• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Długość życia samochodu Dodaj do ulubionych

  • 02.02.13, 17:52
    Znacie samochody, które są ze swoimi właścicielami np więcej niż 25 lat i jeżdżą? Tzn nie z telewizji, tylko z życia, czy ktoś z waszych znajomych lub wy sami tak ma. Jak długo żyje samochód, są jakieś rekordy? Bo teoretycznie chyba może żyć i żyć, jeśli ma się kasę na naprawy.

    Ludzie remontują samochody, które pamiętają lata 60-te i nimi jeżdżą, przynajmniej w "Legendach PRL" i tym podobnych programach;> W programie nie ma wiele o tych ludziach, co robią poza tym, czy to jeden w jednego miliarderzy? Mam, nadzieję, że nie.

    Mój samochód skończył 10 lat, najprawdopodobniej czeka go pierwsza kosztowniejsza naprawa, ale nie wyobrażam sobie sprzedawania go. Zastanawiam się, czy bez wygranej w totolotka mam szanse na utrzymywanie go przy życiu przez naprawdę długi czas i czy znacie kogoś, kto tak właśnie robi.
    • 02.02.13, 18:37
      Długotrwałe utrzymanie przy życiu auta przez standardowego użytkownika (czyli wykluczam fanów staroci, gotowych walczyć do upadłego o odrestaurowanie ulubionego toczydła) zależy IMHO od ciągłości rozwiązań technicznych między generacjami aut w obrębie jednego producenta. Nie chcę zanudzać przykładami, weźmy motory TDI 1.9 które towarzyszyły niemieckim autom prawie dwie dekady. Zerwanie kompatybilności technicznej wcześniej czy później zemści się na postrzeganiu VW, jako dobrej i relatywnie niezawodnej używki.
      --
      Zespół zwalczania Radia Maryja w służbie Bogu, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu.
    • 02.02.13, 18:55
      Trzeba sobie uczciwie przyznac, ze w pojazdach starszych niz te 20 lat wiekszosc czesci zostala conajmniej kilkukrotnie wymieniona, chyba ze przebiegi sa symboliczne. W dodatku w naprawde starych samochodach sporo czesci moze byc dorobiona, bo oryginalow brak, az do stanu gdzie wiekszosc samochodu to replika a nie oryginal.
      • 02.02.13, 21:36
        No wiadomo! Czy to wciąż to samo auto. Moje przy najgorszej wersji wydarzeń może mieć wkrótce cały nowy silnik, a rok temu miało wymieniane maskę, błotnik i reflektor, pomijam inne części zmienione tuż po zakupie. Gdzie w tym wszystkim istota auta?;> Ale to pytanie filozoficzne, więc nie mające sensu - podobnie jak irracjonalna ale jednak wciąż istniejąca miłość do samochodu ;>
        • 02.02.13, 23:35
          Pytanie czy warto się w bawić... Poprzednie auto (almera z 2001) miałam od nowości. Poza eksploatacyjnymi naprawami, przez 9 lat nie działo się nic złego. Uparcie trzymalam się tego auta do czasu jak zaczęły się kłopoty z silnikiem (upg). Samochód miał przebieg ok 120tys. W końcu się złamałam. Miałam dość niepewności, potencjalnych kosztów, które mnie czekały (wymiana belki przy podloznicy, ok 800zł). Almera została w rozliczeniu za nowe auto, pomimo, że wyszłam stamtąd ze łzami w oczach :-( . Teraz mam nowe i mam zamiar nim jeździć maks. 5-6 lat i znów wymienię na nowe. Mam gdzieś spadek wartości, jazdy po mechanikach itd. Co nowe to nowe, chyba, że masz duży sentyment do auta (ją miałam, ale okazało się, że to nie wystarczy....) i masz drugi samochód, którym pojedziesz w razie awarii lub potrzebujesz auta do jazdy na codzień.
          --
          OLA 16/09/2007
        • 03.02.13, 14:53
          2yaris napisała:

          > No wiadomo! Czy to wciąż to samo auto. Moje przy najgorszej wersji wydarzeń moż
          > e mieć wkrótce cały nowy silnik, a rok temu miało wymieniane maskę, błotnik i r
          > eflektor, pomijam inne części zmienione tuż po zakupie. Gdzie w tym wszystkim i
          > stota auta?;> Ale to pytanie filozoficzne, więc nie mające sensu - podobnie
          > jak irracjonalna ale jednak wciąż istniejąca miłość do samochodu ;>

          Auto składa się zasadniczo z tabliczki z numerem silnika oraz z tabliczki z numerem nadwozia. Te dwie tabliczki stanowią 98% samochodu, a pozostałe nieistotne elementy to zaledwie 2%. Łatwo więc wywnioskować, że jeśli tabliczki masz oryginalne, to masz cały czas "istotę auta" zachowaną. ;-)
          BPNMSP
      • 03.02.13, 06:36
        pies_w_studni napisał:

        > Trzeba sobie uczciwie przyznac, ze w pojazdach starszych niz te 20 lat wiekszos
        > c czesci zostala conajmniej kilkukrotnie wymieniona, chyba ze przebiegi sa symb
        > oliczne. W dodatku w naprawde starych samochodach sporo czesci moze byc dorobio
        > na, bo oryginalow brak, az do stanu gdzie wiekszosc samochodu to replika a nie
        > oryginal.

        Hyundai szwagra ma 22 lata (1991r) i nic szczegolnego w nim nigdy nie wymienial
        ale przez 17 lat przejechal 27 tys. km (na oryginalnych oponach !!!)
        potem jedzila corka przez 3 lata i 'dobila' do 38tys. - aktualnie ma przejechane 39tys.
        • 04.02.13, 19:46
          tkjaaa napisała:

          > Hyundai szwagra ma 22 lata (1991r) i nic szczegolnego w nim nigdy nie wymienial
          > ale przez 17 lat przejechal 27 tys. km (na oryginalnych oponach !!!)
          > potem jedzila corka przez 3 lata i 'dobila' do 38tys. - aktualnie ma przejechan
          > e 39tys.


