Ciuchy, buty, kosmetyki-typowo babski wątek. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ile miesięcznie wydajecie na siebie, tzn. ciuchy, buty, kosmetyki, jakieś
    dodatki...? Jaki to procent waszych dochodów? Czy wydajecie te pieniądze lekką
    ręką, czy zastanawiacie się nad tym? Z jaką częstotliwoscią kupujecie takie
    rzeczy? Prosze o głos w dyskusji.
    • Od czasu gdy staram się oszczędzać - wydaję mniej.
      Od czasu gdy mamy dom i kredyt - tym bardziej mniej niż kilka lat
      temu.
      To zależy. Myślę, że nie wydaję na siebie więcej niż 400 zł
      miesięcznie, bywa mniej.

    • Ja właściwie co miesiąc kupuję coś z ubrań / kosmetyków. Staram się
      nie wydawać więcej niż 400 zł, ale w praktyce wychodzi różnie.

      • Ja też zdecydowanie mniej kupuję sobie odkąd oszczędzam.
        Ale co miesiąc na fryzjera 150 złotych wydaję, poza tym ja lubię
        kupować rzadko a więcej, np. na sezon wiosna-lato pojechałam na zakupy
        i straciłam ok. 2000 złotych, ale już do jesieni nie kupuję nic, chyba,
        żeby coś wypadło nagle, jakieś wesele czy coś w tym stylu.
    • Przed oszczędzaniem wydawałam ok. 2000 na ciuchy, kosmetyki itp.
      Od lutego wydałam na ciuchy 75 zł. Nie wliczam ciuchów dla dzieci, bo
      im jednak muszę kupować na bieżąco, bo rosną.
      Nie powiem, żal mi tyłek ściska, że nie wchodzę do sklepu i nie mówię
      "to, to i to", ale trzymam się wcześniej powziętych postanowień. Od
      lutego uzbieraliśmy pokaźną sumkę.
    • zależy od miesiąca ale średnio 70 zł na m-c.Jak nie potrzebuję to
      nie kupuję 7 bluzki ani 5 butów.Kupuje wtedy kiedy czegoś poszukuję
      bo potrzebuje.Promocje mnie nie ruszaja chyba że np buty mi pękły no
      to korzystam w promocyjnej akcji.
    • Nigdy nie licze ile wydaje na siebie. jak cos potrzebuje to kupuje.
      Ubrania przewaznie jak sa przeceny i cos potrzebuje. Srednio 150
      euro na miesiac dla mnie i dla meza. Kosmetykow uzywam rowniez malo
      jesli przelicze to na miesiac to wyjdzie jakies 5 euro. Perfum
      rowniez nie kupuje bo zawsze dostaje na urodziny czy na gwiazdke.
      Corkom ubrania przewaznie kupuje babcia.
    • zalezy czego potrzebuje, sporo ciuchów kupuje w SH, dlatego nie moge powiedziec,
      ze kupuje malo... ale sa to groszowe sprawy, nie sadze, zebym rocznie na ciuchy
      wydawala wiecej niz 2000, mysle, ze mniej, na buty, to zalezy, bo nie kupuje
      nowych co sezon, na kosmetyki srednio 100 miesiecznie
      --
      Biorę udział w konkursie, proszę o głos, wystarczy kliknięcie:
      wizaz.pl/akcje/moj_styl_moja_gwiazda/oddajglos.php?id=24634
    • ciuchów ostatnio nie wiele, ale to raczej dlatego, że usiłuję schudnąć i mi
      szkoda teraz. Ale co miesiąc odkładam na wymianę garderoby wink
      Kosmetyków kolorowych prawie wcale, ale na kremach nie oszczędzam. Buty to mój
      czuły punkt - wprawdzie nie wymieniam co sezon, ale te co kupuję do najtańszych
      nie należą.
      Staram się nie przekraczać 500 miesięcznie (łącznie z tymi odkładanymi).
      --
      Hanusia
    • Babski? Mój mąż kupuje droższe ciuchy niż ja. Moje kosmetyki to
      krem, płyn micelarny, deo, oliwka niemowlęca, krem do stóp z izai
      wodę toaletową dostaję od mamy.
      Miesięcznie to ja wydaję noooo z 50-60 zł... I tak ciuchów w
      sklepie nie kupię, tylko szmateksy, u nas duże rozmiary to namioty
      na 70-latkę. Kosmetyków używam bardzo mało. Buty kupuje, kiedy nie
      mam w czym chodzić. A zaoszczędzone pieniążki myyyk myyyk do sklepu
      płytowego i księgarni wink
      --
      I'll try being nicer if you try being smarter.
      http://lmtm.lilypie.com/ohYMp2.pnghttp://lb5m.lilyp
ie.com/OFISp2.png
      • Miesięcznie na siebie wydaję ok 100zł łącznie-mam tu na myśli kosmetyki,
        ubrania, fryzjera; nie przekraczam tej kwoty. Czasem jest mniej.
        --
        http://www.szipszop.pl/tickers/25311.gif
        http://www.szipszop.pl/tickers/25312.gif
        • Ja też ok. 100 zł.
          Fryzjer 70 zł raz na 2 miesiące (balejaż+strzyżenie - zaprzyjaźniona
          fryzjerka w domu),
          kosmetyki ok.20 zł (większość dostaję - bratowa pracuje w hurtowni
          kosmetyków), przynajmniej 1 książka na miesiąc (30-50 zł), gazet
          kolorowych nie kupuję
          Nie lubię mieć duzo ciuchów i butów, a już absolutnie nie kupuję
          modnych tylko tzw. klasyczne, dzięki czemu noszę nie martwiąc się,
          że wyszły z mody (nie zawsze to tak wychodzi, ale mniej więcej taką
          mam zasadę). Czasami myślę sobie, że chyba kobietą nie jestem, bo
          naprawdę nie lubię mieć dużo ciuchów. Żeby było smieszniej - mój mąż
          ciągle czegoś potrzebuje z ubrania, muszę go stopować, bo jego
          ciuchów już nie ma gdzie upychać ...
    • Akurat wróciłam z zakupów, wydałam 209 zł na jeansy ,takie same jak 20 miesięcy temu, sweter 60, bluzka letnia 80 ,naszyjnik 29,jeszcze torebka skórzana mała w sh 14. Wczesniej kosmetyki vichy 130.
      Oprócz tego fryzjer o 30 co miesiac. Mysle ze wydaje na siebie ok. 500- 600.Pocieszam sięże coraz rzadziej zdarzają mi się zakupy nietrafione.
    • Odkąd oszczędzam staram się ograniczyć do 500 zł. Nie zawsze mi sie
      to udaje, ale cóż - takie są ceny, głupia przeceniona torebka z
      sieciówki to koło 100 zł, byle krem apteczny też koło stówki,
      fryzjer też raz w miesiącu równe 100 zł, buty zaczynają się od 200
      zł, więc to 500 zł wydaje mi się naprawdę minimum socjalnym wydatków
      na urodę.
      • > Odkąd oszczędzam staram się ograniczyć do 500 zł.[ .... ] więc to 500 zł
        wydaje mi się naprawdę minimum socjalnym wydatków na urodę.
        >

