Dodaj do ulubionych

Były fabie, akwizytorzy... A co z japiszonami???

IP: *.crowley.pl 03.07.03, 15:43
Potwornie, szczególnie ostatnimi czasy wkurzają mnie japiszony wszelkiej
maści w vectrach, volvo, i innych autach generalnie lepszej klasy. Oczywiście
auta obowiązkowo z kratką, japiszony obowiązkowo w krawacikach (w niektórych
firmach w piątki mogą przyjść bez krawacików :))) ). Skurwysyny te na ogół
myślą, że są tak wspaniali, że tak w życiu, jak i na drodze wszystko im wolno.

Miałem ostatnio taką śmieszną sytuację z japiszonem w volvo (warszawa). Dupek
jechał lewym pasem. Ja prawym. Łeb w łeb. Zbliżaliśmy się do skrzyżowania,
może z 70 km/h. Lewy pas był do skrętu w lewo, prawy do jazdy prosto i w
prawo. Japiszon gdzieś z 150 m przed skrzyżowaniem postanowił wp...ć się
przede mnie, bo jaśnie pan japiszon nie może jechać za kimś. Dodałem gazu i
kołek nie zdołał się wepchać. Ja przez skrzyżowanie pojechałem prosto, a
dupek skręcił w prawo. Wniosek: myślenie japiszona: wpier...olę się przed
kogoś, nie szkodzi, że wyhamuję go prawie do zera, bo skręcam, najważniejsze,
że jestem wspaniały.

Inna przygoda miała miejsce jeszcze z poprzednim samochodem, w którym
zamontowałem sobie klakson pneumatyczny (taka mała sprężarka + 3 trąby) o
sile klaksonu lokomotywy EZ 22 ;))). Podobna sytuacja. Jedzie sobie japiszon
z senno - rozmarzoną miną (pewnie narcyzm go ogarnął) i nagle ni stąd ni
zowąd bez kierunkowskazu zaczyna zmieniać pas, bo prawym to on nie skala się
jechać (pusto przed nim na prawym). Zawadziłby tyłem o mój przedni róg.
Uruchomiłem zatem trąbę. Żebyście mogli zobaczyć efekt... Japiszon gwałtownie
odbił w prawo, aż zaczęło nim rzucać. Pojeb słysząc taki ryk trąby musiał
mieć w głowie wizję co najmniej pędzącego tira - widma, któremu zajeżdża
drogę i który zaraz w niego uderzy.

Ostatnia historia: Wyjazd z japiszonowni (biurowiec) biegnie przez około 150 -
metrową małą uliczkę (ale dwukierunkową) do 3- pasmowej Puławskiej. W
godzinach szczytu, około 17.30, gdy japiszony wypełzają z biur, tworzy się na
uliczce sznurek. Co około 2-3 minuty jakiś sfrustrowany japiszon rusza pod
prąd, aby dostać się po pustym pasie (dla wjeżdżających z Puławskiej). Na
ogół im się ten manewr udaje, choć często wyzywają się od chujów, itp.
Niestety jeden japiszon miał pecha. Był już zaledwie 15 m od Puławskiej na
pasie pod prąd, gdy nagle zza rogu wtoczył się samochód, chyba był to stary
orurowany Land Rover z maską na wysokości dachu japiszona. Japiszon
zdezorientowany przystanął, a gość z Land Rovera się wkurzył i wcale nie
zamierzał się zatrzymać, zaczął natomiast trąbić sygnałem ciągłym. Przerażony
japiszon zaczął spierdalać (tylko takiego słowa można użyć na opisanie tego,
co wyprawiał) na wstecznym, co chwile partząc to na sunącego w kierunku jego
maski Land Rovera, to do tyłu, to na chodnik, to na sznur samochodów
czekających normalnie na wyjazd, wzdłuż których jechał na wstecznym. Gość z
Land Rovera zatrzymał się dopiero na końcu uliczki, a pieprzony zlany potem
japiszon grzecznie stanął w kolejce.
  • x-darekk-x 03.07.03, 16:30
    sugerujesz, ze sam fakt jezdzenia sluzbowym autem i codzienne zakladanie
    krawata wplywa znaczaco na kulture osobista czlowieka?
    hmmm...
    --
    darekk
    (ktory sam pracuje w biurze gdzie w piatki mozna przyjsc bez krawata i gdzie
    samochody sluzbowe liczy sie na dziesiatki)
  • Gość: adam IP: *.crowley.pl 03.07.03, 16:45
    W niektórych wypadkach niestety wpływa. Widać takie zachowania również w
    sklepach, na stacjach benzynowych... Japiszony pastwiące się nad kasjerkami,
    którym np. akurat skończył się papier w drukarce paragonów.
  • Gość: Niknejm IP: *.pg.com 03.07.03, 16:56
    Cóż, cham pozostanie chamem, bez względu na zawód czy ubiór.
    Tylko oczekiwania otoczenia wobec człowieka się zmieniają - 'jak w garniturze,
    to na pewno kulturalny człowiek'. Nic bardziej mylnego :-)

