Dodaj do ulubionych

OT - tak Szymuś PRL był super! part 1

02.10.19, 14:38
wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25260438,zniknelo-pare-miliardow-dolarow-zostaly-tylko-zapisy-w-1989.html#s=BoxWyboImg4
Zniknęło parę miliardów dolarów, zostały tylko zapisy. W 1989 roku Leszek Balcerowicz ukrył przed Polakami, że ich oszczędności wyparowały

Fragment najnowszej książki prof. Antoniego Dudka „Od Mazowieckiego do Suchockiej. Pierwsze rządy wolnej Polski” (Znak Horyzont).

W chwili gdy powstawał rząd Tadeusza Mazowieckiego [12 września 1989 r.], polska gospodarka znajdowała się w stanie trwającego od końca lat 70. chronicznego kryzysu. Wprawdzie, poczynając od 1983 r., statystyki gospodarcze zaczęły wykazywać wzrost PKB, ale do końca dekady nie udało się wyrównać jego poziomu z 1978 r. Po 10 latach rządów generałów z legitymacjami członkowskimi PZPR w kieszeniach dochód narodowy w przeliczeniu na mieszkańca był wciąż o ponad 8% niższy niż u schyłku epoki Gierka. Z liczącego blisko 100 stron „Raportu o stanie państwa”, jaki został przygotowany w sierpniu 1989 r. w Centralnym Urzędzie Planowania, a który na powitanie otrzymali ministrowie nowego rządu, wyłaniał się ponury obraz stanu gospodarki. Gospodarki, która niemal w całości pozostawała w rękach państwa. Szacowano w nim, że poziom zużycia maszyn i urządzeń sięga w przemyśle poziomu 64%, co było rezultatem załamania inwestycji w kończącej się dekadzie. Skalę zapaści cywilizacyjnej przemysłu dobrze też ilustrowała liczba licencji zakupionych za granicą. O ile w dekadzie lat 70. pozyskano ich ponad 400, to w okresie rządów gen. Jaruzelskiego zaledwie 26.

Niezależnie od dekapitalizacji przemysłu oraz zapaści technologicznej prawdziwą plagą pozostawała katastrofalna jakość towarów, których i tak wciąż brakowało w sklepach. W 1988 r. Państwowa Inspekcja Handlowa zakwestionowała jako „nie spełniające wymagań jakościowych” aż 57% zbadanej odzieży, 45% obuwia i 34% mebli. Niewiele lepiej było z żywnością, bowiem za niezgodną z i tak niezbyt wygórowanymi normami uznano np. ponad jedną czwartą produkowanego wówczas pieczywa. Jak trafnie zauważył Stefan Kawalec, należący do najbliższych współpracowników Balcerowicza, producentom działającym w realiach socjalistycznej gospodarki brakowało „motywacji do tego, by nie wypuszczać wadliwych produktów. Stan powszechnych niedoborów powodował, że to odbiorcy zabiegali o to, aby móc otrzymać towary od producenta, a egzystencja producentów była niezagrożona”.

Kolejka po wódkę, Bydgoszcz, maj 1989 r.
Kolejka po wódkę, Bydgoszcz, maj 1989 r. Fot. Tomasz Waszczuk

Z kolei skalę zacofania w sferze infrastruktury telekomunikacyjnej dobrze ilustruje liczba zaledwie 8 telefonów przypadających wówczas na 100 mieszkańców Polski i kolejka ponad 2,3 mln obywateli oczekujących – średnio ponad 10 lat – na podłączenie do sieci. Szczególnie dramatyczna była sytuacja służby zdrowia. „Szpitalne apteki były puste, nie było czym leczyć chorych, w magazynach leżał niewykupiony sprzęt laboratoryjny. Dlatego od początku mojego urzędowania zacząłem zabiegać na świecie o pomoc” – wspomina minister zdrowia Andrzej Kosiniak-Kamysz.

--
Pozdrawiam,
galtom

"Have you ever noticed that anybody driving slower than you is an idiot, and anyone going faster than you is a maniac?" - George Carlin
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • galtomone Re: OT - tak Szymuś PRL był super! part 2 02.10.19, 14:40
      Największego wsparcia udzieliły wówczas Polsce władze Włoch, RFN, Francji oraz EWG, ale dary (głównie lekarstwa), jakie napłynęły aż z 19 krajów, nie były oczywiście w stanie zaspokoić potrzeb służby zdrowia.

