Dodaj do ulubionych

wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleniach.

23.01.11, 15:42
Tak sobie ostatnio myślę: niezależnie od naszych dochodów możemy żyć płytko albo "głęboko". Niezależnie od dochodów możemy żyć na takim samym poziomie potrzeb. Chodzi mi o to, że np dla kogoś ważne są tylko ubrania, kosmetyki i wygląd. ma mało kasy, ubiera się w lumpkach i na bazarze, maluje tanimi kosmetykami, włosy robi u znajomej fryzjerki w domu, tipsy u koleżanki i tyle. tylko to jest ważne. Taka osoba będzie mieć więcej kasy: będzie kupować drogie ciuchy, kosmetyki, korzystać z drogich salonów piękności. ale cały czas priorytetem jest wygląd, ciuchy.
albo mieszkanie: dla kogoś jest najważniejszy ładny wygląd i częste zmiany: mało kasy, sam maluje, przerabia zasłonki itp rzeczy, dużo kasy: korzysta z usług projektanta ekip remontowych itp.
samochód: ktoś chce mieć sprawny i bezpieczny i wygodny: szuka w swoim przedziale cenowym. ktoś chce mieć szpanerski: albo kupuje taki z salonu, albo przerabia sam, albo w warsztacie u znajomego mechanika.
Ktoś je zdrowo i smacznie gotuje: czy tanio czy drogo może tak być.
ktoś nie zwraca na to uwagi to je śmieciowe jedzenie, i albo płaci za nie mało, albo płaci drogo, je różne fast foody itp.
Jeśli dla kogoś jest ważne czytanie; ma kasę kupuje, nie ma korzysta z bibliotek (pomijam, że rozsądny bogaty, też korzysta z bibliotek PO CO mieć wszystkie książki na własność?).
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • anula36 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 17:20
      Tak sobie mysle,po przeczytaniu tego posta ze nie milas nigdy PRAWDZIWYCH problemow finansowych, takich ze brakuje na jedzenie,albo trzeba w zimie chodzic w trampkach, bo nie ma mozliwosci nabycia lepszych butow. Wtedy cala "glebia" idzie sie pasc.
      W kazdytm razie zycze Ci zebys nie musiala sprawdzac na wlasnej skorze zyczeniowosci wlasnego myslenia.
      --
      www.zdrowydzien.info/
      • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 17:36
        ASleż oczywiscie - po co mieć ksiązki, po co wysyłać dziecko na wycieczkę szkolna, po co mu kupować podreczniki, po co kupować antybiotyk dla chorego, po co jeść tyle, zeby nie być głodnym, po co pieniadze na bilety na autobus? zwykle burzuazyjne przesady. dziecku wystarczy, jak zje obiad w szkole, z glodu nie umrze, jak nie będzie miało owoców i mleka, jak nie pojedzie na wycieczkę, to będzie kształtowało sobie charakter, antybiotyki szkodzą, a w najgorszym wypadku najwyzej dziecko trafi do szpitala, tam je wyleczą, a chodzenie na piechotę 6 kilometrów do szkoly doskolnale kształtuje charakter. Szczególne w trampkach z lumpeksu w zimie.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • gwiazdeczka-z-nieba Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 20:03
          Nie wiem, albo kompletnie źle sformułowałam to co chciałam powiedzieć, albo nie zrozumiałyście mnie.

          Nie piszę o tak oczywistych rzeczach, jak to, że wszystkie konieczne potrzeby człowiek powinien mieć zapewnione, bo to nie miało być tematem tego wątku.

          Nie rozumiem, również stwierdzenia, odnośnie tego, że nie zaznałam prawdziwej biedy? mam się czuć winna z tego powodu, albo nie mogę się wypowiadać na pewne tematy?
          Nie narzekam na swoją sytuację, tylko dlatego, ze wiem, że narzekanie nic nie da. Moja sytuacja finansowa odbiega od optymalnej. Nie chodzę zimą w trampkach, ale nie pamiętam kiedy kupiłam sobie coś nowego. W czasach LO, studiów, ubierałam się w takim stylu artystycznym, hippisowskim, sama przerabiałam ciuchy, niektóre mojej mamy itp, dlaczego? Między innymi dlatego, ze względów finansowych. Największą zaletą tego stylu było to, że bardzo mało kosztował. Mogłam usiąść i płakać, że nie mam na nowe spodnie, a mogłam wziąć maszynę do szycia, stare spodnie i starą spódnicę i uszyć z nich spodnie dzwony i torebkę do tego. Dużo mogłabym takich przykładów wymienić.
          Moje dziecko nie miało kupionego stroju na bal w przedszkolu, miało pelerynę z brokatowej spódnicy, wygrzebany na dnie szafy kapelusz i parę innych rekwizytów i było super kotem w butach.

          Chodzi mi o to, że niezależnie od poziomu dochodów można mieć takie same priorytety i być lub nie zadowolonym z życia.

          Chodzi mi o to, że np osoby wydające na jakiś rodzaj dóbr przykład ubrania mnóstwo pieniędzy, mogą narzekać, że nie stać ich na jeszcze więcej i na jeszcze lepsze, uważają, że im brakuje. podczas, gdy inne osoby dysponujące o wiele mniejszymi kwotami, nie narzekają, nie uważają, że im brakuje.

          że jeśli komuś pieniądze przeciekają przez palce to dzieje się to niezależnie od dochodów. jeśli ktoś wydaje pieniądze np na 10 z kolei błyszczyk to czy to jest osoba zarabiająca dużo i kupująca błyszczyk za kilkaset zł, czy jest to osoba zarabiająca mniej i kupująca za kilka, to priorytet mają ten sam. kolejny niepotrzebny kosmetyk.

          spotykam się np z opiniami: nie szkoda Ci pieniędzy na książkę, kupiłaś kolejną? mnie nie stać na książki. a jednocześnie ta osoba kupuje powiedzmy spodnie za kilkaset zł, podczas gdy ja za kilkadzisiąt.

          Chodzi mi o to, że są osoby zarabiające kilkanaście tysięcy, którym nie starcza do pierwszego, a są takie, które zarabiają kilka razy mnie, a są w stanie jeszcze coś zaoszczędzić.
          zdarza się, że pożyczam pieniądze osobom zarabiającym sporo więcej niż ja, mającym o wiele mniej obowiązków finansowych (np dorosłym, pracującym, a będącym na utrzymaniu rodziców).

          chodzi mi o to, że niezależnie od dochodów można być zadowolonym lub nie ze swojej sytuacji finansowej.

          czy ja napisałam, aby nie wysyłać dziecka na wycieczkę, nie kupować lekarstw, nie kupować jedzenia. Uważam, że są to normalne potrzeby każdego człowieka. Uważam, że człowiek pracujący, zarabiający nawet najniższe wynagrodzenie, nie powinien mieć żadnych trudności z zakupem w/w rzeczy. Ale niestety w naszym kraju jest inaczej.

          Podając przykłady np z ubraniem miałam na myśli kupowanie o wiele większej ilości niż jest potrzebna do odpowiedniego i schludnego wyglądu, do możliwości ubrania się odpowiednio do pory roku.

          przypomina mi się np gdy słuchałam wypowiedzi koleżanek, Ciebie stać na studia, mnie nie. a jednocześnie koleżanka pokazywała mi kolejne nowe ciuszki i opowiadała o kolejnych imprezach, na których była, podczas, gdy ja nie pamiętałam kiedy kupiłam coś nowego. bo właśnie taki miałam kaprys, że kosztem pewnych wyrzeczeń wybrałam studia.
          albo, gdy ktoś komentował, że pojechałam na wakacje za granicę dwa lata temu, a on nie pojechał, a widząc jego tryb życia wiem, że gdyby np nie imprezował co weekend w najmodniejszych klubach, to uzbierałby na o wiele droższy wyjazd niż ten mój.
          • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 20:27
            Ale jest poziom dochodów, przy ktorym trudno cieszyć się z życia. I to nie zawsze wtedy, gdy nie starcza na jedzenie - czasem wtedy, gdy nie starcza na cos, czego naprawdę bardzo pragniemy, albo co uwazamy za niezbędne.
            Nie zawsze da sie wygospodarować to, na co nam zalęzy. Przez dwa lata nie moglam, nie tylko z przyczyn finansowych, wyjechac na wakacje. Trzeci rok, bez odpoczynku, był dla mnie absolutnym koszmarem.
            Nie da się miec "takich samych priorytetów" niezaleznie od dochodów. Mój mąż uwielbia podróże i zwiedzanie obcych krajów - jakoś nie wydaje mi się, ze jest to do zrealizowania przy groszowych dochodach. oczywiście, można zrezygnować - ale jesli rezygnuje się z czegoś, co się naprawde bardzo klubi, to zadowolenie z życia jednak nie jest takie samo. Bardzo latwo jest natomiast zrezygnować z tego, na czym innym zalezy, a nam wcale. Mogę powiedzieć, ze rezygnuję z nowych mebli, mam meble sprzed 40 lat, zrujnowane i mimo to jestem zadowolona - no, jestem, bo mi nie zalezy. Tylko co z tego? Ale na przykład rezygnacja z możliwosci wyskoczenia na kawę okazała się dla mnie absolutną klęską - po miesiący takiego oszczedzania zrezygnowałam, bo przestało mi się chcieć czegokolwiek. A kto inny w życiu na kawę nie pójdzie i nawet mu do głowy nie wpadnie, ze z czegoś zrezygnował.
            Mogę zrozumieć, ze mojej przyszłej synowej 43 para butów JEST potrzebna do szczęścia, mimo, ze ja mam jedną parę na sezon.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • bezkres Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 20:36
            "niezależnie od poziomu dochodów można mieć takie same priorytety i być lub nie zadowolonym z życia"
            I to jest zdanie- kluczsmile
            Większość otaczających mnie ludzi "nie ma" na nic. Bo życie jest takie drogie, a ja zarabiam tak mało...
            Polacy to taki dziwny naród. Szuka ciągle dziury w całym i ciągle jest źle, albo gorzej;P Bo nawet jak mam dom, to sąsiad ma większy. Złoty środek na takie marudzenie innych? Nieprzejmowanie się tym, co mówią i rada: ustal priorytety. Daj sobie kopa, znajdź źródła dochodów, zrób porządek ze sobą i swoim życiem, a wszystko stanie się prostsze.
            Brutalne ale prawdziwe.
            • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 21:05
              odnoszę wrażenie że źle zrozumieliście autorkę. Podam przykład mojej rodziny: jeśli priorytetem są podróże to zarówno bogatszy jak i ten z mniej zasobnym portfelem będą zwiedzać - jeden za pośrednictwem biura podróży poleci samolotem w podróż dookoła świata śpiąc w najlepszych hotelach i jedząc w znanych restauracjach a drugi ruszy z namiotem autostopem gotując makaron przy pomocy kuchenki turystycznej.
              Żeby smacznie zjeść nie trzeba iść do restauracji, doskonały był przykład z czytaniem, można być na bieżąco z nowościami wydawniczymi nie koniecznie kupując ale wypożyczając książki w biblioteki. Chodzi o to, że bez względu na to co jest naszym priorytetem znajdziemy coś na naszą kieszeń, możemy żyć w określony sposób wydając na to mniej lub więcej w zależności od naszych możliwości.
              • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 21:41
                Ale są osoby, ktorym zalezy na pójściu do restauracji, a nie na przygotowaniu obiadu własnorecznie i takie, które chciałyby wakacje spędzić nie gotując na kuchence turystycznej, tylko odpoczywając w hotelu.
                I tu jest właśnie problem - to załozenie, ze powinno być człowiekowi wszystko jedno, czy spedza wakacje tak jak lubi, czy tak, jak musi. Wbrew pozorom, to wcale nie jest życie "w okreslony sposób" tylko na róznych poziomach zamożnosci - to jest zupełnie inne życie i nie nalezy udawać, ze nie jest.
                --
                Mops i kot

                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • anula36 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 21:41
                droga gwiazdeczko z nieba
                1. w mysk zasady " syty glodnego nie zrozumie" ktos komu kiedys NIE braklo na jedzenie, leki itp, ma jak dla mnie slabe zrozumienie co sie czuje w takiej sytuacji
                2. byc moze teraz twoje dziecko i ty tez jestescie zadowoleni ze stroju karnawalowego ze strej spodnicy, ale czy tak samo bedzie na studniowce? I co bedzie jesli twoje dziecie zapragnie na nia isc w nowych,kosztownych ciuchach,zeby nie odstawac od reszty klasy?
                3. po jakas cholere pozyczasz pieniadze ludzion lepiej sytuowanym od ciebie??Zeby Cie lubili???
                Gaba- jasne mozna zwiedzic swiat z kuchenka turystyczna i zalasem makaronu, tylko przykre jest kiedy po przejechaniu ilus setek kilometrow nie stac kogos nocleg na campie, normalny obiad, wejscie do muzeum. Moze innym to nie psuje radosci ze zwiedzania, mnie jednak tak.


                --
                www.zdrowydzien.info/
                • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 21:56
                  Ale to znaczy tylko tyle, że priorytetem nie jest podróż tylko nocleg czy posiłek w lepszych warunkach. Znam takich (i szanuję, żeby nie było) co wolą wyjechać na tydzień ale mieć luksus, i takich (ja) co za te same pieniądze przez 5 tygodni zjadą cała Francję od czasu do czasu pozwalając sobie na posiłek inny niż bagietka. smile
                  Wydaje mi się, że autorce wątku chodziło o to, że jak dla kogoś priorytetem jest dbałość o urodę, to równie dobrze może to realizować wklepując codziennie krem ziai jak i sisleya i w jednym i w drugim przypadku będzie realizować swoje założenie.
                  • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:02
                    Nie, priorytetem jest wypoczynek - nie dla kazdego gotowanie samodzielne i szukanie miejsca na nocleg, trudnosci z praniem i myciem się są w ogóle wypoczynkiem. Zwiedzanie to dla mnie na przyklad takze możliwość zjedzenia czegos z miejscowej kuchni. Czyli majac malo kasy nie zrealizuję możliwosci wypoczynku za granicą - i tyle. Przy dbaniu o urodę tez nie jest wszystko jedno, czy stać mnie na najtańszy krem, czy takze na zabiegi kosmetyczne - bo przecież nie o to chyba chodzi, aby "dbać", tylko o to, aby mieć jakieś efekty z tego dbania.

