• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

autostrady: Niemcy czy Francja?

  • 16.11.09, 10:21
    jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we
    Francji czy w Niemczech?

    Bo przyznacie, że wrażenia są zupełnie różne.
    • 16.11.09, 10:24
      dwanasciei napisał:

      > jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we
      > Francji czy w Niemczech?
      >
      > Bo przyznacie, że wrażenia są zupełnie różne.

      Zdecydowanie Niemcy.
      Zwłaszcza dawne NRD, gdzie autostrady są gładkie jak stół do pingponga, niezbyt
      zatłoczone (wyjątek: okolice Berlina) i pozbawione ograniczeń prędkości, co
      pozwala przejechać całe Niemcy w poprzek w czasie 4-5 godzin, bez zbytniego
      szaleństwa.
      --
      Forum użytkowników aut marki BMW
      • 16.11.09, 10:59
        Za mało jeździłem po Francji, więc porównam Niemcy z Austrią i Szwajcarią. W tym
        porównaniu niemieckie autostrady wypadają zdecydowanie gorzej. Po pierwsze w
        Niemczech jest plaga ciągłych remontów i związanych z tym zwężeń i ograniczeń
        prędkości (remontuje się nawet nawierzchnie dopiero co parę lat temu zrobione).
        A po drugie z powodu obowiązującego w Austrii i Szwajcarii limitu prędkości,
        jazda jest tam płynniejsza, nie taka szarpana jak w Niemczech.
        Jura

        --
        dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
        skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
        regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
        dlaczego skasowano wątek)
        • 16.11.09, 11:08
          nie taka szarpana jak w Niemczech.


          a kto ci każe "szarpać"? Przeciez możesz sobie tam jechać 120 km/h i
          wtedy nie będziesz "szarpany" tyle, ze nie demonstruj tam tego
          swojego stylu jazdy na lewym pasie bo tamtejsza policja przysoli ci
          za to mandatem..... Tak, Jurek; za zbyt wolna jazdę ci przywalą :-)
          --
          Swan
          ** Just say no to drug reps **
          nofreelunch.org/
          • 16.11.09, 11:43
            swan_ganz napisał:

            > a kto ci każe "szarpać"?
            > Przeciez możesz sobie tam jechać 120 km/h i
            > wtedy nie będziesz "szarpany" tyle, ze nie demonstruj tam tego
            > swojego stylu jazdy na lewym pasie bo tamtejsza policja przysoli ci
            > za to mandatem..... Tak, Jurek; za zbyt wolna jazdę ci przywalą :-)

            Wiesz, że w jakimś kościele dzwonią, ale nie wiesz w którym. Jak pojadę lewym
            pasem mimo wolnego prawego, to dostanę mandat nie za wolną jazdę, ale za jazdę
            lewym pasem właśnie. W telewizji widziałem, jak policja praktycznie interpretuje
            przepis o ruchu prawostronnym. Mandaty wlepia wtedy, gdy na prawym pasie jest
            luka ponad 350 m (7 słupków), a ktoś mimo to nie zjeżdża na prawy pas. Prędkość
            winowajcy nie ma żadnego znaczenia. To w ramach przestrogi dla tych, którzy
            myslą, że jak popieprzają 200 km/h to wolno im jechać cały czas lewym -
            obowiązek korzystania z prawego pasa dotyczy wszystkich, bez względu na prędkość.
            Co do "szarpania". Moja jazda w Niemczech jest "szarpana" właśnie dlatego, że
            trzymam się prawego pasa. Często muszę hamować ze 130 do 80 nie mogąc płynnie
            wyprzedzić jadącej przede mną ciężarówki, bo lewy pas jest blokowany przez
            jadących dużo szybciej. W Austrii i Szwajcarii takich problemów nie ma, bo
            łatwiej włączyć się na lewy pas przy wyprzedzaniu. Dlatego jazda tam jest
            płynniejsza.
            Jura

            --
            dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
            skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
            regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
            dlaczego skasowano wątek)
            • 16.11.09, 12:06
              jureek napisał:

              > Mandaty wlepia wtedy, gdy na prawym pasie jest
              > luka ponad 350 m (7 słupków), a ktoś mimo to nie zjeżdża na prawy pas. Prędkość
              > winowajcy nie ma żadnego znaczenia.

              Obawiam sie, ze w tym wypadku nie masz racji.

              "Bereits für den früheren Rechtszustand hatte das OLG Celle (vgl DAR 1968, 278
              ff) in Übereinstimmung mit der damaligen Rechtsprechung anerkannt, daß eine
              Fahrzeuglücke zum Einscheren in die äußerste rechte Fahrspur erst verpflichte,
              wenn der schneller Fahrende die Möglichkeit hat, innerhalb der vorhandenen Lücke
              20 Sekunden mit gleicher Geschwindigkeit weiterzufahren"
              OLG Celle, Beschluß vom 6.7.1982 (1 Ss OWi 262/82)

              Zgodnie z tym wyrokiem nie mam obowiazku zjezdzania na prawo, jesli przy
              zachowaniu dotychczasowej predkosci nie bede mogl na tym prawym pasie jechac
              przynajmniej 20 sekund.

              Ergo w ustalaniu, czy kierujacy mial obowiazek zjechac na prawo, czy nie, ma
              decydujace znaczenie nie tylko odstep jadacych po prawej, ale takze predkosci
              samochodow na prawym pasie i predkosc samochodu wyprzedzajacego.

              Podany odstep 350 jest wziety z sufitu i stoi w sprzecznosci z wczesniejszymi
              wyrokami w tej sprawie.

              > jak popieprzają 200 km/h to wolno im jechać cały czas lewym -
              > obowiązek korzystania z prawego pasa dotyczy wszystkich,
              > bez względu na prędkość.

              Ogolnie tak, ale nie propaguj wartosci bez podstaw prawnych.
              BTW w przypadku jazdy 200 wobec ciezarowek jadacych 85 odstepy 350 m plus
              rzekomy obowiazek ich wykorzystania bylyby przyczyna niebezpiecznego slalomu.

              --
              MfG
              C.
              So you want to write a fugue?
              • 16.11.09, 12:29
                Prawdopodobnie policjant podawał wartości uproszczone, żeby łatwiej było
                zapamietać, lub odnosiło się to do predkości 130 na lewym i 80 na prawym (wtedy
                te 20 sekunnd przekłada się na około 280 metrów).
                Głównie chodziło mi o to, że nawet najwyższa prędkość nie upoważnia do ciągłej
                jazdy lewym pasem, gdy prawy jest wolny.
                Dziękuję za doprecyzowanie, jak widać nie we wszystko z TV można wierzyć (nawet
                jeśli było to w telewizji publicznej).
                Jura

                --
                dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
                skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
                regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
                dlaczego skasowano wątek)
                • 16.11.09, 12:46
                  Najlepiej jezdzi mi się polskimi:)(zwłaszcza gdy ktoś mnie wiezie
                  nie moim samochodem).
                  Generalnie to jeśli chodzi o jakość dróg szybkiego ruchu w Niemczech
                  i we Francji,to ciut lepiej przeważnie jest w Niemczech
                  oczywiście.Ale że i tak francuskie drogi są bardzo ok.,to wolę je,bo
                  można do ciekawszych miejsc dojechać i zobaczyć fajniejsze wozy na
                  drodze(wciąż bardzo dużo starszych aut,nie tylko nówki sztuki za
                  państwowe dopłaty).
                  Fajne są jeszcze włoskie autosdrady.Fajne były by też
                  szwajcarskie,gdyby nie-wiadomo-zajebiście restrykcyjne prawo drogowe.
                  A reszty nie znam:)

                  Pozdr
                  • 16.11.09, 14:23
                    Fajne były by też szwajcarskie,gdyby nie-wiadomo-zajebiście
                    restrykcyjne prawo drogowe.


