Dodaj do ulubionych

Antykonsumpcjonizm - świadoma wstrzemięźliwość

19.03.12, 12:44
Znalezione w sieci. Spodobało mi się więc daje Wam to przeczytania i skomentowania

W Wielkiej Brytanii jedna czwarta społeczeństwa zdecydowała się na krótsze godziny pracy, a zatem niższe zarobki ( średnio o 40%), by odzyskać kontrolę nad czasem.

W systemie kapitalistycznym ciągle się nam wmawia, że powinniśmy coraz więcej kupować, aby być szęśliwymi. To wymusza coraz dłuższe godziny pracy. Konsumpcja staje się jedynym i ostatecznym celem ludzkiej egzystencji.

Gospodarka wypuszcza coraz to nowe produkty, studenci marketingu wiedza ile w nich pozornych nowości, odświeżenia marki, repozycjonowania. Ze jeden lek nie rozni sie od drugiego, podobnie jak krem czy proszek za to zdecydowanie roznia sie cena i nakladami na reklame.

Kupowanie nie rozwiązuje problemów przyczynia się raczej do ich powstawania.

Nigdy nie byłam osoba radykalną, nie zrezygnowałabym z używania podpasek w celu ochrony przyrody na przykład. Skrajne organizacje ekologiczne, antyglobalizacyjne i podobne budzą we mnie w obawę swoją agresją. Wydaje mi się, że ideologie radykalne zaczynają żyć własnym życiem i zmieniają się w wojnę z każdym kto nie jest gotów rzucić wszystkiego i poddać się propagowanemu stylowi życia.

Ograniczenie konsumpcjonizmu do mnie przemawia. Kupowanie tylko tego czego się potrzebuje, robienie domowych przetworów, dbanie o używanie energooszczędnych żrówek, zakręcanie wody. Jeśli można korzystanie z roweru czy własnych nóg aby nie korzystać z transportu emitującego CO2. Kupowanie rzeczy używanych jeśli są w dobrym stanie itd.

Antykonsumpcjonizm nie zwraca się przeciw konsumpcji w ogóle, tylko jej nadmiernej, nieracjonalnej formie. Czy kupujesz coś czego potrzebujesz czy coś do czego nakłoniła cię reklama. Coś czego potrebujesz, czy coś co zapełni miejsce w szafie i nigdy już tego nie założysz.

Tak na marginesie, spędźcie jeden dzień na świadomym odnotowywanu reklamy. Na papierze/bilbordach/w radiu/telewizji itd wszelkich przejawów. Zanotujcie na kartce albo w pamięci ile razy się z nią spotkaliście, to naprawdę otwiera oczy na nowy punkt widzenia reklamy.

Uwaga Serge'a Mongeau "Potrzeba co najmniej czterech planet, by sześć miliardów ludzi mogło żyć według obecnych standardów zachodnich" Oznacza to, że nie ma szans aby wszyscy udzie na Ziemi mogli żyć tak jak my żyjemy w Europie Zachodniej i USA. USA to 6% ludzkosci, konsumpcja blisko 1/3 zasobów Ziemi i produkcja ponad połowy ludzkich odpadów.


Odnaleźć czas to odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Sowolnić i odkryć siebie, swój talent, wymarzoną pracę. Kiedy żyjemy w pośpiechu pozwalamy by rządziły nami okoliczności.


"Pożyczaj, wymieniaj, kupuj używane" - to jedno z haseł miłośników ruchu
Compact, który został stworzony przez grupę przyjaciółek, sfrustrowanych
zakupową przedświąteczną gorączką. Od tamtej pory porzuciły nawyk nabywania
dóbr - wymieniają się wszystkim, co możliwe, sprzęty domowe znajdują w
internecie (darmowy "handel wymienny" odbywa się dzięki
www.freecycle.org.uk), ubrania kupują w second-handach, a w prezencie
urodzinowym dają placek lub konfitury własnej roboty. Zielone organizacje
szacują, że dziś na całym globie w ten sposób żyje 8 tys. osób.



Buty, ubrania, jedzenie, dekoracja wnętrz, sprzęt elektroniczny… co lubisz najbardziej kupować? Każda z nas ma swoją słabostkę, a efektem są kryzysy (te małe, w rodzinnych budżetach i te większe, globalne) i zaśmiecona planeta. To dwa najlepsze powody, dla których warto zapanować nad konsumpcjonizmem.

Alternatywa Slow Movement
Ruch powolnego życia wypracował metody na zmianę naszej codzienności w każdej dziedzinie: modzie, designie, podróżach… Odpowiedź zawsze jest ta sama: mniej, ale lepiej. Kupować mniej, ale lepszej jakości, tak, by starczyło na dłużej.

Kupować ubrania z materiałów ekologicznych (modne!) i trwalszych. Podróżować nie tylko na koniec świata, ale także w najbliższą okolicę i tam kupować lokalne produkty. Nauczyć się żyć w rytmie naszej planety. „Podstawą ruchu ekologicznego jest stwierdzenie, że zbyt szybko konsumujemy. „Slow” oznacza, że poświęcimy czas na zastanowienie się nad swoim postępowaniem: jak tworzymy rzeczy, jak je konsumujemy i jaki jest efekt tego wszystkiego, co robimy” mówi Carl Honoré.

Jak to zrobić?
W tym przypadku odpowiedź jest przewrotna: szybko! Zmienić się już teraz. Spróbować. Zwolnić, żeby odzyskać utracony czas i przyjemność…


Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?




--
Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
Edytor zaawansowany
  • 19.03.12, 13:14
    Cały czas stosuje to zasadę i dobrze z tym żyje
  • 19.03.12, 13:29
    W jakimś stopniu na pewno stosuję, ale nie zawsze. Widzę duzo sensu, ale też myślę, aby nie popadać w skrajności.

    Ablims i Marianna, a możecie napisać tak konkretnie?
  • 19.03.12, 13:31
    Pracować mniej aby mieć mniej - nie. Ale może ja aż tyle nie pracuję, co Brytyjczycy, nie wracam do domu o 20.00 (no, raz na miesiąc może, to tak)
  • 19.03.12, 13:33
    ja od jakichs 5-6 lat. Tez sie mam z tym dobrze.
    przelomem w mysleniu bylo dla mnie przeczytanie ksiaqzki "sztuka prostoty" a pozniej bliski kontakt ze spolecznoscia afrykanska, dzieki ktoremu zrozumialam ze idealy tej ksiazki mozna spokojnie wcielic w zycie.
    Nie bylo latwo, bo skazenie czasami w ktorych trzeba bylo wszystko kupowac na zapas, bo nie wiadomo kiedy znow bedzie dostepne zrobilo swoje,ale generalnie nauczylam sie nie obrastac w rzeczy, wymieniac, kupowac uzywane itp.
  • 19.03.12, 15:26
    Ominelam ten wate bo przeczytalam ''Antykoncepcjonizm- swiadoma wstrzemiezliwoc'' hi, hi. Dla mnie "Sztuka prostoty" tez byla ksiazka, ktora zmienila podejscie do wielu rzeczy. Z natury jestem raczej minimalistka, chociaz mialam maly romans z nadmierna konsumpcja po przeprowadzce do USA. ''Obroslam'' nadmierna iloscia rzeczy, a ciezko bylo sie tego pozbyc. Bylo poczuciw winy, ze to marnotrastwo, emocjonalne przywiazanie do przedmiotow i slawne "a moze sie kiedys przyda" "Sztuka prostoty" dala mi pewnego rodzaju przyzwolenie, na pozbycie sie zbednego balastu. Musze przyznac,ze po gruntownym remanencie posiadanych przedmiotow i pozbyciu sie sporej czesci, poczulam sie jakby spadl ze mnie wielki ciezar. Teraz jestem na etapie, ze kupuje rzeczy tylko jak mi cos jest naprawde potrzebne. Nie mam nadmiaru, nie traktuje zakupow jako hobby, ani sposobu na spedzanie wolnego czasu. Stawiam na jakosc, nawet jesli to znaczy kupowanie uzywanych rzeczy. Przy zakupach nie kieruje sie cena, ani marka. Zwracam uwagena jakosc, estetyke i komfort uzytkowania. ''Buy the very best , then buy nothing else".
    Ostatni zainspirowala mnie historia rodziny z kaliforni, ktora praktycznie nic nie marnuje
    www.youtube.com/watch?v=qXTS5UVtb5s
    a to jest blog tej kobiety zerowastehome.blogspot.com/
  • 19.03.12, 13:31
    Sądzę, ze w Polsce mówienie o antykonsumpcjonizmie jest nieco śmieszne. Na Zachodzie ktroś może pracować mniej i zrezygnować z wakacji na Bali, nowego samochodu czy stanika od Diora. W Polsce ludzie gros ludzi rezygnując z części pracy nie miałby gdzie mieszkać lub nie miałby porządnych obiadów, butów, dentysty...

    Polacy są ba dorobku i nie ma się co porównywać do społeczeństw z bogatych krajów, bo to na co Polacy rzucili się ostatnimi laty, oni już mają od dawna. Ale fajnie siąść przed laptopem, w wygodnym domu, przy pełnej lodówie, wypłata regularnie wpływa na konto to i o antykonsumpcjonizmie można sobie pogadać wink

    Oczywiście z niekupowaniem zbędnych rzeczy się zgadzam, ja liznęłam nieco reklamy i PRu, wiem z czym to się je i uwielbiam sobie reklamy analizowaćwink Ale nie sądzę, zeby w Polsce potrzebna była taka akcja na większą skalę, właśnie z powodu biedy.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • 19.03.12, 13:35

    marajka napisała:

    > W Polsce ludzie gros ludzi rezygnując z części pracy n
    > ie miałby gdzie mieszkać lub nie miałby porządnych obiadów, butów, dentysty...

