Dodaj do ulubionych

Wada ukryta pojazdu

13.03.18, 10:58
Dzień dobry,

Zakupiłam 10 dni temu samochód -sprzedawany jako "bez wad technicznych " w pełni sprawny i dopuszczony do ruchu drogowego. Nie znam się za bardzo na samochodach, wszystko wydawało się być w porządku ze względu na późną godzinę i pilną potrzebę posiadania samochodu zakupiłam ten pojazd. Już pierwszego dnia pojawiła się kontrolka oleju. Zaniepokojona dolałam olej oraz umówiłam się do mechanika, który wykrył bardzo dużo usterek oraz wad. Samochód prawdopodobnie nie ma w ogóle prawa poruszać się po drodze.
Usterki o jakich nie było mowy a jakie zostaly wykryte w ciągu tygodnia:
Wahacze przednie 2x
-Wymiana wahaczy
-Regeneracja maglownicy
-Wymiana maglownicy
-Wymiana głowicy
-Komplet uszczelek głowicy
-Regeneracja głowicy
-Przepustnica
-Świece zapłonowe
-Górne mocowania amortyzatorów
-Poduszka silnika prawa
-Poduszka silnia lewa
-Poduszka silnika dolna
-Klocki hamulcowe tył
-Prowadnice zacisków hamulcowych

Skontaktowałam się z poprzednią właścicielką informując jakie wady ma pojazd prosząc o zwrot pieniędzy - dostałam absolutną odmowę, ponieważ " ona nic nie ukrywała jaki pojazd był każdy widział, a ja auto mam od ponad tygodnia i ona nie wie co ja z tym autem robiłam "

Czy aż taka ilość wad jest podstawą do rękojmii na drodze sądowej?
Czy są to wady ukryte pojazdu ?
Czy pojazd z taką ilością rzeczy do naprawy może być sprzedany jako " w dobrym stanie technicznym "?

Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • tiges_wiz 13.03.18, 11:02
    to wymiana głowiczy czy regeneracja?
    Wymiana maglownicy czy regeneracja?

    jak to osoba prywatna to:

    Tymczasem zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego, w przypadku zawierania umowy sprzedaży sprzedawca ponosi odpowiedzialność względem kupującego jeżeli sprzedana rzecz ma wady. Wynika to z art. 556 Kodeksu cywilnego. Co istotne odpowiedzialność ta, zwana rękojmią za wady, nie musi zostać określona w samej treści umowy.

    Strony mogą jednak ograniczyć, a nawet wyłączyć odpowiedzialność za wady, jednakże muszą to uczynić w treści umowy.

    Innymi słowy zawierając umowę sprzedaży ze sprzedawcą, mamy prawo oczekiwać, że zakupiona przez nas rzecz będzie w pełni sprawna, a na pewno zgodna z zawartą między stronami umową lub też zgodna z celem takiej umowy.



    --
    Chodzenie po bagnach wciąga!
  • olgafryk 13.03.18, 11:10
    Od osoby prywatnej zakupiłam pojazd. Albo regeneracja albo wymiana w zależności od tego na co się zdecyduję.
    W treści umowy jest jedynie zapis, że sprzedawca potwierdza stan techniczny jako wolny od wad technicznych a ja jako kupująca potwierdzam znajomość stanu technicznego pojazdu.
    Czy taki zapis sprawia, że nie odzyskam pieniędzy ?
    Czy argument Pani sprzedającej, że " rozkreciłam pojazd i probuje oszukac" ma w ogóle jakikolwiek sens w sytuacji gdy pojazd już po 4 dniach stał w warsztacie ?

    Pozdrawiam
  • koza_oddam 13.03.18, 11:12
    Potwierdziłaś stan, auto było jeżdżące. Nie odzyskasz, nie nastawiaj się. Więcej w poście poniżej
  • galtomone 13.03.18, 11:40
    koza_oddam napisał:

    > Potwierdziłaś stan, auto było jeżdżące. Nie odzyskasz, nie nastawiaj się. Więce
    > j w poście poniżej

    Potwierdzam.
    I sprzedająca ma poniekąd racje.

    Moze być tak, ze kupujący ma identyczne auto tylko zepsute - kupi, naprawi swoje a złom bedzie chcial oddac... bo wady ukryte.

    Zakładanie uczciwości/nieuczciwości dla w obie strony

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • boczek150 14.03.18, 22:14
    Bzdura. Nie wypowiadaj się może na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia.
  • kanna13 13.03.18, 11:33
    Dla sprzedającego, który nie zna się zupełnie na samochodach auto było sprawne.
  • olgafryk 13.03.18, 11:35
    Przepraszam, ale to trochę głupota, bo to że sie nie zna to jest jego problem. Powinien przygotować auto do sprzedaży i jeśli twierdzi że jest ono sprawne- a nie jest to wziąć za to odpowiedzialność.
  • koza_oddam 13.03.18, 11:38
    Ale było sprawne - co potwierdziłaś podpisem i udowodniłaś odjeżdżając nim o własnych siłach.
  • kanna13 13.03.18, 11:39
    Pragnę niestety zauważyć, że teraz to niestety Twój problem.
    Co do usterek to można z nimi jeździć aż do całkowitego uszkodzenia danego elementu.
  • galtomone 13.03.18, 11:41
    olgafryk napisał(a):

    > Przepraszam, ale to trochę głupota, bo to że sie nie zna to jest jego problem.

    A to ze ty sie ni znasz to teraz twoj probem - i cena za twoja glupote.

    > Powinien przygotować auto do sprzedaży i jeśli twierdzi że jest ono sprawne- a
    > nie jest to wziąć za to odpowiedzialność.

    A ty powinnas sie przygotowac do zakupu - bo bierzesz za niego odpowiedzialność,
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • galtomone 13.03.18, 11:38
    tiges_wiz napisał:


    > Innymi słowy zawierając umowę sprzedaży ze sprzedawcą, mamy prawo oczekiwać, że
    > zakupiona przez nas rzecz będzie w pełni sprawna, a na pewno zgodna z zawartą
    > między stronami umową lub też zgodna z celem takiej umowy.[/i]

    I jesli w umowie jest zapis, ze sprzedajacy inforu o znanym mu stanie auta a kupujacy moze dokonac dokuje dowolnego sprawdzenia auta i samodzielnie/w ASO i jest zatem swiadomy stanu to nie widze podstaw.

    Sprzadajacy jezdzi - bo auto jedzie - nie musi byc ekspertem tak jak nie jest nim Pani ktora kupila.

    Ale polacy zawsze znaja sie na pilce noznej, skokach narciarskich, autach, naprawach, prawie, leczenie, itd...

    A potem placz ze sie nie skorzystalo z pomocy specjalisty.
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • bimota 13.03.18, 21:38
    NO JESLI TY SIE RADZISZ SPECJALISTY PRZED KLEPANIEM SWYCH EGZEGEZ, TO CHYBA NIE POWINNISMY SIE IM DZIWIC...

    --
    NAJLEPSZY KODEKS DROGOWY
  • galtomone 14.03.18, 10:24
    Mówiłeś coś? Czy tylko wyplułeś z siebie trochę słów bez związku...?

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • koza_oddam 13.03.18, 11:11
    To nie są wady ukryte. Wystarczyło obejrzeć auto z mechanikiem PRZED zakupem. Przecież poprzednia właścicielka mogła nie wiedzieć o tych usterkach, auto jeździło. To na Tobie będzie ciążyć obowiązek udowodnienia że wiedziała i zataiła, praktycznie jest to niemożliwe. Zamiast szarpać się z prawnikami, wydać worek forsy i finalnie guzik z tego mieć to napraw i ciesz się jazdą. Większość z tych rzeczy to nie są usterki a zużycie eksploatacyjne. Jeśli zakup był od osoby prywatnej to o żadnej rękojmi nie ma mowy, możesz wysłać pismo reklamacyjne a ona odrzuci, zostanie tylko sąd - życzę powodzenia. Masz nauczkę, kosztowną ale zawsze. Z ciekawości, ile auto ma lat i ile kosztowało?
  • vogon.jeltz 13.03.18, 11:17
    > To nie są wady ukryte.

    Jak to nie są wady ukryte, to w takim razie co nimi jest?
  • koza_oddam 13.03.18, 11:20
    Składanie auta z trzech, powypadkowa przeszłość - ale to też trzeba w sadzie udowodnić. Zużyte klocki czy świece to na pewno nie jest wada ukryta. Naprawdę, czytam sporo wątków podobnej treści i temat jest nie do ugryzienia. Chyba że ktoś lubi się bujać po sądach i ma nadmiar kasy na prawników, a coś mi mówi że auto z gatunku tych okazyjnych w cenie roweru.
  • olgafryk 13.03.18, 11:26
    Ale jeśli auto jest sprzedawane jako " bez wad w dobrym stanie technicznym " to choćby kosztowało 10 zł powinno być bez wad i mieć sprawne i dobre wszystkie elementy. To jaką cenę ktoś ustala nie jest moim problemem. Poza tym pal licho gdyby to był tylko świece( swoją drogą każda świeca jest ponoć z "innej parafii " ) tego jest tu masa problemów i usterek.
  • koza_oddam 13.03.18, 11:29
    No ale odjechałaś autem o własnych siłach. Nie był to rzęch na kołkach. Było więc względnie sprawne i jeżdżące w momencie sprzedaży, chyba że zaprzeczysz...
  • galtomone 13.03.18, 11:45
    olgafryk napisał(a):

    > Ale jeśli auto jest sprzedawane jako " bez wad w dobrym stanie technicznym " to
    > choćby kosztowało 10 zł powinno być bez wad i mieć sprawne i dobre wszystkie e
    > lementy.

    Taaaa... i miec 20 lat, pzbieg 100km bo w garazu caly czas stalo.

    Z takimi wymaganiami i zalozeniami to nowe nawet trudno kupic...


    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • vogon.jeltz 13.03.18, 11:31
    > Składanie auta z trzech, powypadkowa przeszłość - ale to też trzeba w sadzie udowodnić.

    Jak jest wspawana ćwiara i milimetrowej grubości warstwa szpachli + lakieru, to chyba nie stanowi większego problemu?

    > Zużyte klocki czy świece to na pewno nie jest wada ukryta.

    Ale uszczelka pod głowicą to też nie jest ot takie po prostu zużycie eksploatacyjne. A do tego równie trudne do zdiagnozowania dla laika jak wspawana ćwiara.

    > Naprawdę, czytam sporo wątków podobnej treści i temat jest nie do ugryzienia.

    Może dlatego, że w tych wątkach wszyscy w pierwszej kolejności zniechęcają do wystąpienia na drogę sądową?
  • olgafryk 13.03.18, 11:33
    Też uważam, że nie są to zwykłe usterki ale poważne wady które kwalifikują pojazd do zwrotu.
  • galtomone 13.03.18, 11:52
    Eeee... wykle naprawy mechaniczne -
    Zawsze sie zaklada, ze w auto uzwane po zakupie treba wsadzic kase.... raz wiecej, raz mniej - dlatego sie je sprawdza w warsztace a nie na oko - stan wydechu, klockow, tarcz.. wyjecie swiecy to tez zwykle nie wiecej niz 5 min roboty...

    I wiesz o wiele wiecej o stanie auta - ale mozna i na oko - ladne? Ladne. Jedzie? Jedzie. Biore!

    Ciekawe czy ty jak bedziesz sprzedawac to auto to pojedziesz do ASO i poprosisz - Panowie, wszystkie czesci wykazujace zurzycie prosze wymienic na nowe, rozebrac tez silnik i wszytko w sordku sprawdzic. Auto ma byc bez wad, bez uzycia - jak nowe!

    Juz to widze....

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • engine8 13.03.18, 17:27
    Niestety nie.
    Ze zuzyta uszczelka mozna jezdzic jesli zycie jest niewielkie i jaki to ma efekt...
    Zakladam ze kupujaca obejrzala sielnik dookola i pod spodem czy nie ma wyciekow ?
    Sprawdzila poziom oleju w silniku, sprawdzila czy nie ma przeciekow pomiedzy silnikiem a ukladem chlodzenia..
    Zrobila wystarczajaco dluga jazde probna aby silnik sie rozgrzal do tem pracy i po tym sprawdzila wszystko po raz kolejny?
    Jesli to nie pokazalo problemow i reszta (zyzycie amortyzatorow zaiwszenia silnika itp) nie przeszkadzalo i zostalo zaakceptowane to nie ma prowdow do podejrzenia ze bylo sie oszukanym.
    Jesli kupujaca tego nie zrobila poniewaz sie nie zna powinna byla kupowac w salonie albo poprsic kogos kto sie zna..

    Uszczelka to rowniez zuzycie ekslploatacyjne.. Pekniecie glowicy (udowwodnione ze bylo znane sprzedajacemu - poniewaz kupujacy mogl do tego doprowadzic np ignorujac np inforamcje o niskim pozimie oleju albo przesilac silnik) to juz co innego.
  • koza_oddam 13.03.18, 11:37
    Skoro uszczelka jest trudna do zdiagnozowania dla laika, to i taką sama argumentację w sądzie podniesie sprzedawca - że nie wiedział, auto jeździło. To nabywca MUSI udowodnić że sprzedawca wiedział i zataił. Dlatego sprawy są trudne do wygrania, bo udowodnić jest niemal niemożliwe. A w nastoletnim aucie za kilka tysiaków które miało pewnie kilku właścicieli może uszkodzić się wszystko z racji samego wieku. Może próbować szczęścia, ale powiedzmy szczerze - kupowanie używanego auta po ciemku, na szybko, bez wsparcia jeśli się nie znam i na ładne oczy sprzedawcy i jeszcze podpisanie na umowie że stan techniczny jest znany to proszenie się o kłopoty. Prośba została spełniona, można mieć pretensje do siebie.
  • galtomone 13.03.18, 11:49
    vogon.jeltz napisał:

    > Ale uszczelka pod głowicą to też nie jest ot takie po prostu zużycie eksploatac
    > yjne.

    I na ile oceniasz zuzycie swojej uszczelki pod glowica w swoim starym aucie?
    Nie wiemy co i za ile kupila autorka - ale jak kupila 10-15 letnie auto... jak ocenic stan glowicy, uszczelki, zaworow, itd...?

    > Może dlatego, że w tych wątkach wszyscy w pierwszej kolejności zniechęcają do w
    > ystąpienia na drogę sądową?

    Ae jak autorka chce to i nich 10 razy sie sadzi. Pyta o rade i relana ocene to dostaje. Dlaczego z gory zakladasz nieuczciwosc sprzedajace... a moe tak sie zna na autach jak kupujaca.

    Jezdzilo? Jezdzilo - tyle za nie chce... jezdze na codzien... sam ocen czy jest OK... a jak sie nie znasz poprosc kogo kto sie zna.

    Pisanie, ze sprzdajacy powinien doprwadzic auto do super stanu to szczyt naiwnosci...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • galtomone 13.03.18, 11:44
    koza_oddam napisał:

    > Składanie auta z trzech, powypadkowa przeszłość - ale to też trzeba w sadzie ud
    > owodnić. Zużyte klocki czy świece to na pewno nie jest wada ukryta. Naprawdę, c
    > zytam sporo wątków podobnej treści i temat jest nie do ugryzienia.

    Zgadzam sie z twoja ocena w 100%.

    Probem zreszta nie plega na tym czy to wada, usterka czy zurzycie ale na udowodnieniu ze sprzedajacy byl swiadom mankamentu i celowo go ukryl.

