• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Teoria a praktyka - znam jedno, zaczynam drugie Dodaj do ulubionych

  • 26.02.11, 09:33
    No bo czas zacząć naprawdę dobrze gospodarować pieniędzmi, kiedy są.
    Teorię znam, praktykowałam ostre oszczędzanie kiedy zaczynałam karierę jako dorosła samodzielna osoba, ale była to konieczność, nie wybór. Z tamtego czasu zostało mi wiele dobrych nawyków, jak np. umiejętność gotowania i dobrego ( ekonomicznego) wykorzystywania produktów oraz planowania posiłków. Wiem, że to wielki atut w zarządzaniu domowym budżetem.
    Mam też dystans do marek - za dobrze je znam od podszewki a jednocześnie mam dostęp do informacji o jakości produktów dyskontowych takich marek, jak Biedronka czy Lidl. I dlatego je kupuję - niejednokrotnie na głowę biją te z "markowych" sklepów.
    No więc czas teorię przełożyć na praktykę. Bo wiem - już raz, kiedy zbierałam pieniądze na wpłatę własną na mieszkanie - okazało się, że potrafię w stosunkowo krótkim czasie odłożyć sporą kwotę nie obniżając znacząco jakości życia.
    Teraz chcę znowu stworzyć sobie porządną rezerwę, bo uważam, że mimo wysokich opłat stałych ( kredyt hipoteczny, wysokie opłaty za ogrzewanie w sezonie, konieczność pomocy rodzicom, angielski, itp) mam jak najlepsze ku temu warunki.
    Czemu tego nie zrobiłam do tej pory?
    Chyba najbardziej z ... braku czasu. Jestem bardzo zapracowana, wciąż w niedoczasie, sama wychowuję dwoje dzieci ( nastolatki). No i chyba też dlatego, że pieniędzmi a właściwie ich nieskrępowanym i niekontrolowanym wydawaniem rekompensowałam sobie wysiłek, czas i zaangażowanie, jakie wkładam w ich zdobycie. No i dlatego, że jednak wydawanie jest przyjemne - a jak już można sprawić przyjemność bliskim, to już w ogóle.
    Ale chyba "dorosłam" do tego, żeby inaczej korzystać z tego, że zarabiam troszkę więcej niż średnia krajowa.
    A gdzie jest na to lepsze miejsce jak nie tu? smile

    Chcę/muszę stworzyć sobie rezerwę finansową w wysokości 30-35 000 złotych do końca tego roku. Ale najważniejsza rzecz go wyrobienie nawyku takiego gospodarowania pieniędzmi.

    Wpisy tu traktować chcę jako sposób dyscyplinowania się, samokontroli. No i wiem, bo czytam to forum od dawna, że umiecie mądrze wspierać. A jak przy okazji pomogę komuś kto jest w podobnej sytuacji to już w ogóle super wink

    Za chwilę podsumuję moje "ma" i "winien" tylko muszę iść nakarmić moje wiecznie głodne dzieci wink

    Edytor zaawansowany
    • 26.02.11, 14:14

      No więc jeśli chodzi o dochody i wydatki to sprawa ma się następująco.
      Miesięcznie mam do dyspozycji 9200 zł, ze wszystkich źródeł dochodu. Ale ta kwota ustaliła się na tym poziomie dopiero miesiąc temu wcześniej była niższa, sporo.
      Moje wydatki stałe kształtują się na poziomie 3500 - 3800 zł. W tym miesiącu ze względu na rachunek za ogrzewanie koszty stałe wyniosą mnie nawet 4000 zł. W tych stałych kosztach największy procent stanowi kredyt mieszkaniowy.
      W domu dwóch nastolatków, a to wiadomo - wciąż rosnące ( i to dosłownie) potrzeby, nie licząc kosztów związanych z nauką.
      Mieszkamy w dużym mieście, nie mamy pomocy od rodziny - to raczej ja im pomagam, finansowo właśnie.

      Tak więc wychodzi, że w tym miesiącu po odliczeniu kosztów stałych zostanie mi 5200 zł.
      Z tego chcę od razu przerzucić 3000 zł na konto oszczędnościowe, a za resztę ( 2200) sfinansować pozostałe wydatki. Ale nie wiem czy to się uda, bo idzie zmiana sezonu, co pociąga za sobą zakupy ciuchów, butów.
      No i jedzenie - nastolatki to studnie bez dna wink
      A przed chwilą przyszedł syn i mówi: mamo, daj 300 na wycieczkę klasową.
      No i weź kobieto oszczędzaj wink

      Dziś ułożyłam wstępny jadłospis ( obiady) na 2 tygodnie - biorąc pod uwagę zasoby szafek i zamrażarki i dokupując to, co dodatkowo będzie potrzebne do tych dań. Zrobiłam też małe zakupy chemiczno-kosmetyczne.

      Zaraz muszę sobie podliczyć, ile mnie to wyniosło.

