Dodaj do ulubionych

Historia Porsche 911

IP: *.dip.t-dialin.net 25.03.04, 12:49
Porsche niw jest ojcem "Garbusa" ani 911.Ojcem jest Ledwinka.Stworzyl te
samochody przed II Wojna Swiatowa.Srawe patentow "zalatwil"A.Hitler.Po wojnie
VW wyplacil Ledwince (czytaj komunie Czeskiej) pare milionow
odszkodowania.Ledwinka za wspolprace z Niemcami odsiedzial pare lat w Czeskim
wiezieniu.
Ps.Prototyp ocalal.Stoi w muzeum motoryzacji w Czeskiej Koprywnicy.
Obserwuj wątek
    • Gość: Naonimusz Historia Porsche 911 i języka IP: *.resetnet.pl 25.03.04, 15:38
      Cyt.: "W tym samym roku dodano nową wersję Targa, pierwszy samochód z nadwoziem
      tego typu, w którym środkową część dachu dawało się swobodnie zdejmować,
      tworząc namiastkę prawdziwego kabrioleta. Osoby czekające na typowego
      kabrioleta musiały mieć naprawdę wielką cierpliwość - dopiero po 17 latach, w
      1982 roku, pojawił się właśnie taki pojazd."
      Uczta sie po polsku pisać a nie po polskawemu
      Miki to nie do ciebie, ale do "tfórcy" tego artykułu.
    • Gość: bolo Bzdury piszesz... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.04, 11:04
      Oto prawdziwa hisoria VW:

