Dodaj do ulubionych

Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak?

04.03.10, 14:17
Hej!

Zaglądam tu od jakiegoś czasu, ale to mój pierwszy post. Chciałabym
poddać moje wydatki waszej analizie w której jesteście niezastąpione.
Zatem:
Jestem studentką dzienną i moje stałe wpływy pieniężne to 2100zł.

Opłaty:
550 = czynsz+internet+energia komórkę pokrywa tato.

Jedzenie: właśnie o to chodzi że nie mam pojęcia. Jem niewiele,
kupuje w biedronce, a całą masę jedzenia dostaję od cioci która
mieszka niedaleko i dużo gotuje. Czasem coś zjem na mieście ale
raczej kanapke w freshpoincie niż obiad w restauracji.
Także przypuszczam że ok 300zł. (zależy od ilości grzeszków i
pierdół na mieście)

Ubrania: pełna masakra, w tym lutym 400zł, ale bardzo chce się
powstrzymać, choć na jakiś czas.


Chemia i kosmetyki: bardzo niewiele bo wiekszość kupuje jak jestem w
domu i płacą za to rodzice. Wiec max. 30zł.

Transport: 100zł pociągi, 50zł miesięczny. =150zł
Moim grzechem największym są taksówki na które wydaję miesięcznie
ok100-150 zł, i ciężko mi z nich zrezygnować bo to niesamowita
wygoda zwłasza w zimie.

Rozrywka: i tu jest najwięcej - przede wszystkim kawy w starbucks,
alkohol na imprezach, kino (rzadko), siłownia i fitness, fryzjer
(rzadko)- 400-500zł

Wychodzi ok 1800 bez wydatków ubraniowych.

Więcej grzechów nie pamiętam.
Chciałabym zaoszczędzić ok 500zł miesięcznie, mam już spore
oszczędności ale brak jeszcze troche do spełnienia mojego marzenia.

Moim pierwszym postanowieniem jest rezygnacja z taxi. Robi się
ciepło więc będzie łatwiej.

W marcu mam kilka rodzinnych uroczystości co wiąże się z pieniędzmi
na prezenty, a że rozpieściłam bliskich drogimi podarunkami to tym
bardziej będzie mi trudno. Bardzo mi zależy żeby zacisnąć pasa i
mimo większych wydatków zaoszczędzić.

Proszę o rady smile




Obserwuj wątek
    • szpilkaaa Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 15:01
      Jeśli chodzi o jedzenie to wydajesz dużo.Piszesz,że ''całą masę jedzenia dostaję od cioci,która mieszka niedaleko i gotuje''.Skąd więc te 300 pln?

      Domyślam się,że kupujesz dużo gotowych rzeczy albo jadasz na mieście.
      Jeśli chodzi o oszczędność w tej kwestii to jak wygląda u Ciebie zaplecze kuchenne?

      Masz możliwość przygotowywania posiłków w mieszkaniu/miejscu,gdzie mieszkasz?


      Ubrania-możesz zaoszczędzić poprzez wymianę ciuchów z innymi,lepsze second-handy albo po prostu zastanowić się dlaczego aż tyle wydajesz na ubrania.
      Czy te pieniądze to kwestia np.nowych butów i płaszcza czy raczej kwestia kupowania rzeczy w każdym miesiącu(niezależnie czy potrzebne czy nie)?

      Wydatek 100-150 pln to nie aż tak dużo biorąc pod uwagę cennik taksówek.Aczkolwiek w tym przypadku masz 3 możliwości:
      1.rezygnujesz ze swojej wygody i zamawiasz taksówkę tylko wtedy,gdy jest NIEZBĘDNA.
      2.idziesz na kurs prawa jazdy i kupujesz własny samochód.
      3.''przepraszasz się'' z komunikacją miejską i na niej bazujesz.
      Co do pociągu-nie doradzę bo podałaś zbyt mało danych.(jak często jeździsz,ile kilometrów).

      Co do rozrywki-można zawsze obciąć.Zawsze można iść do kina tańszego aniżeli Silver Screen/Cinema City.
      Zawsze można zrezygnować ze Starbucks'a i nie pijać drinków na imprezie.
      Ja osobiście nie mam takowego problemu bo nie lubię tego typu spędzania wolnego czasu.
      A kawę preferuję kupić w ziarnie w dobrym sklepie i zaprosić kogoś do siebie(np.melonową).


      Ogólnie rzecz biorąc zaoszczędzenie 500 pln w przypadku takiego stylu życia jaki prowadzisz może być dosyć ciężkie.
      Czasami bardzo trudno człowiekowi wstać pół godziny wcześniej,żeby zrobić sałatkę/kanapkę bo przecież w kawiarniach są takie pyyyszne kanapki i kawa,niewink?

      Teraz nie ironizuję bo miałam ten sam problem,ale nie da się mieć ciastka i zjeść ciastkawink
      • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 15:17
        Więc tak :

        Jedzenie- w to wliczam choćby dobre kawy i herbaty do których mam
        słabość, kupuje suszone pomidory, rucolę, oliwki, kapary i drogie
        sery. Nie jem wiele ale lubie dobre rzeczy.
        Co do zaplecza- mam swoją kuchnię i potrafię gotować i piec. Tyle że
        te 300zł tak naprawdę schodzi właśnie albo na droższe frykasy, albo
        na jedzenie na mieście.

        Co do kanapek na uczelnię- nie robię i nie potrzebuję takowychsmile
        Kanapka w freshpoincie to mój obiad jeśli już.

        400zl na ciuchy w lutym to tylko jedna sukienka.
        Mam sporo ubrań i wiem że obiektywnie więcej mi nie trzeba. Ale od
        tej wiedzy do czynów mi daleko.

        Transport- na pociągach raczej nie oszczędzę (choć jeżdzę 1 kl. bo
        do drugiej nie można się zmieścić na mojej stacji)
        Co do taksówek- obiecuje ze z nich rezygnuje. Prawo jazdy mam ale
        obecnie oszczędności przeznaczam na wakacje. Może samochód kupię
        sobie na 22 urodziny, o ile będę mieć środki smile


        co do kaw i drinkow- no tu jest mi podobnie cięzko jak z taksówkami
        bo wiem ze to z tego własnie trzeba rezygnować, a to nie jest
        proste. Mam akurat takie towarzystwo które przerwy w zajeciach
        spędza w starbucks, a na imprezach kupują butelkę wodki w klubie,
        bądź (kobiety) parę eleganckich drinków. Trudno jest się wyłamać,
        trudno też z powodu pieniedzy rezygnować z życia towarzyskiego. Może
        pod tym wzgledem macie rady ?
        • agattka_84 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 15:34

          > 400zl na ciuchy w lutym to tylko jedna sukienka.
          > Mam sporo ubrań i wiem że obiektywnie więcej mi nie trzeba. Ale od
          > tej wiedzy do czynów mi daleko.

          Zrób sobie listę potrzeb i odzieżowych i kupuj wg tej listy.
          Zastanów się też, ile chcesz przeznaczyć na zakup n-tej
          niepotrzebnej sukienki, bo na szaleństwa też powinno być trochę
          miejsca.
          • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 15:44
            W biedronce kupuję takie rzeczy jak jogurty, serki, mleko, ser
            biały,twarożki do chleba, chleb tostowy, bułki, wode, ciastka czy
            chipsy (niewiele), czasem mrożonki. Czyli takie śniadaniowo-
            kolacyjne rzeczy.
            Reszta moich grzechów to alma i warzywniak z rucolą, świeżym
            szpinakiem itd ;P
        • allybb Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 16:24
          Ubrania - skoro masz pełną szafę to na pewno znajdą się takie, w których nie chodzisz a są jeszcze modne; spróbuj wystawić na Allegro. Uzyskane w ten sposób pieniądze odłóż albo przeznacz na zakup nowych ciuchów (spróbuj sobie postanowić, że nowy ciuch możesz kupić tylko za równowartość pieniędzy, które otrzymałaś ze sprzedaży starych. Wiadomo, będziesz musiała sprzedać 5-10 ubrań,żeby uzbierać na coś nowego ale raz, że odzyskasz choć część pieniędzy władowanych w ubrania już posiadane, dwa że może to pomoże uświadomić Ci sobie skalę zakupów "szmacianych").
          Drinki - staraj się pić wolno. Wystarczy żebyś wypiła o jednego drinka mniej na każdej imprezie, od razu odczujesz oszczędność. Albo zamiast pięciu drinków w czasie 1 spotkania, zamów cztery drinki i jeden sok (jak będzie ładnie przybrana szklanka, to może nawet nikt nie zwrócić uwagi na jej zawartość). Od czasu do czasu możesz się wymówić, że wzięłaś wcześniej ibuprom bo Cię coś bolało i teraz nie możesz pić alkoholu, tylko soki lub colę.
          Taksówki - zawsze można dogadać się ze znajomymi mieszkającymi w okolicy i jeździć w kilka osób (zwłaszcza powrót z imprezy), wtedy koszt znacznie się obniża.
    • bart_smithson Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 17:14
      > Chciałabym zaoszczędzić ok 500zł miesięcznie, mam już spore
      > oszczędności ale brak jeszcze troche do spełnienia mojego marzenia.

      Masz multum mozliwości gdzie mozna "przyciąć" wydatki.
      A kasa na koncie osobistym wręcz prosi o to by ją wydać - kwotę którą chcesz oszczedzić musisz jakoś "odseparować".

      Zaraz po tym jak kasa wpłynie Ci na konto - 500pln przelej na oszczędnościowe z którego ciężko wypłacić.

      A z resztą wydatków będziesz musiała sobie poradzić...
    • gad.forumowy Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 20:58
      mara202 napisała:
      > Jestem studentką dzienną i moje stałe wpływy pieniężne to 2100zł.

      A skąd taka kasa u studentki? Toż to więcej niż ja zarabiam na pełnym etacie.
      W twojej sytuacji, gdy 50% kosztów przejazdów dotuje ci państwo z naszych podatków taksówki są zupełnie nieuzasadnione.
      Z tego co napisałaś prowadzisz beztroskie studenckie życie, imprezujesz, dobrze się bawisz.
      W przypadku studentów problemem nie jest skąd wziąć kasę na wakacje, tylko czy i ile mama z tatą wyłożą, a to mniejsza bądź większa niewiadoma wink
      Rada jest jedna, czas zejść na ziemię.

      --
      Jestem gadem...
      • miszkawani Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 21:25
        gad.forumowy napisał:

        > mara202 napisała:
        > > Jestem studentką dzienną i moje stałe wpływy pieniężne to 2100zł.
        >
        > A skąd taka kasa u studentki? Toż to więcej niż ja zarabiam na
        pełnym etacie.
        > W twojej sytuacji, gdy 50% kosztów przejazdów dotuje ci państwo z
        naszych podat
        > ków taksówki są zupełnie nieuzasadnione.
        > Z tego co napisałaś prowadzisz beztroskie studenckie życie,
        imprezujesz, dobrze
        > się bawisz.
        > W przypadku studentów problemem nie jest skąd wziąć kasę na
        wakacje, tylko czy
        > i ile mama z tatą wyłożą, a to mniejsza bądź większa niewiadoma wink
        > Rada jest jedna, czas zejść na ziemię.
        >


        Proponuje samemu zejśc na ziemie. 2100 to jest duzo? Babki z
        dziadkami biora 2000 tej niby lichej emeryttury!.. A ile powien
        dostwac czy to od rodzicow student, czy od panstwa? Bo nie rozumiem.
        No ile? ile kosztuje zycie? 550 za mieszkanie-to smeiszne pieniadze.
        I kurcze z jakich "naszych" podatków?


