Dodaj do ulubionych

Zakup samochodu na kredyt

02.02.12, 13:37
Mam do was takie pytanie: Co jest w sytuacji, którą opiszę, bardziej sensowne i bardziej oszczędne?
Jest samochód do wymiany, czas najwyższy. Na kupno nowszego rodzina chce przeznaczyć 40 tysięcy plus to, co będzie ze sprzedaży starego. Rodzina ma tyle oszczędności, ma nawet więcej. Ale czy wydawać aż tyle z oszczędności, czy wziąć połowę kredytu a połowę z oszczędności? Co byście zrobili? Rodzina chciałaby spłacać kredyt, ale nadal trochę odkładać, a ma jeszcze kredyt hipoteczny i sporo innych wydatków. Co będzie miało większy sens?
Edytor zaawansowany
  • ablims 02.02.12, 13:45
    Osobiście brałbym w kredycie 50/50 ( jeśli nie ma oprocentowania na ten kredyt).
    A także 3 lata kredytu za 0%. Też dobra oferta ponieważ płacisz tyle samo co byś zapłaciła w jednej chwili. Czyli rozbijasz sobie 40 tyś na 3 lata w kredycie.
    No ale są też wady tych 3 lat. Płaci się duże raty ( mimo że bez oprocentowania kredytu).



    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • zuzanna56 02.02.12, 13:49
    Tylko że mowa jest o używanym samochodzie. Tak się chyba nie da, nie wiem.
  • zooba 02.02.12, 14:33
    Ja miałam bardzo podobną sytuację - klasyczne oferty 50/50 dotyczą nowych samochodów ale rozumiem, że ty myślisz o wzięciu kredytu gotówkowego w banku na połowę ceny używanego samochodu, zgadza się?
    My kupiliśmy za gotówkę samochód używany, odsetki od oszczędności nienaruszonych w celu zakupu samochodu byłyby zniwelowane przez odsetki od rat kredytu, gra niewarta świeczki.
    Poza tym, mamy już kredyt hipoteczny i dla zasady nie biorę/bierzemy kredytów konsumpcyjnych. Gdyby mnie nie było stać na samochód za 40 tys. kupiłabym tańszy albo dozbierała, nie ma zmiłuj. To ja, posiadaczka lekkiej fobii zadłużeniowej.
  • zuzanna56 02.02.12, 14:40

    zooba napisała:

    Gdyby mnie nie było stać na samochód za 40 tys. kupiłabym tańszy
    > albo dozbierała, nie ma zmiłuj. To ja, posiadaczka lekkiej fobii zadłużeniowej


    No tak, ale rodzina ma tyle a nawet sporo więcej oszczędności, więc ją chyba stać. Tylko nie znaczy to że chce aż tyle naraz wydać.
  • zooba 02.02.12, 15:05
    Ja rozumiem, bo sama nie wydałabym wszystkich oszczędności na samochód. Bardziej miałam na myśli psychiczną gotowość wydania takiej kwoty. Moje decyzje zakupowe bardzo często wynikają z tej wewnętrznej gotowości wydania pewnej kwoty.
  • zuzanna56 02.02.12, 15:50
    zooba, to mam tak samowink
  • b-b1 02.02.12, 13:57
    To zależy od kilku czynników. Jeśli jesteś w stanie tak obrócić gotówką(oszczędnościami), aby zniwelować odsetki od kredytu i zarobić-to lepiej wziąć połowę oszczędności, a połowę na kredyt, ale jeśli nie-to wiadomo-spłacasz z odsetkami - więc lepiej za gotówkę. Warto się przyjrzeć ofercie -50/50-połowa dziś połowa za rok(choć wiadomo będą jakieś kruczki-typu wyższa prowizja).
    Kupując samochód za gotówkę i zostając bez (czy z mniejszymi)oszczędności-z jednej strony zostaje trochę strachu(bo jak coś się stanie i potrzebna będzie większa gotówka), z drugiej w razie pilnej potrzeby gotówkowej możesz go sprzedać. Kupując na krechę, a chcąc sprzedać-najpierw musisz spłacić.
    Tak samo z ubezpieczeniem. Przy kredycie-musi być AC, bez kredytu-wolna wola.
  • hela_mela 02.02.12, 14:17
    Gotówka, zdecydowanie nie kredyt - mowa tu o aucie używanym, przy nowym miałabym inne zdanie.
    Ważne jest pochodzenie auta czy jest od sprawdzonego sprzedawcy. Auta używane mają to do siebie, że potrafią się psuć - bardzo często, to obserwuję u znajomych, którzy kupili drozsze auta niż mowa w tym wątku.
    Jeśli praca/zarobki nie są pewne najlepiej za 30 tys kupic auto i zostawic 10tys oszczędności.
  • marianna1970 02.02.12, 14:29
    Kupić używany za 10tys a resztę kasy na lokatę, kupowanie nowego samochodu to wyrzucenie kasy w błoto lepiej na co innego przeznaczyć (przy dzisiejszych cenach benzyny)
  • zuzanna56 02.02.12, 14:38
    Stary jest warty trochę więcej, więc nie kupię używanego za 10 tysięcy, bo mam dwa takie starawe. Mieszkamy w takim miejscu, że dojazd samochodem jest najwygodniejszy. Autobusem to ewentualnie czasami.
  • zuzanna56 02.02.12, 14:51