    Pzdr
    Niknejm
  • mic4 03.07.03, 17:38
    Zgadzam sie w pelni i mysle tez, ze to zagadnienie niestety znacznie wykracza
    poza kwestie szeroko rozumianej motoryzacji / zachowania sie na drodze.
    Przedstawiciele gatunku 'biznes-burak' z takim samym wdziekiem zachowuja sie w
    knajpach, na lotniskach, wszedzie.
    No i prawda jest, ze najwieksze populacje wystepuja w Warszawie.
    Natomiast sporym, i chyba niesprawiedliwym, uogolnieniem jest stwierdzenie, ze
    kazdy kierowca lepszego samochodu z krata w garniturze to tego typu koles.
    Pozdrawiam
  • x-darekk-x 03.07.03, 16:56
    wiesz, ja odbieram inna zaleznosc. zauwazylem, ze w sposob o ktorym mowisz,
    zachowuja sie ci, ktorzy w swojej opinii "zlapali pana boga za nogi" - wyrwali
    sie z jakiejs zapomnianej miejscowosci na prowincji i dostali prace w
    warszawie. teraz mysla, ze wszystko im wolno, bo siegneli gwiazd. we wszystkich
    biurach jest ich mnostwo. smieszy mnie, kiedy probuja mnie pouczac na temat
    tego jak to jest w warszawie (wyprowadzilem sie z niej rok temu za miasto - nie
    wiedza, ze mieszkalem tu cale zycie, podobnie jak moi rodzice, dziadkowie,
    pradziadkowie...), co to znaczy byc gosciem z wielkiego miasta, jak to nie
    lubia tych "wiesniakow" itd. czyz to nie zabawne?
    --
    darekk
  • Gość: adam IP: *.crowley.pl 03.07.03, 17:12
    x-darekk-x napisał:

    > wiesz, ja odbieram inna zaleznosc. zauwazylem, ze w sposob o ktorym mowisz,
    > zachowuja sie ci, ktorzy w swojej opinii "zlapali pana boga za nogi" -
    wyrwali
    > sie z jakiejs zapomnianej miejscowosci na prowincji i dostali prace w
    > warszawie. teraz mysla, ze wszystko im wolno, bo siegneli gwiazd. we
    wszystkich
    >
    > biurach jest ich mnostwo.

    Może właśnie o tych samych myślimy??? Oni tez spełniają kryteria zewnętrzne o
    których wspominałem...

    W sumie po chwili refleksji dochodzę do wniosku, że masz rację - to muszą być
    właśnie tacy delikwenci. Przypomina mi się też bajdurzenie takich gości na
    wakacjach nad morzem do poznanych właśnie panienek "U nas w Warszawie" - a jak
    pojątrzysz temat, to okazuje się, że ta Warszawa to np. Pułtusk...

    Pozdrawiam,

    Adam
  • x-darekk-x 03.07.03, 17:15
    ot co. najzabawniejsze jest wlasnie to, kiedy probuja w ten sposob mowic komus,
    kto w warszawie ma korzenie dluzsze niz oni dowcip. :)
    --
    darekk
  • Gość: piotrek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 18:58
    Dokładnie tak, obserwowałem to zjawisko pracując w dużej korporacji. Nieraz
    pokładałem się po kryjomu ze śmiechu. Żałosne! Mniemanie o sobie mają
    rzeczywiście niesamowite. Zresztą jestem zdania, że w dużym stopniu tacy
    właśnie ludzie robią złą opinię warszawiakom.
    Pozdrawiam
    Piotrek
  • vwdoka 04.07.03, 10:22
    x-darekk-x napisał:

    > wiesz, ja odbieram inna zaleznosc. zauwazylem, ze w sposob o ktorym mowisz,
    > zachowuja sie ci, ktorzy w swojej opinii "zlapali pana boga za nogi" -
    wyrwali
    > sie z jakiejs zapomnianej miejscowosci na prowincji i dostali prace w
    > warszawie. teraz mysla, ze wszystko im wolno, bo siegneli gwiazd. we
    wszystkich
    >
    > biurach jest ich mnostwo. smieszy mnie, kiedy probuja mnie pouczac na temat
    > tego jak to jest w warszawie (wyprowadzilem sie z niej rok temu za miasto -
    nie
    >
    > wiedza, ze mieszkalem tu cale zycie, podobnie jak moi rodzice, dziadkowie,
    > pradziadkowie...), co to znaczy byc gosciem z wielkiego miasta, jak to nie
    > lubia tych "wiesniakow" itd. czyz to nie zabawne?
    Witam,
    Co prawda ja nie należę do tzw. "starych warszawiaków" ponieważ moi rodzice
    zamieszkali w Warszawie w latach pięćdziesiątych. Ja jednak całe życie
    mieszkałem w Warszawie i w niej uczyłem się np. jeździć. Na wieś wyprowadziłem
    się dwa lata temu i mogę Twoje zdanie potwierdzić w całej rozciągłości. Dla
    mnie takie sytuacje są baaaaaaaardzo zabawne. :-))))))))
    Pozdrawiam,
    vwdoka
  • Gość: emes IP: *.studiokwadrat.com.pl 04.07.03, 13:22
    x-darekk-x napisał:

    > wiesz, ja odbieram inna zaleznosc. zauwazylem, ze w sposob o ktorym mowisz,
    > zachowuja sie ci, ktorzy w swojej opinii "zlapali pana boga za nogi" -
    wyrwali
    > sie z jakiejs zapomnianej miejscowosci na prowincji i dostali prace w
    > warszawie. teraz mysla, ze wszystko im wolno, bo siegneli gwiazd. we
    wszystkich
    >
    > biurach jest ich mnostwo. smieszy mnie, kiedy probuja mnie pouczac na temat
    > tego jak to jest w warszawie (wyprowadzilem sie z niej rok temu za miasto -
    nie
    >
    > wiedza, ze mieszkalem tu cale zycie, podobnie jak moi rodzice, dziadkowie,
    > pradziadkowie...), co to znaczy byc gosciem z wielkiego miasta, jak to nie
    > lubia tych "wiesniakow" itd. czyz to nie zabawne?

    Zuch!

    Tak to wlasnie wyglada - przebylem podobna "droge zyciowa" i mam dokladnie
    takie same odczucia :-)

    Swoja droga ci wszyscy, ktorym sie wydaje, ze zlapali Pana Boga za nogi sa
    zalosni. Dajmy im spokoj - moze kiedys sie ucywilizuja i bedzie im wstyd... A
    moze nigdy sie nie zmienia i nadal beda lali po majtach czytajac taki jak nasza
    dyskusje :-)))

    pzdr
  • darkle 04.07.03, 14:29
    Święta racja! tez to zauważyłem. Ale pierwszy raz spotykam się z takim
    określeniem pewnego siebie, nadętego matoła.
  • ziolek73 03.07.03, 17:02
  • Gość: Nina IP: *.toya.net.pl 03.07.03, 18:51
    Przeczytalam i jedna gorzka refleksja mi sie nasuwa-oto warszawiacy maja
    utrudnione zycie motoryzacyjne przez wsiowe buractwo,ktore smialo awansowac w
    drabinie spolecznej.A mi przypominaja sie czasy,gdy warszawiacy byli najgorsza
    zmora-motoryzacyjna i zwyczajnie ludzka.Z tego plynie wniosek,ze nic w
    przyrodzie nie ginie oraz sprawdza sie przyslowie,ze co zasiales to zbierzesz
    (krotko mowiac).
    Prosze uprzejmie,mozecie na mnie wsiasc i nakrzyczec-jutro jade na wakacje :)
    Pozdrawiam.
  • astra18 03.07.03, 19:32
    Gość portalu: Nina napisał(a):

