Czeskie rachowanie: 3 Octavie - 3 paliwa
Autor:
jorn
20.08.07, 20:34
"Liczby mogą nie przekonać tylko tych, którzy żywią organiczną niechęć do
instalacji LPG." a potem: "Należy założyć, że jeśli ktoś w ogóle interesuje się
zasilaniem LPG, to znaczy że jeździ dużo i koszty benzyny są dla niego trudne do
strawienia.". Te dwie opinie nie są może całkowicie przeciwstawne, ale za bardzo
zbieżne też nie. Po doświadczeniach z benzyną, LPG i (na razie niewielkich) z
dieslem mogę stwierdzić, że ta druga opinia jest bliższa prawdy. O tym, czy
warto (nie "czy się opłaca", ale "czy warto", bo nie tylko o pieniądze mi
chodzi) decyduje w mojej opinii powód oszczędzania: czy oszczędzamy, bo musimy i
w innym przypadku musielibyśmy ograniczyć podróżowanie samochodem, czy działamy
na zasadzie "po co płacić więcej, gdy można mniej". W pierwszym przypadku nie ma
dyskusji - warto auto zagazować. W moim przypadku zaszła ta druga okoliczność -
skusiłem się na LPG, bo chciałem płacić mniej mimo, że nie odczuwałem braku
pieniędzy związanego z okresowym podjeżdżaniem na stację benzynową. I dość
szybko zacząłem żałować, bo z zagazowaniem samochodu wiąże się duża oszczędność
i czystsze spaliny po stronie plusów i dość długa lista drobnych, ale
upierdliwych kłopotów po stronie minusów. Najbardziej mnie wkurzała konieczność
tankowania co 300-350 km, która sprawiała, że często pokonywanej przeze mnie
trasy 450km nie mogłem pokonać jednym ciągiem i fakt, że posiadaną ilość paliwa
mogłem ocenić tylko wg licznika kilometrów, bo wskaźnik poziomu gazu przez 6 lat
nie dał się wyregulować. Z kolei jadąc do Niemiec musiałem z góry planować,
gdzie będę tankował, bo tamtejsze stacje LPG nie dość, że występują w znacznie
mniejszej ilości, to jeszcze są świetnie ukryte przed potencjalnymi klientami
(ostatnio się to nieco zmieniło na lepsze). Do tego dochodzą inne końcówki węży
w Niemczech, Belgii i Holandii, koło zapasowe zajmujące sporą część bagażnika,
zakaz wjazdu do podziemnych garaży, konieczność corocznych przeglądów
rejestracyjnych nawet, jeśli auto jest nowe, fakt, że samochód z LPG wymaga od
użytkownika więcej uwagi, niż benzynowiec lub diesel (a ja akurat do dłubaczy
nie należę i samochód służy mi do jazdy, a nie do tego, żeby przy nim spędzać
wolny czas). Zawiodłem się przy okazji też na kolegach, którzy swoje pojazdy
zagazowali wcześniej. Gdy pytałem ich o opinię, zgodnym chórem twierdzili, że
wszystko jest OK i nie ma się co zastanawiać, a gdy już po zagazowaniu pytałem o
radę, jak pozbyć się tych upierdliwości, mówili, że "taka jest uroda jeżdżenia
na gazie". Dzięki za info w odpowiednim czasie... Żeby więc uchronić kogoś przed
zbyt pochopnym "pójściu w gaz" piszę, że jest się nad czym zastanawiać - trzeba
przemyśleć, czy niższe koszty rekompensują nam te upierdliwości. Mój pierwszy
zagazowany samochód okazał się też ostatnim samochodem na LPG, teraz mam diesla.
Aha, opinie, że LPG niszczy silniki, czy że gaz służy do gotowania, a nie do
jazdy należy między bajki włożyć.
--
Jorn van der Ar
---------------------------
Znajdzie się cela dla Andrzeja Leppera!