          Bo Vettel zdobył jeden punkt
          • 07.02.13, 06:27
            zmiany_zmiany napisał(a):

            > Bo Vettel zdobył jeden punkt

            widac, ty musiales ich zdobyc ......az 30 w tescie IQ

            uuuhahahahaha

            --
            * nowa definicja mitomanii wg anthony.romanello :
            MITOMANIA - uleganie mitom
            • 21.02.13, 17:30
              hahahaha
      • 03.02.13, 13:30
        A więc stuknie mu w tym roku "15".
        Ponad 7 z tych "15" przejeździł ze mną, poprzednia właścicielka nie robiła przy nim właściwie nic, poza wymianą oleju i innych płynów eksploatacyjnych.
        Ja przez te 7 wymieniłem:
        Listopad, 2012
        1. kolektor wydechowy
        Luty, 2012
        1. błotnik prawy przedni (uszkodzony jeszcze przez poprzednią właścicielkę "zgnił" dopiero w ubiegłym roku)
        2. drzwi kierowcy (zarysowane przez cofającą się na wietrze bramę w roku 2007, do tego od dołu, tam gdzie przy wyższych krawężnikach przycierał rant, wyszło trochę rdzy - taniej wyszło wymienić na drugie, w dużo lepszym stanie, niż "robić")
        Maj, 2011
        1. tłumik końcowy
        2. "guma" przepływomierza
        Sierpień, 2009
        1. regeneracja maglownicy, wraz z chromowaniem listwy i wymianą wszystkich elementów uszczelniających (najdroższa naprawa po dziś dzień - prawie 1500 złotych).
        2. wymiana uszkodzonego przekaźnika ogrzewania tylnej szyby
        3. ślizg podnośnika szyby drzwi kierowcy (całe 2,50 kosztował)
        Maj, 2008
        1. komputer sterujący pracą klimatyzacji (poprzedni padł "nie do naprawy")
        Październik, 2006
        1. kierunkowskaz prawy (kupiłem auto z lekko uszkodzonym błotnikiem i pękniętym kierunkowskazem)
        2. uszczelka pod pokrywą zaworów
        3. komplet dywaników (bo oryginalne były dość "ściurane").

        Odtworzywszy wszystkie naprawy stwierdzam, że mój pojazd, zbliżający się do 3/4 wieku przez Ciebie podanego:
        1. nie ma ani grama rdzy, wymieniono jedynie dwa elementy blacharskie, które rdzewiały na skutek wcześniejszych uszkodzeń powłoki zabezpieczającej
        2. ma oryginalny silnik, oryginalną skrzynię, oryginalny wał napędowy i tylny most, wraz z półosiami, oryginalny układ chłodniczy, oryginalną klimatyzację, oryginalne wszystkie elementy elektrycznego wyposażenia pojazdu (za wyjątkiem jednego kierunkowskazu),
        3. wymieniono układ wydechowy (kompletny, na dwie raty)
        4. zregenerowano układ kierowniczy
        5. pozostałe naprawy i wymiany ograniczyły się do niewielkich "pierduł", robionych na bieżąco, bo lubię jeździć samochodem sprawnym w 100%
        6. części eksploatacyjnych (wymienianych raz amortyzatorów, filtrów, końcówek, 2 sworzni, świec, akumulatora) nie doliczono
        --
        Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)
    • 02.02.13, 21:19
      Jego ojciec był kiedyś na kontrakcie w Szwecji, wrócił właśnie tym Volvo.
      Samochód ma nie 25 ale około 40 lat w tej chwili.
      Przeżył swojego pierwszego właściciela (ojca kolegi) i do tej pory jeździ.
      Kolegę stać na nowe auto, ale nie widzi potrzeby.

      P.S.
      Zdaje się, że takim, tylko sporo nowszym, Volvo jeździ też właściciel IKEI, Kamprad... i też zdaje się nie widzi potrzeby zmieniania go na nic innego.
      --
      Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)
    • 02.02.13, 21:21
      żywot obecnie produkowanych samochodów jest przewidziany na jakieś 8-12lat
      te 12 lat to z wielkim optymizmem...
      --
      ......kiedyś coś tu napiszę.......
    • 02.02.13, 22:19
      znam człowieka, który posiadał W124 z pierwszych lat produkcji z typowym kle-kle-kle-klekotem :) zawsze powtarzał że jak mu się milion kilometrów przekręci to zrobi kapitalny remont. No i bańka się przekręciła, słowo się rzekło - auto do mechanika. Od remontu* silnika poprzez wnętrze aż po lakier (auto zostało polakierowane "od nowa"). Efekt końcowy bombastic, samochód wyglądał jakby przed chwilą wyjechał z salonu! Niestety tylko na 3 tygodnie. Wyjechał golf III z podporządkowanej. Tak golf jak i W124 po dość gwałtownym, rzekłbym brutalnym spotkaniu nadawały się jedynie do huty...

