcesem w praktyce w 100%
    (pomińmy już tu przyczyny), to znaczy, że jest do kitu (a przynajmniej nie jest
    doskonała), bez względu na to, jak pięknie wyglądałaby na papierze :(


    > Nawet, gdyby przyjąć za Kentem, że źródło leży w psychice, to ta psychika też
    > jest wielowarstwowa. Inna teoria np. głosi to, że niektóre choroby sobie
    > programujemy.

    A jaki wpływ na wybór potencji ma "zaprogramowana" choroba od tej
    "niezaprogramowanej"?

    > Każda z tych sytuacji powoduje powstanie "obrazu" pacjenta np. z objawami
    > kataru. W pierwszej sytuacji - może to być reakcja dziecka na niechęć do
    > przebywania w przedszkolu, w drugiej sytuacji - obniżenie odporności organizmu
    > na skutek gorszego odżywiania w sytuacji stresowej, a w trzecim - zwykłe
    > przeziębienie.
    > W każdej z tych sytuacji źródło leży gdzie indziej i trzeba dobrać inne leki i
    > inne potencje.

    Ale objawy są takie same - to do nich przecież dobierasz lek.
    Ponadto nawet po szczegółowym wywiadzie nigdy na początku pewności nie będzie,
    co jest przyczyną, no chyba, że mamy do czynienia z przejrzystm przypadkiem (co
    rzadko się zdarza), albo ktoś jest jasnowidzem;)

    > > Dlaczego mamy je powtarzać codziennie? Przeczy to zasadzie: bodziec -
    > > oczekiwanie na reakcję.
    >
    > Przeczy. A kto twierdzi, że należy podawać codziennie? Czy Hahn.?

    Praktycy- homeopaci.

    >Co ja mogę za to, że ktoś tak twierdzi. Pytaj tego co tak twierdzi.

    Nie odpowie, co najwyżej: bo takie są zasady:(

    > Kama - załamujesz mnie :-). Różni ludzie twierdzą różne rzeczy. A ja jestem
    > jednym z nich :-). To Ty sama musisz zapoznać się z tymi teoriami i sama
    > ocenić, która wg Ciebie jest słuszną i tej się trzymać.

    Toteż się zapoznaję - poprzez telenowele też - i oceniam:)

    > > Co powoduje większą ingerencję w psychikę LM czy wysokie CH i D ?
    >
    > Co to znaczy wysokie CH, czy D. Nie da się zrobić tak wysokiego CH, czy D, jak
    > LM. Tak jak nie da się zrobić tak samo wysokiego D jak CH. To są różne
    > technologie i różne działania. Nie da się porównać wprost.

    W pytaniu chodziło mi o prównanie np CH 10 000 i LM w kontekście leczenia
    chorób przewlekłych, w tym odziaływania na psychikę.

    > Chodzi o to, żeby za każdym razem znaleźć właściwą przyczynę choroby i ją
    > usunąć. Bez względu na to, na jakim poziomie ona się znajduje.

    Racja, niemniej homeopatia generalnie opiera się przecież na objawach, a nie na
    bezpośrednim szukaniu przyczyn.


  • akownik 15.11.05, 13:16
    Stefan,nie przejmuj się tak bardzo Kentem.On swoją psychologizacją narobił
    homeopatii sporo szkód.
  • tom_j23 15.11.05, 13:32
    akownik napisał:

    > Stefan,nie przejmuj się tak bardzo Kentem.On swoją psychologizacją narobił
    > homeopatii sporo szkód.

    Proszę Was - czytajcie ze zrozumieniem. Ja nigdzie nie napisałem, że zgadzam
    się z Kentem w 100%. Jeśli już to krytykujcie teorie (Kenta, Hahn. itd.), a nie
    odnoście tego do mnie. To nie ja tworzę te teorie.


    Stefan

  • tom_j23 15.11.05, 16:00
    kama58 napisała:

    > tom_j23 napisał:
    > >Pewnie nie. Więc jak można oceniać spójność teorii, jeśli w praktyce
    > >stosujemy ją wybiórczo?
    >
    > Jeżeli dana teoria jest niemożliwa do stosowania z sukcesem w praktyce w 100%
    > (pomińmy już tu przyczyny), to znaczy, że jest do kitu (a przynajmniej nie
    > jest doskonała), bez względu na to, jak pięknie wyglądałaby na papierze :(

    Dziwne podejście :-). Masz przepis na ciasto, ale on jest trudny, więc robisz
    połowę tego przepisu i jak ciasto nie wyjdzie - to mówisz, że przepis do kitu?


    > A jaki wpływ na wybór potencji ma "zaprogramowana" choroba od tej
    > "niezaprogramowanej"?

    Ja osobiście mam na ten temat takie zdanie (które wyraziłem w wątku nt.
    depresji), że lekami homeo nie da się skutecznie leczyć takich chorób
    wypływających z np. zaprogramowania psychiki (czy np. nałogów). Ale - to jest
    moje zdanie. Niektórzy mogą uważać inaczej.


    > Ale objawy są takie same - to do nich przecież dobierasz lek.

    No właśnie - kolejny utarty schemat - dobieranie leków wyłącznie do objawów. A
    gdzie w Organonie tak stoi? Sposób przeprowadzenia wywiadu zapisany jest w par
    84-99. Nie będę przepisywał. Jeśli chcesz wiedzieć, co należy wziąć pod uwagę -
    to przeczytaj.


    > Ponadto nawet po szczegółowym wywiadzie nigdy na początku pewności nie będzie,
    > co jest przyczyną, no chyba, że mamy do czynienia z przejrzystm przypadkiem
    > (co rzadko się zdarza), albo ktoś jest jasnowidzem;)

    Nigdy nie mów "nigdy". Czemu uważasz, że "nigdy" nie będziemy wiedzieć? Jeśli
    dobrze przeprowadzimy wywiad, to możemy znaleźć cechy charakterystyczne, np.
    dziecko choruje częściej, kiedy wychowawstwo w przedszkolu ma pani Iksińska.
    Albo mamy bóle brzucha występujące przed egzaminem. Jasne jest, że w tym
    momencie nie leczymy "bólu brzucha". Do tego często nie trzeba być jasnowidzem.


    > > > Dlaczego mamy je powtarzać codziennie? Przeczy to zasadzie: bodziec
    > > > oczekiwanie na reakcję.
    > >
    > > Przeczy. A kto twierdzi, że należy podawać codziennie? Czy Hahn.?
    >
    > Praktycy- homeopaci.

    Tu trzeba zwrócić na bardzo istotny szczegół zawarty w par. 246, który jest
    wręcz wytłuszczony.
    Owszem Hahnemann pisze, że potencje LM mogą być powtarzane często, nawet
    jednego dnia, ale "z zastrzeżeniem, że stopień potencji każdej dawki musi się
    choć trochę różnić od stopnia potencji dawki poprzedniej i następnej." I tu
    następuje wywód, jak podawać lek z wody celem uzyskania tej ciągłej zmiany
    potencji. I dalej pisze, że nie wolno podawać kolejnej dawki, jeśli działanie
    poprzedniej nie wygasło, o ile nie zmieni się potencji. A więc mamy dwie
    możliwości. Po pierwsze - można podawać nawet i co godzinę tę samą potencję,
    jeśli działanie poprzedniej dawki wygasło (tak może być w chorobach ostrych).
    I po drugie - możemy przyspieszyć leczenie, przez zwiększenie częstotliwości
    dawkowania, pod warunkiem zwiększania potencji.

    I to jest właśnie wg mnie problem, na który zwracam uwagę. Jest teoria, ale ona
    zawiera różne być może niewygodne niuanse. Więc przyjmujemy to, co nam pasuje,
    odrzucamy resztę, a potem mówimy, że nie działa.


    > Toteż się zapoznaję - poprzez telenowele też - i oceniam:)

    Moim zdaniem - telenowele - to zła droga. Przestudiuj Organon. Zwróć uwagę na
    wytłuszczenia. A potem jak będziesz czytała różne rzeczy, to będziesz miała
    punkt odniesienia.


    > W pytaniu chodziło mi o prównanie np CH 10 000 i LM w kontekście leczenia
    > chorób przewlekłych, w tym odziaływania na psychikę.

    Przy okazji odniosę się w tym miejscu do tego co napisał w innym liście Marek i
    porównam skale CH i LM.
    Par. 270 Organonu
    "Najpierw należy umieścić jedną trzecią ze 100 gramów sproszkowanego cukru
    mlecznego w wypolerowanym (to opis naczynia). Na jego wierzchu umieszczamy
    jeden gran sproszkowanej substancji leczniczej, którą chcemy zdynamizować. Po
    krótkim wymieszaniu całości (tu opis mieszania). Teraz należy dodać kolejną
    jedną trzecią (i znowu mieszamy). Teraz można dodać ostatnią 1/3 cukru (znowu
    opis mieszania).
    Tak uzyskany proszek należy przechowywać (opis warunków przechowywania) w
    buteleczce z nazwą substancji i numerem rozcieńczenia /100. W celu uzyskania
    rozcieńczenia dziesięciotysięcznego należy ponownie umieścić jeden gran tego
    proszku i postępować jak poprzednio. Otrzymany proszek należy przechowywać w
    buteleczce opatrzonej napisem /10000. I procedurę powtarzamy w celu uzyskania
    stężenia /1000000 (jednomilionowe).
    (...) Ze wspomnianych później powodów należy potem rozpuścić jeden gran takiego
    proszku (/1000000 - milionowego) w 500 kroplach mieszaniny (1:4) alkoholu i
    wody destylowanej i JEDNĄ JEDYNĄ KROPLĘ przenieść do buteleczki ze 100 kroplami
    mocnego spirytusu. Taką dobrze zakorkowaną buteleczkę należy następnie wykonać
    ręcznie 100 silnych uderzeń o jakiś twardy, ale elastyczny przedmiot. W ten
    sposób otrzymujemy lek o PIERWSZYM stopniu dynamizacji, którym następnie należy
    drobne granulki cukru dobrze zwilżyć."
    Koniec cytatu.

    To jest potencja pierwsza LM. Dalej - każdy wyższy stopień LM jest otrzymywany
    przez rozcieńczenia jak wyżej (czyli 1/500 razy 1/100).

    Popatrzmy więc. Mamy dwukrotne rozcieńczanie - 1:500 i potem 1:100. To daje nam
    1:50000. I teraz aby uzyskać LMIII (jak w Marka przykładzie) podnosimy to
    trzeciej potęgi. A więc mamy 1/5 razy 10-4 do potęgi trzeciej, czyli 1/125 razy
    10-18. Ale - nie zapominajmy, że do pierwszego rozcieńczania bierzemy
    proszek /1000000 (milionowy).

    Tak więc mamy w przybliżeniu 1/100 razy 10-18 razy 10-6. W efekcie mamy 10-2 x
    10-18 x 10-6 czyli 10-26, czyli D26, a nie D19. Różnica wynika z tego, że do
    LMI już bierzemy /1000000.
    Ale - nie o to chodzi. Popatrzmy na liczbę dynamizacji. Na początku 3 (aby
    uzyskać proszek milionowy) i potem 3 (aby uzyskać kolejne LM). W sumie mamy 6
    dynamizacji, naprzeciw 20 w skali D. A więc mimo, że stężenia są podobne, to
    technologia różna.

    Hahnemann komentuje to tak:
    "(...) Natomiast jeśli w przypadku małej ilości rozpuszczalnika, np. w
    proporcji 1:100, mechanicznie wywołamy bardzo dużą liczbę wstrząsów, otrzymamy
    leki, których działanie, zwłaszcza w wysokich stopniach dynamizacji, okaże się
    błyskawiczne, gwałtowne i wręcz niebezpieczne, szczególnie w wypadku
    osłabionych pacjentów, ale nie spowoduje jednak oczekiwanego trwałego i
    łagodnego przeciwdziałania istoty życia. Tymczasem moja nowa metoda daje nam
    leki o największej mocy i najłagodniejszym działaniu, które - jeśli są
    prawidłowo dobrane - mogą uzdrowić wszystkie chore części organizmu."

    Co do oddziaływania w chorobach przewlekłych - nie wiem czego oczekujesz.
    Odpowiedź zawsze jest jedna - lek powinien być tak dobrany, aby jego obraz
    odpowiadał jak najlepiej obrazowi pacjenta. Np. przed chwilą przeczytałem
    fragmenty Łozowskiego na temat Nuxa (od Jonki). I tam jest wyraźnie napisane,
    że w niskich potencjach Nux ma jakieś działanie, w średnich - inne, a w
    wysokich jeszcze inne. Więc należy podać pacjentowi lek w takiej potencji,
    która najbardziej odpowiada jego aktualnemu stanowi.

    Co do oddziaływania na psychikę - tu chyba nie do końca się rozumiemy. Moje
    zdanie jest takie, że istnieją pewne choroby, których przyczyna nie jest
    powierzchowna, ale są głębsze uwarunkowania, które powodują, że częściej na coś
    chorujemy. Mówiąc o leku "głębokiego działania" kojarzymy go z lekiem
    działającym na psychikę, ale - to jest tylko pewien model zakładany przez jakąś
    grupę homeopatów. Równie dobrze, to "głębokie oddziaływanie" może np. dotyczyć
    przebudowy (czy naprawy) DNA tak, żeby pozbyć się danej skłonności do chorób.
    Kent sprowadza to do psychiki, Hahn. do "siły życiowej", ja poprzednio pisałem
    o "biopolu". Nie wiemy. Zwolennicy Kenta uważają, że im wyższa potencja, tym
    bardziej oddziałuje na psychikę w
  • tom_j23 15.11.05, 16:03

    c.d. :-)

    Co do oddziaływania na psychikę - tu chyba nie do końca się rozumiemy. Moje
    zdanie jest takie, że istnieją pewne choroby, których przyczyna nie jest
    powierzchowna, ale są głębsze uwarunkowania, które powodują, że częściej na coś
    chorujemy. Mówiąc o leku "głębokiego działania" kojarzymy go z lekiem
    działającym na psychikę, ale - to jest tylko pewien model zakładany przez jakąś
    grupę homeopatów. Równie dobrze, to "głębokie oddziaływanie" może np. dotyczyć
    przebudowy (czy naprawy) DNA tak, żeby pozbyć się danej skłonności do chorób.
    Kent sprowadza to do psychiki, Hahn. do "siły życiowej", ja poprzednio pisałem
    o "biopolu". Nie wiemy. Zwolennicy Kenta uważają, że im wyższa potencja, tym
    bardziej oddziałuje na psychikę w ten sposób lecząc praprzyczynę. Ale być może
    chodzi o zupełnie inne odziaływanie, którego nie znamy. Jednak obserwacje są
    takie, że po niskich potencjach choroba lubi nawracać. Wtedy potencję
    zwiększamy i to powoduje zmniejszanie nawrotów. Więc dorabiamy do tego teorię,
    że nastąpiło naprawienie na głębszym poziomie (czyli gdzieś w warstwie
    produkującej chorobę).