      Garbus narodził się z mglistego pomysłu na popularny samochód dla
      masowego nabywcy. Jego twórcami byli Ferdynand Porsche i Adolf Hitler. Aby
      bowiem doprowadzić do produkcji "garbusa", Porsche sprzymierzył się z Hitlerem,
      niczym Faust, który podpisał pakt z diabłem. Ten pierwszy swoim nazwiskiem
      sygnował konstrukcję "auta dla niemieckiego ludu", Hitler finansował cały
      projekt z pieniędzy państwa i partii nazistowskiej. Nie rozpoczęto seryjnej
      produkcji przed wybuchem wojny. Po jej zakończeniu udało się uruchomić taśmy
      chyba tylko dlatego, że "garbus" nie spodobał się aliantom i fabryka nie
      została wywieziona w ramach wojennych reparacji. Kiedy wreszcie ruszyła masowa
      produkcja, "garbus" okazał się najpopularniejszym samochodem w dotychczasowych
      dziejach motoryzacji. Ten sukces umożliwił narodziny koncernu Volkswagena,
      który w latach 50. i 60. był symbolem odrodzenia gospodarczego demokratycznych
      Niemiec, a od ponad dekady jest największą firmą samochodową w
      Europie. "Volkswagen nie powinien być samochodem małym"- twierdził Porsche,
      przeciwstawiając się rozpowszechnionej u konkurentów recepcie na popularny
      samochód. Powinien być to pojazd nie mniejszy niż inne produkowane wtedy auta,
      z silnikiem umożliwiającym równie szybką jazdę, ekonomicznym i wymagającym
      minimum obsługi. Sens tych uwag jest jasny: popularny samochód nie powinien
      sprawiać wrażenia namiastki pełnowartościowego samochodu, tak by
      posiadacz "auta dla ludu" nie czuł się na szosie kierowcą drugiej kategorii.
      Uproszczona obsługa była zaś konieczna, skoro dla większości nabywców
      Volkswagen miał być pierwszym samochodem w życiu. Po nieskomplikowanych
      przeróbkach Volkswagen miał się także zmienić w samochód dostawczy, albo pojazd
      dla armii. To była danina dla wojskowych sprzymierzeńców Porsche.
      Rozwój "cywilnej" motoryzacji w nazistowskich Niemczech miał przecież- o czym
      publicznie się nie mówiło- obniżać koszty produkcji samochodów dla wojska. Stąd
      właśnie wziął się początkowy pomysł, by "garbus" był samochodem przystosowanym
      do przewozu trzech dorosłych i dziecka albo trzech żołnierzy i karabinu
      maszynowego. Oprócz ogólnych rozważań, dokument Porsche zawierał też konkretne
      propozycje. Jego Volkswagen miał pomieścić cztery osoby, ważyć 650kg, rozwijać
      prędkość do 100km/h, zużywać średnio 8 litrów benzyny na 100 km.i kosztować
      1550 reichsmarek (najtańsze niemieckie auta kosztowały wtedy 2-4 tys. marek).
      Dokument zawierał też szkic auta bardzo już przypominającego "garbusa".
      Charakterystyczny zaokrąglony, a patrząc z góry -kroplowaty- kształt nadwozia
      gwarantował przestronną kabinę pasażerską, a ponadto ułatwiał malowanie
      ówcześnie stosowanymi lakierami (ważne przy masowej produkcji). Umieszczony z
      tyłu silnik i duże koła umożliwiały pokonywanie wzniesień i jazdę po kiepskich
      drogach. Czy kształt ludowego auta wymyślił Porsche? Tak sugeruje dokument ze
      stycznia 1934r. Auto z przedstawionego w nim szkicu jest zresztą podobne do
      samochodów produkowanych przez Porsche na początku lat 30 dla firm NSU i
      Zündapp, które ostatecznie nigdy nie weszły do produkcji. A może
      kształt "garbusa" wymyślił osobiście Adolf Hitler? Według tej wersji "garbus"
      powstał 23 grudnia 1933r. Na ten dzień datowane są bowiem szkice popularnego
      samochodu zrobione ponoć przez Hitlera po spotkaniu z Ferdynandem Porsche.
      Jednak szkic Hitlera (jeśli rzeczywiście jest jego autorstwa) jest tak ogólny,
      iż mógłby wyobrażać wiele różnych aut. Opowieści o udziale Hitlera w
      projektowaniu "garbusa" miały za to praktyczną wartość: dzięki nim można było
      zatkać usta przeciwnikom Volkswagena. Sensacja wybuchła kilka lat temu, gdy
      opublikowano pochodzący z połowy lat dwudziestych szkic auta niezwykle
      podobnego do "garbusa". jego autorem był Bela Barenyi, wyśmienity inżynier
      węgierskiego pochodzenia, związany z Mercedesem. Przesłał swój projekt Porsche,
      ten jednak odesłał go ze słowami krytyki. A zatem Porsche, Hitler, czy Barenyi?