                    jakie tam restrykcyjne prawo maja Szwajcarzy? Dość często
                    (przynajmniej cztery razy rocznie) musze dojechać do Genewy bo tam
                    mieści sie siedziba firmy dla której tyram a ponieważ jakos nie
                    lubie samolotów to jeżdżę samochodem i jadę u nich 160km/h to co
                    chwile ktos mnie rucha lewym pasem.... Nie uważam Szwajcarów za
                    kompletnych idiotów (choć znani są tylko z produkcji czekolady)
                    tylko za lekko upośledzonych więc gdyby za szybka jazdę groził im
                    mandat to chyba by tak jak jeżdżą nie jeździli, tak?
                    --
                    Swan
                    ** Just say no to drug reps **
                    nofreelunch.org/
                  • 16.11.09, 14:55
                    Szwajcarskie przestrzeganie i egzekwowanie prawa jest rozne w
                    zaleznosci od tego w jakiej czesci sie jedzie. W niemieckiej gnanie
                    ponad limity moze sie skonczyc, i czesto sie konczy, madatami i/lub
                    sprawami w sadzie. We francuskiej i wloskiej czesci sa wprawdzie te
                    same przepisy, ale ich egzekwowanie jest duuzo luzniejsze. Tam trzeba
                    sie postarac aby policja sie przyczepila.
            • 20.11.09, 11:27
              >oja jazda w Niemczech jest "szarpana" właśnie dlatego, że
              > trzymam się prawego pasa. Często muszę hamować ze 130 do 80 nie mogąc płynnie
              > wyprzedzić jadącej przede mną ciężarówki, bo lewy pas jest blokowany przez
              > jadących dużo szybciej.

              ciezko wyczuc bo A2 to praktycznie na calej dlugosci 3 pasy , wiec problem
              opisywany przez ciebie nie istnieje

              we francji autostrady drogie, do tego popekane i jakies takie mniej zadbane niz
              w niemczech
              • 20.11.09, 12:40
                jamesonwhiskey napisał:

                > ciezko wyczuc bo A2 to praktycznie na calej dlugosci 3 pasy , wiec problem
                > opisywany przez ciebie nie istnieje

                Nie istnieje na A2. Tylko że A2 to nie całe Niemcy, tam się w ogóle jedzie jak w
                jakimś tunelu. Dziesiątki kilometrów bez widoków krajobrazu, bo z jednej i z
                drugiej strony ekrany akustyczne. Jakoś nie lubię tamtędy jeździć.

                > we francji autostrady drogie, do tego popekane i jakies takie mniej zadbane niz
                > w niemczech

                Za to nie ma tylu odcinków z robotami drogowymi.
                Jura
                --
                dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
                skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
                regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
                dlaczego skasowano wątek)
      • 24.11.09, 17:18
        Zwlaszcza w okolicach duzych miast, przez dziesiatki kilometrow
        ogranieczenia do 110-120 km/h
        • 24.11.09, 17:32
          mag1974 napisał:

          > przez dziesiatki kilometrow
          > ogranieczenia do 110-120 km/h

          Albo do 80.
          --
          C.
          And the fun of it will get you
          And the joy of it will fetch you
    • 16.11.09, 12:52
      Zasadnicza roznica polega na tym ze niemieckie autostrady sa bezplatne a kto
      jezdzil po Francji to wie ile to kosztuje
      Natomiast odnoszac sie do wypowiedzi na temat nizszej plynnosci na
      autostradach niemieckich, smiem twierdzic ze moze to wynikac z dosc duzego
      natezenia ruchu.
    • 16.11.09, 14:23
      A co juz po szroty do Francji jeździsz?
      • 16.11.09, 14:44
        > A co juz po szroty do Francji jeździsz?

        Przeca.A co byś chcioł?:)
        • 16.11.09, 14:57
          golfa trójke w bezwypadku
          ;)
          --
          Jarosław Kaczyński: Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, tobyśmy nigdy
          niczego nie mieli
    • 16.11.09, 14:36
      kto był - wie czemu...
      jeep
      • 16.11.09, 17:52
        A tak. Holandia też niczego sobie!
        --
        Nie jestem emigrantem. Jestem Europejczykiem!
      • 16.11.09, 18:16
        > kto był - wie czemu...

        bo oswietlone?
        W nosie z tym ich oświetleniem bo ono na autostradzie nie jest tak
        znowu konieczne.... Za to na belgijskich autostradach nie pojedziesz
        normalnym tempem bo w zasadzie nie ma mozliwości, żebys za to
        mandatu nie dostał.. Do bani z takimi autostardami; prawdziwa
        wolność istanieje tylko w Niemczech
        --
        Swan
        ** Just say no to drug reps **
        nofreelunch.org/
        • 16.11.09, 18:41
          swan_ganz napisał:

          > Do bani z takimi autostardami; prawdziwa
          > wolność istanieje tylko w Niemczech

          Na może 20% autostrad. No i na Nürburgring :D
          Jura

          --
          dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
          skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
          regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
          dlaczego skasowano wątek)
          • 16.11.09, 19:03
            jureek napisał:
            > Na może 20% autostrad.

            I przez te kikadziesiat minut dziennie, kiedy droga jest w miare pusta.
            --
            MfG
            C.
            So you want to write a fugue?
            • 16.11.09, 19:08
              I w czasie weekendow gdy nie ma, lub prawie nie ma ciezarowek.
              • 16.11.09, 19:12
                kontik_71 napisał:

                > I w czasie weekendow gdy nie ma, lub prawie nie ma ciezarowek.

                Wtedy sa karawaniarze. Szczegolnie holenderscy karawniarze. Jeden ch..
                --
                MfG
                C.
                And a bit of augmentation is a serious temptation
                • 16.11.09, 19:18
                  Na autostradzie to oni sa malo szkodliwi.ale wyobras zobie takiego mula
                  na forskich drogach.. cholery mozna dostac
        • 17.11.09, 02:12
          Oświetlenie akurat i tak się wyłącza (wiem, bo ja tam śmigam nocami) - od
          niedawna z okazji globalnego ocieplenia.

          Za to mandatu nigdy nie dostałem...
          --
          Nie jestem emigrantem. Jestem Europejczykiem!
    • 16.11.09, 17:50
      W Niemczech, bo za darmo ;-)

      A tak poważnie - we Francji to mam doświadczenie tylko z tą jedną od Callais do
      Belgii, za to brytyjskie znam na wylot - i to jest po prostu masakra.
      --
      Orysiowa Pisanina
    • 16.11.09, 22:41
      dwanasciei napisał:

      > jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we
      > Francji czy w Niemczech?
      >
      > Bo przyznacie, że wrażenia są zupełnie różne.

      Wszystko zależy od tego, którym odcinkiem autostrady podróżujesz.
      W Niemczech niektóre odcinki są naprawdę bardzo kiepskie, np na zachód od Drezna
      w stronę dawnego Karl-Marx-Stadt, czy też odcinek autostrady Monachium-Berlin,
      gdzie jeszcze rok temu przy dawnej granicy z DDR był odcinek dwupasmowy ....
      W Austrii natomiast sporo autostrad ma całkiem spore koleiny.

      Mnie ostatnio najlepiej jeździ się na nowych autostradach w Czechach.
      Tam zwykle nie ma ruchu i, wbrew zakazom, można śmiało przekraczać dozwolone
      prędkości ...
      Tydzień przed Świętem Zmarłych jechałem naszą nową autostradą A1, od Tczewa do
      samego końca pod Grudziądzem (Nowe Marzy).
      Niedzielne popołudnie, praktycznie żadnego ruchu, nowa, gładziutka nawierzchnia.
      W miarę stałe tempo jazdy między 205 a 190 km/h.
      I tylko jeden radar na tym odcinku, przed zjazdem końcowym, ale dobrze oznakowany.
      To była naprawdę fascynująca jazda.
      Szkoda tylko, że tak krótko i nie za darmo ...


      --
      Dziękuję za uwagę
      • 19.11.09, 23:32
        Każde mają swoje wady i zalety. Francuskie mają przewagę w MOPach i w tym, że Francuzi w przeciwieństwie do Niemców nie przesadzają w remontach - ryja wtedy, kiedy jest to potrzebne, a Niemcy znacznie częściej. Niemieckie za to są bezpłatne (tak, wiem, że duże ciężarówki płacą), a za francuskie trzeba płacić i to słono. W Niemczech nie ma za to ograniczenia prędkości. Niestety tam, gdzie znaki ograniczające stoją (wg. Clarksona 65% ma ograniczenie), jest ono zwykle przesadnie niskie (120), a we Francji można podróżować te przyzwoite 130. Na francuskich jest tez zwykle mniejszy ruch niż na niemieckich.

        Jeepwdyslu powyżej napisał, że najlepsze są belgijskie, a ja zupełnie nie wiem, dlaczego. Mają one dwie zalety - są bezpłatne i jest ich dużo. Poza tym do niemieckich, czy francuskich się nie umywają. Zostały one w większości w latach '60 i '70 i ich standard do dzisiaj się zasadniczo nie zmienił. Stan nawierzchni też często pozostawia wiele do życzenia. Do tego dochodzą użytkownicy, którzy do myślenia nie są przyzwyczajeni. I ograniczenie do 120. I te kretyńskie oświetlenie w nocy, które w jeździe po autostradzie wcale nie pomaga, bo autostrada to i tak bardzo bezpieczna droga, a za to sprzyja zapominaniu przez kierowców o zapaleniu własnych świateł oraz przeszkadza po zjechaniu z autostrady, bo kierowca przyzwyczajony do oświetlenia nagle znajduje się w ciemności.