    > Racja, niemniej homeopatia generalnie opiera się przecież na objawach,
    > a nie na bezpośrednim szukaniu przyczyn.

    Moim zdaniem - to błędny pogląd. Inaczej będziemy leczyć biegunkę wynikającą z
    zatrucia, a inaczej wynikającą ze zdenerwowania.



    Stefan

    PS. Sorry Beba - nie czytaj :-).

  • kama58 15.11.05, 16:58
    tom_j23 napisał:

    > Dziwne podejście :-). Masz przepis na ciasto, ale on jest trudny, więc robisz
    > połowę tego przepisu i jak ciasto nie wyjdzie - to mówisz, że przepis do kitu?

    Nie do końca, jak przepis jest za trudny, a składniki nieosiagalne, to
    wprowadzam modyfikację i wychodzę na swoje:) A pierwotny przepis ląduje w koszu.

    > > A jaki wpływ na wybór potencji ma "zaprogramowana" choroba od tej
    > > "niezaprogramowanej"?
    >
    > Ja osobiście mam na ten temat takie zdanie (które wyraziłem w wątku nt.
    > depresji), że lekami homeo nie da się skutecznie leczyć takich chorób
    > wypływających z np. zaprogramowania psychiki (czy np. nałogów). Ale - to jest
    > moje zdanie. Niektórzy mogą uważać inaczej.

    A takie "niezaprogramowane" jak np schizofrenia - da się?
    Problem potencji sprytnie ominąłeś:)

    > Tu trzeba zwrócić na bardzo istotny szczegół zawarty w par. 246, który jest
    > wręcz wytłuszczony.
    > Owszem Hahnemann pisze, że potencje LM mogą być powtarzane często, nawet
    > jednego dnia, ale "z zastrzeżeniem, że stopień potencji każdej dawki musi się
    > choć trochę różnić od stopnia potencji dawki poprzedniej i następnej." I tu
    > następuje wywód, jak podawać lek z wody celem uzyskania tej ciągłej zmiany
    > potencji. I dalej pisze, że nie wolno podawać kolejnej dawki, jeśli działanie
    > poprzedniej nie wygasło, o ile nie zmieni się potencji. A więc mamy dwie
    > możliwości. Po pierwsze - można podawać nawet i co godzinę tę samą potencję,
    > jeśli działanie poprzedniej dawki wygasło (tak może być w chorobach ostrych).
    > I po drugie - możemy przyspieszyć leczenie, przez zwiększenie częstotliwości
    > dawkowania, pod warunkiem zwiększania potencji.

    Stefan, ja naprawdę zupełnie niezłośliwie proponuję udział w jakimś sympozjum i
    dyskusję, nt dlaczego praktycy tego nie przestrzegają? Albo inaczej, może pismo
    do koncernów produkujących kompleksy z prośba o ustosunkowanie się.

    > I to jest właśnie wg mnie problem, na który zwracam uwagę. Jest teoria, ale
    >ona zawiera różne być może niewygodne niuanse. Więc przyjmujemy to, co nam
    >pasuje, odrzucamy resztę, a potem mówimy, że nie działa.

    Ale sam mówisz, że w przypadku pewnych schorzeń nie działa, podczas gdy ci
    odstępujący od zasad twierdzą, że działa. Nigdy nie zastanowiło Cię, dlaczego
    praktycy nie trzymają się tak ściśle Organonu?

    A przy okazji, czy Ty używasz wyłącznie LM-ek?
  • tom_j23 15.11.05, 17:27
    kama58 napisała:

    > Nie do końca, jak przepis jest za trudny, a składniki nieosiagalne, to
    > wprowadzam modyfikację i wychodzę na swoje:) A pierwotny przepis ląduje
    > w koszu

    No to kombinuj, ale nie pytaj mnie, czemu coś jest nie tak w Twoim przepisie :-)

    > A takie "niezaprogramowane" jak np schizofrenia - da się?

    Już pisałem na ten temat w wątku o depresji. Hahnemann co prawda napisał, że
    choroby psychiczne należy leczyć podobnie jak inne, ale ja nie twierdzę, że
    Hahn. ma we wszystkim rację. Mam swoje zdanie na ten temat, ale to nie jest to
    forum.

    > Problem potencji sprytnie ominąłeś:)

    To ominięcie wynika z poprzedniego poglądu.


    > Stefan, ja naprawdę zupełnie niezłośliwie proponuję udział w jakimś
    > sympozjum i dyskusję, nt dlaczego praktycy tego nie przestrzegają? Albo
    > inaczej, może pismo do koncernów produkujących kompleksy z prośba o
    > ustosunkowanie się.

    Ale zastanów się - czyj to jest problem - mój? czy Twój? Jeśli Ty widzisz
    problem, to że tak powiem - sama jedź :-).
    Dla mnie sprawa jest jasna i nie widzę potrzeby pytania. Co Cię dręczy?


    > Ale sam mówisz, że w przypadku pewnych schorzeń nie działa, podczas gdy ci
    > odstępujący od zasad twierdzą, że działa.

    Nie bardzo rozumiem. Zawsze będzie tak, że będzie pewien procent przypadków, na
    które homeopatia nie zadziała. I tu mogą być różne przyczyny: źle dobrany lek,
    zły wywiad (a może coś zatajone?), szczególna niepodatność na ten rodzaj
    terapii, antydotowanie, zły tryb życia i wiele innych.
    Czy bywa tak, że homeopatia stosowana zgodnie z zasadami Organonu nie działa, a
    po zastosowaniu niezgodnym z tymi zasadami zadziała - to ja nie wiem. To raczej
    mówisz Ty, a nie ja.


    > Nigdy nie zastanowiło Cię, dlaczego
    > praktycy nie trzymają się tak ściśle Organonu?

    Kama - do czego Ty mnie zmuszasz ;-). Ja mam oceniać, czemu inni robią, jak
    robią? A skąd ja wiem. Nie pytaj mnie, tylko tych, którzy tak robią.


    > A przy okazji, czy Ty używasz wyłącznie LM-ek?

    Nie. W ogóle nie używam.



    Stefan


  • kama58 15.11.05, 18:26
    tom_j23 napisał:

    > No to kombinuj, ale nie pytaj mnie, czemu coś jest nie tak w Twoim przepisie :

    Spytam najwyżej, czy moje dzieło jest lepsze od oryginału, bo z pewnością mniej
    czasochłonne:)

    > Ale zastanów się - czyj to jest problem - mój? czy Twój?

    Ja mam problem, przecież napisałam na wstępie z czym. Ty grzecznościowo
    usiłujesz go rozwiązać.

    > > Nigdy nie zastanowiło Cię, dlaczego
    > > praktycy nie trzymają się tak ściśle Organonu?
    >
    > Kama - do czego Ty mnie zmuszasz ;-).

    Ja Cię zmuszam??? Nie wiedziałam, ale skoro tak sądzisz ...

    > > A przy okazji, czy Ty używasz wyłącznie LM-ek?
    > Nie. W ogóle nie używam.

    A dlaczego, skoro są najdoskonalszą formą wg. H ?
  • tom_j23 15.11.05, 19:15
    kama58 napisała:


    > > Ale zastanów się - czyj to jest problem - mój? czy Twój?
    >
    > Ja mam problem, przecież napisałam na wstępie z czym. Ty grzecznościowo
    > usiłujesz go rozwiązać.

    A Ty za to chcesz mnie wysyłać na konferencje, żebym szukał odpowiedzi :-).


    > > > Nigdy nie zastanowiło Cię, dlaczego
    > > > praktycy nie trzymają się tak ściśle Organonu?

    Jeszcze wrócę do tego pytania. A jak sądzisz - ilu trzyma się zasad, a ilu nie?
    I skąd takie dane?

    > > > A przy okazji, czy Ty używasz wyłącznie LM-ek?
    > > Nie. W ogóle nie używam.
    >
    > A dlaczego, skoro są najdoskonalszą formą wg. H ?

    Nadoskonalszą - ale pod jakim względem? że dają mniejsze pogorszenia? Ale -
    jednocześnie Hahn. pisze, że te inne działają gwałtowniej, a te wolniej. Więc
    jeśli mam katar, to chcę gwałtownego działania :-). Ja eksperymentuję głównie
    na sobie i chcę poczuć jak działa lek, co nie znaczy, że kiedyś być może nie
    sięgnę po LM.


    Stefan
  • akownik 15.11.05, 19:52
    Tom,napisałeś w jednym z postów o porównaniu potencji LM i D.
    Wyliczenia,które podałem nie są moje.Pochodzą z materiałów firmy DHU.Zacytuję
    więc:"Dokładne przedstawienie procedury nowego procesu dynamizacji zajęłoby zbyt
    wiele miejsca[...]jest to trudny problem.Dochodzi do tego fakt,że Hahnemann w
    swych obliczeniach opierał się nadawnej jednostce wagowej-gran,tak,że jego
    dopasowanie do dzisiejszejszych proporcji jest tylko względnie zgodne
    farmaceutyczne.Ogólnie ujmując,chodzi o skomplikowane techniki farmaceutyczne na
    wielorakich etapach procesu.W celu otrzymania potencji LM wychodzi się z
    rozcierki C3(1:1000000),której składnikiem podstawowym może być substancja w
    postaci ciekłej lub stałej.Różnorodne czynności wykonane na systemie
    substancja-płyn prowadzą do uzyskania pierwszej potencji LM.Istotną kwestią w
    tej technice jest to,że dopiero ta potencja,jak rodzaj substancji
    macierzystej,czy pranalewki,zostaje dalej przetworzona i spotencjonowana w
    stosunku 1:50000,tak,że w dalszym przebiegu procesu,jak mówił Hahnemann,"materia
    leku zmniejsza się przy każdym stopniu dynamizacji 50000 razy".LMII zawiera
    zatem 50000 części LMI,LMIII-50000 części LMII itd.Różnym fazom produkcji
    towarzyszy 100-krotne wstrząsanie roztworu tzw:succussio-charakterystyczny
    fortel dla homeopatycznego przygotowania leku."
    I dalej jest to porównanie potencji,o którym napisałem poprzednio.LMIII
    odpowiada niejako D19,a LMXXX-D150.
  • tom_j23 15.11.05, 20:13
    akownik napisał:

    > Tom,napisałeś w jednym z postów o porównaniu potencji LM i D.
    > Wyliczenia,które podałem nie są moje.Pochodzą z materiałów firmy DHU.Zacytuję
    > więc:
    (...)

    Ok. Zgadzam się. Przeliczyłem jeszcze raz i tak to będzie.

    > I dalej jest to porównanie potencji,o którym napisałem poprzednio.LMIII
    > odpowiada niejako D19,a LMXXX-D150.

    No właśnie - to jest najważniejsze, że D19 jest 19 razy potencjonowana, a
    LMIII - 3 razy (jako LM) i 3 razy na początku (C3). Stąd są to różne
    technologie nie dające się wprost porównać.


    Stefan

  • kama58 15.11.05, 20:39
    tom_j23 napisał:

    > kama58 napisała:

    > A Ty za to chcesz mnie wysyłać na konferencje, żebym szukał odpowiedzi :-).

    Myślałam, że chcesz dociec prawdy, na chwilę zapomniałam, że Ty ja już znasz :)

    > Jeszcze wrócę do tego pytania. A jak sądzisz - ilu trzyma się zasad, a ilu
    >nie? I skąd takie dane?

    Statystycznie - nie mam pojęcia. Bazując na doświadczeniach spotkanych pacjentów
    w chwili obecnej w Polsce mamy do czynienia z wielkim pomieszaniem, każdy sobie
    rzepkę skrobie, na forum zresztą też już o tym było.


    > > > > A przy okazji, czy Ty używasz wyłącznie LM-ek?
    > > > Nie. W ogóle nie używam.
    > >
    > > A dlaczego, skoro są najdoskonalszą formą wg. H ?
    >
    > Nadoskonalszą - ale pod jakim względem?

    Generalnie, sam Hahn tak o nich sądził.

    >Ale -
    > jednocześnie Hahn. pisze, że te inne działają gwałtowniej, a te wolniej.

    Marku, co Ty na to?

    > Ja eksperymentuję głównie
    > na sobie i chcę poczuć jak działa lek, co nie znaczy, że kiedyś być może nie
    > sięgnę po LM.

    Zapomniałam, że Ty w ogóle nie stosujesz wysokich potencji.

  • tom_j23 15.11.05, 20:51
    kama58 napisała:


    > Myślałam, że chcesz dociec prawdy, na chwilę zapomniałam, że Ty ja już
    znasz :)

    Ech - czepialska jesteś :-(. Pewnie, że chciałby znać prawdę, ale wolałbym,
    żebyś to Ty pojechała, dowiedziała się i mi powiedziała jaka ona jest :-).


    > Statystycznie - nie mam pojęcia. Bazując na doświadczeniach spotkanych
    > pacjentów w chwili obecnej w Polsce mamy do czynienia z wielkim pomieszaniem,
    > każdy sobie rzepkę skrobie, na forum zresztą też już o tym było.

    A czy nie przychodzi Ci do głowy taki pomysł, że na forum to w większości
    przypadków przychodzą jednak osoby, u których leczenie przebiega nie
    specjalnie? To bowiem w takim przypadku pacjent szuka pomocy. Jeśli wszystko
    jest ok - to bierze kulkę i zajmuje się swoimi sprawami, a nie ślęczy nad forum.


    Stefan
  • kama58 15.11.05, 21:00
    tom_j23 napisał:

    >
    > Ech - czepialska jesteś :-(. Pewnie, że chciałby znać prawdę, ale wolałbym,
    > żebyś to Ty pojechała, dowiedziała się i mi powiedziała jaka ona jest :-).