    Dokładnie.
  • 19.03.12, 13:43
    > Sądzę, ze w Polsce mówienie o antykonsumpcjonizmie jest nieco śmieszne. Na Zach
    > odzie ktroś może pracować mniej i zrezygnować z wakacji na Bali, nowego samocho
    > du czy stanika od Diora. W Polsce ludzie gros ludzi rezygnując z części pracy n
    > ie miałby gdzie mieszkać lub nie miałby porządnych obiadów, butów, dentysty...
    >
    > Polacy są ba dorobku i nie ma się co porównywać do społeczeństw z bogatych kraj
    > ów, bo to na co Polacy rzucili się ostatnimi laty, oni już mają od dawna. Ale f
    > ajnie siąść przed laptopem, w wygodnym domu, przy pełnej lodówie, wypłata regul
    > arnie wpływa na konto to i o antykonsumpcjonizmie można sobie pogadać wink


    podpiszę się pod każdym słowem marajki.

    w Polscew osoba zarabiająca płacę minimalną albo nawet średnią krajowa pewnie uśmiałaby się (ale to raczej smiech przez łzy) jakby ktoś jej zaproponował większą ilośc czasu wolnego i 40% mniejszy dochód.
  • 19.03.12, 13:45
    zgadzam się
  • 19.03.12, 14:06
    Swiete slowa - niech sobie glosza takie hasla ci, ktorzy etap konsumpcjonizmu rozpasanego maja juz za sobą - my mozemy tylko o nim pomarzyc.
  • 19.03.12, 14:25
    Polacy są ba dorobku i nie ma się co porównywać do społeczeństw z bogatych kraj
    > ów, bo to na co Polacy rzucili się ostatnimi laty, oni już mają od dawna.
    Zgadzam sie. Konsumpcja i nadmiar to w Polsce stasunkowa nowosc .Spora czesc spoleczenstwa ciagle pamieta czasy kiedy polki w sklepach swiecil pustkami i po wszystko trzeba bylo stac w kolejkach. Oraniczenie konsumcji slabo do nas jeszcze przemawia, bo jeszcze nie tak dawno minimalizm mielismy narzucony.Na razie jestesmy na etapie zauroczenia pelnymi pulkam, supermarketami itd. Na zachodzie za to, jest juz przesyt konsumpcja i ludzie szukaja innej drogi do szczescia. Polacy tez kiedys dojda do podobnych wnioskow, bo nadmierma konsumpcja to slepy zaulek cywilizacji. Nasza planet nie ma nieograniczonych zasobow.
  • 03.04.12, 21:52
    A ty w Polsce mieszkasz?
    Bo nie o uginających półkach piszą osoby wyżej.
    Gdybym zrezygnowała z pełnego etatu to by mi nie starczyło na bieżące opłaty (w tym kredyt żebym miała gdzie mieszkać, bo u nas socjal nie jest na wysokim poziomie i nie ma co liczyć na mieszkanie).
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/43kt15nm7nomzb4e.png
  • 19.03.12, 21:17
    Jak analizujesz reklamy?
  • 19.03.12, 14:53
    A ja myślę, że to też trzeba rozgraniczyć, biorąc pod uwagę różne regiony i miasta w Polsce.
    Bo przecież życie w dużych miastach toczy się inaczej niż w małych miejscowościach.
    I problem konsumpcjonizmu dotyka bardziej ludzi młodych, dobrze zarabiających w dużych miastach, pracujących w dużych korporacjach.
    Małe miasteczka wiodą bardziej spokojne, może skromniejsze ale wydaje mi się spokojniejsze życie. I tu konsumpcjonizm nie jest tak bardzo widoczny, o ile w ogóle.

    --
    Magda- mama Kuby, Kacpra i Filipka , ciocia Gabrysi, Kamila,Jasia, Matiego i Oli smile
  • 19.03.12, 15:37
    A ja myślę że antykonsumpcjonizm będzie oznaczał coś innego dla każdego z nas, bo jesteśmy w różnym wieku, zarabiamy jakąś określoną sumę pieniędzy, mieszkamy w różnych rejonach kraju, mamy inne potrzeby i inne charaktery.
  • 19.03.12, 17:31
    Jeśli zrezygnowałabym z 40% to z trudem żyjąc z kartą i ołówkiem w ręku zaoszczędziłabym 10 % dochodu wydając tylko na rachunki i jedzenie. No nie ja nie zaliczam sie na pewno do nadmiernie niekonsumujących wszelakie dobra.

    ---
    Warum sind Männer wie Schokolade?
    Sie halten nicht lange und sie hinterlassen Flecken, wenn sie heiß werden! ;P
  • 19.03.12, 20:12
    A moim zdaniem konsumpcjonizm ma sie świetnie w Polsce. I to często jest kultywowany właśnie przez osoby niezamożne, takie, którym wiecznie na cos brak, ktore np. zyja w niepowykańczanych domach, bo nie ma na to pieniędzy. Za to obkupują sie we wszelkie nowinki elektroniczne, mają szafy pękające w szwach, ale i tak nie maja co na siebie wlozyć (bo kupują duzo i tanio, kiepskiej jakości), wyrzucają jedzenie....
    Wśród zamozniejszych tez zresztą częste jest kupowanie wszystkiego co wpadnie w oko, bo "przeciez mnie stać". Niedawno jeden człowiek dziwił się, że mamy tak malo mebli w salonie, bo im sie już "wylewają". I z rozbrajającym uśmiechem dodał - jak sie nam cos spodoba, to kupujemy, a póżniej sie zastanawiamy, gdzie to postawić. Konsumpcjonizm czystej wody, i moze nawet zakupoholizm w jakims tam stopniu...
    Nie piszę tu o osobach rzeczywiście ledwo wążących koniec z końcem, choć ich wstrzemiężliwość to nie wynik silnej woli i samowiedzy, a często li i jedynie braku środków.
  • 19.03.12, 20:20
    Wyprzedziłaś mnie dosłownie o kilka minut. Myślę tak samo. Bardzo często ludzie nawet niezbyt dobrze zarabiający mają problem z nadmiernym kupowaniem.
    Konsumpcjonizm czystej wody to np. moja siostra ( niestety), 6 lat temu kupiła duży 2 piętrowy dom i do dzisiaj nie ukończony (remont). Książki, ubrania, inne rzeczy w ilościach hurtowych zawalają każdy pokój. I jej ciągłe marudzenie że brak pieniędzy....
    Zarabiają więcej odemnie...
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 19.03.12, 21:27
    Moja tesciowa kupuje ogromne ilosci slodyczy, ktore rozdaje potem wnukom. Na niedziele ogomne ilosci ciasta. Nie przelewa im się, myślę, ze sporo mogliby zaoszczędzic na tych slodyczach. Mam wrazenie, że dzieje się tak dlatego, ze tesciowa większą część swojego dotychczasowego zycia stała w kolejkach i gromadzila zapasy.
  • 19.03.12, 21:39
    raz zapasy,a poza tym te tradycja ciasta w niedziele, to dla niektorych osob ze starszego pokolenia swietosc.
  • 25.03.12, 18:40
    Może mieć też coś podobnego do mojej babci która ,będąc dzieckiem, głodowała przez pewien okres w życiu. Stąd potrafi wydać na mięso i słodkości dla wnuków, notabene już dorosłych, wszystko co ma w portfelu. Na wszystko inne potrafi wydawać kasę rozważnie, czasem zaszaleje z jakimś kosmetykiem, ale w normie. Tylko to mięso i to słodkie...
  • 19.03.12, 21:58
    Był kiedyś taki okres w moim życiu, że byłam klasycznym konsumpcyjnym przykładem. Dawno ,temu dostałam awans w firmie i zarabilałam więcej pieniędzy, i wydawałam na wiele niepotrzebnych mi rzeczy. To było dawno nie miałam dzieci.

    Od kilku lat jestem antykonsumpcjonistką. Oglądam każdą złotówkę i analizuję, czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzebna. Dzięki temu jak robię porządki i pozbywam się "przydasi" - nie mam ich za wiele smile. Najczęściej pozbywam się ubrań - dlatego, że zmieniam rozmiar co jakiś czas. Mam przedmioty, które długo mi służą. Analizujemy z mężem czy potrzebujemy, jeśli tak - to jak często.

    Natomiast doskonałym przykładem konsumpcyjnego stylu życia i poddatności na reklamę i słowo "promocja", "okazja" i "tanie" jest moja teściowa. Apteczka zapchana wszelkimi lekami, których reklamy widzę w telewizji. Szafy jej pękają w szwach. Np. nie widzę powodu kupowania co sezon nowej kurtki - ona kupuje. Ja 8 rok chodzę w jednej kurtce ( muszę na przyszłą zimę zmienić bo już się licha zrobiła). Co miesiąc nowe firanki, co pół roku nowy dywan, o dywanikach, ręcznikach, durnostojkach, bibelotach nie wspomnę. Kupuje ogromne ilości jedzenia, słodyczy, gazowanych napojów, cukierkach, żelkach i wiele wiele innych.
    Przykład z kawą - ja piję od wielu lat Necsafe Classic. Taka mi smakuje i po wielu próbach znalezienia innej ( tańszej) kawy poddałam się i nadal kupuję moją nescę. Ona kupuje najróżniejsze, wciska mi je ( niemieckie, brazylijskie i inne), stoi u niej kilka rodzajów, wmawiając mi że na pewno mi zasmakuje. Nie zasmakuje i już. Ale jak tylko widzi jakąś nową kawę ( ostatnio tłumaczyłam jej że Creme to nie Classic) - kupuje, nie wiem po co. Potem daje sąsiadkom, albo stoi i ląduje w koszu. I tak jest ze wszystkim. Dziwi mnie to marnowanie pieniędzy. Nigdy nie stała w kolejkach ( była z grupy uprzywilejowanej), mój mąż nie wie co to puste półki, więc nie jest zachłyśnięta pełnymi pólkami. taka po prostu jest. To jej pieniądze. I jej pożyczki - bo jak nie ma 2-3 pożyczek to chora chodzi, kręci się kręci się, i bierze następną, biega po Warszawie kupuje dziwne rzeczy a potem lata po bankach i spłaca.
    Ja prezentuję inny styl życia i jest mi z tym dobrze.
    --
    http://img1.jurko.net/avatar_2298.gif
  • 20.03.12, 08:07
    ja najpierw mocno oszczedzałam na wkład na mieszkanie a potem poszlalałm, pełno przydasiów, mebli, które sie nie miesciły... teraz jak sie nie mieszcze w szafie to nie dokupuje nowej tylko sprawdzam, czego moge sie pozbyć, i pozbywam sie tych przydasiów, co to kupilam pod wpływem impulsu, marnujac ciężko odłożone pieniądze

    ja tez uważam ze konsumpcjonizm ma sie dobrze w Polsce, w małych miasteczkach też, znam ludzi z małych miast, co własnie domu nie wykończyły, ale kolor ścian w pokojach zmieniają co 2 lata, szafy pękaja w szwach od ubrań, ale dokupuja nowe dobre,markowe, dzieciom małym też, jeżdzą nowymi samochodami, pokoje dla dzieci zagracone zabawkami, ale narzekają... ze w Polsce bieda itp, ich rodzice wykrzykują przy rozmowach, że źle sie w kraju dzieje

    najczesciej na brak pieniedzy narzekają ci co to jeżdża na wczasy, mają nowe samochody, spedzają weekendy w galeriach