    marianna1970 napisała:

    > a resztę kasy na lokatę

    Marianna, trochę masz racji, paliwo drogie, samochody też, za 5 lat ten samochód nie będzie za dużo wart, wiem. No ale na tej lokacie już trochę jest. Czy człowiek nie może mieć jakiejś przyjemności z życia pod tytułem dojazd samochodem zamiast dwoma autobusami i marznięciem. Mówię, o kimś, kto ma już oszczędności, ma stałą pracę, stać go i nie chce oszczędzać 5 tysięcy miesięcznie zamiast oszczędzać 2 tysiące a te 3 tysiące przeznaczyć na pewne udogodnienia (powiedzmy że taka proporcja mniej więcej)
  • zuzanna56 02.02.12, 14:44

    hela_mela napisał:

    Auta używane m
    > ają to do siebie, że potrafią się psuć - bardzo często, to obserwuję u znajomyc
    > h, którzy kupili drozsze auta niż mowa w tym wątku.

    Wiem, że może się psuć, niestety.
    Tu nie jest napisane ile rodzina chce dołożyć do tych 40 tysięcy i za ile to ma być samochódwink

    > Jeśli praca/zarobki nie są pewne najlepiej za 30 tys kupic auto i zostawic 10ty
    > s oszczędności.

    Raczej są pewne, no ale wiadomo, jak to jest w życiu...
    Oszczędności jest dużo więcej.
  • zuzanna56 02.02.12, 14:45
    Aha, za jakiś czas będzie do wymiany drugi samochód, też jest starawy.
  • hela_mela 03.02.12, 09:53
    Czyli sprawa jak dla mnie jasna. Kupcie jak najnowszy z jakąś poduszką na naprawy. Jeden ze starszych po prostu sprzedajcie. Warto wymienić samochód teraz jeśli dwa są starszej daty, bo prędzej czy później zaczną się sypać. Polecam skodę lub VW.
  • joanna_poz 02.02.12, 14:49
    my mamy zasadę, że wystarczy nam sam kredyt hipoteczny.
    dlatego samochody mamy kupione za gotówkę.
  • zuzanna56 02.02.12, 14:53
    No własnie, może kupić za gotówkę, ale potem starać się aby co miesiąc więcej odkładać?
  • czarne-jagody 02.02.12, 15:03
    Zdecydowanie kupiłabym tańszy samochód do 30 tyś, nadwyżke przyznaczyłabym na lokatę bądź na zakup taniej działki budowlanej, przynajmniej my tak robimy. Oczywiście to moje zdanie ale skoro pytasz to takie rozwiązanie jest dla mnie zdecydowanie lepsze.
  • marzeka1 02.02.12, 15:08
    Do 40 tyś. da się kupić dobry i fajny samochód używany- warto tylko wybrać się z mechanikiem, któremu zapłaci się za obejrzenie auta (zawsze tak robimy).Nie brałabym w ogóle kredytu, mając do dyspozycji 40 tyś. + kasa za sprzedany stary samochód. Nie także z tego powodu, że drogie samochody błyskawicznie tracą wartość, dla mnie samochód jest do jeżdżenia, a nie jako lokata wielkiej kasy.
  • woman-in-the-city 02.02.12, 15:30
    Myślę podobnie. Do 30-40 tys bez problemu kupisz solidnego vana lub suv-a jak dobrze poszukasz. Ja preferuję niemieckie i japońskie auta, one tak na wartości nie tracą, oczywiśie nie kazdy model etc. Sszukałabym z oszczednym i bezawaryjnym silnikiem, takie auto bez problemu potem sprzedasz.