    Nie uwierzyłbyś i tak :)

    > A czy nie przychodzi Ci do głowy taki pomysł, że na forum to w większości
    > przypadków przychodzą jednak osoby, u których leczenie przebiega nie
    > specjalnie? To bowiem w takim przypadku pacjent szuka pomocy. Jeśli wszystko
    > jest ok - to bierze kulkę i zajmuje się swoimi sprawami, a nie ślęczy nad >forum

    Czy tak jest - nie wiem, ale wątpię. Wg mnie bardziej zależy to od charakteru
    osób (dociekliwość, chęć pogłębienia wiedzy, niecierpliwość, i in.). Wiesz, ja
    odruchowo czytam ulotkę każdego lekarstwa, a potem dopiero patrzę czy mi pomoże.
    A znam osoby, które łykaja, co zalecone i bez względu na rezultat nie wnikają w
    szczegóły.
  • akownik 15.11.05, 21:56
    Było tak:katar,cieknięcie z nosa i oczu.repertoryzacja wskazywała na Natrium
    muriaticum.Miałem tylko LMVI.W kroplach,z Sycowa.po dwóch godzinach było po
    katarze.Sami oceńcie czy to szybko czy wolno.
    W jednym z postów w tym wątku napisałem:zaletą tych potencji jest to,że działają
    szybciej i łagodniej niż "prawdziwe" wysokie potencje.
  • tom_j23 15.11.05, 21:59
    akownik napisał:

    > W jednym z postów w tym wątku napisałem:zaletą tych potencji jest to,że
    > działają szybciej i łagodniej niż "prawdziwe" wysokie potencje.

    Ale - czy działają szybciej niż "prawdziwie" niskie?


    Stefan

  • akownik 15.11.05, 22:13
    Żeby odpowiedzieć na tak postawione pytanie należałoby mieć możliwość podania
    tej samej osobie,w tych samych warunkach raz leku w niskiej potencj i czekać na
    pierwsze efekty,a drugi raz w tych samych warunkach podać lek w potencji LM.Czy
    to jest możliwe?Mogę tylko porównać działanie Natrium muriaticum z lekami w
    niskich potencjach stosowanymi na mnie samym przy katarze.Efekt stosowania
    niskich potencji u mnie w przypadku podobnego kataru pojawiał się po dłuższym
    czasie niż
    dwie godziny.
    Zdarzało mi się jednak,choć nie dotyczyło to kataru,że działanie niskich potencji
    objawiało się i po pół minucie.Nie było jednak wtedy możliwości podania leku w
    potencji LM.Nie mam więc możliwości porównania.
  • tom_j23 15.11.05, 22:27
    akownik napisał:

    > Żeby odpowiedzieć na tak postawione pytanie należałoby mieć możliwość podania
    > tej samej osobie,w tych samych warunkach raz leku w niskiej potencj i czekać
    > na pierwsze efekty,a drugi raz w tych samych warunkach podać lek w
    > potencji LM.

    No niekoniecznie. Co prawda nie da się zbadać tego na tej samej osobie, ale
    statystycznie można to jakość określić. W końcu - na jakiejś podstawie
    wcześniej napisałeś, że działają szybciej od "prawdziwie" wysokich, więc można
    też określić to względem "prawdziwie" niskich.

    > Zdarzało mi się jednak,choć nie dotyczyło to kataru,że działanie niskich
    > potencji objawiało się i po pół minucie.Nie było jednak wtedy możliwości
    > podania leku w potencji LM.

    U mnie - kiedy mam atak kichania (pyłkowica) i biorę Nux vom. 9CH, to wzięcie
    leku powoduje zatrzymanie tego ataku (czyli biorę lek i już następnego
    kichnięcia nie ma). Czyli działanie jest prawie natychmiastowe.


    Stefan

  • kama58 15.11.05, 22:08
    akownik napisał:

    > W jednym z postów w tym wątku napisałem:zaletą tych potencji jest to,że działaj
    > ą
    > szybciej i łagodniej niż "prawdziwe" wysokie potencje.

    Właśnie dlatego przywołałam Cię do tablicy:)
  • tom_j23 15.11.05, 22:17
    kama58 napisała:

    > akownik napisał:
    >
    > > W jednym z postów w tym wątku napisałem:zaletą tych potencji jest to,
    > >że działają
    > >szybciej i łagodniej niż "prawdziwe" wysokie potencje.
    >
    > Właśnie dlatego przywołałam Cię do tablicy:)

    Zgodnie z tym co ustaliliśmy - LMIII - odpowiada D19 czyli C10. Więc to musi
    działać szybciej od "prawdziwie" wysokiej np. C1000.
    Ale jednocześnie Hahn. pisze że działa mniej gwałtownie od "zwykłych", więc to
    musi działać wolniej od zwykłego C9, czy C15. Tak sądzę. Ale - nie zaszkodzi
    spróbować przy najbliższej okazji.


    Stefan
  • kama58 15.11.05, 22:28
    tom_j23 napisał:

    > Zgodnie z tym co ustaliliśmy - LMIII - odpowiada D19 czyli C10. Więc to musi
    > działać szybciej od "prawdziwie" wysokiej np. C1000.

    Aż boję sie zapytać - bo dlaczego niby masz to wiedzieć - dlaczego LM uważane
    są za wysokie potencje? Skąd wzięła się taka opinia?

    > Ale jednocześnie Hahn. pisze że działa mniej gwałtownie od "zwykłych", więc to
    > musi działać wolniej od zwykłego C9, czy C15. Tak sądzę. Ale - nie zaszkodzi
    > spróbować przy najbliższej okazji.

    Dziwię się, że tego nie robiłeś, skoro Hah. tak się nad nimi zachwycał.
  • kama58 15.11.05, 22:31
    Beba, co Ci zależy, przemów: LM to wysokie czy nie (w świetle Twojej
    wcześniejszej wypowiedzi i naszych rozważań)?
  • beba2 16.11.05, 13:30
    Nie zalezy mi :) Dla mnie LM to potencja wysoka.
    Ale dla każdego niska / wysoka oznacza co innego.
  • kama58 16.11.05, 16:12
    beba2 napisała:

    > Nie zalezy mi :)
    To widzę:)


    > Dla mnie LM to potencja wysoka.
    > Ale dla każdego niska / wysoka oznacza co innego.

    Nie o nazewnictwo tu chodzi, ale o fakty. Zgodnie z zaprezentowanymi tu
    wyliczeniami trudno ją zaliczyć do bardzo wysokich, a przecież taka jest opinia
    o LM.
    Dobra, nie naciągam na internonowelę.
    Krakowskim targiem: ani duża ani mała, po prostu specyficzna, w sam raz :)
  • beba2 16.11.05, 19:14
    Nie zalezy mi, bo ja się nie rozdrabniam i nie używam kosmicznych potencji,
    skoro te podstawowe działają tak jak trzeba. W homeopatii nie interesuje mnie
    teoretyzowanie i wcale nie twierdzę, że jestem w tym dobra.
    Wiem tyle ile mi potrzeba. Nie mam aspiracji do bycia homeopatką, ani
    zagłębiania się w teorie Kenta czy Hahnemanna i całej plejady gwiazd. Nie
    interesuje mnie kompletnie teoria pamięci wody i zastanawianie się która
    potencja jest wyższa, nizsza i dlaczego. Po prostu am jeszcze inne zajecia w
    zyciu, na ktore chcę mieć czas.
  • beba2 16.11.05, 19:14
    Jeśli znam lek ( jego działanie patogenetyczne ) i ogolne zasady podawania
    podstawowych potencji ( od 5 CH do 1000 CH), to jestem w stanie zapodać go tak,
    zeby było dobrze. Oczywiscie nie zawsze, nie wszędzie i nie każdemu, ale jak
    juz wspomniałam nie aspiruję do miana wszystkowiedźmy, to działka lekarzy,
    homeopatów.
    A ja sobie przewijam ulubioną materię i repertorium i to mnie cieszy. Mam hopla
    nie tyle na punkcie homeopatii, co farmakologii ( trochę chemii ) i jej
    oddziaływania na organizm ludzki.
    I tyle. Nie jestem skomplikowanym zwierzątkiem. Tak sobie czytam tylko :)
  • kama58 16.11.05, 20:24
    beba2 napisała:
    >Tak sobie czytam tylko :)

    Przy okazji i nas:)

    Wiesz, ja generalnie idę na jeszcze większe skróty; mam swoją teorię od kilku
    lat odnośnie homeopatii i jej się trzymam. Tylko okresowo tak mnie nachodzi ...
    Dociekliwa jestem i tyle, a skoro Stefan doszkala nas z teorii, to czasami
    znajduję chwilę, aby się w to wgłębiać.
  • tom_j23 16.11.05, 20:31
    kama58 napisała:

    >
    > Wiesz, ja generalnie idę na jeszcze większe skróty; mam swoją teorię od kilku
    > lat odnośnie homeopatii i jej się trzymam.

    No nie... To musisz ją zdradzić, inaczej zeżre mnie ciekawość :-).

    Stefan

  • kama58 17.11.05, 08:39
    tom_j23 napisał:

    > No nie... To musisz ją zdradzić, inaczej zeżre mnie ciekawość :-).

    No tak, jeszcze moich teorii potrzeba do szczęścia ...
    Dodatkowy grzybek do zupy i powstanie - być może - niestrawne danie, a może
    wręcz mieszanka wybuchowa.
    Niech każdy czerpie własnymi łyżkami i na swój sposób smakuje :)
  • tom_j23 15.11.05, 22:56
    kama58 napisała:

    > tom_j23 napisał:
    >
    > > Zgodnie z tym co ustaliliśmy - LMIII - odpowiada D19 czyli C10. Więc to
    > > musi działać szybciej od "prawdziwie" wysokiej np. C1000.
    >
    > Aż boję sie zapytać - bo dlaczego niby masz to wiedzieć - dlaczego LM uważane
    > są za wysokie potencje? Skąd wzięła się taka opinia?

    Ale powiedzieliśmy też sobie, że takie porównania są czysto teoretyczne, bo
    jest inna technologia.
    W technologii C np. C10 jest 10 razy rozcieńczany w skali 1:100. A LMIII - 3
    razy, ale w stosunku 1:50000. A więc pojedynczy "akt rozcieńczania" jest tu o
    wiele wyższy niż w technologii C. Poza tym - ja nie wiem, czy rzeczywiście LM
    są uważane za wysokie. Chyba tu pokutuje jakieś takie automatyczne przełożenie,
    że jak lek jest "głębokodziałający", to musi być "wysokospotencjonowany". Być
    może porównując głębokość działania - takie LMIII odpowiada nie matematycznemu
    C10, ale "prawdziwemu" np. C1000. Stąd być może taka opinia.


    Stefan


  • akownik 15.11.05, 23:27
    tom_j23 napisał:
    U mnie - kiedy mam atak kichania (pyłkowica) i biorę Nux vom. 9CH, to wzięcie
    leku powoduje zatrzymanie tego ataku (czyli biorę lek i już następnego
    kichnięcia nie ma). Czyli działanie jest prawie natychmiastowe.

    Potencja 9CH to na pewno nie jest potencja niska,a o takich mieliśmy rozmawiać
    /porównać szybkość ich działania z szybkością działania potencji LM/.

    To jest mój ostatni post w tym wątku.
  • kama58 15.11.05, 23:39
    Daj sie ubłagac i wyjaśnij mi jeszcze jedną sprawę.

    Jak się ma często, przez dłuższy okres podawanie tych samych kropelek LM do
    konieczności zmiany potencji zalecanej przez Hahn?
  • marta.gora 15.11.05, 21:19
    Ja laik kompletny jestem, ale tak mnie Wasza dyskusja wciągnęła, ze ciciałabym
    sobie podczytywac cos sensownego do poduszki, zamiast jakich romansideł, a tu
    odwołujecie się do Organonu. Czy mozna gdzies dostać to po polsku?
  • marta.gora 15.11.05, 21:33
    Serdeczne dzięki, Stefan. Od razu zamówiłam.
    Wersję angielską mam ściągnięta, ale niezbyt wygodnie przy tym sie zasypia :)
    Mam nadzieje, że jakoś się ułożę homeopatycznie i przynajmniej słownictwo sobie
    przyswoję.
  • kama58 15.11.05, 22:12
    marta.gora napisała:

    > Ja laik kompletny jestem, ale tak mnie Wasza dyskusja wciągnęła,

    Czyli jednak ktoś nas czyta i w nagrodę nie zabanują nas:)