        Jestes facetem i nie zarobisz 2100 meisiecznie na pelnym etacie? Coś
        nie tak... Pora sie nad soba zastanowić.. Ile zarabiasz? Nie wstyd
        ci? No facet rusz tyłek!!!!! Leser!!!

        A do autorki: korzystaj z zycia ile wlezie: bron ci boze nie
        oszczedzaj. Teraz jest super-czas. Masz sporo ulg, zniżek do 26r.z i
        srtuuudiuj, imprezuj, kupuj drinki, i jezdzij taksowkami. Wystarczy,
        ze 2stowki odlożysz. Zresza, 20 latkowie nie pwoinni oszczedzac.
        Zaczniesz oszczedzac, jak "narobisz" sobie bachorów, potocznie
        zlaoysz ordzine. Teraz to ooolej
          • miszkawani Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 22:14
            a dlaczego ma placic, skooro za podstawiowke i gimnazjum nie placi?

            czym roznia sie studia?

            technikum nawet kończy sie po 18stce..

            i tak 80% studentow placi: wicoreow zaiczne, wyzsze.. od groma

            Dlaczego za eduakcje trzeba bulić i co jesli sie nie wybuli?
            koniec po 19 r.ż. Gdzie taki xx ma isc do pracy. Jak prace znajdzie?
            Po opracowywaniu "chłopów", wyląduje w biedronce..

            Zaloże sie, ze masz kolo 40 stki i jestes taki stary kawaler, czy
            cos takiego..
            • gad.forumowy Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 02:07
              miszkawani napisała:
              > Dlaczego za eduakcje trzeba bulić i co jesli sie nie wybuli?

              Rowy kopać.

              miszkawani napisała:
              > koniec po 19 r.ż. Gdzie taki xx ma isc do pracy. Jak prace
              > znajdzie? Po opracowywaniu "chłopów", wyląduje w biedronce..

              Pójdzie na budowę. Popatrz, nie ma komu autostrad budować.

              miszkawani napisała:
              > Zaloże sie, ze masz kolo 40 stki i jestes taki stary kawaler, czy
              > cos takiego..

              Skąd wiedziałaś?

              --
              Gad forumowy rusza na łowy smile
        • krzysztofsf Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 07:45
          miszkawani napisała:


          >
          > Proponuje samemu zejśc na ziemie. 2100 to jest duzo? Babki z
          > dziadkami biora 2000 tej niby lichej emeryttury!..

          Masz dziadkow ktorzy pracowali w sb ?


          > A ile powien
          > dostwac czy to od rodzicow student, czy od panstwa? Bo nie rozumiem.
          > No ile? ile kosztuje zycie? 550 za mieszkanie-to smeiszne pieniadze.
          > I kurcze z jakich "naszych" podatków?


          Proponuje lekture forum praca.
          >
          > Jestes facetem i nie zarobisz 2100 meisiecznie na pelnym etacie? Coś
          > nie tak... Pora sie nad soba zastanowić.. Ile zarabiasz? Nie wstyd
          > ci? No facet rusz tyłek!!!!! Leser!!!

          Nie obrazaj czlowieka.
          Widze, ze albo trollujesz, albo nie masz pojecia o zyciu z racji wieku badz powiazan rodzinnych.


          > A do autorki: korzystaj z zycia ile wlezie: bron ci boze nie
          > oszczedzaj. Teraz jest super-czas. Masz sporo ulg, zniżek do 26r.z i
          > srtuuudiuj, imprezuj, kupuj drinki, i jezdzij taksowkami. Wystarczy,
          > ze 2stowki odlożysz. Zresza, 20 latkowie nie pwoinni oszczedzac.
          > Zaczniesz oszczedzac, jak "narobisz" sobie bachorów, potocznie
          > zlaoysz ordzine. Teraz to ooolej


          Wszystko fajnie,, tylko dziewczyna chce oszczedzic wlasnie na fajne wakacje - kosztem obnizenia standardu przez kilka miesiecy.
          Wg mnie bardzo sensowne podejscie, lepiej oszczedzic w kraju niz na wyjezdzie rezygnowac z wielu niepowtarzalnych atrakcji, lub liczyc pieniadze na posilki zamiast miec wykupiony all.

          --
          Petycja - stop cenzurze internetu
          Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
        • miska_malcova Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 07:57
          miszkawani napisała:
          > Proponuje samemu zejśc na ziemie. 2100 to jest duzo? Babki z
          > dziadkami biora 2000 tej niby lichej emeryttury!..

          no, to ja proponuję Tobie zejść na ziemię. 2000zł dostają emeryci? Śmiesz
          żartować! Powiedz to pierwszemu lepszemu emerytowi, to Ci oczy wydrapie za taką
          potwarz smile

          A ile powien
          > dostwac czy to od rodzicow student, czy od panstwa? Bo nie rozumiem. No ile?
          ile kosztuje zycie?

          jesteś pewna, że stypendium naukowe dostaje się "na życie"? Osobiście nie jestem
          zwolennikiem wysokich stypendiów naukowych. A ile dostaje od rodziców, to sprawa
          rodziców, nie wnikam.
    • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 04.03.10, 23:38
      moje dochody nie do konca są moją zasługą. Owszem, mam stypendium
      naukowe, ale reszta to dochody z nieruchomosci które przepisali na
      mnie mama i tata. I ni chcą dochodów z wynajmu. Mówią Twoje- ciesz
      się.

      Rodzice też mi mówia: nie oszczędzaj, szalej.
      Fajni są smile
      Ale ja mam wyrzuty sumienia, chce miec swój wkład na wyjazd
      wakacyjny który i tak oni w 65% sponsorują.
      Szaleję, to prawda. Widać po wydatkach.
      Ale mimo żem młoda, chcę się czegoś nauczyć. Chcę się sama, z
      wlasnej woli ograniczyc, bo jak was czytam to czasem mi wstyd. Jak
      się nie uda teraz, to zaprocentuje na przyszłość.
      • krzysztofsf Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 07:51
        mara202 napisała:

        > moje dochody nie do konca są moją zasługą. Owszem, mam stypendium
        > naukowe, ale reszta to dochody z nieruchomosci które przepisali na
        > mnie mama i tata. I ni chcą dochodów z wynajmu. Mówią Twoje- ciesz
        > się.
        >
        > Rodzice też mi mówia: nie oszczędzaj, szalej.
        > Fajni są smile
        > Ale ja mam wyrzuty sumienia, chce miec swój wkład na wyjazd
        > wakacyjny który i tak oni w 65% sponsorują.
        > Szaleję, to prawda. Widać po wydatkach.
        > Ale mimo żem młoda, chcę się czegoś nauczyć. Chcę się sama, z
        > wlasnej woli ograniczyc, bo jak was czytam to czasem mi wstyd. Jak
        > się nie uda teraz, to zaprocentuje na przyszłość.

        Mam wrazenie, ze najwiecej kosztow (i imprezy i rozrywki i ciuchy) generuje ci koniecznosc dopasowania sie do towarzystwa w ktorym przebywasz.
        Przemysl to, czy akurat ten profil znajomosci jest tym, na czym ci najbardziej zalezy. moze lepiej chodzic np. na tenisa ze stalym abonamentem niz siedziec godzinami w lokalu?


        --
        Petycja - stop cenzurze internetu
        Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
    • miska_malcova Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 07:32
      mara, mam wrażenie, że wcale nie chcesz nic oszczędzić smile
      Ale może się mylę. Dochód masz spory jak na zero wysiłku, poza tym sponsorują
      Cię rodzice, a to nie motywuje do oszczędzania.
      Jeśli jednak bardzo chcesz coś zaoszczędzić, to proponuję drastycznie: nie jadać
      na mieście, nie jeździć taksówkami, nie kupować drinków w knajpach, zrezygnować
      ze Starbucksa, a pieniądze zaraz się znajdą. Z ciuchami też możesz dać sobie na
      wstrzymani - przeglądnąć szafę i kupić to, co niezbędne.
      Tylko chyba nie jesteś gotowa na takie wyrzeczenia, bo przyzwyczaiłaś się do
      pewnego poziomu i nie chcesz z tego zrezygnować.
    • korcia88 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 09:05
      Wyobraź sobie że nagle rodzice mają problemy finansowe, muszą sprzedać Twoje
      mieszkanko i nie mają z czego dawać Ci kasy i co wtedy?
      Teraz jest fajnie, masz mnóstwo pieniędzy, zero zmartwień, jesteś młoda i
      szalejesz ile wlezie, ale kiedyś trzeba będzie dorosnąć i będzie bolało.
      Jakie najłatwiejsze oszczędności widzę w tym co piszesz:
      Taxi zamienić na rower - dla zdrowia i urody, a przy tym taniej i szybciej.
      Zmienić znajomych na takich, dla których ważne jest to kim jesteś, a nie na co
      Cię stać.
      Nie kupować ciuchów do wakacji. I tak masz pewnie całą szafę zawaloną i w
      większości nie chodzisz, więc te 4 miesiące wytrzymasz. Albo przerzuć się na
      troszkę tańsze sklepy.
      To chyba nie dużo biorąc pod uwagę perspektywę super-hiper-wypasionych wakacji.
      A jeśli jednak za trudno, to możesz spróbować sobie dorobić te 500 zł
      miesięcznie. Sądząc po wydawanej kasie na imprezy i inne przyjemności, to
      wolnego czasu masz sporo. Jak sama zarobisz, to będziesz się jeszcze bardziej
      cieszyła z tych wakacji.
      Powodzenia!
    • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 15:06
      To ja może sprostuję pare rzeczy:
      Pieniędzy jako tako od rodziców na utrzymanie nie dostaję. Mam
      stypendium oraz dochód z nieruchomości którą dostałam od rodziców
      (więc, owszem to ich wkłąd ale nie bezpośredni). Finansują mnie
      czasem pod wzgledem ekstra wydatków (np. wyjazd w góry, pół na pół)
      i edukacji (kursy językowe). Resztą wydatków zajmuję się sama.
      Mam też rentę rodzinną ale w całości oddaję ją siostrze, taki mamy
      układ.

      Co do znajomych- chyba nietrafiona ta rada ze zmianą znajomych? Ja
      ich lubie bardzo ze wzajemnością. I nie oceniają mnie pod względem
      portfela, po prostu opisałam sytuacje, ze po zajęciach wychodzimy na
      kawe. Kawe owszem, moge wypić po powrocie do domu, ale zależy mi na
      ich towarzystwie! A tak o suchym pyszczku cięzko siedziec.

