Dodaj do ulubionych

Brakuje do pierwszego...

13.07.12, 18:20
Witam. Sytuacja finansowa coraz gorsza, nie wiem już co zorbić. Nie mam pomysłu na czym mogę zaoszczędzić. Mieszkamy 40 km od Warszawy. Wydatki stałe spore-kredyt hipoteczny ok 1500, drugi kredyt (tzw. druga hipoteka) 724, opłaty (prąd,gaz,internet, śmieci,telefon-mój) ok 600-700 w zalezności od pory roku, kredyt na samochod (partnera) 500 zl, fundusz oszczędnościowy 200, alimenty 1700, niania 1000. Razem =6324. Zarabiamy po 4 tys. Wiec zostaje niecale 1700. Z czego musimy zatankowac dwa samochody po min. 500 zl na każy, jak jeździmy tylko i wyłacznie do pracy, i raz w miesiącu partner jedzie do córki (ok.130 km w obie strony, syn już studiuje w Warszawie i tam sie spotykaja). Każdy dodatkowy wyjazd nawet 20 km to dla mnie dodatkowe tankowanie. W domu 2 osoby dorosłe + 2-latek, pies i kot. Więc jak łatwo policzyć na tzw. "życie" zostaje 700 zł... I jak za to przeżyć? Mamy jeszcze resztkę oszczędności, ale co miesiąc pozyczamy sami od siebie, wiedząc że nie oddamy, bo nie ma z czego, Zwyczajnie je przejemy. Dodatkowo wiadomo, trzeba opłacic ubezpieczenia samochodów, domu, jakies naprawy, podatek od nieruchomości raz na kwartał. W dniu wypłaty na koncie mam 300 zł. I przez tydzień chodze jak struta.
Przeliczyliśmy się z tą drugą hipoteką, teraz wiem, ale jak braliśmy kredyt (dwa lata temu) sytuacja była inna. mieszkaliśmy juz w swoim domu, powoli wykańaczliśmy, od roku nie mielismy kuchni, bo nie starczyło, połowy mebli, (to co mielismy odłożone na kuchnie pochłonęła wymiana NOWEJ instalacji źle wykonanej przez "fachowca" i remont NOWEJ łazienki) dziecko w drodze, więc postanowilismy wziąć ten kredyt, żeby dokończyc to co niezbędne, tzn, zrobic kuchnie, kupić meble dla dziecka, zrobic podjazd o ogrodzenie. Tylko że wtedy partner pracował w systemie zmianowym z czego miał dodatek zmianowy ok 600 zł i alimenty 1000 zl. Na początku roku jednocześnie musiał zmienić stanowisko (taki rodzaj firmy obowiązek rotacji), niby awans, niewielka podwyżka (ok 150 zł) ale jednoczesnie został obcięty dodatek i teraz bardzo rzadko zdarzają sie nadgodziny, wcześniej bywało że i 500 zl dodatkowo zarobił. Więc w sumie zarabia mniej. I zaraz potem podwyższenie alimentów, bo syn na studia i nie ma za co mieszkania wynająć. W ciągu dosłownie miesiąca przychody zmalały o 500 zł, a wydatki wzrosły o 700. I jeszcze paliwo które drożeje. Ze względu na miejsce zamieszkania ja do pracy moge dojechać tylko własnym samochodem, inaczej nie da rady. Do Warszawy da sie autobusem, ale trzeba sie trzy razy przesiasc, koszt ok 10-15 zl w jedną strone, podróz trwa dwa razy dłużej. Teraz jakos ciągniemy, jest jeszcze troszke oszczędności, ale wiem że na długo nie starczy. Jak opróżnimy konto to co wtedy? Ja szans na podwyżkę nie mam żadnych, a w każdym razie minimalne, robiłam kilka podejśc i zawsze słyszę - przykro mi ale kryzys, nie teraz, może za rok...
Na czym moge jeszcze zaoszczędzić? Gdzie można coś dorobić, zarobic dodatkowy grosz (niestety tez pracuje na zmiany co utrudnia jakies stałe zajęcia). Może ktoś coś doradzi, bo juz mi pomysłów brak sad
Obserwuj wątek
    • alin9 Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 18:57
      Od razu moją uwagę zwróciły samochody(koszt paliwa).W dramatycznej sytuacji zamieniłabym oba na komunikację miejską.Jednak jako,że jest małe dziecko,jeden bym zostawiła.Bez wahania zamieniłabym jeden na bilet miesięczny,okresowy(czy jak tam u was się to nazywa).Piszesz,że przesiadki.Będąc posiadaczem biletu jeździsz na jednym(chyba,że u Was jest inaczej).Oszczędność kolosalna.Gdybym ja chciała do pracy jeździć samochodem dawno byłabym najbardziej zadłużonym człowiekiem na świeciesmile
    • anka7961 Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 19:47
      Pracujecie w różnych kierunkach? Może mąż może podwozić Cię przynajmniej w okolice W-wy żebyś nie miała 3 przesiadek, a np 2.
      1700 pln to alimenty zasądzone na dzieci? Dość wysokie. Jeśli nie są zasądzone, to za przeproszeniem, może syn który studiuje w Wwie zamiast "ciągnąć' z Tatusia pójdzie gdzieś trochę dorobić? A może dorabia, to przepraszam.
      Może poszukaj kredytu konsolidacyjnego, tak abyś te dwie hipoteki połączyła w jedną i będziesz miała niższą ratę.
      A te 130 km partner nie może pojechać pksem? Chyba taniej wyjdzie.
      A nie masz szans na znalezienie lepiej płatnej pracy? A może bliżej miejsca zamieszkania?

      --
      http://www.suwaczek.pl/cache/b4efb997c4.png
      • zuzuua Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 20:13
        jak piszą koleżanki - połączyć kredyty
        przesiąść się na komunikację miejską - korzystać z opcji park and ride. bilet na komunikację miejską 1 strefa do 220 zł/3 mies. w tym są i autobusy ZTMu i SKM i KM i chyba WKD
        zrezygnować z nianii - poszukać klubiku malucha. u nas koszt dla 2 latka to ok 700 zł z wyżywieniem (mieszkam na obrzeżach wawy).

        • f.l.y Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 21:16
          dziewczyna zarabia 4 tys na rękę i ma zmienić pracę na lepiej płatną? oj, no to powodzenia...

          podobnie jak inni radzę skonsolidować kredyty w jednym banku - Millenium pod tym względem jest łaskawe, ale sprawdźcie oferty w różnych bankach..

          na czym przyoszczędzić? na życiu, planowanie jadłospisu i zakupów, sprzedać ciuszki po dziecku jak wyrasta, książki- może doraźna opieka nad innym dzieckiem w weekendy...

          a może potrafisz coś robić w sensie: szyć, robić na drutach, piec ciasta - można zawsze pogadać z sąsiadkami, może ktoś zamówi ciasto, opiekę nad dzieckiem, nocleg dla kogoś z rodziny czy znajomych..
      • komonkooo Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 22:17
        anka7961 napisała:


        > 1700 pln to alimenty zasądzone na dzieci? Dość wysokie. Jeśli nie są zasądzone,
        > to za przeproszeniem, może syn który studiuje w Wwie zamiast "ciągnąć' z Tatus
        > ia pójdzie gdzieś trochę dorobić? A może dorabia, to przepraszam.

        Syn sie uczy i nie ciągnie, bo musi sie utrzymwac w innym miescie, niz rodzinne. A rodzic ma obowiązek syna utrzymywać az przestanie sie uczyć. Moze studiuje prawo i ma kupe naukismile
        • iberka alimenty 14.07.12, 01:08
          Powinny być płacone do chwili aż osoba, która je pobiera jest w stanie samodzielnie się utrzymać. Co w praktyce oznacza, że student zaoczny może, wieczorowy też a dzienny jak się postara to się utrzyma. Żadne tam do końca nauki czy do ukończenia 25 lat
          Iza
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
          • e-ness Re: alimenty 14.07.12, 11:05
            iberka napisała:

            > Powinny być płacone do chwili aż osoba, która je pobiera jest w stanie samodzie
            > lnie się utrzymać. Co w praktyce oznacza, że student zaoczny może, wieczorowy t
            > eż a dzienny jak się postara to się utrzyma. Żadne tam do końca nauki czy do uk
            > ończenia 25 lat
            > Iza

            Ale dlaczego dziecko ma ponosić konsekwencje nieodpowiedzialności rodziców.
            Chce studiować, uczyć się a nie myśleć jak tu kasę zarobić by rodzinę ojca odciążyć. Jeśli sa to studia dzienne to rodzić musi zapewnić utrzymanie dziecka do 26 roku.
            Ciekawe czy swojemu dziecku tak łatwo byś pieniądze zabrała?


            Sytuacja opisana przez cynamon, jest dla mnie klasyczna z jaka ostatnio sie spotykam.
            Ludzie myślą sobie, że walną sobie chałupkę pod Warszawą, ( no co stać mnie) a później płacz i zgrzytanie zębów bo nie ma za co się utrzymać, bo przeliczając koszta życia w bloku i w domu biorą pod uwage tylko i wyłącznie czynsz. No prężcież w domu się nie płaci.
            Właśnie z tego powody zrezygnowaliśmy z domu i nie na jakimś zadupiu, gdzie tylkoauto, ale z komunikacja podmiejską.
            Obecnie wydaje 800-1000 zł na paliwo na jedno auto, latem 1200-1600 ale wiem ze w każdej chwili moge auto odstawić baz sprzedać bez większego uszczerbku na moim komforcie( odbieranie dzieci z przedszkola powierzę mężowi).Zyjąć poza miastem nie mogłabym tego zrobić, bo do pracy trzeba dojechać, dzieci zawieść na zajęcia do lekarza.

            Jeśli sa szanse na zwiększenie zarobków to bym powalczyła o dom, jeśli nie, szybciutko szukała kupca, i nowego lokum.


            --
            Nie ma brzydkich biustów, są tylko źle dobrane biustonosze.
            Dobierz stanik i zmień życie na lepszesmile
            Secret Hills
            • cynamon2 Re: alimenty 16.07.12, 15:48
              Sprzedaż domu teraz bez sensu. Koszt franka wzrósł, więc automatycznie kredyt, ceny nieruchomości poszły w dół.
              Ja wiem że dla niektórych dom na zadupiu to fanaberia, ale my na paliwo na dwa samochody wydajemy tyle Ty na jedno. Po drugie moje miejsce pracy jest na jeszcze większym zadupiu, i nawet z Warszawy musiałm jeździć samochodem. Teraz przynajmniej mam bliżej i jadę dużo szybciej.
              Kredyt na dom wynosił 330 tys. Działkę mieliśmy (kupili ją moi rodzice jakiś czas wcześniej). Dlatego podjęliśmy decyzję o budowie domu.
              Nie mamy willi od dewelopera jak ktoś napisał, tylko normalny dom (120 m2). W małym mieście. Za tą kwotę kredytu to mielibyśmy 2 pokoje. I na pewno nie w Warszawie. Najpierw chcieliśmy kupić mieszkanie, sprzedać działkę, ale sprzedać już nie było tak łatwo, a wartość działki jako wkład własny dała korzystniejszy kredyt. I zdecydowaliśmu tak jak zdecydowaliśmy. Może źle, a może właśnie dobrze. Nie wiem, i ja obiektywnie nie ocenię. Ale kredyt za mieszkanie też trzeba płacić, i koszty utrzymania mieszkania też nie sa małe (czynsz, media). My wodę mamy swoją (studnia), największy koszt to gaz - ale to niezależnie czy dom czy mieszkanie.
            • iberka Re: alimenty 19.08.12, 18:06
              ach to moje hobby czasem się przydaje zatem krótko: zgodnie z art. 133 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (dalej krio) „Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania”. Zgodnie z § 2 tego artykułu „Poza powyższym wypadkiem uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w niedostatku”. Obowiązek alimentacyjny istnieje zatem jeśli: - dziecko nie jest w stanie się samodzielnie utrzymać lub też - jest w stanie się samodzielnie utrzymać, ale znajduje się w niedostatku. Sąd Najwyższy podkreślił, że obowiązek alimentacyjny względem dzieci ustaje wówczas, gdy dzieci osiągną samodzielność życiową, co z reguły łączy się z możliwością podjęcia pracy zarobkowej. Sądy musza jednak brać pod uwagę sytuację życiową i osobistą osoby uprawnionej. Jeśli dziecko kontynuuje naukę, to usprawiedliwione jest dalsze alimentowanie go. Ale jak już wyżej napisałam nie każda nauka oznacza obowiązek alimentacji, bo np stiudując zaocznie spokojnie można pracować. Już dawno nikt nie patrzy na 26 lat dziecka ale na to co robi aby się usamodzielnić. Jeśli np. powtarza rok t alimenty odpadają, tak samo jeśli przerwie studia, nie zda na następny semestr czy też weźmie sobie urlop dziekański. Dodatkowo sąd patrzą na to gdzie te studia sa: szkoła za kilkaset pln/ msc czy studia państwowe. oczywiście prywatne to ta gorsza sytuacja
              wiem,że dziecko , że kochany syn / córka ale nie może być tak, że rodzice nie mają na życie ale alimenty muszą być
              jeszcze jakieś pytania?
              ach, sama jestem dzieckiem z alimentami kiedyś tam
              iza
              --
              http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
              • tata_tomek Re: alimenty 21.08.12, 12:28
                iberka napisała:

                > zgodnie z art. 133 § 1 kodeksu rodzinnego
                > i opiekuńczego (dalej krio) „Rodzice obowiązani są do świadczeń
                > alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać
                > się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie
                > kosztów jego utrzymania i wychowania”. Zgodnie z § 2 tego artykułu „
                > ;Poza powyższym wypadkiem uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko
                > ten, kto znajduje się w niedostatku”.