        Hmmm, 500 zł miesięcznie to minimum??? Przy pensji 1300 to raczej trudne...
        • Przy 1300 pensji to wiele innych aspektów wydatkowych też bywa
          trudne (albo wręcz niemożliwe).

          • >> głupia przeceniona torebka z
            sieciówki to koło 100 zł, byle krem apteczny też koło stówki,
            fryzjer też raz w miesiącu równe 100 zł, buty zaczynają się od 200
            zł, więc to 500 zł wydaje mi się naprawdę minimum socjalnym wydatków
            na urodę.<<

            Nie, żebym się czepiała, ale chyba nie kupujesz torebki oraz butów
            co miesiąc?

            • > Nie, żebym się czepiała, ale chyba nie kupujesz torebki oraz butów
              > co miesiąc?

              Torebki i butów pewnie autorka postu co miesiąc nie kupuje, ale
              chyba Twoim zdaniem nie są to jedyne elementy odzieży / galanterii,
              jakich potrzebuje kobieta? wink Nie żebym się czepiała... wink
              • > Torebki i butów pewnie autorka postu co miesiąc nie kupuje, ale
                > chyba Twoim zdaniem nie są to jedyne elementy odzieży /galanterii,
                > jakich potrzebuje kobieta? wink Nie żebym się czepiała... wink

                No więc właśnie - nie każda kobieta jest Gabrielą Borejko, której
                wystarczają jedne dżinsy, flanelowa koszula i żółty sztormiak. Ja
                staram się to planować i rozkładać, w tym miesiącu dżinsy, w
                następnym sweter, w jeszcze następnym przydałyby się ze dwa staniki
                i tak dalej. Czasem po prostu nagle trzeba coś kupić, bo dany
                element uległ degradacji, a jest potrzebny. (Np. mam trencz z
                Reserved, który po 2 sezonach nadaje się do wyrzucenia. Na żakiet za
                zimno, na zimowy płaszcz za ciepło.) Poza tym ja nie lubię nosić
                byle czego z byle czym, mam garderobę z grubsza podzieloną na
                zestawy i jak mi coś wypadnie, to muszę uzupełnić, bo mi się inne
                elementy zestawu marnują. (Jedne buty leżały pół roku, bo tyle czasu
                zajęło mi dobranie do nich torebki.)
            • >Nie, żebym się czepiała, ale chyba nie kupujesz torebki oraz butów
              >co miesiąc?