                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • zenobia44 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:25
                    >od czasu do czasu pozwalając sobie na posiłek inny niż bagietka.
                    niestety - to jest dobre dla młodzieży, czy nawet do 30 roku życia (niektórzy może trochę dłużej)
                    w moim wieku - nie wyobrażam sobie spania pod namiotem czy obozu wędrownego - moje plecy by tego nie wytrzymały, podobnie z jedzeniem tylko bagietki - mój brzuch po jednym dniu zalałby mnie kwasem, itd itp.
                    ostatnio (miesiąc temubig_grin) pojechałam taksówką do pracy - w efekcie zarobiłam tylko połowę z tego co miałam zarobić, ale było -15'C i śnieg po pas. O ile zwykle dojeżdżam około 70 minut używając zbior. komunikacji (bo to weekend), w takich ekstremalnych warunkach mogłoby to trwać dłużej, a mogłoby też nic nie przyjechać. Miałam świadomość, że jakby co leki na przemarznięty kręgosłup czy przeziębienie będą kosztować więcej niż ta taksówka, tak to jest.
                    • amused.to.death Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 20:43
                      > w moim wieku - nie wyobrażam sobie spania pod namiotem czy obozu wędrownego

                      A ile ty masz lat?
                      Bo może raczej powinnaś napisać 'w moim przypadku' a nie 'w moim wieku'.
                      Ja w czasie podróży spotkałam całkiem sporo ludzi - emerytów, którym różne trudy nie były straszne, kondycję mieli niezłą, a kiedy natrafili na niewygody to po prostu traktowali to jako przygodę.
                      --
                      a tak było w Meksyku... - zdjęcia i słów paręsmile
                      • magdalaena1977 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 21:48
                        > w moim wieku - nie wyobrażam sobie spania pod namiotem czy obozu
                        > wędrownego

                        amused.to.death napisała:
                        > A ile ty masz lat?
                        > Bo może raczej powinnaś napisać 'w moim przypadku' a nie 'w moim wieku'.
                        > Ja w czasie podróży spotkałam całkiem sporo ludzi - emerytów, którym różne trud
                        > y nie były straszne, kondycję mieli niezłą, a kiedy natrafili na niewygody to p
                        > o prostu traktowali to jako przygodę.

                        Ja spotkałam wielu ludzi, którzy w wiekiem
                        - mieli więcej pieniędzy (zwłaszcza w porównaniu pracy z czasami studenckimi),
                        - mieli większe problemy ze zdrowiem, które np. znacznie utrudniały noszenie bagażu.

                        Ja już jako nastolatka wolałam wypoczywać wygodnie.
                        --
                        Magdalaena
                • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 21:57
                  Ja powiem więcej - mnie się nie chcialoby w ogóle jechać na takie wakacje. Choćby dlatego, ze wakacje to dla mnie czas odpoczynku od gotowania i zastanawiania się, co kupić. Czyli wakacje, gdzie muszę iść na zakupy, ugotować, gdzie nie mam szans wieczorem porządnie się umyć, tylko musze czekać w kolejce itd - to nie są dla mnie w ogóle wakacje, choć wiem, ze dla wielu osób mogą być wrecz wymarzone. I nikt mi nie wmowi, ze to ten sam poziom, co nawet skromny pokoj z lazienką i mozliwość zjedzenia miejscowego dania choćby w taniej restauracji.
                  Jeżdzilam na takie "tanie" wakacje, gdy dzieci były małe. Prałam pieluchy w wanience, przecierałam obiady przez sitko - cóż, wracałam szczęśliwa, ze do następnych wakacji jeszcze rok - a nie zadowolona, ze przecież za małe pieniądze TEŻ miałam wakacje.
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:07
                    Ale autorka nie twierdziła, ja zresztą też nie, że to ten sam poziom. Mówię jedynie, że w zależności od portfela można realizować te same pasje, te same zalożenia. jeden pojedzie na narty do Aspen, na nartach z najnowszej kolekcji, drugi do Szczyrku na nartach kupionych na allegro czy "odziedziczonych po koleżance" - ale i jeden i drugi spędzi urlop [b]jeżdząc na nartach (no chyba że w Polsce zima nie dopisze smile)
                    • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:14
                      Ależ ja własnie twierdzę, zę NIE mozna. To mit. Nie można realizować pasji zwiedzania, bo osoby niezamożnej nie stać na wyjazd za granicę, nawet przy olrojonych wydatkach. Do Indii nie pojedzie, Nowego Jorku nie zwiedzi, bo nie stać jej na bilwet. Osoba, uwielbiająca teatr, a nie mająca kasy, nawet za wejsciówki musi zaplacic - stać ją na jedną raz na dwa miesiace, a i to nie na najlepsze przedstawienia. A osoba zamożna kupi bilety i tyle.
                      Rozbawil mnie ten wyjazd do Szczyrku na nartach z "allegro" , bowiem mojego własnego syna od dobrych paru lat nie stać na wyjazd do Szczyrku... Dla kogoś, kto nie widzi problemu w zaplaceniu za kwaterę, choćby tanią, za bilet kolejowy i za wyciągi chyba niemożliwe jest wyobrazenie sobie, że ludzie naprawdę nie mają pieniedzy na takie fanaberie, jak wyjazd na narty.
                      Owszem, można realizować pasje na różnych poziomach, ale najwyrażniej poziom "ubóstwo" przyjmujesz na poziomie "zamożność" dla wiekszosci ludzi.
                      --
                      Mops i kot

                      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                      • anula36 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:32
                        No to juz nie musze nic pisac, bo Verdana wszystko za mnie napisalasmile Dokladnie tak samo mysle.

                        BTW bylam w zeszlym roku u przyjaciol w Hiszpanii, lokal gratis, gotowanie wspolne, tylko bilet Ryanair + wstepy- 3 tyg = 300 Euro. Z jednej strony bardzo tanio- ale sa ludzie wiem o tym, dla ktorych to kwota zaporowa i tak.
                        Przy okazji - wstep do oceanarium - 25 Euro. I ciekawe czy choc jedna osoba ktora lubi tego typu rozrywke, odmowilaby sobie tego biletu z radoscia i lekkim sercem.
                        --
                        www.zdrowydzien.info/
                      • zenobia44 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:32
                        akurat narty to przykład drogiego i snobistycznego sportu - potrzeba masę wypaśnego sprzętu, karnety, wyjazdy, etc., więc w ogóle mnie to nie dziwi, że kogoś nie stać, zawsze tak chyba byłosmile
                        zastanawiam się co może być takim demokratycznym sportem i chyba tylko bieganie (buty i 2xstrój zima/lato) przychodzi mi do głowysmile
                          • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:03
                            Dla mnie już ceny karnetów są "wypasione", nie mowiąc o cenach kwater w zimie. Czyli jak sama widzisz, to co dla Ciebie jest zaspokojeniem potrzeb na najnizszym poziomie, dla innych jest luksusem. Akurat mnie stać na to, ale moich dzieci - już absolutnie nie.
                            Jest wiele dziedzin, gdzie zaspokojenie potrzeb jest drogie. Większość sportów. Jesli ktoś lubi alpinizm, to nie pójdzie w gory bez sprzętu i za grosze. Ale nawet jak chce chodzić po szlakach, to w trampkach nie powinien iść na Orlą Perć, a przyzwoite buty tu już wydatek co najmniej 300 złotych... Opera - bilety do Opery kameralnej są horrendalnie drogie, nawet wejściówki - i nie sposób zapokoić potxrb melomana udajac się za grosze do kina, czy oglądając operę w telewizji.
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:12
                              I tu znów się różnimy... gdybym miała takie podejście, że bez butów za trzy stówy z domu sie nie ruszam to do dziś bym nie wyszla. Zawsze można kupić używane, pożyczyć od znajomych..., gdy ja uczyłam się jeździć na nartach nie bylo nawet polowy tych wyciągów co dziś - pod górę się podchodziło- radość ze zjazdu ogromna, koszty zero.
                                • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:42
                                  Widać tu spór osoby rozgoryczonej swoją sytuacją oraz osoby, która mimo słabszej sytuacji (zakładam, nie wiem) umie sobie z nią poradzić bez większego rezygnowania z różnych rzeczy i kosztów psychicznych - bo po prostu kombinuje i cieszy się, że jej się udało.
                                  Dla mnie osoby, które siedzą i jęczą, że je nie stać po pierwsze nieco irytują, bo uważam, że dla chcącego nic trudnego - można pożyczać rzeczy, kupować używane, wymieniać się nimi, dorabiać prostymi pracami. Poza tym zawsze mam ochotę zadać pytanie - co taka jęcząca osoba zrobiła, by zmienić swoją sytuację..Bo jak ktoś mi napisze, że nie ma czasu na pracę i dorabianie bo wychowuje 4-te dziecko w 40m kawalerce i musi utrzymać rodzinę za 1400zł - to przepraszam, ale trudno mi współczuć..Bo chyba to, że dziecko (zwłaszcza kolejne) jest kosztowne - wie każdy, kto zabiera się do płodzenia..Wiem, że to taki ekstremalny przykład, ale jestem uczulona na ludzi, którzy chcą współczucia dla siebie, mimo, iż nie zrobili nic, by swoje życie jakkolwiek poprawić, by zmienić swoją sytuację, poszukać innych opcji..Natomiast podziwiam ludzi, którzy mimo gorszego startu w życiu (którzy wywodzą się z biedy) - dzięki swojej przedsiębiorczości i upartości jakoś sobie radzą. I tak jak napisała gaba - nie trzeba mieć butów za 300zł do chodzenia po górach, bo możesz kupić używane buty na allegro albo pozyczyć od kogoś, kto zna Twoją sytuację finansową..Ale pesymista oczywiście obali ten argumentsmile))
                                  --
                                  Zostań Psim Aniołem!

                                  Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                  www.psianiol.org.pl/
                                  • kooreczka Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:54
                                    Dobre buty dopasowują się do nogi- takie małe przypomnienie, dlaczego powinno się je traktować jak bieliznę.

                                    To o rozgoryczeniu było do mnie? Zdziwisz się, bo w stosunku do siebie prezentuję postawę w sumie podobną- obcinam koszty, wybieram i dzięki temu stać mnie na wiele. W życiu widziałam jednak prawdziwą biedę- bardziej powszechną niż się wydaje. Taką, gdzie nie jest problemem to, żeby mieć modne buty, ale żeby mieć co na nogi w zimie włożyć. Ja na te buty do wędrówek przyoszczędzę i sobie kupię, gdy uznam że są potrzebne- ale wiem, że jest wielu, którzy nie mają po prostu na czym przyoszczędzić. Nie zawsze jest to wina tych ludzi, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, co nas w życiu spotka.

                                    Minimalizowanie kosztów sprawdza się, gdy mamy pewną nadwyżkę- poniżej pewnego minimum nie ma takiej możliwości. Taka sytuacja rodzi frustrację, zazdrość, apatię i trudno tu się oszukiwać, że może ktoś tam ma gorzej.
                                  • marajka Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 25.01.11, 20:06
                                    Ale pesymista oczywiście obali
                                    > ten argumentsmile))

                                    Nie pesymista, a człowiek znająay cię na górach. Bez porządnych butów w wysokie góry nie ma się co pchać.

                                    I tak jak napisała gaba - nie trzeba mieć butów za 3
                                    > 00zł do chodzenia po górach, bo możesz kupić używane buty na allegro albo pozyc
                                    > zyć od kogoś,

                                    Po Beskidzie Niskim można pocinać w adidasach, po Tatrach nie bardzo, po Orlej Perci wcale. Używane buty też muszą być niezniszczone, więc za grosze nikt nie sprzeda, a pożyczyć niby można, ale trzeba trafić z rozmiarem, taki but musi dobrze trzymać stopę.
                                    --
                                    Słowa palą, więc pali się słowa...
                              • marajka Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 25.01.11, 20:03
                                . gdybym miała takie podejście, że bez butów za trzy stó
                                > wy z domu sie nie ruszam to do dziś bym nie wyszla.

                                Ale w wyższe góry w adidasach nie pójdziesz, bo to niewygodne i NIEBEZPIECZNE. Bez kutrki przeciwdeszczej i przeciwwiatrowej też kiepsko. Chodzę po górach i wiem. Jednego roku kupiłam buty, drugiego kutrkę(łącznie ok 550zł), teraz przymierzę się do spodni, bo nawet w wygodnych bojówkach jest kiepsko jak złapie ulewa albo śnieg. Nocleg ok 30 zł, kilka dni- 150. Dojazd, jak dla mnie ok 30-40 zł, ale nie każdy jest z południa. Jedzenie, nie każdy po całym dniu na szlaku ma ochotę na gotowanie, a konserwa to trochę mało. I jest ok 15 zł. za ciepły obiad. Jeden głupi wypad w góry na kilka to koszt ok 400 zł. Jak ktoś bieduje, to nie pojedzie.

                                Zawsze można kupić używane,
                                > pożyczyć od znajomych...

                                Buty górskie muszą być wygodne i dopasowane.
                                --
                                Słowa palą, więc pali się słowa...
                                • airborell Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 25.01.11, 20:26
                                  >Jedzenie, nie każdy po całym dniu na szlaku ma
                                  > ochotę na gotowanie, a konserwa to trochę mało. I jest ok 15 zł. za ciepły obi
                                  > ad.

                                  Bez tego akurat bardzo spokojnie można się obejść, obiad w schronisku to jest już jakiś tam luksus. Bez kurtek z goreteksu też ludzie przez całe dekady chodzili po górach wink. A taki Mallory prawie zdobył Everest w wełnianym swetrze smile.