      *remont silnika w przypadku tego auta to dość mocne słowo, chodził jak zegarek.
    • 03.02.13, 00:48
      Co maja powiedziec ludzie ktorzy wydali prawie po 100 tys na vw z motorem 1.4 tsi i maja nowy silnik albo po remoncie na wlasny koszt a auto nie przejechalo jeszcze 50 tys.km..Wcale nie tak zadko wspolczesne vw nie wytrzymuja 3 m-cy eksploatacji..2 lata jazdy bez duzych kosztow serwisu to sukces ,10 lat bez kosztow..haha..fajnie powspominac stare dobre czasy..
      --
      Główny przedstawiciel Volvo na forum 沃爾沃的首席代表在論壇
      • 03.02.13, 15:10
        fuiio napisał:

        > Co maja powiedziec ludzie ktorzy wydali prawie po 100 tys na vw z motorem 1.4 t
        > si i maja nowy silnik albo po remoncie na wlasny koszt a auto nie przejechalo j
        > eszcze 50 tys.km..Wcale nie tak zadko wspolczesne vw nie wytrzymuja 3 m-cy eksp
        > loatacji..2 lata jazdy bez duzych kosztow serwisu to sukces ,10 lat bez kosztow
        > ..haha..fajnie powspominac stare dobre czasy..

        no właśnie...kupili nówkę z salonu, utopili 50 tys.zł i mogą wspominać dobre bezawaryjne czasy których obecnie doświadczam w moim 8 letnim Polo hehe :)
        • 03.02.13, 15:38
          Tak sie składa, że spotykane na drogach auta, która maja 20-25 lat to przede wszystkim konstrukcje niemieckie: Audi (80), MB (123,124,190), VW (Golf II), BMW oraz VOLVO 240 i seria 700/900 to jest FAKT. Jak będzie wygladała sytuacja za kolejne 20 lat trudno ocenić. Samochody japońskie (Toyota, Mazda, Nissan) i koreańskie (Hyundai dostepny w PL od 1992 roku) oraz francuskie i włoskie (Fiat Regata, Ritmo, Argenta) których w latach 80-tych było stosunkowo wiecej niż niemieckich (bo drogich) szybciej sie zużyły, zgniły i trafiły na złom. na pewno poprawiła sie w pojazdach wszystkich producentów odporność na korozję, w prosych modelach nie ma problemów z elektroniką, wiekszość miała w ostatnich latach wpadki np. często poruszane VW z 1,4 TSI i 8 lat temu z 2,0 TDI ale podobne problemy mają auta francuskie, włoskie i japońskie to wina postępu techicznego i technologicznego. Im starsza konstrukcyjnie jednostka tym mniej problemów, ale gorsze parametry techniczne i ekologia.
          • 03.02.13, 16:58
            To moze zalezec od rynku. Mieszkam w UK i tu na drogach widzi sie dosc duzo starych aut z Japonii - Micry pierwszej generacji czy NIssany Bluebirdy są na przykład dosć częstym wynikiem. U mnie na parafii mieszka koleś, który jeździ Datsunem takim fajnym coupe :)
            --
            Ja jestem kulturalny - od bluzgania jest www.bluzgotron.pl/
          • 03.02.13, 17:18
            Samochody, które jeżdżą na polskich drogach trafiły tu z Niemiec. Niemcy nie cenią i nie kupują zagranicznych samochodów. Więc większość samochodów w Polsce to niemieckie. Do tego zakładając, że wszystkie, które tu przyjechały były bite, japońskie zgniły pierwsze bo były rzeźbione w szpachli, bo nie ma do nich tanich części na wymianę.

            Przeciętny wiek samochodu w Polsce to 14 lat. Dwukrotnie wyższy niż w murzyńskim getto w Stanach:)
            • 03.02.13, 18:38
              lazy.eye napisał:

              > Samochody, które jeżdżą na polskich drogach trafiły tu z Niemiec. Niemcy nie ce
              > nią i nie kupują zagranicznych samochodów. Więc większość samochodów w Polsce t
              > o niemieckie. Do tego zakładając, że wszystkie, które tu przyjechały były bite,
              > japońskie zgniły pierwsze bo były rzeźbione w szpachli, bo nie ma do nich tani
              > ch części na wymianę.
              >
              > Przeciętny wiek samochodu w Polsce to 14 lat. Dwukrotnie wyższy niż w murzyński
              > m getto w Stanach:)

              Nic dziwnego. Przeciętna płaca zwykłego pracownika fizycznego w Polsce to 1600 zł. Dwukrotnie mniej niż w murzyńskim getto w Stanach:)
    • 03.02.13, 17:52
      Mam w rodzinie stryja, jezdzi Fiatem 125 FSO, te auta byly produkowane do 1991, ale ten, tak nowy chyba nie jest. Tak, ze nie mniej niz 21 lat juz go ma. Inna sprawa, ze przebiegi dzienne to 2, 4 km i auto garazowane w budynku.
      --
      Mow do ludzi tak, aby twoje slowa ich wzbogacaly,
      sluchaj tak, by odnajdywali w tobie zrozumienie.
      • 03.02.13, 21:31
        Kiedyś miałem Octavię I 1,9 TDI 90 KM od nowości 12.2004 do 03.2006 czyli przez 15 miesięcy i taka była dlugość życia tego pojazdu. Auto w tym czasie przejechało ponad 75 000 km. Kierowca Opla Astry wymusił pierszeństwo na obwodnicy i w wyniku wypadku auto doznało szkody całkowitej, ale uratowało mi życie, a ja doznałem tylko zerwania ścięgna w palcu prawej ręki (mam małą pamiatkę na zawsze).
        • 04.02.13, 00:29
          Najlepsze byly oczywiscie toyoty ale pojechaly i jeszcze jada do afryki. Czesc trafila do afganistanu. Ceny starych corolli 1.8d czy nawet 2.0d , carin w przyzwoitym stanie oscyluje w okolicy 8-10 tys zl czyli tyle za ile w niemczech mozna kupic 3 mercedesy okularniki rocznik 2000..Ale milosc do smieci cechuje niestety nas..murzyni wykupuja dobre auta..
          --
          Główny przedstawiciel Volvo na forum 沃爾沃的首席代表在論壇
          • 04.02.13, 10:44
            Miałem Peugeota 106 rocznik 1992 silnik 1.0 gaźnikowy. Kupiony od znajomego starszego pana który przez 7 lat przejechał nim 30 tys. kilometrów. Poszedł na złom dwa lata temu przy licznikowych 240 tys z tymże realnie było trochę mniej bo licznik się kiedyś zatarł :)
            Blachy oprócz nieoryginalnej maski po stłuczce były zupełnie zdrowe choć jeżdżony był cały rok po Warszawie i parkował pod chmurką.Niestety połamała się tylna belka i koniec pieśni. Z poważniejszych awarii to raz w zimie uszkodził się moduł zapłonu tak nieciekawie że po jakimś czasie pracy przegrzewały się w nim tranzystory i w rezultacie szlag trafiał uzwojenie cewki. Zanim się skapowałem w czym rzecz to musiałem wymienić trzecią - na szczęście kosztowały w granicach 40 złotych sztuka. Bardzo chciałbym mieć tak "awaryjny" kolejny samochód.
    • 04.02.13, 13:14
      Moje doświadczenie mogę streścić tak:
      do 6 - 8 lat i 70 tys. km, max. 100 tys. km samochodem generalnie się jeździ bezproblemowo.

