Dodaj do ulubionych

jedzenie na wakacje

21.06.10, 20:55
Mam pytanie, czy ktoś z Was wyjeżdżając na wakacje szykuje sobie jedzenie na
przykład w słoiki? A jeżeli tak to jakie jedzenie?
Wybieram się na tydzień w góry z mężem i dwuletnim synkiem. Wynajęliśmy domek
już w lutym. Jednak ostatnia powódź nawiedziła te rejony w które jedziemy.
Obawiamy się trochę i zastanawiam się nad przygotowaniem sobie obiadów do
słoików, ale nie mam pomysłów co się może sprawdzić. Proszę o pomoc
doświadczone osoby.
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
      • volta2 Re: jedzenie na wakacje 21.06.10, 21:52
        mnie się zdarzało robić do słoików tzw. "pierwszy obiad" - zwykle
        wynajmuję apartament z kuchnią lub kwaterę z dostępem do kuchni -
        ale po przyjeździe dzieci głodne, gdzie sklep - jeszcze nie wiadomo -
        to wyciągam tylko do podgrzania.
        tych słoików nie wekuję - bo tego nie umiem robić, zakładam, że
        przez kilkanaśie godzin jazdy nic się temu czemuś nie stanie(jazda
        w alpy zimą, np.)
        jak mam podejrzenie, że potrawa nie wytrzyma transportu to ją mrożę
        przed wyjazdem i ona się w czasie jazdy dopiero rozmraża i też nic
        jej nie jest. ale jak piszę, to dotyczy tylko pierwszego jedzenia na
        miejscu.
        potem to już bez problemu zakupuję to co mi tam potrzeba, i gotuję.
        czasem biorę ze sobą takie produkty, które na miejscu mogą być
        trudne do kupienia - to mi bardzo zaoszczędza czas.
          • volta2 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 10:18
            dobrze że sobie już oszczędziłaś komentarza odnośnie stania w garach
            na urlopiesmile
            a do walizki tych dwudaniowych obiadów nie zabieram głównie dlatego,
            że jak wiesz, gotowanie to dla mnie żaden problem i nie ma potrzeby
            wieźć ze sobą gotowego, skoro na miejscu w godzinę mam odpowiedni
            efekt i świeży na dodatek.

            a na desery stać nas na wczasach, dzieci lody lubią pod każdą
            szerokością geograficzną, więc chociaż z tym problemów nie mamsmile
    • magdalaena1977 Re: jedzenie na wakacje 21.06.10, 21:59
      Ja jestem na diecie bezglutenowej i dlatego zabieram ze sobą sporo jedzenia na
      wakacje. Przede wszystkim chleb ryżowy pakowany w paczki po 2. Pasztety takie na
      jedną porcję. Orzechy czy migdały jako rezerwa na czarną godzinę. Czasami
      zabieram też zupki w proszku, ale w wersji bezglutenowej nie są zbyt dobre.
      --
      Magdalaena
    • agni71 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 00:46
      My we własnym zakresie przygotowujemy tylko kolacje, czasem tez
      sniadania, obiady jadamy w lokalach, więc zabieramy ze soba takie
      rzeczy jak soki, herbata, margaryna, wędlina na pierwsza kolację,
      jakies paczkowane sery żółte, topione, słodycze itp. Produktów
      obiadowych nie wozimy.
    • gullo.gullo Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 07:55
      Witam
      ja co roku na wakacje jeżdżę pod namiot lub do apartamentów z
      kuchnią. Nie zawsze możemy sie stolować w knajpach, więc biorę coś
      co można latwo i szybko ugotować, żeby nie tracić zbyt dużo czasu na
      gotowanie. Przede wszystkim makaron i ryż, ewentualnie kasza, w tym
      roku planuję do tego zabrać głownie słoiczki z sosem pesto, ktory
      uwielbiamy smile Robię tez leczo do słoików na zimę, więc zawsze mogę
      zabrać jak zostanie coś do lata. Kiedyś bralam jeszcze słoiki z
      różnymi sosami do makaronów, takie kupne, ale na dłuższa metę tego
      nie da się jeść, to już lepiej coś samemu z jakiegoś przecieru
      szybko zrobić, albo ze świeżych pomidorów. Oprócz tego kilka puszek -
      ryba, pasztet - zawsze się przydają na śniadanie lub kolację, ser
      żólty. Przeważnie kupuję na miejscu do tego warzywa i owoce, czasem
      jakieś mięso.
      Zawsze można zabrac ze sobą lodówkę turystyczną z zamrożonym np
      mięsem. Jeżeli droga nie jest zbyt daleka, mięso nie zdąży się
      rozmrozić, a po przyjeździe od razu do zamrażalki.
      Jak dla mnie to wakacji szkoda na siedzenie w kuchni, więc nie
      przejmuję się tak bardzo tym jedzeniem, byle było szybko i dało się
      zjeść (i byle to nie były zupki chińske, bleee)
    • jop Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 09:35
      No bez jaj, czasy jeżdżenia pod namiot małym fiatem do Bułgarii z
      kolekcją gulaszu w wekach skończyły się jakieś 20 lat temu i mam
      nadzieję, że już nie wrócą.
      • volta2 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 10:12
        chyba jednak za szybko chcesz odtrąbić to zakończenie starych czasów.
        zawsze znajdą się ludzie na tyle niezamożni, że w biurze wczasów
        lotniczych nie wykupią i na tyle ciekawi świata, że kolejne wczasy
        nad bałtykiem już ich nie satysfakcjonują.
        zatem kompromisem jest zapakowanie się do nienowego nigdy auta i
        zabranie prowiantu. namiotu też.

        i ja się cieszę jak ludzie tak robią, bo to znaczy że ich świadomość
        nie jest ograniczona przez byt.

        mało tego, myślę że całkiem spora grupa ludzi bierze ze sobą pokaźną
        kolekcję słoików i wyrusza nad nasze morze. i też dobrze, że plaża
        takich ludzi pomieści. i nikt nie każe przy wstępie na plażę
        pokazywać kwitów z pięciogwiazdkowych hoteli. bo w/g kogoś tam takie
        czasy już się skończyły.
        • jop Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 12:07
          Wleczenie słoików z żarciem na wakacje to dla mnie dziadowanie
          ekstremalne. W Polsce dlatego, że papu kosztuje z grubsza wszędzie
          tyle samo (a przebywając w domu też się jada), w większości innych
          krajów dlatego, że A.D. 2010 różnice w cenach żarcia są tak
          niewielkie, że są bez znaczenia przy tych kosztach całej imprezy,
          których nie da się uniknąć (benzyna, autostrady itp.). Rozumiem, że
          kogoś może nie stać na knajpy (choć dla mnie gastroturystyka to
          ważny element całej imprezy i wolałabym sobie stopę odgryźć, niż
          jechać na wakacje, na których nie mogę zakosztować lokalnej kuchni),
          ale wleczenie suchej krakowskiej i mielonki podlaskiej z PL to dla
          mnie obciach z gatunku trzymania brudnej wody w wannie w celu
          spłukiwania nią kibla i wielokrotnego używania prezerwatyw. Takiej
          żenady nie uskuteczniają żadne ze znanych mi podróżujących osób o
          naprawdę skromnych środkach, więc to chyba nie kwestia możliwości
          finansowych, tylko mentalności.
          • amused.to.death Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 13:33
            jesteś bardzo agresywna i ekstremalna w swoich poglądach.

            > Wleczenie słoików z żarciem na wakacje to dla mnie dziadowanie
            > ekstremalne.
            > wolałabym sobie stopę odgryźć, niż
            > jechać na wakacje,

            To, że wolałabyś siedzieć w domu na kanapie niż oszczędzać na wakacjach to twój
            wybór, ale nazywanie kogoś dziadem, dlatego tylko, że chce wyjechać na wakacje,
            odpocząć gdzieś, zobaczyć coś, a jednocześnie na czymś musi zaoszczędzić to już
            lekka przesada.

            W Polsce zrobienie jedzenia w domu jest praktycznie zawsze tańsze niż jedzenie
            na mieście, dlatego np. kanapki do pracy robię w domu a nie kupuję ich na mieście.
            Jeśli się jedzie do małych miejscowości to produkty w małym sklepiku obok będą
            często droższe od tego co kupiliśmy w 'naszym' supermarkecie w większej ilości.

            Jeśli ktoś tak woli to co za problem?
            Żyj i pozwól żyć innym tak jak chcą.
            Trzeba tylko policzyć co i o ile będzie tańsze - i co się opłaca.

            Problem mnie nie dotyczy, bo samochodem na niedalekie wakacje nie jeżdżę i
            zawsze zakładam w finansach próbowanie kuchni lokalnych, ale znam ludzi, którzy
            muszą oszczędzać, oszczędzają - również w takich sposób, a ponieważ jedzenie nie
            jest dla nich ważne to całkiem sporo widziały.
            Ja 'nie rozumiem', że twierdzą, że jedzenie z puszki dobre, oni się "dziwią" jak
            mogę się nie zachwycać górami...
            Co kto woli, w końcu to wakacje, więc niech każdy odpoczywa tak jak chce.
            • marzeka1 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 13:38
              Wolałabym pojechać na krócej, ale niech to będzie URLOP i wolne, na
              samą myśl, że miałabym tachać ze sobą jakieś słoiki z domowymi
              obiadami,gotować, odechciewa mi się takiego wyjazdu. Nie przecież
              ani stołować się u budce, gdzie sanepid nakazałby jej zamknięcie,
              ani w drogiej restauracji, ale są przecież np. bary mleczne, gdzie
              za niewielkie pieniądze zje się naprawdę smacznie i niedrogo (tak
              zawsze jadam np. w Krakowie, Gdańsku czy Zakopanem).
              • volta2 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 14:11
                czemu tak trudno niektórym zrozumieć, że ludzie są różni, mają różne
                priorytety, przyzwyczajenia i to co dla jendego będzie urlopem dla
                drugiego być nim nie musi.
                i nie zawsze może chodzić o pieniądze.

                sto lat temu nie stać nas było na chleb w wenecji i zajadaliśmy na
                jakimś mostku polską konserwę z arbuzem(był tańszy od chleba) -
                smaczne to nie było, ale wenecji od tamtej pory nie widziałam.
                lepiej żebym dojechała tylko do popradu i tam została w 3 gwiazdkach
                by ktoś tego za dziadowanie nie uznał?

                otóż dla mnie nie lepiej. koniec. a dla kogo jestem dziadem to mnie
                guzik obchodziło zarówno wtedy jak i dziś.

                co do urlopu i wolnego - ja mam tak przez cały rok, nigdzie nie
                pędzę, nigdzie się nie spieszę, robię co chcę i kiedy chcę. nawet do
                szkoły dzieci wozi i przywozi taksówkarz, żebym się nie stresowała.
                zatem na wyjeździe sobie dalej robię co chcę, nigdzie się nie
                spieszę, a obiad rodzince przygotuję, bo tak lubię, i oni tak lubią.

                nie ma to nic wspólnego z oszczędzaniem kasy(choć faktycznie jest to
                wersja bardziej oszczędna niż all w 5*) tylko z NASZYM sposobem
                życia. a co sobie forumki poużywają to ich, ale mnie to jw.

                w zasadzie to pytanie startowe jak przeczytałam, to już wiedziałam
                że będzie dyskusja o wyższości urlopu w hotelu z podanym pod nos
                jedzieniem przez oliwkowego kelnera do spania w namiocie i
                odgrzewania słoików. bardzo forumowicze są przewidywalni i
                niezawodnisad
                a autorka prosiła tylko o podpowiedź, co ma zabrać w te słoiki, nie
                czy, tylko co.
                • jop Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 14:16
                  > dyskusja o wyższości urlopu w hotelu z podanym pod nos
                  > jedzieniem przez oliwkowego kelnera do spania w namiocie i
                  > odgrzewania słoików

                  Niezupełnie. To nie jest dyskusja o wyższości all inclusive w pięciu
                  gwiazdkach nad skromnymi warunkami i własnoręcznym przygotowaniem
                  żarcia, ale o sensie wleczenia tegoż żarcia do miejsc, gdzie ono
                  bezproblemowo występuje, w cenach dość zbliżonych.
                  • volta2 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 20:18
                    ale pitolisz od rzeczy, ja do tunezji zabrałam z wawy wieprzowe
                    franfurterki dla dziecka, bo takich tam nie uświadczę.

                    nie uświadczę w stegnie mleka sojowego dla dzieci pewnej znanej firmy

                    nie uświadczę w polsce mleka sojowego pewnej znanej firmy na świecie

                    i tak dalej i tak dalej

                    ale ty wiesz lepiej, gdzie jest sens i jaki jest sens "wleczenia"
                    produktów.
                    a nie wystarczy słowo "zabrać", od razu trzeba je pejoratywnie
                    naznaczyć, wówczas wypowiedź mocniej brzmi, tak?
                    • amandaas Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 20:38
                      Volta, jak już nam wszystkim wyjaśniłaś, to Twoje dzieci są
                      szczególne i kalekie pod względem jedzenia (bo kanapek nie tkną, czy
                      jakoś takbig_grin) Wierz mi, normalne dziecko obejdzie się w Tunezji bez
                      frankfuterków i będzie zachwycone tamtejszą pizzą i frytkami. A
                      jeśli już chcemy zdrowo to w Tunezji jest niesamowita baranina i
                      cielęce kiełbaski, mieszkałam tam chwilę dłużej i świetnie mi takie
                      mięso wystarczyłosmile Bez frankfuterków smile
                      • magdalaena1977 Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 01:12
                        amandaas napisała:

                        > Volta, jak już nam wszystkim wyjaśniłaś, to Twoje dzieci są
                        > szczególne i kalekie pod względem jedzenia (bo kanapek nie tkną,
                        > czy jakoś takbig_grin) Wierz mi, normalne dziecko obejdzie się w
                        > Tunezji bez frankfuterków i będzie zachwycone tamtejszą pizzą i
                        > frytkami.
                        Wiesz Ty się człowieku opamiętaj ! Czy nie rozumiesz, że nazywanie osób z
                        nietolerancją pokarmową czy alergią kalekami i przeciwstawianie im normalnych
                        dzieci (że niby te uczulone są nienormalne ?) jest po prostu chamskie.
                        --
                        Magdalaena
                        • amandaas Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 08:50
                          Kochana, nie krzycz na mnie, bo volta2 sporo rozpisywała się o
                          swoich dzieciach i nigdzie nie wspomniała o jakichś wielkich
                          obostrzeniach pokarmowych smile Z tego co pamiętam to jej dzieci po
                          prostu mają szczególne gusta co do jedzenia i tyle. Poza tym ja sama
                          byłam dzieckiem z ogromną alergią pokarmową, nie wolno mi było jeść
                          prawie niczego, zapaść też mam za sobą i co- nikt sie nade mną nie
                          trząsł i wyrosłam.
                          Ponadto moje komentarze do postów volty są z lekkim przymróżeniem
                          oka, o czym ona chyba wiem bo swoje zdanie wypowiedziałam już w tym
                          słynnym wątku o żywieniu. Więc przystopuj z nazywaniem mnie chamemsmile

                          • magdalaena1977 Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 11:26
                            amandaas napisała:

                            > Kochana, nie krzycz na mnie, bo volta2 sporo rozpisywała się o
                            > swoich dzieciach i nigdzie nie wspomniała o jakichś wielkich
                            > obostrzeniach pokarmowych smile Z tego co pamiętam to jej dzieci po
                            > prostu mają szczególne gusta co do jedzenia i tyle.
                            Ale nie wypowiadałeś się konkretnie i wyłącznie o dzieciach volty. Napisałeś, że
                            "Wierz mi, normalne dziecko obejdzie się w Tunezji bez
                            frankfuterków i będzie zachwycone tamtejszą pizzą i frytkami." Tak jakby
                            dziecko, które nie będzie mogło jeść tunezyjskiej pizzy (czy czegokolwiek
                            innego) było nienormalne.

