Dodaj do ulubionych

pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach

26.08.12, 14:33
Od kilku lat natykam się na ludzi wiozących jedzenie na wyjazdy. 3/4 z tego wyrzucają. Nie są to tanie pasztety, ale takie "niby kabanosy" czyli dość drogie produkty. Skąd ta blokada przed wydaniem euro na posiłki i brak rozsądku przed wydaniem wielu złotówek na drogie jedzenie, którego 3/4 wyrzuca się?
Obserwuj wątek
    • dansch Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 17:03
      No to ja mam zupełnie inne spostrzeżenia - jeździmy z znajomymi i zawsze z żarciem (min. śniadania i kolacje). Po n-tym wyjeździe robisz zakupy z zamkniętymi oczami i wiesz , że nic się nie popsuje. Jak masz ograniczony budżet to chyba lepiej kasę wydać na np. karnet na stok niż na jedzenie? Jeśli chcesz zjeść coś lokalnego, oryginalnego to można w ramach obiadu ale kolacje czy śniadania w wersji "standard". Może ktoś powie, że to takie polskie dziadowanie. Ale taka jest nasza rzeczywistość niestety - coś za coś.
      • j_rutka Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 19:12
        Mnie się wydaje , że to zależy jaki założysz i czym dysponujesz...
        Jaki jest plan działania i jaką mamy kwotę pieniędzy do wydania.
        W zeszlym roku pojechaliśmy z teściami do Włoch i mój teść, który ma bardzo dziwne pojdejście do oszędzania - kupuje dużo , ale tanio i de facto wydaje mnóstwo pieniędzy na syf.. , a zarazbia naprawdę dobrze, ale lubi mieć te pieniądze na koncie...nawiózł ze sobą mnóstwo konserw, serków topinonych i innych takich rzeczy- jedząc takie śmieciowe jedzenie nabawił się sporej nadwagi i cukrzycy.

        My takich rzeczy nie jadamy- uważamy , że mniej a dobrej jakości, co nie oznacza , że zawsze to ma być najdroższe .
        Założenie było takie , że robimy sami śniadania i kolacje, a obiady jadamy " na mieście" .. no i powiem Wam, że jak na śniadanie wylądowała mielonka turystyczna to się zbuntowaliśmy i pojechaliśmy do marketu i co się okazało, że ceny były niższe niż w Polsce na wiele rzeczy...Nie mówiąc juz o pomidorach i owocach , które kupiliśmy na tagu....a jak smakowały ... mniam

        Już nie mówiąc o tym, że teść ze sobą przytaszczł również ziemnaki i chciał robić na obiad schabowe z ziemnakami, a kuchnia włoska kończy się dla niego na pizzy...

        Wiec tak jak napisałam wszystko zależy od tego co i jak planujemy i co mamy do wydania...

        A czasem może się okazać ,że jest to pozorna oszczędność...
    • ga_ga_aga Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 19:16
      Wyrzucanie jedzenia to zawsze jest marnotrawstwo obojętnie w domu czy na wyjeździe. Bezmyślni i rozrzutni ludzie jacyś, którzy tak robią.

      Jeśli w jakimś miejscu jedzenie jest na moją kieszeń, a chcę tam jednak pojechać i da się przetransportować żywność - to zabieram "wałówkę". Też wiem, co zabrać, żeby nie wyrzucać, albo przywieźć z powrotem.

      Targam też jedzenie ze sobą z innego powodu: na wyjeździe może i nie tak drogo, ale jakość nie ta (fast foody w niektórych miejscach). Żeby ograniczyć lipne jedzenie, biorę swoje.
        • j_rutka Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 20:47
          Dla mnie jedzenie w lokalnych - nie koniecznie restauracjach, to również część poznawania kultury danego kraju, bo mimo wszystko znane nam potrawy w ich ojczyźnie smakują inaczej...takich owoców typu brzoskwinie czy melony czy winogrona nie zjesz u nas.. pomidory we włoszech są zupełnie inne niż polskie - i nie mam tutaj na myśli marketowego szajsu..tylko ogrodowe nie sypane żadnym świństwem....
          Sok z cytryn może być słodki i to nie od cukru tylko naturalnie od słońca...
          A jedzenie zupy gulaszowej w winnicy na Wegrzech razem z ichniejszym winem kupionej za kupinej za niewiekie pieniądze ma naprawdę fantastyczny i nie zapomniany smak....