      Tym bardziej nie był też tego w stanie uczynić Fundusz Daru Narodowego, utworzony w grudniu 1989 r. dla wszystkich pragnących finansowo wesprzeć rząd Tadeusza Mazowieckiego i wsparty demonstracyjnie przez papieża Jana Pawła II. Ponad połowę z około 36 mld starych złotych (czyli 3,6 mln nowych) zgromadzonych w ramach tej społecznej akcji, którą nie może się pochwalić żaden z późniejszych rządów, premier przekazał właśnie na potrzeby szpitali. Nietrudno zauważyć, iż była to symboliczna kropelka wobec oceanu potrzeb. Realna poprawa w służbie zdrowia mogła nastąpić tylko w przypadku znaczącego zwiększenia nakładów budżetowych, co uzależnione było od ogólnej sytuacji ekonomicznej państwa.

      Tymczasem na zły stan gospodarki wpływały także inne czynniki o strukturalnym charakterze: marnotrawstwo, praktyki monopolistyczne, wadliwa struktura zatrudnienia, ogromne zadłużenie zagraniczne, wreszcie niska wydajność pracy. W połowie sierpnia 1989 r., podsumowując swoją analizę ekonomiczną, prof. Stanisław Gomułka pisał na łamach brytyjskiego dziennika „Guardian”: „Niewątpliwie polska gospodarka wymaga operacji chirurgicznej, która usunie przestarzałe i niewydajne gałęzie produkcji. Podobna operacja przeprowadzona w Wielkiej Brytanii na początku lat osiemdziesiątych początkowo doprowadziła do znacznego powiększenia bezrobocia, a poprawa przyszła dopiero później. Interesującym pytaniem jest to, czy rząd kierowany przez Solidarność będzie umiał sformułować i zrealizować taką »thatcherowską« politykę”. W kilka tygodni później okazało się, że to właśnie Gomułka będzie jednym z najbliższych doradców wicepremiera Leszka Balcerowicza, ordynujących polskiej gospodarce drakońską kurację, przy której posunięcia słynnej brytyjskiej premier jawią się jako stosunkowo łagodne.

      Problem nie leżał bowiem wyłącznie w zdekapitalizowaniu gospodarki czy nawet jej obciążeniu potężnym, w sporej części nieobsługiwanym długiem zagranicznym sięgającym poziomu 40 mld dolarów. Kwota ta odpowiadała w przybliżeniu sześcioletniej równowartości całego polskiego eksportu w walutach wymienialnych w tym okresie. W rzeczywistości sytuacja była jeszcze bardziej dramatyczna, co najlepiej oddawał stan dochodów i wydatków budżetu państwa. W pierwszej połowie 1989 r. budżet zasiliła kwota 4,6 bln złotych, co oznaczało niewiele ponad jedną trzecią wpływów zaplanowanych na ten rok. Wydano natomiast w tym samym czasie aż 10,7 bln złotych, tj. blisko 59% zaplanowanych wydatków.

      Komentując te dane, Stefan Kawalec zauważa, że w pierwszym półroczu 1989 r. ponad połowę wydatków państwa sfinansowano „przede wszystkim kredytem z NBP, czyli potocznie – drukowaniem pieniędzy”.

      Jesienią 1989 r. kasa państwa była pusta i brakowało w niej środków na najbardziej elementarne wydatki. „Jeżeli ZUS w poniedziałek nie dostanie z budżetu dotacji, to zawiesi wypłatę emerytur i rent” – oświadczył 13 września 1989 r., na pierwszym posiedzeniu rządu Mazowieckiego, minister pracy Jacek Kuroń. A kilka dni później, na kolejnym, szef CUP Jerzy Osiatyński ocenił: „Stan gospodarki jest mniej więcej taki, jakby tutaj było w całym kraju olbrzymie trzęsienie ziemi albo jakby było po wojnie, tuż po wojnie. I w każdym razie taki mniej więcej jest stan finansów”.

      --
      Pozdrawiam,
      galtom

      "Speed has never killed anyone, suddenly becoming stationary - that's what gets you." - Jeremy Clarkson
      • galtomone Re: OT - tak Szymuś PRL był super! part 3 02.10.19, 14:42
        Rosnący deficyt pokrywano wcześniej głównie środkami płynącymi z NBP, ale jego wiceprezes Leszek Urbanowicz, obecny na posiedzeniu Rady Ministrów 18 września, stwierdził, że bank centralny nie może dalej finansować deficytu w tak olbrzymiej skali.