              Torebki _oraz_ butów - nie, nie co miesiąc. Ale co miesiąc _coś_
              kupuję. Ciuchy z sieciówek mają krótki żywot, już samo utrzymanie
              jakiego-takiego status quo bazy (czyli wymienianie tych elementów
              stałych zestawów, które się podniszczyły) trzeba robić dość
              regularnie, jeśli się nie chce straszyć spraną bluzką pod elegancką
              marynarką. Jeśli do tego jeszcze dołączyć elementy typowo "modowe",
              czyli rzeczy akurat modne na jeden sezon - chusty, apaszki, torebki,
              dodatki typu sandały "jezuski", coś z biżuterii, plus rzeczy nieomal
              jednorazowe (rajstopy), hm, kremy, które po prostu się zużywają (nie
              kupuję całego zestawu co miesiąc, ale regularnie się coś zużywa),
              fryzjera i kosmetyczkę, którzy są z definicji wydatkami
              comiesięcznymi albo coś koło tego - zejście poniżej 5 stówek to
              wyczyn.
            • >> Torebki i butów pewnie autorka postu co miesiąc nie kupuje, ale
              chyba Twoim zdaniem nie są to jedyne elementy odzieży / galanterii,
              jakich potrzebuje kobieta? Nie żebym się czepiała... <<

              Jeśli ktoś pisze "300 zł garderoba miesięcznie" to jest OK, ale
              jeśli w wątku o wydatkach miesięcznych jest napisane "100 zł
              torebka, 200 zł buty" to jednak ja to odbieram dosłownie. A dopisek
              o nieczepianiu się dołączyłam celowo, gdyż miałam przeczucie, że
              zaraz się ktoś znajdzie, kto będzie szukał dziury w całym.

    • budżet domowy 2009rok
      kosmetyki 197zł
      buty, ubrania, bielizna, dodatki 1426zł

      jakby to dodać, podzielić przez 12 i ilość członków rodziny
      to średniomiesięcznie wydaję 'na siebie' 33,83zł

      bieda... hehe....
      sama to przed chwilą przeliczałam z pięć razy

      fryzjer, kosmetyczka, tipsy, makijażystka mi nie potrzebne, bo to
      wszystko sama sobie umiem zrobić

      ubrania i buty raczej mimochodem kupuję 'przy okazji' w sklepach
      wyprzedażowych i ciuchlandach - drugi sezon chodzę w balerinach za
      25zł, cała siata ubrań dla dzieci za 7zł, ostatnio kupiłam kurtkę
      zimową nową z metką za 5,40zł - w sieciówce za 54zł to odpady ze
      zwrotów trudno by było wytargować - uchodzimy za kasiastych, bo
      dzieci zawsze tak ładnie poubierane, a mama co zima nowe buty - no,
      tak, dla mnie buty do 200zł to jednosezonówki, więc po co
      przepłacać, wolę w kwietniu do śmietnika wstawić 50-70zł wydane rok
      wcześniej na wszystko -50% - i nie mam pojęcia co w bluzce za 80zł
      jest za 80zł, chyba ze 40zł za napis na metce, a 30zł za czynsz w
      galerii/centrum handlowym


      na kolorowe pierdu-pierdu szkoda mi kasy, wolę bibliotekę
      torebek mam kilka, na codzień używam tylko jednej
      biżuteria też mnie jakoś nie pociąga


      na pytanie:
      Czy wydajecie te pieniądze lekką ręką, czy zastanawiacie się nad tym?
      odpowiem:
      każdemu wg jego potrzeb


      a czytając wypowiedzi w stylu 'minimum socjalne na urodę 500zł'
      przypomina mi się rozmowa dwóch nowobogackich:
      - ile dałeś za ten krawat?
      - 500zł.
      - ale Ty głupi, jakbyś przyszedł do mnie, to bym Ci powiedział,
      gdzie można kupić taki sam za 1500.


      krem w słoiczku za stówę? - spisz skład, idź do apteki, spytaj czy
      mieliby coś takiego - akcję powtórzyć w kilku aptekach - efekt:
      kupisz za 20zł - tylko zamiast napisu 'super, hiper, znasz z tv'
      będzie napis 'wyprodukowano w polskiej fabryce leków'



      teraz to mnie co poniektórzy zjedzą... hihi...

      --
      oddzielajmy ludzi od problemów
      • > krem w słoiczku za stówę? - spisz skład, idź do apteki, spytaj czy
        > mieliby coś takiego - akcję powtórzyć w kilku aptekach - efekt:
        > kupisz za 20zł - tylko zamiast napisu 'super, hiper, znasz z tv'
        > będzie napis 'wyprodukowano w polskiej fabryce leków'

        Wszystko ładnie pięknie tylko większość pań w aptekach to są
        dziewczątka po technikum farmaceutycznym, które pojęcia nie mają o
        składnikach leków / kosmetyków.

