Dodaj do ulubionych

no i kicha...

25.02.11, 20:03
Próbujemy oszczędzać, od dłuższego czasu z resztą, ale okazuje się, że niestety poniżej 9 tyś się po prostu zejść nie da. W tym miesiącu np. mniej wydaliśmy na jedzenie, zdecydowanie mniej na przyjemności, czy ubrania, ale za to były większe opłaty, bo rachunek za prąd, bo podatek, bo wyższy zus, naprawa samochodu i tak w kółko. Jak z jednej strony się przytnie, to z drugiej trzeba wydać, no nie ma siły. Oczywiście nie zaciskamy tego pasa jakoś drastycznie, bo przecież bez sensu, żeby odmawiać sobie wyjścia do kina, czy kupienia butelki wina. Po to w końcu człowiek pracuje, żeby jakoś żyć.
Zastanawia mnie natomiast coraz bardziej jak to robią te osoby, które mają np. 4-5 tyś. dochodu i twierdzą, że na wszystko ich stać, jedzą dobrze, kupują markowe ciuchy, na wakacje jeżdżą, oczywiście ciepłe kraje. No kurcze, chciałabym tak umieć. Jeśli ktoś z Was tak potrafi, to podzielcie się proszę tą wiedzą.
Pamiętam, że poprzednio jak pisałam o moich finansach, to ktoś napisał " o, przy takich dochodach, to ja już bym się dwóch mieszkań dorobiła", ciekawi mnie w jaki sposób, jedząc chleb z masłem, żyjąc z zimnym domu, nie posiadając kablówki, internetu, telefonu, samochodu?
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • marzeka1 Re: no i kicha... 25.02.11, 20:51
      Samochód mam, jest wygodny, ale też nie uważam, że niezbędny do życia, mogłabym sobie wyobrazić (chociaż nie muszę) życie bez.
      Po prostu, jak ktoś ma dochody rzędu 3-4 tyś. na rodzinę, inaczej gospodaruje tą kasą, poza tym, zależy w sumie, jak duże masz koszty stałe. Ktoś o podobnych jak twoje pisał niedawno, że ma stałe koszty rzędu 7 tyś, jak dla mnie to bardzo, bardzo dużo, aby tyle kasy wydawać na raty, opłaty itp. bez jedzenia i innych rzeczy.
    • fruzia01 Re: no i kicha... 25.02.11, 20:58
      eilian napisała:

      Oczywiście nie zaciskamy tego pasa jakoś drastycznie, bo przecież
      > bez sensu, żeby odmawiać sobie wyjścia do kina, czy kupienia butelki wina. Po
      > to w końcu człowiek pracuje, żeby jakoś żyć.

      No to masz odpowiedź - osoby biedniejsze nie chodzą do kina, nie kupują wina, pracują żeby w ogóle żyć
      • marcin.3000 Re: no i kicha... 25.02.11, 21:10
        > No to masz odpowiedź - osoby biedniejsze nie chodzą do kina, nie kupują wina, p
        > racują żeby w ogóle żyć

        jeśli ktoś nie pije wina codziennie, to tylko zupełnie najbiedniejszych nie stać na wino. Powiedziałbym, że tylko klientow pomocy społecznej nie stać na wino, tylko że ich jakoś też stać smile
      • eilian Re: no i kicha... 25.02.11, 21:14
        fruzia01 napisała:
        > No to masz odpowiedź - osoby biedniejsze nie chodzą do kina, nie kupują wina, p
        > racują żeby w ogóle żyć
        To ja wiem. Ja pytam jak to robią osoby z niskim dochodem, które twierdzą, że na wszystko ich stać i jeszcze oszczędzą.
        • nvv Re: no i kicha... 25.02.11, 21:33
          > To ja wiem. Ja pytam jak to robią osoby z niskim dochodem, które twierdzą, że n
          > a wszystko ich stać i jeszcze oszczędzą.

          Nie ma człowieka, którego byłoby stać na wszystko. Zapewne te osoby mają na myśli, że stać ich na to co dla nich istotne i jeszcze oszczedzają.
        • drzejms-buond Re: no i kicha... 10.03.11, 17:13
          eilian napisała:

          Ja pytam jak to robią osoby z niskim dochodem, które twierdzą, że n
          > a wszystko ich stać i jeszcze oszczędzą.
          Odp.
          1.rezygnujemy z rzeczy niepotrzebnych
          2.szukamy tańszych zamienników
          3."kochamy" recycling
          4.oszczędzamy w aliorze
          5.udajemy minimalistów oraz, że mamy wszystko czego nam w życiu trzeba.
          amen

          gdybym miał 9.000zł miesięcznie byłbym KRÓLEM WIOSKI! ech...

    • bezkres Re: no i kicha... 25.02.11, 21:07
      Odpowiadam, jako osoba żyjąca za 4-5 tys miesięcznie, rodzina 2+1 (drugi syn od niedawna usamodzielniony, ale lubimy mu dawać w dalszym ciągu prezenty na urodziny, święta itp., są to pieniądze przelewane na jego konto). Net mamy, nawet do dzisiaj mieliśmy stacjonarny i mobilny, z pewnych względów tak być musiało. Kablówkę też, oraz samochód. Nie dojeżdżamy do pracy, więc wydatki na auto to ze 100 zł miesięcznie. A jeśli jest ciepło na zakupy jeździmy na rowerach, ich utrzymanie to groszesmile Na ubrania polujemy, właśnie przed chwilką znalazłam śliczne swetry w Top Secret dla męża, netowo kupiłam, cena jednego 39,99, a sobie spódnicę za 49,99. Czy to jest markowe? Dla mnie liczy się wygląd, wygoda, nie metki, a w sieciówkach w wyprzedażach zdarza mi się kupować rzeczy po 9,99 wyglądające ślicznie. Jem chleb z masłem, pod warunkiem, że chleb jest gorący a masło nie supermarketowe. Zwykle jemy zwyczajnie, czyli śniadanie, domowy obiad ( zwykle mięsny, bo szybko się robi), kolację, często lody, które w mojej lodówce muszą być zawsze, jogurty codziennie, sporo ryb. Fakt, lubię w domu niską temperaturę. +19 to max, przed spaniem wietrzenie na maxa, wtedy mi się super śpi. I na wakacje za granicę jeżdżę kiedy się da, odkładając na to co miesiąc. No i mieszkam w małym mieście, gdzie życie pewnie jest tańsze niż w metropolii.
      A czemu wydaję 4 tys a nie 9? Bo tyle mam, a nie lubię debetów i kredytów. Gdybym miała co miesiąc 2x więcej niż mam, pewnie bym bez problemu to zagospodarowała. Ale, jak to pięknie napisał na tym czacie ktoś "mam świadomość pieniędzy, które mam". Czego i Tobie życzę.
      • eilian Re: no i kicha... 25.02.11, 21:20
        To chyba w takim razie nie masz żadnych opłat stałych, bo ja przy podobnym systemie żywienia wydaję tylko na tzw. codzienne zakupy i te większe supermarketowe ok 1500-2000. A samych opłat w tym miesiącu mieliśmy ponad 4k.
        Z ubrań kupiłam dziecku kilka ciuszków - rośnie, więc mus i dla siebie dwa staniki, fakt, nie chińskie z bazaru, ale też muswink.
        Po prostu przerażające to jest jak się pieniądze rozchodzą. Tu stówa, tam dwie, tam dwadzieścia zł i bilans wychodzi na grube tysiące. Żebyśmy żyli jak lordy, to bym się nie dziwiła, ale wcale tak nie jest.

          • adellante12 Re: no i kicha... 10.03.11, 12:54
            faktycznie sporo... Własnie przyszedł rachunek za gaz 2060,00 pln, co prawda za dwa miesiace ale płacić trzeba w jednym.
            Durne jest to marudzenie. Po prostu durne i tyle. Lala usiłuje sobie ego podbudować na zasadzie : patrzcie na mnie nie jestem pariasem
            Zawsze moze wrócić do blokowiska, i żyć za 2500 pln/mc. Kompleksy z czasów dorastania to straszna rzecz... Teraz odreagowuje te wszystkie wyśmiewane przez kolezanki z liceum straszne tanie ciuszki z bazaru..
        • bezkres Re: no i kicha... 25.02.11, 21:43
          Mam opłaty stałe. Czynsz 240; woda 120; kablówka 27,50; telefony ok. 120; prąd ok 120; gaz 20; młody studiujący minimum 600. "Ciuszki" dziecka to np martensy za 350 pln. Albo naraz 3 swetry, bo mu zeszłoroczne grzyb zjadł w akademikowej przechowali na wakacjach, złamany ząb i nadbudowa 500... Zwykłe wydatki, które planuję skrzętnie w rocznym budżecie, żeby nie wydać więcej niż mogę.
          Po prostu muszę się mieścić z wydatkami w przychodach, boję się zadłużania. A Ty masz więcej i więcej wydajesz, bo nie widzisz pewnie potrzeby zaciskania pasa.
          A pieniądze się rozchodzą, po to przecież je zarabiamysmile
          • ofelia1982 Re: wyjaśnienie 26.02.11, 19:38
            bezkres nie ma kosztu, który wiele rodzin ma obecnie - kredytu na mieszkanie.
            --
            Zostań Psim Aniołem! Oddaj 1% podatku pokrzywdzonym zwierzętom!
            Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
            Nr KRS: 0000098734
            www.psianiol.org.pl
        • anulka_81 Re: no i kicha... 10.03.11, 14:43
          no ja mam opłaty stałe i w zupełności w 4 tys. się mieszczę choć nasz dochód wynosi 6tys. miesięcznie
          kredyt hipot. 1200
          czynsz 450
          prąd 100
          gaz 20
          net+kablówka 150
          telef. 100zł
          bilety mpk 100zł
          łączne koszty to 2120
          1500zł na jedzenie i knajpę ze 2 razy w tyg.
          miasto 200tys.
          2osoby
          czyli zostaje mi 2tys miesięcznie jakby było dziecko to akurat wszystko by szło, a tak można zaoszczędzić smile
          pozdrawiam
        • anulka_81 Re: no i kicha... 10.03.11, 14:47
          no ja mam opłaty stałe i w zupełności w 4 tys. się mieszczę choć nasz dochód wynosi lekko ponad 6tys. miesięcznie
          kredyt hipot. 1200
          czynsz 450
          prąd 100
          gaz 20
          net+kablówka 150
          telef. 100zł
          bilety mpk 100zł
          paliwo ok 100zł
          ok 130zł opłat mies. za ubezp. samoch+mieszkanie
          łączne koszty to 2350
          1500zł na jedzenie
          500zł na knajpy i restauracje
          miasto 200tys.
          2osoby
          czyli zostaje mi ok. 2tys miesięcznie jakby było dziecko to akurat wszystko by szło, a tak można zaoszczędzić smile
          pozdrawiam
      • martaborys Re: no i kicha... 25.02.11, 21:31
        Pewnie masz spore koszty stałe i jesteś przyzwyczajona do wysokiego standardu życia i tyle. Nie wyobrażasz sobie na przykład jak można kupić tańsze ciuchy więc kupujesz markowe i właśnie na takie rzeczy idzie kasa. Jak byś miała mniej to by to musiało wystarczyć i kropka.
        Masz spore dochody i dlatego wydajesz nic w tym dziwnego. Jeśli chodzi o wycieczki itd to teraz nie sa wcale wielkie koszty wyjazdu. Ludzie mają różne wymagania i dla jednego jest sukces jak pojedzie za granice na wycieczke np do Francji a dla drugiego to już musi być np Kanada.
    • mal-foj Re: no i kicha... 25.02.11, 21:35
      Ja ostatnio zakładałam wątek o kosztach stałych na poziomie 7 tys., z tym że u mnie niemal 2 tys. to koszty opieki nad dziećmi, a kolejne 1500 to jedzenie. Nie jestem w stanie zejść poniżej tej granicy.
      • marzeka1 Re: no i kicha... 25.02.11, 21:42
        Tyle że koszty opieki nad dziećmi są czasowe, bo dzieci rosną, jak pójdą do szkoły (no chyba że będzie to szkoła prywatna czy społeczna) to też koszty ci zejdą. Jeszcze do początków lutego moje stałe opłaty było o 1100 zł. większe, bo miałam kredyt, teraz opłaty rzędu 780 zł. nie wydają mi się już duże. Na jedzenie wydaję podobnie, pewnie można tu zejść z czegoś, ale dopóki nie muszę, nie robię tego.
    • anja30 Re: no i kicha... 25.02.11, 22:10
      Witam wszystkich po raz pierwszy na tym forum (chociaż czytam codziennie od bardzo dawna)smile
      Sedno tkwi w ilości posiadanych przez Ciebie pieniędzy, które możesz wydać. Z mojego własnego doświadczenia: miałam kiedyś dobrze ponad 9 tys. m-cznie na 4 osoby, potem zmiana pracy męża, ja na wychowawczy, urodziło się dziecko i mieliśmy 3,5 -4 tys. na -c już na 5 osób. Zmieniliśmy Almę na Lidla, planowane zakupy z kartka, zjadanie tego co w lodówce do końca (dopiero wtedy kupujemy nowe), tanie Dobre wino raz na czas, kino rzadziej, wyjazdy rzadziej. Teraz juz mamy lepiej finansowo, ale wyuczony nawyk pozostał - dzieki Bogusmile
      Dodatkowo telefony w jednej sieci, wakacje samodzielnie nie przez BP, po mieście tylko komunikacja publiczna, ciuchy nie markowe tylko dobre, dla dzieci przechodnie od rodziny i znajomych (sporadycznie kupujemy).
      Moja rada - trzy raz się zastanów czy na pewno musisz "TO" kupić? Może nie? Może w innym tańszym sklepie? Może inny tańszy równie dobry zamiennik?
      pozdrawiam
    • araceli Re: no i kicha... 25.02.11, 22:26
      eilian napisała:
      > Zastanawia mnie natomiast coraz bardziej jak to robią te osoby, które mają np.
      > 4-5 tyś. dochodu i twierdzą, że na wszystko ich stać,

