Dodaj do ulubionych

kaloryfery

22.01.10, 12:53
jesli był już taki wątek - odeślijcie mnie, ale mam pytanie: jak
oszczędnie korzystac z kaloryferów? Czy wychodząc z domu zmniejszyć
ogrzewanie np. z 3 na 1 , czy lepiej stale trzymać na 2? wokół mnie
zwolennicy i tej i tej metody, ja staram się - kaloryfery nieużywane
w kuchni i łazience, temperatura w pokojach 21 stopni a i tak stale
dopłacam - nawet po zeszłorocznej łagodnej zimie sad
Edytor zaawansowany
  • 22.01.10, 13:20
    Z punktu widzenia zużycia energii: opłaca się wyłączyć/zmniejszyć ogrzewanie (zakręcić kaloryfery) wychodząc z domu, a osoby które uważają że ochładzając-i-ogrzewając z powrotem mieszkanie/dom pochłania sumarycznie tyle samo energii, są w błędzie. Przy mniejszej temperaturze wewnątrz, są znacznie mniejsze straty ciepła.

    Wg mnie najlepiej mieć na kaloryferach programowane (elektroniczne) termostaty, które można ustawić aby np. godzinę przed przyjściem już grzały i aby automatycznie na noc zmniejszały temperaturę.

    BTW, był też temat o podzielnikach ciepła gdzie było trochę rad jak oszczędzać.
  • 22.01.10, 20:24
    > Wg mnie najlepiej mieć na kaloryferach programowane
    > (elektroniczne) termostaty, które można ustawić aby np. godzinę
    > przed przyjściem już grzały i aby automatycznie na noc zmniejszały
    > temperaturę.

    Popieram. U mnie w pierwszym roku po zainstalowaniu programowalne głowice się
    zwróciły z nawiązką.

    --
    EKOoszczędzanie -- pieniędzy i
    środowiska (naraz!)
  • 22.01.10, 13:24
    Był kiedyś świetny program bodajże na TVN Style, gdzie obalono róznej masci mity
    na temat ogrzewania. Oczywiscie wiele zalezy od tego, czy mieszkanie jest
    szczytowe, czy na parterze, narożne, czy blok ocieplony etc. Zakręcanie
    kaloryferów rano np. przed wyjsciem do pracy, a podkręcanie po przyjsciu
    wieczorem jest nieoszczędne. Ponoc lepiej tylko trochę zmniejszyc ciepłotę i
    utrzymywac mniej wiecej na stałym poziomie temp. niż doprowadzac do wychłodzenia
    pomieszczenia. Gdy masz kaloryfery np. w kuchni lub sypialni cały czas wyłączone
    (ja tak mam u siebie )to wtedy i tak nic nie robisz, temp. jest taka sama, koło
    20 stopni, czasem 19, gdy są duze mrozy.
    Spanie przy otwartym oknie zimą też uzasadniono, jako bład. Lepiej wietrzyc niż
    przesadnie ogrzewac, czy wyziebiac pomieszczenia dbając m. inn. o swe drogi
    oddechowe.
    U mnie w przyszłym tygodniu bedą wymieniac podzielniki na kaloryferach i jak co
    roku bedę miec zwrot. W zeszłym roku to było prawie 2 miesiace luzu w płatnosci
    za czynsz. U mnie w bloku wszyscy tak mają, blok jest ocieplony, wszystkie okna
    w mieszkaniach włącznie z korytarzowymi wymienione, nowy dach, zabudowana klatka
    schodowa etc.
  • 22.01.10, 13:52
    a ja mieszkam na parterze i w dodatku na rogu - blok nie ocieplony - jedynie
    okna mam nowe - i tez co roku mam zwrot ok 2,5 czynszu - temperatura w domu ok
    20-21 stopni na noc zakracam kaloryfery
    BTW dziś nie zakręciłam w sypialni i myślałam ze oszaleje z gorąca uncertain
  • 22.01.10, 14:26
    > Zakręcanie
    > kaloryferów rano np. przed wyjsciem do pracy, a podkręcanie po
    > przyjsciu wieczorem jest nieoszczędne.
    > Ponoc lepiej tylko trochę zmniejszyc ciepłotę i
    > utrzymywac mniej wiecej na stałym poziomie temp. niż doprowadzac
    > do wychłodzenia pomieszczenia.