        • > dziewczątka po technikum farmaceutycznym

          mieszkam w apteczno-przychodniano-szpitalnej okolicy
          może dlatego trafiam raczej na mgr farmacji lub farmaceutów z
          solidnym stażem i doświadczeniem
          narazie żadne moje pytanie w aptece nie pozostało bez odpowiedzi


          --
          oddzielajmy ludzi od problemów
      • >- ale Ty głupi, jakbyś przyszedł do mnie, to bym Ci powiedział,
        >gdzie można kupić taki sam za 1500.

        Ależ oczywiście, że na tego typu rzeczy można wydać dowolną kwotę.
        Więc dla mnie zejście do poziomu 5 stówek jest sporym sukcesem.

        >krem w słoiczku za stówę? - spisz skład, idź do apteki, spytaj czy
        >mieliby coś takiego - akcję powtórzyć w kilku aptekach - efekt:

        A najlepiej załóż własną kopalnię zielonej glinki i wyprodukuj w
        domowym laboratorium kwas hialuronowy. Kolagen pozyskasz domowym
        sposobem ze świńskich nóżek, do nabycia u rzeźnika.

        (Sześćdziesiąt parę do stu złotych to kosztują właśnie bardzo
        korzystne pod względem stosunku jakości do ceny kosmetyki apteczne.
        Wyższa półka typu HR czy Lancome to wydatek dobrze powyżej dwóch
        stówek.)

        • > A najlepiej załóż własną kopalnię zielonej glinki i wyprodukuj w
          domowym laboratorium kwas hialuronowy. Kolagen pozyskasz domowym
          sposobem ze świńskich nóżek, do nabycia u rzeźnika.


          z punktu widzenia 'oszczędzamy', to ja jednak wolę ten słoiczek za
          100zł smile


          --
          oddzielajmy ludzi od problemów
      • a mama co zima nowe buty - no,
        > tak, dla mnie buty do 200zł to jednosezonówki, więc po co
        > przepłacać, wolę w kwietniu do śmietnika wstawić

        Nie rozumiem tej części twojej wypowiedzi.

        W każdym razie co do butów na jeden sezon - nie mam takich, nie
        zamierzam takich kupować. Po co generowac tyle śmieci, jak mozna
        miec buty w ktorych sie pochodzi kilka lat?

        • w jakich butach, cenowo, pochodzisz kilka lat ?
          a jakie, cenowo, to dla Ciebie jednosezonówki ?

          większość osób, które znam, i z którymi rozmawiam na takie tematy,
          buty zimowe kupuje w cenie ok 200zł i używa je najczęściej 3 zimy
          - dla mnie, takie same buty, starczają na jedną zimę i nie wiem
          dlaczego - chód mam raczej normalny, nogi zdrowe, stopy bez zarzutu -
          po prostu nie wiem, dlaczego tak się dzieje - konsultacje u
          ortopedy też nie rozwiązały problemu

          na buty powyżej 200zł, w których być może pochodzę 1,5 sezonu,
          najnormalniej w świecie nie mogę sobie finansowo pozwolić
          tak samo na buty powyżej 300zł w których pochodzę 2-3 zimy
          /kiedyś takie kupowałam i użytkowałam/

          więc czy kupię buty zimowe za 60zł na wyprzedaży, czy też takie za
          170zł w regularnej cenie, to i tak wygeneruję tą samą ilość
          wiosennych śmieci

          dlatego postanowiłam jakiś czas temu nie przepłacać w tym temacie


          co dziwniejsze, klapki kupione za 10zł z myślą o dwutygodniowym
          pobycie na wsi będą służyły mi teraz przez czwarte lato - i zabij,
          też nie mam pojęcia dlaczego


          --
          oddzielajmy ludzi od problemów
          • > buty zimowe kupuje w cenie ok 200zł i używa je najczęściej 3 zimy
            > - dla mnie, takie same buty, starczają na jedną zimę i nie wiem
            > dlaczego - chód mam raczej normalny, nogi zdrowe, stopy bez
            zarzutu -
            > po prostu nie wiem, dlaczego tak się dzieje - konsultacje u
            > ortopedy też nie rozwiązały problemu

            ale co sie dzieje z tymi butami? Rozklejaja sie, zaczynaja
            przeciekać?
            Dla mnie normalne jest, że buty zimowe (i nie tylko zresztą) noszę i
            5 i wiecej lat smile Zazwyczaj przywiązuje sie do swoich butów, i
            denerwuje, jak sie ktoreś przestają nadawać do użytku i trzeba je
            wywalić wink
            A popsuc sie potrafią i buty drogie i stosunkowo tanie, choc
            przyznaje, że takich bardzo tanich raczej nie kupuję. Zeszłej zimy
            wkurzyłam sie bo 4 letnie Geoxy straciły swoje właściwości (zaczęły
            przeciekać przez "oddychające" dziurki w podeszwach), a jak sie w
            sklepie skarżyłam, to facet patrzył na mnie jak na wariatke, bo kto
            to widział chodzic tak długo w jednych butach wink