    JAK TO UDOWODNIC?
    Tak jak kupujacy moze byc sierota - jak w tym watku, tak i sprzedajacy moze byc sierotota.

    Co wiecej, znajac pomyslowosc rodakow moe sobie wyobrazic (pisalem wyzej) inny scenariusz.

    Kupujesz takie jak twoje zepsute - naprawiasz swoje - oddajesz zlom, bo ma wady ukryte.
    Niemozliwe?
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • olgafryk 13.03.18, 11:47
    Z tego co wyczytałam na forach prawnych to sprzedająca nie musiała wiedzieć o tych wadach, natomiast jeśli w chwili kupna miały one miejsce to ponosi za nie odpowiedzialność, ponieważ pojazd miał być nieuszkodzony a taki nie był .
  • koza_oddam 13.03.18, 11:49
    Ale nie miały, co potwierdziłaś podpisem na umowie. Auto odjechało o własnych siłach? Świeciły się kontrolki oleju, hamulców? Skoro nie, to znaczy że było sprawne w chwili kupna
  • olgafryk 13.03.18, 11:53
    Potwierdziłam, że znam stan techniczny auta jaki został mi przedstawiony. Okazuję sie on być odmienny od stanu faktycznego. Gdyby to co piszesz było prawdą to prawo do rękojmi nie miałoby racji bytu.
  • engine8 13.03.18, 17:58
    Sprzedjacy sprzdal Ci auto ktore on uwazal ze jest "dobre" i ty sie z tym zgodzilas?
    Pojechalas autem do domu i uwazals ze kupilas dobre auto dopuki warsztat ci nie powiedzial ze ma rzeczy do "zrobienia" i dopiero wtedy zmienlas zdanie czy definicje co jest dobre?
  • galtomone 13.03.18, 11:54
    Nawet gdyby sie swiecily to nie ma nic do rzeczy.

    No i jaka gwarancja, ze sprzedasz dobre a za tydzien po naprawach nie wroci do ciebie zlom?

    Sprzadajacy tez musi byc chroniony przed takimi mozlwiosciami....

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • olgafryk 13.03.18, 11:56
    Od tego jest rzeczoznawca aby potwierdzić czy dane usterki mogły wystąpić w ciągu tych 10 dni mojego posiadania auta.
  • galtomone 13.03.18, 12:04
    Przy zakupie auta byłaś mądra i wiedzy mechanika nie skorzystałaś.
    Teraz kilka osób roznymi argumentami owi ci, dlaczego sad nic ci nie da - ale znow jestes mądrzejsza.

    No to idz do sadu i nie zawracaj gitary - my kasy za twoje Megane nie odzyskamy i innych opinii na forum nie dostaniesz - niz: tak wygrasz / nie - nie wygrasz.

    Sugeruje tylko najpeirw znalezc uczciwego adwokata, ktory powie ci (za 250-500zl) ze nie wygrasz niz takiego ktory wezmie 100 zl - powie nie ma sprawy! A za 2-3 lata (nadal majac ta pasc ktora masz - bo to szybko sie nie skonczy) skasuje cie na 5-7k i powie na koncu Sorry - nie udalo sie.

    Wybor nalezy do ciebie.


    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • engine8 13.03.18, 17:31
    Jak oceniasz pojazd uszkodzony?
    Dlaczego sprzedjaca ma ponosic odpiewdzilanosc za cos o czy nie wie? A ty rowniez powinnas to wiedziec w mozmencie sprzedazy?
    Takie wymagani amozna miec w stosunku do salonu czy warsztatu ktory ma obowiazek auo przes spredarz przegladnac i ocenic oraz wymienic wszytko co moze zagrazac bezpiecznstwu... ale osoba prywatna chyba juz nie.. bo wtedy bylby obowiacek kokladnego przgladu technicznego przd sprzedarza - a takiego nie ma.
  • vogon.jeltz 13.03.18, 17:47
    > Jak oceniasz pojazd uszkodzony?
    > Dlaczego sprzedjaca ma ponosic odpiewdzilanosc za cos o czy nie wie?

    W takim stanie jak opisany samochód nie przeszedłby przeglądu technicznego, w związku z czym nie nadaje się do jazdy. A to oznacza, że jest uszkodzony. Nawet jeśli jego niesprawność wynika z zużycia eksploatacyjnego, to właściciel jest obowiązany utrzymać swój samochód w stanie, jak to się u was mówi, "roadworthy". Jeśli przy sprzedaży twierdził, że samochód jest sprawny - co w moim przekonaniu i podejrzewam, że w przekonaniu logicznie myślącego sędziego także oznacza, że można się nim poruszać po drogach - to skłamał, a zatem umowa może być podważona.

    > bo wtedy bylby obowiacek kokladnego przgladu technicznego przd sprzedarza

    Nie ma takiego obowiązku, ale to nie znaczy, że właściciel może w okresie między przeglądami dowolnie zapuścić swój samochód. Jeśli nie spełnia on kryteriów dopuszczenia do ruchu - a mam podejrzenie graniczące z pewnością, że w tym przypadku nie spełnia - to policja może odebrać dowód rejestracyjny podczas kontroli i zakazać dalszego poruszania się pojazdem.
  • engine8 13.03.18, 18:02
    Wszytko subiektywne odczucia.. Samochod przeszedl przeglad mniej niz rok wczesniej?
    PAre rzeczy jak klocki mogly sie zurzyc w ciagu roku.
    I teraz wogole nie wiemy czy te problemy nie przepuszczg go przez nastpene badanie techniczne czy to jest wysrubowna list co sie powinno ale nie musi?

    U nas jest np wymaganie ze sprzedajacy przy tranzakcji ma obowiazek dostarczyc kupujacemu wynik badania spalin z zrobiony w ostanich 30 dniach....
  • vogon.jeltz 13.03.18, 18:35
    Przyjmuję opis autorki wątku w dobrej wierze czyli że to wszystko jest do wymiany. Nieważne, kiedy się zużyło, ważne, że poprzednia właścicielka sprzedała samochód niesprawny (nie nadający się do jazdy po drogach publicznych) twierdząc, że jest sprawny.
  • galtomone 13.03.18, 18:49
    vogon.jeltz napisał:

    > W takim stanie jak opisany samochód nie przeszedłby przeglądu technicznego, w z
    > wiązku z czym nie nadaje się do jazdy.

    Tego po pierwsze nie wiemy, bo warsztaty "nawinych" jak kupjaca kroja na potege. Prawda?
    A gdyby miala "zaufany" to by sprawdzila auto przed zakupem.

    Ale nawet jesli masz racje - co z tego?

    Z p. widzenia prawa problemem nie jest stan auta jako taki - przeciez kupujaca moga go na 100 sposobow sprawdzic!!!! - ale fakt czy sprzedawca o tym wiedzial czy nie. Badanie techniczne jest raz na rok... wiec wiediec nie musial jesli termin byl kilka miechow temu i auto jeszcze przeszlo.

    W 13 latku rzeczy moga zaczac padac lawinowo.

    To o czym piszesz mialoby sesn jakby na stacje diagnostyczna pojechali i wszystko by wyszło...

    > Jeśli przy sprzedaży twierdził, że samochód jest sprawny - co w moim przekonan
    > iu i podejrzewam, że w przekonaniu logicznie myślącego sędziego także oznacza,
    > że można się nim poruszać po drogach - to skłamał, a zatem umowa może być podwa
    > żona.

    Dlaczego sklamal??? Tego nie wiesz.
    Pytalem kupujaca nie odpowiedziala - czy odmowiono jej jazdy na stacje diagnostyczna do warsztatu, zapewniajac ze auto jest OK.

    To wtedy masz racje ale tez trzeba byc idota by jak sprzedawca na takie sprawdzenie sie nie zgadza auto kupic.
    Ale jesli nikt tego prawa jej nie odmawial... to skad takak sama sierota jak kupujaca miala wiedziec, ze jest du dupy? Wyszloby za pare miesiecy przy okazji awarii albo na badaniu...

    Sa ludzie co jedza tak dlugo az stanie.. i poki nie stoi to jest dobre.
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • vogon.jeltz 13.03.18, 19:10
    > Badanie techniczne jest raz na rok...

    Ale samochód powinien być sprawny i nadający się do jazdy cały czas. W przeciwnym razie możesz stracić dowód rejestracyjnym w dowolnym momencie, a nie tylko podczas przeglądu.

    > Dlaczego sklamal??? Tego nie wiesz.

    Ponieważ przyjmuję za dobrą monetę opowieść autorki wątku i jej punkt widzenia. Jeśli jednak jest to sprawa typu "mechanik chce naciągnąć na wymianę" to oczywiście zmienia postać rzeczy.

    > Sa ludzie co jedza tak dlugo az stanie..

    Co nie znaczy, że jest to zawsze legalne.
  • galtomone 14.03.18, 10:39
    vogon.jeltz napisał:

    > > Badanie techniczne jest raz na rok...
    >
    > Ale samochód powinien być sprawny i nadający się do jazdy cały czas.

    No ale jak ma to ocenic ktos, kto sie nie zna?????

    Jedzie - jedzie. A jak jedzie to jest OK.
    Moze sprzedająca jeździła tym Megane na odcinki do 5 km i nie przkraczajac 40 km/h... po miescie.
    Jak masz niby ocenic - nie znajac sie luzy w zawieszeniu, itp...?
    Jesli auto mialo wazne badania techniczne to bylo dopuszczone do jazdy.
    Taki system.

    Dlaczego od razu zakladac swiadome zatajenie???

    A jesli tak... to dlaczego nie zalozyc tez swiadomego walka kupujacej.

    Masz zlom - kupujesz identyczne sprawne. Naprawiasz - oddajesz zlom.
    Niemozliwe do wykonania w Polaczkowie Górnym?

    >W przeciwn
    > ym razie możesz stracić dowód rejestracyjnym w dowolnym momencie, a nie tylko p
    > odczas przeglądu.

    Teoretycznie tak... ale skoro go miala i nie stracila, tzn. ze wg jej widzy auto bylo OK. Przeciez to nie wina sprzedajacej, ze nikt jej niekontrolowal na drodze - patrz moj watek z przed kilku dni - policji poza predkoscia nic wiecj (w przewazajacej mierze) nie interesuje.

    > > Dlaczego sklamal??? Tego nie wiesz.
    >
    > Ponieważ przyjmuję za dobrą monetę opowieść autorki wątku i jej punkt widzenia.

    No to przyjmij - co bardziej sprawiedliwe i prawdopodobne - ze sprzedajaca byla takich samym fachowcem od aut jak kupujaca.

    Sie dwie panie spotkaly... ocenily kolor, ze wnetrze nie zniszczone... bagaznik OK... i wolge auto super praktyczne, i tanie... i dobily targu.

    - A sprawne? Wszystko OK?
    - No pewnie, wsiadam codziennie i jade, przedszkole, zakupy, dom... Nigdy nie stanelo na drodze...
    - Aaaa no to super... biore

    > Jeśli jednak jest to sprawa typu "mechanik chce naciągnąć na wymianę" to oczyw
    > iście zmienia postać rzeczy.

    Tego nie wiem, ale biore taka opcje pod uwage... choc bardziej sie sklaniam ku scenariuszowi wyzej.

    Tak czy sia, sprawa sprowadza sie nie do tego czy auto jest sprawne czy nie. Czy bylo sprawne czy nie.. tylko czy sprzedajacy wiedzial i nie powiedzial czy tez tez o tym nie wiedzial.

    I dlatego pierwsze pytania w sadze bedzie - czy mogla Pani jechac do dignosty/ASO/mechanika i auto sprawdzic i dlaczego Pani nie pojechala?

    Skoro czujesz sie na silach samodzielnie ocenic stan techniczny... no to bierze za to odpowiedzialnosc.

    Jakby pojechala do ASO - dostala papier - wszystko super a ww. "usterki" sie pojawily po zakupie, to skarzylaby ASO a nie sprzedajaca - prawda?

    > > Sa ludzie co jedza tak dlugo az stanie..
    >
    > Co nie znaczy, że jest to zawsze legalne.

    Zawsze! Chyba, ze ktos zabral im dowod.
    Jak dlugo dowod maja to rbia to legalnie - kieroca moze gora oceniac, ze hamulce nie dzialaja.
    I nie wiele wiecej.

    Przyklad z zycia! Moj.

    Mialem w UK Avensis I gen.
    Zmienilem opony na nowe po 2 latach... w duzym, fajnym warsztacie co to tylko opony robi.
    i 2 tyg jezdzilem zadowolony, ze wszysko jest OK.
    Ale w miescie maks predkosc jaka bylem wstanie osiadnac to 25-30 mil - w porywach.
    A jak wyjchalem w koncu na autostrade to sie okazalo, ze powyzej 60-70mph kola tak bija ze sie auto chce rozsypac.

    I co.. gdybym auto sprzedal mowiac ze wszystko jest OK... to bym oszukal?
    A gdybym pojedzil tak dluzej i rozwalil jeszcze lozyska i pozostale czesci zawieszenia przy okazji...
    Jezdzac w korkach co niby ocenisz jak sie nie znasz?
    Po to wlasnie jest badanie techniczne i po to policja (poza kontrola predkosci) powinna zwracac uwage na auta w ruchu i te ktore wygladaja zle, jada bokiem, itd... sciagac do kontroli.
    Tyle, ze robia to bardzo rzadko - akcja musi byc a na co dzień można olac.
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • jestklawo 13.03.18, 11:33
    wady ukryte, to takie, o których sprzedający wiedział, ale je przed kupujacym ukrył.
    Jeszcze trzeba to w sądzie udowodnić
  • qqbek 13.03.18, 11:45
    Dziurawa, zaklejona pianką montażową i pojechana "barankiem", podłużnica.
    To jest wada ukryta przez sprzedającego przed kupującym.

    Bezmiar ludzkiej głupoty, kupowanie "na szybko", bez sprawdzenia - to wszystko mści się. Zwłaszcza przy zakupie auta używanego. Lejącą się lub niesprawną maglownicę dojrzysz z kanału, albo wyczujesz w trakcie jazdy próbnej.
    Brak klocków z tyłu - zobaczysz nawet po ciemku, w świetle latarki.

    Zwykła jazda testowa pozwoliłaby dostrzec:
    - problem z poduszkami silnika,
    - problem z przepustnicą,
    - wybite zawieszenie,

    A już problem z UPG to naprawdę trudno zauważyć, czy to w postaci "masełka" pod korkiem wlewu oleju, czy to "białej chmury" za pojazdem. Z resztą uszczelka pod głowicą ma to do siebie, że potrafi "walnąć" całkiem bez ostrzeżenia i nagle. Ja wracałem od teściów, ruszyłem normalnie, wszystko było ok. Dojechałem pod blok, otwieram bramę od parkingu (ręcznie wtedy jeszcze), wracam do samochodu, ruszam... a tu masa pary i z pomiędzy kół leci cały płyn chłodniczy. Taka to "siurpryza" potrafi być.

    --
    "Musimy pogadać, panie Brener. -Zyga wreszcie przekręcił gałkę.
    - I dlatego przyszedł pan uzbrojony?
    - Trąbicz wskazał szyjkę butelki wystającą Maciejewskiemu z kieszeni płaszcza. -
    No niech pan siada."
  • galtomone 13.03.18, 11:55
    qqbek napisał:

    > Dziurawa, zaklejona pianką montażową i pojechana "barankiem", podłużnica.
    > To jest wada ukryta przez sprzedającego przed kupującym.

    Nie jest.
    Jest jesli sprzedajacy o niej wiedzial.
    Jesli nie wiedzial to jest wada... ale nie ukryta.