  • marzeka1 02.02.12, 15:39
    Kolega z pracy kupił niezłego golfa5 za 36 tyś.- auto niedrogie w eksploatacji, mało awaryjne; i co ważne: części do auta nie są rujnujące dla kieszeni. Też jesteśmy przed wymianą auta na wiosnę, mąż sporo czyta na ten temat i jest to dla niego ważne, aby potem nie zrujnować się na części (np. francuskie samochody mają koszmarnie drogi serwis i części).
  • woman-in-the-city 02.02.12, 16:00
    My srednio co dwa lata zmieniamy auto z uwagi na ilosć km, jaką roznie robi mąż. Obecnie mamy niemieckiego vana z najbardziej ekonomicznym i najlepszym w tej klasie aut silnikiem. Auto ma wystarczajacego kopa, jest pakowne, bezawaryjne i mało pali nawet w zimie. W esploatacji też jest ok. Przed kupnem auta trzeba poczytać na temat konkretnego modelu najlepiej na stronach , gdzie są podane konkrety i opinie wielu uzytkownków, a nie producenta, który zawsze poda mniej niz auto faktycznie spala etc. U mnie za samohodowego eksperta służy mój brat (skończył specjalizację, jesli chodzi o motoryzację i ma spore doswiadzenie ). Nigdy się nie pomylił w przypadku naszego zakupu, a jest to juz nasze 7 auto. Sama diagnostyka u nawet najlepszego mechanika czasem nie wystarczy, trzeba jesczze kogos mieć, kto się na autach autentycznie zna. Nowe auto też niczego nie gwarantuje, a nie wszystko jest objete gwarancją . Trudno tez ocenić , gdy auto jest świeze co będzie lub co moze być w nim awaryjne i jak bedzie kształtowała się jego wartość z czasem.
  • troll_only 02.02.12, 15:41
    zuzanko a jakie korzysci miałby ci przyniesc kredyt ? Jezeli taki na 0% to i owszem czy nawet 50/50 to tak (zmobilizował by rodzinę/dzieci do wiekszej dyscypliny finansowej (np nie kupimy w tym roku wypasionej kurtki bo mamy duze raty za samochod) ale jezeli zwykły konsumpcyjny to ja nie widze zadnego sensu smile

    nie stresujcie kobiety - 40 tys za samochod to nie jest az tak duzo, w szczególnosci jezeli ma na to oszczednosci smile - sporo moich znajomych ma samochody za 100 - 200 tys i to uwazam juz za lans smile
  • zuzanna56 02.02.12, 15:58
    troll_only napisała:

    > zuzanko a jakie korzysci miałby ci przyniesc kredyt ?

    No tyle że nie wydam oszczędności a będą one na lokacie.

    Słuchajcie, dla mnie samochód ma być do jeżdżenia po prostu, mnie jest wszystko jedno jaki, byle sie nie psuł. To ma być samochód męża i taki rodzinny. Mój jako tako jeździ, ale za jakiś czas też chcę go wymienić.
  • troll_only 02.02.12, 16:16
    no ale koszty kredytu raczej przewyzszą zyski z lokaty (no chyba zeby nie) smile
  • zuzanna56 02.02.12, 16:21
    Tego własnie nie wiem...
  • giaros 03.11.12, 18:54
    zuzanna56 napisała:

    > Tego własnie nie wiem...