            Na pewno mniej sie buty zużywają, jesli ma sie wiecej par, używanych
            zamiennie.
            • agni, dzięki za ten wpis o butach, ja mam tak samo, buty służą mi
              przynajmniej kilka sezonów, wybieram długo, starannie i nietanio.
              dzięki temu mam solidny produkt, klasyczny więc nie widać dokładnie
              z którego konkretnie sezonu się wywodzi i śmigam bez kompleksów
              dotąd, aż dziury jakieś się nie porobią.

              rekord to buty turystyczne aku kupione w roku 1999 rozwaliły mi się
              w zeszłym sezonie. buty były użytkowane i zimą i latem, w sezonie
              jesienno-zimowo-wiosennym również często noszone do pracy, przy
              okazji kilku lat wychowawczego codziennie na spacerach z
              wózkiem/dzieciakami.
              do dziś odżałować nie mogę ich utraty, bo nie dość że świetnie
              służyły to ja się do nich też przywiązałam.

              sandały, kozaki, adidasy - to normalne że służą mi kilka lat(2,3?)

              a co do tematu, to miałam się nie odzywać, bo pewnie na mniszkę
              wyjdę, ale wygląda to tak:
              fryzjer 4*do roku po 200zeta
              kosmetyczka 4* do roku też po 200 zeta
              perfumy 2*do roku 200 zeta(na bezcłówce na szczęście)
              biżuteria tzw. sztuczna 2* do roku po ok. 50 zeta
              buty, ubrania 600* zeta na rok(nie licząc garderoby wyjściowej typu
              wesele - tu sobie nie żałuję, ale dobieram tak, by posłużyło i na
              inne wesele i na jakiegoś sylwestra i na imprezę doroczną firmową,
              więc nie ma co liczyć i oszczędzać)
              odzież sportowa 1500 zeta 1 raz na 5 lat?
              kremy apteczne pod oczy i do twarzy 3*do roku to będzie ok.300 zeta
              makeup - z 5*do roku 150 zeta
              kolorówka z tańszych, nie ma co liczyć, groszowe w skali roku wydatki
              torebki - 300 zeta raz na 2-3 latasmile

            • Nie mam pojęcia jak Ty to robisz, że możesz chodzić 5 lat w jednych
              kozakach? Mi by się pewnie znudziły ale pomijając to- kupiłam
              jesienią piękne firmowe skórzane kozaki, tak mi się podobają, że
              mogłabym i 10 lat w nich chodzić, ale po jednej zimie są już "nie
              bardzo". Pewnie w nich pochodzę jeszcze przyszłej zimy, ale zmieniły
              troche kolor, mają przebarwienia od soli, zmarszczki w okolicach
              kostki. Jak dla mnie to już nie są takie ładne i reprezentacyjne
              buty, a nie wkładałam ich na najgorszą pogodę bo mam 4 pary kozaków
              i wtedy wybierałam jakieś inne.
              Podsumowując- też mam problem z butami, niszcze na potęge, choć
              kupuje drogie i polecanych firm.

              (Choć teraz się zbuntowałam i kupiłam szpilki za 70zł- wszyscy
              pytają czy z Veneziatongue_out Bynajmniej... smile )
              • amandaas napisała:

                > Nie mam pojęcia jak Ty to robisz, że możesz chodzić 5 lat w
                jednych
                > kozakach?

                Nie wiem w sumie, czy to pytanie do mnie czy do volty, ale poniewaz
                tez nosze buty długo, to pozwole sobie zabrac głos. Na zimę mam 3
                pary butów: buty na płaskim obcasie, takie bardziej sportowe, do
                jeansów (te buty uzywam najczęściej, bo nie pracuje zawodowo, więc
                nie mam konieczności ubierania sie "elegancko" na codzień), drugie
                to niskie nieocieplane kozaczki na obcasie, trzecie to wysokie (pod
                kolano) kozaki równiez na obcasie. Aktualnie buty na płaskim mam
                nowe, kupione minionej zimy. Kupiłam ecco i mam nadzieję, że posłużą
                mi kilka lat. Niskie kozaczki mam juz długo, chyba własnie z 5-6
                lat, wygladaja wciąz dobrze. Długie kozaki sa tez stosunkowo nowe,
                zeszła zima była ich drugim sezonem. Kozaki noszę rzadko, więc nie
                maja sie kiedy zużyć. A jednak miałam potrzebe ich zakupu, bo
                zdarzaja sie okazje, kiedy musze założyc własnie takie buty. Modele
                sa klasyczne i niewychodzące z mody smile
                Zresztą, ubrania wierzchnie zimowe mam tez juz długo - jeden
                płaszcz, klasyczny, prosty, wełniany - chyba już z 10 lat. Noszę go
                rzadko, więc o zniszczeniu nie ma mowy.... Oprócz tego gruba
                puchówka, juz zniszczona, wiec jesienia będę szukać zastepstwa, ale
                nosiłam ją jakieś 6 lat. Najnowsza jest cienka puchówka, ale tez juz
                ma ze 3 lata - mimo, ze ją najczęściej noszę, to wciąz jest
                niezniszczona, myslę, że jeszcze mi posłuzy przynajmniej 1-2
                sezony....
                najczęściej nowe kupuje bluzki, z długim i krótkim rekawem, zawsze
                wiosna kupuje kilka z krótkim, a jesienią - z długim rekawem.
                • Ale robisz coś szczególego z tymi butami, że się nie niszczą?
                  Bo to nie jest moje widzimisie, tylko obiektywnie, moje buty po
                  sezonie-dwóch są do wyrzucenia. A mam po kilka par, wiec nie nosze
                  wiecznie jednych.