                            > Poza tym ja sama byłam dzieckiem z ogromną alergią pokarmową,
                            > nie wolno mi było jeść prawie niczego, zapaść też mam za sobą i
                            > co- nikt sie nade mną nie trząsł i wyrosłam.
                            To masz szczęście, bo ja jestem chora na celiakię i (jeśli medycyna nie pójdzie
                            krok do przodu) na diecie bezglutenowej będę do końca życia.
                            Ale tym bardziej dziwię się, że nie potrafisz zrozumieć, jak mogą się czuć osoby
                            z realnymi ograniczeniami żywieniowymi.

                            > Ponadto moje komentarze do postów volty są z lekkim przymróżeniem
                            > oka
                            Jeśli chcesz, żeby coś było z przymrużeniem oka, to pisz śmiesznie, a nie tak
                            żeby obrazić innych czytających.
                            --
                            Magdalaena
              • quri3 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 14:19
                Przyłączam się do opinii. My też korzystamy z barów mlecznych, które oferują
                niezłe żarełko za przyzwoitą cenę. Jak się dobrze poszuka, to można najeść się
                dobrze i w miarę tanio. Tylko rzadko te lokalne są przy głównych ulicach.
            • jop Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 14:12
              amused.to.death napisała:

              > jesteś bardzo agresywna i ekstremalna w swoich poglądach.

              Tylko się nie rozpłacz.

              > To, że wolałabyś siedzieć w domu na kanapie niż oszczędzać na
              > wakacjach to twój wybór, ale nazywanie kogoś dziadem, dlatego
              > tylko, że chce wyjechać na wakacje, odpocząć gdzieś, zobaczyć coś,
              > a jednocześnie na czymś musi zaoszczędzić to już
              > lekka przesada.

              Nic nie poradzę na to, że od pewnego momentu IMHO kończy się
              oszczędzanie, a zaczyna dziadowanie i wożenie się z wekami to jest
              przekroczenie tej granicy. (A na szczęście nie muszę dokonywać
              wyboru między wyjazdem na urlop a spędzeniem go na kanapie.)

              > W Polsce zrobienie jedzenia w domu jest praktycznie zawsze tańsze
              > niż jedzenie na mieście, dlatego np. kanapki do pracy robię w domu
              > a nie kupuję ich na mieście.

              Ostatni raz, jak byłam w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Grecji,
              Francji, Norwegii i paru innych krajach, to widziałam tam
              supermarkety. Całkiem podobne do tych u nas. Ba, z podobnymi cenami.
              Ba, niektóre rzeczy tańsze były niż u nas. Mówisz, że wszystkie
              pozamykali i turysta ma wybór wyłącznie między consomme z ravioli
              nadziewanymi foie gras w The Four Seasons a paprykarzem szczecińskim?

              > Jeśli się jedzie do małych miejscowości to produkty w małym
              > sklepiku obok będą często droższe od tego co kupiliśmy w 'naszym'
              > supermarkecie w większej ilości.

              Ja pierdziu, serio będziesz wozić na wakacje kostkę masła, bo jest o
              30 groszy tańsza?! Ile tego jesteś w stanie wziąć? Jak przewieziesz?
              Ile na tym zaoszczędzisz?

              > Jeśli ktoś tak woli to co za problem?
              > Żyj i pozwól żyć innym tak jak chcą.

              Ależ żyję i pozwalam - ba, cenię sobie wysoko ubaw zyskiwany dzięki
              informacjom, że A.D. 2010 istnieją jeszcze ludzie taszczący weki z
              gulaszem na urlop.

              > Trzeba tylko policzyć co i o ile będzie tańsze - i co się opłaca.

              No to najtańsze i najbardziej opłacalne jest niejeżdżenie na
              wakacje, niechodzenie po knajpach, niemycie się etc.
              • amused.to.death Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 17:03
                > > jesteś bardzo agresywna i ekstremalna w swoich poglądach.
                >
                > Tylko się nie rozpłacz.

                dlaczego? Wątek w sumie mnie bawi.

                Zajrzałam tu, bo widziałam na forum Kuchnia wątek, który jak myślałam, może się
                przydać autorce wątku, ale okazało się, że nie.

                Teraz natknęłam się na drugi, więc w sumie dam linka do obydwu, może się do
                czegoś przydadzą?
                forum.gazeta.pl/forum/w,77,112016250,112016250,wolno_psujace_sie_jedzenie_na_kemping.html
                forum.gazeta.pl/forum/w,48129,113192374,113192374,Przechowywanie_gotowych_potraw_bez_lodowki_.html
                > Ja pierdziu, serio będziesz wozić na wakacje kostkę masła, bo jest o
                > 30 groszy tańsza?! Ile tego jesteś w stanie wziąć? Jak przewieziesz?
                > Ile na tym zaoszczędzisz?

                Jak już wspomniałam wcześniej - ten temat mnie nie dotyczy.
                Dlaczego tu zajrzałam - właśnie wytłumaczyłam.
                A napisałam coś, bo mnie zaskakuje to sprowadzanie autorki na 'jedyną i
                właściwą' drogę.

                Jeśli chodzi o Polskę, to przyznam się szczerze, że ostatnio mam mało
                doświadczeń, ale podczas jakiejś wizyty nad morzem bardzo się zdziwiłam ilością
                turystycznego fast foodu i brakiem świeżych ryb.
                Do barów mlecznych chodzę tylko jak mi ktoś poleci daną rzecz w danym barze, bo
                tanio może jest, ale niestety smacznie już nie zawsze.

                Ostatnio 'w Polsce' byłam jakiś rok temu - każdy coś przywiózł, część potraw
                gotowych i było to szybsze niż szukanie supermarketu (który był pewnie jakieś
                20km dalej), smaczniejsze i wygodniejsze.

                Opis autorki wątku mógł świadczyć o tym, że skoro myśli o zabraniu jedzenia to
                wybiera się samochodem - w takiej sytuacji zabranie kilku rzeczy więcej to żaden
                problem.

                Ja kostki masła nigdzie nie zabieram. Tak jak napisałam: trzeba pomyśleć czy się
                to opłaca. Jeśli nie jadę samochodem to nie opłaca mi się zabieranie tej kostki
                masła (czy czegoś innego), bo muszę to potem nieść na własnych plecach/ramieniu.
                Poza tym, ostatnio wyjeżdżałam poza Europę wiec nawet gdybym chciała to nie
                bardzo jest jak zabierać wałówkę (kilogramy i temperatura).

                Supermarkety za granicą często są - to prawda. O cenach się nie będę wypowiadać,
                bo nie pamiętam. Natomiast tak się jakoś składa, że rzadko je odwiedzam, bo
                szkoda czasu - za daleko od miejsc, które zwiedzam - i wolę coś kupić drożej niż
                tracić dużo czasu na szukanie supermarketu.
                Bywam też w wielu miejscach bez supermarketu, ale zawsze jestem zdania, że
                najwyżej będę głodna wieczorem jak nic nie znajdę:0

                Co do ludzi wożących własne jedzenie - to widziałam wiele razy, nawet w obecnych
                czasach i wcale nie byli to tylko i wyłącznie oszczędni Polacy.
              • ofelia1982 Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 18:47
                Ależ cóż za bzdurą jest twierdzenie, że za granicą ceny są podobne do Polski!
                Owszem - jak jedziesz poza Polskę do EU to moze w jakims supermarche poza
                Centrum - ale chyba nie po to jedziesz na wakacje zeby jezdzic i szukac marketów..?
                Ja nie rozumiem tej nagonki. Mi zdarzało się brac jedzenie na wakacje, zwlaszcza
                na narty do Francji na przyklad, gdyz glupi obiad dla 1 osoby z napojami i piwem
                to 30 EUR najmarniej..wiec jak rozmawiamy o rodzinie 3-4 osobowej, to koszty
                robią się niebanalne. A gdy urlop jest 2-tygodniowy to koszty są już duże.
                Napiszę ze swojej perspektywy - bez zmrużenia oka stac mnie, zeby placic
                codziennie te 30 EUR za obiad, ale po prostu nie widzę powodu..Nie widzę powodu,
                gdyż nie jest wielkim dla mnie wysiłkiem zabranie kilku paczek ryżu, kaszy i
                jakichś innych produktów. Ciężkie to bardzo nie jest, pracochłonne
                nieszczególnie...Owszem, ja tez zawsze próbuję kuchni lokalnej. Ale mogę
                wypróbować kilka razy, a nie 3 posiłki dziennie przez 2 tygodnie..
                Zyjcie i dajcie zyc innym. Jedni wolą wynająć Panią Ukrainkę żeby im dom
                posprzątała, a inni uznają, że te 2-3 godziny są w stanie poświęcić w tygodniu i
                zaoszczędzić stówkę..Tak samo jest z jedzeniem na wakacjach.
                • jamesonwhiskey Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 21:50
                  > na narty do Francji na przyklad, gdyz glupi obiad dla 1 osoby z
                  > napojami i piwem to 30 EUR najmarniej..

                  no troche tu pojechalas po bandzie
                  albo duzo jesz albo strasznie duzo pijesz albo nie wiem co
                  bo zeby za glupi obiad dac 30e no to trudno mi sobie to wyobrazic


                • jop Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 14:35
                  30 euro na łeba to jest akurat tyle, co się w Polsce płaci za
                  średnio wypasioną kolację w knajpie typu górne stany średnie. Żeby
                  nie być gołosłowną, przykład: Resto Illuminati, 2 osoby, jedna:
                  przystawka, zupa, drugie, druga: przystawka, drugie, deser, do tego
                  dzbanek mineralnej i karafka wina. Jak widać, żaden megawypas, żadna
                  z osób spożywających nie wzięła pełnego zestawu dań, wina było 0,5
                  l, nie butelka. Rachunek: 249,50 zł + 20 zł napiwku. (Mam nadzieję,
                  że z przeprowadzeniem odpowiednich działań matematycznych i
                  wyszukaniem kursu euro szanowni współdyskutanci dadzą sobie radę,
                  jeśli nie, dajcie znać, pomogę.)
                    • jop Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 10:25
                      Ja tylko polemizuję z tezą przedmówczyni, że to nie są polskie ceny,
                      bo jak nabardziej są.

                      (Co nie zmienia faktu, że i za granicą moża taniej, 30 EUR to w
                      Grecji płacimy zwykle za 3 osoby.)
                  • volta2 Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 22:45
                    może i z matmy możesz pomóc, ale z logiką tak średnio u ciebie.
                    nikt nie jedzie w alpy na jenden dzień, tylko min. tydzień wyjazdu
                    narciarskiego(czy trekekowego latem).

                    naprawdę bywasz w przywołanym resto 7-14 dni pod rząd? czy raczej
                    chadzasz tam w ramach urozmaicenia tygodnia/miesiąca?

                    i czy płacisz za 2 osoby? bo moja rodzina jest akurat 4 osobowa,
                    czasem zabieram na taki wypad kuzynkę i to już jest 5 osób. przy
                    przywołanych przez ciebie cenach wizyta w jeden wieczór zżera 500
                    zeta. codziennie, a gdzie jeszcze śniadanie i kolacja?

                    nie każdy jest singlem, nie każdy ciężko pracuje w pocie czoła, by
                    potem kasa rozeszła się na średniej jakości i smaku jedzenie.

                    każda wizyta w restauracji potwierdza tylko to, o czym wiemy od
                    dawna, że nie ustępuję umiejętnościom kulinarnym szefom knajp - ot
                    wczoraj byliśmy w hyatt hotel na przyjęciu - i jedzenie -
                    przyzwoite, smaczne, ale czy lepsze od tego, które podaję w domu?
                    nie, na 100% nie.

                    większość(może ze 2 nie) knajp, które odwiedzamy, kulinarnie nas
                    rozczarowuje. i to od górnych stanów przez średnie do całkiem
                    niskich.
                    pizzy nie robię, więc zaglądam do pizzerii - z resztą potraw nie mam
                    problemów, łącznie z sushi.
                    w imię czego mam wydawać te 500 zeta na wyjeździe, bo ja nie umiem
                    znaleźć żadnego uzasadnienia dla takich wydatków.


                    oczywiście, jeśli lubisz wydać 500 zeta za kolację czyli na
                    wyjeździe jak rozumiem 10 dniowym "przepuszczasz" 5000 to ja nie
                    nazwę tego rozrzutnością, głupotą czy snobizmem. to twój wybór, ale
                    pozwól mi wydać moje pieniądze na inne atrakcje, bez oceniania kto
                    dziaduje a kto się snobuje.