        Pismo tej treści trafiło zresztą do Mazowieckiego już dwa tygodnie wcześniej, ale jak wspominał Waldemar Kuczyński, nie zrobiło ono na premierze wielkiego wrażenia, oświadczył bowiem szefowi swoich doradców: „Wy, ekonomiści, ulegacie ekonomizmowi, podczas gdy najważniejsze jest dokonanie ewolucji politycznej, przejście Polski od komunizmu do demokracji”. Warto tę wypowiedź zapamiętać, bowiem dobrze ilustruje ona ograniczone zainteresowanie premiera sprawami gospodarczymi oraz przekonanie, że te ostatnie mają wtórne znaczenie wobec procesów politycznych.

        Leszek Balcerowicz, do którego trafiło pismo z NBP, miał dokładnie odwrotne zdanie, ale nie trzeba było posiadać ekonomicznego wykształcenia, aby zrozumieć, jakie byłyby polityczne konsekwencje opóźnienia wypłat dla milionów Polaków pracujących w sferze publicznej. Dlatego rząd w pilnym trybie wystąpił do Sejmu o podwyższenie deficytu budżetowego o kolejne 1,5 bln złotych, tj. do poziomu 4,9 bln.

        Dramatyczną sytuację budżetu potęgował ukrywany przed opinią publiczną stan systemu bankowego, z którego rząd M. Rakowskiego wydrenował olbrzymie środki, wydając je na podwyżki płac przed wyborami czerwcowymi oraz lokując w takich instytucjach jak słynny później Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). „Bank Handlowy całkowicie wyczerpał już wszystkie złotowe środki własne i swoich klientów (…). Każdego dnia deficyt banku powiększa się o 100 mld zł. (…) Dalsze utrzymywanie powyższego stanu grozi bankructwem Banku Handlowego”. Tak pisał w grudniu 1989 r. do wicepremiera Leszka Balcerowicza prezes Banku Handlowego Tadeusz Barłowski, ostrzegając, że jego niewypłacalność spowoduje „katastrofalne następstwa dla całej gospodarki”. Barłowski wiedział, co pisze. Bank Handlowy rozliczał w tym czasie ponad 90% transakcji dokonywanych przez polskie przedsiębiorstwa z zagranicą, łatwo było zatem sobie wyobrazić, w jakiej sytuacji znalazłyby się one w przypadku ogłoszenia jego bankructwa.

        Warszawa, luty 1992 r., kantor wymiany walut. Waluty obce można było mieć w Polsce od lat 50., nie można ich było jednak sprzedawać. Obrót 'dewizami' podlegał wyłącznie banku PeKaO, dlatego handlarz walutą traktowany był jak przestępca - oczywiście czarny rynek walutowy w PRL-u kwitł. Na ulicach - często w okolicy banków - można było spotkać cinkciarzy oferujących sprzedaż lub kupno dolarów czy marek. Większe transakcje odbywały się w domach i kawiarniach. Władze, obawiając się zbyt dużego obrotu obcymi walutami, powołały specjalne oddziały Milicji Dewizowej, która miała za zadanie wyłapać cinkciarzy i zneutralizować ilość ''obcego kapitału''. Po 1989 roku przepisy się zmieniły - na warunkach określonych przez prezesa NBP można prowadzić działalność gospodarczą polegającą na obrocie dewizami. Na polskich ulicach pojawił się kantor wymiany walut - w przeciwieństwie do cinkciarza miał własną placówkę z widoczną tabelą kursów. Wtedy sławę zyskał Aleksander G., który uruchomił pierwszy prywatny kantor

        Waluty obce można było mieć w Polsce od lat 50., nie można ich było jednak sprzedawać. Obrót 'dewizami' podlegał wyłącznie banku PeKaO, dlatego handlarz walutą traktowany był jak przestępca - oczywiście czarny rynek walutowy w PRL-u kwitł. Na ulicach - często w okolicy banków - można było spotkać cinkciarzy oferujących sprzedaż lub kupno dolarów czy marek. Większe transakcje odbywały się w domach i kawiarniach. Władze, obawiając się zbyt dużego obrotu obcymi walutami, powołały specjalne oddziały Milicji Dewizowej, która miała za zadanie wyłapać cinkciarzy i zneutralizować ilość ''obcego kapitału''. Po 1989 roku przepisy się zmieniły - na warunkach określonych przez prezesa NBP można prowadzić działalność gospodarczą polegającą na obrocie dewizami. Na polskich ulicach pojawił się kantor wymiany walut - w przeciwieństwie do cinkciarza miał własną placówkę z widoczną tabelą kursów. Wtedy sławę zyskał Aleksander G., który uruchomił pierwszy prywatny kantor