  • bibi2 15.11.05, 00:37
    Marto, mam nadzieję, że i ja będę mogła napisać takie sprawozdanie i to w
    czasie przeszłym.
    Obecnie jestem na etapie dużo łagodniejszych przebiegów infekcji u syna, ale
    powtarza mi się już kolejny raz pogorszenie słuchu po łagodnym katarze (kiedyś
    katar kończył się potężnym kaszlem, stanem zapalnym gardła z wymiotami,
    gorączką). Z tym słuchem to znowu musimy skonsultować z naszą P. dr, bo do
    laryngologa nawet się nie wybieram. Ciągłym jednak problemem jest skóra. W
    trakcie leczenia homeopatycznego (w początkowym okresie) pojawiły się zmiany na
    skórze. Nie możemy się ich na stałe pozbyć. Na rączkach i nóżkach ma okrągławe
    placki zaczerwienione i suche. Już dwa razy zniknęły bez śladu aby zaraz potem
    wrócić. Od niemowlęctwa zmiany skórne sygnalizowały jako pierwsze nadchodzącą
    infekcję. Kiedyś były one znacznie dyskretniejsze - miejscami przesuszona,
    szorstkawa skóra. Jak się taka pojawiła na nózkach pewne było, że w ciągu 24
    godzin coś się wykluje. Teraz są one znacznie silniejsze i prawie ciągle.
    Nastąpiła zmiana leku z Sulfur na Kalium bichromicum jako lek konst. Ostatnio
    już skóra zrobiła się gładka, różowa i wszystko "popsuł" taki niedorozwinięty
    katar. Trochę pociągania nosem, troszkę kaszlu. Zostało nam po tym pogorszenie
    słuchu i skóra po staremu. Podaję Kalium bichr. 1MK z wody, ale w tej chwili
    już coraz rzadziej, na wieczór mam podawać kulki i obserwować skórę, aby
    stwierdzić w którymś momencie jak dalej podawać - rzadziej czy częściej
    (obserwując skórę i jej reakcje). Pewnie będzie tak, że przez parę dni nie
    podam wcale i potem po kolejnej dawce może zobaczę jakąś różnicę. A jesli
    chodzi o zachowanie i inne objawy "niefizyczne", to jestem ślepa chyba. Nie
    mogę powiązać z lekiem nic. Dziś syn był super (rano bez marudzenia i awantury
    kto pierwszy otworzy drzwi na przykład). Po powrocie z przedszkola jakby
    dziecka nie było - a ta pora była zwykle krytyczna na skutek zmeczenia po
    powrocie z przedszkola. Zwykle wszystko było w poprzek i płacz o wszystko. Dziś
    dziecko się bawiło, dało rodzicom zjeść spokojnie obiad, słuchało bajki i znowu
    się bawiło itd. Pomyślałam z nadzieją, że to jakaś kolejna faza rozwojowa się
    zaczęła. Może jutro nie minie? Dziecko powiedziało, że mu jest miło być
    grzecznym!!! A może wreszcie szczęśliwe, że skończył się długi weekend? Wolę
    pierwszą opcję. Wracam do meritum. Mam ciągle wątpliwości co do doboru leku
    konstytucyjnego. Pani dr powiedziałą, że czasem lek konstytucyjny "pokaże się"
    w ostrej fazie choroby. Raz przy bardzo intensywnych objawach była błyskawiczna
    reakcja na podany Kalium bichr. I przy tym pozostałyśmy już zamiast Sulfuru.
    Natomiast obraz leku (na podstawie skromnych materiałów) tak mi nie bardzo
    pasuje. Nastawienie jest na obserwację reakcji. Ale jak długo obserwować i
    czekać. Jak to ma być z lekiem konstytucyjnym. Wydawało mi się, że powinien
    lepiej działać? Na co się "wyczulić"? Upodobania kulinarne nie zmieniły się,
    rozwój przebiega bez niespodzianek, strachy żadne się nie pojawiają (ani nie
    przechodzą bo nie było), złe humory wydają się być uzasadnione, zazdrośc o
    młodsze rodzeństwo w normie i przewidywalnie...
    Aha. Była jeszcze kwestia zapachu. Okresowo wyczuwam jakiś zmieniony zapach
    mojego dziecka. Mąż tego nie zauważył nigdy, ale ja jestem wyczulona na zapachy
    i zauważam pojawienie się tego zapachu u syna. Pachnie mi czasami jego buzia i
    on cały takim dziwnym zapachem - kojaży mi się z miodem, ale nie tym miłym
    miodowym zapachem, tylko takim na granicy miłego i podszyty jakąś nutą niemiłą.
    Bywa, że ten zapach jest obecny przez jakiś okres i potem znika. Nie ma on
    bezpośredniego związku z trwaniem infekcji i nie jest to zapach z buzi . Mały
    pachnie wtedy tak cały (jak niemowlę ma mleczy zapach tak syn ma ten swój). Nie
    ma on też związku z jedzeniem. Nie wiem co o tym mysleć. Ale jestem przekonana,
    że to nie jest przypadkowe.
    Bibi
  • marta.gora 15.11.05, 21:12
    Oj jejku- mam nadzieje, że Bibi to Anda :)
    Wiesz- Ty to zachowujesz sie dokładnie, jak ja na poczatku leczenia mojego
    syna: niecierpliwa, wsłuchana w kazdy jego oddech, bo nie chciałam nic
    przegapić. Ślepa nie jesteś :) przeciez trudno powiedziec, na co masz zwracac
    uwagę. Jesli poczytasz dokładnie mój opis sukcesu homeopatycznego syna, to
    zobaczysz, że tak naprawdę to zmiany zaczeły byc zauważalne u niego dopiero po
    ok. 2 miesiącach kuracji. Ja nie miałam żadnego doświadczenia z homeopatia (Aż
    mi wstyd za to, co ja tu wypisywałam i jak postepowałam na poczatku kuracji ) i
    dlatego nie wiedziałam np, ze może być zmiana w zachowaniu- to zauważylismy
    znacznie później, kiedy nasze dziecko zaczęło przejaiwac dotąd mu obce
    zachowania. Tak naprawdę, to ja nieduzo pamietam z tamtego okresu oprócz kaszlu
    i katarzyska. Mój mały nie miał nigdy problemów ze skórą i podczas kuracji na
    pewno nie pojawiały mu sie jakies sensacje. Ale coś mi sie obiło o uszy, ze
    właśnie dopiero na końcu leczenia zmiany na skórze znikaja i to jest dobry
    sygnał, bo świadczy o zdrowieniu. Moze ktos mnie w tym poprawi, jesli się mylę.
    co do upodobań kulinarnuch- mojemu zmieniły sie tak ostatecznie dopiero na
    wakacjach, a więc po 4 miesiącach leczenia."Miodowe zapachy" mój tez mial
    podczas pierwszych tygodni kuracji, i strasznie sie pocil- on w ogóle do czasu
    rozpoczęcia homeopatii był bardzo skłonny do obfitych potów, szczcególnie tuz
    po zasnięciu. Ale od wiosny juz nie wystepuje i w związku z tym odpadła
    koniecznośc zmiany pizamki po godzinie snu.
    Nie wiem, jak ma się homeopatia do uspokojenia czy wyciszenia dziecka, bo ja ze
    swoim nigdy nie mialam takich problemów- pod tym wzgledem (i nie tylko pod
    tym:) udał mi sie na medal- np. nigdy nie płakał bez wyraxnej przyczyny, a
    płakał naprawdę bardzo, bardzo rzadko; nie odstwial szopek w sklepach czy w
    piaskownicy, no i w ogóle to bardzo wyjatkowo pokojowo nastawiony młody
    człowiek, co akurat nie bardzo przystaje do współczesnych czasów, gdzie liczy
    sie siła mięśni i spryt.Tego jakos homeopatia jeszcze w nim nie zmieniła :)
    Daj sobie na luz i nie zawracaj sobie za bardzo głowę tymi dokładnymi
    obserwacjami- to, co najwazniejsze i tak zauwazysz :)
    Pozdrawiam
  • very_martini 15.11.05, 21:57
    Ej, a co powypisywałaś, że Ci wstyd? I tak se znajdę w wolnej chwili:PPPP

    16%VOL
    22%VAT
  • anda8 16.11.05, 12:38
    Bibi to nie Anda,a le co to ma za znaczenie. i ja i Bibi przezywamy pewnie
    podobnie;)
    Tomke mniej kaszle, ma za to kompletnie zatkany nos w nocy i mniej trochę w
    dzień. jakby ta ropa juz tam sie zadomowiła na dobre. Wiem, że pisanie w tym
    wątku teraz o Tomku to przesada, przy dyskusji o LM, ale napisałam;bb
    A..Tomek się drapie azostrzytły mu się chyba na rączkach zmiany.
    Nawet nie wiesz marta, jak mnie podnosłas na duchu.
    Dr J. jest strasznie dokładny i obawiam się, ze jak mnie o cos zapyta o zmiany
    które obserwowałam, a ja nie będe wiedziała to obije mnie po łapach;) - To taki
    żart był doktorze;)
  • marta.gora 16.11.05, 22:34
    anda8 napisała:

    > Dr J. jest strasznie dokładny i obawiam się, ze jak mnie o cos zapyta o
    zmiany
    > które obserwowałam, a ja nie będe wiedziała to obije mnie po łapach;)

    Obije, obije- jak sie należec bedzie
    ;)
    To, co będzie wyraźne i najwazniejsze, i tak zauwazysz. Przeciez każda matka
    zwraca uwagę na swoje dziecko :)
    Zachowaj spokój i nastaw sie na długie leczenie- wtedy miło Cię może zaskoczyć
    szybsza poprawa.

  • marta.gora 16.11.05, 22:30
    Martini- błagam, nie szukaj.Wstydu oszczędź.
    Toż ja przy objawach przeziębienia, przy ustalonym leku, chciałam podawać całą
    batrię innych homeopatycznych wynalazków :(
    Człowiek uczy się całe życie.
  • bibi2 17.11.05, 00:44
    Przykro mi Marto, ale nie jestem Andą, a cieszę się, że moje wypowiedzi
    spotykają się z Twoją życzliwą uwagą. Nadal?
    Małego leczę już około roku homeopatycznie. Postępy sa spore, bo zmieniło się
    jego chorowanie. Zatrzymuje sie w nosie i nie schodzi na migdały. Przechodzi po
    przyzwoitym czasie. Choć nie udaje mi się zapobiec rozwojowi choroby, to jest
    przebieg zdecydowanie lepszy.
    Wiem, że zmiany skórne ustępują ostatnie. Już nawet dwa razy schodziły, tylko
    się coś przyplątywało i wracały. Pocenie występowało okresowo po chorobach
    takich silniejszych. Chyba nie cierpliwości mi brakuje, ale wiedzy bardziej.
    Niepewność powoduje moje reakcje. Dlatego zaczęłam czytać książki homeopatyczne
    i Was aby dowiedzieć się czegoś więcej i wyczulić się na określone zmiany i
    symptomy zmian w przebiegu leczenia. Mam nadzieję osiagnąć stan
    ustabilizowanego zdrowia.
    Jakie zmiany w zachowaniu wystąpiły u Twojego synka? Jaki jest jego lek konst?
    Moja córcia jest takim nie płaczącym, słodkim, śmiejącym się bobasem. Jest jak
    dotąd na Calc. carb. U syna te zachowania to zaledwie jakiś % dobowej puli,
    więc nie jest to nic ponad normę u niespełna 4-latka. Awantur sklepowych też
    nie było, bo jak zorientowałąm sie, że wszedł w tę fazę i zaobserwowałam
    okoliczności popisów, to wyeliminowałam na pewien czas te sytuacje i po
    problemie - zakupy robiliśmy nadal wspólnie z synem, ale inaczej.
  • marta.gora 17.11.05, 09:40

    Hejbibi2.
    Przepraszam, że uznałam Cie za Andę.
    Tutaj jest opis sukcesu homeopatycznego naszego homeodoka i mojego syna:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19760&w=17945395&a=31895151
    Wiesz, ja doszłam do wniosku, ze leczenie siebie i swoich najbliższych jest
    obarczone dużym subiektywizmem i dlatego będę się słuchać mojego homeodoka. Ale
    jednocześnie staram sie dużo czytać i analizować - żeby zdobywać wiedzę,
    zaspokajać swoją ciekawość i ewentualnie zwracac uwagi na własne reakcje po
    leku. Z tymi reakcjami jest różnie- u mnie np. jest mało "książkowych"-nie
    wiem, czy to wynika z niedobranego leku czy z mojej nadwrazliwosci
    homeopatycznej. Np. dzieki mojej mamie tez u siebie dostrzegłam np. to, ze po
    pulsatilli mniej boli mnie kręgosłup i sypiam czasami na wznak- ja tez miałam
    te objawy, ale nie skojarzyłam ich z pulsatillą. Za to np. zauwazyłam, że po
    pulsatilli mam sny (a bardzo, bardzo rzadko je w ogóle miewałam) i do tego
    pojawiły się koszmary, bardzo realistyczne zresztą. ten lek- żeby było
    ciekawiej- jest m.in. dla tych, co takie sny miewają, a u mnie zostały przez
    niego po prostu wywołane.Dlatego wg mnie homeopatia to ogromna wiedza plus ...
    przypadek. Ja nie za bardzo przejmuje się tym, CO POWINNO sie pojawic po leku,
    ale CO JESTEM W STANIE ZAUWAZYĆ.
    Swojego synka leczysz dopiero pół roku i juz masz postępy! To naprawde juz
    duzo. Przeciez homeopatia to nie antybiotyk, dzialający natychmiast, ale bardzo
    powolne odbudowywanie zdolnosci organizmu do walki z przeszkodami, a taki
    proces naprawczy trwa długo. Mój syn chorowal non stop jakies 4 lata- poprawa
    radykalna, całkowita, a własciwie naprawienie organizmu trwalo ok. 4 miesiące-
    czyli 1 miesiąc na 1 rok.Z tym, że od razu trafilismy z lekiem- a to jest
    trudne.
    Jesli jestes pod opieka dobrego homeopaty, to sukces kiedys na pewno nadejdzie-
    o czym jestem przekonana ja- po 10 miesiącach na kulkach,nadal czekająca na
    poprawę swojego zdrowia.
  • tom_j23 17.11.05, 11:32
    marta.gora napisała:

    > te objawy, ale nie skojarzyłam ich z pulsatillą. Za to np. zauwazyłam, że po
    > pulsatilli mam sny (a bardzo, bardzo rzadko je w ogóle miewałam) i do tego
    > pojawiły się koszmary, bardzo realistyczne zresztą. ten lek- żeby było
    > ciekawiej- jest m.in. dla tych, co takie sny miewają, a u mnie zostały przez
    > niego po prostu wywołane.