    Ugh! Są minusy wychłodzenia mieszkania (szczególnie ekstremalnego -- wzrasta ryzyko zalęgnięcia się pleśni, poniżej zera mogą popękać rury zawierające wodę, a ogrzanie mieszkania z powrotem z b. niskiej temp. do normalnej temp. jest czasochłonne) i walka z pleśnią albo pękniętą rurą na pewno może przeważyć korzyści z oszczędzenia na ogrzewaniu, ale żadnym z minusów nie jest mniejsza oszczędność ciepła (zasadniczy plus)...
  • 22.01.10, 15:03
    Ważna jest wysokość zaliczki płaconej za ciepło .Bez podawania tej
    kwoty rady troche sa nie rzetelne.
  • 23.01.10, 11:02

    kklekss napisała:

    > Ważna jest wysokość zaliczki płaconej za ciepło .Bez podawania tej
    > kwoty rady troche sa nie rzetelne.

    to też fakt my mamy 3,5 za m2 mieszkania
  • 23.01.10, 03:30
    Co innego pelne wychlodzenie mieszkania, a co innego zejscie z temperatury
    komfortowej na kilkanascie stopni na czas nieobecnosci w mieszkaniu.

    Jesli nei ma cie w domu tydzien i na ten czas w mieszkaniu jest 13 stopni, a po
    przyjezdzie podkrecasz do 20+ , to jednak zaoszczedilas?

    Jesli 3 dni nieobecnosci, to chyba rowniez?

    2 dni?
    1 dzien?
    12 godzin?

    Kwestia zlapania zaleznosci pomiedzy oszczednosciami wynikajacymi ze slabszego
    ogrzewania przez jakis czas, a dodatkowym zuzyciem energii na pozniejsze
    dogrzanie wychlodzonych murow przy podniesieniu temperatury w pomieszczeniu.


    --
    Dla syna za dobreswiadectwo
    Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
  • 23.01.10, 12:06
    > Kwestia zlapania zaleznosci pomiedzy oszczednosciami wynikajacymi
    > ze slabszego ogrzewania przez jakis czas, a dodatkowym zuzyciem
    > energii
    na pozniejsze dogrzanie wychlodzonych murow przy
    > podniesieniu temperatury w pomieszczeniu.

    Nie ma żadnego dodatkowego zużycia energii.

    --
    EKOoszczędzanie -- pieniędzy i
    środowiska (naraz!)
  • 23.01.10, 12:51
    ekologik napisał:

    > > Kwestia zlapania zaleznosci pomiedzy oszczednosciami wynikajacymi
    > > ze slabszego ogrzewania przez jakis czas, a dodatkowym zuzyciem
    > > energii
    na pozniejsze dogrzanie wychlodzonych murow przy
    > > podniesieniu temperatury w pomieszczeniu.
    >
    > Nie ma żadnego dodatkowego zużycia energii.
    >

    Czyli tym bardziej oplaca sie zmniejszac ogrzewanie na czas nieobecnosci w
    mieszkaniu czy pomieszczeniach.
    --
    Petycja- stop cenzurze internetu
    Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
  • 23.01.10, 12:57
    To o czym obaj piszecie obalono jako mitw programie który ogladałam. Wiem
    programy sa różne, ale ten był świetnie zrobiony, profesjonalnie przygotowany,
    nie z rodzaju opowiesci z mchu i paproci.
  • 23.01.10, 15:16
    > To o czym obaj piszecie obalono jako mitw programie który
    > ogladałam. Wiem programy sa różne, ale ten był świetnie zrobiony,
    > profesjonalnie przygotowany,
    > nie z rodzaju opowiesci z mchu i paproci.