                                  Co nie znaczy, że to polecam. Ale akurat z chodzeniem po górach - jak ktoś jest zdeterminowany, żeby to robić, to będzie to robić. Dojedzie w góry stopem, będzie spał w szałasach, chatkach studenckich, ewentualnie we własnym namiocie (że namiot kosztuje? ja byłem z namiotem kupionym w Tesco za 70 zł w Pirenejach i Sar Planinie, oba pasma wyższe niż Tatry, i jakoś ani się nie połamał, ani nie przemókł). Co więcej, jestem przekonany, że właśnie taki sposób spędzania czasu w górach jest bardziej intensywny i daje więcej doznań niż spanie w pensjonatach albo schroniskach. Chociaż wymaga trochę samozaparcia - no i nie wszędzie jest możliwy (np. w Tatrach czy Alpach nie).



                                  --
                                  airborell.blox.pl
                                    • magdalaena1977 Re: Bilet ulgowy opera-teatr wielki 24.01.11, 13:35
                                      verdana napisała:
                                      > Bo to zalezy od przedstawienia i ulgismile
                                      > W kazdym razie , gdy idę z synem do teatru, to jest to nawet dla mnie
                                      > odczuwalny wydatek.
                                      Dla mnie też . Zwłaszcza, że jest taki jednorazowy i przemijający, a zapłacić trzeba osobno za każdego (a ulgi dla seniorów są symboliczne).
                                      Książką za 30 zł zabawi się kolejno cała rodzina, a wspólne wyjście do teatru to nawet kilkaset złotych.

                                      W dodatku pamiętam, że w połowie lat 90 o wejściówki do teatru było łatwo, na widowni zostawało sporo wolnych miejsc (np. loże w Wielkim wink ) i generalnie kino było droższe.
                                      --
                                      Magdalaena
                                      • volta2 Re: Bilet ulgowy opera-teatr wielki 24.01.11, 14:10
                                        a ja mieszkam na dzikim wschodzie i wiecie co, bilety na przedstawienia dla dzieci w operze, w pierwszym rzędzie kosztują 12 złotych (dla dorosłych też, przy czym jak bierzesz dziecko na kolana, to kupujesz 1 bilet)

                                        dla dorosłych spektakle kosztują 60 zeta w pierwszym rzędzie, są zwykle do kupienia na 2 czy 1 tydzień do przodu. wczoraj na premierę 30 stycznia sobie zakupiłam 1rząd, cena 120 zeta za 2 biltety(do tego koszt niani)

                                        sale pełne, bo sobie potrafią widownię takimi cenami dla dzieci wychować.

                                        bilte do teatru lalkowego - 4 zeta za osobę. w łikedn idzie 4 spektakle, każdy inny, są też w 2 wersjach językowych.

                                        i psioczę ta ten wschód i na brak demokracji, ale podejscia do kultury moglibyśmy się uczyć.
                                      • penelopa40 Re: Bilet ulgowy opera-teatr wielki 24.01.11, 16:09
                                        kultura droga jest... różne są ulgi, pewnie i rożne spektakle, ale żeby za 10latke płacić 90zł to mnie jak widać do dziś telepie... a mnie akurat zależy zeby poznała nie tylko "łubu-dubu prezes klubu"
                                        książka za 30zł?, tania, wiekszość jest droższych i nie wiem jak chcesz magdalaeno obdzielić całą rodzinę jedną książką ...
                                        kino z dzieckiem w weekend, w centrum handlowym ok 50zł, teatr tez podobnie, basen na 2 osoby ok 30-40zł, lodowisko ponad 20zł (ze swoim sprzetem), plac zabaw typu Hula-Kula 30zl od dziecka, .... jednego dziecka a jak się ma 3 czy 4....
                                        • magdalaena1977 Re: Bilet ulgowy opera-teatr wielki 24.01.11, 16:59
                                          penelopa40 napisała:
                                          > książka za 30zł?, tania, wiekszość jest droższych i
                                          Tu masz listę bestsellerów empiku i ceny oscylują wokół 30 zł.
                                          www.empik.com/top50/ksiazki
                                          > nie wiem jak chcesz magdalaeno obdzielić całą rodzinę jedną książką ...
                                          Normalnie - płacisz raz, a kolejne osoby czytają.
                                          Z małym dzieckiem nie da się tak od razu, ale dorastając może korzystać z wyposażonej w poprzednich latach biblioteki rodziców.
                                          --
                                          Magdalaena
                            • astrum-on-line Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 00:01
                              zenobia44 napisała:

                              > Nigdy nie byłam na nartach, ale wyobrażam sobie, że oprócz "desek" potrzebne są
                              > : buty, wiązania, kijki, kombinezon, kurtka, gogle, rękawice, może krem, bieliz
                              > na ciepła, skarpety. To nie jest wypasiony sprzęt? Plus cała reszta - np. dojaz
                              > d, nocleg, karnet.

                              Dlatego dałam sobie spokój z jazdą na nartach, nawet nie uczę się jeździć. Lubię sporty, które mogę uprawiać zaraz po wyjściu z domu - na przykład rower.
                            • ko_kartka Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 26.01.11, 15:57
                              Tak, ale tego wszystkiego nie kupujesz naraz, na litość. To jest hobby. Inwestujesz w nie. Poza sezonem szukasz okazji, żeby korzystnie zakupić dobrej jakości odzież, narty, buty, kijki, bieliznę i inne pierdoły. Tylko fakt, to nie jest tanie hobby akurat - noclegi i karnety to koszt, którego nijak nie przeskoczysz, choćbyś jeździła w dzinsach i starej kurtce i na nartach, które z powodzeniem mogłyby stać w muzeum (takich ludzi widuję na stokach również). Ja pięć lat kompletuję sobie narciarską wyprawkę - ale to mnie cieszy, to mnie bawi. Nie chodzę za to do opery ani do teatru, do restauracji i innych przybytków konsumpcjo-rozrywki sporadycznie. Ale fakt, mam fundusze, które pozwalają mi na inwestowanie ich części w narciarstwo. Przy minimum socjalnym nie mogłabym sobie na to pozwolić.
                      • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:41
                        Mylisz się. Wychodzę z założenia, że chcieć to moc. Pierwsza moja podroż do Francji to 250 franków w kieszeni - miesiąc uroczych wakacji, życzliwych ludzi po drodze i bagietki dzień w dzień. Ok. byłam nastolatką i dziś z dwójką małych dzieci nie wybrałabym się autostopem po Europie, ale jeżdżę wiekowym kamperem, śpimy na kempingach i za kwotę jaką znajomi przeznaczają na tygodniowy zorganizowany wyjazd, my mamy miesiąc wakacji. Masz rację nie piszę o sytuacji gdy komuś nie starcza do pierwszego, ale nie sądzę by tylko takie osoby były na tym forum. Jest wiele przykładów (duże miasto, w małych być może gorzej) możliwości uczestniczenia choćby w życiu kulturalnym bez wydawania zlotówki np. wstęp wolny w określony dzień tygodnia do muzeum i galerii, wycieczki z przewodnikiem PTTK w ciekawe miejsca, festiwale uliczne, przedstawienia dyplomowe, itp, trzeba tylko poszukać...A dlaczego do Indii nie pojedzie, czemu NY nie zwiedzi... jeśli tylko dlatego bo nie ma pieniędzy na przelot lub nocleg w 5* hotelu to znaczy że nie Indie są celem. mam znajomych, którzy w czasach studenckich zrealizowali i jedno i drugie, zalapujac sie do pomocy na statku do Ameryki, jadąc do Indii tygodniami drogą lądową, poznając masę wspaniałych ludzi. jeszcze raz podkreślam, jeśli ktoś chce zobaczyć Indie to je zobaczy. A jeżeli brak pieniędzy na samolot czy lepszy hotel jest przeszkodą - osoba stawia określone warunki- to znaczy że mu na samym zobaczeniu Indii nie zależy.
                        • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:49
                          Zgadzam się z Gabą w 100%! Ja też należę do niejęczącej częściwink i dużo fajnych rzeczy w życiu zawdzięczam temu, że mi się chciało np. roznosić ulotki czy szorować kibelki żeby wyjechać na wakacje. W czasach młodości jedyną opcją wypoczynku były dla mnie namioty i jedzenie z puszek/słoików - a i tak było cudownie, poznałam świetnych ludzi, zobaczyłam co chciałam zobaczyć..
                          Jak ktoś chce to zawsze znajdzie sposób. Po prostu wiem to, bo sama jestem przykładem, a i widzę to wokół. Jeżeli ktoś zakłada, że wyjazd to musi być hotel i lot samolotem, a muzyka poważna to tylko w Filharmonii Narodowej - to może mieć problem z realizacją swoich celów. Ale jeżeli ktoś bez większego smutku i rozgoryczenia dopuści do siebie myśl, że może iść do Akademii Muzycznej na darmowy koncert dyplomowy jeśli chce posłuchać muzyki, a spać w nowych miejscach może dzięki hospitalityclub.org lub coachsurfing (zjeździłam tak całe Włochy ani razu nie płacąc za nocleg - to osiągnie swój cel..
                          Nie lubię jęczących..A jeszcze tych biernych jęczących to już w ogóle..
                          --
                          Zostań Psim Aniołem!

                          Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                          www.psianiol.org.pl/
                          • zenobia44 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 00:05
                            Widzisz Ofelio, ty roznosiłaś ulotki by wyjechać na wakacje, a ja pracowałam w 3 pracach by mieć co jeść, móc kupić sobie majtki i szampon i zapłacić za pokój w mieszkaniu, o którym chcę zapomnieć. I myślę, że były osoby ze mną na studiach, które miały jeszcze gorzej i np. nazywano je śmierdziuch (bo wszystko śmierdziało im stęchlizną z racji warunków mieszkaniowych) albo nie było ich stać na podstawowe potrzeby (spali na zapleczu sali gimnastycznej) czy chodzili w dziurawych spodniach.
                            Podałaś kilka dobrych rad, ale nie dla każdego. I nie lubię tych, którzy nie potrafią uznać, że nie są alfą i omegą.
                            • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:14
                              Zenobio - wszystko co napisałam odnosiło się do ludzi, którzy mają zapewniony pewien podstawowy poziom - m.in. jedzenie. Było o tym już wcześniej wspomniane.
                              Oczywiście, że ktoś kto nie ma na chleb nie myśli nawet o wakacjach..
                              Nie czuj się wręcz urażona, bo w takim razie to co napisałam nie odnosiło się do Ciebie.
                              --
                              Zostań Psim Aniołem!

                              Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                              www.psianiol.org.pl/
                            • amandaas Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 15:29
                              Wybacz, ale nie do końca moge w to uwierzyć, więc jeśli możesz to naświetlij mi sytuację. Naprawdę musiałaś pracować na 3 etatach w czasie studiów, żeby się utrzymać? Skoro miałaś kłopoty finansowe to przecież należało Ci się stypendium socjalne (które nie są niskie IMO), poza tym na pewno należał Ci się akademik- i to w dodatku za darmo lub symboliczną opłatę - jest przecież stypendium mieszkaniowe dla biedniejszych studentów. Poza tym dochodzi jeszcze stypendium naukowe, o które mogłaś się postarać. Mam paru znajomych, których rodzice nie utrzymują na studiach bo nie mają i oni korzystając z należych im tych trzech świadczeń (500zł socjalne+230zł mieszkaniowe+300zł naukowe+dorabianie) świetnie sobie radzą. Wydaje mi się, że biedujący student który chodzi w podartych majtkach to już jednak mit (w każdym razie takich nie zaobserwowałam) i bardzo dobrze bo IMO państwo powinno wspomóc tych którzy mają chęci i potencjał a nie mają kasy.
                              • satia2004 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 15:34
                                amandaas napisała:
                                > Wybacz, ale nie do końca moge w to uwierzyć, więc jeśli możesz to naświetlij mi
                                > sytuację. Naprawdę musiałaś pracować na 3 etatach w czasie studiów, żeby się u
                                > trzymać? Skoro miałaś kłopoty finansowe to przecież należało Ci się stypendium
                                > socjalne (które nie są niskie IMO), poza tym na pewno należał Ci się akademik-
                                > i to w dodatku za darmo lub symboliczną opłatę - jest przecież stypendium miesz
                                > kaniowe dla biedniejszych studentów. Poza tym dochodzi jeszcze stypendium nauko
                                > we, o które mogłaś się postarać. Mam paru znajomych, których rodzice nie utrzym
                                > ują na studiach bo nie mają i oni korzystając z należych im tych trzech świadcz
                                > eń (500zł socjalne+230zł mieszkaniowe+300zł naukowe+dorabianie)

                                U mnie na uczelni socjalne wynosiło od 170 do 300zł, naukowe od 190 do 320zł (przy czym 320 dostawały 3 osoby na 500), mieszkaniowego brak - akademik zdecydowanie nie bezpłatny - teoretycznie dotowany ale najtańsze miejsce i tak wynosiło 250zł.

                                O takich kwotach jak piszesz można było tylko pomarzyć!

                                --
                                72/94
                                • astrum-on-line Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 15:44
                                  To zależy od uczelni.

