Dodaj do ulubionych

"Pracujący biedacy" -artykuł

11.01.10, 18:49
"Biedni to niekoniecznie ludzie bezrobotni, osoby z rodzin
patologicznych, niezaradnych życiowo czy bez kwalifikacji. Coraz
częściej do grona biedaków zaliczani są ludzie pracujący, w dodatku
oficjalnie zatrudnieni. W Polsce ponad 2,1 mln ludzi określanych
jest jako „working poor”, czyli pracujący na etacie biedacy (CBOS,
Badanie: „Pracujący biedni”, grudzień 2008). Wbrew pozorom nie są
zatrudnieni na stanowiskach niewymagających kwalifikacji, „working
poor” to także pracownicy umysłowi czy młodzi nauczyciele."

Anna ma 28 lat, oboje z mężem mają w sumie 3,5 tys. zł na rękę.
Wychowują trójkę dzieci. 1600 zł płacą za wynajem mieszkania, 200
złotych miesięcznie wydają na dojazdy do pracy; opłaty i jedzenie to
kolejny 1-1,2 tys.zł (skromnie licząc). Dzieci szybko rosną, więc
ubrania, buty i pieluchy dla najmłodszego pochłaniają pozostałą
część zarobków. Pomoc społeczna im nie przysługuje, bo zarabiają za
dużo. Nie mają oszczędności i pewnie długo nie będą ich mieć.
Agnieszka jest nauczycielką w zerówce, jej mąż pracuje jako
przedstawiciel handlowy. – Gdyby nie babcia, która zajmuje się
dziećmi, nie mogłabym wrócić do pracy. Na opiekunkę za 1,5-2 tys.
miesięcznie po prostu mnie nie stać, a do państwowego przedszkola
udało nam się zapisać tylko starszą córkę – mówi Anna – o prywatnym
przedszkolu czy żłobku możemy tylko pomarzyć.

Jakie zarobki oznaczają przynależność do „working poor”? Według
klasyfikacji Europejskiego Urzędu Statystycznego (Eurostatu)
to „osoby mające stałą pracę zarobkową w pełnym lub niepełnym
wymiarze czasu, których zrównoważony rozporządzalny dochód netto per
capita w gospodarstwie domowym sytuuje się poniżej 60% mediany
dochodu całej analizowanej populacji”. Średni miesięczny dochód z
pracy, jaki uzyskuje pracujący biedny w Polsce, to około 750 zł
netto w przeliczeniu na osobę w gospodarstwie domowym."

biznes.onet.pl/pracujesz-to-nie-obroni-cie-przed-bieda,18490,3106557,1,news-detal
--
Forum dla Egiptomaniaków, bez cenzury
www.fauna.rsl.pl/
Edytor zaawansowany
  • 11.01.10, 19:04
    Czytałam to rano.
    A to Polska właśnie.
  • 11.01.10, 19:22
    W Stanach tez sporo takich ludzi - wiec nie tylko Polska ma takich obywateli.
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 11.01.10, 20:42
    Tylko, że w USA zdecydowanie lepiej funkcjonuje system pomocy społecznej niż w
    Polsce.
  • 11.01.10, 20:49
    i z tego co napisali to w USA jeśli masz wykształcenie to raczej nie
    będziesz się zaliczać do tej grupy.
    --
    Karolinka
  • 11.01.10, 21:40
    a w czym sie przejawia to duzo lepsze funkcjonowanie??
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 11.01.10, 21:45
    U nas tez wystarczy miec wyksztalcenie a nie "wyksztalcenie" zeby dobrze fukcjonowac.
    Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma. Caly swiat ma swoich biedakow, bezdomnych i wykonujacych nisko platne zajecia,Polska nie jest wyjatkiem.
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 12.01.10, 00:17
    > U nas tez wystarczy miec wyksztalcenie a nie "wyksztalcenie" zeby dobrze fukcjo
    > nowac.


    serio ? ja z moim "wyksztalceniem" funkcjonuje calkiem dobrze na zachodzie , w
    PL no coz, jesli nawet jakims cudem znalazl bym robote , co wcale nie jest
    takie pewne, to za pensje oferowana raczej bym sie nie utrzymal nie mowiac o
    dobrym funkcjonowaniu, w PL bez znajomosci to sie mozesz co najwyzej garba dorobic
  • 12.01.10, 09:37
    > serio ? ja z moim "wyksztalceniem" funkcjonuje calkiem dobrze na
    zachodzie , w
    > PL no coz, jesli nawet jakims cudem znalazl bym robote , co wcale
    nie jest
    > takie pewne, to za pensje oferowana raczej bym sie nie utrzymal
    nie mowiac o
    > dobrym funkcjonowaniu, w PL bez znajomosci to sie mozesz co
    najwyzej garba doro
    > bic

    No cóż, w takim razie zarówno ja, jak i mój mąż jesteśmy chlubnymi
    przypadkami, które dobrą pracę zawdzięczają wyłącznie sobie, a nie
    żadnym znajomościom.

    A co do pracy za granicą - mąż miał staż pod koniec studiów w
    funduszu inwestycyjnym w Irlandii. Po studiach zaproponowano mu
    pracę - niestety taką samą pracę jaką zaproponowano mu po studiach
    dostawali Irlandczycy ze średnim wykształceniem. Dlatego nie
    oszukujmy się, że nasze wykształcenie jest za granicą wiele warte
    (oczywiście są też wyjątki, ale akurat my ich nie potwierdzamy).
    Ostatecznie mąż oferty pracy nie przyjął, wrócił do Polski, na
    początku zarabiał mniej niż tam, ale już w tym momencie sporo
    więcej. W międzyczasie rozpoczął się kryzys, fundusz zlikwidował
    placówkę w Irlandii, więc mogę być tylko wdzięczna losowi, że się
    skończyło jak się skończyło.
  • 12.01.10, 13:27
    > Po studiach zaproponowano mu
    > pracę - niestety taką samą pracę jaką zaproponowano mu po studiach
    > dostawali Irlandczycy ze średnim wykształceniem.

    potwarz , powinni mu co najmniej stanowisko v-ce prezesa zaproponowac


    > początku zarabiał mniej niż tam, ale już w tym momencie sporo
    > więcej.

    myslisz, ze zarabiam tyle samo co na poczatku ?
    a jesli w pl ma sporo wiecej czyli jakies 20k netto no to rzeczywiscie wyjazd z
    powodow ekonomicznych troche bez sensu


  • 12.01.10, 15:53
    > > Po studiach zaproponowano mu
    > > pracę - niestety taką samą pracę jaką zaproponowano mu po
    studiach
    > > dostawali Irlandczycy ze średnim wykształceniem.
    >
    > potwarz , powinni mu co najmniej stanowisko v-ce prezesa
    zaproponowac

    Nie. Aby było fair powinni mu zaproponować analogiczne stanowisko
    jak Irlandczykowi z wyższym wykształceniem.

    > a jesli w pl ma sporo wiecej czyli jakies 20k netto no to
    rzeczywiscie wyjazd z
    > powodow ekonomicznych troche bez sensu

    Nie przeczytałeś dokładnie. Na początku zarabiał mniej niż
    zaproponowano mu za granicą. Teraz zarabia sporo więcej niż na
    początku i nieco więcej niż zaproponowano mu w Irlandii.
    Nie będę podawała kwot, ale nasz dochód jest wystarczający na
    spłacanie wysokiego kredytu hipotecznego, przy jednoczesnym
    oszczędzaniu ok. 30% dochodu co miesiąc.