      Potem pojawiają się problemy. Niewielkie i stosunkowo łatwo (czyli szybko i tanio) naprawialne. A to trzeba wymienić jakiś czujnik, bo falują obroty. A to trzeba robić zawieszenie, bo już stuka.

      A tak powyżej 13-14 lat, w niektórych to jest po przekroczeniu 120 tys. km, w innych po 180 tys. pojawiają się duże, niespodziewane, unieruchamiające samochód w najmniej spodziewanym momencie awarie. I one są kłopotliwe, bo mechanikom nie chce się takich samochodów naprawiać. Ile razy słyszałem: zepchnij to do rzeki, nie warto naprawiać. A jak już to żądają za naprawę krocie. Np. taniej (choć bardziej czasochłonne) jest kupno na szrocie całej skrzyni biegów i wstawienie tej nowej-starej, niż namówienie kogoś co się zna do rozebrania zepsutej i jej naprawy. I to jest dołujące, bo tydzień naprawiasz jedną awarię, a po miesiącu leci coś następnego. Montujesz części ze szrotu - a one też już swoje wypracowały. Pada deszcz - samochód staje, bo dzieje się coś z zapłonem. Na drugi dzień jak nie pada, chcesz naprawiać - wszystko działa dobrze bo jest sucho. I się zastanawiasz - jutro pojadę czy nie pojadę?

      I moje doświadczenie raczej wskazuje bardziej na wiek samochodu niż jego przebieg. 14 latek jest już samochodem specjalnej troski niezależnie od tego czy ma na liczniku 50 tys. km czy 200 tys. km. Może wynika to z tego, że samochodu jeżdżące mało pracują w ciężkich warunkach - częste gaszenie i zapalanie silnika, praca na nierozgrzanym silniku, ledwo się rozpędzi już jest hamowany. A jak samochód jeździ dużo to jeździ na autostradach - silnik rozgrzany, pedał sprzęgła wciskany rzadko, biegi zmieniane rzadko, hamulec nie wciskany nawet przez 300 km.
    • 04.02.13, 18:44
      en.m.wikipedia.org/wiki/Irv_Gordon#section_3
      Facet, do ktorego nalezy rekord przebiegu jednym samochodem, osobowym ok. 3 mln mil, czyli ok. 4.8 mln km. Od 1966 roku. :-)
      --
      Mow do ludzi tak, aby twoje slowa ich wzbogacaly,
      sluchaj tak, by odnajdywali w tobie zrozumienie.
      • 04.02.13, 19:49
        Dzięki, wydrukowałam sobie! Moja yariska już się rozpędza do bicia tego rekordu ;>
    • 04.02.13, 20:37
      mam 3 auta, przecietne, kazde ponad 10 lat, przebiegi 130, 115, 80, z tym, ze to uzywka, wiec moze miec znacznie wiecej niz 80.... w kazdym juz rozrzad byl robiony, naprawy sie zdarzaja, jeszcze wiele lat przezyja na pewno, no chyba, ze becka bedzie, odpukac. finansowo jestem sredniakiem. natomiast u ludzi liczacych kazda zlotowke, zyjacych poza wielkimi miastami DOMINUJA kilkunastoletnie (199x) sprowadzone z zachodu praktyczne kombi opel vw bmw ford, najczesciej tdi i to nie jest zadna tajemnica. przeciez to widac. paski, eskorty, golfy, astry, beemy. stan techniczny, no coz - w malych miejscowosciach przeglady techniczne ... przysluga za przysluge ... to tez nie jesf tajemnica, tam kazdy kazdego zna.
    • 04.02.13, 22:01
      Mam Golfa III z niezniszczalnym 1.9 D, samochód kupiony za 500 euro jest ze mną juz 6 lat bez większych problemow, silnik ma zaledwie 240 tys przebiegu i pewnie miałby jeszcze drugie tyle przed sobą gdyby nie rdza która w kilkunastoletnim niegarażowanym samochodzie wychodzi wszędzie. Sinik z pewnością przeżyje karoserie . Odwrotnie niż w nowych samochodach gdzie karoseria wytrzyma a silniki padają
      --
      --
      "music" includes sounds wholly or predominantly characterised by the emission of a succession of repetitive beats.
      • 05.02.13, 10:10
        Mój znajomy z Opola miał (nie wiem czy jeszcze ma )Peugeota Partnera 2,0 HDI z 1999 lub 2000 roku, który mał przebieg ponad 1 000 000 km. Auto jeździlo w firmie transportowej 90% autostradami - trasy do Niemiec i Włoch. Pierwszy silnik dojechał do 750 000 km. Nastepny kupiony używany (przebieg nieokreślony) posłużył przez kolejne 150 000 km. Później był trzeci, również używka z rozbitego. Auto wizualnie nie wygladało na taki przebieg, ale w zasadzie wszystko było w nim wymienione: miał kilka stłuczek. Do 500 000 km był w zasadzie bezawaryjny.
        • 25.02.13, 05:45
          Dwa razy wymieniany silnik i ...bezawaryjny? :)
    • 07.02.13, 09:34
      Ja bym powiedział tak.Życie samochodu trwa tyle ile wytrzyma karoseria. Reszte można naprawiać bez końca. Trwałe samochody zaczęły się w momencie jak zaczęto stosować cynkowanie blach. Pierwszy chyba był Audi 80 i choćby Fiaty Cienki i inne.
      Z drugiej strony ludzie kochają swoje auta i czasem utrzymują je w dobrym stanie baz względu na koszty i nakłady pracy. To tak jak powiedział kiedyś jeden lekarz: medycyna jest bezsilna jak pacjent ma silną wole życia.
      • 07.02.13, 09:56
        derff napisał:

        > Ja bym powiedział tak.Życie samochodu trwa tyle ile wytrzyma karoseria. Reszte
        > można naprawiać bez końca. Trwałe samochody zaczęły się w momencie jak zaczęto
        > stosować cynkowanie blach. Pierwszy chyba był Audi 80 i choćby Fiaty Cienki i i
        > nne.

        Audi 100 był pierwszy (połowa lat 80-tych).
        Do tej pory pamiętam naklejki z szyb "10-Jahre Audi Garantie" i "Vollverzinkt".
        A co do ocynkowania nadwozia - jakość powłoki ochronnej jest drugorzędna. Pierwszorzędne znaczenie ma to, czy jej nie uszkodzisz mechanicznie :)
        Jak już pisałem powyżej, mam starutkie BMW E36, czyli samochód słynący z dobrego zabezpieczenia antykorozyjnego... a dwa elementy już wymienić musiałem, bo rude wyszło w miejscach drobnych uszkodzeń.
        Miałem też Astrę F z pierwszych lat produkcji, czyli samochód, jak wieść gminna niesie, słynący ze swojego zamiłowania do "rudego". Po dzwonie więcej rdzy poleciało z 4-letniego Pug-a, który we mnie wjechał, niż z nastoletniej Astry.
        Jak go przyszedł oglądać rzeczoznawca, to dziwił się, że '94' a śladów korozji nie ma (inna sprawa, że i tak go Hestia wyceniła poniżej cen strucli z otoszroto).

        > Z drugiej strony ludzie kochają swoje auta i czasem utrzymują je w dobrym stani
        > e baz względu na koszty i nakłady pracy. To tak jak powiedział kiedyś jeden lek
        > arz: medycyna jest bezsilna jak pacjent ma silną wole życia.

        Też racja.
        Nie zapominaj też o jednym - regularna konserwacja, drobne naprawy na czas (a nie "gdy już leci") i choć odrobina dbałości na codzień znacznie ograniczą kilka lat później tak niezbędne koszty jak i nakład pracy.
        --
        Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)
      • 07.02.13, 11:22
        Audi 80. To byl bardzo dobry projekt i porzadne wykonanie - samochod nie do zdarcia.

        Moj sasiad ma (rocznik 1993) i na razie nie chce go zamienic na nic innego.


        • 07.02.13, 11:30
          Ja mam Poloneza 94. Kupiłem bo ma piękne felgi takie udające szprychy od faceta co go trzymał w stodole i woził kartofle. Jak go odczyściłem to okazało że jest prawie nietkniety rdzą.
          • 07.02.13, 12:00
            To dobrze, gdy sie znajdzie cos, co cieszy.
          • 07.02.13, 15:48
            Dłubnij go śrubokrętem pod progami. Zdejmij nadkole przednie i sprawdz błotniki. Jeśli nie masz tam rdzy stawiam ci piwo.
        • 08.02.13, 14:26
          Audi 80 to nie jest typowy samochód POD WZGLĘDEM TRWAŁOŚCI. Mój sąsiad miał Audi 80 rocznik 1978, pozbył się go w 2008r. Samochód wciąż był na chodzie, z LPG, choć widać było na nim ząb czasu: matowy biały lakier, powycierana tapicerka, nieoryginalny fotel kierowcy, rdzawy nalot.
          • 20.02.13, 23:48
            W tym temacie miałbym poemat do napisania (bo mam rzeszę znajomych, którzy uważają, że jak auto ma np. 17 lat, to może jeszcze działać), ale nie nadaję się do tego, więc skupię się na sobie.
            Otóż jednym z moich aut, jednym z kilku Renault 19 jest niebieski (Bleu Gordini/Lumiere) heczbek w topowej wersji TXE z 1.7 F2N pod maską. W 1990 roku renóweczkę (ojj, wzruszam się!) kupili rodzice w podparyskim salonie (ja też do dziś trzymam się tej zasady - nowe kupuję koło fabryki), pojeździli trochę, jadąc po czekoladę do Luksemburga wóz się ułożył i po dłuższym czasie wróciliśmy autem do polandii na stałe i mimo zamiłowania głównie starego do różnych, dziwnych aut (co jak co, ale widok z okna to miałem przeważnie zajebisty) R19 zapewniło nam splendor we wsi na długi czas. To auto ukochałem sobie od samego początku, bo wszytko w niej lubiłem i tak jest do dzisiaj. Przez to auto m.in. miałem kupę frajdy i rozrzutnik problemów. R19 towarzyszy mi zawsze przy wszystkim. Za wyjątkiem robienia kupy.
            Aha. Oficjalnie nigdy nie byłem i nie będę jej właścicielem. Ma czarne szyldy, a w dowodzie jest tata. Nigdy też oficjalnie auto nie było mi przez niego przekazane w stylu "masz, synu...". Po prostu jakoś tak wyszło, że R19 przejechała przez drogę i wjechała do mojego garażu. Czasem ojciec wpadnie i spyta, ile benzyny w baku jest, bo go mama gnębi. Jaaasne...:) A poza tym Moja kobieta jest trzecią z 7 osób, które Renówką mogą jechać i tu z dumą dodam, że nie przeszkadza jej brak wspomagania (a czasem zakładam jakieś koło 15" 195/50), bo jadąc wygląda słodko (wspomagania i tak samo ABSu koniecznie nie chciał ojciec, zamówił skórę, klimatyzację, elektryczny szyber i takie tam pierdy, ale wspomy brak - super; byłby też komp pokładowy, ale to gaźnik jest).
            R19 ma na dzień dzisiejszy najechane chyba niecałe 190 000 i rośnie. Uważam, że biorąc pod uwagę, to rewelacyjnie mało, ale też muszę przyznać, że nigdy auto nie było intensywnie jeżdżone, bo przynajmniej zawsze dwa inne auta w domy były, ale jak już Renault jechało, to daleko. Jak mówiłem, na żadne durne żółte blachy nie przerejestruję. Raz, że mi się nie chce. Dwa, że czarne są super klimatyczne i ładne, a żółte to dno dna, jeszcze z tym starym samochodzikiem... Trzy - państwo nie będzie mi mówiło, jaki komplet felg mam se założyć na ten miesiąc albo gdzie mogę jechać. Cztery... O czym to ja mówiłem?
            Teraz pora na cipne wyznanie. Otóż R19 to 100% auta w aucie. Mógłbym tym powozić 24h z przerwami na siku, seks i dolanie wachy. Dodatkowo totalnie w dupie mam, co sobie o mnie na mieście myślą. Lubię czasem przejechać się np. w celach zawodowych tym autem, by odświeżyć se umysł. Ale niestety codziennie nie tyram R19. Jednak boję się, że mi jakaś pinda w dupę wjedzie. A ja dbam o siebie i o swój stan umysłu. Trochę to smutne, bo to doskonałe auto do jazdy na co dzień!
            • 21.02.13, 15:06
              Mamy w rodzinie 306, 1,4 benzyna; rocznik 1993, na liczniku 195 tkm.
              Blacharka bez sladow ,,rudej choroby,,.
              Wymieniono:
              1) uszczelki - pod glowica, zaworowe (8 szt.), ,,capturka,, glowicy;
              2) sprzeglo i obie polosie napedowe po 185 tkm;
              3) bebny z przodu i 2 komplety klockow z przednich;
              4) czujnik polozenia zaslonki powietrza, cewke zaplonowa (padla jedna sekcja) i czujnik Holla;
              5) dmuchawe ogrzewania - zuzyli sie lozyska (kupiona na zlomowisku);
              6) jedno cieglo hamulca recznego;
              7) wymiana lozysk rozrusznika;
              8) regeneracja przekladni kierowniczej;
              9) regeneracja popy paliwa;
              10) pare razy wymieniono wydech od kolektora (kolektror jeszcz rodzinny).
              Po wymianie uszczelek zaworow nawet oleju nie bierze.
              Radio tez od salonu (GRUNDING) dziala bez zarzutu.
              Ma juz 20 lat i nie chce sie jego odac na zlomowisko (TP przszedl 4 miesiecy temu z pierwszego podejscia), prosty, niezawodny i tanio remontuje sie za pomoca kolegi. Takich teraz nie ma, jak elektronika ,,padnie,, bez 300-500 PLZ nic nie zrobi sie.
              • 21.02.13, 22:30
                Wariactwo. Już pierwszy punkt z całej listy pt. "Wymieniono" kwalifikuje pojazd do kategorii "pozbyć się grata, im prędzej tym lepiej". Ale nie przecze ze istnieją hobbysci.
                --
                "In a world of fugitives, the person taking the opposite direction will appear to run away." TS Eliot
            • 21.02.13, 19:49
              > W tym temacie miałbym poemat do napisania (bo mam rzeszę znajomych, którzy uważ
              > ają, że jak auto ma np. 17 lat, to może jeszcze działać

              Nie wiem jak inni, ale ja chętnie przeczytam resztę poematu!
              • 24.02.13, 22:09
                romantic, 306 to jeden z moich ulubieńszych pełgotów. Aż dziw (tzn. nie żeby mnie to dziwiło, ale tak się pisze), że tak doskonałe auto nie zyskało popularności jak naprawdę spoko, ale jednak gnijąca Astra F (ostatnio znajomy kupił pięknego czerwonego sedana top ausstattung w miodnym stanie - ależ to zarombiste auto jest!). Czy tylko murzyny wiedzą, że peżo jedzie (zwłaszcza 504) i nie gnije (o! 306).
                2yaris, jakbym miał czas i wiedział jak to zrobić, to prowadziłbym bloga, którego odwiedzałyby 4 osoby, ale za to codziennie miałbym o czym pisać.
                Ale teraz chciałbym jeszcze napisać fascynujący erotyk pt. "R19, wymiany płynów i ręce pełne roboty".
                Otóż napiszę, co było robione, ale bez kosztów, bo rachunków nie trzymam, a wszystko było robione przez tatę, mnie albo razem.
                1. Ze dwadzieściaparę wymian oleju, na którym nigdy nie przejechano więcej, jak 10 tys, natomiast na pewno parę razy był w aucie dłużej, niż rok, a może i dwa pykło (auto dobrze chowane, toteż kalendarza nie noszę). W każdym razie zawsze z filtrem, zawsze z tą samą podkładkouszczelką korka spustowego!, od nowości olej Elf 15W40 z paroma wyjątkami w stylu jakiegoś rejsingowego, minerlanego Motula, Valvoline'a czy Liqui Moly (dla picu, ale tą R19 byłem na kilku torach: wszystkie polskie, obowiązkowo mój ukochany ring w niemcowni). Zawsze wchodzi mi prawie cała bańka - 5 L, co odpowiada prawei MAX na bagnecie, czyli idealnie. Nie zużywa w sposób mierzalny, nie gubi, nigdy chyba nie dolałem więcej, jak dwie setki.
                2. Olej w skrzyni od nowości zawsze Elf TRX/NFP 75W80 syntetyczny. Zmieniany ze trzy razy, ostatni raz przy likwidacji zapocenia (nikt normalny tego nie robi) przy wybieraku. Kupuję 7 banieczek 0,5 L, zostaje mi ze 3 setki.
                3. Płyn hamulcowy ze trzy razy, głównie przy rozkręcaniu układu. Litr spokojnie starcza, a wlewam wyścigowego Motula od kilku lat, bo poza tym że bardzo ciągnie wodę (co mnie nie boli), to powoduje przyjemniejszą pracę pedału. Z tego co kojarzę, w aucie jest drugi komplet tarcz (jak zawsze i w każdym prawie przypadku oryginał, ale nie zawsze z ASO). Klocków było kompletów kilka. Czyszczenie wiadoma sprawa. Na tyle też drugi zestaw, ale bębnów (raz zmieniałem prawe łożysko koła, ale bębny kupiłem z łożyskami, poza tym raz cylinderki, ze trzy razy okładziny (raz jeden blokada koła, zerwało okładzinę...), raz samoregulatory i sprężynki. Nigdy nie wymianiałem przewodów ani sztywnych, ani elastycznych, żadnych odpowietrzników, pompy czy co tam jeszcze. To mam stare, ale sprawne - nie pognite, nie puchnące, pracujące jak fabryka każe.
                4. Płyn chłodniczy to nie wiem ile razy zmieniany, ale kieruje się kolorem, ostatnimi laty lu
                bię żółty w zbiorniczku, stąd Prestone. Raz mi weszło z 6,5 L. Wymieniony termostat raz, pompa cieczy raz (pędzona mikropaskiem osprzętu, trochę nadgorliwie, bo miała mikro zapocenie, płyn się krystalizował na obudowie, u znajomego jeździ dalej), główny wąż cieczy, tzw. czwórnik (rozpękł się i powodował minimalny wyciek). Chyba wsio.
                5. Bateryjka w pilocie-kluczyku ze trzy razy. Poza tym czyszczenie siłowników centralnego zamka, wymiana jednej pękniętej harmonijki na ramieniu jednego z siłowników, czyszczenie, mycie i konserwacja zamków, przy okazji czyszczenie i konserwacja prowadnic szyb i mycie drzwi wewnątrz + napuszczanie woskiem. A! Swoją drogą wyjęcie szyby i prowadnicy z silnikiem z drzwi kierowcy to mocne podbudowanie ego. Przynajmniej mojego:)
                6. Yyy... Poza tym, że jakieś gumki z przodu , to amortyzatory tył raz (chyba 130 tys przejeździły). I dwa drążki skrętne resorujące (z 4, stabilizujące ok.) Objaw? Huk, gdy śpisz. Wpadasz do garażu, a fura na glebie. Przeważnie kończą się z uwagi na syfne warunki jazdy, u mnie tak raczej nie było, ale czasami laweta jechała za autem, czasami silnik ślicznie spakowany w bagażniku jechał... Przy okazji czyszczenie regulatora siły hamowania i wymiana hebli, co już pisałem. Of koz przy okazji też mycie belki, podłogi auta, no i montaż belki, co skończyło wszelkie operacje z tyłu. Niedawno jeszcze końcówki drążków kierowniczych - na jednej wyczułem luz i to lewej , więc wymieniłem obie i ustawiłem pod okiem znajomego mistrza-diagnosty geometrię.
                7.Kiedyś tam mycie okolic szyberdachu i wymiana jego bezpiecznika (nie wiem, z jakiego powodu przepalił się).
                8. Kiedyś tam też, chyba przy 177 000 wyczułem poślizg sprzęgła. Zaraz potem zerwała się linka, wymieniłem, a parę dni potem uznałem, że wyjmę sobie cały zespól napędowy celem mojego zaspokojenia (oficjalnie celem odświeżenia). Oczywiście o takich pierdołach, jak mycie sanek czy skrzyni, nie trzeba chyba pisać... Wymieniłem kompletne sprzęgło (tylko tarcza była do kitu w sumie). Wymieniłem też parę uszczelniaczy (profilaktycznie i dlatego, że niektóre nie były już idealne: na wale korbowym, na wałku rozrządu, pompie oleju, gdzieś tam jeszcze...) i uszczelek np. pod gaźnik, przy okazji odświeżenie i regulacja gaźnika, uszczelka pokrywy zaworów (+ kontrola luzu zaworowego na płytkach - wsio ok!), uszczelka kolektora wydechowego, miska olejowa zapocona wyraźnie, złożona na Dirko, bez klasycznej uszczelki. Wtedy też zmieniłem pompę wody, łożyska i szczotki alternatora, wyczyściłem i złożyłem na nowo rozrusznik, wypolerowałem kolektor ssący, wymieniłem po raz 2. napęd rozrządu (kompletny). Zmieniłem lekko spękany mikropasek osprzętu. Kontrola sprężarki klimatyzacji i wymiany wszystkich oringów. Poza tym oczywiście mycie komory silnika, mycie silnika, montaż i dopieszczanie szczegółów.
                9. Czy ktoś to jeszcze czyta?
                10. Jesień 2010 roku. Godzina 23.15. Słychać strzały. Pobiegłem po... śrubkę, nakrętkę i dwie podkładki. W końcu zmęczeniu poddał się nit w ograniczniku drzwi kierowcy. Zostaje więc zastąpiony zestawem, który działa, ale w odróżnieniu od oryginału wymaga też regulacji. Żegnam się z dwoma płaskimi kluczami i jadę po nowy ogranicznik.
                11. Wymieniałem raz jakieś żaróweczki podświetlenia elementów wnętrza (przyciski, klawisze, kontrolki...).
                12. Wymiana korka wlewu oleju.
                13. Tak, nigdy nie wymieniałem przednich amorków, wydechu i wielu innych raczy.
                14. Ale i tak o wielu rzeczach zapomniałem.

                Co do starych gratów, to dodam jeszcze, że raz pojechałem do koelgi na komis. Tam zepsuł mi się jeden fajny, nowy samochód - Inżygnia we full opcji (nie zapala i nie daje odpuścić ręcznego). Ten Opel był okropny. Męczący. 160-konny, łomoczący traktor z kiepską, ręczną skrzynią i zawieszeniem od inżynierów-elektroników. Do tego przestał działać. Miałem ochoty się napić, nie chciało mi się czekać, więc kupiłem od kumpla czarnego Golfa II 3d 1.3 Memphis '88 za 5 stów, żeby se do domu wrócić. Wsiadłem w auto, do którego nikt nie zaglądał od 3 miesięcy, zapaliłem, ruszyłem, rozbawił mnie widok resztek zboża na tyle, który również komicznie podskakiwał (amorki pompki), natomiast nieco zasmucił mnie widok kończącej się wachy. Poza tym luz. Najlepsze jest to, że od zakupu minęły ponad dwa lata, a ja nie potrafię rozstać się z autem, w którym (z uwagi na kiepski na pierwszy rzut oka stan) wstyd się pokazać i tak po prawdzie to nie jest mi do niczego potrzebny. Ale to najlepsza rzecz, jaką kupiłem za 5 stów. Wymieniłem te amorki, parę pierdół, pęknięty "pająk" w układzie chłodzenia i sobie po prostu jeżdżę od czasu do czasu. Co prawda teraz znowu amorki z przodu to prawdziwe pompki (prawy na testerze pokazał zero:); absolutnie nie przeszkadza mi to być najszybszym w mieście, zwłaszcza zimą), wydech kończy się z grubsza pod tylną kanapą (zasadniczo teraz nie mam z tyłu kanapy...), na tylną osią, a wokół gaźnika i pompy paliwa można ponapawać się aromatem benzyny, jednak z uwagi na mało spektakularną ilość rdzy, zachowaną kalkomanię w kolorze srebrnym, łyse zimówki na felgach z Renówki i ogólny naprawdę bezwypadkowy stan zachowania postarałem się w końcu parę tygodni temu o pieczątkę w dowodzie. Niestety to nic nie dało, bo parę dni temu jechałem po orzeszki "w naprawdę trudnych warunkach pogodowych" i wtedy, gdy postanowiłem zwolnić, strzelił m
                • 24.02.13, 22:46
                  ...strzelił mi elastyczny przewód, więc hamować mogłem jeszcze skrzynią i ręcznym, dzięki czemu wjechałem w drzewo i płot przy około 30 km/h. Kora odskoczyła, płotek się rozdupcył, a ja nauczony doświadczeniem (jako nastolatek spenetrowałem plener, wpadłem komuś jak bomba na podwórko [u mnie pole], waląc przy tym w bardzo kruchy, murowany murek z siatką; z uwagi na dziadka z laską pilnującego obejście, tumany kurzu i ogólny, dość nowy sposób poznawania mieszkańców sąsiedniej wsi postanowiłem poczekać, aż kurz opadnie; za płotek zapłaciłem - pomogłem go odbudować razem z wujkiem i tatą, stopień zażenowania osiągnął wtedy masę krytyczną, of koz niczego się wtedy nie nauczyłem, tym bardziej że już wcześniej wiedziałem, jak się urabia cement:), natomiast nie powiem, że nic nie zyskałem - dziadek dosłownie był z laską - jego wnuczka była lepsza, niż zimna kola wypita po ciężkim dniu pracy) skorzystałem z tymczasowego, zaskakująco trwałego kamuflażu (nie odśnieżam niczego a zwłaszcza aut), nadal pracującego silnika i wrzuciłem wsteczny i dałem dyla. Of koz po orzeszki i tak pojechałem i nawet z nimi wróciłem, śmiejąc się po drodze z porozrzucanych sztachet:) Naprawdę nie było powodu, żeby zostać, tym bardziej że już mam dziewczynę.
                  Dodam jeszcze, że uszkodzenia Golfa są minimalne. Najbardziej zależało mi na lampach, których obecność musiałem sprawdzić już po kilometrze od miejsca zdarzenia. Po prostu kiedyś na nierównościach zgubiłem szklany klosz i musiałem kupić nową na szrocie. A była jedna. No i złamał się fotel (w sumie fotele Golfa II to porażka, są papierowe). Natomiast blacharsko trzyma dalej parametry, np. w ogóle się błotnik względem podszybia nie przesunął. Jedyną rzeczą, do tego wymagającą wpatrzenia się, jest zderzak, którego prawa krawędź ma bliżej do rantu prawego błotnika, niż lewa krawędź z lewej.
                  Doskonałe wóz.
                  Dziękuje Dowidzenia
                • 24.02.13, 23:07
                  > 2yaris, jakbym miał czas i wiedział jak to zrobić, to prowadziłbym bloga, które
                  > go odwiedzałyby 4 osoby

                  w tym ja, ostatnio z opowiesci samochodowych tak mnie wciagnely "moje dwa i cztery kółka";>
    • 24.02.13, 23:10
      U mnie w rodzinie jest jeszcze Łada 2105 rocznik 1984, na chodzie, chociaż w zimie niestety słabo sobie daje radę (przy mrozach kable rozruchowe to raczej codzienność), ale stan mechaniczny jest naprawdę fajny!
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.