Dodaj do ulubionych

555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dead !!!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.04, 08:30
Ale pewnie zagazowanym poldkiem można przejechać ten dystans za 24 zł ??
Obserwuj wątek
      • blackmessiah popieram 07.06.04, 12:46
        Mój stary ma już drugą Omegę. Fakt, gnije toto, ale kosztuje mało i przewozi w
        środku motocykle w całości. A nowy Yaris traci po roku połowę wartości, więc
        tak tanio to nie jest. A poza tym takie małe gówna to nie samochody - to dobre
        dla ciułających karierowiczów, co to boją się, żeby się nic nie zepsuło.
        • niknejm Re: popieram 07.06.04, 13:27
          blackmessiah napisał:

          > Mój stary ma już drugą Omegę. Fakt, gnije toto, ale kosztuje mało i przewozi
          > w
          > środku motocykle w całości. A nowy Yaris traci po roku połowę wartości,

          O! Czyżbysmy na fachowca od straty wartości trafili? Może jakieś dane, link na
          poparcie tej (ryzykownej) tezy? I bez wykrętów proszę. Konkretnie. Tabela, z
          której to wyczytałeś, ew. inne źródło.
          Ktoś, kto choć trochę śledzi rynek wie, że napisałeś bzdurę totalną.

          > więc
          > tak tanio to nie jest. A poza tym takie małe gówna to nie samochody - to
          > dobre
          > dla ciułających karierowiczów, co to boją się, żeby się nic nie zepsuło.

          Logika mocno dziwna. 'Ciułający karierowicz' kupi raczej starego szrota
          odklepanego byle jak. Ważne, by była to duuuuża fura. I tanio :-)

          Pzdr
          Niknejm
          • blackmessiah ekspiacja 07.06.04, 15:01
            Ha! Rozszyfrowano mnie!

            Dykusja była dość luzacka, więc pozwoliłem sobie na daleko idące wnioski wzięte
            z przysłowiowego palca. Ale mój motyw był następujący: ośmieszyć ludzi
            kupujących nowe auta, które w dzisiejszych czasach są horrendalnie i
            niezasłużenie drogie w porównaniu do aut używanych.

            Kto kupuje auta nowe?
            Ludzie, którzy ciułali kasę przez całe życie jeżdżąc Fiatami 125. Cierpieli
            katusze, więc kupując np. nowego Yarisa są wniebowzięci. A wywaloną kasę muszą
            jakoś usprawiedliwić ekonomicznością samochodu.
            Lub młodzi gniewni, którzy dorwali się do stałej pracy i złodziejsko
            oprocentowanych kredytów, a na domiar złego ich pogląd na auta jest mocno
            kiczowaty i jedynym kryterium wiedzy jest reklama w gazecie.

            Co do Yarisa konkretnie: jego średnie spalanie w zależności od rodzaju silnika
            waha się między 5.7-6.0 L/100 km (ADAC Special/2002). To, że ktoś tam jadąc
            górki wyciągnął 3 L/100 km można włożyć między bajki. Tym bardziej, że paliwo w
            Niemczech jest normalne, a w Polsce po prostu chrzczone. Ale nawet zakładając,
            że to prawda, o niczym to nie świadczy.

            Małe porównanie:
            Sprowadziłem kiedyś Golfa II 1.6 z 1986 roku w czasach normalnej akcyzy (1.5%).
            Koszt całej operacji wraz z ceną samochodu wyniósł 3500 zł (auto kosztowało 400
            EUR). Zakładając, że nowy Yaris kosztuje w PL ok. 40 000 zł (dokładnej ceny nie
            znam) i zużywa te 6 L/100 km średnio, a Golf II 9 L/100 km - po 10 000
            przejechanych kilometrów mamy wydane (benzyna kosztuje 3.5 zł/L):

            - 42100 zł Yaris (cena+paliwo)
            - 6650 zł Golf (cena+paliwo)

            Po 200.000 km, kiedy z Yarisa nie zostanie już mokra plama na asfalcie (nasz
            Golf będzie jeździł dalej, bo części zamienne są tanie jak barszcz) koszty
            wyniosą:

            - 82000 zł Yaris (cena+paliwo+nie daj Boże że coś padnie)
            - 66500 zł Golf (cena+paliwo+części zamienne w każdym kiosku)

            Jeśli się mylę w obliczeniach, proszę mnie oświecić.

            Powiem jeszcze, że znajomy chciał kiedyś sprzedać roczne Renault Clio kupione
            za 36000 zł i nie mógł dostać za nie 20000 zł. Ja mówię o rzeczywistości, a nie
            o katalogach i obliczeniach tzw. "fachowców od rynku motoryzacyjnego".

            Z tego punktu widzenia stara Omega jest dla mnie oszczędniejsza niż nowy Yaris,
            który robiony jest spracowanymi rękami europejskiego zblazowanego robotnika, a
            z japońską precyzją nie ma nic wspólnego.

            Pozdrawiam przyszłych oponentów.

            And relax.
            • niknejm Re: ekspiacja 07.06.04, 16:35
              blackmessiah napisał:

              > Ha! Rozszyfrowano mnie!
              > Dykusja była dość luzacka, więc pozwoliłem sobie na daleko idące wnioski
              > wzięte
              > z przysłowiowego palca.

              Nie dało się nie zauważyć tego 'palca'. ;-))

              > Ale mój motyw był następujący: ośmieszyć ludzi
              > kupujących nowe auta, które w dzisiejszych czasach są horrendalnie i
              > niezasłużenie drogie w porównaniu do aut używanych.

              Ciekawa teza. O wartości towaru decyduje rynek. Jeśli dla Ciebie samochód nowy
              nie jest wart swojej ceny, kupisz używany. Dla kogoś innego (kto np. chce mieć
              jak najbardziej niezawodny środek transportu) zakupienie auta nowego ma sens i
              człowiek taki gotów jest zapłacić więcej. Sorry, na tym polega gospodarka
              rynkowa.
              Ja np. kupiłem auto używane - z pewnych przyczyn. Moja żona kupiła nowe - z
              innych przyczyn.