                                  Ja studiowałam na AGH w Krakowie, gdzie maksymalne stypendium wynosiło chyba 450 zł (naukowe plus socjalne, jeżeli któreś przysługiwało wyższe, to było zmniejszane, żeby oba razem mieściły się w tej samej kwocie). Do akademika miałam dopłatę chyba 50 zł, płaciłam 145 zł czy coś koło tego. W tym samym czasie koleżanka na Politechnice Śląskiej dostawała maksymalne socjalne i maksymalne naukowe, po 500 zł każde, razem 1000. Jest różnica. Za 1000 dało się nieźle przeżyć (10 lat temu).
                                • amandaas Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 15:45
                                  Może to się zmieniło na przestrzeni lat ale u mnie (duże miasto, typowo akademickie) to wygląda tak:
                                  socjalne 220-570 (wiem, że na innych uczelniach w mieście jest wyższe)
                                  naukowe 150-400 ale wyjątkowo trudne do osiagniecia (na innych uczelniach nawet do 1000zł)
                                  mieszkaniowe do 230 (a opłata za akademik to 300zł)
                                  wiem że jeszcze istnieje jakiś dodatek do wyżywienia, czy też obiady w stołówce ale szczegółów nie znam.
                              • zenobia44 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 16:49
                                już odpowiadam:
                                3 prace to nie 3 etaty - w czasach moich studiów nie zatrudniano studentów na etat, nie było to takie tanie i wygodne jak teraz, studenci byli uważani za samo zło, więc status student od razu skreślał u pracodawcy, mimo to - obsługa klienta, ankiety, i pierwszy w moim mieście telemarketing (nie było wtedy nawet tego terminu)
                                prace były dorywcze w obsłudze w dobry miesiąc zarabiałam 80 zł/mies., w ankietach czasem i ponad 100 zł. za 10 wyjazdowych ankiet, ale zlecenia przychodziły nieregularnie, np. co 2-3 miesiące, itd. wykonywałam chyba wszystkie prace dorywcze jakie mogłam złapać, ankiety po 2 zł za sztukę też, korepetycje jak się jakieś złapały
                                miałam najwyższe stypendium naukowe - wtedy ok. 300 zł,
                                socjalne mi się nie należało, bo liczono przychody w działalności gospodarczej) rodziców, każdy kto wie jaka jest różnica pomiędzy przychodem a dochodem wie jakie to było chamstwo
                                dodatku mieszkaniowego nie było w tamtych czasach
                                a majtki - nie rozumiem - a co - majtki to akurat rozdają za darmo? czy miałam je dostać w prezencie czy co? bo nie wiem? pamiętajcie, że były to czasy bezbiedronkowe, czasy przed Lidlem i ceny ubrań nie były niższe niż teraz, otwierano pierwsze hipermarkety
                        • black_halo Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 31.01.11, 09:47
                          O ile nie jest problem poswiecic na podroz do indii 5 tygodni z trzymiesiecznych studenckich wakacji to juz duzo trudniej zrobic to gdy ma sie 20-26 dni urlopu.
                          --
                          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                    • gwiazdeczka-z-nieba Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:38
                      Gaba doskonale zrozumiała co miałam na myśli.
                      Verdana - jeśli mówisz, że dla Ciebie na wakacjach jest ważne, żeby odpocząć od gotowania, sprzątania (i ja to rozumiem doskonale) i to wg tego co napisałam: masz więcej pieniędzy jedziesz do droższego miejsca, masz mniej pieniędzy wybierasz jakiś tańszy pensjonat, ale z pełnym wyżywieniem, gdzieś w pobliżu. I nie musisz gotować i odpoczywasz od tego. Z kolei tak jak było powiedziane wcześniej: jeśli dla kogoś priorytetem jest zwiedzanie to mając mało kasy pojedzie z plecakiem pełnym konserw i zupek chińskich, ale BĘDZIE ZWIEDZAŁ, on pomyśli: nie ważne, że będę gotować, ważne, zobaczę Wieżę Eiffela, czy Mur Chiński.

                      1.Zgadzam się, że syty głodnego nie zrozumie. I podkreślam raz jeszcze, że miałam na myśli sytuacje, gdy na podstawowe rzeczy nam wystarcza. Nie chodzi mi o skrajne sytuacje, gdy brakuje na jedzenie, lekarstwa.
                      2. Stroje: bal karnawałowy w przedszkolu, nie wiem co ważniejsze: czy to, że bardzo dobrze się bawiliśmy wymyślając go, oglądając różne koty w butach, w książkach i necie i komponując strój, czy to, że prezentował się naprawdę ciekawie na tle tych hipermarketowych batmanów i supermanów. Jeśli chodzi o studniówkę, która będzie za ładnych parę lat. Na chwilę obecną zakładam, że syn będzie ubrany w porządny garnitur, z dobrego materiału, dobrze uszyty i skrojony, aczkolwiek najprawdopodobniej nie będzie markowy, dlatego, że ja osobiście nie przywiązuję wagi do marki ubrania i mam nadzieję, że moje dziecko nie będzie tego rodzaju niewolnikiem mody. W przypadku stroju na bal była priorytetem była dla mnie oryginalność (ale cieszyłam się, że praktycznie nic mnie nie kosztował), w przypadku studniówki będzie priorytetem będzie dla mnie aby garnitur był porządny, aby syn w nim dobrze wyglądał.
                      Kupno garnituru wtedy, gdy jest potrzebny to normalna sprawa, nie żaden luksus. tj nie powinno to być luksusem, niestety w życiu bywa inaczej.
                      3. Dlaczego pożyczam? Po prostu dlatego, że ja mam w danym momencie pieniądze, a oni nie. na pewno nie dlatego, aby mnie lubili, To bez sensu kompletnie. Nie leży w mojej naturze przypodobanie się komuś.
                      • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 22:47
                        Nie mam wcale pieniedzy - placze i siedze w domu.
                        Wszystkie zakładacie pewien poziom zamożnosci, wystarczajacy chocby na "tani pensjonat" - cóż, są ludzie, ktorych nie stać na tani pensjonat, na zaoszczedzenie kasy, aby pojechać nawet po 20 latach do Indii. mam wrazenie, ze zadna z Was nie schodzi myślami ponizej pewnego poziomu - na zasadzie "Jak nie stać Cie na Ritza, to zatrzymasz się w tanim hotelu i tez będzie OK". Otóz zapewniam Was, ze wielu ludzi nie stać na ten tani hotel, ktory uznają za niewyobrazalny luksus. I wielu osób nie stać na to, aby pojechać gdziekolwiek, bo nie stać ich na najtańsze pole namiotowe, o namiocie nie wspominając.
                        Mieszkałam w Paryżu tanio - ale tanio nie oznacza "za darmo" - dla bardzo wielu osób oznacza "i tak za drogo".
                        Moje dzieci już po studniowce, na ktore część klasy mojej corki nie poszła, bowiem nie stać ich było na zaplacenie niewyobrazalnej dla kilku osób sumy 150 zł.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:05
                          No widzisz ale tą samą studniówkę mozna zorganizować w sali gimnastycznej tzw składkową - liczy sie przecież dobra zabawa. To przykre, że ta część rodziców których stać było nie zrezygnowała z lepszej oprawy uroczystości na rzecz zabawy w której wziąć udział mogą wszyscy ....
                            • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:28
                              Nawet nie piramida, bo nie trzeba mieć tylko na podstawowe przezycie, aby nie stać było człowieka na realizację marzeń.
                              Wykladam na taniej, prywatnej uczelni. Idą tam studenci czesto ze względu na bardzo niskie czesne. Teoretycznie, można by rzec - wlasnie realizują swoje marzenia niskim kosztem. Tymczasem to nie jest do końca prawda. Wielu moich studentów marzyło o studiach na innych kierunkach, na lepszych uczelniach - studiują tutaj, bo potrzebny im dyplom, ale z realizacją aspiracji ma to niewiele wspólnego. Studiują nie ten kierunek, o ktorym marzyli, nie na takiej uczeli, jaką by wybrali. To nie jest zaden ekwiwalent studiowania tego co się chce...
                              --
                              Mops i kot

                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                              • gaba29 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:43
                                No więc priorytetem był DYPLOM wyższej uczelni, a nie zgłębianie zainteresowań na wymarzonym kierunku. To dwie oddzielne sprawy. I jeszcze jedna rzecz w nawiązaniu do Twojej wcześniejszej wypowiedzi: buty do wędrówek po górach muszą być dobre, co nie znaczy nowe, mogą być pożyczone, używane, wiekowe...Narzucasz sobie wiele ograniczeń, wielu rzeczy się nie podejmujesz bo... ale to nie znaczy że się nie da...
                                • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 00:00
                                  Sorry, ale jeżeli ktoś idzie do prywatnej uczelni tylko po to zeby mieć papierek - to wcale nie ma sensownego planu na życie, nie zakłada ciężkiej pracy i idzie po najmniejszej linii oporu..
                                  Wiesz, ja też chciałam po LO iść na lingwistykę, bo mam talent do języków - obecnie znam dość biegle trzy i uwielbiam się ich uczyć, łatwo mi to przychodzi - ale wybrałam dużo bardziej praktyczny kierunek, bo nie chciałam zarabiać 1000zł (choć pewnie po takiej lingwistyce też mi dobrze by się wiodło). Jeżlei ktoś idzie na pedagogikę, etnografię lub prywatne zarządzanie (to mnie już bawi wręcz - niedoświadczony młody człowiek idzie na prywatne zarządzaniesmile - to chyba liczy się z tym, że po studiach może mieć problem ze znalezieniem pracy w branży którą studiował lub będzie w niej zarabiał marnie..Jeżeli tego nie wiem - to oznacza, że nie zadał sobie trudu przeanalizowania rynku i rozpatrzenia innych opcji. Nie uważam takich ludzi za "biednych uciemiężonych studentów"..
                                  --
                                  Zostań Psim Aniołem!

                                  Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                  www.psianiol.org.pl/
                                  • zenobia44 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 00:15
                                    Kochana, pomyśl o tym, ze jak ja zaczynałam studia to matura + angielski i byłeś prezesembig_grin
                                    A po studiach? Korporacje otworem. 7% ludzi z wyższym wykształceniem, najniższy współczynnik scholaryzacji w Europie! Zdawało się na jeden kierunek (nie można było na więcej) i zaocznych studiów prawie nie było, zresztą wiadomo było, że na zaocznych są same mało bystre jednostki. Po 5 latach zmian również na uczelniach okazało się, że dynamiczny kraj nie wie co zrobić z tym wyżem demograficznym i powitało nas 20% bezrobocie i zaczęło się pokolenie 1200 brutto (dla tych, którzy pracę dostali). Minęło kolejnych kilka lat i kilkaset tysięcy ludzi przeszło do służby Jej Królewskiej Mości. Teraz znowu kryzys ekonomiczny i niż na uczelniach. Czy tu można planować przyszłość? Nawet w perspektywie 5 lat (bo tyle trwają studia)?
                                    • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:19
                                      Jasne, że jesteśmy zależni od warunków, w których przyszło nam żyć. Ale śmiem twierdzić, że decyzję o podjęciu nauki na prywatnej uczelni z zakresu zarządzania i marketingu i jeszcze płacenie za to - jest od wielu już lat średnim pomysłem..oczywiście niektórym się udaje, niektórzy się bardziej zakręcą i będą fajnie sobie żyli, ale taki absolwent jednak powinien umieć zanalizować to na co może liczyć po studiach..Mam koleżankę, która skończyła historię sztuki, pracuje oczywiście nie w swojej dziedzinie za małe pieniądze i strasznie narzeka, że w Polsce ludzie po studiach tak mało zarabiają..
                                      --
                                      Zostań Psim Aniołem!

                                      Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                      www.psianiol.org.pl/
                            • astrum-on-line Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 00:13
                              > I tak- syty głodnego nie zrozumie. Trudno przyjąć do wiadomości, że istnieje po
                              > ziom gdzie już nie ma skromnego życia, a jest wegetacja? Piramida Masłowa się k
                              > łania.

                              Wyluzuj. Ja wiem jak wygląda wegetacja. Przeszłam ją 20 lat temu, kiedy byłam w liceum. Odbiło się to na mojej pewności siebie, zdrowiu, ale wiem, że można sobie poradzić i z tego wyjść.
                        • zenobia44 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:33
                          moja studniówka, która była już naście lat temu - pamiętam jak dziś kosztowała 90 złotych od osoby!!! nie miałam wyjścia, żeby pójść na jakiś inny bal na salę gimnastyczną, mogłam nie iść na studniówkę, zresztą taki miałam plan - w ostatniej chwili ktoś z dalszej rodziny się ulitował i mi zapłacił, ciocia dała mi pieniądze na sukienkę, którą potem jeszcze x lat nosiłam na egzaminy i inne okazje, ciocia pożyczyła mi buty, bo nie miałam eleganckich,
                          jak wspominam ten wieczór to mi się płakać chce i żałuję, że byłam, z drugiej strony już nigdy później nie byłam w miejscu, gdzie obowiązuje strój wieczorowy, więc hmm, może z tego powodu było wartosmile

                          sporo piszecie o pożyczaniu ubrań, butów, etc. - nie wiem czy znajdzie się tyle chętnych by nam pożyczyć, po pierwsze ktoś musi mieć te buty górskie czy kombinezon, i to - w naszym rozmiarze! (nie zawsze jest to łatwe) i być nam na tyle bliską osobą, by nie brzydzić się nam pożyczyć, z drugiej strony - w górach (mam skręcone kostki - ostatni raz w górach, więc chodzenie w trampkach z lumpeksu po górach uważam za debilizm czystej wody!!!) czy na stoku - rzeczy te mogą ulec zniszczeniu (tak sobie wyobrażam na nartach - wieczne upadki, etc., a na wędrówkach w górach błoto,kamienie, skałki, krzaki, itd.) co będzie jak zniszczę komuś ten kombinezon czy buty? no cienko to widzę, szczególnie jak osoba z łapanki, to nie PRL - ludzie tak chętnie nie pożyczają, mnie nikt o pożyczenie ubrań nigdy nie prosił, nie słyszałam też żeby ludzie sobie pożyczali między sobą (na zasadzie - nie stać mnie to nie jadę na narty)
                          • anula36 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:52
                            Ciuchy jeszcze,ale buty to juz powinny byc indywidualne. Jak chodzilam na lodowisko i pozyczalam lyzwy to kazdy dostawal worki foliowe zeby wlozyc najpierw na stope, a potem buta. Noga spocona na maxa ,ale choc bez grzyba.
                            Buty sportowe, gorskie dopasowuja sie zreszta do stopy wlasciciela, nie bez przyczyny dzieci nie powinny chodzic w butach uzywanych zeby nie wykoslawic stop.
                            --
                            www.zdrowydzien.info/
                        • magdalaena1977 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 00:54
                          verdana napisała:
                          > Nie mam wcale pieniedzy - placze i siedze w domu.
                          Chciałabym Cię poprzeć na całej linii.

                          Z jednej strony mam wrażenie, że dla gwiazdeczki "mało pieniędzy" to obiektywnie całkiem spora suma. Zwiedzanie Chin czy Francji kosztuje nawet w wersji niskobudżetowej - trzeba zapłacić za transport (do Chin samolotem), za wstępy do muzeów, trzeba zapewnić sobie jakiś nocleg.

                          Dla mnie priorytetem było zawsze przyjemne spędzenie wakacji, a to wykluczało i wyklucza nadal pojechanie w miejsce, gdzie nie stać mnie na kupienie butelki wody na mieście czy spanie w pokoju bez łazienki.
                          Dlatego w chudych latach wybierałam tańsze kraje - subiektywnie zwiedzanie Transylwanii było równie fajne co zwiedzanie Prowansji, ale o ileż tańsze.