      Ci co mają 4-5tys dochodu nie mają 4tys kosztów stałych jak Ty.
      • zuzanna56 Re: no i kicha... 26.02.11, 19:57
        Myślę, że niestety nie da się mieć dochodów 4 tysiące na 4 osoby i mieć wszystkiego o czym się zamarzy wink

        Osoby, które mają podobny dochód (raczej):
        *nie kupują nieruchomości np za 500-900 tysięcy
        *nie mają kredytu wyższego niż sto tysięcy
        *nie mają miesięcznej raty kredytu powyżej 1000 zł
        *nie wydają rocznie na wczasy letnie i zimowe 12.000-20.000
        *nie wydają miesięcznie na jedzenie 2 tysięcy
        *nie kupują sobie butów za 600 zł a dzieciom za 300 zł
        *nie wydają na zajęcia dodatkowe dziecka 600 zł miesięcznie
        *nie mają niani za 1200 zł
        *nie posyłają dziecka do prywatnej placówki za 1000 zł
        *nie kupują 2 samochodów, każdy za 60.000 zł
        *nie jeżdżą dużo samochodem i nie wydają na paliwo 800 zł miesięcznie

        To takie sobie moje przykłady.

        Jak masz większy dochód, decydujesz się na droższe rzeczy, po prostu. I nawet jak sobie odmówisz zakupu kolejnych spodni za 300 zł albo jednego obiadu w restauracji za 120 zł, to i tak okazuje się, że są wielkie rachunki, samochód był w naprawie, trzeba było kupić dzieciom kurtki i...znowu poszła kupa kasy w przeciągu miesiąca. Ciężko jest wydając normalnie 9 tysięcy, nagle zejść do 4 tysięcy, no bo skoro są te pieniądze...to je wydam. Ale spróbuj zejść chociaż do 8500 zł i cieszyć się zaoszczędzonym 500 zł...na początek smile
        • zuzanna56 Re: no i kicha... 26.02.11, 20:45
          Chciałbym jeszcze dodać, że bez tych wszystkich rzeczy można być szczęśliwym smile

          Eilian, ja też nieraz myślę, że za dużo wydajemy, a ja ani drogich ubrań nie kupuję (kiedyś kupowałam o wiele droższe np. Monnari, Solar. Tatuum), jedzenie w Biedronce, do restauracji chodzimy nie za często, może raz na 6-7 tygodni, do kina owszem, chodzimy, do teatru też. Książki w sporej mierze wypożyczam, znalazłam fajną bibliotekę z nowościami, no ale czasami książki kupujemy. Idzie ta kasa, no niestety, ale tu każdy sobie musi odpowiedzieć sam na pytanie, czy można by taniej? Może napisz nam jakie masz konkretnie wydatki?
          • b-b1 Re: no i kicha... 26.02.11, 20:55
            zuzanna56 napisała:

            > Chciałbym jeszcze dodać, że bez tych wszystkich rzeczy można być szczęśliwym
            > smile


            ...ale "te rzeczy" często ułatwiają życie, a czasami ich wysoka cena generuje późniejsza oszczędności-więc jeśli są pieniądze, dlaczego z nich nie skorzystać?


            • zuzanna56 Re: no i kicha... 26.02.11, 21:47
              Tak, tak, to oczywiście racja. Pieniądze ułatwiają życie, fajnie jest mieszkać na większej powierzchni, w ładnym wnętrzu, w fajnym otoczeniu, jeździć dobrym samochodem, jeździć na wczasy w ciekawe miejsca, uczyć się języków, w dobrej szkole, kupować ładne ubrania...ale to szczęścia nie daje.
              Pisałam to raczej w takim kontekście, że autorka wątku pyta: no jak to jest, ktoś zarabia 4 tysiące albo raczej tyle ma na całą rodzinę i twierdzi, że stać go na wieeeele rzeczy. Na pewno na wiele tak, ale nie na to wszystko, co tam wymieniłam, on po prostu pewnych rzeczy nie ma...i też jest zadowolony.


              b-b1 napisała:

              > ...ale "te rzeczy" często ułatwiają życie, a czasami ich wysoka cena generuje p
              > óźniejsza oszczędności-więc jeśli są pieniądze, dlaczego z nich nie skorzystać?


              Możesz rozwinąć: ich wysoka cena generuje późniejszą oszczędność?

              Skorzystać trzeba, racja, ale też coś odłożyć na przyszłość.
              • b-b1 Re: no i kicha... 26.02.11, 23:25
                zuzanna56 napisała:

                >
                > Możesz rozwinąć: ich wysoka cena generuje późniejszą oszczędność?
                >
                > Skorzystać trzeba, racja, ale też coś odłożyć na przyszłość.

                Owszem -bez rezerwy ani rusz..

                Oszczędnością przyszłościową jest niania, która pozwala matce wrócić do pracy, rozwijać sie i robić karierę, albo po prostu miec do czego wracać..bo pracodawcy nie lubią matek na ciągłym L4 z powodu choroby dziecka, a jeśli masz swoją firmę, siedzenie w domu z chorym dzieckiem nie przyniesie Ci dochodu.

                Oszczednościa sa samochody kupione za 60tyś- mając szczęście za taką kwotę można kupić średniej klasy prawie nowy samochód z opcja mniejszej awaryjności, niż taki za 10tyś zł.

                Oszczędnością przyszłościowa jest kupienie domu w pobliżu centrum-czyli tego , który nie kosztuje 200tyś, bo dojazdy do pracy, dojazdy dzieci do szkoły, na dodatkowe zajęcia generują dośc spore koszty.

                Oszczędnością byłoby dla mnie(czyli subiektywnie)-posłanie dzieci do prywatnych szkół-może nie finansową, ale psychiczną big_grin

                Kupowanie butów za 600zł(dla dorosłego)-to tez oszczędność-bo jeżeli tyle kosztują i są warte swojej ceny-znaczy nie będą jedno-sezonowe.

                Dodatkowe zajęcia dla dzieci-to już inwestycja-czy wygeneruje oszczędności-zależy, jak kto ją wykorzysta.

                ...a na koniec chciałam spróbować wygenerować oszczędność z wypoczynku za naście tyś rocznie-i nie wiem, czy każdy tak ma-ale ja tak big_grin..-jak nie pojadę i nie naładuje akumulatorów mam cały rok do tyłu-więc mimo, że zysków nie generuje mniejszych, ale praca mnie nie cieszy i sprawia mi większa trudność niż po przyjemnie spędzonych dwóch tygodniach z rodziną-tak jak red bul- wypoczynek dodaje skrzydełbig_grin
                • zuzanna56 Re: no i kicha... 26.02.11, 23:53
                  b-b1

                  Z wieloma rzeczami, o których piszesz jak najbardziej zgadzam się smile

                  Co do domu, u nas dom niedaleko centrum to koszt 2 miliony, na to nie stać osób z dochodem 10.000 zł. Nawet dom 15 km od centrum może kosztować niecały milion, ceny w Polsce są różne...
                • airborell Re: no i kicha... 01.03.11, 08:12
                  > Oszczednościa sa samochody kupione za 60tyś- mając szczęście za taką kwotę możn
                  > a kupić średniej klasy prawie nowy samochód z opcja mniejszej awaryjności, niż
                  > taki za 10tyś zł.

                  Nie, nie są. Nie okłamujmy się, z finansowego punktu widzenia taki zakup Ci się nigdy nie zwróci.

                  > Kupowanie butów za 600zł(dla dorosłego)-to tez oszczędność-bo jeżeli tyle koszt
                  > ują i są warte swojej ceny-znaczy nie będą jedno-sezonowe.

                  Z finansowego punktu widzenia jest wszystko jedno (z dokładnością do wartości pieniądza w czasie) kupić buty za 600 zł, które ponosisz osiem lat, albo buty za 150 zł, które ponosisz dwa lata. A bardzo wątpię, żeby buty za 600 zł były naprawdę o tyle trwalsze - więc znów IMO próbujesz racjonalizować i doszukiwać się oszczędności tam, gdzie jej nie ma.

                  > Oszczędnością byłoby dla mnie(czyli subiektywnie)-posłanie dzieci do prywatnych
                  > szkół-może nie finansową, ale psychiczną big_grin

                  Ponieważ?

                  --
                  airborell.blox.pl
                  • b-b1 Re: no i kicha... 01.03.11, 08:51
                    airborell napisał:

                    > > Oszczednościa sa samochody kupione za 60tyś- mając szczęście za taką kwot
                    > ę możn
                    > > a kupić średniej klasy prawie nowy samochód z opcja mniejszej awaryjności
                    > , niż
                    > > taki za 10tyś zł.
                    >
                    > Nie, nie są. Nie okłamujmy się, z finansowego punktu widzenia taki zakup Ci się
                    > nigdy nie zwróci.