      Chyba już nigdy ta zagadka nie zostanie rozwikłana. Na pewno Porsche był twórcą
      wyśmienitego, prostego i trwałego zawieszenia "garbusa" (choć i tu wspomina się
      o poprzednikach). Ale już legendarny, prawie nnie do zdarcia silnik Volkswagena
      typu bokser skonstruował młody inżynier Franz Reimspiess, który w połowie lat
      30 trafił do firmy projektowej Porsche. W lipcu 1934r. Porsche podpisał umowę
      ze Związkiem Przemysłu Samochodowego Rzeszy (Reichsverband der
      Automobilindustrie) w sprawie konstrukcji Volkswagena. Prototyp miał powstać w
      ciągu dziesięciu miesięcy, a honorarium ustalono na niebagatelną kwotę 20 tys.
      marek miesięcznie. Rząd Rzeszy nieco zmodyfikował wyjściowe założenia:
      postanowiono między innymi, że cena "auta dla ludu" nie może przekroczyć 900
      marek (później cenę tę skorygowano na 990 marek). Pierwsze prototypy auta
      Ferdynand Porsche budował w domowym garażu. Prace trwały rok, dwa miesiące
      dłużej niż zakładała umowa, a co gorsza - konstrukcja nie nadawała się do
      produkcji. Nie udało się też zmniejszyć kosztów. Mimo, że Porsche nie wywiązał
      się z umowy, dzięki poparciu Hitlera dostał pieniądze na dalsze prace.
      Postanowiono, że kolejne partie prototypów zostaną wyprodukowane już nie w
      garażu projektanta, ale w fabryce mercedesów w Sindelfingen. Los "garbusa"
      rozstrzygnął się latem 1936r. Szefostwo Przemysłu Samochodowego Rzeszy było
      wściekłe. Już od dwóch lat łożono pieniądze na budowę samochodu, o którego
      zaletach na drodze nikt nic nie wiedział. Prototyp pokazany na początku 1936r
      po prostu się nie spodobał i wątpiono, by zdobył uznanie masowego nabywcy.
      Tymczasem, za plecami związku, Porsche spotykał się z Hitlerem, który zapewnił
      go o swoim pełnym poparciu dla projektu. Hitler publicznie zapowiedział,
      że "samochód dla ludu" nie będzie droższy od przeciętnego motocykla. Porsche
      nie protestował. Przedstawiciele lobby niemieckich firm stwierdzili w poufnym
      piśmie, że Porsche jest konstruktorem genialnym, lecz kosztownym. Pod koniec
      1936r. odbyły się próby drogowe prototypów "garbusa". Wyprodukowane przez
      Mercedesa, a ostatecznie zmontowane w warsztatach pancernych SS były objeżdżane
      przez wyselekcjonowaną i zaprzysiężoną grupę 120 esesmanów. Próbę tę prototypy
      przeszły pomyślnie. Po prezentacji dla władz partyjnych i rządowych Trzeciej
      Rzeszy auto zostało skierowane do poprawek. Porsche był fanatykiem konstrukcji
      solidnych, na lata. Trzydzieści prototypowych "garbusów" przejechało blisko 2,5
      mln. kilometrów. Dziś tak intensywne testy to standard. Ale 60 lat temu był to
      ewenement, który umożliwił dopracowanie pojazdu w każdym calu. Nic dziwnego, że
      produkcja samochodu pochłonęła gigantyczną kwotę 30 mln. marek. Prace nad
      kolejnymi prototypami "garbusów" trwały aż do wybuchu wojny. Hitler chciał,
      by "samochód dla ludu" produkowały wszystkie niemieckie fabryki aut. Bardzo
      szybko pomysł ten upadł. Związek Przemysłu Samochodowego Rzeszy wyłożył co
      prawda pieniądze na jego konstrukcję, ale to wszystko. Firmy samochodowe nie
      chciały się angażować zbyt głęboko w projekt firmowany co prawda przez państwo,
      ale sprawiający wrażenie prywatnego przedsięwzięcia faworyta Hitlera. Prace nad
      konstrukcją Volkswagena przyniosły firmie Porsche ogromne, nie notowane
      wcześniej zyski: prace nad autem trwały ponad cztery lata, a po opracowaniu
      wersji cywilnej przyszła pora na konstrukcję kilku odmian dla wojska. Firma
      Ferdynanda Porsche zaprojektowała nie tylko "garbusa", ale nawet miasto, które
      miało powstać wokół wytwarzającej samochody fabryki. Masowa produkcja "auta dla
      ludu" miała oznaczać jeszcze większe wpływy, szczególnie dla Ferdynanda
      Porsche. Od każdego "garbusa" miał przez cztery lata dostawać jedną markę. A
      już w 1934r. Hitler zdecydował, że po rozwinięciu w pełni potencjału
      produkcyjnego ma opuszczać taśmy montażowe milion volkswagenów rocznie. W
      całych Niemczech rocznie pows
      • Gość: Michal Re: Historia Porsche 911 IP: *.telia.com 26.03.04, 18:28
        A jak bylo w Polsce; wyciagnolem z archiwum dla przypomnienia

