Dodaj do ulubionych

Byłem kierowcą Ubera

05.04.19, 08:39

Zatrudniłem się w Uberze, a w zasadzie u tzw. partnera Ubera. Nawet nie wiem, jak się nazywa. Na spotkanie umówił mnie na parkingu w centrum handlowym.
Wynagrodzenie: 70 proc. od obrotu płatne raz w tygodniu, nowe auto, umowa-zlecenie albo inna (kwestia dogadania się)” – to ogłoszenie, które w portalu OLX znalazł pan Vadim z Ukrainy (imię zmienione). Akurat stracił pracę, szukał nowej. Zgłosił się. Wymagania: dowód osobisty lub paszport, prawo jazdy i zaświadczenie o niekaralności. W ogłoszeniu jest numer telefonu. Nie ma nazwy firmy.Paliwo na własny koszt, 30 proc. dla partnera Ubera
Pan Vadim więcej szczegółów poznał podczas rozmowy telefonicznej z kobietą, która przedstawiła się jako „pani Anna”. Okazało się, że chodzi o pracę jako kierowca Ubera. Kobieta poinstruowała Ukraińca, że ma zgłosić się do siedziby Ubera przy Inflanckiej, by tam zarejestrować się w ich systemie. Pan Vadim nie miał licencji na przewóz osób, nie prowadził własnej działalności gospodarczej. Ale jest sposób, by to obejść. Ma być podpięty pod tzw. partnera Ubera; z licencją i z działalnością. Po wprowadzeniu do systemu niezbędnych dokumentów musiałem podać informacje o partnerze. Pani Anna z OLX-a nie podała mi właściwie żadnych danych poza numerem komórkowym. Okazało się, że taki kontakt w bazie Ubera nie figuruje – relacjonuje Ukrainiec. Przy konsultancie Ubera zadzwonił do Anny. – Zapytałem, czemu nie mogę się podłączyć do usługi. Obiecała szybko wysłać potrzebne informacje SMS-em. Adres e-mailowy i namiar kontaktowy dostałem w minutę. Te już zostały zaakceptowane przez doradcę – dodaje. Adres e-mailowy bobotrans@onet.pl wystarczył Ukraińcowi, by doradca Ubera zarejestrował go jako kierowcę jeżdżącego dla partnera. Pan Vadim w kolejnej rozmowie z panią Anną usłyszał, że po samochód ma zgłosić się na… parking przed centrum handlowym Auchan przy Puławskiej na Ursynowie. Samochód miał mu tam wydać pan Krystian. – Najpierw obejrzeliśmy auto z zewnątrz. Było bardzo brudne, nie sposób było dopatrzyć się uszkodzeń – opowiada pan Vadim. Już w środku pojazdu mężczyźni omawiali warunki współpracy. Ze słów Krystiana wynikało, że z tego, co zarobi, partner Ubera pobiera 30 proc., oprócz tego 650 zł tygodniowo za wypożyczenie auta. Paliwo na własny koszt. Jedyną umową jest ta na wynajęcie samochodu. Vadim przystał na propozycję, złożył podpisy pod protokołem wydania pojazdu i wekslem. Jak twierdzi, wszystko w jednym egzemplarzu, tylko dla nowego partnera. – Byłem zbyt podekscytowany tak szybkim znalezieniem pracy, że w ogóle zapomniałem dopytać o kwestie rozliczeń, zwrotu pojazdu, przedłużenia lub wypowiedzenia umowy. Od razu pojechałem realizować pierwsze kursy – opowiada. Najpierw udał się jednak na myjnię. Tam pod brudem odkrył zarysowania i wgniecenia. Vadim chciał dostać drugi egzemplarz umowy i rozwiać wątpliwości co do wynagrodzenia. Często nie odbierali telefonu. A jeśli już, to nie chcieli nawet słyszeć o umowie dla mnie. Odmawiając spotkania, tłumaczyli się najpierw roboczym wyjazdem poza Warszawę. Potem się umówiliśmy, ale spotkanie odwołali. Nie mogłem spać. Bałem się konsekwencji swojej pochopnej decyzji – opowiada mężczyzna. Bez jakiejkolwiek umowy jeździł przez tydzień od rana do wieczora. Był kierowcą Ubera, ale nie znał nazwy firmy, dla której pracował. W końcu udało mu się umówić na zwrot samochodu. Znowu na parkingu przed Auchan. Odejmując koszty wynajmu, prowizję, gaz, wyszedł na niewielki plus. Do tej pory pieniędzy nie otrzymał. Autko w stanie dobrym, niepoobijane