                    Nie zwróci, ale mam spokojna głowę, wymieniam tylko opony ,klocki hamulcowe i to co auktualnie się zużywa, nie mam parcia na odstawienie samochodu już natychmiast do mechanika, z obawy, czy nie rozpadnie po drodze....Mogę to robić kiedy "chce"-spokojnie zaplanować dzień z mechanikiem w tle , a nie niespodziewanie stracić samochód na tydzień..
                    To dla mnie oszczedność.

                    > > Kupowanie butów za 600zł(dla dorosłego)-to tez oszczędność-bo jeżeli tyle
                    > koszt
                    > > ują i są warte swojej ceny-znaczy nie będą jedno-sezonowe.
                    >
                    > Z finansowego punktu widzenia jest wszystko jedno (z dokładnością do wartości p
                    > ieniądza w czasie) kupić buty za 600 zł, które ponosisz osiem lat, albo buty za
                    > 150 zł, które ponosisz dwa lata. A bardzo wątpię, żeby buty za 600 zł były nap
                    > rawdę o tyle trwalsze - więc znów IMO próbujesz racjonalizować i doszuki
                    > wać się oszczędności tam, gdzie jej nie ma.

                    ...ależ jest oszczędność...Dla mnie but jest ważnym elementem stroju-nie znalazłam butów odpowiednich za 150zł, które przetrwałyby jeden sezon--nie mam szczęścia do wyprzedaży, ani czasu ..Kupuje droższe -sezonowe i chodzę w nich kilka lat. Dokupuję następne i chodzę zamiennie...Oszczędzam nie tylko pieniądze ale przede wszystkim czas.
                    >
                    > > Oszczędnością byłoby dla mnie(czyli subiektywnie)-posłanie dzieci do pryw
                    > atnych
                    > > szkół-może nie finansową, ale psychiczną big_grin
                    >
                    > Ponieważ?
                    >

                    Mam bardzo dobre zdanie o szkołach prywatnych-mniejsze klasy, nauczyciele doedukowani, więcej zarabiają, ale więcej się od nich wymaga.
                    Nie ma tłumów, wiedza inaczej przekazywana, zajęcia ciekawsze -co zapewniłoby mój psychiczny spokój. Również jeśli chodzi o bezpieczeństwo w szkole. Tyle..
                    Tylko nie odbieraj tego jako generalizowanie-nie znam wszystkich szkół prywatnych w całej Polsce...
                    • zuzanna56 Re: no i kicha... 01.03.11, 11:14

                      > Mam bardzo dobre zdanie o szkołach prywatnych-mniejsze klasy, nauczyciele doedu
                      > kowani, więcej zarabiają, ale więcej się od nich wymaga.

                      Oczywiście nie ma co generalizować, jest wiele szkół prywatnych i niepublicznych naprawdę dobrych, ale sa i złe.
                      Od nauczycieli się więcej wymaga, fakt. Tylko że znam szkoły, gdzie się zarabia tyle samo, co w każdej innej.

                    • iamhier Re: no i kicha... 10.03.11, 11:58
                      do b-b1-no cóż..kazdy żyje tak na ile go stać.Ja natomiast dalej będę sądzila,ze najwiecej zarabiac powinni single.Na starosc moga zostac sami i panstwo bedzie musialo sie nimi opiekowac.Ewentualnie ludzie z jednym dzieckiem.


                      Co do butow.....hmmmmm....nie wiem jak mozna chodzic w jednych butach krytych 2 sezony.Cena jest zalezna u mnie od miejsca gdzie sie w nich musze pokazac...Na luzie czy nie..

                      Szkoly prywatne to fikcja utrudniajaca zdobycie zawodu dla utalentowanych ,poniewaz wiekszosc z nich jest po prostu w 50% finansowana z naszych podatkow.Łącznie ze stypendiami.Tak wiec bajak dla naiwnych ,ze dzieci da sie wyksztalcic bez POMOCY PANSTWA.W USA jest podobnie.

                      No i jeszcze codzienna inwigilacja w Polsce podatkowa.Gdzie trzeba sie tlumaczyc z kupionego zarcia dla rodziny czy czegos innego......Widocznie cymbał ,ktory to wprowadzil komus czegos zazdrosci....
                    • mrarm Re: no i kicha... 10.03.11, 14:21
                      Na mnie buty za 100-150 zł przeżywają 3-6 miesięcy.. takie droższe mam rzadko.. duży wydatek zawsze to był, teraz zarabiam na siebie (i to całkiem ok..) więc planuję sobie kupić buty za 300-400 zł, tylko z tego co pamiętam, to kiedyś takie buty za 300-400 też mi na 2 lata starczały max (ale to były trekingowe, i chodziłem po górach).. Po prostu jakoś szybko zużywam.. Teraz się boję, że kupię buty za 400 zł, a one się popsują po 1.5 roku..
        • eilian Re: no i kicha... 26.02.11, 22:12
          Moja frustracja polega właśnie na tym, że te grube tysiące (po obiektywnie 9 koła to sporo kasy przecież) nie przekładają się na standard naszego życia, bo w Almie bynajmniej nie kupuję (Tesco, lidl, polo, biedronka bo najbliżej), butów za 600 zł. też sobie nie kupuję (o mamo, nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam sobie buty!), nasze samochody kosztowały znacznie mniej itd.
          Wkurza mnie włsśnie to, że ta kasa rozpływa się i jej kompletnie nie widać. Tak jak napisałam, gdybym faktycznie kupowała markowe ciuchy, szalała na zagranicznych wojażach, jadała wyszukany frykasy to bym nie zakładała tego wątku - żyję sobie luksusowo, to muszę płacić, ale u nas wcale tego luksusu nie czuć.
          • eilian Re: no i kicha... 26.02.11, 22:19
            Czasem czytam wątki np. na temat kosmetyków, babki wymieniają się markami jakich używają a ja zastanawiam się ile one muszą mieć kasy w takim razie, że je na te rzeczy stać, bo mnie niestety nie stać, choć według niektórych dysponuję sporym dochodem.
            • zuzanna56 Re: no i kicha... 26.02.11, 22:28
              Na wczasy zagraniczne jeździcie?
              Na opiekunkę czy prywatne przedszkole wydajecie?
              Macie dwa samochody, płacicie ubezpieczenie, drobne naprawy, wymiany, serwis?
              Kupujesz ubrania w SH czy nowe?

              Może się okazać, że wydaje ci się, że żyjesz normalnie, a nawet skromnie, kupujesz w Biedronce i Tesco, czasami buty za 200 zł, żaden luksus, a tu idzie 9 tysięcy? Może takie normalne, spokojne życie to luksus?
          • madzioreck Re: no i kicha... 26.02.11, 23:25
            > Wkurza mnie włsśnie to, że ta kasa rozpływa się i jej kompletnie nie widać. Tak
            > jak napisałam, gdybym faktycznie kupowała markowe ciuchy, szalała na zagranicz
            > nych wojażach, jadała wyszukany frykasy to bym nie zakładała tego wątku - żyję
            > sobie luksusowo, to muszę płacić, ale u nas wcale tego luksusu nie czuć.

            Widzisz, bo człowiek się przyzwyczaja i to, co dla mnie jest luksusem - dla Ciebie nim nie jest. Dla mnie to luksus móc wydać 1000zł miesięcznie na przyjemności.
          • b-b1 Re: no i kicha... 26.02.11, 23:31
            eilian napisała:

            > Moja frustracja polega właśnie na tym, że te grube tysiące (po obiektywnie 9 ko
            > ła to sporo kasy przecież) nie przekładają się na standard naszego życia, bo w
            > Almie bynajmniej nie kupuję (Tesco, lidl, polo, biedronka bo najbliżej), butów
            > za 600 zł. też sobie nie kupuję (o mamo, nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam so
            > bie buty!), nasze samochody kosztowały znacznie mniej itd.
            > Wkurza mnie włsśnie to, że ta kasa rozpływa się i jej kompletnie nie widać. Tak
            > jak napisałam, gdybym faktycznie kupowała markowe ciuchy, szalała na zagranicz
            > nych wojażach, jadała wyszukany frykasy to bym nie zakładała tego wątku - żyję
            > sobie luksusowo, to muszę płacić, ale u nas wcale tego luksusu nie czuć.


            ...ale kwota 10tyś nie jest luksusem, to kwota na normalne, spokojne życie rodziny, bez szaleństw i ekstrawagancji.
            • kosm.aty Re: no i kicha... 10.03.11, 15:51
              > ...ale kwota 10tyś nie jest luksusem, to kwota na normalne, spokojne życie rodziny, bez szaleństw i ekstrawagancji.

              Zdefiniuj "luksus". Bo taką kwotą dysponuje pewnie mniej niż 5% rodzin w Polsce, więc jest to raczej rzadkość.
          • misself Re: no i kicha... 10.03.11, 15:58
            eilian napisała:

            > Wkurza mnie włsśnie to, że ta kasa rozpływa się i jej kompletnie nie widać.

            A spisałaś sobie dokładnie, ile miesięcznie na co wydajesz?
            To jest moim zdaniem pierwszy krok do rozpoczęcia racjonalnego oszczędzania.
            Załóż sobie, że chciałabyś z tych 9 tys. odłożyć miesięcznie powiedzmy te 1000 zł - i spróbuj określić, na czym możesz to zaoszczędzić.
            --
            Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
            ich4pory.blogspot.com
        • hella_79 Re: no i kicha... 10.03.11, 14:50
          jak mają kredyt mieszkaniowy to na bank jest on wyższy niż 100k... dużo wyższy... ale rozłożony na kilkadziesiąt lat. w mieście przeciętne mieszkanie kosztuje ok 300 tys...
    • madzioreck Re: no i kicha... 26.02.11, 22:25
      > Zastanawia mnie natomiast coraz bardziej jak to robią te osoby, które mają np.
      > 4-5 tyś. dochodu i twierdzą, że na wszystko ich stać, jedzą dobrze, kupują mark
      > owe ciuchy, na wakacje jeżdżą, oczywiście ciepłe kraje.