      • 26.02.11, 15:24
        pozazdrościć Ci sytuacjismile. Na pewno dasz radę. Ja oszczędzam sporo jak na moje dochody.
        • 26.02.11, 15:43
          cd, ale o takich dochodach to mogę tylko pomarzyć ...Sama chętnie przyłączę się do oszczędzania...aczkolwiek u mnie to już oszczędzanie ekstremalne
          • 26.02.11, 19:17
            Ja nie wiem czy jest czego zazdrościć - większe dochody, więcej pokus smile)))
            A serio - staram się cały czas i starałam, by zarabiać więcej i sporo mnie to kosztuje - wysiłku, czasu ale i pieniędzy. Bo chociaż ciuchy, buty, dodatki, fryzjer - tu muszę trzymać poziom. I chociaż nauczyłam się wyszukiwać perełki na wyprzedażach i na Allegro, to jednak kompletowanie porządnej garderoby kosztuje. A ja mam akurat wielkie umiłowanie do jakości - marka obojętna smile Ostatnio kupiłam dwa sweterki z jedwabiu z kaszmirem i z wełny z merynosów - co za radość noszenia smile Cena na szczęście też ... wink - wyprzedaże, TK Maxx i Allegro.
            No i praca sporo ponad 8 h a do tego częste wyjazdy powodują, że czasem trzeba się ratować restauracjami, gotowymi daniami, kupowaniem usług, które normalnie wykonywałabym sama. A nie cierpię i gotowych dań i tego, że ktoś mi się po domu kręci ....
            Dlatego staram się wiele, w zasadzie wszystko robić sama, no z dziećmi oczywiście wink



          • 26.02.11, 19:23
            zonaniezona1 napisała:

            > cd, ale o takich dochodach to mogę tylko pomarzyć ...Sama chętnie przyłączę się
            > do oszczędzania...aczkolwiek u mnie to już oszczędzanie ekstremalne


            Zona, aż za dobrze wiem, o czy mówisz ...
            Ja nie zawsze zarabiałam dobrze, a do tego miałam kupę długów.
            Był czas, że liczyłam każdą kromkę chleba. Ale wtedy dowiedziałam się o sobie najwięcej - przede wszystkim tego, że niełatwo mnie złamać.
            No i nauczyłam się gospodarnego prowadzenia domu, a to kapitał na całe życie.
            • 27.02.11, 21:57


              No to w ramach racjonalnego gospodarowania zafundowałam sobie farbę na włosy w domowych pieleszach smile
              Mam jednolity kolor włosów ton w ton więc łatwo mi farbować włosy w domu.
              Inwestuję i zawsze inwestowałam w ich ścinanie. Mam trudne włosy i tylko bardzo dobrze ostrzyżone wyglądają dobrze.
              Jakiś czas temu w ranach buntu przeciwko cenom w salonach "markowych" poszukałam i znalazłam świetną, bardzo solidną fryzjerkę, w malutkim saloniku. I dzięki niej zdecydowałam się na króciutką fryzurkę - babka strzyże świetnie, wystarczy szybkie suszenie i kulka ruchów palcami, żeby nadać fryzurce kształt. Ostrzyżenie na krótko odjęło mi kilka lat, a ile dodało energii smile
              Dodatkowo zamiast 150 zł płacę teraz, już razem z napiwkiem, 50 zł za strzyżenie z modelowaniem.

              Aha, farbę kupuję Palette - ma tę zaletę, że ma dwa aktywatory koloru i tubkę z podziałką, dzięki której osoby o krótkich włosach mogą użyć farby na dwa razy. To bardzo oszczędne i praktyczne rozwiązanie.

              Mam do Was natomiast pytanie z innej beczki.
              Oddajecie pościel do magla?
              Ja oddaję, z braku czasu i też dlatego, że mam spore poszwy, które trudno samodzielnie prasować na desce do prasowania.
              Koszt takiego magla to ok. 40-60 zł za 4-5 zmian pościeli.
              Niby nie tak wiele, ale zgodnie z zasadą ziarnko do ziarnka ...


              • 27.02.11, 22:09
                Nie, od chyba 10-14 lat nie oddaję pościeli do magla.
                Jeśli chodzi o farbowanie, muszę ze względu na drobne siwe włosy na skroniach farbować raz na miesiąc. Raz idę do fryzjera - też ostatnio do tańszego, jeszcze rok temu płaciłam za samo farbowanie 130 zł, teraz 60 zł lub sama farbuję (zwykły jednolity brązowy kolor) farbą za 20 zł.
                • 27.02.11, 22:20
                  zuzanna56 napisała:

                  > Nie, od chyba 10-14 lat nie oddaję pościeli do magla.
                  > Jeśli chodzi o farbowanie, muszę ze względu na drobne siwe włosy na skroniach f
                  > arbować raz na miesiąc. Raz idę do fryzjera - też ostatnio do tańszego, jeszcze
                  > rok temu płaciłam za samo farbowanie 130 zł, teraz 60 zł lub sama farbuję (zwy
                  > kły jednolity brązowy kolor) farbą za 20 zł.

                  No to maglowanie to fajna rzecz. Ja długi czas nie miałam żadnego magla w okolicy ( coraz z tym trudniej w dużych miastach) i prasowałam sama. Sporo czasu i wysiłku na to szło, a efekty mało porównywalne.

                  Co do farby to Palette jest tania, nie pamiętam ale chyba za to opakowanie dałam w Rossmanie coś około 12 zł? A starcza na dwa razy. I jest całkiem w porządku - dobrze pokrywa, ma fajny odcień.
                  Ale ja na razie mam jedynie pojedyncze pasma w właściwie pojedyncze włosy siwe więc nie ma dla mnie aż takiego znaczenia jak nakładam farbę. Choć przyznam - lubię farbowanie w salonie, bo lubię, jak ktoś się mną zajmuje wink
                  • 28.02.11, 08:15
                    co do prasowania - ja jak już prasuję duże powierzchnie to nigdy na desce - zawsze na stole - akurat mam dość łatwy do niego dostęp, polecam.
                    jakość nieporównywalna do magla ale też i nie jest na tym stole dużym wysiłkiem uprasowanie firanki czy poszwy.
                    dodatkowo można zakupić krochmal w sprayu(a może ktoś sam zrobi?) i wtedy to prasowanie ma zwiększony efekt.