                  Tak samo płaszcz wełniany zimowy, kupiłam za 700zł z Benneton, a po
                  dwóch zimach (fakt, chodziłam głównie w nim) ma zmechacone rękawy i
                  listwy przy guzikach. Oddałam do pralni, był jak nowy ale po
                  tygodniu znów to samo. Już mnie szlag trafia, bo wole wydać
                  pieniądze na torebke która sprawi mi przyjemność niż na płaszcz
                  który jest koniecznością a wcale mnie tak nie rajcuje...
                  Czasem myśle, że jakbym tak nie niszczyła ciuchów to naprawde
                  miałabym fajną garderobę smile
                  • Normalnie używam, aczkolwiek tych na obcasach raczej rzadko.
                    Pastuje dobra pastą (Salamander), po sezonie wypycham prawidłami
                    albo papierami, które były dołączone do obuwia w pudełku. Buty z
                    goreteksu psikam impregnatem, a czyszczę specjalną pianką (Ecco).
                    Staram sie omijać kałuże, błocko itp. atrakcje. No nie wiem, wydaje
                    mi się, że normalnie użytkuję i pielęgnuję buty smile
                    O, ostatnio zniszczyły mi się buty typu adidas - po prostu pekła
                    skóra w jednym miejscu. Tego nawet nie widać za bardzo, ale w razie
                    deszczu pewnie by przemokły, więc na dniach będę szukac nowych. Buty
                    były noszone chyba z 5 lat, dość intensywnie od wiosny do jesieni
                    (ale na zmiane z innym obuwiem).
                  • ja z butami z zasady nie robię nic, generalnie uznając, że buty są
                    dla mnie a nie ja dla nich.
                    czyli ja akurat nie czyszczę, nie pastuję, nie wypycham na zimę
                    prawidłami
                    po prostu bardziej wyjściowych używam rzadziej, do pracy jak
                    chadzałam to tam często w sezonie zimowym zmieniałam na półbuty, aku
                    za to były jak buty pancerne i też nic z nimi nie musiałam
                    szczególnego robić, ale że te były z goretexem to z raz na sezon mąż
                    je impregnował jakimś preparatem.

                    zasadniczo jak już, to mąż się moimi butami zajmuje, on ma pasty i
                    szczotki, on tego używa, to zawsze proszę by i mi przetarł.

                    jak już gdzieś pisałam, nie przywiązuję wagi do wyglądu, bliżej mi
                    do obwiesia niż eleganckiej kobiety, zatem i buty pięcioletnie
                    wpisują się w ten krajobrazsmilesmile

                • i może tu pies pogrzebany, że ja mam tylko jedną parę butów
                  w stylu botki podwyższane, z futerkiem w środku na średnim obcasie

                  co się dzieje? - wszystko to, co opisałyście
                  jak już czas na marzec i na woreczki foliowe między stopą a butem,
                  przerzucam się na adidasy

                  kozaki kupione poprzedniej zimy na wyprzedaży /nie pamiętam
                  konkretnych cen, ale coś z dwieście ileś na niecałe 100zł/ okazały
                  się być obcasowym szajsem - w 2009r od kwietnia do września szukałam
                  szewca, który by miał na nie pomysł - ku memu zdziwieniu naprawa w
                  końcowym efekcie kosztowała tylko 14zł - poszłam z dziecięciem na
                  sanki, podwinęła mi się noga, i but pękł przy podeszwie, okazało
                  się, że szycie jest tylko imitacją, na tyle wiarygodną wizualnie, że
                  szewc dał znać, że gdyby zwrócił na to szczególną uwagę przed
                  naprawą obcasów, to by odesłał mnie po nową parę do sklepu

                  ale fakt, jak kupiłam na początku liceum, gdzieś w 94r kozaki, które
                  dość rzadko używałam, to na śmietnk poszły chyba w 2005 czy 6
                  z tego, co pamiętam, zbyt dużo nie kosztowały


                  sprawdziłam na allegro buty aku, o których pisała volta
                  cena łącznie z przesyłką dużo niższa niż u mnie w sklepach sportowych
                  znajomy miłośnik gór i turystyki zakupił kiedyś buty trekkingowe za
                  800zł - warunki ekstremalne, ale ma je już ponad 10lat /średnia cena
                  butów wizytowych damskich na obcasie to wtedy było 50zł/