                    zresztą gdyby takie wakacje z gotowaniem w tle były mega obciachowe
                    i nie do przyjęcia i tylko najbiedniejsze polactwo się łapie na coś
                    takiego - to chyba nie byłoby aż tak bogatej oferty apartamentów na
                    całym świecie.
                    no, może stosunkowo uboga jest taka oferta w polsce - ale jak widzę,
                    ma to spore uzasadnienie - ludzie się wstydzą że zostaną uznani za
                    dziadów, a to co somsiad o nas pomyśli dla gros ludzi jest widać
                    istotne. no, ale to już nie mój problem, na szczęście.
                    • jamesonwhiskey Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 00:39
                      > nikt nie jedzie w alpy na jenden dzień, tylko min. tydzień wyjazdu
                      > narciarskiego(czy trekekowego latem).

                      swietnie ze znasz zwyczaje wszytkich ludzi ,
                      tyle, ze ja akurat lece 2 razy w sezonie na 3-4 dni,
                      jezdzenie na nartach przez 10 dni zrylo by mi psychike, a na dojazdy samochodem
                      nie mam czasu


                      > naprawdę bywasz w przywołanym resto 7-14 dni pod rząd?

                      tak sie sklada ,ze bywam , jakos nie ogarniam wyjazdu na wczasy z kabanosami w
                      kieszeni i sloikami z zarciem,
                      w dzien zjem cos na stoku i nie jest to koszt 30E ,
                      a wieczor to wyjscie "na miasto" cos zjesc, wypic pobawic sie ,
                      stanie przy garach i obieranie ziemniakow nie miesci sie w tematyce zabawa i relax


                      > większość(może ze 2 nie) knajp, które odwiedzamy, kulinarnie nas
                      > rozczarowuje


                      wybierz sie kiedys do lokalu z dobrymi opiniami z dobrym szefem kuchni,
                      ewentualnie jak chcesz cos odjechanego to lokal z michelin star


                      > dawna, że nie ustępuję umiejętnościom kulinarnym szefom knajp

                      ok, nie bede polemizowal, jednakze nie znam zadnego znanego kucharza kobiety

                      > takiego - to chyba nie byłoby aż tak bogatej oferty apartamentów na
                      > całym świecie.

                      apartament dobra rzecz, jak akurat mam taka opcje to sobie robie zajebiste
                      sniadanie i do przodu ,
                      tyle ze nie biore konserw, pasztetu, maki, kaszy, ziemniakow ze soba bo uwazam,
                      ze to chore, tylko ide do marketu na miejscu i kupuje co potrzeba, koszt podobny
                      a mozna sprobowac cos lokalnego
                      wiesz, mozna brac camemberta z biedronki do francji,
                      tylko kurde po co ?
                      samo gotowanie jakos nie szczegolnie nie dziwi i nie oburza
                      bo moze byc fajnie mozna sprobowac lokalnych produktow
                      ale targanie sie ze sloikami na wczasy jest dla mnie wielkim znakiem zapytania


                      • volta2 Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 08:01
                        ja akurat lece 2 razy w sezonie na 3-4 dni,

                        rozumiem, że zabierasz do samolotu swoje 2-3 dzieci, stać cię dla
                        nich na bilety, świetnie zarabiasz - gratuluję, też bym tak chciała

                        jezdzenie na nartach przez 10 dni zrylo by mi psychike
                        rozumiem twoją wrażliwość - współczuję, wiem, że 10 dni na nartach z
                        2-3 dzieci to uciążliwa sprawa

                        w dzien zjem cos na stoku i nie jest to koszt 30E ,
                        dla singla to faktycznie nie jest 30e, dla mojej rodziny już tak,
                        albo i więcej, a moje dzieci nie zarabiają na siebie jeszcze i dlugo
                        nie będą tego robić

                        a wieczor to wyjscie "na miasto" cos zjesc, wypic pobawic sie
                        4 i 5 latek oczywiście zajmują się same sobą gdy ty uprawiasz relax,
                        gratuluję odpowiedzialności i samodzielnych dzieci

                        wybierz sie kiedys do lokalu z dobrymi opiniami z dobrym szefem
                        kuchni,
                        > ewentualnie jak chcesz cos odjechanego to lokal z michelin star
                        >
                        pisałam wyżej, że bywam, masz jakiś problem ze zrozumieniem prostego
                        tekstu(w kanjpie z michelin jeszcze nie, to fakt, ale na przykład
                        ostatnio byłam na statku pewnego(nie naszego) prezydenta, kucharczyk
                        pracował wcześniej dla bosów rosyjskich mediów, cumowali w cann i na
                        karaibach, więc raczej światowo niż zaściankowo i raczej nie był
                        wybrany przypadkowo) - ale dziękuję za radę, widać że dobrze mi
                        życzysz

                        fajnie, że opisujesz nam jak ty wypoczywasz, nic nie piszesz o
                        swojej rodzinie, ale jeśli jej nie masz, to przemnóż ten koszt który
                        wydajesz na pojednyczy wyjazd * jeszcze dodatkowe 2-3 osoby i
                        zobacz, na ile wtedy będzie cię stać. i wtedy może zweryfikujesz
                        swoje poglądy, a jak będziesz podtrzymywał dotychczasowy styl życia
                        i jego poziom to będę ci szczerze gratulować i kibicować, bo to
                        jednak jakiś tam sukces będzie. 2-3 razy do roku(z alpami włącznie)
                        śmignąć w 5 osób samolotem na drugi koniec świata do 4/5* i nie
                        zapożyczyć się na taki wyjazd, to... chylę czoła.
                        w moim otoczeniu rodzinnotowarzyskim nie znam nikogo takiego, a
                        sporo z nas jest w grupie polaków płacących najwyższe podatki.
                        • jamesonwhiskey Re: jedzenie na wakacje 30.06.10, 13:04
                          wez sie za jaks robote to nie bedzie cie szokowac te pare euro na jedzenie ktore
                          sie wydaje na wakacjach

                          zreszta dla malych dzieci jest zawsze specjalne menu z mniejszymi porcjami i
                          cena odpowiednio mniejsza
                          a moj komentarz odnosil sie do wpisu ze glupi obiad to 30e na glowe
                          co jest zupelna bzdura
                          • volta2 Re: jedzenie na wakacje 30.06.10, 22:16
                            otóż ja nie mieszkam w polsce i ceny mam u siebie wyższe niż w
                            londynie, zatem ceny generalnie mnie nie szokują za granicą, albo
                            inaczej - szokują nieustannie.

                            ot, wczoraj na mecz do lodziarni zabrałam dzieci - jedna kuleczka
                            1,50 euro, kelner zaproponowała w waflu nie mówiąc że koszt jest
                            0,50euro. obejrzenie meczu skończyło się rachunkiem 10 euro.

                            dla mnie w polsce to taniocha, więc niedługo przyjeżdżam żeby
                            poszaleć i pkb podratowaćsmile
                • ofelia1982 Re: jedzenie na wakacje 26.07.10, 19:14
                  Nie, no pewnie, ze da się też w UE taniej niż 30EUR za obiad na osobę, ale wtedy
                  to jest na przykład przeciętny burger albo kanapka z Subwaya - a w tym przypadku
                  wolę już wziąć swoje jedzenie..
                  Kilka dni temu wróciłam z Barcelony i za kolację (słąba tam tradycja obiadów w
                  naszym rozumieniu) zapłaciłam z trunkiem sangrią właśnie ok 30 EUR..
          • magdalaena1977 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 14:41
            jop napisała:

            > dla mnie gastroturystyka to ważny element całej imprezy i
            > wolałabym sobie stopę odgryźć, niż jechać na wakacje, na których
            > nie mogę zakosztować lokalnej kuchni),
            Ja prawie w ogóle nie jestem w stanie spróbować lokalnej kuchni, a mimo wszystko
            uważam, że lepiej jeździć na wakacje i żywić się na własną rękę niż siedzieć w domu.
            --
            Magdalaena
            • kinder0610 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 15:23
              No to jestem dziadem smile Co roku spędzam wakacje nad polskim morzem
              i nigdy nie zabieram jedzenia w słoikach, dlatego że mogę kupić to
              samo co w swoim mieście. Co roku jeźdżę też zagranicę i zawsze
              zabieram słoiki z własnoręcznie zrobionym mięsem - ha ha ha. i wcale
              nie wynika to z oszczędności tylko z tego, że jest to 1. wygodne,
              stanowi syty i szybki posiłek, 2. nie muszę latać po sklepach
              każdego dnia tylko leżę na plaży. po 3. nie kupuję mięsa w marketach
              polskich i zagranicznych również, bo to syf. 4. Wiem, że moje małe
              dziecko (które jest pomijam fakt - niejadkiem i alergikiem) zjada
              coś co lubi i coś co mu nie zaszkodzi. po 5. Zdążę w czasie dwu -
              trzytygodniowego pobytu spóbować regionalnych potraw, po 6. zdążę
              również zjeść w restauracjach - ba nawet mnie dziada na to stać., po
              7. mam dość poważne problemy z żołądkiem i niestety nie mogę wrzucić
              do niego każdego jedzenia.
              Więc niech każdy robi tak jak chce.
          • xp123 Re: jedzenie na wakacje 20.07.10, 10:41
            Jestem ciekawa co byś zrobił na spływie kajakowym ? Płyniesz tydzień bez możliwości kupienia czegokolwiek jest za to dzika przyroda cisza i nie spotykane gatunki roślin . Zauważyłam że świadomość turystyczna Polaków się poprawia nie wystarcza im już micha żarcia wyrko i disco wieczorem . Coraz więcej ludzi chce coś zobaczyć , zrozumieć i przeżyć .Do niedawna takimi świadomymi turystami byli niestety ale Niemcy , Holendrzy, Francuzi , Polacy rzadko się zdarzali . Denerwują mnie turyści których jedyną rozrywką jest pozostawianie śmieci , a jeśli zobaczyłam człowieka z saperką w puszczy nie musiałam pytać , wiadomo było że nie jest Polakiem .Polacy w ogóle nie wiedzą do czego to służy . Wracając do tematu jedzenia na tego typu wyprawy tzn. bez lodówki (o zgrozo co to za wakacje siedzieć w kwaterze ) i bez możliwości zrobienia zakupów polecam ,,gotowe zestawy "prawdziwi traperzy wiedzą o co chodzi. Sama mam kilka sposobów wekowania mięsa , które wytrzymuje miesiąc nie psując się . Na Kamczatce moje zapasy uratowały mi życie . Pozdrawiam prawdziwych turystów.
        • serendepity Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 16:46
          A ja sie pakuje do nowego auta (to aluzja do tego starego Fiata) z jedzeniem, bo
          lubie wynajmowac domki z kuchnia i sama sie zywic. Przez gotowanie mam na mysli
          przygotowanie czegos na szybko. Nie musze po przyjezdzie biegac po sklepach,
          tylko przygotowuje sobie to co przywiozlam ze soba. Robie tak kilka razy w roku,
          od lat i nie ma to nic wspolnego z dziadowaniem. Po prostu lubie. A na nastepny
          urlop biore maszyne do chleba, zeby miec codziennie swieze pieczywo. Wstane
          rano, zrobimy sobie z kolezankami kanapki i podelektujemy sie smakiem swiezego
          chleba. W koncu od tego mam bagaznik, zeby go uzywac i zabierac na urlop to co chce.
          Nie wyklucza to testowania lokalnej kuchni na lunch/obiady w ciagu dnia.

          A w ten weekend wybieram sie pod namiot i rowniez zabieram gotowe posilki ze
          soba, zeby nie zawracac sobie glowy kombinowaniem co i gdzie zjesc, bo nie wiem
          jaka jest infrastruktura na miejscu. Nie mam zamiaru zapychac sie jakims
          hot-dogiem, gdyby okazalo sie, ze jest tylko to. Szkoda mi czasu na szukanie
          czegos, podczas krotkiego, weekendowego wyjazdu.

          A tak w ogole to juz dyskutowalismy o tym na tym forum.
      • allybb Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 22:41
        Ja osobiście nie znoszę gotowania, mąż lubi ale na wczasach też mu się nie chce, więc staramy się zawsze albo kupować pobyt z wyżywieniem, albo stołować się w lokalnej gastronomii. Jednakże do dziś mam w pamięci wypowiedź z pewnego programu telewizyjnego, który oglądałam kilka lat temu. Nie pamiętam jaka to była stacja (jakaś polska) ani kto dokładnie występował, kilkoro znanych ludzi (aktorzy, dziennikarze itp) wypowiadało się w temacie wyjazdów wakacyjnych. Jedna z tych osób opowiadała o swoim pobycie we włoskich Aplach. Wraz ze znajomymi zakwaterowali się w dość wysokiej klasy obiekcie, pobyt z wyżywieniem oczywiście. Niedługo po ich przybyciu pod budynek zajechał jeden z nowszych modeli mercedesa, na niemieckich numerach rejestracyjnych. Z auta wysiadła elegancko ubrana rodzinka, otwarła bagażnik z którego wyjęła... wielki wór ziemniaków. Polacy zdziwieni, na co Niemcy odparli, że skoro w pensjonacie są dostępne aneksy kuchenne to dlaczego nie korzystać z tej możliwości. Na pytanie dlaczego ziemniaki targali aż z Niemiec odpowiedzieli, że w pobliskim sklepie są bardzo drogie (a do innych sklepów daleko).

        A w temacie - ja bym zabrała pulpety w sosie pomidorowym (gotowe w słoiku ale jak komuś się chce, to można samodzielnie zawekować), do tego kasza gryczana lub zwykła i buraczki ze słoika (te akurat często sama staram się przyrządzać). Leczo zaprawione do słoików (same warzywa). Pomidory w puszce, makaron, kabanosy, jabłka - na miejscu można na szybko przyrządzić spaghetti, makaron z jabłkami czy makaron z kiełbasą - w tym przypadku z kabanosami. Kabanosy można również wkroić do leczo. Wędlina ta ma tę przewagę nad innymi, że jest trwała i odporna na podróże, można ją jeść z chlebem na śniadanie/kolację lub wykorzystać zamiast kiełbasy np. w w/w leczo.

        • madzik449 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 23:01
          Bardzo dziękuje tym którzy odpowiedzieli na moje pytanie. Nie ukrywam, że
          liczyłam na więcej konkretnych propozycji co zabrać.
          Decyzję już podjęłam i na nic się zda przekonywanie czy warto, czy nie brać ze
          sobą prowiant na wakacje.
          Chodzi mi o naszego smyka, zależy mi na jego zdrowiu i nie chciałabym spędzić
          wakacji na pobycie w szpitalu z jakimś zatruciem.
          Nie wykluczam jedzenia w restauracjach, ale muszę być ostrożna co daje dziecku.