      Dobra rada z wolniejszym piciem- niby głupotka a może zadziałaćsmile

      Tak samo rower- strzał w dziesiątke! Moje zamawianie taksówek nie
      jest ze względu na to że jestem pijana bo nie bywam, tylko z tego że
      zmarzluch jestem i jak mysle o czekaniu na przystanku to mi sie
      odechcewa tongue_out Ale to już postanowione- idzie lato- koniec z taxi.

      Co do problemów finansowych w rodzinie- raczej mi nie grożą, tylko
      nam zdrówka wszystkim trzeba.
      • krzysztofsf Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 06.03.10, 03:44
        mara202 napisała:


        >
        > Co do znajomych- chyba nietrafiona ta rada ze zmianą znajomych? Ja
        > ich lubie bardzo ze wzajemnością. I nie oceniają mnie pod względem
        > portfela, po prostu opisałam sytuacje, ze po zajęciach wychodzimy na
        > kawe. Kawe owszem, moge wypić po powrocie do domu, ale zależy mi na
        > ich towarzystwie! A tak o suchym pyszczku cięzko siedziec.

        Nie chodzi o ocenianie po zasobnosci portfela, a o przyjety styl spedzania
        wolnego czasu, generujacy duze wydatki. Jak czesto chodzicie do muzeum czy na
        jakies wystway w miejsce przesiadywania w lokalach?
        Teraz jest zima, ale czy na wiosne daloby sie z tymi ludzmu spedzic chociaz
        polowe "wyjsc" po zajeciach w parku na lawce, korzystajac ze swietnej pogody,
        aby sobie tam pogawedzic bez kawy i koniaku, najwyzej z porcja lodow w rece?

        > Dobra rada z wolniejszym piciem- niby głupotka a może zadziałaćsmile
        >

        O zamawianiu herbaty w miejsce kawy nie wspomne, bo teraz chyba nie ma
        specjalnych roznic smile

        Natomiast mozesz sprobowac zamowic jedno piwo (jak nie lubisz to jeszcze lepiej
        - starczy na dluzej) i saczyc je przez dwie godziny.
        Prawdziwi twardziele, udajacy ekscentrykow, zaskakuja obsluge i wspoltowarzyszy,
        proszac o "szklanke mleka". Brak podejrzenia o oszczednosc murowany.

        Powyzsze pamietam z moich czasow studenckich.

        --
        Petycja- stop cenzurze internetu
        Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
    • error_05 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 17:23
      ja p......
      Zaniemówiłam jak przeczytałam
      Niby takie jest życie.

      A popatrz inni nie mają tak dobrze.
      Musi wystarczyć stypendium- 570zł ( żeby takowe mieć trzeba być
      najlepszym na roku - średnia prawie 4,9, tak jest na mojej uczelni)

      A wakacje? Fizyczna praca za granicą.
      I zawsze trzeba jeszcze pomóc rodzicom, rodzeństwu.

      Eh. Jak ludzie nie znają życia.......
      • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 17:53
        Mam równie wysoką średnią jak Ty, ale niestety niższe stypendium smile

        Nie rozumiem, dlaczego twierdzisz że nie znam życia? Bo mam więcej
        pieniędzy? A co to ma do rzeczy ? Sądzisz że gdybym musiała pracować
        i gdybym była biedniejsza to lepiej bym poznała zasady panujące na
        świecie? Nie sądzę, byłoby mi po prostu ciężej. Ja mam oczy, widze
        co sie dzieje dookoła mnie, a że mnie takie trudy omijają- tylko się
        cieszyć smile
        Ty masz takie życie, ja mam innesmile

          • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 18:54
            No nie potrafię, dlatego chcę się nauczyć. A Ty wszystko potrafisz?
            Taka jestes mądra?

            Jeżeli miałabyś ochotę wytłumaczyć mi w takim razie jak wygląda to
            prawdziwe życie, którego niby nie znam to proszę, bo odnosze
            wrażenie, że wg Ciebie bardzo skromne życie to prawdziwe życie?
            Cóż, chyba jednak to nie jest właściwe miejsce na dyskusję na ten
            temat.
            Pozdrawiam, a resztę dziewczyn wciąż proszę o jakieś pomysły.



            ps. A tak poza- rownież do reszty dziewczyn- robie postępy, mimo
            wielkiej ochoty na obiadek na mieście, wróciłam do domu i
            wyciągnełam to co miałam w zamrażarce big_grin
              • miszkawani Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 20:24
                only_marcopol napisała:

                > możesz mi wyjaśnić fakt posiadania obojgu rodziców i renty
                rodzinnej ??


                mi tez to wyjaśnijsmile!!!

                Zostalaś przejchana na tutejszym forum, a ja powiem, ze zycie jakie
                prowadzisz nie jest luksusowe. Wydajesz naprawde niewiele. Serio.
                Inni wydają to na przedskzole dla dzieci np. 300zł, na beznzyne
                100zl, czy na żarcie dla 3 osobowej rodziny np. 500zł. Problme jest
                jedynie na co wydajesz, tep ieniadze. Ni glupio jest je wysdac na
                alkogol, jeszcze głupiej na taksowki, ale do cholery - moze ta
                tkasowka to jest podstawa, moze ten drink bardzo sol\idaryzuje CIE
                z innymi...

                Nie mzieniaj przyjciol bo drinki sa drogi-to najglupsze co tu mozna
                wycztyac. Rady dla Ciebie, są tu raczej amlo praktyczne. I dodoam
                cos okropnie prawdziowego, to ze teraz odlozyc 500zl miesiecznie nie
                gwaratuje niczego. No, moze wyjazd sobie sama oplacisz, ale to
                naprawde psie pieniądze i jesli miaalbys przez to zatracic
                przyjaznie, czy wrocic z grypa do domu, bo czekalas na auotobus-
                DARUJ SOBIE!!!
                  • woman-in-the-city Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 22:22
                    Od siebie mogę tylko dodac, ze ja nie jestem ani zwolennikiem bolesnego
                    zaciskania pasa przez studentów ani też fanką przesadnie hulaszczego bimbania.
                    Najlepiej o ile to mozliwe wypośrodkowac. Teraz masz najlepszy czas, by trochę
                    swobody i rozrywki pokosztowac, dobrze rokuje to, ze zdajesz sobie sprawę, ze
                    taki stan wiecznie trwał nie bedzie i mozna sobie wstępnie jakis drobny rygor
                    narzucic. Ja dla przykładu balowałam w zasadzie w kazdy studencki weekend w
                    knajpach i klubach, ale starałam się trzymac miesięcznego ustalonego przz siebie
                    limitu. Dorabiałam sobie jako hostessa, na ciuchy, kosmetyki, taksówki musiałam
                    zarobic sama. Bywało, ze zamawiałam tylko soki w knajpach, zawsze to taniej i
                    trzeźwiej wychodziło. I nawet na podkarmianie torebkowego jobla mi środków nie
                    brakowałobig_grin
            • miska_malcova Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 20:23
              mara202 napisała:

              > ps. A tak poza- rownież do reszty dziewczyn- robie postępy, mimo
              > wielkiej ochoty na obiadek na mieście, wróciłam do domu i
              > wyciągnełam to co miałam w zamrażarce big_grin

              Brawo! smile Wytnij te drinki w knajpach, skasuj taxi i jadaj w domu. Urządzaj ze
              znajomymi domówki, kupcie porządny alkohol, a nie te siki w knajpach. Dobrze
              zjecie, dobrze wypijecie i jeszcze kasa zostanie smile
    • joana.mz Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 21:15
      z mojego punktu widzenia masz masę mozliwości ograniczenia wydatków oraz
      ewentualnie dorobienia. Sama musisz zdecydować na czym przyciąć wydatki, z czego
      zrezygnować.
      Co z tego, że dla mnie 400zł na sukienke to dużo za dużo ( w styczniu obkupiłam
      sie na wyprzedażach i wydałam 600zł za torbę ciuchów). Może dla Ciebie
      posiadanie tej sukienki jest bardzo ważne i łatwiej byłoby zrezygnować z
      taksówek, zakupów w drogich delikatesach czy czegoś innego. No i sama musisz
      zdecydować, czy wyjazd wakacyjny jest wart tych ograniczeń.

      Juz pisałam w jednym poście jakiejś studentki - bardzo miło wspominam czasy
      studiów a jeszcze lepiej krótko po - kiedy byłam singielką z dużymi dochodami i
      mogłam wszystko przehulać... takie wspomnienia warto mieć, trzeba mieć czas
      luzu i szaleństw. Uważam również, że warto, choć na ostatnim roku studiów podjąć
      jakąś pracę - wtedy znaleźć ją łatwiej (chętnie zatrudnia się studentów) ma się
      jakieś doświadzcenie.
    • szpilkaaa Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.03.10, 21:31
      Pośród tych studentów ,których znam(lub znałam) bardzo niewielu ma możliwość dysponowania taką gotówką jak Ty.
      Oczywiście istnieje grupa zamożnych studentów,chociażby studiujących na uczelniach,gdzie roczne czesne jest bardzo wysokie.
      Przykładem tutaj może być Wyższa Szkoła Psychologii Społecznej w Warszawie.

      Znam też studentów wyjątkowo biednych,którzy ciągną 2 kierunki i pracują bo (uwaga!uwaga)mama i tata nie dadzą im na nowe spodnie.

      Ten przykład nie jest żadną aluzją do Ciebie,maro202.

      Piszesz,że masz oczy i widzisz dookoła co się dzieje.
      Myślę,że jednak masz rację tylko po części.
      Obracasz się w pewnym towarzystwie,którego poziom życia wydaje Ci się wręcz oczywisty.
      Ale uwierz,że są ludzie mogący wydać 5 pln na cały dzień na 2 osoby..

      Co do oszczędzania to oszczędzania =rezygnacja z pewnego poziomu życia.
      Pewne wyrzeczenie.

      Dla wielu ludzi suszone pomidory i zakupy w Almie to lekkie szaleństwo,dla innych coś co jest naturalnym porządkiem rzeczy.

      Mi do pewnego momentu też świat wydawał się czymś oczywistym.I że stawka godzina to tylko taka powyżej 8 pln-za mniej przecież nikt nie pracuje.
      Nie wyobrażałam sobie możliwości przeżycia za 2 tys.miesięcznie.
      A jednak obcowanie z ''normalnymi ludźmi'' czyli żyjącymi obok pokazuje,że jednak czasami nawet za 5 pln człowiek pracuje.


      Ja rad dotyczących oszczędzania nie zamierzam Ci już dawać.
      Musisz albo do tego sama dojrzeć albo zwiększyć dochody.