              A teraz zobaczmy jak poniższe pasuje do mojej małżonki :-)

              > Kto kupuje auta nowe?
              > Ludzie, którzy ciułali kasę przez całe życie jeżdżąc Fiatami 125.

              Kurczę, ona nigdy nie jeździła F125.

              > Lub młodzi gniewni, którzy dorwali się do stałej pracy i złodziejsko
              > oprocentowanych kredytów,

              Kupiła samochód za gotówkę, nie na kredyt. Ale pracę ma owszem, stałą. Czy to
              duży grzech?

              > a na domiar złego ich pogląd na auta jest mocno
              > kiczowaty i jedynym kryterium wiedzy jest reklama w gazecie.

              Hi hi, mocnym konkurentem Yarisa był Jazz, który w ogóle nie jest reklamowany w
              prasie. Przegrał tylko ze względu na brak automatu w ofercie.

              > Co do Yarisa konkretnie: jego średnie spalanie w zależności od rodzaju
              > silnika
              > waha się między 5.7-6.0 L/100 km (ADAC Special/2002). To, że ktoś tam jadąc
              > górki wyciągnął 3 L/100 km można włożyć między bajki. Tym bardziej, że paliwo
              > w Niemczech jest normalne, a w Polsce po prostu chrzczone. Ale nawet
              > zakładając,
              > że to prawda, o niczym to nie świadczy.

              A ta wypowiedź to o czym jest? Sugerujesz, że Yaris to paliwożerny supersmok
              palący 17L/100km? To jest ekonomiczny, nieduży samochód. ;-)

              > Sprowadziłem kiedyś Golfa II 1.6 z 1986 roku [...]
              > - 42100 zł Yaris (cena+paliwo)
              > - 6650 zł Golf (cena+paliwo)

              Hm... Pewien człowiek z mojej rodziny trzyma jako 'wózek na zakupy' Malucha z
              1983r. I wiesz co? Jest on znacznie lepszy niż Twój Golf i jakikolwiek Yaris
              (stosując Twoje kryteria) bo jego wartość to pewnie ze 200zł. A pali też
              nieduzo. ;-))))

              > Po 200.000 km, kiedy z Yarisa nie zostanie już mokra plama na asfalcie (nasz
              > Golf będzie jeździł dalej, bo części zamienne są tanie jak barszcz)

              Sugerujesz, że trwałość i niezawodność Golfa z 1986r. (na dzień dzisiejszy)
              jest wyższa niż nowego Yarisa? ROTFL po prostu. :-)

              > koszty
              > wyniosą:
              >
              > - 82000 zł Yaris (cena+paliwo+nie daj Boże że coś padnie)
              > - 66500 zł Golf (cena+paliwo+części zamienne w każdym kiosku)

              Więc powtarzam - Maluch AD 1983 jest the best!
              A jakby wziąć motorynkę z końca lat 70-tych, to ho ho! :-))
              W garażu mam skłądaka Wigry 5 z lat 80-tych. Tu to dopiero jest tanio :-))

              > Z tego punktu widzenia stara Omega jest dla mnie oszczędniejsza niż nowy
              > Yaris,
              > który robiony jest spracowanymi rękami europejskiego zblazowanego robotnika,
              > a z japońską precyzją nie ma nic wspólnego.

              Super. Fakt, że taka Omega potrafi stanąć w szczerym polu, ale to no problem.
              Żona se taka Omegę kupi, najwyżej będzie wozić gumowce i pelerynkę... Jak jej
              Omega padnie gdzieś nocą, na drodze w okolicach Glutków Dolnych, to kobita
              wciągnie na szpilki gumiaki i puści się na przełaj przez pola do kiosku w
              Glutkach Górnych, gdzie poczeka do rana w celu nabycia w tym kiosku supertanich
              części do Omegi. ROTFL. :-))

              Pzdr
              Niknejm
              • blackmessiah Re: ekspiacja 07.06.04, 20:53
                Lubię taką dyskusję. Wszystko, co przytoczyłeś ma sens. Ale na argumenty są
                kontrargumenty.

                1. Ten, kto uważa, że auta są warte swojej ceny, jest wg mnie niepoprawnym
                optymistą, albo zarabia dobrze i jest zadowolony z polskiej rzeczywistości.
                Tylko pozazdrościć sytuacji społecznej. Chyba się zgodzisz, że Corolla anno
                domini 93 wykonywana w Japonii jest samochodem trwalszym od obecnych w
                większości europejskich bubli (obecna jest robiona w Europie, jeśli się mylę,
                to mnie oświeć). Wiem, jak np. robiono Ople w Gliwicach. Po prostu różnica
                klasy, oczywiście relatywnie do okresu eksploatacji.

                2. "Ośmieszyć ludzi" - może rzeczywiście za mocno powiedziane. Jeśli uważasz,
                że nowe auto jest niezawodne, to też się mylisz. Ale oczywiście nie mogę nie
                przyznać, że jest statystycznie bardziej niezawodne, niż stare.

                3. Jeśli Twoja żona nigdy nie jeździła Fiatem 125 - pozazdrościć. Ale to o
                niczym nie świadczy. Moja teza o ciułaczach jest poparta obserwacją
                rzeczywistości wokół. Taki gość będzie stał z parasolem nad swoim samochodem
                (widziałem taki przypadek).

                4. Stała praca w Polsce nie jest grzechem, owszem. Jest dopustem Bożym -
                pozazdrościć. Co należałoby wreszcie zmienić.

                5. Nie mówię, że Yaris jest zły. Ale nie róbmy z niego supersamochodu. A te 6 L
                to wcale nie jest jakiś cud jak na tę klasę.