Robimy dziennikarską prowokację i odpowiadamy na to samo ogłoszenie. Ukraiński akcent jednego z autorów tekstu nie wzbudza podejrzeń. Pan Krystian instruuje, że najpierw trzeba się zarejestrować w Uberze, potrzebne jest zaświadczenie o niekaralności. W siedzibie Ubera przy Inflanckiej powtarza się ten sam schemat co u pana Vadima: system odrzucił oba numery przedstawicieli firmy – pani Anny i pana Krystiana. Dzwonię do pan Krystiana. Ten dyktuje mi adres e-mailowy: bobotrans@onet.pl. Udaje się, jestem kierowcą Ubera podpiętym pod partnera. Ale o partnerze – poza adresem e-mail i telefonami do konsultantów Anny i Krystiana – wciąż nic nie wiem. Samochód mam odebrać tego samego dnia ok. godz. 18. Kontaktuję się z Krystianem telefonicznie. Pół godziny przed umówionym spotkaniem podaje miejsce: parking niedaleko centrum handlowego Auchan na Ursynowie. Czeka na opustoszałej części postoju, nieco oddalonej od hipermarketu. – Cześć, to jest to autko – pan Krystian rzuca na przywitanie. Przed nami stoi białe renault clio. Krótkie oględziny pojazdu. – Od razu do mankamentów: Tylne lewe drzwi się nie otwierają. W poniedziałek podjedzie pan do mechanika, jest już umówiony. Naprawi za darmo. Idzie na gazie, ale czasem się dławi. Filtry gazowe są do wymiany. No i największy mankament: zderzak odstaje. Ale autko w stanie dobrym, niepoobijane – uspokaja.
Kiedy dziwię się, że samochód odbieram w takim miejscu, konsultant Krystian tłumaczy, że wypożyczalnia jest mobilna, nie ma biura, na tym parkingu „wykupiła” kilka miejsc. Już w środku auta rozmawiamy o szczegółach. 500 zł tygodniowo za wynajem, podatki i obsługę aplikacji. Do tego gaz na własny koszt. Dopytuję o umowę cywilnoprawną, np. zlecenie. Słyszę, że nie ma, dostanę „umowę najmu autka”. Pokazuje ją i pozwala zrobić zdjęcie. Nie ma w niej słowa o tym, że mam być kierowcą Ubera. Na umowie widnieje nazwa „Profitcar”. Już później w internecie sprawdzamy, że nie jest to wypożyczalnia, ale „nowoczesna platforma pozwalająca na znalezienie najbliższego samochodu na wynajem na podstawie geolokalizacji”, czyli internetowe narzędzie, z którego korzystają wypożyczalnie i ci, którzy szukają samochodu na wynajem. Pan Krystian objaśnia, że umowa najmu pojazdu jest podpisywana zawsze do niedzieli. Przedłużenie? Żaden problem. Konsultant stwierdza, że można przedłużyć telefonicznie. – Zmieniany datę na umowie, wystarczy tylko moja parafka – informuje. Pierwsza wypłata po dwóch tygodniach. – To co? Podpisujemy? – rzuca i pyta, czy będę mógł go podwieźć do Piaseczna. Mówię, że muszę to przemyśleć, odezwę się innego dnia. – No, ja nie będę zmuszał do podpisania. Szkoda, że przez telefon nie zadał mi pan tych pytań. Zmarnowaliśmy tylko czas – żali się konsultant. Na koniec szacuje, że tygodniowo, po odliczeniu kosztów wypożyczenia i gazu, mogę „wykręcić” ok. 750 zł.
Do konsultanta Krystiana dzwoni drugi autor tekstu. Pytam, czy to firma Bobotrans. Odpowiada, że tak. Kiedy jednak słyszy, że jestem dziennikarzem i o czym chcę rozmawiać, mówi, że w firmie pracuje niedługo. Przekaże mój telefon szefowi. Po jakimś czasie oddzwania mężczyzna. Zapewnia, że „Bobotrans” jest tylko w adresie e-mailowym, to nie nazwa firmy. Tłumaczy, że on zajmuje się jedynie wynajęciem aut, nie zatrudnia kierowców, z Uberem nie ma nic wspólnego. Jedyne co, to proponuje kierowcom uczciwych partnerów do podpięcia. Współpracuje z kilkudziesięcioma. Gubi się w tłumaczeniach: raz mówi, że pan Krystian to pracownik partnera Ubera. Kiedy zauważam, że wypożyczał jego auta, mężczyzna odpowiada, że jest jednak jego pracownikiem, zajmuje się i wypożyczaniem aut....
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • qqbek Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 08:48
      Nieźle.
      Myślę, że są dwa dobre miejsca do przesłania tego tekstu.
      Centrala Ubera i najbliższy wydział do walki z przestępczością zorganizowaną prokuratury okręgowej (zakładam, że skala nieprawidłowości przekracza kompetencje zwykłej "rejonówki").