      --
      paranoje nadal sypiają ze mną.to takie nieprzyjemne kochanice-nierządnice.

      emocjonalna pustka.puk.puk.pukam.
    • korcia88 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 07.03.10, 20:09
      Jeśli dobrze kojarzę, to studiujesz medycynę. I że to takie prestiżowe i
      wymagające studia, na dodatek masz wysoką średnią. Możesz mi zdradzić, jak to
      się robi, że studiując coś tak wymagającego masz tyle czasu na przesiadywanie ze
      znajomymi w kawiarniach, chodzenie na imprezy, kupowanie ciuchów i częste
      jeżdżenie do domu?
      Może to nie jest związane z tematem tego forum, chociaż w zasadzie oszczędzanie
      czasu to też oszczędzanie. Są jakieś specjalne techniki planowania czasu?
      Ja nie studiuję tak prestiżowego kierunku ani nie mam stypendium naukowego, ale
      przez pierwsze 2 lata studiów, żeby wyjść gdzieś po zajęciach, musiałam później
      siedzieć przy nauce do 4 w nocy. Zrezygnowałam z wychodzenia, bo organizm mi się
      zbuntował od nadmiaru kawy by wysiedzieć później na zajęciach. Powiesz mi jak to
      sobie układasz, żeby mieć taką średnią i tyle czasu na rozrywki?
      • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 07.03.10, 20:27
        Nie odbierz tego negatywnie ale myśle ze chodzi o to że każdy ma
        inne tempo uczenia się. Mi wystarczy przeczytać raz, góra dwa i
        umiem wszystko wyrecytować ze zrozumieniem. Przykładowo dziś
        przygotowywałam się na jutrzejsze zajęcia - 110 stron- przeczytanie,
        wynotowanie na marginesach ważniejszych szczegółów i powtórzenie 2,5
        max 3 h jeśli wliczyć w to jakieś 3 zielone herbaty zrobione i
        wypite w międzyczasie. Jutro rano ogarne to jeszcze w tramwaju żeby
        odświeżyć. Jako przeciwwage podam że znam wiele osób które na ten
        materiał muszą poświęcić 5-6godzin aby opanować go w stopniu tak
        płynnym jak ja.
        Nie jestem szczególna, nie jestem wyjątkiem, raczej jestem
        przeciętna- znam wiele osób które uczą się szybciej niż jasmileAle
        przyznaję że med trenuje mózg jak nic innego, uczę się 2 razy
        szybciej niż na 1 roku i jakieś 3 razy szybciej niż w LO. I
        zdecydowanie bardzej efektywnie.

        Ponadto na medycynie stawia się na naukę własną co mi bardzo
        odpowiada- zajęć mamy ok 3 godziny dziennie.

        Prosta arytmetyka:
        3godziny zajęć+3godziny nauki w domu (teoretyczne wyliczenie, bo nie
        ucze sie codziennie 3 godziny)= starcza czasu na wszystko inne.

        Moja rada: Na bieżąco!! Wykorzystuj czas w tramwajach, wykorzystaj
        kąpiel w wannie. A przede wszystkim narzuć sobie reżim "Jak skończę
        to w trzy godziny to obejrzę film/pójdę na spacer/pójde na
        impreze/wyśpie sie wreszciesmile"
        • korcia88 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 07.03.10, 20:38
          Ok, dziękuję za odpowiedź.
          Rzeczywiście dużo wolnego Ci zostaje.
          Niestety u mnie nie zda egzaminu, ponieważ moje studia nie polegają na wkuwaniu
          na pamięć a na zrozumieniu materiału i zrobieniu dużej ilości zadań. Często
          nawet najlepsi skarżyli się, że brakuje im czasu by mieć wszystko zrobione na
          wysokim poziomie. Ale na szczęście na 3 roku jest już łatwiej wink
          A tramwajami nie jeżdżę i w wannie się nie wyleguję, jedynie czasami pociągiem,
          to wtedy rzeczywiście jest czas, żeby poczytać teorię, natomiast robić zadania
          trudniej, bo zbyt trzęsie żeby pisać na kartce a zbyt niebezpiecznie, żeby
          wyjmować laptopa.
          • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 07.03.10, 20:46
            No fakt, u mnie nauka polega na ogarnięciu mechanizmów, symptomów i
            generanie to raczej takie bardziej rozbudowane "było sobie życie"
            (;D)
            Na szczęscie zadnych zadań robić nie muszę,jedyne co wymaga
            przepisania to wzory z biochemi bo od samego patrzenia wzoru
            wielkości kartki nie ogarnę. Ale jak sobie przerysuję to już wiem smile
            Powodzenia! smile
            • miszkawani Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 07.03.10, 22:19
              Studia medyczne to glownie wkuwanie: jak kujesz od 3 lat i zazwyczaj
              operujesz tymi samymi pojeciami, to jest z czasem latwoej. Jesli
              jednak poznajesz mechanizmy, i czytania ksiazek jest niewiele to
              musisz poświecie troche wiecej na czasu, an to by zorumiec.
              "Jestem prawei" po dowoch kierunkach: pierwszy nauka pamięciowa,
              drugi filologia.. rożnica KOLOSaLNA. Drugi bułka z maselmsmile

              "Marze" jednak radze, by sie nie ujawniala z tym, co, gdzie i w
              jakim mejiscu studiuje, jak rowniez ile ma dochodu i na co go
              wydaje...

              pamiętaj o zmianie nicka
    • miss.mirabelka Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 12.03.10, 09:55
      Myśl o wakacjach, zawsze jak masz chęć na kanapkę na mieściewink

      A poza tym mój najlepszy patent dotyczy zbierania na wakacje
      zagraniczne. Otóż na początku miesiąca po prostu za wyznaczoną kwotę
      od razu kupowałam walutę. W ten sposób nie ma siły, że wydam. To
      znaczy w jakiejś absolutnie awaryjnej sytuacji mogę iść do kantoru,
      ale na pierdoły już nie wydam. Poza tym ten sposób pozwala uśrednić
      kursy, po jakich kupujesz, a to też pewna oszczędność.
      --
      Szczupła, silna, wysportowana - mirabelkowy blog dla aktywnych kobiet
      Kobiecy blog o finansach, oszczędzaniu i inwestowaniu
      O Ukrainie praktycznie
    • mara202 Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 02.04.10, 23:07
      Chciałam się pochwalić, że mimo iż nie bardzo we mnie wierzyliście, udało mi się
      zaoszczędzić te planowane 500zł w minionym miesiącusmile
      Ponadto od przyszłego miesiąca moje dochody zwiększają się o 100 zł więc będzie
      jeszcze łatwiejsmile

      Pozdrawiam wszystkich i życzę Wesołego Allelujasmile
    • laraiii Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.04.10, 15:07
      Mara - moim zdaniem zaczęło iść Ci bardzo dobrze bo sama
      zauważyłaś,gdzie trzeba uciąć.
      JA Ci mogę polecić abyś nie brała sobie za dużo zobowiązań
      oszczędnościowych na raz. Gdzieś przeczytałam,żę psycholog radził by
      to robić stopniowo. Tak więc na razie ogranicz te taksówki i
      ciuchy.Pilnuj tych dwóch tematów. I za każdym razem jak będziesz
      chciała wsiąść do taksówki to zapytaj sama siebie czy wybierasz
      wakacje czy taksówkę? - to moja rada
      Sama teżkiedyś przebimbywałam na taksówki rocznie z 1700 zł niby
      mało- ale to już jest wyjazd na wakacje. Dlatego teraz już nigdy nie
      wsiadam do taksówek - no chyba,żę mam 30 kg bagażu- postanów sobie
      też to i Ty . Pilnj się z tym - dasz radę!!!


      a apropo ciuchów- moja rada -jak np spodoba się Ci wspomniana
      sukienka za 400 zł- nie kupuj od razu-przypatrz się jej i potem w
      domu poszukaj na allego podobnej a może tańszej o 300 zł?
      Zawse kupując nowy ciuch pytaj sama siebie- ile razy go założę? i
      jeśli np jest to płasczyk czarny uniwersalny to może warto dać 400
      ale jeśli sukienka ,którą założysz 2, 3 razy NIE WARTO.


      I jeszcze jedno powoli grzecznie obcinaj wydatki na prezenty dla
      rodzinki . Choćby najpierw każdemu o 30 % by nie odczuli różnicy-ale
      Ty ją odczujesz.Kupowałaś perfumy chanel? -teraz kup Diesel
      tańsze..trzeba sobie radzić.

      Ja np jak jadę do dzieci mojej kuzynki to jak kiedyś dawałam po 100
      każdemu- teraz daję po 70 zł. I przy 3 dzieci mam zaoszczędzone 90
      zł - czyli już mam na buty.

      Pamiętaj Mara zisarnko do ziarnka i zaoszczędzi się miarka smile
    • agibubu Re: Zaczynam. Studentka oszczędza na wakacje. Jak 05.04.10, 17:05
      Od razu wiedziałam, że jesteś studentka jakiegoś biologiczno-
      medycznego kierunku.

      II rok?

      Ja jestem na VI. I wiesz... żyjesz sobie naprawdę jak pączek w
      maśle. Większość studentów których ja znam nie może sobie pozwolić
      nawet na 1/3 tego na co Ty możesz sobie pozwolić. Masz naprawdę z
      czego oszczędzić, to nie jest duży problem - ogranicz taksówki
      (komunikacja miejska naprawdę nie jest taka straszna), może podaruj
      sobie zakupy ubraniowe przez kilka miesięcy albo kupuj na
      wyprzedażach. No i przede wszystkim może ogranicz trochę życie
      towarzyskie lub wolniej sącz te drinki. Idą egzaminy więc chyba
      czeka Cię nauka, może to Cię troche otrzeźwi wink

      Dla przykładu - jeśli nie wierzysz, że naprawdę masz pienięzny
      spokój, to ja przeżywam miesiąc za 1000zł i mam jeszcze maleńkie
      dziecko, które z tego 1000zł pochłania mi 500zł.... A i tak uważam,
      że mam bardzo dużo smile co do "znajomości życia" - myślę, że tak... że
      trochę życia nie znasz. Z punktu widzenia ekonomii rodzinnej smile ale
      to jeszcze wszystko przed Tobą.
      • deftryta agibubu 05.04.10, 18:32
        Jaka dojrzala jestes, a ja powiem, ze: w biedzie zyjesz i
        jeszcze w tej biedzie dziecko swoje chowasz (no chyba, że to
        malutkie miasto, no ale jesli 6 rok, to chyba nie, co..?)

        A autorka nie zyje ponad stan. Ma z czego oszczedzać, naodkłada
        sobie, ale ja.. studiując równie absorbujacy kierunek i mając 5
        latka od I roku studiów w domu (tak, tak jestesmy prawie ze
        rówieśniczkami), nie podzielam tej opinii odnośnie komfortu
        finansowego autorki...