                Pozwolę sobie nieśmiało podrzucić § 3 tegoż artykułu, który imho ma tu znaczenie (podkreślenie moje):

                "Rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się. "

                > Sądy musza jednak brać pod uwagę sytuację życiową i osobistą osoby
                > uprawnionej. Jeśli dziecko kontynuuje naukę, to usprawiedliwione jest
                > dalsze alimentowanie go.

                A więc też art. 135 § 1 krio:

                "Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego."

                --
                Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu, że masz plany na życie...
      • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:34
        Pracujemy w róznych kierunkach, do tego różnie godzinowo, ja mam zmiany, partenr czasami tak, większość miesiąca nie. Dlatego sprzedaż samochodu nie wchodzi w grę, bo o 23 nie miałby czym wrócić. Czasem jeździ z kolegami, czasem autobusem (pks, potem koumnikacja miejska).
        Pracy szukam, ale wiadomo - nie jest łatwo.
        Zastanawiamy się nad opcją rezygnacji z funduszu oszczędnościowego i z tej kwoty spłacić kredyt na samochód (jeszcze 1,5 roku spłaty).
        Tak naprawdę sytuacja za jakiś czas powinna się poprawić, za rok mały pójdzie do przedszkola (mam nadzieje że dostanie się do państwowego), za 4 lata starszy syn skończy studia. Partner ma obiecaną podwyżkę pod koniec roku, niedużo, ok 150 zl na ręke, ale zawsze.
        Zastanawiam się na innymi możliwościami, żeby przetrzymać ten najgorszy okres. Obniżać alimentów nie będziemy tak jak ktoś radził, bo nie wydaje mi się to uczciwe - mimo wszystko.
        Mimo tego że niedawno eks kupiła nowy samochód wart więcej niż nasze dwa razem wzięte. Widocznie potrafi lepiej oszczędzać.
    • asia_i_p Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 20:12
      Za rok nianię zmienicie na przedszkole, to pewnie z 500 zł na tym zyskacie. Fajnie, że macie oszczędzanie w wydatkach stałych, to chociaż wiadomo, że coś zostaje na przyszłość.
      Może rzeczywiście rozciągnąć w czasie drugą hipotekę i kredyt na samochód - wiem, że na konsolidacji kredytów wcale się nie wychodzi tak dobrze, w sumie spłaca się więcej, ale wy jesteście w takiej sytuacji, że potem będziecie mogli się sprężyć i spłacić szybciej (dziecko do przedszkola - pierwszy spadek wydatków, syn skończy studia - drugi, bo do alimentowania zostanie jedno dziecko). Więc u was to kwestia przetrwania najcięższego okresu - może się opłaca spróbować.
      --
      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
      • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 21:26
        Tak, bardzo fajnie że mają oszczędzanie wydatkach (jak to uroczo brzmi). Z jednej strony wyciągają zaskórniaki z drugiej odkładają. Rozumiem że to jest jakiś fundusz z podpisaną umową na oszczędzanie i muszą oszczędzać w nadziei że przyda im się do za wiele, wiele lat.
        • pstrabiedronka Re: Brakuje do pierwszego... 13.07.12, 22:39
          1. zrezygnowac z jednego samochodu - jeździć jednym do punktu przesiadki w ZTM (o ile oboje pracujecie w Wwie)

          2. wyjazdy do córki - PKS

          3. za rok odejdzie koszt niani - o ile dziecko dostanie się wam do państwowego przedszkola

          ...i ja tez nei bardoz rozumiem ze z jednej strony odkładacie 200 zł a z drugiej "przejadacie" oszczędności" - to nielogiczne, chyba, że to coś w rodzaju ubezpieczenia na życie
          --
          http://lbym.lilypie.com/AU5Jp1.pnghttp://lb4m.lilypie.com/zZ3sp1.pnghttp://lb1m.lilypie.com/Bi1Pp1.png
            • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 08:00
              Nie rozumiem na jakiej zasadzie proponujecie zmniejszenie alimentów.. Pan ma dzieci to łoży na dzieci - kwestie finansowe związane z dziećmi powinien przemyśleć wcześniej, bo dzieci nie pojawiają sie od tak.. Tatuś powinien na sobie pooszczędzac, a nie na dzieciach.
              • izzunia Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 08:08
                to samo pomyślałam - jak któraś dostaje małe alimenty, to marudzi, że małe, jak któryś z tatusiów daje duże, to krzyk, że za duże, nigdy nie dogodzisz.

                a co do oszczędzania, to jak już wspominały dziewczyny - spróbować z kredytem konsolidacyjnym, ale ostrożnie - bo czasem może się okazać, że będzie gorzej niż przed,
                komunikacja miejska / skm / koleje mazowieckie - nie cierpię tego, ale jak trzeba to po prostu trzeba - jeszcze rozwiązanie, aby w kilka osób jeździć i razem składać się na paliwo.
                zmienić samochody na mniejsze / oszczędniejsze.
                ewentualnie spróbować się dogadać z Matką dziecka/dzieci o to, aby przez jakiś czas płacić odrobinę mniejsze alimenty - po prostu wyjaśnić sytuację - może się uda.
                --
                ---
                9/10 facetów woli duże cyce. ten dziesiąty woli tych dziewięciu.
                Mordimer Madderdin
                • ale_to_ja Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 13:26
                  beverly1985 napisała:

                  > no fajnie, ma płacic alimenty, tylko placac 1700 na dzieci z pierwszego zwiazku
                  > odejmuje od ust 2-latkowi z drugiego związku...

                  mógł o tym pomyśleć wcześniej, poza tym dwulatek jest tańszy w utrzymaniu niż student.
                    • tata_tomek Re: Brakuje do pierwszego... 21.08.12, 12:32
                      kosc_ksiezyca napisała:

                      > założenie nowej rodziny jest przesłanką ku zmniejszeniu a
                      > alimentów na dzieci z poprzedniego związku.

                      Zapomnij. Sąd powie to, co ale_to_ja napisała ciut wyżej, tyle , że w urzędowej formie.

                      --
                      Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu, że masz plany na życie...
                  • lineczkaa Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:26
                    ale_to_ja napisała:


                    > mógł o tym pomyśleć wcześniej, poza tym dwulatek jest tańszy w utrzymaniu niż s
                    > tudent.

                    a dlaczego zakładasz, że to pan "nie pomyślał"? to jakaś plaga normalnie, jakby alimenty na dzieci równały się "kolo poszedł za inna foczką". To kobiety nie odchodzą od mężów tongue_out?
                    --
                    Pamiętaj.Zawsze.
                • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 18:19
                  ale_to_ja napisała:
                  > Święte słowa smile
                  >
                  > 1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszkania to wcal
                  > e nie jest dużo.

                  Ale piszesz to tylko w odniesieniu do tych konkretnych zarobków, tego konkretnego ojca, czy tak sobie uogólniasz ?

                  Bo wiesz... jesli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że w większości rodzin te marne 1700 to jest cala pensja jednego z rodziców. Czy zatem ma on ją rozdysponować tylko i wyłącznie na potrzeby dwójki swoich dzieci ?
                  --
                  Kaszuby moim okiem
                  • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 21:32
                    atteilow napisała:

                    > ale_to_ja napisała:
                    > > Święte słowa smile
                    > >
                    > > 1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszkania t
                    > o wcal
                    > > e nie jest dużo.
                    >
                    > Ale piszesz to tylko w odniesieniu do tych konkretnych zarobków, tego konkretne
                    > go ojca, czy tak sobie uogólniasz ?
                    >
                    > Bo wiesz... jesli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że w większości rodzin te
                    > marne 1700 to jest cala pensja jednego z rodziców.

                    Ale wtedy Ci rodzice zarabiający 1700 nie mają trójki dzieci i dwóch rodzin, prawda?

                    > Czy zatem ma on ją rozdyspo
                    > nować tylko i wyłącznie na potrzeby dwójki swoich dzieci ?

                    Jeżeli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że sąd ustalając wysokość alimentów bierze pod uwagę nie tylko obecne zarobki, ale również tzw. możliwości zarobkowe to raz. A dwa, ludzie nie są jednakowi, i nie możesz wymagać, żeby syn prezesa banku z pierwszego małżeństwa dostawał maciupkie alimenty, tylko dlatego, że są ludzie, którzy takich pieniędzy (jakie on ma alimenty) nie są w stanie zarobić nawet przez kwartał.

                    W.
                    • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:38
                      falllen_angel napisał:
                      Ale wtedy Ci rodzice zarabiający 1700 nie mają trójki dzieci i dwóch rodzin, prawda?

                      To jakieś nowe wytyczne?? Wysokość zarobków nagle zaczęła samoistnie regulować płodność. Są ludzie co maja troje dzieci, a nawet więcej jednocześnie zarabiając ustawowe 1500, mniej, lub wcale.

                      Jeżeli jeszcze nie wiesz, to ja Ci powiem, że sąd ustalając wysokość alimentów
                      > bierze pod uwagę nie tylko obecne zarobki, ale również tzw. możliwości zarobkow
                      > e to raz. A dwa, ludzie nie są jednakowi, i nie możesz wymagać, żeby syn prezes
                      > a banku z pierwszego małżeństwa dostawał maciupkie alimenty, tylko dlatego, że
                      > są ludzie, którzy takich pieniędzy (jakie on ma alimenty) nie są w stanie zarob
                      > ić nawet przez kwartał.

                      Teoretycznie mozliwość zarobku ma każdy z nas, nie wiem jak sąd mógłby przewidywać w co nam sie uda zainwestować i na czym zarobić. Moje pytanie dotyczyło innej kwestii, czy piszesz ogólnie, czy w odniesieniu do konkretnego przykładu, że 1700 na dwójkę dzieci z czego jedno studiuje poza miejscem zamieszania to wcale nie jest dużo ?
                      --
                      Kaszuby moim okiem
                      • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 09:02
                        atteilow napisała:

                        > Teoretycznie mozliwość zarobku ma każdy z nas, nie wiem jak sąd mógłby przewidy
                        > wać w co nam sie uda zainwestować i na czym zarobić.

                        No tak, ale sąd patrzy na przykład na to, że masz wyższe wykształcenie więc możesz zarabiać więcej niż zarabiasz. Nie zawsze to jest możliwe i czasem jest bardzo krzywdzące.
                        Z drugiej strony, patrząc na ten przypadek, to jakoś nie uważam, żeby przy takich zarobkach alimenty 1700 były aż tak kolosalne. W końcu nawet gdyby ojciec był z matką dziecka to pewnie by i tak przeznaczaliby dobrze ponad 1000 zł na samego studiującego syna. Tutaj jest 1700 na dwoje dzieci.

                      • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 23:55
                        atteilow napisała:

                        > falllen_angel napisał:
                        > Ale wtedy Ci rodzice zarabiający 1700 nie mają trójki dzieci i dwóch rodzin,
                        > prawda?

                        >
                        > To jakieś nowe wytyczne??

                        Nie, to jest tak zwany zdrowy rozsądek. Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'a zamiast mózgu powinien zdać sobie sprawę, że zarabiając 1700PLN na pewne rzeczy w życiu o nie stać. Nie stać go na nowego Mercedesa, nie stać go na dom 200m i w końcu nie stać go na troje dzieci.

                        > Wysokość zarobków nagle zaczęła samoistnie regulować
                        > płodność. Są ludzie co maja troje dzieci, a nawet więcej jednocześnie zarabiają
                        > c ustawowe 1500, mniej, lub wcale.