    Tu mała uwaga. Każdy z nas zawsze ma sny. Jest to faza, w której
    najprawdopodobniej dochodzi do porządkowania danych w mózgu. W czasie badań nad
    snem robiono różne eksperymenty. Dwa wnioski są ważne. Po pierwsze, osoba
    obudzona w czasie śnienia pamięta sen, ale większość osób zapomina go prawie
    natychmiast po obudzeniu. Aby sen został zapamiętany na trwałe, musi być
    bezpośrednio po przebudzeniu przeniesiony do pamięci "trwałej" przez jego
    świadome "przemyślenie". Po drugie, kiedy wybudzano osoby w momencie
    rozpoczynania tej fazy snu - po kilku takich nocach człowiek nie był zdolny do
    normalnego funkcjonowania.
    W czasie jednej nocy mamy kilka epizodów śnienia. Najczęściej pamiętamy
    ostatni, kiedy to budzi nas budzik w momencie trwania tej fazy. Poszczególne
    fazy snu są dość ściśle określone w czasie, więc można tak zaplanować początek
    snu (położenia się do snu), żeby budzenie wypadło między fazami śnienia, wtedy
    mamy szansę na uniknięcie koszmarów. Można też celowo budzić się w tej fazie,
    aby sny pamiętać. Jak kto woli. Gdzieś mam materiały, jak to się liczy
    (musiałbym poszukać).
    Inna mozliwość jest taka, że mamy płytszy sen i po każdym epizodzie dochodzi do
    krótkotrwałego przebudzenia, w którym sen jest przenoszony do pamięci trwałej.
    Być może takie zjawisko ma teraz u Ciebie miejsce.
    Są też ludzie, którzy na skutek specjalnych treningów uprawiają tzw. świadomy
    sen (oneironautykę):
    www.zyjzdrowo.pl/pages/mednat/dziedziny.php?title=Oneironautyka

    Stefan

  • marta.gora 17.11.05, 18:50
    Brrr!.....
    Jakoś strasznie to zabrzmiało!
    Prawdopodobnie to miewałam sny, ale właśnie poprzez częste budzenie się w nocy
    nie byłam w stanie ich zapamietać. Teraz spię jak zabita (prawie), więc i sny
    pamietam. Kiedy jeszcze w miarę dobrze funkcjonowałam, to miewałam sny, ale
    bardzo, bardzo rzadko były to koszmary.
    Wczoraj np. zabłądziłam w ... Londynie! nie wzięłam mapy i nie mogłam trafic na
    jedna z ulic. Poszukałam miejsca (osiedla?), gdzie mieszkaja... Polacy i ich
    poprosiłam o pokazanie drogi na planie (jestem wzrokowcem). Bez trudu
    trafiłam :)
    Dzisiaj wypadały mi bardzo dziwnie zęby- wyjmowałam je razem, z każdej strony
    oddzielnie, ale tylko z góry- najpierw po mojej lewej stronie, potem po prawej.
    Tylko przednie mi zostały. Były jakby przyklejone do łuku i trzymały sie razem-
    jak w szczęce. Po zamknieciu ust CZUŁAM, że mam nierówności, tzn. braki po
    bokach!!!!Ja te zeby trzymałam w palcach i CZUŁAM ich nierówności, kształt i...
    wilgoć. No triller!
    Natomiast parę dni temu przezywałam napad huliganów: moja mama upadła i jakiś
    drab pchnał ja cienki, długim nożem w samo serce. czułam rozpacz i bezradnośc,
    bo nie mogłam nic zrobić- drugi bandzior trzymal nóż przy mojej szyi. Wszystko
    sie dzialo w moim rodzinnym domu.To było straszne!!!
    Nie wiem, skąd takie sny.

    Musze się do czegos przyznać. Jutro minie tydzien, odkąd wziełam 3 kulki
    Pulsatilli 30 CH- mialo mi to wystarczyc na 3 tygodnie i miałam się ratowac w
    razie czego kulkami z wody (jednak to juz przechodziłam i jakoś nawet myslec o
    tym nie mam ochoty, a co dopiero zastosować). Niestety- po 2 dniach, tj. od
    poniedziałkowego popołudnia, wszystko zaczeó wracac do stanu sprzed kulek, a
    była jakas tam niewielka poprawa. Noc z poniedziałku na wtorek zupełnie
    nieprzespana. To samo zapowiadało sie we wtorek: długo nie mogłam usnąć (a
    prawie nie miewałam kłopotów z zasnięciem- chyba tylko po kulkach). Wreszcie po
    godzinie oczekiwania na sen, wzięłam z szuflady ...3 kulki 15 CH. Naprawdę- nic
    nie zapowiadało snu, a ja nazajutrz do pracy musiałam. Pomogło- po PARU
    MINUTACH usnełam. To samo było wczoraj wieczorem... Wyczytałam na forum, ze
    błędem jest podawanie mniejszej potencji po podaniu większej. Tylko nie wiem,
    dlaczego (może lada dzień listonosz przyniesie Organon- dokształcę się). W
    każdym razie poraz trzeci po 2 dniach przestawały działac 3 kulki 30 CH :( więc
    to chyba nie może być przypadek. Nie sądzę też, by przypadkiem było to, ze
    teraz czuję sie zdecydowanie lepiej, niz po 30 CH. Nie wiem, co mam o tym
    mysleć.

    Przeglądałam skany od Jonki i ... cos mi sepia bardziej pasuje, niz pulsatilla.
    Stefan- czy masz może porównanie tych 2 preparatów? Byłabym wdzięczna. Z
    Twojego poprzedniego skanu (pulsatilla v sulfur) wyszło mi, ze jednak
    pulsatilla bardziej mi pasuje. Chociaz ta płaczliwość-nie, ale jesli tu chodzi
    o płaczliwośc np. na filmach, podczas oglądania "Pokochaj mnie" czy relacji o
    krzywdzonym dziecku- to fakt, płaczliwa jestem, jak bóbr. Bo na pewno nie
    płaczę nad soba czy nad swoim losem.
    Znowu sie rozpisałam. Obiecuje poprawę.

    PS Czy Ty czasami nie uczysz w szkole albo na uczelni? Masz skłonnośc do
    udzielania wyczerpujących i jasnych wypowiedzi :)
  • tom_j23 17.11.05, 19:52
    marta.gora napisała:

    > Jakoś strasznie to zabrzmiało!

    Czemu strasznie? Właśnie chciałem Ci powiedzieć, że to że śnimy, to normalne.
    Więc nie przejmuj się.

    > Prawdopodobnie to miewałam sny, ale właśnie poprzez częste budzenie się w
    > nocy nie byłam w stanie ich zapamietać. Teraz spię jak zabita (prawie), więc
    > i sny pamietam.

    No nie wiem. Raczej powinno być odwrotnie. Temat snów jest bardzo ciekawy, ale
    chyba niehomeopatyczny :-).
    Jeśli chcesz ten temat zgłębiać, to napisz do mnie. Wyślę Ci instrukcję jak
    korzystać z biblioteki KiPPiN (to jest biblioteka internetowa). Tam są ciekawe
    książki na ten temat.

    > Wyczytałam na forum, ze
    > błędem jest podawanie mniejszej potencji po podaniu większej. Tylko nie wiem,
    > dlaczego (może lada dzień listonosz przyniesie Organon- dokształcę się).

    Ja niestety w Organonie nie znalazłem konkretnego wyjaśnienia tej zasady. Hahn.
    po prostu pisze, że zaczynamy leczenie od potencji niższej i stopniowo ją
    zwiększamy (np. w par. 246).


    > W każdym razie poraz trzeci po 2 dniach przestawały działac 3 kulki 30 CH :(
    > więc to chyba nie może być przypadek. Nie sądzę też, by przypadkiem było to,
    > ze teraz czuję sie zdecydowanie lepiej, niz po 30 CH. Nie wiem, co mam o tym
    > mysleć.

    W takiej sytuacji, gdy kulki na początku działają, a potem przestają, powinno
    się zawsze pomysleć, czy nie robimy czegoś, co neutralizuje lek. Np. w
    przypadku Pulsatilli neutralizatorem jest tłuste pożywienie. Być może Twoje
    odżywianie neutralizuje 30, a 15 jakoś to wytrzymuje.
    W każdym razie - uznajemy pacjenta za zdrowego, gdy może przestać w ogóle brać
    jakiekolwiek leki. Więc jeśli bierzesz tę 15 i jest ok, to próbuj ja odstawić.
    Jeśli po odstawieniu dolegliwości wracają, to znaczy, że potencja jest za mała
    (przecież nie będziesz brała do końca życia tej piętnastki). A może właśnie ta
    LM (dyskutowana w tym wątku) by zadziałała dobrze?


    > Przeglądałam skany od Jonki i ... cos mi sepia bardziej pasuje, niz
    > pulsatilla.
    > Stefan- czy masz może porównanie tych 2 preparatów?

    Sprawdziłem - nie ma takiego zestawienia. Pulsatilla jest zestawiona tylko z
    Sulfurem i Natrum muriaticum. Widocznie od innych leków różni się tak znacznie,
    że nie ma potrzeby takiego różnicowania. A Sepii w ogóle nie ma w tym
    zestawieniu.


    > PS Czy Ty czasami nie uczysz w szkole albo na uczelni? Masz skłonnośc do
    > udzielania wyczerpujących i jasnych wypowiedzi :)

    Tak. Pisałem już o tym, że mam takie zboczenie zawodowe do wykładów :-).


    Stefan

  • marta.gora 17.11.05, 20:17
    tom_j23 napisał:

    >
    > Czemu strasznie? Właśnie chciałem Ci powiedzieć, że to że śnimy, to normalne.
    > Więc nie przejmuj się.

    Ale samopoczucie po takich snach mam nienajlepsze.



    > Jeśli chcesz ten temat zgłębiać, to napisz do mnie. Wyślę Ci instrukcję jak
    > korzystać z biblioteki KiPPiN (to jest biblioteka internetowa). Tam są
    ciekawe
    > książki na ten temat.

    Możesz na maila? Moze się zagłębie, zanim Organon do mnie dotrze :)

    >
    > W takiej sytuacji, gdy kulki na początku działają, a potem przestają, powinno
    > się zawsze pomysleć, czy nie robimy czegoś, co neutralizuje lek. Np. w
    > przypadku Pulsatilli neutralizatorem jest tłuste pożywienie.

    Ja raczej myślałam o tym, że ten lek u mnie kończy swoje działanie po 2 dobach
    (do tego jakies pół doby potzrebuje na zadziałanie). Tłusto to nie jesm
    absolutnie, a juz ztłuszczy zwierzęcych, to tylko czasami na śniadanie może z
    pół łyżeczki do razowca. Co prawda od 2 dni mam jakieś zachcianki (cebulka
    uduszona na oleju lnianym primo sort :) i tym polewam kaszę-obojetnie jaka,
    choć preferuję jaglana i gryczaną). Jem to 2 razy dziennie, chociaz mogłabym
    sie tylko tym zywić :) Wczesniej tego nie miałam, więc jakby co, to ten olej
    nie mógl neutralizować pierwszej próby z 30 CH.

    > W każdym razie - uznajemy pacjenta za zdrowego, gdy może przestać w ogóle
    brać
    > jakiekolwiek leki.

    Mam nadzieje, że u mnie nadejdzie ta chwila wczesniej, niz w momencie
    stwierdzenia zgonu
    ;)

    Więc jeśli bierzesz tę 15 i jest ok, to próbuj ja odstawić.
    > Jeśli po odstawieniu dolegliwości wracają, to znaczy, że potencja jest za
    mała

    Tak i ja myslę. Jot pewnie tez, skoro dostałam 30 CH- tylko szkoda, ze
    przestaje działac po 2 dniach :(

    > (przecież nie będziesz brała do końca życia tej piętnastki). A może właśnie
    ta
    > LM (dyskutowana w tym wątku) by zadziałała dobrze?

    Własnie- pożerałam tę Waszą dyskusję i wywołała we mnie troche pretensji do
    Jota- byłam na LM (i nawet z wody to tez było zlecane)przez ponad 4 pierwsze
    miesiące kuracji /sulfur/- 4 wizyty, podczas których mówiłam, że nie czuję
    żadnej poprawy, a wręcz pogorszenie. Jesli LMka działa łagodniej, szybciej i
    dzieki niej nie ma sie gwałtownych pogorszen oraz szybciej mozna dostrzec, czy
    to ten lek, to dlaczego tyle czasu straciłam? Przeciez juz po pierwszej dawce
    było zdecydowane, długotrwałe pogorszenie. dzisiaj sama się sobie dziwie, jak
    to przezyłam- może dlatego, że nie wiedziałam nic o homeopatii, a zwłaszcza o
    LMkach i neutralizatorach.

    > Sprawdziłem - nie ma takiego zestawienia. Pulsatilla jest zestawiona tylko z
    > Sulfurem i Natrum muriaticum.

    Dzieki za sprawdzenie. Przejrze jeszcze dokładniej to, co w necie nt. sepii
    mozna wyczytać- może cos mi przyjdzie do głowy.
    >
    >
    > Tak. Pisałem już o tym, że mam takie zboczenie zawodowe do wykładów :-).

    Ha- tak czułam :)
    Po próbce Twoich umiejetności to pewna jestem, że nie nudzisz towarzystwa
    podczas tych wykładów :)

    dzieki za pomoc.
  • tom_j23 17.11.05, 20:42
    marta.gora napisała:

    >
    > Możesz na maila? Moze się zagłębie, zanim Organon do mnie dotrze :)

    Zaraz Ci wyślę.

    >
    > Ja raczej myślałam o tym, że ten lek u mnie kończy swoje działanie po 2
    > dobach (do tego jakies pół doby potzrebuje na zadziałanie).

    (...)
    > Tak i ja myslę. Jot pewnie tez, skoro dostałam 30 CH- tylko szkoda, ze
    > przestaje działac po 2 dniach :(

    No to by wynikało, że trzeba jeszcze zwiększyć potencję.


    Stefan

  • kama58 17.11.05, 21:23
    marta.gora napisała:
    > Po próbce Twoich umiejetności to pewna jestem, że nie nudzisz towarzystwa
    > podczas tych wykładów :)

    Ciekawe czy często trafiają się tak krnąbrni słuchacze jak ja :)
  • tom_j23 17.11.05, 21:27
    kama58 napisała:

    > Ciekawe czy często trafiają się tak krnąbrni słuchacze jak ja :)

    Tak :-).

    Stefan
  • anda8 20.11.05, 22:22
    Mija drugi tydzień, staram się być cierpliwa i pełna wiary:)
    nie zauwazyłam żadnych pogorszeń, ani polepszeń. Infekcja powoli traci na sile,
    ale kaszel w nocy jest, strach przed pajakami w nocy jest, nos zatkany w nocy jest.
    Czy to oznacza, że silicea LM1 nie jest trafiona?
    Czy ktos mi odpowie?
  • tom_j23 20.11.05, 23:09
    anda8 napisała:


    > Czy to oznacza, że silicea LM1 nie jest trafiona?
    > Czy ktos mi odpowie?

    Czy podałaś gdzieś na forum objawy, na podstawie których został przypisany lek?
    (jeśli tak, to podaj link). Trudno ocenić, czy lek jest nie trafiony bez
    znajomości objawów.
    Ale - z tego co pamiętam mieliście czekać trzy tygodnie, a minęły dopiero dwa,
    więc chyba z oceną trzeba jeszcze poczekać.


    Stefan

  • very_martini 20.11.05, 23:36
    Podpisuję się pod Stefanem, poczekaj jeszcze trochę. LMki są takimi
    delikatnymi,wolno działającymi potencjami.