    Przykro mi, jeżeli Tobie się nie udało, ale w tym kraju również są
    ludzie, którzy są w stanie godnie żyć i osiągnąć sukces dzięki swoim
    zdolnościom i pracy, a nie wyłącznie znajomościom.
  • 12.01.10, 10:36
    jamesonwhiskey napisał:

    > w PL bez znajomosci to sie mozesz co najwyzej garba doro
    > bic

    Bzdura.
  • 12.01.10, 14:06
    > Bzdura.

    mozesz to jakos rozwinac
    skoro ponad 60% pracujacych zarabia ponizej sredniej to nie wiem czy to jest
    bzdura, chyba ze w sensie takim ze bez znajomosci zadnej roboty nie znajdziesz
    poza wykladaniem towaru w markecie, no to tu sie z toba zgodze
  • 12.01.10, 16:18
    jamesonwhiskey napisał:

    > > Bzdura.
    >
    > mozesz to jakos rozwinac
    > skoro ponad 60% pracujacych zarabia ponizej sredniej to nie wiem czy to jest
    > bzdura, chyba ze w sensie takim ze bez znajomosci zadnej roboty nie znajdziesz
    > poza wykladaniem towaru w markecie, no to tu sie z toba zgodze

    Okreslenie "bzdura" dotyczyło twojego stwierdzenia, ze bez znajomości to w
    Polsce nie mozna nic osiągnąć, dobrze zarabiać itp. My (ja i mój mąż) jesteśmy
    dowodem na to, że jednak mozna smile bez znajomosci, bez bogatych rodziców, bez
    "pleców", ba nawet bez jakiegoś specjalnego wykształcenia (ja mam licencjat, mąż
    wykszt. średnie), z małym dzieckiem na utrzymaniu, ale za to z pomysłami,
    kreatywnością i chęcią do pracy.
  • 17.01.10, 14:40
    anyx27 napisała:
    > Okreslenie "bzdura" dotyczyło twojego stwierdzenia, ze bez znajomości to w
    > Polsce nie mozna nic osiągnąć, dobrze zarabiać itp. My (ja i mój mąż) jesteśmy
    > dowodem na to, że jednak mozna smile bez znajomosci, bez bogatych rodziców, bez
    > "pleców", ba nawet bez jakiegoś specjalnego wykształcenia (ja mam licencjat, mąż
    > wykszt. średnie), z małym dzieckiem na utrzymaniu, ale za to z pomysłami,
    > kreatywnością i chęcią do pracy.

    A cóż takiego szczególnego osiągnęliście, żeby się chwalić? Oprócz jakiejś tam sumy na koncie bankowym. Cóż to za ciekawą i rozwijającą pracę wykonujecie "bez jakiegoś specjalnego wykształcenia"?

    Bo chyba w tym wątku chodzi o to, że w Polsce właściciel sklepu monopolowego czy pizzerii wiecej zarobi niż przykładowo doktor w szkole wyższej.

    Tak jak w dowcipie:
    Przychodzi kobieta do urzędu pracy i mówi:
    -Szukam jakiejkolwiek pracy dla syna.
    -Pani z UP - a potrafi coś,może budowlanka?
    -O tak potrafi
    -UP- (szuka) o mam, murarz 4tys. netto m-cznie
    -Nie no proszę pani on się zapije za takie pieniądze,nie ma czegoś
    innego
    -UP- no to mam pomocnik murarza 2,5tys.
    -No co pani,to i tak starczy na tyle picia,nie ma pani czegoś za
    800zł
    -UP- (szuka,szuka) oo, no mam proszę pani ale do tego trzeba mieć
    wyższe wykształceniesmile
  • 12.01.10, 16:04

    > w PL bez znajomosci to sie mozesz co najwyzej garba doro
    > bic

    Próby usprawiedliwiania się przed sobą w wydaniu nieudaczników.
  • 12.01.10, 16:28
    > Próby usprawiedliwiania się przed sobą w wydaniu nieudaczników.

    ok, ja wysiadam , pracujcie sobie dzielnie na 3 etatach,
    zeby te 5 netto wyciagnac

    w sumie to tak sobie mysle ze dobrze byc nieudacznikiem , prace na zachodzie
    znalezc moge bez problemu , w przeciwienstwie do pl gdzie umiescilem swoje cv na
    goldenlinie w zasadzie tak dla orientacji,
    telefon 1. panienka nawet nie chciala podac wynagrodzenia jakie oferuja ,
    podziekowalem ladnie bo na podchody to ja nie mam czasu
    telefon 2 panienka nie chciala podac wynagrodzenia ale pytam sie to chociaz
    orientacyjnie o jakich kwotach rozmawiamy, powiedziala jakas tam sume, ja sie
    tylko spytalem czy to stawka dzienna czy tygodniowa , po tym kontakt sie skonczyl
  • 12.01.10, 17:29
    jamesonwhiskey napisał:

    > > Próby usprawiedliwiania się przed sobą w wydaniu nieudaczników.
    >
    > ok, ja wysiadam , pracujcie sobie dzielnie na 3 etatach,
    > zeby te 5 netto wyciagnac
    >

    Nie generalizuj. Rozumiem, że ty zarabiasz 20k pracując na pół etatu.
  • 12.01.10, 10:05
    Anula w Stanach to jest nieco inna inszosc.
    To co pokazują w TV dziel przez pół, a nawet cztery. Mam rodzinę w 3 róznych,
    oddalonych od siebie stanach i stały kontakt z nimi stad coniecos wiem. Tam
    przecietniakom żyje się inaczej niz tutejszym Kowalskim ze średnim, czy wyższym
    wykształceniem. Nie ma czego porównywac.
  • 12.01.10, 20:15
    nie za bardzo wiem do ktorego mojego watku sie odnosisz:
    czy do tego ze w Stanach tez jest sporo takich ludzi "pracujacych biednych"?Nic nie pisalam o przecietniakach bo working poor to nie jest middle classwink wiec pisalam o biedakach,nie przecietniakach.
    Czy tez "nie ma czego porownywac" odnosi sie do tego czego chcialam sie dowiedziec sie od ewygorak w czym pomoc spoleczna w USA jest lepsza od polskiej?

    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 12.01.10, 20:29
    Tych pracujacych biednych mi chodziło wink
  • 12.01.10, 21:28
    a w dodatku ciagle jestem ciekawa w czym pomoc spoleczna tam jest lepsza od tutejszejsmile
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 12.01.10, 22:16
    Niestety ja Ci nie wyjaśnię, bo nikt kogo zmam w Stanach z takiej pomocy nie
    korzystasmile
  • 11.01.10, 21:10
    artykuł jest nieco tendencyjny. No i nie ukrywam, ale skąd oni biorą takie dane?
    1950zł na osobę miesięcznie mają najbogatsi? w sensie, że 4 osobowa rodzina jak
    ma miesięcznie 8 tys to dostatek i wygoda? Ile tu było postów założonych przez
    ludzi z takim dochodem?

    Jak bym miała miesięcznie 4 tys zł na nas dwoje, miała wynajmować mieszkanie
    albo spłacać kredyt, dojechac do pracy, opłacić studia, zjeść, ubrać się, kupić
    książkę czy pójść do kina, to kasa skończyła by mi się około 10 dnia miesiąca.
  • 12.01.10, 08:01
    4 tys. na dwie osoby to zupełnie co innego niż 8 tys. na czworo - koszty stałe
    ponosisz niezależnie od liczby osób.

    Dochód rodziny 8 tysięcy (netto) miesięcznie to jest kupa kasy. A to że są tu
    posty założone przez ludzi z takim dochodem... czy zakładasz, że oszczędzają
    tylko najbiedniejsi? Co to za logika?

    --
    airborell.blox.pl
  • 12.01.10, 09:04
    zgadzam sie ze 4 tys na dwie osoby to nie to samo co 8 na 4 osoby.
    Ja mam akurat taki dochód (niby co najbogatsi uncertain ) x 3 osoby - i nie uważam ze
    to dużo ale tez nie uważam żeby to było mało, starcza nam na wakacje, mamy
    oszczedności, fajne autko, i stac mnie na kino czy rozrywki - to tez zależy
    gdzie sie mieszka pewnie na rozrywki w Wa-wie trzeba wydac więcej ale dla mnie
    takie uogólnianie jest bez sensu. Przecież pomijając wszystko kazdy ma inne
    opłaty i każdemu inna kwota zostaje po ich opłaceniu
  • 12.01.10, 09:56
    Jestem najlepszym przykładem na to, że oszczędzają wszyscy, a głównie ci, którzy
    mają z czego. Ja bym po prostu 8 tys netto na rodzinę miesięcznie nie nazywała
    stanem "bogactwa" lub "zamożności". To kwota wystarczająca na godne życie, ale
    na wakacje trzeba już poodkładać.
  • 12.01.10, 22:49

    mazel_tov napisał:

    > Jestem najlepszym przykładem na to, że oszczędzają wszyscy, a
    głównie ci, którz
    > y
    > mają z czego. Ja bym po prostu 8 tys netto na rodzinę miesięcznie
    nie nazywała
    > stanem "bogactwa" lub "zamożności".



    To zalezy do kogo porownac.
    Jak do tych co maja 20 tys na miesiac to nie, ale jak do tych z
    dochodem np.3.000 to juz tak.

    > To kwota wystarczająca na godne życie, ale
    > na wakacje trzeba już poodkładać.

    zalezy jakie wakacje -apetyt rosnie w amire jedzenia.
    --
    Forum dla Egiptomaniaków, bez cenzury
    www.fauna.rsl.pl/
  • 12.01.10, 09:05
    nie zauważono jeszcze, że ludzie o tak "wielkich" dochodach, którym
    nie należy się nic, bo przecież są bogaci, choc mają dzieci, muszą
    sobie sami radzic ze wszystkim. Nasze dochody to ok. 5 tys. Raty
    kredytu 2,5-2,7. Przy dwójce dzieci, braku dostępności państwowych
    przedszkoli i żłobków (no bo niestety jesteśmy małżeństwem) usimy
    życ bardzo skromnie. Myślę, że niekiedy skromniej niż beneficjenci
    różnych form opieki socjalnej. Jestesmy 10 lat małżeństwem. Byliśmy
    tylko 1 raz (słownie :jeden) na wakacjach w górach, 6 dni (słownie:
    sześc), i to zanim urodziły się dzieci. Nie sądzę, żebyśmy
    kiedykolwiek jeszcze ten luksus powtórzyli. Ubieramy się głównie w
    lumpexach, a nasz samochód w tym roku staje się pełnoletni.
    A to Polska właśnie...
  • 12.01.10, 09:37
    a kto ma w takicm razie sobie za nich radzic twoim zdaniem?Tzn za ludzi ktorzy swiadomie zdecydowali sie na kredyt i dzieci znajac swoje dochody i efekty tych decyzji ( bardzo skromne zycie)?

    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 12.01.10, 09:39

    A kredyt z taką ratą był brany przy takim poziomie dochodów jak
    obecne?
  • 12.01.10, 12:22
    agattka_84 napisała:

    >
    > A kredyt z taką ratą był brany przy takim poziomie dochodów jak
    > obecne?

    tez mnie to zainteresowało
  • 12.01.10, 10:39
    bea113 napisała:

    > nie zauważono jeszcze, że ludzie o tak "wielkich" dochodach, którym
    > nie należy się nic, bo przecież są bogaci, choc mają dzieci, muszą
    > sobie sami radzic ze wszystkim.
    >Myślę, że niekiedy skromniej niż beneficjenci
    > różnych form opieki socjalnej.

    Otóż to. Im bardziej patologiczna rodzina, tym większa pomoc od Państwa. Ciągle
    nie rozumiem, dlaczego ja mam płacić wyższe podatki, tylko dlatego, że chce mi
    się pracować. U nas w kraju nie opłaca się radzić sobie samemu, dobrze zarabiać,
    bo zniszczą cię podatki. Zamiast wspierać ludzi przedsiębiorczych, rzuca im się
    kłody pod nogi sad Taki kraj...
  • 12.01.10, 11:34
    Histeryzujesz. Naprawdę trudno progresję podatkową w Polsce określić jako bardzo
    ostrą (a uwzględniając fakt, że po przekroczeniu 2,5-krotności średniej płacy
    nie płaci się składek emerytalnych, jest ona wręcz łagodna).
    No i jest ulga na dzieci.

    --
    airborell.blox.pl
  • 12.01.10, 11:43

    > No i jest ulga na dzieci.
    O ŁAŁ. 1000 zł z kawałkiem do odliczenia od podatku. Przy dużych
    dochodach nie robi to wielkiej różnicy.
  • 12.01.10, 11:47
    Przy mniejszych dochodach to tez żadna łaska.
  • 12.01.10, 11:47
    O, to my się chyba do tej grupy zaliczamy. Pomijając fakt, że mąz
    teraz jest bez pracy, ale jak pracował, to mieliśmy dochód 5500 na
    cztery osoby. W tym 1500 niania, 350 przedszkole, 500 czynsz, 750
    rata kredytu, 100 zł prąd i gaz, 80 internet, 160 dwie karty
    miejskie - 3500 zł opłat zaraz po pensji.
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 12.01.10, 11:58
    ale biadolicie inni maja ledwo 3 tys na 2+2 i daja jakoś rade
    najmniej tu płacząc na forum...- co nie zmienia faktu ze Polska to
    chory kraj.....ktory ma chory system
  • 12.01.10, 11:51
    Zważywszy, że dla DG progresji nie ma, a składki są na poziomie nisko
    zarabiających (ok. 1900 zł) muszę przyznać Ci rację.
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • 12.01.10, 12:05
    Ale anyx chdziło o cos innego. O fakt, ze wielu woli zyc na koszt panstwa i doic
    nas wszystkich przy okazji. A jak ktoś prowadzi własną działalnosc, bo chce
    sobie jakos radzic to ma od startu pod górkę. Same formalnosci to biurokracja
    do szescianu, a płacic trzeba, zusy, srusy i inne, nawet jak nie masz
    przychodu. Mysmy już takie cuś przerabiali, ja bez pensji na wychowawczym, a mąz
    bez dochodu, za to z pełnym pakietem płatnosci i rachunków. Łapaliśmy się
    spokojnie na Mopsy i inne zapomogi, ale dla nas taka pomoc byłaby nie dośc, ze
    krepujęca to i atk byśmy jej nie dostali po "kontroli" naszego chocby mieszkania
    i warunków pani z Mopsu.
  • 12.01.10, 12:55
    Uważasz, że to klienci MOPS nas najbardziej doją?
    Udział wydatków na opiekę społeczną w PKB jest niższy niż 2%. Z tego prawie
    połowę stanowią wydatki na zasiłki rodzinne i pielęgnacyjne.
    Znam dużo gorszych dojących, na dodatek nie dotkniętych takim społecznym odium.
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • 12.01.10, 13:23
    joankb napisała:

    > Uważasz, że to klienci MOPS nas najbardziej doją?

