Dodaj do ulubionych

Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki...

24.10.11, 14:43
Przez cały zeszły rok stałam przed groźbą utraty części zarobków. W czerwcu rzeczywiscie do tego doszło i w dodatku stracilam nie 1/5, a 1/3 dochodów. A więc oszczędzałam cały rok, na wszelki wypadek, a w wakacje uwazałam na prawdę bardzo.
No, ale byłam tak zła, zę znalazłam pracę (lepsza zresztą...).
I co sie okazało? Ze ten rok oszczedzania nie był dobrym pomysłem. Nie mam w co sie ubrać, moje palto zimowe już w zeszłym roku wygladało jak szmata, a jego stan nie uległ poprawie, moje ubrania nie bardzo nadają sie do pokazywania publicznie, tapczan był do wymiany, a teraz jest do natychmiastowej wymiany, zelazko, czajnik elektryczny itd - jak wyzej.
Nie ma problemu, z satysfakcją kupuję stopniowo róże rzeczy. Ale teraz sobie uświadomiłam, ze gdybym rzeczywiście została z niższymi dochodami - zostałabym równiez bez podstawowych rzeczy w domu i bez ubrań. I ze nadmierne oszczędzanie wcale nie było rozsadne. Gdybym kupowała systematycznie, to zostałabym z mniejszymi dochodami i z rzeczami. A tak, to przy zmniejszonych dochodach nie odważyłabym sie kupować nowego plszcza czy zelazka...
--
Mops i kot

img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 15:38
      Ja też sądziłam, że będę od września mniej zarabiać, ale to było kwestia no nie wiem, 1/5 może czy 1/6 dochodu. Stanęło na tym, że pracy mam nawet troszkę więcej i troszkę więcej zarabiam. Odkładam coś na konto zawsze, czy zarabiam tyle co teraz, czy mam nadzieję na podwyżkę, czy czuję, że mogę zarabiać nagle 80% tego co zwykle. Oszczędzanie jest dobre. Nadmierne oszczędzanie pewnie nie. Wiem, że gdybym się sprężyła, to byłabym w stanie zaoszczędzić nawet całą swoją pensję, a żylibyśmy za pensję męża, ale wtedy byłoby to skąpstwo a nie rozsądne oszczędzanie.
      • eny79 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 16:31
        Za wczesnei wysłałam.
        Miało być przepuszczając forsę na co innego. Ja niestety często odmawiam sobie czegos, ale tych pieniędzy które bym wydała nigdzie nei odkładam i zawsze znajdzie sie coś (np dla dziecka, książki, wyjazdy) na co lekka ręka wydaję kilka stów bez mrugnięcia okiem.
      • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 16:33
        Mam gotówkę. Tyle, że doskonale siebie znam i wiem, ze przy mniejszych dochodach nie kupilabym plaszcza czy tapczanu z oszczędności. Oszczedzałam na życie, nie na inwestycje - inwestycje bylo chyba rozsadniej jednak robić, gdy miałam pieniądze, a nie stawiać sie w stytuacji,z e będe musiała dużo wydac mniej zarabiając.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • johana75 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 16:42
      To wszystko zależy z jakiej pozycji startujesz z oszczędzaniem, bo jesli masz jeden płaszczyk na zimę i do tego kilkuletni to faktycznie przez rok może się zrobic z niego szmata. Jesli ktoś miał wcześniej dobre dochody i ma np. kilka okryć zimowych to spokojnie przez kilka lat przy obniżeniu wypłaty tego nie odczuje. Wiadomo że może sie popsuć jakś sprzęt domowy, który jest juz po gwarancji i wtedy jest problem.
      Jesli masz kilka rzeczy w domu do wymiany, a nie np. mieszkanie dopiero co po generalce i z nowym sprzętem i meblami, to musisz ponieśc wieksze koszty w danym roku, od osoby która ma akurat wszystko nowe.

      Moim zdaniem mocne oszczędzanie nigdy nie jest dobrym wyjściem...tzw. skąpstwo wink

      Taki przykład, zepsuł mi sie pół roku temu ekspres ciśnieniowy (uwielbiam taką kawę) i co do tej pory go nie kupiłam, dlaczego bo szkoda mi wydać kasy na niego (chociaz ja mam) Nie wiem czy to juz skąpstwo? ;P
      No bo wiadomo bez da sie bez niego przeżyć...tym bardziej że pije taką kawe w pracy, ale miło jest zrobic sobie ulubiona kawę w domu prawda?
      Miałam kiedyś cięższe czasy i wiem że da sie przeżyć przez pewien czas, ale wiadomo ze nie chciałabym nigdy do nich wrócić...
      • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 17:46
        O, no właśnie, ekspres do kawy. Ostatnio pomyślałam że może kupimy, bo pijemy tyle kawy rozpuszczalnej, niezdrowej i w ogóle. Fajny ekspres ciśnieniowy starcza pewnie na 8-10 lat (chyba) ale to koszt 1000 zł czy tam 1200 zł najmniej (nie na kapsułki). Mam tyle, mogę kupić ale strasznie żal mi pieniędzy, poza tym myślę, że zaraz będą inne wydatki np. obóz narciarski syna za granicę, dość drogi. Mam te pieniądze, ale strasznie szkoda mi wydać. Też nie wiem czy to skąpstwo ale chyba nie, to racjonalne wydawanie pieniędzy.
        • agattka_84 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 17:52
          Podstawowy ciśnieniowy ekspres do kawy (15 bar) kupisz za kilkaset zł - ale niestety jest to ekspres, przy którym trzeba się "nastać" i przekręcać pokrętłami, bo nie jest w stanie zrobić całego kubka kawy za jednym razem. A taki full automat to już powyżej 1500 zł kosztuje. sad
            • johana75 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 18:37
              A ja chce nie chce automatika. Wypatrzyłam sobie takiego retro czerwonego lakierowanego za ok 650 zł. Sama potrafie zrobić świetne Latte i Cappu, nie musze robic 10 kaw za razem więc nie ma problemu. Do tego chce kupić taki sam czerwony retro toster i to juz razem będzie ponad 1000 zł....no własnie racjonalne wydawanie pieniędzy ;P
              • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 18:45
                A ja mam toster i czajnik elektryczny w jednym wzorze, że tak powiem i ten ekspres musiałby pasować. Słuchajcie, a znacie się na ekspresach ciśnieniowych, bo ja nie bardzo. Chciałabym aby robił 3-4 kawy dość szybko, mielił kawę i żeby był w kolorze stalowymwink tamte rzeczy są Siemens.
                • troll_only Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 23:09
                  mam taki eksress www.siemens-home.pl/produkty/drobny-sprzęt-kuchenny/ekspresy-do-kawy/ekspresy-ciśnieniowe/TE701209RW.html?source=browse jest chyba takze stalowy - moim zdaniem za mniej niz 2000 zl uczciwego ekspresu cisnieniowego nie kupisz, ale chyba w twoim przypadku to ekonomiczny zakup, zamiast wydawac kase na to rozpuszczalne badziewie smile. A tak ogolniej z punktu widzenia rodziny to jaki wydatek ma wiekszy sens - kilkudniowa przyjemnosc dla dziecka (relatywnie przepłacona i ekonomicznie bez uzasadnienia) czy wieloletnia przyjemnosc całej rodziny plynąca z codziennego picia dobrej kawy ?
                  • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 08:22
                    dzięki za link


                    chyba w twoim
                    przypadku to ekonomiczny zakup, zamiast wydawac kase na to rozpuszczalne badziewie smile


                    oj chyba racjawink

                    jaki wydatek ma wiekszy sens - kilkudniowa przyjemnosc dla dziecka (relatywnie przepłacona i ekonomicznie bez uzasadnienia) czy
                    wieloletnia przyjemnosc całej rodziny plynąca z codziennego picia dobrej kawy ?


                    no tak, jednak gdybym wybierała ekspres za 2 tysiące lub obóz narciarski (w ubiegłym sezonie na takim, z tymi samymi ludźmi syn był) za 2 tysiące plus inne wydatki związane z obozem (plus 1000 zł być może) to jednak wybieram obóz, dziecko pokochało narty, obóz był organizowany przez super ludzi, których znam osobiście od lat, zagraniczny, więc niestety drogi, my na nartach nie jeździmy, ja zimy nie znoszę a dziecko kocha, niech się uczy jeździć, latem nie chciał jechać (byliśmy tylko całą rodziną w górach) bo wolał wyjazd zimowy, do tego to nie jest roszczeniowe dziecko. Poza tym nie wybieram obóz czy ekspres, nawet jeśli dziecko pojedzie, a jedzie na pewno, to nadal mam te pieniądze na ekspres, mam na wyjazd mój i męża latem, tu chodzi o wybór: na fajny wyjazd mi nie żal, na ekspres za 2 tysiące oj żal jakośwink no ale zobaczymy...
                    • mama_dorota Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 08:53
                      Czasem warto poczekać, bo to co jest teraz drogim rarytasem za 1-2 lata będzie kosztować znacznie mniej i wtedy kupisz bez żalu. Wiadomo, że nowości kosztują więcej niż są warte, a ekspres ciśnieniowy wciąż nie jest standardowym sprzętem gospodarstwa domowego.