        Jureek z kolei narzeka, że w Niemczech musi często hamować do 80 km/h. Trochę mnie to dziwi, bo ja kilka razy w roku przejeżdżam całe Niemcy od Venlo do Słubic i za każdym przejazdem zdarza mi się to najwyżej ze dwa razy.

        Pozdrawiam
        --
        Jorn van der Ar
        ---------------------------
        Balcerowicz musi wrócić!
        • 20.11.09, 09:18
          jorn napisał:

          > Jureek z kolei narzeka, że w Niemczech musi często hamować do 80 km/h. Trochę m
          > nie to dziwi, bo ja kilka razy w roku przejeżdżam całe Niemcy od Venlo do Słubi
          > c i za każdym przejazdem zdarza mi się to najwyżej ze dwa razy.

          Na Twojej trasie masz prawie cały czas 3 pasy.
          Częstość hamowań zależy też od tego, jaką prędkością sam jedziesz. Ja jeżdżę
          120-140, jak ktoś jedzie szybciej to sam mniej musi sam hamować do 80 km/h, ale
          przez niego za to muszą hamować ci jadący "richtgeschwindigkeit". W każdym bądź
          razie, im większe różnice prędkości między różnymi uczestnikami ruchu, tym ruch
          jest mniej płynny.
          Jura

          --
          dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
          skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
          regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
          dlaczego skasowano wątek)
          • 23.11.09, 20:20
            Wiesz, jakoś nie zauważyłem dużych różnic w płynności jazdy między odcinkami z
            ograniczeniem do 120 km/h i tymi bez ograniczeń. Wynika to moim zdaniem z
            wysokiego poziomu kultury jazdy na niemieckich drogach (choć ostatnio jest z tym
            jakoś gorzej). W dodatku ruch jest zwykle płynniejszy niż w Belgii czy we
            Francji, gdzie różnice w prędkościach są mniejsze, za to więcej jest takich, dla
            których jazda prawym pasem, to dyshonor.

            Pozdrawiam
            --
            Jorn van der Ar
            ---------------------------
            Balcerowicz musi wrócić!
    • 23.11.09, 11:20
      dzięki za powyższe posty, jak to zwykle bywa z częścią uwag się
      zgadzam z częścią nie. Oto moje trzy grosze nt. oznakowania
      autostrad w obu krajach.

      **

      Autostrady francuskie wydają mi się jednak lepiej oznaczone niż
      niemieckie. W ogóle mam wrażenie, że w tych krajach obowiązują różne
      strategie jeśli chodzi o oznaczenia drogowe, co w sumie wydaje się
      dziwne, zważywszy europejską unifikację itd itp. Doszedłem do
      wniosku, że we Francji system oznaczeń opiera się na punktach
      docelowych, a w Niemczech na numerach dróg. Ten pierwszy znacznie
      bardziej mi odpowiada, bo łatwiej zapamiętać ogólny kierunek w
      którym mamy jechać, niż abstrakcyjny numerek, tym bardziej że
      wszystkie te numerki są do siebie podobne.

      Na pewno każdy z Was przeżył kiedyś ten koszmar: jesteście w obcym
      kraju, jedziecie w kierunku na duże miasto A, pojawia się zapowiedź
      węzła autostrad. Szykujecie wzrok wypatrując tablic, i owszem, są,
      wielkie i piękne, ale.... jadąc ponad sto na godzinę mimo że
      gorączkowo usiłujecie szybko przeczytać dużo błyskawicznie
      zbliżających się napisów, to wydaje się Wam, że o mieście A nikt nie
      wspomniał! Zaczynacie się niepokoić, ale myślicie nic to, to pewnie
      takie pierwsze, zaraz będą właściwe tablice. I owszem, po dwu
      kilometrach są, ale miasta A dalej brak! Ruch gęsty na pasie z lewej
      i prawej, trzeba uważać żeby nie przydzwonić, nie ma w ogóle co
      myśleć o sięganiu po atlas... (w tym miejscu wspomnę, że proszenie o
      pomoc żony – jeśli z nią jedziecie – jest całkowicie bezcelowe, bo
      ta zanim zorientuje się, na której stronie trzeba otworzyć atlas – a
      niektóre żony nie są nawet pewne, na jakim kraju ten atlas otworzyć –
      będziecie już 30 km i dwa węzły dalej). Gorączkowo przywołujecie
      więc w pamięci mapę kraju usiłując wykombinować coś na postawie
      opisanych na tablicach miast B, C, X i Z, ale nic wam nie przychodzi
      do głowy... w rezultacie prawdopodobnie jest już i tak za późno na
      jakikolwiek manewr, z prawej śmiga wam zjazd i siłą rzeczy jedziecie
      prosto.

      To włąsnie zdarzyło mi się kilka razy w Niemczech. Jadę sobie
      powiedzmy na Stuttgart czy inny Hannover, zbliża się wielki i
      przerażający Autobahnkreuz, a na tablicach Stuttgartu czy Hannoveru
      ani widu ani słychu, tylko same Dupenheimy i Dupenhofy. Przykład?
      Proszę bardzo. Oto chcemy jechać ze Zgorzelca do Bawarii. Jedziemy
      więc autostradą A4, mijamy Drezno, dojeżdżamy do Chemnitz,
      autostrada prowadzi dalej na Erfurt i do Niemiec centralnych. My
      jednak powinniśmy tu skręcić na południe w autostradę łącznikową
      A72, która doprowadzi nas potem do A9 i wyprowadzi na Norymbergę i
      Monachium. Próżno jednak szukać Norymbergi na tablicach. Będzie
      tylko oznaczenie na A72 oraz nazwy kilku nieznanych miast. Jeśli nie
      jesteśmy laureatami olimpiady geograficznej to raczej nie
      zorientujemy się, że wśród wspomnianych przysłowiowych Dupenheimów
      znajduje się miejscowośc Hof, gdzie A72 łączy się z A9, i na którą
      powinniśmy się kierować. A co by im szkodziło napisać po prostu
      Nurnberg, albo inny Munchen? Albo po prostu że tędy na Bawarię, albo
      wręcz na południe Niemiec?

      A we Francji jest inna rozmowa. Jedziecie sobie jakąś Aileś, musicie
      jeszcze dwa razy zmienić autostrady i kierunki zanim wyjedziecie na
      autoroute wiodącą do punktu przeznaczenia, który zresztą jest ho ho
      albo i dalej, nawet jeszcze nie zaczęliście się niepokoić ani szukać
      go na drogowskazach, a tutaj raptem jest, pojawia się
      niespodziewanie na tablicy! Z radości tylko deptacie po gazie, bo
      spodziewaliście się że trzeba będzie jeszcze ze dwa razy stanąć na
      jakimś miejscu wypoczynku i z lupą przy ciemnym światełku z
      podsufitki studiować numerki oraz kierunki, a i tak na każdym węźle
      jechać z duszą na ramieniu, a tu raptem poczuliście się jak Tezeusz,
      który w ciemnym, strasznym labiryncie nagle złapał koniec nitki, i
      teraz po tej nitce przez następne kilkaset kilometrów, kilka węzłow,
      kilkadziesiąt nieznanych nazw na tablicach i kilka różnych Aileś
      dojedzie bezpiecznie do punktu przeznaczenia!

      Nie mówię o Paryżu, bo to oczywiste że w takim tradycyjnie
      scentralizowanym kraju jak Francja stolica świata wymieniona jest
      niemal na każdej tablicy, choćby to było pod granicą hiszpańską i
      choćbyście własnie minęli Paryż i mieli go za plecami. Podam inny
      przykład. Oto jedziemy spod Pirenejów wzdłuż Atlantyku przez
      autoroute 10, ogólnie w kierunku na północ, ale generalnie to chcemy
      na Niemcy. Niepokoimy się jak przebrnąć przez gąszcz autostrad we
      Francji centralnej, żeby właściwie pozmieniać drogi i wykierować się
      na wschód. Nie zaczęliśmy jeszcze dobrze studiować atlasu, bo
      sądzimy że mamy czas, dopiero przejeżdżamy dolinę Loary, okolice
      Tours, Blois etc, a tu raptem... tak, nie wierzymy własnemu
      szczęściu... na kolejnej tablicy kilometrażowej pojawia się nasz
      ukochany Metz, choć jest odległy o dobre pół tysiąca kilometrów,
      choć to zupełnie nie w tym kierunku co jedziemy, i choć po drodze
      trzeba kilka razy zmieniać autostrady!