        Ten 5 latek mi wyrósł przez lata mojego studiowaniasmile
        • agibubu Re: agibubu 05.04.10, 19:18
          Może żyję w biedzie, ale moje dziecko jest szczęśliwe, ładnie
          ubrane, dobrze odżywione i normalnie sie rozwija. Moje dziecko nie
          potrzebuje pieniędzy do tego, żeby było mu w życiu dobrze. Moje
          dziecko potrzebuje mamy, która się nim interesuje, spędza z nim czas
          i daje mu poczucie bezpieczeństwa. To się nie przelicza na
          pieniądze. Chowam swoje dziecko w biedzie - ale to nie znaczy, że w
          głodzie, smrodzie i nędzy. To znaczy tyle, że nie ma super zabawek z
          fisherprica, ciuchów z markowych sklepów i wycieczek zagranicznych
          super-wypasionym samochodem (którego oczywiście nie mam). Ale za to
          każdego dnia ma nowe korale z makaronu, które sama sobie zrobi, gdy
          ja gotuję obiad, zabawki z masy solnej, które wspólnie lepimy,
          milion teczek własnoręcznie zrobionych rysunków. Potrafi w wieku 13
          miesięcy najeść się swoimi rączkami z mojego talerza, bo nie stać
          mnie na gotowe obiadki, umie zasygnalizować, że chce siusiu, bo z
          oszczędności musiałam zrezygnować z pieluch jednorazowych, jest ze
          mną w niezwykle silnej i pięknej więzi, bo nie stac mnie było na
          wózek, więc kupiłam chuste i w niej nosiłam dziecko od urodzenia.
          Brakuje mi pieniędzy i co z tego? Uważam, że inni mają większy
          komfort finansowy. Mam prawo tak uważać. Ale nie narzekam, wiesz? Po
          prostu gdybym miała 2100zł/miesiąc na własne życie, oszczędziłabym z
          tego na niejedne wakacje. Autorka prosiła o odpowiedź, to
          odpowiedziałam, gdzie może poszukac oszczędności i zaznaczyłam moim
          przykładem, że można żyć za mniej i tez mieć sie dobrze.

          • deftryta Re: agibubu 05.04.10, 19:57
            Ale to nie chodzi o te super zabawki, ktorych ja nie kupuje. Tu
            chodzi o zapewnienie minimum: a minimum to np. pieluchy, albo
            minimum to slioczki owocowe zima, gdy trudno samemu zrobić.

            Dziecko nie ma teraz świadomości, ale co bedzie jak w lecie pojdzie
            do piaskownicy bez SWOICH foremek.. Ale z formaki w psotaci puszek
            po mkaronie, albop po kawie. Nie bedzie wstyd, chocby TOBIE?
            • agibubu Re: agibubu 05.04.10, 20:20
              Słoiczki owocowe zimą? To ciekawe smile ja poświęciłam kilka dni
              wakacji i zapasteryzowałam owoce w słoiczkach. Mam i na dwie
              następne zimy. Nie muszę wydawać 3zł na słoiczek 120g z jabłkami. Za
              2zł latem kupiłam 1kg jabłek i zrobiłam sama.

              A zabawki do piaskownicy... proszę Cię. Wiaderko, grabki i łopatkę
              można nabyć za 7zł (odżałowałabym jakoś smile, ale nie muszę bo moje
              własne z dzieciństwa też są w niezłym stanie - kazałam kiedyś mojej
              mamie pochować to wszystko w piwnicy i teraz tylko sukcesywnie
              wyciągam).

              O pieluchach juz pisałam - pielucha to nawet zapomniałam jak
              wygląda.

              Dziecko nie ma świadomości? Nie sądzę smile natomiast jak już nauczy
              sie rozumieć naszą trudną sytuację to spróbuję wytłumaczyć dlaczego
              tak jest a nie inaczej. Dziecko potrzebuje tego, żeby rozumieć co
              się wokół niego dzieje. Wierzę jeszcze, że zanim nabędzie
              umiejętnośc "dorosłego" postrzegania świata, będzie mnie stac na
              więcej, bo pójdę do pracy i zarobię trochę więcej pieniążków.
              Kokosów nie będzie, ale myślę, że będzie łatwiej. O co więc jeszcze
              chodzi? Czego nie zapewniam mojemu dziecku co Ty zapewniasz swojemu?
              Ma zabawki, jak Twoje. Ma jedzenie, jak Twoje. Ma kochającą mamę,
              jak Twoje. Ma suche majtki, jak Twoje. Ma dach nad głową i
              bezpieczny dom, jak Twoje. Nie ma portfela i nie liczy pieniędzy. A
              Twoje?

              Może to właśnie Tobie powinno byc wstyd... Bo mierzysz mnie jakąś
              dziwna miarką. Wypisujesz tutaj, że chowam dziecko w biedzie i że
              będę się swojej biedy wstydzić w piaskownicy (nawet gdybym zrobiła
              te foremki z puszek po kawie to co z tego? co mnie obchodzi co myśli
              o mnie jakaś inna matka-kwoka siedząca w piaskownicy? ja w
              piaskownicy siedzę z moim dzieckiem i robię z nim babki z piasku,
              naprawdę nie oglądam się na inne matki i na to jak na mnie patrzą).
              Na jakiej podstawie? Widzisz... Niestety są matki i matki... Jeśli
              więc nie masz więcej argumentów przeciwko mojemu skromnemu stylowi
              życia to prosiłabym o zakończenie tej dyskusji. Dyskusja dotyczy
              problemów z oszczędzaniem autorki wątku - podpowiadam gdzie ma
              szukać oszczędności (powtarzam to jeszcze razm).
              • deftryta Re: agibubu 05.04.10, 21:21
                Jesli nie wiesz o co mi chodzi to wprost powiem: przykladowo
                wyliczylam sloiczki, przykladowo foremki. Chcialam zilustrowac
                problem. Problem ktorego doswaidczam co dzien, jako matka-studentka,
                niepracująca, jako matka posilkujaca sie rodzina i zasiłkami.
                Co mi probujesz udownodnic? Ze milosc wszystko zastąpi, czy chocby
                zrekompensuje to, co mozesz dac dziecku mając pieniadze? Że
                przeciwez formkę można zastapic puzka, a wozek chustą! Żarty sobie
                ze mnie orbisz. Taka prowizrka-PROWIZORKA, wystarczy na chwile, i w
                ogole nie ma racji bytu w normalnym zyciu. Bo roznice powinny byc
                niwelowane, a nie zwiekszane. Teraz wszystkie dizeci maja komorki,
                teraz standard to.. nie wiem.. basen dla dziecka i kurs
                anglieslkiego od 3 r.ż. Oczywiscie ze pewne rzeczy mozna pominąc,
                oczwuiscie ze nie wszystkie są niezbędne, ale ODBIEGANIE OD
                STANDARDOW-DO CZEGO SiE PRZYNZAJESZ, utrwala jedynie i usprawiedliwa
                blędne przekonanie o tym, że JA PRZECIEM (MY PRZECIEZ) MAMY
                NORMALNIE. Nie macie normalnie!!! Nie pracujesz. pobieraszam pewnie
                zasiłki, masz laimenty, albo i nie, masz pomoc rodziny. TO WSZYSTKO
                SA DADTKI. Dodatki dla biednych, za ktore można przetrwać, ale nie
                mozna życ. Student to nie ordzina. Życie studenckie, ktore tak
                bardzo chcesz wtłoczyć we wspolne życie, przy dziecku sie nie
                sprawdza!!!!!! Ja tez probowalam i inestety, musze z przykrością
                stwierdzić, że to jest przegięcie.
                Otoz to nie jest normalne i nigdy nie bedize: ciułanie. Życie od 1
                do 1. na granicy minimm. 1000-jak napsisalaś, to nie życie. Chyba,
                że ten tysiąc to.. mieskzaniwe u rodzicow, dzielenie kosztow z nimi
                itd. Otoz powiem, że to tez nie jest normalne!!!!!! Dlam alego
                dziecka, bardzo istotne jest pelnowartościowe życie. Patrze na sowje
                i po prostu to wiem. Ty mowisz o modelu zycia, a nie o tymczasowej
                sytuacji. Sugerujesz, ze to jak zyjesz, jest zaradnością, czy jakś
                norma. TO NIE JEST NORMA! Bo co jesli te sloiczki sie zepsuja, bo
                sloik bedzie niedokręcony. Wszystkie na raz. Co zrobisz nie kupisz,
                bo za drogo, bo nieoplacalne..

                BŁAGAM CIE, na wszystko co zywe, nie pochwalaj tego modelu życia na
                ofrum. To nie jest (biedny) dobry model życia dla rodziny. To nie
                jest norma. To jest stan przetrwalnikowy, milośc nie zlaeje luk,
                ktore robią pieniądze.

                PO swoich znajomych, pracujacych, dzieciatych wiem, że gdy sie ma
                pieniadze jakosc życia malego dziecka jest zupelnie inna. Chocby
                maty edukacujne, chocby wycieczki do ogrodu botanicznego, do zamku,
                kupienie pomocy edukacyjncyh. TO TYLE ULATWIA!!

                Nie probuj wiec udowodnic czegos, co jest nieprawdą. Tak jak wy
                zyjecie, zyja ludzie ktorzy muszą.
                • agibubu Re: agibubu 05.04.10, 22:14
                  Prosiłam, żebys przestała, ale odpowiem jeszcze na ten post, skoro
                  nie umiesz się pohamować. Jednak będę się bronić. Po pierwsze
                  dlatego, że mnie nie znasz, a oceniasz. To bardzo źle o Tobie
                  świadczy. Na podstawie kilku tylko informacji wysnułas zupełnie
                  błędne wnioski. Po drugie dlatego, że niepotrzebnie się unosisz,
                  więc ulżę Ci.

                  >
                  > Co mi probujesz udownodnic? Ze milosc wszystko zastąpi, czy chocby
                  > zrekompensuje to, co mozesz dac dziecku mając pieniadze? Że
                  > przeciwez formkę można zastapic puzka, a wozek chustą! Żarty sobie
                  > ze mnie orbisz. Taka prowizrka-PROWIZORKA, wystarczy na chwile, i
                  w
                  > ogole nie ma racji bytu w normalnym zyciu.

                  Ma rację bytu. Wiele rzeczy można wieloma rzeczami zastąpić i nie sa
                  one gorszej jakości. Jeśli uważasz, że wózka nie można zastąpić
                  chustą, foremki z taniego plastiku puszką po kawie i słoiczków
                  gerbera własnoręcznie przygotowanymi itd. itp. to znaczy tylko tyle,
                  że brakuje Ci wyobraźni smile Albo masz na tyle dużo pieniędzy, że
                  nigdy nie musiałaś wymyślać jak żyć taniej. Współczuję Ci, bo myślę,
                  że umarłabys z głodu jakby Ci nagle zabrakło pieniędzy.


                  Bo roznice powinny byc
                  > niwelowane, a nie zwiekszane. Teraz wszystkie dizeci maja komorki,
                  > teraz standard to.. nie wiem.. basen dla dziecka i kurs
                  > anglieslkiego od 3 r.ż.