                      Nawet mój 12-letni syn się już nauczył, że jak kupi grę rok po premierze to ona jest tak samo fajna, ale kilkakrotnie mniej kosztowna, a potem jak jemu się znudzi, to sprzeda niewiele taniej, niż kupił.

                      Oczywiście to dotyczy zachcianek, nie potrzeb.
                      --
                      www.inteligentny-projekt.pl/
                    • troll_only Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 10:25
                      ale zuzanko ja cie rozumiem ze nie chodzi o wybor finasowy tylko mentalnysmile, mam troche starsze dzieci od twoich i tylko niesmiało wyrazam swoje zdanie ze dzieci nawet te nie roszczeniowe przyzwyczajają sie szybko do wyzszej poprzeczki i niechetnie wracają w razie potrzeby do nizszej - za kilka lat moze sie okazac ze realizowanie potrzeb dziecka jest wedlug niego taką samą oczywistoscią jak to ze potrzeby rodzicow mogą poczekac (przepraszam za ot)
                      • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 10:37
                        troll_only napisała:

                        > ale zuzanko ja cie rozumiem ze nie chodzi o wybor finasowy tylko mentalnysmile, ma
                        > m troche starsze dzieci od twoich i tylko niesmiało wyrazam swoje zdanie ze dzi
                        > eci nawet te nie roszczeniowe przyzwyczajają sie szybko do wyzszej poprzeczki i
                        > niechetnie wracają w razie potrzeby do nizszej - za kilka lat moze sie okazac
                        > ze realizowanie potrzeb dziecka jest wedlug niego taką samą oczywistoscią jak t
                        > o ze potrzeby rodzicow mogą poczekac (przepraszam za ot)

                        To mi dałaś do myśleniawinksmile z tą poprzeczką. Coś w tym jest.
                        Tylko że u nas potrzeby rodziców są takie same jak potrzeby dzieci, nie pisze tu przecież o wszystkim.
                        • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 19:48
                          Potrzeba lepszej kawy i potrzeba wakacji nier są absolutnie tym samym. Nie kupię dziecku wystrzalowych butów, albo kolejnej gry kosztem swoich wakacji, ale też nie zainwestuję w drobną swoją przyjemność, jaką jest picie lepszej kawy, kosztem wypoczynku i uprawiania sportu przez dziecko.
                          Obóz narciarski to nie jest bezsensowna zachcianka.
                          --
                          Mops i kot

                          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                          • johana75 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 20:56
                            Ewentualnie mozna wybierać między oszczędzona już kwotą a uszczknięciem własnie z niej na konto nieszczęsnego ekspresu ;P
                            U mnie jest tak ze jak mam jakąs okrągłą sumkę już na lokatach to szkoda mi z niej coś zabrać na wydatki więc ewentualnie zostawiam to co jest, a wydatki robie z bierzącej kasy. Czyli w danym miesiącu zaoszczędze po prostu mniej o wydaną kasę na ten ekspres i tyle.
                            Już postanowiłam że przed świątami ekspres musi być i tyle, teraz będę czatować może na jakąś obniżkę.....aaaaaa!!! WŁASNIE MI SIĘ PRZYPOMNIAŁO ;P.
                            PRZECENY!
                            Ja mam tak że trudno mi wydać kasę na sprzęt jak jest w normalnej cenie, a jak upoluje obniżkę to chętnie to szybko kupuje, z tym ze na ten ekspres nie ma obniżek, chyba że kupie z angielską wtyczką, wtedy będzie tańszy o 150 zł....
                            Macie jakiś sprzęt z ang. wtyczkami?
                            Ja do tej pormy mam tylko lampy do sypialni zamówione w Angli, bo w PL. nie można ich kupić, ale nie wiem jak sprzęt, a jak się zepsuje to co?
    • kropkaa Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 21:43
      Ja tam za bardzo biegła w oszczędzaniu nie jestem, niestety, ale z tego co pamiętam, odłożoną kwotę dzieli się na "nie do ruszenia" i "na większe wydatki" coś jak rezerwy.
      Czyli każdego miesiąca odkładałaś x+y=z, z czego x - nie do ruszenia, y - na jednorazowe, większe, konieczne wydatki typu właśnie płaszcz czy wersalka w tym przypadku.
      A że przez cały rok nie ruszałaś ani x, ani y, to teraz dzielisz i x zostaje, y wydajesz.
      I jesteś do przodu smile
      • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 24.10.11, 22:45
        Nie, mnie nie o to dokladnie chodzi...
        Teraz to ja sobie płaszcz z wersalka mogę kupić z palcem w nosiesmile Ale gdybym rzeczywiście została z tak zmniejszonymi dochodami, jak sie zapowiadało, to nie odważylabym się na żadne większe wydatki. Czyli - lepiej byloby dla mnie wtedy, gdybym kupowała, póki miałam za co.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • mamaemmy Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 10:16
            Dlatego ja-wzorem innych znajomych-jak mam kasę kupuję porzadne rzeczy.
            Dobre buty,porzadny puchowy plaszcz,stylowa,firmowa torebka,wymarzoną lodówkę itp.
            jeszcze kilka rzeczy i moge powiedziec,że mam wszystko,lacznie z kaloszami za 400zł smile
            W momencie gorszej sytuacji-nie musze kupowac np nowego plaszcza,bo ten co kupiłam bedzie modny przez najblizsze 20 lat.I pewnie jakies 5-6 lat mi posluzy smile
            I wydawac bede tylko na tzw "życie"

            --
            Historia małej Emmy Marii
            • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 14:41
              mamaemmy napisała:

              > Dlatego ja-wzorem innych znajomych-jak mam kasę kupuję porzadne rzeczy.
              > Dobre buty,porzadny puchowy plaszcz,stylowa,firmowa torebka,wymarzoną lodówkę i
              > tp.

              Na pewno warto po prostu raz na jakiś czas kupić sobie porządną rzecz, taką która można dłużej ponosić, bo zawsze będzie modna i nie zniszczy się po miesiącu. Piszesz:"jak mam kasę". Ja w zasadzie mam kasę zawsze i niby mogłabym ze swojej pensji czy z dochodów wspólnych z mężem co miesiąc kupować nowe buty czy torebkę i nie zabrakłoby nam na rachunki, na jedzenie czy na ratę kredytu. Tylko pytanie jest: po co? Kupię sobie te buty czy torebkę, no nie wiem, raz na rok czy raz na 4 miesiące, a wolę te 2 tysiące miesięcznie odłożyć na przyszłość. Ale z tym kupowaniem regularnie porządnych rzeczy to racja, takie rzeczy starczą na dłużej.
    • nisar Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 11:18
      Ale podejrzewam, że kupując mimo widma utraty części dochodów stopniowo te rzeczy, przestałabyś spać ze strachu, że teraz NIE MUSIAŁAŚ wydać, a co będzie, jak za rok zabraknie na czynsz, bo jednak wydałaś.
      Wniosek: teoria jest dobra jako teoria. W praktyce wydawanie pieniędzy musi być dostosowane do psychiki. Nawet jeśli zdroworozsądkowo wychodzi inaczej smile