    Przede wszystkim tego się dowiedz. Jeżeli Twoja lokata jest wyżej oprocentowana niż kredyt, to możesz rozważyć kredyt, ale popatrz na te wszystkie oplaty obok. Ja należę do osób antykredytowych.
    Zawsze (prawie) lepiej poczekać, odłożyć tę brakującą część i kupić za gotówkę - taniej wychodzi. No chyba, że jest mus i nie ma innego wyjścia, a żyć się bez tej konkretnej rzeczy na kredyt nie da. Ale tu chyba nie o taką sytuację chodzi.
  • zuzanna56 02.02.12, 16:00
    troll_only napisała:

    sporo moich znajomych ma samochody za
    > 100 - 200 tys i to uwazam juz za lans smile

    moich teżsmile
  • zuzanna56 02.02.12, 15:55
    czarne-jagody napisała:

    > nadwyżke przyznaczyłabym na l
    > okatę bądź na zakup taniej działki budowlanej, przynajmniej my tak robimy.

    U mnie nie ma tanich działek, działka, tu gdzie mieszkam to koszt 250 tysięcy a mieszkam w zasadzie na wsi. Ale to rozsądne, co piszesz, ja akurat jestem w troche innej sytuacji, bo spłacam kredyt na część domu, ale to co piszesz jest sensowne i rozsądnesmile
  • czarne-jagody 02.02.12, 17:18
    Rozważ zakup działki w dalszej okolicy, u mnie to już chyba już nałóg. Wyzbywam się oszczędności jeżeli trafi sie jakaś okazja. U nas na południu Polski ceny są inne, w ciągu 6 lat nabyliśmy 3 działki, myślimy o kolejnej.
  • zuzanna56 02.02.12, 17:22
    Przyznam, że nieraz o tym myślałamsmile
    To by musiało być pewnie 100 km od mojego miejsca zamieszkania.
    Działkę budowlaną za 20 tysięcy chętnie bym kupiła ale musiałoby to być sensowne miejsce. Pomysł jestsmile
  • mlodyniedowziecia 02.02.12, 20:41
    Lepiej kupić za gotówkę, zwłaszcza jak oszczędności nie są na styk tzn. nawet spora naprawa auta używanego nie będzie skutkowała sprzedażą nerkiwink
    Kredyty generalnie są drogie, a mnie osobiście wkurza coś za co trzeba płacić co miesiąc i nie ma zmiłuj.
    Sam miałem wyrzuty sumienia kupując trzyletnie używane volvo za sporą sumę (chociaż 1/3 ceny nowego) i wypuszczając większą część oszczędności.
    Teraz wiem, że warto czasem zaszaleć zwłaszcza jak się sporo jezdzi. Przed zakupem rozważałem tak jak Ty zakup w kredycie lub leasingu (mam firmę) i okazało się, że lepiej i taniej wyjdzie za gotówkę.
    Kredyt samochodowy na auto używane to często 5% prowizji na starcie. Potem 11-15% co roku, czyli co najmniej 2 razy tyle co na lokacie. Dodatkowe opłaty i wychodzi znacznie drożej.
    Na aucie siedzi bank i w zasadzie nie można go sprzedać (np. jak się znudzi lub zacznie psuć) do końca kredytu bo albo bank nie pozwala, albo ludzie wolą nie ryzykować mając do wyboru samochody nie obciążone.
    Leasing to jeszcze większy problem. Opłaty nie mniejsze a nie można go zerwać przed czasem (jak się ma pieniądze i chce spłacić wcześniej lub z innego powodu trzeba się pozbyć auta).
    Dlatego moja rada. Kupuj za gotówkę i ciesz sie nabytkiem.
  • konwalia-82 03.02.12, 08:01
    kupiłabym z oszczędności przeznaczając na nie max 60% oszczędności + część kasy ze sprzedaży starego, druga częśc na ubezpieczenie i konieczne wymiany po zakupie
    i zamiasr spłacać kredyt odkładałabym osobno kwotę hipotetycznej raty na wymianę drugiego auta, by oszczędzić sobie dylematów przy kolejnej wymianie
    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-53262.png
  • zuzanna56 06.02.12, 08:11
    Dobra radasmile