    • jagoda_pl Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 15:17
      Często jeździłam z rodzicami na południe Europy (np. Chorwacja, Słowenia)
      samochodem wypełnionym także jedzeniem. System nie polegał na nie chodzeniu do
      lokalnych knajpek i żywieniu się pasztetem przez 20 dni, ale na oszczędzaniu na
      wynajmie miejsca zamieszkania i ograniczaniu zbędnych wydatków. W takiej
      sytuacji można wziąć apartament z kuchnią, a nie hotel, i nie trzeba szukać na
      każdy posiłek do knajpy.

      Na śniadanie często w domu jemy płatki lub pieczywo z dżemem/nutellą, więc na
      bieżąco kupowaliśmy tylko chleb. Obiady i kolacje w domu to były na ogół takie
      szybkie dania typu kurczak w sosie chińskim itp. Mięso wieźliśmy w tzw.
      torbie-lodówce. Rzeczy typu serki, masło, wędliny najczęściej na początek pobytu
      też do niej upychaliśmy.

      Generalnie bez godzin przy garach i bez biedowania, a sporo taniej.
      • amandaas Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 15:28
        A nie można było tego mięsa zakupić na miejscu i gotować? Ja
        potrafie zrozumieć, że ktoś nie może/ nie lubi/ nie chce chodzić do
        knajp, ale sklepy jak napisała jop są wszędzie, a ceny może nie
        takie same ale zbliżone. Wielokrotnie jeździłam np. w Alpy do
        apartametów z kuchnią, gdzie wyżywienie było we własnym zakresie i
        po prostu szłam do sklepu zakupić to co potrzebne. Jedyne co mogłam
        wziąć ze sobą to jakaś chińska zupa, sos z torebki czy kisiel bo to
        LEKKIE i LUBIĘ takie rzeczy. Generalnie zgadzam sie z jop, nikt
        nikomu nie każe jeść w knajpach, jeśli ktoś tak jak Volta woli
        gotować- to proszę, ale po co mięcho z Polski wieźć? Nawet jak na
        miejscu nie będzie wieprzowiny to na obiad można zjeść coś innego
        taniego i dostepnego w miejscowym sklepiesmile Za pare tygodni
        wyjeżdżam do Hiszpanii na miesiąc, bez wyżywienia, i nie wezmę ze
        sobą nic do jedzenia, nawet na droge, bo mnie w samolocie, marnie bo
        marnie, ale nakarmiąsmile
        • mandziola Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 16:24
          Ja np. mięsa nie wożę,ani innych produktów nietrwałych, ale zdziwiłabys się
          jakie ceny sa w Krynicy w czasie sezonu. To nie sa ceny zblizone do tych w
          hipermarkecie koło domu. Głupia smietana kosztuje 2,50 zł a w hipermarkecie 1
          zł. itd. Dlatego zawsze wieziemy ze soba colę, piwo, wodę mineralna, bebiko dla
          dziecka itp.
          Od lat wynajmujemy apartament z kuchnia i gotujemy sami - szybkie obiady i ja
          nie mam zamiaru poznawać lokalnej kuchni - raz spróbowałam - ociekajaca
          tłuszczem ryba i sflaczałe frytki. Za obiad z piciem dla 4 dorosłych i 3 latka
          zapłacilismy 70 zł (2 lata temu).Potem spróbowaliśmy nalesników - po których
          moich dziecko dostało zatrucia.A baru mlecznego w Krynicy nie uświadczysz - więc
          argument, że wszędzie sa - nietrafiony.
          Dla mnie naprawdę ugotowanie prostego obiadu to żaden problem i nie mam z tego
          powodu zepsutego urlopu.
          Ktos nigdy nie zrobi w domu pierogów - bo dla niego za duza fatyga - ja
          spokojnie staję i robie 300 na raz - bo lubię i umiem. Ludzie są rózni.
          I nie rozumiem czemu komus nie dajecie prawa do spędzania urlopu w sposób jaki
          lubi, bo dla Was to przezytek.
          --
          Chico i Harpowink
            • inez28 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 21:56
              > Ale najbardziej boli mnie to, że Ci > wszyscy "oszczędzający" czyt. skąpiący blokują gospodarkę. I tyle. Pozdrawiam

              Ja akurat ostatnio jeżdżę na wakacje z HB ale wspomaganie gospodarek Włoch, Czech czy Chorwacji jakoś niespecjalnie mnie obchodzi. A czy ktoś kupi wakacyjne jadełko w sklepie koło domu czy w Krynicy, Zakopanem etc. to chyba niespecjalna róznica. I tak wyda na jedzenie tyle na ile pozwala mu budżet, lepiej więc żeby te jedzenie było lepszej jakości z domu które zawsze mozna urozmaicić lokalnym menu.
            • terion Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 23:23
              > Bo mnie to wkurza. Dziadowanie zwykłe. Ale najbardziej boli mnie to, że Ci wszyscy "oszczędzający" czyt. skąpiący blokują gospodarkę. I tyle. Pozdrawiam

              Wow, a to ciekawe. W jaki sposób blokują tą gospodarkę? Nie wydadzą na żarcie w kurorcie, to wydadzą na coś innego, różnica dokładnie żadna.
          • nelamela Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 17:54
            Przezylam czasy kiedy jezdzilam pod namiot wlasnie z konserwami w plecaku(bo taniej),przezylam czasy tanich kwater z dostepem do kuchni,przezylam pobyty w 5 gwiazdkowych hotelach all.I z kazdego z nich mam jakies super wspomnienia.I chyba to jest najwazniejsze.Jak trzeba zabieram zarcie jak nie to nie.Rok temu jechalam do siostry do Hiszpanii wyladowana po brzegi zarciem wlacznie z 15kg ziemniakow.Ale to byl prezent-hi hi hi.Moja rodzinka wrecz blagala o kawalek polskiego miecha-wiem rozumiem tez mieszkalam za granica.
        • marajka Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 22:36
          Na wakacje jeździ się raczej, by odpocząć. I nie uwierzę, że dla kogoś przyjemne jest obieranie ziemniaków na urlopie. Oszczędność rozumiem, ale nie uwierzę, że dla kogoś to może być fajne, że nie lepiej iść do knajpki.

          Nie biorę jedzenia na wakacje, kupuję na miejscu. Ceny nie są aż tak zróżnicowane(teskacze i biedronki są prawie wszędzie)żebym miała taszczyć konserwy, pasztet i kabanosy. A jakbym jechała gdzieś, gdzie polskiego kabanosa nie kupię, to może bym jakoś z truden bo z trudem, ale przeżyła.
          --
          "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
          A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
          • mandziola Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 23:33
            Niee. no lepiej isć do knajpki zjesc byle cosmile) To ja juz wolę obrac
            ziemniakismile) A jak masz dziecko które sie brudzi co chwila, to tez weźmiesz
            walizke koszulek tylko dla niego> I za przeproszeniem jak się zdarzy dziecku
            popuscic to gówno tez do domu dowleczesz?? bo przeciez przepierka na urlopie
            uwłacza?
            Ja nie rozumiem, jak ktos moze się wypowiadac za kogos. Mnie obieranie
            ziemniaków sprawia przyjemnosc i co?? Nie mam prawdziwego urlopu bo Ty tak
            uwazasz????
            --
            Chico i Harpowink
            • marajka Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 20:22
              > Niee. no lepiej isć do knajpki zjesc byle cosmile)

              Czyżby taktyka kwaśmych winogron? Bo ja nigdzie nie napisałam, żeby zapchać się burgerem w McD.

              I za przeproszeniem jak się zdarzy dzieck
              > u
              > popuscic to gówno tez do domu dowleczesz??

              Nie mam dzieciaka. Widzę różnicę między koniecznością, w tym wypadku zaprania ciuszka, a gotowaniem.

              > Ja nie rozumiem, jak ktos moze się wypowiadac za kogos.

              Wypowiadam się za siebie.

              Nie mam prawdziwego urlopu bo Ty tak
              > uwazasz????

              Uspokój się, nie krzycz. Ja przedstawiam swoją wizję urlopu. Lubisz obierać ziemniaki, obieraj nawet cały urlop, nic mi do tego.
              --
              "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
              A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
    • iza1973 Re: jedzenie na wakacje 22.06.10, 22:40
      z tego co widzę, to Twój post, w sumie na niewinny temat, wywołał dyskusję,
      chwilami przeradzającą się w jazgot. że wożenie słoików to obciach, wiocha,
      dziadowanie. a ja Cię rozumiem. jedziesz z małym dzieckiem w rejony
      popowodziowe, i kwestie potencjalnego zakażenia miejscowej żywności(czy
      jakkolwiek by to nazwać), nie są wymyślone. dlatego pomysł jechania z własnym
      jedzeniem nie jest wcale taki głupi. jeśli chcesz się bawić w wekowanie np
      jakiegoś mięsa (gulasz, czy coś duszonego) to chyba w necie jest sporo takich
      informacji. Ale chyba nie tutaj, niestety. ja mogę podpowiedzieć coś takiego -
      jeżeli jedziesz do gospodarstwa gdzie jest do dyspozycji lodówka z zamrażarką do
      dyspozycji, to możesz spokojnie w torbie izotermicznej przewieźć np poporcjowane
      zamrożone piersi z kurczaka. i na bieżąco robić z tego obiady. będziesz pewna że
      mięso zdrowe.
      --
      finansekobiecareka.blox.pl/html
      • nela12 Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 10:04
        ja nie wożę tym bardziej jak jest dostęp do kuchnismileale zawsze mam pod ręką
        jakieś przekąski,ciastka dla dzieciaków-można coś zabrać , zwłaszcza na te
        pierwsze podjedzenie,rozumiem też jak ktoś chce gdzieś jechać i go nie stać-wozi
        żarcie,ok.Inna sprawa jak komuś się nieźle powodzi a bierze nawet cukier i tacha
        przez pół kraju,to już przesada lekka,a potem się chwali znajomym jakie to super
        ,,wczasy''mieli,a dzieci trzymali z dala od wszystkiego żeby tylko czasem czegoś
        nie chciały,i trzeba wtedy kupić/wydać grosz!
      • marajka Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 22:40
        otencjalnego zakażenia miejscowej żywności(czy
        > jakkolwiek by to nazwać),

        Tak, na pewno. Ciekawe w jaki sposób powódź zakaziła żywność? W moim rodzinnym mieście była powódź, rodzina i znajomi żyją i mają się dobrze.

        dlatego pomysł jechania z własnym
        > jedzeniem nie jest wcale taki głupi. jeśli chcesz się bawić w wekowanie np
        > jakiegoś mięsa (gulasz, czy coś duszonego)

        Czy nie można kupić na miejscu, wszystko skażone, nawet paczkowane z Sokołowa? Ew. czy nie można przeżyć bez mięsa?

        to możesz spokojnie w torbie izotermicznej przewieźć np poporcjowan
        > e
        > zamrożone piersi z kurczaka.

        ...to już chyba lepiej w słoiku.
        --
        "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
        A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
        • iza1973 Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 21:25
          choćby w taki sposób zakażone zostało, że powódź pozalewała min szamba, i to
          wszystko co w nich było, niesie woda powodziowa, i to trafia do roślin, i taką
          wodę piją zwierzęta. więc nie ma co ściemniać że powódź nie podnosi zagrożenia
          epidemiologicznego.
          --
          finansekobiecareka.blox.pl/html
    • justyna3003 Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 16:03
      ja osobiście nie zabieram jedzenia na wakacje, ale gdybym musiała/chciała/lubiła to wzięlabym zawekowane klopsiki w sosie, zawekowany bigos, gulasz, gołąbki może, pierogi zamrożone(jeśli da się przewieźć bez rozmrożenia ich w trakcie), potrawkę z kurczaka, a do tego makarony, ryż itp.Choć wydaje mi się że oszczędność na tym nie będzie powalająca, chyba że tak jak mówię-ktoś nie może jeść niesprawdzonych rzeczy.
    • mazel_tov Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 21:31
      dla mnie wyjeżdzanie na wakacje z torbą przysłowiowych jajek na twardo to jest
      jednak dziadostwo. Rozumiem, pokój z aneksem kuchennym (mylnie nazywany
      "apartamentem") gdzie się po prostu zaiwania na najbliższy bazarek po swieże
      lokalne produkty, ale wożenie obiadów w słoikach...

      Autorce wątku chodziło o problem z dostępem do zywności na terenach
      pozalewowych, więc odpowiadam. Daruj se słoje, pojedziesz 30km gdzie wody nie
      było i zrobisz normalne zakupy.

      Co do reszty. Ludzie, opamiętajcie się. Jak zobaczyłam 2tyg temu babkę z Polski
      w samolocie zagryzającą udo z kurczaka o 8 rano, to aż obudziłam męża bo nie
      mogłam uwierzyć. Rok temu jej rówieśniczka (na oko 60 lat) wcinała jajka na
      twardo tuż przed swoim gatem. Świat nie wszędzie idzie do przodu w tym samym tempie.
      • magdalaena1977 Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 23:13
        mazel_tov napisał:

        > Jak zobaczyłam 2tyg temu babkę z Polski w samolocie
        > zagryzającą udo z kurczaka o 8 rano, to aż obudziłam męża bo nie
        > mogłam uwierzyć. Rok temu jej rówieśniczka (na oko 60 lat)
        > wcinała jajka na twardo tuż przed swoim gatem.
        Ale co Cię tak zbulwersowało ? Przecież większość rejsów czarterowych nie ma
        wyżywienia, a na pokładzie są do kupienia tylko niezbyt ciekawe i drogie kanapki
        plus słodycze.
        To jest menu z linii, którymi leciałam ostatnio
        www.airitalypolska.com.pl/obsluga/catering.html

        Znacznie sensowniejsze wydało mi się zabranie własnych kanapek, jabłek, małego
        jogurtu (100 ml) i kupienie w samolocie tylko ciepłej kawy czy herbaty.
        Jajka na twardo czy udko z kurczaka są IMHO niewygodne w podróży.
        --
        Magdalaena
        • amandaas Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 08:38
          Ja się zgadzam z mazel, też mi się zdarzyło widzieć takie oryginały
          na lotniskach i w samolocie (Pan wciągający śledzie w śmietanie a w
          woreczu miał pokrojonego na plasteri ogórka big_grin) i turlałam się ze
          śmiechu.
          Przyznaje, że jedzenie w samolocie jest podłe, ale praktycznie na
          wszystkich lotniskach jest kilka-kilkanaście barów gdzie można zjeść
          i kupić BARDZO RÓŻNORODNE kanapki i przekąski na drogę smile
          • mazel_tov Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 09:06
            tylko wiesz amanda, ludziom szkoda 5 dolców za kanapkę bo w przeliczeniu to
            wychodzi niecałe 18zł i za drogo.