  • 20.03.12, 08:09
    z resztą pełne parkingi przed galeriami przed swiętami mówią za siebie
  • 20.03.12, 09:24
    ale kolor ścian
    > w pokojach zmieniają co 2 lata

    no podciąganie malowania co 2 lata pod konsumpcjonizm to chyba przesada w drugą stronęsmile
  • 20.03.12, 09:31
    Prawdziwą potrzeba raczej nie jest to umotywowane, tylko właśnie kaprysem, chęcią zmiany. Chyba, że ktos mieszka 100m od dymiącej fabryki ....
  • 20.03.12, 09:39
    > Prawdziwą potrzeba raczej nie jest to umotywowane, tylko właśnie kaprysem, chęc
    > ią zmiany. Chyba, że ktos mieszka 100m od dymiącej fabryki ....

    wystarczy miec kominek w domu i juz się brudzi.

    ja w ciagu 7 lat malowałam 3 razy.
    - bo się brudzi od kominka
    - bo mam psa, ktory w pewnych miejscach ociera się o sciany
    - bo nowy dom osiadal i likwidowalismy pęknięcia.
  • 20.03.12, 09:49
    Malowanie co kilka lat (3-5) wydaje mi sie normalną rzeczą.
  • 20.03.12, 10:50
    Może az tak bardzo konsumpcyjna nie jestem, ale jak budowalismy dom, to tez mialo być wszystko najlepsze. Teraz już zastanawiam się, czy płytki przy wejsciu, ktorych jeszcze nie mamy mają byc za 100 zl, czy wystarczy za 50. I zdecydowanie za dużo bibelotów niepotrzebnych kupilam...
    Ale napiszę jeszcze o jednym: w minione boze narodzenie zostalismy zaproszeni do brata męża na swięto... czego tam nie bylo..., nie do przejedzenia. Teraz wypadaloby ich zaprosic i już się boję. Tym bardziej, ze mąż mąż jest typu "zastaw sie i postaw się". Między innymi dlatego od jakiegos czasu to ja robie zakupy, bo mąż kupilby dwa razy tyle i dwa razy drożej a na koniec by to wyrzucil...
  • 20.03.12, 15:05
    Lepsze nie znaczy droższe... wiele jest produktów które kosztuja kosmiczne pieniądze a nie są warte nawet 20% tej ceny.
    Bardziej patrzyłbym na jakość a potem cene. Jeśli cena za wysoka szukam taniej.

    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 20.03.12, 10:41
    Generalnie wydaje mi się, że jest to znów wynajdowanie koła.
    Ponad sto lat temu pewien niemiecki socjolog (Max Weber) opisał dokłanie, jak w modelu społeczeństwa kapitalistycznego działa wstrzemięźliwość w konsumpcji ("Etyka protestancka a duch kapitalizmu"). Jeszcze dawniej pewien filozof żyjący w ciepłym klimacie potrzebował tylko słońca i beczki, żeby się przed tym słońcem czasem schować.
    A wszystko spowadza się do subiektywnego określenia, czy potrzebuję tej konkretnej rzeczy. Jedna osoba powie, że koniecznie, druga nawet nie będzie wiedziała, do czego to ma służyć. Czyli znów stary dylemat mieć czy być. I tak dookoła.
  • 20.03.12, 15:08
    Cały myk polega na tym by opierać się na tym kole drewnianym a nie omijać szukając łatwiejszej drogi...
    Niestety nasza cywilizacja jest zbyt głupia, aby to zrozumieć.
    Prymitywizm ludzki jest bardzo duży, zbyt duży aby można było ruszyć dalej, dlatego się cofamy.
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 20.03.12, 15:53
    Gdzież się cofamy? Zawsze ludzie mający pieniądze kupowali.
    Trzeba też rozrónić miedzy konsumpcjonizmem - czyli kupowaniem dla samego kupowania, albo po to, by zwiekszyć swój prestiż posiadaniem, od kupowania rzeczy, bo chce się je mieć i uzywać. Nie ma obowiązku żyć w ascezie i mieć dwóch par butów na zmianę - mozna spokojnie, o ile ma się na to pieniadze, mieć buty pasujące do sukienki, choćby to byly czwarte i nie nazywać tego konsumpcjonizmem. Wydawanie nie przyjemnosci nie wynikające z posiadania, ale używania posiadanej rzeczy też nie wydają mi się godne pogardy. Chocby się tych rzeczy miało duzo.
    Oszczedzanie dla samego oszczędzania i nie posiadanie dla samego nieposiadania są równie idiotyczne jak konsumpcjonizm.
    --
    zpopk.blox.pl
  • 20.03.12, 17:00
    Pomysl o tym, ze przez minione stulecie i poczatek tego zuzylismy wiecej zasobow naturalnych ziemi, niz wszystkie poprzednie pokoleniat razem wziete (tysiace, miliony? lat)! I apetyt ludzkosci ciagle rosnie! Starozytni, zostawili nam piramidy, mur chinski, koloseum; my zoslyniemy z monstrualnych wysypisk smieci. Dla mnie, owszem pod wieloma wzgledami cofamy sie. Nie zyjemy w zgodzie z natura, z jej rytmem.
  • 20.03.12, 17:07
    Oszcezdzanie dla samego oszcedzania? Jak najbardziej! Zacytuje matke Terese "Live simply, so others can simly live".
  • 21.03.12, 18:09
    > Zacytuje matke Terese "Live simply, so others can simply live".

    Piękny cytat. Gdybym miał wybrać motto XXI wieku dla każdego nowo narodzonego człowieka, to wybrałbym te słowa.
  • 20.03.12, 17:13
    Za daleko poszlismy, zeby zacząć życ w zgodzie z naturą. Tym bardziej, ze jestesmy spoleczenstwem biednym. Owszem, coraz modniejsze jest bycie naturalnym, ale tym bardzej jest to niedostępne.
    Wyjazdy/wypoczynek też traktujecie jako konsumpcjonizm? Wiele lat wypoczywalismy tanio, co nie znaczy niefajnie. Jednak w zeszlym roku stwierdzilam, ze wyjazd=niegotowanie, niesprzątanie pełen luz. Do tego zapewnione atrakcjew razie niepogody typu basen, animacje dla dzieci. I niestety, spodobalo mi się. Piszę niestety, bo to jednak sporo kosztuje. Ja co prawda nie mam kredytów, ale oszczędnosci też nie.
  • 20.03.12, 17:48
    alfa36 napisała:

    > Wyjazdy/wypoczynek też traktujecie jako konsumpcjonizm?

    Nie, dlaczego?

    Wiele lat wypoczywalism
    > y tanio, co nie znaczy niefajnie. Jednak w zeszlym roku stwierdzilam, ze wyjaz
    > d=niegotowanie, niesprzątanie pełen luz.

    To chyba normalne?

  • 20.03.12, 21:37
    alfa36 napisała:

    > Za daleko poszlismy, zeby zacząć życ w zgodzie z naturą. Tym bardziej, ze jeste
    > smy spoleczenstwem biednym. Owszem, coraz modniejsze jest bycie naturalnym, ale
    > tym bardzej jest to niedostępne.

    Nie jesteśmy za daleko. Wiele kultur żyje zgodnie z naturą korzystając także z technogii - jednak robią to z rozsądkiem i logiką.




    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 20.03.12, 21:45
    a konkretnie? poproszę przykład 1 takiej kultury smile
  • 20.03.12, 21:34
    mimi_chicago napisała:

    > Starozytni, zostawili nam piramidy, mur chinski, koloseum; my zoslyniemy z monstrualnych wysypisk smieci. Dla mnie, owszem pod wieloma wzgledami cofamy sie. Nie zyjemy w zgodzie z natura, z jej rytmem.

    I tu masz całkowitą rację.


    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 20.03.12, 21:43
    Proponuję zatem zacząć zycie zgodne z naturą od zaprzestania leczenia. Wtedy szybko ludność spadnie o 4/5 i zasobów naturalnych nie będziemy zużywać tak szybko. szkoda tylko, ze odbędzie się to kosztem rodzenia przez kobiety 12 dzieci (antykoncepcja jest cholernie nienaturalna), z których przeżyje, jak niegdyś dwoje czy troje najwyzej.
    Mowienie o powrocie do natury to czysta demagogia. Chcesz zyć zgodnie z naturą - zacznij od wyrzucenia komputera.
    --
    zpopk.blox.pl
  • 20.03.12, 22:30
    verdana napisała:

    > Proponuję zatem zacząć zycie zgodne z naturą od zaprzestania leczenia. Wtedy sz
    > ybko ludność spadnie o 4/5 i zasobów naturalnych nie będziemy zużywać tak szybk
    > o. szkoda tylko, ze odbędzie się to kosztem rodzenia przez kobiety 12 dzieci (a
    > ntykoncepcja jest cholernie nienaturalna), z których przeżyje, jak niegdyś dwoj
    > e czy troje najwyzej.
    > Mowienie o powrocie do natury to czysta demagogia. Chcesz zyć zgodnie z naturą
    > - zacznij od wyrzucenia komputera.
    Naprawde jestes taka ignorantka? Czy poprostu lubisz sie nie zgadzc, zeby sie nie zgadzac? A moze to jest zabijanie ekologicznego poczucia winy?
  • 21.03.12, 08:57
    verdana napisała:

    > Proponuję zatem zacząć zycie zgodne z naturą od zaprzestania leczenia. Wtedy sz
    > ybko ludność spadnie o 4/5 i zasobów naturalnych nie będziemy zużywać tak szybk
    > o. szkoda tylko, ze odbędzie się to kosztem rodzenia przez kobiety 12 dzieci (a
    > ntykoncepcja jest cholernie nienaturalna), z których przeżyje, jak niegdyś dwoj
    > e czy troje najwyzej.
    > Mowienie o powrocie do natury to czysta demagogia. Chcesz zyć zgodnie z naturą
    > - zacznij od wyrzucenia komputera.

    Twój brak rozumienia mnie zadziwia...
    Życie zgodnie z naturą nie jest jednoznaczne z nieleczeniem, nawet zierzęta się leczą. Ludzie są zbyt leniwi by sie tego nauczyć, wolą pójść do apteki po tabletki tongue_out

    Kontrolowanie urodzin nie musi być zależne od tableteczek, naturalnie też można tylko trzeba chcieć, umieć się powstrzymywać i słuchać organizmu.