    Przeliczyłam koszt kredytu, nawet 20 tysięcy, sporo trzeba oddać bankowi...więc chyba jednak gotówka, a potem sprężenie się, aby jak najwięcej miesięcznie zaoszczędzić.
  • el-an 06.02.12, 20:53
    Do zwolenników samochodów używanych – miesiąc temu sprzedałam 7 letniego Golfa kombi, bezwypadkowego, 150 tys. na liczniku, czyli normalny, używany samochód. Z komisu kupił go facet, który zadzwonił z pytaniem o samochód. Okazało się, ze właściciel komisu przekręcił licznik na 30 tys. km i jak zwykle wcisnął bajeczkę, że jeździł nim ksiądz – staruszek.
  • z17 07.02.12, 00:11
    Sporo odpowiedzi jest nie na temat.

    Przy warunkach brzegowych podanych przez autorkę (kwota ze sprzedaży starego auta + 40.000 zł na dołożenie) ja bym zrobił tak:

    Wariant 1)

    Jeśli odkładanie pieniędzy nie stanowi dla mnie psychologicznie problemu, to wziąłbym te 40.000 zł z oszczędności i odkładał dalej, po to by po jakimś czasie nadrobić to, co sobie wziąłem z kupki na samochód. Tak jest teoretycznie najprościej i najtaniej.

    Wariant 2)

    Jeśli jednak odkładanie pieniędzy jest dla mnie męką i walką z samym sobą oraz OBAWIAM SIĘ, że jak teraz wezmę sobie z kupki 40.000 złotych, to już ich prędko znowu nie odłożę, no to... wziąłbym kredyt na tę kwotę.

    Oczywiście nie żaden kredyt samochodowy, bo to kompletna bzdura (wysokie oprocentowanie i prawa na aucie dla banku), tylko zwykły kredyt konsumpcyjny na dowolny cel. Autorka nie należy do najbiedniejszych, więc spokojnie może sobie ponegocjować z macierzystym bankiem dogodne warunki takiego kredytu. Ja już drugi raz wziąłem dokładnie taką kwotę na 9,90% na 2 lata.

  • z17 07.02.12, 00:37
    Jeszcze się wypowiem w kwestii samochód nowy versus samochód używany.

    Wyjeżdżając za bramę salonu nasz nowy samochód traci nawet do 15% wartości! Zwykle co najmniej 8% wartości na samym wejściu.

    Spadek ceny największy jest przez pierwsze 2 lata, potem idzie to wolniej.

    Kupiłem swego czasu NOWY samochód w salonie za 80 tys. zł (co prawda na firmę i wtedy jeszcze z pełnym odliczeniem vat-u), po 5 latach sprzedałem go za niecałe 28 tys. zł. Następnie kupiłem ten sam model po liftingu, dwuletni, za 50.000 zł i po 3 latach sprzedałem również za 28 tys. zł.

    Policzmy koszty użytkowania (utratę wartości auta) w stosunku rocznym.

    W pierwszym przypadku auto traciło na wartości 10 400 zł rocznie, w drugim niecałe 7 400 zł , czyli równo JEDNĄ TRZECIĄ mniej.

    W przypadku zakupu tanich aut typu Fiat Panda czy Toyota Yaris zgodzę się, że można brać je z salonu, bo nie operujemy jakimiś wielkimi sumami. Te różnice nie są mocno znaczące, choć z drugiej strony tanie marki typu daewoo czy fiat jeszcze szybciej tracą na wartości. Przy zakupie auta za 100.000 złotych ja jednak celowałbym już w auto lekko używane, a nie nowe. Z troski o moją kieszeń, po prostu. Po co wyrzucać pieniądze w blachę?