    > Zwykła jazda testowa pozwoliłaby dostrzec:
    > - problem z poduszkami silnika,
    > - problem z przepustnicą,
    > - wybite zawieszenie,

    Tobie moze tak - jak widac ani kupujacej ani sprzedajacej jazda nie wystarczyla.


    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • engine8 13.03.18, 17:33
    "Dziurawa, zaklejona pianką montażową i pojechana "barankiem", podłużnica.
    To jest wada ukryta przez sprzedającego przed kupującym."

    Jesli kupiles od kogos i to juz tak bylo a Ty nie wiedziales i nie zauwazyles to tez nie mozna cie za to winic?
  • qqbek 13.03.18, 21:47
    Właściwie to macie z galto rację.
    Raz mało takiego auta żonie nie kupiłem (Opel Tigra) - żeby było śmieszniej sprzedawała dziewczyna kolegi i była przeświadczona, że wszystko jest tip-top. Powodem tego przeświadczenia był zaś fakt, że kupiła od ciotki, która tym autem jeździła 6 czy 8 lat, od nowości :-)

    --
    "Musimy pogadać, panie Brener. -Zyga wreszcie przekręcił gałkę.
    - I dlatego przyszedł pan uzbrojony?
    - Trąbicz wskazał szyjkę butelki wystającą Maciejewskiemu z kieszeni płaszcza. -
    No niech pan siada."
  • galtomone 14.03.18, 10:41
    I z tym bedzie wlasnie problem przed sadem.

    Pytajaca nie bedzie musiala idowodnic, ze auto bylo nie sprawne - to jest PIKUŚ.

    Ale bedzie msuala udowodnic, że sprzedajaca ŚWIADOMIE ta informacje zataila, zeby OSZUKAC.

    To bardzo ciezko zrobic... szczegolnie w sytuacji j.w. gdy nikt nikogo nie oszukal.

    I dlatego pisalem, ze kupujac od "komisu" profesjonalisty, byloby latwiej takie dzialanie udowadniac.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • vogon.jeltz 14.03.18, 10:51
    > Ale bedzie msuala udowodnic, że sprzedajaca ŚWIADOMIE ta informacje zataila,

    Ale właściwie czemu musi być świadomie? Jakiś cytat z kc lub innych przepisów prawa?
  • galtomone 14.03.18, 10:59
    No bo trudno informować o czymś o czym się nie wie.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • vogon.jeltz 14.03.18, 11:04
    > No bo trudno informować o czymś o czym się nie wie.

    To nie ma kompletnie żadnego znaczenia, czy się wie, czy się nie wie. Jeśli sprzedawana rzeczy jest wg sprzedającego sprawna, a okazuje się wadliwa, to sprzedający ponosi odpowiedzialność. Weź może zajrzyj do stosownego działu kc, nawet link ci podrzucę:
    czasopismo.legeartis.org/wazne-ustawy/kodeks-cywilny-sprzedaz-art-535-581

    Gdzie tu masz coś o "świadomym zatajeniu wady"?
  • galtomone 14.03.18, 11:11
    vogon.jeltz napisał:

    > > No bo trudno informować o czymś o czym się nie wie.
    >
    > To nie ma kompletnie żadnego znaczenia, czy się wie, czy się nie wie. Jeśli spr
    > zedawana rzeczy jest wg sprzedającego sprawna, a okazuje się wadliwa, to sprzed
    > ający ponosi odpowiedzialność. Weź może zajrzyj do stosownego działu kc, nawet
    > link ci podrzucę:
    > czasopismo.legeartis.org/wazne-ustawy/kodeks-cywilny-sprzedaz-art-535-581
    >
    > Gdzie tu masz coś o "świadomym zatajeniu wady"?

    Vogon... zrobmy tak - idz z kupujaca do sadu i dajcie znac jak wam poszlo.
    Ja znam takie historie, paragrafu ci nie przytocze bo na pamiec tego znac nie musze.... le tak jest.
    Wada ukryta jest interprtowana jako wada o ktorej sprzdajacy wiedzail ale ktorej istnienie zataiła a która miałaby wpływ na cenę lub zawarcie transakcji.

    Prawo, musi tez chronic sprzedających przed oszustami!

    Dlatego chodzi o świadomośc bo wiąze się to z zapisami o oszustwie czy zły rozporządzeniem mieniem - gotówką. czyli świadome działanie na czyjąś niekorzyść.

    Jeśli to nie zachodzi to... powiada sie pytanie czy przypadkiem kupujacy nie ma ukrytego celu...
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • vogon.jeltz 14.03.18, 11:25
    > Vogon... zrobmy tak - idz z kupujaca do sadu i dajcie znac jak wam poszlo.

    To może być trudne, raz że nie jestem prawnikiem, dwa, że fizycznie może być to trudne ze względu na moje miejsce pobytu. Ale wszystkie komentarze, które czytam (w przeciwieństwie do panującego tu podejścia "śmierć frajerom") mówią, że kupująca nie stoi na straconej pozycji:
    www.kodekscywilny.pl/artykul,1688,5997,mozliwosci-obrony-sprzedawcy-przed-rekojmia-za-wady.html

    Albowiem:
    - kc nie różnicuje sprzedających na "profesjonalnych", którzy "mają się znać" i "prywatnych", którzy nie muszą
    - kc nie rozróżnia wad "jawnych" i "ukrytych"! Ważne jest jedynie, czy wada była znana kupującemu w momencie transakcji, czy też nie.
    - kc nie rozróżnia pomiędzy "świadomym" i "nieświadomym" zatajeniem wady przez sprzedającego. Jedynie czyni wyłączenie rękojmi bezskutecznym, jeśli sprzedający wadę podstępnie zataił - to nie to samo.

    Wszystkie te argumenty padły tu na poparcie tezy, że kupująca jest bez szans - żaden z nich nie jest prawdziwy.

    > Ja znam takie historie,

    Jak znasz, to opowiedz. Masz jakieś konkretne sygnatury, wyroki?
  • galtomone 14.03.18, 12:55
    vogon.jeltz napisał:

    > Albowiem:
    > - kc nie różnicuje sprzedających na "profesjonalnych", którzy "mają się znać" i
    > "prywatnych", którzy nie muszą

    Owszem, ale robi to sad, bo to sad stosuje i interpretuje prawo.
    Jasnym jest przeciez, ze zapis prawny nigdy nie przwidzi wszelkich mozliwych systuacji w zyciu. I jest to raczej w miare precyzyjna kierunkowskaz...a nie instrukcja.

    Troche jak z wyrokiem za OD - DO - ale to od sadu zalezy, po zwazeniu i ocenie dowodow "ile lat bedzie".

    > - kc nie rozróżnia wad "jawnych" i "ukrytych"! Ważne jest jedynie, czy wada był
    > a znana kupującemu w momencie transakcji, czy też nie.

    OOOO To, KOCHANY!!!! (prawie) nie kupujacemu a sprzedajacemu. Jesli jestes wstanie udowodnic, ze sprzedajacy wiedzial ale nie poinformowal - to wtedy sad uzna racje kupujacego.
    Jesli nie... bedzie to trudne.

    > - kc nie rozróżnia pomiędzy "świadomym" i "nieświadomym" zatajeniem wady przez
    > sprzedającego. Jedynie czyni wyłączenie rękojmi bezskutecznym, jeśli sprzedając
    > y wadę podstępnie zataił - to nie to samo.

    Ale nie patr na jeden zapis. Zatajenie wady to oszustwo i dzialanie w celu zlego rozporzedznia mieniem. Bo albo cena transakcji bylaby inna albo by transkacji nie bylo.

    BYc moze sad uzna, ze nie byo zlej woli sprzdajace go ale kase musi oddac.
    Tyle, ze to malo prawdopodobne, ze za glupote i niewiedze OBU STRON - tylko jednna wzemie odpowiedzialnosc... A dwa, ze zanim do wyroku dojdzie... to HO, Ho....

    > Wszystkie te argumenty padły tu na poparcie tezy, że kupująca jest bez szans -
    > żaden z nich nie jest prawdziwy.

    Praie bez szans. a biorac pod uwage wymagany do przeproaawdzenie sprawy czas, pieniadze i fakt... ze jeste s bez auta... to sie po prostu nie oplaca.

    > > Ja znam takie historie,
    >
    > Jak znasz, to opowiedz. Masz jakieś konkretne sygnatury, wyroki?

    Nie, nie ucze sie na pamiec.
    Ale masz link wyzej do forum prawnego i tam je znajdziesz...
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • vogon.jeltz 14.03.18, 13:05
    > OOOO To, KOCHANY!!!! (prawie) nie kupujacemu a sprzedajacemu

    Bredzisz. Właśnie kupującemu. Art. 557. § 1.

    > Zatajenie wady to oszustwo i dzialanie w celu zlego rozporzedznia mieniem.

    Znowu mieszasz porządki prawne i prawo karne z cywilnym.

    > BYc moze sad uzna, ze nie byo zlej woli sprzdajace go ale kase musi oddac.

    Do odpowiedzialności sprzedającego z kodeksu cywilnego nie jest konieczna "zła wola". Wystarczy sama wada towaru.

    > Praie bez szans. a biorac pod uwage wymagany
    > do przeproaawdzenie sprawy czas, pieniadze i fakt...
    > ze jeste s bez auta... to sie po prostu nie oplaca.

    To są dwie różne sprawy: czy da się i czy się opłaca (ktoś to w ogóle testował, czy to taka urban legend?).

    I dlaczego niby miałbyś być bez auta? Jedną z metod postępowania może być przecież
    zrobienie ekspertyzy, naprawienie we własnym zakresie i wystąpienie do sprzedającego z żądaniem pokrycia kosztów jednego i drugiego.
  • galtomone 14.03.18, 13:45
    Dobra... ja sie nie znam. Niech On idzie do sadu - za trzy lata sie okaze - o ile nie trafi na sedziego z "nowgo" KRS - kto mial racje.

    W kazdym razie twierdenie, ze sprawa jest latwa, szybka i prosta i lepiej isc do sadu niz naprawic wg mnie jest błędne.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • olgafryk 13.03.18, 11:24
    "Wadą ukrytą są wszelkie braki produktu, które istniały w chwili zwarcia umowy ale były niewidoczne." Ja nie muszę się znać na samochodach - jeśli właściciel określa w umowie auto jako w pełni sprawne bez wad, to powinien zwrócić pieniądze. Zrozumiałabym gdyby takie "kwiatki" wyszły po kilku miesiącach ale nie po kilku dniach. Według mnie oznacza to że sprzedała auto w złym stanie technicznym. Gdybym była poinformowana o tym przed zakupem wtedy mogłabym podjąć decyzję czy godzę się na taki stan pojazdu. Mechanik twierdzi, że przy tych wszystkich rzeczach było grzebane i naprawy były zrobione " byle jak " więc musiała wiedzieć o problemach. Uważam, że jeśli samochód sprzedaję się jako nieuszkodzony to niezależnie od jego wieku czy ceny powinno być nieuszkodzone.
    Renault Megane 2003.
  • koza_oddam 13.03.18, 11:28
    Pozostaje więc powołać rzeczoznawcę i udać się do sądu jeśli dobrowolnie nie zgodzi się na zwrot auta. Ja życzę cierpliwości i powodzenia. Nie pierwszy to przypadek i nie ostatni kupowania auta po ciemku, na szybko i oczami. Zakładając sprawę możesz brać pod uwagę twierdzenie strony sprzedającej że technicznie auto jest OK, ale musisz też wziąć swoje potwierdzenie stanu na umowie. Nie mogłaś zweryfikować to po co podpisujesz kwity? Szkoda było kilkadziesiąt złotych na podjechanie do diagnosty? Niestety, realnie szanse jakieś są ale malutkie.
  • tbernard 13.03.18, 11:36
    Sprzedawca prywatny też nie musi się znać na mechanice. Do momentu sprzedaży auto jeździło, więc z punktu widzenia sprzedającego nie miało wad.
  • galtomone 13.03.18, 12:00
    olgafryk napisał(a):

    > "Wadą ukrytą są wszelkie braki produktu, które istniały w chwili zwarcia umowy
    > ale były niewidoczne." Ja nie muszę się znać na samochodach

    A sprzdajacy musi???

    No to skoro masz auto i bedziesz je kiedys sprzedawac radze sie doksztalcic.... chyba,ze przy sprzedawaniu juz sci sie prespektywa zmieni i nie bedziesz naprawiac i wymieniac wszystkeg na nowe , kolejnemu wlascicielowi...?

    > jeśli właściciel
    > określa w umowie auto jako w pełni sprawne bez wad, to powinien zwrócić pieniąd
    > ze.

    Zobaczymy za lat pare czy nadal bedziesz tak uwazac, jak ty sprzedasz w takim stanie jak jezdzilas i ktos za tydzien do ciebie zapuka, ze cos jest nie tak...

    > Zrozumiałabym gdyby takie "kwiatki" wyszły po kilku miesiącach

    Trzeba bylo kupic ciut mlodsze z ciut mniejszym przbiegiem - wtedy by wyszly po kilku mieisacach.

    > Według mnie oznacza to że sprzedała auto w złym stanie technicznym

    No... wg mnie to oznacza ze swiadomie kupilas auto w takim stanie. Czy sprzedajaca domowila ci prawa do zabrania auta do ASO/warsztatu przed zakupem????

    > Gdybym była poinformowana o tym przed zakupem wtedy mogłabym podjąć decyzję

    Bylabys gdybys sprawdila stan auta. Skoro nie sprawdzalas, znaczy ze sie znasz.

    > Renault Megane 2003.

    No to czego oczekujesz od 14 letniego auta?
    Ze sprzedajacy rozkreci je na drogbe by ocenic stan kazdego elementu???
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • engine8 13.03.18, 17:40
    A skad wiesz ze sprzdajaca to wszyko wiedziala?
    Ty moglas nie wiedziec i ona podobie moze byc zupelnym laikiem?
    Dla psrezdajcej auto jezdzilo i nie mial zadnych problemow ktore by go tej funkcji pozbawilo..
    Kupujesz 15 letnie auto a wiec co oczekujesz?

    Gdybys zadawala specyfioczne pytania.. Np ile "bierze oleju" a ona by powiedziala ze "wogole" a okazal sie ze litr na 100 to co innego. Ale gdyby ci odpwiedziala - nie wiem... Co misiac odstawima do mechanika i oni wszytko robia bo ja sie nie znam to tez nic nie mozesz zrobic...
    Gdybyz zapytala kiedy byly wymieniane hamulce i on by powiedzila ze niedawno - ok miesiace temu a okazalo sie ze zuzyte to klamstwo...ale skoro nie ptyalas to oni nie musial ci niczego zglaszac czego nei musi..
    Auto - podejrzewam, przeszlo kontrole techniczna nie dalej jak rok wczesniej a wiec takie jakie bylo byla OK ?
  • vogon.jeltz 13.03.18, 17:50
    > A skad wiesz ze sprzdajaca to wszyko wiedziala?

    Nawet jeśli nie wiedziała, to świadomie lub nie zaniedbała swój obowiązek utrzymania samochodu w stanie nadającym się do jazdy. Auto w takim stanie nie przeszłoby przeglądu i w zasadzie nie ma prawa poruszać się po drogach. W związku z tym sprzedała samochód uszkodzony, choć w umowie twierdziła co innego.
  • engine8 13.03.18, 18:08
    No z tego co piszesz badanie techniczne przed sprzedaz wykonane przez sprzdjacego powinny byc obowiazkowe.
    To 20 lat temu kierowac mial sie znac na stanie technicznym...
    Teraz kieoirwca nie musi wiedziec gdzie co jest i czy wogole jest...
    Raz w roku ma jechac na przeglad i po pozytywnych wynikach moze jezdzic caly rok...
    Jak mu sie zaswieci swaitelko hamulcow to idzie do mechanik i wymienia mu okladziny a jak nie to nie..
    Jak sie swiatelko oleju nie slwici to znaczy sie nie ma problemow...