      W tym miejscu nie mogę się oprzeć, żeby nie przytoczyć anegdoty
      sprzed lat. W czasie jednej z pierwszych podróży samochodem za
      granicę wracałem przez wtedy jeszcze Czechosłowację do Polski. A
      tam – tablice gorzej niże te w Niemczech, same Dupovice 7, Velka
      Dupa 12, etc itp. Kiedy wreszcie po kilkakrotnym pomyleniu dróg i
      przejechaniu o dobre kilkadziesiąt km więcej niż potrzeba
      dotoczyliśmy się szczęśliwie do Cieszyna, po przekroczeniu polskiej
      granicy o paroksyzmy śmiechu przyprawiła nas pierwsza napotkana
      tablica: „Helsinki 1387” !!!

      A tak mówiąc poważnie. Oczywiście każdy wie, że jadąc w dłuższą
      trasę w nieznanym kraju dobrze jest się przygotować i zrobić sobie
      rozpiskę z numerami, nazwami, czasami i kilometrażem, żeby nie
      polegać na fantazji miejscowych drogowców. Ale przyznacie, że
      czytelne oznaczenia znacznie ułatwiają podróż. Tym bardziej, że z
      tymi nazwami i numerami różnie bywa, jedna droga może mieć w atlasie
      kilka oznaczeń (np. europejskie, krajowe i regionalne), wystarczy że
      spiszecie jedno a na tablicy jest drugie, i kaszanka. Albo jedną
      autostradą wiodą na pewnym odcinku dwie trasy o różnych
      oznaczeniach, albo oznaczenie zmienia się po jakimś punkcie a wy
      spisaliście to złe, etc itd itp. I dlatego uważam, że Francuzi
      oznaczyli swoje autoroutes lepiej.

      • 23.11.09, 20:36
        dwanasciei, co do niektórych szczegółów, to może bym i polemizował, ale są one na tyle nieistotne, że nie warto. Natomiast generalnie się z tobą zgadzam. Zresztą już od dawna uważam Francuzów za mistrzów oznakowań, choć i im zdarzają się wpadki - jechałem kiedyś do Bordeaux omijając płatne autostrady (było to kilkanaście lat temu, ale do dzisiaj pamiętam) i wszędzie miałem piękne oznakowania na Bordeaux ze strzałką na wprost, tylko na jednym skrzyżowaniu, oczywiście na tym, na którym trzeba było skręcić było na Perigueux:) Ale takie coś zanotowałem tylko raz, a w innych krajach znacznie częściej.

        Pozdrawiam
        --
        Jorn van der Ar
        ---------------------------
        Balcerowicz musi wrócić!
      • 29.11.09, 18:00
        Tutaj poruszyłeś ciekawy problem, którego rozwiązanie jest jedną z nielicznych
        rzeczy która podoba mi się na sieci autostrad Brytyjskich.

        Każda autostrada oprócz miejscowości i numerów dróg na górze znaku ma wielkimi
        literami ogólny kierunek jak "West Midlands" "London" "North-West", "South",
        "Scotland", "Wales" etc. Bardzo pomocne.
        --
        Samochodem do Turcji
    • 23.11.09, 19:05
      dwanasciei napisał:

      > jestem ciekaw, którymi autostradami się Wam lepiej jeździ, we
      > Francji czy w Niemczech?

      A to zależy dokąd.

      (Nie czytałem odpowiedzi, jeśli ktoś tak już napisał, oddaję copyrighty)
    • 27.11.09, 20:25
      Mam taki zwyczaj że nie planuję konkretnego miejsca, gdzie spędzę
      noc, ale jadę do oporu, starając się przejechać jak najwięcej dopóki
      nie pojawi się piasek pod oczami. Kiedy czuję że wiele więcej nie
      dam rady i że mijane ciężarówki przypominają mi wielkie słonie
      bimbające uwieszonymi do ogonów czerwonymi latarniami, zaczynam
      rozglądać się za noclegiem. Niestety w Niemczech jest z tym kłopot.
      Owszem, co kilkaset kilometrów trafi się jakiś Rasthaus czy inny
      Gasthaus, ale kilkaset kilometrów to kilka godzin jazdy. We Francji
      jeśli chodzi o same autostrady jest z tym tylko nieco lepiej, bo
      jednak częściej trafiają się tam przy stacjach benzynowych hotele,
      zwykle należące do sieci Accor. Co prawda nie są zbyt tanie, bo za
      nocleg w takim hotelu poniżej klasy Ibisa płaci się 70-80 euro, ale
      przynajmniej są. Najważniejsze jednak, że bardzo łatwo znaleźć
      nocleg po miasteczkach, i tu wychodzi kwestia, któredy i jak
      planowano autostrady w obu krajach. Otóż generalizuję tak na
      podstawie dwu francuskich doświadczeń. Pewnego razu wystartowałem
      rano o piątej, a gdzieś między Nimes a Bordeaux poczułem tak około
      dziesiątej wieczorem, że wkrótce autostrada może być dla mnie za
      wąska, i że nie ma co dalej czekać na przystacyjny hotel, tylko
      zjechać zaraz, inaczej jest szansa na testowanie wytrzymałości
      barier energochłonnych. Zjechałem faktycznie najbliższym zjazdem do
      najbliższej miejscowości, jak się okazało następnego dnia białym
      świtem, bardzo małego miasteczka. Jeszcze do niego dobrze nie
      wjechałem, a już trafiłem na całkiem przyzwoity hotelik za bodaj 40
      euro. Nauczony tym doświadczeniem, następnym razem w jakiejś
      kolejnej podróży nie jechałem dziesiątkami kilometrów z coraz
      bardziej sztywniejącym karkiem wypatrując zbawczego logo, ale od
      razu zjechałem pierwszym większym zjazdem ne ślepo, i skończyło się
      dokładnie tak samo jak poprzednio. Na tej podstawie twierdzę, że we
      Francji nie ma z noclegiem żadnych problemów.

      Jak jest w z noclegami w Dojczlandzie dobrze nie wiem. Mogę tylko
      powiedzieć, że raz próbowałem „francuskiego” sposobu. Skutek był
      taki, że w Niemczech, a było to gdzieś w mrocznych ostępach
      Frankonii, pokręciłem się bezskutecznie po nocy przez jakieś 20
      minut między zaciemnionymi jak w czasie nalotów alianckich,
      uśpionymi wsiami, nic nie znalazłem, zobaczyłem za to ze dwa
      pragermańskie duchy oraz niemal się zgubiłem. Byłem szczęśliwy,
      kiedy wróciłem na autobahnę i dojechałem do najbliższej stacji
      benzynowej, gdzie zaparkowałem i przekimałem na cholernym zimnie
      kilka godzin. A jak śpi się w samochodzie, każdy wie, zwłaszcza
      zimową porą. Co więcej, tereny stacji benzynowych patrolowane są
      przez policję. Mi się to co prawda nie zdarzyło, ale dwaj znajomi
      opowiadali mi niezależnie od siebie, że policja stukała im w szyby,
      budziła i sprawdzała dokumenty. Kraj nieważny, bo chyba w większości
      krajów zachodnich auto na polskich blachach działa na stróżów prawa
      jak płachta na byka i natychmiast czują zawodowy zew. Szczyt
      satysfakcji mają, jak po kipiszu zrobionym w bagażniku mogą
      zademonstrować wiertarkę udarową, przy pomocy której chcemy odebrać
      miejsca pracy miejscowym. A jeśli nie mamy wiertarki ani rękawic
      roboczych to jeszcze gorzej, bo ani chybi jesteśmy dilerem
      narkotyków, złodziejem samochodów albo alfonsem. Ale narażanie się
      na kontrolę kochającej Polaków gendarmerie czy innych carabinieri
      jest chyba i tak lepsze, niż nocowanie gdzieś w ciemnych „miejscach
      odpoczynku”, gdzie wszystko może się zdarzyć, od gangu arabskich
      bandytów począwszy na spragnionym towarzystwa pedale – kierowcy
      sąsiedniego tira kończąc.