                6. Proszę nie porównywać Golfa do malucha! Golf, w odróżnieniu do samochodu
                inżyniera Karwowskiego, jeździ całkiem sprawnie i spala tylko 2 L więcej na 100
                km. Jest większy i szybszy, i da się nim pojechać w tzw. trasę.

                7. Trwałość Golfa jest relatywnie wyższa. Tak jak w przypadku Toyoty Corolli 93
                w stosunku do obecnego modelu Corolli. For sure.

                8. Z motorynką i wigry to oczywisty żart, więc nie komentuję. Mowa o
                samochodach.

                9. Oczywiście, że dla Twojej żony Yaris jest lepszy od Omegi, szczególnie
                stojącej w szczerym polu. Nie dziwi mnie także, że patrzysz przez jej pryzmat -
                należy pochwalić taką mężowską postawę. Ale czy nadal uważasz, że Yaris nie
                może w szczerym polu odmówić posłuszeństwa (zwłaszcza, że nieoświecone panie
                nie zwykłe są dolewać oleju do silnika co jakiś czas)? W Omedze Caravan (bo
                taką ma mój rodziciel) można wtedy złożyć tylne siedzienia i się wygodnie
                wyspać. Z tego wynika, że Yaris jest samochodem dla kobiety. Ja mam siostrę,
                która podobnie jak ja nie preferuje drobnicy. Więc może nie wszystkie panie
                lubią małe samochody.

                10. Ostatni argument: ciekawe, ile będzie warty Twój Yaris po 5 latach. Czyli
                mówiąc wprost - ile kasy stracisz na tej inwestycji uszczęśliwiającej Twoją
                żonę? Bo jak ktoś ją puknie na parkingu, albo nie daj Boże ona gdzieś uderzy -
                kto da Ci tę kasę za bity samochód.

                Reasumując: każdy ma swoje racje. Pisząc posty liczę właśnie na tak żywą
                dyskusję. Każdy samochód ma swojego nabywcę. Golf IV kosztował kiedyś 15000 DM,
                po wprowadzeniu Euro kosztuje 15000 EUR. To nie jest w porządku. Do tego gro
                części do Golfa IV robione jest na Węgrzech czy w Czechach, gdzie siła nabywcza
                jest mniejsza. Niemcy na łamach swojej prasy pytali: czy jest to nadal
                niemiecki samochód, z który płacimy jak za zboże? Jeśli uważasz, że rynek
                warunkuje cenę (jak najbardziej słuszna teza), pogadaj ze strajkującymi
                pracownikami włoskiego Fiata. Tysiące pójdą na bruk. Zobaczymy, co będziesz
                mówił za parę lat, jak przyjdzie Ci kupować części zamienne do Yarisa.

                Pozdrawiam i życzę setek tysięcy bezawaryjnych kilometrów z Yarisem.

                Blackmessiah
                • niknejm Re: ekspiacja 08.06.04, 13:34
                  blackmessiah napisał:

                  > 1. Ten, kto uważa, że auta są warte swojej ceny, jest wg mnie niepoprawnym
                  > optymistą, albo zarabia dobrze i jest zadowolony z polskiej rzeczywistości.
                  > Tylko pozazdrościć sytuacji społecznej. Chyba się zgodzisz, że Corolla anno
                  > domini 93 wykonywana w Japonii jest samochodem trwalszym od obecnych w
                  > większości europejskich bubli (obecna jest robiona w Europie, jeśli się mylę,
                  > to mnie oświeć). Wiem, jak np. robiono Ople w Gliwicach. Po prostu różnica
                  > klasy, oczywiście relatywnie do okresu eksploatacji.

                  Zgodzę się. Najlepsze Civici (najbardziej niezawodne) powstawały w początku lat
                  90-tych. Były Made in Japan.
                  Natomiast jeśli wziąć do porównania 10-letniego Civica Made in Japan i nowego
                  Made in UK, to stawiam pieniądze przeciw orzechom, że ten Made in UK w chwili
                  obecnej będzie jednak statystycznie niezawodniejszy. Zresztą sam o tym piszesz
                  poniżej.


                  > 2. "Ośmieszyć ludzi" - może rzeczywiście za mocno powiedziane. Jeśli uważasz,
                  > że nowe auto jest niezawodne, to też się mylisz. Ale oczywiście nie mogę nie
                  > przyznać, że jest statystycznie bardziej niezawodne, niż stare.

                  Dokładnie.

                  > 3. Jeśli Twoja żona nigdy nie jeździła Fiatem 125 - pozazdrościć. Ale to o
                  > niczym nie świadczy. Moja teza o ciułaczach jest poparta obserwacją
                  > rzeczywistości wokół. Taki gość będzie stał z parasolem nad swoim samochodem
                  > (widziałem taki przypadek).

                  Hi hi, niezłe. :-) Żona jest dobrze wyedukowana motoryzacyjnie. Sprawdza olej,
                  poziom innych płynów eksploatacyjnych, ciśnienie w oponach itp. rzeczy sama.
                  Część nauczył ją ojciec, część ja. Nie popada przy tym w przesadę. Dla niej
                  Yaris to wozidełko do codziennej eksploatacji. Ale dziewczyna zdaje sobie
                  sprawe z tego, że o każdą maszynę trzeba odpowiednio dbać.

                  > 5. Nie mówię, że Yaris jest zły. Ale nie róbmy z niego supersamochodu. A te 6
                  > L to wcale nie jest jakiś cud jak na tę klasę.

                  To nie jest supersamochód. Ale w tej cenie nie znaleźliśmy nic sensowniejszego
                  po prostu.

                  > 6. Proszę nie porównywać Golfa do malucha! Golf, w odróżnieniu do samochodu
                  > inżyniera Karwowskiego, jeździ całkiem sprawnie i spala tylko 2 L więcej na
                  > 100
                  > km. Jest większy i szybszy, i da się nim pojechać w tzw. trasę.