      Wiesz, ciepłe kraje nie muszą być zaraz za 20kwink

      Jak to robią? Zależy, jakie mają wydatki. Z 5 tyś:
      1200 opłat (czynsz, gaz, prąd, telefony, net, takie tam)
      200 na paliwo (jedno auto, opłaty koszty typu OC raz w roku)
      ok. 1500 "do skarpety"
      Reszta na życie (jedzenie, chemia) i przyjemności. No, ale nas jest w domu dwoje, nie mamy dzieci, mieszkamy w bloku. Nie stać nas na "wszystko", ale tych, co mają po 10 czy 20 tys. też nie stać na "wszystko"wink Może stać ich na wszystko, czego w danym momencie potrzebują do życia i szczęścia wink Kupujemy mało książek, w większości wypożyczamy, rzadko jemy "na mieście" - wolę gotować w domu, nie mamy ciśnienia na "markowe" ciuchy, nie chodzę do fryzjera czy kosmetyczek, bo nie mam takiej potrzeby. Staramy się nie wydawać za często kasy na pierdoły typu tu kawka 10zł, tam ciastko 8zł, ale też bez przesady, jak idziemy na zakupy do jakiegoś centrum handlowego, to i na kawce przysiądziemy, ale to nie jest codziennie ani nawet raz w tygodniu.
      W styczniu wyskoczyła nam poważna naprawa auta, kosztowała 2k i był to dla nas już mocno odczuwalny wydatek, plus właśnie ubezpieczenia mieszkania, auta, przegląd.
    • marianna1970 Re: no i kicha... 27.02.11, 07:42
      Mamy 6000zł dochodu w rodzinie z tego co miesiąć zostaję nam 3000zł, mieszkanie w bloku bez kredytu, samochód za 10tys.Ja czytam te wasze to smiać mi się jak ludzie potrafią przepuszczać kasę na bzdety
      • zuzanna56 Re: no i kicha... 27.02.11, 18:08
        marianna1970 napisała:

        > Mamy 6000zł dochodu w rodzinie z tego co miesiąć zostaję nam 3000zł, mieszkanie
        > w bloku bez kredytu, samochód za 10tys.Ja czytam te wasze to smiać mi się jak
        > ludzie potrafią przepuszczać kasę na bzdety


        Nie zawsze to są bzdety. Rata kredytu (jeśli nie dostaliśmy nic w spadku) oraz niania to nie bzdety.
        • naomi19 Re: no i kicha... 01.03.11, 20:28
          A moim zdaniem kredyt na kilkaset tysięcy, gdy mnie na nego zwyczajnie nie stać i potem płacz na forum, że laska ma 4000 oplat zarabia 9000 i na nic jej nie stać to jest śmieszne i zalosne ale mieszka w willi lub w apartamencie na osiedlu strzezonym.
          Niania tez nie jest konieczna jesli ma sie alternatywe np 2 babcie, zlobek, przedszkole.
          --
          demotywatory.pl/1989094/Jaki-kraj
          • zuzanna56 Re: no i kicha... 01.03.11, 20:32
            No ale my nie wiemy czy ona ma kredyt na kilkaset tysięcy, moim zdaniem przy tej racie jest o wiele mniejszy, tak się domyślam. Nie pisala o willi tylko o malym domu.
            • naomi19 Re: no i kicha... 01.03.11, 21:40
              Wiesz ile kosztuje mały domek?
              U mnie ok 800 000 plus wykończenie.
              Jeśli zarabiając 9000 nie stać jej na nic i biadoli na forum,to coś jest nie tak.
              4000stałych wydatków. A co z resztą kasy? Przejada? No i niech przejada i przepija ale niech się później nie dziwi, że na nic ją nie stać.


              --
              "To troche tak, jak z puszczeniem baka na eleganckim przyjeciu: nie oferuje sie zyczliwie delikwentowi tabletek, tylko z kamienna twarza udaje sie, ze ta sytuacja po prostu nie zaistniala."
              • zuzanna56 Re: no i kicha... 01.03.11, 21:57
                Tak, wiem. Mój 4 lata temu, niewielki, blisko wielkiego miasta, kosztował troszkę mniej, niewiele mniej ale liczę z urządzeniem, ale to nie znaczy że ludzie biorą kredyt na całość.
                • naomi19 Re: no i kicha... 02.03.11, 11:50
                  Czy na całość czy na 2/3 to dla mnie nie ma większego znaczenia, jesli ich nie stać. I jak później czytam takie paniusie co to tak jak ta pisze, że no przecież ona nie kupi tanszego sera/proszku/tuszu/podpasek bo ona juz sie przyzwyzaila do standartu i zeby je nie sugerowac, ze przepieprza kase to mnie krew zalewa.
                  Samych opłat w tymzapewne kredyt na ten maly domek czy wille za 500 000 do 1 000 000 wynosi 4000. Czyli połowę tego co w ogóle mają. że też ludzie mogą być takim antytalenciem do zarządzania swoimi pieniędzmi. Ale siedzi w tym swoim domku, popija kawę z najdroższego ekspresu zagryzając najdroższą weliną i zastanawia się co robi źle. Masakra jakaś.
                  --
                  demotywatory.pl/1989094/Jaki-kraj
                    • naomi19 Re: no i kicha... 02.03.11, 13:14
                      Ale domysły w sprawie?
                      Przecież napisała, że z dobrej zywności i z droższych zakupów nie zrezygnuje, nie ma opcji.
                      Kredytu raczej się ni pozbędzie i opłat stałych.
                      Cóż można takiemu na forum oszczęzamy polecić oprócz tego co napisała zona?
                      Już nic.

                      --
                      "To troche tak, jak z puszczeniem baka na eleganckim przyjeciu: nie oferuje sie zyczliwie delikwentowi tabletek, tylko z kamienna twarza udaje sie, ze ta sytuacja po prostu nie zaistniala."
                          • zuzanna56 Re: no i kicha... 02.03.11, 17:50
                            No dokładnie. Wiemy, że stałych opłat jest 4 tysiące, a łącznie na życie idzie 9 tysięcy. Gdzieś z kontekstu wynika, że dochód jest wyższy niż 9 tysięcy, ale autorka chce więcej zaoszczędzić.
                            Jest kredyt, rata chyba 1200 zł, ale czy jest to 200 000 zł kredytu czy 700 000 zł to nie wiemy (ja sądzę że raczej nie to drugie), na ile lat, też nie wiemy.
                            Czy jej nie stać na kredyt przy dochodach (podejrzewam, nie wiem na pewno) około 10 000 zł? Raczej stać moim zdaniem.
                  • ewe_g Re: no i kicha... 02.03.11, 13:53
                    Słuchaj, a po co czytasz wątki od których zalewa Cię krew? To niebezpieczne dla zdrowia.
                    A swoją drogą, ja z tego wątku wyczytałam o zwiększonych opłatach, a zmniejszonych wydatkach na konsumpcję. O tym ile na tę konsumpcje zostało nie ma niestety ani słowa, więc trudno oceniać, czy to paniusia, czy nie. (Było o kinie i winie)

                    Do autorki wątku, nie przejmuj się tym,ze nie wyszło przez pierwszy miesiąc oszczędzania. Mi zaczęło wychodzić po trzech miesiącach pilnowania zakupów. I to nie ma tak, ze co miesiąc mi się udaje. Jak jest spiętrzenie rachunków, albo koniecznych inwestycji to nie ma szans. (inwestycje to remont) Ale idzie wiosna więc i rachunki za gaz i prąd spadną. Tym niemniej żywność drożeje i też może się nie udać.

                    --
                    maciekpowiedzial.blox.pl
      • qsko Re: no i kicha... 01.03.11, 23:43
        Bzdety?
        Kredyt- 700zł
        Czynsz za 60m2- 700zł
        Prąd- 200zł
        Gaz- 25zł
        Telefony(4) - 200zł
        Opiekunka-900zł
        Już przekroczyłam 2700 a gdzie jedzenie, chemia gospodarcza, utrzymanie samochodu, zajęcia dodatkowe dzieci, ewentualne leczenie, jakieś ciuchy i buty?
        Nie jestem w stanie zejść poniżej 8000 tys, mimo że się staram. Albo wypadnie naprawa samochodu( w lutym 2500), albo trzeba zapłacić za zieloną szkołę, basen, angielski ( w marcu 800zł). A jak nie naprawiałam auta i nie płaciłam za szkołę to kupiliśmy mężowi okulary. Oprawki w promocji 50%- super, co z tego jak za szkła zapłaciliśmy 280zł. W sumie wyszło 500zł. Może można było taniej, ale poprzednie kupiliśmy 7 lat temu ,więc raz na 7 lat to nie
        duży wydatek.
        Nie widzę w moich wydatkach bzdetów- nie chodzimy do restauracji, do kina sporadycznie, alkoholu nie pijemy żadnego, córki noszą ubrania jedna po drugiej. Ale jest nas pięcioro a życie kosztuje. Nie mogę uwierzyć że ktoś za 3000 żyje i uważa że żyje dostatnio, a reszta to bzdety. Rozumiem że jak się więcej nie ma , to trzeba sobie poradzić- szanuję i podziwam, ale nie uwierzę że ta kwota zapewnia satysfakcjonujący poziom życia.
    • zonaniezona1 Re: no i kicha... 27.02.11, 09:40
      eilian napisała:

      > Próbujemy oszczędzać, od dłuższego czasu z resztą, ale okazuje się, że niestety
      > poniżej 9 tyś się po prostu zejść nie da.

      Obiektywnie się da, subiektywnie wg, Ciebie niesmile))

      W tym miesiącu np. mniej wydaliśmy n
      > a jedzenie, zdecydowanie mniej na przyjemności, czy ubrania, ale za to były wię
      > ksze opłaty, bo rachunek za prąd, bo podatek, bo wyższy zus, naprawa samochodu
      > i tak w kółko. Jak z jednej strony się przytnie, to z drugiej trzeba wydać, no
      > nie ma siły.


      Na pewne rzeczy trzeba wydać , na inne nie smile. Siła jestsmile....

      Oczywiście nie zaciskamy tego pasa jakoś drastycznie, bo przecież
      > bez sensu, żeby odmawiać sobie wyjścia do kina, czy kupienia butelki wina. Po
      > to w końcu człowiek pracuje, żeby jakoś żyć.


      No to "jakoś" jest bardzo subiektywne.... Jeśli bez sensu są wszystkie działania związane z oszczędzaniem to nie wyrobisz sobie nawyku oszczędzania.

      > Zastanawia mnie natomiast coraz bardziej jak to robią te osoby, które mają np.
      > 4-5 tyś. dochodu i twierdzą, że na wszystko ich stać, jedzą dobrze, kupują mark
      > owe ciuchy, na wakacje jeżdżą, oczywiście ciepłe kraje. No kurcze, chciałabym t
      > ak umieć.


      Możesz tak mieć, jeśli zamiast górnolotnych wypowiedzi weźmiesz się za planowanie dochodów i wydatków.

      Jeśli ktoś z Was tak potrafi, to podzielcie się proszę tą wiedzą.
      > Pamiętam, że poprzednio jak pisałam o moich finansach, to ktoś napisał " o, prz
      > y takich dochodach, to ja już bym się dwóch mieszkań dorobiła", ciekawi mnie w
      > jaki sposób, jedząc chleb z masłem, żyjąc z zimnym domu, nie posiadając kablówk
      > i, internetu, telefonu, samochodu?

      Pojechałaś smile))....


      Oczywiście nic nie wiem o Twojej sytuacji finansowej, o tym ile wydajesz i na co ... I co oznacza to słowo "jakoś".
      Jako osoba wydająca parę lat temu takie pieniądze jak Ty, a obecnie znacznie mniejsze - odpowiem, że diabeł tkwi w szczegółach - właśnie w postawie, że nalezy być oszczędnym.
      Jeżeli chleb z masłem jest dla Ciebie pogardliwie wymieniany ... to powiem Ci , że dla mnie chleb z masłem jest synonimem dobrego życia.
      Ale nie o tym....
      Tak jak opisałaś - wydaję mniej niż połowa Twojej sumy i na wszystko mnie stać - co jest moim priorytetem.
      Dlaczego?
      Bo nauczyłam się pewniej gospodarki finansami, nie wydawania na tzw. przyjemności, które nic nie wnoszą do mojego życia i racjonalnego korzystania z pieniędzy.
      Co do wyjazdów do ciepłych krajów - to nauczyłam się korzystać z okazji w biurach podrózy , albo organizować sobie samej wycieczki ... Bilety lotnicze są dostępne na stronach internetowych, a hotele tez przez internet mozna zorganizować . A reszta to tylko to co masz w głowie - tzn czy się nie boisz i czy nie idziesz streotypami. Moja podróż do Chin kosztowała mnie 3200 zł - tj tyle ile za średnio-lepsze dwa tygodnie w Turcji. Da się ? Da. Wycieczki kosztują znacznie, znacznie drożej . Moja wymarzona podróż do Tajlandii nie jest poza moim zasięgiem cenowym , ale czasowym...