          Ale każdy robi jak lubi....
          Dal mnie chodzenie po targach jest rodzajem zwiedzania, a jakie cuda na patyku można sobie przywieźć... suszone pomidory z Sycylii przywiezione przez moją tesciową wraz z przepisem od właścicielki straganu jak je zaprawić w oliwie- nie jadłam lepszych...
          Już nie mówiąc o przyprawach czy serach, które można kupić w połowie ceny , którą kosztują u nas...
          Zwiedzanie może mieć różne formy- jedni lubią obskoczyć wszystkie obowiązkowe atrakcje, ja lubię się powłóczyć i zejśc z utartego szlaku i spróbowac tego czym żyja ludzie i ich codzinnego życia, a siedzenie w knajpie z autochtonami wiechorem i rozmowa z nimi to dla mnie rownież super atrakcja....
          W ten sposób można potańczyć flamenco w Hiszpani, napisić sie uzo z Grekiem , już nie mówiąc o tym ,że można spotkać bardzo ciekawych i przyjaznych ludzi, którzy na obiad mogą zaprosić do własnego domu....
    • ga_ga_aga Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 20:46
      Czasami to nie jest 30 min, bo trzeba jeszcze dojechać, zaparkować, potem wrócić i się robi wyprawa na 2 godziny. A jak mam wynajęty lokal z fajną kuchnią (oj zdarzały mi się na wyjazdach takie, że aż zazdrościłam, że w domu tego nie mamsmile to wierz mi, że i gotowanie będzie przyjemne, i jedzonko na tarasie też atrakcja. Albo taka kombinacja: dzieci mają basen do dyspozycji na posesji i nie chcą jechać do żadnej restauracji. Poza tym z dzieciarami w restauracji bywa różnie: nowe smaki nie podchodzą, to nie zjedzą, albo zamówią, a po konsumpcji stwierdzą, że im mało, to znowu zamawiasz - czas się wydłuża. W kuchni będzie szybciej, bo przyrządzę to, co zjedzą i już.
    • trypel Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 20:53
      nie natykam sie na takich.
      Zawsze bierzemy sporo swojego jedzenia bo: jedziemy z dziecmi, wynajmujemy domy (czesto daleko od cywilizacji), jedziemy zawsze autem. Kabanos to podstawa podróży - mały je w podróży kabanosy odkąd skończył rok.
      Jezdzimy w 3 rodziny i jeszcze nie widzialem żeby coś uległo zmarnowaniu chyba że historia typu spadł pod siedzenie i odnaleziony po 2 tyg wakacji wink
      --
      Kasia posprzątała mieszkanie, wyprowadziła psa na spacer, odrobiła lekcje, ale mama i tak zauważyła, że jest w ciąży.
    • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 26.08.12, 22:17
      To ja zabieram nie tylko prowiant sniadaniowo kolacyjny, ale rowniez produkty do ugotowania normalnego obiadu, czyli dwudaniowki.

      Szczegolnie tak robie zima, bo latem to troche trudniej, ale tez sie da, np. Kasza do krupniku, ktorej moge nie kupic na chorwackiej wsi.

      My tez, jak ktos tu pisal, czesto wybieramy malutkie miejscowosci, czesto wioski, czesto na wyspie.
      I tez, u mnie szybciej robi sie obiad w kuchni w apartamencie, niz wyjscie do knajpy

      Zanim sie wybierzemy z domu, zanim cos znajdziemy, zanim kazdy cos wybierze o ile ma co, i w koncu kiedy przyniosa danie, to mija wiecznosc.

      A na koncu sie okazuje, ze danie moze i na pko zjadliwe, ale udekorowane majonezem i dzieciak w ryk, odmawia jedzenia, kasa wydana. Nerwy. I po co? Lepiej byko zostac w domu, juz bysmy sidzieli w morzu albo szusowali na stoku.

      Wczorajszy hit, pojechalismy na baseny, wejsciowka 120 zeta, dal naszej rodziny, ale to nie zaskoczenie, ok.
      Po paru godzinach dzieci glodne, zamawiam pizze, jedna, uzywam lokalnego liczebnika, bo kelner niegadaty. Po 40 minutach przychodzi z dwiema pizzami. Koszt za te dwie 120 zeta, i do tego seerwis soliczony, jeszcze 12 zeta. A mozna bylo wziac z domu jedzenie, tam nmozna miec swoj prowiant.
      Nie chcialo mi sie juz klocic o te niezamowiona pizze bo i po jakiemu?
    • ga_ga_aga Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 27.08.12, 14:12
      Eureka!!!! Wymóżdżyłam odpowiedź na twoje pytanie coralin, skąd ta blokada na wydanie kilku euro na posiłek w obcym kraju?