      Do infrastruktury zaliczyłbym też znajdujące się przy sporej części
      bramek na francuskich autostradach darmowe punkty kontroli opon. Nie
      jest to jednak zwykły kompresor, jaki spotkać można na stacjach
      benzynowych, ale często punkt z obsługą, i to darmową. Oczywiście
      nie jest tak, że podjeżdżamy i gość zaraz leci z bagietką i winem,
      żeby w międzyczasie sprawdzić nam ciśnienie, najczęściej to ktoś z
      serwisu autostradowego którego trzeba ściągnąć z jakiejś innej
      roboty, ale po kilku minutach przyjdzie i sprawdzi. Można
      powiedzieć – no i co to za halo, skoro każdy może to zrobić sam na
      stacji benzynowej. No niby tak, ale z drugiej strony – jednak nie
      każdy, bo żadna ze znanych mi kobiet nigdy nie sprawdzała ani nie
      potrafi sprawdzić ciśnienia w oponach, nie mówiąc już o tym, że
      kompresory na stacjach bywają albo całkowicie zepsute, albo
      rozkalibrowane. W Niemczech czegoś takiego nie ma. Na korzyść
      niemieckich autostrad trzeba jednak powiedzieć, że wzdłuż nich
      umieszczone są co jakiś czas drogowskazy na najbliższy „autohof”,
      czyli po prostu warsztat samochodowy. Nie przy autostradzie, ale
      gdzieś w miasteczku, do którego należy zjechać. Jak przypuszczam
      przydatnośc tych autohofów w nocy czy w święta jest żadna, ale w
      normalnych godzinach pracy, gdy podejrzewamy jakiś problem z autem,
      od razu wiadomo gdzie jechać. Tak przynajmniej przypuszczam, bo za
      wiarygodność tych wskazówek nie mogę ręczyć – nigdy mi się nie
      zdarzyło, żebym musiał zjechać do takiego autohofu i prosić o pomoc.

      Ciekawą sprawą jest stawianie przy francuskich autoroutes
      tablic z cenami paliw na najbliższych stacjach. Najpierw pojawia się
      tablica anonsująca takie zestawienie, a po kilkuset metrach mamy
      tablicę, która nie tylko podaje nam odległość w kilometrach do
      pięciu, sześciu najbliższch stacji benzynowych przy autostradzie
      (nie w miasteczku obok), ale także do jakiej sieci należy dana
      stacja, oraz ile kosztuje na niej podstawowe paliwo. Co jest zresztą
      śmieszne, bo ceny tych paliw różnią się o pojedyncze eurocenty albo
      zgoła wcale. Ale fakt że takie tablice stoją świadczy o tym, że nie
      tylko my Polacy jesteśmy takimi dusigroszam; widocznie również
      Francuzi zwracają uwagę, czy zatankują do pełna swój samochód za 52,
      czy za 51 euro. Ja nieskromnie wyznam, że takich groszaków to nie
      liczę, ale przydają mi się informacje o przynależności sieciowej
      danej stacji, bo mam swoje preferencje, wynikające tak z kwestii
      używania kart paliwowych, jak ze zróżnicowania jakości i asortymentu
      na stacjach różnych sieci (ale oczywiście aby nie być posądzony o
      pokątny marketing nie zdradzę, które stacje wolę). W Niemczech
      natomiast takich informacji brak.

      Wreszcie, Francuzi powszechnie umieszczają nad swoimi autostradami
      wielkie elektroniczne panele, na których wyświetlają różne
      informacje. Najczęściej są one ciemne (i dziękujcie bogu, kiedy tak
      jest), albo pokazują tylko godzinę. Czasem wyświetlają różne
      slogany, typu „szanuj życie swoje i innych”, „jedziesz wolniej –
      oszczędzasz”, „wolniejsza jazda – mniejsza emisja CO2” itp itd.
      Niekiedy jednak można tam znaleźć bardziej przydatne informacje,
      np. „silny wiatr boczny”,, „roboty drogowe za 15 km”. Najbardziej
      użyteczne są wtedy, gdy informują o korku. Przynajmniej raz dzięki
      takiej informacji nie tyle oszczędziłem czas, ile spędziłem go
      przyjemniej. Było to wieczorem we Franche-Comte. Na zaanonsowany za
      kilkanaście kilometrów trzykilometrowy korek zareagowałem w ten
      sposób, że zjechałem na najlbliższej stacji benzynowej, gdzie nie
      spiesząc się wziąłem prysznic, spokojnie zjadłem dwudaniową kolację,
      poczytałem gazetkę, a potem zdrzemnąłem się chwilę w aucie. Kiedy po
      dwu godzinach wróciłem na drogę, korka już w zasadzie nie było,
      natomiast ślady dzwonu w postaci cysterny na międzypasie w otoczeniu
      chmary wozów strażackich i policyjnych. Gdyby nie owa informacja, te
      dwie godziny spędziłbym kicając co 10 metrów w korku w samochodzie.
      Być może miejscowi, którzy znali okolice, mogli zjechać na
      najbliższym zjeździe i ominąć korek drogami lokalnymi, ale ja
      wolałem nie ryzykować. A w Niemc
      • 28.11.09, 17:01
        Autohof to nie warsztat samochodowy tylko parking dla samochodow
        lezacy nie bezposrednio przy autostradzie lecz do 1 km oddalony od
        niej.Widziales ty ubikacje na malych francuskich parkingach przy
        autostradzie?Posrane,takie z dziura w podlodze do kucniecia a dla
        mezczyzn kawalek muru na zewnatrz z rynna na ziemi i parawanem z
        desek do wysokosci plecow.Do tego dziurawy asfalt i pelno kaluz.Tak
        tragicznego stanu w Niemczech nie znajdziesz.
        • 28.11.09, 18:06
          Akurat toalety na niemieckich autostradach tez nie przyprawiaja o
          zachwyt. A juz szczegolnym kuriozum jest to, ze nie kazdy parking ma
          toalete..
          • 29.11.09, 13:00
            ..to wole juz lasek niz ta francuska ubikacje...Jesli zdarzaja sie
            parkingi bez ubikacji,w co watpie,bo sie jeszcze z tym w Niemczech nie
            spodkalem,to beda napewno znaki informujace o tym z podana odlegloscia do
            nastepnej ubikacji.Co do zajazdow przy autostradzie:na trasie z Aachen
            przez Belgie do Paryza nie ma ani jednego podobnej rozmiarami i zamachem
            zajazdu jak w Niemczech.Wszystko to male,pochlapane,niedokladnie
            wykonczone..troche prymitywne..tam wylany beton,tu odpadniete plytki.Widac
            francuska niedbalosc.We Francji duzo czesciej niz w Niemczech widac
            niedbalosc i bylejakosc.Szyt dziadostwa to np.rondo wokol Luku
            Tryumfalnego.Prowadza do niego 5 pasowe ulice,normalnie rozmalowane linie
            i przed lukiem..sie koncza!Mozecie sobie wyobrazic,jak tam ruch okrezny
            wyglada..Dlatego co 3 auto w Paryzu ma stluczke...
            • 29.11.09, 13:23
              Zwroc w Niemczech uwage na parkingi bez nazwy.. Na nich nie ma toalet.
              Na trasie od polskiej do szwajcarskij granicy jest ich multum.. :/
              A ze Francuzi to sa flejtuchy to od dawna wiadomo. Francuzi maja 4
              tylko rzeczy warte uwagi.. Wino, sery, auta i kobiety :)
        • 29.11.09, 18:05
          Za to co podoba mi się we Francji to te orzeźwiacze na południu - takie betonowe
          kółko jak do rzutu młotem, obstawione słupkami. Po naciśnięciu przycisku rozpyla
          na ciebie lodowatą wodę. W tym upale zanim dojdziesz do samochodu to jesteś już
          z powrotem suchy, ale co się orzeźwiłeś, to Twoje.

          Naprawdę świetny wynalazek!
          --
          Nie jestem emigrantem. Jestem Europejczykiem!
      • 28.11.09, 20:31
        2 razy w Niemczech potrzebowalem noclegu i zawsze nocowalem w jakiejs dziurze w
        prywatnym pensjonacie. Bez zadnych problemow z jego znalezieniem. Sporo po
        polnocy...

        Stacje benzynowe w Niemczech zazwyczaj duzo lepiej wyposazone.

        Juz nie wspomne o tym, ze jazda autostrada przez dluzszy czas 120km/h jest
        nieziemsko nudna i meczaca.
      • 29.11.09, 15:17
        oczywiście aby nie być posądzony o pokątny marketing nie zdradzę,
        które stacje wolę


        to ja zdradze to za Ciebie; wolisz stacje Shella :-)

        z tym noclegiem blisko niemieckiej autostrady to miałes pecha bo tam
        niemal w każdej większej wsi znajdziesz jakis pensjonacik.. Może
        niefatrownie trafiłeś w jakis remont takiego hoteliku i dlatego
        musiałes kimac na parkingu będąc narazonym na zaloty kierowców
        tirów? Tak na marginesie; jakos nigdy nie zdażyło mi się byc
        zaczepianym przez tych kierowców choć nieraz zdazyło mi się
        przymrużyc oko na jakims parkingu... Może jak przestaniesz malować
        paznokcie to się odczepią? :-)

        --
        Swan
        ** Just say no to drug reps **
        nofreelunch.org/
    • 28.11.09, 13:23
      a obwodnica Budapesztu to bajka o jakiej nam się nawet nie śniło :)
    • 29.11.09, 18:20
      A ja trochę nie na temat, ale sobie użyję na autostradach Brytyjskich.