      Ciuchy - kupuje te , które są konieczne, dobieram zestawy. Kosmetyki smile ... też nie kupuje najdroższych. Kupuję sporo w lumpeksach, ale też na wyprzedażach . Słowo "sporo" moze Cię zmylić - nie chodze do Galerii handlowych - po to, żeby zabić czas. Wolę iśc do parku. Buty - staram się nie przekraczać 120-150 zł.Buty, które kupiłam w tym roku - piekne buty przywiozłam sobie z Portugalii za 100 złsmile, a drugie kupiłam za 60 zł ( przecenione z 200 smile. Dokładnie to samo zrobiłam z butami zimowymi. Buty Batty za 150 zł na wyprzedaży - kupiłam dwie pary ( po jednej na ten sezon i na przyszły). Nie jeżdzę samochodem zimą, więc zamiast wydatku na benzynę rzędu 350 zł mam 66 zł na bilet miesięczny ( w kieszeni zostaje 290 zł - czyli za jeden miesiac prawie dwie pary butów).
      Elektronikę zmieniam jak się zepsuje... Internet mam, samochód mam (aczkolwiek po mieście wolę jeździć autobusem - mam bilet miejski).
      Środki czystości ... kupuję tańsze np. do moich trudnych włosów kupuję dwa razy tańszą i porównywalnie jakościowo odżywkę cien w lidlu , a nie np. panteen pro-v. itd. Firmy bardzo się starają nam wmówić, ze będziemy szczęśliwsie jak zużyjemy tonę chemii... Poczytaj fora o tanich środkach czystości. Proszki do prania też staram się kupować tańsze.
      Do kosmetyczki chodzę na brewki, z fryzjera nie zrezygnuję...CZytam fora urody i staram się kupowac i robić różne maseczki. Zamiast fitnesu i karnetu za 200 zł mam w domu stepper i strony internetowe z ćwiczeniami.
      Wiecej rad znajdziesz na tym forum - bo ja się z niego dużo uczę - inni są moim kołem napędzającym turbinę smile).... Czego i Tobie życzę.
      P.S. Jest wątek o oszczędzaniu w miesiacu - zobacz jak ludzie planują budżety...Ale co najważniejsze - trzeba chcieć ! smile

      • chwalipieta Re: no i kicha... 27.02.11, 11:46
        eilian doskonale Cię rozumiem bo mnie też dopada czasami taki stan.
        dochód duży a okazuje się że na koniec m-ca mało co zostaje. wtedy przeglądam sobie zapiski wydatków i wychodzi czarno na białym ile PLN-ów na co poszło. o niespodziewanych wydatkach już nie wspomnę bo co m-c coś wyskoczy i parę setek z portfela ubywa (w tym m-c naprawa zawieszenia auta po brawurowej wink jeździe i 1.200zł do tyłu).

        moja rada to zacznij zapisywać ile wydajesz i na co (konkretnie zapisz np: 300 na spodnie, 200 obiad w knajpie itp). na koniec m-ca przyjrzyj się wydatkom i będziesz wiedział co obciąć w następnym m-cu. zastanów się czy potrzebujesz kolejnej pary spodni albo kolejnego biustonosza...

        powodzenia
        • hewja Re: no i kicha... 27.02.11, 16:48
          ja na 4 osobową rodzinę mam 4,2 tys dochodu.
          i nie narzekam (zbyt wielesmile
          mam słynny kredyt 1,2
          wydatki na paliwo ok 500zł

          i jak poczytałam wypowiedzi osób które mają ok 3 tys i jeszcze cos tam odkładają
          to postanowiłam, że i ja muszę z tego coś zaoszczędzić i 5% odkładam ale chciałabym 10%.
          chodzimy ładnie ubrani, mieszkanie mamy fajnie urządzone, jemy nie najgorzej (przydałoby się więcej warzyw ale tu nie chodzi o kasę a o to, że jakoś słabo to planujemy), od czasu do czasu książka, wypad do knajpy, fryzjer, kosmetyczka, drobne przyjemności (np wczoraj i przedwczoraj wino wieczorem, lody itp)

          ale nie mamy wydatków na nianie bo właśnie nas na to nie stać- przez to jestem na wychowawczym - niania to u nas koszt ok 1,7 tys, żłobek+ przedszkole ok 2 tys - nawet nie wiem czy tyle bym zarobiła wiec decyzja o pozostaniu w domu.

      • eilian Re: no i kicha... 28.02.11, 15:31
        > No to "jakoś" jest bardzo subiektywne.... Jeśli bez sensu są wszystkie działani
        > a związane z oszczędzaniem to nie wyrobisz sobie nawyku oszczędzania.

        Tylko, że mnie wydaje się, że jestem oszczędna, porównuję ceny w sklepach, staram się kupować tańsze zamienniki chemii np, ubrania, kosmetyki - tylko to co jest potrzebne i bynajm niej nie z najwyższej półki, jedzenie też zaplanowane i tyle ile zjemy, bo nie znoszę wyrzucać.
        A wydatki zapisuję, już dłuższy czas, chyba żeby mieć jakieś złudne poczucie kontroli...
        I co miesiąc wpatruję się w ten mój excelowski plik i naprawdę nie wiem z czego mielibyśmy zrezygnować.
        Ktoś zapytał, czy kablówka jest niezbędna do życia, no niby nie i pewnie gdybym miała nóż na gardle i musiała ciąć wydatki to byłaby jedna z pierwszych rzeczy, z których bym zrezygnowała.
        Ale w obecnej sytuacji to byłoby już skąpstwo (tym bardziej, że nie mamy bardzo drogiego pakietu, żadnych tam HBO), no chyba że ktoś ideologicznie decyduje się tv nie oglądać.
        No właśnie, patrząc na nasze finanse myślę, że gdybym chciała bardziej oszczędzać, to popadłabym raczej w chorobliwe sknerstwo.
        Dlatego niestety, ale myślę, że frakcja "my za 3 tysiące to żyjemy jak pączki w maśle" albo nie żyje w tym kraju, albo jest to po prostu zwykła internetowa konfabulacja, na forum można wszak powiedzieć wszystko, no chyba że faktycznie gotujecie zupy na ketchupie, to wtedy uwierzę.
        • marzeka1 Re: no i kicha... 28.02.11, 17:35
          Tyle że ktoś, kto ma 4-5 tyś. dochodu, nie ma tak wysokich jak ty tzw. stałych zobowiązań. ty- pisałaś o kwocie 4 tys. Mam trochę mniejszy niż ty dochód, ale rachunki to wszystko razem 780 zł. , więc wiem, że ok.1500zł. prawie zawsze odłożę.
          Ty na razie wolisz widzieć w każdym, kto ma mniejsze dochody kogoś, kto żyje na zupie z ketchupu. Może tak ci lepiej, nie wiem, ale jest to krzywdzące i nieprawdziwe. Znam osoby z niedużymi dochodami, ale którzy dobrze i zdrowo się odżywiają, bo kobieta potrafi gotować w sposób urozmaicony.
          • zuzanna56 Re: no i kicha... 28.02.11, 17:55
            Wydaje m się że autorka ma dochód wyższy niż 9 tysięcy ale tyle wydaje i mniej wg niej się nie da. Ale racja, koszty stałe są tu wysokie, bardzo wysokie. Ja niestety przy 4 osobach i dochodach niecałe 10 tysięcy, jestem w stanie zaoszczędzić max 2500 (rzadko więcej); koszty stałe też mam duże.
          • eilian Re: no i kicha... 28.02.11, 18:48
            OK, pomińmy koszty stałe, bo są pewnie szczęściarze, co nie mają kredytu np. albo nie muszą płacić za przedszkole, albo zus.
            W tym miesiącu na tzw. życie czyli zakupy codzienne typu jedzenie, chemia, jakiś bilet na pociąg wydaliśmy ponad 1800 zł. I tak jak pisałam, w Almie nie kupuję. Więc czy te osoby, które żyją za mniej kupują w jakichś innych sklepach niż ja, czy mają jakieś specjalne rabaty, czy co?
            To jeszcze Ci napiszę co jedliśmy w zeszłym tygodniu: żurek, rosół, kopytka, sos gulaszowy, ryby (zwykle robię na min. 2 dni), do tego ciasto z jabłkami (tanie) i tarta (droga). Plus jakieś wino do obiadu, kawa, lody, owoce, serki na śniadanie, wędlina.
            Nie wydaje mi się, żebyśmy jedli jakoś nadzwyczajnie dużo ani drogo.
            Oczywiście to jest samo żarcie, dochodzą do tego koszty typu pieluchy dla dziecka, paliwo, lekarstwa, węgiel na ogrzanie domu, itp. itd.
            Dlatego nie wmawiajcie mi, że rozpieprzam kasę, a Wy na moim miejscu to już dwóch mieszkań byście się dorobiły.

            • madzioreck Re: no i kicha... 28.02.11, 19:11
              I tak jak pisałam, w Almie nie kupuj
              > ę. Więc czy te osoby, które żyją za mniej kupują w jakichś innych sklepach niż
              > ja, czy mają jakieś specjalne rabaty, czy co?

              Wiesz, w Tesco też można kupić rzeczy tańsze i drogie. Można kupić mleko Tesco za 1,95, a można uznać, że tylko Łaciate za pi razy oko 3zł. Można kupić ser żółty za 20zł/kg, albo za 50zł/kg tudzież lecieć na samych Hochlandach. Można kupić tańszą rybę, choć niekoniecznie zaraz pangę, albo nie chcieć patrzeć na nic poniżej łososia. Można kupić Pampersy, a można inne, tańsze pieluszki. Ciasto można upiec zamiast kupować gotowe, bez wina do każdego obiadu też da się przeżyć, podlicz, ile to wino miesięcznie kosztuje, choćby i 5 butelek. Wymieniać dalej?

              > Dlatego nie wmawiajcie mi, że rozpieprzam kasę, a Wy na moim miejscu to już dwó
              > ch mieszkań byście się dorobiły.

              Wybacz, ale jak już mówimy o rozpieprzaniu, to 1000zł na przyjemności to trochę jest rozpieprzanie. Nic w tym złego nie ma, ale jak się chce zaoszczędzić i się jojczy, że nie ma na czym, no to sorry.
              I też mam wrażenie, że uważasz wszystkich, którzy żyją za mniej niż TY, za zjadaczy chleba z margaryną tudzież pomidorowej z keczupu. Nie pozostaje więc nic innego, jak uznać, że rzeczywiście "się nie da".
            • zonaniezona1 Re: no i kicha... 28.02.11, 20:30
              OK, pomińmy koszty stałe, bo są pewnie szczęściarze, co nie mają kredytu np. al
              > bo nie muszą płacić za przedszkole, albo zus.