    Niczego takiego napisałam. I nie wiem skad wysnułas taki wniosek.
    Utrapieniem dla państwa m.inn są ci, którzy nie płacą podatków, a reszta chcąc
    byc uczciwa charuje, płaci i ma prawo miec poczucie niesprawiedliwosci albo
    conajmniej robienia za jelonka, gdy sie im dodatkowo kłody rzuca pod nogi.
    I tymi kłodami są nie tylko marne pensje ludzi jak widac wykształconych, głodowe
    renty i emerytury, to takze biurokracja, dziurawe prawo i obciążnie Vatem tego
    co w innych krajach jest od niego wolne.





  • 12.01.10, 13:50
    Co do części (nie płacący itp.) - zgoda.
    Utrapienia dla obywateli są jednak inne.
    Państwo zatrudniające nieefektywnych lub zgoła niepotrzebnych urzędników,
    przerzucające środki budżetowe z jednej kolesiowatej agencji do drugiej hoduje
    pasożytów dużo groźniejszych i droższych od jakiegokolwiek klienta MOPS-u.
    Ten urzędnik może płacić podatki co do grosza i nie być utrapieniem z punktu
    widzenia państwa.
    Ale nie o tym jest wątek. Do "biednych pracujących" na ogół należą
    normalni,ciężko pracujący ludzie.
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • 12.01.10, 14:04
    To o czym piszesz ma aspekt biurokratyczny, fakt, złodziejsko-biurokratyczny.
    Wspomniałam o problemie biurokracji jako m.inn utrapieniu, bo dla mnie to nie
    jest tylko stos urzędniczej papierologii i formalnosci, to także cała masa
    zbędnego, stołkowego kolesiostwa, które lawiruje jak moze, by swe tyłki paśc
    najlepiej za frico. Kosztem innych, często tych cieżko pracujacych i uczciwych,
    który panstwo cycka z kazdej złotówki. I tak wycyckani plasują się w klasę
    wykształconych, tyrajacych i nic z tego nie mających biedaków.
  • 12.01.10, 15:11
    Pełna zgoda.
    A pośrednim skutkiem tego jest przechodzenie z kategorii pracujący biedni do
    kategorii nie pracujący biedni, na utrzymaniu innych.
    Dochód z pracy własnych rąk i łepetyny powinien dość znacząco odróżniać jednych
    od drugich. Nie odróżnia.
    Tylko to niestety nie kwestia "zabrania" tym drugim, bo i nie ma czego.
    A chętnych na dołożenie tym pierwszym - brak.
    Co nie zwalnia państwa od wyłapywania cwaniaków, latami chętnych na bycie nie
    pracującymi utrzymankami całej, w tym tej równie biednej, reszty.


    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • 12.01.10, 12:58
    Ja ten artukul odnioslam do faktu, ze nie naprawde masa ludzi, niezaleznie od
    poziomu zarobkow, tak ustawia sobie standard zycia (biorac kredyty i inne
    zobowiazania), ze po splaceniu tego wszystkiego zostaje niewiele na cokolwiek
    ponadto, o oszczednosciach nie wspomne.
    Choc poziom zarobkow tez jest istotny - bylam nauczycielem... to dzialalnosc
    bliska charytatywnejsmile
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/275deb0a78.png
  • 12.01.10, 13:37
    woman-in-the-city, dokładnie o to mnie się rozchodzi wink
  • 12.01.10, 13:35
    airborell napisał:

    > Histeryzujesz. Naprawdę trudno progresję podatkową w Polsce określić jako bardz
    > o
    > ostrą (a uwzględniając fakt, że po przekroczeniu 2,5-krotności średniej płacy
    > nie płaci się składek emerytalnych, jest ona wręcz łagodna).
    > No i jest ulga na dzieci.
    >

    To dlaczego ja nie dostaje za darmo pieniedzy, dofinansowania na dzieci,
    podręczniki, obiady w szkole, mieszkania itd? to daje niezłe dochody za darmo.
    a ja normalnie pracując musze placic za wszystko sama.
  • 12.01.10, 18:37
    ja jako matka samotnie wychowująca dzieci, też z wyższym a przekraczająca
    minimalnie pułap 750 zł na osobę,
    KOMPLETNIE NIC mi się od państwa nie należy:
    ZERO rodzinnego
    ZERO wyprawki do szkoły
    ZERO funduszu alimentacyjnego

    a moje kosztów stałych mam średnio 1300 zł, gdzie reszta to "głodowe" życie

    viva la polska ...;/
  • 12.01.10, 19:18
    pulcino3 napisała:

    > ja jako matka samotnie wychowująca dzieci,

    Ale sama dziecka sobie nie zrobiłaś. Jest przecież ojciec dziecka, który na nie
    łożyć powinien.
  • 12.01.10, 20:49
    toż pisze że pod fundusz alimentacyjny się nie łapię, co oznacza że ojciec nie
    łozy a komornik nie musi z niego ściągać bo ja nie łapie się na pułap 750 na
    osobę , czyli jest świetnie...

  • 12.01.10, 22:18
    pulcino3 napisała:

    >
    toż pisze że pod fundusz alimentacyjny się nie łapię, co oznacza że ojciec nie
    > łozy a komornik nie musi z niego ściągać bo ja nie łapie się na pułap 750 na
    > osobę , czyli jest świetnie...

    a od kiedy jest tak, że ojciec nie musi płacic alimentów, jeśli matka dziecka
    zarabia pow. 750pln/osobę?
    >
  • 18.01.10, 15:22
    pulcino3 napisała:
    > viva la polska ...;/

    Najpierw miej pretensje do ojca dziecka, że nie płaci. Potem do siebie, że wybrałaś dziecku nieodpowiedzialnego ojca. A dopiero na końcu do Polski.
  • 18.01.10, 15:34
    Nie masz racji.
    Państwo, które nie potrafi wyegzekwować prawomocnego wyroku sądowego (a bardzo
    często tak jest w przypadku alimentów), państwo, którego urzędnicy czy
    funkcjonariusze kryją zobowiązanego do alimentów (znam) - to państwo marnej
    jakości. I obywatel ma prawo mieć do tak nieudolnego państwa pretensje.
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • 12.01.10, 18:43
    Najpierw mówiłaś o podatkach, teraz skręcasz na opiekę socjalną. Zdecyduj się.

    --
    airborell.blox.pl
  • 12.01.10, 19:21
    airborell napisał:

    > Najpierw mówiłaś o podatkach, teraz skręcasz na opiekę socjalną. Zdecyduj się.
    >

    Pisałam o jednym i o drugim.
    Powinno się zlikwidować opiekę socjalną dla osób zdrowych, mogących pracować.
    Tylko osoby chore, niepełnosprawne oraz po wypadkach losowych np. spalenie sie
    domu powinny otrzymywać pomoc.
  • 13.01.10, 07:50
    Jaka znowu pomoc po wydatkach losowych? Trzeba się było ubezpieczać, cytując
    premiera Cimoszewicza.

    Zwróć uwagę, że zdecydowana większość świadczeń, o których mówisz, trafia nie do
    "osób zdrowych, mogących pracować" - tylko do ich dzieci. Których naprawdę nie
    można winić za to, że mają takich rodziców, jakich mają.

    --
    airborell.blox.pl
  • 12.01.10, 22:52

    bea113 napisała:

    > Nasze dochody to ok. 5 tys. Raty
    > kredytu 2,5-2,7.

    Wybacz, ale tak wysokie raty to samobojstwo....

    > Przy dwójce dzieci, braku dostępności państwowych
    > przedszkoli i żłobków (no bo niestety jesteśmy małżeństwem) usimy
    > życ bardzo skromnie. Myślę, że niekiedy skromniej niż beneficjenci
    > różnych form opieki socjalnej. Jestesmy 10 lat małżeństwem.
    Byliśmy tylko 1 raz (słownie :jeden) na wakacjach w górach, 6 dni
    (słownie: sześc), i to zanim urodziły się dzieci. Nie sądzę, żebyśmy
    > kiedykolwiek jeszcze ten luksus powtórzyli.


    z calym szacunkiem, ale kazdy ma inne priorytety.
    Moze jak sie nie ma odpowiednich -co jest mocno wzgledne- dochodow
    to moze nie trzeba bylo decydowac sie na dwojke dzieci?

    >Ubieramy się głównie w
    > lumpexach, a nasz samochód w tym roku staje się pełnoletni.
    > A to Polska właśnie...


    pretensje do panstwa? A czemu nie do siebie?
    --
    Forum dla Egiptomaniaków, bez cenzury
    www.fauna.rsl.pl/
  • 12.01.10, 19:48
    Hmm..zazwyczaj nie wypowiadam się w takich wątkach, ale razi mnie roszczeniowośc
    niektórych.."Polska zła..", "A to taki kraj właśnie.." etc..Jasne, nie jesteśmy
    najłatwiejszym krajem do życia, ale ja, mój narzeczony, masa moich znajomych i
    większośc przyjaciół doszła do naprawdę godziwego standardu życia własnymi
    siłami, bez osławionych "pleców", bez niemoralnych zawodów, bez bogatych rodziców..
    Jeśli ktoś zdobywa dobre wykształcenie i realizuje się w zawodzie, który jest
    użyteczny społecznie - to przy umiarkowanym wysiłku funkcjonuje całkiem dobrze
    "nawet w Polsce".Owszem, magister etnologii albo kulturoznawstwa może miec
    problemy, ale inny "potrzebny" zawód - już nie. Niestety pokutuje jeszcze
    przeświadczenie, że jak ktoś zrobi papierek (zazwyczaj zarządzania LOLsmile, to
    praca powinna zapukac do drzwi takiej osoby następnego dnia po
    obronie..zapewniam, że nawet w wychwalanych STanach tak nie jest..
  • 12.01.10, 20:22
    Mnie to zawsze rozwalaja takie watki... narzekanie na system i ze 'nic sie od
    panstwa nie nalezy'.

    Rozumiem rozgoryczenie ludzi, ktorzy sie kawal zycia ksztalcili, a mimo uczciwej
    pracy nie sa w stanie normalnie sie utrzymac. Tak samo rozumiem zal tych, ktorzy
    nie sa wyksztalceni, zapierdzielaja czesto fizycznie jak zwierzeta i dostana na
    reke 800 zl... no chce sie zyc.
    Kazdy czlowiek uczciwie pracujacy powinien miec mozliwosc utrzymania sie,
    niezaleznie od tego czy jest nauczycielem, babcia klozetowa czy pracownica
    Macdonalda. Kazdy ma prawo jesc, miec cieply dom, urodzic i utrzymac dzieci.
    Tylko chwila, moment... najpierw trzeba cos z siebie dac.

    W mojej osobistej tzw. dalszej rodzinie przez lata funkcjonowalo podejscie do
    pracy typu - 'a co ja bede za 500 zl zaiwanial jak tyle samo moge miec
    kuroniowki'. Moj kuzun, chlop zdrowy na ciele i umysle, od lat jest bezrobotny,
    ma troje dzieci, zona pracuje na pol etatu, i wspiera ich opieka spoleczna.
    Facet mieszka w Warszawie, gdzie praca za 1000-1200 zl na reke lezy na ulicy.
    Koles ma mieszkanie wlasnosciowe, nie placi kredytu ani najmu wiec kazde 100 zl
    to bylby dla niego zysk. Ale...ani on, ani moi szanowni wujkowie i inni kuzyni
    do roboty w sklepie czy przy kopaniu rowow nie pojda, bo im za ciezko...

    Czlowiek po to ma mozg, zeby myslal i np. nie fundowal sobie trojki dzieciakow
    jesli w domu bida az piszczy a tylkiem w celu innym niz prokreacyjny ruszac sie
    nie chce. Rozwalaja mnie takie mundre panienki lat 20, ktore sa 'samotnymi'
    mamami i wylewaja lzy, ze panstwo nie da... A przeciez wystarczy skonczyc ten
    kurs stylizacji paznokci czy szkole gastronomiczna i po prostu poijsc do roboty!
    Nie kazdy musi miec wyzsze wyksztalcenie.
    I zawsze zastanawia mnie jak to jest, ze niektorzy potrafia wziac sie w garsc,
    potrafia cos zmienic, potrafia ruszyc d... zeby poprawic swoj byt. Ilu ludzi z
    zabitych dechami wioch przyjezdza do miast, pracuje, czesto latami biduja a
    jednak -koncza studia, znajduja dobra prace czy zakladaja firmy i osiagaja dobry
    status finansowy? Ilu ludzi podejmuje prace ponizej swoich kwalifikacji po to by
    zapewnic sobie normalnosc? Znam magistra fizyki, ktory od lat uklada parkiety bo
    dopiero dzieki tej pracy moze normalnie utrzymac rodzine. Ja sama siedze juz 4
    rok na emigracji, glownie ze wzgledu na finanse. Nikt z moich zwierzchnikow nie
    ma tytulu magistra a ja mam i co... i moge albo rozpaczac. Moge tez cieszyc sie,
    ze choc pracuje ponizej kwalifikacji, to przynajmniej moge utrzymac siebie i
    dziecko i mam czas na bycie rodzicem, bo pracuje na czesc etatu.

    Oczywiscie rozumiem, ze moze byc ciezko cos zmienic, zwlaszcza kiedy ktos jest
    chory, czy samotny, gdy komus rozwali sie rodzina a dzieci male. Ale dzieci
    rosna, ida do szkoly. I mozna wtedy probowac sie doksztalcic czy znalezc
    dodatkowe zajecie, dorobic. Kwestia nastawienia.

    Pomoc spoleczna, jesli jest zbyt rozwinieta, psuje spoleczenstwo.
    W Anglii jest mnostwo rodzin, ktore od pokolen nie pracuja, bo przeciez panstwo
    da. Tylko czy to to w zyciu chodzi? By micha byla pelna i w d... zimno nie bylo?
  • 13.01.10, 08:30
    Większość z nas zna jakiegoś niebieskiego ptaka.
    Ale nie o to tu chodzi.
    Chodzi o nienormalnie wysoką jak na warunki europejskie ilość osób nie mogących
    się utrzymać z uczciwej, także wykwalifikowanej pracy. Nie mówimy o obibokach
    tylko o robotnikach, pracownikach handlu i gastronomii, pracownikach małych
    banków itp.
    To nie świadczy tylko o tych ludziach, to świadczy także o ustroju społecznym.
    Produkcja "wykluczonych" idzie w Polsce całkiem zgrabnie. 8-9% bezrobotnych, 13%
    pracujących biednych, z 5% "przymusowych" rencistów, spora grupa rolników.
    Uzbiera się pewnie powyżej 1/3.
    A bieda nakręca biedę. Powyżej pewnego procentu wykluczonych to idzie jak
    śnieżna kula. Taki kurs stylizacji paznokci to sobie można wtedy w buty wsadzić.
    Gastronomię tudzież. I wiele innych kwalifikacji. Na rynku, na którym nie ma
    pieniędzy - nie zarobisz.

    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • 13.01.10, 16:45
    No tak, tylko pomyslmy, ilu z tych wykluczonych ma realne szanse by swoja
    sytuacje zmienic, a ilu zaklada, ze lepiej nic nie robic, aby sie nie narobic?
    Przeciez to kwestia mentalnosci, tego co wynioslo sie z domu, jakie ma sie
    zasady. To przeciez popluczyny komunizmu, tego ze wszystko bylo wspolne i dla
    dobra obywatela, i ze sie NALEZY i ze panstwo ma dac.... Nie wiem ile jeszcze
    pokolen jeszcze bedzie trwala zmiana mentalnosci w naszym kraju, ile jeszcze
    czasu musi uplynac, zeby ludzie zrozumieli, ze bycie nie wiem - matka czy osoba
    z wyzszym wyksztalceniem nie czyni nas uprzywilejowanymi. I ze kazdy, tak samo,
    musi pracowac, zeby cokolwiek miec.

    Poza tym, bede sie upierac - nie kazdy musi zarabiac krocie. Tak to w
    spoleczenstwie jest, ze jest klasa nizsza, ze sa ludzie zycjacy na granicy
    ubostwa. Jesli ktos pretenduje do wyzszego statusu i wyzszej kasty niech nie
    wybiera w obecnych realiach zawodu nauczyciela czy studiow filozoficznych.
    Czesto trzeba dokonac wyboru - idee czy rzeczywistosc. Jesli ktos nie ma
    uczciwie platnej pracy - niech pomysli o emigracji, o przekwalifikowaniu sie. Ja
    wiem, ze jest ciezko, ze bieda nakreca biede, ze niekore jednostki ze wzgledu na
    swoja psychike czy uwiklanie w pewne sytuacje zyciowe nigdy nic nie dadza rady
    wyjsc poza te ograniczenia by poprawic swoj byt. Wszystkich sie zbawic nie da.
    Ale czlowiek przeciez jest kowalem swojego losu, moze wiec trzeba wiekszy nacisk
    polozyc w naszym panstwie na pokreslenie zalet przedsiebiorczosci i bycia
    niezaleznym... nie wiem, moze w szkolach tego powinni zaczac uczyc?

    Mnie w postawie ludzi bezrobotnych lub malo zarabiajacych po prostu wkurza fakt,
    ze czesto narzekaja, ze panstwo nie da, ze zasilki za male, ze zapomogi nie
    bedzie. A dlaczego Panstwo ma dac rybe a nie wedke? Dlaczego nie tworzyc
    programow, ktore zamiast dawac ludziom kase do rak dawalyby im mozliwosc
    dlugoterminowej poprawy swojej sytuacji? Brakuje przedszkoli, dramatycznie
    brakuje zlobkow. Mowi sie, ze ludzie po 40, kobiety czesto juz po 30 i te z
    malymi dziecmi nie moga znalezc pracy. Dlaczego nie przeznaczac srodkow na
    tworzenie tychze zlobkow i przedszkoli, dlaczego nie wprowadzic ulg i
    preferencji dla pracodawcow, ktorzy zatrudnialiby ludzi w wieku srednim? Kwestia
    braku mieszkan, horrendalnych kredytow - no wlasnie, co z mieszkaniami
    komunalnymi, co z TBS-ami. Moze tym kwestim nalezy sie przyjrzec, i przede
    wszystkim wprowadzic dokladniejsza kontrole gdzie, ile i dlaczego kto dostaje...
    i za co.
    I tego obywatel powinien oczekiwac od panstwa, a nie ze da im 200 zl zapomogi od
    czasu do czasu, czy ze bedzie rokrocznie wywalac blisko 4 mln zlotych na
    zorganizowanie 'swylwestra' pod chmurka dla gawiedzi.
  • 14.01.10, 08:32
    >Jesli ktos pretenduje do wyzszego statusu i wyzszej kasty niech nie
    >wybiera w obecnych realiach zawodu nauczyciela czy studiow >filozoficznych.
    >Czesto trzeba dokonac wyboru - idee czy rzeczywistosc.

    Tu się z Tobą nie zgodzę. Przecież zawód nauczyciela ma kolosalny wpływ na nasza
    przyszłość, jako jednostek oraz jako społeczeństwa. Skoro słabo wynagradzamy
    nauczycieli, to wg Twojego toku myślenia zostaną nimi sami nieudacznicy którzy
    nie potrafią sobie znaleźć innego bardziej dochodowego zajęcia, to jakich w
    takim razie oni nam młodych ludzi wykształcą?? Prawda jest taka, że żeby coś w
    życiu osiągnąć trzeba się uczyć, mieć solidne podstawy a to zapewnić może tylko
    dobry nauczyciel. Skoro nie żyjemy w średniowieczu i mamy państwową edukację to
    powinniśmy przyzwoicie wynagradzać nauczycieli, żeby następne pokolenia nie
    wyrosły na totalnych głąbów.
    --
    Pozdrawiam
    Marta
    Weronika -09.01.2006
    _____________________________
  • 14.01.10, 11:12
    OK, posluzylam sie pewnym uproszczeniem, moze nie doprecyzowalam. Chodzi mi o
    to, zeby OBECNIE zawodu nauczyciela nie wybieraly osoby, ktore nie sa zbyt
    przedsiebiorcze, i nie nastawiaja sie na to, ze beda musialy dorabiac, pracowac
    na wiecej niz 1 etat, szukac dodatkowych zlecen. Jak rowniez tacy, ktorzy nie
    maja np. dobrze zarabiajacego partnera/partnerki, zabezpieczenia w postaci
    nieruchomosci itd. Pisze o wspolczesnych realiach, w ktorych wynagrodzenie
    nauczycieli jest po prostu smieszne w stosunku do wkladu pracy poswieconej
    najpierw na studia, pozniej na prace z uczniami.

    Zgodze sie z Toba, ze powinno sie przyzwoicie wynagradzac nauczycieli, tak, aby
    mieli motywacje do tej pracy. Jednak nie zgodze sie z tym, ze w takiej sytuacji
    nauczycielami zostaja i beda zostawac sami nieudacznicy. Akurat znam to
    srodowisko dosc dobrze, sama skonczylam wybitnie belferskie studia, mam wielu
    czynnych zawodowo znajomych-nauczycieli i wszyscy kochaja swoja prace. Owszem,
    narzekaja, ze pensje niskie, ale nikt z nich nie poprzestaje tylko na pracy w
    jednej szkole, kazdy pracuje dodatkowo. I jakos wszyscy znani mi nauczyciele
    status finansowy maja niezly.
    Ale prosze, zastanow sie - ilu jest takich, ktorzy zarobia te swoje 1200 czy
    1500 zl i narzekaja, ze malo... ale do innej czy dodatkowej pracy nie pojda, bo
    przeciez oni sa nauczycielami, maja wyzsze wyksztalcenie, nie po to sie tyle lat
    uczyli itd. I znowu - kwestia nastawienia. Wiem, ze powinno byc inaczej, ze to
    na tyle wazna profesja, ze powinna byc przyzwoicie nagradzana. Ale realia sa
    poki co jakie sa, i nie ma co zawracac kijem Wisly, albo sie przystosujesz albo
    polegniesz. Co pozostaje nauczcielom - albo miec tylko jeden etat czy nawet
    czesc etatu i narzekac, albo szukac dodatkowych zlecen, dobrabiac, migrowac za
    lepsza praca, doksztalcac sie. Ja wiem, ze bywa ciezko, ze czasem to niemozliwe
    bo jest rodzina, dzieci, inne zobowiazania. Nie jest latwo, ale niestety, takie
    decyzje i takie dylematy podejmuja setki tysiecy ludzi na calym swiecie, nie
    tylko w Polsce, nie tylko nauczyciele.
    Pozdrawia Cie byla i mam nadzieje przyszla nauczycielka wink, kiedys wybitna
    idealistka, teraz juz troche nawroconasmile
  • 14.01.10, 11:27
    >Akurat znam to srodowisko dosc dobrze, sama skonczylam wybitnie belferskie
    studia, mam wielu czynnych zawodowo znajomych-nauczycieli i wszyscy kochaja
    swoja prace. Owszem, narzekaja, ze pensje niskie, ale nikt z nich nie
    poprzestaje tylko na pracy w jednej szkole, kazdy pracuje dodatkowo. I jakos
    wszyscy znani mi nauczyciele
    status finansowy maja niezly.

    Strach się bać. Przykładający się do pracy nauczyciel, który przygotowuje się do
    lekcji, sprawdza prace, czyta literaturę itp. nie ma czasu pracować na
    drugi etat.

    --
    airborell.blox.pl
  • 15.01.10, 01:49
    A kto tak twierdzi? Jakos zbyt arbitralne zabrzmialo to wytluszczone 'nie ma czasu'. Niemal powialo grozawink

    Wszystko jest kwestia organizacji pracy i predyspozycji. Poza tym, mowiac o dodatkowej pracy, niekoniecznie mam na mysli drugi pelny etat, raczej dodatkowych kilka-kilkanascie godzin kursow, zajec doszkalajacych, prywatnych lekcji, korepetycji. Polonista czy anglista, ktory ma kilka last doswiaczenia, zbudowana odpowiednia baze materialow i przede wszystkim jest kreatywny nie musi przygotowywac sie godzinami do kazdych zajec. I wcale nie oznacza to, ze jego zajecia beda nudne czy o niskiej wartosci merytorycznej.
    Bycie na biezaco ze swoim przedmiotem czy czytanie literatury tez nie musi zabierac nie wiadomo ile czasu, a poza tym zupelnie nie wyobrazam sobie wliczania tego do czasu pracy! Nie wyobrazam sobie, zeby nauczyciel z powolania nie czytal na biezaco, nie interesowal sie co w trawie piszczy w jego dziedzinie. Niezaleznie od tego czy jest czynny zawodowo, czy tez nie.

    Ocenianie pracy takich osob pozostawmy wiec ich uczniom i zwierzchnikom.
  • 15.01.10, 15:15
    "Polonista czy anglista, ktory ma kilka last doswiaczenia, zbudowana odpowiednia
    baze materialow i przede wszystkim jest kreatywny nie musi przygotowywac sie
    godzinami do kazdych zajec".

    Zwłaszcza jak się np. program zmieni. Albo lista lektur.
    Pewnie, że wszystko można. Ale należy mieć świadomość, że odbywa się to albo
    kosztem czyjegoś wolnego czasu (a ci, co np. mają w rodzinie nauczycieli,
    wiedzą, jak to naprawdę wygląda), albo kosztem swoich podstawowych obowiązków.

    --
    airborell.blox.pl
  • 25.01.10, 09:48
    Ja się zgadzam, że jak ktoś chce to da radę godziwie zarobić pewnie w każdym
    zawodzie. Tylko żeby z tym nauczycielem nie porobiło się tak jak z lekarzami (
    już nadstawiam tyłek na bicie piany przez uciemiężonych lekarzy) którzy pracują
    na kilku etatach. Okazuje się wtedy, że na pracę na państwowej posadzie nie ma
    się ani czasu ani siły, bo przecież i tak się pensję zgarnie ( byle jaką ale
    zawsze), natomiast do prywatnej praktyki olany pacjent nie wróci. I może się
    okazać że nauczyciel pracujący na więcej niż jeden etat, może nie przykładać się
    do pracy w państwowej placówce mimo całego swojego powołania. Nie żebym się
    czepiała, bo sama mam koleżankę nauczycielkę z powołania, której się chce i daje
    sobie radę i nie olewa.
    --
    Pozdrawiam
    Marta
    Weronika -09.01.2006
    _____________________________
  • 13.01.10, 09:07

    > W mojej osobistej tzw. dalszej rodzinie przez lata funkcjonowalo >podejscie do
    >pracy typu - 'a co ja bede za 500 zl zaiwanial jak tyle samo moge miec
    >kuroniowki
    Osobiście uważam, że to jest złe podejście, ale logiki nie można mu odmówić. Po
    co robić cały miesiąc, męczyć się wysilać itd skoro te same pieniądze można mieć
    nic nie robiąc, czy przysłowiowo dłubiąc w nosie?? Lepiej chyba i latwiej leżeć
    do góry brzuchem a kasa spływa. Ja przyznam się też nie widzę sensu pracować
    najczęściej fizycznie i dostać tyle samo co z zasiłku.
    Różnica między Polską a innymi krajami bogatszymi, rozwiniętymi jest taka, że za
    najprostsze prace można się spokojnie utrzymać nie korzystając z pomocy opieki
    społecznej. A niektóre zawody tam uchodzą za prestiżowe i dają przyzwoite
    pieniądze w Polsce takie nie są. Nauczyciele w Niemczech czy Stanach nie muszą
    robić na stu etatach żeby związać koniec z końcem, a u nas ani prestiżu ani
    pieniędzy
    --Pozdrawiam
    Marta
    Weronika -09.01.2006
    _____________________________
  • 13.01.10, 13:17
    ...i z autorytetem tez ciężko
  • 13.01.10, 14:47
    jakoby KAŻDA osoba na tym tzw. "Zachodzie", która ma pracę, jakąkolwiek, była w
    stanie prowadzić normalne godne życie i nie zastanawiać się nad każdą złotówką -
    uważam za idiotyczne

    nie wiem czy osoby to piszące mieszkają poza Polską, może po prostu obracają się
    w pewnym konkretnym środowisku, które problemów finansowych nie posiada (ale to
    jest na takiej zasadzie, jakbym ja stwierdziła, że osobiście nie widzę żadnych
    większych problemów w PL, bo nieźle zarabiam i każda rodzina, którą znam
    osobiście, posiada w miarę przyzwoite dochody - tylko jedna rodzina jaką znam ma
    dochody miesięczne poniżej 3000, z tym że mieszkają na prowincji, więc dają
    radę...)

    mieszkałam wiele lat na tym słynnych 'Zachodzie', i znałam całe rzesze ludzi
    [lokalnych, żeby nie było, nie emigracja na zmywaku], którzy pracowali na
    prostych podrzędnych stanowiskach pracy (ale 'umysłowi' również) i gdyby nie
    opieka społeczna (np. bony na żywność, dodatki na dzieci, możliwość wynajęcie
    taniego mieszkania od City Council itp.) to po prostu nie daliby rady. Żyli z
    ołówkiem w ręku, jako single przez wiele lat mieszkali na kupie w 5-6 osób, od
    lat nie byli na wakacjach, ciuchy kupowali w lumpeksach itp itd.

    więc sorry, ale nie wciskajcie kitu, że poza Polską wszędzie jest bajka.

    --
    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że
    się z nami nie kontaktują.”
    ALBERT EINSTEIN
  • 13.01.10, 16:12
    Nie wiem jak jest w innych panstwach zachodnich, nie wiem jak jest w USA, ale w
    Anglii, choc bajki moze nie ma, ale z pewnoscia czlowiek da rade sie utrzymac.
    Zakladajac, ze nie mieszka w Londynie czy innym drogim miescie.

