Dodaj do ulubionych

rozpieszczanie dzieci

10.05.10, 18:51
czy wasze dzieci są rozpieszczane?Kupujecie duzo dla nich?My nie
rozspieszczamy,dstaje 10 zł na tydzień ,które odkłada,Dostaje czasem
od dziadków.Pojawia się już problem taki że narzeka że to mało bo
koledzy to bo tamto.Zwlaszcza teraz kiedy są komunie to mówi wiesz
ile kasy dostał tamten a ile ta kolezanka.Tłumaczymy mu ze pieniądze
to nie wszystko.Ma docenić to co ma swój pokj ,meble rower itp.Czuję
że w jego życiu nastąpił czas na porównanie się z innymi.Też macie
taki problem ze swoimi dziećmi w wieku 10 lat?
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • tritin Re: rozpieszczanie dzieci 10.05.10, 18:56
      Mój ma 8,5 więc moze jeszcze za wcześnie, ale zupełnie go pieniądze
      nie interesują. Nie daję mu pieniedzy do ręki. Z tym, że kupuje mu i
      zaspokajam jego potrzeby na bieżąco i niczego mu nie brakuje. Całą
      kasę komunijną najchętniej by rozdał. Także wpłaciliśmy mu jana jego
      konto. Ale może to taki typ po tatusiu smile
        • agpagp Re: rozpieszczanie dzieci 10.05.10, 19:36
          Moja córka ma 8 lat i komunię akurat za rok. Na dzień dzisiejszy dostaje raz na
          2 tygodnie 10 zł jak się upomni albo jak ja mam końcówki. Co fajne nie wydaje
          tego. bo jak ona mówi ma cel: zbiera na komputer , drukarkę i tusz do drukarki(
          chyba za bardzo jest zapatrzona we mnie bo to moje narzędzia pracy ) Na urodziny
          dostała komórkę ale miała wytłumaczone że doładowanie to tylko 25 zł i jak
          wygada tonie będzie mogła dzwonić. Widzę że jak na pierwszy tydzień posiadania
          jest całkiem rozsądna.
          --
          Jestem na dwóch dietach - na jednej byłam cały czas głodna.
    • b-b1 Re: rozpieszczanie dzieci 10.05.10, 20:55
      Nie wiem, czy rozpieszczam dzieci-brak mi obiektywizmu.
      Nie usłyszałam ani słowa o prezentach komunijnych innych dzieci(komunię mieliśmy w tamtym roku)i jakoś nie widzę/nie słyszę porównywania się z innymi dziećmi.
      Kieszonkowe będa dostawały od przyszłego miesiąca-powód-stały się bardziej samodzielne, częściej spotykają się z kolezankami/kolegami i mają "gest" big_grin-co oznacza-nie mają problemu , aby dac się wykorzystywać finansowo-więc wolę ustalić kwotę tygodniówki-aby same gospodarowały pieniędzmi-będa wiedziały, że jeśli non stop za kogoś płacą-zabraknie im w końcu na swoje potrzeby(w sumie na zachcianki).
    • volta2 Re: rozpieszczanie dzieci 10.05.10, 23:48
      staram się, by dzieci nie zauważały stanu naszego portfela,
      a jeśli już, to że jest on pustysmile

      ciuchy kupuję im używane, choć nie muszę
      zabawki - dostają od dziadków, od nas do niedawna nic, teraz
      częściej, bo z dziadkami kontakt mizerny, więc więcej mają luzu

      sprzęt sportowy dla dzieci - też używany, np. łyżwy, narty, rower -
      choć nie ma takiej realnej potrzeby

      w restauracjach proszę o ograniczenia/rozwagę przy zamawianiu

      w szkolnym sklepiku też nie szaleją, bo nie mają gotówki


      na pewno od większego rozpieszczania jest tata
      • quistista Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 07:31
        > staram się, by dzieci nie zauważały stanu naszego portfela,
        > a jeśli już, to że jest on pustysmile

        mnie tak wychowywali rodzice i zawsze myslalam, ze jestesmy biedni a
        potem okazalo sie, ze jest odwrotnie. Moze przez to jestem taki
        sknerus teraz i jestem chora jak trzeba cos kupic i ciagle mi sie
        wydaje, ze jestem biednasmile
        --
        Ewa

        • amandaas Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 12:16
          Oo, ja też tak miałam smile Generalnie nie narzekam, bo mnie
          porozpieszczali, ale też ciągle słyszałam, że pieniązki nie rosną na
          drzewie, że na to nie ma pieniążków, że albo jedno albo drugie bo na
          dwa nas nie stać. A potem nagle sie okazało, że na koncie kupa
          oszczędności i mieszkanie dostałam. (teraz twierdze, ze lepiej w tą
          strone, ale jako dziecko zdarzało mi sie focha strzelićtongue_out )


          Natomiast z innej beczki- mam kilka małych kuzynek i jak patrze że
          taka np 5latka pokazuje mmi swój różowy portfelik, a w środku 600zł
          bo "uzbierała bo jej mama i babcia dały" to mi klama opada.
            • miska_malcova Re: rozpieszczanie dzieci 13.05.10, 20:54
              sterretje12 napisała:

              > My mamy osobne konto dla coki na ktore co miesiac sa przelewane
              > pieniadze na studia i ona dokladnie o tym wie wiec nie bedzie miala
              > niespodzianki.

              Kochana, napiszesz mi coś o tym koncie, albo dasz linka do oferty banku? Szukam
              czegoś dla syna, bo babcia co miesiąc odkłada dla niego kasę i chce to jakoś
              ulokować
            • magdalaena1977 Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 07:26
              Rozumiem, że mieszkacie za granicą, ale w Polsce takie odkładanie postrzegałabym
              jako totalnie demotywujący brak wiary w siły dziecka. Tak jakbyś z góry nie
              wierzyła, że córka będzie w stanie dostać się na dobre studia.
              --
              Magdalaena
              • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 11:41
                Ja wcale tak bym nie uwazala nawet gdybym mieszkala w polsce. Jedli
                dziecko dostaloby sie nawet na dzienne to moze w innym miescie i za
                akademik tez trzeba placic. Mozna rowniez potem przeznaczyc te
                pieniadze na inny cel.
                W przeciwienstwie do tego co sugerujesz moze dziecko bedzie wolalo
                studiowac za granica a tam nie ma studiow darmowych.
                • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 16.05.10, 22:15
                  Dobrzy studenci (w Polsce i za granicą) mają stypendia naukowe. Na tzw. kierunkach zamawianych jest to w okolicach najniższego wynagrodzenia. Do tego ci najbiedniejsi mają stypendia socjalne. Poza tym trzeba dziecko motywować do zaradności finansowej i pracy podczas studiów. Dziecko, które wie, że rodzice od kilku lat ciułali na jego studia, takiej motywacji będzie pozbawione.
                  • cornerek Re: rozpieszczanie dzieci 16.05.10, 23:46
                    Nie opowiadaj takich rzeczy, bo rozdawanie pieniędzy studentom już
                    się kończy. Za kilka lat nie będzie stypendiów naukowych (już są
                    projekty), a możliwe też, że wszystkie studia będą płatne.

                    --
                    www.oszusty.blogspot.com
                    • wj_2000 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 12:22
                      cornerek napisał:

                      > Nie opowiadaj takich rzeczy, bo rozdawanie pieniędzy studentom już
                      > się kończy. Za kilka lat nie będzie stypendiów naukowych (już są
                      > projekty), a możliwe też, że wszystkie studia będą płatne.
                      >

                      Oj, chyba nic nie kapujesz! Im bardziej studia będą płatne, tym więcej będzie
                      stypendiów dla uzdolnionych! To oczywista oczywistość.
                      --
                      "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
                    • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 12:52
                      O tym, że studia mają być płatne, słyszałam już od jakichś 10 lat. I do tej pory nie ma. Wątpię by to chciano zrealizować w dobie niżu demograficznego i likwidacji powszechanej służby wojskowej (mniej chętnych do studiowania). Teraz i w przyszłości to raczej uczelnie będą walczyły o studentów, a nie odwrotnie.
                  • zloty.strzal Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 09:57
                    alba.alba napisała:

                    > Dobrzy studenci (w Polsce i za granicą) mają stypendia naukowe. Na tzw. kierunk
                    > ach zamawianych jest to w okolicach najniższego wynagrodzenia. Do tego ci najbi
                    > edniejsi mają stypendia socjalne.

                    Życia nie znasz.
                    --
                    bykom-stop.avx.pl
                  • ojapierdziu Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 10:56
                    Kieurnki zamawiane to inna bajka-za 10-15 lat może ich już nie być,
                    albo będzie to mechnika kwantowa, a nasze dziecko chce być
                    budowlańcem. Stypendia naukowe na polskich uczelnaich moga być i
                    200zł i 500zł (obie kwoty dla najnajnaj studentów, tylko różne
                    uczelnie i kierunki). Na stypendia socjalne w polsce mało kto się
                    łapie, albo trzeba mieć dramat w domu, albo być przedsiębiorcą i
                    pokręcić przy dochodach. Bycie tylko biednym do niczego nie uprawnia
                    albo do jakiś 100-150zł w porywach.

                    Przekładając to na realny przykład-przyjaciółka ze studiów, wyniosła
                    się (uciekła) z domu rodzinnego bo nie wytrzymała z psychopatycznymi
                    rodzicami. Studia dzienne (darmowe, koszt materiałów /nie kser/ ok
                    50-300zł/miech), zajęcia ułozone tak, że jest się kompletnie
                    niedyspozycyjnym. Stypendium naukowe III grupa - 250zł (średnia ok
                    4.4/5.0), socjalne-niecałe 100zł(rodzice 'za dużo' zarabiali i
                    nikogo nie obchodziło że nic jej nie dają). Akademik się nie nalezy
                    bo meldunek w mieście. Dorabiała korepetycjami. Jak poszła do stałej
                    pracy to nie chodziła na zajęcia (dyspozycyjność). Przypłaciła to
                    zdrowiem.

                    Dorabianie na przyjemności-tak. Nie na życie, jedzenie i mieszkanie.
                    Na to warto pozbierać.
                      • amandaas Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 14:13
                        Taaaak? a to ciekawe... Ja mam najwyższe za średnią 4.9 i wynosi 450
                        zł, natomiast to za średnią 4,2 opiewa a 130zł. I co Ty na to?
                        Dodam, że Akademia Medyczna, czyli ocen za ładne oczy nie dają.
                      • gre.en Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 18:02
                        ciekawe gdzie? jestem studentką 3 roku i nie spotkałam się z tak wysokimi stypendiami, max. 400 zł to ma koleżanka której dochód na osobę wyszedł prawie 0! bo rodzice nie pracują. Jak czytam wpisy, że stypendia są takie duże to mi się coś robi-skąd takie informacje? styp. po 1000zł są dla kierunków zamawianych i tylko dla wybranych studentów, ale nie każdy przecież będzie studiował mechanikę i budowę maszyn.
                        • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 18:53
                          gre.en napisała:

                          > ciekawe gdzie? jestem studentką 3 roku i nie spotkałam się z tak wysokimi stype
                          > ndiami, max. 400 zł to ma koleżanka której dochód na osobę wyszedł prawie 0! bo
                          > rodzice nie pracują.