    > Przeczytalam i jedna gorzka refleksja mi sie nasuwa-oto warszawiacy maja
    > utrudnione zycie motoryzacyjne przez wsiowe buractwo,ktore smialo awansowac w
    > drabinie spolecznej.A mi przypominaja sie czasy,gdy warszawiacy byli
    najgorsza
    > zmora-motoryzacyjna i zwyczajnie ludzka.Z tego plynie wniosek,ze nic w
    > przyrodzie nie ginie oraz sprawdza sie przyslowie,ze co zasiales to zbierzesz
    > (krotko mowiac).
    > Prosze uprzejmie,mozecie na mnie wsiasc i nakrzyczec-jutro jade na wakacje :)
    > Pozdrawiam.


    Ja nie wsiadam,wręcz gorąco popieram i dodam że tacy "Adamowie" to
    mają "straszne" problemy!!!!!
    Pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku!
  • Gość: johndoe IP: *.tlsa.pl 04.07.03, 12:03
    Gość portalu: Nina napisał(a):

    > Przeczytalam i jedna gorzka refleksja mi sie nasuwa-oto warszawiacy maja
    > utrudnione zycie motoryzacyjne przez wsiowe buractwo,ktore smialo awansowac w
    > drabinie spolecznej.A mi przypominaja sie czasy,gdy warszawiacy byli najgorsza
    > zmora-motoryzacyjna i zwyczajnie ludzka.Z tego plynie wniosek,ze nic w
    > przyrodzie nie ginie oraz sprawdza sie przyslowie,ze co zasiales to zbierzesz
    > (krotko mowiac).
    > Prosze uprzejmie,mozecie na mnie wsiasc i nakrzyczec-jutro jade na wakacje :)
    > Pozdrawiam.
    no nie?
    ciekawe dlaczego pracodawcy tak chetnie zatrudniaj tych ludzi z prowincji o taaaaaaaaakim mniemaniu o sobie w miejsce skromnych, pracowitych rodowitych warszawiakow. i dlaczego najlepsza opinie maj ludzie z lodzi?
    pzdr
  • x-darekk-x 04.07.03, 13:48
    dlaczego? odpowiedz jest akurat prosta:
    taka osoba jest dla pracodawcy wygodna bo:
    a) lojalna - nie dopuszcza nawet do siebie mysli, ze moze stracic prace i
    bedzie musiala wrocic do siebie okryta nieslawa. :)
    b) w 100% zorientowana na prace - osoba, ktora przeprowadzi sie do pracy do
    innego miasta (np. w-wy) jest oderwana od swoich dotychczasowych zajec.
    zostawila gdzies daleko swoja rodzine, znajomych, kumpli, zajecia. jedyni
    ludzie, ktorych zna w nowym miescie, to ci z pracy. w ten sposob praca to dla
    niej cale zycie, przynajmniej przez kilka pierwszych lat. efekt jest taki, jak
    w moim biurze: ci, ktorzy przyjechali do w-wy w ciagu ostatnich kilku lat,
    przesiaduja w biurze do poznej nocy. ich swiat dzieli sie na biuro i
    wynajmowane / kupione mieszkanie. w biurze sa wszyscy ich znajomi. w domu pusto.
    nawet jesli gdzies wychodza po pracy, to wychodza z ludzmi z biura. razem
    jezdza na weekendy w gory. swiat to moja praca. praca to moj swiat. czyz to nie
    idealny pracownik?
    sytuacja sie zmienia po tym, jak zaloza tu rodzine, dorobia sie dzieci.
    zaczynaja miec inne wartosci poza praca laczace ich z tym miastem.
    --
    darekk
  • Gość: johndoe IP: *.tlsa.pl 04.07.03, 13:56
    x-darekk-x napisał:

    > dlaczego? odpowiedz jest akurat prosta:
    > taka osoba jest dla pracodawcy wygodna bo:
    > a) lojalna - nie dopuszcza nawet do siebie mysli, ze moze stracic prace i
    > bedzie musiala wrocic do siebie okryta nieslawa. :)
    bzdura- sytuacja taka jest nie od 2 lat, gdy nawet w wawie o prace latwo nie jest. taka sytuacja jest od lat co najmniej 10, czyli od czasow, gdy w wawie w pracy mozna bylo przebierac jak w ulegalkach. znam skoczkow i z wawy i spoza niej.
    > b) w 100% zorientowana na prace - osoba, ktora przeprowadzi sie do pracy do
    > innego miasta (np. w-wy) jest oderwana od swoich dotychczasowych zajec.
    > zostawila gdzies daleko swoja rodzine, znajomych, kumpli, zajecia. jedyni
    > ludzie, ktorych zna w nowym miescie, to ci z pracy. w ten sposob praca to dla
    > niej cale zycie, przynajmniej przez kilka pierwszych lat. efekt jest taki, jak
    > w moim biurze: ci, ktorzy przyjechali do w-wy w ciagu ostatnich kilku lat,
    > przesiaduja w biurze do poznej nocy. ich swiat dzieli sie na biuro i
    > wynajmowane / kupione mieszkanie. w biurze sa wszyscy ich znajomi. w domu pusto
    > nawet jesli gdzies wychodza po pracy, to wychodza z ludzmi z biura. razem
    > jezdza na weekendy w gory. swiat to moja praca. praca to moj swiat. czyz to nie
    >
    > idealny pracownik?
    > sytuacja sie zmienia po tym, jak zaloza tu rodzine, dorobia sie dzieci.
    > zaczynaja miec inne wartosci poza praca laczace ich z tym miastem.

    z jedej strony tak, z drugiej wiekszosc /powiedzmy co najmniej 65%/ ludzi przeprowadzajacych sie do wawy to mniejssi lub wieksi pracoholicy, ich zycie tak samo wygladaloby w innych miastach polski. nie zapominaj, ze to ludzie po jakiejs "selekcji". a druga rzecza jest, ze to jednak warszawiacy chodza z nosem pod sufitem, jacy to oni madrzy, piekni, mlodzi i ....
    pzdr
  • Gość: emes IP: *.studiokwadrat.com.pl 07.07.03, 11:55
    Gość portalu: Nina napisał(a):

    > Przeczytalam i jedna gorzka refleksja mi sie nasuwa-oto warszawiacy maja
    > utrudnione zycie motoryzacyjne przez wsiowe buractwo,ktore smialo awansowac w
    > drabinie spolecznej.A mi przypominaja sie czasy,gdy warszawiacy byli
    najgorsza
    > zmora-motoryzacyjna i zwyczajnie ludzka.Z tego plynie wniosek,ze nic w
    > przyrodzie nie ginie oraz sprawdza sie przyslowie,ze co zasiales to zbierzesz
    > (krotko mowiac).
    > Prosze uprzejmie,mozecie na mnie wsiasc i nakrzyczec-jutro jade na wakacje :)
    > Pozdrawiam.

    Do Warszawy? :-))) Na te wakacje?

    Po co wsiadac? Problemy z warszawskimi kierowcami sa proste. Jest ich duzo bo
    to duze miasto. I juz. Dlatego ich widac - chamow tez.

    Poza tym po Polsce jezdzi kupe samochodow firmowych, z leasingu. A samochody
    sluzbowe sa traktowane jak... Wiesz, swietnie sie nadaja do wyscigow :-) I byle
    burak z Koziej Wolki moze wyleasingowac samochod w warszawskiej firmie
    leasingowej i jezdzic dumnie na warszawskich blachach. Robiac dym bo i tak
    pojdzie na Warszawke...

    Pozdrawiam
  • greenblack 03.07.03, 18:52
    Gość portalu: adam napisał(a):


    > Uruchomiłem zatem trąbę. Żebyście mogli zobaczyć efekt... Japiszon gwałtownie
    > odbił w prawo, aż zaczęło nim rzucać. Pojeb słysząc taki ryk trąby musiał
    > mieć w głowie wizję co najmniej pędzącego tira - widma, któremu zajeżdża
    > drogę i który zaraz w niego uderzy.

    Dobre:)

    Japiszon
    > zdezorientowany przystanął, a gość z Land Rovera się wkurzył i wcale nie
    > zamierzał się zatrzymać, zaczął natomiast trąbić sygnałem ciągłym. Przerażony
    > japiszon zaczął spierdalać (tylko takiego słowa można użyć na opisanie tego,
    > co wyprawiał) na wstecznym, co chwile partząc to na sunącego w kierunku jego
    > maski Land Rovera, to do tyłu, to na chodnik, to na sznur samochodów
    > czekających normalnie na wyjazd, wzdłuż których jechał na wstecznym. Gość z
    > Land Rovera zatrzymał się dopiero na końcu uliczki, a pieprzony zlany potem
    > japiszon grzecznie stanął w kolejce.