      Otóż - są do dupy. Już nie wspomnę o tym, że strasznie zatłoczone ale najgorsze
      jest to, że nie ma W OGÓLE małych parkingów. Są tylko olbrzymie Motorway Service
      Area, na których ceny wszystkiego są księżycowe, jest straszny tłok i hałas,
      zawsze jak tam jestem to jest albo autobus z dzieciakami albo z miłośnikami
      futbolu, zjeść to można najwyżej w McDonalds, a do tego za parkowanie powyżej 2
      godzin się płaci, i to słono. Za osobowy do 12 funtów, za ciężarówkę najdrożej
      co się spotkałem to 32. Parkingi są ciasne i często brakuje miejsca nawet dla
      osobówek, dla ciężarówek często to już w ogóle jest masakra, przez co wszyscy
      parkują gdzie się da i wystawiacze mandatów mają używanie. Miejsca te
      umiejscowione są dość rzadko - co 30-40 mil. Pozytywną rzeczą jest to, że bardzo
      często maja jakąś infrastrukturę spacerową, często staw z łabędziami,
      ławeczki,trawnik piknikowy i tak dalej. Ale co po tych wynalazkach przy
      brytyjskiej pogodzie?

      Dobrą rzeczą jest to, że na każdym z takich parkingów MUSI być prysznic i to
      darmowy. Tylko że jego stan często pozostawia wiele do życzenia.

      Jak ktoś podróżuje dużo po UK, to polecam zakup atlasu AZ lub innego na którym
      pozaznaczane są truckstopy. Są to miejsca, które w trosce o interesy ajentów
      przyautostradowych parkingów nie są wcale oznaczone na autostradach i po prostu
      trzeba wiedzieć gdzie zjechać. Nawet jednak po zjechaniu na znakach wielkimi
      literami jest napisane "tylko dla ciężarówek" ale tym nie należy się przejmować.

      W większości przypadków taki truckstop to dziurawy parking dla TIRów z małą
      obskurną z wyglądu knajpką oraz prysznicami i toaletami, ale czasem jest to
      większa rzecz ze sklepami, serwisem itp. Korzyścią jest to, że w takim miejscu
      można zjeść o wiele taniej (choć często tylko tłuste żarcie brytyjskie) oraz
      prysznice są o wiele bardziej cywilizowane. Wadą takich miejsc jest to, że
      często znajdują się z dala od autostrad.

      Kolejną alternatywą dla oficjalnych MSA są supermarkety znajdujące się blisko
      autostrad. Jest ładnych parę takich miejsc - że z głowy teraz podrzucę M5 w
      Birmingham (ASDA), M11 koło londynu (Tesco), ASDA w Carisle, Morrison na
      skrzyżowaniu M74 i M8 w Szkocji i tak dalej. Można sobie tanio kupić kanapki czy
      jakieś sałatki, często bez nawet potrzeby wchodzenia na sklep, większość z nich
      ma też małe knajpki przy wejściach.




      --
      Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
    • 03.12.09, 12:13
      Przejeżdżając Niemcy wpoprzek co najmniej jedną trzecią drogi (a
      spora szansa, że i połowę) przejedziecie po trójpasmówkach. Są
      trasy, prowadzące w zasadzie wyłącznie trójpasmówkami, np. A2 z
      Berlina przez Magdeburg i Brunszwik do Essen – prawie 500 km! Jadąc
      na takich drogach czujemy coś, co gdzieś opisano jako „ultimate
      driving experience” – przetłumaczę to jako „ostateczne doznanie
      kierowcy” (oczywiście nie licząc przejazdu na trasie Błonie – Łowicz
      i Wieliczka – Brzesko). A co do Francji: no cóż, nie powiem żeby nie
      było tam trójpasmówek, i owszem, zwłaszcza im bliżej Paryża oraz im
      bliżej Morza Śródziemnego, ale jest ich jednak zauważalnie mniej i
      można chyba powiedziec, że o ile w Niemczech regularnie przeplatają
      się z dwupasmówkami, to jednak tu są raczej wyjątkiem. 1:0 dla
      Niemiec.

      Inna kwestia to drogi, które w zasadzie nie spełniają standardu
      autostrady, a jednak wliczane są do sieci, a za niektóre pobiera się
      wręcz opłatę (to oczywiście tylko we Francji). Najczęściej ów
      substandard polega na braku pasa awaryjnego, braku telefonów
      alarmowych i braku zatoczek wypoczynkowych, czasem na nieznacznym
      zwężeniu szerokości pojedynczego pasa. Drogi takie oficjalne
      stanowią sieć francuskich autoroutes pod jakąś specjalną nazwą,
      której zapomniałem. Przykładem jest długi odcinek A10 od Bordeaux po
      bodaj Poitiers czy Tours. Natomiast co do Niemiec to wydaje mi się,
      że w zasadzie takich substandardowych autostrad nie spotkałem, jeśli
      nie liczyć pojedynczych, góra kilkudziesięciokilometrowych odcinków.
      2:0 dla Niemiec.

      Jeżeli chodzi o jakość nawierzchni, to uważam ją za całkowicie
      porównywalną. Oczywiście o dziurach, łatach czy koleinach nie ma
      mowy. W Niemczech czasem bywa beton, we Francji sobie nie
      przypominam. Natomiast mam takie dziwne wrażenie, że we Francji na
      niektórych autostradach używano jakiegoś specjalnego gatunku
      asfaltu, po którym jedzie się znacznie ciszej. Ale być może to
      złudzenie, wynikające z faktu że w Niemczech generalnie jeździ się
      szybciej, więc i hałas jest większy. Zatem jednak jeśli ktoś z Was
      ma podobne odczucie co ja, będę wdzięczny za potwierdzenie, że nie
      dopadła mnie jakaś paranoja. Póki co jednak tylko 3:1 dla Niemiec.

      Ale... słyszeliście o bramkach w ostatniej minucie meczu? Bo właśnie
      zamierzam poruszyć temat pod tytułem remonty.

      Jako ktoś, kto przez lata regularnie padał ofiarą bandytyzmu
      Stalexportu, powinienem właściwie przyzwyczaić się do myśli,
      że „autostrada” oznacza szeroki na 2 metry pas asfaltu, wzdłuż
      którego gęsto stoją po obu stronach biało-czerwone przenośne słupki,
      jedzie się z prędkością 60 km/h, a na początku i końcu płaci. Ale
      się nie przyzwyczaiłem. I dlatego muszę powiedzieć, że jeśli w kilku
      postach powyżej pojawiły się narzekania na niemiecki perfekcjonizm,
      to ja te narzekania całkowicie podzielam.

      Możecie przejechać całą Francję i nie spotkać ani jednego zwężenia.
      Jeszcze bardziej niewiarygodne jest to, że francuskie autostrady są
      w bardzo dobrym stanie i z pewnością nie można powiedzieć „no tak, u
      nich nie ma remontów, i to widać po tych wszystkich dziurach,
      koleinach i wybojach”. Nie wiem, jak oni to robią. Być może coś do
      rzeczy ma to, że po pierwsze na francuskich autostradach ruch jest
      jednak mniejszy niż na niemieckich, a po drugie, ów kraj dobry bóg
      obdarzył łagodniejszym, atlantycko-śródziemnomorskim klimatem, niż
      graniczące niemal z Syberią Niemcy. W każdym razienapotkanie remontu
      na francuskiej autostradzie jest równie rzadkie, jak napotkanie
      polskiej autostrady w ogóle.

      Ostatnio przejechałem całą Francję od granicy hiszpańskiej do
      niemieckiej i oczywiście nie potknąłem się ani o jeden remont. Może
      i po nocy nie zauważyłbym, że wjechałem do Niemiec, gdy zobaczyłem
      zapomniany znak: roboty drogowe! Pocieszyłem się jednak, że to tylko
      chwilowe ograniczenie prędkości. I faktycznie, zaraz musiałem znowu
      zmienić bieg, na niższy. A potem już poszło! Zwężenie pasów, remont
      wiaduktu, brak pobocza, zjazd na kontrapas, potem to, tamto i
      owamto... Po przejechaniu odcinka od Saarbrucken do Mannheim
      poczułem się, jakbym właśnie dojeżdżał od Katowic do Krakowa. W
      rezultacie, o ile we Francji komputer pokazał mi średnią prędkość
      117 km/h, to pod Mannheim spadła już ona do wartości dwucyfrowych.
      Wartości francuskie osiągnęła z powrotem dopieto pod Norymbergą.