                          Dochód 0?! A jakim cudem ta dziewczyna dożyła matury, skoro nie pracujący rodzice mieli dochód 0 jak ona była w liceum?! Raptem obydwoje stracili pracę jak się dostała na studia?! Zaczynacie już wymyślać jakieś absurdalne argumenty na poparcie swoich tez.
                          • lacktris Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 08:41
                            nie trzeba się wysilać i wymyślać teorii. Takie sytuacje się zdarzają. Może
                            rodzice są długo bezrobotni, bez prawa do zasiłku a pracują na czarno. Wtedy
                            dostają zaświadczenie z US o zerowym bądź bliskim zeru dochodzie. Albo niech
                            nawet jeden rodzic robi za najniższą krajową, dzieląc ten dochód na co najmniej
                            trzy osoby też wyjdzie akurat do stypendium socjalnego. Przecież nie musimy
                            mówić o faktycznym dochodzie tylko o papierach. Bo bądźmy szczerzy gdyby
                            faktycznie dochód był zerowy, to raczej dziewczyna nie myślałaby o studiach
                            tylko o tym żeby co do gara włożyć.
                            --
                            Pozdrawiam
                            Marta
                            Weronika -09.01.2006
                            _____________________________
                      • cornerek Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 20:14
                        Wysokości stypendiów każda uczelnia ustala sobie sama. Są dwie
                        strategie - stypendia dla elity - wtedy są wysokie (ok 300-400 zł)
                        albo stypendia dla większej liczby osób - wtedy są właśnie w
                        okolicach 100-200 złotych.

                        --
                        www.oszusty.blogspot.com
                  • fasolala Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 11:09
                    alba.alba napisała:

                    > Dobrzy studenci (w Polsce i za granicą) mają stypendia naukowe. Na tzw. kierunk
                    > ach zamawianych jest to w okolicach najniższego wynagrodzenia. Do tego ci najbi
                    > edniejsi mają stypendia socjalne. Poza tym trzeba dziecko motywować do zaradnoś
                    > ci finansowej i pracy podczas studiów. Dziecko, które wie, że rodzice od kilku
                    > lat ciułali na jego studia, takiej motywacji będzie pozbawione.

                    oj, chyba przesadzasz. Stypendium socjalne jest prawie niemożliwe do zdobycia. Żeby je dostać trzeba pracować na czarno, innej opcji nie ma. Uwierz mi, że tak jest. Kolejna sprawa, że trzeba czekać na nie długo. Ja na przykład, studiując, nie wiążę już końca z końcem, a stypednium mi się nie należy, bo w 2008 (!) roku jeszcze koniec z końcem wiązałam. A w tym momencie brak dochodów w 2009 roku nikogo nie obchodzi.
                    Dziecko, które wie, że stać je na studia wie, że będzie mogło się poświęcić nauce i nie będzie musiało się martwić, że nie jest w stanie przygotować się do egzaminu, bo musi najpierw na chleb zarobić.
                    • aga90210 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 13:11
                      Stypendium socjalne jest prawie niemożliwe do zdobycia.
                      > Żeby je dostać trzeba pracować na czarno, innej opcji nie ma

                      Na studiach mieszkałam w akademiku, większość osób dostawała też socjalne, które
                      zaczynało się od 550 zł (w sensie tyle kasy się dostawało). Jak ktoś mieszka w
                      dużym mieście i jest jedynakiem, to rzeczywiście próg dochodowy 602 zł netto na
                      osobę w rodzinie wydaje się strasznie mały, ale dla mieszkańców wsi czy małych
                      miast na wschodzie takie kwoty to majątek, prawie nikt tyle nie ma. Nie ma
                      wówczas problemów ze stypendium socjalnym.
                      • fasolala Re: rozpieszczanie dzieci 19.05.10, 12:14
                        Pochodzę z małego miasta na Warmii i raczej ludzie mieli wyższe dochody. Możliwe, że masz rację, że w wioskach na wschodzie są takie dochody.
                        Ale. Ale wydaje mi się, że jeśli ktoś takie dochody RZECZYWIŚCIE posiada, to idąc na studia idzie też do pracy. Jeśli ma umowę to dochody automatycznie wzrastają a wtedy próg nie trudno przebić.
                        Na jednej ze znanych mi uczelni próg do stypendium socjalnego wynosi mniej niż 400 złotych (trzysta kilkadziesiąt).
                        Kolejna sprawa. aktualnie jestem w dramatycznej sytuacji finansowej - po opłaceniu mieszkania, kupieniu biletów i leków nie zostaje mi nic. I nikogo nie obchodzi, że moja matka jest od ponad pół roku bezrobotna, że w 2009 roku dochody wynosiły 450 złotych na osobę.
                  • roza06 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 11:37
                    Dawno nie czytałam takich bzdur. No jasne. Niech dzieciak zapieprza w knajpie po
                    wykładach, zamiast uczyć się, żeby jakoś opłacic sobie np. wyżywienie. Niezła
                    zaradność. A jak chce sie dobrze uczyć to niech jedzie na suchym chlebku. I tak
                    kończy studia z wrzodami na żołądku i żale do rodzicow że nie zapewnili mu
                    dobrego startu. Moim zdaniem koszty studiowania przynajmniej w części powinni
                    pokrywać rodzice i nijak ma się to do jego motywacji.
                    • agni71 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 11:47
                      roza06 napisała:

                      > Dawno nie czytałam takich bzdur. No jasne. Niech dzieciak
                      zapieprza w knajpie p
                      > o
                      > wykładach, zamiast uczyć się, żeby jakoś opłacic sobie np.
                      wyżywienie.

                      ale mówimy o oszczędzaniu na dziecka studia (póki co na państwowych
                      uczelniach darmowe, chociaz , fakt sa przymiarki do wprowadzenia
                      odplatności) czy zapewnianiu dziecku jedzenia? Moi rodzice na moje
                      studia nie oszczędzali, studiowalam na państwowej uczelni, mialam
                      stypendium naukowe, dorabialam sobie jeszcze korepetycjami w wolnych
                      chwilach. Studiowalam w rodzinnym mieście, więc mieszkalam w domu
                      rodzinnym, za jedzenie i czynsz rodzice nie kazali mi płacić, co
                      wydaje mi sie jednak normalne.
                      • roza06 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 12:40
                        Sama piszesz ze mieszkałaś w domu rodziców i za nic nie płaciłaś. To jak
                        chodzenie do liceum. A co by było gdybyś musiała wyjechać na drugi koniec Polski
                        i radzić sobie zupełnie sama bez odpowiedniego zaplecza finansowego? Sam
                        przyjazd do domu np. na święta juz byłby dużym wydatkiem. Fajnie ze miałaś takie
                        szczęście, ale nie wszyscy maja dobre uczelnie pod nosem.
                      • a.pola.z Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 20:06
                        > ale mówimy o oszczędzaniu na dziecka studia (póki co na państwowych
                        > uczelniach darmowe, chociaz , fakt sa przymiarki do wprowadzenia
                        > odplatności) czy zapewnianiu dziecku jedzenia?

                        zgadza się, ale wszystko wygląda inaczej jeśli dziecko ma szanse studiować na
                        uczelni lepszej niż nasza najlepsza państwowa. czesne jest często powalające. w
                        perspektywie zwykle się to opłaca, bo szans na zdobycie dobrej lub bardzo dobrej
                        posady rosną wielokrotnie.

                        co do zapewnienia utrzymania i jedzenia - nie ma problemu jeśli studiujesz w
                        miejscu zamieszkania, ale jeśli jesteś kilkaset / kilka tysięcy km od domu to
                        'Huston, mamy problem'.
                    • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 13:04
                      roza06 napisała:

                      > Dawno nie czytałam takich bzdur. No jasne. Niech dzieciak zapieprza w knajpie p
                      > o
                      > wykładach, zamiast uczyć się, żeby jakoś opłacic sobie np. wyżywienie. Niezła
                      > zaradność. A jak chce sie dobrze uczyć to niech jedzie na suchym chlebku. I tak
                      > kończy studia z wrzodami na żołądku i żale do rodzicow że nie zapewnili mu
                      > dobrego startu.

                      Nie dramatyzuj z tymi knajpami i wrzodami na żołądku. Nie musi pracować w knajpie, są inne o wiele ciekawsze miejsca pracy. Może też wyjeżdżać za granice na wakacje do pracy. A wyżywienie dostanie od rodziców w ramach standardowego utrzymania. Mnie chodzi o bezsens odkładania pieniędzy na extra cel, jakim są studia. Bo nie jest to żaden extra cel, podobnie jak extra celem nie jest liceum czy gimnazjum. I to szkoła i to szkoła. Z tym że na studiach jest jeszcze z tym lepiej, że można dostać dodatkowe pieniądze w postaci stypendium i poza tym jest się w wieku, gdy można samodzielnie dorobić pieniądze.
                      • roza06 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 13:13
                        Naprawdę nie wiem jaki masz problem. ja studiowałam bez wsparcia finansowego
                        rodziców i to była orka. W końcu musiałam przejście na zaoczne żeby mieć z czego
                        żyć i nie rezygnować z nauki. Moim dzieciom chce tego oszczędzić i odkładam
                        pieniądze na ten cel. dzieci sa zdolne i nie chce żeby problemy finansowe
                        stanęły im na drodze do studiowania. Poza tym praca i dobre studia nie ida w
                        parze. Albo nauka albo praca. Sa kierunki na których nie można tego pogodzić.
                      • chomsterek Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 17:57
                        alba.alba napisała:

                        >Nie musi pracować w knajp
                        > ie, są inne o wiele ciekawsze miejsca pracy. Może też wyjeżdżać za granice na w
                        > akacje do pracy.

                        A gdzie może pracować osoba bez doświadczenia, wykształcenia i na dodatek nie w
                        pełni dyspozycyjna? Wyjazd na wakacje do pracy wbrew pozorom też kosztuje i
                        wątpię, żeby osoba żyjąca od pierwszego do pierwszego była w stanie odłożyć
                        większą sumę na ten cel.
                        Stypendia nieco ratują sytuację ale raz, że nie są to wielkie kwoty, a dwa -
                        stypendium naukowe otrzymuje się dopiero na 2. roku. Dochodzi jeszcze kwestia
                        terminowości wypłat - wiem, że niektóre uczelnie lubią przeciągać terminy, a
                        studenci muszą przecież za coś żyć.

                        --
                        another floor, another ceiling
                        counting stars with double meanings
                        • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 18:50
                          chomsterek napisała:
                          > A gdzie może pracować osoba bez doświadczenia, wykształcenia i na dodatek nie w
                          > pełni dyspozycyjna?

                          Ano wyobraź sobie, że wiele studentów pracuje. Każdy jest kiedyś bez doświadczenia, ale o ile zaczynanie od zera można wybaczyć studentowi, to trudno absolwentowi. Odwodząc dzieci od pracy na studiach robicie im po prostu krzywdę.

                          > Wyjazd na wakacje do pracy wbrew pozorom też kosztuje i
                          > wątpię, żeby osoba żyjąca od pierwszego do pierwszego była w stanie odłożyć
                          > większą sumę na ten cel.

