tomek854 napisał:
> Co w tym złego? Ano dwie rzeczy:
> 1. Ubezpieczenie obowiązuje w kraju rejestracji. Poruszanie się samochodem za
> granicą jest ograniczone czasowo (zwykle do 3 miesięcy), ze o tym, że po 6
> miesiącach mieszkania w danym kraju trzeba auto przerejestrować nie wspomnę.
Tyż prawda. Ale nie zapominaj, że Polak potrafi. Z resztą do tej pory na
angielskich ulicach auto z polskimi blachami i grupą panów w odblaskowych
kamizelach i okutych butach nie jest rzadkością.
> Czyli po UK jeździłoby mnóstwo de facto nieubezpieczonych pojazdów.
Błąd - już jeździ.
> 2. Unikanie ubezpieczeń na wyspach jest bez sensu.
Do niektórych to nie przemawia :)
Ja wolałem mieć spokój i ciszę, więc nie kombinowałem.
> Najwyraźniej byłeś w UK za
> krótko żeby ten fakt odkryć. Owszem, w pierwszym czy drugim roku pobytu, mając
> niestabilną sytuację i polskie prawko jazdy zapłacisz jak za zboże, ale potem
> jest tylko taniej.
Byłem wystarczająco długo, żeby za fully comp w Churchillu płacić poniżej 480
funtów za rok. Rzeczywiście za pierwszy rok było to ponad 630 funtów za samo
third party (OC).
> Ja po 4 latach ubezpieczania samochodu w UK płacę nieco pona
> d
> 500 funtów za rok za fully comprehensive.
Zmień adres... bo coś dużo płacisz jak na 4 lata pobytu. Lepszy kod pocztowy to
gwarancja połowy sukcesu w zbiciu stawki ubezpieczeniowej do przyzwoitego poziomu.
> Taki sam zestaw (AC+OC) w Axa Direct
> jak właśnie sprawdziłem podając wszystkie moje dane + adres w ostatnim miejscu
> w
> Polsce gdzie mieszkałem kosztowałby mnie 2735 złotych, czyli nieco drożej.
Tylko jednego nie napiszesz innym forumowiczom, faktu, którego obaj jesteśmy
doskonale świadomi. Otóż różnica pomiędzy ceną gołego OC a pełnego ubezpieczenia
nie jest w Wielkiej Brytanii tak porażająca jak w Polsce.
> Do
> tego w UK mam GRATIS auto zastępcze i RAC assistance na terenie UK. No to gdzie
> jest drożej tak naprawdę? (a jeszcze weź pod uwagę zarobki).
W Anglii :)
Ja płacę jakieś 300-350 zeta OC. W Anglii w chwili obecnej za Third Party
zapłaciłbym pewnie koło 350-400 Funtów.
Z Anglii wróciłem, bo w Polsce lepiej zarabiać się dało.
> z tego co widziałem stanąwszy na stacji benzynowej mój był
> jedyny z nalepkami korekcyjnymi na reflektorach.
Bo to Polacy z wysp właśnie.
> Oczywiście wszyscy się zgrabnie wyprzedzali i jazda nie różniła się zbytnio od
> normalnej jazdy po Polsce (mam pewne wrażenie, że była nieco spokojniejsza i
> kulturalniejsza, ale może to autosugestia jest, choć jednak myślę, że ludzie
> dobre nawyki przywożą ze sobą).
Toteż piszę. Wystarczy rok-dwa odchamiania na drogach zachodniej europy i już
jeździ taki człowiek inaczej.
> Wbrew temu, co wypisują tu nasi jeźdcy
> apokalipsy nie zakończyło się to zbiorową drogową rzezią, po prostu, wszyscy
> sobie normalnie jechali aż do autostrady.
A dlaczego miałoby się to skończyć apokalipsą? Tyleż razy pytałem o dowody na
twierdzenie jakoby jazda z kierownicą po prawej w ruchu prawostronnym była
bardziej niebezpieczna od jazdy samochodem z kierownicą po lewej... nikt mi
dowodów żadnych (a prosiłem chociaż o statystyki wypadków powodowanych przez
takie pojazdy) nie dostarczył.
> Jedyny efekt będzie taki, że Polska zapłaci grubą karę. Z
> Waszych podatków (bo ja moje płacę w UK :P)
Znośne i przejrzyste podatki, normalne składki ubezpieczeniowe, ruch drogowy i
jeszcze kilka mniejszych spraw... za tym tęsknię.
Za samą Anglią niespecjalnie :)
A co do kar- zapłacą tylko odszkodowania i zwroty kosztów tym, którzy nie mogli
zarejestrować aut... niewielu się upierało przy rejestracji, jeszcze mniej osób
poszło do sądu, tylko jeden facet wyczerpał całą procedurę odwoławczą. Dużo tego
nie będzie.
--
Forum użytkowników aut marki BMW