Konfabulacje oportunisty.
Autor:
v-6
12.02.10, 23:46
Aż sprawdziłem w słowniku te "konfabulacje". Ale nie, jest jak myślałem: konfabulować to, najkrócej mówiąc, zmyślać. Tylko co?
Że poseł dał się ukarać? Że VIP-y mają lepiej? Że Houston to narkomanka? Że na zachodzie też wykorzystuje się władzę, pieniądze i pozycję do egoistycznych celów?
Nie wiem, o co ci chodzi.
Inna sprawa z oportunizmem. Tak, w pewnym sensie jestem oportunistą. Chciałbym, by wszyscy byli równi wobec prawa, ale to niemożliwe, bo:
1. Ludzie nie rodzą się równi.
2. Od czasu, gdy pierwszy małpolud walnął w łeb drugiego i zaczął obrabiać jego samicę, czyniąc siebie alfą, a tamtego betą, homo sapiens dąży do zapewnienia sobie i swemu potomstwu wyższej pozycji w hierarhii społecznej, a co za tym idzie dostatku, przywilejów i większej swobody. Także w sensie "łagodzenia" ograniczeń prawnych, bo prawo wymyślono po to, żeby ograniczać ekscesy władców, samowolę silniejszych i chociaż częściowo wyrównać szanse. I ono generalnie spełnia tę role w cywilizowanych społeczeństwach zachodu. Ale natura ludzka jest silniejsza niż nakazy prawa.
To właśnie świadomość tego faktu pozwala mi z pobłażaniem traktować sprawę posła, który załatwił sobie w papierach niekaralność.
Inna przyczyna mojego oportunizmu wynika z obserwacji mechanizmów społecznych: miłująca równość ludzkość sama kreuje swoich celebrytów. Daje im swój podziw i pieniądze, umozliwia zawarcie odpowiednich znajomości. A potem dziwi się, jak celebryta z tych darów korzysta. Wspomniany tu O. J. dostałby jak nic swój zastrzyk, gdyby był zwykłym żulem z ghetta, a nie legendą futbolu i gwiazdą mediów. Od tej samej czarnej ławy przysięgłych, pomimo ich rasizmu. Dick Cheney ze swoim Halliburtonem też nie spadł z Marsa na fotel wceprezydenta. No i dorobił się na wojnie, którą sam zaczął. Czy mi się to podoba? Nie. Sytuacja gospodarcza Grecji też mi się nie podoba. Na jedno i na drugie mam podobnie wielki wpływ. Nawet głosowałem przeciwko Bushowi w 2004, ale inni go wybrali. Zresztą czy Kerry nie miał swojego Cheneya?
A jeśli juz poważnie myślę o problemie prawa i aparatu ścigania, to inne sprawy zwracają moją uwagę: conajmniej od czasu Kuby Rozpruwacza wiadomo, że zbrodnia doskonała jest możliwa. A conajmniej od czasu Sacco i Vanzettiego, że niewinny człowiek może zostać wtrącony do więzienia, a nawet skazany na śmierć. W pełnym majestacie prawa. Tych dwóch rzeczy mogę się bać. VIP-owskich przywilejów ani się nie boję, ani ich nie zazdroszczę.
Pozdrawiam
v-6