Dodaj do ulubionych

Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym?

09.11.11, 15:40
Taki temat świąteczny mi się nasunął. Zbliżają się Święta, coraz częściej widać różne akcje (sama biorę udział w prywatnej akcji zbierania słodyczy dla dzieci z jednej z mazowieckich szkół). I tu moje pytanie-większość z nas oszczędza, często dlatego, że nie jest w dobrej sytuacji materialnej. My liczymy każdą złotówkę, często musimy pożyczać, ale nie jestem nadal (tak mi się wydaje...) w sytuacji w której nie mogę pomóc komuś, kto ma gorzej...
Jak jest u Was?
Może macie kopertę, w której macie przeznaczoną kwotę na świąteczne pomaganie innym?!
--
sygnaturka w tyle
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • sposobuzycia Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 15:54
      Co roku robię dwa razy akcję charytatywną w pracy i wśród znajomych. Robię biżuterię, przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą ogłaszam, że każda rzecz nie ma ceny. Kto ile da, tyle da, może sobie wybrać dowolną rzecz z mojego pudełka (jest zawsze ok. 300 sztuk do wyboru), a ja całość przeznaczam na dom dziecka, czy jakąś rodzinę z chorym dzieckiem (potrzebujących nie brakuje, wystarczy zadzwonić do dowolnej parafii czy MOPSu, dadzą informację komu by się coś przydało). Mnie kosztuje to tyle, co włożona kwota w biżuterię, inni mają prezenty czy biżuterię dla siebie i świadomość, że pomogli. W tym roku akcja ruszy za jakiś tydzień. Jeśli ktoś będzie miał ochotę, to zapraszam.

      A co do innej pomocy to cały rok staram się gdzieś pomóc, czasem ludzie sobie nie zdają z tego sprawy, ale 20 zł naprawdę komuś może pomóc...
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/c55fvfxmub5vxlm7.png
    • mamba30 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 16:06
      Moim zdaniem osoby, które tak naprawdę pomagają, nie robią tego publicznie i nie będą się tym chwaliły wszem i wobec. Robią to aby pomóc, a nie, żeby inni wiedzieli, jacy są wspaniali. I tak zapewne najczęściej pomagają Ci, którzy sami mają niewiele.

      Dużo ludzi pomaga z egoizmu. Włączą się w jakąś akcję raz na rok, albo oddadzą 1% i czują się zajebiście, uspokoili sumienie, są wielkoduszni, bo przecież pomagają. I proszę się tu nie oburzać na słowa, bo tak wynika z moich wieloletnich obserwacji.

      A pomagać należy cały rok. Przecież osoby potrzebujące pomocy nie potrzebują jej tylko w ten jeden dzień w roku...
      --
      http://lb1m.lilypie.com/TikiPic.php/8YKTQjh.jpghttp://lb1m.lilypie.com/8YKTp2.png
      • m.b.g Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 16:23
        Oburzyć się nie oburzę, ale nie mogę się z tym zgodzić.

        W każdym człowieku, choćby podświadomie, drzemie właśnie to wybitnie dobre samopoczucie, jak się komuś pomoże. Inaczej nikt by nie pomagał, bo i po co? A tak troche endorfin połechta nasz organizm i dobrze jest.

        A i chwała tym, którzy pomagają z egoizmu, nieważne intencje, ważny jest dla mnie skutek.
        Nawet jeśli mieliby robić to tylko przez wzgląd na ulgi podatkowe. Komuś jest lepiej, reszta mało istotna.

        Ja pomagam oddając krew.
        W święta biorę udział w zbiórce organizowanej przez klub motocyklowy oraz jedną organizację kościelną.
        Ekstra kasy na to nie odkładam, ale każdego roku sytuacja się powtarza, więc niejako jest to w budżecie zaplanowane.
      • kugorki Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 19:06
        Mnie to nie oburza, bo nie czuję się adresatem tych słów wink to ile pomagam zostanie moją słodką tajemnicą, żeby nie było że jestem egoistką wink a tak poważnie, chodziło mi o to, jak pogodzić oszczędzanie z pomaganiem.
        Verdana ma wiele racji. Zastanawiam się, czy człowiek jest w stanie wyczuć ten moment?

        --
        sygnaturka w tyle
      • hellusia Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 17:53
        pomagałam do tej pory nieznając rodziny
        w tym roku chcę pomóc konkretnej: matka (30lat) z trójką dzieci ojciec dzieci zmarł na raka, i nie chcę się ujawniać. Jako matka dzieci wiem że musi być jej cholernie ciężko, bo ona nie pracuje, za małe dzieci, mają tylko tentę po ojcu, dlaczego pomagam? -chcę żeby wiedziała że są jeszcze jacyś dobrzy ludzie na świecie smile
        ile? 100zł znalazłam na ulicy smile 100 dorzucę od siebie, zrobię zakupy spożywcze, plus coś dla dzieci i mamy
        • verdana Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 18:10
          Jestem zdania, ze nalezy pomagać, jesli się ma na to środki. Ale osoby , które żyją od pierwszego do pierwszego, jesli mają rodzinę, a przede wszystkim dzieci - nie powinny jednak pomagać kosztem własnych dzieci.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • troll_only Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 22:47


            verdana napisała:

            > Jestem zdania, ze nalezy pomagać, jesli się ma na to środki.

            te "srodki" to pojęcie baaaaardzo względne

            Ale osoby , które
            > żyją od pierwszego do pierwszego, jesli mają rodzinę, a przede wszystkim dzieci
            > - nie powinny jednak pomagać kosztem własnych dzieci.

            co to znaczy kosztem własnego dziecka, ze niby ono bedzie musiało chodzic głodne czy zrezygnowac np z jednego wyjscia do kina i na pizzę z kolegami.

            Niestety zauważyłam, ze im mam więcej tym trudniej mi sie dzielić - muszę z tym mocniej walczyc, zeby sie kiedys nie obudzic sknerowatą, starą babą smile
            • verdana Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 23:41
              Jesli to jest jedyne w miesiącu wyjscie do kina - to uwazam, że nie mozna byc dobroczynnym kosztem dziecka. Jezeli wychodzi dwa razy w tygodniu - to juz nie jest jego kosztem.
              Dobroczynność ma być dobrocznnościa własną, a nie pozbawianiem czegoś innej osoby.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • troll_only Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 16:44
                Mam inne zdanie - rozumiem ze nie mowimy o dziecku ktore rok oszczedzało własnie na kino a o dziecku ktore ma mniejsze lub wieksze rozrywki na co dzien np pakiet tv zamiast kina - jesli nawet rezygnacja kosztem kina mojego i dziecka miałaby pomoc jakiemus choremu dziecku w spelmieniu jego marzenia bezcenne

                Na dobrą sprawę to kazda dobroczynnosc jest czyimś kosztem tak naprawdę, pozostaje tylko kwestia priorytetów.
                • verdana Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 16:57
                  Nie, mówimy o biednej rodzinie, gdzie mama jest dobroczynna, pozbawiając czegoś, czego jej własne dziecko nie ma dosyć.
                  Jak dziecko ma liczne rozrywki, to wtedy pieniędzy starczy zazwyczaj i na kino dla dziecka i na pomoc. Zresztą, najpierw samemu rezygnuje się z wyjscia, a nie zabiera dziecku jedną z nielicznych rozrywek.
                  Dobroczynnosć, o ile ma być dobroczynnościa, a nie takim czy innym dzieleniem pieniedzy moze byc tylko wlasnym kosztem.
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 18:35
                  Czyli zakładając to co pisze Verdana- imaginujemy sobie, że Twoje dziecko chodzi raz w miesiącu do kina (bo nie stać cie aby dac mu na bilet co tydzień) i Ty, po to aby mieć środki na dobroczynność przez miesiąc lub dwa pozbawiasz go tej przyjemności. Bo przecież ma kablówkę. Tak? Wg Ciebie to jest normalne i "bezcenne"? To masz mocno pomerdane priorytety...
                    • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 19:01
                      Nie mówiłyśmy o rezygnacji całej rodziny tylko dziecka i nie o decyzji całej rodziny tylko Twojej decyzji odebrania dziecku przyjemności kosztem innych.

                      Gdyby dziecko chodziło do kina co tydzień- jasne, nie ma sprawy, może zrezygnować z połowy tych wyjść kosztem pomocy innym dzieciom. Ale zakładając że chodzi tylko raz na miesiąc, co jest skromnym wynikiem, to odbieranie mu tej marnej przyjemności kosztem pomocy innym jest chore. Najpierw zapewnij wszystko swoim dzieciom, a potem innym. A jeśli koniecznie chcesz pomagać, to najpierw zrezygnuj ze swojej kosmetyczki, fryzjera i dobrej kawy, a dopiero potem zabieraj dziecku minimum rozrywek.
                      Pomerdanym priorytetem nazywam stawianie innych ponad, w momencie kiedy nie ma się wystarczających środków na zapewnienie higienicznego bytu swojej rodzinie/dzieciom.
                      • verdana Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 19:44
                        Tak, bo wtedy tio nie jest zadna Twoja dobroczynność. To po prostu zabranie własnemu dziecku, aby dać innemu. Chcesz być dobroczynna -z rezygnuj z własnych przyjemności, nei kup sobie czegoś, na co masz ochotę, a nie zabieraj dziecku tego, co powinno od Ciebie, jako od rodzica dostać.
                        Obowiązek masz przede wszystkim wobec własnych dzieci, dopiero potem, gdzy dziecko ma to, czego potrzebuje (a wyjście do kina raz w miesiązu to nie jest fanaberia, to uczestnictwo w kulturze), mozesz zastanawiać się, na co przeznaczyć dodatkowe pieniąze. Raczej swoim kosztem niz kosztem rodziny.

                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • agni71 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 20:35
                          (a wyjście do kina raz w miesiązu to nie jest fanab
                          > eria, to uczestnictwo w kulturze),

                          Aleście sie uczepiły tego kina dla dziecka raz w miesiącu! Moim zdaniem w kinach nawet nie grają tylu filmów wartych obejrzenia przez dzieci, zeby pójśc do kina raz w miesiącu. Brak kina (w dobie bogatej oferty telewizyjnej) to nie jest żadna wielka strata dla dziecka.... A iśc do kina na chałę, tylko dlatego, że wypada raz w miesiącu kino zaliczyć? Bez sensu...
                          • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 11.11.11, 21:17
                            Nie zauważyłaś że kino jest tylko metaforą??? Kino może występować wymiennie z teatrem, koncertem, jednodniowym wypadem na narty, kręglami, wyjściem z przyjaciółmi na pizzę, Kilkoma nowymi książkami (jak mi ktoś zaproponuje bibliotekę to przysięgam że zwrócę kolację!)... To co w danym czasie jest adekwatne. Nie ma nic ciekawego w kinie? Pójdzmy na kręgle. A nie daj Boże jeszcze jest w tym czasie ciekawy spektakl w teatrze. Rozrywka tego typu raz, dwa razy w miesiącu jest przydatna dla higieny psychicznej i obowiązkiem matki jest zapewnienie jej zanim zacznie się spełniać dobroczynnie.

                            Że też ludzie nie są w stanie ogarnąć podstawowych metafor i symboliki....
                                • troll_only Re jop, verdana 12.11.11, 14:44
                                  Chyba za dużo wymagasz od kogoś, kto pisze o "bogatej ofercie telewizyjnej".

                                  amandaa napisała
                                  "Że też ludzie nie są w stanie ogarnąć podstawowych metafor i symboliki.... "

                                  prostym ludziom to jeszcze bym sie nie dziwiła ( przepraszam agni smile)ale tymi z tytułami profesorskimi to juz tak i to nawet bardzo ....
                                  • jop Re: Re jop, verdana 12.11.11, 19:08
                                    > prostym ludziom to jeszcze bym sie nie dziwiła ( przepraszam agni smile)ale tymi z
                                    > tytułami profesorskimi to juz tak i to nawet bardzo ....

                                    Znaczy, trzeba być co najmniej profesorem, żeby nie uważać oferty telewizji za "bogatą" i nie być czytelniczo usatysfakcjonowanym bogatym wyborem romansideł w miejskiej bibliotece? Mówisz, że społeczeństwo dopadła już aż taka pauperyzacja intelektualna?
                                    • agni71 Re: Re jop, verdana 12.11.11, 20:02
                                      Dziękuję za zmieszanie mnie z błotem. Ale pewnie przynajmniej poczułyście sie lepiej.

                                      Paniom profesorkom zwrócę uwagę, że od nich również wymaga sie czytania ze zrozumieniem. A ja pisalam o bogatej ofercie telewizyjnej dla dzieci. Z pewnością jest bogatsza od oferty kinowej, gdzie filmy dla dzieci pojwiają sie z częstotliwościa jednej-dwóch na miesiąc. Bywaja okresy, kiedy przez kilka miesięcy z rzędu nic ciekawego dla dzieci nie pojawia się w kinach.
                                      • amandaas Re: Re jop, verdana 13.11.11, 11:49
                                        Bogata oferta telewizyjna dla dzieci?? Z której strony? Chyba dla takich w wieku 2-8 lat które zadowolą się MiniMini czy innym badziewiem. Pokaż mi tą bogatą ofertę telewizyjną dla takiego np 11-13 latka.
                                        • araceli Re: Re jop, verdana 13.11.11, 12:01
                                          amandaas napisała:
                                          > Bogata oferta telewizyjna dla dzieci?? Z której strony? Chyba dla takich w wiek
                                          > u 2-8 lat które zadowolą się MiniMini czy innym badziewiem. Pokaż mi tą bogatą
                                          > ofertę telewizyjną dla takiego np 11-13 latka.

                                          WSZYSTKO co jest grane w kinie trafia ostateczne do telewizji, WSZYSTKO.

                                          Ale rozumiem, że dla niektórych tutaj ten sam film w kinie to sztuka a w telewizji to chłam. W kinie to 'bogata oferta' a w telewizji to nie nie ma. Luuuuudzie!
                                            • araceli Re: Re jop, verdana 13.11.11, 13:21
                                              amandaas napisała:
                                              > Zastanów się za jakim poślizgiem hity kinowe trafiają do telewizji zanim zaprop
                                              > onujesz takie odkrywcze rozwiązanie.

                                              Po pierwsze - czy 'hit kinowy' to dla Ciebie kultura? Czy tylko premiera to 'rozrywka'? Po drugie - czy naprawdę sądzisz, że wartościowy film jest gorszy jak się do obejrzy 2 lata po premierze?

                                              I tak przy okazji poprzedniej Twojej wypowiedzi to jaką bogatą, wartościową ofertę ma ostatnio kino dla dziecka w wieku lat 11-13? 'Zmierzch'?
                                              • amandaas Re: Re jop, verdana 13.11.11, 13:32
                                                Hit kinowy w zależności od rodzaju ma być albo kulturą albo rozrywką (nie sporwadzajmy kia wyłącznie do narzędzia edukacyjnego i ukulturalniającego. Wartość filmu nie spada po dwóch latach ale obejrzenie go po dwóch latach odbiera to co powinien za sobą ciągnąć czyli dyskusję na swój temat. Jeśli większość osób obejrzy dany film w kinie o raczej nie włączysz się w dyskusję na jego temat po dwóch latach? W przypadku dziecka i wartości rozrywkowej kina jest o również cała komercyjna otoczka która może nie ma wartości ale dla dziecka jest ważna.

                                                Co proponuję obecnie w kinie? Niedawno było 1920 Bitwa Warszawska, a teraz taką 13-14latkę można by zabrać na "Służące"- dramat, ale zabawny, z rewelacyjnymi recenzjami.
                                                • araceli Re: Re jop, verdana 13.11.11, 13:40
                                                  amandaas napisała:
                                                  > Wartość filmu nie spada po dwóch latach
                                                  > ale obejrzenie go po dwóch latach odbiera to co
                                                  > powinien za sobą ciągnąć czyli dyskusję na swój temat.

                                                  Chyba w środowisku hipsterów i szpanerów big_grin big_grin big_grin Na wczorajszej imprezie gadaliśmy o paru filmach i żaden nie był premierą z ostatnich 12 miesięcy.

                                                  > Co proponuję obecnie w kinie? Niedawno było 1920 Bitwa Warszawska, a teraz taką
                                                  > 13-14latkę można by zabrać na "Służące"- dramat, ale zabawny, z rewelacyjnymi
                                                  > recenzjami.

                                                  Pytałam konkretnie o przedział 11-13lat, o którym pisałaś sama wcześniej. '1920 Bitwa Warszawska' została zmiażdżona przez krytykę. A 2 filmy przeciągu ostaniach pół roku nie nazwałabym 'bogatą ofertą'.
                                                  • amandaas Re: Re jop, verdana 13.11.11, 14:14
                                                    Po pierwsze nigdzie nie napisałam że oferta kinowa jest bogata tylko, że należy zapewniać dziecku rozrywki, m.in. kino, któregoś się tak uczepiła.

                                                    Po drugie widocznie kilka różnych środowisk w których się obracam to "hipsterzy i szpanerzy", ale jakoś siłą rzeczy dyskutujemy o nowych filmach bo stare są już obgadane i raczej nie mamy nic nowego do powiedzenia na ich temat, ewentualnie na zasadzie analizy porównawczej.

                                                    1920- zmiażdżona czy nie, jest filmem który każdy Polak powinien zobaczyć, nawet ten w wieku 12 lat.


                                                    Poza tym również Tobie powtórzę, że kino było tylko symbolem i metaforą ogółu rozrywek i kultury które się dziecku należą zanim mamusia zacznie się spełniać dobroczynnie.

                                                    EOT.
                                                  • araceli Re: Re jop, verdana 13.11.11, 14:27
                                                    amandaas napisała:
                                                    > 1920- zmiażdżona czy nie, jest filmem który każdy Polak powinien zobaczyć, nawe
                                                    > t ten w wieku 12 lat.

                                                    Teraz mnie rozbawiłaś do łez big_grin big_grin big_grin

                                                    > Poza tym również Tobie powtórzę, że kino było tylko symbolem i metaforą ogółu
                                                    > rozrywek i kultury które się dziecku należą zanim mamusia zacznie się spełniać
                                                    > dobroczynnie.

                                                    Owszem - ja zwracam uwagę, że nie po raz pierwszy na tym forum dla Ciebie rozrywką jest tylko to, za co się płaci, najlepiej sporo. Inaczej jeździsz po innych. 'Należy się'! Należy się kino, kręgle i książka (broń Boże z biblioteki!). Lepszy film-chłam ale 'hit kinowy' niż wartościowy film w telewizji. Masakra!
                                                  • amandaas Re: Re jop, verdana 13.11.11, 14:35
                                                    Skoro takie masz wnioski to sobie przy nich pozostań, bo świadczą tylko o tym, że nie dociera do Ciebie to co piszę. Ja nie neguję darmowej rozrywki natomiast próbuję Cię przekonać, że ta płatna też jest konieczna, nie wszystko jest za darmo.

                                                    życzę miłej niedzieli.
                                          • maja-02 Re: Re jop, verdana 13.11.11, 15:24
                                            masz w domu nastolatka może? naprawdę sądzisz że go usatysfakcjonuje obejrzenie jakiejś premiery o której rozmawiają rówieśnicy w szkole za rok, dwa czy nie wiadomo ile? to nie oznacza oczywiście że w kinie tylko arcydzieła a tv chłam, ale jeżeli masz te kilkanaście lat to jednak bardzo ważna jest rówieśnicza grupa odniesienia i jeżeli wszyscy znajomi idą na film to nie sądzę aby wytłumaczenie pt nie idziesz bo ten film i tak będzie w telewizji a zaoszczędzone pieniądze oddamy potrzebującym był dobrym wytłumaczeniem dla takiego nastolatka... co innego jeżeli mama zrezygnuje ze swojego wyjścia do kina/teatru/gdziekolwiek i tak zaoszczędzone pieniądze odda na jakikolwiek cel dobroczynny smile
                                        • agni71 Re: Re jop, verdana 13.11.11, 19:51
                                          amandaas napisała:

                                          > Bogata oferta telewizyjna dla dzieci?? Z której strony? Chyba dla takich w wiek
                                          > u 2-8 lat które zadowolą się MiniMini czy innym badziewiem. Pokaż mi tą bogatą
                                          > ofertę telewizyjną dla takiego np 11-13 latka.

                                          Ja mam dzieci w wieku 5-9 lat. I one znajdują coś dla siebie w TV. Więcej niz w kinie w każdym razie...
                                          • amandaas Re: Re jop, verdana 14.11.11, 00:00
                                            Tu się zgadzam w 100%! Nawet wypożyczalnie DVD mają ciekawsze tytuły dla dzieci w tym wieku. Dla 5-9 latka kino oferuje coś ciekawego, INNEGO niż w telewizji, raz na pół roku, nie częściej.

                                            Ale przyznasz jednakże, że oprocz kina zapewniasz im inne, ciekawe rozrywki smile ( że się powtórzę- kino było tylko SYMBOLEM!) smile
                                            • verdana Re: Re jop, verdana 14.11.11, 09:04
                                              Na przyklad teatr raczej nie jest zastępowalny przez telewizję, ani muzeum, ani wyjście na kręgle, ani cała masa innych płatnych rozrywek.
                                              przecież nie o kino tu chodzi - tylko o to, czy wolno powiedzieć dziecku "Nie mam pieniędzy, abyś poszedł do teatru czy z kolegami na kregle raz w miesiącu, bo biedne dzieci nie mają co jeść".
                                              --
                                              Mops i kot

                                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                              • araceli Re: Re jop, verdana 14.11.11, 09:49
                                                verdana napisała:
                                                > przecież nie o kino tu chodzi - tylko o to, czy wolno powiedzieć dziecku "Nie m
                                                > am pieniędzy, abyś poszedł do teatru czy z kolegami na kregle raz w miesiącu, b
                                                > o biedne dzieci nie mają co jeść".

                                                A może po prostu zostawić to dziecku? Może właśnie tak jak napisała troll_only wychowywać dzieci na ludzi pomagających innym zamiast na egoistów 'się należy'?
                                              • troll_only Re: Re jop, verdana 14.11.11, 10:13
                                                Jezeli pewnego dnia zakomunikujesz nastolatkowi "w tym miesiacu rezygnujesz z kręgli bo pomagamy biednemu dziecku" to rzeczywiscie usłyszysz pusty smiech. Mam wiele problemow z moimi dziecmi ale takich nie mam bo od dziecinstwa słyszały ze "lepiej pomagac niz byc po drugiej stronie i prosic o pomoc" rozumieją to i same osobiście znalazły sobie sposoby na pomoc innym (odwiedzają niepełnosprawną dziewczynę, ktora jest po wylewie oraz pomagają odrabiac lekcje dzieciom w ramach zajec teraeutycznych). Niby tak niewiele...
                                                Mam wrazenie ze wiele matek uczy swoje dzieci tylko brac, szczególnie nastolatki ktore obowiązki mają w domu jak dzieci (bo mamusia wszystko przygotuje) natomiast prawa jak najbardziej juz jak dorośli.



                                                verdana napisała:

                                                > Na przyklad teatr raczej nie jest zastępowalny przez telewizję, ani muzeum, ani
                                                > wyjście na kręgle, ani cała masa innych płatnych rozrywek.
                                                > przecież nie o kino tu chodzi - tylko o to, czy wolno powiedzieć dziecku "Nie m
                                                > am pieniędzy, abyś poszedł do teatru czy z kolegami na kregle raz w miesiącu, b
                                                > o biedne dzieci nie mają co jeść".
                                      • araceli Re: Re jop, verdana 13.11.11, 12:03
                                        agni71 napisała:
                                        > Dziękuję za zmieszanie mnie z błotem. Ale pewnie przynajmniej poczułyście sie lepiej.

                                        Jak ktoś nie potrafi sobą wiele przedstawić to jeździ po innych. Przecież wiadomo, że nie wypada się przyznać do oglądania ..... beeeee.... telewizji! big_grin big_grin big_grin
                                      • jop Re: Re jop, verdana 14.11.11, 09:29
                                        IMHO oferta zarówno telewizji, jak i kina jest uboga. Tak więc zostaje DVD/Blu-ray - kupowanie lub wypożyczanie.

                                        Aaaaa, zapomniałam, "oszczędni" nie pożyczają ani nie kupują, "oszczędni" "ściągają" z sieci, juma, juma jej.
                              • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 13:27
                                Nie chodzi o pieniądze ale o jakość. Może Ty masz szczęście być zapisaną do rewelacyjnie wyposażonej biblioteki. Ja go nie mam. Byłabym przeszczęśliwa gdyby ktoś udostępnił mi za darmo interesujące mnie tytuły. A czytanie dla samego czytania, rzeczy średnio interesujących uważam za stratę czasu.
                                Odwiedziłam kilka największych bibliotek w dwóch różnych miastach (sporych) i ich oferta była tak żałosna, że aż się niedobrze robiło.
                                • araceli Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 13:42
                                  amandaas napisała:
                                  > Nie chodzi o pieniądze ale o jakość

                                  Książka z bibioteki to książka gorszej jakości? No proszę!

                                  > Może Ty masz szczęście być zapisaną do rewelacyjnie
                                  > wyposażonej biblioteki. Ja go nie mam.

                                  To może poszukaj innej?

                                  > Byłabym przeszczęśliwa gdyby ktoś
                                  > udostępnił mi za darmo interesujące mnie tytuły.

                                  Ach zapomniałam - dla Ciebie przecież 'interesujący' = premierowy big_grin A klasyka, to pewnie niemodne starocie tongue_out
                                  • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 14:22
                                    Jak babcię kocham, czytanie ze zrozumieniem u ciebie leży.
                                    Chodziło mi o jakość oferty a nie ładny papier i twardą okładkę.
                                    Kilka bibliotek obeszłam, nie mają dla mnie nic ciekawego.

                                    Klasykę tematów które mnie interesują przeczytałam już dawno, także jakim prawem naskakujesz na mnie, że interesują mnie tytuły premierowe? No do jasnej cholery interesują, bo całą resztę książek danych autorów przeczytałam. Mam czytać rzeczy które mnie nie ciekawią tylko dlatego że są klasyką dostępną w bibliotece? Co jeśli chcę dla rozrywki przeczytać kolejny kryminał Palmera który właśnie ukazał się w księgarniach? Mam czytać Agatę Christie po raz kolejny "bo jest w bibliotece?"
                                    Wypożyczałam nieznanych mi autorów ale jakoś mi nie podchodzili. Mam czytać "bo są w bibliotece"?
                                    Bo to wstyd czytać nowe książki, chodzić na premierowe filmy? Bo zaraz Ci powiedzą że jesteś modny i szpanerski? żal...

                              • maja-02 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 15:19
                                ale ty naprawdę nie rozumiesz o co chodzi czy tylko udajesz? ja swego czasu bardzo dużo wypożyczałam z biblioteki, ale tam jest głownie nurt "popularny" niestety, w każdym razie w bliskich mi bibliotekach. jeżeli jestem zainteresowana książkami z dziedzin, które mnie interesują to niestety muszę zaopatrzyć się w nie prywatnie a nie liczyć na to że może za 5 lat cudem trafią do biblioteki... czytanie ich za 5 lat mnie nie satysfakcjonuje, za pięć lat to mogę być zainteresowana zupełnie inną tematyką... i wcale nie czuję się bardziej kulturalna bo czytam "kupne" książki, naprawdę wolałabym je pożyczyć, przeczytać i ew. wtedy dokonać wyboru czy chcę ja kupić bo do tej pozycji będę wracać, czy też była to przygoda "jednorazowa:...
                                • araceli Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 15:36
                                  maja-02 napisała:
                                  > ale ty naprawdę nie rozumiesz o co chodzi czy tylko udajesz?
                                  (...)
                                  > czytanie ich za 5 lat mnie nie satysfakcjonuje, za pięć lat to mogę być zaintere
                                  > sowana zupełnie inną tematyką...

                                  Mhm... no przecież właśnie o tym piszę. Dla niektórych interesujące = premierowe. Taki wyznacznik. Ja z kolei uważam że nowe, premierowe nie oznacza z automatu wartościowe. Wręcz przeciwnie, często komercja przesłania miernotę. No ale 'to każdy Polak zobaczyć powinien' i basta tongue_out
                                  • maja-02 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 15:42
                                    no ale wcale nie chodzi o to że premierowe na litość boską... zwłaszcza że nie mam namyśli książek z nurtu popularnego... a nawet jeżeli mam ulubionego autora "popularnego" i wracam do niego to też wolę mieć SWOJĄ własną książkę niż być skazana na bibliotekę za ileś tam czasu wink i mam tak od dzieciństwa, były książki, które mogłam pożyczyć z biblioteki i takie które pragnęłam na własność smile jak dobrze że rodzice nie mieli podejścia że bez sensu kupować książki skoro są w bibliotece wink
                                    naprawdę muszę odczekać rok, dwa , trzy od wydania książki żeby nie uchodzić za szpanera? wink no to trudno, będę szpanerem big_grin
                                    • araceli Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 15:50
                                      Ależ nie o to chodzi, żeby książek nie posiadać czy czekać z kupnem. Jak ktoś ma taką potrzebę - proszę bardzo. Ja posiadam sporo książek w moim domu rodzinnym półki od nich się uginają.

                                      Co innego jest jednak kupować książki bo po prostu chce się je mieć, stać Cię na to, nie chcesz czekać a co innego, uważać, że to jedyna słuszna droga do 'kultury' a w bibliotekach to nic wartościowego nie ma (gdzie wartościowe=nowość wydawnicza).
                                      • maja-02 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 15:56
                                        ja nie odczytałam w ten sposób postów amandas... tzn że " że nic wartościowego" w bibliotekach nie ma - chociaż w MOICH pobliskich bibliotekach naprawdę prawie nic wartościowego DLA MNIE nie ma wink ale na pewno są tam wartościowe rzeczy takie które już przeczytałam albo wartościowe dla innych smile
                                        to samo w TV - ja akurat nie oglądam ale nie ze snobizmu tylko z braku czasu, od czasu do czasu przeglądam program TV i jeżeli jest coś dla mnie wartościowego to zwykle o jakiejś kosmicznie późnej godzinie w środku tygodnia uncertain
                                        a jeszcze a propos "wyższości kina nad TV" (albo na odwrót wink ) - dużo bym dała aby niektóre filmy znane mi z TV obejrzeć na dużym ekranie, oj dużo...
                                        • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 16:19
                                          Miło, że ktoś mnie rozumie smile
                                          Próbowałam wtłuc araceli do głowy, że być może biblioteka nie ma mi nic do zaoferowania w interesującym mnie temacie i w tym celu muszę się udać do snobistcznej, szpanerskiej księgarni po modną nowość bo niestety pojawi się ona w bibliotece za parę miesięcy/lat.
                                          Bardzo chętnie poczytałabym dostępne w bibliotece starocie i klasykę danego tematu, ale naprawdę nic nie poradze na to że już dawno je przeczytalam.

                                          Ale niektórzy mają na oczach klapy jak koń wyścigowy i myślą że jak ktoś kupuje nowo wydaną książkę to jest śmierdzącym snobem ;D
                                        • araceli Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 16:24
                                          maja-02 napisała:
                                          > ja nie odczytałam w ten sposób postów amandas... tzn że " że nic wartościowego
                                          > " w bibliotekach nie ma

                                          No widzisz dla mnie słowa 'jak mi ktoś zaproponuje bibliotekę to przysięgam że zwrócę kolację!' były wystarczająco mocne (szczególnie na tle poprzednich jej wypowiedzi np. ile to trzeba kasy, żeby 'godnie' studencko żyć wink ).
                                          • amandaas Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 16:33
                                            Uuuuuu.... kogoś coś ubodło... smile
                                            Tekst o zwróceniu kolacji, co najmniej żartobliwy, był uzasadniony faktem, że już kiedyś na tym forum miała miejsce dyskusja na temat kupowania książek- zawsze pada rada o bibliotece, która mnie osobiście doprowadza do białej gorączki bo każdy pasjonat jakiegoś tematu pozycje w bibliotece ma dawno przeczytane. Jak kogoś interesuje czytanie dla samej przyjemności czytania, bez większych obostrzeń tematycznych to zapraszam, biblioteka stoi otworem.
                                        • jop Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 14.11.11, 09:47
                                          > a jeszcze a propos "wyższości kina nad TV" (albo na odwrót wink ) - dużo bym dała
                                          > aby niektóre filmy znane mi z TV obejrzeć na dużym ekranie, oj dużo...

                                          No więc właśnie - niektóre filmy bardzo tracą na małym ekranie, niezależnie od tego, jak bardzo wypasione kino domowe posiadamy. Oglądanie takiego "Awatara" w domu to trochę poracha.

                                          Ja oglądam w kinie WSZYSTKO z interesującego mnie nurtu.
                      • troll_only Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 12.11.11, 14:37
                        dzieki Bogu moim dzieciom niczego (w sensie materialnym) nie brakuje. Nigdy nie miałam tez zamiaru zapewniac im "wszystkiego" bo nie chce odebrac im satysfakcji samodzielnego mierzenia sie z życiem a przy okazji wychowac na egoistyczne jednostki przekonane ze są lepsze i mądrzejsze od innych tylko dlatego ze ich matke stac na opłacanie ich mniej lub bardziej wyrafinowanych rozrywek.

                        O higienę psychiczną moich dzieci proszę sie nie martwic - godzina woluntariatu lepiej wpływa na nią niz weekend w Gołębiewskim ( ale czasami tam tez ich zabieram by miały lepszy punkt odniesienia)
                        • verdana Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 12.11.11, 14:55
                          Eh, obawiam się, ze jednak nic nie rozumiesz...
                          Nie mowimy o godzinie wolontariatu (oczywiści jesli to nie jest tak,z e wolontariat jest przymusowy - mama wymaga, bo to nie wolontariat), tylko o pozbawianiu wlasnych dzieci podstawowych rzeczy, waznych dla ich rozwoju, aby dać komus innemu.
                          Nikt nie mowił o Twoich dzieciach, tylko o dzieciach, ktorym wlasnie pod względem materialnym sporo brakuje. Które nie spędzają weekendu w Gołebiewskicm, tylko nie pojadą na wycieczkę, bo pieniądze poszły na biednych.
                          --
                          Mops i kot

                          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                          • missmiriam1 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 12.11.11, 15:57
                            ''Nie mowimy o godzinie wolontariatu (oczywiści jesli to nie jest tak,ze wolontariat jest przymusowy - mama wymaga, bo to nie wolontariat), tylko o pozbawianiu wlasnych dzieci podstawowych rzeczy, waznych dla ich rozwoju, aby dać komus innemu.'' - Verdana, masz rację. Dobroczynność ''z cudzej kieszeni'' przestaje być dobroczynnością.
                            --
                            forum.gazeta.pl/forum/w,615,118434779,118434779,jestem_zalamana_bieda_ktora_widze.html
                            From nowhen to nowhere
                            • troll_only Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 12.11.11, 18:46
                              ale o jakiej cudzej kieszeni mówimy bo ja naprawde nie rozumiem sad - mowimy o pieniadzach rodzicow, ktorzy zarabiają je i wydają według własnego uznania (z uwzględnieniem potrzeb rodziny ale tez bez pytania swoich dzieci czy mogą wpłacic np na niezbedne leczenie chorego dziecka)

                              dobroczynnosc to nie tylko pieniądze - udzielenie godzinnej korepetycji nie radzacej sobie uczennicy to tez dobroczynnosc jak rowniez uszycie kolorowego patchworku dla chorego dziecka. Jezeli komus pod górkę ze wsparciem innych to jego sprawa, mi uzasadnienie jego wyborow nie jest potrzebne.

                              Zeby zamknąc dyskusję to nie mowię o dobroczynnosci w przypadku rodziny żyjącej z zasiłków i pomocy mopsu i redystrybującej te zasiłki dalej np na paczki dla dzieci sąsiadów (bo biedne)

                              amen

                              • missmiriam1 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 12.11.11, 19:15
                                ''ale o jakiej cudzej kieszeni mówimy bo ja naprawde nie rozumiem sad'' - już tłumaczę. Dzieciak pomagający w lekcjach słabo radzącej sobie koleżance, wyprowadzający psa czy robiący zakupy niepełnosprawnej sąsiadce pomaga. Rodzic decydujący za dziecko i nakłaniający je do takiej pomocy czy też np. do rezygnacji z wyjścia do kina pomaga ''z cudzej kieszeni''.
                                --
                                forum.gazeta.pl/forum/w,615,118434779,118434779,jestem_zalamana_bieda_ktora_widze.html
                                From nowhen to nowhere
          • mantha Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 07:58
            Niewiele potrzeba zeby pomoc, powiedzialabym, ze wlasnie ci co zyja od 1 do 1-go, wiedza dobrze jak to jest i od nich nalezy sie spodziewac pomocy w pierwszej kolejnosci.
            zreszta, kto nie pomagal naprawde albo nie potrzebowal pomocy nie wie o czym mowa.



            --
            "Nie porzucaj swojego celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga dużo czasu.
            Czas i tak upłynie."

            "Konieczność uwalnia od męki wyboru"
    • sharpless6 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 19:49
      Z doświadczenia wiem, że biedni pomagają jak mogą ale to wiadomo. Natomiast nigdy nie mówię niczego złego na księży ale postanowiłam się przelamać. Co roku organizuję zbiórki ubrań, żywności dla najbiedniejszych rodzin, nigdy ale to nigdy żaden proboszcz nie zgodził się aby choć ogłosić na mszy zbiórkę ,która będzie np w szkole. Smutno się robi ale ja jestem z natury naiwna i w tym roku miałam nadzieję, że bedzie inaczej.
    • poziomek86 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 09.11.11, 21:37
      Pomaganie nie oznacza, że trzeba wydawać pieniądze. Można pomóc przy organizacji, malowaniu ,ocieplaniu, można również wydać stare ciuchu, książki, zaoferować. Jak się ma kasę a nie ma czasu można wrzucić do puszki albo sponsorować różne akcje (szlachetna paczka na przykład - tutaj też można bez kasy dużo zdziałać smile ).