                          Nie zgadzam się też z główną tezą gwiazdeczki, że nie ma znaczenia poziom zaspokojenia potrzeb, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Otóż ja mam przeciwne doświadczenia - w pewnym momencie następuje miłe nasycenie.
                          Pamiętam swoje zdziwienie, kiedy po studiach okazało się, że mam dostęp do większej ilości książek niż jestem w stanie przeczytać. Bo mogłam samochodem pojechać do biblioteki, a nawet pierwsza skromna płaca pozwalała na kupienie każdej nowości (w tym oryginałów z amazona).
                          Tak samo w biżuteria - w obecnej chwili mam tyle par kolczyków, wisiorków itp. (w znacznej części nieszlachetnych), że w zasadzie nie mam ochoty na kupowanie nowych, bo to co mam nie opatrzyło mi się jeszcze.
                          --
                          Magdalaena
                          • gwiazdeczka-z-nieba Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 10:00
                            Magdalena - podałam kilka przykładów, zarówno Chiny, jak i to, że żeby zwiedzanie to również zwiedzanie naszego kraju, czy sąsiednich. Plany wyjazdu do Chin, w sytuacji, gdy brakuje na bardziej niezbędne rzeczy, to plany życia ponad stan i to inna całkiem sprawa, już poruszana tutaj nie jeden raz. Natomiast mówienie: nie stać mnie na książki nie czytam, a niezapisanie się do biblioteki, nie wypożyczanie książek, to już takie narzekanie, aby narzekać.
                            Kolejna rzecz, nie chodzi mi o zaspakajanie potrzeb wyższego rzędu: czyli tych wyjazdów i super ciuchów, kosztem potrzeb niższego rzędu czyli jedzenia, czy ubrania odpowiedniego do pory roku, czystego i schludnego.

                            Apetyt rośnie w miarę jedzenia, tak, ale uważam, że priorytety rzadko się zmieniają. Czy to nie będzie tak, że jeśli dla kogoś priorytetem jest wygląd, to wraz ze wzrostem zamożności będzie kupował więcej droższych ciuchów. czy ktoś kto lubi podróżować nie zacznie jeździć dalej, na dłużej, czy osoba lubiąca czytać nie zacznie kupować wszystkich nowości, w twardych okładkach, ładnych wydaniach (wiem, że ktoś powie, nie lubię twardych okładek bo coś tam). jeśli ktoś lubi muzykę zacznie chodzić do filharmonii częściej kupować miejsca w loży, albo będzie jeżdził po świecie na koncerty ulubionej kapeli.
                            Chodzi mi o to, że jeśli dla kogoś pasją są np książki to z racji tego, że jest bogatszy niż był nie stanie się miłośnikiem teatru. jeśli ktoś lubi nowe ciuszki (w ilości większej niż potrzebne do ładnego wyglądu) to nie zacznie kupować nowości wydawniczych.
                            piszesz, że gdy wzrosły Ci dochody mogłaś kupować bez ograniczeń książki. a czy nagle zaczęłaś kupować dużo droższe ubrania w dużo większych ilościach (ponad to co jest potrzebne, podkreślam, bo jeśli np ktoś przechodził całe studia w jednej parze spodni to naturalne, że jak zacznie zarabiać, kupi kilka par), podejrzewam, że nie, gdyż nie to jest dla Ciebie priorytetem.
                            Dlatego wydaje mi się, że wzrost dochodów nie zmieni priorytetów. W dalszym ciągu będę ubrania kupować szybko i konkretne rzeczy (bo nie lubię chodzić, oglądać, przeglądać, przymierzać), a nawet szybciej, bo czym więcej będę mieć pieniędzy tym mniej będę patrzeć na cenę, nie będzie tak istotna, po prostu potrzebuję czerwony rozpinany sweter, to wejdę i go kupię. teraz muszę patrzeć, żeby mieścił się on w jakimś przedziale cenowym i aby stosunek ceny do jakości był odpowiedni.
                            Ale pewnie będę kupowała więcej książek, bo sprawia mi przyjemność, nie tylko czytanie, ale i kupowanie ich, ale z drugiej strony już w tej chwili mam na półkach książki jeszcze nieprzeczytane, mam takie, które chciałabym przeczytać, ale brakuje mi czasu (oprócz książek mam inne zainteresowania).
                            Na pewno podróżowałabym więcej i dalej, ale np na pewno nie zmieniałabym częściej samochodu i nie kupowałabym jakiegoś bardzo drogiego, bo przyzwyczajam się do samochodów, nie lubię szukać nowego, wybierać. Dlatego, że podróżować i zwiedzać LUBIĘ a samochód to po prostu przedmiot codziennego użytku, który ma być bezpieczny, sprawny i spełniać kilka innych wymagań indywidualnych (np pięciodrzwiowy, z odpowiedniej wielkości bagażnikiem).

                            Tak, że apetyt rośnie, ale głównie na te rzeczy, które były dla nas ważne i wcześniej i oczywiście na realizację marzeń.
                            • magdalaena1977 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 10:30
                              gwiazdeczka-z-nieba napisała:
                              > Apetyt rośnie w miarę jedzenia, tak, ale uważam, że priorytety rzadko się zmien
                              > iają. Czy to nie będzie tak, że jeśli dla kogoś priorytetem jest wygląd, to wra
                              > z ze wzrostem zamożności będzie kupował więcej droższych ciuchów. czy ktoś kto
                              > lubi podróżować nie zacznie jeździć dalej, na dłużej, czy osoba lubiąca czytać
                              > nie zacznie kupować wszystkich nowości, w twardych okładkach, ładnych wydaniach
                              > (wiem, że ktoś powie, nie lubię twardych okładek bo coś tam).
                              No więc ja się z tym nie zgadzam.
                              Z obserwacji zachowań moich i moich znajomych wynika coś przeciwnego. Ktoś kto lubi czytać, w pewnym momencie wzrostu dochodów zaspokoi swoje potrzeby czytelnicze i jego wydatki na książki przestaną wzrastać kwotowo, a spadać procentowo. I wtedy zacznie myśleć - a może bym kupił sobie ekstra garnitur - w końcu mam wolne środki i mnie stać ?

                              > piszesz, że gdy wzrosły Ci dochody mogłaś kupować bez ograniczeń książki. a czy
                              > nagle zaczęłaś kupować dużo droższe ubrania w dużo większych ilościach
                              Z ubraniami sprawa jest skomplikowana, bo mam problem z dostaniem czegoś ładnego pasującego na mnie. Ale na studiach np. miałam jedną plastikową torebkę, którą nosiłam non stop, a teraz mogę sobie pozwolić na kilka skórzanych. Mam więcej butów lepszej jakości. Mogłam kupić sobie nowy telewizor, na który miałam ochotę, ale nie był moim priorytetem.
                              --
                              Magdalaena
                              • gwiazdeczka-z-nieba Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 12:25
                                zgadza się, że wydatki będę wzrastać do pewnego stopnia, tak jak z tymi książkami: po prostu nawet jeśli bardzo lubimy czytać, możemy poświęcić na to określoną ilość czasu, nie jesteśmy w stanie przeczytać WSZYSTKICH nowości, więc o ile kupujemy po to, żeby czytać i w takiej ilości jaką jesteśmy w stanie przeczytać (a nie chodzi nam o ustawianie książek na półkach) to przestaniemy.
                                zgadza się, że jeśli dzięki wzrostowi dochodów możemy chodzić na wszystkie premiery teatralne, to w pewnym momencie stwierdzimy, że chcemy do tego teatru ubrać się inaczej niż do tej pory, ze w tym w czym dobrze czuliśmy się siedząc na tańszym miejscu na którymś przedstawieniu, nie czujemy się dobrze siedząc na premierze, w loży.

                                Zgadzam się z tym, że przy wzroście dochodów wydatki rosną, kupujemy więcej, lepszych rzeczy, ale jednak priorytety są te same. kupuje się więcej ubrań niż wcześniej, dlatego, że nas na nie stać. zmieniają się proporcje w budżecie, wydajemy mniej procentowo na życie codzinne, na jedzenie, a jednocześnie więcej na przyjemności i rzeczy, bez których można żyć. wydatki dajmy na to na ubrania będę rosnąć, bo więcej będziemy wychodzić z domu, wyjeżdżać, do pracy też prawdopodobnie będziemy się bardziej elegancko ubierać. wydatki na książki zaczną spadać, bo zgromadziliśy dużo, nie przeczytanych i dlatego, że potrzeby czytelnicze zostaną zaspokojone przez ileś tam ksiżek, których cena to będzie ułamek w budżecie.
                          • jop Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 11:51
                            > Otóż ja mam przeciwne doświadczenia - w pewnym momencie następuje miłe nasycenie.

                            Dokładnie - w pewnym momencie pojawia się poczucie "taki poziom mnie całkowicie zadowala, nie muszę więcej". Ja np. mogę mieć każdą książkę, na jaką mam ochotę - barierą jest czas na przeczytanie tego wszytkiego, nie pieniądze.
                      • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 23.01.11, 23:53
                        "Stroje: bal karnawałowy w przedszkolu, nie wiem co ważniejsze: czy to, że bardzo dobrze się bawiliśmy wymyślając go, oglądając różne koty w butach, w książkach i necie i komponując strój, czy to, że prezentował się naprawdę ciekawie na tle tych hipermarketowych batmanów i supermanów."

                        Brawo! Moim zdaniem ludzie często gubią sens chcąc równać do bogatszych, pokazać się z czymś, udowodnić coś..Moim zdaniem Twoje dzieci będą wspominać wspólne robienie strojów jako fajną zabawę, czas spędzony z mamą i to, że poświęciłaś im tyle uwagi - a dzieci "supermenowe" zapamiętają tylko, że mam przyniosła pewnego dnia strój do domu..
                        --
                        Zostań Psim Aniołem!

                        Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                        www.psianiol.org.pl/
                    • marajka Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 25.01.11, 19:54
                      Mówię jed
                      > ynie, że w zależności od portfela można realizować te same pasje

                      Nieprawda.

                      jeden pojedzie na narty do Aspen, na nartach z najnowszej kolekcji, drugi
                      > do Szczyrku na nartach kupionych na allegro czy "odziedziczonych po koleżance"
                      > - ale i jeden i drugi spędzi urlop [b]jeżdząc na nartach (no chyba że w Polsce
                      > zima nie dopisze smile)

                      Ale nawet w Szczyrku trzeba spać, mieć na wyciąg, i miec kasę nawet na używane narty, tam trzeba dojechać.

                      Można się pasjonować nurkowaniem, ale nie mając pieniędzy nie pojedziesz do Egiptu, nie zapłacisz kursu, nie wypożyczysz sprzętu. Pasjonując się podróżóżami a nie mając pieniędzy nie pojedziesz nigdzie daleko bo: bilet, spanie, muzea...
                      --
                      Słowa palą, więc pali się słowa...
                  • fruzia01 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 08:04
                    a byłaś kiedyś na wakacjach w Europie zachodniej na campingu?
                    ja byłam - i w życiu, za żadną kasę nie zamieniłabym tego na hotel smile
                    standard jest nieporównywalny do tego co oferują polskie pola namiotowe - sanitariaty duże i dużo - bez kolejek do wc; czyszczone 3 razy dziennie, ładnie pachnące, nawet samodezynfekujace się sedesy!!! basen to standard, czasem jest też minigolf, tenis, zjeżdżalnia do basenu i jacuzzi!!! a wszystko w cenie mniej więcej odpowiadającej polskiemu pensjonatowi nad Bałtykiem. Przyjemność spędzania całego czasu na świeżym powietrzu jest bezcenna i niczym niezastąpiona;

                    • fruzia01 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 08:11
                      jeśli ktoś nie znajduje przyjemności w rozbijaniu własnego namiotu, spaniu na karimacie, wożeniu ze sobą całego ekwipunku i gotowaniu na małym palniczku butli gazowej - można za całkiem rozsądne pieniądze wynająć duży wyposażony namiot lub super wygodny 'mobile home' od firm specjalizujących się w organizowaniu wakacji na campingach;
                      • chicarica Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 25.01.11, 15:53
                        Halo, te "całkiem rozsądne pieniądze" to w sezonie około 300-400 zł za dobę za taki domek (ceny z Vacansoleil, camping w Chorwacji). Daje to ponad 4 tys za 14 dni wypoczynku, a dolicz jeszcze dojazd, jedzenie, jakieś rozrywki... To jest kwota, o której uboga rodzina może pomarzyć.
                        --
                        ---
                        Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
                        • fruzia01 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 26.01.11, 08:02
                          eurocamp jezioro Garda po 20 sierpnia - 65 euro za domek 6osobowy, czyli mniej niż 11 euro za osobe; moim zdaniem to bardzo dobra i dużo tańsza alternatywa dla wakacji spędzanych w hotelu; rodzina w modelu 2+4 zapłąci za noclegi na tygodniowych wakacjach ok 2050pln (licze euro po 4,5) + podróż (nie umiem tego przeliczyć) + wyżywienie (jak są zdeterminowani zabiorą całość lub część zapasów z Polski) i może przez tydzień pluskać się w ciepłym, ślicznym jeziorku;wątpię, żeby wakacje wykupione z biura podróży były równie korzystne finansowo;

                          oczywiście jakieś pieniądze trzeba mieć: to nie jest opcja dla rodziny utrzymywanej z jednej minimalnej krajowej pensji; ale za to, to może być dobra opcja dla średniozamożnych, których nie stać na 4*all inclusive a marzy im się wygrzać kości w słonecznej Italii
                    • magdalaena1977 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 10:06
                      fruzia01 napisała:
                      > a byłaś kiedyś na wakacjach w Europie zachodniej na campingu?
                      Ja byłam. Raz. Standard był oczywiście wyższy niż w Polsce, ale pozostawały niedogodności nierozerwalnie związane z mieszkaniem na campingu - konieczność rozbijania namiotu, szczupłość kwatery, brak łazienki w pokoju. Plus konieczność biwakowego gotowania.
                      Są osoby, którym to nie przeszkadza, ale ja więcej nie pojechałam na taki urlop.
                      Wolę jechać bliżej / krócej / taniej i mieć przyzwoite warunki zakwaterowania w tym łazienkę + optymalnie aneks kuchenny albo chociaż czajnik w pokoju.
                      --
                      Magdalaena
                    • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 10:12
                      I rozumiem, ze to wszystko za darmo. I że każdego, ale to kazdego na to stać...
                      Obawiam się, ze piszą tu osoby, ktore nie mają pojęcia o tym, jak żyje duża część spoleczeństwa. Dla ktorych wyjjazd do Francji jest groszowym wydatkiem, no bo co to znaczy te parę tysięcy na bilety, na campingi , na wejscie do muzeum.
                      --
                      Mops i kot