    16%VOL
    22%VAT
  • anda8 21.11.05, 08:49
    Objawy: nawracające infekcje, zatkany nos, katar spływający do gardła, kaszel w
    nocy które to objawy rozpoczynają infekcje gardła, ucha. Ropiejące oczy. W
    wywiadzie posocznica mająca źródło w kikucie pepowiny.
    Róźnego rodzaju lęki, budzenie w nocy z powodu snów i strach przed pajakami.
    Niechęc do nowych sytuacji, osób - płacz przy oddawaniu do przedszkola,
    powtarzający się. Płacz w nocy.
    Ciągłe pytanie: pilnujesz mnie?, pamiętasz o mnie?
    Ciągłe wyznania: kocham cię, jesteś moim skarbem itd
    To są te objawy, które są ciągłe i o te najbardziej mi chodzi.
    Dzięki za odpowiedź. Idę bo znowu kaszle.
  • kama58 21.11.05, 09:43
    very_martini napisała:
    > LMki są takimi
    > delikatnymi,wolno działającymi potencjami.

    A potem szefostwo wytknie, że się niepotrzebnie doktoryzujemy ...:)
    Tymczasem dalej nie wiem, czy LM działają szybko czy wolno, a jest to jednak
    dość istotne. Opierając się natomiast na Hahn. wiadmo jedynie, że są
    (?)najdoskonalsze.
  • tom_j23 21.11.05, 13:14
    kama58 napisała:

    > very_martini napisała:
    > > LMki są takimi
    > > delikatnymi,wolno działającymi potencjami.

    > Tymczasem dalej nie wiem, czy LM działają szybko czy wolno, a jest to jednak
    > dość istotne. Opierając się natomiast na Hahn. wiadmo jedynie, że są
    > (?)najdoskonalsze.

    Lek homeo działa jak pokrętło strojenia w radiu. Musisz dostroić się do stacji,
    żeby odebrać sygnał. Jeśli nie ma rezonansu, to i "najdoskonalszy" lek jest
    tylko cukrową kulką. Nie wiem, czy widziałaś krzywe rezonansowe układów (np.
    elektronicznych). One mają wygląd "dzwonu". Ja rozumiem to tak, że lek jest tym
    lepiej dobrany im krzywa rezonansowa (pik) jest wyższy, ale jednocześnie jest
    bardziej "doskonały", gdy zbocza (narastanie rezonansu) odbywa się łagodnie.
    Porównując to do pokrętła w odbiorniku - po dostrojeniu sygnał jest wysoki, ale
    niewielki ruch w lewo, czy prawo nie powoduje od razu gwałtownej utraty stacji
    lecz płynne obniżanie sygnału.
    W takim układzie proces pobudzania siły życiowej jest właśnie "łagodny", nie
    powoduje gwałtownych reakcji i jest jednocześnie dostatecznie silny, aby
    dokonać zdrowienia. Myślę, że takiego działania właśnie szukał Hahn.
    sprawdzając różne technologie wytwarzania leku.


    Stefan


  • kama58 21.11.05, 14:16
    tom_j23 napisał:
    >Jeśli nie ma rezonansu, to i "najdoskonalszy" lek jest
    > tylko cukrową kulką.

    Skoro juz podałeś przykład ze strojeniem, to nie wiem czy miałeś sytuację, kiedy
    krecisz pokretłem , a odbiór zawsze jest charczacy. Jednak po jakimś czasie sam
    z siebie odbiornik dostraja się (tzn pewnie przyczyna zakłócenia zniknęła). Ale
    innym razem odbiór nie poprawi się. Chcąc nie chcą trzeba zadziałac inaczej
    (zmienic odbornik, przetawić, itp). Podobnie tutaj: wszelkie pytania zmierzają
    do uzyskania odpowiedzi, ile czekać?

    > W takim układzie proces pobudzania siły życiowej jest właśnie "łagodny", nie
    > powoduje gwałtownych reakcji i jest jednocześnie dostatecznie silny, aby
    > dokonać zdrowienia.

    Ja wszystkie te epitety rozumiem, ale dalej nie wiem czy LM ma dawać odznaki
    działania szybko czy nie.

    Taki przykład. Dziecko dostaje CH 200. Efekt ma być po 4 tygodniach. Ku mojemu
    wielkimu zaskoczeniu - jest, dokładnie, taki, jaki miał być (zawsze pozostanie
    ciut watpliwości, że to może jednak nie przypadek). Po drodze nie ma ŻADNYCH
    reakcji na lek.
    Drugi przypadek. Podano LM, do 3 tygodni ma nastąpić polepszenie. W międzyczasie
    są reakcje na tyle niejednoznaczne, że własciwie nie mozna odpowiedzieć czy lek
    działa. Po 3tyg. nic się nie zmienia.
    I tu powracamy do punku wyjścia: czy LM ma zachowywać się jak niska czy jak
    b.wysoka potencja i kiedy brak reakcji oznacza jednoznacznie, że lek nie działa?

  • tom_j23 21.11.05, 15:13
    kama58 napisała:


    > Ja wszystkie te epitety rozumiem, ale dalej nie wiem czy LM ma dawać odznaki
    > działania szybko czy nie.

    To zależy od jakości "dostrojenia". Dobrze dobrany lek "zwykły" (nie LM)
    zadziała szybciej od niedobranego LM (bo ten nie zadziała w ogóle) :-).

    Moim zdaniem nie ma tu jednej reguły (powiedzmy dzień, tydzień czy miesiąc).
    Wszystko zależy od stanu pacjenta, jego indywidualnej podatności na leczenie
    homeopatyczne (kiedyś pisałem o klasyfikacji pacjentów ze względu na podatność
    na leczenie homeopatyczne) i pewnie wielu innych spraw (np. trybu życia,
    antydotowania leku, itp.).
    Oczywiście inaczej też będziemy na sprawę patrzeć w stanach ostrych, a inaczej
    w przewlekłych. Moim zdaniem - w stanie ostrym reakcja powinna być szybka (do
    doby). Jeśli takiej reakcji nie ma - to chyba nie ma dostrojenia.

    Par 250
    "Bystry, dokładnie obserwujący przebiego choroby mistrz sztuki uzdrawiania
    zauważy w ostrej chorobie już po 6, 8, 12 godzinach, że podany przez niego lek
    był niewłaściwy, gdyż wystąpiły nowe objawy i dolegliwości, a stan chorego
    wyraźnie z godziny na godzinę ulega stopniowemu pogorszeniu (...)"

    W stanie chronicznym - to jest jedna wielka niewiadoma (jak długo pacjent
    choruje, ile schorzeń współistnieje, jaka jest jego witalność). Tu czas
    oczekiwania będzie uzależniony od doświadczenia lekarza. Jeśli ma doświadczenie
    i jest pewny tego co robi - to trzeba mu zaufać i tyle.



    > Drugi przypadek. Podano LM, do 3 tygodni ma nastąpić polepszenie. W
    > międzyczasie są reakcje na tyle niejednoznaczne, że własciwie nie mozna
    > odpowiedzieć czy lek działa.

    Dlatego trzeba czekać.


    > I tu powracamy do punku wyjścia: czy LM ma zachowywać się jak niska czy jak
    > b.wysoka potencja i kiedy brak reakcji oznacza jednoznacznie, że lek nie
    > działa?

    Na podstawie tego co przeczytałem w różnych miejscach - miesiąc (do 40 dni)
    jest takim okresem, po którym powinna być jakaś reakcja nawet w stanie dość
    przewlekłym.
    Jest tu jeszcze kwestia obiektywnej oceny stanu pacjenta. W chorobie ostrej
    stan pogarsza się i poprawia w sposób widoczny. W chorobie przewlekłej - te
    zmiany mogą być bardzo delikatne i rozciągnięte w czasie tak, że pozornie nic
    się nie dzieje.


    Stefan

  • kama58 21.11.05, 16:04
    tom_j23 napisał:

    > Moim zdaniem nie ma tu jednej reguły (powiedzmy dzień, tydzień czy miesiąc).
    > Wszystko zależy od stanu pacjenta, jego indywidualnej podatności na leczenie
    > homeopatyczne

    Przy ucziwym i mądrym homeopacie - nie ma problemu. Kłopot zaczyna się wtedy,
    kiedy stajemy się królikiem doświadczalnym za niemałe pieniądze. Dlatego upieram
    się, aby wymuszać na lekarzu informowanie o przewidywanych reakcja i czasie
    zdrowienia oraz ostroznie podchodzić do tych, którzy ciągle nakazują czekać,
    czekać i jeszcze raz czekać.

    > Oczywiście inaczej też będziemy na sprawę patrzeć w stanach ostrych, a inaczej
    > w przewlekłych. Moim zdaniem - w stanie ostrym reakcja powinna być szybka (do
    > doby). Jeśli takiej reakcji nie ma - to chyba nie ma dostrojenia.

    Oczywiście, że w stanch ostrych jest prościej, ale i tu bywają niejednoznaczne
    sytuacje.

    > Par 250
    > "Bystry, dokładnie obserwujący przebiego choroby mistrz sztuki uzdrawiania
    > zauważy w ostrej chorobie już po 6, 8, 12 godzinach, że podany przez niego lek
    > był niewłaściwy, gdyż wystąpiły nowe objawy i dolegliwości, a stan chorego
    > wyraźnie z godziny na godzinę ulega stopniowemu pogorszeniu (...)"

    A ilu homeopatów w naszej rzeczywistości jest takim obserwatorem?

    > W stanie chronicznym - to jest jedna wielka niewiadoma (jak długo pacjent
    > choruje, ile schorzeń współistnieje, jaka jest jego witalność). Tu czas
    > oczekiwania będzie uzależniony od doświadczenia lekarza.

    I dlatego trzeba jasno powiedzieć, że przy stanach przewlekłych pacjent
    podejmuje spore ryzyko, czasami uwieńczone sukcesem, a czasami - nie, z różnych
    przyczyn.

    > Jest tu jeszcze kwestia obiektywnej oceny stanu pacjenta. W chorobie ostrej
    > stan pogarsza się i poprawia w sposób widoczny. W chorobie przewlekłej - te
    > zmiany mogą być bardzo delikatne i rozciągnięte w czasie tak, że pozornie nic
    > się nie dzieje.

    Otóż to ...
  • kama58 21.11.05, 09:47
    anda8 napisała:

    > nie zauwazyłam żadnych pogorszeń, ani polepszeń.

    Dla mnie jest to zasadnicze pytanie w homeopatii - do kiedy w takiej sytuacji
    czekać, wierząc, że lek zadziała?

    > Infekcja powoli traci na sile,

    Większość infekcji przechodzi sama z siebie.

  • anda8 21.11.05, 12:23
    Dla mnie tez to jest ważne, bo czekanei 3 tygodnie po to żeby pojśc na kolejna
    wizytę i zabulic kolejne 100zł i znowu czekac po podaniu jednej kulki jest dla
    mnie dużym wysiłkiem i próba cierpliwości. jedyne co mnie trzyma w kupie, to
    fakt, że leczenie dotychczasowe konwencjonalne nie sparwdziło się zupełnie.

    Mam wrażenie, że jako konstytucja, ta silicea nie ma sensu, ale może (oby) się
    mylę. Chyba że to nie konstytucja.
    A do objawów dorzuciałabym zanikające i pojawiające się zmiany na dłoniach,
    zgrubiała, ostra, zaczerwieniona, popekana skóra
  • tom_j23 21.11.05, 12:59
    anda8 napisała:

    > Objawy: nawracające infekcje, zatkany nos, katar spływający do gardła, kaszel
    > w nocy które to objawy rozpoczynają infekcje gardła, ucha. Ropiejące oczy. W
    > wywiadzie posocznica mająca źródło w kikucie pepowiny.
    > Róźnego rodzaju lęki, budzenie w nocy z powodu snów i strach przed pajakami.
    > Niechęc do nowych sytuacji, osób - płacz przy oddawaniu do przedszkola,
    > powtarzający się. Płacz w nocy.
    > Ciągłe pytanie: pilnujesz mnie?, pamiętasz o mnie?
    > Ciągłe wyznania: kocham cię, jesteś moim skarbem itd
    > To są te objawy, które są ciągłe i o te najbardziej mi chodzi.
    > A do objawów dorzuciałabym zanikające i pojawiające się zmiany na dłoniach,
    > zgrubiała, ostra, zaczerwieniona, popekana skóra

    Pewnie porównałaś już te objawy ze skanem od Jonki. Co się rzuca w oczy - to
    ropienie (to objaw wiodący Silicei).
    Inne objawy - moim zdaniem - są mało charakterystyczne dla Silicei.
    Jeśli chodzi o lęki, to najsilniej (u Kenta) ma je zaznaczone Arsenicum. Potem
    Phos., Calc., Acon., Sulphur. Silicea - gdzieś na końcu (jeśli w ogóle).
    Zmiany skórne też nie są wynienione w objawach wiodących (na skanie).


    > Dla mnie tez to jest ważne, bo czekanei 3 tygodnie po to żeby pojśc na kolejna
    > wizytę i zabulic kolejne 100zł i znowu czekac po podaniu jednej kulki jest dla
    > mnie dużym wysiłkiem i próba cierpliwości. jedyne co mnie trzyma w kupie, to
    > fakt, że leczenie dotychczasowe konwencjonalne nie sparwdziło się zupełnie.

    Trudno coś doradzić. Dwa tygodnie to za mało na ostateczną ocenę leczenia, ale
    możesz zrobić wywiad środowiskowy i spróbować dowiedzieć się, czy Twój lekarz
    ma sukcesy i czy inni pacjenci są zadowoleni.


    Stefan

  • anda8 21.11.05, 17:06
    Calcarea phosphorica brał Ch200, ale też bez efektów - u poprzedniej pani doktor.
    Ale kiedy uderzyła stramonium Ch200 i dziecko z dnia na dzień stawało sie bez
    kontaktu, dałam spokój i zmieniąłm lekarza.
    Jestem przekonana do homeopatii i to że dziecko wyrasta mnie nie przekonuje. To
    moej trzecie dziecko i starsze tez chorowały, ale nie w ten sposób. Zanim
    wyrosnie władowałabym w niego tysiąc antybiotyków i innego szmelu a to według
    mnie nie jest bez znaczenia dla dalszego zycia. Sama jestem tego przykładem, bo
    przez kilka lat antybiotyk brałam raz na miesiąc a teraz jestem słaba, zapadam
    na wszelkie zarazy. W tym roku po dolivaxilu nie jestem chora, chociaz cała moja
    rodzina ( część niezaszczepiona dolivaxilem) jest chora, a to jest niemal cudem.
    A to że nie rozumiem jak to działa? trudno. Wiem jak działa antybiotyk? Tak
    tylko mi się wydaje, bo to jakie daje efekty uboczne wiedza tylko niektórzy, a
    10 lat temu i oni nie wiedzieli. Pozyjemy, zobaczymy,
  • anda8 23.11.05, 10:30
    wróciło kasłanie w nocy, nos zatkany tak na sucho, jakby miał tam pełno
    pozasychanych glutów - w nocy , w dzień na mokro bardziej, strach przed
    nadchodzącą nocą. Przed zasnięciem chodiz po kilka razy siku i płacze, a jak
    ktos z nim jest przestaje. W nocy jak sie obudzi od razu wyje, mam dosyc.
    Zadzwonić do niego
  • kama58 21.11.05, 14:19
    anda8 napisała:

    > Dla mnie tez to jest ważne, bo czekanei 3 tygodnie po to żeby pojśc na kolejna
    > wizytę i zabulic kolejne 100zł i znowu czekac po podaniu jednej kulki jest dla
    > mnie dużym wysiłkiem i próba cierpliwości.

