Aż 17% kierowców teoretycznie wie, jak należy zachować się w obliczu zagrożenia na drodze, ale nie potrafi w praktyce zastosować tej wiedzy - prawidłowo oceniają sytuację, podejmują odpowiednią decyzję, a następnie niepoprawnie wykonują manewry.
Ćwiczyć trzeba, to jasne. Problem w tym, że nie ma gdzie! Szkół zaawansowanej jazdy jest w kraju kilka, może kilkanaście, a ceny rzadko schodzą poniżej 500 zł. Nie każdy ma ochotę (i możliwość) wywalić tyle kasy, jeszcze trzeba doliczyć koszt dojazdu - i cały dzień, bo większość szkół nie działa w sobotę.
Brakuje miejsc, gdzie za przyzwoitą opłatą można skorzystać np. z płyty poślizgowej, czy choćby kawałka gładkiego asfaltu. Tak by nie uszkodzić kogoś, siebie, ani samochodu.
Może zamiast wywalać kasę na fotoradary warto utworzyć taki skromny ośrodek, choćby tylko w miastach wojewódzkich?
Bo wiadomo (choć nie wszystkim), że wypadki biorą się ze złej jazdy, a nie szybkiej.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.