                        Ale to jest ich problem. Nie tych co mają 1500 alimentów na jedno dziecko.

                        W.
                        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:11
                          falllen_angel napisał:
                          > Nie, to jest tak zwany zdrowy rozsądek. Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'
                          > a zamiast mózgu powinien zdać sobie sprawę, że zarabiając 1700PLN na pewne rzec
                          > zy w życiu o nie stać. Nie stać go na nowego Mercedesa, nie stać go na dom 200m
                          > i w końcu nie stać go na troje dzieci.

                          Falllen jak zwykle agresywny. Skąd takie emocje? Frustracja? Zazdrość? Coś Ci się w życiu nie powiodło, że się tak lubujesz w wyżywaniu na innych?
                          • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:27
                            araceli napisała:

                            > falllen_angel napisał:
                            > > Nie, to jest tak zwany zdrowy rozsądek. Człowiek mający coś więcej niż Ti
                            > c-Tac'
                            > > a zamiast mózgu powinien zdać sobie sprawę, że zarabiając 1700PLN na pewn
                            > e rzec
                            > > zy w życiu o nie stać. Nie stać go na nowego Mercedesa, nie stać go na do
                            > m 200m
                            > > i w końcu nie stać go na troje dzieci.
                            >
                            > Falllen jak zwykle agresywny. Skąd takie emocje? Frustracja? Zazdrość? Coś Ci s
                            > ię w życiu nie powiodło, że się tak lubujesz w wyżywaniu na innych?

                            A gdzie Ty tu dziecko widzisz agresję?

                            W.
                            • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:37
                              falllen_angel napisał:
                              > A gdzie Ty tu dziecko widzisz agresję?

                              W słowach typu 'Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'a zamiast mózgu'. Wypowiedź niegrzeczna żeby nie powiedzieć chamska. Przynosi Ci ulgę wyżywanie się na ludziach, których nawet nie znasz? Czujesz się lepszy jak plujesz na nich?

                              Swoją drogą - nie przypominam sobie ani jednego Twojego merytorycznego posta pomagającego komukolwiek. Jedyne co robisz to ludziom dowalasz.
                              • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:44
                                araceli napisała:

                                > falllen_angel napisał:
                                > > A gdzie Ty tu dziecko widzisz agresję?
                                >
                                > W słowach typu 'Człowiek mający coś więcej niż Tic-Tac'a zamiast mózgu'. Wypowi
                                > edź niegrzeczna żeby nie powiedzieć chamska.

                                Zacznijmy od początku. Odpowiedz mi na pytanie:

                                Czy człowiek zarabiający netto 1700 PLN może kupić nowego mercedesa? Dla ułatwienia podpowiadam, że najtańsza A klasa kosztuje 89 900 PLN

                                W.

                                PS. Kilkakrotnie Ci już napisałem, że nie urodziłem się grzecznym chłopcem...

                                • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:46
                                  falllen_angel napisał:
                                  > PS. Kilkakrotnie Ci już napisałem, że nie urodziłem się grzecznym chłopcem...

                                  Bycie 'niegrzecznym chłopcem' jest urocze. Bycie chamem tylko obrzydliwe. Ty jesteś chamem.
                                  • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:52
                                    araceli napisała:

                                    > falllen_angel napisał:
                                    > > PS. Kilkakrotnie Ci już napisałem, że nie urodziłem się grzecznym chłopce
                                    > m...
                                    >
                                    > Bycie 'niegrzecznym chłopcem' jest urocze. Bycie chamem tylko obrzydliwe. Ty je
                                    > steś chamem.

                                    Możesz odpowiedzieć na pytanie?

                                    W.
                              • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:03
                                Tez z chęcią przeczytalabym merytoryczny komentarz Upadlego Aniola smile Łatwiutko jest jeździc po tikatkowych mózgach, no i samoocena wspaniale wzrasta. Niestety, nie na stałe, więc trzeba sobie niegrzecznie dalej poczynać i w ten sposób utrzymywać ją na jako takim poziomie. Araceli, szkoda Twojego czasu na karmienie takiego specyficznego trola. Pozdrawiam!
                                --
                                Kto chce, szuka sposobu.
                                Kto nie chce, szuka powodu.
    • beverly1985 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 11:43
      Może drastycznie- dom wynająć a przeprowadzić się do małego 2-pokojowego mieszkania w warszawie? Samochód jeden sprzedać, drugi uzywac w mniejszym stopniu?

      Na studiach w Warszawie mieszkałam w akademiku, który kosztowal ok 300 zł miesięcznie, czy syn twojego męza wynajmuje dla siebie cała kawalerkę? 1700 zł to naprawdę wsokie alimenty na 2 dzieci, zwłaszcza przy zarobkach 4 tys.
      • atteilow Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 13:30
        Kurczę... jak to jest, że ludzie przy kilkutysięcznych zarobkach muszą słuchać rad nt. FINANSÓW! tych zarabiających najniższą krajową. Ot paradoks. Ironia losu polega na tym, że oni nie są tak naprawdę bogaci, oni tylko lepiej zarabiają.

        Nie sądzę, że przeprowadzka do mieszkania w bloku jest w ogole brana pod uwagę, bo przecież nie będzie już tak fajnie. A i jest jeszcze wiele argumentów przeciw; ilość rzeczy zgromadzonych w domu nie upchnie sie na 40m., co więcej trudno w bloku upchnąc siebie samego i rodzinę, jak wczesniej mieszkało się w domu z ogrodem, bo brak przestrzeni, bo duszno, bo ciasno... bo beznadziejnie i glośni sasiedzi...

        Tylko, że niektórzy tak wlaśnie żyją. No ale zapewne oni są bardziej "kurczliwi", i maja mniej wyostrzony sluch na sąsiedzkie libacje.... a i zapewne maja inne żołądki, bo czasem niedojedzą, albo zjedza coś gorszej jakości, i ich dzieci wcale nie potrzebują miejsca do zabawy, dobrego wykształcenia i platnych zajęc pozalekcyjnych...

        Ironizuję, bo znam sposób myślenia, tych ktorym się rzekomo lepiej powodzi: "ja nie mógłbym mieszkać w bloku, moje dziecko nie może mieć tańszych ciuchów... moje dziecko nie moze mieszkac byle gdzie, musimy pojechac na wakcje, musze isc do fryzjera, zrobić manicure..."

        No.... czasem się trzeba niestety zdegradować.
        --
        Kaszuby moim okiem
      • agpagp Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 14:28
        A co jak akademika nie dostanie? Bo pierwszeństwo będą mieć inni? Moja siostra w Poznaniu płaci za pokój 600 zł + opłaty i mieszka na obrzeżach miasta.

        Ja ogółem od alimentów bym się odczepiła. Tak zostało ustalone przez dwie strony ( pan mógł wnieść o zmniejszenie), potwierdzone zapewne sądownie.


        --
        Jestem na dwóch dietach - na jednej byłam cały czas głodna.
    • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 19:10
      Niestety, tak to jest z dzieciatymi panami z odzysku - nie piszę tego złośliwie, ale nie znam żadnej rodziny, w której taka sytuacja jak tu opisana nie była okupiona różnymi problemami - a to spłata byłego, a to wysokie alimenty, a to utrudnianie widzenia z dziećmi albo inwigilacja życia przez eks itp. itd. A alimenty wydają mi się wysokie w stosunku do pensji 4 tys. zł. Wydatki na dziecko powinny być skorelowane z możliwościami rodziców - jak widać studia w Warszawie to opcja zażynająca ojca (drugą stronę pewnie też skoro wystąpiła o podwyższenie alimentów o 700 zł). Równie dobrze można by wybrać studia w Oxfordzie i postawić ojca przed faktem dokonanym. Trudno radzić w takiej sytuacji - pewną ulgę powinniście odczuć jak wasze dziecko pójdzie do przedszkola a najstarszy zakończy edukację. Można spróbować rozłożyć ,,drugą hipotekę" na dłuższy okres. Rozumiem, że sprzedaży domu raczej nie rozważacie.
      • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 14.07.12, 21:25
        > A alimenty wydają mi się wysokie w stosunku do pensji 4 tys. zł.

        Zaraz, zaraz?! Wysokie? Pan ma cztery tysiące i cztery osoby do utrzymania. Wychodzi chyba po tysiąc na głowę, czyż nie?

        > Wydatki na dziecko powinny być skorelowane z możliwościami rodziców - jak widać studia w Warszawie to opcja zażynająca ojca.

        Opcja zażynająca ojca to raczej dom pod miastem na który go nie stać, samochód na który go nie stać, oraz generalnie nowa rodzina na którą również go nie stać.

        W.
        • beverly1985 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:21
          Moim zdaniem w normalnej rodzinie gdy dziecko idzie na studia, na które nie stać zadnej strony to się siada razem i myśli, co zrobić- czy jest jakas opcja tanszego mieszkania, akademika, dorabiania, dojazdów itd. W rodzinach rozbitych czesto sprawy finansowe ograniczają sie do przedstawienia rachunku i postawienia alimenciarza przed faktem dokonanym uncertain

          Jakby się uprzeć to syn mógłby po prostu zamieszkać z ojcem w tym domu pod Warszawą- alez o ilez wygodniej po prostu wnieśc o podwyzszenie alimentów.

          Owszem, zgadzam się z kims kto napisał ze pana nie stac na dom pod miastem i nową rodzinę- ale juz zalozyc te nową rodzinę, ma nową zone i male dziecko wiec teraz trzeba szukac jakichś rozwiązań i kompromisów...
          • angazetka Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:29
            > Jakby się uprzeć to syn mógłby po prostu zamieszkać z ojcem w tym domu pod Wars
            > zawą- alez o ilez wygodniej po prostu wnieśc o podwyzszenie alimentów.

            Wróżka czy co? A może: o ileż wygodniej zapłacić 850 zł niż zaproponować synowi mieszkanie u siebie?
            --
            Piszę o piłce
          • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:11
            W normalnej rodzinie rodzice mowia dziecku "nie stac nas na studia w innym miescie". Ja tak uslyszalam i musialam wybrac miedzy "zaoczne w innym miescie i podjecie pracy", "dzienne w moim miescie i mieszkanie u rodzicow". Wybralam to drugie, nie zaluje. Dzisiaj mam dobra prace a na studiach pracowalam od trzeciego roku, na poczatek zarabialam drobniaki wpisywaniem danych do kompa i drukowaniem papierow, ktore potem musialam wkladac do kopert, adresowac i naklejac znaczki. Nie zbilam na tym majatku ale 200 zlotych miesiecznie na swoje wydatki mialam. Pelnoetatowa prace podjelam na ostatnim semetrze jak mialam juz tylko seminarium dyplomowe.

            Tez mam wrazenie, ze w rodzinach rozwodnikow po prostu ciagnie sie ze strony placej alimenty. Przed rozwodem nie bylo stac na angielski, basen, tenis i jazde konna? To nic, po rozwodzie tatus zaplaci.
            --
            Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
            • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:28
              dokładnie - najpierw się ustala możliwości a później do tego trzeba jakoś dopasować potrzeby. mój partner płaci 1000 na jedno dziecko, które mieszka z matką i jej nowym mężem. mimo, że matkę stać na dosłownie wszystko, to za każdym razem i tak ojciec się musi (chociaż nie może ale potem wysłuchuje tygodniami) dokładać. jesteśmy na granicy ubóstwa ostatnio a tu nagle wyskakuje z kursem językowym (i to nie angielski) za 3200zł. "trzeba" kupić konsole do gier - to samo. buty - zawsze jak dziecko do nas przyjeżdża (przeważnie raz w miesiącu na weekend) to trzeba kupować bo przyjeżdża specjalnie w za małych albo tak brudnych, że wstyd gdzieś wyjść. to samo z ubraniami - poplamione, za małe, nawet majtek na zmianę nie bierze. i tu uważam, że jest jawne ciągnięcie z ojca. co innego, gdyby matka była w złej sytuacji finansowej ale naprawdę jeśli się ma kasę na modne ubrania, egzotyczne podróże, imprezowanie co weekend w najdroższych klubach to nawet raz w miesiącu można byłoby sobie wyjście do baru odpuścić i "zaoszczędzone" kilkaset zł przeznaczyć na ubrania dla dziecka. tym bardziej, za 1000zł alimentów można dziecko obkupić praktycznie od stóp do głów.
              • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:33
                Ja bym powiedziala, ze nas nie stac i tyle. 1000 zlotych to duzo i wlasciwie wystarczajaco biorac pod uwage, ze mama powinna dolozyc drugie tyle. Wiele rodzin ma tyle na utrzymanie 4 osob i zyja. Inaczej naprawde dzieciak sie nauczy, ze ojciec do bankomat i tyle.
                --
                Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:52
          Zaraz, zaraz?! Wysokie? Pan ma cztery tysiące i cztery osoby do utrzymania. Wyc
          > hodzi chyba po tysiąc na głowę, czyż nie?