    Samochod nie byl uszkodzony. Z tego co napisala wyglada ze byl co najwyzej "zuzyty". ale na 15 letnei auto to nic nazdwyczjnego ze trzeba wymienic amortyzatory i zawieszenie silnika... Ja w swoim wymienilem chyba po 10 latach..
    I jeszcz enie widomo jaki ma przebieg....
    Normalne problemy starego auta...
  • koza_oddam 13.03.18, 18:25
    @vogon.jeltz Bredzisz. Skąd wiesz że nie ma prawa się poruszać, jesteś mechanikiem który to oglądał? Przegląd był pół roku temu, a więc dość dawno. Sprzedawca nie musi wiedzieć że coś nie gra, jeśli pół roku wcześniej grało a do tej pory objawów nie było albo ich nie zauważyła. Wdepnęła w gó... świadomie a teraz próbuje ścigać tego kto tego klocka posadził mimo że wiedziała że łażenie po tym trawniku może się tak skończyć. Litości
  • vogon.jeltz 13.03.18, 18:39
    > Bredzisz. Skąd wiesz że nie ma prawa się poruszać,

    Przyjmuję w dobrej wierze opis autorki wątku? Oczywiście jeśli nie jest to prawdą, to dyskusja jest bezprzedmiotowa.

    > Przegląd był pół roku temu, a więc dość dawno.

    To nie ma znaczenia, samochód ma być sprawny i nadający się do jazdy przez cały czas. Inaczej policja może zatrzymać w dowolnym momencie dowód rejestracyjny i zakazać poruszania się takim samochodem.

    > Sprzedawca nie musi wiedzieć że coś nie gra

    Ale sprzedaje samochód niesprawny jako sprawny (zakładam zgodnie z twierdzeniem autorki wątku, że tak było wpisane w umowie).

    > Wdepnęła w gó... świadomie

    Ja oczywiście wiem, że w Potato Republic of Bolanda obowiązuje mentalność śmierć frajerom. Dlatego cały ten kraj wygląda tak jak wygląda.
  • koza_oddam 13.03.18, 18:47
    Te wady o których pisze są nie do wykrycia przez policjanta na drodze przy rutynowej kontroli. To raz. Dwa - na umowie ma że sprawy i że się zapoznała ze stanem technicznym. Trzy - odjechała o własnych siłach a powodem wjazdu na warsztat była kontrolka oleju, a nie stuki w zawieszeniu czy kłęby pary za autem. Po czwarte i ostatnie, nie śmierć frajerom, ale jak się jedzie kupować auto bez mechanika samemu się nie znając i na dobre oczy to się tak kończy, a prawo jest takie że będzie jej bardzo trudno, o ile w ogóle możliwie udowodnić jakieś wady ukryte. Ja cierpliwie poczekam na wynik sprawy sądowej, jak będą chcieli to przeciągną na kilka instancji i na kilka lat. Pożywią się papugi a ona straci kilkakrotność tego co włożyłaby w naprawę. Jej wola
  • vogon.jeltz 13.03.18, 19:33
    > Dwa - na umowie ma że sprawy

    No to jak sprawny, to ma być sprawny czyli nadający się do regularnego poruszania się po drogach publicznych. W opisanym stanie się nie nadaje.

    > nie śmierć frajerom, ale jak się jedzie kupować auto bez mechanika
    > samemu się nie znając i na dobre oczy to się tak kończy

    To jest właśnie dokładna ilustracja zasady "śmierć frajerom". Jak sprzedajesz towar twierdząc, że jest sprawny, to ma być sprawny albo zwrot kasy - nawet jeśli kupujący będzie ślepy i totalnie naiwny.

    > Ja cierpliwie poczekam na wynik sprawy sądowej,
    > jak będą chcieli to przeciągną na kilka instancji i na kilka lat.

    Zgoda, że to jest chore, żeby tego typu sprawy przeciągać przez kilka instancji. Ale to jest jakby trochę inna sprawa: nie czy można dochodzić dochodzić własnych praw, czy jest szansa na uzyskanie korzystnego wyroku, tylko - czy to się finansowo opłaca.
  • galtomone 14.03.18, 11:13
    koza_oddam:

    >Ja cierpliwie poczekam na wynik sprawy sądowej, jak będą chcieli to przeciągną na kilka instancji i na kilka lat. Pożywią się papugi a ona straci kilkakrotność tego co włożyłaby w naprawę. Jej wola

    A miedzy czasie Mgane bedzie sobie gnic pod domem... wiec i tak calej kwoty nie odzyska. + nie bedzie miec auta.



    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • galtomone 14.03.18, 11:07
    vogon.jeltz napisał:

    > Przyjmuję w dobrej wierze opis autorki wątku? Oczywiście jeśli nie jest to praw
    > dą, to dyskusja jest bezprzedmiotowa.

    Tak mi sie wydaje od poczatku.

    Szczegolnie, ze sytuacja jest prosta. Zrobila glupio, przed sadem bedzie musiala udowodnic swiadome dzialanie sprzedajacej, prosciej naprawic i jezdzic, bo nowe poduszki i amory to pare lat spokoju.
    Oczywiscie jesli jest masochostka moze tez isc do sadu.

    Tu juz nie ma co dalej deliberowac.

    > To nie ma znaczenia, samochód ma być sprawny i nadający się do jazdy przez cały
    > czas. Inaczej policja może zatrzymać w dowolnym momencie dowód rejestracyjny i
    > zakazać poruszania się takim samochodem.

    Owszem, ale dopoki to sie nie stanie to auto jest uwazane za sprawne i dopuszczone do ruchu.
    Jak nie to za chwile 2 razy dziennie aute trzeba bedzie jechac do diagnosty jak ma np. wiecej niz 10 lat... bo cos sie rozysypac moze w dowolnym momencie.

    > > Sprzedawca nie musi wiedzieć że coś nie gra
    >
    > Ale sprzedaje samochód niesprawny jako sprawny (zakładam zgodnie z twierdzeniem
    > autorki wątku, że tak było wpisane w umowie).

    Bo wg sprzedajace taki byl.

    > Ja oczywiście wiem, że w Potato Republic of Bolanda obowiązuje mentalność śmier
    > ć frajerom. Dlatego cały ten kraj wygląda tak jak wygląda.

    No to wez pod uwage, ze prawo musi chornic obie strony transakcji.

    A co z sytuacjami:

    - kupujesz uzywane... naprawiasz swoje, zwracasz to co kupiles ze swoimi zepsutymi czesciami...

    - kupujesz uzywane - jezdzisz tydzien dwa - jak sie znudzie, cos padnie oddajesz...

    Kupujacy ma miec prawo dowolnego sprawdzenia i testoowania tego co chce zakupic. Jesli mu sie tego odmawia to nie powinien zawierac transakcji a wprzypadku firmy/sklepu moze chyba tez isc do sadu ( w przypadku osoby prywatnej bedzie slowo przeciwko slowu - i raczej nikt normalny nie bedzie o to nikogo skarzyc, ze mu odmowil jazdy do ASO - tylko nie kupi i nie bedzie tracic czasu).
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • vogon.jeltz 14.03.18, 11:16
    > A co z sytuacjami:

    Odstąpienie od umowy jest tylko jedną z dopuszczalnych form postępowania w takiej sytuacji. Sprzedający nie musi przyjąć towaru z powrotem, może też obniżyć cenę albo naprawić towar na swój koszt. A takie sytuacje jak opisałeś w praktyce zdarzają się rzędy wielkości rzadziej niż sytuacja, gdy sprzedający wydyma kupującego (świadomie lub nie, ale zawsze kupujący ma tę przewagę, że samochodem jeździ, więc przynajmniej może podejrzewać, że coś jest niehalo) wciskając mu rzęcha jako sprawny wóz.
  • galtomone 14.03.18, 11:20
    Ja swoje powiedziałem.
    Auto jest skomplikowane, duże rzeczy sie w nim może zużyć, zepsuć...

    Jesli bylo oszustow i mozna to iudowodnic to jedno, jesli ktos jest ofiarą wlasnej glupoty to sorry.... ale wszyscy jestesmy duzi.

    To toche jak isc do banku wiac kredyt o zmiennym % - podpisac, ze sie przeczytalo umowe (zakladam, ze nie ma zapisow sprzecznych z prawem) a potem żądać od banku rozwiazania umowy jak raty wzrosną.... bo dopiero doradca w biurze nam powiedzial, ze tak bedzie...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • vogon.jeltz 14.03.18, 11:27
    > Jesli bylo oszustow i mozna to iudowodnic to jedno,

    Nie mieszaj porządków prawnych. Oszustwo to paragraf z kodeksu karnego. Tutaj mamy do czynienia ze sprzedażą wadliwej rzeczy, co reguluje kodeks cywilny.

    > To toche jak isc do banku wiac kredyt o zmiennym %

    Kolejna analogia z dupy. Kredyty są regulowane przez prawo bankowe.
  • galtomone 14.03.18, 12:58
    Ok... polecam jednak link do forum prawnego.
    Swoje powiedziałem.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • galtomone 14.03.18, 10:47
    vogon.jeltz napisał:

    > > A skad wiesz ze sprzdajaca to wszyko wiedziala?
    >
    > Nawet jeśli nie wiedziała, to świadomie lub nie zaniedbała swój obowiązek utrzy
    > mania samochodu w stanie nadającym się do jazdy.

    A masz jakies konkretne wytyczne i zapisy tego jak to ma wygladac?
    Co ile sciagasz kla, wlazisz pod auto, demontujesz swoj silnik zeby sprawdzic stan gniazd zaworowych, itd?

    Ja sprawdzam olej, cisnienie w kolach jak mi sie przypomni i jak jade plaska droga powyzej 100 to ewentualnie czy jade prosto imnie nie sciaga.

    2 razy w roku jade na wymiane oleju i wtdy mowie - prosze wszedzie zajzec i wszystko sprawdzic i dac znac co uwazacie, ze nalezy juz wymienic.

    Ale ja robie ponad 20 tys rocznie prywatnym autem...

    A jak jezdzilbym popierdulkoa , tania w naprawie po miescie to pewnie olej wymienialbym raz na rok/poltora i ograniczal sie do wizyt u diagnosty.

    A jezdzac po miescie... ja uslysze ze cos stuka w zawieszeni... ale Moja ZOna choc jedzi dobrze zupelnie na nowe odglosy juz uwagi nie zwraca - ma inne rzeczy na glowie.
    Po prostu nie slyszy.

    > Auto w takim stanie nie przesz
    > łoby przeglądu i w zasadzie nie ma prawa poruszać się po drogach.

    Poki ma dowod i wazny przeglada to prawo ma.

    > W związku z t
    > ym sprzedała samochód uszkodzony, choć w umowie twierdziła co innego.

    W zwiazku z tym sprzedala auto dopuszczone do ruchu w stanie takim na jaki go ocenila... i w takim tez stanie NA JAKI GO OCENILA kupila go autorka watku.

    To troche jak byc chorym, isc do znachora albo czytac internety a potem miec pretensje, ze jest zle... zamiast isc do lekarza.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • kanna13 13.03.18, 11:27
    W sądzie zawsze można próbować.
    Ukryte są raczej wtedy gdy udowodnisz, że sprzedający wiedział o nich ale nie poinformował kupującego.
    Pojęcie dobry stan techniczny jest na tyle szerokie jak i subiektywne szczególnie gdy sprzedający nie zna się na samochodach.

    Powyższe wymienione rzeczy to normalne zużycie eksploatacyjne.
  • olgafryk 13.03.18, 11:31
    JA rozumiem, że zużycie eksploatacyjne - natomiast kupić pojazd chciałam w stanie dobrym a nie z zużytym wszystkim co się da. Właścicielka twierdziła że auto jest bez wad, bez awaryjne i bez problemowe. Silnik jest cały do wymiany. Skoro to nie są wady ukryte w momencie w którym ktoś twierdzi że auto jest dobre to co jest ?
    I pytanie jeśli auto nie zostanie dopuszczone do ruchu drogowego czy wtedy moje szanse są większe? Czy będzie to oznaczało,że jego sprzedaż jako sprawnego była niezgodna z prawem ?
  • kanna13 13.03.18, 11:36
    Jak udowodnisz, że sprzedający o tych wadach wszystkich wadach wiedział w momencie sprzedaży ale nie poinformował to oczywiście sąd uzna Twoje racje.
  • tbernard 13.03.18, 11:40
    No nie wiem, bo może kupująca od razu zaczęła katować pojazd po wertepach i krawężnikach z zamiarem pojeżdżenia trochę i oddania. Może z mechanikiem była w zmowie lub mechanik ją oszukał i nadmiernie ponaciągał. Jak to wszystko obiektywnie ocenić aby z kolei sprzedającej nie wcisnąć złomu w zamian za sprawne auto jakie sprzedawała?
  • olgafryk 13.03.18, 11:45
    Wiesz takie tlumaczenie może miało by rację bytu gdyby to był jeden element, a nie cała lista. Auto do warsztatu wjechało po 4 dniach a nie 4 miesiącach.
  • koza_oddam 13.03.18, 11:47
    Skoro nie dociera argumentacja, możesz opisać swoją sprawę tutaj: forumprawne.org/prawa-konsumenta/
    Zanim jednak, to poczytaj bo na tym forum wątków podobnych do Twojego jest bardzo dużo, może wtedy dotrze ;)
  • tbernard 13.03.18, 12:01
    olgafryk napisał(a):

    > Wiesz takie tlumaczenie może miało by rację bytu gdyby to był jeden element, a
    > nie cała lista. Auto do warsztatu wjechało po 4 dniach a nie 4 miesiącach.

    A czy Ty oddając auto do mechanika stałaś przy nim cały czas pilnując, czy nie wykręca dobrych części powiększając ową listę? Bo być może gdy oddawałaś, to do wymiany był tylko olej i może klocki, czyli typowo eksploatacyjne wymiany, które i tak większość robi zaraz po kupnie używanego pojazdu.
  • engine8 13.03.18, 18:13
    Ale ta lista to by cmoze nie sa rzeczy ktore musisz zrobic - to jest lista rzczy ktore on sugeruje i chce zrobic....
  • kanna13 13.03.18, 11:48
    Istnieje też taka możliwość, że ocena stanu może być inna gdyby ocenił to kolejny mechanik.
  • olgafryk 13.03.18, 11:54
    Oceniały dwa niezależne od siebie warsztaty, natomiast w piątek przyjeżdża rzeczoznawca PZM stwierdzić czy wady mogły powstać podczas mojego posiadania auta.
  • koza_oddam 13.03.18, 12:06
    No i co z tego? Stwierdzi że usterki powstały wcześniej. Co to da? Sprzedawca powie że nawet jeśli to o nich nie wiedział, auto jeździło. Teraz musisz w sądzie udowodnić że tak nie było, że sprzedawca wiedział o usterkach i je zataił. Praktycznie - niemożliwe. Czytałaś to forum które podałem? Napisz tam, uzyskasz opinię ludzi znających prawo lepiej niż my tutaj. Pamiętaj też, że prawnik w realu prawdopodobnie powie Ci że sprawa do wygrania, skasuje za porady i obecność w sądzie, a jak przegrasz to jeszcze namówi na apelację. Wiesz czemu? Bo znalazł naiwną, taką samą jak w chwili kupowania po ciemku używanego auta bez sprawdzenia w warsztacie, która chętnie wyłoży dodatkowe środki mamiona wizją wygrania sprawy. Skąd wiem? Ano z życia, ja swoją lekcję u prawników już odebrałem
  • engine8 13.03.18, 17:46
    Kupilas auto dobre a pojecie co to jest "dobre" zalezy jedynie od Ciebie ( i ceny jako placisz).
    Gdybys kupila takie auto w autoryzowanym warsztacie i mialbyc dowod ze przeszlo przeglad to co innego....
    Moze nie umiesz jezdzic i w ciagu paru dni auto zepsulas - ty albo ktos komu pozwolilas jezdzic.??