                          Są firmy, które organizując wyjazd dla studentów swoje należności po prostu potrącają z późniejszych zarobków wakacyjnych. Ot, cała filozofia.
                          • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 21:38
                            Jak widac kazdy ma inne zdanie.
                            Dla scislosci ja nie mieszkam w Polsce i nie mam blisko uczelni wiec
                            jesli moje dziecko bedzie mialo ochote studiowac to najblizej ma
                            albo do Brusel albo Antwerpi albo Haselt. Jesli zechcialoby
                            studiowac w Holandii to najblizej do Leiden i mimo ze dostanie jakas
                            kase ze studifinanciering to nie jest to adekwatne do kosztow
                            studiowania. Przecietne studia kosztuja 1700 euro na rok + oplaty za
                            akademik czy wynajem mieszkania i wyzywienie to kolejne 700euro na
                            miesiac + ksiazki tez jakies 1000euro. "Stypendium moze dostac max
                            430euro na miesiac" wiec jak widzisz ja wole dodatkowo zainwestowac
                            i zbierac na koszty studiowania niz ma potem moja corka zapozyczac
                            sie i po studiach zaczac od splacania pozyczki. A to co sobie zarobi
                            pracujac to moze wydac na kino i inne przyjemnosci oraz jedzenie.

                            Wiec nie widze tego tak jak ty ze z gory zakladam ze dziecko sie na
                            dzienne nie dostanie bo to nie ma zadnego znaczenia tutaj.
                          • chomsterek Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 07:22
                            alba.alba napisała:

                            > Ano wyobraź sobie, że wiele studentów pracuje.

                            Nie wychwyciłaś ironii. Studenci nie zarabiają a dorabiają - o to mi przede
                            wszystkim chodziło.

                            > Każdy jest kiedyś bez doświadcze
                            > nia, ale o ile zaczynanie od zera można wybaczyć studentowi, to trudno absolwen
                            > towi.

                            Sęk w tym, że studenckie fuchy rzadko kiedy pozwalają zdobyć doświadczenie,
                            które okazałoby się przydatne w przyszłym zawodzie.
                            Nie twierdzę absolutnie, że nie warto pracować podczas studiów - bo nabywa się
                            dzięki temu chociażby pewnego obycia na rynku pracy. Uważam jedynie, że warto (w
                            miarę możliwości) zapewnić studiującemu dziecku pewną stabilizację finansową, co
                            nie oznacza, że trzeba mu koniecznie sponsorować wakacje czy piwko z kumplami.
                            Na takie właśnie cele można sobie dorabiać - ale nie na chleb i rachunki.

                            --
                            another floor, another ceiling
                            counting stars with double meanings
                  • a.pola.z Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 15:24
                    alba.alba napisała:

                    > Dobrzy studenci (w Polsce i za granicą) mają stypendia naukowe. Na tzw. kierunk
                    > ach zamawianych jest to w okolicach najniższego wynagrodzenia. Do tego ci najbi
                    > edniejsi mają stypendia socjalne.

                    coś w stylu "Drogi Synku, gratuluję! Dostałeś się do Yale Law School!! Niestety
                    miałeś przy tym ogromnego pecha. Mieli tylko 200 stypendiów dla studentów
                    zagranicznych, ty jesteś 201 na liscie, zabrakło Ci 0,1 pkt. Nie przejmuj się
                    tym zbytnio. Podobno prawo kanoniczne na UKSW jest całkiem spoko i za FREE!!"


                    >Poza tym trzeba dziecko motywować do zaradnoś
                    > ci finansowej i pracy podczas studiów.

                    Przy założeniu, że na studia poszło się celem przetrwania 5 lat na zasadzie
                    zakuc-zdac-zapomniec, bo teraz wszyscy ida na studia / bo rodzice kazali / bo
                    'wyzsze' lepiej w papierach wygląda.
                    Jesli ktoś studiuje, bo chce sie czegoś nauczyć, nawiązać kontakty w środowisku,
                    zacząć pracować na swoją markę w branży, bo chce być dobry w tym, czym będzie
                    zajmował się przez resztę życia, to taka dziwna postać może chcieć chodzić na
                    dodatkowe wykłady, przeczytać cos poza notatkami odkserowanymi od kolegów i
                    jeszcze od czasu do czasu wygłosić referat na konferencji naukowej. A na to
                    trzeba czasu. Dużo czasu. I nie rzadko dużo pieniędzy, bo z praktyki wiem, że
                    biblioteki nie zawsze maja najnowsze publikacje, albo mają jeden egzemplarz,
                    oblegany przez studentów i pracowników naukowych; że jak jest rewelacyjna
                    konferencja naukowa na drugim końcu kontynentu, to koszty podroży trzeba często
                    opłacić z własnej kieszeni itd, itp.
                    Oczywiście, że są osoby, które sytuacja finansowa zmusza do łączenia pracy na
                    pełen etat ze studiami i część z nich dobrze sobie radzi. Jednak nie widzę
                    powodu, żeby tak utrudniać życie własnemu dziecku. Tym bardziej, że może się to
                    odbić na jakości kształcenia.
                    • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 17:20
                      W ogóle nie masz orientacji na rynku pracy. Absolwenci, którzy podczas studiów nie zdobyli doświadczenia zawodowego praktycznie nie mają szans na zdobycie pracy. Lądują w urzędach pracy, bo zawsze przegrywają z tymi, którzy podczas studiów pracowali. Tyle ode mnie.

                      Tego argumentu z Yale nie traktuję poważnie, bo prawdopodobieństwo, że twoje dziecko dostanie się akurat na Yale i akurat będzie 201 na liście jest podobne do tego, że ja jutro wygram w Multilotka albo dostanę Nobla. Nie ma sensu marnować czasu na debatowanie na takimi rzeczami.
                    • alba.alba Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 17:36
                      Podobnie argument z darmowym prawem kanonicznym na UKSW jest tak przejaskrawiony, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Prawo jako kierunek jest dostępne w formie bezpłatnych studiów dziennych na większości polskich uniwersytetów. Więc nie tylko na UKSW jest darmowe, jeżeli ci już tak bardzo przeszkadza, że akurat ta jedna uczelnia ma kiepską opinię.

                      W ogóle tak a propos to w Polsce jest dostępny każdy kierunek studiów w każdym trybie. Nie mieszkamy w kraju Trzeciego Świata, w którym na studia dziecka trzeba zbierać przez kilka pokoleń albo sprzedać nerkę, a sam wyjazd jest dramatyczny niczym wyprawa na wojnę z zapasem wałówki i odzieży nie do zdarcia. Jeżeli dziecko wybierze studia zagraniczne to jeszcze lepiej - zdobycie pracy jest tam łatwiejsze niż w Polsce i z elastycznością godzin też jest lepiej. Za granicą pracujący studenci to oczywistość. Tam nawet za obowiązkowe praktyki w trakcie studiów płacą, w odróżnieniu od Polski.
                      • a.pola.z Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 19:46
                        nie masz orientacji na rynku pracy. zupełnie. nie wystarczy mieć jakiekolwiek
                        doświadczenie. zapewniam Cię, że inaczej wygląda w cv staż (nawet bezpłatny) w
                        przyzwoitej placówce, związanej z kierunkiem studiów i referencje od autorytetu
                        w danej dziedzinie, a inaczej roznoszenie ulotek.
                        do tego liczy się dorobek naukowy (przynajmniej w niektórych dziedzinach)-
                        konferencje, publikacje - na to potrzeba czasu i również pieniędzy (np na
                        badania, ja część swoich finansowałam sama. studiuje na państwowej uczelni).
                        student, który musi pogodzić naukę z pracą zapewniającą byt nie pojedzie sobie
                        'w teren' na 2 miesiące 2 razy w roku, bo żaden (albo prawie żaden) pracodawca
                        na taki układ nie pójdzie. nie pojedzie sobie 4 razy w roku na konferencje. nie
                        poświęci czasu na działalność naukowych kół studenckich itp. a to też się liczy
                        w cv.
                        Rewelacyjnie w cv i w aplikacji na studia 3ciego stopnia wygląda praca
                        magisterska, która zdobyła kilka nagród. Ale trzeba mieć czas żeby ją napisać,
                        żeby zebrać materiał. Coraz więcej mówi się o konieczności promowania prac
                        badawczych, nie odtwórczych. na badania potrzeba duuużo czasu. i często pieniędzy.

                        i oczywiście, że przykład z Yale jest przejaskrawiony. taki miał być.
                        i jak sama zauważyłaś to był przykład.

                        i nie, nie żyjemy w kraju 3 świata, ale w pierwszej setce najlepszych
                        uniwersytetów świata łapią się nasze dwa - UW i UJ. i to nie w pierwszej dziesiątce.
                        a zamykanie dziecku drogi do tych najlepszych szkół nie z powodu problemów
                        finansowych, ale dlatego, że 'dziecko się nie załapało na stypendium, to znaczy,
                        że nie było najlepsze, to znaczy, że nie zasługuje na dobrą szkołę, bo załapać
                        się na rewelacyjny uniwerek, ale w ogonie to wstyd' podpada imho pod znęcanie
                        się nad własnym dzieckiem. i chyba mi nie powiedz, że 18latek, po ogólniaku
                        zarobi przez wakacje na czesne na dobrej uczelni?
                  • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 16:56
                    Nestety ale sie mylisz nie wszedzie sa stypendia naukowe. A i
                    ksiazki duzo kosztuja. Moj brat za ksiazki na 1 rok studiow zaplacil
                    800euro bez czesnego. A owszem dofinansowanie jest ale nie pokrywa
                    wszystkich kosztow a pozatym jest to rodzaj pozyczki wiec po co ma
                    sie dzieciak od razu w kredyty pakowac?
              • titta Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 13:32
                "Tak jakbyś z góry nie
                wierzyła, że córka będzie w stanie dostać się na dobre studia."
                A dobre studia nie kosztuja?
                -wynajecie mieszkania
                -zycie na codzien
                -ksiazki
                -wyjazd za granice (stypendia sa dosc marne)
                itp.
        • conspicuousfrom Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 11:42
          zupelnie jak bym czytal o swojej rodzinie. Zawsze mnie dziwilo jakim cudem moi rodzice (inzynierowie) sa biedni. A byly lata 70 i 80 -te! Inzynierowie nie narzekali. Mialem rodzicow za zyciowych nieudacznikow, bo Marek ma motoryke a ja mam stary rower, a tatus Marka jest malarzem pokojowym...

          Dopiero jak zobaczylem pieniadze na koncie na moje i brata studia, potem na dobry start to zrozumialem, ze lepiej bylo ze pieniadze wydali nie na motorynke a wrzucili na PKO.