      Dla przyzwoitości i uczciwości muszę dodać, że oczywiście tak nie
      wygląda przeciętna niemiecka autostrada. Zdarzają się nawet trasy,
      na których remontów nie ma w ogóle – wiosną np. wybrałem się z
      dzieciakiem do Legolandu, i trasę ze Słubic przez Berlin i Hamburg
      do Danii przejechałem, o ile pamiętam, bez żadnego zwężenia. Ale
      zaprawdę powiadam wam, że to był wyjątek. Nieustanne, powtarzajace
      się, koszmarne remonty są (oprócz belgijskich kierowców) największą
      zmorą niemieckich autostrad. I co mi z tego, że nie ma poboru opłat,
      skoro w sezonie stau przed takim remontem bywa większy, niż
      embouteillage przed niejedną bramką. 3:2 dla Niemiec, ale w końcówce
      to już była desperacka obrona.
    • 06.12.09, 20:11
      Powody są dwa. Kluczowy to ten, że brak jest ograniczeń prędkości na
      znacznej części niemieckich autostrad. W rezultacie, samochody
      podróżują z ogromnymi różnicami prędkości. Są oczywiście ciężarówki
      posuwające się swoimi 80 km/h, sporo aut osobowych podróżuje
      dostojnie nieco ponad 100 km/h, część – jeżeli nie większość –
      pokonuje kraj ojczysty ze 130-140 km/h na liczniku, ale wielu jest
      takich którzy utrzymują prędkość przelotową około 160 km/h, a na
      dodatek zdarzają się sportowcy, których prędkości zbliżają się do
      dwu złotych (nie mówiąc o jeszcze szybszych). A powod drugorzędny to
      ten, że na niemieckich autostradach jest moim zdaniem wyraźnie
      większy ruch. Zaś skutek w kwestii całokształtu jest taki, ża w
      Niemczech na dwu albo trzy pasach trwa nieustanne wyprzedzanie się,
      zjeżdżanie na lewo, zjeżdżanie na prawo, wyprzedzanie
      wyprzedzających, zwalnianie, przyspieszanie, itd itp. Czytałem
      opinię, że wystarczy utrzymywać spokojne 120 km/h aby nie musieć się
      tym przejmować. Może, niemniej z moich doświadczeń wynika, że
      gwarantowany spokój daje tylko stała prędkość rzędu 80 km/h, kiedy
      zajmujemy prawy pas i wlekąc się jednostaknie między tirami, nic nas
      więcej nie obchodzi. Jazda z tempomatem nastawionym na jakąkolwiek
      prędkość jest moim zdaniem w Niemczech trudna, chyba że trafimy na –
      co rzadkość - pustawą drogę. Prawidłowość jest przy tym taka, że na
      im większą prędkość nastawiony jest tempomat, tym krócej będziemy na
      nim jechać i tym szybciej go wyłączymy.

      W Niemczech w lusterko wsteczne patrzę średnio co kilkanaście
      sekund. Zjeżdżając na lewy pas aby wyprzedzić nigdy nie wiesz, czy
      za chwilę nie siądzie ci na ogonie w swoim Audi ktoś, kto kiedy
      patrzyłeś w lusterko wsteczne, był tylko małym punkcikiem na tylnym
      horyzoncie. Albo inna sytuacja, masz dość tego nieustannego
      wypatrywania luk do wyprzedzania i potem uciekania na prawo, idziesz
      na całość. Oto wyprzedzasz wszystkich jadąc ile fabryka dała, czyli
      najczęściej dwie stówki z małą górką, auto rzęzi, stęka i wydaje
      odgłosy jakby miało wystartować w podróż międzyplanetarną, tobie
      włosy stacją dęba pół na pół z ekscytacji i przerażenia, przy czym
      koncentrujesz się na patrzeniu kilometr do przodu zastanawiając się
      czy to małe przed tobą zdąży zjechać na prawo czy trzeba już zacząć
      hamować. Już abstrahuję od tego, że ja nie mam nerwów by tak jechać
      dłużej niż kilka minut po czym wymiękam i zjeżdżam na prawo, załóżmy
      że jesteś typem twardziela który potrafi posuwać dwa złote
      godzinami. Ale.... nie ma żadnej gwarancji że za chwilę za tobą nie
      pojawi się gdzieś z trzeciego wymiaru jakieś Maserati czy inny
      potwór marki którego nawet nie znasz, a za jego kierownicą znudzony
      Turek czeka uprzejmie, aż wreszcie łaskawie zwolnisz mu drogę i
      będzie mógł pognać swoim 250 km/h dalej...

      A teraz Francja. Po pierwsze, ruch ciężarówek jest tu zdecydowanie
      mniejszy. Po Niemczech jednak widać, że to kraj tranzytowy, i prawym
      pasem kilometrami ciągną się tiry na rejestracjach niemieckich,
      polskich, litewskich, łotewskich, estońskich, rosyjskich, czeskich,
      węgierskich, tureckich i w ogóle jakich dusza zapragnie. We Francji
      to zjawisko jest znacznie mniej dokuczliwe. Ale po drugie – i o
      wiele ważniejsze – górną granicą prędkości jest tu generalnie 130
      km/h, i że Francuzi tego limitu przestrzegają. Z moich obserwacji
      wynika, że nie licząc cieżarówek, 80% aut jedzie z prędkościką 120-
      130 km/h. Skutek bywa niesamowity – zdarza się, że przez dziesiątki
      kilometrów te sama auta jakby stały w szeregu jedno za drugim, tylko
      ziemia mknie pod nimi. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że we Francji
      jechałem na tempomacie przez dziesiątki kilometrów. Kiedyś chciałem
      nawet włączyć stoper żeby zmierzyć jak to długo trwa, ale zacząłem
      gdy minęło już zbyt dużo czasu. Chyba jednak nie pomylę się wiele
      jeśli stwierdzę, że na tempomacie można we Francji przejechać nawet
      30 km, i to nie w nocy na peryferyjnej autostradzie, ale w środku
      dnia na całkiem ważnej drodze. Do dziś pamiętam, jak ogromne
      wrażenie zrobił na mnie pierwszy przejazd z Bayonne do Bordeaux. Co
      prawda oficjalnie nie jest to autostrada i prędkość jest tam
      ograniczona do 110 km/h, ale podczas pokonywania tych bodaj 150 km
      na palcach jednej ręki można było policzyć, kiedy hamulcem
      wyłączałem tempomat. Żadnych ścigantów, nikt nie wyprzedza, nikt nie
      skacze po pasach, prawym pasem sunie jednostajnie sznur osobówek, a
      lewy pas wolny... Wszyscy na tempomatach, do tego dostrojonych w
      czasie jazdy tak, aby zrównać się prędkością z poprzednikiem...
      Czasem tylko trafi się jakiś Holender czy Brytol jadący ze swojego
      hiszpańskiego holiday home do domu, którego szlag trafił i który
      wyrywa lewym pasem ... Po pierwszych dwudziestu minutach zacząłem
      traktować kierowcę i pasażerów Laguny przedemną jak starych
      znajomych. Gdyby oglądali film na zagłówkach, mógłbym oglądać go
      razem z nimi... Odtąd już wiem: kiedy widzę przed sobą spokojny ruch
      na francuskiej autostradzie, dojeżdżam na kilkanaście metrów do
      ostatniego auta, włączam tempomat, przez kilka minut go reguluję w
      zależności od tego czy zbliżam się czy oddalem od poprzednika, i idę
      spać na nastepne kilkadziesiąt minut...