    Ale to, że w programie "TVN Style" powiedzieli coś, nie oznacza automatycznie że to prawda. Zastanawiam się cały czas jak udowodnić (Tobie i innym nieprzekonanym forumowiczom), że jesteś w błędzie -- bynajmniej nie przez napisanie, że w programie/gazecie XYZ (notabene, nienaukowym), który wyglądał bardzo profesjonalnie, coś powiedzieli; tylko naukowo, rzetelnie przekonać -- a z Twojej strony, jeśli dalej upierasz się przy swoim, też oczekiwałbym naukowych argumentów za teorią, przy której się upierasz, albo chociaż podlinkowanie do jakichś materiałów, które bardziej merytorycznie sprawę omawiają.

    Dla mnie sprawa jest prosta i wg mnie każda wykstałcona osoba, która miała kiedyś fizykę, powinna to w kilka minut sama ogarnąć i zdać sobie sprawę, że nie ma dodatkowych strat energii jeśli rozpatrzymy cały okres od punktu A, do punktu B na linii czasowej, a między punktami A i B zmniejszymy ogrzewanie, względem tej samej sytuacji w której byśmy nie zmniejszali ogrzewania.

    Są potencjalnie straty ekonomiczne w ew. szkodach (pleśń/grzyb, pęknietę rury, etc.), ale chyba tak ekstremalnego wychładzania mieszkania/domu tu nie rozpatrujemy.

    Można by wydumać hipotetyczną sytuację: np. mamy piec mający płynnie zmieną moc od 0% do 100% oraz termostat, który płynnie reguluje mocą pieca w zależności od różnicy temp. pomiędzy zadaną, a faktyczną, a ten piec jest nietypowy, tzn. ma znacznie większe straty przy grzaniu większą mocą: wtedy faktycznie straty pieca przy grzaniu większą mocą mogą potencjalnie przewyższyć (ale nie muszą) w pewnych sytuacjach oszczędności na mniejszych stratach ciepła z ochłodzonego, ale to sytuacja dość wydumana i jestem pewny, że nietypowa (jeśli w ogóle się zdarza, to rzadko i tylko w nietypowych rozwiązaniach grzewczych -- być może w niektórych rozwiązaniach z pompą ciepła) oraz można ją zazwyczaj łatwo poprawić wydłużając czas grzania (tj. zmniejsząjąc wykorzystywaną moc pieca aby piec pracował z mocą, przy której ma większą sprawność, tj. powrót z ochłodzenia do normalnej temp. będzie dłuższy).

    Można też wydumać sytuacje w której rury z CO są słabo ocieplone i np. idą blisko ściany zewnętrznej (tj. mają duże straty), wtedy też grzanie większą mocą pieca niesie za sobą większe straty (rury będą cieplejsze, większe straty ciepła), ale te rury naprawdę musiałyby być bardzo źle poprowadzone aby straty ciepła z rur choćby zrównały (!) się ze stratami trzymania stałej temperatury w całym domu/mieszkaniu (nawet dobrze ocieplonym), więc ten argument też praktycznie odpada.

    Natomiast warto też wiedzieć, że obniżenie temp. w domu np. z 15℃ do 10℃ nie da już tak dużych oszczędności jak z 20℃ do 15℃ (stąd może wniosek wielu osób, że nie ma sensu zbyt mocno ochładzać, bo oszczędności zaczynają być coraz mniejsze wraz z obniżeniem temp., a problem (dłuższy czas nagrzania, ryzyko grzyba oraz negatywny wpływ dużych i gwałtownych zmian temperatur na to co w środku mieszkania/domu) coraz większy -- ten wniosek może być słuszny, tj. gdzieś jest "złoty środek", ale wniosek że nagle jest jakiś dodatkowy odbiorca energii (tj. trzeba ogrzać mury, tak jakby wcześniej one nie były odbiorcą ciepła) i to się nie będzie opłacać (licząc tylko koszt grzania), jest błędny.