          Na marginesie: zmarnowali mnostwo pieniedzy wrzucajac kase na tzw. Polise PZU, kojarzycie co to? Ale trudno winic za to moich rodzicow, kto to mogll wiedziec.
      • mariolka99 Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 18:24
        volta2 napisała:

        > ciuchy kupuję im używane, choć nie muszę

        Ale po co?
        Na Forum Humorum jest taki wątek:
        LINK wink

        Ludzie wspominają dzieciństwo. Zobacz jak często wśród znienawidzonych spraw z tamtego kresu przewijają się stare ciuchy...
        --
        Dzieci są jak pierdy- znieść można tylko własne.
      • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:20
        ja tez tak bylam wychowana. Zawsze bylo ze nie maja pieniedzy wiec
        nie kupia i teraz zawsze jak cos kupuje to mam wyrzuty sumienia. A
        gdy dorastalam to nie chcialam byc biedna i musialam sobie sama
        zarobic jak cos chcialam a to doprowadzilo do kombinowania nie
        zawsze legalnego.
    • niemogewtouwierzyc Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 09:38
      ja mam problem z 2,5 latka, ktora kiedy ktos przychodzi pyta od razu "cos
      dla mnie masz?"... babcia ja nauczyla niestety... ale na szczescie poki co
      zadowala sie drobnostkami w stylu balon reklamowy, bulka kajzerka wink
      dramat zaczyna sie w sklepie przy kasach, glownie chodzi o slodycze...
      tlumacze jej, ze to niezdrowe, czesto rozumie
      reklamy zabawek tez zaczynaja dzialac, bardzo nie chce sie temu poddawac...
      --
      Biorę udział w konkursie, proszę o głos, wystarczy kliknięcie:
      wizaz.pl/akcje/moj_styl_moja_gwiazda/oddajglos.php?id=24634
      • quistista Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 17:10
        Plusem mieszkania dlaeko od rodziny jest to, ze nikt nie rozpuszcza moich
        dziecismile Moja mama byla szczesliwa, ze idac z moim 2 latkiem do sklepu to on nie
        zatrzymuje sie przy slodyczach bo nie wie co to jest. My nie jemy wiec nie ma w
        domu.
        Ogolnie to troche rozpieszczam dzieci, ale nie pod wzgledem materialnym. Nic im
        nie brakuje ale jak porownam z dziecmi znajomych to maja bardzo malo zabawek.
        Rozpieszczam je zas pod wzgledem czasu i uwagi jakie im poswiecam.
        --
        Ewa
    • alin9 Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 10:15
      Nie wiem czy rozpieszczam.Mieli w skarbonkach.Pytali czy mogą to czy tamto
      kupić.Powiedziałam dobrze ale jak wydasz to nie będzie.Nie zawsze doszło do
      zakupu(zaczęła się kalkulacja).Nie dostają pieniędzy do ręki ale jak mnie 2 razy
      w tygodniu poproszą o 2 zeta to daję bo mówią na co.Ten problem mam nie od 10
      lat bo takich dzieci nie mam.Raczej szkolniki wciągają przedszkolakasmileW tym roku
      po komunii.Nie było wytykania prezentów jakie dostali koledzy.Zresztą dla mnie i
      tak choćby urodziny to ważniejszy powód prezentowy niż komunia.Ona służy czemu
      innemu.Wiem staroświecka jestemsmileTłumaczenie nie zawsze odnosi skutek(zależy od
      "egzemplarza")smile
    • prunio4 Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 13:04
      Przesadza i to grubo. Porównywanie i mówienie, że koledzy mają
      wszystko, a on nic to zaczynająca się norma u dzieci w tym wieku.

      Mój niespełna 10-latek dostaje 3 złote tygodniowego kieszonkowego. I
      non -stop słyszę, że ona taki biedny. Ale mało kto w klasie ma to,
      co on: tyle zestawów Lego, coroczne wakacje w innym zakątku Polski i
      Europy.

      Ale znam mamy, które chodzą w jednych dżinsach, a syn w kieszeni
      nosi kilkadziesiąt zł i komórkę za 1000 zł.

      ************************

      www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
        • nela12 Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 14:42
          to zależy no bo jak sie nie ma,to niech dziecko się cieszy z tych 3zlsmileale jak
          tysiaki leżą na koncie, to chyba trochę marne to kieszonkowe;D (to nie był
          złosliwość żadna)
          A tak na serio,to moje dzieci raczej nie maja jeszcze pytań,czemu ja tyle jak
          kolega ma tyle(synowie 8,5 i 4,5 lat)ale dostaja tygodniowo 20 i 10zł,raczej nie
          wydają,bo na bieżące potrzeby, soczek czy baton to raczej my kupujemy smile
          • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:27
            To na co wydaj to kieszonkow? Ja myslalam ze kieszonkowe jest po to
            aby nauczyc dzieci obchodzenia sie i wartosci pieniadza ale jak mama
            najpierw da kieszonkowe a potem i tak wszystko kupi to jaki jest
            tego sens? Mysle ze tym sposobem naucza sie jedynie tego ze
            niezaleznie czy maja czy nie maja kasy i tak moga na mame liczyc.
            • nela12 Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 18:59
              to chyba do mniewink
              dostaje i odkłada,nieraz kupi gazetę,potem jęczy że mu zabraknie na coś tamsmile
              a ostatnio kupił za kieszonkowe rower,dopiero się uczy,często pyta czy jak kupi
              to-czy mu starczy na tamtosmilenigdy też nie dajemy pieniędzy jako nagrody!
        • prunio4 Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 17:54
          Wcale nie żartuję.
          Tak naprawdę i do tych 3 nie jestem przekonana.

          Dostaje od dziadków i innych członków rodziny kasę i uważam, że
          mając zapewnione WSZYSTKO łącznie z przegryzkami do szkoly i poza
          nią w plecaku nie MUSI dostawać nawet tych 3 złote.

          ************************

          www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
            • anyx27 Tak, rozpieszczam ;) 11.05.10, 21:46
              Mamy jedno dziecko i je z premedytacją rozpieszczamy tongue_out

              Po to pracujemy, zarabiamy, żeby dziecku niczego nie brakowało. Oczywiście
              najważniejsza jest miłość, czas spędzony razem, ble ble ble, ale kupujemy jej
              też dużo ubranek (uwielbia stroić się w sukienki, spódniczki), chodzi do szkoły
              tańca, bo chciała, jeździmy często na wycieczki, dostaje wymarzone zabawki
              (aktualnie uwielbia Barbie).

              Mamy radochę, że możemy spełniać marzenia naszej córki smile i nie widzimy w tym
              nic złego.
                • a.pola.z Re: Tak, rozpieszczam ;) 17.05.10, 15:40
                  ja też nie wink

                  dzieci nie mam, ale sama byłam rozpieszczaną do granic jedynaczką i oczkiem w
                  głowie mamusi, ze stertą pluszaków, lalek, klocków i różowych sukienek z
                  falbankami. od 13 roku życia miałam wyrobioną dodatkową kartę i upoważnienie do
                  konta mamy, bez limitu. Nigdy nie miałam telefonu na kartę, tylko abonament,
                  opłacany przez mamę. Wiedziałam gdzie mama trzyma pieniądze, miałam do nich
                  dostęp i pozwolenia na korzystanie ('byle z rozwaga'). I zawsze czułam, że skoro
                  jestem traktowana jak odpowiedzialna postać, to tak się muszę zachowywać i
                  dlatego ZAWSZE mówiłam kiedy potrzebowałam sumy większej niż 50-100 zł (i tak
                  zawsze było ' no przecież masz kartę. potrzebujesz-bierz'), nigdy nie zaliczyłam
                  głupiego wyskoku typu 'zrobimy matce debet, ciekawe jak zareaguje'. Bardzo
                  starałam się nie przekroczyć abonamentu tel. Nawet lekko mamie dogryzałam, że
                  ona wydzwania więcej, a to ja jestem nastolatką, która teoretycznie powinna 24/h
                  wisieć na telefonie i plotkować o lakierze do paznokci smile
                  No i zawsze wiedziałam ile aktualnie mamy w portfelu, kiedy trzeba bardziej
                  uważać na wydatki, a kiedy można pozwolić sobie na dodatkową przyjemność /
                  zakupowe szaleństwo nie dewastując domowego budżetu. I uważam, że całkiem nieźle
                  nauczyło mnie to obchodzić się z pieniędzmi- korzystać, ale nie szastać smile
                  • gagatka70 No, własnie. 18.05.10, 00:19
                    Ja w połowie lat 80-tych jako nastolatka miałam zawsze dużo pieniedzy przy
                    sobie, bo często po lekcjach na coś "polowałam ", takie to były czasy. Było
                    normalne, że kupię sobie jakies ciastko czy płytę ( jak rzucą wink, mama nigdy
                    mnie nie rozliczała z tych pieniędzy, a ja nigdy nie wykręciłam zadnego numeru.
                    Mam nadzieję, że moja córeczka tez taka będzie. Zaufanie do dziecka i
                    kształtowanie w nim zdrowego rozsądku to podstawa.
            • a.pola.z Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 21:06
              omg, naprawde? wydaje mi się, że to strasznie mało.
              w bardzo wczesnych latach 90., kiedy chodziłam do podstawówki dostawałam 10 000
              (obecnie znane jako 1 zł) dziennie w dni szkolne, czyli 7 zeta tygodniowo.
              fakt, że w ramach 'przegryzek' z domu dostawałam jabłko albo inny owoc i nie
              nosiłam termosu, wiec kasa była również na wodę i ewentualnie coś słodkiego.
              większość dzieciaków w klasie dostawała podobne kieszonkowe. w szkole mieliśmy
              założone książeczki SKO, więc cześć kieszonkowego tam wpłacaliśmy, a resztę
              wydawaliśmy w sklepiku, albo kiosku obok szkoły, pod którym następnie odbywało
              się grupowe spożycie oranżady w proszku ;]
              dodatkowo zawsze miałam ze sobą pieniądze 'na wszelki wypadek'. coś ok
              dzisiejszych 5, może 10 zł. w kategorii 'wszelki wypadek' łapały się sytuacje
              typu wypisał mi się długopis, ołówek złamał, pióro wylało i zalało zeszyt -
              nie mam czym i w czym pisać i takie tam ;p
          • deszcz.ryb Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 14:19
            A jak będzie chciała sobie kupić książkę? Nawet taką, która tobie się nie podoba? [nie wiem, w tym wieku to pewnie jakąś głupią Hannę Montanę czy inny badziew] Albo bzdurną dziewczęcą gazetkę? Albo lakier do paznokci? Albo kolorowe spinki do włosów. Albo cokolwiek innego, co ona CHCIAŁABY mieć, a na co ty się nie zgodzisz. Uwierz mi, ważne są nie tylko potrzeby materialne, które zapewniasz; ale też pewna samodzielność finansowa.

            Ona nawet oszczędzić nie może - 3 zł. na tydzień to tragicznie mało - po miesiącu [miesiącu!] oszczędzania ma tylko 12 złotych. CO można za to kupić? No i jeszcze dochodzi do tego kwestia nauki gospodarowania własnymi pieniędzmi - jak ma tylko 12 złotych na miesiąc to nie nauczy się oszczędzać. Nauczy się tylko, że matka kupuje wszystko, co do życia potrzebne, ona sobie tym głowy zaracać nie musi.

            Biedne to twoje dziecko, naprawdę. Rozumiałabym sytuację, że nie macie pieniędzy, ale w sytuacji, kiedy zarabiasz w miarę przyzwoicie to naprawdę dziecko powinno dostawać więcej.
            • martialis Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 14:27
              Chyba przesadzasz...
              U mnie w rodzinie wcale nie było kieszonkowego (czasem Dziadkowie
              coś dali, od wlk. dzwonu, ale dało się zaoszczedzić), jak była
              potrzeba, to się szło do rodzica i informowało - nawet o bzdurach wg
              ich postrzegania, potrafili wyjasnić czemu uważają, że to bzdura, w
              prasę i książki zaopatrywali (przynajmniej poziom trzymały, a dziś
              nie ciagnie do babskich pism o bzdurkach) - i nie zauważyłam żeby
              nam wyszło to na złe.
              Ręczę Ci, że jeśli rodziców ma rozsądnych, to wszystkiego się nauczy.
              • deszcz.ryb Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 14:52
                No tak, ale prunio przecież pisze wyraźnie, że uważa, że dziecku pieniądze są w ogóle niepotrzebne - i nie wie nawet, na co mogłoby je ono wydać.