        • Volkswagen terenowy IP: *.telia.com
        Gość: Michal 10.07.2003 12:48 zarchiwizowany


        Za czasow " Adzia" produkowano na potrzeby armi terenowke volkswagena.Uzyto
        tego samego silnika "wiatrem pedzonego".Mialem okazje sie takowym przejechac
        zdobycznym z demobilu jako dziecko w Komorowie pod Warszawa.Byl to rok 1947
        niesamowita uciecha do dzisiaj pamietam,otwarty motor dosc chuczal.Mial
        zamazany krzyz ale orginalne maskujace kolory i chyba nie byl
        zarejestrowany,ale wtedy sie tak
        jezdzilo. Pozniej jak
        bylem starszy to kiedys przeczytalem w kulisach artykul o jakiejs podziemnej
        fabryce odkrytej na ziemiach odzyskanych.
        Bylo tak, zeszlismy po schodach znajdujacyh sie w nieduzym wartowniczym
        bunkrze,nikt nie mial pojecia do czego ten obiekt sluzyl.Po spenetrowaniu
        ostaniej kondygnacji ktos zauwazyl z ekipy poszukiwawczej ze podloga jest
        wylana na stary beton.Nastepnego dnia zorganizowalismy lomy i i rozpieracze i
        mloty.Zaczelismy kuc,po pary godzinach mielismuy wglebienie okolo 20cm.Nie
        dalismy za wygrana,dnia nastepnego przystapilismy o swicie do pracy ,kolo
        poludnia po przebicu sie okolo 25 cm lanego cementu z zwirem czyli betonu do
        wlasciwej podlogi.Zostawilismy to dnia nastepnego.Znowu walenie od rana do nocy.
        Pod wieczor zaczelo byc slychac inny dzwiek i po chwili ukazala sie
        dziura.Wszyscy sie rzucili do otworu z latarkami.Powstal
        tumult .wrzasnolem ,spokojniej pozabijacie sie .musimy uwarzac ,czy przypadkiem
        nie jest zaminowane.Raczej odpadalo poniewaz zabezpieczenie bylo
        dobre.Pracowalismy do polnocy ,otwor na tyle byl szeroki ze swobodnie mozna
        bylko przecisnac czlowieka.Swiecimy i ukazuja sie obok otworu schody prowadzace
        na dol do nieduzego pomieszczenia,tak jakby socjalne zabespieczenie bunkra.Byl
        stol resztki konserw.w szafie w scianie zapas konserw,pozniej poprobowalismy
        byly swietne ,byl chleb jak swiezy,konserwy miesne, byly do picia flaszki z
        winem .Nie pozwoliem otwierac zreszta nikt niechcial.Wiecie to nie bylo jeszcze
        10 lat po wojnie.Sprawdzilismy nasze latarki wymienilismy juz niewiem ktory raz
        baterie i rozpoczelismy marsz tam gdzie nas korytarz w ksztalcie tunelu
        prowadzil.Po przebyciu okolo 50m stwierdzilismy ze powietrze nie jest
        stechle,czyli wentylacja grawitacyjna dzialala.Ukazal sie duzy plats i tam
        jeden tunel gdzis prowadzil jakby lekko pod gore,nie pozwolilem nikomu chodzuic
        bojac sie ze przy wyjsciu bedzie zaminowane. Mysmy skrecili w strone przeciwna
        i tam ukazaly sie drzwi stalowe zamkniete tylko na zwykly mechanism blokujacy.
        Po otworzeniu ukazala sie duza waska hala produkcyjna. na tasmie staly nie do
        konca zmontowane silniki do volkswagena te "wiatrem pedzone" o pojemnosci
        1200cm w trakcie jak sie przesuwalismy to zobaczylem ze silnik byl bardziej
        kompletny i na koncu juz staly gotowe.Podeszlem z kolego zlapalismy za kolo
        pasowe dal sie obrocic, bylo suche powietrze, ani krzty wilgoci to zasluga tej
        swietnej samoczynnej wentylacji.Chlopcy zaczeli krzyczej otwieramy fabryke
        silnikow.Po chwili zdalismy sobie sprawe ze to nie moxliwe,to byly czasy
        stalinowskie,za wejscie tam i obejrzenie tej techniki mozna bylo juz zarobic z
        10lat za szpiegostwo. Rozeszlismy sie po magazynach swietnie zorganizowane
        zaplecze gdzie byly zmagazynowane wszystkie czesci potrzebne do montazu,w
        sasiedztwie bylo przejscie do hal produkcyjnych gdzie staly rzedami obrabiarki
        i inne urzdenia potrzebne do produkcji silnikow.Ktos spojrzal na zegarek
        zblizala sie 7 rano ,cala noc tak ciekawie spedzona.Wracamy do domow ,nikt z
        nas pary nie puscil.Postanowilsmy ,pracowac w czasie wakacji ,i zebrac
        pieniadze na zakup zloma volkswagena terenowego bo tylko takowe w tym czasie
        byly ,odszykowac i wyniesc zmontowany nowy motor do niego i pozniej
        zamontowac.Czekalismy do nastepnych wakacji.... cdn ...
        Pzdr.Michal


        • Gość: Michal Re: Historia Porsche 911 IP: *.telia.com 26.03.04, 18:29

          • Re: Volkswagen terenowy
          darkle 10.07.2003 14:48 zarchiwizowany


          Brzmi to co najmniej jak z filmu, ale naprawdę jestem ciekawy dalszej części,
          co dstało się z tą fabryką?



          • Re: Volkswagen terenowy IP: *.telia.com
          Gość: Michal 10.07.2003 20:47 zarchiwizowany