    Czy ja gdzieś napisałem, że powinniśmy się rozebrać do naga, zrezygnować ze wszyskiego co mamy, żyć w jaskiniach i przy ogniskach tańczyć wołając "bugabuga" ?
    Jeśli posiadamy technologie to powinnyśmy z niej korzystać. Robić to jednak patrząć na otaczające nas życie i nature.

    Tak jak koleżanka wcześniej napisała, powinnaś zastanowić się nad tym co piszesz.

    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 21.03.12, 14:11
    ablims napisał:
    > Życie zgodnie z naturą nie jest jednoznaczne z nieleczeniem, nawet zierzęta się
    > leczą. Ludzie są zbyt leniwi by sie tego nauczyć, wolą pójść do apteki po tabl
    > etki tongue_out
    Zgadzam sie. Ludzie z zachodnich kultur, nie biora odpowiedzialnosci za swoje zdrowie. Wola ta odpowiedzialnosc przelac na lekarzy. Zachowuja sie jakby zdrowie i witalnosc, byla poza ich kontrola. Wiele chorob, ktore neka kraje uprzemyslowion; takie jak nowotwory, nabyta cukrzyca, choroby ukladu krazenia, drug oddechowych to chorobami cywilizacji.

  • 22.03.12, 10:59
    >Wiele chorob, ktore neka kraje uprzemysl
    > owion; takie jak nowotwory, nabyta cukrzyca, choroby ukladu krazenia, drug odd
    > echowych to chorobami cywilizacji.

    Z dużym zainteresowaniem czekam na jakieś potwierdzenie naukowe tego osobliwego stwierdzenia. Rozumiem, bez "cywilizacji" (cokolwiek by to miało znaczyć) ludzie nie mieli nowotworów, ataków serca ani zapalenia płuc? Jakiś przykład (poparty solidnymi dowodami) czasu i miejsca, gdzie taki szczęśliwy stan rzeczy panował. Dane odnośnie średniej długości życia mile widziane.
  • 22.03.12, 12:14
    Co do chorób krążenia to raczej nie ma wątpliwości, że ich wysyp jest powiązany ze współczesnym trybem życia, podobnie jak alergie.

    Co do nowotworów, to kiedyś w necie znalazłam ciekawe zestawienie zgonów spowodowanych rakiem w latach pięćdziesiątych i obecnie. Wzrost był gigantyczny, nie pamiętam dokładnie, ale dwu lub nawet trzykrotny. Ale ponoć mamy doskonałe metody leczenia i mnóstwo możliwości wykrycia nowotworów we wczesnym stadium. Tylko do tego mamy sól odpadową, która nie wiadomo co zawierała i w czym ją zjedliśmy, parabeny, które ponoć są nieszkodliwe, ale być może nawet rakotwórcze, nie dalej jak wczoraj czy przedwczoraj na onecie był artykulik o tym, jak niezdrowe jest powietrze nad Warszawą.

    Nie chcę cię przekonywać, wiesz swoje, ja swoje.

    --
    matematycznie.blox.pl
    Blog, w którym różne zagadnienia matematyczne podawane są w prosty, przystępny i łatwy do zrozumienia sposób.
  • 22.03.12, 12:58
    Mówimy o Polsce? W latach 50' antybiotyki były na wagę złota- gruźlica i zwykłe zapalenie płuc zbierały straszne żniwo (pamiętasz "Bułeczkę" i lekarzy, którzy mogli jedynie "czekać na kryzys"?). Choroby wieku dziecięcego i powikłania na niewyobrażalną dla nas skalę zbierały najsłabszych. Wieku starego, gdzie następuje wysyp nowotworów zwyczajnie mniej osób dożywało.
    Jeśli zaś dożyli mogli nie wiedzieć na co umierają- na wsi jechało się do szpitala umrzeć, jak bolało to bolało. Nie było wiedzy, profilaktyki, leczenia poza operacjami a tych i tak było za mało.

    Ad rem: Może i żyję "antykonsumpcjonistycznie", ale jestem z zasady przeciwna dorabianiu ideologii do naprawiania obcasów, więc jestem antyantykonsumpcjonistką tongue_out Zresztą, jak pomyślę o zakupie czytnika ebooków to z radością oddaję się fali pożądania licząc com odłożyła w skarpecie big_grin
  • 22.03.12, 13:18
    Nie wiem jak było w latach pięćdziesiątych z antybiotykami, ale na samym początku sześćdziesiątym moja mama została dość szybko i skutecznie wyleczona z gruźlicy. W Polsce.

    Co do dbania o zdrowie.
    Jesienią zdiagnozowano u mnie podwyższone ciśnienie (140 - 150) i to utrzymujące się już od dłuższego czasu. Lekarz nie widział innej opcji jak branie lekarstw. Do końca życia.
    Poczytałam trochę, kupiłam zioła ojca Klimuszki na ciśnienie (wypiłam tylko jedną porcję mieszanki jesienią), przestałam jeść gluten i cukier, zastosowałam dwie dziesięciodniowe głodówki, nie zażywałam żadnej tabletki i ciśnienie od miesiąca mam na poziomie 115 - 120.
    W grudniu też miałam niskie. Poszalałam na przełomie stycznia i lutego i problemy zaczęły wracać. Teraz już pilnuję tego co jem.
    Można samemu o siebie dbać? Można.

    --
    matematycznie.blox.pl
    Blog, w którym różne zagadnienia matematyczne podawane są w prosty, przystępny i łatwy do zrozumienia sposób.
  • 22.03.12, 13:58
    Na początku 60 antybiotyki dla gruźlików stały się priorytetem, ja mówię o sytuacji parę lat wcześniejszej.
  • 23.03.12, 10:27
    > Co do chorób krążenia to raczej nie ma wątpliwości, że ich wysyp jest powiązany
    > ze współczesnym trybem życia, podobnie jak alergie.
    > Co do nowotworów, to kiedyś w necie znalazłam ciekawe zestawienie zgonów spowod
    > owanych rakiem w latach pięćdziesiątych i obecnie. Wzrost był gigantyczny, nie
    > pamiętam dokładnie, ale dwu lub nawet trzykrotny. Ale ponoć mamy doskonałe meto
    > dy leczenia i mnóstwo możliwości wykrycia nowotworów we wczesnym stadium.

    Astrum, powiem ci rzecz przykrą, ale prawdziwą: każdy człowiek musi umrzeć. Jeśli masz pod dostatkiem jedzenia, dobrą opiekę lekarską itd, i tak umrzesz. A na co umrzesz? Ano, najpewniej na raka albo coś związanego z chorobami krążenia/serca. Jako że tak natura zabija tych, których nie dorwała chorobami zakaźnymi, niedożywieniem i śmiercią gwałtowną. W zamożnych społeczeństwach współczesnych - większość. Kiedyś - znikomą mniejszość. Stąd im dłuższy średni czas życia, tym więcej śmierci na raka.

    Porównaj też tabelkę tutaj:

    en.wikipedia.org/wiki/List_of_causes_of_death_by_rate#Developed_vs._developing_economies
    I odpowiedz mi na pytanie: czy w krajach rozwiniętych w pierwszej dziesiątce przyczyn śmierci jest rak płuc (a w krajach rozwijających się żaden nowotwór nie łapią się na pierwsza dziesiatkę) dlatego, że:

    a) w krajach rozwiniętych ludzie żyją mniej zdrowo i dlatego dostają raka

    czy

    b) w krajach rozwijających się AIDS, zapalanie płuc i liczne inne choroby zakaźne zabijają, zanim człowiek osiągnie wiek, w którym zwykle dostaje się raka płuc?
  • 23.03.12, 11:54
    Tak, w krajach rozwiniętych ludzie żyją mniej zdrowo i dostają raka (zawału). Gdyby żyli naprawdę zdrowo, to by raka nie dostali (poza nielicznymi wyjątkami, jakimiś genetycznymi defektami). Umieraliby w wieku lat 80ciu, 90ciu, 100tu po prostu ze starości, we własnym łóżku, sprawni do ostatniego lub prawie ostatniego dnia życia.

    --
    matematycznie.blox.pl
    Blog, w którym różne zagadnienia matematyczne podawane są w prosty, przystępny i łatwy do zrozumienia sposób.
  • 23.03.12, 12:10
    Wiem, że w ostatnio biologię okrojono, ale chyba jesteś ciut starsza i załapałaś się na wyjaśnienie na czym polega proces starzenia i dlaczego nie wygląda tak fajnie jak w Twojej wyobraźni?
  • 25.03.12, 21:14
    > Tak,

    Co "tak"? W Zimbabwe ludzie żyją bardziej zdrowo niż w Szwajcarii , i dlatego jest mniej zgonów na raka? Pewnie, cóż zdrowszego jak umrzeć na AIDS przed trzydziestką, toż to fantastyczna ochrona przed rakiem... Dziękuję, to mi wystarczy.

    >Umieraliby w wieku lat 80ciu, 90ciu, 100tu po
    > prostu ze starości, we własnym łóżku, sprawni do ostatniego lub prawie ostatnie
    > go dnia życia.

    A na czym, twoim zdaniem polega proces starzenia organizmu? Nic się nie dzieje i nagle i niespodziewanie się wyłącza? BTW, "śmierć ze starości" to przyczyna zgonu nieznana medycynie - zgadnij dlaczego?
  • 31.03.12, 10:32
    > Tak, w krajach rozwiniętych ludzie żyją mniej zdrowo i dostają raka (zawału). G
    > dyby żyli naprawdę zdrowo, to by raka nie dostali (poza nielicznymi wyjątkami,
    > jakimiś genetycznymi defektami).

    Taa, taki Jobs z solidnym p'dolcem na punkcie zdrowego życia i Linda McCartney z niewiele mniejszym wcale nie zmarli na raka, skądże.

    > Umieraliby w wieku lat 80ciu, 90ciu, 100tu po
    > prostu ze starości, we własnym łóżku, sprawni do ostatniego lub prawie ostatnie
    > go dnia życia.