              Pomyśl inaczej ...Ty jesteś szczęsciarą ...masz domek z ogródkiem, w lato rozstwiasz basen dla dzieci w ogorodzie , a dzieci mają piaskownicę . Właśnie za takie rzeczy płacisz wysoką ratę kredytu, zima opalasz sobie kominkiem mieszkanie... itd. Żyje Ci sie miło i wygodnie- masz przestrzeń. Ponieważ zdecydowałaś się na takie życie - ponosisz teraz konsekwencje braku np. wyjazdów za granicę. Jakbyś nie miała dzieci - tobyś nie musiała płacić za przedszkole. Odpowiedz sobie, czy chciłabyś takiego życia?
              > W tym miesiącu na tzw. życie czyli zakupy codzienne typu jedzenie, chemia, jaki
              > ś bilet na pociąg wydaliśmy ponad 1800 zł. I tak jak pisałam, w Almie nie kupuj
              > ę. Więc czy te osoby, które żyją za mniej kupują w jakichś innych sklepach niż
              > ja, czy mają jakieś specjalne rabaty, czy co?
              > To jeszcze Ci napiszę co jedliśmy w zeszłym tygodniu: żurek, rosół, kopytka, so
              > s gulaszowy, ryby (zwykle robię na min. 2 dni), do tego ciasto z jabłkami (tani
              > e) i tarta (droga). Plus jakieś wino do obiadu, kawa, lody, owoce, serki na śni
              > adanie, wędlina.
              > Nie wydaje mi się, żebyśmy jedli jakoś nadzwyczajnie dużo ani drogo.

              Też mi sie nie wydaje... abyście szaleli , ale pewnie ze 200- 300 zł możnaby urwać bez zbytniej boleści smile.

              > Oczywiście to jest samo żarcie, dochodzą do tego koszty typu pieluchy dla dziec
              > ka, paliwo, lekarstwa, węgiel na ogrzanie domu, itp. itd.


              Z tym sie nie dyskutujesmile...tylko z rozrzewnieniem wspominam czasy jak prałam pieluchy tetroe w pralce wyznaczając sobie limt na 3 pampersy dzienniesmile...

              > Dlatego nie wmawiajcie mi, że rozpieprzam kasę, a Wy na moim miejscu to już dwó
              > ch mieszkań byście się dorobiły.

              I tutaj tez troszkę się unosisz niepotrzebnie. To nie jest cos przeciwko Tobie... niektórzy tak by ścieli koszty, że faktycznie by się dorobili mieszkania. Bo pomyśl, jakbys mieszkała w dwóch pokoikach , bez dwóch samochodów , bez dzieci - to miałabys nieprawdopodobnie zasobną kieszeń.
              Akurat sama prowadziłam dosyć rozrzuną politykę finansową - więc Ciebie poniekąd rozumiem ... Aczkolwiek te 1000 zł mogłabyś spokojnie na luziku zaoszczędzić smile. Zawsze miałabyś jakies oszczędności , a i poczucie, że oszczedzasz dałoby Ci lepsze samopoczucie.

              • eilian Re: no i kicha... 28.02.11, 22:02
                No może się unoszę, bo w tym i poprzednim wątku takie głosy się pojawiły (może nie dosłownie, ale taki był wydźwięk) i pomyślałam sobie, że może faktycznie jacyś rozrzutni jesteśmy. W lutym już obiecałam sobie jeszcze bardziej pilnować wydatków i wyszło tak samo.
                Ale tak jak już napisałam, w moim odczuciu większa oszczędność oznaczałaby balansowanie na granicy skąpstwa, bo pewnie można kupić najtańsze mleko i wszystko inne, ale jeśli się nie musi, to chyba nie ma sensu (ja owszem, często kupuję tanie produkty, te które mi pasują, ale z niektórych "marek" wolę jednak nie rezygnować i nie będę np. kupować dziecku pieluch w Biedronce, bo faktycznie tanie są, ale spróbowałam i się nie sprawdzają, no i trzymamy się pampersów, ale to już tylko do lata wink.
                Acha, my oszczędzamy, problem polega na tym, żeby oszczędzić ciut więcej i po prostu nie wydawać tyle, bo samą mnie to przeraża...
                No nic, będę Was czytaćsmile.
                • mikusiam Re: no i kicha... 10.03.11, 12:52
                  Co do pampersów, mam dziecko w wieku porównywalnym do Twojego. Spróbuj Huggiesów, są wg mnie tak samo dobre jak Pampersy, ale kupując je w Biedronce wychodzi taniej
                • pi_rez Re: no i kicha... 10.03.11, 13:04
                  no i tu pewnie jest wszystko poukrywane
                  Prawda jest taka że najdroższe są kredyty , utrzymanie domu, samochody.
                  kredyty mogą objąć 60% dochodu , tak? no bo jak się ma dom warty nawet jeśli tanio pół miliona do 9 tysięcy ? jak się ma 400zł które płacę ja za czynsz + liczniki do ogrzewania domu, prądu, wody itd w domu gdzie pewno masz indukcje, piecyk gazowy i czajnik elektryczny? wszystko co jest związane z ogrzewaniem a jest na prąd. za wersje "gaz" płaci się ~10-20zł miesięcznie, za prąd zabulisz nawet kilkaset
                  samochody - często OC + AC kosztuje bardzo dużo jak się nie ma wtyków - przy dobrym aucie bez super zniżek to możę być nawet 18 tysięcy rocznie w pzu , to nie jest duży koszt?
                  benzyna - nie ma problemu żeby wydać tysiąc złotych. to już by ci dało 3 tysiące miesiecznie.. Ja jazdę liczę jako przyjemność i nie jest problemem dla mnie wypalić 40litrów w jeden dzień, chętnie
            • marzeka1 Re: no i kicha... 28.02.11, 21:23
              "Dlatego nie wmawiajcie mi, że rozpieprzam kasę, a Wy na moim miejscu to już dwóch mieszkań byście się dorobiły. "

              - w życiu tak nie powiedziałabym, bo nie płacę już za opiekę nad dziećmi, a pamiętam, jakie to koszty, pieluchy to też pieśń przeszłości; mam fajne mieszkanie z super widokiem i to mnie cieszy; fakt- już nie mam kredytu; na jedzenie wydaję ok.1400 zł. (2+2).
              Coś za coś, ty masz dom i ogródek i przyzwoity standard życia- a to zawsze kosztuje.
        • lenkowamama Re: no i kicha... 02.03.11, 11:03
          kurcze, tak czytam Twoje wypowiedzi i wychodzi, że u nas jest bardzo podobnie. Rozumiem Cię w 100%.
          Zarabiamy z mężem podobnie do Was, a wszystko nam się tak samo rozchodzi. Swego czasu potrafiłam sporo odłożyć a teraz cieszę się jak w ostatnie dni miesiąca mamy jakieś pieniądze na koncie.
          Nie jestem rozrzutna, sprawdzam ceny, wiem co ile i gdzie kosztuje a i tak nic nie zostaje.
          Kosztów stałych i opłat mamy miesięcznie też ponad 4 tyś. z czego prawie 2,5 bierze niania - Wawa, reszta to kredyt i opłaty.
          Niby zostaje dużo, ale jakos tak wychodzi, że nie zostaje nic. Zakupy robie w Tesco i ostatnio w Auchan, bo zauważyłam, że najtaniej. Zamrażarka pełna, bo gotuje sama obiady. Ubrań praktycznie nie kupuje - powiedzmy 200 zł miesięcznie dla nas obojga (jak nie kurtka to buty albo inne cudo sie niszczy). Samochód jest, ale zrezygnowaliśmy z niego z dojazdów do pracy, bo szło ponad 800 zł. na paliwo - a komunikacja miejska wuchodzi za 160 zł.
          Na wszystko patrze, wszystko przeliczam, małej ubranka tez często z drugiej ręki kupuję (ale to akurat jest wybór, bo wolę markowe używane zamiast łatwopalnego chińskiego g.. nowego). Mamy małe przyjemności typu co jakiś czas nowa książka czy kino, ale bez przesady. Kosmetyki też raczej takie z rossmanna po 8-10 zł. niż jakieś wypasione kremy. Nie powiem, że jakoś nam ciężko, ale naprawdę to nie są pieniądze, z których mogę cokolwiek odłożyć. I tez raczej tak mam, że są rzeczy, które bez problemu mogą być najtańsze i mi to nie przeszkadza, ale są też takie, których nie zamienię i z nich nie zrezygnuję.
          Więc widzę, że nie tylko ja tak mam smile
          • monikaj21 Re: no i kicha... 02.03.11, 12:31
            U nas podobny dochód ale wyższe koszty stałe (5 tys) i 3 dzieci smile, a politykę wydawania pieniędzy chyba mamy podobna (wnioskując z tego co piszesz). Myślę więc, że spokojnie mogłabyś spróbować parę stówek miesięcznie odłożyć jeśli czujesz taką potrzebę smile
          • eilian Re: no i kicha... 04.03.11, 20:01
            lenkowamama napisała:

            > kurcze, tak czytam Twoje wypowiedzi i wychodzi, że u nas jest bardzo podobnie.
            > Rozumiem Cię w 100%.

            No to witaj w klubie "niegospodarnych"wink.
    • amused.to.death Re: no i kicha... 02.03.11, 14:46
      > Ale tak jak już napisałam, w moim odczuciu większa oszczędność oznaczałaby bala
      > nsowanie na granicy skąpstwa, bo pewnie można kupić najtańsze mleko i wszystko
      > inne, ale jeśli się nie musi, to chyba nie ma sensu

      No tak, ale nie da się zjeść ciastka i mieć ciastkowink

      Granice skąpstwa też są dla każdego inne.
      Ja nie mam kablówki od kilku lat - zrezygnowałam, kiedy w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że przez miniony miesiąc ani razu nie obejrzałam niczego w tv. Nie brak mi.

      To co jecie jest przeciętne i typowe.
      Nie znaczy to jednak, że każdy kto wydaje mniej od razu je zupę z keczupu.
      Ja po przeczytaniu Twojego 'ale w Almie nie kupuję' aż z ciekawości policzyłam koszt swojego śniadania, bo ja kupuję akurat w Almie i Piotrze i Pawle bo mam najbliżej.
      No i wyszło mi, że moje typowe śniadanie to cena 1,5zł - pięć dni w tygodniu jem praktycznie takie samo: płatki owsiane + migdały + morele/rodzynki + miód. Zdrowo, tanio i smacznie. Jeśli stwierdzam, że za mało białka w danym dniu to jeszcze jakieś jajko czy coś dojdzie....
      Mięso albo ryby jem codziennie.
      Owoców jem bardzo mało, za to sporo warzyw.
      Serków i jogurtów nie jadam - nie z oszczędności, ale po prostu nie lubię
      wędliny prawie nie jem - głównie dlatego, są inne posiłki, którymi się najem bardziej niż kanapką z wędliną.
      etc. etc

      Oszczędzić można na wiele sposobów tylko trzeba się bardziej zorganizować i postarać.
      Ktoś napisał o karnecie do fitness clubu za 200 złotych. U mnie też tyle kosztuje, ale jak się zapłaci za pół roku z góry + wykorzysta się jeszcze jakąś tam zniżkę wychodzi już 120zł/mc - to już prawie 500zł oszczędności w ciągu pół roku.
      Krem, którego używam kosztuje na allegro 100 zł- zamówiony na ebayu z wysyłką z Korei już tylko około 35 zł.
      Biustonosz sportowy, który w polskim sklepie kosztuje 200 zł zamówiony z UK kosztuje już ok. 130 złotych....
      I tak po trochu oszczędności na wszystkim i zbiera się konkretna suma.