        „Jeszcze trochę, a staniemy na krawędzi bankructwa” – usłyszał w tym samym czasie od prezesa Banku Gospodarki Żywnościowej Janusza Cichosza szef NBP Władysław Baka. BGŻ, którego główną rolą było wówczas udzielanie preferencyjnych kredytów dla rolnictwa, znalazł się w tarapatach z tego samego powodu co ZUS, czyli coraz większych opóźnień w przekazywaniu dotacji przez budżet państwa. Jeszcze bardziej dramatyczne skutki – już nie tylko gospodarcze, ale przede wszystkim społeczno-polityczne – mogło mieć ujawnienie niewiele lepszej kondycji dziewięciu banków wyodrębnionych na początku 1989 r. z NBP, a także Banku Pekao, w którym zdeponowana została zdecydowana większość z blisko 4 mld dolarów należących do obywateli. Polacy wciąż bowiem mieli zaufanie do państwowych banków i mimo niepewnej sytuacji politycznej w pierwszej połowie 1989 r. przyrost sald przekroczył w nich kwotę 300 mln dolarów.

        Stefan Kawalec jest zdania, że w przypadku lokat złotowych nie istniała wprawdzie groźba utraty płynności przez banki „tak długo, jak NBP udzielał bankom kredytu w poczet należności od budżetu”. Zarazem jednak przyznaje, że zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku lokat w dewizach:

        „Gdyby jesienią 1989 r. ludzie dowiedzieli się, że Pekao SA nie ma żadnych rezerw i rzucili się po swoje depozyty walutowe, to bank ten nie mógłby ich wypłacić.
        NBP nie byłby też w stanie pomóc, gdyż całe rezerwy walutowe państwa były znacznie niższe niż kwota depozytów w Pekao SA. W takim przypadku również te 300 mln USD przyrostu sald w pierwszej połowie 1989 nie złagodziłoby problemu, gdyż środki te były już prawdopodobnie wydane, a większa kwota depozytów oznaczała, że większą kwotę trzeba byłoby wypłacić na żądanie klientów”.

        Dalej cytowac juz mi sie nie chce...
        --
        Pozdrawiam,
        galtom

        "When agriculture and industry came along people could increasingly rely on the skills of others for survival, and new "niches for imbeciles" were opened up. You could survive and pass your unremarkable genes to next generation [...]"
      • marekggg Re: OT - tak Szymuś PRL był super! part 1 02.10.19, 18:46
        wow - to ty naprawde nie masz pojecia jak dzialaja banki? to co masz na rachunku w banku sa cyferki na papierze. jakby wszyscy ruszyli dzisiaj do bylejakiego banku po swoje oszczednosci, to bank padnie, bo tyle pieniedzy po prostu nie ma w gotowce.
        no polskie banki w tym czasie mialy papierki z cyferkami ile dolarow kto zdeponowal, akurat ze fizycznie tych dolarow tam nie bylo. bo je ktos wydal na co innego. jak sie pozniej poprawiala sytuacja iekonomiczna i kondycja bankow, to tam znow wrocilo troche kasy zeby nie siac panike.
        to samo bylo w grecji - przychodzisz do bankomatu i kasy nie ma, ba w banku nie ma gotowki i nikt ci jej nie wyplaci.
        • bigzaganiacz Re: OT - tak Szymuś PRL był super! part 1 02.10.19, 21:36
          No ale ktos nie dostal tych swoich zrabowanych dolarow z banku czy o co ci chodzi





          (Pomijamy piramidy jak jakies bko czy inbe tego typu syfy)


          Eufemistyczne zwiekszenie deficytu w paszkwilu galusia to bylo drukowanie na potege



          Prl to bylo zbankrutowane gowno, z gownianym zapoznionym o 30 lat gownianym przemyslem produkujacym gowniane przedmioty ktorych i tak nie mogles kupic




          I to kopanie balcerowicza jest tez mega zalosne


          Wziol na klate przemiany ustrojowe i to szanuje, przemiany ktorych nikt nigdy jeszcze nie dokonal , przejscia z komuny w kapitalizm, moze mozna bylo inaczej lepoej ale kto qurwa wiedzial jak to zrobic, zreszta ten co wiedzial sie dorobil a spady komunizmu jak te sierotki we mgle zarly gruz bo bylo ciezko sam pamietam


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się