                  Żałosne. Komórke można też nabyć baaaardzo tanio dzisiaj. Basen?
                  Jestem ratownikiem wodnym, moje dziecko umie pływać od kilku
                  miesięcy, bo sama ją nauczyłam, a jako ratownik mam wstęp na nasz
                  basen za darmo. Córka nie płaci. Angielski? Równiez prosze bardzo -
                  mogę sama nauczyć dziecko angielskiego. Mogę tez nauczyc ja
                  niemieckiego i hiszpańskiego. Od drugiego roku życia mogę zacząć.
                  Mogę też nauczyć dziecko grać na fortepianie, saksofonie i gitarze.
                  To też umiem. Wiele rzeczy umiem. Moje dziecko będzie miało
                  przygody - bo będzie sie uczyło tego wszystkiego ze mną. Nie musze
                  płacić za drogie kursy językowe 3-latkowi. Nie musze płacić za
                  lekcje pływania 1,5-roczniakowi. Nie muszę, rozumiesz? Bo sama
                  chciałam się kiedyś tego nauczyć i sama sie nauczyłam - za żadne
                  pieniądze. A teraz mogę tego nauczyc moje dziecko. I będzie umiała
                  więcej niż niejeden przedszkolak w jej wieku. Naprawdę pieniądze za
                  te wszystkie kursy i lekcje sa potrzebne tylko tam gdzie rodzice są
                  zbyt leniwi albo zbyt niedouczeni żeby własne dziecko na poziomie 3-
                  latka tego nauczyć. A tak jak napisałam, gdy wymagania dziecka będą
                  wieksze, moje zaobki też będa wieksze. Piszę jak jest na ten czas.

                  Oczywiscie ze pewne rzeczy mozna pominąc,
                  > oczwuiscie ze nie wszystkie są niezbędne, ale ODBIEGANIE OD
                  > STANDARDOW-DO CZEGO SiE PRZYNZAJESZ, utrwala jedynie i
                  usprawiedliwa
                  > blędne przekonanie o tym, że JA PRZECIEM (MY PRZECIEZ) MAMY
                  > NORMALNIE. Nie macie normalnie!!! Nie pracujesz. pobieraszam
                  pewnie
                  > zasiłki, masz laimenty, albo i nie, masz pomoc rodziny. TO
                  WSZYSTKO
                  > SA DADTKI. Dodatki dla biednych, za ktore można przetrwać, ale nie
                  > mozna życ.

                  Mamy normalnie. Ja na czole nie mam wypisane - mam mało pieniędzy.
                  Dlaczego dajesz sobie prawo do oceniania skąd czerpię pieniądze? Mam
                  te, wyobraź sobie, męża, którego pensja pokrywa nasze wydatki
                  mieszkaniowo-kredytowe. To nie są datki, to jest normalna rodzina, a
                  że zostaje nam po wszystkich opłatach 500-600zł to trudno. Tak
                  czasem jest i trzeba sobie poradzić. Niczego nie utrwalam, napisałam
                  jak ja żyję. Nie reklamuje tego, też jest mi momentami cięzko, tez
                  musze sobie wielu rzeczy odmówić, ale mam nadzieje, że jest to
                  sytuacja przejściowa. Nie życze sobie, żebyś mnie upokarzała, bo nic
                  nie zrobiłam. I nie dawaj sobie do tego prawa, bo to chamskie i
                  niekulturalne.


                  > Bo co jesli te sloiczki sie zepsuja, bo
                  > sloik bedzie niedokręcony. Wszystkie na raz. Co zrobisz nie
                  kupisz,
                  > bo za drogo, bo nieoplacalne..

                  Kupię normalne owoce i zetrę na tarce - teraz sa cytrusy, potem będą
                  truskawki, na jesień śliwki. Naprawdę jest co jeść. Rozumiesz co to
                  jest szukanie rozwiązań?

                  > PO swoich znajomych, pracujacych, dzieciatych wiem, że gdy sie ma
                  > pieniadze jakosc życia malego dziecka jest zupelnie inna. Chocby
                  > maty edukacujne, chocby wycieczki do ogrodu botanicznego, do
                  zamku,
                  > kupienie pomocy edukacyjncyh. TO TYLE ULATWIA!!

                  Moje dziecko ma matę edukacyjną wyobraź sobie. Ogród botaniczny też
                  widziało kilka razy. Na zamek jeszcze nie wpadłam... myśle, że chyba
                  nie byłaby narazie zainteresowana.

                  Widzisz, różnica między Toba a mna jest taka, że Tobie wydaje się,
                  że przy skromnym budżecie to ludzie tylko siedzą nad pustym
                  portfelem i bujaja sie w przód i w tył. A tymczasem okazuje się, że
                  przy skromnym budżecie można żyć całkiem fajnie. wymaga to szukania
                  często niewygodnych rozwiązań (bo przeciez łatwiej kupić), ale
                  można. I nie życzę sobie odpowiedzi że to stan przetrwalnikowy i że
                  bieda. Mam szczerze gdzies co o tym myslisz. Ja jestem szczęsliwa,
                  moje dziecko też jest szczęśliwe. Nawet jeśli trzeci dzień jem ten
                  sam dżem na śniadanie. Może nie umiałabys tak żyć. Nie wiem, nie
                  moja sprawa. Nie wiem tez co byś zrobiła na moim miejscu, skoro nie
                  widzisz rozwiązań dalej niz tam gdzie potrzebne sa pieniądze.... Tak
                  czy owak wychodzi na to, że powinnam córke utopić w wannie, żeby
                  sobie ułatwić. ale niestety rozcazruję Cię smile jakos sobie poradzę
                  o\i obejdę moje problemy po swojemu. robie to od tak dawna...
                • wariamiktoria Re: agibubu 05.04.10, 22:16
                  Dziewczyna wie, że ma ciężko a ty chcesz ją jeszcze dobić. Dba o dziecko jak
                  potrafi zapewniając mu wszystko to co inne mamy. Chusta zamiast wózka nie jest
                  prowizorką. Mam wózek i chustę i używam tylko chusty bo z wózkiem się nie
                  odnajduję (za to ten środek transportu uwielbiają mąż i babcie) i uważam, że
                  jest to wygodne. Napisała, że wydaje na dziecko około 500zł miesięcznie - też
                  tyle średnio wydaję a moje dziecko ma słoiczki, matę, pampersy itd. Ona wykazała
                  się zapobiegliwością i te słoiczki ma już gotowe (i mało prawdopodobne wydaje mi
                  się zepsucie wszystkich), ja zbyt kiepsko się czułam aby o to zadbać. Ogród
                  botaniczny czy zamek to coś gdzie dziecko jest sens zabierać gdy ma kilka lat,
                  wcześniej to przyjemność dla opiekuna - maluchowi wystarczy park, wieś itp.
                  Język angielski od 3 lat to głupota bo dziecko nie opanowało jeszcze swojego
                  języka a aby poznało brzmienie wystarczy youtube, wspólne śpiewanie czy
                  nazywanie przedmiotów w otoczeniu. Basenu fakt, szkoda ale może tak zaplanować,
                  że się uda. Zabawki można kupić w komisie - i tak trzeba je tak samo jak nowe
                  wyprać, wymyć itp a różnica w cenie spora przy tej samej frajdzie dziecka. Poza
                  ty niedługo kończy studia i idzie do pracy - środki się zwiększą i dziecko
                  będzie większe (bo do przedszkola uważam, że warto dziecko posłać bo nauczy się
                  tam wiele a przedszkole kosztuje). Dziewczyna nie pisze, że to norma i że
                  pochwala lecz, że się da i nie ma przy tym ubytku na jakości życia dla dziecka.
                  Dziecko potrzebuje przede wszystkim dobrego i kochającego opiekuna (rodzica,
                  babcie itp).
                  --
                  Lobbystki matkują
                  • agibubu Re: agibubu 05.04.10, 22:19
                    dziękuję smile
                    nawet basen się wyjaśnił smile

                    co do języków - zgadzam się smile nie zamierzam zmuszać dziecka do
                    nauki języków, ale jak się uprze to i z tym sobie damy radę smile
                • bezkres Re: agibubu 05.04.10, 22:20
                  To, co piszesz jest przerażające! Mieszkam w biednym regionie Polski, gdzie bardziej normalne jest 1000 zł na osobę miesięcznie, więc pewnie z pewnym skrzywieniem czytam takie posty jak Twój, jak to dziecko od urodzenia skazane jest na niedostatek i wegetację, bo nie je słoiczków tylko tarte marchewki z jabłkiem i nie ma wypasionego wózka a jest noszone w chuście. Obserwuję też z bliska tzw eurosieroty, które mają wszystkie gadżety, a mamy, taty czy obojga nie widziały od lat, bo ci postanowili zapewnić dziecku komórkę, lekcje języka i kasę, zamiast swojej obecności. I powiem Ci, to dopiero kalectwo emocjonalne - superowymi foremkami lepić z piasku zamki a nie móc podbiec do rodziców i się tym pochwalić. Dziwny jest ten świat, oparty na kulcie pieniądza i związanych z tym gadżetów.
                  I coś jeszcze....nie miałam mat edukacyjnych,za to graliśmy przy stole w bierki, warcaby, eurobiznes i szachy. WSPÓLNIE! i godzinami.Do dziś gramy, kiedy bardzo dorosłe dzieci wracają do domu na święta. I nie pozwalam takiego stylu życia nazywać MODELEM DLA BIEDNYCH!!
                    • deftryta Re: agibubu 05.04.10, 22:44
                      Możemy sie tak dlugo licytować. Robie tak samo jak reszta: tnę
                      wydatki, zastepuje, ale co to zmienia? Ja zwyczajnie, w
                      przeciweinstwio do Was, mile Panie, mam świadomośc, tego jak żyje i
                      z czego rezygnuje, bo wiem jak niewiele swojemu dizecku przez brak
                      pieniędzy oferuje. Powiem Wam, w wielkim sekrecie, że jestem w
                      wiekszości, ale wiekszośc sie tu ze swoimi preferencjami raczej nie
                      obnosi.

                      Nie zrozumiamam Abubu, zreszta celowo wprowadzasz w blad, by jednak
                      na przkór zdrowemu rozsądkowi brnąc w tą lurę: za 1000zł oplacasz
                      rachunki, zywisz meza, dziecko, wystarczy na ogrod botaniczny, a do
                      tego wszystkiego kupujesz ubranka, a z pileuch rezygnowalas z biedy?
                      No to jestesmy w zupelnie innej sytuacji.

                      • agibubu Re: agibubu 05.04.10, 22:53
                        nie - ja napisałam, że muszę przeżyć za 1000zł - z czego 500zł
                        wydaję na dziecko (opiekunkę konkretnie i jakieś rzeczy niezbędne
                        tylko dziecku, bo z jedzenia, jak nadmieniał , korzysta tego samego
                        które my jemy). Zostaje mi około 500zł na przeżycie - jedzenie dla
                        mnie i męża, chemię, kosmetyki jeśli muszę kupić, książki. Czyli
                        nasze bieżące wydatki. Nigdzie nie napisałam, że to mój dochód
                        miesięczny - to Ty sobie dopowiedziałaś i puściłaś wodze fantazji,
                        dokładając do tego umoralniającą gadkę o niepoważności takiego
                        biednego życia.