                    dzieci - nastolatki - nie można ich już zacząć przyuczać do działań domowych?
                    kwestia ugotowania czy umycia okna nie powinna już być obca w takim wieku(ale ja akurat się przyuczyć nie dałam, więc rozumiem, że może być to okupione dużym wysiłkiem każdej ze stron)

                    no i jeszcze nie wiem na ile możesz liczyć na dzieci w kwestii samoograniczania - jeśli powiesz im że musisz się wziąć za oszczędzanie to oznacza to dla nich że ty musisz czy że wszyscy muszą(łącznie z nimi?)

                    kierunek fryzjersko-kosmetyczny przez ciebie obrany bardzo mi się podoba i tu zazdroszczę, ja po ostatniej płatności u fryzjerki za mycie+balejaż+strzyżenie z długości zapłaciłam w salonie osiedlowym 270 złotych i myślę, że to była przedostatnia wizyta, a może ostatnia? i czas poszukać kogoś tańszego, tym bardziej że pani nie jest rewelacyjna a co najwyżej poprawna.
                    • 28.02.11, 10:55
                      > dodatkowo można zakupić krochmal w sprayu(a może ktoś sam zrobi?) i wtedy to pr
                      > asowanie ma zwiększony efekt.

                      mam taki krochmal, czasem przydaje się do kołnierzyków czy mankietów moich bluzek koszulowych, wypróbuję na pościeli

                      > dzieci - nastolatki - nie można ich już zacząć przyuczać do działań domowych?
                      > kwestia ugotowania czy umycia okna nie powinna już być obca w takim wieku

                      Oj, tu to ja jestem bardzo wymagająca matka wink Starszy ma wiele obowiązków, codziennie sam sobie odgrzewa obiad lub dogotowuje co potrzeba ( ryż, kaszę, makaron). Jest dość samoobsługowy w kuchni, potrafi i robi wiele. Często szykuje śniadanie lub kolację dla wszytskich.
                      Odbiera i nosi pościel do magla ( magiel czynny w takich porach, że ja nie dam rady ani zawieść ani odebrać). Okna też powoli zaczyna myć sam - na razie u siebie i w kuchni, ale teraz wiosną dam mu już wykazać się więcej wink

                      Drugie dziecię niestety nie może robić wielu rzeczy ( jest niepełnosprawny) ale sprząta swój pokój samodzielnie.

                      > no i jeszcze nie wiem na ile możesz liczyć na dzieci w kwestii samoograniczania
                      > - jeśli powiesz im że musisz się wziąć za oszczędzanie to oznacza to dla nich
                      > że ty musisz czy że wszyscy muszą(łącznie z nimi?)

                      tu raczej ja się powinnam samoograniczać wink Bo lubię i zawsze lubiłam kupować im ciuchy, filmy, książki. I wychodzić często do kina, restauracji, teatru, wyjeżdżać na wycieczki. Obydwaj mają swoje kieszonkowe i gospodarują w ramach środków. Rzadko "jęczą" o pizzę na mieście - wolą, jak ja zrobię smile

                      • 02.04.11, 08:46
                        No to czas na podsumowanie marca.

                        Koszty stałe:
                        3420 zł

                        Jedzenie - 940 zł
                        Chemia, kosmetyki - 227 zł
                        Usługi - 57 zł
                        Dzieci - 365 zł
                        Rozrywka - 70 zł
                        Zdrowie - 3 zł ( 6 tabletek apapu wink )
                        Zwierzak - 101 zł
                        Ubrania, buty - 245 zł
                        Osobiste - 61 zł
                        Prezenty - 82 zł
                        Komunikacja - 141 zł
                        Razem: 2292 zł

                        Podsumowując:
                        koszty stałe + tzw. życie
                        2292
                        +
                        3420
                        ----------
                        5712

                        Odejmując to od dochodów zostało mi dokładnie 3488.
                        I tyle poszło na konto oszczędnościowe.

                        Dużo wyszło na chemię/kosmetyki, ale tu robiłam uzupełnienie takich pozycji, jak proszek ( duże opakowanie) czy domestos i rzeczy do zmywarki, No i mam w tej pozycji też kosmetyki, więc kremy, kolorówkę. Chyba to rozdzielę w przyszłym tygodniu, bo muszę uzupełnić takie rzeczy, jak fluid, puder sypki, itd.

                        Za to ubrania buty kryją pod wydaną kwotą całkiem sporo smile
                        2 sweterki, w tym jeden 100% kaszmir
                        płaszcz wiosenny
                        2 pary dżinsów dla syna
                        2 bluzy dla syna
                        kurtka wiosenna dla syna
                        buty dla syna

                        Kocham Allegro smile

                        Teraz siedzę i układam jadłospis na następne 2 tygodnie.
                        Rozpisuję głownie obiady, żeby wiedzieć, co kupić i co "zagospodarować" z szafek i spiżarni.
                        Wydałam dość mało na jedzenie, tak patrzę.
                        Ale to też dlatego, że miałam spore zapasy i w zamrażarce i spiżarni.
                        No i planowanie posiłków pozwala naprawdę zaoszczędzić i dobrze wykorzystać to, co się ma w lodówce i szafkach.



                        • 02.04.11, 14:21
                          Gratuluje i trzymam kciuki.
                          Suuper Ci idzie, oby tak dalej big_grin

                          Podsumowanie marca dobre, myśle że bardzo dobrze organizujesz wszysko i dobrze rządzisz smile
                          Z przyjemnością będę spoglądał na Twój wątek i przyglądał jak idzie.
                          Wierze, że uda sie uzbierać planowaną kwotę.