      --
      Jestem Lubelakiem, to podobno nieuleczalne. Może dlatego, że nikt się z tego leczyć nie chce.
      • trypel Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 08:58
        ten tekst czytałem gdzies w prasie dawno temu
        i nic sie nie wydarzyło
        zreszta Ryba działa podobnie, paru gosci ma kilkaset aut i podnajmuje je kierowcom
        kierowca w 4 dni w tygodniu spłaca auto, wynajem serwis itd a reszte jezdzi dla siebie
        w kazdym razie tak mi juz paru kierowców opowiadało

        --
        Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
        • only_the_godfather Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 10:00
          Nie wiem jak działają korporacje ale w Łodzi jest całkiem sporo aut głównie Fiaty, Dacie,Skody i Toyoty, wszystkie białe w leasingu gdzie właśnie zmieniają się tylko kierowcy. Nie wiem czy to auta korporacji, czy też jakiś taxiarz zatrudnia kierowców.
          • trypel Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 11:46
            ale wiesz że zaden z młodych sie nie skarzył
            mówią ze mają wolność (póki są zdrowi :D) i kasy wiecej niz na etacie.
            fakt ze raz jechałem z łebkiem który chyba tydzień wczesniej zdał PJ ale jakoś na lotnisko dojechalismy
            patrz na to tak - masz 18 lat, zero wykształcenia i nie masz ochoty zasuwać na budowie. To taka panszczyzna za 3-4 tys /msc na luzie jest rozwiązaniem.

            --
            Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
            • vogon.jeltz Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 12:06
              > ale wiesz że zaden z młodych sie nie skarzył

              Młode łebki generalnie nie należą do najmądrzejszych, najbardziej rozsądnych i umiejących przewidywać konsekwencje swojego postępowania osobników na planecie.

              > To taka panszczyzna za 3-4 tys /msc na luzie jest rozwiązaniem.

              Do pierwszego wypadku. Pół biedy, jeśli coś się stanie tylko łebkowi - gorzej, jeśli ucierpi też wieziony przez niego pasażer.
              • trypel Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 12:20
                to fakt, kwestia ubezpieczenia w uberze nie istnieje, ja mam zabronione korzystanie służbowe
                ale niestety albo korporacje dostosują sie rozwiązaniami do ubera albo bedzie im ciezko
                kolega siedząc w pracy zamawia odbior dzieciaka taxi ze szkoly i podwiezienie do domu. Dzieciak nie musi miec kasy, nie musi miec nic. Zadne korpo tego nie daje.
                w dowolnym miejscu europy wysiada na lotnisku i po paru min wie za ile i czym dojedzie
                w zeszły weekend w hiszpanii po wylądowaniu przejechalismy 8 km z lotniska za 9.5 euro (i to nową kurą)
                ja korzystam z ryby bo ceny w sumie niewiele wyzsze ale dalej rozliczen online nie dają i oczywiscie ZAWSZE jadąc taką samą trasą na lotnisko płace inaczej - od 18 do 25 pln. Nie wiem z czego wynika roznica :D

                --
                Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
                • vogon.jeltz Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 12:37
                  > kolega siedząc w pracy zamawia odbior dzieciaka taxi ze szkoly
                  > i podwiezienie do domu. Dzieciak nie musi miec kasy, nie musi miec nic.