                  Robiłem sobie jaja. A co powiesz na Golfa I? Musi być jeszcze lepszy. Albo
                  Fiacior 125P z lat 70-tych lub Syrenka :-) Chodziło o demonstracje prostego
                  faktu, że niekoniecznie najlepszymi autami są samochody jak najstarsze i
                  najtańsze, co sugerowałeś :-)

                  > 9. Oczywiście, że dla Twojej żony Yaris jest lepszy od Omegi, szczególnie
                  > stojącej w szczerym polu. Nie dziwi mnie także, że patrzysz przez jej
                  > pryzmat -
                  > należy pochwalić taką mężowską postawę.

                  Cóz, to jest jej auto, nie moje :-) Więc musiało być wybrane pod jej potrzeby,
                  nie pod moje.

                  > Ale czy nadal uważasz, że Yaris nie
                  > może w szczerym polu odmówić posłuszeństwa

                  Może, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest znacznie niższe niż w
                  przypadku rzeczonej Omegi.

                  > W Omedze Caravan (bo
                  > taką ma mój rodziciel) można wtedy złożyć tylne siedzienia i się wygodnie
                  > wyspać.

                  Mimo wszystko mnie to nie pociąga, dziękuję. Mojej małżonki zresztą też :-)

                  > Z tego wynika, że Yaris jest samochodem dla kobiety.

                  Niekoniecznie. Mam kilku znajomych jeżdżących Yarisami. Jak ktoś szuka
                  samochodu do miasta, to jest to dobry wybór.

                  > Ja mam siostrę,
                  > która podobnie jak ja nie preferuje drobnicy. Więc może nie wszystkie panie
                  > lubią małe samochody.

                  A jeśli ktoś chce kupić coś nowego, niezawodnego, a nie ma 100kPLN na Accorda i
                  nie chce wydawać za wiele na benzynę? W dodatku jeśli nie jest priorytetem
                  wielkość wnętrza i bagażnika?

                  > 10. Ostatni argument: ciekawe, ile będzie warty Twój Yaris po 5 latach. Czyli
                  > mówiąc wprost - ile kasy stracisz na tej inwestycji uszczęśliwiającej Twoją
                  > żonę? Bo jak ktoś ją puknie na parkingu, albo nie daj Boże ona gdzieś uderzy -
                  > kto da Ci tę kasę za bity samochód.

                  Nowy samochód zawsze ma większą stratę wartości. I trzeba się z tym liczyć.

                  > Tysiące pójdą na bruk. Zobaczymy, co będziesz
                  > mówił za parę lat, jak przyjdzie Ci kupować części zamienne do Yarisa.

                  Po pierwsze - 5 letni Yaris i tak będzie wymagał sporo mniej części niż 20-
                  letni Golf. Po drugie - mogę kupić zarówno oryginał, jak i tańszy zamiennik -
                  mój wybór. A części na giełdzie/szrocie i tak nie kupię, bo duża część z nich
                  jest kradziona, a w dodatku mogą za chwilę 'paść'.

                  > Pozdrawiam i życzę setek tysięcy bezawaryjnych kilometrów z Yarisem.

                  A dziekuje, przekażę :-) I nawzajem.

                  Pzdr
                  Niknejm
                  • blackmessiah Re: ekspiacja 08.06.04, 18:06
                    Fajnie, że istnieją ludzie, którzy na pewne argumenty wysuwają logiczne
                    kontrargumenty. Bo czytałem wiele postów na tym forum i uderzyła mnie agresja
                    uprawiana przez niektórych użytkowników. Dlatego pociągnę tę dyskusję dalej.

                    Jako człowiek niezamożny, zarabiający swojego czasu 1200 zł na rękę,
                    sprowadziłem sobie (jak już wspominałem) Golfa II z 1986 roku. Jedyną częścią,
                    jaka mi padła było łożysko napędowe prawego koła. Co wymieniłem za jeden dzień
                    u mechanika za 80 zł z robocizną. golfa do dzisiaj (a przyjechał do Polski w
                    czasach pieriestrojki z normalną akcyzą 1.5%). Pojdę dalej. Spotkałem kiedyś
                    znajomego jeżdżącego Skodą Felicią (chyba 1995 rok). Pytam się: i jak autko?
                    Odpowiedź: bez zarzutu; wymieniłem tylko tłumik, napęd wycieraczek przednich i
                    uszczelkę pod silnikiem. Dobre, co? Bez zarzutu. odpaliłem swojego Golfa i
                    pojechałem.

                    Mówiąc o porównaniach (może nieszczęśliwie z tą Omegą wyszło, w końcu to inna
                    bajka), nie miałem na myśli Polskich Trupów 125 czy Polonezów. Mówiłem o
                    zachodnim aucie (japońskim czy europejskim) z przełomu lat 90-tych i młodszym.
                    Takim, które można kupić za około 2000-3000 EUR. Fakt, wkurzony sytuacją w
                    kraju i zwolniony z pracy, gdzie nawet nie miałem umowy na czas nieokreślony
                    wyjechałem na stałe do Niemiec. I tutaj całkiem niedawno, będąc na "socjalu"
                    razem z siostrą kupiliśmy Golfa III GTI Edition z 1994 roku za 3500 EUR. I taki
                    Golf z silnikiem 116 KM dzisiaj (Bóg mi świadkiem) spalił mi w hybrydowej
                    jeździe w mieście i na trasie 7.6 L/100 KM (a parę razy trochę przyspieszyłem)
                    na dystansie 29 km (pół na pół miasto-trasa). Taki nasz ukochany Yaris pali 6
                    L. Wniosek: nie taki GTI straszny jak go malują. Ale zgodzę się, że w mieście
                    komputer pokazywał stale 9.5-9.9 L. To fakt niezaprzeczalny.
                    Inna sprawa: ile kosztowałoby sprowadzenie takiego Golfa do Polski. Nawet
                    biorąc pod uwagę durne bariery stawiane nam przez jajogłowych debili wyszłoby
                    około 20000 zł. Nie wiem, ile kosztuje nowy Yaris, ale z tego co tam na forum
                    ktoś mówił (może nawet ty) - to chyba prawie 50000 zł. czyli samochód w cenie
                    mieszkania - czy jest to normalne w normalnym kraju?