    Też dobre:)


    Pozdrawiam
  • links2 03.07.03, 19:23
    "Zawadziłby tyłem o mój przedni róg. Uruchomiłem zatem trąbę. Żebyście mogli
    zobaczyć efekt... Japiszon gwałtownie odbił w prawo..."


    tez se musze takie cos zalozyc! ;)

    albo range rovera ;)))


    pozdr
  • devote 04.07.03, 04:47
    Gość portalu: adam napisał(a):
    > Ostatnia historia: Wyjazd z japiszonowni (biurowiec)


    co to jest japiszon? czy chodzi o pracownika umyslowego?
    jesli tak to chyba wiekszosc tutaj to japiszony co zamiast pracowac to serfuja
    po forum w godzinach pracy :)
  • Gość: zx IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 07:15
    Pochodna słowa yuppie
  • Gość: Adam IP: *.acn.waw.pl 04.07.03, 09:14
    Powinni wpuszczać tylko w krawacie......"Człowiek w krawacie jest mniej
    awanturujący się" MIŚ

    Ps. Namnożyło się tych Adamów, a tyle razy prosiłem żeby jakoś się odróżniać
    np. dodając literkę do tego adama, a tak to jeszcze ktoś mi zarzuci, że się
    czepiam jednych bądź drugich:)
  • Gość: emes IP: *.studiokwadrat.com.pl 04.07.03, 13:29
    Gość portalu: adam napisał(a):

    > Miałem ostatnio taką śmieszną sytuację z japiszonem w volvo (warszawa). Dupek
    > jechał lewym pasem. Ja prawym. Łeb w łeb. Zbliżaliśmy się do skrzyżowania,
    > może z 70 km/h. Lewy pas był do skrętu w lewo, prawy do jazdy prosto i w
    > prawo. Japiszon gdzieś z 150 m przed skrzyżowaniem postanowił wp...ć się
    > przede mnie, bo jaśnie pan japiszon nie może jechać za kimś. Dodałem gazu i
    > kołek nie zdołał się wepchać. Ja przez skrzyżowanie pojechałem prosto, a
    > dupek skręcił w prawo. Wniosek: myślenie japiszona: wpier...olę się przed
    > kogoś, nie szkodzi, że wyhamuję go prawie do zera, bo skręcam, najważniejsze,
    > że jestem wspaniały.

    A nie wpadlo Ci do glowy, ze robiac tak jak zrobiles znizyles sie do poziomu
    tego niewatpliwego chama? Myslisz, ze warto? Przeciez nic mu nie udowodniles -
    tacy nie maja normalnych u innych refleksji nad soba.
    >
    > Inna przygoda miała miejsce jeszcze z poprzednim samochodem, w którym
    > zamontowałem sobie klakson pneumatyczny (taka mała sprężarka + 3 trąby) o
    > sile klaksonu lokomotywy EZ 22 ;))). Podobna sytuacja. Jedzie sobie japiszon
    > z senno - rozmarzoną miną (pewnie narcyzm go ogarnął) i nagle ni stąd ni
    > zowąd bez kierunkowskazu zaczyna zmieniać pas, bo prawym to on nie skala się
    > jechać (pusto przed nim na prawym). Zawadziłby tyłem o mój przedni róg.
    > Uruchomiłem zatem trąbę. Żebyście mogli zobaczyć efekt... Japiszon gwałtownie
    > odbił w prawo, aż zaczęło nim rzucać. Pojeb słysząc taki ryk trąby musiał
    > mieć w głowie wizję co najmniej pędzącego tira - widma, któremu zajeżdża
    > drogę i który zaraz w niego uderzy.