      A może chodzi o to, że ludziska nie znają obcych języków, porozumieć się nie potrafią, więc wolą unikać jakiegokolwiek kontaktu z językiem: do restauracji nie, bo zamówić trzeba z menu niezrozumiałego, do sklepu samoobsługowego nawet jeśli w nim gadać nie trzeba, to trzeba jakoś dotrzeć - może jednak bariera językowa i stąd wożenie swojego jedzenia?
    • agus-ka Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 27.08.12, 14:38
      to my jesteśmy jacys nietypowi, bo nie dość, ze nie wozimy ze sobą jedzenia (tyle co na drogę) to jeszcze przywozimy ze sobą, np z Francji sery i kiełbase francuską, z Czech piwo, z Niemiec ubrania. Rekord bije wyjazd do Austrii, z Hofera przywozimy Cave i Prosecco, trochę slodyczy, wedliny suszone, jak mamy sporo miejsca w bagażniku to nawet papier toaletowy. Dlaczego? Bo jest taniej i lepszej jakości. Tego w Polsce nie dostaniemy, a jak dostaniemy to ze 3 razy drożej, tak jest głównie z winami.
    • giaros Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 27.08.12, 21:00
      coralin napisała:

      > Od kilku lat natykam się na ludzi wiozących jedzenie na wyjazdy. 3/4 z tego wyr
      > zucają. Nie są to tanie pasztety, ale takie "niby kabanosy" czyli dość drogie p
      > rodukty. Skąd ta blokada przed wydaniem euro na posiłki i brak rozsądku przed w
      > ydaniem wielu złotówek na drogie jedzenie, którego 3/4 wyrzuca się?

      "Trochę" jeżdżę w różne rejony świata i spotkałam się raz z nie "niby kabanosami" ale kabanosami z krwi i kościwink Przebyły długą drogę, znajomi wyciągnęli je po 45 godzinach lotu i był to rarytas dla wszystkich podróżującychwink Może po prostu niektórym kabanosy smakująsmile
      Ogólnie nie zauważyłam takiego trendu, jakoby się kupowało drogie jedzenie, a stroniło od lokalnej kuchni, wg mnie jest odwrotnie, lubimy poznawać lokalnę kuchnię i nie boimy się wyzwańwink Na targu z lokalnymi "przysmakami" w jednym z azjatyckich krajów tylko Polacy wszystkiego próbowaliwink
        • giaros Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 23:05
          coralin napisała:

          > Mnie też kabanosy smakują, ale chyba wielu ludzi kupuje "niby kabanosy", przepł
          > aca za nie licząc, że wytrzymają z nimi tydzień, a wyrzucają po 2 dniach.

          Nie czytałam całego wątku, ale nie spotkałam się, żeby ktoś "przemycał" polskie jedzenie w walizce (oprócz kabanosówwink... nooo czasami jakieś %wink
          Moim zdaniem jesteśmy otwarci na coś lokalnego, choć dla wielu może być bardzo trudno zjeść smażonego węża, czy wypić wódkę ze skorpionem w środku butelkiwink
          Większość z nas chce poznac kulturę danego kraju przez spróbowanie lokalnej kuchni, ale nie wszystkich na to stać w sensie mentalnym. Dlatego ten przysłowiowy kabanos jest taki ważny podczas wyjazdów.
        • newyork32 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 28.08.12, 14:09
          ja nie jechałam za granicę, ale nad Solinę i też chciałam b yć mądra. Wzięłam 2 słoiki z lubionym przez nas sosem makaronowym, miało być na 2 awaryjne obiady. I co?
          Okazało się, że na miejscu jest bardzo fajna kanjpka, gdzie za obiad dla 2 osób+ dziecko płaciliśmy ok. 40-50zł, więc nie jakoś tragicznie,a jedzenie bardzo smaczne. A te słoiki- 1 zjedlismy na miejscu, w dzien kiedy lało. A drugi przywiezlismy ze sobą na wieś do teściów smile
          Ale nie wykluczam, że w przyszłości znowu wezmę jakieś dania obiadowe.