                    Jeden znajomy kupił kiedyś Matiza z 1998 jako nowe auto. Dał 28000 zł (golec
                    u'orkierstra). Ile jest warty taki Matiz dziś?

                    Drugi znajomy kupił nowego Opla Vectrę II (bodajże 97). Jak mu się sypnęła
                    skrzynia biegów, naprawa kosztowała go ponad 2000 zł.

                    Nie chciałbym się bawić w Wujka Dobra Rada, ale gdybyś kupił Twojej szanownej
                    małżonce Golfa II Diesla z końcówki produkcji (niebrzydkie, dopracowane
                    maszynki z niestarzejącą się linią, zużywające tyle samo ropy co Yaris),
                    oszczędziłbyś bracie około 40000 zł. Już nie mówię, jakie wczasy mogły by z
                    tego być (włączając np. powtórny ślub w Vegas i podróż Orient-Expressem czy
                    polowanie na lwy w Afryce). Niestety, wyznaję zasadę, że żyje się raz (może
                    dlatego, że jeszcze nie mam rodziny).

                    Na pewno po Twojej stronie stoją racje pryncypialne. Tak powinno być: kupujesz
                    nowe auto, ktoś dzięki Tobie ma prace, potem to auto powiększa rynek aut
                    używanych, itd. Zakładam, że na Yarisa zapracowaliście sami, macie też drugie
                    auto (tajemnica? może BMW 750i z 1991 przerobione na gaz?). Jesteście więc
                    szczęśliwą klasą średnią, czyli stanowicie około 2% narodu. Ja naprawdę nie mam
                    nic przeciwko nowym samochodom, ale jakoś się tak złożyło, że nigdy ani mój
                    stary, ani ja - nie mieliśmy nowego. Szkoda było wywalić kasę zapracowaną
                    nierzadko w pocie czoła.

                    Co do Hondy Civic. To nie jest niezawodne auto. Hondy raczej się psują, nawet
                    Accordy, które są niezłymi furami.

                    I kolejny paradoks: kiedyś kupiłem za zarobione na saxach pieniądze Toyotę
                    Corollę XLi 1.4 z 1993 roku. Za 5000 DM wówczas. Jakież było moje zdziwienie,
                    kiedy usłyszałem w Urzędzie Celnym, że przyjdzie mi zapłacić 14000 zł cła,
                    gdybym chciał sprowadzić to autko do Polski. Było picco bello, nawet 7-letnie
                    przeszło przez TUV w Niemczech jak burza. A Niemcy kontrolują samochody, nie
                    tak jak w PL, że nawet pan diagnosta auta nie musi widzieć. Nie było żadnej
                    rdzy, wszystko hulało jak nowe. I co miałem zrobić? Pogoniłem dziada na Ukrainę
                    po roku jeżdżenia i ryzykowania na białych tablicach, a z przyjemnością
                    odpaliłbym Urzędowi Celnemu te 5000 zł, która to kwota byłaby dla mnie do
                    zniesienia.

                    To, i wiele innych mrożących krew w żyłach historii z autopsji, nie skłania
                    mnie do optymistycznego patrzenia w przyszłość. Ale mimo to dziś da się
                    sprowadzić w miarę niezawodne auto z Zachodu za cenę kilkakrotnie mniejszą od
                    tych, które oferują nam koncerny produkujące plastikowe auta.

                    Tak, jestem sfrustrowany.

                    Ale pozdrawiam.
                    • niknejm Re: ekspiacja 08.06.04, 18:45
                      blackmessiah napisał:

                      > Jako człowiek niezamożny, zarabiający swojego czasu 1200 zł na rękę,
                      > sprowadziłem sobie (jak już wspominałem) Golfa II z 1986 roku. Jedyną
                      > częścią,
                      > jaka mi padła było łożysko napędowe prawego koła. Co wymieniłem za jeden
                      > dzień
                      > u mechanika za 80 zł z robocizną. golfa do dzisiaj (a przyjechał do Polski w
                      > czasach pieriestrojki z normalną akcyzą 1.5%). Pojdę dalej. Spotkałem kiedyś
                      > znajomego jeżdżącego Skodą Felicią (chyba 1995 rok). Pytam się: i jak autko?
                      > Odpowiedź: bez zarzutu; wymieniłem tylko tłumik, napęd wycieraczek przednich
                      > i uszczelkę pod silnikiem. Dobre, co? Bez zarzutu. odpaliłem swojego Golfa i
                      > pojechałem.

                      I tą metodą potwierdziłeś odległe miejsce Felicji w rankingach bezusterkowości -
                      8 od końca w rankingu TUV do 5 lat ;-))
                      Choć próbka statystyczna raczej zbyt mała, by wysuwac wiążące wnioski.

                      > Mówiąc o porównaniach (może nieszczęśliwie z tą Omegą wyszło, w końcu to inna
                      > bajka), nie miałem na myśli Polskich Trupów 125 czy Polonezów. Mówiłem o
                      > zachodnim aucie (japońskim czy europejskim) z przełomu lat 90-tych i
                      > młodszym.
                      > Takim, które można kupić za około 2000-3000 EUR

                      OK, to jeździ. Ale jak juz wspomniałem, superniezawodne nie jest. W kategorii
                      do 7 lat - 17.5% aut miało usterki na TUV. Dla porównania - nowy Yaris ma 2.3%.
                      Czyli szansa na usterkę wielokrotnie wyższa w starym Golfie.

                      > Nie wiem, ile kosztuje nowy Yaris, ale z tego co tam na forum
                      > ktoś mówił (może nawet ty) - to chyba prawie 50000 zł.

                      Owszem, z automatem, klimatyzacją, pełnym wyposażeniem, ubezpieczeniem.