                      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                      • fruzia01 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 11:15
                        ech, nie za darmo, przecież napisałam: "a wszystko w cenie mniej więcej odpowiadającej polskiemu pensjonatowi nad Bałtykiem"; i nie twierdzę, że każdego na to stać, bo wiem, że są ludzie których nie stać na ciepły obiad częściej niż 2x w tygodniu i są tacy których nie stać na wymarzone Bahamy, więc cierpią ...
                        marudziłaś na temat jakości campingowego życia, więc tylko napisałam, że ono wcale nie jest takie złe i znacznie odbiega od tego, co widzimy w naszym kraju

                      • astrum-on-line Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 12:35
                        Zlituj się już z tym nie stać.
                        Może nas na nic nie stać, ale ktoś wykupił mieszkania po 8 tys za metr. Przejdź się do sklepu - ja w sobotę zastanawiam się czy od jutra ma wybuchnąć wojna czy co, bo w sklepach kłębią się dzikie tłumy, od Almy po Biedronkę.
                        Studenci ponoć są biedni. Studiowałam na dwóch uczelniach i nie widziałam ani jednej osoby, która by chodziła przez pięć lat z tą samą torebką, czy w tej samej kurtce, chyba że była to osoba z kategorii tych, którym jest wszystko jedno co na siebie ubierają. W 90% pokojów w akademiku były przynajmniej 2 komputery, lodówka, telewizor i wieża albo chociaż porządny radiomagnetofon. Przed akademikami stały całkiem wypasione fury i studenci nie mieli problemu z wyjechaniem na narty czy snowbord.
                          • araceli Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 13:34
                            verdana napisała:
                            > Jeśli uważasz, ze studenci są "biedni", to oznacza, zę absolutnie nie orientuje
                            > sz się w skali zamożnosci w Polsce. Studia kosztują, choćby utratę części zarob
                            > ków i ludzie niezamożni w ogóle nie ida na studia..

                            A to ciekawe smile Ja studiowałam (dziennie) jako córka pracowniczki służby zdrowia o zarobkach sporo poniżej średniej krajowej. Nigdy nie uważałam swojej rodziny za 'zamożną'. Fakt istnienia ludzi biedniejszych od nas nie czyni nas zamożnymi.
                            • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 13:40
                              To, ze miałaś dostatecznie dużo pieniędzy, aby starczało bez Twoich zarobkow na jedzenie oznacza, ze byłaś wystarczająco zamożna, by iść na studia.
                              Z liceum mojej córki kilka bardzo zdolnych kolezanek nie poszło na studia, bo rodzice po prostu nie byli w stanie ich daklej utrzymywać. dziewczyny musiały iść do pracy, część potem zarobila na zaoczne, część poprzestała na maturze.
                              Zamożny to pojęcie względne - dla mnie ludźmi stosunkowo zamożnymi sa ci, ktorych stać na zrezygnowanie ze stałej posady na rzecz studiów dziennych i ci, ktorych stać na oplacenie zaocznych.
                              --
                              Mops i kot

                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                              • araceli Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 13:57
                                verdana napisała:
                                > To, ze miałaś dostatecznie dużo pieniędzy, aby starczało bez Twoich zarobkow na
                                > jedzenie oznacza, ze byłaś wystarczająco zamożna, by iść na studia.
                                > Z liceum mojej córki kilka bardzo zdolnych kolezanek nie poszło na studia, bo r
                                > odzice po prostu nie byli w stanie ich daklej utrzymywać. dziewczyny musiały iś
                                > ć do pracy, część potem zarobila na zaoczne, część poprzestała na maturze.
                                > Zamożny to pojęcie względne - dla mnie ludźmi stosunkowo zamożnymi sa ci, ktory
                                > ch stać na zrezygnowanie ze stałej posady na rzecz studiów dziennych i ci, ktor
                                > ych stać na oplacenie zaocznych.

                                Z mojego liceum też część ludzi nie poszła na studia. Czy z powodów finansowych? Wg. Twoich kategorii owszem. Co znaczy 'rodzice nie byli w stanie utrzymywać'? Pochodzę z miasta, gdzie jest kilka uczelni - owszem, nie pierwsza liga. Czy utrzymanie dziecka w liceum i na studiach w swoim mieście tak drastycznie się różni? Moim osobiście zdaniem tam bardziej chodziło o biedę umysłu a nie kieszeni niestety. Zwyczajnie założyli jak Ty, że studia są dla bogatych i nie szukali innych dróg.

                                Nie przeczę, że w tym kraju jest wielu ludzi biednych ale stanowczo sprzeciwiam się twierdzeniu, że trzeba być 'zamożnym' żeby mieć w życiu przyjemności. Cała idea tego forum to właśnie - wycisnąć z niewielkiej kasy ile się da smile
                                • kooreczka Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:09
                                  Na niektóre studia trudno pójść gdziekolwiek- medycyna chociażby. Znam takich, co nie poszli, bo nie stać ich było na 3 miesiące w mieście zanim zostanie przyznane socjalne (grosze nędzne). Najtańszy akademik to 250 PLN, a nie każdy dostanie. Do tego jakieś chociażby kserówki, jakiś przejazd- to są poważne koszty.
                                  • araceli Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:19
                                    kooreczka napisała:
                                    > Na niektóre studia trudno pójść gdziekolwiek- medycyna chociażby. Znam takich,
                                    > co nie poszli, bo nie stać ich było na 3 miesiące w mieście zanim zostanie przy
                                    > znane socjalne (grosze nędzne). Najtańszy akademik to 250 PLN, a nie każdy dost
                                    > anie. Do tego jakieś chociażby kserówki, jakiś przejazd- to są poważne koszty.

                                    W moim mieście akurat medycynę studiować można, w zasadzie jest większość kierunków uczelnianych. Niektórzy z tego skorzystali - koleżanka dziennie studiowała budownictwo, miała stypendium (socjalne i później naukowe), dorabiała w weekendy i wakacje. A pochodziła z bardzo biednej rodziny. I co - dało się! Inni nie poszli bo 'nie stać ich'. Czym się różnili między sobą? Podejściem!
                                  • astrum-on-line Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:43
                                    kooreczka napisała:

                                    > Na niektóre studia trudno pójść gdziekolwiek- medycyna chociażby. Znam takich,
                                    > co nie poszli, bo nie stać ich było na 3 miesiące w mieście zanim zostanie przy
                                    > znane socjalne (grosze nędzne). Najtańszy akademik to 250 PLN, a nie każdy dost
                                    > anie. Do tego jakieś chociażby kserówki, jakiś przejazd- to są poważne koszty.

                                    Wzruszające. Aż się popłakałam.
                                    Pochodzę z rodziny, której nie było stać na zbyt wiele. Nawet nie patologia, tylko problemy zdrowotne i gospodarcze Polski w latach 90tych, które wpędziły moich rodziców w spore problemy i długi. Odnośnie studiów nie byli mi w stanie pomóc finansowo, a ja bym tego nawet nie chciała.
                                    Poszłam na studia do innego miasta, więc musiałam utrzymywać się sama.
                                    Przed studiami dwa lata pracowałam w McDonaldzie za 500 zł miesięcznie i odkładałam trochę kasy. Odłożyłam na komputer i początki życia na własny rachunek, plus finansowałam sobie takie przyjemności jak fryzjer, ciuchy i kosmetyki.
                                    Na studiach poszłam do pracy prawie od razu. Nie miałam żadnych super umiejętności ani zdolności, stałam na promocjach w marketach. Studiowałam na uczelni technicznej, więc ponoć moje studia były trudne. W połowie pierwszego roku zaczęłam zarabiać uczeniem innych. Pomagałam moim kolegom i koleżankom z roku, z tych przedmiotów, na które chodzili na wykłady razem ze mną. W połowie pierwszego roku przyznano mi stypendium socjalne, w kwocie mniej więcej pokrywającej akademik, na drugim roku podobnie. Na trzecim roku już nie, bo za dobrze sama zarabiałamsmile
                                    Nie miałam żadnego super przygotowania z domu ani żadnych niezwykłych umiejętności. Nie nauczyłam się za ciężkie pieniądze rodziców angielskiego, żebym mogła go na studiach na przykład uczyć. Uczyłam się go sama, za własne pieniądze. Nie byłam wcale najlepszą studentką, nawet nigdy nie miałam stypendium naukowego. Nie jestem jakaś bardzo piękna, raczej przeciętna i mam nadwagę (od 19 roku życia, kiedy zaczęłam leczyć się hormonalnie). Nie jestem przebojowa, odważna ani nie umiem rozmawiać z ludźmi. W dodatku jestem nieśmiała i niepewna siebie, co bardzo mi przeszkadza i staram się to przezwyciężyć.
                                    Jeżeli dałam sobie radę, to znaczy że się da. I dlatego zupełnie nie współczuję wszystkim biednym, którzy chcieliby iść na studia a nie mogą bo nie mają pieniędzy.
                                    • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:49
                                      Cóż, super, brawo.
                                      Przyjaciółka mojej córki pracowała od pierwszej licealnej w sklepie z butami i przezx całe wakacje. To, co zarobila musiała wydać na podreczniki, na podstawowe ubrania i dokładać się do gospodarstwa. Musze jej przekazać, ze jest zyciową ofermą, bo jakos jej się "nie udało".
                                      Bo rodzice nie byli skłonni jej finansować nawet w liceum.
                                      --
                                      Mops i kot

                                      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                      • moleslaw Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 15:05
                                        Ja jestem taką ofermą bo rodzice posłali mnie do zawodówki zamiast do LO, na dodatek za najpierw chyba z 50zł potem 80zł dochodząc chyba do 100zł musiałam się sama utrzymać jadałam jeden chleb tygodnowo z serkiem i zupki chińskie na obiad albo paczkę makaronu i słoik sosu od trzech do czterech dni pod rząd. Masz rację jestem ofermą bo nie odłożyłam w tym czasie na studia. Fakt że moich rodziców byłoby stać w tamtym czasie z ich zarobów nawet na prywatne LO ale mi wmówili że nie, tyle że to faktycznie patologia bo oboje piją nałogowo i to było ważniejsze.
                                        --
                                        forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
    • magdalena.78 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 02:06
      O Twoich przemyśleniach sądzę jedno: znów chciałabym być na tyle młoda, by w takie "ideały" wierzyć. Niestety, z wiekiem zdobywa się wiedzę, również taką, że za 10 zł nie kupisz dobrego kosmetyku, porządnego ciucha, a za 10 tyś. dobrego samochodu.
      Wolę żyć głęboko niż płytko, z dochodami głębokimi bardziej niż płytkimi. Dobija mnie moja obecna sytuacja mieszkaniowa i bardzo potrzebuję dużej ilości pieniędzy, których w tym momencie, z różnych względów, nie mogę mieć tyle, ile bym chciała. I czytanie takich wypocin jaką to wartością jest głębokie życie w trampkach, ale z książką z biblioteki pod pachą, ew. w płaszczyki z lumpexu, powoduje, że robi mi się słabo.
      A co do mieszkania jeszcze - tania ekipa jest gorsza niż tanie materiały, a projektant nie jest taki zły, bo pomaga znaleźć rozwiązania, o jakich ja nie mam pojęcia, właśnie z tego prostego powodu, że o wystroju wnętrz nie mam zielonego pojęcia. Jeśli kupuje się mieszkanie za kuuuupę kasy na wieeele lat, to koszt architekta nie jest aż taki tragiczny.
      Tanio i zdrowo też zbyt wiele nie nagotujesz. Dobre składniki, warzywa, owoce, chude mięso - to kosztuje. Pierogi, naleśniki z dżemem, mielone - to może i tanie, i nawet smaczne jest, ale czy tak zdrowe?
      • gwiazdeczka-z-nieba Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 16:36
        ale czy ja napisałam, że w imię ideałów nie zamierzam rozwijać się zawodowo, nie zamierzam inwestować i pomnażać pieniędzy, że nie chcę zarabiać więcej, nie chcę mieć takiej sytuacji finansowej, żebym nie musiała myśleć o pieniądzach?
        ale nie zamierzam poświęcać się tylko karierze i zarabianiu pieniędzy. Chciałabym mieć czas i siłę, aby korzystać z tych pieniędzy i wydawać je na inne rzeczy niż leczenie chorób będących wynikiem pracoholizmu.

        zakładam, że moja sytuacje finansowa będzie coraz lepsza, że będę mogła sobie z czasem pozwolić na więcej, niż w chwili obecnej.

        ale z drugiej strony to co? mam czekać "aż zacznę więcej zarabiać", a do tego czasu co? nie stać mnie na hotel 5 gwiazdkowy to nie jadę na żadne wakacje?nie stać na bilety na premierę to nie pójdę do teatru? nie stać mnie na markowe ciuchy to chodzę w starych i niepasujących do mnie, nie stać mnie na krem za 100 zł to nie używam wcale? nie stać na manikiurzystkę to chodzę z połamanymi i brzydkimi paznokciami, nie stać mnie aby kupić nową książkę w twardej okładce to nie czytam wcale? tak mam żyć i umartwiać się z tego powodu, a życie przecieknie przez palce i jak już będzie kasa to nie będzie siły, zdrowia itp?

        Nie, pojadę na wakacje bliżej, tańszym kosztem lub z tymi słoikami w plecaku, pójdę na przedstawienie na tygodniu, kupię bilet na najtańsze miejsce, obejrzę teatr telewizji, kupię ubrania tanie, ale takie w których będę ładnie wyglądać, kupię coś na targu, bazarze, od azjatów, przerobię stare, wymienię się z koleżanką. I będę ładnie wyglądać, póki jestem młoda i mi się chce. (nie, żeby to było moim priorytetem, ten wygląd, ale dobrze się czuję jak się sobie podobam w lustrze), kupię krem na jaki mnie stać i będę pamiętać, żeby regularnie używać, sama zrobię sobie paznokcie, kupię książę używaną czy z biblioteki.


    • alba27 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 08:18
      Ja chyba rozumiem o co chodzi autorce wątkusmile
      Były czasy kiedy było nam ciężko, były też czasy, kiedy było super ale myślę że nasze priorytety pozostały takie same. Nie przywiązuję sie do pieniędzy ale też nie lubię ich marnować, bo ja nie lubię marnować niczego, ani czasu ani miejsca w szafie ani pieniędzy. Jestem bogatsza niż 8-10lat temu a w dalszym ciągu nie jestem zainteresowana kupowaniem dziesiątej torebki bo dwie mi wystarczą, mój telefon jest stary i " niemodny", ale nie kupię innego dopóki stary mi sie nie rozwali bo zwyczajnie nie odczuwam takiej potrzeby. Ubrania kupuję kierując się tym czy mi się podobają a nie tym jakiej są firmy a samochód ma być sprawny i wygodny dla naszej rodziny, dawno temu przestałam robić rzeczy na pokaz.
      Oboje z mężem marzyliśmy o domu i najprawdopodobniej w tym roku w nim zamieszkamy i nie dlatego " żeby inni widzieli, że nas stać" tylko dlaltego że było to nasze marzenie, kocham ten dom całym sercem, kocham każdy kawałek trawki w moim ogródku i nic mnie tak nie relaksuje jak wyrywanie chwastów. I jednocześnie zdaję sobie sprawę zę nie będzie mnie stać na wypasione meble na wymiar ale to nic, zadowolę się dużo tańszymi i też będę szczęśliwa. Realizuję swoje marzenia a nie oczekiwania innych, idę własną ścieżką pamiętając cały czas o tym, że wszystko co najważniejsze już posiadam i tak naprawdę wszystko inne jest tylko dodatkiem.
      • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 10:16
        Cóż, dziesięć lat temu było Cię stać na dwie torebki. Problem powstaje wówczas, gdy kogoś nie stać na to, co lubi - na pójście do teatru, do kina, na najtańsze wakacje.
        Ale takich ludzi - waszym zdaniem nie ma . "Najnizszy poziom" , ktory tu przedstawiacie, to dla wielu ludzi luksus. na niewiele zda sie powiedzenie "ja dla corki szyję strój karnawałowy ze starej spodnicy", gdy człowieka nie stać na opłacenie przedszkola.
        Robienie rzeczy "na pokaz' to zupełnie co innego, niż brak możliwości robienia czegoś w ogóle. Super, ze samochód ma być tylko sprawny, jesli kogos stać na samochód.
        Aspiracje bywają bardzo różne. I nie da sie ich realizować zawsze "na niższym poziomie". Znam wiele osób, ktore chcialyby mieć dziecko, ale nie stać je na to - zarabiają zbyt mało, aby dziecko utrzymać, nie mają mieszkania. czy tu tez można machnąć ręką i powiedzieć "Cóż, niewazne, nich sobie kupia chomika"?
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • ofelia1982 Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 14:50
          Jej, powtarzasz jak mantrę twierdzenie, że biedni ludzie istnieją. My to wiemy, serio. Tyle, że nie jest ich 70% społeczeństwa. Większość ludzi jednak jakoś żyje - często musząc kombinować, ale jednak jak widzę ile ludzie ładują do wózków, co ładują, jakimi jeżdżą samochodami - to naprawdę nie uważam, iż większość ludzi nie ma co do garnka włożyć. Powtórzę się i innych dyskutantów - nie rozmawiamy w tym wątku o ludziach, których nie stać na kanapkę z serem..
          --
          Zostań Psim Aniołem!

          Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
          www.psianiol.org.pl/
          • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 16:07
            Niedozywionych w Polsce jest ok.30% dzieci. Niedozywionych - biednych jest znacznie więcej.
            Tylko większość ludzi mających wykształcenie, Internet i pieniądze na wakacje takich ludzi po prostu nie zna i nie widzi. Bo mieszkają gdzie indziej, nie bywają w kinach i teatrach, ani w bibliotekach.
            Poza tym kolezanko mojej córki z liceum stać na kanapkę z serem, natomiast nie tstać na studia. Nie są biedne, ale żyja na poziomie, ktorych wiekszość osób na tym forum sobie nie wyobraza. Nie ma po co dyskutowac o tym, ze jak sie ma pieniadze, to mozna do Indii wyjechać taniej, bo to jest oczywiste. Natomiast teza, zę da się realizować swoje pasje tak czy inaczej jest nie do utrzymania.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • araceli Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 10:55
      Ja chyba rozumiem o co gwiazdeczce chodzi smile

      Na własnym przykładzie - parę lat temu zapieprzałam w korporacji za połowę więcej kasy niż teraz. Stać mnie było na kino, teatr, operę, kupowanie książek, dalekie podróże... tylko czasu na to nie było wcale. Czasem w weekendy, kiedy wszystkie bilety droższe itp. Ciuchy? Kupowanie typu wpadam do centrum handlowego i kupuję co jest, zwykle przepłacając (na buszowanie na wyprzedażach czasu brak) + kupa kasy wydana na pracowe 'mundurki'. Wyjazdy first minute? Zapomnij - nie wiadomo kiedy będę miała urlop itp. Zarabiałam sporo ale sporo też przepłacałam smile

      Teraz zarabiam mniej ale czasu mam dużo. Do teatru, kina chodzę często (w tygodniu są często fajne promocje), książki zwykle z biblioteki (ale mam czas je czytać), czasem wieczór przy dobrym, starym filmie na dvd. Owszem - trzeba zapolować na promocję, znaleźć jakiś fajny darmowy event ale wbrew pozorom jest ich naprawdę dużo! Ciuchy - buszowanie po sklepach, na wyprzedażach, po necie. No i czas na gotowanie!

      Paradoksalnie - mając mniej pieniędzy moje życie kulturalno-wypoczynkowe jest wiele bogatsze smile
          • moleslaw Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 12:11
            Mam wrażenie że o ile zasada tego niby głębokiego życia działa w stronę im więcej kasy tym lepiej to jednak odwrotnie w pewnym momencie się nie da.Książki ewentualnie wypożyczysz w bibliotece ale już z pewnym opóznieniem, jeśli interesujesz się tematem na który jest mały popyt to w najblizszej osiedlowej bibliotece mogą tego wcale nie kupić. Bilet np. na godzinny dojazd w drugi koniec miasta gdzie jest większa biblioteka może prerastać po prostu Twoje możliwości finansowe i o to chyba Verdanie chodzi.Niestety tak jest że jest masa ludzi dla których te kilka ,kilkanaście zł to pieniądze nawet na dwa dni dla całej rodziny i nie odbiorę precież dzieciom jedzenia by przeczytać książkę nie?
            Z kolei ze wzrostem dochodów ,tu się zgodzę że priorytety mogą się zmienić ale nie muszą i tak osoba która zawsze tyko atrzyła jak się ubrać i umalować nadal będzie tak robić tyle że za większą kasę, na dodatek często jeśli miała zły gust to i za duże pieniądze potrafi ubrać się okropnie.I wracamy do zmiejszenia dochodu, pewnie że jak ktoś ma gust to i w SH ubierze się ślicznie gorzej jeśli na SH nie będzie go stać bo ma do wyboru bluzkę lub chleb i smalec np. i to o takie osoby upoinała się Verdana.

            Na nartach się nie znam ale w tanie wyjazdy nie wierzę, co do wakacji od 16 czy już nawet 18 lat nie byłam na wakacjach nawet w PL o Chinach czy mojej ukochanej Afryce nie wspomnę, o ile dużo na ten temat czytam to jednak nie zaspakajam swojej pasji na takim poziomie jak ktoś kogo jednak na ten wyjazd do Afryki stać.
            --
            forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
            • verdana Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 12:22
              Otóż to. Takie postawienie spawy "Kazdy może realizować swoje pasje, niezaleznie od pieniedzy, a jak tego nie robi, to albo nie jest to pasja, albo ma wygórowane wymagania' jest zwyczajnie i niesprawiedliwe i nierozsadne. Mając pieniądze na przyjemności można realizować różne (choć nie wszystkie) pasje w różny sposób. Problem w tym, ze te pieniadze jednak trzeba mieć. A nie uznać , ze "kazdy może wszystko, wystarczy chcieć", bo wtedy osoby niezamożne przestają byc po prostu niezamożne - zaczynają być postrzegane jako te, ktore narzekają, marudzą,a po prostu nie chcą. Czyli automatycznie przy takim myśleniu osoba, ktorej na cos nie stać ma fanaberie, a nie problemy.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • f.l.y Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 12:27
              ja ideę gwiazdeczki zrozumiałam...


              i takie skojarzenie z Afryką mam: oglądacie czasem filmy dokumentalne, reportaże z Afryki?

              czy zauważacie jak Ci ludzie w Afryce i w Azji też potrafią się serdecznie uśmiechać?

              spójrzcie dzisiaj na Polaków mijających Was na ulicy, czy w pracy...... bez względu na to, czy ma więcej kasy czy mniej... czy uśmiecha się?

              czy ktoś, kto ma więcej pieniędzy powie dzień dobry na schodach Waszej klatki? czy przepuści starszego w drzwiach sklepu?

              można żyć i płytko i głęboko....wszystko zależy od tego, co mamy w głowach, nie w portfelu...

              • moleslaw Re: wymiar życia, co sądzicie o moich przemyśleni 24.01.11, 12:41
                f.l.y napisała:

                > ja ideę gwiazdeczki zrozumiałam...
                >
                >
                > i takie skojarzenie z Afryką mam: oglądacie czasem filmy dokumentalne, reportaż
                > e z Afryki?
                >
                > czy zauważacie jak Ci ludzie w Afryce i w Azji też potrafią się serdecznie uśmi
                > echać
                >

                Tyle że to wymiar duchowy i masz rację w 100%. Dyskusja jaka się wywiązała dotyczyłą jednak strony fizynej że tak to określę. I jednak jest jeda b. ważna sprawa mimo wszystko w tej Afryce też nie wszyscy się uśmiechają, tabunu ludzi żyją od dostawy do dostawy jak transport z pomocą zawiedzie to oni są w takim marazmie że nawet nie pomyślą jak zdobyć inaczej jedzenie tylko poczekają na kolejny transport i albo doczekają albo nie.
                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
              • triss_merigold6 Kwaśne winogrona 24.01.11, 12:45
                Racjonalizacja przymusowej oszczędności to klasyka postawy w stylu "kwaśne winogrona".

                Mnie lotto czy i jak bardzo serdecznie uśmiechają się ludzie w Chinach oraz Afryce.
                Przy ograniczonych środkach nie zaspokoję swoich potrzeb estetycznych, kulturalnych, spożywczych, rekreacyjnych etc. w tak samo satysfakcjonujący sposób, jak przy odpowiednio wyższych zasobach. Wyjazd do schroniska czy pod inny namiot, spanie w wieloosobowej sali i samodzielne przygotowywanie paszy to NIE JEST dla mnie wypoczynek tylko irytująca mordęga. Pod namiot jeździłam mając 18 lat, teraz mam znacznie więcej i po to pracuję, żeby nie musieć jeździć pod namiot.
                Mogę żyć płytko byle z przyjemnością i bez konieczności odmawiania sobie i rodzinie drobnych bonusów i rozrywek.
                • araceli Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 12:59
                  triss_merigold6 napisała:
                  > Racjonalizacja przymusowej oszczędności to klasyka postawy w stylu "kwaśne wino
                  > grona".

                  To nie jest kwestia racjonalizacji tylko wyciśnięcia z sytuacji ile się da. Można siedzieć na tyłku i płakać 'nie stać mnie' albo próbować inaczej. Można iść na premierę teatralną (bilet 120zł) albo na przedstawienie miesiąc później, w tygodniu za 30zł. Szpan nie ten sam i owszem ale sztuka się raczej nie zmieni wink

                  Można kupić makaron 'Malma' w wypasionych delikatesach przy rynku a można w hipermarkecie 50% taniej. Czy będzie smakował inaczej?

                  Itp. itd.
                  • verdana Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:29
                    Tak, w tym problem. "Malma' smakuje tak samo, ale część osób stać na makaron za 1.20, ktory smakuje już zupełnie inaczej.
                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                    • araceli Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:31
                      verdana napisała:
                      > Tak, w tym problem. "Malma' smakuje tak samo, ale część osób stać na makaron za
                      > 1.20, ktory smakuje już zupełnie inaczej.

                      Ale przecież nie o tym tutaj mówimy uncertain
                      • verdana Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:41
                        Nie , mowimy jak widać o tym, ze jak się ma pieniądze, to nie musi się mieć milionów. Tylko to nie jest odkrywcze.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • araceli Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:51
                          verdana napisała:
                          > Nie , mowimy jak widać o tym, ze jak się ma pieniądze, to nie musi się mieć mil
                          > ionów. Tylko to nie jest odkrywcze.

                          A ile pieniędzy trzeba mieć, żeby pójść na darmowe przedstawienie na scenie letniej teatru? Ile, żeby skorzystać z biblioteki? Ile na darmowy plenerowy koncert?
                          • verdana Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 14:00
                            Wioesz, są ludzie, ktorym nie jest wszystko jedno na co idą do teatru i jaka książkę czytają. Są tacy, którzy zaspakająją swoje potrzeby nie po prostu czytaniem i oglądaniem ale mają fanaberie, aby zobaczyć konkretne przedstawienie i przeczytać konkretną książkę.
                            Ktoś, kto chce przeczytać np. najnowszego Grossa (wyobrazam sobie kolejki w bibliotekach) raczej nie bedzie zaspokojony kulturalnie czytając najnowszy kryminał.
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • araceli Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 14:04
                              verdana napisała:
                              > Wioesz, są ludzie, ktorym nie jest wszystko jedno na co idą do teatru i jaka ks
                              > iążkę czytają. Są tacy, którzy zaspakająją swoje potrzeby nie po prostu czytani
                              > em i oglądaniem ale mają fanaberie, aby zobaczyć konkretne przedstawienie i prz
                              > eczytać konkretną książkę.