  • cymes82 20.03.18, 14:59
    Wprowadzacie ludzi w błąd. W przepisach KC dotyczących Wad ukrytych nie ma słowa o tym, że sprzedawca musi wiedzieć o wadzie sprzedawanego towaru, żeby przepis miał zastosowanie.
  • bimota 20.03.18, 15:37
    ale to nie znaczy, ze za ta wade nie odpowiada...

    --
    NAJLEPSZY KODEKS DROGOWY
  • galtomone 13.03.18, 11:35
    Widzisz... gdybyś kupowala od komisu/firmy, ktora sie tym profesjonalnie zajmuje byloby latwiej.

    Tu... sprzedająca mogła być takim samym ekspertem jak ty - trudno bedzie udowodnic, ze wiedziala... skoro ty przy zakupie tez nie wiedziałaś.

    Zwykle jak sie czlowiek nie zna to nie kupuje a oko tylko jedzie do warsztatu/ASO/ itp i płaci za ocenę stanu technicznego.

    Skad wiesz, ze ONA wiedziała?

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • olgafryk 13.03.18, 11:38
    Z tego co mi wiadomo to wada ukryta a zatajenie wady ukrytej to dwie różne sprawy. Zatajenie oznacza że sprzedający wiedział i nawet jeśli umowa zawiera punkt o wyłączeniu rękojmii to w momencie zatajenia punkt ten nie jest ważny. Natomiast wada ukryta to po prostu wada o której kupujący nie wiedział, natomiast to sprzedawca jako osoba sprzedająca rzecz zepsutą ponosi za to odpowiedzialność, jeśli miałą ona miejsce w momencie kupna
  • tbernard 13.03.18, 11:43
    A czy jazda próbna chociaż była zaliczona?
  • koza_oddam 13.03.18, 11:43
    Źle Ci wiadomo
  • kanna13 13.03.18, 11:45
    Ale to nie są części zepsute tylko zużyte na drodze normalnej eksploatacji i wymagające w najbliższym czasie wymiany.
  • galtomone 13.03.18, 13:32
    olgafryk napisał(a):

    > Z tego co mi wiadomo to wada ukryta a zatajenie wady ukrytej to dwie różne spra
    > wy.

    No to zle ci wiadomo.
    W rozumieniu prawa wada ukryta to taka o ktorej sprzedajacy wiedzial i celowo o niej nie poinformowal.

    Jeslisadzilasz ze 13 letnie Megane bedzie "jak nowe" to jestes bardzo naiwna. Tym bardziej warto bylo do dwoch niezaleznych warsztatow i rzeczoznawcy udac sie przed zakupem a nie po.

    Moim zdaniem nie masz szans udoodnic, ze ze sprzedajaca wiedziala o tych usterkach. Tak jak ty nie bedziesz wiedziec w jakim stopniu ktora czesc w twoim acuie jest zurzyta za rok czy dwa -bo skad.

    I dam sobie obie rece odciac, ze sprzedajac auto za 5k za jakis czas nie pojedziesz wczensiej do warsztaty, nie wylozysz 10k... zeby auto bylo bez "usterek" - bo przeciez kazda czasc ma jakis swoj zywot.

    Twoj czas, toje pienidze. Ja bym naprawil i jezdzil - bo wiem jak jest - jesli ty masz inne zdanie... ale idz do sadu - powodzenia!
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • vogon.jeltz 13.03.18, 14:20
    No ale można też spróbować z badaniem technicznym. Jeżeli w obecnym stanie samochód nie przejdzie standardowego badania technicznego ze względu na wyliczone usterki, to znaczy, że nie nadaje się do jeżdżenia czyli jest niesprawny. Nieważne, że "jeździ", bo jeździć nim nie wolno. Właściciel samochodu nie ma obowiązku być ekspertem techniki motoryzacyjnej, ale ma obowiązek utrzymywania samochodu w stanie technicznym umożliwiającym eksploatację na drogach publicznych. W takim razie jeśli w umowie sprzedający podpisuje, że samochód jest sprawny, to stwierdza nieprawdę. Nie jestem prawnikiem, ale to powinna być podstawa do podważenia takiej umowy. Ja bym poszedł w tym kierunku.
  • galtomone 13.03.18, 14:47
    No ale to nadal spore ryzyko i bez kosztow sie nie obejdzie.
    Jak kupujaca stacna 13letnie Megane - to tu naprawy nie sa tragiczne. ZRobi i ma na dlugo spokoj. Tak bedzie sie z nienaprawionym zlomem bujac kilka miesiecy (jak nie lepiej).
    Auta i kasy miec nie bedzie.
    Dojda koszty sadowe... a do tego sad moze policzyc, ze auto przez pare miechow mniej warte, id.. - nie widomo jakich argumentow uzyje obrona.

    Wystarczy, ze pojda na zmęczenie przeciwnika i sprawa potrwa 2 lata...

    Moim zdaniem nie warto... szczegolnie ze kupujac chce obarczyć odpowiedzialnością (po części przynajmniej) sprzedawce za wlasna glupote.

    Jak czytam takie kwiatki:

    "Przepraszam, ale to trochę głupota, bo to że sie nie zna to jest jego problem. Powinien przygotować auto do sprzedaży"

    No to marnie widzę te sprawe w sadzie... Ale bardzo chciałbym zobaczyć jak Ona przygotuje to Megane kiedyś do sprzedaży...

    Moim zdaniem tansze, prostsze i praktyczniejsze bedzie naprawic, jezdzic, wyciagnac nauke na przyszlosc.
    Ale jak chce sie bawic w sad? Co mnie do tego...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • tbernard 13.03.18, 22:01
    > Właściciel samochodu nie ma obowiązku być ekspertem techniki motoryzacyjnej, ale ma obowiązek utrzymywania samochodu w stanie technicznym umożliwiającym eksploatację na drogach publicznych.
    ##
    W tym celu nieznający się na mechanice właściciel jeździ na przeglądy obowiązkowe. Zakładamy, że pojazd miał ważny przegląd. Może w takim razie diagnostę należy oskarżyć, że nieprawdę poświadczył?
  • galtomone 14.03.18, 10:48
    Jak badanie bylo tydzien wczesniej to spoko - ale jak np 9 miesięcy... to niby jaka tu wina diagnosty?

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • engine8 13.03.18, 17:49
    Te wszytkie przwne okreslenia musisz przyrownac do tranzakcji aut uzywanych .... bo jest roznica kto komu i co sprzedaje.. a rynek aut uzywanych to zupelnie inny swiat rzdzacy sie innymi prawami czy ich interpetacja.

    Niestety zrobilas podstawowe bledy i miej odwage sie do tego przyznac a nie zganiaj na innych..
  • koza_oddam 13.03.18, 11:42
    Tak to jest jak się kupuje oczami, bez pomocy i po ciemku. Jak moja Astra w końcu wyzionęła ducha, nad czym boleję, to zmuszony byłem do szybkiego zakupu i trafiłem na auto nieco tańsze niż inne w roczniku, sprawne ale do poprawek. Kupiłem, poprawiłem, w międzyczasie wyszło trochę innych rzeczy - bez dramatu, ogarnięte. No ale kupowałem na szybko, ale nie z ciśnieniem, obejrzałem je dokładnie na ile mogłem i na ile się znam. I kręcę kilometry bez stresu. Da się kupić używane auto zdatne do eksploatacji, ale trzeba poświęcić minimum uwagi.
  • olgafryk 13.03.18, 11:52
    Tak czy inaczej auto miało nie wymagać wkładu finansowego i być bez wad. Wymienione rzeczy - ok rozumiem, że sie zużywają, ale na pewno nie zostały zużyte przeze mnie w ciągu 4 dni. Sprzedająca twierdziła,że wszystko jest zrobione NA BIEŻĄCO. a jak widać nie było. Według mnie mam prawo do zwrotu pieniędzy
    "Zgodnie z art. 556 K.c. sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę zmniejszającą jej wartość lub użyteczność ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności lub z przeznaczenia rzeczy, jeżeli rzecz nie ma właściwości, o których istnieniu zapewnił kupującego, albo jeżeli rzecz została kupującemu wydana w stanie niezupełnym (rękojmia za wady fizyczne).



    Ustawowa odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi za wady sprzedanej rzeczy ma charakter absolutny, tzn. sprzedawca nie może się z niej zwolnić, obciąża go ona niezależnie od tego, czy to on spowodował wadliwość rzeczy, czy ponosi w tym zakresie jakąkolwiek winę, a nawet – czy w ogóle wiedział lub mógł wiedzieć o tym, że sprzedawana rzecz jest wadliwa."
  • koza_oddam 13.03.18, 11:54
    No to jak pisałem - idź do sądu, bo że dobrowolnie nie odda pieniędzy to już wiesz. Z niecierpliwością czekam na wynik końcowy sprawy, nie zapomnij opisać ;)
  • olgafryk 13.03.18, 11:58
    Napiszę na pewno :) po prostu zastanawiam się czy jest tu ktoś kto przebył już tę "sądową drogę" ...
    Według mnie najważniejsza rzecz to pewność czy sprzedający w świetle prawa ponosi odpowiedzialność za wady ukryte nawet jesli o nich nie wiedział. Na forach prawniczych twierdzą, że tak, ale jak to się będzie mieć do praktyki- ciężko stwierdzić :(
  • tbernard 13.03.18, 12:10
    No dobra, powiedzmy, że sprzedająca pójdzie Ci na rękę i powie, że odda kasę, ale pod warunkiem, że dostarczysz auto takie jakie było, czyli jeżdżące bez żadnych problemów (skoro wyjechałaś o własnych siłach) i na oryginalnych częściach, bo nie interesuje jej szrot wciśnięty przez mechanika któremu zlecałaś naprawę. Chce dokładnie to co było i w takim samym stanie.
  • marekggg 13.03.18, 13:23
    juz ci tutaj napisali kilkarazy - podpisalasz umowe kupna-sprzedazy w ktorej oswiadczylasz, ze jest ci znany stan pojazdu. czego wiecej chcesz? tylko sad. kupa kasy i pare miesiecy czekania.
  • galtomone 13.03.18, 13:41
    Optymista!

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • galtomone 13.03.18, 13:40
    olgafryk napisał(a):

    > Napiszę na pewno :) po prostu zastanawiam się czy jest tu ktoś kto przebył już
    > tę "sądową drogę" ...

    Owszem, sporo osob - stad dostalas linki - i sprawy jak Twoja nie koncza sie sukcesem dla kupujacego. Z powodów opisanych powyzej.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • engine8 13.03.18, 18:10
    JA bym nie oddal i jeszcze poprosil aby mnie nie presladowala i nie nagabywala bo do sadu pojde...
  • galtomone 14.03.18, 10:49
    Mógłbyś lwa_ z łańcucha spuścić ;-)

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • kanna13 13.03.18, 12:00
    To do sądu idź nie ma wyjścia
  • who_cares 13.03.18, 13:22
    Wahacze , mocowanie amortyzatorów , poduszki , hamulce to elementy eksploatacyjne podlegające zużyciu i wymianie - to właściciel czy tam mechanik ocenia kiedy je wymienić - miałaś możliwość sprawdzić to przy zakupie sama czy w warsztacie. Uszczelka pod głowicą w początkowym stadium też daje niewielkie symptomy nieszczelności - ale skoro zostało to wykryte to przy okazji jej wymiany doszło planowanie głowicy wymiana świec , uszczelek i czyszczenie przepustnicy - bo jak się ma wszystko ona wierzchu to się to po prostu robi. Zużyta maglownica przy wybitych sworzniach wahaczy jest ciężka do zdiagnozowania - ale podkreślam też można było to przy zakupie sprawdzić w warsztacie. Zresztą 14 letni samochód kupiony za kilka tysięcy niestety wymaga najczęściej napraw i nikt rozsądny nie zakłada że będzie w idealnym stanie technicznym.
  • galtomone 13.03.18, 13:44
    Jest. Naprawic i jezdzic. Za nieuwage sie placi.
    Ja w kazdym razie bylbym daleki od zarzucania komus nieuczciwości.

    Sprzedalem raz Pug 405 - z apaierow i stanu (poczatek lat 90tych) widac bylo, ze to auto po przejsciach...
    Pytalem kupujacego czy jest pewien, ze nie chce na kanal, warszta, itd... "Ufam Panu" - mowie to nie zaufanie... auto jest stare.. ja gwarancji nie daje. Jakby bylo nowe i sie nie pslo to bym przeciez nie sprzedawal...

    No i 4h po zakupie oddzwonil, ze dojechal pod Warszawe i padlo turbo... I co teraz... Mowie, ze nic... no ja drugiego nie mam i mu nie dam.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • engine8 13.03.18, 17:52
    A to co ono miala wymagac a czego nie mialo w Twoim pojeciu ma ZERO znaczenia...
    Kupowals 15 letnie auto i jak oczekiwalas ze bedzie w super stanie i bedzie jezdzic bez najmniejszych wydatkow nasptene 15 lat to sie zasanow...
    Te paragrafy co cytujesz to sa dobre jak kupujesz pralke w sklepie..a nie uzywane auto...
  • ankagsm 23.03.18, 11:49
    Weź ty lepiej się gotowania a nie doradzania. Nikt nie może udawać idiotę, sprzedając auto, że nie wie o takich usterkach, choć to są usterki eksploatacyjne. Sprzedający sprzedaje a kupujący kupuje auto sprawne i tak jest w umowie. Jeżeli auto posiada części wyeksploatowane, to trzeba o takich powiadomić kupującego i zaznaczyć, że pojazd jest do naprawy.
    Koniec kropka.
  • loyezoo 13.03.18, 15:45
    Dziesiątki wpisów,nic nie wnoszących.Pierwsza sprawa ( i działa!) Dajesz opinię z warsztatu,wraz z pismem,że oddajesz auto i chcesz zwrot kasy.Na 90% przypadków postraszenia sądem działa.Pozostałe 10 to handlarze,którzy tego do głowy nie wezmą,co nie znaczy,że nie da się wygrać.
    Czasy "widziały gały co brały" skończyły się ale widzę,że większość znawców tu, wie lepiej.

    --
    Life is too short to drive boring cars
  • galtomone 13.03.18, 15:48
    Opinie z warsztatu sobie mozna wsadzic.
    A sprzedająca juz powiedziała, ze zaprasza do sadu - i ja jej sie nie dziwie.

    Kupujaca jakby odstawiła emocje na bok tez juz dawno bo doszla do wlasciwych wnisoskow.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • koza_oddam 13.03.18, 15:55
    Jakie to życie jest w Twoim rozumowaniu proste. Od dziś wszelkie zwroty i reklamacje nie stanowią żadnego problemu gdyż loyezoo tak prawi.
  • engine8 13.03.18, 17:54
    A tu akurat jest czarno na bialym ze Twoje ostantnie zdanie okresla tranzakcje..