                      > czyli samochód w cenie
                      > mieszkania - czy jest to normalne w normalnym kraju?

                      Khem... To mieszkanie musiałoby mieć kilka-kilkanaście metrów kwadratowych :-(
                      Obecnie średnia cena metra kwadratowego mieszkania w W-wie to coś koło 3000zł.

                      Co do utraty wartości - zawsze w aucie nowym jest wyższa. Ale szanse na usterkę
                      (jak też i nadzianie się na 'cytrynę') są w przypadku auta nowego sporo niższe.

                      > Nie chciałbym się bawić w Wujka Dobra Rada, ale gdybyś kupił Twojej szanownej
                      > małżonce Golfa II Diesla z końcówki produkcji (niebrzydkie, dopracowane
                      > maszynki z niestarzejącą się linią, zużywające tyle samo ropy co Yaris),
                      > oszczędziłbyś bracie około 40000 zł.

                      Ja jej nie muszę nic kupować. Sama sobie kupuje :-)
                      A kupuję, owszem, kwiaty :-)
                      Jak juz wspomniałem, taki Golf ma kilkukrotnie wyższe szanse na
                      problemy/awarie. Ja bym może zaryzykował (sam kupiłem samochód 3-letni, który
                      ma teraz 7 lat prawie) ale dla mojej żony nie jest to optymalny wybór. Ponadto
                      niezwykle trudno jest znaleźć 2-3 letni niezawodny samochód (jak Toyota czy
                      Honda) z automatem i w przyzwoitej cenie.

                      > Zakładam, że na Yarisa zapracowaliście sami,

                      Cóż, niewolnictwo zniesiono dość dawno temu ;-)

                      > macie też drugie
                      > auto (tajemnica? może BMW 750i z 1991 przerobione na gaz?).

                      Ano ja mam swoje jeździdełko, Civica 1.8 z 97r. Gazu nie zakładam, bo mi sie
                      nie opłaca - zbyt droga instalacja, zbyt małe przebiegi.

                      > Co do Hondy Civic. To nie jest niezawodne auto. Hondy raczej się psują, nawet
                      > Accordy, które są niezłymi furami.

                      Wszystko sie psuje, ale w/g TUV Hondy są wyraźnie powyżej średniej (w 'lepszej'
                      połówce). Wypadają (zarówno Accord, jak i Civic) lepiej od Golfa w klasie do 7
                      lat (w/g TUV).

                      A co do ceł itp. wwynalazków w PL - owszem, są chore.

                      Pzdr
                      Niknejm
                      • blackmessiah Re: ekspiacja 09.06.04, 12:01
                        Podsumowując ciekawą dyskusję - jest grupa ludzi, ktora zawsze kupi nowe auto.
                        Twoja żona do nich należy i potwierdza moją tezę o sprzedaży aut w PL. A więc
                        zniesienie akcyzy i pozwolenie na sprowadzania używanych aut z Zachodu nie
                        spowodowałoby drastyczego spadku sprzedaży aut nowych. A wg mnie poważnie
                        nakręciłoby koniunkturę i zmniejszyło bezrobocie w tym sektorze gospodarki.
                        Polak nie jest taki głupi i nie będzie jeździł złomem, a zwolnieni z
                        nielegalnych haraczy moglibyśmy sobie wybrać całkiem fajne autko. Innymi słowy
                        każda grupa społeczna jeździłaby tym, na co ją by było aktualnie stać. I nie
                        byłby to maluch ani Poldek, ani tym bardziej Fiat 125. Czyli skończyłby się w
                        PL okres "powrotu Zombie", a zaczął okres "Fast And Furious":). Na czym mi i
                        moim biednym kolegom zawsze zależało. Nasi kochani włodarze zapominają, że
                        naród pragnie przede wszystkim igrzysk i od czasu do czasu należy coś ludziom
                        zaofiarować. W tym przypadku tanie używane auto np. z Niemiec. Już nawet nie
                        myślę o tym, ile benzyny tankowałaby ta rzesza kierowców i jakie z tego tytułu
                        byłyby wpływy do budżetu. Jedynym problemem są drogi, których w PL zwyczajnie
                        brak.
        • etom Re: popieram 09.06.04, 23:16
          blackmessiah napisał:

          >A nowy Yaris traci po roku połowę wartości, więc
          > tak tanio to nie jest

          Ciekawe skad masz takie wiadomosci?
          Jak moze stracic po roku polowe jak 4 letni traci ok 35% !!!!!
          Na dodatek przez ostatni rok stracil ( rocznik 2000 ) 0% - suma ubezpieczenia
          teraz i rok temu taka sama (przynajmniej w moim przypadku)

          pozdrawiam
          --
          eTom
    • Gość: Sławek Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.trzebinia.net 29.05.04, 10:52
      Przy odrobinie szczęścia i z dobrym kierowcą Yaris przejedzie 200 000 tylko z
      wymiana klocków,świec,oleju i paska rozrządu i bedzie wyglądał jak nowy.
      W Polonezie, zanim przejedzie taka odległość (o ile korozja nie strawi go do
      reszty) zostanie wymienione wszystko łącznie z zapalniczką,a pewne części
      zostaną osmiokrotnie zdublowane ;-) (wyjacy od nowości,krzywy i źle wyważony
      wał,most,skrzynia,silnik,tysiacdrążkowe przednie zawieszenie z żuka.
      Należy więc doliczyć robociznę,koszty dziesięciokrotnego holowania,starcony
      czas,wizyty na giełdach i szrotach itp.
      Przy dynamicznej jeździe Yaris D4D spali 6 litrów ropy,a Polonez 15 gazu.
      Przykłady można mnożyć...