    I to jest, niestety, ta ciemniejsza strona leczenia homeo.

    >Jedyne co mnie trzyma w kupie, to
    > fakt, że leczenie dotychczasowe konwencjonalne nie sparwdziło się zupełnie.

    Na pocieszenie, z NIEKTÓRYCH chorób po prostu się wyrasta, bez jakiegokolwiek
    leczenia.

  • anda8 21.11.05, 16:58
    Stefan, on kiedys dawno miał podany phosphor 200CH u poprzedniego homeodoka.
    Powodem głównym były wybroczyny, które w czasie kaszlu pojawiały sie wokół oczu
    i na policzkach. Oczywiście miał też zatkany nos i kasłał.
    Po tym Phosphorze natychmiast zaczęło mu sciekac z nosa, stał sie bardzo wesoły,
    sam zaczepiał znajomych, nie trzymał sie spódnicy.
    Mówiłam o tym Jotowi, ale on pwoiedział, może i mógłby byc ten fofor ale narazie
    silicea. I tyle.Może to jakis pomysł. Doktor Jot z Lublina ma dobra opinię i z
    taką się zetknełam.
    No cóż zobacze co powie mi 30 listopada.
  • tom_j23 21.11.05, 17:27
    anda8 napisała:

    Myślę, że będzie dobrze. Wiesz - Ty przedstawiasz kilka objawów, a wywiad
    przecież trwał na pewno dłużej. A i samo obejrzenie pacjenta dużo daje. Silicea
    jest lekiem skazy sykotycznej. Może doktor doszukał się elemetów tej skazy
    (może w powiązaniu ze szczepieniami), może znalazł inne charakterystyczne
    cechy, o których Ty nie wspomniałaś, ale On je zobaczył.
    Bądź dobrej myśli.


    Stefan
  • anda8 23.11.05, 15:19
    do tego wszystkiego mam wrażenie, że on gorzej słyszy.
    Został nam tydzień do wizyty, najchętniej juz bym z nim pogadała.
  • anda8 02.12.05, 23:16
    ja musze byc dobrej mysli:)
    Ale i tak pasuje mi do niego ( Tomka) bardziej phosphor;)
  • marta.gora 21.11.05, 20:06
    Ando- wypisz, wymaluj- to ja sprzed 10 miesiecy, kiedy zaczynałam przygode z
    homeopatia u mojego syna:)
    Tez dokładnie przezywałam to samo. NIC nie widziałam, żadnej poprawy, wielkie
    ZERO. Ale przetrzymałam i warto było. Tak naprawde to nie masz innej
    alternatywy dla koleknych antybiotyków. Może startujesz z nowym homeodokiem w
    niezbyt fortunnym czasie, tj, jesienią- to w sumie najgorszy czas dla dzieci-
    często coś łapią i w sumie trudno sie połapac, czy to nowe przeziebienie, czy
    reakcja na lek. Chociaz znowu ja zaczełam pod koniec zimy, to i tak nie
    wiedziałam, czy to nowa choroba, czy przypominanie. W sumie to i tak znaczenia
    nie miało, bo nie podawałam nic oprócz kulek wg przykazań Jota.
    Pierwsze efekty możesz zauważyc gdzies około Świat- ale to tylko taka moja
    sugestia.
    Duzo zdrowia dla twojego synka.

    PS Mój nadal bez kulek. To juz 7 miesięcy bez kulkowego wspomagania :)
  • anda8 23.11.05, 15:17
    wróciło kasłanie w nocy, nos zatkany tak na sucho, jakby miał tam pełno
    pozasychanych glutów - w nocy , w dzień na mokro bardziej, znowu strach przed
    nadchodzącą nocą. Przed zasnięciem chodzi po kilka razy siku i płacze, a jak
    ktos z nim jest przestaje. W nocy jak sie obudzi od razu wyje, mam dosyc.
    Zadzwonić do niego?
    A dzisiaj lata siku na okrągło.
    Prosze Was żebyście mieli rację, co?
  • marta.gora 24.11.05, 19:31
    Jak lata siku, to może jaka infekcja mu sie przyplatała i stąd to pogorszenie?
    Czy dzwonić? Kurczę- po moich przejsciach ja nie dzwoniłabym juz, bo to u mnie
    za każdym razem powodowalo pogorszenie, zamiast polepszenia (tzn. podawanie z
    wody wg zalecen Jota), czyli czekałabym na umówiona wizyte bez podawania
    czegokolwiek dodatkowo. No ale zadzwoniłabym, gdyby pojawiło się cos nowego
    albo coś bardzo niepokojącego.
    Trzymam za Ciebie kciuki.
    A razcej za Was :)
  • anda8 24.11.05, 22:09
    dzieki martusiu:)
    i to juz mi sie w nim nie podoba........uprzedzam sie, czy co?
    Dzisiaj zapytałam jednego chłopaka z Lublina czy chodził do Jota, mówił że był
    raz i wymiękł, bo facet jest bez kontaktu. Homeopata bez kontaktu? Szok.
    No i polecił mi babeczke, do której ja chodziłam bez wiekszych efektów wczesniej:)
    Chwalił ją.
    No cóż, czekam.
    A do tej babeczki można było dzwonić i dzwonić i dopytywać. nawet do domu
    czasami przyjechała
  • marta.gora 24.11.05, 22:28
    anda8 napisała:

    > dzieki martusiu:)
    > i to juz mi sie w nim nie podoba........uprzedzam sie, czy co?
    Ale co Ci się w nim nie podoba? Przeciez mozna do niego dzwonić w godzinach,
    które podał :) Ja tak robiłam przede wszystkim u syna- i było OK. Ale co do
    mojej osoby- jakos te jego rady były może na wyrost, bo w końcu przez telefon
    nie rozmawial długo, nie widzial mnie na oczy. Ja z kolei może nie wiedziałam,
    że to pogorszenie homeopatyczne, a skoro zadzwoniłam, to może on był
    przekonany, że to na pewno nie pogorszenie homeopatyczne, bo nie dzwoniłabym z
    czyms takim. No nie wiem. Jestem natomiast zdania, że inaczej mozna doradzic
    zbierając dokładny wywiad, a tego nie da sie zrobic przez telefon, stąd
    mozliwośc pomyłki :( i w konsekwencji pogorszenie samopoczucia jak w moim
    przypadku.
    Jot bez kontaktu? Dla mnie to typ flegmatyka, ale nie zauwazyłam, by był bez
    kontaktu. Pewnie to kwestia odbioru.
    Może jednak zadzwoń i dopytaj?
  • anda8 24.11.05, 22:11
    ja mam wrażenie, że on sika bo boi się zasnąć. Sika głównie wieczorem i w nocy
    jak się obudzi i boi się. Mówi że go nie boli nic.
    Niestety dałam mu urosept.
    To jest własnie spowodowane tym, że boje się dzwonic.
  • marta.gora 24.11.05, 22:35
    A może coś się stało w przedszkolu i maly tak Ci reaguje?
    Czy wczesniej tak sie nigdy nie zachowywał?
    A może na jakis czas przeprowadzić sie do niego do pokoju albo jego na chwilę
    zameldować w waszym pokoju? W końcu to problem niemały. Mój mały wstawal w nocy
    do 4. urodzin- nie płakał, ale urządzał takie nocne wędrówki ludów- przychodzil
    do nas do pokoju (po ciemku). No to ja wstawałam i odprowadzałam go do
    łóżeczka, i zasypial sam. Bez żadnego płaczu. Tak, jakby chcial sprawdzic, czy
    jesteśmy. Na szczęście- wyrósł z tego, a było to męczące tak jak i 10-
    miesięczny kaszel.
    Może wystarczy mu zapalnoa maleka lampka w pokoju?
    A jesli to zupełna odmiana, to pewnie zadzwoniłabym jednak do Jota.
    Pisz, co dalej :)
  • anda8 25.11.05, 18:56
    nie dzwonię........zostało mi czasu do środy.
    Jeżeli chodzi o leki w nocy, to między innymi powód dla którego szukałam ratunku
    w homeopatii.
    Nic sie nie zmienia. gardło czerwone, kaszel w nocy, zaschnięty, chrapiący w
    nocy nos, zmiany skórne na dłoniach.

    Te zmiany przy leczeniu wczesniejszym ( u innego homeodkoa) znikły, ale
    podawałam ich kilka i nie wiem po czym:) albo pulsatilla, albo phosphor, albo
    krople notakehl, nie wiem
  • marta.gora 25.11.05, 21:44
    To trzymam kciuki, by sie obeszło bez telefonu do środy.
    Zmiany skórne schodza chyba ostatnie, więc pewnie jest jeszcze zdecydowanie za
    wczesnie.
    Pozdrawiam.
    I czekam na kolejne sprawozdania :))
  • anda8 28.11.05, 10:19
    Mam chyba kryzys:(
    Mam nadzieje, że wizyta w środę u Jota zmieni ten stan.
    Zaczynam znowu myslec, że to pasozyty, a może candida w jelitach i że zamiast
    za to się zabrać wywalam pieniądze na kuleczki które nic nie pomagają. A w
    międzyczasie moje dziecko coraz bardziej słabnie.
    Help
  • akownik 28.11.05, 11:32
    Jeśli chcesz napisz na pocztę co dolega dziecku.
  • anda8 28.11.05, 14:08
    dzięki Akowniku, napisze do Ciebie długi list i wyślę:)
  • marta.gora 30.11.05, 19:08
    Jak było? Coś się zmieniło?
    Trzymam kciuki za ciebie i Twojego synka.
    Ja nadal myślę intensywnie nad swoją sytuacją :(
  • anda8 01.12.05, 14:47
    Byłam, wyszłam i długo myślałam nad tym czy powinnam wrócić.
    Wyobraź sobie, że J stwierdził, że nic nie podajemy już, czekamy.
    Na moje wątpliwości, że przecież w zasadzie niewiele się zmieniło, że boje się
    o jego słuch, i w ogóle o niego, zaczął się tak wymądrzać, jakby lepiej znał
    Tomka ode mnie. Niby to co mówił ma ręce i nogi i ta jego siła tez jest
    przekonująca, ale mi jako "matce umęczonej" trudno jest tak mu zawierzyć.
    Powiedz mi jaki Ty masz z nim kontakt, chodzi mi o sposób rozmowy, słuchania.
    Mam wrażenie, ż eon słucha tylko tego, co chce usłyszeć i niczego nie tłumaczy.
    na koniec stwierdził, ze najgorzej leczyc dzieci lekarzy, pielęgniarek,
    nauczycieli i psychologów. Powiedział, że Tomek w zasadzie po tej sepsie nie
    doszedł nigdy do siebie, a teraz to wymaga czasu.
    Najbardziej cieszył się, że Tomek po powrocie do przedszkola nie płakał ( to
    fakt) i że brał udział w rozmowie podczas wizyty, czego na pierwszej nie robił.
    Tylko, że Tomek taki jest bez względu na wszystko, najpierw jest speszony a
    potem jest coraz bardziej smiały.
    Głupia juz jestem, bo może on ma rację a może wcale nie.
    Dla mnie te 3 krople silicei to bardzo mało, żeby czekac na działanie tyle
    czasu.
    Nie podoba mi sie jego podejście do mnie, ale to byłoby zupełnie nieważne,
    gdyby moje dziecko doszło do równowagi. Jak zobaczyłam jego migdałki wczoraj u
    niego, to zbaraniałam: olbrzymie, przekrwione a w głebi taki białe kropki jak
    afty.
    Do uszu zaglądął i powiedział że w prawym coś się działo, ale jest ok.
    Rączki obejrzał, zbadał.
    Zapytałam czy moge zadzwonić jakby co, ale najpierw mówił, że jemu
    najprawdopodobniej nieiwele to powie o stanie dziecka, co ja mu powiem, a potem
    jak zapytałam na co w takim razie zwrócić uwagę, powiedział, że to ja powinnam
    wiedzieć jako matka.
    Dziwny jest jakiś.
    Mój mąż, od razu powiedział, ze to ostatnia wizyta, ale ja nie wiem, bo twoje
    doświadczenie mówi mi żeby jeszcze czekac. Czy znasz jeszcze kogos kogo
    wyprowadził?
    Dzięki za wszystko:)
  • marta.gora 02.12.05, 22:12
    anda8 napisała:

    > Wyobraź sobie, że J stwierdził, że nic nie podajemy już, czekamy.

    Zanim mój syn dostał potencje 1000, to przez jakieś 2 miesiące dostał 2 razy ch
    30 (o ile pamietam). Na poczatku przez ten czas właśnie nic sie nie działo.
    Zupełna cisza. Może J ma taka strategię- przećwiczona i wypracowana na innych
    pacjentach?

    > Na moje wątpliwości, że przecież w zasadzie niewiele się zmieniło, że boje
    się
    > o jego słuch, i w ogóle o niego, zaczął się tak wymądrzać, jakby lepiej znał
    > Tomka ode mnie. Niby to co mówił ma ręce i nogi i ta jego siła tez jest
    > przekonująca, ale mi jako "matce umęczonej" trudno jest tak mu zawierzyć.

    Tez przerabiałam to samo :) W końcu to nawet chodziłam z moim na wizyte tylko
    dlatego, by sobie niczego nie zarzucić, ze jednak przedwczesnie mogłam
    zrezygnowac (poczytaj mój watek z marca ). Dałam sobie czas do wakacji, bo i
    tak nie miałam innego wyboru. Na i zdecydowana poprawa nastapiła szybciej :)
    Odpukać (puk! puk!) trwa ona do dziś :) Żadnych smarków, kaszlu czy innych
    historii :) Powoli zapominam o tym, na czym może polegać wirusówka u
    dzieci :)))

    > Powiedz mi jaki Ty masz z nim kontakt, chodzi mi o sposób rozmowy, słuchania.
    > Mam wrażenie, ż eon słucha tylko tego, co chce usłyszeć i niczego nie
    tłumaczy.