      • nelamela Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 13:28
        Verdano ja Cie rozumiem bo pare lat temu mialam podobnie jesli chodzi o odziez.W ramach oszczednosci przez jakis czas nie kupowalam jej wcale.Niby oszczedzalam,pieniadze odkladalam ale doszlo do sytuacji ze naprawde nie mialam co na siebie wlozyc bo moje ciuchy to byly jakies zuzyte szmaty...I doszlam do wniosku ze jednak trzeba cos sobie kupowac systematycznie,powoli,dobrej jakosci.I teraz widze ze to sie sprawdza bo mam kilka plaszczy,kurtek,kozakow,ktore posluza mi ladnych pare lat.A gdybym miala kupowac wszystko za jednym razem(tak jak kiedys) to kac moralny nie dalby mi zyc.I teraz planuje ze w tym miesiacu kupie komplet dobrej bielizny a w nastepnym np buty.I jakos mi lepiej.Pozdrawiam
        • black_halo Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 18:58
          teraz tez robie podobnie, mam misieczny budzet na garderobe i staram sie kupowac dobrej jakosci rzeczy, nawet stosunkowo drogie ale klasyczne. np. ostatnio kupilam torebke za 600 zlotych ale mam z tej firmy tez portfel i wiem ze bede miala na lata i raczej klasyka nie wychodzi z mody.
          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • mamaemmy Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 22:49
            black_halo napisała:

            staram sie kupowac dobrej jakosci rzeczy, nawet stosunkowo drogie ale klasyczne. np. ostatnio kupilam torebke za 600 zlotych ale mam z tej firmy tez portfel i wiem ze bede
            miala na lata i raczej klasyka nie wychodzi z mody.

            tez wychodze z takiego założenia.
            Choc znam gro koleżanek (plus moja mama)dla których głównym kryterium kupowania jest "BO JEST TANIE"


            --
            Historia małej Emmy Marii
            • anatefka Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 26.10.11, 10:57
              I ja jestem w gronie tych, co ciuchy ( buty, dodatki) to „raz a dobrze”. Ale ja dodaję do tego jeszcze kupowanie okazyjne: wyprzedaże oraz Allegro. I tym sposobem mam zamiast jednego –mam kilka płaszczy i kurtek sezonowych, wszystkie z wysokiej jakości tkanin ( wełna, wełna z kaszmirem), które przetrwają kilka sezonów, a jednocześnie ich spora rotacja ( noszę je na zmianę, daję czasem któremuś „odpocząć” część sezonu) sprawia, że nie nudzi mi się jakiś ciuch. I nie wyglądam zawsze tak samo.
              Nie znoszę kupowania tego, co jest aktualnie super modne, bo wtedy nosi to cała ulica. Kocham klasykę z odrobiną szaleństwa czyli dobre kroje, dobre tkaniny i do tego fajne, oryginalne dodatki. Nie mam już 30 lat i wiem, w czym mi dobrze, jaki krój mi służy. I że lubię swoje ciuchy – nie cierpię gdy się „kończą”, dlatego jakość ma u mnie kolosalne znaczenie. Uwielbiam natomiast poprzez nowe zestawienia, dodatki, „odświeżać” wizerunek, nadawać nowy look już posiadanym ciuchom. A to jest możliwe jedynie wtedy, gdy ten ciuch dobrze wygląda, zniesie próbę czasu.
    • akacjax Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 13:56
      A ja nie rozumiem logiki wywodu.
      Odkładałaś, a czajnik wtedy działał-wg mnie nie do przewidzenia kiedy się zepsuje...a nie wiem, czy jest w zwyczaju kupować zanim się zepsuje..pomijam chęć zmiany "designu".
      Ubranie...czy cała garderoba do wymiany? To nie problem ostatniego roku, ale może ostatnich lat.
      Innymi słowy, wtedy mogłaś kupić zamiast odłożyć. Owszem miałabyś rzeczy, ale gdyby było gorzej finansowo nie miałabyś oszczędności. Co byś nam pisała? (wg Twojego charakteru)...szkoda że kupowałam? (ktoś o tym już pisał w wątku)

      • linn_linn Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 14:06
        Tak naprawde wazniejszy od oszczedzania jest zdrowy rozsadek. Jesli od poczatku roku cala garderoba / a to sa 3-4 pory roku i rozne ubrania / nie nadaje sie do wlozenia, to prawdopodobnie wczesniej zle sie wydawalo pieniadze / na chybil trafil, rzeczy niepasujace do siebie, kiepskiej jakosci itp. /.
        • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 19:53
          Nigdy nie kupuje drogich rzeczy - przede wszystkim wole miec gorszej jakosci, a w miare modne, poza tym wydanie dużej kasy na ubranie, ktore mozna nosić trzy-cztery sezony, ale po dwóch już nie można na nie patrzeć - to nie dla mnie. Nie znosze ponadczasowych kostiumów i plaszczy - wole tańsze, na rok, ale takie, jakie aktualnie mi się podobają.
          Poza tym wydanie kilkuset złotych na torebkę czy buty spowodowałoby,że musialabym obyć się bez innych części garderobysmile
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • akacjax Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 20:42
            Pominę względność pojęcia: drogie rzeczy.
            Ale skoro chcesz co sezon, dwa wymieniać cała garderobę, to wymaga na pewno większych dochodów, no i ma się to nijak do oszczędności.
            Nie wiem, czy płaszcz, który mi się podoba i jest w miarę dobry jakościowo faktycznie jest znacznie tańszy..nawet gdyby miał być na rok. Taki znacznie tańszy po drugim, trzecim wyjściu, po pierwszym praniu...może zaskoczyć in minus...
            Ale ok ubrania chcesz częściej wymieniać, ale tapczan? Została kasa, możesz zmienić go, gdyby dochody spadły pewnie i tak byś to zrobiła.
            Ja gdy rozważam dodatkowe oszczędzanie, albo zaciskanie pasa na jakiś krótszy czas i tak oddzielam wydatki niezbędne(dziś lub jutro, ale nieuniknione).
            Jeżeli zaś naruszam żelazne rezerwy-to uważam, że popadam w biedę...a to jest wyzwanie. Na razie znalazłam się kiedyś na moment na granicy...okropne doświadczenie, wielkie napięcie.
      • black_halo Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 18:56
        Niekoniecznie, moze poprzednia praca nie wymagala jakiejs specjalnej prezencji. Tez tak mialam: jakis czas pracowalam jako kelnerka i ubranie zapewniala mi restauracja, po domu chodze w dresach, na jakies inne wyjscia wystarczaly mi jedne jeansy, jedne kanciaki, spodnica, sukienka i pare bluzek i sweterkow. Potem znalazlam inna prace, dokupilam dwie pary spodni ale okazalo sie, ze ubrania noszone codziennie niszcza sie blyskawicznie i w jakims momencie ubran mi zaczelo brakowac a jednoczesnie perzyszedl moment, ze wlasciwie spodziewalam sie zwolnienia w kazdej chwili wiec na nowe zalowalam. Faktycznie mnie zwolnili, ponad rok bylam bez pracy i kupowalam naprawde minimalnie i jak juz znalazlam kolejna prace to naprawde nie mialam w czym chodzic. Dlatego moja pierwsza pensja poszla na dokupienie calutkiej garderoby, cale szczescie, ze mialam karte kredytowa i moglam jej uzyc, zeby zakupic co trzeba.
        --
        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • zonaniezona1 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 19:07
      Oszczędzanie nie oznacza ascezy smile. Pewne rzeczy należy kupować niezależnie od sytuacji.

      Gratuluję znalezienia pracy . Podjęłaś trud oszczędzania nie znając przyszłości. Teraz mając juz zabezpieczenie, wydaje Ci się , że może należało postąpić inaczej .

      I tak pomyślałam o przysłowiu o oszczędzaniu ...

      Kto łata i oszczędza, nie zajrzy mu w oczy nędza.....
      • johana75 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 21:05
        Oj chyba sprawdza się to przysłowie. Ja wiem po sobie jak kilka lat temu nie miałam co do przysłowiowego gara włozyć , więc teraz oszczędzam dośc sporo, bo jeśli nie mam ekstra wydatków to jest to połowa pensji i zyjemy dostatnio. Za to mam na złe czasy uzbierane 75% kredytu mieszkaniowego, wrazie czego można spłacić i odciążyć budżet, ale jeśli nadal będę tak zarabiać to planuje wydac oszczędności na nowe wieksze mieszkanie smile
        • zonaniezona1 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 21:21
          Ja też oszczędzam dosyć sporo. Po czasach, w których zaznałam niedostatku , naprawdę nauczyłam się oszczędzać. W każdym razie nie spędza mi snu z powiek, że nie jestem najlepiej ubraną kobietą w pracy. Wyglądam przyzwoicie, eleancko i skromnie. Rzeczy dokupuję stopniowo patrząc na ich stan zużyciA. W tamtym roku kupiłam kurtkę sportową, w tym planuję wymienić płaszcz zimowy (ale tylko w sytuacji, gdy znajdę przyzwoity w cenie do 220 zł - najchętniej na wyprzedaży). Takie założenia nie pozwalają mi szaleć , ale też pozwalają na przyzwoite ubrania. Zresztą ponieważ mam oszczędności, nie ma problemu jak wysiądzie żelazko, czajnik, nawet telewizor. Aczkolwiek wymieniam niechętnie... Wolę przysłowiowo cerować i łatać smile)))
          • johana75 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 25.10.11, 22:13
            napieralska napisała:

            > johana75 napisała:
            >
            > Za to
            > > mam na złe czasy uzbierane 75% kredytu mieszkaniowego, wrazie czego można
            > spłac
            > > ić i odciążyć budżet,
            >
            > czyli jak to jest dokaldbie kwota?