          Zaraz, zaraz - rozumiem, że Pan ma się utrzymać za 1.000 zł, tak? - chyba mieszkając pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika.
          Tendencja tutaj ogólnie jest taka - najpierw planujemy dla dziecka szkoły, studia, zajęcia dodatkowe i wakacje a potem "Pan" ma za to płacić czy stać go na to czy nie. W normalnie funkcjonujących rodzinach jest raczej na odwrót - najpierw liczymy ile mamy, a potem ustalamy co możemy dziecku zaoferować. Choćby Pan mieszkał skromnie w kawalerce (sądząc po opisanej sytuacji z wianem raczej nie wszedł do nowej rodziny - więc albo kredyt na nowe lokum albo opłata za wynajem wchodzi w rachubę) i jeździł autobusem to pracy to i tak uważam, że alimenty są za wysokie w stosunku do jego zarobków i tyle. Bo oczywiście wisi w powietrzu przekonanie, ze to jego wina, że nie mieszka z rodziną, więc niech zapitala do Caritasu po jedzenie, żeby syn mógł godnie mieszkać i studiować w stolycy.
          • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 23:58
            sparkley78 napisała:

            > Zaraz, zaraz?! Wysokie? Pan ma cztery tysiące i cztery osoby do utrzymania. Wy
            > c
            > > hodzi chyba po tysiąc na głowę, czyż nie?
            >
            > Zaraz, zaraz - rozumiem, że Pan ma się utrzymać za 1.000 zł, tak? - chyba miesz
            > kając pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika.

            Interesująca logika. A dziecko to się może za 1000 utrzymać?! Chyba mieszkając pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika...

            Dobrze, że sądy są jeszcze troszkę mądrzejsze od ogółu społeczeństwa.

            W.

            • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:22
              > Interesująca logika. A dziecko to się może za 1000 utrzymać?! Chyba mieszkając
              > pod mostem i wyjmując jedzenie ze śmietnika...

              Nie, mając drugi 1000 zł od drugiego rodzica.

              > Dobrze, że sądy są jeszcze troszkę mądrzejsze od ogółu społeczeństwa.

              Niestety nie zawsze. A to, w jaki sposób uwala się byłych małżonków na alimentach mam właśnie na tapecie u byłej koleżanki z pracy. Żenada to mało powiedziane. Kobieta zarabia dwa razy więcej, niż jej były, ale zarobki ma w większości ukryte, więc oficjalnie jest taka biedna, że łzy same lecą. I wyciągnęła z faceta alimenty stanowiące połowę jego dochodów. Legalnie. Z pomocą tych mądrych sądów. Ale to tak na marginesie.
            • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:24
              Chyba ojciec nie jest jedynym żywicielem tego dziecka. Są też pewnie i inne opcje zdobycia wyższego wykształcenia niż studiowanie poza miejscem zamieszkania w najdroższym mieście w kraju. Mi też marzył się kierunek studiów, który niestety nie był dostępny na rodzimym uniwersytecie, ale moich rodziców nie było stać na utrzymywanie 2 dzieci poza domem. W sumie to mogłam postawić na swoim, najwyżej rodzice nie płaciliby czynszu za mieszkanie i jedli chleb z metką na obiad.
        • skarbonka-bez-dna Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:11
          A ja się zgodzę z Panem Chamem (no offence fallen angelsmile!

          dlaczego syn z pierwszego małżeństwa ma nie móc realizować swoich planów życiowych, uzdolnień albo gnieździć się w kilkuosobowym pokoju czy pracować, bo tatuś ma nową Panią, nowe dziecko, nowy samochód i nową dużą chatę?
          wiem, jestem brutalna - ale ten syn to też człowiek, nie rata kredytu i zbędny balast i pewnie nie przeszedł ot tak obok rozwodu.
          więc tak jak ktoś już wcześniej napisał - alimentom dajmy spokój.
          • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:32
            skarbonka-bez-dna napisała:
            > dlaczego syn z pierwszego małżeństwa ma nie móc realizować swoich planów życiow
            > ych, uzdolnień albo gnieździć się w kilkuosobowym pokoju czy pracować, bo tatuś
            > ma nową Panią, nowe dziecko, nowy samochód i nową dużą chatę?

            A 'nowe dziecko' to według Ciebie śmieć czy co? Ono czemu jest winne?

            Ja się nie dziwię, że ludzie w tym kraju nie decydują się na dzieci skoro wszystko się dzieciom 'należy' a rodzice mają tyrać, żeby dzieciom to zapewnić. O przepraszam - ojcowie mają, bo jak się syn starał o 2 tysiące (!!!) alimentów to raczej tylko od ojca. Straszne to jest po prostu sad
            • skarbonka-bez-dna Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 10:04
              ja tylko zwracałam uwagę, że "stary" syn, jak to ujęłaś "śmieciem" nie jest. To dziecko, tak jak i nowe, tak jak i córka, zgadzam się - niczemu nie winne. Chociaż fakt - duże już dziecko, ale ciągle człowiek. I nie nam tu decydować co każde z nich robić powinno a z czego powinno rezygnować.
          • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:59
            Już taka nowa to nie jestm po 9 latach. Poza tym ani duża chata, ani nowy samochód - mój ma 13 lat, partnera 14 lat. Oba się sypią. Ale mamy takie na jakie nas stać.
            Nie to było tematem wątku - "jak obniżyć alimenty" czy "alimenty sa za wysokie". Są jakie są. I tego NIE CHCEMY zmieniać. Sytuację podwyższenia alimentów opisałam aby nakreślić całą sytuację z nieprzemyslanym kredytem. Liczylismy się z tym że jak syn pójdzie na studia to koszt alimentów wzrośnie, ale nie liczylismy ze odejdzie dodatek za zmiany i nadgodziny. I to nasz błąd. Ale gdybym była finasistą i miała łeb do interesów nie pisałabym na tym forum.
            Dziękuję za rady tym którzy coś radzili, cokolwiek, nawet sprzedaż domu i wynajęcie mieszkania.
            Bo dyskusja o powinnościach ojca po rozwodzie to temat na inne forum.
            • falllen_angel Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 16:28
              cynamon2 napisał(a):

              > Już taka nowa to nie jestm po 9 latach. Poza tym ani duża chata, ani nowy samoc
              > hód - mój ma 13 lat, partnera 14 lat. Oba się sypią. Ale mamy takie na jakie na
              > s stać.

              Ja przepraszam, ale w kwestii formalnej. Mogę?

              (1) Dają kredyty na 14 letnie samochody? Czy nawet 12 letnie jeżeli był kupiony jakiś czas temu?

              (2) Płacicie 500 PLN raty za 14 letniego (powiedziałbym złoma, ale zaraz będzie, żem cham) używanego samochoda? Ma felgi ze złota?

              W.

              • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 18:46
                owszem, płacimy raty za takiego złoma. Kredyt był wzięty 4 lata temu. Na 23 tys. Więc kredyt był na samochód 8 letni. Kosztował 16 tys. Resztę dołożyliśmy do drugiego. Kredyt nie jest samochodowy tylko gotówkowy. Potrzebowaliśmy dwóch samochodów więc kupiliśmy takie na jakie nas stać. I jeździmy "złomami". Nie obrażam się. Nie ja jedna jeżdżę złomem.
            • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 08:52
              No to jest kilka rad. Coś się może da zastosować, coś może nie da. Raczej środki trzeba podjąć drastyczne, inaczej będzie takie dziadowanie i życie w stresie.

              1. Sprzedaż domu, jednego lub dwóch aut i powrót do zamieszkania w mieście.
              2. Kredyt konsolidacyjny, rata będzie trochę niższa choć zapłaci się więcej.
              3. Dodatkowa pożyczka gdzieś od rodziny (jeśli się da), z bardzo odwleczonym terminem spłaty
              4.Sprzedanie czegoś innego wartościowego. Może mają jakieś obrazy, biżuterię, czy coś co da się sprzedać za konkretną kwotę, która na przykład pozwoli spłacić na przykład samochód. Nie ma co się bawić w sprzedaż pierścionków na złom, bo to małe pieniądze, choć czasem też ratujące życie.
              5. Dogadać się z dziećmi z pierwszego małżeństwa. Jak są mądre, to może się uda. W końcu na studiach nawet dziennych można pracować, żeby odciążyć rodziców. Trochę trudno mi sobie wyobrazić, żeby moi rodzicie się wykańczali na opłacenie moich studiów a ja bym w tym czasie wyłącznie studiowała. Jak są przyzwyczajeni do bycia pijawkami to nic się nie da.
              6. Poszukać jakiejkolwiek dodatkowej pracy. W tej sytuacji każde dodatkowe 100 zł się przyda.
              7. Wyjechać za granicę, może się da zarobić więcej.
              8. Zmienić pracę albo godziny pracy tak, żeby ograniczyć konieczność korzystania z usług niani. Znaleźć mamę w podobnej sytuacji niech niania opiekuje się dziećmi razem.
              9. Zerwać to dziwne oszczędzanie po 200 zł.
              10. Męczyć się w nadziei że może starczy oszczędności, stanie się cud, dostanie się super podwyżkę i jakoś się uda.
              • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 10:28
                Rady, żeby syn rzucił studia i poszedł do pracy, bo tata lubi mieszkać w domu z ogrodem pod miastem jest szokująca. Czy ktokolwiek zaproponowałby to swojemu własnemu dziecku, którego rodzice się rozwiedli i ojciec ma nową rodzinę? Problemy ojca nie wzięły się z wypadku, ciężkiej choroby, innego nieszczęścia, tylko z jego wyboru życiowego. Propozycje dla dziewczyny, która zarabia 4 tysiące na rękę i ma 2-letnie dziecko, żeby poszła do dodatkowej pracy są śmieszne. Mąż wkłada do tego budżetu 2300, a ona 4000. Niech mąż poszuka lepszej pracy albo dodatkowego etatu.
                • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:21
                  Przeciez nikt nie mowi, zeby rzucil studia tylko, zeby zmniejszyc alimenty. Ja by wniosla o sadowe zmniejszenie i tyle. W normalnych rodzinach jak jeden rodzic traci prace albo wydarza sie jakies nieszczescie, czy sa trudnosci z oplatami to wszyscy ponosza tego konsekwencje. A latwiej zeby student zrezygnowal z dwoch wyjsc na piwo w miesiacu i jednego ciucha (200 zlotych) niz nie dawac jesc dwulatkowi. Bo wychodzi na to, ze na utrzymanie dwulatka idzie w porywach do 250 zlotych miesiecznie a na dwojke starszych dzieci idzie 1700. A mozna byc zejsc do 600 na dziecko i to w duzym stopniu wystarczy. Studiujacy syn posiada takze matke, ktora tez powinna pokrywac czesc wydatkow studenckich syna.
                  --
                  Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                  • kooreczka Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:28
                    Ale tu nieszczęścia nie było, tylko tatuś wpakował się niefrasobliwie w opłaty- i tu konsekwencje ma ponosić syn? Te 200 PLN to raczej połowa wydatków na skromne jedzenie- ma się głodzić, żeby tatuś miał domek a nie mieszkanie? Za 1200 PLN jakie proponujesz wynajmując nawet na spółkę jest utrzymać się bardzo trudno, a kupno butów czy książki urasta do miary wydatku planowanego miesiącami. Ciekawe czy z radością przystałabyś na to, gdyby wyjechano z taką propozycją odnośnie Twojego dziecka.
                    • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 11:53
                      Uczące się dziecko utrzymują rodzice. Nie ma w tym nic dziwnego. Trzeba planować wydatki z głową a nie teraz oszczędzać na dziecku. Jak się pakował w te kredyty, to nie wiedział ile ma dzieci? Jedyna rozsądna opcja to zwiększyć dochody. Jak ma troje dzieci i chce mieszkać w domku, mieć dwa samochody, to trzeba na to zarobić albo obniżyć poziom życia. Swojego.
                      • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:43
                        > Uczące się dziecko utrzymują rodzice. Nie ma w tym nic dziwnego. Trzeba planowa
                        > ć wydatki z głową a nie teraz oszczędzać na dziecku. Jak się pakował w te kredy
                        > ty, to nie wiedział ile ma dzieci? Jedyna rozsądna opcja to zwiększyć dochody.
                        > Jak ma troje dzieci i chce mieszkać w domku, mieć dwa samochody, to trzeba na t
                        > o zarobić albo obniżyć poziom życia. Swojego.