          Trochę off topic- ale często robimy takie 1-dniowe wycieczki. I zawsze na nich mam kawę w termosie, herbatę, jakieś piknikowe jedzenie, muffinki do kawy, kotleciki drobiowe, sałątkę. Mnie sprawia frajdę szykowanie takiej wyprawki, na miejscu się okazuje, że potrwy drogie, więc ta nasza spiżarka się świetnie sprawia, no i jest zawsze pod ręką. Ale z drugiej strony, jeśli jedziemy i wpadnie nam w oko coś dobrego do jedzenia ( kuchnia lokalna), to kupujemy, a niewykorzystane piknikowe jedzienie wykorzystujemy na 2 dzień smile
        • giaros Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 22:26
          falllen_angel napisał:

          > > "Trochę" jeżdżę w różne rejony świata i spotkałam się raz z nie "niby kab
          > anosam
          > > i" ale kabanosami z krwi i kościwink Przebyły długą drogę, znajomi wyciągn
          > ęli je
          > > po 45 godzinach lotu..
          >
          > Ja w kwestii formalnej. Dokąd się leci 45h?! Na księżyc czy gdzieś dalej???

          Myślę, że na księżyc byłoby szybciejwink
          A w kwestii formalnej, to był lot znacznie bliżej, ale trochę naokoło, aczkolwiek trasa oszczędna wink GDN-WAW-LHR-HKG-PEK, z przerwami na lotniskach (na drika npwink i w HKG żeby rzucić okiem na miasto i tak długo wyszło;-( W tym momencie kabanos na kolacje - rarytassmile
          Do AUP lecieliśmy krócej, a kabanosów z naszej grupy nikt nie miał, a szkoda.
    • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 28.08.12, 15:27
      mam nadzieję że wokół mnie nie ma osoby, która mi zagląda do wakacyjnej walizki, sprawdza wnikiliwie czy kabanosy są nibykabanosami czy oryginałkami

      i równie wnikliwie rozlicza z tego, czy te kabanosy zjadłam, czy wyrzuciłam.

      o obgadywaniu na forum nie wspominam, bo to mi akurat nie przeszkadzasmile a nawet osobiście lubię bardzo.

      i teraz nieścisłości:
      albo kabanosy są drogie i wtedy są prawdziwymi, pysznymi kabanosami
      ablo nie są drogie i nikt wówczas za nie nie przepłaca, i wtedy nie ma żalu wyrzucić nadpsutą kiełbaskę.

      co do samych kabanosów jest to przysmak, na skalę światową, w londynie w harrodsie leży obok chorizo i szynki parmeńskiej nie odbiegając od nich ceną. wyrażoną za 100gram.

      także twoje podśmiewanie się z wożenia kabanosów trąci mi wioską nie mniejszą niż dla ciebie ich wożenie po świecie.

      druga sprawa, nie wiem, jaki masz problem, czy ktoś wyrzuca twoje osobiste pieniądze w ten sposób? chyba nie?

      trzecia sprawa:
      jak u większości, ja również nikogo nie znam, kto by wiózł jedzenie, nie zjadł i wyrzucił.
      owszem, sama jedzenie wożę, jak nie zjadamy, to zabieramy z powrotem, albo komuś zaprzyjaźnionemu podajemy dalej.
      o wyrzucaniu mowy nie ma.

      w warunkach biwakowych i nie tylko zresztą, może się zdarzyć i tak, że jedzenie się po prostu popsuje, ale na to wpływu większego się nie ma, trzeba odżałować i wyrzucić. ale czy tobie nigdy nie popsuł się plasterek szynki w lodówce? własne,j nie hotelowej? pozostaje pogratulować.

      samo gotowanie na wyjazdach też przez wielu jest traktowane jako wioska, no ale wymyślili to na długo przed masową polską turystyką, więc nie dla bogatych polaków ona, ale raczej spełnia oczekiwania biednych niemców, austriaków i włochów , więc kompleksów mieć na tym tle nie trzeba żadnych.

      no i na koniec, dlaczego zakładasz że każdy ma do odżałowania parę euro? ja wożę jedzenie zarónwno w rejony euro ale również tam, gdzie jest tanio, bardzo tanio i o euro ludzie słyszeli ale nie widzieli. po prostu wozi się z innych przyczyn niż tylko finansowe.
      dobra, kabanosów do iranu nie wzięłam, bo się bałam że mnie na lotnisku przymnką za wwózkę wieprzowiny. ale już pasztecik podlaski i owszem, bo liczyłam że nie doczytają iż w składzie ma nieco tłuszczu wieprzowego. a w iranie drogo nie jest, zapweniam. zabytki piękne, owszem, ale jedzenia za dobrego w restach nie mają, niestety.

      nie każdy podróżuje solo, ja wożę dla dzieci, bo ich nie wzrusza póki co kuchnia inna niż polska, po prawie czterech latach siedzenia w rejonie baraniny, w ostatnim dniu, usłyszałam po raz pierszy jak mi dziecko powiedzialo, że ono lubi baraninę. wcześniej nie tykał, po dwóch latach zjadał z płaczem, po trzech zjadał bez płaczu. tydzień temu powiedział - lubę.
      no nie mam takiej okazji, by każde wakacje w chorwacji/grecji trwały 4 lata...

      • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 28.08.12, 16:28
        Nie zaglądam do walizek, ale tak się składa, że część z moich wyjazdów to autokarowe wycieczki i po prostu w takim autokarze czuć owe podpsute niby kabanosy. Wręcz założyłabym wątek na temat niejedzenia tego w autokarze (pamiętam jedną objazdówkę, w czasie której pilot poprosił o spożywanie posiłków na postojach, na zewnątrz). Nie znam się na kabanosach. Współtowarzysze z ostatniej podróży wyrzucali Krakusa. Nie wiem czy drogi, chyba dosyć. Ci sami ludzie bardzo dziwili się jak można wydać 5 euro na zupę gulaszową (prawie samo mięso wołowe).
        • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 30.08.12, 19:31
          wywaliło mnie z netu na 2 dni, ale już odpowiadam

          5euro za zupę to wcale nie jest mało.
          w sytuacji gdy podróżuje rodzina taka jak nasza, popularny model 2+2 to zjedzenie tylko zupy kosztuje nas 20 euro, czyli 80 zł.
          a gdzie drugie danie? a deser?
          to dla ciebie nic takie nic?

          a to jest tylko zupa, tylko jeden dzień. oczywiście warto na wyjdzd odłożyć pieniądze, i nie oszczędzać na lokalnej kuchni, bo na pewno warto póbować.
          tylko ktoś już wyżej wyjaśniał, że czasem, tej najlepszej gulaszowej nie tknie dziecko, a kabanosy chętnie zje. i dlatego wiele ludzi to wozi, i często to może nie być pozorna oszczędność a bardzo realna.

          dodatkowo nie należy ufać tak bardzo restauracjom, ich świat bezlitośnie obnaża gessler, nie mam podstaw sądzić, że w świecie z czystością pomieszczeń i jakością produktów jest dużo lepiej. szczególnie w miejscowościach pełnych turystów.
            • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 30.08.12, 20:54
              a skąd wiesz, że wyrzucili bez problemu?
              może było im żal, że kabanosy się do spożycia nie nadają, ale truć się nie lubią. więc nie zjedli zepsutych.

              i jak piszesz, że jest to wątek o ludziach, którzy wyrzucają jedzenie a szkoda im kupować za granicą,to większość w tym wątku pisała, że takich nie zna. albo może nie prowadzi wnikliwych obserwacji współpasażerów.
                • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 30.08.12, 21:13
                  już ci pisałam, że w tym wątku nikt na takich ludzi się nie natknął, a ci którzy wożą, też piszą że nie wyrzucają.

                  więc albo coś z twoimi niewnikliwymi (?) obserwacjami jest nie tak, albo wybierasz na te objazdówki autokarowe najtańsze oferty i wówczas może natykasz się na tak dziwne przypadki.

                  mogę ci napisać, że w wyjazdach zagranicznych też trzeba nabrać "ogłady" i wpadki chyba większość zaliczyła z pokolenia takich jak ja - czyli niejeżdżaca z rodzicami za komuny.
                  my z oszczędności jak i nasi współtowarzysze podrózy(obcy) zamawiali do obiadokolacji płatną wodę mineralną, bo miała byc w naszym rozumieniu najtańsza. po 5 dniach pobytu i my i ci ludzie ze stolika obok, kapnęliśmy się, że domowe wino austriackie jest tańsze od mineralki. kto by pomyśłał? menu nie było widoczne, bo to nie była restauracja tylko pensjonat z hb, niemieckiego nie znaliśmy, a pani nie gadała w ingliszu ani poliszu.