    Zakupy aut luksusowych za kilkaset tysięcy w wersji salonowej to już rozrywka dla utracjuszy, bądź ludzi którzy wszystko biorą na firmę i chytrze kreują koszty ("bankowozy" itp.). Takie limuzyny tracą na wartości po kilkadziesiąt tysięcy rocznie, z reguły po paru latach można je już nabyć w okolicy 100.000 złotych.
  • ablims 07.02.12, 09:13
    Warto jest kupować samochód nowy pod warunkiem że cena jest rozsądna, czyli ok 40 tyś. Wiadomym jest że wyjeżdzając za brame nie sprzedaje się samochodu tylko jest zamiar jeździć min. 5 lat.
    Kupowanie aut drogich - wartych ok. 100 tyś - jako nowych to głupota, no chyba że ktoś ma kase i nie interesuje go spadek wartości auta.

    Autorce wątku polecam auto nowe do 40 tyś. Z przedłużeniem gwarancji na 5 lat.

    Teraz np. jest skoda fabia za 36 tyś z klimatyzacja i radiem oraz innymi pakietami.
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • joanna_poz 07.02.12, 09:44
    > Teraz np. jest skoda fabia za 36 tyś z klimatyzacja i radiem oraz innymi pakiet
    > ami.

    jak również za 36 tys. mozna kupic 2-3 latka z dużo lepszym wyposażeniem marki bardziej wiarygodnej niż skodasmile

    tak na marginesie: są jeszcze dziś sprzedawane auta nowe bez radia?
  • ablims 07.02.12, 12:05
    joanna_poz napisała:
    > jak również za 36 tys. mozna kupic 2-3 latka z dużo lepszym wyposażeniem marki bardziej wiarygodnej niż skodasmile

    A widziałaś te 2-3 latki w jakim stanie są? W 95% są to samochody firmowe lub zajechane. A 5% na cały rynek polski to jak szukanie igły w stogu sianasmile
    Prawie rok temu chodziłem za samochodem także wiem jak rynek mniej więcej wygląda.
    Oczywiście są bardziej wygodne auta, ja tylko pokazuje 1 z przykładów.

    Są samochody sprzedawane bez radia smile


    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • z17 07.02.12, 14:43
    ablims napisał:

    > Są samochody sprzedawane bez radia smile

    Owszem. Z tym że radio można sobie zawsze samemu wstawić.
    BTW najgorsze draństwo koncernów samochodowych to wymuszone przepłacanie za tzw. dodatki - w niektórych markach albo zamówi się je w salonie (słono przepłacając), albo sqrwysyny robią tak, że NIE SA SIĘ ich zamontować. Kodowanie fabryczne przypisane do auta dotyczy np. czujnika deszczu, składających się lusterek... odmawiają także zamontowania systemu ułatwiającego parkowanie itp. Wiele akcesoriów samochodowych można kupić używanych za grosze, koncerny za wszelką cenę chcą zachować swoje wyśrubowane marże (mały przykład - nawigacja firmowa zamawiana w salonie do mojej marki koszt 13.000 zł, taką samą można sobie kupić w necie i -na szczęście- zamontować za niecałe 4000 zł).
  • joanna_poz 07.02.12, 15:27
    > A widziałaś te 2-3 latki w jakim stanie są? W 95% są to samochody firmowe lub z
    > ajechane. A 5% na cały rynek polski to jak szukanie igły w stogu sianasmile

    okazje, jak sama nazwa wskazuje, nie zdarzają się często, ale się zdarzająsmile
    trzeba ich szukać.