                        Ciekawe, ze za kilkanascie lat moze sie okazac, ze dzieci rodzicow uwalonych kredytem na 30-40 lat we franku tez nie beda mogly isc na studia albo beda musialy same na siebie zarobic. A najpewniej wyprowadzic sie z domu jak najwczesniej bo na 40 metrow czworka doroslych osob moze sie pozabijac a nie razem zyc. I co? Tez powiesz tym ludziom na forum, ze trzeba bylo myslec a nie teraz oszczedzac na dziecku - w sensie, niech dziecina sie ksztalci a rodzice moga przymierac glodem. Sorry, ale nie ma mojej zgody na to zeby traktowac rodzicow jak dojne krowy, ktore musza zapewnic wszystko co najlepsze lacznie z nrtami w Alpach zeby sie dzieciak gorzej nie poczul. Dawniej jak ktos chcial cos osignac to musial ciezko na pracowac, dzisiaj natomiast kazdemu wszystko sie nalezy a nalepiej jest doic wlasnych rodzicow, ktorzy powinni jeszcze przed narodzinami zapewnic potowstwu mieszkanie, kapital na poczatek, samochod na osimnstake i sfinansowac studia na Harvardzie.
                        --
                        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                        • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:45
                          black_halo napisała:
                          Sorry, ale nie ma mojej zgody na to zeby traktowac rodzicow jak dojne k
                          > rowy, ktore musza zapewnic wszystko co najlepsze lacznie z nrtami w Alpach zeby
                          > sie dzieciak gorzej nie poczul. Dawniej jak ktos chcial cos osignac to musial
                          > ciezko na pracowac, dzisiaj natomiast kazdemu wszystko sie nalezy a nalepiej je
                          > st doic wlasnych rodzicow, ktorzy powinni jeszcze przed narodzinami zapewnic po
                          > towstwu mieszkanie, kapital na poczatek, samochod na osimnstake i sfinansowac s
                          > tudia na Harvardzie.

                          Utrzymanie uczącego sie dziecka to normalny obowiązek a nie robienie dojnej krowy z rodzica. Moje dziecko też idzie na studia i chociaż finanse już zaplanowane to liczę się z jakimś obrotem sprawy i jestem gotowa poświecić mój poziom życia. Łącznie z niedojadaniem. Ale oczywiście to wolny wybor kazdego rodzica. Nie ma "dawniej" i "dzisaj", bo w każdej rodzinie i dawniej, i dzisiaj jest róznie. Ja studiowałam dawniej i dla rodziców było oczywiste, że dzieci studiują dziennie i są na ich utrzymaniu. Ja kaurat miałam stypendium, ale moje rodzeństwo nie miało i rodzice każdemu z nas pomagali na ile kto potrzebował. Mieszkań nam nie kupili. Nie wiem dlaczego w odpowiedzi na mój post wypisujesz o mieszkaniach i Alpach. Pisałam wyraźnie o edukacji. Rodzice nie pomagali mi w dorosłym życiu, ani nie kupowali żadnego mieszkania, ale zadbali wcześniej o edukację. Tutaj też nie ma mowy na razie o kupowaniu dzieicom mieszkań. W końcu tatuś ma dom, dzieci mogą mieszkać z nim. Chyba, że nie ma ani na utrzymanie syna na studiach, ani nie ma miejsca w domu.
                    • black_halo Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 12:29
                      Ale tu alimenty zostaly podwyzszone az o 700 zlotych w zwiazku z tym, ze syn poszedl na studia. W pelnych rodzinach tez zdarzaja sie klopoty finasowe z roznych powodow i wtedy dzieci musza jakos partycypowac w tych zmniejszonych kosztach. Jeszcze nie widzialam, zeby rodzice w razie klopotow finansowych nie zmniejszali wydatkow na dziecko - tu dochody zmniejszyly sie o 600 zlotych i mozna by spokojnie urwac 400 zlotych na dwojke pozostalych dzieci jako, ze i dwulatkowi pogorszyl sie standard zycia.

                      Gdyby starsze dzieci mieszkaly z ojcem to musialaby z czegos zrezygnowac. Z wakacji, drogich ksiazek, modnych ciuchow. A tak teraz sprowadza sie ojca do roli bakomatu a mnie sie to nie podoba.

                      Tutaj ciezko bedzie zwiekszyc przychody bo 4000 na reke to juz spora pensja, wyjazd za granice niczego nie rozwiaze bo jedna z osob musialaby zarabiac minimum 2000 euro na reke a to jest trudne do osiagniecia. Nawet jesli bedzie wynajmowala najtanszy pokoj za 200 euro i dziadowala zyjac za 300 euro miesiecznie to dochody troche wzrosna ale zbyt duzym kosztem. Pare lat takiej pracy i siada zdrowie a o tym sie glosno nie mowi.
                      --
                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                      • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:03
                        Ja uważam, ze skoro alimenty w wysokości 750 - 1000zł na jedno dziecko to dużo, to niech tatusiowie i ich nowe rodziny zajmą się tymi dziećmi, a mamusie będą płacić te pieniądze w postaci alimentów. Potrzeby dzieci kończą się na zakupieniu gadżetów. Żenada. Panowie robią dzieci - panowie płacą, albo zajmują się dziećmi na równi z mamusiami. Pan płacze ze 1000zł na dziecko i 2 dni dni opieki w miesiącu to dużo, mama ma dołożyć drugie tyle. Skoro mama ma dokładać tyle samo, to niech będzie równy podział: pan płaci 500 zł i pan się zajmuje dzieckiem 15 dni w miesiącu.

                        I jeszcze jedno - ktoś wyliczył 250/miesiac dla dwulatka, a niania za 1000?
                        • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:10
                          twarz2 napisała:
                          > Skoro mama ma dokładać tyle samo,
                          > to niech będzie równy podział: pan płaci 500 zł i pan się zajmuje dzieckiem
                          > 15 dni w miesiącu.

                          Wydawało mi się, że mowa jest o studencie mieszkającym na co dzień w innym mieście, czyli zajmującymi się sam sobą minimum 20 dni w miesiącu
                      • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 13:06
                        black_halo napisała:
                        > Ale tu alimenty zostaly podwyzszone az o 700 zlotych w zwiazku z tym, ze syn po
                        > szedl na studia.

                        Ja raczej jestem z frakcji, że jak się powołuje dzieci na świat to najpierw trzeba myśleć o nich, szczególnie o edukacji.... ALE... no właśnie - ale wychodzi na to, że pan płaci 1200zł alimentów na studiującego syna. Drugie tyle powinna płacić matka co daje razem 2400zł - to jest prawie średnia krajowa pensja. Jeżeli rodziców stać to niech i dziecku 5tys dają ale tego pana na to nie stać. Szczerze powiedziawszy nawet jakby nie miał nowej rodziny a po prostu musiałby sam się za 4tys utrzymać (mieszkanie, czynsz, samochód, jedzenie) to 1,2tys byłoby dużo.
                        • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:41
                          a może by tak spojrzeć realnie na tą sytuację i niech wszystkie dzieci mają zapewnione podobne warunki materialne? może matka dwojga pierwszych dzieci też ma jakieś kredyty i przeinwestowała w którymś momencie a teraz "kosztem" ojca dzieci, próbuje sobie to odbić? tak czysto hipotetycznie...
                          a jeśli ojciec odwiedza samochodem młodsze dziecko i jest to podróż 130km w obie strony, to może i syn mógłby dojeżdżać na zajęcia? ludzie do pracy dzień w dzień dojeżdżają po kilkadziesiąt km, sama tak żyłam ponad rok. poza tym, nie wiem jak to wygląda z planem zajęć ale myślę, że ojciec nie odmówiłby synowi - studentowi noclegu, nawet 4 razy w tygodniu. no ale ja mam męża a właściwie partnera "z odzysku" więc chcę całą jego fortunę dla siebie i naszego wspólnego syna...
        • tata_tomek Re: Brakuje do pierwszego... 21.08.12, 12:36
          kklekss napisała:

          > Jak można tak się zapożyczać i zapominać , że ma
          > się sporą rodzinę na utrzymaniu.

          Wystarczy, że zapożycza się w innych warunkach finansowych.

          --
          Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu, że masz plany na życie...
    • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 16:47
      Syn student wprowadza się do Was i przechodzi na wasze całkowite utrzymanie. Pozew o zniesienie alimentów do zera: byla zona ma na utrzymaniu córkę a tatuś - syna studenta. Syn nie potrzebuje biletu bo oboje jeździcie do W-wy więc będzie jeździł z Wami i wracal z Wami. Czekajac na Was posiedzi w czytelni i zamiast kserować, będzie miał własne notatki. Wydacie ciut więcej na jedzenie, wodę, prąd i 100zł/m-c na ksiązki dla studenta ale popilnuje wieczorem dziecka, skosi ogódek itd Studenci nie rosną, ubrań, nie potrzebuje i butów co m-c. A jak potrzebuje - niech dorabia albo lepiej się uczy i kilka stówek wpadnie mu ze stypendium. Odpadnie 1700zł/ alimentów.

      Likwidujesz Internet w domu (nie potrzebujecie go, student ma za darmo na uczelni, a Wy - w pracy), stówka w kieszeni. Likwidujesz telewizje, kablówki, polsaty itp. Następne 50-100 w kieszeni.

      Wieczorami i nocami (tak, tak, nocami) opiekujesz się innym dzieckiem, blisko Twojego miejsca zamieszkania. Dzieciak śpi, Ty drzemiesz w fotelu postawionym tuz kolo jego łóżeczka, rano wracają rodzice, Ty do domu i jeździcie RAZEM jednym autem do pracy wiec możesz sobie godzinkę dospać.

      Sprawdzacie oboje czy u Was w firmach nie ma ZFŚS - czytacie Regulamin, skladacie wnioski o zapomogi.

      Szukasz drugiej mamy i jedna niania zajmuje sie dwójką dzieci, opłatę płacicie na połowę. Szukasz tańszego rozwiązania - kluby malucha, żłobek (nie masz chyba ślubu?, samotnym matkom jest łatwiej o żłobek, proszę bez linczowania mnie za to)

      Rozważasz porzeróbkę samochodu na gaz.

      Można pozwać partnera o alimenty na dwulatka (tak,wiem, jesteście razem i się kochacie, ale nie w tym rzecz) i wtedy sąd raczej alimenty na syna i córke obniży.

      Kasujesz wszelkie wydatki na kino, teatr, rozrywki w klubie, restauracje,alkohole, papierosy, słodycze. Choć to pewnie już zrezygnowałaś. Zaprzestajesz wydatków na wyposażanie- doposażanie mieszkania. Jak coś z mebli itp. potrzebujesz to szukasz na gratyzchaty.pl i masz za darmo.

      Partner szuka sposobów na dorobienie, nawet prace byle jakie, weekendoweczy długoweekendpowe stróżowanie.

      Co do kredytów to już wypisali forumowicze rożne pomysły, skonsolidowanie, o ile to mozliwe, wydłużenie okresu spłaty.

      Nie wiem jaki ten Wasz dom, ale może jedno piętro mozna by wynająć komuś a samemu się pomieścić np. na parterze?

      Czy Twoj partner to typ człowieka, "zastaw się a postaw się" i mu niezręcznie bylo w sądzie protestować przeciwko takim alimentom, przeciwko podwyższeniu?

      --
      Kto chce, szuka sposobu.
      Kto nie chce, szuka powodu.
        • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:07
          Czemu czarne? Będzie mial okazję zarobić na siebie, stać się bardziej zaradnym, samodzielnym młodym człowiekiem. Nie będzie mu sie podobało mieszkać z macochą i dwulatkiem to sam pomyśli o dorobieniu, będzie mógł sprawdzić się, stać się bardziej zaradnym, samodzielnym. Przy dobrym rozplanowaniu sesji egzaminacyjnych mozna miec 4 miesiące wolnego (czerwiec-wrzesień, egzaminy z sesji letniej zdajemy w maju, tryb indywidualny) i zarabiajac nawet marne 1000eu/m-c i przy wydatkach na życie ca. 500eu na wyjeździe przyjedzie z zaoszczędzonymi 2 tysiącami które stanowić moga niezłe uzupełnienie budżetu studenckiego... A może i byłby w stanie wyciągnać jeszcze więcej, pracując w UK?