    Zdecydowana mniejszość. Człowiek nie jest "policzony" na tak długi okres życia.
  • 02.04.12, 16:45
    jop napisała:
    -- > Taa, taki Jobs z solidnym p'dolcem na punkcie zdrowego życia i Linda McCartney
    > z niewiele mniejszym wcale nie zmarli na raka, skądże.
    O ile wiem Steve Jobs, mieszkal w Kaloforni, a nie na odosobnionym koncu swiata. Wdychal zanieczyszczone powietrze, stal w korkach i zyl w tepie dzisiejszego swiata. Nie spedzal swoich dni medytujac w gorach Tybetu, byl CEO najwiekszej firmy komputerowej swieta. Powiedzialabym, ze praca lekkko wymagajaca. Stres sprzyja ( jesli nie powoduje) rozwojowi wielu chorob. Wiec, to ze byl weganinem ( domyslam sie, ze to miales na mysli pod ''p'dolcem na punkcie zdrowego życia''), wydaje mi, w tej sytuacji sie malo istotne.
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 02.04.12, 17:21
    No, to po co odpowiadasz?
  • 03.04.12, 09:30
    Ech, doucz się:

    1. Jobs w Tybecie nie bywał, ale w indyjskich aśramach owszem. I praktykował zen.
    2. W wieku 28 lat miał już tyle pieniędzy, że wygodnie mogłyby z tego żyć nawet jego praprawnuki. Robił co robił, bo to lubił.
    3. Byłaś kiedyś w Kalifornii? Widzę, że nie, bo jedno z przyjemniejszych miejsc do życia na świecie. Nie ma tam zanieczyszczenia powietrza, a klimat jest bardzo prozdrowotny.
    4. Och, ciężkie warunki życia z perspektywy najdroższego mercedesa, własnego jachtu, własnego samolotu, spędzania masy czasu na Hawajach i najlepszej z dostępnych na tym świecie opieki medycznej - "wypłacz mi tako rzeke".
    5. Last but not least, doczytaj, co Isaacson pisze o przyczynach nowotworu Jobsa; jeśli chodzi o to, co sugerujesz, to pisze wprost, że "nie istnieją na to żadne dowody" (s. 571 wydania polskiego).
  • 03.04.12, 15:21
    Dzieki za dodatkowe informacje. Jednak dla mnie Jobs w zaden sposob, nie jest przykladem na zycie zgodnie z natura. Nawet jesli mi zaraz powiesz, ze miesiac w roku mieszkal w glinianej chatce w Indiach. Dla mnie byl uosobieniem konsumpcjonizm; z wielkim ego "najdrozszym mercedesem" i ''wlasnym samolotem''. Moze jesli podalabys przyklad Dalai Lamy....o czekaj on cieszy sie swietnym zdrowiem...hmmm. W kalifoni mialam przyjemnosc byc. Klimat fajny, ale zanieczyszcenie powietrze w LA, takie same jak w kazdym innym duzym miescie. Korki maja nieziemskie, wiec zanieczyszczenie moze nawet wieksze niz Chicago.

    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 03.04.12, 15:29
    No fakt, jeden facet w dodatku pochodzący z arystokracji ( dla większości życie w Tybecie było wówczas zazwyczaj krótkie i bolesne) ma być przykładem czegokolwiek?
  • 03.04.12, 15:47
    kooreczka napisał:

    > No fakt, jeden facet w dodatku pochodzący z arystokracji ( dla większości życie
    > w Tybecie było wówczas zazwyczaj krótkie i bolesne) ma być przykładem czegokol
    > wiek?
    His Holiness the 14th Dalai Lama, Tenzin Gyatso, is the spiritual leader of Tibet. He was born on 6 July 1935, to a farming family, in a small hamlet located in Taktser, Amdo, northeastern Tibet.

    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 03.04.12, 15:52
    I w wieku 2 lat został rozpoznany jako dalajlama...
  • 03.04.12, 16:46
    Chyba nie taka chłopska, skoro jego brat ożenił się z dziewczyną z najbogatszej rodziny w kraju.
  • 03.04.12, 15:51
    Śmiem twierdzić w dodatku, że długość życia obecnego dalajlamy (zresztą wcale nieimponująca, nie ma nawet osiemdziesiątki) jest efektem "cywilizacji", a nie "życia zgodnie z naturą". Przynajmniej po jego poprzednikach nie widać, by jakoś znacząco długo żyli: poprzednik 57 lat, jego czterej poprzednicy umierali ok. 20 (albo i przed).
  • 06.04.12, 20:51
    No litości - Jobs, po pierwsze, nie mieszkał w LA, tylko w miejscu o wiele przyjemniejszym, po drugie, naprawdę masę czasu spędzał w Kona Village na Hawajach albo na pokładzie jachtu, a żywił się w dużym stopniu produktami z własnego ogrodu (nawet ule tam mieli).

    I chętnie zapoznam się z jakimiś badaniami na temat związku między spalinami a rakiem trzustki, nie krępuj się, dawaj.
  • 03.04.12, 17:46
    A propos nowotworów. Znam z miasteczko w górach, świeże powietrze, ludzie jeździli tam, i jeżdżą na wakacje, wypoczynek. Niestety tam połowa zgonów, to nowotwór.
    --
    Jestem jak trzcina, zawsze wracam do pionu.
  • 03.04.12, 18:23
    A czy do tego miesteczka nie docieraja przetwozone produkty spozywcze, chemia gospodarcza, kosmetyki? Czy ludzie umieja radzic sobie ze stresem, cieszyc sie zyciem ? Czy ich dieta oparta jest na swierzych nie nawozonych szcztucznie i nie pryskanych warzywach, pelnowartosciowych ziarnach i ograniczonej ilosci produktow zwierzecych? Czy nie pala, nie pija w nadmiarze? Jest wiele komponentow skladajacych sie na zdrowe, dlugie zycie swieze powietrze to tylko jeden z nich. Przyklad japonska wyspa Okinawa; zwana "wyspa dlugowiecznosci" www.odditycentral.com/travel/japans-okinawa-island-the-healthiest-place-on-earth.html
    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 03.04.12, 18:32
    Nie, żeby Japonia nie miała najwyższych w świecie statystyk nowotworów przewodu pokarmowego (łącznie z rakiem żołądka, który w całym cywilizowanym świecie dawno spadł z czołówki). Jednak sól, konserwanty i skażone metalami ryby robią swoje. Co prawda, dzięki badaniom przesiewowym (obowiązkowa kolonoskopia) jest trochę lepiej, ale do zdrowje populacji im daleko. Poza tym ci starsi ludzie to w zasadzie niedobitki tych, których nie zmógł wojenny głód i powojenna koszmarna bieda.
  • 03.04.12, 21:06
    Zanim powiesz "nie" skorzystaj przynajmiej z Google. Mowa byla nie o calej Japoni tylko, o specyficznej wyspie.
    Okinawa
    The heaven of longevity is encountered in the Japanese island of Okinawa, which, besides holding the record for longevity and centenaries of the world, is the only place on the planet where 80-90 year-olds live like persons 30 years younger.

    Ancient Chinese legends already called Okinawa "the land of the immortals". Thousands of people got to see it too, 7 years ago, when Seikichi Uehara, 96, defeated an ex box champ in his 30's. Or when Nabi Kinjo, 105, killed a poisonous snake with a flyswatter� It is here that you see 100 year-old persons that are not even thinking about retirement.

    On Okinawa, there are 457 persons aged 100 or over, an average of 35 for each 100,000 inhabitants. It is the highest rate in the world. The Okinawa inhabitants reach ages similar to the Japanese average: 86 for women and 78 for men.

    But the real shocking factor is not that Okinawa people reach these ages, but that they grow old in a much better state. The statistics reveal a significantly lower risk of heart attack and stroke, cancer, osteoporosis, Alzheimer. Even more, some Okinawans in their 90's can honestly vouch that they still have an active sex life (without Viagra).
    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 03.04.12, 22:43
    90% populacji po 90 roku życia choruje na chorobę Alzheimera. A nowotwory rzadko rozwijają się pod wpływem środowiska, np. praca w kopalni uranu. Większość przypadków to geny. Na razie ciągle jesteśmy śmiertelni.
  • 04.04.12, 00:28
    Wy się tu kłóćcie, a ja skorzystamsmile Tzn. cokolwiek mówicie myślicie uważacie, zaczynam wydobywać się z gratowiska w które zamieniło się moje mieszkanko, zaprzestaję kupowania nowych rzeczy i zaczynam gotować sama (ostatnio bardzo dużo bardzo przetworzonych produktów lądowało w moim brzuszku) z najlepszych produktów jakie tylko znajdę i na jakie będzie mnie stać. Zaczynam walkę ze stresem i walkę o kontakty międzyludzkie. Zamierzam tez poczytać w necie relacje/porady innych. Czy to minimalizm? Antykonsumpcjonizm? Nazywajcie jak chcecie - dla mnie to po prostu to co mogę najmądrzejszego zrobić dla siebie.
  • 04.04.12, 04:22
    el-an napisała:

    > 90% populacji po 90 roku życia choruje na chorobę Alzheimera. A nowotwory rzadk
    > o rozwijają się pod wpływem środowiska, np. praca w kopalni uranu. Większość pr
    > zypadków to geny. Na razie ciągle jesteśmy śmiertelni.
    Tega typu myslenie robi z ludzi ofiary, na lasce kompani farmaceutycznych! Geny to nie wyrok, to tylko predyspozycja. Po pierwsze, trzeba wziasc odpowiedzialnosc za swoje zdrowie, stawianie sie w roli ofiary to z gory przegrana.
    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 09.04.12, 12:11
    > Po pierwsze, trzeba wziasc

    Ekspertko od siedmiu boleści, najpierw trzeba _wziąć_ słownik ortograficzny.

    A tu masz zestawienie najczęstszych przyczyn powstawania nowotworów:

    www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC41674/pdf/pnas01488-0017.pdf
    Na pierwszym miejscu "endogenous damage".
  • 21.03.12, 09:22
    Ablims, fajny tekst.
    Ciekawym aspektem wstrzemięźliwości jest oprócz ochrony środowiska i powiększenia przestrzeni w mieszkaniu jest nauczenie się radzenia sobie bez pieniędzy. Tak stajemy się bogatsi - i materialnie, i duchowo.

    Kolejna myśl- może by tak zamiast oglądać TV konsumując papkę reklamowo- serialową.... pożyć sobie normalnie, rozmawiając, jeżdżąc na rowerze bez przerzutek, czytając i piekąc ciasta na niedzielę?

    Dla mnie wstrzemięźliwość to dotąd jedyna droga do ogarnięcia finansów domowych, bo ciągle zapominam wpisać na listę wydatków kolejne pozycje.
    Kopnijcie mnie w tyłek za to.
  • 21.03.12, 09:39
    pyzzi napisała:

    > Ablims, fajny tekst.
    > Ciekawym aspektem wstrzemięźliwości jest oprócz ochrony środowiska i powiększenia przestrzeni w mieszkaniu jest nauczenie się radzenia sobie bez pieniędzy. Tak stajemy się bogatsi - i materialnie, i duchowo.