                Trzeba po prostu wypośrodkować pomiędzy pchaniem w dzieciaka góry pieniędzy a nie dawaniem mu ich w ogóle, bo obie opcje są bez sensu.

                I oczywiście się zgadzam, że trzeba podsuwać ciekawe, mądre lektury i tłumaczyć, dlaczego dziecko różnych głupotek nie powinno kupawać... ale zaręczam, że takie głupotki na pewno się znajdą. wink Nawet byś nie pomyślała, na co można wydawać pieniądze. tongue_out

                [Ja z upodobaniem kupowałam jajka z niespodzianką pomimo tego, że rozumiałam, że czekolady tam mało, zabawki nie za bardzo do zabawy no i do tego niezdrowe. Ale to było FAJNE mieć SWOJĄ WŁASNĄ kasę, z którą mogę zrobić CO CHCĘ i NIE MUSZĘ SIĘ NIKOGO PYTAĆ O POZWOLENIE, jeżeli chcę coś kupić.]
                • martialis Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:03
                  > [Ja z upodobaniem kupowałam jajka z niespodzianką pomimo tego, że
                  rozumiałam, ż
                  > e czekolady tam mało, zabawki nie za bardzo do zabawy no i do tego
                  niezdrowe.

                  Właśnie - niby rozumiałaś, a jednak.
                  Ja też uważam, że dziecku nie są potrzebne pieniądze, a jak są, to
                  rodzic ma kontrolować na co, ponieważ to on jest dorosły. Pewnie, że
                  są "głupotki" - nawet my dorośli je kupujemy - więc na "lizaka" mu
                  wystarczy.
                  • deszcz.ryb Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:22
                    Ale już dawno nie kupuję; nie została mi taka mania.

                    Czy nie rozumiesz, że o to tu właśnie chodzi? Że dziecko uczy się, że jak wyda całą kasę na głupie jajka z niespodzianką to nie będzie mogło sobie kupić czegoś większego - np. wymarzonej książki? A jak sobie jeszcze więcej przyoszczędzi, to może starczy na coś większego?

                    Oczywiście, że dorośli powinni kontrolować, ale z umiarem. Dziecko właśnie po to dostaje pieniądze, żeby się uczyć na błędach - to są JEGO pieniądze i jak je wyda, to nie będzie miało. Trudno - następnym razem nie wyda. I tak strasznie cię boli to, że dziecko od czasu do czasu kupi sobie jakąś czekoladę czy chipsy? Czy głupią gazetkę?

                    A przede wszystkim trzeba tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć. Niech dziecko uczestniczy w zakupach, w planowanu domowego budżetu. Niech wie, na co ile trzeba wydać i że na rachunki to muszą się znaleźć pieniądze, ale na wypady do kina to już nie zawsze.

                    A nie robić tak, jak wy - nie dawać kasy w ogóle. W domyśle: "moje dziecko jest za głupie, żeby rozsądnie wydawać pieniądze, więc mu ich nie dam na zmarnowanie". To KIEDY to dzieko się ma nauczyć, jak rozsądnie wydawać pieniądze?
                    • martialis Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:58
                      > Czy nie rozumiesz, że o to tu właśnie chodzi? Że dziecko uczy się,
                      że jak wyda
                      > całą kasę na głupie jajka z niespodzianką to nie będzie mogło
                      sobie kupić czego
                      > ś większego - np. wymarzonej książki? A jak sobie jeszcze więcej
                      przyoszczędzi,
                      > to może starczy na coś większego?

                      Ale przecież czytam, że dostaje i te grosiki i okazjonalnie -
                      uzbiera więc. Ja też potrafiłam uzbierać.

                      >
                      > Oczywiście, że dorośli powinni kontrolować, ale z umiarem. Dziecko
                      właśnie po t
                      > o dostaje pieniądze, żeby się uczyć na błędach - to są JEGO
                      pieniądze i jak je
                      > wyda, to nie będzie miało. Trudno - następnym razem nie wyda. I
                      tak strasznie c
                      > ię boli to, że dziecko od czasu do czasu kupi sobie jakąś
                      czekoladę czy chipsy?
                      > Czy głupią gazetkę?

                      Nie boli smile Dlatego napisałam, że na "lizaka" wsytarczy.


                      >
                      > A przede wszystkim trzeba tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz
                      tłumaczyć. Niech d
                      > ziecko uczestniczy w zakupach, w planowanu domowego budżetu. Niech
                      wie, na co i
                      > le trzeba wydać i że na rachunki to muszą się znaleźć pieniądze,
                      ale na wypady
                      > do kina to już nie zawsze.


                      Dokładnie smile

                      >
                      > A nie robić tak, jak wy - nie dawać kasy w ogóle. W domyśle: "moje
                      dziecko jest
                      > za głupie, żeby rozsądnie wydawać pieniądze, więc mu ich nie dam
                      na zmarnowani
                      > e". To KIEDY to dzieko się ma nauczyć, jak rozsądnie wydawać
                      pieniądze?

                      Ale to dziecko dostaje drobną kasę (czy grubszą okazjonalnie) - więc
                      nie rozumiem...
                          • martialis Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 18:20
                            To dłużej będzie zbierało - nie wszystko przychodzi łatwo. Nauczy
                            się gospodarować tym, co ma.
                            Przynajmniej nie będzie potem pisał na Forum, że rodzice nie dali mu
                            mieszkania, tylko częśc pieniędzy i mu jeszcze 150tys. brakuje wink To
                            oczywiście żart, ale...
                            • deszcz.ryb Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 19:19
                              No ale bez przesady. Nie mówię, że dzieciak ma dostawać stówę co tydzień. Ale ktoś tu daje 11latce 3 złote. TRZY ZŁOTE!

                              Ponawiam pytanie, jakie postawiłam wyżej:

                              "Jak dziecko dostaje 3 zł na tydzień to w miesiąc uzbiera 12 zł. CO MOŻNA KUPIĆ za 12 złotych? To nie jest nawet pół książki."

                              To jest kpina a nie kieszonkowe.
                              • prunio4 Re: rozpieszczanie dzieci 13.05.10, 22:17
                                deszcz.ryb napisała:

                                > No ale bez przesady. Nie mówię, że dzieciak ma dostawać stówę co tydzień. Ale k
                                > toś tu daje 11latce 3 złote. TRZY ZŁOTE!

                                nie 11-latce tylko niespełna 10-latkowi.

                                > Ponawiam pytanie, jakie postawiłam wyżej:
                                >
                                > "Jak dziecko dostaje 3 zł na tydzień to w miesiąc uzbiera 12 zł. CO MOŻNA KUPIĆ
                                > za 12 złotych? To nie jest nawet pół książki."

                                Jak dobrze liczysz i czytasz to powinnaś dodać kasę od rodziny, o której jest
                                wyraźnie napisane. Kieszonkowe od mamy to symboliczna kwota, która ma
                                uzmysłowić, że nie zawsze będzie dostawał po 100, 300 czy 500 zł i ma nawet te 3
                                zł szanować: a najbardziej uszanuje jak widzi z jakim tempem wydaje się tę
                                wielokrotność symbolicznych 3 zł.

                                > To jest kpina a nie kieszonkowe.

                                A może pójdźmy na całego z tym kształceniem wydawania kasy: wyliczmy kwotę,
                                która przypada w budżecie rodzinnym na dziecko, wręczmy co tydzień 1/4 i niech
                                dorzuca się do zakupów, czynszu, kupujmy z nim ubrania etc, a to wszystko niech
                                płynie z jego portfela (ba nawet karty)?

                                ************************

                                www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
                          • jolunia01 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 14:59
                            deszcz.ryb napisała:

                            > ...jak dziecko dostaje 3 zł na tydzień to w miesiąc uzbiera 12 zł.
                            > CO MOŻNA KUPIĆ za 12 złotych? To nie jest nawet pół książki. sad

                            Jak na 10-letnie dziecko, któremu potrzebne rzeczy (a pewnie i
                            trochę niepotrzebnych) zapewniaja rodzice, to wystarczy. Moja córka
                            jeszcze do wakacji dostawała 20 zł miesięcznie, ale jak skończyła
                            gimnazjum to podniesliśmy do 40zł. Wystarcza. Mieszkać ma gdzie,
                            jeść dostaje, ubrania kupujemy, zeszyty, podręczniki itp. też, a na
                            jakiegoś batona, wodę mineralną czy podobne wydatki ma swoje. Na
                            bilet do kina też sobie potrafi odłożyć.
                            --
                            O, to ja - taka mądra jestem?!
                            • amandaas Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 15:55
                              O ile ie funkcjonuje u was dodatkowe finansowanie córki, kiedy jest
                              taka potrzeba ( w stylu książka, wyjście a pizze, gazety), to moim
                              zdaniem taka kwota dla 13latki jest stanowczo zbyt niska.
                              Jedno wyjście do kina to min. 25 zł, reszta przepadnie na jakiś
                              słodycz czy picie i już na nic innego nie starcza. Uważam, ze
                              13latka nie powinna być zmuszona do wybierania "albo pójde z
                              koleżankami na pizze, albo do kina, albo kupie sobie książke".
                              No chyba, że nnie macie pieniędzy, to inna sprawa.
                                • amandaas Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 16:48
                                  O, fakt, nie wiem czemu mi sie wczytało, że zaczęła gimnazjum. Ale
                                  to tylko jeszze bardziej utwierdza mnie w mojej tezie- 40zł dla 16
                                  latki to już w ogóle śmieszna kwota. Bo do prasy, kina, pizzy
                                  dochodzą kolorowe kosmetyki, lakiery do paznokci, jakieś ubrania(o
                                  chyba, że zgadzasz się na każdą bluzkę którą zaśpiewa), wypady na
                                  kawe z koleżankami.

                                  A 16latka moim zdaniem powinna się uczyć, a nie być zmuszona do
                                  zarabiaia na przyjemości.
                                  • gagatka70 Bałabym się dawać 16-latce taką " kwotę". Serio. 18.05.10, 01:15
                                    Ja wiem: świetny kontakt, wiem, co robi itd itp, ale jednak bałabym się. Dzisiaj
                                    mówi się o galeriankach ( często z porządnych rodzin sie rekrutują), ale ja
                                    dodatkowo pamiętam pomysłowe kolezanki z zamierzchłych lat 80-tych. Utrzymanie
                                    dziecka nie jest tanie, zawsze miałam tego świadomość, więc sie dośc długo
                                    przymierzałam do jego posiadania.
                  • bbuldogg Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 10:06
                    Dziecko dostając pieniądze uczy się nimi gospodarować. To cenna
                    umiejętność, przydatna w przyszłości. Lepiej, zeby się uczyło na
                    błędach teraz, gdy w grę wchodzą małe kwoty i żadne ryzyko. Rodzice
                    nie tyle są od kontrolowania, ile od uświadamiania i uczenia dziecka
                    samodzielności. Warto nauczyć dziecko, by mądrze dysponowało swoimi
                    pieniędzmi. Kontrolując dzieciaka niczego dobrego go nie nauczysz.
                    Kontrolujesz, czyli nie ufasz. Na braku zaufania niczego pozytywnego
                    nie da się zbudować.
                • prunio4 Re: deszczu.ryb 13.05.10, 15:08

                  proponuję jeszcze raz przeczytać mój post, zanim sięna jego temat
                  wypowiesz.