            W czarterach widziałam różne cuda, np. symulowanie bólu głowy, żeby dostać
            tabletkę i szklankę wody!!! Chodziło o picie, bo po co płacić 5zł skoro polak
            potrafi.
            • zooba Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 09:53
              Jak dla mnie 18 zł za kanapkę to jest za drogo, bezdyskusyjnie. Tak
              samo jak najtańsza kanapka na lotnisku za 3,5 euro.
              Moim zdaniem czasami w/w opisywane przypadki "dziadowania" nie wynikają
              zawsze z tego, że kogoś nie stać na wakacje ale że nie daje się łatwo
              orżnąć z kasy.
              Zdecydowanie bardziej wolę jechać ze swoją kiełbasą niż nie jechać
              wcale.
          • magdalaena1977 Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 09:09
            amandaas napisała:
            > ale praktycznie na wszystkich lotniskach jest kilka-kilkanaście
            > barów gdzie można zjeść i kupić BARDZO RÓŻNORODNE kanapki i
            > przekąski na drogę smile
            No nie wiem. Czytając poniższą listę mam poważne wątpliwości czy na Okęciu
            znalazłabym cokolwiek co mogłabym kupić na drogę.
            www.lotnisko-chopina.pl/content/departure/pl/catering.php
            Zresztą dlaczego kanapka kupiona na lotnisku miałaby być bardziej elegancka od
            kanapki zrobionej w domu ?
            --
            Magdalaena
            • myszmusia Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 09:36
              pomijajac inne wzgledy (nie lubie jedzenia szczególnie kanapek barowych) spróbuj zjesc cos sensownego wege w samolocie czy nawet na lotnisku? frytki? zlezała kanapka z serem i ochłapem zwiedłej sałaty? Ja zabieram ze soba jedzenie na droge i jest to dla mnie absolutnie normalnesmilei prawde mówiac guzik mnei obchodzi co kto na ten temat mysli jak wyjmuje pudełko np. we swoja sałatka - a gwarantuje ze jest to zdrowsz i smaczniejsze od tych gotowych zestawów.
              A jadac gdzies w polsce tez najczesciej staram sie miec dostep do kuchni i niektóre rzeczy zabieram ze soba (półprodukty nie psujace sie) własnie ze wzgledu na to,ze juz zdazało mi sie bardzo intensywnei szukac czegokolwiek sensownego do jedzenia w polskich 'kurortach" co byłoby wege, było jadalne i do tego kosztowało adekwatnie do tego co mi oferuja
              --
              -----------------------------------
              Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
              - Eddy Grant
              http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif
              • jop Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 14:40
                Jakoś nigdy nie mam z tym najmniejszego problemu. Często latający
                kolega też zawsze zamawia wegetariańskie, bo strawniejsze od
                podawanego w samolocie mięsa, i dostaje. Czary?
                  • jop Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 15:02
                    Z powodu zamawiania wegetariańskiego żarcia w samolocie?!

                    To forum jest boskie - naprawdę, odkrycie, że ludzie w roku 2010
                    wożą słoiki z gulaszem na wakacje, to ubaw tygodnia. Serio, czasem
                    żałuję, że nie zostałam socjologiem albo antropologiem, żeby badać
                    takie zachowania, przecież to lepsze niż "Życie seksualne dzikich".
            • amandaas Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 10:36
              Nie twierdzę absolutnie, że domowa kanapka jest mniej elegancka czy
              mniej smaczna, pokazuję tylko, ze naprawde można się obejsc bez
              domowej wałówki. Poza tym np JA bardzo lubie te trójkątne sandwiche
              które mozna dostać na lotnisku smile

              A poza tym jest tez różnica między jedzeniem domowej kanapeczki co
              wygląda estetycznie, a wciąganiem kiełbachy czy śledzi co dla mnie
              jest nieestetyczne i do tego jeszcze roznosi odrażające dla mnie
              zapachy smile a ja ich nie chce wąchac tongue_out
        • mazel_tov Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 09:00
          Czarter czy rejsówka, nie ufam kuchni żadnych linii lotniczych.

          Zrobienie kanapki i owszem, jabłko, batonik - nie ma problemu. Jajko na twardo i
          kurczak to dla mnie po prostu symbole, których nie warto podtrzymywać.
      • allybb Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 15:44
        mazel_tov napisał:

        >Co do reszty. Ludzie, opamiętajcie się. Jak zobaczyłam 2tyg temu babkę z Polski w samolocie zagryzającą udo z kurczaka o 8 rano, to aż obudziłam męża bo nie mogłam uwierzyć. Rok temu jej rówieśniczka (na oko 60 lat) wcinała jajka na twardo tuż przed swoim gatem. Świat nie wszędzie idzie do przodu w tym samym tempie.



        Nam zdarzyło się, że wyjazd powrotny do Polski miał miejsce wcześnie rano, przed śniadaniem serwowanym w hotelu. Hotel więc zapewnił wszystkim uczestnikom wycieczki suchy prowiant na drogę. Każdy dostał torebkę, w której znajdowało się: kanapka z żółtym serem, pomidor, mały świeży ogórek i... ugotowane jajko na twardo. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. I teraz wyobraźcie sobie grupę 60-70 osób (już pod odprawie, w oczekiwaniu na samolot) wcinającą na lotnisku kanapki zagryzane na przemian ogórkiem i jajem na twardo. Widok przedni smile
      • serendepity Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 11:57
        To jestem dobrze sytuowanym dziadem. Na ostatni urlop wzielismy gotowane jajka,
        zeby nie bawic sie w gotowanie na miejscu. Czysta wygoda.

        Ja to widze tak: po co tracic czas na szukanie sklepu z czyms sensowym do
        jedzenia, skoro mozna przywiezc to sobie w bagazniku, to co sie lubi i potem
        przygotowac szybko z pol produktow na miejscu? Nie ma to nic wspolnego z
        oszczedzaniem pieniedzy, to oszczednosc czasu i wygoda dla mnie.

        Dodam, ze zwykle urlopy krajowe, na ktore jezdze samochodem spedzam "na wsi" i
        roznego rodzaju odludziach, zeby podelektowac sie przyroda. Jezdzenie do sklepow
        nie jest dla mnie atrakcja.
    • kanna Re: jedzenie na wakacje 23.06.10, 23:09
      Nigdy. Z prostej przyczyny - nie zdarza mi się gotowac na wakacjach.
      Nie po to wyjeżdżam, zeby stać przy garnkach. Odpoczywam jedząc
      podane jedzenie.
      --
      Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust

      TrekSonda big_grin Jeśli czujesz się trekkerem wypełnij ankietę:
      www.wbadanie.pl/ankieta/225802104/
        • rudyocicat Re: jedzenie na wakacje 20.07.10, 20:50
          ja też lubię gotowaćsmile jednak jedzenie robię ze składników regionalnych, czyli
          ze składników które u nas są drogie i średnie a tam wypasione... np serki kozie,
          pleśniowe czy dojrzewające szynki... wiadomo zależy gdzie się pojedzie... ale
          pulpetów do samolotu bym nie zapakowałasmile

          wiadomo jak się jedzie na wakacje w dzicz lub na rejs jachtem to o zakupach
          można zapomnieć, tam na przetrwanie mają szanse Ci co dobrze gotują i co dobrze
          mięso w słoiki zapakowali... nie ma co się oszukiwać, ale tacy są ulubieńcami i
          brylują w towarzystwie... i to rozumiem i do tego się stosujęsmile

          ale nie rozumiem ludzi, którzy przemierzają pół Europy lub nie daj Boże świata i
          pakują jajko na twardo lub pulpety do słoika... i nie chodzi o błogie lenistwo
          na wakacjach, ale o brak wyobraźni... wakacje to nie tylko wyciśnięcie
          maksymalnie dużej ilości zdjęć jak ostatniej kropli z cytryny to też doznania
          rozkoszy kulinarnej... ja wiem- presja NK jest silna, trzeba dużo miejsc
          zwiedzić i powklejać, ale proszę spróbujcie czasami rybki przy oceanie prosto od
          rybaka, gwarantuję, że jest to lepsze nawet od gulaszu w słoikusmile

          nie chcę generalizowaćsmile ale kiedyś dawno temu byłam na wakacjach w Hiszpanii
          przez biuro (darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda więc nie narzekałam) i w
          autobusie była ekipa ze słoikami.... spotkałam ich potem w McSyfie będąc tam na
          sikusmile w swojej naiwności umówiliśmy się potem do miłej taniej knajpki nad
          morzem gdzie zupa rybna była tania i przepyszna, oni zamówili kurczaka i frytki
          za które dali dwa razy więcej niż ja... pewnie wrócili do Polski w przekonaniu,
          że jest drogo i na następną wyprawę zapakują większą ilość słoików...

          osobiście jestem za robieniem słoików, ale należy mieć umiar gdzie je zabieramysmile
    • jusiakr Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 13:45
      ale się burza rozpętała...

      ale wracając do Twojego pytania. Moja Mama ze swoją siostrą +
      dzieciaki obydwóch wyjeżdżamy co roku na przynajmniej tydzień do
      jakiegoś domku w lesie (teraz już coraz trudniej, bo "dzieciaki"
      mają średnio ponad 20 lat). Tam zazwyczaj nie ma knajp w pobliżu, a
      keidyś to nawet nie mieliśmy na miejscu samochodu, by gdzieś
      dojechać (tatusiowie odstawiali gromadkę na miejsce i wracali do
      domów).

      Bardzo dobry pomysł na posiłki zabierane ze sobą to małe klopsy (coś
      takiego jak mają w IKEI) w sosie pomidorowym albo gulasz lub leczo.
      Nigdy nie były jakoś specjalnie wekowane, tylko wkładane na gorąco
      do słoików.

      Do tego kasza, makaron albo ryż.
      • dontteaseme Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 17:33
        Ale mnie ten watek ubawil...
        A juz najbardziej ubawilo mnie uparte twierdzenie niektorych osob, ze jedzenie w 'knajpach' to synonim szyku i bycia elita.. (bo bo skoro branie zarcia z domu to dziadowanie - to jedzenie w knajpach musi byc jego przeciwienstwem...).
        Fanom knajpianego jedzenia polecam wizyte na zapleczu dowolnej zachwalanej restauracji... zeby zobaczyc z czego i w jakich warunkach te pysznosci sa przygotowanesmile))

        Jesli chodzi o mnie, to uprawiam obie opcje - zarowno smakuje lokalnej kuchni, jak i po dziadowsku wloke ze soba niesmiertelna krakowska sucha czy ulubiony keczup... bo wole np. zjesc kanapke ze sprawdzona i smaczna kielbaska niz byle g... kupionym w okolicznymn sklepie. I nie ma wtedy np. zastanawiania sie czy w poblizu bedzie jakis sensowny sklep czy rynek, czy bedzie otwarty itd. Jak bedzie - to tylko dobrze, bo na pewno skorzystam i uzupelnie zapasy.
        Jesli chodzi o jedzenie na miescie, to akurat nie mam z tym problemu zdrowotnego, i jak mam ochote gdzies sobie wyskoczyc i cos zjesc, to staram sie po prostu nie myslec o tym kto, jak i z czego to przyrzadzilsmile. Ale juz np. moja mama czy moja tesciowa maja z tym spory problem, i nieraz odchorowuja 'wyjscie do knajpy', dlatego na urlop wloka ze soba podszykowane czesciowo obiady, a wyjscia kulinarne ograniczaja do minimum.
        Dziadowy z nich strasznie, no nie...?smile

        Ludzie, opamietajcie sie!
        Po pierwsze - rozne mamy gusta kulinarne i rozna wrazliwosc na 'nieswoje' jedzenie, i dla kogos poznawanie smakow lokalnej kuchni wcale nie musi byc atrakcja, zwlaszcza jak zaliczy rozstroj zoladka. Znam multum osob, ktore bez problemu moga sobie wydac i 100 zl na kanapke, a do pracy i tak przynosza wlasnorecznie zrobione kanapki czy lunch bo wola wiedziec, co jedza. I na urlop wioza ze soba tez jakies produkty spozywcze, a lokalna kuchnie testuja bardzo wybrednie.

        Po drugie - ludziska maja rozne priorytety urlopowe, i jesli maja np. w jakikolwiek sposob ograniczony budzet, to moze wola po prostu wydac zaoszczedzone na elitarnym knajpianym jedzeniusmile pieniadze na bilety wstepu do jakiegos ciekawego miejsca czy zakup lokalnych pamiatek, ksiazek itd. Jesli zas chodzi o podroze i jedzenie np. na lotniskach, to propagowanie lotniskowego zarcia uwazam za kompletne nieporozumienie... ja dosc czesto latam, i jak jestem glodna w czasie podrozy to bez problemu moge sobie isc do pierwszego lepszego przybytku na lotnisku i cos zjesc, czy tez zamowic kanapke w samolocie i zaplacic za to rownowartosc 30 czy 40 zl. Tylko po co, skoro moge np. miec ze soba przygotowana w domu swieza salatke, w ktorej wiem co jest, i ktora kosztuje mnnie 3 razy mniej... i o ktorej wiem, ze na pewno mi bedzie smaknowac! Nie wiem, moze ja jakas dziwna jestem, ale nie podnieca mnie fakt, iz stac mnie na kupno bagietki z subwaya czy marks and spencer!

        Trzeba tez wziac pod uwage, ze dla niektorych ludzi 'ciagniecie' na urlop wlasnego jedzenia, czy to w postaci miesa w sloiku/bigosow czy tez 'bazy' typu makarony, kasze, ulubiony nabial - to po prostu swiadomy wybor. Ludzie robia tak ze wzgledu np. na male dzieci ale i wlasne zdrowie - bo lubia swieze domowe jedzenie, robia tez tak, o ironio - ze wzgledu na oszczednosc czasu - bo wola np. zrobic raz duze zakupy, podszykowac pare dan obiadowych i nie tracic czasu na urlopie na stanie w kolejkach i czekanie na obsluge w 'knajpach' (BTW uwielbiam to wysoce arystokratyczne okreslenie...wink.