                          Jedyna moja uwaga to taka że kwota rezerwowa ( te 30-35 tyś) powinna być wyższa i w następnym roku lub w najbliższych 2 latach podnieść ją do minimum 90-100 tyś. oraz systematycznie zwiększać o poziom inflacji ( minimum). Przewidywana inflacja na rok 2011 to 4 % smile

                          --
                          Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian Lenny 5.0 Stable smile
                          • 02.04.11, 21:17
                            Muszę się pochwalić moimi oszczędnościami fryzjerskimi, bo tylko Wy mnie zrozumiecie smile. Farbuje włosy farbą palette od prawie 20 lat, wcześnie zaczęłam siwieć. Drogie fryzjerki koleżanek twierdzą, że strasznie niszczy włosy, mi jakoś nie zaszkodziła. Farbowałam połową, czyli koszt około 5 zł, ale teraz nauczyłam się robić to ¼ opakowania, zamykam spinaczem wink, do fryzjera chodziłam do niedawna raz w roku – podcinanie za 25 złotych, teraz 3 razy w roku za 40 zł, bo mam znacznie krótsze włosy. Nie cierpię od dziecka chodzić do fryzjera, bo los mnie obdarzył sztywnymi, twardymi, gęstymi włosami, więc panie zawsze szarpały. Niedawno przypomniało mi się, że w młodości dorabiałam sobie sprzedażą włosów, szybko mi rosną, sprzedawałam co rok warkocz. To był dla mnie ważny zastrzyk gotówki.
                            • 03.04.11, 10:11
                              el-an, jak Ci na takie gęste włosy starcza 1/4?
                              Ja mam krótkie i niezbyt gęste, a 1/2 to dla mnie właśnie w sam raz.
                              Chyba, że masz jakąś specjalną technikę farbowania smile


                            • 04.04.11, 14:09
                              Farbuje włosy farbą palette od prawie 20 lat, wcześnie zaczęłam siwi
                              > eć. Drogie fryzjerki koleżanek twierdzą, że strasznie niszczy włosy, mi jakoś n
                              > ie zaszkodziła.

                              mi to powiedziały niedrogie fryzjerki z 2 róznych zakładach w jakimś tam odstępie czasowym.
                              farbowanie domowe - tak, ale nie farbami Swarzkopf, bo najbardziej ze wszystkich niszczą włosy.
                              to, że nimi farbowałam niestety odgadły po stanie moich włosów...
                              • 04.04.11, 21:37
                                > mi to powiedziały niedrogie fryzjerki z 2 róznych zakładach w jakimś tam odstęp
                                > ie czasowym.
                                > farbowanie domowe - tak, ale nie farbami Swarzkopf, bo najbardziej ze wszystkic
                                > h niszczą włosy.
                                > to, że nimi farbowałam niestety odgadły po stanie moich włosów...

                                joanno, a powiedziały Ci może, które farby mniej niszczą włosy?
                                Ja farbuję rzadko, raz na 2-3 miesiące i ścinam krótko, ale jednak wolałabym farbować czymś zdecydowanie mniej "toksycznym" ...
                                • 05.04.11, 07:44
                                  anatefka napisała:

                                  wolałabym fa
                                  > rbować czymś zdecydowanie mniej "toksycznym" ...


                                  Też bym była zainteresowanasmile

                                  Po farbowaniu u takiej tańszej fryzjerki nie byłam w stanie włosów rozczesać (mam średnio długie i gęste), chodziłam do niej raz w miesiącu przez około 8-10 miesięcy. Przedtem farbowałam raz sama a raz w drogim zakładzie ale miałam dość wydawania raz na miesiąc 120 zł na samo farbowanie. Ostatnio farbuję sama taką farbą w piance (miałam chyba 4 opakowania), jest super, włosy ładnie się rozczesują, pianka jest bardzo wygodna i jest jej naprawdę dużo.
                                  • 05.04.11, 09:12
                                    nie agitowały specjalnie za inną konkretną markąsmile
                                    byle nie Swartzkopf. a ponieważ powtórzyły mi to dwie panie mocno mi to zapadło w pamięć, że coś w tym musi być.

                                    jesli już farbuję w domu, to jakimś Lorealem (bo takim mi farbuje fryzjerka) ewentualne Wellą.

                                    Przedtem farbowałam raz sama a raz w drogim zakładzie ale miałam dość
                                    > wydawania raz na miesiąc 120 zł na samo farbowanie.