          --
          Kto chce, szuka sposobu.
          Kto nie chce, szuka powodu.
          • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:17
            Być może patrzę na to z innej perspektywy, bo pracuję w szkolnictwie wyższym i wiem, że taka 'nauka w czytelni parę godzin po zajęciach' lub 'indywidualny tryb studiowania' (to nie jest to samo co indywidualna organizacja studiów! na dodatek trudno jest uzyskać) nijak ma się do szarej, często brutalnej rzeczywistości. Co do pracy w UK - nie jest tam teraz lekko osobom, które przyjeżdżają od zera, bez kontaktów zawodowych czy dobrych znajomych. Często lądują w squatach. Ale to na inny temat.
            Ten młody chłopak nie jest niczemu winny - niefrasobliwości ojca, życiu ponad stan czy roszczeniowej postawie nowej rodziny. Wydaje mi się, że często jest tak, że chętniej i szybciej wymagamy od INNYCH a nie od siebie.

            Ale to temat na osobny wątek wink
            • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:36
              Też sobie nie wyobrażam, jak student ma koczować godzinami na uczelni/w czytelni czekając aż ojciec będzie wracał do domu. I może jeszcze wyjeżdzać z domu o 6.00 chociaż zajęcia są na 10.00. Można sobie w któryś dzień tak zaplanować, że w przerwach albo po zajęciach jest nauka w czytelni, ale nie codziennie. A oczywiście w UK czeka na każdego studenta z Polski super praca.
              Co do nauki samodzielności to nie polega ona na tym, że nie wspomagamy dziecka, aby mogło się spokojnie uczyć na dziennych studiach. Jest czas nauki i jest czas pracy. Studiowanie to nie jest jakaś złosliwość wobec ojca czy czas lenistwa i ciagniecia kasy z rodziców. To normalny etap w życiu młodego człowieka.
              • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:47
                elle-joan napisała:
                > as pracy. Studiowanie to nie jest jakaś złosliwość wobec ojca czy czas lenistwa
                > i ciagniecia kasy z rodziców. To normalny etap w życiu młodego człowieka.

                Gdyby podjęcie studiów wymagało wydawania 2,4tys/miesiąc to nie studiowałby prawie nikt. Ciekawe jest to, że jak w pełnej rodzinie rodzice nie mają pieniędzy na studia dziecka to idzie ono na zaoczne, bierze kredyt etc. Jak rodzice są rozwiedzeni to można żądać dowolnych kwot bo przecież alimenty się należą.
              • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:59
                Koczowanie to takie słówko fajne, łapie za serce. Biedny student, czeka na tatusia big_grin Jak ma zajecia na 10-tą, to sobie powtórzy przed ćwiczeniami zagadnienia, systematyczna nauka nie gryzie...

                W semestrze student powinien zrobić 30 ECTSów, przeliczcie sobie, ile godzin nauki wlasnej wynika z tych 30 ECTSów i ile godzin ma wykładów, ćwiczeń, laborów itp I proszę, wytłumaczcie mi, dlaczego nie miałby tych godzin nauki własnej robić w czytelni?

                Też sobie różnych rzeczy/sytuacji nie wyobrażałam, az tu zycie zafundowało mi (częściowo zawionione) kopniaki i wyobraźnia mi sie polepszyła.

                W przypadku, kiedy student zamieszka z ojcem, dostaje wikt i opierunek, drobne na książki, ma zapewnione dojazdy na uczelnię, skromną odzież to nie ma mowy o niewspieraniu. To jest wspieranie na miarę możliwości rodziców, rodzice wspierają na miarę swoich mozliwości, a nie odejmując od ust innym dzieciom, tracąc dach nad głową itd.

                --
                Kto chce, szuka sposobu.
                Kto nie chce, szuka powodu.
              • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:42
                elle-joan napisała:

                > Też sobie nie wyobrażam, jak student ma koczować godzinami na uczelni/w czyteln
                > i czekając aż ojciec będzie wracał do domu.

                No straszne po prostu. Biedny chłopina samotnie czekający w czytelni. Jak taki po studiach pójdzie do pracy na 10 godzin, to ani chybi załamie się pierwszego dnia.
                Wy tak poważnie robicie kalekę życiowego z dorosłego faceta??

                > I może jeszcze wyjeżdzać z domu o 6
                > .00 chociaż zajęcia są na 10.00.

                Kolejna straszna rzecz. Tak mniej więcej jeździły moje dzieci, dopóki nie dorosły do samodzielnych podróży komunikacją miejską. I nie jesteśmy wyjątkami.

                > Co do nauki samodzielności to nie polega ona na tym, że nie wspomagamy dziecka,
                > aby mogło się spokojnie uczyć na dziennych studiach. Jest czas nauki i jest cz
                > as pracy. Studiowanie to nie jest jakaś złosliwość wobec ojca czy czas lenistwa
                > i ciagniecia kasy z rodziców. To normalny etap w życiu młodego człowieka.

                Ale nie jest to jakiś okres ochronny w którym z bliżej nieznanych powodów taki człowiek miałby żyć pod jakimś parasolem ochronnym. Sam fakt, że jest utrzymywany powinien wystarczyć. Cała reszta - jak wyżej - to DOROSŁY człowiek, a nie malutkie dziecko.

                --
                R.
            • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:41
              Student ma prawo zdawac egzaminy przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, to wynika z Regulaminów, wiec to kwestia dogadania się z egzaminatorami. W przypadku piątkowych studentów raczej nie ma z tym problemów. Do tego nie jest potrzebny ani IOS ani ITS. IOS przyznawany jest na wniosek studenta, umotywowany odpowiednio (wychowywanie dziecka, praca, niepełnosprawność, inne ważne powody) i z dołączonymi świstkami, średnia ocen bez znaczenia. Do ITS trzeba mieć średnią, bywa, że b.b. wysoką, ale to niekonieczne w tym przypadku.
              Nie wiem co jest nie teges z nauką w czytelni, oprócz tego, że ma się pod nosem kompa z dostępem do netu, wszystkie (większość) potrzebnych podręczników na wyciagnięcie ręki, jest cicho, nie ma youtube ani kolegów usilujących wyrwac Cię na picie piętro niżej... 100zł/m-c (średniomiesięcznie) na książki i ksera wydaje się kwotą wystarczającą.
              Większość mlodzieży ma znajomych, kolegów, dalszych kuzynów w UK, jest się u kogo zaczepić, wiadomo, nie ma luksusów, wspolne łazienki i kuchnie i korytarze i pokoje dzielone z innymi, ale cóż, to jest chwilowo, na 4 miesiące, nie do końca życia. Można sie użalać, można działać. Staram się szukać sposobów, bo mleko się juz rozlało, pan ma troje dzieci, trzy kredyty, dwa samochody, dom z ogrodem... Nie każdy musi studiować, poprostu, nie każdy. Pan rozlał mleko, ma kolejne dziecko i kredyty, choć widać, że go nie stać. I tak to jest, że konsekwencje decyzji rodziców ponoszą dzieci, niezależnie, czy rodzice rozwiedzeni, czy nie. Pana nie stać na to, aby syn wynajmował samodzielnie mieszkania w W-wie, ale może zapewnic synowi pokój u siebie - czy to coś złego? Co w tym zlego czy niewłaściwego, że jeśli nie mogę zapewnić dziecku wyjazdu na nurkowanie na Rafie Koralowej, zapewnię mu obóz harcerski w Małym Cichym? No, wiadomo, dziecko by wolało nurkowanie, ale mnie stać tylko na Małe Ciche, tez bym wolala mieć ta kasa na nurkowanie, ale nie mam. No i pomyślmy, czy ów student wie, w jakiej ciężkiej (zawionionej przez ojca) sytuacji jest jego przyrodni dwuletni braciszek. Czy to może obowiążuje prawo pierworodnego: najpierw karmimy, obkupujemy i zapewniamy wszystko co najlepsze najstarszemu, a najmłodsze, no cóż, miało, pecha... Może sobie polizać frytkę która spadla ze stołu? Jeśli faktycznie sytuacja jest tak ciężka, że zaraz dwulatek nie będzie mial co jeść, to moralnym obowiązkiem ojca jest podzielić kasę tak, aby dwulatek także dostał jedzenie. Ale to też temat na osobny wątek wink Tu trzeba raczej chyba typowych porad oszczędnościowych a także wysłuchania i życzliwego wsparcia, odrobiny nadzieji. U osób w ciężkiej sytuacji materialnej włącza się myslenie tunelowe, światelka nie widzą... A to, że tatuś niefrasobliwy to oczywista sprawa, ja też się baaardzo staram i mój mąż też a mimo tego niektóre nasze decyzje były niefrasobliwe wink


              --
              Kto chce, szuka sposobu.
              Kto nie chce, szuka powodu.
              • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:09
                Widzisz, teoria swoją drogą, a praktyka swoją. Z drugiej strony wygląda to ciut inaczej, a z perspektywy 15 lat - może 7-9 razy dziekani różnych uczelni (Niemcy, USA, UK, Szwecja, obecnie Polska) zgodzili się na tego typu 'manipulacje'. Motywowane to jest różnymi względami (o których może nie będę pisała). Fajnie, że wspominasz o takich opcjach, być może w Polsce to jest tak powszechne, że w trakcie pół roku nie udało mi się zorientować. Rozumiem, że Tobie nie przeszkadzałaby nauka dzień w dzień w trakcie okienka, po zajęciach, przed zajęciami (grafik jest baaaardzo różnorodny) i powrót do domu ojca jedynie po to, by przenocować (a i z tym może być różnie, może 2-latek akurat nie będzie 'śpiący' i cały dom będzie na nogach?). Bywają dni, gdy grupa moich studentów miała zajęcia od godziny 8 do 19.30 (tak, średnio 2 przerwy dłuższe w trakcie). W przeciągu 2 pierwszych lat studiów często jest, że ten grafik tak paskudnie wygląda niemal 4-5 dni w tygodniu!

                Czyli 'co nas nie zabija, to nas wzmocni'?.....Za stara jestem chyba na to, by to mnie przekonało.

                A zamiast obciążać tego przysłowiowego młodego człowieka wszystkimi grzechami głównymi ojca i nowej rodziny...może po prostu jeden samochód, a nie dwa? Zamiana domu na mieszkanie? To wydaje mi się racjonalne, a nie cięcia na dzieciach (bo domyślam się, że i ten 2-letni szkrab odczuje skutki decyzji rodziców).

                "Tu trzeba raczej chyba typowych porad oszczędnościowych a także wysłuchania i życzliwego wsparcia, odrobiny nadzieji"

                Ok, dla mnie życzliwe wsparcie to niekoniecznie głaskanie po głowie i potakiwanie, że świat jest zły, ludzie wredni a to wszystko 'tak jakoś wyszło'. To raczej racjonalne, logiczne i spokojne podejście do problemu. Każdy problem można traktować jak problem w inżynierii - szuka się rozwiązania, które będzie wydajne, uczciwe (wielce pożądane!) a jednocześnie pozwoli minimalizować straty. I pewnie nie odpowiadałabym w tym wątku, ale szkoda mi się zrobiło chłopaka, któremu wciska się dokładanie się do wydatków ojca w imię 'wyższych wartości'.

                chce.oszczedzac, my wszyscy czasem jesteśmy niefrasobliwi wink Ale podobno z wiekiem i doświadczeniem z tego się wyrasta big_grin

                Aaa, podejrzewam że nie byłoby problemu finansowego gdyby rodzice nie byli po rozwodzie (4 tysiące ojca, pewnie z 2-3 tysiące matki), więc postawienie sprawy, że wymaga się cudów po rozwodzie jest grubo przesadzone.

                • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:24
                  zosiaonline napisała:
                  > A zamiast obciążać tego przysłowiowego młodego człowieka wszystkimi grzechami g
                  > łównymi ojca i nowej rodziny..

                  Hmmm - posiadanie miejsca do mieszkania to 'grzech główny ojca'? Gdyby nie miał kredytu to pewnie by coś wynajmował. Ma iść pod most?

                  Zapytam jeszcze raz bo jakoś wszyscy tutaj o tym milczą. Na tym forum większość osób nie stać by było na wysłanie dziecka na studia gdyby miało to kosztować tyle. Czy oni też 'grzeszą' bo w ogóle posiadają dzieci? Czy tylko rozwodnikom się dokopuje?
                  • zosiaonline Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:36
                    "Gdyby nie miał kredytu to pewnie by coś wynajmował. Ma iść pod most?"