        • volta2 Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 18:00
          nie tracic czasu na urlo
          > pie na stanie w kolejkach i czekanie na obsluge w 'knajpach' (BTW
          uwielbiam to
          > wysoce arystokratyczne okreslenie...wink.


          bardzo celne spostrzeżenie - ja naprawdę świetnie, sprawnie i szybko
          gotuję i jak mam produkty w domu/apartamencie - to znacznie szybciej
          coś tam ugotuję niż wybierzemy się z dziećmi (przebrać po przyjściu
          z plaży, wyprysznicować) gdzieś do knajpy, tam przestudiujemy menu,
          poczekamy na kelnera i potem na rachunek.

          ostatnio miałam wizytę koleżanki i uznałam, że szybciej będzie dla
          niej upiec ciasteczka niż zejść z 3 piętra i podejść do sklepu 200
          metrów.
          bo żeby wyjść trzeba się jakoś ogarnąć, a tak to ciasto zagniotlam w
          pidżamie, a pod prysznic poszłam jak się to piekło.
          ani mi trudno nie bylo, ani przykro, a domowe ciasteczka całkiem
          lepsze od kupnych.

          i tak samo mam z gotowaniem na urlopie, dzieci mają drzemkę
          południową w swoim łóżku, zupa się gotuje, ja na tarasie popijam
          kawkę i czytam książkę, kurczak się piecze. a w restauracji oczy
          dookoła głowy, gdzie dzieci, czy czegoś nie wyleją, czy nam kasy
          nikt nie podkrada, gdzie do cholery ten kelner, czy jest jakiś wolny
          stolik w cieniu.

          a do knajpki oczywiście zawsze można wstąpić, jak mam apartament to
          mam i wybór, gdzie i co jem, jak mam tylko pokój w hotelu to i
          wyboru żadnego - skazana jestem na masówkę.

          no i jak ktoś słusznie zauważył - jesteśmy na forum oszczędzamy,
          stąd nie rozumiem ataków na tych, co lubią oszczędzać, chcą i muszą,
          lubią gotować, chcą choć może i muszą.
          jak się forumki wybiorą na forum recenzujące knajpy w warszawie, to
          tam może faktycznie nie uchodzić pochwała gulaszu w słoiku.
        • marajka Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 20:29
          > A juz najbardziej ubawilo mnie uparte twierdzenie niektorych osob, ze jedzenie
          > w 'knajpach' to synonim szyku i bycia elita.. (bo bo skoro branie zarcia z domu
          > to dziadowanie - to jedzenie w knajpach musi byc jego przeciwienstwem...).

          Niekoniecznie. Tak, zabieranie ze sobą jedzenia też uważam za dziadowanie, a jedzenie w knajpce za coś normalnego, nie za szyk i bycie elitą. Kiedy schodzę o 18 ze szlaku górskiego naprawdę ostatnie o czym marzę, to struganie ziemniaków i podgrzewanie klopsów. Po prostu siadam, zamawiam, zjadam.
          --
          "Patrz Jędruś- ludzie tak osobiście są porządni, a wszystko razem do kupy to banda s...!"
          A.Bobkowski, "Szkice piórkiem"
          • tres09 Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 21:51
            Zabawna ta dyskusja, niedawno wpadl mi w rece jakis angielski czy amerykanski
            magazyn w ktorym zalecano robienie kanapek na droge. Argumentowano ze to
            przeciez nieduzy klopot a mozna uniknac koniecznosci jedzenia niezdrowego
            samolotowego czy lotniskowego zarcia. A w Polsce jeszcze niektorzy mentalnie w
            innej epoce, jakas zupelnie nieracjonalna nagonka na zdrowe, domowe jedzenie.
          • jop Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 10:40
            Otóż właśnie - dla nas jadanie w knajpach jest czymś zupełnie
            naturalnym, normalnym i niekoniecznie odświętnym.

            Z tego wątku wyraźnie wynika, że z zasady niebywający w lokalach
            gastronomicznych nie zdają sobie sprawy z tego, że oferta takowych
            jest naprawdę urozmaicona i wyjście do restauracji nie musi od razu
            oznaczać lądowania w wypasie ę ą, gdzie zamówienie lampki wina
            konsultuje się z sommelierem.

            Zaprawdę, zaprawdę każdego średnionormalnie zarabiającego człowieka
            stać na to, żeby od czasu do czasu umówić się z ukochanym po pracy
            na dobry włoski makaron przy kieliszku wina, zamiast jechać do domu
            i brać się za tłuczenie kotletów.
        • mama1dawidka Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 21:49
          dontteaseme napisała:

          > Ale mnie ten watek ubawil...
          > A juz najbardziej ubawilo mnie uparte twierdzenie niektorych osob,
          ze jedzenie
          > w 'knajpach' to synonim szyku i bycia elita.. (bo bo skoro branie
          zarcia z domu
          > to dziadowanie - to jedzenie w knajpach musi byc jego
          przeciwienstwem...).
          > Fanom knajpianego jedzenia polecam wizyte na zapleczu dowolnej
          zachwalanej rest
          > auracji... zeby zobaczyc z czego i w jakich warunkach te pysznosci
          sa przygotow
          > anesmile))
          >
          > Jesli chodzi o mnie, to uprawiam obie opcje - zarowno smakuje
          lokalnej kuchni,
          > jak i po dziadowsku wloke ze soba niesmiertelna krakowska sucha
          czy ulubiony ke
          > czup... bo wole np. zjesc kanapke ze sprawdzona i smaczna
          kielbaska niz byle g.
          > .. kupionym w okolicznymn sklepie. I nie ma wtedy np.
          zastanawiania sie czy w p
          > oblizu bedzie jakis sensowny sklep czy rynek, czy bedzie otwarty
          itd. Jak bedzi
          > e - to tylko dobrze, bo na pewno skorzystam i uzupelnie zapasy.
          > Jesli chodzi o jedzenie na miescie, to akurat nie mam z tym
          problemu zdrowotneg
          > o, i jak mam ochote gdzies sobie wyskoczyc i cos zjesc, to staram
          sie po prostu
          > nie myslec o tym kto, jak i z czego to przyrzadzilsmile. Ale juz np.
          moja mama cz
          > y moja tesciowa maja z tym spory problem, i nieraz
          odchorowuja 'wyjscie do knaj
          > py', dlatego na urlop wloka ze soba podszykowane czesciowo obiady,
          a wyjscia ku
          > linarne ograniczaja do minimum.
          > Dziadowy z nich strasznie, no nie...?smile
          >
          > Ludzie, opamietajcie sie!
          > Po pierwsze - rozne mamy gusta kulinarne i rozna wrazliwosc
          na 'nieswoje' jedze
          > nie, i dla kogos poznawanie smakow lokalnej kuchni wcale nie musi
          byc atrakcja,
          > zwlaszcza jak zaliczy rozstroj zoladka. Znam multum osob, ktore
          bez problemu m
          > oga sobie wydac i 100 zl na kanapke, a do pracy i tak przynosza
          wlasnorecznie z
          > robione kanapki czy lunch bo wola wiedziec, co jedza. I na urlop
          wioza ze soba
          > tez jakies produkty spozywcze, a lokalna kuchnie testuja bardzo
          wybrednie.
          >
          > Po drugie - ludziska maja rozne priorytety urlopowe, i jesli maja
          np. w jakikol
          > wiek sposob ograniczony budzet, to moze wola po prostu wydac
          zaoszczedzone na e
          > litarnym knajpianym jedzeniusmile pieniadze na bilety wstepu do
          jakiegos ciekawego
          > miejsca czy zakup lokalnych pamiatek, ksiazek itd. Jesli zas
          chodzi o podroze
          > i jedzenie np. na lotniskach, to propagowanie lotniskowego zarcia
          uwazam za kom
          > pletne nieporozumienie... ja dosc czesto latam, i jak jestem
          glodna w czasie po
          > drozy to bez problemu moge sobie isc do pierwszego lepszego
          przybytku na lotnis
          > ku i cos zjesc, czy tez zamowic kanapke w samolocie i zaplacic za
          to rownowarto
          > sc 30 czy 40 zl. Tylko po co, skoro moge np. miec ze soba
          przygotowana w domu s
          > wieza salatke, w ktorej wiem co jest, i ktora kosztuje mnnie 3
          razy mniej... i
          > o ktorej wiem, ze na pewno mi bedzie smaknowac! Nie wiem, moze ja
          jakas dziwna
          > jestem, ale nie podnieca mnie fakt, iz stac mnie na kupno bagietki
          z subwaya cz
          > y marks and spencer!
          >
          > Trzeba tez wziac pod uwage, ze dla niektorych ludzi 'ciagniecie'
          na urlop wlasn
          > ego jedzenia, czy to w postaci miesa w sloiku/bigosow czy
          tez 'bazy' typu makar
          > ony, kasze, ulubiony nabial - to po prostu swiadomy wybor. Ludzie
          robia tak ze
          > wzgledu np. na male dzieci ale i wlasne zdrowie - bo lubia swieze
          domowe jedzen
          > ie, robia tez tak, o ironio - ze wzgledu na oszczednosc czasu - bo
          wola np. zro
          > bic raz duze zakupy, podszykowac pare dan obiadowych i nie tracic
          czasu na urlo
          > pie na stanie w kolejkach i czekanie na obsluge w 'knajpach' (BTW
          uwielbiam to
          > wysoce arystokratyczne okreslenie...wink.
          >
          >
          Jak dla mnie to 100% racjii wink




          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/f2w3vfxmg53uqyzi.png
          http://www.suwaczki.com/tickers/zem320mmgsul9ah5.png
          • serberta Re: jedzenie na wakacje 24.06.10, 22:28
            Jestem zaszokowana,chamskim potraktowaniem oszczędzających na forum o oszczedzaniu. doprawdy chyba niewielu z nas wydałoby 500 PLN na 1 .posiłek dla 4 osób.A co do dziadowania czyli słoików,gorszą kompromitacją jest dla Polaków nadużywanie alkoholu,przeklinanie ,obcesowe zachowanie co to my nie jesteśmy.
            To pierwsze wynika w 95% zkonieczności finansowej lub zdrowotnej.Ipo co tyle jadu?
            • mamagapka proszę o przepisy na dobre weki!!! jak w temacie! 20.07.10, 13:17
              ja szukałam w wątku przepisów na fajne zawekowane mięso. w tym roku
              wyjeżdżamy do hotelu z all ale zazwyczaj jeżdzimy do apartamentów z
              aneksem i lubię jak rodzina odpoczywając po rodzinnym plażowaniu
              zje dobry domowy obiad. nie chce mi się w upale szukać knajpy albo
              nawet nie szukać ale szwendac się po okolicy, a jak mam fajne weki
              to szybko coś smacznego przygotuję. i owszem, jest to tańsze.

              żenujące jest opowiadanie na forum 'oszczędzamy' o tym jak
              możnawywalić kupę kasy w knajpie. owszem, można. ale to indywidualny
              wybór osoby wywalającej i zianie jadem na osoby które to nie
              interesuje jest poniżej krytyki.

              uważam też że czym innym jest wożenie zawekowanego pysznego mięsa w
              celu szybkiego nakarmienia rodziny lub robienie sobie na drogę
              kanapek czy sałatki, a czym innym otwieranie na lotnisku cuchnącej
              konserwy i jedzenie jej prosto z puszki. najlepiej jeszcze nożem
              (choć to raczej w pociągu bo z nożem poza bramki nikt cię przecież
              nie wpuści).
    • zonaniezona1 Jestem w szoku ... 24.06.10, 23:01
      Przeczytałam posty i jestem w szoku ...Skąd tyle jadu i
      złośliwości ... Ok - pytanie retoryczne ...

      Sama z ciekawością chciałam poczytać o przepisach na jedzenie w
      słoikach, choćby dlatego , że ich nigdy nie robiłam ...

      Pamiętam jedynie, że moi rodzice obawiali się robć przetwory z
      mięsa, ze względu na jad kiełbasiany. Zresztą moja ciotka -
      superoszczędna kobieta, ale i lekarka ....także właśnie z obawy o
      niebezpieczeństwo ciężkiego zatrucia - nie robiła przetworów z
      mięsem ...

      Do słoika dobre by było leczo, spagetti - sos to pewnie bez
      problemów można zrobić ....


      Aha i Proszę adminów, żeby kasowali złośliwe wątki ... Niczemu nie
      służą!
      • fruzielka27 Re: Jestem w szoku ... 24.06.10, 23:49
        A ja owszem i zabieram. Czasem i coś dla nas, albo jak tata z
        dzieckiem sami jechali, a miejscowość w której byli bardzo droga
        była. Zresztą my mamy niejadka, więc knajpowe jedzenie odpada.
        Więc dla mnie to ani wstyd ani nic - zabieram, bo mi tak pasuje i
        nic nikomu do tego!