                                    sporo.
                                    ja za farbowanie, ścięcie i ułożenie (długośc taka za ucho) płacę 140.
                                    idę raz na 1,5 miesiąca.
                                    • 05.04.11, 09:16
                                      ja farbuję sama farbą fryzjerską majirel, od lat, włosy po niej są super, ale tania nie jest(tuba ok 35zł)
                                      --
                                      http://www.suwaczki.com/tickers/34bwdqk3ojz97yr7.png
                        • 02.04.11, 22:25
                          Bardzo ladnie, skrupulatnie sobie liczyszsmile. Tez musze tak zaczac. U nas co prawda jest inna struktura rodziny, ale maz jest oszczedny i dzieki niemu poszukuje na forum nowych metod oszczedzaniasmile. Mamy tez inne wydatki. Z tego co piszesz wynika, ze Twoja rodzina jest trzyosobowa- nasza tez.
                          U mnie jest taka kalkulacja: po oplaceniu rachunkow (oplat stalych) reszte pensji odkladam. Maz tez odklada wieksza czesc pensji. Staram sie myslec o tych pieniadzach w kategorii- "nie mamy ich, ukradli". Coz nic innego do mnie nie przemawia- mam lekka reke do pieniadzy. Niestety co jednego miesiaca odloze- drugiego wyjmuje i wydaje...
                          Zawsze uwazalam, ze pieniadze sa po to by je wydawac- raz sa a raz ich nie ma... Jakis czas temu rozmawialam z kolezanka, ktora powiedziala mi, ze oszczedzila sobie "tyle, ze nie kupi za to mieszkania, ale juz na polowe kawalerki byloby ja stac" no i zaczelam sie zastanawiac- no przeciez fajnie by bylo miec tyle na koncie..zaczynam oszczedzac! Powiedzmy, ze mnie zmotywowalawink.
                          Udzielam sie, bo wiem ze oszczedzanie nie jest latwe..ale trzeba miec jakies samozaparcie! i cel- "zbieram na nowe audi a8"...POWODZENIA! Zycze zebys osiagnela swoj celsmile
                          --
                          http://lb1f.lilypie.com/e6YAp1.png
                          • 03.04.11, 09:57
                            ablims napisał:

                            > Jedyna moja uwaga to taka że kwota rezerwowa ( te 30-35 tyś) powinna być wyższa
                            > i w następnym roku lub w najbliższych 2 latach podnieść ją do minimum 90-100 t
                            > yś. oraz systematycznie zwiększać o poziom inflacji ( minimum). Przewidywana in
                            > flacja na rok 2011 to 4 % smile
                            >

                            ablims, mam właśnie taki plan, żeby ta rezerwa się powiększała smile Nie wiem, czy właśnie do takiej kwoty jak piszesz, bo jednak utrzymanie stałego tempa i wysokości oszczędności czasem bywa niemożliwe. Wakacje, remonty i tym podobne potrafią wybić z rytmu smile Niemniej jednak przecież kwota zaoszczędzona w pierwszym roku może zacząć pracować i rozmnażać się ( no, już wcześniej niż po roku smile ) i tym samym zwiększać pulę,
                            Kłopot w tym, że ja ni bardzo się znam na instrumentach finansowych ... Boje się ryzyka inwestowania agresywnego a wiem, że wszelkie zrównoważone zarabiają w zasadzie na pokrycie strat pożartych przez inflację.


                          • 03.04.11, 10:09
                            perd-ido napisała:

                            > Bardzo ladnie, skrupulatnie sobie liczyszsmile. Tez musze tak zaczac.

                            Zacznij, zacznij smile Taka "kronika" pozwala sobie lepiej pewne rzeczy uświadomić, a dodatkowo działa motywująco.

                            > U mnie jest taka kalkulacja: po oplaceniu rachunkow (oplat stalych) reszte pens
                            > ji odkladam. Maz tez odklada wieksza czesc pensji. Staram sie myslec o tych pie
                            > niadzach w kategorii- "nie mamy ich, ukradli".

                            To chyba najlepszy sposób. Wiadomo, że zawsze można sięgnąć do tej rezerwy, ale jednak na koncie i w portfelu masz to, czym powinnaś rozsądnie gospodarować. "Zapominanie" o odłożonej kwocie to taki może prosty, ale skuteczny zabieg psychologiczny - co z oczu, to z serca smile


                            Ja też uważam, że pieniądze są po to, żeby je wydawać. Z tym, że teraz dodaję do tego "wydawać z głową" smile
                            Rozpuścić można dowolną kwotę, jakkolwiek wielką i nie być ani dobrze ubranym, ani smacznie najedzonym, ani tym bardziej szczęśliwym i bezpiecznym.




                            • 07.04.11, 22:23
                              Na mnie tylko dziala zapominanie o pieniadzachsmile..dobrze, ze maz oszczedniejszy, bo poszlibysmy z torbami. Zaczelam robic kalkulacje, hmm i ciezko mi to idzie. Zbieram rachunki do jednej kopertki..zawsze cossmile

                              --
                              http://lb1f.lilypie.com/e6YAp1.png
    • 03.04.11, 22:37
      trzymam kciuki i zycze sukcesow w oszczedzaniu
      --
      mój blog o szyciu
      fotografia dziecięca i portretowa
      • 04.04.11, 18:18
        skąd taki wyskoki dochód?
        z pracy, czy tez z innych źródeł?
        jakich?
      • 05.04.11, 07:39
        Trzymam kciuki i podziwiam smile

        Ja staram się planować obiady na 3-4 dni do przodu, na początku miesiąca odkładam od razu pewną sumę na konto oszczędnościowe, włosy ostatnio farbuję sama i jestem bardziej zadowolona niż z farbowania u fryzjera.

        Ubrań dzieciom na Allegro nie kupuję. Sama coś tam po moich sprzedaję za parę groszy.

        • 15.04.11, 15:07
          wychodzi na to że 2200 starczyło ci na tzw życie ja mam do dyspozycji 2600 (bez kosztów stałych oczywiście ) przez najbliższe dwa lata potem odchodzi mi sporo - niania 800 zł, szkoła męża 300 zł i kredyt 230 zł wiec do dyspozycji bedzie o te 1300 wiecej wiec wtedy coś odłoze a teraz chciałabym zeby starczyło nam na zycie te 2600 ( mamy tez niewielki dodatkowy dochód który będę odkładac na auto - ale chciałabym tego nie ruszać zeby włąsnie te 2600 starczyło)
          Tylko nas jest 2+2 ( w tym niemowlę a wiadomo niemowlak kosztuje najwięcej ) ale moze damy rade smile
          • 29.04.11, 09:39
            Aaaale to był miesiąc, niech go kule biją …
            Nie dość, że pracy po uszy to jeszcze święta i okazji rodzinnych, gdzie prezentów trzeba było zakupić mnóstwo.
            Cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo smile
            Dawno mnie nie było, ale jestem – i spisuję sumiennie, co i jak.