                    Czy posiadanie własnego, nowego domu (rozumiem, że nówka - od developera) jest pierwszą potrzebą? Kredyt na mieszkanie byłby z pewnością mniejszy, a i życie bardziej ekonomiczne. Ale start z nową rodziną jakoś zaktywizował ojca to budowy/kupna domu, wykończenia go, posiadania 2 samochodów. Rozumiem więc, że to zestawienie 'willa vis pod most' jest emocjonalne bardziej niż realne?

                    "Czy oni też 'grzeszą' bo w ogóle posiadają dzieci? Czy tylko rozwodnikom się dokopuje?"

                    araceli, czy ja Tobie bądź autorce 'dokopałam'? Nie było to moim zamiarem, po prostu napisałam w zgodzie z tym co myślę i czuję - że ten chłopak nie jest winny temu, co robią rodzice, a wymaga się od niego spłacania 'długów' (w sensie życia jedynie pod dyktando finansowe ojca i zachcianek jego nowej rodziny).
                    Nie, posiadanie potomstwa nie jest grzechem big_grin I gdyby ojciec - głowa rodziny nie był po rozwodzie, a wymagał od syna zapłaty za swoje nieodpowiedzialne postępowanie (nie wiem: hazard/alkoholizm/drogie hobby czy luksusowe zakupy - moja reakcja byłaby taka sama).
                    • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:58
                      zosiaonline napisała:
                      > Czy posiadanie własnego, nowego domu (rozumiem, że nówka - od developera) jest
                      > pierwszą potrzebą? Kredyt na mieszkanie byłby z pewnością mniejszy, a i życie b
                      > ardziej ekonomiczne. Ale start z nową rodziną jakoś zaktywizował ojca to budowy
                      > /kupna domu, wykończenia go, posiadania 2 samochodów. Rozumiem więc, że to zest
                      > awienie 'willa vis pod most' jest emocjonalne bardziej niż realne?

                      A spojrzałabyś może na kwotę tego kredytu? Nie zawsze mieszkanie jest tańsze od domu. Oni mieszkają 40km od Warszawy czyli zapewne tam, gdzie już jest tanio. Widziałaś ten dom, że go nazywasz 'willą'?

                      > że ten chłopak nie jest winny
                      > temu, co robią rodzice, a wymaga się od niego spłacania 'długów' (w sensie ży
                      > cia jedynie pod dyktando finansowe ojca i zachcianek jego nowej rodziny).

                      Większość ludzi teraz ma kredyt na miejsce do mieszkania (czy to dom czy mieszkanie). I tych ludzi nie stać na posłanie dzieci na studia. Czy powinni mieć wyrzuty sumienia? Bo mieli 'zachcianki'? Ten człowiek różni się jednym od większości osób na tym forum - rozwiódł się. I na tym niektórzy mają używanie. Jak się rozwiódł to już mu się nic nie należy. Tyraj bankomacie.

                      > Nie, posiadanie potomstwa nie jest grzechem big_grin I gdyby ojciec - głowa rodziny n
                      > ie był po rozwodzie, a wymagał od syna zapłaty za swoje nieodpowiedzialne postę
                      > powanie (nie wiem: hazard/alkoholizm/drogie hobby czy luksusowe zakupy - moja r
                      > eakcja byłaby taka sama).

                      I znów wracamy do stwierdzenia, że posiadanie miejsca do mieszkania to nieodpowiedzialne postępowanie' lub 'luksusowe hobby'. Jasne!
                • kosc_ksiezyca Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 23:26
                  Ale na co dziekani "różnych uczelni" różnie patrzą? Na możliwość zdania egzaminu 2 tygodnie przed pierwszym terminem? Guzik ich to obchodzi - no chyba, że u dziekana ten egzamin.

                  Akurat zdanie wszystkiego do końca maja jest tutaj najmniejszym i wcale nie kluczowym problemem.
                  --
                  emotibot.net/pix/2427.jpg
                • chce.oszczedzac Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 10:27
                  Zosiuonline, Piszesz o manipulacjach, nie wiem, o co Ci chodzi, ja pisalam o zapisach regulaminowych, "Regulamin studiów" czy 'regulamin studiowania" itp nazwy, regulujący podstawowe sprawy studiowania; obowiązki, prawa, jest tam zapisane kiedy i komu skladać papiery o IOSy i ITSy i jakie trzeba spelniać warunki, jakie załączniki itd. W moim świecie korzystanie z tego, co uchwalil Senat uczelni, klepnął rektor itd nie jest manipulowaniem i kombinowaniem. Studenci mają różne sytuacje i stad zapisy w tych regulaminach regulujące tryby zaliczen, terminy itp. Na mojej uczelni jest powszechne, że student dwóch kierunków (zapomnialam o tym napisać), wychowujący dziecko, pracujący czy niepelnosprawny składa wniosek o IOS. Powszechne jest proszenie o terminy zerowe, jesli student z ważnych powodów nie może zdawać w terminie pierwszym. Mam małe doświadczenie, przy Twoim to małe miki, zaledwie 3 uczelnie w 10 lat, i niestety tylko z pozycji studenta, i tylko w Polsce, jednak nigdy nikt nie wyrzucił studenta który był przygotowany i przyszedł PROSIĆ. Grzecznie, milo. Sytuacja studenta z wątku "Muszę jechac do pracy i pracowac czerwiec-wrzesien bo rodzice mają takie wydatki że muszę dorobić aby mieć na akademik/jedzenie/książki w semestrze." nie zasługuje na potępienie. Jasne, zawsze może zdarzyć sie profesor bez zrozumienia dla trudnej sytuacji, jak do tej pory nie spotkałam się.
                  Przeliczyłaś sobie te 30 punktów na liczbę godzin nauki własnej? Dlaczego nie mozna realizować tego w czytelni? Mnie nie przeszkadza nauka wogóle (do tej pory się uczę wink tragiczny przykład wiecznego studenta) - po to poszlam na studia, aby się uczyć i nauczyć. Spokojna nauka w czytelni to moje marzenie, nie żartuję. Oprócz studiow mam 2 dzieci, pracuję i prowadzę dom (nooo, mieszkanie, na dom mnie nie stać) i naprawdę spokojna nauka w czytelni to dla mnie przyjemnośc i wytchnienie. Na wielu kierunkach popularnych zwykle jest kilka grup ćwiczeniowych (jasne, byc może student z tego wątku studiuje reżyserię lub inny elitarny kilkuosobowy kierunek) i IOS daje mozliwości wyboru grupy ćwiczeniowej i dostosowania zajęć do potrzeb i mozliwości studenta.
                  Tak, dwulatek może marudzic wieczorem, ale skoro rodzice daja radę pojechac do pracy po tym marudzącym wieczorze to student tez raczej da radę. No i dwulatki nie płaczą całymi nocami dzien w dzien. A jesli płaczą, to rodzice ida do lekarza, neurologa, pediatry i szukają przyczyn złego stanu dziecka.

                  No wyrasta się z niefrasobliwości, jednak nie dotyczy to raczej mężczyzn. No i bywa, że jedna niefrasobliwa decyzja pociąga za sobą konsekwencje na dłuuugie lata ;-/

                  --
                  Kto chce, szuka sposobu.
                  Kto nie chce, szuka powodu.
                  • astrum-on-line Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 13:36
                    Sytuacja studenta z wątku "Muszę jechac do pracy i pracowac czerwiec-wrzesien bo rodzice mają takie wydatki że muszę dorobić aby mieć na akademik/jedzenie/książki w semestrze." nie zasługuje na potępienie. Jasne, zawsze może zdarzyć sie profesor bez zrozumienia dla trudnej sytuacji, jak do tej pory nie spotkałam się.

                    Ja w takiej sytuacji usłyszałam że sobie mogę studiować zaocznie. Zaledwie 7 lat temu.
            • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:41
              > Ten młody chłopak nie jest niczemu winny - niefrasobliwości ojca, życiu ponad s
              > tan czy roszczeniowej postawie nowej rodziny. Wydaje mi się, że często jest tak
              > , że chętniej i szybciej wymagamy od INNYCH a nie od siebie.

              Podpisuje się pod tym w 100%.
              To nie chłopak nabrał kredytów, które jak tu się sugeruje powinny być w tym momencie spłacane z kasy należnej się jemu, czyli przez niego. Z tego co zrozumiałam podwyższenia alimentów nastąpiło nie tak dawno, wcześniej tatuś płacił 1000zł na dójkę dzieci i spędzał z nimi pewnie dwa dni w miesiącu. Gdyby teraz na dwulatka płacił 500zł alimentów, pewnie wszyscy rzuciliby się z radami, żeby walczyć o podwyższenie alimentów, bo co to jest 500zł na dziecko, w sytuacji samotnej matki.
              • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 17:49
                twarz2 napisała:
                > To nie chłopak nabrał kredytów, które jak tu się sugeruje powinny być w tym mom
                > encie spłacane z kasy należnej się jemu, czyli przez niego.

                Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!
                • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:25
                  > Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!

                  Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile

                  Ojca pod most nie wysyłam, sugeruje jedynie rozpoczęcie oszczędzania na sobie a nie na dzieciach. Z opisu sytuacji wynika, ze jest to możliwe, ale za pomocą obniżenia standardu życia obecnej rodziny. I tutaj rodzi się pytanie - dlaczego obniżenie standardu życia tylko i wyłącznie "starych" dzieci jest bardziej uzasadnione (dla niektórych tu osób), no i czym uzasadnione?
                  • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:33
                    twarz2 napisała:
                    > Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile

                    No właśnie Tobie powinno się to pytanie zadać, bo osądzasz tutaj nie wiedząc nic o tej rodzinie. Jakbyś uważała, że pan jest winny to mu się dowalić należy.

                    > Ojca pod most nie wysyłam, sugeruje jedynie rozpoczęcie oszczędzania na sobie a
                    > nie na dzieciach. Z opisu sytuacji wynika, ze jest to możliwe, ale za pomocą o
                    > bniżenia standardu życia obecnej rodziny. I tutaj rodzi się pytanie - dlaczego
                    > obniżenie standardu życia tylko i wyłącznie "starych" dzieci jest bardziej uzas
                    > adnione (dla niektórych tu osób), no i czym uzasadnione?

                    A dlaczego 'wyłącznie'? Na dzień dzisiejszy wygodne studiowanie najstarszego syna powoduje, że dla najmłodszego dziecka nie ma nic. Gdzie tu kompromis? Student ma mieć więcej na życie niż 3-osobowa rodzina?
                    • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:50
                      Faktycznie, bardzo emocjonalnie, bo nie uważam za "świetny" pomysł obniżenia alimentów na dzieci.
                      W rachunkach też sie chyba rozmijamy, bo to 1700 jest na dwoje dzieci - czyli 850 na studenta. Na dwulatka chyba ojciec łoży podobnie biorąc pod uwagę nianię (500zł czyli połowa kwoty) + dodatkowe koszty utrzymania. Więc w tym momencie wszystkie dzieci mają podobnie i to jest ok.
                      Przyciąć powinien na innych wydatkach i tyle.
                    • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 18:59
                      Po pierwsze - dlaczego zarzucacie, że ojciec pewnie spędza z dziećmi 2 dni w miesiącu - czy to jego wybór? Najczęściej to matka walczy jak lwica o opiekę nad dzieckiem i reglamentowane widzenia z "Panem", a potem to wina ojca, że widzi się z dzieckiem co 2 tyg. - w Polsce facet nie ma dużych szans na opiekę nad dzieckiem - w 95% przypadków opiekę przyznaje się matce - no chyba, że jest to wyjątkowo patologiczny egzemplarz, w pozostałych przypadkach niemal ,,z urzędu" dzieci zostają z matką.
                      Po drugie - facet za mało zarabia, żeby płacić tak wysokie alimenty! A ma jeszcze 3 dziecko na utrzymaniu. A jak widać "fanaberię" w postaci domu opłaca w większym stopniu nowa partnerka. Pisałam już wcześniej, że nawet gdyby kupił (kredyt)/wynajął malutką kawalerkę i tak nie miał by się z czego utrzymać. Sama rata/opłata za wynajem pochłonęłaby z 1.000 zł. A gdzie reszta?! Nikt dziecku nie odmawia prawa do wykształcenia, ale czasami po prostu trzeba znaleźć inną drogę.
                      p.s. Nie jestem po rozwodzie i nie mam męża z odzysku wink widzę tylko pewną niesprawiedliwość społeczną w traktowaniu ojców po rozwodzie/separacji.
                      • baba67 Re: Brakuje do pierwszego... 31.07.12, 16:03
                        Bo pokutuje stereotyp- facet po rozwodzie=mloda doopa=wymiana starego modelu na nowy=dobrzemutak i mlodej zdzirze tez.
                        Tymczasem moze byc calkiem inaczej i czesto jest,ale stereotypy maja to do siebie ze sie narzucaja.
                        --
                        Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
                        P.Reiter
                    • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:03
                      Ojciec płacił 1000 zł na dwoje dzieci w wieku nastoletnim, przed maturą. Jestem pewna, że każdy by napisał, że przy zarobkach 4 tysiące to za mało. Teraz syn jest na studiach, a alimenty na młodszą córkę zostały urealnione. I płacenie 1700 przy zarobkach 4 tysiące nie jest niezwykłe, ot, przeciętne. Problemem jest duży kredyt na dom – w sumie prawie 3 tysiące. Na to go nie stać.
                      • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:10
                        el-an napisała:
                        > Teraz syn
                        > jest na studiach, a alimenty na młodszą córkę zostały urealnione. I płacenie 17
                        > 00 przy zarobkach 4 tysiące nie jest niezwykłe, ot, przeciętne.