      A egzotyczne wakacje to też nie aż taki luksus jak się niektórym wydaje.
      Za bilet do Ameryki Pd zapłaciłam właśnie 2600zł. Gdybym mogła lecieć dwa tygodnie wcześniej kosztowałby ok. 1700.

      etc.
    • iamhier Re: no i kicha... 10.03.11, 11:48
      To dziwne co piszesz......Wiekszosc Polakow,dobrze wykwalifikowanych nie zarabia tyle.

      A z mojego doswiadczenia wynika,ze najwiecej kasy w rodzinie wyrzucaja na siebie nieurodziwe mamusie czy zony.To sa naprawde ogromne koszty by doprowadzic je do takiego porzadku aby nie wstydzic sie ,ze inwestuje sie w kogos takiego......Wiem,ze to cyniczne,ale tak jest....Mam nadzieje,ze nikogo nie obrazilam.

      Choroba to co innego.Ona pochlania ogromne koszty,mimo ponoc panstwowej sluzby zdrowia.
    • anna-na Re: no i kicha... 10.03.11, 12:07
      > Zastanawia mnie natomiast coraz bardziej jak to robią te osoby, które mają np.
      > 4-5 tyś. dochodu i twierdzą, że na wszystko ich stać, jedzą dobrze, kupują mark
      > owe ciuchy, na wakacje jeżdżą, oczywiście ciepłe kraje. No kurcze, chciałabym t
      > ak umieć. Jeśli ktoś z Was tak potrafi, to podzielcie się proszę tą wiedzą.
      > Pamiętam, że poprzednio jak pisałam o moich finansach, to ktoś napisał " o, prz
      > y takich dochodach, to ja już bym się dwóch mieszkań dorobiła", ciekawi mnie w
      > jaki sposób, jedząc chleb z masłem, żyjąc z zimnym domu, nie posiadając kablówk
      > i, internetu, telefonu, samochodu?

      Wiesz, jak się nie ma dzieci i kredytu na 50 lat na głowie, to i przy 2500 da się wyjechać raz na jakiś czas w ładne miejsce, wypić dobre wino i, co więcej!!!, mieć internet w domu (kablówka nie wszystkim jest do szczęścia potrzebna).
    • nauczyciel_pl Da się 10.03.11, 12:12
      Ale jest ciężko.
      Ja zarabiam niecałe 2000 na rękę, żona 1600. Razem my dwoje + dziecko mamy 3600. Z tego spłacam kredyt studencki i mieszkanie.
      Gdybyśmy mieli 9000 miesięcznie czulibyśmy się bogatymi ludźmi. A tak jest na styk, wiele nie zostaje.
      Ale mamy samochód, w ubiegłym roku dwa razy byliśmy na wycieczce zagranicznej, nie odejmujemy sobie jedzenia od ust.
      Ale też samochód nie jest najwyższych lotów, ubrania nie są markowe i zazwyczaj są z wyprzedażowej przeceny. Jedzenie nie jest najtańsze ale na pewno nie najdroższe.

      Po prostu nie potrafisz zarządzać swoimi zasobami. Albo masz wybujałe wymagania. W każdym razie gdybym miał 9000 miesięcznie niczym bym się nie martwił.
        • sammler Re: Da się 10.03.11, 17:57
          chwalipieta napisał:

          > nauczyciel_pl napisał:
          >
          > > . W każdym razie gdybym miał 9000 miesięcznie niczym bym się nie martwił.
          >
          > uwierz mi tak Ci się tylko wydaje smile

          Potwierdzam...

          S.
    • po-trafie Re: no i kicha... 10.03.11, 12:26
      tajemnica tkwi prawdopodobnie w checi poswiecenia czasu na rozne rzeczy, np:
      - nie mam kredytow i pozyczek, ale mam za to oplate za wynajem mieszkania. Naturalnym dla mnie bylo, ze nie szukalam mieszkania przez agencje tylko poswiecilam wlasny czas i zaangazowanie zeby znalezc mieszkanie w optymalnym miejscu, od prywatnego wlasciciela, z rozsadnym czynszem i oplatami wliczonymi w czynsz (zeby nie byc zaskoczona nagle wiekszymi rachunkami bo zima zimna). Do tego znalazlam mieszkanie tak blisko pracy zeby za dojazd placic grosze lub moc dojechac do pracy w 15min rowerem.
      - bardzo lubie podrozowac, ale nie lubie wydawac na to kosmicznych kwot. Nie kupuje wycieczek w biurach turystycznych - sama znajduje najtanszy sposob transportu (promocje linii lotniczych, promocje linii kolejowych). Czasem zdarza sie ze np chcac odwiedzic amsterdam lepiej jest leciec do eindhoven i pozniej przejechac sie pociagiem (loty do eindhoven: 220pln w dwie strony). Chcac odwiedzic Wenecje lepiej jest leciec do Bolonii (tez tanio jak barszcz bo linie lotnicze konkuruja o to lotnisko). Do wielu miejsc najlepiej leciec przez londyn bo z londynu lata sie BARDZO tanio (zdarzalo mi sie kupowac bilety po £10-12 w dwie strony). Sama szukam noclegow, w miejscu ktore bedzie wypadkowa dobrej ceny i jakosci (czystosc, lokalizacja). Zadko sypiam w hotelach, najczesciej w mieszkaniach wynajmowanych przez prywatnych wlascicieli. Jesli lece do wloch jestem w stanie szukac informacji po wlosku, jesli jade do chorwacji - poszukam informacji po chorwacku.
      - uwielbiam ubrania i nie lubie tkanin tak tanich jak w H&M, wiec mam swoje ulubione marki (Next, Asos, Zara, HushPuppies, FrenchConnection) ktore nie sa ogromnym luksusem alew wierze w ich jakosc. Czaje sie tam na promocje, co 3-4 dni wpadam sprawdzic dzial przecen i wyprzedazy - da sie znalezc fantastyczne ciuchy za grosze.
      - mam karty stalego klienta, membershipy, jestem przyjaciolka ulubionych marek na fb, zapisuje sie do newsletterow. Dzieki temu jestem powiadamiana o kazdej specjalnej ofercie.
      Bardzo BARDZO zadko zdarza mi sie kupic bilety, ubrania lub kosmetyki w normalnej cenie.
      - jadlospis ukladam tak, zeby bylo rozmaicie, zdrowo, ale tez lekko i tanio. Nie moge jesc glutenu wiec mam w domu zawsze mase mrozonych warzyw, kukurydzy w puszkach, tunczyka, pomidorow i przecierow pomidorowych, brazowego ryzu, drobiu, pieczarek, cebuli, salaty, platkow owsianych, mleka.
      Da sie z tego zrobic milion posilkow.

      Zyjac w taki sposob wydaje mi sie, ze zyje jak paczek w masle. Mam ladne mieszkanie, kupuje sobie duzo fajnych ubran i kosmetykow, jem dobrze, chadzam na koncerty, wyjezdzam za granice conajmniej raz na 2 miesiace i przynajmniej dwa razy w roku na dluzej (tydzien-dwa tygodnie). Nie mam samochodu, bo nigdy nie uwazalam ze mi to do czegokolwiek potrzebne. W tych niewielu sytuacjach kiedy jest konieczny mozna wziac taksowke i wychodzi to taniej niz ciagle utrzymanie 4 kolek.
      Rozwazam natomiast kupno motocykla wink
      Oszczedzam. Troche gram na gieldzie.

      Inna sprawa ze nie mam dzieci, to musi nieco zmieniac finansowa perspektywe, ale mysle ze wlasnie z takim podjesciem: przemysl, poszukaj, porownaj, znajdz optymalny sposob - da sie i z dziecmi zyc jednoczesnie na poziomie i niedrogo.
      • joanna_poz Re: no i kicha... 10.03.11, 13:39
        > Inna sprawa ze nie mam dzieci, to musi nieco zmieniac finansowa perspektywe, al
        > e mysle ze wlasnie z takim podjesciem: przemysl, poszukaj, porownaj,

        jak się ma dzieci to też się niestety nie ma az tyle czasu, na to co napisałaśsmile
    • q_vw Re: no i kicha... 10.03.11, 12:50
      Mamy o połowę mniejsze dochody, dwa samochody, mały i kompakt, dwójkę dzieci, mieszkanie i bierzemy się za budowę. mając 9000 bylibyśmy szczęśliwi. Wszystko kwestią priorytetów smile Uprzedzam, nie oszczędzamy skrajnie, ciuchy kupujemy dobre, książki, kino jest, restauracje są, kawiarnie, dodatkowa edukacja opłacana...
      --
      BlackBerry smile
        • q_vw Re: no i kicha... 10.03.11, 12:59
          chwalipieta napisał:

          > proszę, napisz jak to robisz smile

          Normalnie, wystarczy mieć minimalną dyscyplinę i silną wolę smile Wydatki są planowane i przeznaczamy odpowiednie kwoty na różne cele plus luz finansowy, wszelkie nadwyżki idą na oszczędności. No ja serio nie rozumiem, jak tak nie można smile Poznańskie wychowanie decyduje czy jak ? wink))


          --
          BlackBerry smile
    • trzymyszy3 naprawdę mnie to zadziwia.... 10.03.11, 13:02
      Dochód 10 000 na rodzinę to w Polce naprawdę dużo. To są przecież 4 średnie krajowe, czyli powiedzmy jedno zarabia 3 średnie, a drugie średnią.
      Takie dochody ma kilka procent rodzin, a więc finansowa elita. Mediana krajowa jest jeszcze niższa od średniej, zatem połowa społeczeństwa żyje za mniej niż 4 000 na rodzinę. Czy oni wg Was żyją w nędzy? Nie sądzę. Większość moich znajomi (ok. 30-stki, faceci po dobrych studiach technicznych, kobiety najczęściej po humanistycznych) mają 4-7kPLN na parę. I to jest sporo na tle społeczeństwa. Wy macie 2x tyle i macie problemy z płynnością?
      • zuzanna56 Re: naprawdę mnie to zadziwia.... 10.03.11, 14:13
        trzymyszy3 napisał:

        > Dochód 10 000 na rodzinę to w Polce naprawdę dużo. To są przecież 4 średnie kra
        > jowe, czyli powiedzmy jedno zarabia 3 średnie, a drugie średnią.
        > Takie dochody ma kilka procent rodzin, a więc finansowa elita


        czy ja wiem... byłabym w stanie wymienić z 50 znajomych mi osób, które maja taki dochód na 4 osoby
        gdybyś napisał 20 tysięcy miesięcznie, to byłaby finansowa elita, te kilka procent ludzi w Polsce
        ja nie mówie o pensji 10 000 ale o dochodach 2 osób np. dwie osoby po 5000

        Inna sprawa że to przyzwoite dochody, owszem, ale nie kosmicznie wysokie.
        • trzymyszy3 Re: naprawdę mnie to zadziwia.... 10.03.11, 14:43
          > czy ja wiem... byłabym w stanie wymienić z 50 znajomych mi osób, które maja tak
          > i dochód na 4 osoby

          Moze to nie jest wątek o zarobkach, ale... być może obracasz się wśród ludzi zamożnych: prawnicy, lekarze, osoby na wysokich stanowiskach kierowniczych... Moje środowisko to głównie ok. 30 letni (więc młodzi) inżynierowie (budownictwo, IT), zarabiający na rękę 3-5kPLN. Ich partnerki to absolwentki na ogół jakichś studiów humanistycznych, więc zarobki 1.5-2kPLN. O ile mnie pamięś nie myli, to GUS podawał, że >6kPLN brutto (ok 4.2 netto) zarabia górne 10% populacji. Statystycznie więc 1% (0.1*0.1) par zarabia > 8.4kPLN.
          • zuzanna56 Re: naprawdę mnie to zadziwia.... 10.03.11, 17:27
            trzymyszy3 napisał:

            > Moze to nie jest wątek o zarobkach, ale... być może obracasz się wśród ludzi za
            > możnych: prawnicy, lekarze, osoby na wysokich stanowiskach kierowniczych... Moj
            > e środowisko to głównie ok. 30 letni (więc młodzi) inżynierowie (budownictwo, I
            > T), zarabiający na rękę 3-5kPLN. Ich partnerki to absolwentki na ogół jakichś s
            > tudiów humanistycznych, więc zarobki 1.5-2kPLN.