    I właśnie o to mi chodzi. Nie uzależniajmy sie od pieniędzy. Dziękuje... big_grin

    > Kolejna myśl- może by tak zamiast oglądać TV konsumując papkę reklamowo- serialową.... pożyć sobie normalnie, rozmawiając, jeżdżąc na rowerze bez przerzutek,
    > czytając i piekąc ciasta na niedzielę?


    Idea której się trzymam od bardzo dawna i którą stosuje każdego dnia.
    Dobra książka z pyszna lampką wina, spacer po lesie, zabawa z dziećmi, towarzystwo jest dla mnie więcej warte niż oglądanie telewizji.

    > Dla mnie wstrzemięźliwość to dotąd jedyna droga do ogarnięcia finansów domowych, bo ciągle zapominam wpisać na listę wydatków kolejne pozycje.
    > Kopnijcie mnie w tyłek za to.


    Ależ nikt Ciebie nie będzie kopał w " tyłek", wręcz odwrotnie, trzymam mocno kciuki


    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 21.03.12, 14:37
    pyzzi napisała:
    > Kolejna myśl- może by tak zamiast oglądać TV konsumując papkę reklamowo- seria
    > lową.... pożyć sobie normalnie, rozmawiając, jeżdżąc na rowerze bez przerzutek,
    > czytając i piekąc ciasta na niedzielę?
    Swietnie napisane! O to wlasnie w zyciu chodzi. O cieszenie sie takimi , malymi przyjemnosciami. W zeszlym roku pojechalismy na dluzszy weekend, na taka mala wyspe www.mackinacdirectory.com/mackinac_island/mackinac_pictures.php. Samochody sa tam zakazane. Naszym jedynym srodkiem transportu byly wyporzyczone rowery, wlasnie takie bez przerzutek. Nasze telefony tam nie dzialaly, nie bylo tez internetu ani tv. Mielismy czas na rozmowy( nie przerywane sprawdzaniem telefonow co 5 min), na spacery, na podziwianie piekna natury . Fajnie bylo na chwile wrocic, do prostszego zycia. Wszystkie problemy wydawaly sie takie odlegle, i malostkowe. Pewnie po dluzszym czasie zatesknilabym za dobrodziejstwami technologi, ale taka chwila oderwanie sie od wszystkiego byla cudowna.
  • 21.03.12, 14:43
    A forum i komputerty sa już OK? Gdzie ten czas na rozmowy? Własnie spedzacie go w necie, przy najbardziej nienaturalnej formie kontaktu międzyludzkiego. Radzę iść na spacer, a komputer, jako dobro nienaturalne i zabijające czas - sprzedać.
    Pisać takie rzeczy, siedzac przy ekranie - to jest naprawde jakieś rozdwojenie jaźni.
    --
    zpopk.blox.pl
  • 21.03.12, 15:06
    > A forum i komputerty sa już OK? Gdzie ten czas na rozmowy? Własnie spedzacie go
    > w necie, przy najbardziej nienaturalnej formie kontaktu międzyludzkiego. Radz
    > ę iść na spacer, a komputer, jako dobro nienaturalne i zabijające czas - sprzed
    > ać.
    > Pisać takie rzeczy, siedzac przy ekranie - to jest naprawde jakieś rozdwojenie
    > jaźni.
    Dziekujew imieniu swoim i kolezanek z forum za rade. Jadnak komputer sobie zostawie, bo jest niezastapionym narzedziem, w zdobywaniu informacji i wymieniania sie radami, z podobnie myslacymi ludzmi. Lepiej go tak urzywac, niz do wylewania swoich zlosc, zgryzliwoscii i frustracji zyciwych verdana.
  • 21.03.12, 15:08
    Jakby było takie miasteczko w Polsce to pewnie bym się tam przeprowadził big_grin
    Wiele było projektów, jednak tylko na nich się skończyło.
    Jednak żeby takie miasteczko powstało to powinny je zrobić zwykli ludzie, a nie jakieś urzędy czy firmy. No, ale i tym ktoś by musiał zarządzaćsmile
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 21.03.12, 20:03
    co Wy z tymi przerzutkami? nie używanie roweru z przerzutkami ma "wyższość" nad takim z przerzutkami czy jak? znaczy jak używam z przerzutkami to jestem konsumpcjonistką pełną gębą? big_grin

    mimi_chicago napisała:

    > pyzzi napisała:
    > > ...jeżdżąc na rowerze bez przerzutek...
    > >
    > ... byly wyporzyczone rowery, wlasnie takie bez przerzutek. ...


    --
  • 21.03.12, 21:05
    Te rowery bez przezutek skojarzylmi sie z tym naszym weekendem. Na codzien mam kolarzowke, z przezutkami smile.Wiec jak sie przesiadlam na taki bezprzerzutkowy, na ktorym sie siedzi wyprostowanym i plecy i szyja nie bola; docenilam jego prostote i zobaczylam swiat z nowej pozycji...pionowej wink
  • 22.03.12, 08:56
    maja-02 napisała:

    > co Wy z tymi przerzutkami? nie używanie roweru z przerzutkami ma "wyższość" nad
    > takim z przerzutkami czy jak? znaczy jak używam z przerzutkami to jestem konsu
    > mpcjonistką pełną gębą? big_grin

    taksmile
    mnie bardziej bawi, że wystarczy zwykłej jeździe na rowerze, spacerowi, czy czytaniu ksiązki nadac etykietkę "antykonsumpcjonizm" (bo tak rzeczą mądre głowy na Zachodzie), a już unosi się lekka aura elitarności, wyższości i snobizmusmile

    BTW byliście już na rowerach?
  • 22.03.12, 09:26
    Proszę, jak jesteśmy do przodu smile
    Ostatnio widziałam program na Al Jazeera International o 'projekcie' w Nowym Jorku pod tytułem mniej więcej "nie wyrzucaj, naprawiaj", gdzie uczestnicy warsztatów używali kleju, śrubokrętów, młotków i innych przedmiotów codziennego użytku u mnie w domu. Pokazywane to było właśnie jako antykonsumpcjonizm, odkrycie roku i manifest smile
  • 22.03.12, 09:45
    no to moj facet taki antykonsumpcyjny manifest z użyciem śrubokrętów, mlotków i innych takich, których mam z pol komórki, uprawia co weekendsmile
  • 22.03.12, 09:58
    Ten program mnie właśnie rozbawił - nie wiem, czy dlatego naprawiamy, że jesteśmy tak bardzo biednym społeczeństwem, czy dlatego, że żal wyrzucić rzeczy, które jeszcze nadają się do użycia (po naprawie). Przynajmniej ja mam tak zakodowane, żeby maksymalizować cykl życia sprzętów (mój ekspres do kawy ma 21 lat, rower męża około 20, nadal się dobrze trzymają).
  • 22.03.12, 09:30
    joanna_poz napisała:


    > taksmile
    > mnie bardziej bawi, że wystarczy zwykłej jeździe na rowerze, spacerowi, czy czy
    > taniu ksiązki nadac etykietkę "antykonsumpcjonizm" (bo tak rzeczą mądre głowy n
    > a Zachodzie), a już unosi się lekka aura elitarności, wyższości i snobizmusmile
    >
    > BTW byliście już na rowerach?


    Nie zrozumiałaś o co tu tak naprawdę chodzi.
    Tutaj bardziej chodzi o to jak spędzasz swój czas.


    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 22.03.12, 09:50
    Ja nawet nie chowam roweru na zimę, nie jeżdżę tylko kiedy leży śnieg. Antykonsumpcjonistka ze mnie pełną gębą wink
  • 22.03.12, 12:10
    > co Wy z tymi przerzutkami? nie używanie roweru z przerzutkami ma "wyższość" nad
    > takim z przerzutkami czy jak?

    Nie. Ale mimi chyba chodziło o odkrywanie prostych rozwiązań. Odkrywanie, że często nie potrzebujemy super wymyślnych (drogich dla portfela i dla środowiska) rozwiązań. I może nie potrzebujemy super roweru z 24 przełożeniami, licznikiem Cateye z 15 funkcjami, etc. aby się ot tak przejechać w niedziele po świeżym powietrzu, czy jeździć nim do pracy. I jak ktoś sobie dał wmócić, że potrzebuje wymyślnego rozwiązania, to czasem odkrywa ze zdumieniem i radością, że używanie prostego narzędzia (np. prostego roweru) też spełnia zadanie, ma też swoje zalety i daje niejaką radość innego typu.
    I czasem takie osoby wpadają w drugą skrajność: wybierają z premedytacją proste rozwiązania (np. ten rower bez przerzutek). Upraszają swoje życie wywalając z mieszkania wszystko co zbędne, ale i to co może się wciąż przydać, ale np. nie było używane w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Ma to swoje zalety, jest przeciwwagą dla "konsumpcjonistycznego" stylu życia, ale wg mnie jeden i drugi styl życia to skrajności, które mają swoje wady, a im bardziej brniemy w jeden czy drugi kierunek, tym mniej zalet, a więcej wad.

    Moim zdaniem warto szukać złotego środka. Wolę rower z przerzutkami, ale wolałbym np. 6 przełożeń i lżejszy/prostszy/tańszy rower, niż 24 przełożeń i cięższy i bardziej awaryjny rower, w którym więcej jest mechanizmów które trzeba regulować, a stosunkowo niewiele jest dodatkowych faktycznych korzyści dla mnie.
    I staram się nie trzymać zbędnych gratów w domu, ale też nie wyrzucam wszystkiego na siłę, bo wiele rzeczy mi się potem przydaje.

    Czasem rower bez przerzutek jest lepszy. Kurierzy rowerowi używają często tzw. "ostrego koła" (to minimalistyczny rower bez przerzutek). Jest lżejszy, prostszy (a więc mniej awaryjny, co b. istotne), mniej atrakcyjny dla złodziei, więc dzięki temu rzadziej tracą narzędzie pracy.

    Mnie też śmieszy robienie z minimalizmu i antykonsumpcjonizmu filozofii okrytych aurą elitarności, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Na tym wątku nie widzę elitarności u kogokolwiek; ot, zwolennicy mniejszej "konsumpcji" piszą, że można żyć bardziej świadomie i bardziej przemyślanie decydować co faktycznie chcemy mieć, a co nie. Co nie oznacza wyrzekania się wszystkiego (jak opatrznie rozumie verdana i od razu przystępuje do ataku).
    I tak, droga marajko, mówienie o konsumpcjonizmie w Polsce ma sens. Aby daleko nie szukać, to zacytuje słowa kufferrek z tego wątku: "[...] byłam klasycznym konsumpcyjnym przykładem. [...] wydawałam na wiele niepotrzebnych mi rzeczy."