      Tak na marginesie, myślicie, że takie coś jak karma istnieje ?smile

      --
      Jak oszczędzać energię
    • wajasa Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 07:48
      Pomagamy od kilku lat konkretnej dziewczynce cały rok tj kupujemy książki do szkoły, przybory szkolne, ciuchy w miarę możliwości, co roku zabieramy ją na wczasy, uważamy ją jak własne dziecko, zawsze może do nas przyjechać, ona również uważa nas jak drugich rodziców, nie liczymy tych pieniędzy jako stracone i myślę, że gdybym nie wydała tych pieniędzy na nią wcale więcej bym nie miała.
      • anna-w Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 08:04
        Pomagam jak są kosze w marketach dorzucam żywność wysyłam sms daje drobne kwoty na akcje charytatywne i paczki do koscielnego kosza ubrania w dobrym stanie dla potrzebujących tyle mogę.
        --
        Nie podawaj się rozpaczy,życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń,jest tylko zupełnie inne.
    • poziomek86 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 17:28
      Tak sobie o tym myślałem w drodze do domu i doszedłem do wniosku, że sama świadomość tego, że komuś się pomogło jest wystarczającym argumentem przemawiającym za tym żeby pomagać ludziom smile. Taka mała transformacja: Nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe -->> czyń bliźniemu co tobie miłe - ja lubię jak ktoś mi pomaga!
      --
      ---------------
      Oszczędzanie Pieniędzy
    • kosc_ksiezyca Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 19:02
      Najczęściej wysyłam SMS-y na różne akcje. Czasem zrobię (niewielki, bo niewielki, ale jednak) przelew na jakiś cel (zazwyczaj dla osób nieuleczalnie chorych, bezpośrednio). Wspomagam (finansowo i "logistycznie") pewne stowarzyszenie, które zajmuje się "psimi bidami" - tu też przelewam niewielkie kwoty.

      Poza tym, pomagam rodzicom i to jest dla mnie priorytet, wydatek w zasadzie nie do obcięcia. Nie chciałabym być nigdy zmuszona do tego.
    • hamerykanka Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 10.11.11, 23:49
      Pomagam schronisku dla kobiet-oddaje swoje ubrania, ubranka po dziecku, sprzety gospodarstwa domowego ktore wymieniam-w zeszlym miesiacu pojechala kuchenka elektryczna, lodowka, mikrofala, garnki tec.
      Oduczylam sie pomocy poszczegolnym ludziom. Znajoma miala w pracy kobiety ktore nie mogly zwiazac konca z koncem. Pani A. , samotna matka, miala syna, nastolatka, wynajmowala domek (wynajmowanie mieszkan wiaze sie ze sporym zabezpieczeniem finansowym i wielu ludzi nie stac), czasem nie placila czynszu, samochod, ktorym dojezdzala do pracy sie zepsul. Dostala uzywany samochod od pracodawczyni, za darmo, dostala na czynsz, ode mnie na swieta caly bagaznik jedzenia i co...co zarobi to wyda w parenascie dni na glupoty: na pizze na telefon, na zakupy zywnosciowe w drogim markecie, bo podobno lubi ze tam jej wioza zakupy do samochodu i wpakowuja do srodka, wiec czuje sie jak pani, niewazne ze za luksus przeplaca dwa razy cene z Walmartu, telefon na abonament gdzie minuta jest po dolarze, ale nie zmieni na tani bo lubi swoj numer. Pracy lepiej platnej tez nie poszuka, bo nie chce jej sie (znajoma dawala jej namiary, ta nawet nie zadzwonila).
      Druga pani, B., zostala wyrzucona z wynajmowanego domu za nieplacenie czynszu. Oddalam jej meble, ktore akurat wymienialismy: szafki, lozko z materacem, pociele, itp itd. I okazalo sie ze znowu musi sie wyprowadzic bo znowu nie placi czynszu, wiec nie zabierze tych mebli.
      I jak takim ludziom pomagac? Mam wrazenie , ze maja zle niejako na wlasne zyczenie: ze brak dobrej woli, brak checi polepszenia sobie bytu metoda zakasania rekawow jest silniejszy, lepiej czekac na czyjas pomoc...
    • szczota12 Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 13.11.11, 19:01
      Kochani dobrze, że pomagacie-taka pomoc jest potrzebna. Ja mając dziecko niepełnosprawne cieszę się gdy na Allegro ktoś kupi u mnie cegiełkę za 1 zł. Dzięki różnym nie znanym mi ludziom mogę rehabilitować głuchoniewidome dziecko i wierzcie mi na NFZ nie mam w tej kwestii co liczyć pomimo ubezpieczenia : ((.
      Nie liczy się za ile pomożecie-ważne, że jesteście!!!
      --
      www.otogosia.na17.pl/
      http://lb2f.lilypie.com/TikiPic.php/7bNJ.jpghttp://lb2f.lilypie.com/7bNJp1.png
      http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/CA9v.jpghttp://lbyf.lilypie.com/CA9vp1.png
    • nezu-chan Re: Oszczędzanie oszczędzaniem - a pomoc innym? 26.11.11, 15:49
      Ja też myślę, że warto pomagać, tym bardziej, że czasem nie potrzeba wiele. Tylko życie nauczyło mnie kilku zasad pomagania.
      Po pierwsze sprawdź dokładnie komu pomagasz i czy on na pewno tej pomocy potrzebuje (pamiętam jak się poczułam w naiwnych dziecięcych czasach, kiedy dałam pieniążek chłopcu żebrzącemu na ulicy, a potem zobczyłam go z hamburgerem z mcdonalda, który dla mnie wtedy był niedostępnym luksusem).
      Po drugie zanim pomoże się komuś nieznanemu, abstrakcyjnemu trzeba się rozejrzeć wokół, czy przypadkiem nie ma kogoś blisko potrzebującego pomocy. Może zamiast wolontariatu w szpitalu przynosić zakupy sąsiadce staruszce raz w tygodniu. Może zamiast wysyłać smsa na akcję dobroczynną wykupić siostrze, która wszystko wydaje na małe dziecko, wizytę u fryzjera. Takie działania może nie są takie spektakularne, ale na pewno docierają tam gdzie trzeba.
      U mnie to działa tak, że im mniej mam, to po prostu bardziej mi zależy żeby to co przeznaczam na pomoc się nie zmarnowało.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się