                  Tym razem przeczytaj powoli i ze zrozumieniem.



                  ************************

                  www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
                  • deszcz.ryb Re: deszczu.ryb 13.05.10, 20:45
                    "Wcale nie żartuję.
                    Tak naprawdę i do tych 3 nie jestem przekonana.

                    Dostaje od dziadków i innych członków rodziny kasę i uważam, że
                    mając zapewnione WSZYSTKO łącznie z przegryzkami do szkoly i poza
                    nią w plecaku nie MUSI dostawać nawet tych 3 złote."

                    Przeczytałam. Powiedz mi, w ktróym miejscu się do niego nie odniosłam/nie zrozumiałam twojego przekazu? Bo zrozumiałam bardzo dobrze - nie chcesz dawać kasy dziecku, bo nie; bo dziecko jest niemądre i szkoda kasy na głupoty, które kupi.
            • prunio4 Re: rozpieszczanie dzieci 13.05.10, 22:30
              A jak będzie chciała sobie kupić książkę? Nawet taką, która tobie się nie podob
              > a? [nie wiem, w tym wieku to pewnie jakąś głupią Hannę Montanę czy inny badziew
              > ] Albo bzdurną dziewczęcą gazetkę? Albo lakier do paznokci? Albo kolorowe spink
              > i do włosów. Albo cokolwiek innego, co ona CHCIAŁABY mieć, a na co ty się nie z
              > godzisz.

              Jeśli jest nie jest to siódma książka tego samego rodzaju lub piąty zestaw
              identycznych samochodzików Lego, który zalega w półkach (niestety lakieru do
              paznokci nie używa) to sama mu na najbliższą okazję kupuję. Jeśli kolejna,
              powtarzana po raz kolejny zachcianka - ma sięgać po swoją kasę.

              CO można za to kupić? No i jes
              > zcze dochodzi do tego kwestia nauki gospodarowania własnymi pieniędzmi - jak ma
              > tylko 12 złotych na miesiąc to nie nauczy się oszczędzać. Nauczy się tylko, że
              > matka kupuje wszystko, co do życia potrzebne, ona sobie tym głowy zaracać nie
              > musi.

              No niestety należę do tych rodziców, który uważa, że dawanie kieszonkowego dla
              potrzeb pierwszego rzędu to czyste lenistwo i wygodnictwo. I zaniedbanie
              dziecka. Rodzica obowiązkiem jest ZAPEWNIĆ potrzeby pierwszego rzędu czyli nie
              tylko rzucić kasą na stół.

              Biedne to twoje dziecko, naprawdę. Rozumiałabym sytuację, że nie macie pieniędz
              > y, ale w sytuacji, kiedy zarabiasz w miarę przyzwoicie to naprawdę dziecko powi
              > nno dostawać więcej.

              Takiej biedy życzę choć co piątemu dziecku w Polsce.


              ************************

              www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
              • deszcz.ryb Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 08:32
                Przepraszam, że pomyliłam wiek i płeć dziecka - nie mam pojęcia, czemu byłam przekonana, że masz dziewczynkę. Ale z tego, co napisałaś, to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że twoje dziecko nie ma za fajnie jeżeli chodzi o kasę.

                Ja wiem, że pieniądze dostaje od rodziny, ale dostaje zapewne nieregularnie - raz babcia rzuci kasą, raz nie. Tymczasem oszczędzanie zaczyna się od uwzględnienia stałych przychodów - a twoje dziecko nie może ocenić, ile pieniędzy będzie miało w danym miesiącu - raz będzie miało 50 od babci, a raz tylko 12 od ciebie. Jak można z tego cokolwiek zaplanować?

                "Jeśli jest nie jest to siódma książka tego samego rodzaju lub piąty zestaw
                > identycznych samochodzików Lego, który zalega w półkach (niestety lakieru do
                > paznokci nie używa) to sama mu na najbliższą okazję kupuję. Jeśli kolejna,
                > powtarzana po raz kolejny zachcianka - ma sięgać po swoją kasę."

                A skąd ma mieć tą kasę, skoro dostaje 12 zł. na miesiąc? O to chodzi; żeby co jakiś czas miał kasę na coś, czego ty mu nie chcesz kupić, bo uważasz, ze to niepotrzebne - tym czasem dla niego jeden samochodzik jest przedmiotem pożądania bo ma inny kolor niż reszta. tongue_out I znowu wracamy do tego, że za mało dostaje - 12 zł. za miesiąc to może, jak będzie twardo oszczędzał, to za 3 miesiące uda mu się coś kupić - i raczej sobie wtedy nie kupi, nie widzę dziecka, które twardo oszczędza każdy grosik, odmawiając sobie WSZYSTKIEGO. To zniechęcające do oszczędzania - dziecko sobie myśli "a, i tak mam mało, nie oszczędzę; może mamę się da namówić, żeby kupiła?"

                I dawanie kieszonkowego to przecież nie potrzeba pierwszego rzędu. tongue_out
              • tylkotroche Re: rozpieszczanie dzieci_do prunio 17.05.10, 18:21
                No niestety należę do tych rodziców, który uważa, że dawanie kieszonkowego dla potrzeb pierwszego rzędu to czyste lenistwo i wygodnictwo. I zaniedbanie dziecka. Rodzica obowiązkiem jest ZAPEWNIĆ potrzeby pierwszego rzędu czyli nie tylko rzucić kasą na stół.


                ja należę, do rodziców, którzy uważają, że dawanie kieszonkowego to coś o wiele więcej niż fundowanie przyjemności dziecku. To nauka wychowania.
                Dlatego mój syn lat 15 ma bardzo wysokie kieszonkowe (?), kilkaset PLN na miesiąc. Sam pilnuje i opłaca : telefon, jego TV (tylko on w domu ma TV w swoim pokoju), bilet miesięczny, benzyna do motorka, jedzenie na mieście i w szkole jak głodny, kino, gazety, podręczniki itp. Czasami robi ZE swoich drobne zakupy jedzeniowe do domu. I doskonale wie ile kosztuje chleb a ile paczka frytek oraz kg sera. Czasem sam kupuje sobie buty i odzież ( na to dostaje zwykle extra kasę). Czasem zaprasza nas do kina czy do kawiarni.
                Mam nadzieje, że jak zacznie zarabiać nie będzie miał kłopotów z gospodarowanie pieniędzmi. Pieniądze dla dziecka maja go uczyć a nie wyłącznie służyć do zaspokajania zachcianek.
                • jupiter116 Re: rozpieszczanie dzieci_do prunio 17.05.10, 21:47
                  Moja starsza córka lat 17 dostaje miesięcznie 100 pln na swoje wydatki, do tego
                  opłacam jej tak-taka 50zł/kwartał plus bilet miesięczny, obiady i inne tego typu
                  wydatki.
                  Na wszelkie inne fanaberie (ostatnio rolki) córa dorabia korepetycjami z
                  angielskiego.

                  Ostatnio w związku z rolkami uśmiałem się nieco, jak strofowała młodsze siostry
                  ze nie szanują jej własności kupionej za ciężko zarobioną kasę smile
                  --
                  Jestem lumpeninteligenckim wykształciuchem w kamaszach, ujadającym pieskiem
                  stojącym tam gdzie ZOMO, polskojęzycznym dziadem w czerwonym z dolnej półki,
                  pozbawionym patriotyzmu marginesem z łżeelit, antypisowskim załganym ścierwem...
                  I jestem z tego dumny smile
                • gagatka70 Też tak chcę :)... W przyszłości. 17.05.10, 23:59
                  Córeczka teraz ma 2,5 roczku i rozpieszczamy ją, bo nikt inny jej nie
                  rozpieszcza. Ma ładne zabawki, oprócz "mądrych" tez takie tylko dla
                  przyjemności- bo jako osoba dorosła potrafię zrozumieć nieprzepartą chęć malucha
                  posiadania lalki wink. Wydaje mi sie, że jest madrym dzieckiem i już niedługo
                  zamierzam zacząć tłumaczyć jej przystępnie kwestie finansów, a za kilkanaście
                  lat chciałabym postępować dokładnie tak, jak Ty.
                  Nie potrafię zrozumieć skąpych rodziców, a za takich uważam kazdego, kto nie
                  kupi dziecku niczego, co jest niekoniecznie potrzebne, choć go stac. Rozumiem,
                  że można kupić część ciuchów używanych, ale opieranie się wyłącznie na nich i
                  "spadach" po innych dzieciach jest dla mnie po prostu okropne, naprawdę (
                  oczywiście rozumiem ludzi w trudnej sytuacji).
                  Nie wyobrażam sobie, aby mój największy Skarb za parę lat czuł się upokorzony
                  niemożnością kupienia sobie jakiegoś drobiazgu z powodu chęci testowania przeze
                  mnie swoistej metody wychowawczej ( to do rodziców uważających kieszonkowe w
                  wysokości 12 zł/mies za wystarczające). Mam swoje lata i z ich perspektywy
                  wyraźnie widzę, że więcej w życiu osiągnęli ludzie, których rodzice zapewniali
                  im przyzwoity standard finansowy. Więcej- w każdym wymiarze: są pogodniejsi,
                  lepiej układają sobie relacje towarzyskie i rodzinne, zawodowo z reguły tez
                  lepiej sobie radzą.
                  Nie jestem nawiedzona, staram sie być rozsądna i nie kupuję wszystkiego, co mi
                  wpadnie w oko- to dla krytykantów wink.
            • chrissis 3 zł to kpiny z dziecka 17.05.10, 11:38
              Uważam że 10 - 20 zł na tydzień jest ok jeżeli się weźmie pod uwagę ceny
              słodyczy i gadżetów, które interesują dzieci. Dawać mniej to lepiej już w ogóle
              nic nie dawać i nie udawać że dziecko ma kieszonkowe, bo tak małą kwotą nijak
              gospodarować nie można. Nie sposób odłożyć na coś istotnego typu książka, gra
              komputerowa, nawet 2 gałki lodów kosztują więcej niż 3 zł, więc czego to uczy
              dziecko? Że nie ma sensu oszczędzać, bo i tak horyzont czasowy na zebranie
              większej sumy jest trudny do ogarnięcia więc lepiej od razu wszystko wydać! Ja
              właśnie tak miałam w dzieciństwie, że dostawałam jakieś grosze i nie wydawało mi
              sie możliwe żeby uzbierać na cokolwiek, bo dla dziecko 2 - 3 miesiące to
              wieczność, więc od razu pasowałam i wydawałam na słodycze. Więc dzisiaj swojej
              córce daję więcej pieniędzy i nie kontroluje jej z ich wydawania, bo pamiętam
              swoje dzieciństwo i chcę aby miała lepiej. No i ona potrafi mieć oszczędności,
              ostatnio nawet mnie zaskoczyła kupując sobie sama bluzkę na wspólnych zakupach,
              przyznała się że oszczędzała i udało się! Ale dostaje znacznie więcej pieniędzy
              niż te 3 zł tygodniowo ...
    • agni71 Re: rozpieszczanie dzieci 11.05.10, 15:05
      Mam młodszą córkę, w tym roku skończy 8 lat. Od niedawna w sumie
      dostaje kieszonkowe - 5 zł tygodniowo. Nie sądze by 10 zl to bylo
      mało dla 10-latka, ale zalezy pewnie co ma z tego pokryć - czy
      tylko zachcianki, czy również jakieś faktyczne potrzeby, typu picie
      w szkole itp.
      Co do kupowania - wydaje mi sie, ze kupuje dosyc duzo, ale to pewnie
      tez zalezy od tego z kim sie porównam wink Natomiast nie kupuje "na
      wyrost", a wiec moje dzieci,w tym najstarsza wspomniana niespełna 8-
      latka, nie maja swojego laptopa (korzystaja z mojego), czy telefonów
      komórkowych. Najstarsza ma aparat fotograficzny, z takich bardziej
      dorosłych rzeczy, a niedlugo pewnie dostanie pierwszy zegarek smile