                        500zł na bieżące wydatki to jednak w dalszym ciągu mało, prawda?
                        Więc mimo, że wyprowadziłam Cię z błędu, możesz dalej pisać jak
                        bardzo nienormalnie żyję.
                        • mara202 Re: agibubu 06.04.10, 00:37
                          To się wtrącę może :

                          Po pierwsze- ja dzieci nie mam, więc dyskusja troche nie na tematsmile
                          po drugie: bardzo kochająca z Ciebie mama, ślicznie piszesz o swoim dziecku.
                          po trzecie: Nie pisz jednakże, że masz dla niego dużo czasu bo w letniej sesji
                          VI roku jest 10 egzaminów (w każdym razie na mojej uczelni) więc raczej czasem
                          nie szastaszsmile Po drugie, napisałaś że jak dziecko zapyta czemu jest tak a nie
                          inaczej to spróbujesz mu wytłumaczyć sytuację. A będziesz miała odwagę mu
                          powiedzieć, że mamusia go urodziła stanowczo za wcześnie bo nie była wtedy
                          wystarczająco niezależna finansowo? Powiesz mu, że mama świadomie (bądź nie, ale
                          to już nieodpowiedzialność) zdecydowała się na niego mimo że wiedziała że nie
                          będzie miał wszystkiego co potrzebne?

                          Nie krytykuję Cię i szczerze życzę Ci wszystkiego wszystkiego co najlepsze.
                          Pieniędzy też Ci życzę, a Ty chyba sama jesteś świadoma, że kasa na pewno
                          przyjdzie z czasem. Jednakże nie mów, że teraz jest tak wszystko do końca
                          normalniesmile
                          Pozdrawiam Ciebie i dzidzię smile
                          • agibubu Re: agibubu 06.04.10, 07:00
                            Odpowiem do "po trzecie" - mam dużo czasu, bo uczę się kiedy dziecko
                            śpi. Wstaję o 3 nad ranem i uczę się do rana. A potem idę spać razem
                            z dzieckiem i wszyscy zadowoleni. Spędzam z dzieckiem cały czas, bo
                            zajmuje się nią sama, nie ma mi kto pomóc. Nie uczę się przy
                            dziecku, bo - nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę - jest to
                            niemozliwe, gdy dziecko ma 14 miesięcy, żeby je zostawić bez opieki
                            i uczyć się w drugim pokoju.

                            Będę miała odwagę powiedzieć dziecku, że je urodziłam gdy byłam nie
                            do końca niezależna finansowo. Bo ja je urodziłam nie po to, żeby mu
                            wszystko kupować, ale po to, żeby miec kogo kochać. Nie Twoja sprawa
                            dlaczego zdecydowałam sie na dziecko teraz - nie kierowała mną ani
                            nieodpowiedzialnoć ani odpowiedzialnośc. Problem jest poważniejszy,
                            ale nie czuje potrzeby uzewnętrzniać sie tutaj przed Tobą.

                            Piszesz, że nie mam wszystkiego co potrzebne - to ja jeszcze raz
                            pytam czego nie mam? Co jest mi takiego jeszcze potrzebne czy nie
                            dysponuję? Widzisz... oceniasz mnie a nic o mnie nie wiesz. Dlaczego
                            taka jesteś? czy taka sama będziesz w przyszłości? Czy pacjentów też
                            będziesz tak oceniać? Ja czytałam Twoją dyskusję w którymś
                            poprzednim wątku - musisz sie jeszcze wiele nauczyć, wiesz? Narazie
                            to, że umiesz rozpisać syntezę puryn i znasz przebieg tętnicy
                            szczękowej nie czyni z Ciebie nikogo nadzwyczajnego. Jeszcze dużo
                            pracy przed Tobą. Zbyt dużo, żeby mnie oceniać, bo naprawdę jesteśmy
                            na innym poziomie percepcji w tym momencie życia. I nie mów mi, że
                            ja nie będę miała odwagi o czymś dziecku opowiedzieć. Wybacz, ale to
                            nie ja zmieniłam nick, żeby sie nie ujawniać po tym jak wdałam się w
                            dyskusję odkrywając swój syndrom Boga na forum. Bo masz syndrom
                            Boga, wiedziałas o tym? Radzę szybko sie go pozbyć, bo przeszkadza w
                            pracy zawodowej, zwłaszcza ludziom, których będziesz leczyć.

                            Pozdrawiam Cię również. Dyskusja zeszła na złe tory. Ale ja się nie
                            dam krytykować, bo nikomu swoim życiem jakie prowadzę nie
                            przeszkadzam. Chciałabym, żeby wszystkie dzieci były tak szczęsliwe
                            jak moje.
                            • mara202 Re: agibubu 06.04.10, 11:16
                              Oj wylałaś na mnie wszystkie żale w tym pościesmile Nie wiem czy przemawia przez
                              Ciebie zazdrość czy moze zmęczenie do którego masz prawo, ale to już nie ważnesmile
                              I to Ty masz kochana w tym poście syndrom Boga, skoro napisałaś mi jakieś 15
                              razy że mam jeszcze dużo do nauki. Zakładam więc że Ty nie masz, bo jesteś
                              cudowna w każdym calusmile

                              A poza tym jak napisałaś "urodziłam dziecko by mieć kogo kochać" - to skrajny
                              egoizm. I właśnie ze względu na to zdanie nie mam zamiaru ciągnąć dyskusji z
                              Tobą. Bo nie ma z kim smile
                              Ale pozdrawiam raz jeszcze i wciąż życze wszystkiego co dobresmile
                              • agibubu Re: agibubu 06.04.10, 12:18
                                Nie zazdroszczę Ci. Czego miałabym Ci zazdrościć? Tych kilku stów
                                więcej? Poza tym nie masz nic czego ja bym nie miała. A nawet masz
                                mniej.

                                Jesteś strasznie roszczeniowo nastawiona do życia i innych ludzi.
                                Obserwuje Cie od kilku wątków i widzę, że nastawiasz się przede
                                wszystkim na atak. Niestety nie rokujesz dobrze jako lekarz. Nie ma
                                w Tobie nawet odrobiny pokory, w ogóle nie kontrolujesz tego co i
                                jak piszesz. Masz syndrom Boga, bo uważasz, że nasz zawód jest
                                niezastąpiony i że to ludzie sa dla nas a nie my dla nich. to jak to
                                nazwiesz inaczej? Jestem od Ciebie mądrzejsza jak chodzi o medycynę,
                                no już nie przesadzaj że umiesz więcej skoro studiujesz kilka lat
                                mniej - to się wyklucza samo przez się. Ja nie jestem cudowan w
                                każdym calu, skąd Ci to w ogóle przychodzi do głowy? Medycyna
                                nauczyła mnie pokory i szacunku do zdrowia i życia, tego że nie
                                wszystko zależy ode mnie i że to ja mam służyć innym a nie inni
                                mnie. a Ty tego nie umiesz. NIE UMIESZ! Jestyeś dla siebie pępkiem
                                świata, w Twoich wypowiedziach widać, że nie traktujesz ludzi o
                                odmiennym zdaniu jako równych partnerów w dyskusji tylko obrażasz
                                ich. Uznała, że nie będziesz ze mną rozmawiac bo nie ma z kim. Czyli
                                co? jestem nikim? Twoi pacjenci tez będą nikim? bo nie będa
                                wiedzieli tyle co pani jasnieowiecona i bądą ubogimi starszukami z
                                jedną rentą? No to kto tu jest nikim, pomyśl....

                                Urodziłam dziecko żeby miec kogo kochać to nie egoizm - to miłośc w
                                najczystszej postaci. Egozim to urodzenie dziecka żeby mi miał kto
                                zrobic herbatę na starość albo się mna opiekować. Urodzenie dziecka
                                dla miłości nie ma w sobie nic z egoizmu. Nie rozumiesz tego...

                                Dzieciak z Ciebie. Pozdrawiam.
                            • basialub Re: agibubu 06.04.10, 11:21
                              [b]agibubu[b]wiele rodzin żyje tak , jak Twoja. Masz rację, że dla Twojego
                              dziecka w tej chwili najważniejsza jest Twoja miłość i czas, który mu
                              poświęcasz. Sama możesz je wiele nauczyć i rozwijać jego wyobraźnię zabawkami
                              wspólnie robionymi lepiej niż interaktywnymi zabawkami z renomowanym logo.
                              Pozdrawiam!
                        • deftryta Re: agibubu 06.04.10, 10:48
                          Przeciez Ty piszesz takie glupoty, ze nie wiem co odpowiedziec.
                          Jeszcze raz: jesli zyjesz za 500zl to zyjesz w biedzie. I tak jak
                          napisalam życie za 500 nie wystarcza, by w sposób prawidlowy (w
                          najmniejszym miescie i przy najwięszych chęciach) wychowywac
                          dziecko, a do tego oplacac sobie ksiązki i kupowac jedzenie. Mozna i
                          nawet tu trzeba oragnizowac to tak, by wystarczylo, co nie przeczy
                          temu, ze (znow) zyjesz w biedzie. Wszystkie "zdolnościami
                          manualnymi" nie zastapisz..

                          Sądzę jendak, że tak jak wymskneło Ci sie z tym męzem, ktory opłaca
                          kredyt, tak ta teoria o życiu za 500zł też jest naciągnięta.
                          • agibubu Re: agibubu 06.04.10, 11:02
                            niestety nie jest
                            nie zamierzam się tłumaczyć ile mamy pieniedzy i jakie mamy kredyty
                            do spłacenia

                            nigdzie nie zaprzeczyłam, że żyję biednie. Żyję. Ale nie życzę
                            sobie, żeby mi ktos pisał, że żyję nienormalnie. Nienormalny to jest
                            pedofil. Biedne życie nie jest nienormalne. Jest trudne. Nienormalne
                            jest w tej dyskusji natomiast to, że próbujesz mnie wpędzić w
                            poczucie niższości społecznej i udowodnić na siłę, że pieniądze są
                            dla mnie najwazniejsze. Tak. To mi próbujesz wmówić - że się mylę.
                            Otóż nie - pieniądze nie są dla mnie najwazniejsze, radzę sobie z
                            tym co mam i jakoś wiążę koniec z końcem. Nie narzekam, nie marudzę,
                            nie chodzę żebrać. Nie narzucam również Tobie takiego stylu życia i
                            proszę, żebyś dała mi również spokój. Nie wiem... może powinnam
                            rzucić się z mostu, żeby Tobie było lepiej? Może takie biedaki jak
                            ja zwyczaje budzą Twoją odrazę? Nie wiem o co Ci chodzi, co chcesz
                            uzyskać? Konstruktywna dyskusja zazwyczaj do czegos prowadzi. Pytam
                            co chcesz, żebym Ci napisała? Że żyję skromnie? Napisałam to już
                            dwano temu. Czego jeszcze oczekujesz? Jakiejś deklaracji? Ruchu z
                            mojej strony? Pytam się O CO CI CHODZI? Przeszkadzam Ci tutaj?
                            Zarazisz się moją biedą? Może po prostu mam już przestać tutaj
                            pisać, bo to niesmaczne, żeby nienormalnie żyjący ludzie forum
                            czytali... Absurd, naprawdę... Zajmij się może czymś pożytecznym i
                            odchrzań się od mojego portfela. Robię co umiem, żeby dziecku było
                            dobrze. Pytam sie jeszcze raz czy mam je zabić? Tak będzie lepiej?
                            • agibubu Re: agibubu 06.04.10, 11:10
                              dodam jeszcze, że masz dziwna manierę dorzucania własnych
                              wymyslonych historii do tego co pisza inni ludzie

                              nie dopytałas o nic tylko od razu wysnułas wnioski, że pobieram
                              zasiłek lub alimenty, nie upewniłaś się czy masz rację tylko
                              wyjechałaś z argumentami, że prowadzę nienormalne życie, uznałaś że
                              jesteśmy równolatkami tylko na podstawie tego, że jestem na VI roku
                              studiów - na jakiej podstawie? na VI roku można być mając i 40
                              lat... bla bla bla, mogę tak wymieniac bez końca - jesteś
                              roztrzepana i lubisz sobie poużywać - trafiła Ci się świetna okazja
                              to masz pole do popisu. Nie moja wina, że nie potrafisz sie
                              opanować, zebrac do kupy faktów i ustalić właściwego położenia. To
                              nie ja jestem źródłem zamieszania tylko Ty i Twoje pochopne wnioski.