            Zamożni w gronie mojej rodziny, znajomych, sąsiadów, rodziców koleżanek moich dzieci itp też są, zamożni to jak dla mnie ludzie zarabiający te 20 000. Ale fakt, że ci inni, zarabiający łącznie 10 000 to osoby w wieku 35-45, raczej normalne zawody, lekarze też ale i urzędnicy na wyższym stanowisku.

            O ile mnie pamięś nie myli, to
            > GUS podawał, że >6kPLN brutto (ok 4.2 netto) zarabia górne 10% populacji. S
            > tatystycznie więc 1% (0.1*0.1) par zarabia > 8.4kPLN.

            Skoro tak mówisz to pewnie tak jest, nie wiedziałam.
          • kamooola Re: naprawdę mnie to zadziwia.... 11.03.11, 20:32
            trzymyszy, obracam się w podobnym środowisku i absolutnie zgadzam się z wysokością zarobków, którą podajesz
            3k +2k to w moim środowisku dość typowy układ i ja uważam , że to niezłe zarobki (porównując do średniej w moim bidnym regionie)
        • kag1 Re: A mnie nie dziwi 10.03.11, 18:03
          Jedno z nich pewnie prowadzi działalność gospodarczą a to są co miesięczne naprawdę duże koszty ( ZUS-y , US-y, telefony, benzyna, itp) , dzieci czym starsze tym koszty większe ( obozy, kolonie, dodatkowe zajęcia, opłaty w szkole w przedszkolu).
          Niestety jestem w podobnej sytuacji, liczyłam koszty na różne sposoby i niestety kosztów sztywnych jest ok 6500-7000 PLN . Można oszczędzać ale wtedy chyba kosztem jakości żywności. Fakt że czaasy kiedy zastanawiałam się na każdyma zakupem minęły, ale wciąz nie uważam się za rozrzytna osobę. Ale cała ta dyskusja pobudziła mnie do myślenia nad moi budżetem domowym. Dziękuje za ten wątek

      • finka9 Re: naprawdę mnie to zadziwia.... 27.07.14, 15:10
        trzymyszy3 napisał:

        > Dochód 10 000 na rodzinę to w Polce naprawdę dużo. To są przecież 4 średnie kra
        > jowe, czyli powiedzmy jedno zarabia 3 średnie, a drugie średnią.
        > Takie dochody ma kilka procent rodzin, a więc finansowa elita. Mediana krajowa
        > jest jeszcze niższa od średniej, zatem połowa społeczeństwa żyje za mniej niż
        > 4 000 na rodzinę. Czy oni wg Was żyją w nędzy? Nie sądzę. Większość moich znajo
        > mi (ok. 30-stki, faceci po dobrych studiach technicznych, kobiety najczęściej p
        > o humanistycznych) mają 4-7kPLN na parę. I to jest sporo na tle społeczeństwa.
        > Wy macie 2x tyle i macie problemy z płynnością?

        O tym samym myślę.wink
    • ludwik_13 Re: no i kicha... 10.03.11, 13:12
      Rozumiem, że może być mało. U mnie rodzina 2+2 , dzieci studiują i nie mieszkają w domu na stałe. Oprócz pensji mamy też dochody z najmu (niezbyt duże, choć z dwoch lokali), razem średnio 8400 na rękę.
      A wydatki:
      - opłaty za mieszkania wynajmowane - okolo 1000 zł
      -internet (domowy, córki , syna) - 150 zł
      - komórki ( 3 szt.) -150zł
      - wynajem domku, w ktorym mieszkamy i opłaty - średnio 2000zł (tona wegla ok. 800 zł, a na sezon idą 4 tony).
      - pieniążki dla dzieci na przeżycie - 1000 zł (resztę muszą zarobić, mieszkanie mają za darmo)
      - zwierzęta (pies i 2 koty) -250 zł
      -paliwo i utrzymanie 2 samochodów- ok 1200 zł (mąż dojeżdża do roboty ponad 50 km codziennie)
      - bieżące wydatki na jedzenie, chemię kosmetyki - 1000zł (biorąc pod uwagę, że w tygodniu jesteśmy sami wychodzi ok. 15 zł na dzień na osobę)
      - leki (choroby przewlekle ) 300 zł
      -dodatkowe ubezpieczenia (III filar ) ok. 500 zł
      I już mamy prawie 8000. A gdzie wydatki na ciuchy (młodzieź też trzeba czasem dofinansować), dentystę, ubezpieczenia auta i mieszkań itp. Zjadają nas koszty najmu i dojazdów do pracy - ale takie jest życie, to czas przejściowy. Mam nadzieję.
    • disintegrator81 Re: no i kicha... 10.03.11, 13:17
      Nie żyję jakoś przesadnie oszczędnie, za to staram się wydawać pieniądze racjonalnie. Zarabiam różnie, między 4-6 tys. PLN miesięcznie i mieszkam sam. Mam nieduże, ale własne mieszkanie, szybkie, klasyczne auto sportowe (aczkolwiek wiekowe), motocykl i nieduży jacht. Da się smile
      • ojca Jestes trollem, albo mameją 10.03.11, 13:26
        No nie mogę, z siebie czy z nas robisz durnia? Zatem policzmy.

        Przykład gulasz wołowy
        1 kg wołowiny 30 zł (a jest mięso gulaszowe 15 za kg)
        3 papryki 10 zł
        2 cebule 1 zł
        1 kg marchwi 3 zł (zuzyjesz 2-3 marchewki)
        1 kg mąki 4 zł (80% mąki zostanie)
        olej 6 zł (80% oleju zostanie)

        53 zł za gulasz z kilograma wołowiny (kto gotuje ten wie, że gulasz dla 2 osób na 2 dni można zrobić za 20 zł, ale żeby nie było podałem wersję max exclusiv), wątpię żebyście to w 2 osoby w 2 dni zjedli. o rosole nie będe pisał (17 zł) o pozostałych potrawach też nie, kopytka buhaha.... wino za ile? Za 30-40 zł można mieć dobre wino, a i tak wątpię, że całe codziennie wypijacie. Wędlina 15-30 zł za kg ile kilogramów kupujesz? Zjadacie wszystko? Kawa- ile wiaderek jej pijesz? Serki, pieczywo, masło 5 zł dziennie na 2 os.

        Dalej nie będę wyliczał bo nie ma sensu, jesteś albo trollem, albo bezradna mameją, której zawsze będzie źle, za drogo, pod górkę. Idź do MOPS i powiedz jaka biedna lub durna jesteś, może mają jakiś terapeutów.

        --
        deser.pl/deser/1,97052,7361310,Praca_sprzataczki_jest_lepsza_od_bankowca.html
    • sumire Re: no i kicha... 10.03.11, 13:20
      tak, właśnie w taki sposób.

      a serio - nie mam kablówki, bo telewizji nie oglądam (zresztą przy moim trybie życia i przebywaniu poza domem przez 12-13 godzin dziennie to byłby idiotyczny wydatek). nie mam samochodu, bo mi na razie niepotrzebny. i stać mnie zarówno na ogrzanie mieszkania (polecam programator), jak i na położenie na chleb czegoś innego niż masło. stać mnie na wino, na teatr, na parę płyt i książek miesięcznie, na ciuchy - tyle że metkami świecić nie lubię, więc nie potrzebuję jakichś szalenie markowych. tak czy inaczej, nie odmawiam sobie przyjemności. i często wyjeżdżam. za granicę również.
      fakt - nieprędko przeprowadzę się do mieszkania większego niż moje 38 metrów i nieprędko nabędę samochód, ale żadna z tych spraw nie jest moim priorytetem. żyje mi się wygodnie... i naprawdę mam ciepło w domu wink
      • marinellla Re: no i kicha... 10.03.11, 13:47
        Hm, jeżeli jedna osoba może jakoś żyć za 1200 zł, to chyba 4 osoby za 5 tysięcy też powinny dać radę?
        Najwyraźniej macie rzeczy, na które inni nie mogą sobie pozwolić i tak do nich przywykliście, że wydaje Wam się, że bez nic nie będziecie w stanie żyć. A to nieprawda.
        Z drugiej strony - w PL, żeby być normalną klasą średnią, czyli wygodne mieszkanie/niewielki domek, samochód, telefony, TV, rachunki, 1-2 dzieci, czasem jakieś rozrywki, ciuchy, książki, wakacje, jedzenie dobrej jakości + drobne luksusy, to naprawdę trzeba zarabiać relatywnie spore pieniądze.
      • poppy_pi Re: no i kicha... 10.03.11, 13:50
        Myślę, że jest tu problem pt 'apetyt rośnie w miare jedzenia' wink Jeśli zarabiamy 3 tyś wydaje się, że 9 tyś to kosmos, ale jeśli zarabiamy 9 tyś pozwalamy sobie na inne rzeczy (lepsze i częściej) i nagle wydaje się, że dopiero 15 tyś miesięcznie nas uszczęśliwi wink
        Kiedy byłam na bezrobociu kupowałam porcje rosołowe i robiłam pomidorówkę na trzy dni. Teraz mogłabym tez tak robić, ale po co skoro stać mnie na coś lepszego? Wolę łososia.
        Ja zarabiam 1500 zł (plus co jakiś czas premie) mój mąż 2500. Także 4 tyś miesięcznie. Nie mamy dzieci ani samochodu. Tysiąc złotych idzie na kredyt, drugi tysiąc na opłaty (czynsz, prąd, tv, komórki), na jedznie i środki czystości ok. 700 zł. Zostaje 1300zł które wydajemy na bilety, kino, książki, imprezy, prezenty, wyjazdy, ubrania, rzeczy do mieszkania, wino, kolacje na mieście...Jeśli chciałabym więcej oszczędzać ukróciłabym te wszystkie przyjemności.
    • mantha Re: no i kicha... 10.03.11, 13:43
      Czy to jest forum Oszczedzamy czy Zarabiamy kupe kasy ktora przepuszczamy na niewiadomo co?
      Zarabiamy po ok 3 tys. WYNAJMUJEMY mieszkanie (w W-wie), oplacamy klub malucha, wszystkie inne oplaty i jeszcze sporo oszczedzamy na wakacje i ogolnie. jemy co lubimy, mamy cieplo i kapiemy sie w wannie pelnej cieplej wody, mamy fajne ubrania, kablowke internet, i mnostwo innych ekstra wydatkow typu niestety dentysci, lekarze, lekarstwa.
      Ten post to chyba jakas prowokacja albo nie wiem co (nie chce uzywac obrazliwych slow).
      --
      "Nie porzucaj swojego celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga dużo czasu.
      Czas i tak upłynie."
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.