    Zawsze oczywiscie moze zatrudnic prawnika....
  • tbernard 13.03.18, 21:28
    > Czasy "widziały gały co brały" skończyły się ale widzę,że większość znawców tu,
    > wie lepiej.

    Sugerujesz, że rozpoczęły się czasy "wypożyczania" za darmo na kilka dni aby sobie beztrosko po krawężnikach tłuc się i potem oddać, bo coś szwankuje i domagać się zwrotu kasy?
  • galtomone 14.03.18, 10:50
    OOOO to tez patent.
    Po cholere kupowac.
    Sie wypozycza uzywane na tydzien/dwa - sznowac nie trzeba bo nie nasze - a potem oddaje, ze zepsute, bo zepsute :-)

    DOBRE!!!

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • galtomone 14.03.18, 10:51
    W koncu uzywane tez traci na wartości!!!!!!

    galtomone napisał:

    > OOOO to tez patent.
    > Po cholere kupowac.
    > Sie wypozycza uzywane na tydzien/dwa - sznowac nie trzeba bo nie nasze - a pote
    > m oddaje, ze zepsute, bo zepsute :-)
    >
    > DOBRE!!!
    >




    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • loyezoo 14.03.18, 12:09
    To działa ,jak zawsze w 2 strony.Jenak,jeżeli wychodzą wady,o których kupujący nie był poinformowany (i jest ich kilkanaście) to wiem (z autopsji też),że da się takie auto oddać i nie zawsze trzeba z tym biegać po sądach.

    --
    Life is too short to drive boring cars
  • galtomone 14.03.18, 12:58
    Wszstko sie da - zalezy to wylacznie od woli stron.
    W tym generalnie cały jest ambaras :-)

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • letofon 14.03.18, 21:16
    Misiaczku," stan techniczny jest mi znany", ot i cała filozofia. W gotowcach umów kupna/sprzedaży takie sformułowanie jest normą. W sądzie raczej nic nie wskóra, a jedynym wygranym będzie adwokat, bo bez względu na wynik swoje weźmie.
  • iwanme 15.03.18, 09:25
    Nic to nie zmieni. Tego typu działania mają jakiś cień szansy jak kupujesz auto od firmy/komisu/salonu - wtedy jesteś konsumentem i masz większą ochronę prawną - z tym, że w przypadku rzeczy używanych jest ona również częściowo ograniczona.
    W przypadku prywatnego kupna-sprzedaży nie ma właściwie najmniejszych szans aby cokolwiek tu zdziałać zwłaszcza jeśli w umowie dodatkowo są zapisy o zapoznaniu się ze stanem technicznym.

    Swoją drogą to nie wiem jak niektórych wad z listy można nie zauważyć, przecież maglownica jak nawala czy wahacze to czuć od razu. A silnik na zerwanych poduszkach, z zablokowaną przepustnicą i zużytymi świecami to już w ogóle musiał tragicznie pracować.
  • engine8 13.03.18, 17:16
    Z tej listy nic nie mozna jednoznacznie zakwalifikowac jako "wade" - tam nic nie jest "zepsute czy uszkodzone" a wiec klauzula "wolny od wad technicznych" jest zupelni na miejscu - wiekszosc (praktycznie wszytkie) to sa rzeczy ktore sie zuzywaja w noramalnej eksploatacji i wymagaja okresowej wymiany - zaleznie od wieku pojazdu. Stopien zuzycia wielu z tych rzeczy znajacy sie moze ocenic na parkingu (jak wycieki oleju, stan ukladu kieorwniczego, mocowan silnika etc ) a reszta moze byc traktowana jako inwywidualna ocena czy i kiedy wymienic. Dla laika wiekoszsc moze byc rzecza "normalna" dla zwlaszcza wiekowego auta.
    A to ze prywatny sprzedawca pozbywa sie auta m in dlatego ze wymaga powaznych nakladow ni epowinno by cdl anikogo tajemnica i dlatego jest cos takiego jak inspekcja przez zakupem.
    Tak ze kupujaca mogal sama ocenic albo poprosic fachowcow zanim potwierdzila ze zna i akceptuje stan techniczny auta - a to moze byt tylko i wylacznie ze auto "jest jezdzace".
    Normalnym jest rowniez przy zakupie uzywaneg auta ze bedzie lista rzeczy ktore nowy wlasciciel musi "zrobic" wg tego co on uwaza powiinno byc zrobione...

  • vogon.jeltz 13.03.18, 17:52
    > Z tej listy nic nie mozna jednoznacznie zakwalifikowac jako "wade" -
    > tam nic nie jest "zepsute czy uszkodzone

    Cały samochód jest uszkodzony - w tym stanie nie nadaje się do jazdy. Podczas kontroli drogowej takiego pojazdu policja ma prawo a wręcz obowiązek zatrzymać dowód rejestracyjny.
  • engine8 13.03.18, 17:56
    Nie wazne czy sie teraz nadaje czy nie.... Ktos jej dawal nawet 24 godziny gwarancji?
    Przeciez ocenila go jako stan dobrty i pojechala nim do domu? To jak sie nie nadawal? Co wskazywalo ze si eni nadaje.
    A to co zauwayzla po 1o dniach w warsztacie?
    Zaprowadz 5 letnei auto do warsztatu i dostaniesz rownie dlugo liste.
  • vogon.jeltz 13.03.18, 18:44
    > Nie wazne czy sie teraz nadaje czy nie.... Ktos jej dawal nawet 24 godziny gwarancji?

    Nie ma znaczenia "gwarancja" tylko zgodność stanu faktycznego z umową. Jeśli w umowie sprzedający zaświadcza, że samochód jest sprawny, a faktycznie jest niesprawny, to umowa może zostać podważona.

    > To jak sie nie nadawal?

    Normalnie. Zgodnie z przepisami samochód z określonymi usterkami nie może być dopuszczony do ruchu. I to jest nieistotne, czy użytkownik przy pobieżnych oględzinach jest w stanie te usterki wykryć, czy wyjdą dopiero na stacji diagnostycznej.

    > Zaprowadz 5 letnei auto do warsztatu i dostaniesz rownie dlugo liste.

    Być może, ale jakoś do tej pory moje auta przechodzą przeglądy bez problemu.
  • koza_oddam 13.03.18, 18:49
    Stan faktyczny w momencie sprzedaży był taki że auto odjechało o własnych siłach po oględzinach kupującej i nie wspomina że paliła się jakaś kontrolka. Obaj wiemy też że w sądzie ma zerowe szanse.
  • vogon.jeltz 13.03.18, 19:26
    Wiele aut, które zasadniczo nie mogą poruszać się legalnie po drogach, odjedzie o własnych siłach. To żadne kryterium.
  • galtomone 14.03.18, 10:54
    No... kryterium bedzie tkaie jakie sobie wymyslisz.

    Z p. widzenia prawa istone jest:

    - czy bylo w momencie sprzedazy dopuszczone do ruchu
    - czy sprzedającą ŚWIADOMIE zataiła jakieś ZNANE JEJ wady auta - tu jest problem!!!!
    - czy sprzedajaca odmowila mozliwosci sprawdzenia auta w warsztacie zapewniając ze wszystko jest sprawne
    - czy sprzdajaca skamala w odpowiedziach na konkretne pytani - ze np. hamulce byly wymieniane miesiąc wcześniej, ze byla robiona zbieżność miesiąc temu, itp...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • vogon.jeltz 14.03.18, 11:01
    > - czy sprzedającą ŚWIADOMIE zataiła jakieś ZNANE JEJ wady auta - tu jest problem!!!!

    Ponawiam pytanie - coście się tak uparli na to "świadomie"? Który paragraf kodeksu cywilnego o tym mówi?

    > - czy sprzdajaca skamala w odpowiedziach na konkretne pytani -

    Co sprzedająca mówiła i czy mówiąc skłamała jest kompletnie nieistotne, bo nie do udowodnienia. Liczy się to, co na papierze. Jeśli wg umowy samochód jest sprawny (rozumiem to jako nadający się do ruchu), a jest niesprawny (bo w tym stanie się do ruchu nie nadaje), to może być podstawa unieważnienia umowy albo obniżenia ceny albo naprawy na koszt sprzedającej. Zdaje się, że takie możliwości przewiduje kodeks cywilny. Zauważ ponadto, że nie różnicuje on sprzedawców ze względu na to, czy są przedsiębiorcami, czy osobami prywatnymi, takie rozróżnienie dotyczy jedynie kupujących.
  • tbernard 14.03.18, 12:03
    > do udowodnienia. Liczy się to, co na papierze. Jeśli wg umowy samochód jest spr
    > awny (rozumiem to jako nadający się do ruchu), a jest niesprawny (bo w tym stan
    > ie się do ruchu nie nadaje), ...

    No ale jak to rzetelnie udowodnić? Mógł być sprawny w momencie sprzedaży, a niesprawny po kilku dniach używania. Czy pojęcie "sprawny" oznacza, że będzie taki też jutro, pojutrze i tak dalej? Bo jak tak, to diagnosta jest winny który podbijał ostatnio w dowodzie rejestracyjnym pozytywne zaliczenie obowiązkowych badań, choćby odbyło się ono 11 miesięcy temu. Może diagnosta powinien był dać termin następnych badań nie tradycyjnie za rok, ale za 3 miesiące widząc, że samochód już mocno się w życiu napracował i są konieczne częstsze przeglądy.
  • vogon.jeltz 14.03.18, 12:06
    > No ale jak to rzetelnie udowodnić?

    No wiadomo, że w przypadku, gdy sprzedający uchyla się od odpowiedzialności i występujemy na drogę sądową, konieczne będzie powołanie rzeczoznawcy.

    > Bo jak tak, to diagnosta jest winny

    Co wy z tym diagnostą? Jeśli samochód jest niesprawny, to może zostać wyłączony z ruchu przez organy nadzorujące w każdej chwili, a nie tylko na przeglądzie.
  • galtomone 14.03.18, 13:00
    No ale ten nie został - ergo był nadający sie do ruchu w momencie zawarcie transakcji.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • vogon.jeltz 14.03.18, 13:13
    > No ale ten nie został - ergo był nadający sie do ruchu w momencie zawarcie transakcji.

    Sądzę, że się mylisz. To jest trochę analogiczna sytuacja (choć à rebours) jak wypadek samochodowy z udziałem samochodu nieposiadającego ważnego przeglądu (czyli formalnie niedopuszczonego do ruchu). Sam brak przeglądu nie oznacza odpowiedzialności właściciela samochodu za wypadek i wszelkich związanych z tym konsekwencji (np. braku możliwości uzyskania odszkodowania). Odpowiedzialność będzie tylko wtedy, gdy stan techniczny pojazdu miał wpływ na zaistnienie zdarzenia. Co z tego wynika? Ano to, że sama pieczątka w dowodzie niczego nie przesądza - liczy się zawsze stan faktyczny w dniu zaistnienia zdarzenia rodzącego skutki prawne.
  • galtomone 14.03.18, 13:47
    vogon.jeltz napisał:

    > liczy się zawsze stan faktyczny w dniu zaistnienia zdarzenia rodzącego skutki p
    > rawne.

    OK - nich idzie do sadu, jej czas, jej kasa. Ja bym nie poszedl...
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • tbernard 14.03.18, 14:56
    > Co z tego wynika? Ano to, że sama pieczątka w dowodzie niczego nie przesądza -
    > liczy się zawsze stan faktyczny w dniu zaistnienia zdarzenia rodzącego skutki prawne.

    Bardzo mnie ciekawi rzetelna ocena stanu faktycznego ileś tam dni lub tygodni wstecz. Nawet jak znajdą jakąś wyeksploatowaną część, na przykład klocki hamulcowe, to jak oni ponad wszelką wątpliwość ustalą, że to one tam były w momencie sprzedaży, a nie podmienił cwany mechanik, do którego pojechała nowa właścicielka z kontrolką oleju. No chyba, że nowa właścicielka nie zostawiła mu samochodu i cały czas stała nagrywając wszystko.
    Gdyby jakakolwiek kontrola była zrobiona przez fachowca w momencie kupna/sprzedaży nie było by takich wątpliwości.
  • vogon.jeltz 14.03.18, 15:05
    > Bardzo mnie ciekawi rzetelna ocena stanu faktycznego ileś tam dni

    Prawie niemożliwe jest rozwalić wszystkie wymienione rzeczy w kilka dni normalnej eksploatacji, co z pewnością potwierdzi każdy rzeczoznawca.

    > to jak oni ponad wszelką wątpliwość ustalą

    Coś ci się myli. Ponad wszelką wątpliwość to trzeba ustalić winę w procesie karnym.

    > że to one tam były w momencie sprzedaży, a nie podmienił cwany mechanik

    I jeszcze rozwalił sworznie wahaczy, wydmuchał uszczelkę pod głowicą i urwał poduszki silnika, żeby kupująca miała łatwiej wyłudzić... co właściwie? Tak naprawdę przecież potrzebny jest jej samochód, a żąda tylko zwrotu kwoty, którą za niego zapłaciła.
  • kanna13 14.03.18, 15:57
    -Wymiana wahaczy - jak ktoś jeździł długo to jest w stanie nie wyczuć powolnej degradacji zawieszenia bo się po prostu przyzwyczaja. A jak nie ściąga, nie stuka oraz nie tnie opon to o co chodzi. Jest dobrze.

    -Regeneracja maglownicy
    -Wymiana maglownicy - jak wyżej, coś tam czasami stuknie na dużym dołku czy wysokim krawężniku. Generalnie skręca zgodnie z ruchem kierownicy.

    -Wymiana głowicy
    -Komplet uszczelek głowicy
    -Regeneracja głowicy - co to w ogóle są za części i gdzie są. Nie dymi na biało, płynu nie wywala, nie przegrzewa.

    -Przepustnica - jak odpali na zimnym to chwilę obroty falują ale nie gaśnie i jak się nagrzeje to jest dobrze.

    -Świece zapłonowe - co to jest, po co i gdzie?

    -Górne mocowania amortyzatorów
    -Poduszka silnika prawa
    -Poduszka silnia lewa
    -Poduszka silnika dolna - na postoju i jałowym biegu troszkę trzęsie i lewarek też lekko drży. Ale tak było zawsze.

    -Klocki hamulcowe tył
    -Prowadnice zacisków hamulcowych - naciskam hamulec to hamuje. Nie piszczy, nie ściąga. To są jakieś klocki? A gdzie?
  • tbernard 15.03.18, 09:05
    > > że to one tam były w momencie sprzedaży, a nie podmienił cwany mechanik
    >
    > I jeszcze rozwalił sworznie wahaczy, wydmuchał uszczelkę pod głowicą i urwał po
    > duszki silnika, żeby kupująca miała łatwiej wyłudzić... co właściwie? Tak napra
    > wdę przecież potrzebny jest jej samochód, a żąda tylko zwrotu kwoty, którą za n
    > iego zapłaciła.

    Mechanik jeśli robi podmiankę, to nie koniecznie w celu takim aby kupująca coś wyłudzała od sprzedającej, ale po to aby naprawić sobie prywatnie lub kumplowi, a klientkę postraszyć, że w takim stanie auto nie powinno jeździć lub za niedługo całkowicie się rozleci, jak naprawy nie zamówi. I niestety ale nawet w ASO tak potrafią laika wykołować.
  • vogon.jeltz 15.03.18, 09:51
    > Mechanik jeśli robi podmiankę, to nie koniecznie w celu takim
    > aby kupująca coś wyłudzała od sprzedającej, ale po to aby naprawić
    > sobie prywatnie lub kumplowi,

    Jakie jest prawdopodobieństwo, że naprawiał coś kumplowi zużytymi częściami z piętnastoletniej Renówki? Bez jaj!