            No więc podsumowanie miesiąca kwietnia wygląda następująco.

            Opłaty stałe – w tym miesiącu nieco niższe niż zazwyczaj – 2700 ( zdarzyła się napłata za czynsz)

            Tzw. „życie”:
            jedzenie ( oj, tu się świąteczna rozpusta odbiła …wink – 1450
            chemia/kosmetyki ( uzupełniałam zapasy kosmetyków) – 238
            usługi – 20
            szkoła/dzieci ( wycieczka, kieszonkowe) – 305
            zdrowie – 73
            zwierzak ( niestety, jest chory więc leki i weterynarz …wink – 205
            ubrania/buty ( zmiana sezonu, dzieci wyrosły, uff) – 350
            prezenty – 680
            komunikacja – 57
            do domu – 110

            Co razem ( opłaty stałe i pozostałe wydatki) daje:
            6188

            Dochody – 9200
            Wydatki – 6188
            Oszczędności – 3012 ( czyli 3000 zł przelane na konto oszczędnościowe)

            No, w tym miesiącu zdecydowanie mnogość ważnych okazji rodzinnych obciążyła budżet – urodziny, imieniny, rocznice, zajączki ... było tego trochę smile
            A i uzupełnianie kosmetyków ( fluid, puder sypki, róż, tusz, kremy do twarzy, korektor) zaważyły na większych kosztach. Ale to starcza na długo, na szczęście smile
            No ale rachunki stałe były ciut niższe, głownie przez nadpłatę.
            Za to w maju nadrobią … przyjdzie rachunek za gaz i za prąd, a i rata za szkołę syna.
            Równowaga w przyrodzie istnieje big_grin

            Ale cieszę się, że udało mi się zaoszczędzić te 3000 zł.
            Przy tak wyczerpującym finansowo miesiącu to i tak dobrze smile







          • 29.04.11, 09:45
            only_marcopol napisała:

            > wychodzi na to że 2200 starczyło ci na tzw życie ja mam do dyspozycji 2600 (b
            > ez kosztów stałych oczywiście )

            No, jak widać, raz 2200, raz więcej smile
            Ale w zwykłym miesiącu, gdzie nie ma specjalnie ważnych okazji, myślę, że właśnie tak około 2500 - 2800 nam powinno wychodzić na życie.
            Teraz, kiedy idzie lato, to jednak koszty rosną - wyjazdy wakacyjne dzieci pochłoną zapewne sporo.

            > Tylko nas jest 2+2 ( w tym niemowlę a wiadomo niemowlak kosztuje najwięcej ) al
            > e moze damy rade smile

            Nie wiem, w jakim wieku masz starsze dziecko, ale koszty utrzymania niemowlaków ( moich dwóch) wspominam całkiem miło, porównując je do obecnych kosztów utrzymana dwóch wiecznie głodnych i posiadających mnóstwo potrzeb, rosnących jak szaleni wyrostków big_grin
            Ale fakt, koszt niani dość podraża utrzymanie maluchów. Sama bardzo długo korzystałam z pomocy opiekunki i wiem, jaka to wyrwa w budżecie ...


            • 27.07.11, 15:20


              Trochę mnie nie było smile
              Zaniedbałam wątek, ale nie oszczędzanie. Na szczęście smile

              Czas mi ostatnio nie pozwala na nic poza pracą i obowiązkami rodzinnymi, ale na szczęście jestem na tyle zdeterminowana, że udaje mi się nie wybić z trybu życia z ołówkiem w reku.,
              Przez pierwsze tygodnie spisywałam wszystko, żeby się zorientować w strukturze moich wydatków miesięcznych.
              Teraz już nie robię ścisłych zestawień, tym bardziej, że ostatnie 2 miesiące odbiegały od standardu. Wpadło sporo opłat związanych z wakacjami dzieci, poszło na to ładnych parę tysięcy.
              Ale udało mi się zebrać na koncie oszczędnościowym już całkiem przyzwoitą sumkę, 21 000.
              Oszczędzam od marca więc uważam, że to całkiem porządny wynik, biorąc pod uwagę sporo nieprzewidzianych wydatków.
              W przyszłym miesiącu pewnie nie uda się mi nic wrzucić do skarbonki, bo wyjeżdżamy na rodzinny urlop, ale cieszę się, że uda mi się go sfinansować z pensji, nie sięgając po oszczędności.