                        To w takim razie większość ludzi w Polsce powinna mieć sądowy zakaz posiadania dzieci. Zwyczajnie ich na nie nie stać.

                        > Problemem jest
                        > duży kredyt na dom – w sumie prawie 3 tysiące. Na to go nie stać.

                        Kredyt za dom to 1500+724=2224. I to płacą zdaje się 2 osoby.
                      • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:17
                        Budowa tego domu to odrębna kwestia - zgadzam się, że to klasyczny przypadek przeinwestowania ALE czy nie uważasz, że zważywszy, że na 3 dziecko też musi łożyć (tyle samo) to na życie zostaje mu 1.450 zł. Czy uważasz, że byłabyś w stanie utrzymać się za to, mając na uwadze, że musisz płacić jeszcze kredyt lub za wynajem? Przy ustalaniu alimentów trzeba brać pod uwagę, że musi łożyć na 3 dzieci i jeszcze jakoś żyć!
                        • el-an Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:30
                          Na dzieci nie łoży się po tyle samo, tylko w zależności od wieku i potrzeb np. choroba. Do niedawna zarabiając więcej płacił proporcjonalnie do zarobków mniej. Orzekłabym alimenty 500 zł na najmłodsze dziecko, zostaje mu 1800, 45% pensji; sporo tu wątków, jak się za to utrzymać. I ma czas podjąć dodatkową pracę.
                          • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:48
                            Realne utrzymanie najmłodszego oscyluje pewnie w granicy 1400-1500 zł (niania, pieluchy, jedzenie, zabawki, zdrowie (wizyty lekarskie, szczepienia, leki), więc 800 zł na każdego rodzica to nie jest wygórowana kwota. A więc zostaje mu ok. 1500 zł. Proszę doradź jak ma utrzymać się za tę kwotę dorosły mężczyzna, który nie posiada własnego lokum ( i tak musiałby zaciągnąć kredyt lub wynajmować)? Możesz rozpisać koszty?
                            A ogólna zasada jest taka - najpierw zarabiam potem szacuję wydatk,i a nie kreuję wydatki a potem szukam dochodu. Moim zdaniem, jakkolwiek "nieludzko" to brzmi, powinien wystąpić o zmniejszenie alimentów do kwoty 1.200 zł, zważywszy że na utrzymaniu ma jeszcze 3 dziecko, które też generuje spore koszty.
                    • twarz2 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 19:23
                      Przykładowy konkret: sprzedać samochód na kredyt - odejdzie paliwo i wszelkie koszty związane z samochodem.. koszt dojazdu do pracy pochłonie zapewne część zysku, ale i tak będzie na plus kilkaset złotych. Drugi samochód w domu jest - dziecko nie ucierpi.
                      • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:55
                        twarz2 napisała:

                        > Przykładowy konkret: sprzedać samochód na kredyt - odejdzie paliwo i wszelkie k
                        > oszty związane z samochodem..

                        A jesteś pewna, że ten samochód nie jest np. wykorzystywany w pracy, a nie tylko jako środek transportu do pracy?
                        --
                        R.
                  • miziu_miziu Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:52
                    jeszcze jedna kwestia - może jak to nazywacie "stare dzieci" też z matką mieszkają w "willi"? może ojciec "starym dzieciom" i ich matce tą willę postawił i zostawił a sam zaczyna od zera? piszę to na własnym przykładzie - mój partner swojej żonie i dziecku zostawił mieszkanie w wysokim standardzie i świetnej lokalizacji w Warszawie a sam odszedł z przykładową walizką. i wygląda na to, że powinien rzeczywiście wylądować pod mostem....
                    • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 15:08
                      Owszem, partner zostawił byłej żonie wszystko, zabrał tylko odzież, po dwóch latach dopiero poprosił o zwrot swojej kolekcji kufli. Nic więcej, zostawił mieszkanie, samochód i ponad 50 tys oszczędności (wspólnych), zostawił wszystko ze wględu na dzieci. My zaczynaliśmy od zera.
                      • e-ness Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 11:21
                        cynamon2 napisał(a):

                        > Owszem, partner zostawił byłej żonie wszystko, zabrał tylko odzież, po dwóch la
                        > tach dopiero poprosił o zwrot swojej kolekcji kufli. Nic więcej, zostawił miesz
                        > kanie, samochód i ponad 50 tys oszczędności (wspólnych), zostawił wszystko ze w
                        > ględu na dzieci. My zaczynaliśmy od zera.

                        To musiał nieźle nabroić, skoro poczucie winy skłania go do takiej "szarmancji"?
                        --
                        Nie ma brzydkich biustów, są tylko źle dobrane biustonosze.
                        Dobierz stanik i zmień życie na lepszesmile
                        Secret Hills
                        • cynamon2 Re: Brakuje do pierwszego... 17.07.12, 12:22
                          Nie wiem czy nabroił, jak się rozstawał z żoną to go nie znałam, zdrady nie było jeśli o to chodzi. Pobrali się w wieku 18 lat bo pojawiło się dziecko. Nieprzemyślana decyzja, efektem był rozwód. Mógł dzielić z byłą żoną mieszkanie, samochód i całą resztę, ale ucierpiałyby na tym dzieci. Odpuścił. Stwierdził że jeszcze jest młody, zacznie od początku. Poczucie winy miał, że nie spełni się jako ojciec, że nie mieszka z dziećmi, że nie potrafi dogadać się z ich matką. Gdyby dzieci nie było - wszystko byłoby do podziału.
                    • sparkley78 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:31
                      Najprawdopodobniej to zasądzanie alimentów powyżej możliwości rodzica prowadzi do patologicznej sytuacji unikania ich płacenia poprzez np. ukrywanie dochodów.
                      Potrzeby dziecka mogą rosnąć w nieskończoność, co nie znaczy, że trzeba je wszystkie bezkompromisowo spełniać.
                    • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:08
                      falllen_angel napisał:
                      > twarz2 napisała:
                      > > > Należnej się?? Ojciec pod most! To jest chore!
                      > > Bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu, ciekawe dlaczego smile
                      > Najprawdopodobniej jest w tej samej sytuacji...

                      Pudło big_grin
    • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 15.07.12, 20:56
      Też uważam że alimenty są za wysokie. Na jedno dziecko wpada po 850 zł. Drugie tyle powinna dawać matka. Czyli miesięczne utrzymanie dziecka w tej rodzinie wynosi 1700. Uważam że trochę dużo. Licząc dalej (dla tych którzy uważają że alimenty są ok) jeżeli każdy chciałby mieć na utrzymanie jednej osoby tyle pieniędzy, to każda 5 osobowa rodzina powinna mieć ma utrzymanie 8500 zł i to bez kredytów (bo zakładam że na studenta nie zostały zaciągnięte kredyty). Ciekawa jestem ile osób ma tyle dochodu miesięcznie.

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/eiktrjjg3k19r167.png
      • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:40
        martach0 napisała:
        > Też uważam że alimenty są za wysokie. Na jedno dziecko wpada po 850 zł. Drugie
        > tyle powinna dawać matka. Czyli miesięczne utrzymanie dziecka w tej rodzinie wy
        > nosi 1700. Uważam że trochę dużo. Licząc dalej (dla tych którzy uważają że alim
        > enty są ok) jeżeli każdy chciałby mieć na utrzymanie jednej osoby tyle pieniędz
        > y, to każda 5 osobowa rodzina powinna mieć ma utrzymanie 8500 zł i to bez kredy
        > tów (bo zakładam że na studenta nie zostały zaciągnięte kredyty). Ciekawa jeste
        > m ile osób ma tyle dochodu miesięcznie.
        >
        Tak tego nie można liczyć. Chłopak studiuje poza domem i musi coś wynająć więc potrzebuje więcej niż członek rodziny, który mieszka w domu. Poza tym ojciec nie zarabia głodowej pensji więc jego dzieci mogą mieć więcej na utrzymanie niż w innych rodzinach.
        • robitussin Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 00:59
          > Tak tego nie można liczyć. Chłopak studiuje poza domem i musi coś wynająć więc
          > potrzebuje więcej niż członek rodziny, który mieszka w domu.

          No to załóż, że wymarzył sobie studia na Yale.
          Też wyliczyłabyś to tak bezkrytycznie?

          > Poza tym ojciec nie zarabia głodowej pensji

          Nie, ale ma też swoją rodzinę i inne - już zaistniałe wcześniej - zobowiązania.

          --
          R.
          • martach0 Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 08:41
            Nie rozumiem dlaczego wszyscy tak traktują ojca jakby był jakimś zbrodniarzem ponieważ jest po rozwodzie i musi odpokutować za to niedojadając, ażeby syn miał wszystko. A skąd wiecie, że np to nie on został porzucony i zdradzony przez żonę? Może on był pokrzywdzonym w tym związku? A założył w końcu nową rodzinę, bo nie chciał być sam do końca życia? Najlepiej jest kogoś oceniać nawet nie znając sytuacji. Bo w naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że jak facet rozwodnik to napewno drań i zdradzał żone na prawo i lewo, a ona z rozpaczy to się rozwiodła ( no bo jakie miała inne wyjscie!?) Zaściankowość.
            --
            http://www.suwaczki.com/tickers/eiktrjjg3k19r167.png
            • elle-joan Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:47
              martach0 napisała:
              > Nie rozumiem dlaczego wszyscy tak traktują ojca jakby był jakimś zbrodniarzem p
              > onieważ jest po rozwodzie i musi odpokutować za to niedojadając, ażeby syn miał
              > wszystko. A skąd wiecie, że np to nie on został porzucony i zdradzony przez żo
              > nę? Może on był pokrzywdzonym w tym związku? A założył w końcu nową rodzinę, bo
              > nie chciał być sam do końca życia? Najlepiej jest kogoś oceniać nawet nie znaj
              > ąc sytuacji. Bo w naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że jak facet rozw
              > odnik to napewno drań i zdradzał żone na prawo i lewo, a ona z rozpaczy to się
              > rozwiodła ( no bo jakie miała inne wyjscie!?) Zaściankowość.

              Być może Ciebie jakoś osobiście ta uderzyło. Tyle, żę tutaj nie jest mowa o Tobie, Twojej rodzinie a o kimś zupełnie innym. Nikt nie porusza kwestii moralności ojca. Bez wzgędu na to kto kogo zdradzał są okreslone obowiązki wobec dzieci. Przykro, że trzeba to nazywać obowiązkami. Dla wielu rodziców to naturalne, że trzeba przynajmniej na tym jeszcze etapie wspierać dziecko. Tu nie ma znaczenia czy rodzina jest rozbita czy nie. Na podstawie opisu sytuacji przez autorkę można ocenić, że podjęto nierozsądne decyzje. Gdyby student był ich wspólnym synem, a nie z poprzedniego związku to też trzeba byłoby go utrzymać rezygnując z czegoś.
              • araceli Re: Brakuje do pierwszego... 16.07.12, 09:51
                elle-joan napisała:
                > Przykro, że trzeba to nazywać obowiązkami. Dla wielu rodziców to naturalne, że
                > trzeba przynajmniej na tym jeszcze etapie wspierać dziecko.
                (....)
                > Gdyby student był ich wspólnym synem, a nie
                > z poprzedniego związku to też trzeba byłoby go utrzymać rezygnując z czegoś.

                Czy zdajesz sobie sprawę, że taką wypowiedzią uderzasz w większość ludzi na tym forum, których nie stać na wysłanie dzieci na studia? Im też będziesz wypominać 'obowiązki'? Też będziesz pisać, że podjęli 'nierozsądne decyzje' bo wzięli kredyt na dach nad głową?