          Kontynuacja;
          Po przyjsciu do domu,nie moglem opanowac podniecenia,rodzice to
          zauwazyli .Pytaja sie czy moga pomoc w jakis sposb,odpowiedzialem ,ze jestem
          zmeczony i chce sie wczesniej polozyc.Zanim zasnalem rozmyslalem.Nie mam prawa
          jazdy ,koledzy rowniez .Bylismy bardzo biedna rodzina.Jak tego dokonac.Rano
          mialem glowe pelna pomyslow.Spotykamy sie jak zwykle w bunkrze,pytam sie
          kolegow i co dalej ,chodz idziemy na dol zobaczymy pomyslimy.Tak
          zrobilismy.Chodzilismy grupa,jednak strach byl duzy ,nikt nie chcail sie
          odlaczyc.Slyszelismy historie o tym ze niemcy zamurowywali takie fabryki z
          wiezniami robotnikami przy pracy.Czulismy sie nieswojo.Ogladajac hale
          dokladnie i magazyny odkrylismy dosc pojemne pomieszczenie przy placyku i
          tunelu glownym.Po otwarciu dzrwi,ktore nawet troche piszczaly ,przyprawialy
          omaly zawal serca.Nam mlodym kolataly sie jak szalone,oczywiscie ze
          strachu.Ukazal sie widok niesamowity,prawdziwe trzy sztuki VW KFZ terenowe
          odkryte z czarnymi krzyzami na burtach kompletne.Ogladamy dokladnie ,posiadaly
          akumulatory 6V 88Ah.Po wlaczeniu pozycyjnych cos tam sie jarzylo.Czyli
          niezupelnie rozladowane.Nikt z nas jezdzic nie umial.Jednego z kolegow ojciec
          byl ofcerem w wojsku w czasie wojny,chlopak ten jezdzil z ojcem duzo.Zaczal
          nas uczyc i pokazywac jak sie robi aby ruszyc zahamowac itp.Cwiczylismy okolo
          tygodnia na sucho.Nikt z nas nie potrafil naladowac akumulatora.W koncu
          zdobylismy malego francuza (klucz uniwersalny) i odkrecilismy
          akumulator,pamietam kolega powiedzial zeby pamietac ktory jest plus.Kable byly
          strasznie grube.Akumulator ponieslimy do miejscowego elektryka,mowiac ze
          bedzie na gwiazdke do oswietlenia choinki.Nic nie powiedzial ,za dziesiec jaj
          naladowal.Sprawdzalismy w tanku bylo pelno benzyny,kola dopompowalismy pomka
          znalkezionoa w jednym z aut,po uprzednim wlaniu oleju byla sucha i niechciala
          pompowac.Wypchalismy auto do placyka i tam jeden z kolegow powiedzial ze
          musimy go pchac na biegu,wlaczylismy dwojke i kolega puscil sprzeglo przy
          jakies 10km/h slychac bylo charakterysztyczne gulgotanie sinika,ale bez
          zaplonu.Po paru nawrotach zdecydowalismy sie uzyc startera.Kolega nas pouczal
          chodzilo o olej aby go rozprowadzic po tak dlugim postoju po
          silniku.Smierdzialo troche benzyna.Dzisiaj to wiem znalezlismy z przodu kurek
          pod tankiem ,po odkreceniu samoczynnie benzyna leciala do gaznika.Bylo nawet
          takie przelewanie jak w motocyklu.Auto juz bylo pod para i kolega naciska
          starter po uporzednim welaczeniu kluczyka.Ciche wi wiw wiwiwiw pruch i poszedl
          zaczal dymic mysmy sie cieszyli jak dzieci zaczelismy krzyczec,trzymac sie za
          rece.Tego dnia zpowrotem zapchalismy do naszego pomieszczenia po
          zamknieciu ,wrocilismy do domow.Glowa garaca sny spac nie moge krzycze w nocy
          matka pyta sie co sie stalo.Nic nie mowimy,rodzice sie zaniepokoili.Jak zwykle
          rano dobrze ze to byly wakacje udaslismy sie zpowrotem do naszej
          fabryki.Zaczelismy ogladac ten tunel co szedl w przeciwnym kierunku niz hala
          produkcyjna.Byl dos szeroki i lekko sie wznosil do gory.Po okolo 200m brama z
          stalowych wrot zamknieta.Zadnej furtki nic.Z boku byly pomieszczenia
          wartownicze i jakies dzrwi,ogladalismy dokladnie zadnych sladow
          zaminowan,pierwsze udalo sie otworzyc,za nimi byl krotki korytarzyk toalety
          umywalka i maly pokoj socjalny ,znowu znalezlismy mase konserw i
          picia.penetrujac nastewpne pomieszczenie patrzymy a tam na stojakch staly
          ustawione 4 kbk i 4 pm bergman i dwa schmajssery.Wszystkie byly zaladowane i
          nie pordzewiale.W szafie bylo chyba po kilka magazynkow na kazdy.Pare granatow
          tluczkowych i takich jajowych obronnych F-1.Lezaly w opakowaniu chyba z 4
          panzerfausty.Obejrzelismy z wielkim zaciekawiemniem,ale balismy sie tego
          ruszac,lezalo w malej szafce poare sztuk broni krotkiej chyba mausery
          strasznie fajne jeszcze prawie sie lepily od oliwy.W rumiencach na twarzy
          opuscilismy to pomieszczenie udajac sie z powrotem na korytarzyk.Natrafilismy
          nastepne drzwi,po ich sforsowaniu weszlismy na klatke schodowa i dawaj sie
          piac do gory.Dosc wysoko.Znowu drzwi otwieramy znajdujemy sie na klatce
          schodowej jakiegos domu,widac ze tu ludzie mieszkaja.Ogarnela nas
          panika.Pocichutku wychodzimy niezauwazeni przez nikogo na ulice.Byl to ladny
          kawal drogi od bunkra.Wedlug naszych spostrzezen niedalekjo powinien byc
          wyjazd z tej fabryki.szukamy caly dzien nastepny ,udajac ze gramy w
          pilke.Cholera nic nie mozemy znalesc.Zadnych wrot nic.Stracilismy caly dzien i
          nic .Nastepnegop dnia dwoch schodzi na dol z moltkami i wala w te wrota my
          staramy sie sluchac na gorze w miejscu co sie nam wydaje najbardziej
          prawdopodobne.Nic nie widac ani nie slychac.Na skwerze kolo parku robotnicy
          nawoza ziemie i robia nowe rabaty tak aby moc je obsiac na przyszly rok
          kwiatami.Pytamy sie dlaczego tutaj a jeden odpowiada a cholera byla dziura jak
          diabel i kazali z rady miejskiej zasypac smieciami a potem zrobic rabaty na
          kwiaty,Zaczynamy rozumiec ,ktos musial wiedziec o tej fabryce i wydal takie
          polecenie aby to nigdy nie wyszlo na jaw.Nasz marzenia tymczasowo upadly.Po
          prowcie do domu zakielkowala mnie mysl a jkaby rozebrac i wyniesc w
          czesciach,albo szukac jeszcze jednego wyjscia.Nasdtepnego dnia idziemy juz
          tylko w trzech najbardziej wytrwalych na poszukiwanie innego
          wyjscia.Faktyczniew drugim koncu hali bylo wejscie do nie tak szerokiego
          tunelu jak tamten ciagnal sie okolo 2km potem zaczal sie wznosic do gory.Znowu
          przy wyjsciu wrota i znajdujemy wyjscie boczne.Okazuje sie za miastem jest
          skarpa i wzniesienie i sie wychodzilo kolo tego wzniesiena zaraz kolo
          szosy.Szukamy w scianie wzgorza nic.Dokladnie wchodzimy wiele razy i
          odmierzamy odnajdujemy sa wrota ale za warstwa ziemi,obrosniete trawa ,nikt by
          nie przypuszczal.Nic nie odkopujemy,zamykamy te boczne dzrwi rownierz
          maskujemy ziemia i darnina z trawy.Sladu po nas.W domu juz teraz naprawde
          gorace glowy.
          c.d.n Pzdr.Michal
        • Gość: Michal Re: Historia Porsche 911 IP: *.telia.com 26.03.04, 18:30