                  No i czego w ten sposób uczy dzieciaka? Wyrośnie kolejna niedojda, za którą mamusia musi załatwiać sprawy w dziekanacie. Nie wiem, ile lat ma dziecko, ale skoro jeździ samo taksówką, to pewnie min. 10 - ja w tym wieku jeździłem sam autobusami.

                  > w dowolnym miejscu europy wysiada na lotnisku i po paru min wie za ile i czym dojedzie

                  A oprócz tego wszędzie postawmy Makdonaldy. W dowolnym miejscu Europy bedziesz mógł wejść do takiej speluny i zamówić dokładnie to samo... Oh, wait!
                  • trypel Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 12:48
                    moj ma 9 i dojezdza sam autobusem. I ma klucz do domu bo sam zaczął wychodzic.
                    ale dzieci są rozne. Tamten jest starszy ale ze szkoły do domu ma ponad 15 km (prywatna szkoła itp)

                    a uber jest wygodny i tyle
                    taxi tego nie oferuje (ale pewnie zacznie)
                    airnb tez złe? korzystam od paru lat i wole od bookinga na prywatnych wyjazdach

                    --
                    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
                  • engine8 Re: Byłem kierowcą Ubera 06.04.19, 23:28
                    No za rok da dziecku smartfona i samo bedzie jezdzic....
                    Dlaczego uczyc dzieci rzeczy malo przydatnych ? Chyba aby isc do przodu to trzeba bazowac na tym co juz istnieje zamiast to od nowa wymyslac? Jak np po co uczuc dzieci tabliczki mnozenia skoro jak potrzebuja to zapytaja smartfona i juz maja odpowiedz a w tym czasie nalezy ich uczyc wlasnie tego co im bedzie przydatyne w zyciu - uzywania Ubera, w niedlugiej przyszlosci AV, zamawiania jedznia do domu itp...
                    • tbernard Re: Byłem kierowcą Ubera 07.04.19, 12:15
                      No a po co mu smartfon i po co miałoby gdziekolwiek samo jeździć? Można dzieciaka zamknąć w kapsule jak Matrix, podpiąć rurki do przełyku i odbytu i nowoczesne implanty do mózgu przez które dostanie jakieś przyjemne doznania i co więcej mu do szczęścia potrzeba?
      • jeepwdyzlu Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 09:00
        To artykuł z dzisiejszego e-wydania Wyborczej. Kolejny o Uberze.
        Poprzedni był o Hindusach na rowerach dowożących żarcie w Warszawie.
        Masakra. Uber ich traktuje jak smieci a warszawskie elity jeszcze gorzej...

        --
        YCDSOYA
    • duze_a_male_d_duze_m Re: Byłem kierowcą Ubera 05.04.19, 10:59
      To jeszcze lepsze, spiderweb: "Część kierowców Ubera i Taxify omija podatki i ZUS, pracując w charakterze wolontariuszy. Nie dostają za to oficjalnego wynagrodzenia, musi im wystarczyć kieszonkowe wypłacane przez zatrudniającą ich fundację – ustaliła Gazeta Wyborcza.

      Gdyby nie to, że Skarb Państwa traci w ten sposób górę pieniędzy, a pracownicy są zwyczajnie oszukiwani, moglibyśmy uznać postępowanie partnera Ubera za świetny dowcip. Do łez doprowadza już sama historia Rusłana, kierowcy, który przez nieuwagę został wolontariuszem najpopularniejszej aplikacji przewozowej w Polsce.

      Gazeta opisuje, że mężczyzna po prostu nie przeczytał dokumentów. Gdy w końcu dokładniej im się przyjrzał okazało się, że w rzeczywistości wcale nie przewozi pasażerów. Tak mu się tylko wydawało.