    Dla mnie EOT, bo nie chce mi się dyskutować i bronić tez przed napastnikami i szydercami jacy się tu wyłaniają, chciałem tylko wtrącić moje 3 grosze.
  • 22.03.12, 13:23
    Właśnie o tym mówie...
    Trzeba racjonalnie do wszyskiego podchodzić. Cieszyć się z technologii którą mamy, bo pozwala nam żyć łatwiej. Jednak często zapominamy i przekraczamy granice czy to w jedną czy drugą stronę. Nie jestem przeciwnikiem kupowania z rozsądkiem, ani oszczędności.
    Sam osobiście jestem zwolennikiem spokojnego i rytmicznego życia i stosuje sie do tej zasady. Pracuje mało, bo tak mi wygodnie chociażbym mógł zarabiać 3 razy więcej niż dostaje to starcza mi to co mam i nie chce więcej.
    Tu jest moja granica, która łączy rozsądek - wydatki - oszczędności - życie.
    Wielu ludzi nie ma takiej granicy i za wszelką cenę chcą zarobić jak najwięcej. Taka chciwość, egoizm ludzki i brak granic zwykłego człowieka pokazuje nam jak bardzo jesteśmy prymitywni.



    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 08.04.12, 17:16
    > Nie. Ale mimi chyba chodziło o odkrywanie prostych rozwiązań. Odkrywanie, że cz
    > ęsto nie potrzebujemy super wymyślnych (drogich dla portfela i dla środowiska)
    > rozwiązań.

    modne rowery bez przerzutki potrafią kosztować 1600 złotych - płaci się głównie za brak przerzutek. wiadomo - szary tłum jeździ na rowerach z przerzutkami po 600 złotych i o braku przerzutek może sobie tylko pomarzyć...

    >I może nie potrzebujemy super roweru z 24 przełożeniami, licznikiem Cateye z 15 funkcjami

    czy są już liczniki z jedną, góra dwiema funkcjami dla wymagających konsumentów? czy wymagający konsumenci są już gotowi zapłacić za taki licznik pięciokrotność ceny licznika standardowego?

    > Czasem rower bez przerzutek jest lepszy. Kurierzy rowerowi używają często tzw.
    > "ostrego koła" (to minimalistyczny rower bez przerzutek). Jest lżejszy, prostsz
    > y (a więc mniej awaryjny, co b. istotne), mniej atrakcyjny dla złodziei

    prosty, minimalistyczny rower "ostre koło" kosztuje jakieś trzy tysiące złotych, a używany koło tysiąca. Pewnie dlatego jest nieatrakcyjny dla złodziei.

    www.wrostro.pl/kategoria/rowery/ostre-kolo-/-fixed-gear
  • 22.03.12, 13:59
    Ojej, tak sobie palnęłam o tych przerzutkach i poszłam, nie wiedziałam, że wsadzam kij w mrowisko smile i że się ktoś zdenerwuje, naprawdę, nie miałam takiego zamiaru.
    Mi przerzutki akurat niepotrzebne, bo okolica płaska jak stół, ale jak ktoś nie może żyć bez jakiegoś gadżetu, to jasne, że nie ma się co umartwiać. Tyle, że im mniej potrzebujemy, tym mniej za to płacimy, a oszczędności się przydają ( nawet, jeśli nie wiemy jeszcze, na co).
  • 22.03.12, 15:36
    Temat uwazam za wyczerpany. Dla rozluznienia atmosfery Gorge Carlin i jaego spojrzenie na "stuff"
    www.youtube.com/watch?v=MvgN5gCuLac
  • 22.03.12, 20:01
    A ja kilka lat temu musiałam wymienić lodówkę. Miała być nowoczesna, mieć no frost, użyteczne półki, system antybakteryjny, wyrównywanie temperatury wiatrakiem.
    Lodówka dotarła i właściwie natychmiast chciałam ją wyrzucić, bo wiatrak kręcił się w cyklach trwających godzinę (miała być cicha), no frost zajął połowę zamrażarki, a wady konstrukcyjne sprawiły, że woda, która miała spływać do parownika, zamarzała w kapilarze i co kilka dni miałam jeziorko na dole chłodziarki.
    Pozbyłam się jej ostatnio z ulga, a nowa lodówka nie ma wiatraka, no frosta i wielu teoretycznie przydatnych udogodnień, za to jest bardzo pojemna. I mam nadzieję, że posłuży dłużej niż 4 lata.
    maciekpowiedzial.blox.pl
  • 23.03.12, 11:04
    No forst zajal polowe zamrazarki? Mam juz druga lodowke z no forstem: pierwsza dzialala przez 20 lat / 1 mala naprawa: nawet nie pamietam jaka /. Teraz tez kupilam z no forstem / 20 lat na pewno nie bedzie w formie, ale takie juz sa nowe agd / i nie rozumiem o co Ci chodzi. Jaka firma lodowki?
  • 23.03.12, 18:33
    Ja poprzednio dałam szansę polskiej firmie z Wronek, ale się przejechałam - tym niemniej, bardziej niż kwestia zamrażarki wnerwiający dla mnie był ten wiatrak, którego nie mogłam wyłączyć wink

    --
    maciekpowiedzial.blox.pl
  • 22.03.12, 20:17
    przerzutki jako gadżet???
    wspomaganie i klima w samochodzie i takie tam luksusy to też pewnie gadżet?
    o rany...
  • 23.03.12, 06:24
    maja-02 napisała:

    > przerzutki jako gadżet???
    > wspomaganie i klima w samochodzie i takie tam luksusy to też pewnie gadżet?
    > o rany...


    Tak, to są gadżety. Bez klimatyzacji i wielu innych rzeczy da się normalnie funkcjonować. Nie jest ona Ci do życia potrzebna...
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 23.03.12, 11:24
    To jednak zostanę przy konsumpcji. Cale zycie jezdzilam bez klimy, do zaszlego roku. I teraz samochodu z klimą sie juz nie pozbędę.
  • 23.03.12, 11:43
    Nigdzie nie napisałem, że trzeba wyrzekać sie dostępnej technologii.
    Jeśli masz potrzebe samochodu z klimatyzacja to korzystaj.
    Jeśli zaś, kupiłabyś samochód z klimatyzacją i z niej nie korzystała to już można sie do tego doczepić.
    Napisałem tylko że wiele osób korzysta z aut bez klimatyzacji i to z własnego wyboru a nie braku pieniędzy...
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 23.03.12, 20:59
    no to ja też jednak będę "konsumpcjonistką"...
    i będę korzystać dalej z przerzutek i nawet z pralki automatycznej na ten przykład... też nie jest to niezbędne wszak - tylko ułatwia życie
    z pewnością nie odpowiada mi antykonsumpcjonizm bezsensownie utrudniający życie smile znaczy taka antykonsumpcjonistyczna sztuka dla sztuki wink
  • 23.03.12, 22:54
    maja-02 napisała:

    > no to ja też jednak będę "konsumpcjonistką"...
    > i będę korzystać dalej z przerzutek i nawet z pralki automatycznej na ten przyk
    > ład... też nie jest to niezbędne wszak - tylko ułatwia życie
    > z pewnością nie odpowiada mi antykonsumpcjonizm bezsensownie utrudniając
    > y życie smile znaczy taka antykonsumpcjonistyczna sztuka dla sztuki wink

    Nie wiem czy przeczytalas artykul, ktory rozpoczal caly ten wtek. Z twojej wypowiedzi wynika,ze nie. Wiec kawalek zacytuje;
    "Antykonsumpcjonizm nie zwraca się przeciw konsumpcji w ogóle, tylko jej nadmiernej, nieracjonalnej formie. Czy kupujesz coś czego potrzebujesz czy coś do czego nakłoniła cię reklama. Coś czego potrebujesz, czy coś co zapełni miejsce w szafie i nigdy już tego nie założysz.''
    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 23.03.12, 23:19
    ale ja sie nie odnosze do artykulu tylko do poszczegolnych wypowiedzi... artykulow na temat konsumpcjonizmu czytalam troche i w zaleznosci od autora i jego wlasnej interpretacji okazuje sie ze do tego worka da sie wrzucic calkiem sporo...
    i niestety tak jak jedni czynia sobie z zakupow sposob na zycie tak inni przeginaja w druga strone (nie odnosze sie tutaj personalnie do osob z watku)
    a prawda jak zwykle lezy gdzies po srodku smile
  • 23.03.12, 11:41
    > Tak, to są gadżety. Bez klimatyzacji i wielu innych rzeczy da się normalnie fun
    > kcjonować. Nie jest ona Ci do życia potrzebna...

    funkcjonowac się da.

    czy normalnie - to juz kwestia dyskusyjna (np. w srodku upalnego lipca, albo w drodze na rodzinne wakacje w Chorwacji).

    tylko po co sobie to zycie utrudniac i obrzydzac, jak mozna ułatwiać i uprzyjemniac?
  • 23.03.12, 11:52
    Odpowiedź w poście wyżej smile
    --
    Problem jaki ludzi zżera to zbytnia zachłaność i brak rozwagi.
    Brak umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i zbyt duża rozrzutność
  • 23.03.12, 12:51
    a nie jest przypadkiem tak, że antykonsumpcjonizm tyczy się bardziej europy zachodnie, stanów i kraju kwitnącej wiśni???

    tak naprawdę to my, Europa środkowo-wschodnia i cała reszta nie doznaliśmy dobrobytu i wygląda na to, że nie doznamy. cały czas jesteśmy na dorobku i gonimy kraje rozwinięte i w/g mnie nie dogonimy.
  • 23.03.12, 14:17
    chwalipieta napisał:
    > tak naprawdę to my, Europa środkowo-wschodnia i cała reszta nie doznaliśmy dobr
    > obytu i wygląda na to, że nie doznamy. cały czas jesteśmy na dorobku i gonimy k
    > raje rozwinięte i w/g mnie nie dogonimy.
    Moze lepiej zebysmy pod wieoma wzgledami nie doganiali. Przyklad USA. Amerykanskim sportem narodowy nie jest foootball; tylku kupowanie, rzeczy ktorych nie potrzebuja, za pieniadze, ktorych nie maja. Nie istnieje dla nich slowo "wystarczy", co widac po ich wielkich domach wypchanych badziewiem rodem z Chin, groteskowo wielkich SUV's , ktore przewoza ich groteskowe otyle ciala. Tona w dlugach, wiec nic dziwnego,ze spora czesc jest na tabletkach antydepresyjnych. Czy to jest wizja dobrobytu?
    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.
  • 23.03.12, 13:07
    > tylko po co sobie to zycie utrudniac i obrzydzac, jak mozna ułatwiać i uprzyjemniać?