          • Re: Volkswagen terenowy IP: *.telia.com
          Gość: Michal 11.07.2003 10:12 zarchiwizowany


          Kontynuacja;
          Dni uplywaly szybko,nasz plan nabieral stawal sie konkretny zakladal,za
          najpierw musimy miec miejsce aby przetransportowac te trzy VW-KFZ w bespieczne
          miejsce.U rodzin na wsiach odpadalo,wszyscy byli ludnoscia naplywowa.Zroznych
          rejonow ze wschodu.Praktycznie sprawa przyschla.Zaczelismy chodzic do
          szkol,srednich,najblizszy moj kolega skonczyl linie mechaniczna jak rowniez ja
          co w praktyce rownalo sie z mozliwoscia otworzenia wlanej firmy samochodowej.W
          Polsce bylo juz po odwilzy roku 56.W naszym miasteczku praktycznie nic sie nie
          zmienilo,kwiaty na skwerze rosly,dom z ktorego wychodzilismy z podziemi zostal
          zburzony ,ponoc grozil zawaleniem.Slowem nikt juz nie pamietal o jakies
          fabryce podziemnej.Moj przyjaciel podobnie myslal jak ja.Idea byla swietna
          otworzyc wlasny warsztat samochodowy,narzedzi i czesci dla jednej marki bylo
          na kilkanascie lat.Nachodzilismy przez pol roku Rade Narodowa w naszym
          miasteczku i w koncu komuchy zezwolily na otworzenie warstatu
          mechanicznego.Dostalismy kawalek ziemi w dzierzawe,tylko zaczac.Z lokalizacja
          byl ubaw,niewiedzieli gdzie i w czym nas usadowic.Poprosilismy o kawalek ziemi
          za miastem,nie bylo najmniejszych oporow.Dostalismy ten kawal co chcielismy a
          mianowicie kawalek od drogi z skarpa.W tym czasie miasto ulegalo
          rozbudowie,dostali jakies fundusze.Pierwsze co zrobili to zlikwidowali ten
          bunkier co mysmy kiedys wchodzili,zostal rozebrany w reszte zasypane.Na tym
          miejscu stanal pozniej dom mieszkalny para pietrowy.Rodzice nam pomogli
          dostalismy tez jakies materialy od rady narodowej i zaczela sie nasza
          budowa.Najpierw zostal wybudowany drewniany duzy barak w ktorym sie miescila
          wlasciwa firma.Sciana tylnia dochodzila do skarpy.W momencie jak sciana
          budynku zaslonila skarpe postanowilismy odkopac te stalowe wrota.Udalo byly w
          swietnym stanie.Tunel zostal polaczony z firma.Zupelnie nie widoczne od
          zewnatrz,nikt nawet sie nie domyslal o takiej kombimnacji.Na dachu widnial
          szyld naprawy mechaniczne.Przyjezdzali do nas rolnicy z okolicy traktorami
          naprawialo sie wszystko co jezdzilo po polach,Motoryzacja prawie nie
          istniala.Ale z czasem zaczely sie pojawiac poszczegulne auta.Coraz wiecej
          ludzi wiedzialo o nas.Wieczorami chodzilismy do tunelu i fabryki po narzedzia
          i materialy,byly swietne spawarki wirowe ,na rynku bylo ich nie duzo wszystkie
          pochodzily z mienia poniemieckiego.Rodzimy przemysl zacvzal produkowac zwykle
          transformatorowe.Mielismy od groma roznych elektrod,takie same na rynku
          kosztowaly majatek.Nasze uslugi byly cenione ze wzgledu na solidne wykonanie i
          wytrzymalosc.Pewnego dnia zajezdza do nas prawdziwy VW -Garbus.Pierwszy raz w
          zyciu go zobaczylismy.Ogladalismy ze wszystkich stron i stwierdzilismy ze ma
          taki sam silnik jak te nasze w naszej fabryce.Samochod nie byl nowy motor
          znacznie zuzyty i pytamy sie czego sobie zyczy,On uprzejmie lamana polszczyzna
          powiedzial ze motor jest juz na wykonczeniu,i prosi o pomoc tak aby mogl
          wrocic do W-Berlina.Umowilismy sie ze na rano bedzie gotowy.Facet sie zgodzil
          dostal od nas rower i pojechal do hotelu lub swojej rodziny.W nocy udalismy
          sie do fabryki,byly rozne wozki transportowe,zaladowalismy jeden motor gotowy