    Teoretycznie mogły tam być oczywiście nowe części zamienne, ale wtedy poprzednia właścicielka podniosłaby raban, że jak to zepsute, jak były nowe, a nic takiego w opisie historii nie widzę.
  • kanna13 13.03.18, 21:27
    Z opisu usterek to policja ewentualnie podczas kontroli mogłaby wyłapać luzy w układzie kierowniczym nic więcej
  • bimota 13.03.18, 21:32
    1. TAK
    2. TAK
    3. NIE

    ALE ZALEZY CO ROZUMIESZ POD "PODSTAWA DO REKOJMI NA DRODZE SADOWEJ". SAD WYDAJE WYROKI NA ZASADZIE ZBLIZONEJ DO WROZENIA Z FUSOW (PRZY ZALOZENIU, ZE NIE ZOSTAL SKORUMPOWANY).

    W treści umowy jest jedynie zapis, że sprzedawca potwierdza stan techniczny jako wolny od wad technicznych a ja jako kupująca potwierdzam znajomość stanu technicznego pojazdu.

    JEST TO ZAPIS IDIOTYCZNY, ALE JESLI MIAL BYM SIE KUSIC NA INTERPRETACJE, TO UZNAL BYM, ZE SPRZEDAWCA STWOERDZA, ZE NIE MA WAD, A TY PRZYJMUJESZ TO DO WIADOMOSCI. ALE SAD, JAK MOWILEM, MOZE "ZINTERPRETOWAC" TO NA WIELE SPOSOBOW.

    --
    NAJLEPSZY KODEKS DROGOWY
  • galtomone 14.03.18, 10:59
    bimota napisał:

    > SAD WYDAJE
    > WYROKI NA ZASADZIE ZBLIZONEJ DO WROZENIA Z FUSOW

    Tak ci się wydaje bo Twoje wiedza o prawie i przepisach jest mniej więcej tak samo duza jak moja nt. regulowania i kontroli procesów jądrowych. To dla mnie też magia!

    > (PRZY ZALOZENIU, ZE NIE ZOSTAL SKORUMPOWANY).

    Taaaa... przez Pania sprzadającą 15 latnie Megane. I kogo i gdzie miałaby korumpowac.... Ty sie słyszysz????


    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"



    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • galtomone 14.03.18, 11:16
    Mozesz starszyc i isc do sadu. Moim zdaniem nie masz sznas na wygrana - sprawa sie bedzie ciagnac, kosztowac sporo, auta w miedzy czasie miec nie bedziesz.

    Jedyne na co mozesz miec nadzieje (ale mala) to grzeczna rozmowa ze sprzajaca i w zwiazku z tym, ze stan auta okazal sie gorszy NIZ OCENILAS (tak, to towja wina!) to czy moze zgodzilaby sie na male obnizenie ceny... tak po ludzku, zebys miala ciut wiecej gotowki na naprawy (wymysl bajeczke o chory dziecku, trudnym okresie w zyiu, ze maz cie zdrada... i wogole...)

    Jak ma dobre serce to pare stowek ci odda a jak jest jak przecietny Polak to kaze ci spadac i tyle.

    Tak wygladaja twoje opcje realnie. A to co zdecydujesz to osobna sprawa.
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • tdf-888 14.03.18, 14:24
    A ty masz dobre serce?
    Podam Ci nr konta to wpłacisz mi parę stowek.

    --
    nawet gdy jest cienko to jest GRUBO
  • galtomone 14.03.18, 14:44
    Żebrzesz?
    A stan żebractwa to z lenistwa czy z głupoty?

    Nie chce ci sie pracowac czy nie ma w tym kraju roboty dla ludzi z twoim wykształceniem?

    Może musisz więcej durnych postów pisac, to Moskwa Ci wiecej przeleje i brakować nie będzie?

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • tdf-888 14.03.18, 15:10
    Szukam ludzi z dobrym serduszkiem 😊

    Ale chyba nie ten adres. Ty nie oddałes gościowi paru stowek za padnięte w peugeocie turbo

    --
    wszystko, co tutaj napisałem, jest wytworem mojej bujnej wyobraźni i nie może być wykorzystywane przeciwko mnie.
  • galtomone 14.03.18, 15:40
    Oczywiscie, ze nie.
    Dlaczego mialbym to zrobic?

    Jak dlugo trwa twoja odpowiedzialnosc po sprzedazy uzywanego i czym jezdzisz... moze zrobimy deal.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • engine8 14.03.18, 16:00
    Najlepsza alternatywa to po prostu go sprzedac na takich samych zasadach jak sie kupilo....
    Nic nie wiesz orpcze tego co widac i slychac. Kupiles taki jak widac - jezdzacy.
  • tdf-888 14.03.18, 16:06
    Ale sam dajesz złote rady sugerując zebractwo zalozycielce wątku?
    I jeszcze argumentowac ad misericordiam licząc na dobre serce sprzedającej.

    A kupująca to jakaś ameba umyslowa - idąc jej tokiem rozumkowania sprzedający używany samochód powinien go doprowadzić do stanu jak nowy i dać rekojmie

    --
    wszystko, co tutaj napisałem, jest wytworem mojej bujnej wyobraźni i nie może być wykorzystywane przeciwko mnie.
  • vogon.jeltz 14.03.18, 16:35
    > idąc jej tokiem rozumkowania sprzedający używany samochód powinien
    > go doprowadzić do stanu jak nowy i dać rekojmie

    Sprzedający jako użytkownik tego samochodu ma przede wszystkim obowiązek utrzymywania go w należytym stanie technicznym umożliwiającym jazdę po drogach publicznych. Ten samochód takich wymagań najwyraźniej nie spełnia, więc powinien być sprzedawany jako uszkodzony. Co innego sprzedaż samochodu używanego ze śladami użytkowania (zużyte elementy wnętrza, niedziałające wyposażenie z zakresu komfortu, uszkodzenia lakieru czy nawet mniejszej wagi zużycie elementów zawieszenia), a co innego samochodu kompletnie nie nadającego się do jazdy.

    > i dać rekojmie

    Rękojmia to się należy z mocy prawa, mój drogi.
  • misiaczek1281 14.03.18, 18:19
    vogon.jeltz napisał:

    > > idąc jej tokiem rozumkowania sprzedający używany samochód powinien
    > > go doprowadzić do stanu jak nowy i dać rekojmie
    >
    > Sprzedający jako użytkownik tego samochodu ma przede wszystkim obowiązek utrzym
    > ywania go w należytym stanie technicznym umożliwiającym jazdę po drogach public
    > znych.
    pffff..... gadanie...w jakim kraju Ty żyjesz? w kraju w którym za jazdę bez przeglądu tak naprawdę w praktyce nic nie grozi (nawet mandat)! zabranie dowodu tylko w przypadku gdy drogówka podczas kontroli go zatrzyma... za brak OC grozi kilkutysięczna grzywna a za brak przeglądu nic! jeden dba o auto inny nie...sprawa właściciela...nie ma obowiązku bo nie ma kar za jego niedopełnienie...
    Ten samochód takich wymagań najwyraźniej nie spełnia, więc powinien być
    > sprzedawany jako uszkodzony.
    uszkodzony to byłby gdyby był/miał : uderzony ,porysowany lakier, wgniecione drzwi, wybita szyba,wystrzelone poduszki...
    Co innego sprzedaż samochodu używanego ze śladami
    > użytkowania (zużyte elementy wnętrza, niedziałające wyposażenie z zakresu komfo
    > rtu, uszkodzenia lakieru czy nawet mniejszej wagi zużycie elementów zawieszenia
    > ), a co innego samochodu kompletnie nie nadającego się do jazdy.
    skoro odjechała z miejsca kupna i jeździła jeszcze 10 dni to nadawał się do jazdy(jeździł:)
    > > i dać rekojmie
    co jeszcze? może gwarancję na 15 letnie auto jak na nowe z salonu?:)
    > Rękojmia to się należy z mocy prawa, mój drogi.
    widziały gały co brały?:)
  • vogon.jeltz 14.03.18, 19:23
    > pffff..... gadanie...w jakim kraju Ty żyjesz?

    Na szczęście już się wyprowadziłem z Potato Republic of Bolanda zamieszkanej przez chamsko-polackie misiaczkoidy.

    > w kraju w którym za jazdę bez przeglądu tak naprawdę w praktyce nic nie grozi

    To nie ma znaczenia, czy coś grozi, czy nie. Jeśli sprzedawany samochód nie spełnia warunków dopuszczenia go do poruszania się po drogach publicznych (czyli nie przeszedłby przeglądu) to powinien być sprzedawany jako uszkodzony.

    > uszkodzony to byłby gdyby

    Uszkodzony to oznacza nie nadający się do ruchu. Porysowany lakier to nie jest uszkodzenie eliminujące samochód z jazdy. Rozjebane zawieszenie i układ kierowniczy - owszem.

    > skoro odjechała z miejsca kupna i jeździła jeszcze 10 dni to nadawał się do jazdy(jeździł:)

    Z wymienioną listą usterek nie nadawał się do legalnej jazdy po drogach publicznych, a zatem był uszkodzony. "Odpala i jeździ" to jest co najwyżej standardowy tekst handlarzy z otomoto przy najgorszych wrakach, równie chamski jak ty.

    > widziały gały co brały

    Słyszałeś, chamie, o czymś takim jak kodeks cywilny? Żebyś się kiedyś w swojej chamowatości nie zdziwił, jak ktoś ci go zaaplikuje.
  • iwanme 15.03.18, 09:33
    Kiedy kupujesz od osoby prywatnej rękojmia jest mocno ograniczona i może zostać w umowie wyłączona w ogóle. Potwierdzając znajomość stanu technicznego kupowanego pojazdu na umowie właściwie za bardzo nie ma tu czego szukać.
    Ciężko udowodnić świadomość istnienia wad sprzedającemu w takiej sytuacji.
  • misiaczek1281 14.03.18, 16:39
    1. jeśli w umowie kupna podpisem potwierdziłaś że jest ci znany stan techniczny i nie wnosisz uwag a tak naprawdę nie sprawdziłaś stanu technicznego u mechanika to kogo ty dziewczyno oszukałaś? samą siebie oszukałaś i miej pretensje do samej siebie hehe:)
    2. Prywatny właściciel może powiedzieć że nie zna się na samochodach lecz ciekawi mnie czy właściciel komisu także może się nie znać? chyba handlarz powinien się znać a prywatny właściciel nie musi - i stąd odpowiedzialność prywatnego właściciela jest mniejsza niż handlarza z tego co słyszałem...
  • misiaczek1281 14.03.18, 16:48
    osobna kwestia to czy prywatny sprzedawca może pisać nieprawdę w ogłoszeniu...czy można się powołać na niezgodność towaru z treścią umowy...no bo jeśli sprzedający się nie znał(mógł się nie znać) to po co pisał że jest w bardzo dobrym stanie? co miał na myśli pisząc że stan jest dobry w przypadku 15 latka? że w ogóle jeździ?:)
    Ps. czy często spotykana w ogłoszeniach formułka " niniejsze ogłoszenie nie jest ofertą w rozumieniu Kodeksu cywilnego i nie może stanowić dochodzenia rooszczeń..." ma jakąś moc prawną? :) hmmm...nie wiem...
  • galtomone 14.03.18, 18:17
    tdf-888 napisał:

    > Ale sam dajesz złote rady sugerując zebractwo zalozycielce wątku?

    Zebractwo to cos za nic - jak w twim przypadku. Wlascicielce proponuje negocjowanie obnizenia ceny.

    > I jeszcze argumentowac ad misericordiam licząc na dobre serce sprzedającej.

    No bo od tego bedzie to zalezalo...

    > A kupująca to jakaś ameba umyslowa - idąc jej tokiem rozumkowania sprzedający u
    > żywany samochód powinien go doprowadzić do stanu jak nowy i dać rekojmie

    Tu sie zgadzamy, ciekaw jestem czy sama to zrobi sprzedając to Megane kiedys...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • bimota 14.03.18, 18:00
    A MOZESZ PODAC PODSTAWY SWYCH WYPOCIN, EKSPERCIE ? W SZCZEGOLNOSCI:

    "auta w miedzy czasie miec nie bedziesz"



    --
    NAJLEPSZY KODEKS DROGOWY
  • galtomone 14.03.18, 18:18
    No to przecież oczywiste - jak to tdf określił... amebo umyslowa

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
  • misiaczek1281 14.03.18, 18:07
    galtomone napisał:
    > Jak ma dobre serce to pare stowek ci odda a jak jest jak przecietny Polak to ka
    > ze ci spadac i tyle.

    pfffffffffff..... wierzysz że odda ? ty byś oddał? :)
  • galtomone 14.03.18, 18:18
    Zależy do sytuacji i teko jak ktoś by zalatwial sprawe.

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • jan003 14.03.18, 19:47
    Olgo,w tej sytuacji tylko sąd i wygrasz wszystkie koszty będziesz miała zwrócone.Jeszcze rok temu wszyscy mysleli że jak na umowie jest zapis że stan techniczny jest znany itp bzdety to już są bezkarni.W chwili obecnej jest tylko jedna regułka którą trzeba wpisywać na umowie kupna sprzedaży i sąd nic nie zrobi.Nie denerwuj się nie czytaj bzdur,tylko rzeczoznawca i są firmy w Polsce które zajmują się takimi sprawami.Powodzenia.
  • tdf-888 14.03.18, 20:27
    Podaj te regulke chroniąca prawa sprzedającego która trzeba wpisać w umowie.
    Większość z nas będzie kiedyś sprzedawać samochód - może się przydać by uniknąć kłopotów ze strony nieuczciwych kupujących

    --
    nawet gdy jest cienko to jest GRUBO
  • engine8 15.03.18, 01:29
    Ok dawaj link do firmy prawniczej....
    W stanach to sprawa prosta...idziesz do prawnika, mowisz o co chodzi i pytasz czy bierze sprawe?
    Bo reguly sa jasne. nie kosztuje cie nic i dostajesz 2/3 wygranej sumy.. 1/3 bierze prawnik. I oni jada na wypadkach bo odszkodowani amoga byc w setkach tysiecy i za 5 tysiecy (do podzialu) nikt by sie nie bral...
    Ale w takim przypadku podejrzewam ze niewielu by sie za to wzielo na tych zasadach....Bo ile to jest do "wygrania"?
  • boczek150 14.03.18, 22:27
    Krótko i na temat:

    1. Czy aż taka ilość wad jest podstawą do rękojmii na drodze sądowej? - Być może, wszystko zależy od szczegółów np. treści umowy, zachowania sprzedającego, treści ogłoszenia, itp. itd. Warto się skonsultować z kimś kto się na tym zna (zawodowo).

    2. Czy są to wady ukryte pojazdu? - Nie ma czegoś takiego i porady rozwodzące się nad tym pojęciem skreśl z miejsca.

    3. Czy pojazd z taką ilością rzeczy do naprawy może być sprzedany jako " w dobrym stanie technicznym "? - A to już oceni sąd - ale patrz pyt. nr 1.
  • szela81 14.03.18, 22:27
    A czy przypadkiem mechanik nie przesadza i nie stosuje zasady "paaaani kto to tak spier..." ?