      generalnie, to nie maja jakichs niebywalych zbytków, ale na brak
      zabawek nie narzekają.
      • dianawj Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:40
        A propos wysokości kieszonkowego - dane z badania Ipsos z 2008 roku:
        "Dzieci mają średnio do swojej dyspozycji 55 złotych miesięcznie.
        Najwięcej otrzymuje młodzież w wieku od 15 do 18 lat: średnio ok. 80
        złotych, dzieci starsze - w wieku od 11 do 14 lat- mają miesięcznie
        do swojej dyspozycji średnio 40 zł, młodsze: od 4 do 10 lat - powyżej
        30 złotych."

        Jestem wielką zwolenniczką dawania dzieciom kieszonkowego, w mądry
        sposób. Jak inaczej dzieci mają się nauczyć zarządzania pieniędzmi? I
        kto je tego nauczy, jeśli nie my, rodzice?

        --
        fikonomia.pl/
    • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 12.05.10, 15:16
      Moja corka ma 11lat i dostaje 2 euro na tydzien czyli mniej niz twoj
      syn bo to wychodzi jakies 8 zl.
      Wcale nie narzeka kupuje duperele jak czasopisma czy jakas zabawke
      bo do zbierania na cos sie nie nadaje. Jesli chce cos kupic
      konkretnego i zbiera to dostanie cos ekstra za jakas nadprogramowa
      prace np. mysie okien albo u babci za prasowanie czy cos w tym
      rodzaju. Pozatym kasy nie potrzebuje bo ciuchy my jej kupujemy i
      wycieczki szkolne tez placimy wiec wg mnie 2 euro jest wystarczajace.

      Nie wiem co za te 10 zloty musi sfinansowac sobie twoj syn ale jesli
      tylko pierdoly jak moja corka to mysle ze to wcale nie jest malo.
      • joko5 Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 10:32
        Córka 15-sto latka dostaje tygodniowo 20zł, doładowanie komórki raz w m-cu 50zł.
        Z kieszonkowego kupuje gazety, drobne kosmetyki, kino, wyjścia do pizzeri itp.
        Myślę, że to jednak za mało, trudno gospodarować tak małą kasą, myślimy o
        zwiększeniu kiszonkowego od września do 30zł.
        --
        moja galeria
        • myszmusia Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 09:39
          > Z kieszonkowego kupuje gazety, drobne kosmetyki, kino, wyjścia do pizzeri

          to chyba jej to ktos funduje albo idzie raz w miesiacuwink
          30 zł to jest bilet do kina plus cokoliwek do picia.

          jeden malutki kawałek pizzy to około 5 zł, najtańsza w pizzeri to spore kilkanascie zł
          --
          -----------------------------------
          Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
          - Eddy Grant
          http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif
          • mariolka99 Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 09:54
            myszmusia napisała:

            > > Z kieszonkowego kupuje gazety, drobne kosmetyki, kino, wyjścia do
            pizzeri
            >
            >
            > to chyba jej to ktos funduje albo idzie raz w miesiacuwink
            > 30 zł to jest bilet do kina plus cokoliwek do picia.
            >
            > jeden malutki kawałek pizzy to około 5 zł, najtańsza w pizzeri to
            spore kilkana
            > scie zł


            A myślisz skąd się wzięło pojęcie "galerianki" wink
            A potem mamcia z tatuńciem dumni że mają takie oszczędne dzieci wink
            --
            Dzieci są jak pierdy- znieść można tylko własne.
    • rejkum Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 10:53
      Nie wiem gdzie jest granica między rozpieszczaniem, a zwyczajnym
      zaspokajaniem potrzeb dziecka.
      Mam dwoje małych dzieci, starsze ma 5 lat, młodsze 1,5 roku. Z
      oczywistych względów nie dostają kieszonkowego. Dostają pieniące od
      jednej z babć i jednej prababci. To np. 300 zł przy jakiejś okazji,
      np. mikołajki, zajączek, dzien dziecka, urodziny, imieniny, no
      nazbiera się tego. Moim zdaniem to za dużo, no ale to nie moje
      pieniądze więc się nie wtrącam. Kupujemy za nie zabawki, a nadwyżki
      przelewamy na konto.
      Ciuchy kupuję w sieciowych sklepach, nie cierpię ciuchów używanych i
      nawet od rodziny nie biorę. Nie marnują się bo potem puszczam je w
      obieg po rodzinie, która nie ma takich oporów. Kupujemy mnóstwo
      książek, na to w budżecie domowym idzie spora kwota, po ostatniej
      analizie wydatków postanowiłam to ograniczyć, choć to akurat piękne i
      pożyteczne rozpieszczanie, przy okazji sama się rozpieszczam.
      Mamy ten komfort, ze jak jest potrzebna hulajnoga, czy rower, to
      idziemy do sklepu i kupujemy, na takie wydatki nie szkoda nam
      pieniędzy. Ale jak dziecko chce badziew z gazetki, to tłumaczę, że to
      nic nie warte gówienko i jakoś na razie rozumie, choć czasem sie
      ugnę.
      A i na samochodziki, koniki w supermarketach ma swoje pieniądze,
      które zbiera z koszyków, bo ja nigdy nie mam drobnych.
      Na pewno przyjdzie czas na gadżeciarstwo, ale tym to się będę martwić
      później.
    • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 14.05.10, 11:57
      Kieszonkowe to odwieczny problem. Ile dac, i na co.
      Moja corka wczoraj wlasnie powiedziala ze kej kolezanki maja 20 euro
      na miesia a ona tylko 8euro. I ze maja superowskie nowoczesne
      komorki na ktore nie musialy same zbierac tylko dostaly.

      Moja corka nie ma superowskiej komorki i sama jej tez nie kupie bo
      wydanie podan 100euro na komorke jest dla mnie bez sesu gdyz wiem ze
      moja corka nie potrafi szanowac takich rzeczy. Dlatego powiedzialam
      jej ze jesli taka chce to sama musi sobie na nia zarobic. NIe z tych
      8euro na miesiac ale za inne prace za ktore dostanie jakas kase.
      Ja rowniez pracuje na moje pieniadze wiec niech ona rowniez nauczy
      sie ze jesli cos chce dostac to musi na to zarobic a nie zawolac i
      juz dostanie.

      Za karte place jej ja wiec nie wydaje na to z kieszonowego.
      Dlatego moim zdaniem bez sesu jest wasza klotnia na co ma 12 zloty
      starczyc. To zalezy na co musza byc przeznaczone kieszonkowe czy na
      placenie za abonament gazety, telefonu, jedzenie dla chomika itd.
      czy tez na lizaki.

      Moze rzeczywiscie nalezaloby rozwazyc czy nie podniesc synowi
      kieszonkowe ale za to rowniez zaznaczyc ze sam musi placic za pewne
      rzeczy sam. W ten sposob nauczy sie gospodarowania pieniedzmi.

      Ja rowniez to rozwarzam jednak uwazam ze podwyzka musi sie z czyms
      wiazac. Ja w pracy podwyzki nie dostane jesli zle wykonuje moja
      prace. Uwazam ze moja corka powinna dbac o porzadek w swoim pokoju i
      np. lazience oraz raz w tygodniu odkurzac. Jresli bedzie sie
      wywiazywac z tych obowiazkow nie widze dlaczegoby nie miala dostac
      np. 20 euro na miesiac. Jednak dopuki nic jej sie nie chce i o
      wszystko trzeba prosic ja 10 razy dostanie 8 euro.

      Jesli chce sie cos w zyciu osiagnoc to rzeba sie starac bo przez
      lenistwo nic sie nie osiagnie.

      • verdana Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 09:57
        Płacąc córce za sprzatanie własnego pokoju mowisz córce "Sprzatanie
        pokoju to własciwie MÓJ obowiawzek, ja place Ci za zrobienie tago
        zamiast mnie" =- bo za to wlasnie otrzymuje się pieniądze, prawda?
        Twoja corka ma sprzatać pokój i wtedy, gdy dostanie kase od babci, a
        kieszonkowe nie będzie jej pilnie potrzebne i wtedy, gdy będziesz
        miała dół finansowy i będziesz musiała wstrzymać kieszonkowe na pare
        miesięcy. A tak uczysz, ze robi cos, co musi robic i tak - bo za to
        dostaje pieniądze.
        Bedziesz leżała chora i corka bedzie musiała zrobić więcej, niz
        odkurzyc - rozumiem, ze za darmo nie zamiecie, nie wstawi prania i
        szklanki herbaty Ci nie poda. Bo we wlasnym domu trzeba jej placić
        za dbanie o wlasne mieszkanie...
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • sterretje12 Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 17:16
          To nie jest tak ze ona za wszystko dostaje kase. Ma rowniez swoje
          standardowe obowiazki ktore musi wykonywac.

          Jednak jest w okresie buntu i madrzy sie na wszystko. WIec
          powiedzialam jej ze jesli chce dostac wiecej kasy to musi wiecej
          robic w domu a poniewaz z gory wiem z tego nie zrobi bo jest leniem
          i trzeba ja bedzie i tak zmusic nawet pasem rzeby ruszyla palcem.

          Szukalam po prostu innej motywacji do zrobienia czegos w domu. Bo
          jak przekonac dzieciaka ze np. sprzatanie w domu to obowiazek?
          • tylkotroche Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 18:53
            Bo jak przekonac dzieciaka ze np. sprzatanie w domu to obowiazek?