    W UK stawka minimalna to obecnie 5,85 na godzine. Jesli dwie dorosle osoby
    pracuja i zarabiaja nawet te minimalna stawke, to przy pracy na pelen etat sa w
    stanie spokojnie przezyc i na auto starczy i jakies skromne wakacje tez. Nawet
    jesli nie biora zadnych dodatkow, dofinansowania na dziecko czy na mieszkanie.
    Singlom, fakt, bedzie ciezej, ale tak jest przeciez wszedzie - bo najwieksze
    koszty, czyli mieszkanie i rachunki trzeba pokryc solo.
    W Polsce placa minimalna to chyba teraz jakies 900 zl na reke. Czy za te
    pieniadze da sie wynajac chocby pokoj, wyzywic sie, oplacic przejazdy do pracy?
    Nie sadze.
    W UK minimalna pensja dla singla to jakies 750 funtow. Niech 300-400 wyda na
    mieszkanie i rachunki, 200 na zycie, 50-100 na telefon i dojazdy. Jeszcze cos
    tam zostanie, zeby sobie co miesiac kupic jakis ciuch, prase czy ksiazke, czy
    wyskoczyc na piwo czy cos zjesc na miescie. Komus takiemu przyslugiwc bedzie
    dodatek dla osob o niskich dochodach, tzw, working tax credit, w kwocie ok.
    80-100 funtow miesiecznie, i zaloze sie, ze sa ludzie, ktorzy z niego skorzystaja.
    I tac, uwazam, moga isc po taki dodatek z podniesiona glowa - bo pracuja, ich
    pech ze ktos im malo placi.

    Moim skromnym zdaniem wszystko jest kwestia potrzeb i wydatkow. Planowania takze
    - o czym piszemy czesto na tym forum. Znam ludzi o podobnych dochodach do moich,
    ktorzy tona w dlugach, znam takich, ktorzy sobie swietnie radza, nie chodza
    obdarci i wcale nie odmawiaja sobie wszystkiego. Mieszkam w UK juz 4 lata,
    obecnie w dosc tanim miescie, ale mieszkalam i w takim, gdzie za mieszkanie
    placilam prawie 900 funtow. Nigdy nie mialam problemu z tym, by zaplacic
    rachunki, nigdy nie brakowalo mi na zycie, na ubranie, na zadowalajaca mnie
    rozrywke. Zarabiam wiecej niz stawka minimalna, ale pracuje na czesc etatu i moj
    dochod plus mezowe zarobki nie przekraczaja 2 tysiecy miesiecznie. Dla
    niektorych to bylaby pewnie bida, ale nam zyje sie naprawde bez wiekszych
    stresow finansowych.

    W swojej pracy widze codziennie co i ile tubylcy kupuja, i nie dziwi mnie,
    mowiac szczerze, ze tylu ludzi narzeka, ze im malo. No sorry, ale jak ktos tyra
    za stawke minimalna to nie kupuje regularnie po kilka butelek whiskey, nie
    kupuje drogich win czy hurtowych ilosci papierosow. Nie kazdy tez musi miec
    samochod, spedzac kazdego weekendu w klubach i kazdego wieczoru w pubie.
    A najbardziej wkurzajace jest to, ze ci co w ogole nie pracuja, maja tyle
    zasilkow, ze w sumie wychodza na tym prawie tak samo jak pracujacy. Tanie domu z
    councilu, tax credits na dzieci, doplaty do czynszu, nawet darmowe obiady dla
    dzieci w szkole czy talony na mleko i owoce -wszystko to sprawia, cze cala masa
    tubylcow nawet nie pomysli o pojsciu do pracy.

    Mysle, ze finansowo w takiej Anglii nie radza sobie jedynie CI, ktorzy maja
    oczekiwania niewspolmierne do mozliwosci. Ludzie, ktorzy np. chcieliby poslac
    dzieci do dobrych prywatnych szkol, ktorzyu aspiruja do klasy sredniej a
    zarabiaja minimum. Nie stac ich na lepsze wakacje czy samochod, a mimo to je
    kupuja...a dlugi na kartach kredytowych rosna...
  • 13.01.10, 19:51
    dokładnie.

    ja mam rodzine w Anglii - małżeństwo pracujace na niskich stanowiskach (on
    chyba w magazynie w markecie). Stac ich na wynajecie mieszkania, wakacje
    chocby w Paryzu czy Szkocji i to wszystko bez jakiegos specjalnego
    zaciskania pasa. Ciekawe ile osób na niskich fizycznych stanowiskach w
    Polsce stac na wynajęcie mieszkania i co pół roku chocby tygodniowe
    wakacje za granicą?
  • 13.01.10, 20:54
    Ja mam znajomych w Irlandii, mają pensję 7000 zł razem z zasiłkami
    na dzieci - tam to naprawde niewysoka pensja. Na wiele ich nie stać,
    nigdzie nie wyjeżdżają.
  • 13.01.10, 22:14
    yoko0202 napisała:

    > jakoby KAŻDA osoba na tym tzw. "Zachodzie", która ma pracę,
    jakąkolwiek, była w
    > stanie prowadzić normalne godne życie i nie zastanawiać się nad
    każdą złotówką
    > -
    > uważam za idiotyczne


    To jak to jest, ze czlowiek, ktory lata cale-czytaj kilkanascie lat
    byl bezrobotny lub imal sie zajec dorywczych -podobnie jego zona,
    bez wiekszych problemow utrzymal rodzine, mieszkanie, stac go bylo
    na samochod i kilkakrotnie razy w roku bywal w PL?
    Bo jakos sobie takie przypadku w druga strone nie wyobrazam.
    --
    Forum dla Egiptomaniaków, bez cenzury
    www.fauna.rsl.pl/
  • 14.01.10, 00:35
    iberia.pl napisała:

    > To jak to jest, ze czlowiek, ktory lata cale-czytaj kilkanascie lat
    > byl bezrobotny lub imal sie zajec dorywczych -podobnie jego zona,
    > bez wiekszych problemow utrzymal rodzine, mieszkanie, stac go bylo
    > na samochod i kilkakrotnie razy w roku bywal w PL?
    > Bo jakos sobie takie przypadku w druga strone nie wyobrazam.

    nie mam pojęcia, ile ludzi tyle przypadków

    a jak to jest, że mój daleki kuzyn (cudzoziemiec) mieszkający za granicą, z
    pełnoetatowej pracy w dużym sklepie, w sporym mieście, nie był w stanie utrzymać
    żony i dwójki małych dzieci?


    --
    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że
    się z nami nie kontaktują.”
    ALBERT EINSTEIN
  • 15.01.10, 14:20
    pozwolcie, ze sie wtrace, ppewnie niektorym wydaje sie, ze w Pl jest
    ciezko ale przynajmniej widze ogromny plus,niezaduza pomoc socjalna
    panstwa.tak, tak wiem co mowie,mieszkam od paru lat w Austrii i to
    co tu widze , po prstu mnie przeraza, do czego moze dojsc.Otoz jest
    to panstwo socjalne i widze tu sporo miejscowych , nie
    cudzoziemcow , nie pracujacych z wyboru, maja na przyklad pare
    dzieci i uwazaja , ze pomoc im sie po prostu nalezy.Podsumowujac,
    mysle, ze opieka socjana, wrecz zabija wszelka
    przedsiebiorczosc.Artykul o "biednych pracujacych czytalam", mam
    mieszane uczucia.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.