      Pozdrawiam i prosze bez emocji właścicieli Polonezów ;-)
      • Gość: Poldek Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.04, 18:21
        No to policzmy... Mam poloneza od lat osmiu...
        Przebieg 140000km
        W tym czasie wymienilem:
        2x klocki hamulcowe (z robocizną około 200zł)
        Pasek rozrządu 1x - teraz szykuje się kolejna wymiana - chyba coś koło 100zł.
        Diody w regulatorze napięcia - jakieś 30 zł chyba.
        Łożysko w przednim kole - 100zł z robocizną.
        Łożysko w alternatorze - 15zł.
        No i nadroższa naprawa - pompa paliwa - 350zł (kupiłem nową).
        2x tłumik końcowy -2x200zł
        1x - tłumik środkowy - 80zł
        Oprócz tego wlałem w tym czasie około 20 litrów oleju (wymieniałem co 20000) -
        400zł (Lotos Synt)
        Filtry oleju po 10 zł 5x
        Filtr powietrza po 6 zł - chyba z 10x
        Niedawno wymieniłem amortyzatory - komplet Delphi za 330zł
        2x wymiana przewodów wys. nap. - 2x 35zł
        3x - wymiana świec - 3x 25zł
        Nie liczę żarówek, kilka razy wymieniałem H4.
        Inne koszty - ubezpieczenia - w skali roku około 1000zł OC+AC.
        W międzyczasie doszedł koszt instalacji gazowej - 1300zł.
        Spalanie gazu - 12-14 litrów w mieście (lato-zima), 10-12 trasa.
        Acha, tarcze hamulcowe nadal nie wymagają wymiany.
        Mam nadzieję, że mój następny samochód będzie równie awaryjny (jeśli chodzi o
        koszty napraw). ;-)

      • Gość: rafi Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.do.pl / *.generacja.pl 04.06.04, 18:44
        ja swoim poldkiem przejechalem 390 tys km (120 tys na gazie) i nie musialem
        wszystkiego wymieniaca biorac pod uwage koszty utrzymania i serwisu to bylo to
        calkiem przyjemne autko duze i wygodne na trasie udawalo sie rozpedzic do 180
        km\h po zalozeniu gazu do 170 silnik 1,6 przyspieszal do setki w ok 15 sek. a
        ze palil od 10-18 litrow gazu to przy tych cenach koszty przejazdu sa smiesznie
        niskie
        pozatym to niech sie wlasciciele tych smiesznych japonczykow zastanowia jak
        beda wygladaly ich "wspaniale" yarisy po przypadkowym starciu z innym
        uzytkownikaiem drogi z wlasnego doswiadczenia moge zapewnic ze polonez w takim
        przpadku jest duzo lepszy:-)
      • niknejm Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea 04.06.04, 20:26
        Gość portalu: ryszardKomentażAl napisał(a):

        > A ile to twoje Yaris kosztowało, ile przeglądy i ubezpo\ieczenia.

        Ja odpowiem za siebie (właściwie to za żonę). Kosztowało dużo, tyle, że nie
        muszę jeździć do serwisu, bo nie mam na to czasu i ochoty. Samemu grzebać też
        mi się nie chce.

        > Kup w serwisie częśc z montazem to się obudzisz

        Rzecz w tym, że części do Toyot (poza filtrami, olejem itp.) kupuje się bardzo
        rzadko :-)

        > A ile to traci miesięcznie na wAwartości.

        Nooo faaakt, najlepszy byłby FSO1500 z 1985r. Nie traci na wartości, bo ma
        wartość złomu :-)

        > A jest to tylko cieniutka blaszka przeznaczona na 4-5 lat
        > jężdżenia. A potem leci wszystko.

        ROTFL. Widziałeś skorodowanego Yarisa? Ja widziałem skorodowaną Toyotę - tyle,
        że była to Corolla z początku lat 80-tych :-))
        A o Poldkach i korozji zmilczę... bo to drażliwy temat :-)

        Pzdr
        Niknejm

        P.S. 'Komentarz' pisze się przez 'rz'.
        • Gość: Z^2 Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.iung.pulawy.pl / *.iung.pulawy.pl 07.06.04, 10:26
          > Ja odpowiem za siebie (właściwie to za żonę). Kosztowało dużo, tyle, że nie
          > muszę jeździć do serwisu, bo nie mam na to czasu i ochoty. Samemu grzebać też
          > mi się nie chce.

          Przesada
          Wyrażanie takich opinii powinno być karalne - potem na drodze spotyka się
          magików w środku lata na zimowych oponach - przecież ja mam Toyotę, auto którym
          mogę omijać serwisy.
          A ja odpowiem za siebie - nie_ma_aut,_które_nie_wymagają_serwisu.
          W ostateczności można samemu auto uszkodzić i nic tu nie ma do rzeczy marka.
          Najważniejszym czynnikiem wpływającym na bezawaryjność aut ma czynnik ludzki
          (mechanik i/lub kierowca)- bo, najbardziej bezawaryjne auto można sknocić przy
          naprawie lub rozbić.

          Pozdrawiam
          Z^2
          • niknejm Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea 07.06.04, 13:45
            Gość portalu: Z^2 napisał(a):

            > > Ja odpowiem za siebie (właściwie to za żonę). Kosztowało dużo, tyle, że ni
            > > e muszę jeździć do serwisu, bo nie mam na to czasu i ochoty. Samemu grzebać
            > > też mi się nie chce.
            >
            > Przesada
            > Wyrażanie takich opinii powinno być karalne - potem na drodze spotyka się
            > magików w środku lata na zimowych oponach - przecież ja mam Toyotę, auto
            > którym mogę omijać serwisy.

            Jedna sprawa to nie jeździć do serwisu co chwila z awarią, a inna dbać o
            regularne przeglady i np. wymiane opon. Czego akurat moja żona bardzo pilnuje.
            Wymieniła np. olej po 1500km, choć było to tylko zalecane, a nie wymagane do
            utrzymania gwarancji.