            Sorki ale nie mam zwyczaju pisać kwot...to moja sprawa i US ...ewentualnie ;P
    • iwoniaw Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 11:31
      Uważam, że słusznie robiłaś odkładając, gdy spodziewałaś się spadku dochodów i nie kupując "na zapas". Teraz masz oszczędności i możesz kupić płaszczyk czy inną kanapę, zwłaszcza, że i dochody nie zmniejszyły się. A gdyby scenariusz się sprawdził? Też byś miała oszczędności i możliwość decyzji, czy je przejadasz, czy jednak przerzucasz się na tynk ze ścian, a płaszczyk jednak jest niezbędny? A może jednak płaszczyk dałoby się kupić tańszy i raz na tydzień pasztetowej kupić? A może zima będzie ciepła i w swetrze byłoby cię stać na zakupy bieżące? Po prostu mając oszczędności i sklepy pełne towarów wokół, zawsze masz WYBÓR, co W DANEJ CHWILI jest korzystniejsze. Naprawdę potrafiłabyś spokojnie się napawać "ale przynajmniej mam nowy płaszcz" w sytuacji, gdy dziś nie miałabyś ani tych oszczędności, które poczyniłaś (za to nową kanapę, czajnik i żelazko) ani pieniędzy z tej pracy, którą od czerwca znalazłaś?

      Kwestię konieczności uzupełnienia całej szafy natomiast świetnie rozumiem - tak już mają osoby nie mające zamiłowania do zakupów ciuchowych i nie znajdujące rozrywki w śledzeniu trendów i przeglądania wieszaków - do pewnej chwili chodzi się w swoich lubianych, pasujących ciuchach, które ułożyły się już przez kolejne miesiące (by nie rzec- lata) w całkiem dobrane zestawy, aż kiedyś słońce przyświeci i zauważamy, że coś sweterek wyblakł, dżinsy się poprzecierały, kurtka wpada powoli w kategorię "okrycie człowieka utrzymującego się z grzebania w śmietnikach", a buty też coś zdefasonowane - i właściwie to wymiana szafy staje się koniecznością i nie ma tu nic z nadużycia ani kokieterii. Prawdę napisała jedna z przedmówczyń, że moment ten oddala posiadanie większej ilości _noszonych_ ciuchów, gdyż wiadomo, że np. kurtka noszona co 3 dzień powinna wystarczyć na średnio 3 razy dłużej niż gdy mamy jedną i niezmiennie, a możliwość zmiany wyglądu/stylizacji jest tu dodatkowym bonusem.



      --
      "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
      • verdana Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 13:19
        Mam oszczędnośći. Mam odłożone "nienaruszalne" pieniądze na studia syna i bardziej "naruszalne" na ciężkie czasy. Tyle, ze na pewno nie wydałabym ich na rzeczy niekonieczne typu nowy plaszcz. Czyli podejrzewam, ze chodzilabym w starym, w ktorym naprawde już pokazywać sie nie powinnam. Sama nie wiem, czy byloby to zupełnie rozsadne.
        I przyznam się do czegoś. Dopiero z tego forum dowiedziałam sie, ze można posiadac na sezon dwie kurtkiczy trzy płaszcze - mnie się to zdarza sporadycznie, gdy kupuję nowy, a stary sie jeszcze nie rozpadł całkiem. Ale naprawdę nigdy mi nie przyszlo do głowy,z e mozna mieć dwa zimowe okryciasmile I to nie jest zadna złośliwość pod adresem tych co maja, moze to i rozsadne, tylko ja na to nie wpadłam.

        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • iwoniaw Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 13:46
          smile Hehe, właśnie podejrzewałam, że TEŻ należysz do osób, które nowy płaszcz nazwą w końcu "rzeczą niekonieczną" jeśli nie są w sytuacji chodzenia goło w lute mrozy wink W końcu jest tyle rzeczy (w Empikach, sklepach z elektroniką, jedzeniem, akcesoriami do robótek, papierniczych i pasmanteriach oraz drogeriach), na które można wydać ciężko zarobione pieniądze, że wydawanie tychże w jakichś szmaciarniach z chińszczyzną produkowaną rękami nieletnich wydaje się niemal grzechem i zbrodnią na rozumie wink
          No ale jak trzeba to trzeba.

          --
          "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
          mniej awanturujący."
        • ketlinlive Re: oszczędzanie wody i energii 26.10.11, 14:04
          Wiadomo, że są wydatki i wydatki. Te bardziej niezbędne, te mniej, itp. Jeżeli jakiś sprzęt się zepsuje w domu, to nie ma rady, musisz wydać pieniądze na naprawę, ewentualnie kupić nowy, bo czasami różnica cenowa między naprawą zużytego sprzętu a zakupem nowego jest dosyć niska. Ja np. oszczędzałam na ubraniach ciążowych, bo wiedziałam, że jeżeli kupię sobie płaszcz w wielkim rozmiarze, by pochodzić w nim przez miesiąc, to i tak później będzie na mnie za duży (na szczęście). Za to staram się oszczędzać wodę i prąd. Tzn. nie jest to jakieś radykalne oszczędzanie. Staram się np. zakręcać kran przy myciu zębów, prać w pralce załadowanej do pełna brudnymi rzeczami, częściej brać prysznic niż kąpiele, odłączać urządzenia od kontaktów, gasić światło, gdy przechodzę do innego pomieszczenia, itp. W ten sposób oszczędzam ok. kilkadziesiąt złotych na rachunkach.
        • agattka_84 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 14:46
          verdana napisała:

          > Ale naprawdę nigdy mi n
          > ie przyszlo do głowy,z e mozna mieć dwa zimowe okryciasmile I to nie jest zadna zł
          > ośliwość pod adresem tych co maja, moze to i rozsadne, tylko ja na to nie wpadłam.
          >
          A ja nie wiem, jak można się obejść z jednym. wink Chyba każda kobieta potrzebuje mieć płaszcz i jakąś mniej elegancką kurtkę, np. na spacery?
          • czekolada72 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 15:13
            A nawet te, z ktorej sie wlasnie "wyrosło".
            Czy od razu pozbywasz sie "starych" ciuchow po zakupie nowego okrycia??
            --
            Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. — św. Augustyn
            62
            "Kto nie naraża się na szwank - ten głównej stawki nie wygrywa"
            bastrowymix.blogspot.com/
            • verdana Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 17:11
              Nie, mówię, ze stare czasem mam, ale zazwyczaj sa tak zużyte, albo niemodne, ze się nie nadają do codziennego użytku.
              A jakos nie mam potrzeby posiadania eleganckiego plaszcza i kurtki na spacery. Mam zazwyczaj albo tylko kurtkę, albo krótki, średnio wytworny płaszcz. Na myśl o eleganckim przechodzą mnie dreszczesmile Nawet nie wiem, po co bylby mi szczególnie elegancki wierzchni przyodziewek.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • agattka_84 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 17:15
                verdana napisała:

                > Nie, mówię, ze stare czasem mam, ale zazwyczaj sa tak zużyte, albo niemodne, ze
                > się nie nadają do codziennego użytku.
                > A jakos nie mam potrzeby posiadania eleganckiego plaszcza i kurtki na spacery.
                > Mam zazwyczaj albo tylko kurtkę, albo krótki, średnio wytworny płaszcz. Na myśl
                > o eleganckim przechodzą mnie dreszczesmile Nawet nie wiem, po co bylby mi szczegó
                > lnie elegancki wierzchni przyodziewek.