    P.S.
    Znalazłem stronę ( www.ahok.de/en/night-set-back.html ), na której ktoś wylicza oszczędności z obniżenia temp. w pokoju na noc (8h) o kilka stopni, przy temp. na zewnątrz 0℃ i -10℃: oszczędności (w ciągu doby) są rzędu 3% i wg autora są potem tracone przy ogrzewaniu piecem, który ma mniejszą sprawność przy pełnej mocy (niestety tego autor już nie wyliczył, większe straty przy ogrzewaniu są już przez autora domniemane) -- jest to jakiś argument i jest to to sytuacja, którą opisałem w akapicie 4 -- wg mnie rzadka, a co najważniejsze: możliwa do poprawienia poprzez ustawienie mniejszej mocy pieca (kosztem dłuższego czasu powrotu temp. w domu do normalnej: można ustawić w termostacie aby np. 2h wcześniej, przed naszym powrotem, piec zaczął grzać).

    Jakby nie było, w mieszkaniach z kaloryferami i podzielnikami ciepła, pieca zwykle nie mamy i ten argument tu w ogóle odpada.
  • 23.01.10, 15:30
    Po pierwsze przy niczym się nie upieram.
    Mama zagwozdkę i tyle.
    Po drugie nie pisałam nic o stratach ciepła.Doktoryzowac się z tematu też
    nie zamierzam.
    Po trzecie nikt mnie do niczego nie musi przekonywac, z fizyki miałam 5 to tak
    na marginesie i bynajmniej nie za urok osobisty.
    Program był naukowy podobnie jak kilka innych, które ogladałam. Nie, nie łykam
    wszystkiego jak pelikam, ale nad pewnymi rzeczami mądrzejsi ode mnie się
    wypowiedzieli i biorę to pod rozwagę.
  • 23.01.10, 15:42
    > Program był naukowy podobnie jak kilka innych, które ogladałam.
    > Nie, nie łykam wszystkiego jak pelikam, ale nad pewnymi rzeczami
    > mądrzejsi ode mnie się wypowiedzieli i biorę to pod rozwagę.

    Ale naukowy, czy popularnonaukowy? Bo Adam Savage i Jamie Hyneman to i owszem są
    eksperci ale raczej z innej działki.

    A poważnie, przypomnij sobie, co to za program, można byłoby spróbować go
    odszukać i odnieść się do meritum tamże przedstawionego.

    Ja jestem zdania, że sprawność kotła to przy wzroście jego mocy akurat będzie
    rosła, a nie spadnie.

    --
    EKOoszczędzanie -- pieniędzy i
    środowiska (naraz!)
  • 23.01.10, 15:56
    No właśnie miałam nadzieję, ktos jeszcze go ogladał, moze puszczą go znowu w
    wiosennej ramówce...nie wiem.
    To był program produkcji niemieckiej chyba, owszem gdybym podała, ze program o
    podobnych wnioskach ogladałm na Discovery byłoby to dla niektórych bardziej
    wiargodne.
    Niestet zagwozdkę mam nadal. Kilka lat temu, gdy zmniejszalismy przed wyjsciem
    do pracy ciepło kaloryferów(nie było potrzeby grzac, bo od rana do 19 tej nikogo
    w domu nie było) przyszło nam ponad 50O zł dopłaty. To był szok. A od mniej
    więcej 3 lat zostawiamy tak jak jest (kaloryfer jest ciepły w najwiekszym
    pokoju)nawet jak nie ma nas cały dzień i co roku mamy nadpłatę. W kuchni i
    sypialni nigdy nie grzalismy nawet wtedy, gdy przyszła nam dopłata. Po prostu w
    przypadku mojego mieszkania teoria rozmija się z praktyką.
  • 24.01.10, 00:55
    woman-in-the-city napisała:

    > To o czym obaj piszecie obalono jako mitw programie który ogladałam. Wie
    > m
    > programy sa różne, ale ten był świetnie zrobiony, profesjonalnie przygotowany,
    > nie z rodzaju opowiesci z mchu i paproci.

    Podalem przyklady na "chlopski rozum" z obnizaniem temperatury na czas dluzszego
    wyjazdu i stopniowo skracalem okresy obnizonej temperatury.