          zmontowany z tasmy.Swietnie sie krecil.Po przyjechaniu do firmy dokladnie sie
          go obejrzalo i zobaczylismy ze praktycznie to tylko 4 sruby go trzymaja pod
          klucz 17.Stary zdjelismy bylo troche pracy ,wiecie pierwszy raz w
          zyciu.Pozniej w odwrotnej kolejnosci ten nowy.Zostal troche dopucowany,po
          podklaczeniu wszystkich kabli probujemy po paru chwiilach pieknie
          gdacze.Zostal zalany olejem taki jaki byl na rynku,Powiedzielismy facetowi aby
          po przyjezdzie do domu zmienil natychnmiast olej na innej marki.Gosciu
          oniemial ,powiedzial chodzi jak nowy ,ach bede jezdzil az sie popsuje.Zaplacil
          swietnie to byly nasze pierwsze prawdziwe pieniadze.Praca monotonna.Po paru
          dniach przyjezdza nastepny czlowiek z niemiec.Fama poszla szybko,w W-Berlinie
          zwiedziano sie ze jest takich dwoch miglancy co montuja nowe silniki do
          Garbusow.Zaczely sie dla nas ciezkie dni codziennie byl jeden ´VW Garbus do
          wymiany silnika.Swietnie ze firma stala na uboczu nikt sie nie pytal co robimy
          i dlaczego przyjezdzaja Niemcy.Po roku zaczelo brakowac nam silnikow,prawie
          caly Berlin jezdzil na naszych motorkach.Postanowilsmy wziasc urlop dla ludzi
          i zamknac na miesiac firme.Zeszlismy razem na dol i we dwoch recznie
          zaczelismy znosic z magazynow czesci ktore jeszcze byly i montowac sami.Udalo
          sie po miesiacu mielismy gotowych oklo 65 silnikow,ale juz zaczelo brakowac
          blokow i czesci potrzebnych do montazu.Polki w magazynach staly puste,Czesci
          produkcuyjnej nie potrafilsmy uruchomic,brak energi,pozniej zreszta
          znalezlismy wylacznik i mozna bylo wszystko oswieltlic,maszyny
          funkcjonowaly.Postanowilsmny jechac do ostaniej srubki.W rok pozniej zostalo
          wszystko oczyszcone z czesci .Znalezlismy w podziemiach urzadzenia do
          transportu obrabiarek,po uruchomieniu dostarczalismy po jednej do naszego
          garazu.Po prostu zaczelismy je sprzedawac.Chetnych bylo niemiara, zcalej
          Polski,
          zjezdzala sie inicjatywa prywatna i kupowala.Po jakims czasie zaczeli dziwni
          ludzie nas nachodzic.Pytanie typu a zkad,itp.Postanowilismy zwijac
          manele.Bylismy juz ludzmi zamoznymi.Jak zwykle kazdego dnia udalismy sie
          rowerami do pracy.Bylo paru niemcow chcieli kupic cos historyczmnego.Wtedy
          sobie przypomnielkismy o tych 3 VW-KFZ-ach zostaly przyprowadzone do
          garazu.Faceci pieli cene ustalilismy po 10kkDM za sztuke poszly odrazu ,w ty,m
          czasie suma niewyobrazalna dla normalnego czlowieka.Umowilismy sie z Niemcami
          ze dluzej juz nie mozemy tutaj egzystowac zeby nam pomogli sie przedostac za
          granice.Niemcy dostarczyli lewe passy i tak przejechalismy z forsa w
          kuferkach.Bylo tego na wiecej niz do konca zycia na zachodzie.Pomoglismy
          finansowo naszym rodzinom.Pozniej dowiedzielisnmy sie ze prasa miejscowa
          pisala o odkryciu dziwnej fabryki alew nie wiedziano do czego sluzyla.Pewno
          jak zesmi wszystko przez tyle lat opylili.Komuchy zaczely cos podejrzewac ,ale
          nie bylo winnych i sprawa upadla,podono dzisiaj najwieksza pieczarkarnia
          znajduje sie w tych podziemach w Polsce.
          Teraz sie zastanowic co wy bylo gdyby sie oficjalnie to zalatwilo.Ubecja by
          rozkradla,ludzi pozniej w kazamatach meczyli zaden pozytek,a tak przynajmniej
          dobro ktore czlowiek kiedys wyprodukowal sie nie zmarnowalo.A ile tych
          motorkow jezdzi do dzisiaj w POlsce.Dlatego tez byly tak popularne, czesci
          byly ale dla wtajemniczonych.Pzdr Michal KONIEC.