            A po co przekonywać? jak ci na tym zależy to wyegzekwuj, a nie
            przekonuj. Jak posprząta bez przekonania będzie czysto tak samo.
            Pytanie czy warto się użerać. Może przestać wchodzić do pokoju
            nastolatka?
    • geehee pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 10:04
      wybacz ale rozbawiło mnie to, że posiadanie swojego pokoju przez dziecko
      nazywasz rozpustą finansową, dla mnie to podstawa egzystencji, jaką powinni
      zapewnić rodzice, nieprawdaż? rower, owszem, być może część dzieci tego nie ma,
      ale to też raczej standard dzisiaj a 10 zł na tydzień to raczej mało - tak
      sądzę, ja swojej 8-latce daję 10 zł co drugi dzień i nie uważam abym ją
      rozpieszczała.
      • agni71 Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 10:23
        geehee napisała:

        ja swojej 8-latce daję 10 zł co drugi dzień i nie uważam abym ją
        > rozpieszczała.

        serio? dla mnie to rozpusta wink

        tak z ceikawości - na co córka wydaje tyle pieniędzy - 10 zł co
        drugi dzień daje ok. 150 zł miesięcznie. Dla 8-letniego dziecka taka
        suma wydaje mi sie ogromna.
        • skrzych Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 10:33
          > ja swojej 8-latce daję 10 zł co drugi dzień i nie uważam abym ją
          > > rozpieszczała.
          >
          > serio? dla mnie to rozpusta wink
          >
          > tak z ceikawości - na co córka wydaje tyle pieniędzy - 10 zł co
          > drugi dzień daje ok. 150 zł miesięcznie. Dla 8-letniego dziecka taka
          > suma wydaje mi sie ogromna.

          Też uważam, że 10 zł co drugi dzień dla 8-mio latki to dużo za dużo...
          --
          Czujesz sie winny?
          Forum Dyskusyjne Domowych Winiarzy
      • bifka Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 11:22
        ja daję 30 zł na tydzień 7-latkowi a on wydaje na drobne przekąski, napoje,
        gazety, drobne zabawki - nie uważam aby to było dużo. Dodam, że komórkę ma na
        abonament, który opłacamy, podobnie jak zajęcia dodatkowe takie jak judo, tenis
        i języki obce i też nie uważam, że to rozpusta, to raczej standard dzisiaj a
        nawet mniej - nasi sąsiedzi fundują dziecku np. karnet na wejścia do kręgielni i
        fikolandu bez ograniczeń w wysokości 150 zł na tydzień i też nie sądzą że to za
        dużo.
        • szpilkaaa Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 11:37
          Znam wielu rodziców,którzy rozpieszczają swoje dzieci.
          A wraz z nimi całe otoczenie-dziadkowie,wujkowie itp itd.

          Jedyną rzeczą,która wkurza mnie w związku z rozpieszczaniem dzieci to fakt,że w pewnym momencie przychodząc do nich w wizytę MUSISZ się liczyć z tym, że padnie pytanie''cio dla mnie maś''?.

          Znam rodziców, którzy prawie codziennie dają dziecku jakąś drobną zabawkę i wtedy okazje, które powinny cieszyć( imieniny, urodziny )nagle nie cieszą aż tak bardzo,a wymagania finansowe dzieci nagle baaardzo szybko rozrastają się do olbrzymich.

          Poza tym uważam, że rozpieszczanie dzieci też czyni je roszczeniowymi bo ''to tylko dziecko''smile
        • agni71 Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 11:54
          bifka napisała:

          > ja daję 30 zł na tydzień 7-latkowi a on wydaje na drobne
          przekąski, napoje,
          > gazety, drobne zabawki

          drobne (i większe) przekąski to ja dzieciom kupuję, podobnie jak
          napoje. To uwazam, za swój, rodzica obowiazek. Wiekszośc gazetek
          dzieciecych równiez ja kupuję. Córka 7,5- roku swoje kieszonkowe (i
          pieniadze ktore dostaje czasem od kogos z rodziny) oszczędza lub
          wydaje na kolejnego pet shopa lub drugi numer tej samej gazetki (mam
          trzy corki i kupuje wspólna jedna gazetkę, jak najstarsza nie chce
          sie dzielić z siostrami to sobie kupuje swoją). Czasem sobie loda
          kupi za swoje.
          Oczywiście,l równiez wszelkie ew. zajecia dodatkowe opłacane sa
          przez rodziców.


          Dodam, że komórkę ma na
          > abonament, który opłacamy, podobnie jak zajęcia dodatkowe takie
          jak judo, tenis
          > i języki obce i też nie uważam, że to rozpusta, to raczej standard
          dzisiaj a
          > nawet mniej - nasi sąsiedzi fundują dziecku np. karnet na wejścia
          do kręgielni
          > i
          > fikolandu bez ograniczeń w wysokości 150 zł na tydzień i też nie
          sądzą że to za
          > dużo.

          To nie jest standard we wszystkich kregach społeczeństwa, chyba że u
          10% najbogatszych wink
          • chrissis Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 18:14
            nie ma tu żadnej różnicy, oba sposoby spędzania czasu przez dziecko są ok.,
            dziecko to tylko dziecko - ma równie dobre prawo do zabawy jak i do nauki
            języków, o ile rodziców stać na ponoszenie takich kosztów nie widzę w tym nic
            złego. w ogóle to co dla jednego jest rozpieszczanie, dla innego jest
            elementarnym prawem dziecka - vide post o pokoju i meblach dla dziecka!
        • tangerka Re: pokój i meble to rozpieszczanie? 17.05.10, 19:09
          grube są raczej te co dostają 3 zł bo na co innego mogą je wydać jak nie na
          lizaka? na nic innego nie starczy po prostu! dzieci, które mają więcej mogą
          pokusić się o inne zakupy niż tylko słodycze, te które mają mało - nic innego
          nie kupią, bo za co? a fajki jak dziecko będzie chciało kupić/skombinować to i
          tak to zrobi, nawet jakby miało ci podkradać pieniądze z portfela, to kwestia
          wychowania i przykładu w domu a nie ilości pieniędzy do dyspozycji!
    • uknown a ja uwielbiam swoje dziecko rozpieszczać! 17.05.10, 12:13
      i nie widzę w tym nic złego! mam córkę lat 6 i kupuję wszystko co zechcę a na
      razie jej zachcianki typu nowa Barbie, nowy film animowany w kinie czy nowa
      różowa sukienka są jak najbardziej w granicach moich finansowych możliwości,
      więc rozpieszczamy ją z żoną z premedytacją! I co najciekawsze: 1. wcale nie
      jest rozpuszczonym bachorem, jest bardzo grzeczna, ostatnio w przedszkolu
      dostała dyplom dla najgrzeczniejszego dziecka! 2. wcale nie ma tych zachcianek
      dużo i nie żąda żadnych cudów a jak czasem profilaktycznie mówimy jej, że nie
      mamy na coś pieniążków, to się nie awanturuje i nie płacze tylko mówi, że
      poczeka aż będziemy mieli i zapomina o sprawie.
      Więc jak pójdzie do szkoły, to dostanie kieszonkowe nawet 100 czy 200 zł na
      miesiąc i nie będę jej rozliczać z wydawania tych pieniędzy, stać mnie na to aby
      jej nie skąpić nie wydzielać i uważam, że jest to jakiś mój życiowy sukces. Moje
      dzieciństwo było skromne, bez wielu upragnionych rzeczy i nie sadzę, aby czegoś
      pozytywnego mnie to nauczyło, chcę aby z moją córką było inaczej i mam zamiar
      wychować ją jak księżniczkę i już!
    • mama-cudownego-misia Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 12:43
      hmm... Szczerze mówiąc trochę przeginamy z rozpieszczaniem, bo to dla
      nas największa frajda, jak młoda (lat prawie 3) z wypiekami
      rozpakowuje prezent. Cudnie się cieszy ze wszystkiego - z bluzeczki,
      autka, kredek, nawet głupich skarpetek smile
      Mamy jednak pewne zasady - ma sobie prawo kobita wybrać w sklepie
      najwyżej 2 rzeczy, musi też zapytać nas o zgodę. Szczerze mówiąc jak
      dotąd nie było z nią większych problemów - bardzo rzadko się upiera
      przy jakimś zakupie, nie dopytuje się, czy i co jej kupimy, akceptuje
      wytłumaczenie, że np. mama nie wzięła portfela albo że coś, co sobie
      wybrała, jest z jakiegoś powodu nieodpowiednie.
      Kieszonkowego na razie nie dostaje, ale co rusz dostaje monety do
      skarbonki. Bardzo ładnie się na nich liczyć nauczyła, i chyba zaczyna rozumieć, do czego służą, bo ostatnio zaproponowała, że sama sobie
      kupi sukienkę, której jej kupić nie chciałam, z pieniędzy ze
      skarbonki.

      Nie rozumiem, w imię czego kupuje się dzieciom np.: stare ciuchy, w
      momencie gdy rodziców stać na nowe. Żeby im pokazać, że są nieważne?
      --
      Miś
      Moje "wirtualne dzieci" smile
      o Wrocku smile
      Ściana wstydu
      • gagatka70 Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 00:38
        Nie rozumiem, w imię czego kupuje się dzieciom np.: stare ciuchy, w
        > momencie gdy rodziców stać na nowe. Żeby im pokazać, że są nieważne?

        Nie jestem sama w takich wnioskach, na szczęście. Dla mnie to objaw braku
        szacunku dla własnego dziecka. Dla takich skąpiradeł dziecko to takie małe coś,
        co niewiele rozumie, szybko wyrośnie z ubranka, więc nie warto kupować mu
        nowego. Zgroza...
        Znam niespełna 3- letnią dziewczynkę, której rodzice sa własnie tacy "rozsądni".
        Obydwoje mają dobrą prace i zarobki, porządne mieszkanie, samochody i wyjazdy,
        a mała ciuchy sprzed 4 sezonów upolowane na Allegro i zużyte zabawki po
        starszych o naście lat ciociach uzupełnione o zakupy... z Allegro oczywiscie,
        uzywane oczywiscie. Za Chiny nie rozumiem ich podejścia i patrząc na małą nie
        chcę zrozumiec. Dziecko jest dziwnie smutne, wytresowane, niekontaktowe. Po
        prostu ostatnia w hierarchii w rodzinie...
        • lacktris Re: rozpieszczanie dzieci 18.05.10, 09:10
          myślę, że w opisanej sytuacji problem leży w rodzicach a nie w używanych
          ciuchach i zabawkach. Jeżeli rodzice traktują dziecko jak śmiecia, to nawet
          najdroższe zabawki nie pomogą.
          A żeby było na temat, to ja swoją Młodą rozpieszczam aż strach. Co prawda
          kieszonkowego nie dostaje, ale zdarzyło się, że dziadek dał jej 10 zł lub 20 zł
          to trzymała tak długo, aż otworzyli w sklepie stoisko z lodami i teraz chodzimy
          raz na kilka dni, a córka ma wielka przyjemność że może sobie kupić sama za
          swoje loda. Co oczywiście nie przeszkadza jej w naciąganiu mnie na lody wtedy
          gdy zapomni swoich pieniędzy.
          --
          Pozdrawiam
          Marta
          Weronika -09.01.2006
          _____________________________
    • perelkidwie Re: rozpieszczanie dzieci 17.05.10, 13:21
      Ja synowi daję 15 zł/tydzień. Nie uważam by to było dużo, ledwo
      wystarczy na dobrą książke (np o rycerzach, którą tematykę syn
      uwielbia). Raczej nie ingeruję na co zaoszczędzone pieniądze
      przeznaczy - jego wybór.
      Od 3 klasy zamierzam mu zwiększyc do 20 zł/tydzień, bo i jego
      potrzeby niestety rosną.
      --
      Panienka z okienka
      gg234269