    To, ze program w telewizyjnym odpowiedniku Faktu cos omawiali, nie oznacza, ze
    maja racje. Mogli byc np. sponsorowani przez gazownie czy cieplownie smile
    Podobnie, kwestia doplaty o ktorej wspominasz, jest kwestia przypadku (zmiana
    stawek) lub oszustwa.
    Opisywalem, jak w Szczecinie gazownia sobie dorobila do wykonania planu 2-3 lata
    temu, falszujac kalorycznosc gazu w wyjatkowo ciepla zime.
    --
    Petycja- stop cenzurze internetu
    Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
  • 22.01.10, 18:47
    U mnie kaloryfery mamy włączone jedynie w łazience.

    Temperatura w domu jest w granicach 25 stopni.
  • 22.01.10, 23:06
    > ja staram się - kaloryfery nieużywane w kuchni i łazience

    to słaby pomysł, łazienkę lepiej dobrze nagrzewać - chyba że chcesz za jakiś
    czas walczyć z grzybem
  • 23.01.10, 10:58
    Jeszcze 2 kwestie których nie poruszyłiście.
    1)OZanm osoby,które chwalą się,że mają zakręcone wszystkie kaloryfery w domu,a i
    tak maja cieło.Niestety,płaća za to sąsiedzi,którzy ich "ogrzewają"(chodzi o
    domy wielorodzinne)
    2)Na klatce schodowej w moim bloku powieszono informację,żeby
    -nie suszyc prania na klaoryferach
    -niczymnie zasłaniac,zakrywać,"ozdabiac"kaloryferów
    -Kiedy wietrzy sie okna żeby obowiązkowo zakręcać termostaty

    inaczej będą dużo większe rachunki za ciepło(mamy "liczniki"na kaloryfery.I tak
    przez kilka lat odnajmowania jednego z pokoi w swoim mieszkaniu,dostwałam
    gigantyczne rachynki,właśnie za tamten pokój-a to panienki wietrzyły przy
    papierosku,a to suszyły majtki.Zreszta wielu moich znajomych nie wiedziało,że
    sami w domu też sobie tak nabijają licznik

    Acha,blok wielopiętrowy,nieocieplony,parter,plastikowe okna
    --
    TomWaits dzwoni do Marteczki
  • 23.01.10, 12:35
    Masz rację.
    Wielu jest ogrzewanych przez swych sasiadów. Wysarczy, że w pionie rury są
    wspólne i jeden z drugim zakrecając sobie kaloryfery bedzie się cieszył, że ma
    ciepło. Nic nie ma za darmo na tym padole. Ma ciepło, bo sasiad lub klku innych
    sasiadow go grzeje. Na szczęscie mieszkam w jednej z najlepiej zarzadzanych
    spóldzielni i tutaj rozliczenie grzewcze np. partetu, gdzie ludziska grzeją w
    kazdym pomieszczeniu, bo im "ciągnie" zimno od piwnicy jest inne niż kogos na
    wyższym piętrze.
    Swoją drogą nie chce mi się za bardzo wierzyc w goracy "klimat" w mieszkaniu
    przy wyłaczonych kaloryferach i trzaskających na zewnątrz mrozach. Kosmiczna,
    cudowna technologia, czy bardziej może grzejący gratisowo sąsiedzi.
  • 23.01.10, 13:27
    Mieszkalam przez jakis czas w malutkiej kawalerce. Nie włączałam kaloryferów.
    Oczywiście zdaję sobie sprawe, ze to sąsiedzi mnie dogrzewali z kazdej mozliwej
    strony, ale co ja na to poradze? W mieszkaniu bylo ok. 21-22 stopnie
    nieogrzewając, to według was powinnam była dodatkowo grzać do 25 stopni (dla
    mnie horror) tylko po to, by sęsiedzi czuli się lepiej??
  • 23.01.10, 13:34
    Ja tez mam 21 stopni, grzeję tylko w jednym pokoju o czy napisałam wyzej. I to
    jest normalna temperatura.
    Chodziło mi o "goracy" klimat w mieszkaniu,, ktos wyzej napisał ,ze ma 25
    stopni przy wyłączonych kaloryferach przy tej zimie jaką obecnie mamy.
  • 23.01.10, 22:22
    Nie wiem jaką mam temperaturę w mieszkaniu, ale w ciągu dnia muszę
    zakręcać kaloryfery od strony południowej, bo przy słonecznej
    pogodzie mam niemalże tropiki.
    Praktykuję też zakęcanie grzejników przy wychodzeniu z domu.
    Ostatnio miałam małą dopłatę. Sąsiedzi przychodzili się pytać jak u
    nas z rachunkiem, bo oni muszą dopłacić dużo więcej. Od razu
    uprzedzam komentarze w stylu, że to sąsiedzi nas ogrzewają. Nasze
    mieszkania się nie stykają. Z jednej strony po sąsiedzku mam w
    przeważającej części klatkę schodową, z drugiej - podwójną płytę
    (tak jakby połączone dwa moduły bloku), więc i tu nas sąsiedzi nie
    ogrzeją. Mieszkanie na ostatnim piętrze.
    Zimno to mamy niestety w pokoju starszego dziecka - od północy. I
    tam grzejnik najczęściej jest na full. Będziemy się starać o
    ocieplenie budynku z tej strony. Nasi sąsiedzi z wysoką dopłatą mają
    mieszkanie właśnie od północnej strony.