                              Pierwsza zasada w czytaniu forum: najpierw dopytaj, potem doradzaj.
                              Druga zasada: myslenie nie boli.
                              • deftryta Re: agibubu 06.04.10, 12:28
                                Nie potępiam matek, które urodziły wcześnie dziecko (ja). Ale na
                                swoim przykładzie i na Twoim niestety muszę po stokroć potwierdzić:
                                matki biedne, czy to studentki, czy to samotne, czy to ma wiecznym
                                wychowawczym ograniczają swoim dzieciom paletę ich aktywności.

                                I nic tu nie pomoze inwencja: inwencja nie zabierze dzieci nad
                                morze, inwencja nie zorganizuje co tydzien wypraw do aqua-parku,
                                inwencja nie zastapi wózka!!

                                Pobieranie zasiłkow, czy alimentow wyliczylam przykladowo, jako coś
                                co mialo oddawać stan Twojego portfela, a nie oskarzać Cie, o to
                                że "w taki sposób" żyjesz. Przestan ciągle wszystko weryfikowac, i
                                brac do siebie, bo probije Ci uzmyślowic, że własna kreatywność nie
                                zastapi stałego dochodu w postaci wypłaty.
                                Jestesmy rownolatkami, bo nikt nie zaczyna studiow medycznych w
                                wieku 40 lat, trwajacych 6 lat. Rownolatek/rówieśnik to także osoby-
                                w szerokim, potocznym znaczeniu które wiekowo są do siebie zliżone.
                                Niektórzy traktują tak, nawet cale pokolenie.
                                • deftryta Re: agibubu 06.04.10, 12:31
                                  I nie powinnaś odnośić sie w sposób lekceważacy do tych, ktore nie
                                  są matkami i mowic im, że niedorosły, są niedojrzałe. To zupelnie
                                  inna kategoria ludzi. Kobieta przed dzieckiem i po dizecku to
                                  przepaśc, nie do wytlumaczenia osobie trzeciej.
                                  • volta2 Re: agibubu 06.04.10, 13:26
                                    agi, nie daj się wpędzić w poczucie winy
                                    to, że 3 latki są na lekcjach angielskiego - to nie jest jeszcze
                                    standard, to taka fanaberia rodziców, z lekka na wyrost, i na
                                    dodatek nie jest jakoś pieruńsko droga - bo te 3 latki uczą się
                                    zwykle w państwowym przedszkolu za 30 zeta za m-c.

                                    są oczywiście dzieci uczące się prywatnie po przedszkolu ale -
                                    jeszcze raz, to nie standard, to wyjątki(dla tych zamożniejszych
                                    właśnie lub stawiających na edukację, czasem matka płaci za
                                    angielski po przedszkolu bo i tak dziecka nie widzi, dziecko
                                    prowadza tam opiekunka, więc matak ma poczucie zapweniania lepszego
                                    quality time)

                                    ogród botaniczny - toż to najtańsza chyba w wawie plenerowa rozrywka
                                    zresztą są lasy i laski za darmo też dostępne

                                    a małym dzieciakom i tak samo jak dużym zresztą potrzebny jest czas
                                    i rozrywka z rodzicami. czy to będzie darmowe plażowanie nad
                                    rzeką/jeziorem czy wyjście na basen - to raczej bez różnicy,
                                    ważniejsze moim zdaniem jest to, by na tym basenie/plaży zamiast
                                    opiekunki/niani był rodzic.

                                    ps.
                                    pisze to matka która nigdy nie musiała oszczędzać a jednak jej
                                    dzieci nie mają komórki/mp3/czego tam jeszcze i gros dzieciaków z
                                    naszej szkoły też nie ma, a przynajmniej tego nie widać, by miały.
                                    pewnie dziecko by mi doniosło, czym tam koglega na przerwie
                                    dysponuje.
                                    a szkoła jak już w innym wątku pisałam - płatna, czyli rodziców na
                                    takie gadżety stać na pewno.
                                    jak chcesz więcej poczytać o stylu wychowywania to jest tu taki
                                    wątek poniżej - zaczęło się od ciuszków z ciuchlandu a skończyło na
                                    potrzebach rozrywkowych i edukacyjnych dzieciaków. w sumie do
                                    poczytania chyba ciekawe, wątek rozrósł się do coś koło 90 postówsmile
                                • afortunada Re: agibubu 06.04.10, 14:26
                                  mimo wszystko wypowiem się, bo już tych bzdur deftryty czytać nie mogę.
                                  kobieto, co Ty wypisujesz tutaj? w jaki sposób matki mające mniej pieniędzy
                                  "ograniczają swoim dzieciom paletę ich aktywności"?
                                  pomyślałaś w ogóle, że kiedyś - na przykład kiedy Ty byłaś dzieckiem - takich
                                  fanaberii jak maty edukacyjne, komórki, angielski dla przedszkolaków w ogóle nie
                                  było? a dzieci mimo tego wyrastały na dorosłych, inteligentnych ludzi. ja
                                  przynajmniej takich zabawek nie posiadałam, bo to nie były czasy na to, ani
                                  pieniędzy też za bardzo nie było. w tej chwili kończę studia, do tego pracuję w
                                  przedszkolu i mimo, że nie mam własnych dzieci to wiem, co jest dla nich
                                  najważniejsze - kontakt i zabawa z rodzicami lub opiekunami, wszystko jedno
                                  czym. do tego naprawdę wystarczy wyobraźnia.
                                  uczę przedszkolaki języka obcego - wiesz ile frajdy sprawiają im zwykłe zabawy,
                                  w które nie trzeba angażować ŻADNYCH przedmiotów? takie, w których po prostu
                                  jesteśmy razem, biegamy po sali i się śmiejemy? dzieci są zafascynowane nawet
                                  wówczas, gdy pokazuję im własnoręcznie namalowane obrazki ze zwierzątkami. i
                                  wcale nie muszą to być drogie materiały z lanserskim logo.
                                  agibubu, jeśli mogę spytać - w jakim mieście studiujesz? nie musisz odpowiadać
                                  tutaj, możesz na mój mail gazetowy smile
                                • agibubu Re: agibubu 06.04.10, 18:37
                                  Ale Ty uprawiasz czcze gadanie. Przecież napisałam niejednokrotnie,
                                  że żyję biednie, skromnie, ubogo. Że jest mi czasem ciężko i że
                                  wcale nie reklamuję takiego życia.

                                  Zapieram się tylko rpzed nazywaniem mojego życia nienormalnym. Ono
                                  dla mnie jest normalne i na tyle spokojne na ile może być. Jestem
                                  świadoma naszych ograniczeń, ale jestem też bardzo szczęśliwa, bo
                                  mam córkę, którą kocham nad wszystko. I nauczyłam się zastępować
                                  jedne rzeczy innymi, tańszymi a równie funkcjonalnymi i dobrymi.
                                  Muszę tak robić, żeby przeżyć i nie jest mi z tym wygodnie. To
                                  wszystko napisałam powyżej. Nie wiem czy przyjęłaś sobie za punkt
                                  honoru wyliczanie mi tego czego nie mam, bo żyję skromnie??? Masz
                                  taki fetysz? Lubisz tak umęczać ludzi? Mam się wobec tego jeszcze do
                                  kompletu ukrzyżować? Ja to wszystko wiem - po prostu chcę Ci
                                  uzmysłowić że nawet z pewnymi ograniczeniami życie też ma wartość. I
                                  nie wszystko da się przeliczyć na kasę. Żyjemy tak jak umiemy
                                  najlepiej. Ja tak żyję - wyciągam z życia to, co mogę. Skoro nie
                                  mogę wyciągnąć pieniędzy to wyciągam szczęście i żadna
                                  zakompleksiona baba nie będzie mi swoimi głupimi przytykami tego
                                  odbierać.

                                  Przyznaję, że jest trudno, ciężko, czasem nawet bardzo i że wiele
                                  można by było zrobić z większą kasą. To jest oczywistość chyba,
                                  prawda? Ale nie uważam, że te pieniądze są nam niezbędne - można
                                  sobie dać radę i bez nich. Żyję godnie i radzę sobie najlepiej jak
                                  potrafię. To chyba dośc, żebyś się wreszcie ode mnie odczepiła.
                                • agibubu Re: agibubu 06.04.10, 18:39
                                  a i wyobraź sobie, że udało nam się nawet nad morze wyjechać w
                                  zesłżym roku
                                  i nad jezioro....

                                  składaliśmy na to długo, były skromne warunki ale byliśmy!
                                  • kanna Re: agibubu 07.04.10, 22:55
                                    Widze, że masz mnostwo umiejętnoci - języki, instrumenty, sporty
                                    itp. Dlatego dziwi mnie, że wybierasz tak skromny model zycia.
                                    Pieniadze ulatwiaja wiele spraw, a Ty masz potencjał, żeby miec ich
                                    więcej - i pojechac na wakacje nie skromne smile
                                    --
                                    Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
                                    USS Phoenix - Where No Man Has Gone Before
                                    • agibubu Re: agibubu 08.04.10, 12:55
                                      Potencjał też wymaga czasu, a ja go nie mam. Opiekuję się dzieckiem
                                      sama do wieczora - nie ma mowy o korepetycjach, których mogłabym
                                      udzielać czy dorabianiu w jakikolwiek inny sposób. A wydawanie
                                      wszystkich pieniędzy zarobionych poza zajęciami na uczelni na
                                      opiekunkę mija się z celem. Dziecka do żłobka nie oddam. Nie
                                      wybieram skromnego modelu życia. Czekam na lepsze czasy i próbuję
                                      przetrwać tak, żeby nie było w tym szkody dla dziecka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka