porady potrzebuje :-( Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jak przetlumaczyc mojemu M, ze wydawanie malych sum ma znaczenie w skali miesiaca, ze przyslowie :"ziarnko do ziarnak i zbierze sie miarka " jest zasadne ??? moj M uwaza , ze nie , dla niego kupowanie niedrogich rzeczy nie wplywa na nasza sytuacje finansowa, mimo , ze mu pokazuje , iz w skali miesiaca wychodzi z tego calkiem pokazna suma sad, nie mam juz sily do niegosad , troche wyjasnien : kiedy zaczal sie kryzys ja bylam na macierzynskim, potem wrocilam na czesc etatu do pracy , a u M w firmie pogorszula sie sytuacja i zarabia mniej niz kiedys, czyli nasze wplywy sa mniejsze , a mamy kredyt do splacenia, zostalo juz niewiele , gdybysmy zacisneli pasa to w 6 mc bysmy go splacili ( mamy taka mozliwosc), ale do M to nie dociera, on uwaza ze skoro pracuje to jakies przyjemnosci mu sie naleza, ale dlaczego co tydzien ???? ja na siebie i dzieci wydaje tylko tyle co jest konieczne , minimum z minimum a on nie potrafi sie ograniczyc, ja wszystko planuje , ile na co wydac a on i tak zawsze wyskoczy z czyms co kupil , i plany biora w leb sad, na przykladzie podam podejscie mojego M : mamy kg ryzu w domu wiec mowie , ze moze zrobic risotto, a on ze z tego ryzu sie nie robi , i kupuje nowy ryz , i gdzie tu oszczednosc ???? albo w przepisie jest podana czerwona papryka , a my w domu mamy zielona , czy wykorzysta zielona ??? nie , pojdzie i kupi czerwona , wydajemy na jedzenie mase pieniedzy , znajomi z 3 dzieci wydaja polowe tego co my sad . J uz nie mam do niego sily sad
    • mialo byc ze mamy 10 kg ryzu w domu
    • Postaraj się zapisywać wydatki przez miesiąc później pokaż mężowi na co poszło najwięcej i ile można było oszczędzić. Na jedzeniu można oszczędzić majątek i jednocześnie nie rezygnować z tego co się lubi. Rozsądne planowanie zakupów, Multipaki, wykorzystywanie resztek.

      Może dasz radę namówić męża na rezygnacje z cotygodniowych 'przyjemności' na rzecz jedne większej raz na miesiąc ?smile

      --
      ---------------
      Oszczędzanie Pieniędzy
      • wydatki zapisuje juz od 2 lat, pokazuje mu co miesiac , jak widzi ile wydalismy na jedznie to przyznaje mi racje , a potem jest to samo, to wszystko sie ciagnie juz od ponad roku niestety,dopoki nie bylo kryzysu to tak mocno mi nie przeszkadzala jego rozrzutnosc , ale teraz , juz tak , poniewaz ja nie lubie miec dlugow , a do tego mamy malo oszczednosci bo kazda nadwyzke wplacam na splate kredytu, do tego niech np zepsuje sie samochod lub inny sprzet agd i jestesmy uziemieni, kiedys to nie byloby problemem sad , teraz poprostu zyjemy na biezaco niestety , zakupy tez robimy rozsadnie , co tydzien planujemy menu, ale co z tego jak M prawie codziennie idzie do sklepu po np :swieze bulki i przy okazji zawsze cos przytarga bo , a to cos bylo w promocji albo naszla go na cos ochota , i tak srednio 4-5 razy w tygodniu
        • Tu może będę radykalny ale niestety to konieczne w Twojej sytuacji...
          Poprostu... daj mu kieszonkowe.
          Likwidacja jego karty kredytowej i tygodniowe kieszonkowe.
          Ty ustalasz jadłospis i Ty sie tego trzymaj. Wiesz co oboje lubicie.

          Ustalcie kwote tygodniową lub miesięczną. Jeśli będzie się obrażał lub fochał to wytłumacz że poprostu Was na takie wybryki nie stać.

          Wiele moich znajomych robi podobnie. Żona kręci całym domem a mąż ma tylko kieszonkowe. Np. 300 zł na miesiąc...
          Aha, zakupy rób sama..
          --
          Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian Lenny 5.0 Stable smile
          • Sama nie wiem. Kupowanie innej papryki to absurd. Ale dla mnie takim samym absurdem, skoro sie nie głoduje, jest powiedzenie mężowi, ze przyjemność moze sobie sprawić raz w miesiącu. Albo dawanie mu kieszonkowego z jego własnej pensji.
            Życie nie sklada się tylko z oszczedzania. Eliminując drobne przyjemności mozna zaoszczedzić kupę kasy, ktorą bardzo przyda sie na terapię depresji.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • verdana , ale tak jak z ta papryka jest ze wszystkim, np z czesciami do samochodu, do komputera, nawet z nozami w kuchni , ktorych mamy ze 30 albo i wiecej , on wszystko musi kupic , nie lubi nic pozyczac , ani zastepowac czyms innym , w skali miesiaca te drobne przyjemnosci rownaja sie racie kredytu ,ja mu nie kaze calkowicie rezygnowac z przyjemnosci , ale mozna sie troche ograniczyc prawda? po co przejadac duzo pieniedzy skoro mozna je odlozyc , albo przeznaczyc na cos sensowniejszego ? np nowy samochod bo stary juz ledwo zipie / poza tym zrowiej bedzie jak nie bedzie pil coli czy jadl gotowej pizzy
          • ha , ze tez na to nie wpadlam smile, nawet jak pojdzie do sklepu to posiadajac tylko okreslona kwote nie bedzie mogl kupic innych rzeczy , a jak chodzil z karta to wiadomo jak jest , mysle , ze to dobry pomysl , teraz bede mu co tydzien wreczac pewna sume i ma mu starczyc , ciekawe jak na to zareaguje , a karte kredytowa juz dawno mi oddal bo sam wie , ze on jej nie moze miec przy sobie , dzieki za rade
          • > Poprostu... daj mu kieszonkowe.
            > Likwidacja jego karty kredytowej i tygodniowe kieszonkowe.

            To chłop czy synek? Przecież to...chore.

            Żona kręci całym domem a mąż ma tylko kies
            > zonkowe. Np. 300 zł na miesiąc...

            Super zdjęcie odpowiedzialności z chłopa! Żona tak kręci, żeby wystarczyło, on się nie martwi, ma swoje kieszonkowe i się niczym nie przejmuje.
            --
            Słowa palą, więc pali się słowa...
          • > Wiele moich znajomych robi podobnie. Żona kręci całym domem a mąż ma tylko kies
            > zonkowe. Np. 300 zł na miesiąc...

            Ja z kolei nie znam ani jednej pary, która zgodziłaby się na taki układ - przecież jest to jakaś forma ubezwłasnowolnienia!

            A tak na marginesie, to mógłbyś wyjaśnić, jakie wydatki są pokrywane z tego "kieszonkowego"?
      • >
        > Może dasz radę namówić męża na rezygnacje z cotygodniowych 'przyjemności' na rz
        > ecz jedne większej raz na miesiąc ?smile
        >

        Moze musisz dostarczyc mu tej wiekszej przyjemnosci czesciej niz raz na miesiac ;-O
    • a moim zdaniem macie zupelnie inne podejscie do pieniedzy i potrzebujecie oboje kroku w strone kompromisu;
      on jest zbyt rozrzutny, ale ty za bardzo skapisz i masz mu za zle kazda kwote wydana na przyjemnosci; oszczedzanie jest fajne, ale kiedy czemus sluzy, a nie kiedy staje sie sensem zycia;

      rozumiem ciebie, ze nie chcesz miec niepotrzebnych dlugow, chcesz miec poduszke finansowa na wypadek gdyby np. auto nawalilo itd. nie wyobrazam sobie zycia "na styk" finansowy;
      ale rozumiem tez kogos, kto duzo pracuje i chcialby miec np. fajne jedzenie; sama tez nie zrobilabym risotto z innego niz przeznaczonego do risotto ryzu, chocbym miala innego 10 albo nawet 20 kg w domu (a zwykle mam sporo, bo mam kilka gatunkow ryzu najmarniej, a czesto kupuje w 10 kg workach wlasnie); papryka zielona nadaje potrawom specjalny smak, nie jest zamienna z czerwona; jeden noz tez nie wystarczy jesli sporo gotujesz - ciezko tym samym kroic chleb, filetowac rybe, obierac imbir i kroic warzywa;
      fajne jedzenie to tez hobby, a przede wszystkim zdrowie, sila i energia do pracy;

      wydzielanie mu zarobionych przez niego pieniedzy wydaje mi sie nie fair, zeby nie powiedziec glupie;

      moze jakis rozsadny kompromis: np. tylko ty robisz zakupy, nie kupujesz durnot (cola, gotowa pizza), oszczedzasz tam gdzie sie da (np. pyszne bulki mozna zrobic w domu, sconsy robi sie w moment, kosztuja grosze, nie sa napchane chemia; mozesz upiec fantastyczna pizze itd., ciastka domowe wiele tansze niz kupowane, a przede wszystkim smaczniejsze), ale nie skapisz, potrawy, ktore lubi robisz mu porzadne, czyli np. jesli risotto, to rzeczywiscie risotto, i wtedy nie zalujesz tych 8 zl za paczke ryzu odpowiedniego; jesli sushi, to nie kupujesz najtanszego ryzu w lidlu, bo on sie do sushi nie nadaje;

      ustalacie priorytety przyjemnosciowe: jakie przyjemnosci sa najwazniejsz? fajne jedzenie? gadzety do kompa? tuningowanie auta? a dla ciebie? kino? kosmetyczka, fryzjer? ustalacie co jest dla kazdego z was wazne i kwote na to miesieczna; i ciebie ma nie bolec glowa, ze jestes ten jedne raz na miesiac czy dwa u kosmetyczki a moglabys kredyt szybciej splacac, on ma limit na np. gadzety do kompa;
      na przyjemnosci niepriorytetowe czy powyzej zalozonej kwoty nie wydajemy; sorry - kochanie, chcesz? to zarob wiecej!

      jesli brakuje wam dyscypliny, to technicznie na pewno da sie jakos rozwiazac, np. znalezc bank, gdzie beda darmowe subkonta, i miec oddzielnie na zywnosc i zycie, oddzielnie na przyjemnosci, a oddzielnie przelewac pewna kwote na konto oszczednosciowe;

      wydaje mi sie, ze musicie usiasc i ustalic kompromis, na jaki OBOJE pojdziecie (on zacisnie pasa, a ty troche odpuscisz); bo dopoki to wyglada tak, ze ty mu pokazujesz, jaka ty jestes oszczedna, a on rozrzutny, to nic sie nie zmieni;
      ludzie w parze czesto roznia sie podejsciem do pieniedzy, i sek w tym zeby wypracowac podejscie wspolne, a nie jedna osoba narzuca drugiej wlasne; znam kilka przypadkow, gdzie jeden z partnerow narzucil drugiemu wlasne podejscie do pieniedzy (w obie strony) i nigdy nie konczylo to sie dobrze;

      ps. nie wydawaj wszystkiego na jak najszybsza splate kredytu, chyba ze ma jakies oblednie wysokie oprocentwanie; jak cokolwiek sie stanie - lezycie; pozyczka komercyjna, ktora musielibyscie wtedy wziac w banku bedzie was o wiele wiecej kosztowac; wiem, ze swiadomosc kredytu do splaty nie jest mila, ale jakakolwiek wpadka i pozostanie bez srodkow moga sie okazac ejszcze gorsze;
      • Sama jesteś sobie winna, ja nie pytam męża czy ten ryż lub papryka dobre są do danego dania. Gotuje z tego co mam i nie stwarza się sztucznych problemów.Sama chodz na zakupy , bo chyba powierzenie ich mężowi żle wychodzi dla waszego domowego budzetu.Znajdz mężowi inne hobby niż zakupy, z których jesteś niezadowolona.Oszczędzanie też ma swoje granice , bo niestety pieniądze nie zawsze dają szczęście.
    • zgadzam sie z virgaa... , mamy rozne podejscie do pieniedzy,moj M pochodzi z domu gdzie sie nie oszczedzalo , zylo dniem dziesiejszym a w razie czego bralo sie pozyczke czy kredyt, a w moim domu , nie wydawalo sie pieniedzy na zbedne rzeczy , mocno ograniczajac przyjemnosci ale teraz efekt jest taki , ze tesciowie musza korzystac z pomocy dzieci , nie maja oszczednosci , a moi rodzice maja pokazna sume w banku , plus kupili dzieciom wszystkim mieszkania , i nie musza sie martwic jak przezyc z emerytury. Dopoki nie dotknal nas kryzys nie przeszkadzalo mi mocno jego podejscie do pieniedzy, bo sama nie nalezalam do oszczednych osob ( nadrabialam braki z dziecinstwa ), ale pozniej zaczelam czytac to forum , zapisywac wydatki, zobaczylam ile pieniedzy rozeszlo sie nie wiadmo gdzie , a oszczednosci znikome. M gotuje bo lubi, ale menu ustalamy wspolnie, razem jezdzimy na zakupy , robi sam pizze , makarony itp wiec tym bardziej nie rozumiem po co kupuje w sklepie pizze , jak sam robi lepsza. Poprostu chcialabym , zeby zrozumial , ze jak bysmy splacili ten kredyt to wtedy ta suma , ktora idzie na rate zostala by w kieszeni, moglby na te swoje przyjemnosci znowu wydawac
      • M zdaje sobie sprawe, z tego ze jest rozrzutny, dlatego ja zajmuje sie sprawami finansowymi, co nie zmienia faktu , ze zawsze jest cos do kupienia, i jest to niezbedne, a m posiada hobby i to niestety nie najtansze, takze to nie jest tak , ze ja mu wszystkiego zabraniam
        • Czyli Twoi rodzice całe życie nie sprawiali sobie przyjemności, harowali na mieszkania dla dzieci i na konto w banku - myślę, że to też nie jest własciwy wzorzec życia.
          Powinniscie spotkac się gdzieś posrodku - oszczedzanie na wszystkim tym, co człowiekowi sprawia przyjemność, aby mieć pieniądze w niczym bowiem nie jest lepsze od rozrzutności.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • no ja wlasnie majac przyklad rodzicow i tesciow , chcialabym to wyposrodkowac , i nie chodzi mi o oszczedzanie dla oszczedzania, poniewaz musimy niedlugo zmienic samochod , a takze przydaloby sie zmienic mieszkanie na wieksze , bo dzieci sa w 1 pokoju na razie a sa odmiennej plci, i jakas rezerwa tez by sie przydala , niech ktores z nas straci prace i co wtedy? takze to nie jest takie moje widziminie , ze teraz to oszczedzamy, bo taki mam kaprys
            • To trzeba poważnie z mężem porozmawiać i ustalić jakieś priorytety .
            • zawszexyz, pominelas sedno mojej wypowiedzi;

              wiec je powtorze: chodzi o kompromis, a nie o przekonanie jego, ze twoje podejscie jest lepsze;
              zmienisz cokolwiek tylko wtedy, jesli usiadziecie i pogadacie na zasadzie: ja troche nawalam (za bardzo skapie i stawiam przed nami nierealistyczne cele oszczednosciowe), ty tez troche nawalasz (wydajesz duzo za duzo i nam nie wystarcza i lada moment mozemy znalezc sie w tarapatach); i oboje troche odpuscicie;

              jest troche sprzecznosci w tym co piszesz, bo niby z jednej strony jak splacicie kredyt, to on bedzie mial na swoje przyjemnosci, a z drugiej - ze potrzebujecie na nowe auto i nowe mieszkanie - a na to nie nazbieracie szybko i to jest dosyc jasne i on o tym swietnie wie;
              rozumiem twoja chec jak najszybszego wyprowadzenia waszych finansow na prosta, ale jesli bedziesz pomijac proste psychologiczne zasady rzadzace zachowaniem czlowieka, to tylko sie umeczysz, a niewiele osiagniesz;

              bo jesli on bedzie widzial przed soba wylacznie liste: najpierw oszczedzanie na samochod, potem na mieszkanie, potrzebne przeciez dosc szybko, a zadnego "bonusu", to go nie zmotywuje;
              zupelnie inaczej sie oszczedza na cos, na co rzeczywiscie sie CHCE oszczedzac, a zupelnie inaczej na cos, na co sie MUSI; w pierwszym przypadku motywacja jest, drugim nie bardzo;
              podejrzewam, ze mieszkanie jest dla niego kategoria "MUSZE" (bo sama piszesz, ze to ze wzgledu na dzieci innej plci), chodzi o to, zeby mu dostarczyc ROWNIEZ pozytywnej motywacji; do tego czym odleglejsza w czasie ta pozytywna motywacja, tym lepsza nagroda musi czekac na koncu; prosta psychologiawink
              czyli: nie kupujesz w tym tygodniu coli i pizzy, za to jak masz ochote, jestes zmeczony po pracy, to mowisz, ja ci ja robie; i wtedy nie skapisz na anchois do pizzywink
              albo: mega zaciskamy pasa przez pol roku, zeby splacic cos tam, albo bierzemy dodatkowa prace i pracujemy wiecej, ale za to potem np. jedziemy do tajlandii, o czym zawsze marzylismy; i wtedy nie zalujesz mu na kurs nurkowania;
              oczywiscie to tylko przyklady, bo nie znam ani struktury waszych wydatkow ani marzen
              mam wrazenie, ze wyznaczasz odlegle cele i niezbyt jasne nagrody;
              to tak jakby powiedziec stazyscie - jak bedziesz przez pol roku zapie...lal w naszej firmie, to po pol roku moze cie przyjmiemy; albo zaproponowac grubasowi diete restrykcyjna w stosunku do jego dotychczasowego sposobu jedzenia i powiedziec - jak wytrzymasz pol roku to jest szansa na kilogram mniej; wiadomo ze nikt normalny sie na to nie zdecyduje;

              btw - ja pochodze z rodziny, gdzie wlasnie niektorzy oszczedzali mocno, nie pozwalajac sobie na zadne przyjemnosci, a inni zyli megarozrzutnie; stad od daaawna obserwuje, jak te 2 tendencje sie scieraja; i ty raczej jestes wlasnie z tej pierwszej frakcjiwink

              przyklady, ktore dajesz, to nie jest wyposrodkowanie - to jest oszczedzanie z koniecznosci - auto sie rozwala, dzieci innej plci, wiec trzeba lada moment je rozdzielic; a wyposrodkowanie to (docelowo) taka sytuacja, kiedy oszczedzacie, ale na wasze wspolne marzenia;
              na razie musicie doprowadzic finanse do jako takiego porzadku, ale nie da sie tego przeprowadzic rezygnujac z tych przyjemnosci i marzen;

              obie postawy nie sa moim zdaniem zbyt fajne, a w takiej parze na dluzsza mete prowadzi to do konfliktow i nieporozumien; nie zrozum mnie zle, nnie chce cie krytykowac, bo w sumie rozumiem b. dobrze twoja chcec zapewnienia stabilnosci rodzinie; wyjasniam ci to wszystko bo druga strone rozumiem rownie dobrzesmile