                              No tak bo przedstawienie X jako premiera w marcu bardzo różni się od przedstawienia X na scenie letniej w lipcu smile A książka z biblioteki pół roku po premierze jest już fe smile

                              No tak - jak się nie ma kupy kasy to tylko siedzieć i płakać smile
                              • verdana Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 14:08
                                Wiesz, w teatrze letnim NIE odbywają sie wszystkie przedstawienia. Nie występują gościnnie najwieksi śpiewacy. A w bibliotece ambitnej książki, z rzadkiej dziedziny nie uświadczysz. Jesli realizacją pragnień jerst pójscie do teatru i przeczytanie ksiąki - to można i tak. jezeli jednak pragnienie jest obejrzenie konkretnej osoby w konkretnym przedstawieniu 9wazne dla maniakóww teatru) i przeczytanie konkretnej ksiązki z konkretnej dziedziny - i to szybko, bowiem dyskusja na jej temat nie odbędzie sie za pół roku, tylko za miesiąc - to zupełnie co innego.
                                --
                                Mops i kot

                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                • araceli Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 14:12
                                  verdana napisała:
                                  > Wiesz, w teatrze letnim NIE odbywają sie wszystkie przedstawienia. Nie występuj
                                  > ą gościnnie najwieksi śpiewacy. A w bibliotece ambitnej książki, z rzadkiej dzi
                                  > edziny nie uświadczysz.

                                  A jak marzeniem kogoś jest lot w kosmos to w ogóle powinien się od razu powiesić!

                                  Jak dla mnie przekroczyliśmy dopuszczalny poziom absurdu. Siedź se i płacz, że się nie da ja w tym czasie przejrzę ofertę kulturalną w moim mieście. I jakoś dam radę dobrze się bawić w przyszłym miesiącu smile
                                  • verdana Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 14:15
                                    Na czymkolwiek, bo dla Ciebie liczy się samo pójscie, a nie konkretne przedstawienie. Nie ma w tym nic złego, ale to nie jest zaspokojenie tej samej potrzeby, co pasjonata książek czy teatru, ktorego nie zadowoli kazde przedstawienie, tylko dlatego, że jest cenowo dostepne.
                                    --
                                    Mops i kot

                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                    • ofelia1982 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 14:57
                                      verdana - każdą alternatywę drogiej rozrywki kwitujesz stwierdzeniem, że naprawdę biedny człowiek nie ma na chleb nawet..Jeżeli masz aż takie wysokie wymogi kulturalne, że musisz bywać na premierach teatralnych za stówkę, to proponuję zmienić pracę lub dorabiać, bo ciągłe pisanie, że na świecie są ludzie tak biedni, że nam się nie śniło - jest już tylko irytujące i nie wnosi nic do tematu.
                                      --
                                      Zostań Psim Aniołem!

                                      Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                      www.psianiol.org.pl/
                                      • jop Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 15:51
                                        A ja nie rozumiem, dlaczego tak maniakalnie wypieracie do podświadomości fakt, że sensowna rozrywka kosztuje. Jak komuś wystarczy sama świadomość obcowania z kulturą w dowolnej formie, to zadowoli go występ chóru gospodyń wiejskich z Pcimia, ale wybranie się na koncert jakiegokolwiek uznanego artysty to jest kwota trzycyfrowa na łeba. Nie żebym miała coś przeciwko chórowi gospodyń wiejskich z Pcimia, ale jeśli zamarzy mi się posłuchanie na żywo Maxa Raabe, to chcę posłuchać Maxa Raabe, i chór gospodyń wiejskich z Pcimia mnie nie zadowoli. Po prostu fajnie jest mieć wybór między Maxem Raabe a chórem gospodyń wiejskich z Pcimia, i człowiek, który chce posłuchać Maxa Raabe, a z powodów finansowych będzie mógł najwyżej zobaczyć chór gospodyń wiejskich z Pcimia, ma prawo się czuć nieco wujowo, nieprawdaż?
                                        • ofelia1982 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 15:57
                                          No jasne. Ale jeżeli go nie stać to niech albo dorobi na bilet albo poszuka innej alternatywy, a nie ciągle podkreśla jacy to my wszyscy zamożni jesteśmy bo możemy iść na koncert. Dał Ci ktoś kiedyś za darmo bilet? Mi nie.
                                          --
                                          Zostań Psim Aniołem!

                                          Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                          www.psianiol.org.pl/
                                        • astrum-on-line Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 16:03
                                          jop napisała:

                                          > A ja nie rozumiem, dlaczego tak maniakalnie wypieracie do podświadomości fakt,
                                          > że sensowna rozrywka kosztuje.

                                          Mam wrażenie, że koleżanki przekonują, że można się trochę zabawić za darmo albo za małe pieniądze. Wiesz, na pewne rzeczy raczej nigdy nie będzie mnie stać to mam się od razu iść utopić? Jestem fanką opery, ale raczej nie pojadę w przewidywalnej przyszłości do Sydney (a chciałabym). Mam z tego powodu siąść w kącie i płakać czy kupić sobie fajną płytę, której posłuchanie sprawi mi przyjemność? Jakiś czas temu zaakceptowałam, że nie można mieć wszystkiego i szkoda zdrowia na zamartwianie się tym, na co mnie nie stać.
                                          • gwiazdeczka-z-nieba Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 16:47
                                            dokładnie. jeśli chcę coś drogiego to albo rezygnuję z czegoś na rzecz tego, albo dorabiam na ten cel, albo wybieram tańszą alternatywę. wiadomo koncert w operze w Sydney to nie to samo co koncert z płyty. ale słuchanie płyty też jest przyjemne i jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż płakanie, że nie mogę lecieć do Sydney. Koncentruje się na tym, że jednak mam tą płytę i mogę jej słuchać ile razy chcę i o której godzinie chcę, a w Sydney to jednak muszę się dostosować do ustalonych z góry godzin i terminów koncertów.

                                            chyba lepszym rozwiązaniem jest poszukanie tańszej alternatywy niż usiąść i płakać.
                                            • triss_merigold6 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 18:06
                                              Owszem ale PRAWIE robi wielką różnicę. Marzę o posłuchaniu na żywo Chóru Aleksandrowa, ale cena circa about 700 zł za 2 bilety do Kongresowej jest dla mnie na razie zaporowa więc słucham płyt. Teoretycznie nawet byłoby mnie stać na te bilety bez oszczędzania ale kosztem rezygnacji lub przełożenia innych wydatków, ponieważ Chór Aleksadrowa subiektywnie zaliczam do potrzeb mocno fanaberyjnych, aż taka pasjonatką nie jestem.
                                              • magdalaena1977 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 19:35
                                                triss_merigold6 napisała:

                                                > Teoretycznie nawet byłoby mnie stać na te bilety bez oszczędzania ale
                                                > kosztem rezygnacji lub przełożenia innych wydatków,
                                                > ponieważ Chór Aleksadrowa subiektywnie zaliczam do potrzeb mocno
                                                > fanaberyjnych, aż taka pasjonatką nie jestem.
                                                O właśnie ! ja na tej zasadzie chciałabym mieć oryginalną klasyczną torebkę z wyżej półki np. LV. I nawet mogłabym ją sobie kupić np. zamiast nowego TV. Tylko uważam, że nie warto.
                                                Ale ta potrzeba jest taka słabiutka i fanaberyjna, że bez problemu radzę sobie z jej niezaspokojeniem.
                                                --
                                                Magdalaena
                                                • ofelia1982 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 20:34
                                                  No sorry, ale koncert za 700zł to jest już potrzeba wyższego rzędu i mało kto ma tyle pieniędzy do wydania na koncert. Więc jeżeli ktoś kto uważa się za biednego frustruje się, że nie stać go na to, to ja mu życzę powodzenia i wróżę depresję prędzej niż później..
                                                  --
                                                  Zostań Psim Aniołem!

                                                  Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                                  www.psianiol.org.pl/
                                        • araceli Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 20:56
                                          jop napisała:
                                          > A ja nie rozumiem, dlaczego tak maniakalnie wypieracie do podświadomości fakt,
                                          > że sensowna rozrywka kosztuje. Jak komuś wystarczy sama świadomość obcowania z
                                          > kulturą w dowolnej formie, to zadowoli go występ chóru gospodyń wiejskich z Pci
                                          > mia, ale wybranie się na koncert jakiegokolwiek uznanego artysty to jest kwota
                                          > trzycyfrowa na łeba.

                                          Skoro uważasz, że 'uznany' artysta czyni kulturę to chyba nie mamy o czym rozmawiać smile
                                      • verdana Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 16:11
                                        Nie, ale człowieka zyjacego skromnie, choć nie glodujacego nie stać na kupowanie sobie książek czy plyt - a nie ma możliwości pozyczenia kazdej ksiązki - i niemal zadnej płyty.
                                        Wiesz, śa ludzie, ktorzy pisza nie o sobie. Dorabbiać... chyba nie zauwazyłaś bezrobocia, nie zauwazyłaś przede wszystkim bezrobocia lokalnego. Wielu ludzi w Polsce nie może znaleźć żadnej pracy, o pracy dobrze płatnej, szczególnie w starszym wieku czy bez odpowiedniego wykształcenia nie ma co marzyć.
                                        Po prostu przyjemnie jest pewnych rzeczy nie widzieć i udawać, zę jeśli kogoś na coś nie stać, to jego wina, dobrze mu tak leniowi. A samemu czuć się dobrze, ze jest sie zaradnym. I zareczam Ci,z e nie pisze o ludziach glodujących, tylko o mnóstwie ludzi, ktorych nie stać na zadne wakacje, a ktorych Ty wolisz po prostu nie widzieć, bo "jakby chcieli to by mogli".

                                        --
                                        Mops i kot

                                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                        • ofelia1982 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 20:38
                                          Nie. Pochodzę z najbiedniejszego regionu w Polsce. Nadal jest tam moja rodzina, przyjaciółka i kilku znajomych , więc wiem jak wygląda sytuacja. Oczywiście, że to nie jest sytuacja jak w większym mieście i o pracę trudno, a i często zależy ona od "układów"..Ale jeżeli ktoś nie chce zmienić swojej sytuacji (dorabiać przez internet, wyjechać na jakiś czas nawet na przysłowiowy zmywak, sprzątać starszym ludziom domy w wolnym czasie) - to moim zdaniem powinien zaakceptować swoją sytuację i to, że już płyta cd jest dla niego luksusem, a nie narzekać. To nie jest tak, ze ja nie wiem jak jest w mniejszych miastach. Wiem jak żyją tam ludzie, mam z nimi codzienny kontakt. Ale zauważyłam, że niektórzy jakoś jednak dają radę czasami nawet iść na koncert czy pojechać na wakacje. WIęc chyba można..
                                          --
                                          Zostań Psim Aniołem!

                                          Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
                                          www.psianiol.org.pl/
                • gwiazdeczka-z-nieba Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:07
                  przecież nikt nie próbuje Ci wmówić, że pod namiotem odpoczniesz tak jak w 5 gwiazdkowym hotelu. Mówimy tylko, że jak ktoś chce np zwiedzać i dla niego priorytetem jest zobaczyć jakiś kraj, to pojedzie tam najtańszym możliwym kosztem i że będzie spać nawet w namiocie, ale będzie szczęśliwy, że zobaczył dany kraj, dane miejsce. jeśli ktoś narzeka, że chciałby zobaczyć jakieś miejsce, ale narzeka, że nie stać go na hotel 5 gwiazdek w tamtym miejscu, choć na by go było na tani pensjonat poza sezonem (chodzi mi o zwiedzanie i zabytki, a nie o wypoczynek nad morzem, nie próbuję nikomu wmawiać, żeby pojechał nad morze w grudniu, jeśli dla niego priorytet to kąpać się i opalać), to znaczy, że nie jest dla niego ważne zobaczyć dane miejsce tylko pomieszkać tam w drogim hotelu.
                  jeśli chcesz tylko odpocząć to mając mniejsze fundusze możesz wybrać tańsze państwo, bliżej itp. bo dla Ciebie priorytetem jest odpocząć, nic nie robić a nie "zwiedzać".
                  Nikt też nie krytykuje tego, że pracujesz. to normalne, że aby realizować jakieś określone cele, należy mieć zarobki powyżej pewnego poziomu. pewne hobby, zainteresowania wymagają większych nakładów finansowych niż inne. Ktoś może mieć np dochody na poziomie umożliwającym bez wyrzeczeń na tygodniowe wczasy w Europie, z all inclusive, ale już wycieczka do tych wspomnianych Chin, będzie się wiązała z wyrzeczeniami, z koniecznością dokładnego zaplanowania budżetu, wybrania najtańszych opcjii.
                  • magdalaena1977 Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:52
                    gwiazdeczka-z-nieba napisała:
                    > Mówimy tylko, że jak ktoś chce np zwiedzać i dla niego priorytetem
                    > jest zobaczyć jakiś kraj, to pojedzie tam najtańszym możliwym
                    > kosztem i że będzie spać nawet w namiocie, ale będzie szczęśliwy, że
                    > zobaczył dany kraj, dane miejsce.
                    Ale czy tacy ludzie naprawdę istnieją ?
                    Czy są osoby, które mają tylko jeden priorytet i nic innego ich nie obchodzi ? Bo ja mam wrażenie, że to jednak jakaś bardzo nieliczna grupa.
                    --
                    Magdalaena
                    • nvv Re: Kwaśne winogrona 24.01.11, 13:57
                      magdalaena1977 napisała:

                      > gwiazdeczka-z-nieba napisała:
                      > > Mówimy tylko, że jak ktoś chce np zwiedzać i dla niego priorytetem
                      > > jest zobaczyć jakiś kraj, to pojedzie tam najtańszym możliwym
                      > > kosztem i że będzie spać nawet w namiocie, ale będzie szczęśliwy, że
                      > > zobaczył dany kraj, dane miejsce.

                      > Ale czy tacy ludzie naprawdę istnieją ?

                      Istnieją.