                  --
                  oddzielajmy ludzi od problemów
              • amandaas, czy mogłabys wyjątkowo zdradzić co to za szpilki za 70 zł,
                które wyglądają jak Venezia?
                Tak pytam, bo jestem maniaczką butów, już za dużo wydałam w tym roku
                a na pewno jeszcze mnie na buty 'przycisnie' to może rusze poszukać
                czegoś tańszego wink))
                --
                Mój blog art-toledana.blogspot.com
                • Niestety nie pomogę Ci, bo to zwykły mały butik z butami, nie żadna
                  sieciówka.
                  Kilka dni wcześniej mierzyłam takie buty właśnie w Venezia za
                  350złsmile nie kupiłam tylko dlatego, że miałam jeszcze inne plany
                  ciuchowo-zakupowe, a kilka dni później natknęłam się na te za 70 smile
          • Ech buty to temat rzeka.Ja mam kupione 5 lat temu klasyczne oficerki Rylko.Nie oszczedzalam ich,czesto nosilam i tak naprawde poza kilkoma sladami zuzycia obcasa nadal wygladaja jak nowe.Rok temu na wyprzedazy kupilam kozaki na obcasie tez Rylko.I szczerze mowiac nie wiem czy posluza mi tej zimy.Niby ta sama firma ale te ostatnie nie wygladaja za ciekawie.Pozdrawiam.
            • A ja myślę że podstawaową kwestią, poza jakością obuwia, jest to
              gdzie i ile się w nich chodzi tzn. jeżeli jeździsz do pracy autem i
              nie spacerujesz w nich mocno, to mogą wytrzymać w dobrym stanie
              nawet 5 lat, jak do tego się o nie dba. Ale jeżeli do autobusu masz
              kilka kilometrów i jeszcze po błocku i nieutwardzonym poboczu, kilka
              razy złapie cie deszcz i śnieg to wiadomo że buty tego nie
              wytrzymają i jeden sezon to będzie dla nich wszystko.
              Sama mam buty ktore po kilku sezonach przestałam nosić bo się stały
              niemodne a ciągle nie były zniszczone, mam też byty w które
              zdeptałam w 5 mies. na urlopie macierzyńskim, bo chodziłam w nich
              codziennie. Kupuje tylko skórkowe, firmowe obowie, bo inne mnie w
              nogi gniecie i bąble mi się robią, ale nie zauważyłam różnicy w
              butach za 200 zł i 400 zł (piszę o półbutach), co więcej z jednej
              firmy zdarzyły mi się buty z których byłam mega zadowolona i takie w
              których chodzić nie mogłam.

              --
              Konradek - moje słoneczko

              • > deszcz i śnieg to wiadomo że buty tego nie wytrzymają i jeden
                sezon to będzie dla nich wszystko.


                byłam kiedyś w nieodpowiednim dla mnie sklepie
                na wystawie były kozaki zimowe na futerku za 150zł, więc pomyślałam,
                że to taki wyprzedażowy na końcówki kolekcji z lat ubiegłych
                oglądałam te kozaki na wszystkie strony
                na doczepionej metce była instrukcja użytkowania w stylu:
                'but zimowy, unikać zamoczenia'
                jak można uniknąć zamoczenia butów idąc w zimie po śniegu ???

                no nic, 150zł to całkiem, całkiem na reprezentacyjne buty, które
                będzie się nosić od wielkiego dzwonu przez kilka lat
                i tu wracam do nieodpowiedniego dla mnie sklepu
                buty kosztowały 1500zł - nawet nie wiedziałam, że istnieją takie
                ceny na buty - nie wiem, w jaki sposób wogóle mnie do tego sklepu
                wpuścili...