    Od końca licząc - zapieczone zaciski tył to norma - jak chodzę i z nudów patrzę na felgi to tył zazwyczaj rdzą na tarczy wita.
    Poduszki silnika - jeżeli Pani nie przeszkadzały przy jeździe próbnej to pewnie jeszcze nie wołają o wymianę. A nowe nie są to można napisać że do wymiany.

    Mocowania amortyzatorów - norma w pełnoletnim aucie. Chyba że świeżo wymienione, eksploatacja nie wada.
    Świece - eksploatacja.
    Przepustnica - co z nią? Rzadko się wymienia, raczej czyści czynność normalna.
    Głowica - słaby temat - wystarczy auto przegrzać, uszkodzić chłodnicę, uszkodzić miskę, jechać bez oleju i głowica może polecieć - po tygodniu ciężko udowadniać że było zepsute od razu, mogło się zepsuć już po transakcji. Nie do udowodnienia zła wola sprzedającej. Mogła tak jeździć rok ostatni i nawet nie wiedzieć.

    Maglownica - jeżeli podczas jazdy próbnej nie przeszkadzała to ciężko będzie powiedzieć że jednak zepsuta.

    Wahacze - eksploatacja. Jeżeli nie przeszkadzały podczas jazdy próbnej to znaczy że jeszcze nie odpadają od kół.
  • dejacek 14.03.18, 22:37
    sprawa wygląda tak jakby ktoś chciał kogoś naciągnąć na koszty. Pani kupującej radzę następnym razem udać się do salonu po nowe auto bez wad ukrytych. Los pani sprzedającej jest w rękach sądu, chociaż ja w jej sytuacji oddałbym kasę, pomniejszoną o "koszty wypożyczenia"
  • waga170 15.03.18, 06:51
    Bez czytania innych wypowiedzi. Czy ktos zastanowil sie nad znaczeniem slowa "wada" nie wnikajac juz w niuans, byc moze najwazniejszy, ze ukryta. Bo jak moj znajomy mechanik za flaszke wodki dostal od innego mechanika nowego klienta to po jakims czasie mu powiedzial co za gowno mi podeslales, w jego samochodzie wszystko jest jak nowe, oddawaj flaszke.
    Jak jedna kobita kupujac nie widziala wad to dlaczego druga kobita sprzedajac miala je widziec?
    Ulubione nasze zajecie, obwiniaj wszystkich tylko nie siebie. Ale chyba na biedna nie trafilo, bo w moim dlugim zyciu jeszcze nie spotkalem kogos kto o dziesiatej mowe musze kupic samochod przed dwunasta.
  • ondra.kot 15.03.18, 08:20
    Kupowanie samochodu na szybko to bardzo zły pomysł. Ja słabo się znam na samochodach więc kiedy kupowałem poprosiłem o opinię kolegę mechanika. Na rynku są nawet firmy jak np. www.autoinspektor.com/ które takie usługi świadczą za kilka stówek, jak nie masz nikogo w znajomych/rodzinie który mogą pomóc. Bo teraz jesteś w takiej sytuacji, że musisz babce wytoczyć sprawę karną. Koledze po 100 km przestał jeździć samochód przez wadę ukrytą i trzeci rok się sądzi, a kasa która poszła na biegłych już przekroczyła wartość zakupu.
  • ondra.kot 15.03.18, 08:34
    *sprawę cywilną
  • jpy1 15.03.18, 08:46
    Już tu ktoś zauważył. Przecież to są elementy które się zwyczajnie zużywają. Nie są to wady ukryte. Nie ma sensu z tym iść do sądu. Ile zapłaciłaś za ten samochód?

    --
    Ma­leń­kie dziec­ko, gdy jest mal­tre­to­wa­ne, wy­pra­co­wu­je me­cha­nizm obron­ny - chce być nie­wi­dzial­ne. Nie pła­cze, nawet jak jest głod­ne i ma mokro. Nie na­wią­zu­je kon­tak­tu wzro­ko­we­go. Pa­nicz­nie boi się do­ty­ku, któ­re­go roz­pacz­li­wie po­trze­bu­je. Chce znik­nąć opie­ku­nom z pola wi­dze­nia. Ina­czej bro­nić się nie po­tra­fi.
  • spinaker99 15.03.18, 09:45
    Jeśli samochód kupuje się od prywatnego właściciela to może on w umowie napisać:kupiony w znanym stanie itp.Ponosi on odpowiedziasność tylko za te właściwości które zostały w umowie zagwarantowane,np:przebieg,bezwypadkowość itp.Jeśli jest napisane że samochód nie ma wad technicznych a je ma to jest to podstawa do odstąpieniaod umowy.Jeśli samochód sprzedaje handlarz albo ktoż prowadzący działalność gospodarczą to musi dać na ten samochód porękę.Wiem że w Polscy mało ludzi o tym wie,jest to ustawa unijna i obowiązuje na terenie całej Europy EU1999/44/EG (Art. 3 und 5,1)
  • slavomiros 15.03.18, 10:45
    Jeśli sprzedawca opisał pojazd jako "w dobrym stanie technicznym", to wprowadził Panią w błąd. Towar jest niezgodny z opisem.
    Wszystkie wymienione powyżej problemy mogą wynikać z naturalnego zużycia samochodu, ale sprzedawca powinien o tym uprzedzić. Trudno będzie udowodnić, że właściciel coś zataił. Przez tydzień można narobić w samochodzie sporo szkód... Trafiła Pani na cwaniaczka, który chciał się pozbyć trupa i mu się udało.
    Z drugiej strony, gdyby pojechała Pani przed zakupem na pierwszą lepszą stację diagnostyczną, to część z tych usterek by wyszła (na pewno te związane z zawieszeniem i maglownicą).
  • zupapomidorowa1 15.03.18, 11:12
    autokult.pl/27026,rekojmia-na-samochod-uzywany-co-powinienes-wiedziec
  • kms2x 15.03.18, 11:13
    Ja, pięć lat temu, kupiłem używany samochód w firmie sprowadzającej samochody poleasingowe.
    1. Sprawdziłem historię auta w kartotece producenta, z historią napraw włącznie (normalnie to koszt 20 €, ale zrobiłem to razem z p. 3 więc za friko)
    2. Podjechałem na przeglad rejestracyjny, bez podbijania pieczątki, bo była ważna, więc połowa opłaty = ~50 zł
    3. Podjechałem do autoryzowanego warsztatu na sprawdzenie, taki przegląd wraz z pisemną opinią kosztował mnie 300 zł.

    Więc za 300 zł miałem auto, wycenione na blisko 60 tysięcy, sprawdzone w trzech źródłach. Jak na razie wydałem na serwis, poza zwykłymi przeglądami, jakies 2 tysiące złotych w ciągu 5 lat. Na tzw. naprawy prewencyjne, wynikajace ze zużycia podzespołów.

    Wystarczy, że tak brzydko powiem, nie żydzić?

  • vogon.jeltz 15.03.18, 11:49
    > Więc za 300 zł miałem auto, wycenione na blisko 60 tysięcy, sprawdzone w trzech źródłach. J

    Ty, ale tu mamy do czynienia z 15-letnią Renówką wartą może z 5 koła.
  • kayll 15.03.18, 11:42
    AUTO 150 -200 TYS + JEST TRUPEM TECHNICZNYM - CZEGO SIE SPODZIEWA KUPUJACY ???? musi sie psuc i dobrze jest jezeli usterki sa naprawialne. taka jest prawda drodzy nabywcy zlomu.
  • iwanme 16.03.18, 11:19
    Bzdura.
    Auto 150-200 tys to normalne auto, jeśli było sensownie eksploatowane i jest w dobrym stanie. Tyle to się na zachodzie robi autem w 3-4 lata.
    Problem u nas jest taki, że auta 150-200tys mają tak naprawdę 350-450 tys.
  • rikol 15.03.18, 12:09
    Ja bym poszła do sądu.
  • galtomone 15.03.18, 12:21
    ...naszą ocenę sytuacji w tym wypadku:

    "Art. 557. § 1. Sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy.
    § 2. Gdy przedmiotem sprzedaży są rzeczy oznaczone tylko co do gatunku albo rzeczy mające powstać w przyszłości, sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili wydania rzeczy.

    W przypadku samochodu używanego może pojawić się konflikt pomiędzy sprzedającym a kupującym, dotyczący wiedzy lub niewiedzy o wadzie rzeczy. To dlatego tak ważne i pomocne mogą być szczegółowe zapisy w umowie sprzedaży samochodu, zarówno sporządzone przez sprzedającego, jak i kupującego. Nie bez znaczenia pozostaje przegląd techniczny, poprzedzający zakup samochodu. W jego wyniku sporządzana jest szczegółowa lista wad i usterek, występujących w kupowanym aucie oraz obszarów, które były badane. W praktyce, kupujący może być zobowiązany nie tylko do udowodnienia, że o wadzie nie wiedział, ale również do tego, że wada nie wynika ze zużycia pojazdu lub jego charakterystycznych cech. W tym ostatnim przypadku konieczne może być powołanie biegłego sądowego. Nie można zatem korzystać z rękojmi za to, że w pojeździe jest zużyta dana część eksploatacyjna, która ma prawo się zużyć przy określonym wieku lub przebiegu pojazdu. Natomiast dwie najczęściej występujące wady, których sprzedający nie może nie uznać, to zaniżony przebieg i ukryta, powypadkowa przeszłość samochodu."

    autokult.pl/27026,rekojmia-na-samochod-uzywany-co-powinienes-wiedziec
    Pani samodzielnie dokonuje przeglądu auta i teraz ponosi tego konsekwencje, niestety.
    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
  • galtomone 15.03.18, 15:56
    + jeszcze jedno.

    Skąd wiesz czy cena auta nie uwzględniala jego stanu technicznego - byl np. o X% tanszy niz reszta aut z rocznika...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
  • jasmin711 15.03.18, 13:53
    Widzę, że autorka wątku ma za złe niektórym że piszą jej jaki jest stan faktyczny i odradzają sąd.
    Nie ma Pani racji, bowiem z własnego doświadczenia wiem, że w sądzie liczą się fakty, poparte dowodami a nie poczucie sprawiedliwości jednej ze stron.
    Osobiście przyznaję Pani rację, że osoba sprzedająca mogła przemilczeć parę faktów żeby tylko sprzedać auto - choć to też dyskusyjne, bo ocena stanu auta to sprawa subiektywna. Proszę pojechać gdzieś na prowincję i zobaczyć w jakim stanie jeżdżą 20letnie "passeratti" bez progów, a ich właściciele uważają że to super samochody, gdy tymczasem inni bali by się do nich w ogóle wsiąść...
    I teraz proszę się postawić w skórze sędziego - przychodzą 2 strony i jedna każda mówi dokładnie coś innego i w dodatku obie kłamią. Kto ma rację? Ten, kto swoje zdanie poprze dowodami!!!
    A jakie Pani ma dowody? Na umowie podpisała Pani że stan auta jest jej znany... Druga strona pójdzie w zaparte i powie że auto było ok. Pani powie że po 4 dniach w warsztacie stwierdzono to i tamto... A druga strona na to - ależ skąd, auto było sprawne gdy ta pani wyjeżdżała!!! Ta pani zniszczyła auto, wymieniła parę części i teraz chce mnie oszukać!!!
    I co pani na to odpowie? Jak pani udowodni że ma rację? Przez 4 dni można rozkręcić i skręcić taki samochód na nowo!!!

    Zamiast kłócić się z forumowiczami proszę zrozumieć że załatwienie takiej sprawy w sądzie jest bardzo trudne i potrwa kilka lat, więc czasem to po prostu gra niewarta świeczki. Takie życie...
  • amarga 15.03.18, 15:25
    Taką drogę sądową przebyła osoba z mojej bliskiej rodziny. Była sprzedawcą auta. Miesiąc po transakcji nabywca zażądał zwrotu pełnej zapłaconej kwoty i odstąpienia od umowy, powołując się na wady „ukryte” pojazdu oraz „fatalny” stan techniczny samochodu, potwierdzony świstkiem papieru z jakiegoś warsztatu. Po 2 latach batalii, podczas której auto przez większość czasu nie mogło być używane i stało zabezpieczone dla potrzeb oceny przez biegłego (na wniosek sprzedawcy, do czego przychylił się sąd), kupujący przegrał w obu instancjach. Nie był w stanie udowodnić, że sprzedawca w jakikolwiek sposób zatajał przed nim stan pojazdu, ponadto wskazane „wady” nie były żadnymi wadami, a tym bardziej ukrytymi, lecz wynikały z normalnej eksploatacji samochodu i, przy zachowaniu właściwej staranności, mogły zostać łatwo rozpoznane przed zakupem. Kupujący pokrył pełne koszty procesu i ekspertyz, które ostatecznie blisko dwukrotnie przekroczyły wartość samochodu...

    Dla ostatecznego werdyktu kluczowe okazały się twarde dowody: treść ogłoszenia o sprzedaży (jak bardzo szczegółowy był opis), podpisana umowa użyczenia pojazdu na 24h w celu jego przetestowania przed zakupem w ramach „jazdy próbnej”, ważność badań technicznych (pieczątkę stawia licencjonowana instytucja i wbrew opiniom przedpiśćców sąd nie ma podstaw do jej podważenia, chyba że w dniu zawarcia transakcji potencjalny nabywca udał się z samochodem na stację diagnostyczną i tam stwierdzono, że stan pojazdu uległ zmianie oraz co i w jakim zakresie się zmieniło), ekspertyza biegłego, treść umowy sprzedaży (i formułka o zapoznaniu się ze stanem technicznym samochodu przez kupującego!) oraz świadek, którzy potwierdził, że nabywca świadomie i z własnej woli zrezygnował z oferowanej mu możliwości sprawdzenia auta przez wybranego przez siebie mechanika przed ostatecznym zawarciem umowy. Ponadto sąd zakwestionował przedstawioną listę domniemanych "wad" pojazdu, ponieważ akurat w tym konkretnym przypadku sporządzona była przez przysłowiowego pana Zdziśka, a nie autoryzowaną stację obsługi danej marki samochodu.
    Dura lex, sed lex.
  • galtomone 15.03.18, 15:57
    Nic dodac nic ujac...

    --
    Pozdrawiam,
    galtom

    "If everything seems under control, you're not going fast enough." - Mario Andretti
  • qqbek 16.03.18, 08:42
    Z drugiej zaś strony - ja kilka lat temu kupiłem dla szwagra auto za przysłowiową "czapkę orzechów" w którym był pęknięty (a raczej wyszczerbiony jakimś cudem tuż pod głowicą) blok silnika.
    Sprzedający pęknięcie zaklajstrował jakimś szuwaksem i dopiero po 100 km zaczęło z niego ciec jak z zarzynanego prosiaka.
    Skontaktowałem się ze sprzedającym, grzecznie kazał mi "s...dalać". Niecały rok później z podkulonym ogonem zabrał auto i oddał pieniądze. Tyle, że akurat miałem tyle fuksa, że na głupka trafiło - nawet korespondencji z Rejonówki nie odebrał, dopiero jak tytuł wykonawczy miałem w ręku, to sobie magicznie "przypomniał" numer do mnie.

    --
    "Musimy pogadać, panie Brener. -Zyga wreszcie przekręcił gałkę.
    - I dlatego przyszedł pan uzbrojony?
    - Trąbicz wskazał szyjkę butelki wystającą Maciejewskiemu z kieszeni płaszcza. -
    No niech pan siada."
  • tdf-888 16.03.18, 11:33
    A świstak siedzi i zawija w te sreberka...

    --
    nawet gdy jest cienko to jest GRUBO
  • k-g-b 15.03.18, 16:13

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.