    Pamiętam, że po pierwszym rozliczeniu ciepła przez kilka miesięcy
    nie płaciliśmy opłat za media, bo mieliśmy taką wysoką nadpłatę.
    Teraz ze względu na dzieciaki i fakt, że ja "siedzę" w domu, więcej
    się grzeje, więc stąd te niewielkie dopłaty.
  • 23.01.10, 22:57
    Ja mam mieszkanie narożne od Płd-Wschodu i tylko jedna dosłownie sciana nasza
    graniczy z sasiedami obok, którzy mają tam kuchnię i jej nie ogrzewaja, bo ich
    lodówka jest tuż przy grzejniku.
    Jak się ma dzieci to się na cieple nie oszczędza, wiecej na lekarza potem
    człowiek wyda. Pokoju półncnego nie zadroszczę, mieszkałam kiedyś na parterze m.
    inn w północnym pokoju i bardzo dziekuję, zimno jak jasny gwint mimo ogrzewania
    brrrr. To był koszmar, Bogu dzięki mieszkam obecnie na piętrze i to już inna bajka.
  • 24.01.10, 10:58
    ja mam tak jak pisałam narożny parter i do tego sąsiada, który mieszka we
    Włoszech wiec tez nie grzeje a nie mam wcale zimno w mieszkaniu a i nadpłatę
    zawsze to tak jak ktoś napisałam wyżej zależy tez od zaliczek

    ja ma m3,5 zł za m2 a wy ile macie ??
  • 24.01.10, 11:20
    Według mnie kwotę zaliczki masz zabójczą...
    Ja mam zaliczkę 1,45zł/m2 miesięcznie a i tak raz w roku mam zwrot o równowartości połowy czynszu smile

    --
    ------
    Michał
  • 24.01.10, 11:46
    połowy czynszu a ja mam 2,5 czynszu - ale fakt zaliczka spora - jednak wolę to
    niz dopłacać
  • 23.01.10, 15:45
    > Na szczęscie mieszkam w jednej z najlepiej zarzadzanych
    > spóldzielni i tutaj rozliczenie grzewcze np. partetu, gdzie
    > ludziska grzeją w kazdym pomieszczeniu, bo im "ciągnie" zimno od
    > piwnicy jest inne niż kogos na wyższym piętrze.

    Nie do końca popieram takie podejście. Tym sposobem koszty świadomego wyboru
    mieszkania, które wymaga większej ilości energii do ogrzania, ponosi nie jego
    lokator, tylko cała reszta budynku.

    Dziś powinniśmy odchodzić od takiego sposobu rozliczania kosztów ogrzewania,
    zwłaszcza w kontekście tego, że każde mieszkanie pojawiające się na rynku musi
    posiadać świadectwo charakterystyki energetycznej.