    A moze uw pojeb po prosu przysnal... To sie zdarza nie tylko japiszonom :-)
    >
    > Ostatnia historia: Wyjazd z japiszonowni (biurowiec) biegnie przez około 150 -
    > metrową małą uliczkę (ale dwukierunkową) do 3- pasmowej Puławskiej. W
    > godzinach szczytu, około 17.30, gdy japiszony wypełzają z biur, tworzy się na
    > uliczce sznurek. Co około 2-3 minuty jakiś sfrustrowany japiszon rusza pod
    > prąd, aby dostać się po pustym pasie (dla wjeżdżających z Puławskiej). Na
    > ogół im się ten manewr udaje, choć często wyzywają się od chujów, itp.
    > Niestety jeden japiszon miał pecha. Był już zaledwie 15 m od Puławskiej na
    > pasie pod prąd, gdy nagle zza rogu wtoczył się samochód, chyba był to stary
    > orurowany Land Rover z maską na wysokości dachu japiszona. Japiszon
    > zdezorientowany przystanął, a gość z Land Rovera się wkurzył i wcale nie
    > zamierzał się zatrzymać, zaczął natomiast trąbić sygnałem ciągłym. Przerażony
    > japiszon zaczął spierdalać (tylko takiego słowa można użyć na opisanie tego,
    > co wyprawiał) na wstecznym, co chwile partząc to na sunącego w kierunku jego
    > maski Land Rovera, to do tyłu, to na chodnik, to na sznur samochodów
    > czekających normalnie na wyjazd, wzdłuż których jechał na wstecznym. Gość z
    > Land Rovera zatrzymał się dopiero na końcu uliczki, a pieprzony zlany potem
    > japiszon grzecznie stanął w kolejce.

    No! I tu sie zgadzamy!
  • Gość: Milos IP: 62.233.141.* 05.07.03, 17:42
    Dobre :-DDD
    Gdzie można założyć taką trąbę ? Pytam poważnie.

    Poza tym do dyskusji chciałem dodać następujące spostrzeżenie. Sam przyjechałem
    do Wawy jakieś 8 lat temu na studia. Mieszkałem w akademikach, potem zacząłem
    pracować i kupiłem własne mieszkanie już tutaj. Mam tu mnóstwo znajomych,
    zarówno ze studiów, pracy i mojego starego miasta. Jednak sam urodziłem się w
    Wawie ;-) Nie chcę żeby mnie ktoś klasyfikował, ja też nie klasyfikuję innych.
    Jednak moja sąsiadka, wielka warszawianka, której rodzice przyjechali skądś tam
    i osiedlili się na Targówku, a ona teraz przeprowadziła się z mężem, też starym
    warszawiakiem (notabene z Pruszkowa ;-) na eleganckie przedmieście, powiedziała
    mi kiedyś że warszawiacy nie mają teraz pracy i w ogóle jest krucho na rynku
    gdyż nazjeżdżało się tu mnóstwo ludzi z całej Polski, którzy im tę pracę
    zabrali. I najlepiej by było gdyby wrócili oni tam skąd przyszli. Zrobiło mi
    się... dziwnie


    Gość portalu: adam napisał(a):

    > Potwornie, szczególnie ostatnimi czasy wkurzają mnie japiszony wszelkiej
    > maści w vectrach, volvo, i innych autach generalnie lepszej klasy. Oczywiście
    > auta obowiązkowo z kratką, japiszony obowiązkowo w krawacikach (w niektórych
    > firmach w piątki mogą przyjść bez krawacików :))) ). Skurwysyny te na ogół
    > myślą, że są tak wspaniali, że tak w życiu, jak i na drodze wszystko im wolno.
    >
    > Miałem ostatnio taką śmieszną sytuację z japiszonem w volvo (warszawa). Dupek
    > jechał lewym pasem. Ja prawym. Łeb w łeb. Zbliżaliśmy się do skrzyżowania,
    > może z 70 km/h. Lewy pas był do skrętu w lewo, prawy do jazdy prosto i w
    > prawo. Japiszon gdzieś z 150 m przed skrzyżowaniem postanowił wp...ć się
    > przede mnie, bo jaśnie pan japiszon nie może jechać za kimś. Dodałem gazu i
    > kołek nie zdołał się wepchać. Ja przez skrzyżowanie pojechałem prosto, a
    > dupek skręcił w prawo. Wniosek: myślenie japiszona: wpier...olę się przed
    > kogoś, nie szkodzi, że wyhamuję go prawie do zera, bo skręcam, najważniejsze,
    > że jestem wspaniały.
    >
    > Inna przygoda miała miejsce jeszcze z poprzednim samochodem, w którym
    > zamontowałem sobie klakson pneumatyczny (taka mała sprężarka + 3 trąby) o
    > sile klaksonu lokomotywy EZ 22 ;))). Podobna sytuacja. Jedzie sobie japiszon
    > z senno - rozmarzoną miną (pewnie narcyzm go ogarnął) i nagle ni stąd ni
    > zowąd bez kierunkowskazu zaczyna zmieniać pas, bo prawym to on nie skala się
    > jechać (pusto przed nim na prawym). Zawadziłby tyłem o mój przedni róg.
    > Uruchomiłem zatem trąbę. Żebyście mogli zobaczyć efekt... Japiszon gwałtownie
    > odbił w prawo, aż zaczęło nim rzucać. Pojeb słysząc taki ryk trąby musiał
    > mieć w głowie wizję co najmniej pędzącego tira - widma, któremu zajeżdża
    > drogę i który zaraz w niego uderzy.
    >
    > Ostatnia historia: Wyjazd z japiszonowni (biurowiec) biegnie przez około 150 -
    > metrową małą uliczkę (ale dwukierunkową) do 3- pasmowej Puławskiej. W
    > godzinach szczytu, około 17.30, gdy japiszony wypełzają z biur, tworzy się na
    > uliczce sznurek. Co około 2-3 minuty jakiś sfrustrowany japiszon rusza pod
    > prąd, aby dostać się po pustym pasie (dla wjeżdżających z Puławskiej). Na
    > ogół im się ten manewr udaje, choć często wyzywają się od chujów, itp.
    > Niestety jeden japiszon miał pecha. Był już zaledwie 15 m od Puławskiej na
    > pasie pod prąd, gdy nagle zza rogu wtoczył się samochód, chyba był to stary
    > orurowany Land Rover z maską na wysokości dachu japiszona. Japiszon
    > zdezorientowany przystanął, a gość z Land Rovera się wkurzył i wcale nie
    > zamierzał się zatrzymać, zaczął natomiast trąbić sygnałem ciągłym. Przerażony
    > japiszon zaczął spierdalać (tylko takiego słowa można użyć na opisanie tego,
    > co wyprawiał) na wstecznym, co chwile partząc to na sunącego w kierunku jego
    > maski Land Rovera, to do tyłu, to na chodnik, to na sznur samochodów
    > czekających normalnie na wyjazd, wzdłuż których jechał na wstecznym. Gość z
    > Land Rovera zatrzymał się dopiero na końcu uliczki, a pieprzony zlany potem
    > japiszon grzecznie stanął w kolejce.
  • wowo5 06.07.03, 00:59
    Ja proponuje wydawac nieurodzonym w Warszawie tablice w innym kolorze, a takze
    prawo jazdy z paskiem. Nalezy rowniez zakazac im jezdzenia samochodami o mocy
    powyzej 100KM i zakazac jezdzenia lewym pasem. Wyprzedzenie urodzonego w
    Warszawie powinno byc karane mandatem, a w razie powtorzenia sie odebraniem
    prawa jazdy. Poza tym w godzinach szczytu nie powinni byc wpuszczani do
    Warszawy. Urodzeni w Warszawie powinni miec pierwszenstwo na parkingu. Wszyscy
    wiedza przeciez, ze zeby byc dobrym kierowca trzeba sie urodzic w Warszawie.
    Wszyscy inni jezdza pod prad albo nie przestrzegaja przepisow.
  • Gość: paweł IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 08:48
    Trąbę taką widziałem w feu vert w jankach (obok geant). Ja też chyba taką sobie
    założę na japiszonów i im podobnych ;)))
  • Gość: wujek IP: *.acn.pl 06.07.03, 12:33
    problem ten nie dotyczy tylko jezdni ale też tzw. sfery usług
    ten typ (mł0ody, szybko awansujący, wykśtałcony itd.)często traktuje otoczenie
    (z wyjątkiem tych których się boi) delikatnie mówiąc z góry
    kolejka - źle, jak on , jaśnie pan, będzie tracił swój cenny czas w kolejce,
    przez ten czas jego prześwietna korporacyja wytnie jakąś fuzję czy coś innego a
    to wszystko ominie naszego japiszona
    a wogóle dlaczego cała ta otaczająca go szarańcza nie kłania mu sie w pas? to
    rzecz niezrozumiała
    rzecz nie dotyczy wyłącznie osób które przyjechały do wawy ale mamy też własne
    osobników hołdujących tej manierze

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.