    ja kupiłam takiego 2-latka, jeżdzę nim już 3 lata.
    nie był firmowy, ani zajechany.
  • zuzanna56 17.05.13, 10:31
    Jak już ktoś wyciągnął mój wątek, to napiszę, że całkiem niedawno kupiłam samochód ale inny wink Mały, miejski, 3 letni i super zadbany, pani jeździła nim do galerii handlowej na kawę, ma nieduży przebieg.Staram się bardzo o niego dbać. Kupiony ostatecznie za gotówkę.
  • mama_dorota 17.05.13, 10:36
    Ile zapłaciłaś? My kupujemy samochody stare (10 lat), ale z małym przebiegiem, zamawiamy u specjalizującego się w tym znajomego, który jeździ po nie do Niemiec, Belgii lub Holandii. Nie zdarzyło nam się wydać na późniejsze naprawy tyle samo, ile zapłaciliśmy za zakup, a najdroższy kosztował 20 tys.
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • zuzanna56 22.05.13, 09:39
    Cena była taka jak normalnie bym kupiła ten rocznik i ta markę. Tyle że malutki przebieg i bardzo zadbany. Nie mam niestety nikogo kto by mi sprowadził sensowny samochód taniej i byłabym 100 % pewna że jest ok. Ale jestem naprawde zadowolona smile
  • zuzanna56 22.05.13, 09:44
    Nie znałam sprzedawcy osobiście ale okazało się, że ktoś znajomy znał ich sąsiadów wink no i wiem, jak pani dbała o samochód, był to drugi samochód w rodzinie dla pani niepracującej. Ja znowu robię codziennie blisko 40 km, no 5-6 dni w tygodniu więc dobrze że na razie przebieg był mały. Przed nami jeszcze zakup drugiego samochodu, bo tamten jest stary ale to za jakis czas, bo na razie poszło bardzo dużo oszczędności przez rózne wydatki, nie tylko ten samochód.
  • an.16 21.05.13, 10:17
    Nigdy bym nie kupiła używanego samochodu za taka kwotę.
  • zuzanna56 22.05.13, 09:46
    A za jaką byś kupiła?
  • an.16 22.05.13, 14:50
    Dla mnie kupno samochodu to niestety pieniądze wyrzucone w błoto. Nie czerpię przyjemności, satysfakcji czy czegoś tam jeszcze z jazdy drogim samochodem. Potrzebny jest mi do przemieszczania sie po mieście, robiena zakupów, wyjazdów najdalej w góry czy nad morze i to niezbyt często. Wszędzie dalej latam samolotem. Mój samochód musi być niezawodny i tani w eksploatacji.Dlatego kupuję nowe ale na pewno nie z wyższej pólki. Gdybym sobie nie mogła pozwolić to musiałabym kupić używany. Nie wiem za jaka kwotę ale pewno 15-30. 000. Nie kupiłabym samochodu uzywanego w cenie nowego nawet gdyby miał pozłacane klamki. Ale to ja. Osoba, dla której samochód jest strata finansową i niczym innym.
  • zuzanna56 22.05.13, 17:35
    W sumie to się z tobą zgadzam smile w prawie wszystkim, co napisałaś. Samochód ma mi służyć do dojazdów do pracy, do wożenia zakupów. Ma się nie psuć. Ma mało palić. Żal mi było strasznie kasy wink ale w końcu kupiłam mały 3 letni używany samochód ( w temacie wątku pisałam o drugim, samochodzie męża, nadal nie kupiony, jeździ starym) za cenę za jaką nie kupię nowego samochodu. Suma o której pisałam, dotyczyła dużego samochodu, którym można by pojechać gdzieś na wakacje w Polskę, ten kupiony jest dla mnie, do dojazdów do pracy. O wiele mniej wydałam. Dalej też latam samolotem smile
  • mama_dorota 23.05.13, 10:24
    To nie w temacie wątku, ale w poruszonym w powyższym poście. Ja bardzo chciałam kupić sobie mały samochód, bo w mieście łatwiej parkować, ale mąż uparł się, żebym jeździła dużym, bo bezpieczniejszy. Przekonałam się, że miał rację w listopadzie, gdy ktoś wylądował na moim haku. Gdybym jeździła mniejszym, to zbliżyłby się bardziej... Jeżdżę toyotą avensis. Podobno Amerykanie pierwszy samochód dla świeżo upieczonego nastoletniego kierowcy wybierają tak, aby miał wielki przód wink.
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • zuzanna56 24.05.13, 07:58
    Tak, wiem o tym. Jest w tym oczywiście racja. Mam prawo jazdy od 20 lat, kiedyś jeździłam 2-3 razy w tygodniu, od prawie 6 lat codziennie. Gdy mieliśmy tylko jeden samochód, to był to duży rodzinny samochód, jeździłam takimi wiele lat. Gdy był potrzebny samochód do dojazdów dla mnie, to była myśl o cenie, o tym ile pali, o parkowaniu mniej może. O tym, aby był to samochód w miarę nowy. Najbardziej chodziło o ekonomię, bo robię dzień w dzień blisko 40 km.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.