      Zgodnie z umową miał ich edukować w ramach programu „Bądź bezpieczny na drodze”.
      Jeżeli, drogi czytelniku, kierowca zaczął cię kiedyś namolnie zagadywać wiedz, że nie robił tego bez przyczyny. Podwózka z jednego końca miasta na drugie była tylko pretekstem do pogadanki o bezpieczeństwie w ruchu drogowym.

      Wróćmy jednak do historii, bo im dalej, tym robi się ciekawiej. Z lektury umowy Rusłan dowiedział się też, że formalnie nie dostaje wynagrodzenia, tylko kieszonkowe wypłacane przez fundację – jednego z partnerów flotowych Ubera. Swego czasu platforma postawiła na rozbudowywanie sieci takich partnerów, ze względów podatkowych. Formalnie każdy kierowca Ubera powinien mieć przecież działalność gospodarczą, w praktyce mało kto się do tego garnie. Zakładają ją więc partnerzy flotowi, którzy następnie zatrudniają u siebie grupę kierowców na śmieciówkach.

      W przypadku fundacji Incolumis Civis im. Wilhelma von Strossenrhauera jest nieco inaczej. „Pracownicy” podpisują tylko porozumienie o wykonywaniu świadczeń wolontariackich i umowę o nieodpłatnym przekazaniu samochodu. Organizacja wypożycza też swoich wolontariuszy Taxify (znanemu od wczoraj pod nazwą Bolt). Fundacja nadzorowana jest przez resort infrastruktury. Urzędnicy nie dopatrzyli się na razie niczego dziwnego w jej funkcjonowaniu.

      Z formalnego punktu widzenia taki model ma dla fundacji same plusy. Nie musi odprowadzać podatków, ani płacić składek ZUS. Pozwolenia na pracę dla obcokrajowców? Też niepotrzebne, w końcu nikt tu nikogo nie zatrudnia.

      Przedstawiciele Ubera umywają w tym czasie ręce. Podkreślają, że partnerzy biznesowi są niezależnymi operatorami i nie będą wnikać w ich strukturę biznesową.

      Trudno powiedzieć, co w tej całej sprawie jest smutniejsze.
      Po raz kolejny przekonujemy się bowiem, jak łatwo prowadzić w Polsce działalność z pominięciem prawa. Fundacja dobrze zabezpieczyła swoje interesy. Formalnie z Uberem współpracuje bowiem firma należąca do jej właściciela – Artura Jarzyńskiego. A że kierowcy podpisują papiery z Incolumis Civis? Cóż, to już zupełnie inna kwestia.

      Przygnębiająca jest też bierność platformy. Znów wychodzi na to, że czeka ona wyłącznie na zyski, ignorując całą resztę okoliczności. Dokładnie tak samo, jak w przypadku walających się po polskich chodnikach hulajnóg Lime."

      --
      .
      -Z TDCI NA ST, a teraz italia z bananami-
    • belze-boob Re: Byłem kierowcą Ubera 06.04.19, 23:16
      Od początku wiadomo, że to jeden wielki przekręt. Dlaczego nie interesuje to policji czy ITD? Dlaczego tzw. partnerzy nie są kontrolowani przez US? Tylko w Wawie codziennie dorabia ok. 30 tys. tzw. wolontariuszy czyli pracowników, którzy faktycznie nie istnieją. Jakie mają z tego dochody partnerzy? Kto ich ochrania?
      • do.ki Re: Byłem kierowcą Ubera 07.04.19, 15:58
        Tam zaraz przekręt. Po prostu wycięcie pasożytów. Po cholerę w ogóle jakieś koncesje, ITD i takie tam? Uber jest wygodny, nie obchodzi mnie kto na tym zarabia, grunt, że ja nie tracę dając zarobić pazernym taksówkarzom. A że US nie udaje się zamoczyć dzioba, to jeszcze lepiej.

        --
        "Everyone appreciates your honesty, until you're honest with them. Then you're an asshole." - George Carlin

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się