        A co pakowałam do słoików? - zupy - pomidorowa, rosół, barszcz
        czerwony (mamy ubogi jadłospis smile), a z mięs - pulpety, karkówka w
        sosie, kurczak w potrawce, gulasz z udźca indyka, gulasz z łopatki.
    • zolzatoja Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 07:03
      Nic mnie nie obchodzi, czy ktoś wozi słoiki z gotowym żarełkim, czy
      jada w barach/restauracjach na miejscu. Uderzyło mnie, CO się pakuje
      do tych słoików. Pulpety, gulasz, pieczone mięsa, bigos - czy to
      jest jedzenie na lato? A nie lepiej młode zmiemniaki z koperkiem i
      maślanką? (nie, żeby w słoikach... smile )
      • rudyocicat Re: jedzenie na wakacje 25.06.10, 08:31
        coś w tym jest co piszesz zolzatojasmile

        jak dla mnie, jak się jedzie gdzieś na agroturystykę, czy pod namiot, czy nad
        morze i ma się zamiar spędzić dwa tygodnie w jednym miejscu to też wolałabym
        zaopatrzyć się w prowiant, zresztą tak robię.... ale nie wyobrażam sobie brać
        jedzenia, gdy jadę gdzieś gdzie jest inna kultura, co za tym idzie inne
        jedzenie... dla mnie wakacje to oprócz zwiedzenia poznawanie kulinarnych
        dobrodziejstwsmile

        wiadomo, że jak ktoś się wybiera pod namiot, czy nad morze itp to nie musi dawać
        zarobić lodziarniom czy knajpom... ale nie rozumiem Polaków wyjeżdżających przez
        biuro np do Hiszpanii i ładującym zupki do plecaka... może dlatego nie rozumiem,
        że nie jeżdżę przez biurosmile
          • rudyocicat Re: jak wekować 25.06.10, 09:34
            zupa, wlać wrzątek do wyparzonego słoika i mocno zakręcić, postawić do góry
            nogami i powinien zaskoczyćsmile

            z mięs wekuję mielone, tzn robię tzw mielonkę... surowe mięsko doprawiam, sporo
            czosnku (bo lubimy), wkładam do słoika, zakręcam mocno i gotuję w garze jak
            konfitury... zależy jakiej wielkości słoik, ale litrowy to ok. 1,5h gotuję i
            jest idealne potem np na jacht, gdzie nie ma lodówkismile moja babcia kawałki
            surowego mięsa doprawionego wrzuca do słoika i tak gotuje i też jest pyszne...
            można też zrobić w ten sposób pasztet z wątróbek...

            moja mama natomiast gorący bigos i flaki wekuje, robi więcej, i jak się zagotuje
            to część wkłada do słoików, do góry nogami, żeby zaskoczyło i gotowe...

            jak jedziemy pod namiot lub wypływamy jachtem to masło przechowujemy w słoiku z
            wodą, nie jełczeje...

            • gwiazdeczka-z-nieba podam moje "3 grosze" 25.06.10, 10:49
              Wydaje mi się, że większość ludzi planując wakacje, może na to przeznaczyć jakiś
              tam (mniejszy lub większy) budżet. I tą kwotę stara się sensownie rozłożyć na
              wszystkie wakacyjne potrzeby. jeden woli więcej pozwiedzać, drugi kupić drogie
              pamiątki, inny woli większość przejeść. Wiadomo, że jeśli wezmę jakąś bazę, typu
              parę gotowych dań czy półproduktów, to zostanie więcej na zwiedzanie i inne
              rozrywki.
              Zamiast codziennie stołować się w tańszym lokalu, wolę część posiłków
              przygotować własnoręcznie, a część zjeść w naprawdę fajnym miejscu.
              Nie widzę, też nic złego w jedzeniu własnego jedzenia w podróży, w samolocie czy
              autokarze. ale tak jak we wszystkim potrzebna odrobina zdrowego myślenia. Co
              innego estetyczne i nie "zapachowe" kanapki czy sałatka, a co innego smażone
              udko, z którego tłuszcz cieknie po brodzie, czy śledzie w śmietanie, pachnące na
              cały pojazd. Kultura wymaga, aby nie przeszkadzać współpasażerom. A tak samo
              przeszkadza głośna rozmowa, głośne słuchanie muzyki jak i zapachy przekąski.
              Co do rodzaju zabieranych produktów: wiadomo co innego w góry czy na jacht, a co
              innego na południe Europy, gdzie chociażby z powodu upałów, na ciężkie potrawy
              nie będziemy mieć smaku.
              W zeszłym roku do Grecji zabraliśmy troszkę rzeczy na śniadania: płatki, jakieś
              konserwy, dżemiki, ale także makaron, chrupkie pieczywo, kawę, herbatkę,
              przyprawy. Dokupując warzywa, owoce pieczywo, itp można było przyrządzić szybko
              śniadanie czy lunch. Na kolacje najczęściej gdzieś szliśmy.
              Znajomi, którzy byli z dwójką dzieci, całe jedzenie wieźli z Polski. jak
              stwierdzili, gdyby mieli się stołować codziennie na mieście, nie byłoby ich stać
              na dwa tygodnie za granicą. Chodzili jednak czasami kosztować miejscowych
              specjałów, na lody. Dzięki jedzeniu z Polski mogli korzystać z innych rozrywek.
              Dla mnie osobiście lepiej spędzić dwa tygodnie w ciepłym, nowym miejscu,
              zabierając ze sobą jedzenie, niż tydzień nad zalewem w tym samym województwie,
              ale ze stołowaniem się w restauracji.
              --
              http://dragcave.net/image/bJe8.gif
              http://dragcave.net/image/v4tg.gif
              http://dragcave.net/image/V9OU.gif
              http://dragcave.net/image/aqsf.gif
              • rudyocicat Re: podam moje "3 grosze" 25.06.10, 13:22
                mi się wydaje, że pytanie dotyczyło jak to jedzenie spakować a nie czy ma to
                sens... ale mogę się mylić...

                każdy rzuca tutaj swoimi pomysłami i zamożnością, a to raczej chodzi o rodzaj
                wakacji... ciężko zrobić zakupy gdy się płynie jachtem po Bałtykusmile ciężko też
                zrobić zakupy gdy się jedzie na spływ kajakowy i nocuje pod namiotamismile i chyba
                nie chodzi o to, żeby robić gulasz jadąc do Paryża...

                a jak jesteśmy przy tych słoikachsmile
                we wszystkim zachować umiar... mi jest dosyć ciężkosmile i ja jadąc np do
                Budapesztu czy Paryża spakowałabym słoiczek z jedzeniem, gdyby nie mój mąż... po
                pierwsze przelot tego słoika jest droższy od jego zawartoścismile po drugie dla nas
                wakacje to też tubylcze jedzeniesmile kochamy jeść, kochamy poznawać nowe smakismile

                niektórzy uważają, że trzeba brać słoiki, żeby spędzić wymarzone wakacje, nie
                zgadzam się, jedzenie nie jest w innych częściach świata drogie, jest inne...
                jeśli te wakacje spędza się w miejscach nastawionych na turystów to knajpy są
                drogie... ale nie trzeba brać hotelu, można wynająć mieszkanie (co już jest
                oszczędnością), czasami coś ugotować a czasami wyskoczyć na coś miejscowegosmile

                jak ktoś bierze hotel i to przez biuro, a do tego słoiki to jestem pełna
                podziwu... bo dla mnie hotel jest za drogi, korzystanie z biura też za drogie,
                więc nie rozumiem tych słoików??? sama wyszukuję tanie loty, mieszkania czy
                hostele, i za cenę wakacji w biurze mam besłoikowe wakacje w tej samej
                miejscowoścismile - ale to mój wariant na udane tanie wakacje, szanuję pomysły
                innych ale nie zawsze rozumiem...

                • gwiazdeczka-z-nieba Re: podam moje "3 grosze" 25.06.10, 14:19
                  te wakacje, o których wspomniałam były właśnie takie z biura podróży, ale bez
                  wyżywienia. I miało to taką zaletę, że były częściowo refundowane przez zakład
                  pracy. Niestety zakład pracy nie zrefundowałby nic, gdyby zakwaterowanie i
                  przejazd był na własną rękę. Zakład refundował jakiś procent od kwoty do 1500 zł
                  za osobę. Czyli najbardziej korzystne było wykupienie wczasów właśnie w tej
                  cenie za osobę. I można było za to mieć powiedzmy tydzień z wyżywieniem, albo
                  dwa tygodnie bez wyżywienia.
                  --
                  http://dragcave.net/image/bJe8.gif
                  http://dragcave.net/image/v4tg.gif
                  http://dragcave.net/image/V9OU.gif
                  http://dragcave.net/image/aqsf.gif
    • iwoniaw W słoiki to nie 25.06.10, 13:10
      W tym roku jedziemy akurat nad polskie morze, wynajmujemy mieszkanie
      z aneksem kuchennym, więc wychodzę z założenia, że w zależności od
      warunków (apetyty, ceny w miejscowych restauracjach/barach) albo
      będziemy jedli na mieście, albo w sklepie kupowali składniki i sami
      sobie gotowali (albo na zmianę) - gdy mieszkamy w domu też przecież
      wydajemy na jedzenie, więc zakupów spożywczych na miejscu nie liczę
      jako dodatkowego kosztu wakacji. Sieciowe markety wszak
      wszędzie te same...


      --
      Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
    • marta.uparta Re: jedzenie na wakacje 28.06.10, 16:28
      a ja się chciałam w tym temacie zapytać o wekowanie zupek, bo nigdy
      tego nie robiłam. Jak zawekuję zupę dla dziecka to: w jakiej
      temperaturze powinnam wek przetrzymywać i ile czasu taka zawekowana
      zupa wytrzyma? Dziecko ma dwa i pół roku, więc kupno gotowych
      słoików odpada (za małe porcje i zupy nie smakują dziecku tak jak
      domowe). Mam na myśli zupy z dodatkiem mięsa. Dziękuję za odpowiedzi.
      --
      "Poza tym uwazam, że Kartagina powinna być zburzona"

      Forum A&O
    • mariolka99 Re: jedzenie na wakacje 28.06.10, 19:42
      Już pomijam jak dziwaczne jest to ciąganie ze sobą ton wałówki, ale Wy
      naprawdę tak jadacie? W kółko pulpety, bigosy, kotlety itp?
      --
      Dzieci są jak pierdy- znieść można tylko własne.
    • rudyocicat Re: jedzenie na wakacje 28.06.10, 22:33
      zastanawia mnie czy te wszystkie osoby, które tak oszczędzają na jedzeniu,
      robiące zapasy w Polsce i gotujące np w Egipcie oszczędzają, bo po pierwsze
      muszą jechać samochodem bo do samolotu się nie władują z tymi kilogramami, a
      wiadomo, że jak się zakupi bilet wcześniej wyjdzie taniej niż samochód... po
      drugie, żeby zobaczyć tyle co ten niegotujący potrzeba jednak więcej czasu...
      dodatkowo nikt nie liczy swojego czasu, a to też pieniądz... oczywiście
      niektórym wystarczą zdjęcia, że gdzieś byli, ale są tacy co chcą jak najwięcej z
      tego wyciągnąć, i to nie jest siedzenie po knajpach ale również zwiedzanie...
      ten czas jest na tyle specyficzny, że czasami można po prostu zrobić kanapki i
      wziąć do torby... w wakacjach ważny jest wypoczynek, ale odnoszę wrażenie, że
      dla niektórych nacisk na wakacje jest taką presją, że zrobią wszystko, żeby być
      w konkretnym miejscu spędzając połowę czasu przy garach... szanuję to, ale ja
      tak nie robię, dla mnie to nie jest oszczędność tylko marnotrawstwo i mnie na
      nie po prostu nie stać... i nie rozumiem jak słoiki mogły komuś pomóc zobaczyć
      więcej rzeczy... chyba, że z nimi chodził, i je dźwigał co odbije się później na
      lekarzu (co jest znacznym wydatkiem)... bo wracać, żeby zrobić obiad, albo
      układać plan dnia pod słoiki w pokoju, to jest dopiero strata czasu i pieniędzy...

      żeby nie było - jadąc na biwak, spływ kajakowy czy płynąc jachtem robię jedzenie
      do słoików, ale jadąc na wakacje np do Hiszpanii oszczędzam na rzeczach
      istotnych i nie spędzam połowy dnia przy garach bo mi szkoda pieniędzy za
      pobyt... ale wiadomo każdy ma jak lubi i oszczędza jak umie... dla mnie
      ważniejsze jest zwiedzanie i poznanie lokalnej kuchni, co jest oszczędnością po
      przybyciu do domu, bo zamiast iść do drogiej knajpy mogę popróbować w domusmile
      dzięki taki podróżom poznałam pesto smile i jego różne wariacje... oszczędzam na
      pesto w markecie, które kosztuje prawie 9 złsmile
      • volta2 Re: jedzenie na wakacje 21.07.10, 07:52
        że jak się zakupi bilet wcześniej wyjdzie taniej niż samochód...

        jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się dokonać takiej rezerwacji, by była
        na tyle tańsza niż kalkulacja jazdy samochodem.
        4 bilety, bo tyle muszę kupić by spędzić wakacje całą rodziną +
        transfery z lotniska + poruszanie się od czasu do czasu(ach to
        zwiedzanie rozumiem odbywasz pieszkom i nie wydajesz na taxi) jakimś
        wynajętym transportem nie ma szans wygrać z ceną jaką płacę za
        paliwo.

        na dodatek kwestia czasu nie jest dla nas tak istotna, bo zwykle po
        trasie przejazdu są bardzo interesujące atrakcje, których szkoda nie
        zobaczyć, np. po drodze do bułgarii chciałam obejrzeć i zamek
        drakuli w rumunii i wulkany błotne - też w rumunii. samolot w tej
        samej cenie nie da mi takiego komfortu.

        w tej samej bułgarii chciałabym bardzo zobaczyć monastyry w górach -
        i podobnie, bez wynajętego auta, taxi, byłoby to raczej trudnawe.
        więc do ceny biletów lotniczych trzeba dorzucić na transport stówkę
        tu, stówkę tam...

        spędzając połowę czasu przy garach...
        przygotowanie obiadu z mrożonego kurczaka z pobliskiego sklepiku +
        pomidorówka zajmuje mi ok. 1,5 godziny. na pewno nie dłużej. taki
        obiad starcza na 2 dni. 90 minut podzielone na 2 daje 45 min. wydaje
        mi się że pójście do knajpy też jednak 3 minut nie zajmuje. więc tak
        naprawdę jesteśmy na zero straty czasu względem jedzenia w
        restauracji.

        te 45 min to dla ciebie naprawdę połowa czasu na odpoczynek w ciągu
        dnia? dla mnie to akurat 1/15 dnia.
        ma to ten minus - że się nie poznaje lokalnej kuchni, to fakt.
        ale ma tę zaletę, że trudno utopić pieniądze w czymś niejadalnym,
        starym, spalonym
        w tym roku zamówiłam 2 zupy w knajpie, które znałam z wcześniejszych
        wyjazdów i wiedziałam jak powinny smakować, a jednak ani ja ani mąż
        ich nie zjedliśmy, ostrość była tak duża, że dorosły z pajdą chleba
        w ręku nie dawał rady. utopione 10 euro, efekt - pusty żołądek,
        nerwy w gratisie, czas oczywiście na oczekiwaniu stracony. taka ci
        to była oszczędność czasu i pieniędzy.
        • kanna Re: jedzenie na wakacje 26.07.10, 22:39

          przygotowanie obiadu z mrożonego kurczaka z pobliskiego sklepiku +
          pomidorówka zajmuje mi ok. 1,5 godziny. na pewno nie dłużej. taki
          obiad starcza na 2 dni. 90 minut podzielone na 2 daje 45 min. wydaje
          mi się że pójście do knajpy też jednak 3 minut nie zajmuje. więc tak
          naprawdę jesteśmy na zero straty czasu względem jedzenia w
          restauracji.