    Oczywiście, że warto życie ułatwiać i uprzyjemniać, ale może warto też kalkulować koszt każdego ulepszenia aby wybierać te ułatwienia które dają nam najwięcej dobrego najniższym kosztem (dla naszego portfela i środowiska). Dla wielu koszt środowiska jest kosztem zewnętrznym, którym się nie przejmują, więc skupmy się na portfelu:
    każdy z nas ma ograniczoną ilość gotówki (i zdolności kredytowej), a na świecie jest nieograniczona liczba ulepszaczy/uprzyjemniaczy/miejsc-do-zwiedzenia/etc.
    Jeden woli spędzić więcej czasu na wakacjach leżąc do góry brzuchem, lub np. polatać na motolotni, drugi woli zajechać do tej Chorwacji w lepszych warunkach, ale nic za darmo: w zamian musi wcześniej wrócić z tej Chorwacji do pracy (choćby o dwie godziny, ale wciąż) lub musi zrezygnować z czegoś innego w swoim życiu, aby zarobić na tę klimatyzację (jakąś część swoich oszczędności w nią wsadził w końcu, a mogły one być zainwestowane w czymś co nie traci na wartości), a także zarobił na jej serwisowanie i większe koszty paliwa dojazdu do Chorwacji i z powrotem (włączona klimatyzacja zwiększa zużycie paliwa, a nawet wyłączona też odrobinę - bo wozimy wszędzie ze sobą ekstra kg). Wszystko ma swoją cenę. Coś za coś. Może warto świadomie wybierać w życiu, m.in. klimatyzację w aucie, zdając sobie sprawę, że wybierając coś, rezygnujemy z czegoś innego. A kupując jakiś "uprzyjemniacz", gdzieś indziej w końcu za niego pewnie zapłacimy jakąś "nieprzyjemnością". Czasami warto, bo w ogólnym rozrachunku wyjdzie na plus, czasami nie, bo rachunek wyjdzie na minus. W konsumpcyjnym pędzie mało kto się zastanawia nad minusami każdego "ulepszacza", każdej kolejnej kupionej rzeczy (np. trzeba na nią dodatkowe szafki, a żeby postawić więcej szafek, to trzeba nam kupić większy dom, itd. -- wiele kosztów jest "ukrytych", nawet z tą klimatyzacją, pewnie mało osób, przed podjęciem decyzji o tej opcji, z kalkulatorem liczy ile faktycznie będzie kosztować klimatyzacja w aucie, licząc też koszty eksploatacji i dodatkowego paliwa, a potem przeliczając to na godziny spędzone w pracy).
  • 23.03.12, 19:14
    nvv napisał:
    > nawet z tą klimatyzacją,
    > pewnie mało osób, przed podjęciem decyzji o tej opcji, z kalkulatorem liczy il
    > e faktycznie będzie kosztować klimatyzacja w aucie, licząc też koszty ek
    > sploatacji i dodatkowego paliwa, a potem przeliczając to na godziny spędzone w
    > pracy).

    Tak na marginesie - kiedyś oglądałam fajny program motoryzacyjny gdzie omawiano pewnien paradoks - klimatyzacja w autach staje się dla nas oczywistym standardem podczas gdy liczba dni upalnych jest w naszym klimacie niezbyt duża. Natomiast znacznie więcej jest dni mroźnych podczas których przydałoby się ogrzewanie postojowe, żeby nie musieć odśnieżać i skrobać a za to wsiadać do ciepłego pojazdu. Liczba aut z taką opcją na rynku jest naprawdę niewielka a sama funkcja dostępna jest w zasadzie tylko w droższych modelach właśnie jako 'opcja' a nie standard.
  • 23.03.12, 13:54
    Coś jeszcze wam opowiem.
    Poszłam na warsztaty fotograficzne z moim kupionym na Allegro aparatem . Niezły, ale, że kilkuletni, zapłaciłam 200 zamiast 1400. I tylko ja miałam kompakt, wszyscy inni lustrzanki z wielkimi obiektywami i setkami funkcji. Okazało się, że owszem, spory obiektyw daje większe możliwości operowania ostrością zdjęć, opcja regulacji siły błysku też czasem się przyda, i może jeszcze dwie- trzy funkcje ponad standard kompaktu są dla fotografa amatora potrzebne, ale reszta to właśnie gadżety, za które płaci się tysiące . Czy warto? Sami wykładowcy odradzali przesadę pytając, ile potem kosztuje jedno zdjęcie.
  • 23.03.12, 21:08
    i tu sie zgadzam, do pstrykania zdjęć z wakacji i innych takich spokojnie wystarczy "idiotkamera" - jak ktoś złapie bakcyla i faktycznie zacznie fotografia zajmować się w wiekszym zakresie to mozna pomyslec o lepszym sprzecie...
    nie warto kupowac w pakiecie funkcji ktorych nie uzywamy (czy to w przypadku roweru czy aparatuwink ) ale warto zaplacic wiecej za cos co nam ulatwi/uprzyjemni korzystanie (tzn to z czego bedziemy korzystac smile )
    chyba ze ktos ma dusze masochisty i bedzie po gorach i polnych drogach zapylal na rowerze miejskim - tez sie pewnie da tylko pytanie po co?
  • 23.03.12, 23:20
    Bo pytanie tu zawiera się w słowie "potrzebuję". Na przyklad telefon - czy potrzebuje telefonu, ktory ma aparat, odtwarzacz itp? Nie, na pewno nie. To nie jest potrzeba, tylko chęć posiadania - bo moge spokojnie bez tego żyć. Nie zrobie wprawdze zdjęcia i nie posłucham muzyki, ale ani jedno, ani drugie nie są koniecznoscią. Wiec jedni powiedza,z e taka rzecz jest potrzebna - bo lubię muzyke i chce czasem zrobic zdjęcie, a inni - ze juz konsumpcjonizmem, bo przecież spokojnie mogę sie bez tego obyć.
    No i wlasnie - gdzie kończy sie nie kupowanie niepotrzebnych rzeczy, a zaczyna zycie, ktore mozna by sobie spokojnie ulatwic, ale w imie niekonsumpcjonizmu nie zarabiamy na niepotrzebne gadżety i ten czas przeznaczamy na czynności, ktore te gażety załatwiły by w minutę?
    --
    zpopk.blox.pl
  • 26.03.12, 21:01
    Dobrym przykładem postawy antykonsumpcyjnej byłby zakup starego Zenita z genialnymi nieraz radzieckimi obiektywami, a nie kilkuletniego głupiego jasia, którego możliwości z lustrzanką porównać się nie sa. Owszem, kupowanie lustrzanki za grube tysiące a potem pstrykanie zdjęć na automacie (co robi większość ich posiadaczy) to bezsens, a nawet głupota, bo dostosowane do potrzeb amatorów kompakty robią nieraz lepsze zdjęcia w trybach automatycznych, a producenci dwoją się i troją w wymyślaniu algorytmów, które umożliwią zrobienie naprawdę dobrego zdjęcia. W lustrzance algorytmy są niepotrzebne, bo z założenia nie robi się nią zdjęć na automacie i już. Jednak stwierdzenie, że właściwie nie ma różnicy między "lustrzanką z wielkim obiektywem" a kompaktem jest mocno chybione, bo jeden i drugi typ aparatu łączy chyba tylko to, że oba robią zdjęcia.

    BTW - podstawową lustrzankę cyfrową z przyzwoitym obiektywem można mieć grubo poniżej tysiąca zł. Cena nie aż tak wygórowana, możliwości zrobienia takiego zdjęcia, jakie się zaplanuje, a nie jakie wyjdzie - warte każdej złotówki dla kogoś, kto się tematem interesuje.
  • 27.03.12, 10:35
    a ja tylko spytam - skąd pewność, że te lustrzanki nie były kupione na allegro?

    sama w domu mam lustrzankę, właśnie z drugiej ręki. i nie kosztowała grubych tysięcy. (nie pamiętam ile dokładnie, bo to lustrzanka męża i on licytował. ja pstrykam oczywiście na automacie)
  • 27.03.12, 22:45
    A mozesz podac pare sprawdzonych typow? Przymierzam sie do zakupu czegos ponad glupiego jasia, ale nie chce w tym utopic mojej mizernej fortuny.
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • 01.04.12, 22:52
    Nikony - popularne, jest tego na pęczki, większość użytkowników przesiadła się już na lepsze modele, używane obiektywy kitowe chodzą za grosze. D40 - chyba najprostsza i najtańsza lustrzanka cyfrowa ever, bez bajerów, ale jakość zdjęć świetna, uwaga na kompatybilność ze starszymi obiektywami (brak AF), obiektyw kitowy bardzo przyzwoity, D60 - lekko wybajerzone D40; D50, D70 - starsze i nieokrojone, dość już leciwe. Z dobrych i tanich tyle znam. Pewnie jeszcze można by poszukać jakiejś prostej Alfy i do tego starsze obiektywy minolty. Canon lepiej trzyma ceny i chyba nie miał aż tak prostych modeli. Reszta mało znana i mogą być problemy z komatybilnością/dostępnością starszych obiektywów.
  • 27.03.12, 22:22
    No dobra, może ja mam inne pojęcie na temat fotografii , bo dla mnie mniej liczy się sam aparat, a bardziej temat, kompozycja, światło i emocje.
    Ile można wycisnąć z głupiego jasia? Sporo, ale to już kwestia wiedzy i wyobraźni.
  • 27.03.12, 23:22
    pyzzi napisała:

    > No dobra, może ja mam inne pojęcie na temat fotografii , bo dla mnie mniej licz
    > y się sam aparat, a bardziej temat, kompozycja, światło i emocje.
    > Ile można wycisnąć z głupiego jasia? Sporo, ale to już kwestia wiedzy i wyobra
    > źni.
    I tu sie nie zgodze. Mialam lustrzanke, teraz mam tzw "idioten camera" i slabo z niego cos wycisnac. Szczegolnie jak probuje zrobic zdjecie ruchliwemy dziecku, 90% zdjec wychodzi nie ostra. Sama lustrzanka, nie wystarcz, zeby zrobic dobre zdjecie, trzeba miec tez pojecie o fotografii . Ale ja mam pojecie i glupiego jasia i malo dobrych zdjec.
    --
    You know....arguing over the internet is like the special olympics....even if you win, you are still retarded.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.