      Oczywiście trochę generalizuję, bo wiadomo że różnie bywa. Są dni i
      autostrady, gdzie jazda jest szarpana i nieprzyjemna także we
      Francji, głównie w okolicach Paryża, w dolinie Rodanu i na wybrzeżu
      Morza Śródziemnego. Ale jak boga kocham, na wspomnianą, ciągnącą się
      przez długie kwadransy „zbiorowa jazdę tempomatową” natknąłęm się we
      Francji kilka razy. A w Niemczech – nigdy. Tam jest nieustanne
      wyprzedzanie, uciekanie, skok na lewo, skok na prawo... Jeśli w
      ogóle na tempomacie można tam jechać dłużej niż kilka minut to chyba
      tylko dlatego, że jest środek nocy albo niemiecka drużyna piłkarska
      odniosła poprzedniego dnia kolejne zwycięstwo i wszyscy Niemcy leczą
      jeszcze kaca po pijaństwie ostatniej nocy
      • 06.12.09, 20:34
        Zageszczenie samochodow w Niemczech jest duzo wyzsze niz we Francji
        i autostrady sa za darmo.We Francji na autostrady przypada 21% ruchu
        samochodowego a w Niemczech 31%.Podobnie natezenie ruchu na
        autostradzie w przypadku Francjii tylko ok 32 tys aut a w Niemczech
        49 tys aut na godzine.
        de.wikipedia.org/wiki/Autobahn
        Mimo to we Francji smiertelnosc w wypadkach samochodowych jest
        prawie 25% wyzsza niz w Niemczech.
      • 09.12.09, 00:58
        A wiesz czemu jada te przepisowe 130? Oto kilka powodow: tolerancja
        policji dla Francuza to 137, dla obcego 145. Do 160 mandat do 300
        EUR, a potem to juz wchodzimy w kwoty dochodzace do sredniej
        krajowej we Francji, konfiskate mienia. O zaplacie na miejscu nie
        wspomne - zwykle karta. Maja doskonaly system radoarow, patroli oraz
        sciagalnosci. Pamietam jak zaczynali ta kampanie walki z
        predkoscia... jakos w 2001 czy 2002 roku.

        Teraz o przyczynach wypadkow Francja a Dojczland. O ile w De mamy
        przewage stuknietych Polakow/Ruskich oraz lokalnych Turkow, o tyle
        we Francji mamy cala palete kolorow naszego swiata, czesto
        pochodzaca z krajow gdzie samochod byl jeden na "obszar". Jezdza jak
        potrafia, ale... jada te cholerne 130.

        A na koniec. Gadanie ze autostrady i ich otoczenie jest kiepskie we
        Francji mija sie z celem, choc przynam ze odcinki darmowe i
        utrzymywane przez departamenty czesto naprawde pozostawiaja wiele do
        zyczenia. Za to jak mija sie bramke Peage to juz inna bajka.
        Pamietajcie, Francja to kraj Renault Espace i min 3 dzieci. W
        sierpniu 75% kraju siedzi miedzy Montpellier a Monaco. Jakos musza
        tam dojechac a dzeiciaki musza sie wyszalec - obojetnie czy to dzien
        czy noc. Dbaja o to i to widac. i najwazniejsze, oplata za WC jest
        wliczona w cene :) wiec czesto dziwia mnie rodacy szczajcy po
        krzakach :)
        • 09.12.09, 17:14
          > A wiesz czemu jada te przepisowe 130? Oto kilka powodow: tolerancja
          > policji dla Francuza to 137, dla obcego 145. Do 160 mandat do 300
          > EUR, a potem to juz wchodzimy w kwoty dochodzace do sredniej
          > krajowej we Francji, konfiskate mienia. O zaplacie na miejscu nie
          > wspomne - zwykle karta. Maja doskonaly system radoarow, patroli oraz
          > sciagalnosci.

          Ale za parkowanie mandaty mają niskie.
          Gdy w Paryży zaparkowałem w strefie płatnego parkowania bez zapłaty (2Euro/h), to po powrocie miałem mandat za 11Euro. Parkowałem 6 godzin, więc nawet gdybym zapłacił mandat, to wyszłoby taniej niż zapłaciłbym za parking.
          Co do wyprzedzania, to Francuzi nawet na drogach krajowych i lokalnych jadą jeden za drugim bez wyprzedzania nawet, gdy z naprzeciwka mają ponad kilometr wolnej drogi. Na pustej drodze potrafi sobie jechać taki sznureczek z 10 samochodów.
          • 09.12.09, 17:25
            > Co do wyprzedzania, to Francuzi nawet na drogach krajowych i lokalnych jadą jed
            > en za drugim bez wyprzedzania nawet, gdy z naprzeciwka mają ponad kilometr woln
            > ej drogi. Na pustej drodze potrafi sobie jechać taki sznureczek z 10 samochodów

            Nie tylko Francuzi. To częsty widok w cywilizowanych krajach - po co wyprzedzać,
            jak można spokojnie sobie jechać?
            --
            Poziomki powstają przez przewracanie pionków.
            • 09.12.09, 17:29
              > > Co do wyprzedzania, to Francuzi nawet na drogach krajowych i lokalnych ja
              > dą jed
              > > en za drugim bez wyprzedzania nawet, gdy z naprzeciwka mają ponad kilomet
              > r woln
              > > ej drogi. Na pustej drodze potrafi sobie jechać taki sznureczek z 10 samo
              > chodów
              >
              > Nie tylko Francuzi. To częsty widok w cywilizowanych krajach - po co wyprzedzać
              > ,
              > jak można spokojnie sobie jechać?

              w Polsce niestety nie, więc wniosek nasuwa się sam
              • 10.12.09, 00:38
                Polska jest karjem zacofanym a nie niecywilizowanym! Czemu w PL
                wyprzedzaja? A co maja zrobic jak nie ma normalnych drog? Jakos
                trzeba dojechac do celu. Taki germaniec czy francuzik wie ze jadac z
                Paryza do Marsylii czy Berlina do Monachium zajmie mu to 6-8 godzin
                i bedzie jechal droga normalna. A co ma zrobic Polak jadacy z
                Warszawy do Gdanska? Zaraz odezwie sie grom gierojow, ze taki
                dystansik robi sie w 3 max 4 godziny. Owszem, da sie, ba sam tak
                kiedys zrobilem, ale czy warto? I za jaka cene. Powiecie lotto,
                owszem. Nic wiecej sie tu nie da dodac :)
                • 10.12.09, 02:29
                  autofil napisał:

                  > Polska jest karjem zacofanym a nie niecywilizowanym! Czemu w PL
                  > wyprzedzaja? A co maja zrobic jak nie ma normalnych drog? Jakos
                  > trzeba dojechac do celu.

                  A bez wariackiego wyprzedzania dojechać do celu się nie da? No to ciekawe, jak
                  ja dojeżdżam.
                  Jura
                  • 13.12.09, 23:23
                    W samym manewrze wyprzedzania nie ma nic zlego. Dramat jest wtedy kiedy 90% kierowcow boi sie tego albo nie umie prawidlowo wykonac a niestety w Europie zach. poza zdyscyplinowanymi Niemcami jest z tym duzo gorzej niz w Polsce. Dlatego kolumny samochodow osobowych jadacych usypiajacym tepem 60-70km/h za jakims zolwiem nie sa rzadkim widokiem.
                    • 14.12.09, 16:01
                      No i bardzo dobrze. Ja wolę widzieć ciężarówkę za którą jedzie 10 kolesi którzy
                      nie potrafią wyprzedzić (jak w UK) niż cięzarówkę wyprzedzaną przez 10 kolesi, z
                      których tylko dwóch ma pojęcie o tym jak taki manewr wykonać bezpiecznie.
                      --
                      bluzgotron.pl
                      (DOZWOLONE OD LAT 18-TU)

                      <*>
                    • 14.12.09, 17:52
                      michaelm3 napisał:

                      > W samym manewrze wyprzedzania nie ma nic zlego.

                      Dlatego nie pisałem o wyprzedzaniu jako takim, lecz o wariackim wyprzedzaniu.

                      > Dramat jest wtedy kiedy 90% kie
                      > rowcow boi sie tego albo nie umie prawidlowo wykonac

                      Jeżeli tacy kierowcy nie biorą się za wyprzedzanie, to nie jest to jeszcze
                      dramat, co najwyżej powód do zniecierpliwienia.
                      Gorzej, gdy tacy mimo braku umiejętnosci za wyprzedzanie się biorą. Wtedy
                      rzeczywiście może być dramat, szczegolnie dla Bogu ducha winnych jadących z
                      przeciwka.
                      Jura
                    • 15.12.09, 12:27
                      ale oni tak jeżdża chyba nie dla tego, że boją się wyprzedzać, tylko dla samej jazdy gęsiego, bo jak wytłumaczyć, że gdy pierwszy samochód zakręty pokonuje w miarę sprawnie to kolejni ledwo mieszczą się na drodze i cuda wyprawiają aby tylko za bardzo nie oddalić się od poprzednika
    • 15.12.09, 18:57

      --
      Według feng shui przez otwartą muszlę klozetową nie tylko ucieka dobra energia,
      ale i przedostaje się ta zła.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.