    --
    EKOoszczędzanie -- pieniędzy i
    środowiska (naraz!)
  • 25.01.10, 19:00
    W zamian za to co byś zaproponował?
  • 23.01.10, 12:04
    > to słaby pomysł, łazienkę lepiej dobrze nagrzewać - chyba że
    > chcesz za jakiś czas walczyć z grzybem

    Wystarczy skutecznie ją wietrzyć, nie ma potrzeby jej jeszcze nagrzewać...

    No oczywiście nie wolno dopuszczać do kondensacji pary wodnej na ścianach, ale
    raczej przez wyciąganie pary wodnej przez wentylację niż podnoszenie temperatury
    w łazience.

    --
    EKOoszczędzanie -- pieniędzy i
    środowiska (naraz!)
  • 23.01.10, 13:20
    pionowe rurki w blokach są chyba zawsze i rozliczane sa na każdego po równo
    niezależnie czy ktos grzeje czy nie to tzw opłaty stałe

    Ja nie mam w łazience podzielnika i kaloryfer cały czas na full - gdzie jak
    gdzie ale w łazience musi być ciepło dla mnie
  • 23.01.10, 15:48
    > pionowe rurki w blokach są chyba zawsze i rozliczane sa na każdego
    > po równo niezależnie czy ktos grzeje czy nie to tzw opłaty stałe

    No właśnie... Koszty stałe to inna historia.

    Przykładowo, w moim bloku koszty stałe to aż 30% całych kosztów ogrzewania. A na
    moim rachunku za ubiegły sezon grzewczy, udział kosztów stałych to aż połowa
    całego rachunku. Co dowodzi jasno, że zużywam ciepła proporcjonalnie mniej, niż
    reszta, i tak lekko licząc 15% mojego rachunku trafia do kieszeni innych
    mieszkańców.

    > Ja nie mam w łazience podzielnika i kaloryfer cały czas na full -
    > gdzie jak gdzie ale w łazience musi być ciepło dla mnie

    Nie musi, tylko tak lubisz. smile

    Pozbawianie grzejnika w łazience podzielnika ciepła to kolejna głupota w
    rozliczaniu kosztów ogrzewania. Tym sposobem wszyscy odkręcają tam grzejniki na
    maksimum, puszczając sporą część z tego ciepła przez komin wentylacyjny, myśląc,
    że za to nie płacą. Tylko że płacą, ale w kosztach stałych...

    --
    EKOoszczędzanie -- pieniędzy i
    środowiska (naraz!)
  • 24.01.10, 00:42
    muszę Cie poprzeć, bo sprawdziłam w praktycesmile

    Oczywiście to nie zawsze jest tak, że jak przykręcimy i wychłodzimy to jesteśmy
    do tyłu; wszystko zależy od okoliczności i kilku czynników. I chyba nie da się
    tak teoretycznie w kilku słowach doradzić. Niemniej dobrze mieć świadomość
    pewnych mitów i nie przyjmować za pewnik niby-oszczędności. Ja byłam zaskoczona
    wynikami 2 eksperymentów, bo na "logikę i prawa fizyki" wydawało się to dziwne i
    niemożliwe, a jednak ...
  • 24.01.10, 01:11
    Zdradzisz jak wyglądały te eksperymenty i co dokładnie Ci wyszło?
  • 24.01.10, 11:07
    a jakie macie podzielniki elektroniczne ?? u mnie nie ma znaczenia czy zakręcam
    czy nie a jeśli chodzi o wychłodzenie mieszkania to tez nie zauważyłam różnicy
    bo i tak przy obecnych mrozach musze miec na full kaloryfer nie ważne czy
    zakręcam czy nie. Jedyne co zauważyłam to nie ma sensu zakręcanie w jednym
    pokoju a odkręcanie w drugim bo wtedy ciepło się rozchodzi i nawet grzanie na
    full nic nie daje a jak jest wszędzie odkręcony to jest ciepło i można skręcić
    trochę - ale namieszałam mam nadzieje ze coś z tego zrozumiecie wink
  • 24.01.10, 11:01
    ekologik napisał:


    > Pozbawianie grzejnika w łazience podzielnika ciepła to kolejna głupota w
    > rozliczaniu kosztów ogrzewania. Tym sposobem wszyscy odkręcają tam grzejniki na
    > maksimum, puszczając sporą część z tego ciepła przez komin wentylacyjny, myśląc
    > ,
    > że za to nie płacą. Tylko że płacą, ale w kosztach stałych...
    >