                Oj tam, od razu szczególnie elegancki. wink Ja sobie nie wyobrażam pójścia na spacer do lasu w żadnym płaszczu. wink Podobnie jak założenia kurtki do kostiumu, a niestety kostiumy są moim obowiązującym strojem w pracy.
                • verdana Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 17:32
                  Niestety, nie chodze w zimie do lasu, pewnie gdybym chodziła, to miałabym cos na taka okazję.
                  Nie mam problemu z zakładaniem kurtki do kostiumu - spod kurtki i tak wiadac tylko spódnicę. Nie mowiąc juz o tym, ze kostium posiadam jeden i to mało solenny. Dziękuję losowi, ze w mojej pracy nie jest wymaganysmile
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • johana75 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 17:45
                Jak to po co?
                Np. jak idziesz na urodziny czy bal noworoczny to na sukienkę zakładasz kurtkę?
                Ja do pracy nie musze chodzisz w garsonkach, ale i tak lubie sie elegancko ubrać płaszczyk, kozaki na obcasie i juz lepiej się czujesz. Jak ide z dzieckiem na sanki to zakładam puchówkę i sportowe buty...wiadomo...do każdej sytuacji potrzebny inny ubiór.
                Ale moja puchówka to jest rekordzistką w mojej szafie, mam ja juz 10 lat i nadal jest modna! Poza tym ma prawdziwy puch w środku a nie jakąś tam watolinę. Jest mięciutka i lekka. Fakt wygląda jak nowa, bo czasami ubiorę ja tylko kilka razy w zimę, lub jak zima jest ciepła to w ogóle, bo ona to na takie mrozy siarczyste sie nadeje...ale kocham ją !

                Dlaczego odrazu dreszcze? Elegancki oże być klasyczny 2- rzędowy, który tez długo będzie modny.
              • black_halo Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 21:38
                Powiedzmy, ze klasyczny, czarny, prosty. Ja taki mam, kosztowal majatek w porwnaniu do moich zarobkow wtedy (1800 brutto w stolicy, utrzymac sie musialam sama, plaszcz kosztowal 399, przeceniony o polowe). Przyznam, ze 4 lata i nie widac po nim sladu uzytkowania, pasuje do wszystkiego.
                --
                Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • black_halo Re: Nie, nie przekonuje mnie to 26.10.11, 21:36
          Calkiem normalne w 90% polskich domow gdzie zakup odziezy zimowej wymagal (i pewnie wciaz wymaga) oszczedzania. Ja dopiero po wyjezdzie za granice zostalam oswiecona w kwestii tego, ze mozna miec kilka par butow i conajmniej 4 sztuki wierzchniego okrycia na rozne okazje (kurtka wiosenno-jesienna i zimowa oraz dwa plaszcze tez na owe pory roku i dodatkowo jakis lekki plaszczyk/marynarka na chlodniejsze letnie dni). Wcale nie jestes dziwna. Moi rodzice przez wiele lat kupowali rotacyjnie: jednego roku ojciec kupowal kurtke, nastepnego matka, potem ojciec kupowal buty, w kolejnym roku matka. Nas jako dzieci nie licze, bo do pewnego wieku rosnie sie szybko i co roku trzeba kupowac nowe.

          Posiadanie dwoch sztuk okrycia zimowego jest bardzo rozsadne.Do mnie doszlo to w momencie gdy w srodku zimowej pluchy jakis kierowca ochlapal mnie od gory do dolu. Plaszcz musialam odniesc do pralni i nie wiem co bym zrobila gdyby nie to, ze kilka tygodni wczesniej okazyjnie upolowalam kurtke.
          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • linn_linn Re: Nie, nie przekonuje mnie to 27.10.11, 07:40
            Potwierdzam. Dodam jeszcze, ze duzo zalezy od klimatu. Mieszkam we Wloszech / w cieplejszej czesci Wloch / i samych kurtek mam kilka / roznej grubosci /. W Polsce zima trwa dlugo, tu plaszcz zimowy moge zalozyc najwyzej przez tydzien. Co innego kurtki cieple, cieplejsze, typu prochowiec. Podobnie dlugie buty: nosi sie dlatego, ze modne, a nie dlatego, ze potrzebne / mozna nawet nie miec /.
            Noszac miesiacami jedno okrycie niszczymy je szybciej i czesciej musimy kupowac nowe. Zadna oszczednosc. Majac kilka sztuk jest latwiej, a cenowo wychodzi na to samo. Nie wspomne juz o tym, ze zmieniajac okrycie mamy lepszy nastroj niz wskakujac rano ciagle w to samo.
          • czekolada72 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 27.10.11, 10:21
            black_halo napisała:

            > Calkiem normalne w 90% polskich domow gdzie zakup odziezy zimowej wymagal (i pe
            > wnie wciaz wymaga) oszczedzania. Ja dopiero po wyjezdzie za granice zostalam os
            > wiecona w kwestii tego, ze mozna miec kilka par butow i conajmniej 4 sztuki wie
            > rzchniego okrycia na rozne okazje (kurtka wiosenno-jesienna i zimowa oraz dwa p
            > laszcze tez na owe pory roku i dodatkowo jakis lekki plaszczyk/marynarka na chl
            > odniejsze letnie dni). Wcale nie jestes dziwna. Moi rodzice przez wiele lat kup
            > owali rotacyjnie: jednego roku ojciec kupowal kurtke, nastepnego matka, potem o
            > jciec kupowal buty, w kolejnym roku matka. Nas jako dzieci nie licze, bo do pew
            > nego wieku rosnie sie szybko i co roku trzeba kupowac nowe.
            >
            Rany boskie, to ja i moje szeroko rozumiane otoczenie chyba w kosmosie zylismy.
            Od dziecinstwa nikt ze znajomych, rodziny dalszej i blizszej nie posiadal jednej sztuki odzienia wierzchniego.
            Babcie, dziadki i ich pokolenie - futro zimowe, plascz w miare cieply, jak byly modne ortaliony to ortalion, oraz lekki trenczyk. Do tego panie zakiet wiosenno-jesienny. I raczej 2 pary jesienno-zimowego obuwia.
            Panie dorosle powiedzmy 30-40 letnie tez min 2 sztuki odziezy wierzchniej np kombinacja zestawu : futro, plaszczyk, kurtka. Cos w czym sie chadzalo na codzien i od swieta, cos klasycznego (szeroko rozumiane) i sprtowo-turystyczne.
            I to byly lata 70-80-te.
            I buty tez, czasem z trudem zdobywane, ale 2 pary byly.

            Nie robta z tej Polski zascianka sloma wyslanego!
            • iwoniaw Re: Nie, nie przekonuje mnie to 27.10.11, 10:39
              No właśnie tak czytam i się zastanawiam, skąd spadłam wink Właśnie w latach 70. i 80. obserwowałam dokładnie to, o czym piszesz - płaszcze, futra, kurtki i jesionki - z podziałem na "odświętne" i "codzienne", grubsze i cieńsze. Nawet jeśli kupowane rotacyjnie w ramach rodzinnego budżetu (w jednym roku ojciec kurtkę, w kolejnym sezonie matka płaszcz), to wytrzymujące zdecydowanie więcej niż jeden sezon i "dogęszczające" szafę, z której jednak rzadziej się coś wyrzucało na zawsze niż dokładało nowe.
              To już prędzej teraz ludzie mają jedno okrycie na sezon - kupione zgodnie z trendami, łatwo się niszczące, wywalane po sezonie. Podejście możliwe w epoce dostępności wszystkiego w sklepach, gdy nie trzeba zapobiegliwie "zdobywać" kozaczków w czerwcu, bo inaczej się w półbutach w grudniu człowiek obudzi bez szansy nabycia czegoś cieplejszego. Oczywiście ci, co chcą i lubią mieć więcej, mają - i to niekoniecznie za dwie pensje od razu; w dobie bazarów, szmateksów, sklepów z każdej półki cenowej - zawsze można coś sensownego kupić.

              --
              "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
              • triss_merigold6 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 27.10.11, 15:22
                Pozwolicie, że się podpiszę? Druga połowa lat 70-tych i lata 80-te: z tego co pamiętam to każdy w rodzinie miał po 2-3 okrycia zimowe - kurtkę ortalionową (czy inną sportową ocieplaną), dłuższy płaszcz/jesionkę/palto ocieplane i kożuch. Mama z moim dziadkiem po te kożuchy do Zakopanego jeździli. Jesionki były w wersji bardziej eleganckiej z dopinanym kołnierzem z lisa, królika czy nutrii.
                Zgadza się, nie były to okrycia na jeden sezon tylko takiej bardziej solidne i nie kupowano ich co roku.
                Koncepcja, że można mieć jedno okrycie jesienno-zimowe wydaje mi się cokolwiek nietypowa, a na zakupoholizm nie cierpię.
          • zuzanna56 Re: Nie, nie przekonuje mnie to 27.10.11, 15:53
            black_halo napisała:

            > Calkiem normalne w 90% polskich domow gdzie zakup odziezy zimowej wymagal (i pe
            > wnie wciaz wymaga) oszczedzania. Ja dopiero po wyjezdzie za granice zostalam os
            > wiecona w kwestii tego, ze mozna miec kilka par butow i conajmniej 4 sztuki wie
            > rzchniego okrycia na rozne okazje (kurtka wiosenno-jesienna i zimowa oraz dwa p
            > laszcze tez na owe pory roku i dodatkowo jakis lekki plaszczyk/marynarka na chl
            > odniejsze letnie dni).

            Nie mam pojęcia jak jest w 90% polskich domów. Nie musiałam wyjeżdżać za granicę aby zorientować się, że dla mnie i wielu moich znajomych jest rzeczą normalną mieć te 2-5 par butów na sezon czy 3 rodzaje kurtek/płaszczy/ciepłych żakietów/cienkich kurtek na sezon od wczesnej jesieni poprzez zimę aż do wiosny. Nie ą to znajomi jakoś specjalnie zamożni, raczej zwykli ludzie.

            Wcale nie jestes dziwna. Moi rodzice przez wiele lat kup
            > owali rotacyjnie: jednego roku ojciec kupowal kurtke, nastepnego matka, potem o
            > jciec kupowal buty, w kolejnym roku matka. Nas jako dzieci nie licze, bo do pew
            > nego wieku rosnie sie szybko i co roku trzeba kupowac nowe.
            • black_halo Re: Nie, nie przekonuje mnie to 27.10.11, 20:53
              No moi rodzice tez posiadali w domu po dwa kozuchy na glowe ale zimy w ostatnich latach jakos zelzalo. Mama wspominala, ze korzuch miala ostatni raz na slubie swojej siostrzenicy, w styczniu 85 czy jakos tak. Jednak po przemianach czasy jakos sie zmienily i mioim rodzicom akurat bylo trudno zakupic wiecej niz naprawde niezbedne a przeciez nie bylo tak ze nie mielismy co do garnka wlozyc. Calkiem mozliwe, ze inni mja inne wspomnienia ale ja mam takie, ze po "firmowe" spodnie chodzilo sie cala rodzina i byl to wydatek, na ktory skladalo sie miesiacami. W kazdym razie ja za swoje pierwsze levisy zaplacilam jakos 200 zlotych z 15 lat temu i udalo mi sie za nie zaplacic kasa od chrzestnych i dziadkow. Wiekszosc moich znajomych tak miala i naprawde nie bylismy zadna patalogia, nasi rodzice pracowali ale spora czesc nie zarabiala duzo, w domu byla zazwyczaj dwojka lub trojka dzieci.
              --
              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • iwoniaw A sama idea odkładania wydatków 27.10.11, 10:46
      do mnie jak najbardziej przemawia, zwłaszcza w kontekście oszczędzania. Sama staram się tak robić - tzn. poczekać z zakupem, który mi na myśl przyjdzie (oczywiście nie mówię tu o codziennie używanych, podstawowych produktach, które właśnie się kończą) i za tydzień/miesiąc/sezon odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie nadal uważam, że to fajne i/lub potrzebne. I wtedy kupuję, jeśli odpowiedź jest twierdząca.
      Oczywiście i tu - jak ze wszystkim - trzeba zachować umiar, więc nie odmawiam sobie prawa do całkowicie impulsywnych zakupów, niemniej mam wewnętrzny ogranicznik, powyżej jakich sum zaczyna się przesada wink

      --
      "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
      mniej awanturujący."
      • verdana Re: A sama idea odkładania wydatków 28.10.11, 13:53
        To ja mam dokladnie tak samo, zazwyczaj niestety cheć nabycia czegokolwiek mi przechodzi bardzo szybko...I w rezultacie mam za mało rzeczy - dokladajac do tego fakt, ze nienawidzę mierzyć niczego, a przy moim wzroscie kupienie czegokolwiek graniczy z cudem.
        Żeby nie bylo, ze jestem zupełnie rąbnieta - mam w sumie z pięć okryć wierzchnich na rózne pory roku - nie chodzę na okraglo w jednym, a w szafie wisi stara zimowa kurtka, która teoretycznie da się włożyć, ale modna juz nie jest. W razie ochlapania - jak znalazł.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • akacjax Re: A sama idea odkładania wydatków 28.10.11, 20:42
          Czy uznałabyś, że masz minimalistyczna szafę?
          Czasami myślę, że to byłoby dobre, ale gdy już kilka dni chodzę w tej samej kurtce np. do pracy, to choć na zakupy ubieram się w inną, dla odmiany.
          I w ogóle zużywam mniej ubrań, bo w pracy po prostu się muszę przebrać. Gdyby moja praca odbywała się w własnych ubraniach, to i ubrań trzeba więcej.
        • iwoniaw Re: A sama idea odkładania wydatków 28.10.11, 21:31
          Cytatverdana napisała:

          > To ja mam dokladnie tak samo, zazwyczaj niestety cheć nabycia czegokolwiek mi p
          > rzechodzi bardzo szybko...I w rezultacie mam za mało rzeczy


          Lepiej mieć za mało rzeczy i w razie potrzeby możliwość zakupu czegokolwiek za posiadane środki, niż tonąć w przedmiotach i nie mieć środków, bo się już wydało na ww. Przy okazji przestrzeni w mieszkaniu więcej i rzeczy do sprzątania mniej wink

          --
          "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
          mniej awanturujący."
            • ardzuna Re: A sama idea odkładania wydatków 29.10.11, 17:05
              verdana napisała:

              > Hm... A co powiesz o koniecznosci uprzatania parapetu z książek, jesli chce się
              > uchylic okno?

              Nie warto zawalać książkami parapetu. Strasznie blakną i mogą zostać zalane jak się nie zamknie okna przed deszczem. Proponuję jednak stosy na podłodze, w miejscu osłoniętym od słońca.

              A poza tym jeśli chodzi o temat maila, to nigdy nie kupuję żelazka ani czajnika elektrycznego dopóki stare nie przestają działać, niezależnie od aktualnego powodzenia finansowego.

              --
              Obecnie skłaniam się ku byciu zwiewną leliją, delikatną,
              przemęczoną, z fochami raz na jakiś czas a jednocześnie maksymalnie niezależną finansowo. /triss_merigold6/
              • verdana Re: A sama idea odkładania wydatków 29.10.11, 17:08
                Odpada - stosy są u rodziców, ale my mamy psa, ktory uwaza, ze rzeczy, pozostawione na podlodze sa czyms w rodzaju drzewkasmile
                He, he - czajnik kupiłam w dniu, gdy poprzedniemu odpadlo dno, a żelazko jeszcze prasuje, cholera - od trzech lat się rozpada i nic...
                --
                Mops i kot

                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • ardzuna Re: A sama idea odkładania wydatków 29.10.11, 18:11
                  Mojemu żelazku się własnie wytarły napisy i nie wiem już, gdzie jest dwójka (a używam). Ale chyba dzielnie dotrwam, aż padnie i będę używać do tego czasu dwójki na czuja.

                  W Twojej sytuacji polecam układanie stosów książek na pianinie. Co prawda z punktu widzenia pianina absolutnie nie wolno tego robić, ale do kładzenia książek służy jak znalazł. Przełożyłam tam swoje stosy z parapetu wink

                  Nawiązując do innego wątku Twojego pierwszego listu, to garderobę trzeba jednak uzupełniac regularnie. Sama mam totalny odrzut na chodzenie po sklepach, mierzenie i wybieranie i nie robiłam tego przez ostatnie jakieś 2 lata bez dramatycznej potrzeby, a teraz się okazało że padły mi buty jesienne, płaszcz wczesno- i późnojesienny, ciepła kurtka i mimo ze w zasadzie mogę sobie na to pozwolić na raz, to i tak myśl o tak dużym wydatku jednorazowo jest bolesna. Nie mówiąc o łażeniu po sklepach.

                  --
                  Obecnie skłaniam się ku byciu zwiewną leliją, delikatną,
                  przemęczoną, z fochami raz na jakiś czas a jednocześnie maksymalnie niezależną finansowo. /triss_merigold6/
                    • iwoniaw Re: A sama idea odkładania wydatków 30.10.11, 00:51
                      No sama widzisz, na parapecie książki, pianina brak, gdzie byś układała te wszystkie rzeczy, co to ich nie kupujesz? wink
                      Sam fakt rozprzestrzeniania się książek na parapety i inne powierzchnie nie dziwi, książki to nie rzeczy, to żywioł. big_grin

                      --
                      "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
                      mniej awanturujący."
                      • black_halo Re: A sama idea odkładania wydatków 30.10.11, 01:33
                        U mnie stosy ksiazek rosna wokol telewizora i na telewizorze. Cale szczescie, ze mam jeden z tych starych modeli co jest tez odpowiedniej grubosci i parenascie ksiazek sobie na nim lezy. I wcale nie kupuje jakos duzo, srednio wychodzi u mnie 20 ksiazek w roku, kolejne tyle kupuje moj facet. Czesc pozyczam od znajomych albo z biblioteki ale w domu miejsca mi brakuje.
                        --
                        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • nvv Re: A sama idea odkładania wydatków 28.10.11, 23:01
            Dobrze prawisz, iwoniaw, piwo dla Ciebie, chwilami mam wrażenie że jesteś jedynym głosem rozsądku na tym wątku. wink
            Pieniądze dodatkowo procentują, jeśli są zainwestowane -- chociaż na lokacie.
            I są najlepszą polisą ubezpieczeniową od zepsucia pralki, lodówki, auta, płaszczu, utraty pracy, ... a skończywszy na utracie zdrowia i kupnie nierefundowanych leków ratujących zdrowie/życie.

            Choć, oczywiście, skrajności są złe (a oszczędności do grobu nie zabierzemy) -- i chyba po prostu verdana zdała sobie sprawę, że przesadnie oszczędzała -- wciąż, czytając początek wątku (gdzie nie było mowy, że jakieś jeszcze inne oszczędności są -- co dopiero potem wyszło na jaw) czułem się jak w ukrytej kamerze, bo wnioski że lepiej było wydać oszczędności (w sytuacji gdyby dochody faktycznie spadły), niż zostać bez nowej kanapy i płaszcza (w obliczu spadku dochodów) do mnie nie przemawiały, ujmując to delikatnie. wink

            Ale domyślam się, że jest tu istotniejszy aspekt psychologiczny niż ekonomiczny -- tj. verdanę, nawet w obliczu utraty części dochodów, wciąż byłoby stać na nową kanapę i płaszcz, ale psychika by się buntowała przed takimi zakupami.

            Ale to chyba nietypowe, wydaje mi się, że przeciętny Polak ma rzeczy za dużo, a za mało oszczędności (jeśli jakiekolwiek, bo nierzadko jest się pod kreską i to na lata); statystyczny Polak -- wg mnie -- powinien wyciągać odwrotne wnioski niż przedstawione przez verdanę w tym wątku -- tzn. więcej oszczędzać, częściej odkładać wydatki.
    • johana75 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 29.10.11, 18:29
      I jeszcze jedno. Ja kupuje regularnie na wyprzedażach takim sposobem uzupełniem garderobę za połowę cen (tak mniej wiecej). Byłabym niepocieszona jak bym musiała kupić cos za "normalną" cenę. W tym roku tak sie stało z butami dla dziecka, ponieważ te kupione na wyprzedaży okazały się za duże, więc musiałam wydać ok 240zł za Elefanten właśnie w normalnej cenie. Poza tym kupiłam jeansy za 7 euro...kilka par, to się jakoś wyrównuje.
      Normalnie kupuje coś nowego jak mi sie psuje, ale mój TV ma już ok 15 lat i zepsuć się nie ma zamiaru...a przydałby się postęp w tej dziedzinie w domu. Tym bardziej ze stary jest bardzo wielki a t nowe takie"szczuplutkie" ;p

      Tak samo poluje na mój ekspres ale od pół roku nie upolowałam na niego przeceny...ech
      • black_halo Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 29.10.11, 20:11
        Ja tez raczej kupuje na wyprzedazasz. Wybieram jednak te nieco drozsze marki. Moim osobistym odkryciem jest Esprit, ktory ma boskiej jakosci koszulki i sweterki, ktore uwzgledniaja w ogole posiadanie biustu przez kobiete jak i rowniez nienoszenie maksymalnej polskiej rozmiarowki czyli 36-42. W Polsce nigdy nic u nie kupilam, natomiast tu gdzie mieszkam w tym roku wydalam jakies 100 euro latem i za jednym zamachem zakupilam kilka koszulek, 2 sweterki, spodnie za kolano, na kancik, bluze i portfel (na prezent). Wszystko bylo przecenione o 70%. Posluzyl mi ten zestaw cale wakacje, ze zdziwieniem stwierdzam, ze koszulek absolutnie nie musze w nastepnym roku wymieniac poniewaz wciaz wygladaja doskonale, zupelnie niesprane, nie utracily koloru, sweterki nie zmechacily sie, spodnie nie wytarly.
        --
        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • re_ni73 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 29.10.11, 21:36
          W tym stwierdzeniu "oszczędzanie-czyli rozłożone wydatki coś jest".Oszczędzam i oszczędzam i coś na koncie oszczędnościowym jest,ale co z tego. Musze kupić (wymienić)2 kołdry,poduszke,komplet garnków,bender już też na wykończeniu.Kupić nie ma problemu,pozbędę się ciężko odłożonych oszczędności i po sprawie ale co z lodówką którą planowalam kupić na wiosne bo ta niestety pomału odmawia posłuszeństwa.Więc kupuje stopniowo z wyplaty,ale dochodzą następne rzeczy które potrzeba. Niestety i tak w koło,dobrze,że chociaż dzieci w ciuch obkupione,a ja no cóż,zdzieram dalej.A co z rzeczami które chcialabym wreszcie sobie kupić? Niby mogłabym się bez nich obyć,ale fajnie byłoby mieć.
          --
          Życie to bajka.Jak się skończy? Tylko zależy od ciebie
          • black_halo Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 29.10.11, 23:17
            >A co z rzeczami które chcialabym wreszcie sobie kupić? Niby m
            > ogłabym się bez nich obyć,ale fajnie byłoby mieć.

            Nic, kupic sobie to co chcesz i postawic swoje potrzeby raz przed dziecmi i reszta rodziny. Wiem, ze to nie jest latwe ale sprobuj. Jedna nowa bluzka nawet za cene nie kupienia dziecku nowego piornika nie zrujnuje rodziny a poprawi ci humor.
            --
            Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • szalonymotocyklista Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 12:10
      verdana napisała:
      > I co sie okazało? Ze ten rok oszczedzania nie był dobrym pomysłem. Nie mam w co
      > sie ubrać, moje palto zimowe już w zeszłym roku wygladało jak szmata, a jego s
      > tan nie uległ poprawie, moje ubrania nie bardzo nadają sie do pokazywania publi
      > cznie, tapczan był do wymiany, a teraz jest do natychmiastowej wymiany, zelazko
      > , czajnik elektryczny itd - jak wyzej.

      Droga Verdano, to czy palto wygląda jak szmata, czy jeszcze nadaje się do chodzenia jest pojęciem bardzo względnym. Dlaczego palto zimowe wygląda wg. Ciebie jak szmata? Np. teraz mam na sobie spodnie, które noszę jakieś 6 lat. Nie wstydzę się w nich wyjść na miasto.
      Tak samo meble czy sprzęty domowe. Co powoduje, że tapczan jest do natychmiastowej wymiany? Połamał się? Zgnił? Czajnik elektryczny lubi przeciekać albo się spalić, nowy to koszt do 100 zł.
      • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 12:43
        Hm, czy palto z którego zwieszają się nitki, jest przetarte, miejscami już zmienia barwę -wygląda jak szmata? IMO tak.
        Moja najstarsza rzecz, nadająca sie jeszcze jak najbardziej do noszenia(a moda na nią wraca cyklicznie) ma ponad 30 lat. I nie wygląda jak szmata.
        W tapczanie mops wygryzł dużą dziurę, gdy był szczenięciem, czyli lat temu siedem. Wielokrotnie też obsikał mebel, no, ale sie sprało. Narożnik się nie rozklada, a część na której śpię podtrzymywana jest od spodu stosem książek. Na wszystkich rogach wystaje drewno i kruszaca sie nieustannie gąbka - to dzieło kota. Mebel ma lat 28 i na emeryturę winien przejść dawno, póki dziura wygryziona była niewielka, to wkładałam w nia szmaty i sobie spałam. Ale dziura systematycznie się powiększa i jest to niejaki problem...
        Szafa, z okresu komunizmu jeszcze jest dla mnie OK, choć drzwi podtrzymuje fotel, inaczej wypadają. Trudnio chyba uznać, ze rożutnie wymieniam sprzęty, które mozna jeszcze użytkować.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 21:36
                  Słowo honoru.
                  Najbardziej ze wszystkiego na świecie szkoda mi kasy na meble. Na sam widok sklepu meblowego dostaję dreszczy. Wobec tego mamy meble a. z lat 80-tych (z wyjatkiem biurka z lat 50-tych, ale ono jest akurat świetne),b. ze śmietnika - fotel był super, ale kot go zezarł, więc jest do wymiany, eleganckie wyplatane krzesla, kanapę jak wyzej i drugą, zdecydowanie lepsza (kot zjadł tylko narożnik). Kuchnia dla odmiany jest OK, bo lubie gotować. Ale i tak mebli raczej spod książek nie widać, wiec o co chodzi?
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • troll_only Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 21:53
                    moim skromnym zdaniem to nie oszczednosc a sknerstwo smile - tym wieksze, ze chyba duzo pracujesz w domu i takim otoczeniu spędzasz całe dnie - wywalaj cały ten pierdolnik do kontenera na smieci i bierz sie za remont i za wydawanie pieniedzy, zeby miec potem jeszcze wiekszą motywacje do oszczedzaniasmile
                      • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 22:02
                        Nie - sknerstwo jest wtedy, gdy sie chce cos miec, a nie kupuje, bo szkoda kasy.
                        A nie wtedy, gdy sie po prostu nie chce tego mieć - a jesli chodzi o meble, to wręcz nienawidze miec nowych. Jestem przywiązana do starych. Zresztą po nich nie widac az tak zniszczenia. Naroznik jest elegancko przykryty kapą, a szafa nie zdradza tego,z e nie wolno odsuwać fotela.
                        Zjedzony fotel stoi na użytek kota - nie bede kotu zabawki wyrzucac przecież!
                        Nowy komputer, jesli stary zaczyna szwankować kupię bez namysłu.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • troll_only Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 22:22
                          Potrzeby masz jak kazdy tylko moze jeszcze nie uswiadomione smile - dzieci albo mąż nigdy nie chcieli wyslac cie na wakacje, zeby zrobic ci niespodziankę smile. Nawet jak czasem mam jakies zapędy w kierunku "przyzwyczajania sie" do jakis przedmiotow to moj mąż reprezentuje głos rozsądku (po fakcie zazwyczaj przyznaje mu rację).
                      • ardzuna Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 31.10.11, 00:02
                        linn_linn napisała:

                        > Jesli zal Ci pieniedzy na meble, to na co Ci nie zal?

                        W życiu nie widziałaś typowego inteligenta?

                        --
                        Obecnie skłaniam się ku byciu zwiewną leliją, delikatną,
                        przemęczoną, z fochami raz na jakiś czas a jednocześnie maksymalnie niezależną finansowo. /triss_merigold6/
        • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 21:37

          verdana napisała:

          > W tapczanie mops wygryzł dużą dziurę, gdy był szczenięciem, czyli lat temu sied
          > em. Wielokrotnie też obsikał mebel, no, ale sie sprało. Narożnik się nie rozkla
          > da, a część na której śpię podtrzymywana jest od spodu stosem książek. Na wszys
          > tkich rogach wystaje drewno i kruszaca sie nieustannie gąbka - to dzieło kota.
          > Mebel ma lat 28 i na emeryturę winien przejść dawno, póki dziura wygryziona był
          > a niewielka, to wkładałam w nia szmaty i sobie spałam. Ale dziura systematyczni
          > e się powiększa i jest to niejaki problem...
          > Szafa, z okresu komunizmu jeszcze jest dla mnie OK, choć drzwi podtrzymuje fote
          > l, inaczej wypadają.


          Serio piszesz czy to jakis żart?
          • verdana Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 30.10.11, 21:42
            No, cholera, nikt mi nie wierzy...
            Serio. Szafy nie wymieniamy, bo trzeba zrobić generalny remont dużego pokoju, a przy okazji wymienić meble. jako, ze zawsze są inne wydatki, a poza tym strach zaczynać - bo nie wiem, gdzie się podziejemy - szafa stoi sobie grzecznie juz ktoryś rok.
            A narożnik wymienię, o ile dostanę jakikolwiek dostosowany do bardzo malego pokoju. Dlaczego ma to być narożnik, a nie wersalka np. wręcz boję się napisac. Bo znowu nie uwierzycie...
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • miniplusultra Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 31.10.11, 01:10
            Hmm... Oszczędza się nie po to by mieć gotówkę w ręku, ale po to by móc po nią sięgnąć, gdy zajdzie taka potrzeba: np. wymiana tapczanu, żelazka itp. Odmawianie ich wymiany ze względu na strach przed utratą części dochodów jest przygotowywaniem się na najgorsze. Moim zdaniem jest to uzasadnione wtedy, gdy stoimy przed wyborem: nowe żelazko i brak bezpieczeństwa finansowego w przyszłości, jeśli stracę 1/3 dochodów to nie pokryję podstawowych wydatków, zatem przygotowuję się na to, bo wolę w starym płaszczu wiązać koniec z końcem, dzięki odłożonym wcześniej na czarną godzinę pieniądzom niż w nowym maszerować po pożyczkę do banku.
            Nie wiem co wolałaby autorka wątku, powoli teraz z satysfakcją kupować potrzebne rzeczy, czy spłacać długi ?

            --
            Zajrzyj na blog o drodze do minimalizmu. plusultraminimalism.blogspot.com
            • zuzanna56 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 31.10.11, 07:55
              Już nieraz tu na forum pisaliśmy o takich sytuacjach, gdy w zasadzie mamy odłożoną jakąś sumę pieniędzy ale na jeden cel jej absolutnie nie wydamy bo żal (jak Verdana na meble) natomiast na inny cel byśmy wydali bez problemu (jak Verdana na komputer, gdyby stary padł). Myślę, że każdy coś takiego ma tylko pewnie w różnym stopniuwink

              Jeśli akurat chodzi o wystrój wnętrza, to jest on dla mnie bardzo ważny. Zawsze co 4-5 lat robimy jakiś mały remont, malowanie itp. Teraz od 4 lat mieszkamy w nowym domu i jak tak popatrzę, większość rzeczy mamy nowych tzn. czteroletnich. Oczywiście nie mam zamiaru ich wymieniać, bo w większości są to porządne rzeczy, nadal jak nowe. Ale malowanie niedługo będziemy robić. Część mebli mam starszych, tak około 7 letnich, część mebli u dzieci ma chyba 8 lat, a zdaje się, że jedna sofa ma 9 lat i jest to chyba nasz najstarszy mebel, kiedyś sofy 15 letnie, jeszcze w średnim stanie, komuś oddaliśmy. Co do spania, teraz niedawno, wymieniliśmy dzieciom materace, bo jednak ważne jest dla mnie na czym śpią.

              Ale są rzeczy, na które jest mi żal pieniędzy, mimo że te pieniądze mam odłożone. Nie kupię sobie 3 par kozaków, każde za 600 zł, choć teoretycznie mogłabym, ale po co? Ciężko pracuję i żal by mi było. Kupiłam sobie kilka fajnych ubrań na jesień i zimę, buty mam sprzed roku i też dobrze. Za to mam nową i fajną torebkę skórzaną.

              Na wyjazdy raczej mi nie żal, na edukację ale sensowną też raczej nie.

              Mamy do wymiany dwa stare samochody i na razie po prostu odkładamy pieniądze, bo już czas powoli nadchodzi, tylko to jest niestety ogromny koszt.
    • zonaniezona1 Re: Oszczędzanie - czyli odłożone wydatki... 31.10.11, 12:59
      Twoje przzykłady mnie powaliły smile)) . Przy takich założeniach rzeczywiście odkładanie zakupów może być niebezpieczne.
      Zakup nowej kanapy uważałabym za priorytet (przy wygryzionej starej smile ), kurtki mam ze 4 - więc nie kupowanie nowej nie zaburzyłoby mojej sytuacji, o innych sprzętach nie wspomnę ...
      Dla jednych póście do kina jest niepotrzebną rozrzutnościa , a dla innych kupno nowej kanapy smile))