                --
                oddzielajmy ludzi od problemów
              • lesia27 napisała:

                > A ja myślę że podstawaową kwestią, poza jakością obuwia, jest to
                > gdzie i ile się w nich chodzi tzn. jeżeli jeździsz do pracy autem i
                > nie spacerujesz w nich mocno, to mogą wytrzymać w dobrym stanie
                > nawet 5 lat, jak do tego się o nie dba. Ale jeżeli do autobusu masz
                > kilka kilometrów i jeszcze po błocku i nieutwardzonym poboczu, kilka
                > razy złapie cie deszcz i śnieg to wiadomo że buty tego nie
                > wytrzymają i jeden sezon to będzie dla nich wszystko.
                >
                No właśnie. Ja dojeżdżam do pracy pkp, muszę dojść na dworzec i z dworca jeszcze
                do pracy. Zima, lato, deszcz, śnieg itd. Zimowych butów mam z 5 par - lepszych i
                gorszych, przemakających i nie, w zależności od pogody. I czasami zdarza się, że
                w ciągu jednej zimy wyrzucam 2 pary butów.
              • Widzisz a ja mam jednak troche inne zdanie.Te moje oficerki przeszly ze mna wiele kilometrow i naprawde wygladaja ok.Czesto chodzilam w nich na spacery z psami do lasu,przezyly niejedna chlape.Owszem duzo jezdze autem ale wtedy nosze te na obcasie.I jednak one duzo gorzej wygladja.Wydaje mi sie ze ma znaczenie grubosc skory bo te na obcasie to jakies takie delikatniejsze sa-chyba tylko na miejskie i to odsniezone chodniki.Musze kupic w tym roku nowe bo szosty sezon w tych samych butach to mhm zaczyna mi wychodzic jakies sknerstwo chyba.Pozdrawiam.
    • ja na fryzjera co miesiąc bo ma krótkie włosy ok 35 zł, farbuję sama , wiec
      farba ok 10 zł.
      Ciuchy- czasem cos z lumpeksu, ale wtedy to musi byc cos wyjątkowo ładnego i
      porzadnego, przeważnie jakaś bluzeczka.

      Buty kupiłam na allegro, markowe, nowe, 30zł- ktos kupił czy dostał i mu nie
      odpowiadały.

      Kosmetyki- w biedronce krem nivea visage -15 zł
      Jakis dezodorant ok 10 zł- na miesiąc wystarczy.
      Waciki, płyn micelarny ( ziaja- 8 zł) , zmywacz do paznokci czy lakier-
      starczaja na długo.

    • Podoba mi się ten wątek ...

      Kiedyś wydawałam fortunę na ubrania - do czasu odkąd odkryłam
      lumpeksy ...a odkryłam prawie 5 lat temu. Od tego czasu mam dużo
      ubrań za niewielkie pieniądze(bardzo niewielkie..). Nie wiem ile
      wydaję na ubrania i buty , przestłam zapisywać wydatki - bo
      generalnie nie dużo wydaję. W lumpeksach poluję na konkretne
      rzeczy , ale jak jakaś perełka wpadnie mi do oka - to od razu
      kupuję. I tym sposobem mam 3 kostiumy nike do pływania za 10 zł
      (łącznie), ciuchy renomowanych firm , jeansy c kleina, koszulki
      benetona itd., piękne koszule nocne też mam z lumpeksu. W zwykłych
      sklepach kupuję bardzo rzadko nawet ładne płaszcze kupiam w
      lumpeksie...A zapewniam Was, że jestem wybredna... Miesięcznie niech
      to będzie 30 zł
      Buty - 3 pary rocznie po ok 120 zł. i jedne kozaki (200 zł/2 lata).
      Lubię venecię - ale tylko wyprzedaże... Mam taką strategię, że nowe
      noszę w pracy i na lepsze okazje...do autobusu i na spacery z
      psem "donaszam" buty z poprzednich sezonów.
      Koszmetyki... - kremy nie droższe niż 10-12 zł, do tego sporo
      maseczek ( głównie te do gabinetów kosmetycznych, kupuję w
      internecie), podkład, puder, tusz do rzęs,cienie do powiek, szminki
      perfumy .Do tego olejki migdałowe, jojoba zamiast drogich kremów
      Kuepuję w sklepie internetowym (sporo tańsze) - dostaję trochę
      gratisów... Perfumy kupuję raz na rok za ok 150 zł. Miesiecznie
      wydaje ok 50 zł.
      Wydaję tak na siebie ok 150 zł miesięcznie...-
    • Mam wrażenie, że na tym forum toczy się jakaś licytacja, która forumka jest lepsza, która częściej zmienia buty, która lepsze obiadki dwudaniowe gotuje w domu, która daje dziecku wyższe kieszonkowe... Musi się wam naprawdę nudzić, bo te dyskusje niewiele wnoszą do sprawy. Nie macie co robić w czasie wolnym?
      • Mamy ...w czasie wolnym czytamy książki naukowe o fizyce kwantowej !

        A nie zastanowiłaś się, że właśnie swoim postem pokazujesz jakiś
        rodzaj frustracji... ?
        Kobitki chcą sobie poplotkować to plotkują i wara innym od
        dysponowania czy im to wolno robić czy nie... A pytanie jest nie na
        miejscu ...Ze swoim wolnym czasem możemy robić co nam sie podobasmile...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.