              Jeśli ktoś tu zagląda, kto zna się na finansach lepiej ode mnie ( czyli w sumie chyba każdy wink ) to może mi doradzi, gdzie by ulokować pieniądze. Może nie całość, a na pewno nie całość w jednym instrumencie. Jestem zwolenniczką dywersyfikacji środków smile




              • 27.07.11, 22:36
                Jestem pełna podziwu. Odłożyłaś pokaźną sumkę w krótkim okresie czasu. Proszę podziel się swoimi sposobami na tak niskie koszty jedzenia. Mnie wydatki na jedzenie w ostatnim m-cu przeraziły. Wydaliśmy 1700 pln, rodzina 2+2 ( dzieci 2 i 5 lat ). Nie kupujemy drogich produktów, a wydatki żywnościowe są olbrzymie. Nasze dochody m-czne to 8500, sporo z tego idzie na opiekunkę. Kredytu mieszkaniowego nie mamy ale spłacamy kredyt gotówkowy za remont mieszkania ( 600 pln ). Od 2 m-cy mamy spory problem żeby coś odłożyć.
                • 28.07.11, 09:42

                  Na jedzenie na 3 osoby wydaję zależnie od miesiąca od ok. 1000 – 1400 zł ( ta ostatnia suma to jak święta lub jakieś okazje rodzinne). Moja tajemnica to żadna tajemnica smile To planowanie posiłków. Układam sobie menu na okresy tygodniowe-dwutygodniowe i wg niego robię zakupy. To pozwala mi dobrze wykorzystać zasoby ze spiżarni, zamrażarki no i kupować celowo, nie na zasadzie „kupię, może się przyda, może coś upichcę”. Nie kupuję też posiłków w pracy ( zdarza się rzecz jasna, ale to nie reguła). Przynoszę sobie jedzenie w pojemniczkach, odgrzewam, bo mamy mikrofalę. Zwykła bułka z wędliną od pana, który przychodzi z kanapkami to koszt 4,5. A na jednej człowiek cały dzień nie ujedzie przecież.
                  Dzieciom, do szkoły też robię kanapki ( czasem kanapki, czasem paszteciki, czasem drożdżówki), nie chcę, żeby kupowały niekoniecznie zdrowe i zwykle średnio smaczne jedzenie ze sklepiku.
                  Duża ulga dla budżetu to także samodzielne gotowanie, nieużywanie gotowców. Umiem i lubię gotować i korzystam z tego. W ogóle nie kupujemy też słodyczy – raz, że ograniczamy ich jedzenie, a dwa, że wszelkie ciasta, ciasteczka czy drożdżówki piekę sama. Makaronu nie robię sama , bo w sklepach jest naprawdę smaczny, ale już pierogi tak.
                  Planowania nauczyłam się w ciężkim dla mnie ekonomicznie czasie. Ten ciężki czas minął, umiejętność pozostała.
                  Sporo zakupów spożywczych robię w Lidlu. Wędliny ( PIKOK to polscy producenci, głównie PMB Białystok) mają świetne, wystarczy spojrzeć na skład. Nabiał, makarony ( 100% durum) też smaczne i o dobrym składzie, a ceny korzystne.
                  Pozornie takie planowanie i gotowanie wymaga sporo wysiłku, ale jak już wejdzie w krew to człowiek robi to mechanicznie i nie odczuwa tego jako wysiłku.


                  • 28.07.11, 10:14
                    Anatefka , zainspirowałaś mnie. Co prawda na początku roku stworzyłam sobie budżet którego chciałam się trzymać, zapisywałam wydatki itd. Jednak w gruncie rzeczy nie raz sobie to wszystko odpuszczałam i zwyczajnie nie liczyliśmy się z tym ile/na co wydajemy.

                    Wspólny dochód z mężem mamy trochę mniejszy niż Twój, ale narzekać nie możemy.
                    Zrobiłam sobie małą kalkulację i myślę, że jeśli się do tego przyłożymy do uda nam się do końca roku zbudować chociaż niewielki fundusz awaryjny tzn. teraz mamy taki minimalny w wysokości naszych miesięcznych wydatków (rachunki, wszelkie opłaty, życie). Ale to naprawdę niewiele patrząc tak długofalowo.

                    Spore wydatki mieliśmy związane z moim zdrowiem (w wysokości 10% miesięcznych wydatków - moim zdaniem to bardzo dużo!). Jednak trafiłam na fajnych lekarzy przyjmujących w ramach NFZ i będę się ich trzymać.
                    Dodatkowo aptekę zmieniłam na taką w której zbieram punkty payback (poza za tym jest mi po drodze z pracy/przychodni w dodatku świetnie zaopatrzona i w razie czego 24H).
                    Przynajmniej mam z tego jakąś dodatkową korzyść.

                    Ale wracając do Twojego wątku. Gratuluję i oby tak dalej smile

                    --
                    Zapraszam na moje aukcje!
                    • 28.07.11, 10:32
                      Gratuluję, podziwiam i pytam: kiedy ty kobieto masz czas na gotowanie, pieczenie drożdżówek i pasztecików? Też mnie zainspirowałaśsmile
                      • 28.07.11, 13:59
                        Zuzanno, lata pracy smile Pewne rzeczy robię już automatycznie ( a ostatnio dosłownie, bo z pomocą automatu do pieczenia chleba, którym wyrabiam ciasto na drożdżowe). A poza tym jestem wielbicielką i praktykantką dobrej organizacji pracy, uważam, że to podstawa wszelkiego działania. Moja praca zawodowa pochłania mi bardzo wiele czasu więc jestem niejako uzależniona od idealnego zorganizowania się w czasie i przestrzeni. Kocham porządek i planowanie, bo to mi ułatwia życie.
                        Aha, i ja lubię wcześnie wstawać smile Kocham tą godzinę rano, kiedy mi się nikt nie kręci po kuchni ….
                    • 28.07.11, 13:59
                      Mrówko, falstarty w oszczędzaniu to normalne. Ja je traktowałam jako rozgrzewki – można było przetestować różne możliwości, zobaczyć, na ile mnie stać, jak umiem się zorganizować. Też często mi się zdarzało zacząć dobrze a potem spuścić z tonu. Ale za którymś podejściem się udawało i wtedy już szło z górki. Także i Tobie się uda – najważniejsze, że masz świadomość takiej potrzeby. Dla mnie to był decydujący czynnik – uświadomić sobie, że powinnam, chcę i mogę. A skoro Ty też już to wiesz, a do tego znasz to Forum to musi się udać smile
                      I cieszę się, że Cię zainspirowałam, mam nadzieję, że skutecznie smile