    Nie no ja doskonale wiem że za to płace tylko ryczałtem wszyscy tyle samo a że
    lubię wink ciepło w łazience nie przeszkadza mi to właśnie
  • 25.01.10, 20:19
    Ja mieszkam w nieocieplanej kamienicy, mieszkanie na planie L, w
    każdym pomieszczeniu przynajmniej jedna ściana zewnętrzna. I
    ogrzewanie gazowe...W ubiegłym roku było nieźle, w tym...aż strach
    sie bać. Kaloryfery na full, jak wychodzimy skręcam(na 2, 3). Teraz
    ferie, dzieci w domu- mróz zbyt duży żeby z nimi wyjść i zbyt duży,
    żeby porządnie wywietrzyć...tzn. można, tylko nie jestem przekonana,
    czy jak będe musiała to wychłodzone mieszkanie nagrzać, nie będzie
    kosmicznego rachunku za gaz...Z odczytu od 14 grudnia do 15 stycznia
    wychodzi jakieś 750zł...
  • 25.01.10, 20:36
    A ja mam dom, gdy ogrzewam go cały czas jednakowo (piec na groszek,
    w podajnikiem, elektronicznie sterowany), spala o 15% groszku mniej,
    niż gdy manipuluje przy termozaworach. Gdy nastawialismy sterowanie,
    tak, ze utrzymywała temp. niższą gdy jestesmy w pracy, na dogrzanie
    domu szło wiecej paliwa niz przy równomiernej temp.

    Jesli chodzi o mieszkania - podzielniki ciepła to defacto
    podzielniki kosztów dla całej nieruchomosci. A w jaki sposób sie one
    rozkładają zależy od regulaminu rozliczania c.o. Od kosztów stałych,
    cześci wspólnych budynku (piwnica, klatka, strych) i od rodzaju
    podzielnika (elektroniczny czy parujący). Więc nie całkiem jest tak,
    że jesli zakręcamy kaloryfery to oszczedzamy, bo jesteśmy zależni od
    zużycia ciepła ogółem dla budynku.
  • 26.01.10, 15:47
    Mam piec gazowy w mieszkaniu i jest ustawiony na grzanie tylko po
    poludniu-wieczorem i nad ranem. W tym czasie kaloryfery sa ustawione na stale i
    nie ruszam ich. Im krocej piec jest wlaczony tym mniej gazu zuzywam. Na piecu
    mam tez wybrana moc ogrzewania, ale nie temperature, bo takiej opcji nie ma.

    Najzimniejsze pomieszczenie w mieszkaniu to sypialnia, bo sasiaduje z
    korytarzem. Mam tam temp od 17 do 19 stopni w zaleznosci od tego czy jest
    wlaczone ogrzewanie czy nie. Przy 20 stopniach jest mi za cieplo.
  • 25.01.10, 20:49
    i owszem, przez obecną i ubiegłą zimę wyłączałam kaloryfery podczas nieobecności.
    tzn. obecnie pracuję głownie w domu, ale jeżeli np. mam komp w salonie, to w
    salonie kaloryfer jest odkręcony np. na połowę, a w sypialni wyłączony do
    popołudnia, kiedy to odkręcam na kilka godzin choć nie na maxa, i następnie
    zakręcam na noc - tak samo w pokoju córki.
    mam też termometr w mieszkaniu i nie zauważyłam, żeby temperatura np w sypialni
    przy wyłączonym przez większą część doby kaloryferze spadła o więcej niż 3-4
    stopnie, a na wieczór nagrzewa się szybciutko.

    zaznaczam, że nadpłatę mam po raz pierwszy, ogólnie jestem ciepłolubna więc w
    poprzednich latach kaloryfery po prostu były odkręcone przez cały czas sezon
    grzewczy - czyli takie zakręcanie jednak u mnie jest oszczędne.


    --
    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że
    się z nami nie kontaktują.”
    ALBERT EINSTEIN

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.