    Potwierdzam w całej rozciągłości, niestety :( To jest bardzo fatalna cecha u
    niego. Doprowadziła zreszta dokładnie rok temu mnie do pierwszego załamania
    zaufania w stosunku do jego osoby- pierwszego, ale za to podwójnego: po
    pierwsze; na moje skargi dotyczące kompletnego osłabienia fizycznego,
    niemozności wykonania wiekszych wysiłków fizycznych typu szybszy marsz, kazał
    mi codziennie jeżdzic na rowerze (mam stacjonarny) i codziennie o 1 minute
    wydłużać czas "treningu"... Poczułam sie jak ktoś, kto był nieprzytomny przez
    pare tygodni albo leżał plackiem w łóżku przez taki okres (bo taki był kaprys)
    i dlatego KONDYCJA, SPRAWNOŚĆ znikły. A to nie było tak! Ja po chorobie nie
    odzyskałam sił, jestem jakby nadal w okresie rekonwalescencji i mówiłam to przy
    każdej wizycie! Ja nie męczyłam się szybciej, niz zwykle podczas takiej jazdy-
    ja po prostu nie miałam siły, by w ogóle zacząc kręcić pedałami. Poza tym- ja
    mam szczupłe, długie nogi; mój problem to tłuszcz na brzuchu, plecach i klatce
    piersiowej- takie wałki po bokach, a jeżdżenie rowerkiem nijak nie spowoduje
    utratę tłuszczu w tych miejscach. Ja potrzebuje siły, bym mogła poćwiczyć
    aerobik czy wreszcie popływać. Pare dni po tej wizycie robiłam kontrolna
    morfologię (przed wizytami u J była na granicy normy) i byłam na kontrolnej
    wizycie u lekarza, który mnie prowadził (zakaźnik). Morfologia- niedokrwistość,
    kiepski bardzo rozmaz krwi, a głównie duże zastrzeżenia co do leukocytów. Pytam
    lekarza o przyczyne osłabienia siły mięśniowej i o trening na rowerze. I co
    usłyszałam? Że przeciez przyczyną są zaburzone procesy energetyczne w
    komórkach, które zostały uszkodzone przez wirusa i duzo czasu może minąć, nim
    wszystko wróci do normy, a trening może tylko pogłębić te uszkodzenia :( No i
    wtedy zdecydowałam sie na Iskial i Geriavit, na który usilnie namawiał mnie
    zakaxnik od paru miesięcy. W duzym stopniu poskutkowało, choc osłabienie nadal
    sie utzrymuje.
    Po drugie- wtedy na tej wizycie zgłaszałam zdecydowane pogorszenie. Było to
    kilka dni po tym, jak wzięłam sulfur L z wody, wg zaleceń J na wypadek jakiegos
    pogorszenia. Tak mi zalecił na wcześniejszej wizycie i kazał wziąć podstawową
    dawkę sulfuru LM i obserwować się miesiąc, bo przez ten okres powinno sie cos
    dziać. Jesli po miesiącu cos sie przytrafi, to miałam sobie zafundowac LMke z
    wody. Na tej wizycie był także mój mąż, więc usłyszał to samo, co ja. Po 6 tyg.
    od pełnej dawki zaczeło się zdecydowane pogorszenie, więc wziełam z wody. A j
    na wizycie stwierdził, ze to kolejne pogorszenie (po sulfurze z wody) wynika z
    tego, że niepotrzebnie wziełam te dawke, bo to były pewnie pbjawy
    przypominania! Bo pełna dawka moze działac nawet po miesiącu! Nie chiał
    przyznac, że potencji nie dobrał (albo i leku), ale i tak zmienił mi wtedy na
    CH 15 (o jazdach po sulfurze -własnie po tym- pisałam tu we wrzesniu).

    >
    > Powiedział, że Tomek w zasadzie po tej sepsie nie
    > doszedł nigdy do siebie, a teraz to wymaga czasu.

    Tu mogę mu przyznac rację- na moim własnym przykładzie; banalna infekcja, która
    u prawie wszystkich przebiega bezobjawowo i nie wymaga leczenia, u mnie
    poczyniła spustoszenia w organizmie i doprowadziła go do ruiny, czyli zespołu
    przewlekłego zmeczenia ( J nie uznaje tego "rozpoznania", zreszta- fundując mi
    Pulsatillę niejako dał temu wyraz- bo ona jest w sam raz dla
    rozhisteryzowanych, depresyjnych kobiet- tylko ja się akurat do nich nie
    zaliczam). O ile pamietam, Twój synek jako maleństwo był w powaznym stanie, a
    dokładając do tego skutki działania antybiotyków zwłaszcza na tak młody
    organizm, to ma to jakies naukowe uzasadnienie.

    > Głupia juz jestem, bo może on ma rację a może wcale nie.
    > Dla mnie te 3 krople silicei to bardzo mało, żeby czekac na działanie tyle
    > czasu.
    Gdybym na poczatku tego roku wiedziała to, co wiem teraz, to po II wizycie,
    kiedy dostal znowu tylko 3 kulki CH 30 na miesiąc, to uciekłabym od niego,
    gdzie pieprz rosnie :) No widzisz- to w porównaniu do silicei i tak wypada o
    wiele "bladziej" :)

    > Nie podoba mi sie jego podejście do mnie,

    Ja takich zastrzeżeń nie miałam tylko podczas pierwszej wizyty; potem u mnie
    tez "podpadał".

    . Jak zobaczyłam jego migdałki wczoraj u
    > niego, to zbaraniałam: olbrzymie, przekrwione a w głebi taki białe kropki jak
    > afty.

    Jesli NIC się nie dzieje, stan się nie pogarsza, to po co TAM zagladasz
    dziecku ;-) Jesli to ma być angina, to na pewno bez gorączki sie nie obędzie.

    > Zapytałam czy moge zadzwonić jakby co, ale najpierw mówił, że jemu
    > najprawdopodobniej nieiwele to powie o stanie dziecka, co ja mu powiem,

    No niby ma racje, ale i nie ma racji. A może doszedl do wniosku, że juz nic się
    dziac nie bedzie? Może tego sie trzymaj?

    a potem
    > jak zapytałam na co w takim razie zwrócić uwagę, powiedział, że to ja
    powinnam
    > wiedzieć jako matka.

    Ja tez to słyszałam. Na poczatku bardzo, bardzo mnie to denerwowało, ale
    dziaisj wiem, że mial rację- bo jakąś różnicę w czym kolwiek NA PEWNO zauwazysz
    własnie z tego powodu, że jestes matką. Pisałam Ci kiedys, abyś na siłę nie
    szukała zmian. Ja u mojego synka zmiany zauważyłam dopiero po jakims czasie,
    retrospektywnie na zasadzie "kiedyś tak nie miał", bo zmiany nie były nagłe, z
    dnia na dzien, ale jakos tak rozłozone w czasie.

    > Mój mąż, od razu powiedział, ze to ostatnia wizyta, ale ja nie wiem, bo twoje
    > doświadczenie mówi mi żeby jeszcze czekac. Czy znasz jeszcze kogos kogo
    > wyprowadził?

    Ando- nie znam sytuacji Twojego synka, jego stanu zdrowia, więc nie wiem, co ja
    zrobiłabym na Twoim miejscu. Wiem tylko, że nie rezygnowałabym zbyt wczesnie, a
    wg mnie do świat czy Nowego roku MUSI juz się coś wyjaśnić, jesli lek jest
    dobrze dobrany. Po tym czasie dałabym sobie z nim spokój. Jesli chodzi o osoby
    dorosłe, to znam kilka takich, które się leczą i słyszę to od paru lat (telefon
    do niego dostałam prawie 4 lata temu od osoby, która juz wtedy u niego sie
    leczyła i robi to do dziś; skutek mierny, ale zgania to na swój brak
    systematyczności). Natomiast osobiście znam 3 dzieci (oprócz mojego syna),
    ktorym pomógł autentycznie; o kilku nastepnych tylko słyszałam.
    czekałam na relacje od Ciebie, bo miałam nadzieje, że jednak napiszesz cos
    bardziej pocieszającego- to mnie zmobilizowałoby do kontynuowania leczenia u J.
    Ja definitywnie zrezygnowałam z wizyt u niego- przynajmniej do końca tego
    miesiąca. Parę dni temu byłam u rodzinnej ( ta moja w ciąży nie przyjmuje, a
    szkoda- podpytałabym, do kogo on
  • marta.gora 02.12.05, 22:15


    Natomiast osobiście znam 3 dzieci (oprócz mojego syna), ktorym pomógł
    autentycznie; o kilku nastepnych tylko słyszałam.
    czekałam na relacje od Ciebie, bo miałam nadzieje, że jednak napiszesz cos
    bardziej pocieszającego- to mnie zmobilizowałoby do kontynuowania leczenia u J.
    Ja definitywnie zrezygnowałam z wizyt u niego- przynajmniej do końca tego
    miesiąca. Parę dni temu byłam u rodzinnej ( ta moja w ciąży nie przyjmuje, a
    szkoda- podpytałabym, do kogo ona chodzi), wykupiłam zlecony metformax, a do
    tego geriavit. Po miesiącu zdecyduję, co dalej. Jesli waga nadal nie drgnie,
    osłabienie nadal bedzie takie same, to znajdę się w kropce.
    Ja jestem w bardzo niezręcznej sytuacji- z prowadzenia syna nie zrezygnuję,
    więc pewnie od czasu do czasu będziemy sie widywac. Nie mam pojecia, jak sie
    wtedy zachowac, co mówic odnosnie swojej sytuacji. Chyba tylko to, że chwilowo
    zawiesiłam broń.
    Serdecznie pozdrawiam
    M.

    PS Mam nadzieje, że Szanowni Admini FORUMA nie bedą mieć nam za złe
    tej "prywaty" i tak długich moich wywodów
    ;0)
  • anda8 02.12.05, 23:07
    no to ja krótko:
    dziekuję,bardzo mi pomagasz.
    I ja ze swojej strony pzrepraszam za prywatę, ale może ktos z tych wynurzeń
    skorzysta:)
  • kama58 03.12.05, 00:03
    anda8 napisała:
    >ale może ktos z tych wynurzeń
    > skorzysta:)

    Ależ oczywiście, że skorzysta:)
    A przy okazji jeszcze bardziej namiesza (to ja).
    Niestety, nie da się na 100% przewidzieć, czy czekanie na odpowiednią reakcję ma
    sens i wielu doświadczonych homeopatów też nie wie, czy kuracja będzie
    przebiegała bez komplikacji. W przypadku dzieci najlepiej jednak dokąd się da
    przy infekcjach zachować zimną krew, ale jednak nie ufać bezgranicznie lekarzowi
    w przypadku narastającego cały czas pogorszenia.
  • anda8 04.12.05, 14:37
    no i już........tak jak mówiłam na ostatniej wizycie, Tomek sie wyłozył: ból
    ucha prawego, na które skarzy sie od czasu do czasu od wrzesnia, temperatura, w
    nocy 38,6 i apatia, nos zatkany, sika za czesto jak na mój gust.
    Dzwoniłam i mam czekać, dzisiaj znowu zadzwonić.

    Ile takie pogorszenie trwac może, żeby stwierdzic, ze to nie pogorszenie, czy
    przypomnienie, tylko nowa infekcja? Jak długo może działac takie LM1?
  • marta.gora 04.12.05, 16:00
    Ando! Tak mi przykro :(
    Nie znam sie zupełnie na tym, ale tak mysle, że pogorszenie chyba nie powinno
    być długie, tzn. powinno trwac mniej niż choroba. Z drugiej strony z Organonu H
    wynika, ze choroba sie leczy, jesli pojawi sie druga- podobna do niej, ale
    silniejsza. I ponoć homeopatia taka "chorobe" ma wywołać. Tak sobie
    przypominam, ze mój syn chorował w trakcie zdrowienia (tj. po kulkach) jeszcze
    ze 2-3 razy, z tym, że za pierwszym razem (chyba) dostał wysokiej gorączki, a
    takiej nie miewał za często; no i doszło zapalenie ucha, którego wcześniej
    nigdy nie miał. Ale po tej chorobie nastepne były niewielkie, tzn. jakos
    szybciej z tego wychodził, aż skończyło sie ostatecznie chorowanie.
    Tylko, że mój tak chorował po CH 30, a po ch 1000 jego reakcje były słabsze.
    Kurcze- mam nadzieje, że jednak poradzi sobie z tym organizm Twojego synka.
    Trzymam kciuki i czekam na kolejne relacje- i mam nadzieje, ze choć troche
    powieje z nich optymizmem.
    Marta
  • anda8 05.12.05, 09:23
    jeżeli ja mam podobne objawy - ból swędzący ucha i węzła po prawej i zatkany
    noe po prawej, to chyba nie przypomienie u Tomka?
  • akownik 05.12.05, 10:57
    Zajrzyj do skrzynki gazetowej.
  • anda8 05.12.05, 09:22
    czekać, czekać
    a Tomek ma regularne 39, migdały wielkie obrzmiałe i z ropą, biały język.
    Dzisiaj zadzwonię i to zadecyduje pewnie, czy będę do n iego chodziła.
  • anda8 05.12.05, 17:14
    w południe Tomek dostał 40 stopni, Pan Jot mógł nas przyjąc o 18,30.
    Poszlismy tam, gdzi enas przyjeli: zaawansowana angina ropna i perforacja ucha
    prawego ropna!!!!!!!!
    U lekarza dostał drgawek.
    Dostalismy leki i ........mój mąz się zagotował - nie pójdziemy juz do Jota.
    I to już koniec klasycznej homeopatii.
  • akownik 05.12.05, 18:17
    Właśnie dlatego poznaję homeopatię kliniczną.
  • marta.gora 05.12.05, 20:06
    Tak mi przykro :(
    Życzę szybkiego zdrowienia dla Twojego synka.
    Cos ostatnio J sie nie sprawdza :(
    Mam tylko nadzieje, że mojemu synkowi dobrze dobrał lek i zadziała w razie
    choroby.
    Ja od rana jestem na influenzinie- mnie tez dopadły jakies wirusy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka