Dodaj do ulubionych

...najpierw Takata (poduszki), a teraz...koniec

10.10.17, 14:09
japonskiego snu o jakosci, technice, niezawodnosci...

next.gazeta.pl/next/7,151003,22491941,znow-wielka-afera-motoryzacyjna-toyota-honda-mazda-subaru.html#MTstream
O Fukushimie i najbardziej zarozumialych inzynierach atomistyki juz nie wspomne.
Tak koncza sie legendy.

PS
A jak sie popelnia sepuku - nikt juz nie pamieta.
Edytor zaawansowany
  • 10.10.17, 14:24
    Najpierw Volkswagen. Teraz Japońcy. Zaraz wyjdzie na to, że najbezpieczniej trzymać się samochodów na "F".
  • 10.10.17, 14:28
    Jeśli tych nieprawidłowości nie wyeliminują, to znowu Godzilla się obudzi.
  • 10.10.17, 14:55
    Sadze, ze Godzilla ma to gleboko w ...

    Takie problemy w porownaniu z sasiadem - Korea Pln. to i tak jest pikus bez znaczenia.
  • 10.10.17, 15:49
    A może mi ktoś bardziej łaopatologicznie wyjaśnić na czym ta afera w praktyce polega a tak konkretnie:

    1. W którym z aut z wymienionych japońskich marek maski i drzwi robione są z aluminium ?
    2. Czym grozi jego słabsza jakość ? Odkształci się ? Przecież nie zardzewieje ?
    3. Czy któraś z japońskich marek/ludzi tam pracujących wiedziała o szwindlu tak jak w VW, czyli innymi słowy mówiąc czy Tojka/Honda/Suz/Sub świadomie oszukiwały klientów ?

  • 10.10.17, 16:05
    Lepiej zajrzec do oryginalow na temat:

    www.ft.com/content/2e231988-ac04-11e7-aab9-abaa44b1e130?mhq5j=e7

    www.nytimes.com/2017/10/10/business/kobe-steel-japan.html


  • 10.10.17, 17:36
    Moge Ci odpowiedziec hehehe
    1. W wiekoszsci - nie cale ale ich elementy.
    2. Sa to czesci wazne w przypadku kolizji a wiec zycie ludzkie moze od tego zalezec.
    3. OCZYWISCIE wiedzilalo i kieorwenictwo i ludzi na nizszym szczeblu. Swiadomie oszukiwalo naczalstwo a kontrola jakosci w tym artycypowala . Wiedzieli nie wszyscy ale kontrolowana ilosc osob "zaufanych" . Japonczycy na swoja jakosc patrza przez palce - u nich sie to nazywa "kontroluja" jak tego wymaga sytuacja ale na jakosc dostawcow nigdy nie i bardzo skrupulatnie ja kontroluja tak ze byla to swiadoma akcja aby "pomoc" dostawcom materialow wiedzac ze materilay nie spelnija wymagan...
  • 10.10.17, 17:51
    Musza zmienic system - tzn kulture prowadzenia i zlatwiania biznesow..a to dlugi proces.
  • 10.10.17, 17:27
    Juz chyba kiedys pisalem ze przez wiekszosc kariery zawodowej pracowalem z firmami japonskimi i podziwialem ich uczciwosc oraz fantyzm jakosciwy.... Az do momentu kiedy zaczalem pracowac w firmie japonskiej i mialem dostep do detalow i sposobow kontroli jakosci oraz raportow jakosci .. I nie tylko otworzyly mi sie oczy ale jezyk mi wypadl do brody.... Nie mowi ze japonczycy nie dbaj o jakosc - dbaja ale jak cos jest nie tak to klami w zywe oczy do oporu a robi to poniewaz maj sytem gdzie raporty na zewnatrz zwykle kontroluje jedn aosoba i ta skupulatnie kontroluje co komu powiedziano aby si ena klamstwach nie dac zlapac. Robi to glwnie zdwoch podow - po pierwsze jakosc ma swoja cenne i musi byc jedynie troszke lepsza od konkurencji a jak sie cos popsuje to najgorzej powiedziec prawde - wtedy klienci wpadaja w szal czy panike - kazdy ma wymagani, rady, masa kontroli, zadan wyjasnien i odpwiedzi itp...
    A wiec uwazja (slusznie zreszta) ze larum klientow wcale nie pomaga a psuje reputacje i niepotrzebnie zawraca im glowe wiec trzeba ich trzymac w tzw blogiej nieswiadomosci a samemu strac sie po cichutku poprawiac problemy. I tak to Lexus jest uwazany za auto bez problemow chociaz jak porownuje z kolegami co takowe maja to wcale nie lepsza od psujacego sie ciagle BMW.
    Poza tym ciagle wazniejsze jest to ze szefwie firm maja dobre uklady i ich np sugestia zeby na uzyc zla partie poniewaz to sie rozmyje w duzej produkcji, automatycznie narzuca zachwanie pracownikow aby to zrobiuc i ukryc nieprawidlowsci. Wazniejsze to co mowi szefowi niz to co czuja pracownicy nizszego szczebla.
    Teraz sie wogole nie dziwie jak czytam takie rzeczy... Ot powoli poznajemy japonski sposob na jakosc -i nie tylko zreszta poniewaz koreanski jest nie tylko podobny ale jeszcze bardziej bezczelny i brutalny,
    Jak niedawno wyszla afera Samsunga z bateriami do Galaxy to na pol roku do przodu przewidzialem co sie bedzie dzialo i co beda pisac na ten temat...
    Teraz bedzie podbnie... Oglosza ze to byla jedna partia i problem jest w ogranoiczonym zakresie ....chyba ze sie okaze ze problemy sa tez poza tym zakresem to znajdzie sie jeszcze mal partia ktoa sie gdzies wymknela.... a potem jeszcze jedna .... itd.
  • 10.10.17, 17:55
    Korporacyjne schorzenia rozprzestrzeniaja sie poprzez siec powiazan.
    Ja juz sie niczemu nie dziwie.

    Wielkie firmy upodobniaja sie do siebie i zaczynaja zyc wlasnym zyciem.
    Az do momentu, gdy cos z trzaskiem pi...nie.

    ENRON jest sztandarowym przykladem.
    Jest ich znacznie wiecej.

  • 10.10.17, 17:58
    Właśnie. Nie wydaje mi się, żeby to, co opisał engine, było jakąś szczególną japońską specyfiką. Raczej zakładałbym, że tak po prostu działają korporacje pod dowolną szerokością geograficzną.
  • 10.10.17, 19:32
    Oj znacznie sie rozni jak pracuja korporacje japonskie od innych np amerykanskich. Japonska kutuyra pracy, zakladow i powiazan bardzo sie rozni od reszty. Np powiaznia Hitachi i Nissana byly takie ze bedac na kierownczym stanowisku w Hitachi byloby wilekim nietaktem nie kupic samochdu Nissana (oczywiscie dostawali na nie znizki) a Nissan kupowal co tylko mozliwe od Hitachi...I Hitachi mialo mase takich ukladow partnerskich. Tam bardzo malo waznych decyzji czy nawet wplywow na takowe sa oddolne - wszytko idzi z gory..
    Tam jak szefowie duzych korporacji spotkaja sie na obiad czy popijawke to czyms takim pracownicy jedynie dowiaduja sie na jaki temat byla rozmowa i jakie sa dyrektywy...
    I wogole nawet jak firmy nie sa "partnrrskie" to tak sie to odbywa.
    Np kiedys pracujac w HP (Hitachi stralo sie zrobic z nich partnera ale takowym nie byli) odrzucilem ogromna partie produktu - na ponad $100M bo nie spelnialy wymogow jakosciwych i po paru probach porawiania (jak sie pozniej okazalo nic nie porawiali ale najpierw mowili ze poprawili, potem chceli "wytestowc" zle elementy itp.. Tak z eprocess byl dlugi i znany w firmie ale decyzja "zle/dobre" byla wmojej kompetencji.
    Po pierwsze japonczykom sie w pale nie miescilo jak cos takiego moze zrobic jakis tam "szary urzednik" bez dyskusji pomiedzy CEO? No ale stalo sie wiec japonczycy zamiast zapytac mnie co powinni poprawic - od razu mnie ostrzegli ze sprawa powazna i ich CEO leci do Stanow spotkac sie z CEO HP..
    Noi spotkali sie, Po tym spotkaniu wewnetrzna "droga urzedowa" (tzn COE naspisal maila do VP, VP przeslal do Dyerktora a ten do mnie) dostalem zapytanie co sie stalo i co japonczycy musza zrobic zaby poprawic - napisalem krotkeigo maila i oficjalny mail poszedl do CEO Hitachi ze decyzjaz byla sluszna i podjeta na wlasciwym poziomie i musza to poprawic i ja zdecyduje czy to jest orwaione czy tez nie.
    Byli zaszokowani... Oczywiscie wyslali po tym "robotnikow" na moim poziomie aby ustalic co musza zrobic i jak zreperowac tak powazna ryse na imieniu firmy i ich CEO... Mialem kilka oplaconych podroz pierwsza klasa przez Hitachi aby zbadac sprawe na miejscu.. i w koncu zrobili ale produkt felerny poszedl tearetycznie do smieci ale wiem ze go i tak "upchneli" na rynku wewnetrzynym bo ich partenr COE zgodzil sie ale musieli go przez pare lat mieszac z dobrym aby nie zachwiac wskaznikow jakosci i nie dac sie zlapac na duzej ilosci wadliwych rzeczy...
  • 11.10.17, 08:56
    No więc wychodzi na to, że różnica jest w szczeblu hierarchii, na którym kłamią - ale kłamią tak samo. A właśnie o tego rodzaju patologie mi chodziło. Ale historia fajna.
  • 10.10.17, 19:39
    Japonskiepartnerstwo jest prawdziwe - tzn partnerzy sobie ufaja i jedne za drugim bedzie stal murem.. W amerykanskich? Nie ma partenrstw - sa jedynie wspolne cele biznesowe i jeden drugiego popchnie jak sie tu mowi "pod autobus" kiedy tyklo si emu to oplaca.. Nie ma lojalnosci do nikogo z wyjatkiem $$$. Zysk z produktu jest zwykle proporcjonalny do jakosci a ojeci ejkaosci wzgledne. Produkt musi byc jedynie podobnehj jakosci do konkurencji - wtedy mozna manewrowac cenami i nie ma sensu robic nic lepszego bo to koszuje... a stare powidzonko pracuje wszedzie "latwiej dostac rozgrzeszenie niz pozwolenie"
  • 10.10.17, 19:51
    Fajnie to opisałeś.
    Jakbyś miał okazje to przeczytaj www.amazon.com/Riding-Waves-Culture-Understanding-Diversity/dp/0071773088 ktoś kiedyś zaczął badać te różnice w prowadzeniu biznesu w zależności od kultury. Ciekawa lektura która wiele wyjaśnia. Zarówno to co napisałeś jak i wiele innych drobnych różnic.

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • 16.10.17, 15:46
    Najnowszy przykład z Japonii:

    www.economist.com/news/business/21730244-it-latest-long-list-scandals-have-befallen-corporate-japan-kobe-steel-admits

    Skończy się na popruszeniu głów popiołem?

    Pzdr.
  • 16.10.17, 19:37
    Gorzej, nie zdziwilbym sie ja beda jakies harakiri ...
  • 16.10.17, 19:53
    Nie ma chetnych na sepuku, a miecze sprzedane
    na aukcjach w USA.
    Koniec tradycji.




  • 11.10.17, 08:00
    A tego nie wiedzialem: W branży lotniczej odbiorcą była między innymi firma Subaru, która jest dostawcą części skrzydeł dla Boeinga.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • 11.10.17, 17:08
    Nie twierdze ale podejrzewam ze przemysl lotniczy jest bezpieczny poniewaz tam jeszcze panuja stare zasady ze odbiorca ma swojego czlowieka u dostawcy ktory nadzoruje wszytko lacznie z jakoscia. Tak kiedys bylo wszedzie ale koszty (tzn ich obnizka) zmusily odbiorcow do tego aby wierzyc dostawcom i ich kontroli jakosci.
    Rowniez podejrzewam ze wiekszoasc tego szajsu poszlo na rynek krajowy ze wzgledu na wlasnie uklady i mozliwosci zalatawienia sprawy po swojemu.
  • 11.10.17, 18:48
    Ja raczej mysle, ze kazdy samolot przechodzi proby wytrzymałościowe na ziemi.... to jakby nie do konca jest seryjna produkcja...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • 12.10.17, 04:40
    E tam jaki proby przechodzi ? KAady egzemplarz? Przeleca i nikt go potem nie rozbiera i nie sprawdza - produkcja seryjna jak kazda jedynie czesc sa skrupulatnie testowane i ich produkcja monitorowana.
  • 12.10.17, 07:20
    Chyba np. skrzydla podlegaja testom wytrzymalosciowym - na odksztalcenia. Lepiej zeby cos odpadlo na ziemi niz w powietrzu.
    Ale nie mam 100% pewnosci, ze kazdy egzemplarz przchodzi takie testy.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • 12.10.17, 17:03
    Takie testy w praktyce skracalyby "zycie" czesci podejrzewam?
    Wiekszosc elementow w kazdym procesie przechodzi testy roznego rodzaju testy - zarowno przed rozpoczeciem produkcji, w czasie jak rowniez kiedy cokolwiek sie zmieni w materilach czy procesie ale te elementy wykorzystywane do testow juz nie sa uzywane do produkcji a jedynie dane z testow uzywane do poprawy procesu produkcji.
    Tak ze jak robia skrzydal to biora jedno i testuja do oporu a jednoczesnie "staraja sie" zrobic kilkset identycznych - tzn wszytko powinno byc teoretycznie identyczne.... i walsnie tu jest proble kiedy nie sa identyczne ...
  • 12.10.17, 17:13
    Sa badania niszczace i badania nieniszczace.

    Te niszczace to np. badanie wytrzymalosci zmeczeniowej.
    Nieniszczace to wszelkiego rodzaju np. X-Ray, ultradzwiekowe,...
    Temat - rzeka.
  • 12.10.17, 18:51
    Prawda. nie twierdze ze nie ma (i jesli sa to chyba nie uniwesalne) ale niestety nie znam potwierdzonych i popularnych metod na niezniszczalny test materialow na wytrzymalosc na rozciaganie - to co wyglada ze jest problemem.
  • 13.10.17, 08:16
    Ze wszystkiego co wygooglalem, wynika, ze testuje sie kazda wyprodukowana szt. - moze nie w kazdym typie samolotu... ale do duzych pasazerkich raczej tak.

    I chyba podobnie jest ze smiglami,wirnikami, itd... one przechdza fizyczne testy wytrzymalosciowe. Co do towjego pytania:

    "Takie testy w praktyce skracalyby "zycie" czesci podejrzewam?"

    Na pewno tak, ale przeciez skrzydlo nie jest produkowane na jeden lot, jedno odksztalcenie.
    WIec raczej kazde jest wyginane na ziemi a potem sprawdza sie zmiany strukturanlne, czy sa w normie dla takiej pracy czy wieksze nz byc powinny.

    Lepiej zeby cos sie zlamalo w czasie testu niz odpadlo przy pierwszym locie...


    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    I blame nature for two things. First, that stupidity is painless and second, that hypocrisy is not a cause of rash and diarrhoea.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.