          • Re: Volkswagen terenowy IP: *.pkobp.pl
          Gość: Maciej 14.07.2003 12:17 zarchiwizowany


          Michał czy to naprawdę wszystko prawda ? Jeżeli tak to naprawdę fantastyczna
          historia !!!

          pozdr.

          Maciej



          • Re: Garbus - Hitler ojcem chrzestnym
          greenblack 10.07.2003 12:13 zarchiwizowany


          Pewnie, technicznie był dzieckiem Porsche, ale Garbus był owocem ambicji
          Hitlera, który chciał zmotoryzować "rasę panów".


          Pozdrawiam

    • Gość: Gabriel Czesi, Slowacy i Hans Ledwinka. IP: *.ipt.aol.com 10.05.04, 20:04
      Hans Ledwinka byl "ojcem" boxera chlodzonego powietrzem oraz roznych rozwiazan
      bezramowej konstrukcji karoserii.
      W latach 1921-1945 byl dyrektorem czeskiej TATRY, gdzie mozna podziwiac np
      TATRE 87,ktora powstala pod jego kierownictwem:

      www.die-neue-sammlung.de/muenchen/sam/fahrzeug/b0001_5.htm

      a pod tym linkami pare dodatkowych informacji:

      images.google.de/imgres?
      imgurl=www.vvwca.com/features/people/ledwinka/img5.jpg&imgrefurl=www.vvwc
      a.com/features/people/ledwinka/&h=378&w=263&sz=18&tbnid=F5G6Nt7uIaMJ:&tbnh=117&t
      bnw=82&start=7&prev=/images%3Fq%3Dledwinka%26hl%3Dde%26lr%3D%26ie%3DUTF-8%26oe%
      3DUTF-8%26sa%3DN%26edition%3Dde

      images.google.de/imgres?imgurl=www.autohistories.com/tatra/Tatra77-
      lb.JPG&imgrefurl=www.autohistories.com/tatra/Tatra_history_auto3.html&h=5
      02&w=750&sz=54&tbnid=seqcuCj5usEJ:&tbnh=93&tbnw=138&start=2&prev=/images%3Fq%
      3Dledwinka%26hl%3Dde%26lr%3D%26ie%3DUTF-8%26oe%3DUTF-8%26sa%3DN%26edition%3Dde


      Ogladajac takie pojazdy trudno nie zrozumiec dlaczego przemysl samochodowy
      inwestuje w Slowacji i Czechach.
      Pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się