            > A ja odpowiem za siebie - nie_ma_aut,_które_nie_wymagają_serwisu.
            > W ostateczności można samemu auto uszkodzić i nic tu nie ma do rzeczy marka.
            > Najważniejszym czynnikiem wpływającym na bezawaryjność aut ma czynnik ludzki
            > (mechanik i/lub kierowca)- bo, najbardziej bezawaryjne auto można sknocić
            > przy naprawie lub rozbić.

            Zgodzisz się ze mną chyba, że lepiej jeździć raz na rok na przegląd + wymiana
            opon itp. niż co dwa tygodnie, bo znowu coś padło. Prawda? A nie bedziesz chyba
            próbował udowodnić, że średnia awaryjność Poldków jest niższa od Yarisów.

            Dlatego (miedzy innymi) wolę Yarisa niż Poldka.

            Pzdr
            Niknejm
            >
            > Pozdrawiam
            > Z^2
      • etom Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea 04.06.04, 21:49
        Gość portalu: ryszardKomentażAl napisał(a):

        > A ile to twoje Yaris kosztowało, ile przeglądy i ubezpo\ieczenia.

        W 2000r 37 tys.- wersja podstawowa
        przeglady:
        1 280 zl
        2 410 zl
        3 310 zl
        znajdziesz tansze ?
        Wartosc ubezpieczenia zalezy od wartosci samochodu - to chyba wiesz?

        > A ile to traci miesięcznie na
        > wAwartości.

        W Toyocie daja mi 24 tys zl (wstepne ustalenie przez telefon )
        czyli stracil 35 % po 4 latach - na rynku pewnie dostane troche wiecej.
        Ciekawostka - w tym roku wartosc ubezpieczenia mam dokladnie taka sama jak w
        roku poprzednim.Czyli przez rok NIC nie stracil na wartosci.
        Znajdziesz taki co mniej traci?

        > A jest to tylko cieniutka blaszka przeznaczona na 4-5 lat
        > jężdżenia. A potem leci wszystko.

        Mozesz powiedziec skad te informacje,bo Yarisy produkuja dopiero od 5 lat
        i nic takiego jeszcze nigdzie nie slyszalem ??
        No i co ma do tego "cieniutka blaszka" - niby predzej przerdzewieje niz ta na
        ruskich samochodach?
        ---
        eTom
      • Gość: zgryzliwy Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.04, 01:05
        Gość portalu: ryszardKomentażAl napisał(a):

        > A ile to twoje Yaris kosztowało, ile przeglądy i ubezpo\ieczenia. Kup w
        > serwisie częśc z montazem to się obudzisz A ile to traci miesięcznie na
        > wAwartości. A jest to tylko cieniutka blaszka przeznaczona na 4-5 lat
        > jężdżenia. A potem leci wszystko.

        cos mi sie zdaje ,ze mamy tu nowego znawce i eksperta od samochodow !!!!!
        • Gość: dziadzia Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.eventusnet.com / *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.04, 03:00
          Widzę, że popełniłem poważny błąd sprzedając swoje 9-cio letnie Tico.
          Samochodzik bardzo oszczędnie obchodził się z paliwem.
          Wystarczy powiedzieć, że na trasie Łódź-Katowice-Kraków (gierkówka+autostrada)
          przy ŚREDNIEJ prędkości 105 km/h spalił 4,3 l/100km.
          Jazda zwykłymi drogami przy prędkościach do 130 km/h dawała wynik 4,2 l/100km
          Przy jeździe do 110 km/h wynik 4,02/100 km nie był wcale rzadkością.
          Nigdy nie próbowałem jazdy "o kropelce", a szkoda, bo wynik 3,5/100 byłby
          zapewne do osiągnięcia.
          Po mieście toczydełko paliło od 5,5 latem do 6,5 zimą
          To tyle na temat małego spalania.
          Obecnie mam Thalię (benzyna)i pierwsze setki kilometrów na liczniku.
          Dotychczasowe średnie spalanie (trasa/miasto) wynosi 6,2 l/100km co dla silnika
          na dotarciu nie jest złym spalaniem.

          Dosyć tego "gadania" - jest 3-cia w nocy - idę spać. Cześć chłopaki.
    • Gość: Swoboda_T Re: 555 km za 49 zł Yarisem dyzlem - gaziarze dea IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.04, 14:41
      Yaris to bezpieczne, niezawodne i oszczędne auto, a seria emocjonalnych
      porównań z Poldkiem doprowadziła mnie do łez. Żeby nie być posądzonym o
      stronniczość czy nie chęć do "kantów"-sam mam od czterech lat Caro GLI '95 i
      nie narzekam(setka na blacie,sześćdziesiąt to moje dzieło).Hałas,słabe
      osiągi,kilka drobnych,acz uciążliwych awarii-to wszystko jest do
      zaakceptowania,biorąc pod uwagę koszty. W nawiązaniu do dyskusji mesjasza z
      niknejmem - obaj mają wiele racji,choć ten drugi pisze bardziej racjonalnie.Ja
      jednak w kwestii zakupów zgodzę się z mesjaszem - też wolę dobre używane,bo
      MAZDA 6 Turbodiesel 16v Sport jakoś taka droga... Megane CC też, tak ze trzy
      razy za drogie ;P Ale,jak kogoś stać na nowe i chce-proszę bardzo. Przy okazji
      chciałem nawiązać do słów:"gaziarzom dead". Szczerze mówiąc,nie rozumiem,skąd u
      ludzi taka niechęć.LPG jest mniej trujący dla środowiska niż Pb,znacznie
      tańszy,nowoczesne instalacje znakomicie współpracują z samochodami.A,że czasem
      śmierdzi za pełnoletnim fiatexem-no cóż,taki urok starych aut. Jak komuś nie
      pasuje gazociąg pod klapą,nikt go nie zmusza i ta wrogość wobec gazu,z jaką się
      czasem można spotkać jest niepoważna. Sądze zresztą,że ZWYKLE płynie z ust
      ludzi,którzy nie mieli nigdy samochodu na gaz. Ołpen jor majnd, to nigdy nie
      szkodzi!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się