    • 30.07.11, 20:45
      Gdzie kupiłaś takie tanie ciuchy? Płaszcz, kurtka, buty swetry i wszystko łącznie za 250zł?
      • 30.07.11, 21:37

        Napisałam w tym samym poście - na Allegro smile

        Trochę się trzeba naszukać, przypilnować aukcji, ale można upolować prawdziwe perełki.
        • 03.11.11, 11:56


          Dokopałam się do swojego wątku, żeby napisać, że założony cel – odłożenie 30 000 zł –osiągnięty  Nawet z niejaką nadwyżką. I rozdysponowany na krótkoterminowych lokatach.
          Zaczęłam to oszczędzanie od początku marca, na szczęście po drodze nie było jakichś niezwykłych, wysokich wydatków, i udało się.
          Ale nie koniec oszczędzania, o nie smile
          Mam obecnie już dwa cele, na które założyłam dwa subkonta.
          Pierwsze to konto remontowe, bo planuję spore zmiany w swoim M. Tu muszę zgromadzić do lipca ca 20 000.
          Drugie subkonto ma przeznaczenie wakacyjne – te dodatkowe kilka tysięcy pozwoli łatwiej realizować wakacyjne plany smile

          No to proszę mi życzyć powodzenia i … przyłączyć się, zapraszam smile
          • 03.11.11, 12:16
            NO to ogromnie gratuluję osiągnięcia celu!!
            A sukcesy mobilizują smile oj tak smile
          • 03.11.11, 14:09

            > Dokopałam się do swojego wątku, żeby napisać, że założony cel – odłożenie
            > 30 000 zł –osiągnięty

            w 8 miesięcy?
            Supersmile
            • 03.11.11, 14:12
              No naprawdę jestem pod wrażeniem aż przejrzałam cały wąteksmile
              Napiszesz nam raz jeszcze swoje wydatki, tak ogólnie:jedzenie, ubrania, rachunki itp?
              • 03.11.11, 14:44
                > Napiszesz nam raz jeszcze swoje wydatki, tak ogólnie:jedzenie, ubrania, rachunk
                > i itp?

                Spiszę ze swojego kajetu wydatki z października, bo wróciłam do notowania właśnie wtedy - jak zdążę to dziś, jak nie to jutro je tu zamieszczę.

                I tak, zajęło mi to 8 miesięcy - ale tak jak piszę - nie było w tym czasie jakichś wybitnych wydatków, no może poza okresem wakacyjnym, bo opłacenie dwójce nastolatków wyjazdów ( po zorganizowane wyjazdy 2 każdy) plus wyjazd rodzinny to zwykle wydatki ponad normę smile
                Aleśmy przez ten czas zdrowi byli i w domu ( tfu, tfu) żadnych pilnych dużych zepsuć czy usterek nie zanotowano, więc się "uciułało" smile

                • 04.11.11, 10:02
                  No to się spisuję, zgodnie z obietnicą.
                  Październik przedstawiał się u mnie następująco, jeśli chodzi o koszty.
                  Opłaty stałe ( hipoteka, abonamenty, rachunki, czesne, sieciówki, itp.):
                  3200

                  A tak zwane „życie”:
                  Jedzenie: 1430
                  Chemia/kosmetyki: 240
                  Zwierzak: 109
                  Usługi : 43
                  Szkoła: 61
                  Zdrowie: 17
                  Ubranie: 468
                  Prezenty: 490
                  Osobiste: 89
                  Komunikacja: 35
                  Dom: 14
                  Razem „życie”: 2996 czyli 3000zł

                  Dochód ( 9200) minus opłaty stałe i „życie” ( 6200) = 3000 zł odłożone na konto oszczędnościowe .


                  • 04.11.11, 11:00
                    fajnie się czyta takie posty udało mi się, cel osiągnięty, pogratulować smile
                    • 04.11.11, 12:09
                      Supersmile

                      Czy macie daleko do pracy i szkoły?
                      Chodzicie na pieszo?
                      • 04.11.11, 12:26
                        > Czy macie daleko do pracy i szkoły?
                        > Chodzicie na pieszo?


                        Do pracy mam komunikację miejską na zasadzie „ od drzwi do drzwi” – pracuję w centrum, mieszkam na dzielnicy sąsiadującej, więc skomunikowana jestem bardzo dobrze.
                        Jedno nastoletnie dziecię ma do szkoły piechotą ok. 10 minut, drugie korzysta z transportu dla niepełnosprawnych a jeśli nie ( bo czasem rezygnujemy) to ma legitymację upoważniającą do bezpłatnych przejazdów.
                        Także moje wydatki na dojazdy to sieciówka oraz bilety jednorazowe, gdy korzystamy z komunikacji poza dojazdami do pracy czy szkoły. No i czasami taksówka, zwłaszcza wieczorami.
                        Auto poszło w odstawkę – zupełnie się nie opłaca … Korki w mieście mam okropne, miejsca do parkowania pod firmą rzadkie jak ginące gatunki motyli, ceny parkingów płatnych horrendalne. W moim przypadku komunikacja publiczna rządzi smile
                        Ale mam auto do dyspozycji, z szoferem nawet, jak potrzebuję, z tym, że nie mam tej pozycji w budżecie. Cięższe rzeczy zamawiam z dostawą do domu, dużo kupuję w necie.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.