          Ja to widze inaczej: czas na wakacjach ma byc czasem RODZINY. Idąc
          do knajpy, wspólnie czytając menu i gadając w ogródku spędzam czas z
          rodzina. Gotując w kuchni pomidorówkę - niekoniecznie uncertain
          Poza tym, JA tez mam prawo do odpoczynku od codzienności, jaką jest
          gotowanie (co jeszcze pół biedy, ale potem myjesz gary, sprzątasz
          aneks itp.itd)

          --
          Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
          • mandziola Re: jedzenie na wakacje 27.07.10, 00:03
            Wiesz to zależy.. naprawdę..
            Rano - tłuke kotlety i napitaszam. Wracamy z plaży obieram ziemniaki, smaze
            kotlety, robie mizerię. Maz w tym czasie kapie dzieci. Potem jemy, maz sprzata
            po obiedzie. I co nam ubyło z czasu z rodzina??
            Jak ktos chce widziec problem.. to wszędzie go zobaczy.
            Dla mnie ugotowanie obiadu na miejscu to nie problem, dla Ciebie tak. Przyjmij
            do wiadomości, że tak po prostu jest i nie dorabiaj ideologii, ze ja przez to
            trace czas z rodzina. Bo nie tracę....
            --
            Chico i
            Harpowink
            • kanna Re: jedzenie na wakacje 27.07.10, 23:14

              Rano - tłuke kotlety i napitaszam
              ja śpię, potem kotłuję się z dziećmi w łóżku

              Wracamy z plaży obieram ziemniaki, smaze
              > kotlety, robie mizerię.

              Ja rozwieszam mokre rzeczy, ogarniam pokój. Dzieci kąpią się same.

              maz sprzata po obiedzie.
              U mnie mąż czyta dzieciom, albo wychodzimy na spacer.

              Ugotowanie obiadu nie jest problemem smile Po prostu szkoda mi czasu.

              Tobie nie. I OK.
              --
              Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
      • fruzia01 Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 08:45
        hmmm, nie rozumiem czemu nie rozumieszsmile mamy na wakacje budżet wielkości X:
        możemy za tą kasę pojechać na tydzień żywiąc się w lokalnych knajpach albo na 2
        tygodnie jeśli przed wyjazdem włożymy trochę wysiłku i przygotujemy sobie
        jedzenie w słoikach; jedni wybiorą opcję a) ze względu na wygodę, drudzy opcję
        b) bo kochają długie wakacje i tyle.

        Ja, gdybym miała codziennie na urlopie smażyć schabowe, obierać ziemniaki i
        wymyślać suróweczki to bym kota dostała, dlatego w słoiki idą potrawy
        jednogarnkowe - leczo, gołąbki, bigos itd, do których można ewentualnie ugotować
        ryż/makaron. Przygotowanie takiego jedzenia pół dnia nie zajmuje smile

        Układanie planu dnia pod słoiki to przesada - w praktyce dzień poświecaliśmy na
        zwiedzanie, leżenie na plaży itd, w okolicach południa zajadaliśmy się lokalnymi
        owocami a dopiero wieczorem po powrocie jedliśmy ciepłą obiadokolację;

        Zgadzam się co do jednego - ciężko władować słoiki do samolotu, więc warto
        przeliczyć czy cena biletu dla całej rodziny + żywienie w knajpach +
        wypożyczenie samochodu na miejscu jest mniejsza od kosztów przejazdu autem +
        własne żywienie
    • ofelia1982 Re: jedzenie na wakacje 26.07.10, 19:35
      Hmm..A mnie bawi fakt, jak przeciwnicy samodzielnego żywienia się na wakacjach
      wpadają w ekstrema i jako przykłady podają ociekające tłuszczem udka kurczaka o
      8 rano w samolocie, śmierdzące jaja, kiszone ogórki, śledzie w śmietanie oraz
      zawekowane (do wyboru): gulasz, bigos, żeberka, gołąbki.
      Tak jakby tylko to się brało na wakacje..
      Ja np na tegoroczne wakacje (część spędzona w Polsce) wzięłam np swoją herbatę
      (6zł za całe opakowanie, w schronisku 4zł za kubeczek herbaty), gotowe dania
      (tak! w słoikach!sztuk 3..aaa...!!!), jakieś czekolady i batony na wyjście w
      góry, niepsujące się rzeczy do pieczywa (tuńczyk, pasztet sojowy) etc..
      Podejrzewam, że przez tydzień spędzony w Bieszczadach zaoszczędziliśmy na
      jedzeniu dla 2 osób ok 200zł..Jeżeli dla kogoś to gra niewarta świeczki - nie ma
      problemu. Nie narzekam na brak pieniędzy, obydwoje pracujemy i zarabiamy godnie,
      ale po prostu nie lubię przepłacać..Tak jak stać mnie bez mrugnięcia kupić
      jakieś dżinszy D&G za tysiaka, ale ich nie kupię bo mogę kupić podobne za 1/10
      tego..
      Jak ktoś daje się skubać i jest niegospodarny tylko dlatego, że "wożenie swojego
      jedzenia to obciach" - to współczucie i duże internetowe LOL smile
      • dontteaseme Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 10:29
        No wlasnie.
        Byc moze w tym wszystkim chodzi takze o nasz przekonania - ja tez nie lubie przeplacac za cos, co tej ceny nie jest warte. A juz najwiekszy usmiech politowania budza we mnie wszyscy ci, ktorzy robia cos pod presja spoleczna... zeby sie pokazac, zeby dobrze wypasc, niewolnicy marek i tego co ludzie powiedza.
        Od razu przypominaja mi sie moja kolezanka, ktora na studiach dorabiala sobie korepetycjami okolo 200 zl miesiecznie i cala te kase wydawala na kawusie i croissanta w drogiej kawiarni albo zamawiala na obiad do domu pizze za 40 zl, a jej matka nie miala za co zrobic zakupow. Aspirowanie do zycia, na jakie nas nie stac, jest po prostu smutne, i mam wrazenie, ze wlasnie z tego biora sie wszystkie dramaty typu tone w dlugach, mam niesplacona od miesiecy kredytowke etc.

        I jeszcze jedno - wiele osob oburza sie tutaj na to, co sie do tych juz przyslowiowych sloikow pakuje. Ze bigos i pulpety, i gulasz, i ze to niezdrowe. No i z tym tez bym polemizowala. Zalezy JAK kto gotuje. Przeciez bigos z mlodej kapusty, z chudym miesem czy pulpety z miesa drobiowego z sosem warzywnym plus surowka ze swiezych warzyw ze zrobionym wlasnorecznie sosem i dressingiem (w ktorym wiemy co, i ile czego jest) sa zdrowsze i bardziej wartosciowe jesli chodzi o wartosci odzywcze niz jakiekolwiek knajpiane jedzenie. No, chyba ze mowimy o restauracjach, gdzie za danie glowne dla jednej osoby placi sie powiedzmy od 50 zl wzwyz.
        Wezmy na przyklad Zakopane - jedze tam od lat i znam jak wlasna kieszen ofete gastro. Za znosny obiad dla 3 osob plus cos do picia musze zaplacic ok. 100 zl. Obiady ponizej tej ceny, tzw, obiady firmowe to w 99 przypadkach na 100 schabowy lub filet z kurczaka, smazony bog wie na czym, surowka tonaca w sosach majonezowych i ziemniaki, frytki lub ryz, tez Bog wie czym przyprawiony. I OK, raz na jakis czas mozna tak zjesc, tylko czy to dobre, zdrowe i WARTE tego, zeby placic za taki obiad np. 15-20 zl od osoby? Za 30 zł moge przygotowac szybki, nieskomplikowany, smaczny i zdrowy obiad dla tych 3 osob, juz z napojami. A nadwyzke przeznaczyc na cos ekstra, chociazby wieczorne wyjscie na piwko czy wino albo deser (tu oczywiscie o zdrowiu juz nikt nic nie mowiwink.
    • niknapotrzebe Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 10:33
      Wszyscy tutaj jeżdżą na wakacje za granicę, często poza Europe,
      każdego stać na stołowanie się w drogich knajpkach i jedzenie sushi
      na śniadanie .
      Zastanawiam się więc, dlaczego polskie plaże są tak przepełnione, że
      leży ludź przy ludziu, a znalezienie wolnej kwatery (nie hotelu )
      graniczy z cudem.
      Chyba Ci wszyscy odpoczywający w Polsce piszą na jakimś innym forum,
      nie wiem, dla dziadów ? smile
      Jeśli takowe jest, to ja zdecydowanie poproszę o adres.
      Wakacje spędzam nad polskim morzem, względnie na mazurach, wyszukuję
      raczej tych tańszych noclegów, choć z uwagi na posiadanie
      małoletniego potomstwa, wybieram te z łazienką w pokoju. Wooow.
      Może nie wekuję bigosu w słoiki, żeby na miejscu mieć co jeść, ale
      wczoraj zakupiłam kilo kabanosów w przecenie i z wielką dumą zatargam
      je ze sobą na plaże, bo wolę to niż hot doga.
      A jak komuś będzie mój kabanos śmierdział, niech się przesunie z
      ręcznikiem wink
      A sorki, zapomniałam, plaża będzie tylko dla mnie bo reszta gawiedzi
      oblatuje świat i Europe, w poszukiwaniu lokalnego żarełka, tudzież
      siedzi w domu i odgryza sobie stopy.
      Ok
      W przeciwieństwie do niektórych, nie wstydzę się swego stanu
      posiadania, który określam jako średnio ubogi smile
      Nie wstydzę się, bo wiem że jak ja będę zasuwała mojego kabanosa za
      24 zł za kilo w przecenie (!!!!!), ktoś w Polsce nie będzie miał
      nawet kasy na parówkę.
      Zarówno ja, jak i mój mąż, mamy pokończone wyższe studia, ja na
      uniwersytecie, nawet 2 kierunki, mąż na politechnice - jeden.
      W naszej rodzinie pracuje tylko on i mimo że jest dobry w swojej
      dziedzinie, nie zarabia kokosów.
      Ja do pracy iść nie mogę z uwagi na brak przedszkola dla pociechy,
      brak babci, cioci i innych darmowych lub półdarmowych, lub choćby
      średnio drogich pomocy do opieki nad małą.
      Nie narzekam na swój status majątkowy, nie chodzę do opieki po
      zapomogi, żyjemy sobie swoim rytmem i taszczymy kabanosy na plaże smile
      Baaa, może nawet kiedyś będzie mnie stać na wożenie małej do szkoły
      taksówką wink
      Ale wtedy z pewnością nie będę targać tych rzeczonych kabanosów,
      pójdę na wypasioną rybkę do super knajpki na plaży smile


      • niknapotrzebe Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 10:38
        aaa dodam jeszcze, że zakupiłam również zgrzewkę soczków dla małej i
        załaduję to ze sobą.
        Nie nie, mała nie jest ani alergikiem, ani nie jest kapryśna, nie jest
        też tak ze ten sok występuje tylko na tej szerokości geograficznej. smile
        Poprostu, był w promocji, a kto wie czy za tydzień promocja się nie
        skończy? wink
        • agni71 Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 10:51
          nika, wakacje nad polskim morzem może sa i tańsze od tych nad M.
          Śródziemnym, ale i tak do tanich nie należą. Tak, że nie jest z wami
          jeszcze tak żle wink

          Jadąc nad polskie morze też zawsze zabieralismy niektóre produkty z
          domu, np. soki w kartonach, jedzenie i soczki spacjalne dla
          maluchów. Nie oszukujmy się, jedzenie jest droższe w
          sklepach nad morzem i jadąc samochodem nie widzę powodu, żeby nie
          zabrac tych rzeczy z domu.

          Natomiast gotowac na wakacjach nie lubię. Robie to na codzień i
          wakacjyjne jedzenie gdzieś, gdzie podstawia mi pod nos jest częścią
          wypoczynku dla mnie. Zreszta nie tylko obiady, ale i sniadania lubie
          sobie wykupić, bo rano mam zawsze tzw. wolny rozruch wink
          • niknapotrzebe Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 11:05
            też gotować na wczasach nie lubię smile
            Staramy się jednak przeznaczyć tyle kasy na wyjazd, zeby obiady móc
            jeść w tzw gastronomii. Ale śniadanie i kolacje to już zazwyczaj we
            własnym zakresie, na szybko smile
          • niknapotrzebe Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 11:15
            -- nika, wakacje nad polskim morzem może sa i tańsze od tych nad M.
            Śródziemnym, ale i tak do tanich nie należą. Tak, że nie jest z wami
            jeszcze tak żle


            że nie jest z nami tak źle to wiem, bo zawsze mogłam wylądować u
            teściowej na wsi, a wtedy to musiała bym poszukać tematu o tym, jak
            przetrwać karną kampanię wink
        • ofelia1982 Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 10:54
          Bardzo dobrze, że gospodarnie wydajesz kasę, ja też bym wzięła te soczki i
          kabanosy nad morze. Tylko dlaczego takim pretensjonalnym tonem zwracasz się do
          ludzi, których stać na wakacje poza Polską? Mnie na to stać i mam niby teraz się
          zawstydzić, że na tym piszę na forum podczas gdy Ty - pokończone studia etc (co
          nie ma znaczenia najmniejszego btw) - jeździsz nad Bałtyk? Ja Tobie życzę
          dobrze, mam nadzieję, że już za rok może Wam się uda wyjechać np do jakiejś
          Grecji etc, ale nie mam zamiaru czuć się winna, że mi się udało..
          • niknapotrzebe Re: jedzenie na wakacje 28.07.10, 11:03
            ja Ci się nie każę czuć winna ani nie pisze tego pretensjonalnym tonem
            smile
            Chodziło mi bardziej o to, że na forach internetowych panuje swego
            rodzaju targowisko próżności smile
            I ludzie piszą że wprawdzie taszczą te słoiki z gulaszem, bo taniej,
            ale w sumie to są baaaardzo bogaci a to taszczenie to kaprys wink
            Rozumiesz o co mi chodzi? smile