              • Cóż, ja wole drobne przyjemności niz większe mieszkanie. I dlatego nieszczęsne dzieci innej płci tloczyly się w prowizorycznie przedzielonym pokoju, za to mogły liczyć na kino, wypad z mamą na kawę, czy drobne prezenty bez okazji.
                Nie da się tak zyć - przyjemność raz w miesiacu, resztę się inwestuje. jestem ostatnią osoba, ktora by uwazała,z e dziecim się nic nie nalezy, ale litosci - rodzice też ludzie, też powinni sobie nie skąpić kazdego grosza na batonik.

                --
                Mops i kot

                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • verdana , rozumiem to , ale wlasnie chodzi o to , ze u nas tych drobnych przyjemnosci jest bardzo duzo, dlatego uwazam , ze nic by sie nie stalo , gdyby je troche ograniczyc, np M za kazdym razem jak jest w sklepie kupuje dzieciom jakies zabawki lub slodycze czyli srednio 4-5 razy w tygodniu, mimo , ze juz dawno temu ustalilismy , ze zabawki tylko na okazje typu: urodziny, swieta, dzien dziecka itp. i slodycze tez mialy byc ograniczane
                  • Czyli dzioeko ma dostać zabawke góra cztery razy w roku wg. Ciebie - i 5 razy w tygodniu wg. męza. Cóż, OBIE te opcje są nie do przyjęcia. dziecko nie moze absolutnie nie dostawać zadnych drobiazgów nigdy, z wyjątkiem świąt. Myśle, ze sama sobie kupujesz jednak cos częściej niz cztery razy w roku. Tym bardziej,z ę spora część zabawek nie nadaje się na prezent urodzinowy czy giazdkowy - mały pluszak, samochodzik itd. Albo je kupisz bezokazyjnie, albo dziecko nie bedzie miało praktycznie nic.
                    Równym idiotyzmem jest kupowanie pięć razy w tygodniu. Musicie się jednak spotkać gdzieś pośrodku, bo naleganie, aby ojciec nic nigdy dzieciom nie kupował jest absurdalna. I szkodliwa nie mniej, a moze nawet bardziej, niz nadmiar badziewia.
                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                    • verdana tu nie chodzi wlasnie o drobiazgi tylko zabawki typu : samochod zdalnie sterowany, czy tor wyscigowy itp , drobiazgi jak np resorak jak najbardziej nie mam nic przeciwko , wolalabym zeby to bylydrobiazgi wink
              • virgaaurea podoba mi sie jak piszesz, i masz duzo racji, chyba wlasnie tak to wyglada ,ze chcialam pokazac , ze moje podejscie jest lepsze. A co do splaty kredytu to ja teraz wplacam tak duzo jak sie da, takze gdybysmy go splacili to M mialby na przyjemnosci bo wtedy wystarczyloby , ze odkladalabym powiedzmy na ten samochod polowe tego co teraz idzie na kredyt i szybko uzbieralabym na niego ( nie planujemy auta nowego z salonu ) , mieszkanie tez jest w planach ale nie na juz i teraz, poprostu boli mnie ze te pieniadze, ktore moglabym odkladac jako rezerwe ida na kredyt i procenty, ktory notabene byl wziety nie z koniecznosci tylko na hobby mojego M. Poprostu w ciagu tych ostatnich 2 lat moje podejscie sie zmienilo, do zycia , pieniedzy, patrze teraz bardziej w przyszlosc, dzieci rosna i ich potrzeby tez, a M zostal tam gdzie byl. Jak mysle teraz o tym ile pieniedzy wydalismy wczesniej na przyjemnosci to zal mi siebie , jaka bylam bezmyslna, bo teraz nic z tego nie mamy. My rozmawiamy b duzo , ustalamy zasady jak np : co do tych zabawek czy tygodniowego menu ( tu akurat sukces) ale M zbyt czesto sie do nich nie stosuje

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.