Warszawa - Visp (taka dziura w alpach szwajcarskich ) - Ciut ponad tysiac sześćset kilometrów w 14 nocnych godzin... Zgwałcone po drodze wszystkie przepisy we wszystkich po drodze państwach przy czym w przypadku Niemiec się nie obawiam bo od nich raczej żadnego listu nie dostanę ale gorzej z tym z tymi góralskimi ciotkami ze Szwajcarii... Wprawdzie nic po drodze nie błysneło ale od znajomych wiem, że u nich błyskać nie musi a kwity z wyrazami uznania i tak otrzymują i twierdzą, ze mogę być tego pewien jak hitlerowcy bezpieczeństwa zdeponowanych w ich bankach złotych zębów żydowskich...
Pytanie brzmi; jeśli wjechałem na teren CH w Bazyleii a potem ciężką nogą na całęj trasie przez Brno (A2, A6, A1, A8) aż do tej ich kolejki Lötschberg Line potraktowałem ich przepisy swobodnie to na ile mnie wycenią? I czy będę mógł potem do Szwajcarii wjeżdżać autem czy już tylko na rowerze?
I czy w sytuacjach umotywowanych życiowym przypadkiem dopuszczają jako okoliczności łągodzące świadome (ale za to bezpieczne) łamanie kodeksu drogowego? W końcu nikogo u nich nie zabiłem tylko pokazałem, ze można jechać dużo szybciej po ich autostradach niż te założone przez nich 120km/h.. (z taką szybkością to się na nartach jeździ a nie autem...)
ps; ocena Kontika mnie nie interesuje bo ja wiem co on powie..:-)
--
Swan
** Just say no to drug reps **
nofreelunch.org/