                  • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:03
                    Ja się natykam na takie przypadki bardzo często. Na drogich samolotowych objazdówkach też, ale w tym przypadku nie wiem jak z wyrzucaniem jedzenia (zdarza się jednak, że ludzie rozmawiają jak ich kabanos nie przetrwał upałów). Są to drogie objazdówki, ale tanie kraje więc może dziwić to wożenie droższej żywności z Polski, ale nie o tym wątek.
                    • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 18:21
                      w tanich krajach drogie objazdówki? możesz napisać, gdzie tak jest?

                      jeśli są to kraje arabskie, to sprawa jest prosta, ludzie kabanoski biorą, bo tam są wstrętne wędliny. dodatkowo wieprzowiny w wyrobie wędliniarskim też nie uświadczysz.
                      zresztą, kto rusza w świat, ten wie, że polskie wędliny nie mają sobie równych. oczywiście nie te nasączone chemią, ale te tradycyjne - jak najbardziej.


                      koniec tematu z mojej strony.

                          • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 10:05
                            Jeżdżę na różne objazdówki. Przecież pisałam, że te obserwacje to głównie z tych, na które jedzie się autokarem i w autokarze spędza wiele czasu.
                            Poza tym na tych samolotowych dalszych też dany kraj zwiedza się autokarem i sporo ludzi wozi jedzenie. Jak niby Twoim zdaniem zwiedza się Meksyk i Tajlandię? Tylko dolatujesz samolotem, a potem 2 tygodnie jedziesz autokarem po danym kraju.
                              • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 10:53
                                Ja nie muszę pytać, oni sami opowiadają, co im się zepsuło w podróży. Czasem po otworzeniu torby w autobusie czuć mocno. I nie wożą tanich serków topionych tylko drogie nibykabanosy, które nie dają rady. Rzecz w tym, że to pozorna oszczędność i o tym piszę od początku. Czyli kupowanie w za dużych ilościach drogich produktów nie wytrzymujących warunków podróży.
                                Próba wmawiania mi, że chodzi o kanapki na 1-2 dni podróży to manipulacja.
                                  • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 11:18
                                    Zanim zdążę zapytać to ja jestem przepytana i muszę się tłumaczyć dlaczego nie wiozę. Według mentalności bardzo wielu lepiej zabrać i wyrzucić (nie są to tanie serki topione czy pasztet, o czym piszę od początku) niż coś kupić. Mimo,że samego jedzenia wiele osób wiezie więcej niż mój cały bagaż, w połowie podróży nie ma nic, bo się połowa zepsuła. Ogromna porcja "zupy" w Austrii za niecałe 5 euro, która składa się prawie wyłącznie z wołowiny nadal wydaje się droga. Wodnisty bogracz, w którym pływa 2 kawałki podłej wieprzowiny już w Polsce za 12 zł już jest "tani".
                                      • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 12:45
                                        Pewnie masz rację. W podróży to po prostu widać, czuć, słychać (ludzie niepytani opowiadają, co im się zepsuło). Uderzyło mnie zderzenie tego marnowania jedzenia, wyrzucania ze skąpieniem sobie na zakup czegoś za euro. W pierwszy dzień podróży kotlet, pieczony kurczak, warzywa, sałatki- wszystko daje radę. Ale wiezienie 5 pieczonych udek, kotletów na osobę już jest bezmyślnością, bo ludzie to po prostu wyrzucają (objazdówka). Potem otwierają te paczki kabanosów i połowa lub więcej znów ląduje w koszu.
                                • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 11:17
                                  chyba nikt ci o kanapkach nie wspominał, to raz

                                  po drugie:

                                  kanapki w/g ciebie majątek kosztują? te zrobione w domu?


                                  no i jeszcze jedna sprawa mnie bardzo nurtuje: ile kosztują nibykabanosy? bo jako stara emigrantka przyznaję, że kupuję kabanosy do zamrażarki z sokołowa i za paczkę kabanosów godl płaciłam chyba 23 zeta. czyli w/g mnie wcale nie mało.
                                  nibykabanosów nigdzie nie widziałam, co to jest, pod jaką marką i ile kosztuje?
                                  • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 11:28
                                    Nibykabanosy to moja nazwa. Po prostu ten produkt oryginalny kojarzy mi się z dużą trwałością, ale chyba tak nie jest skoro ludziom powszechnie się psują. Nie wiem jakich marek mają, ale na ostatniej objazdówce osoba skarżyła się, że jej kabanosy Krakus po 3 dniach nie wytrzymały, więc mogę chyba użyć określenia nibykabanosy. Kabanos nawet w wysokiej temperaturze powinien wysychać, a nie psuć się.
                                    • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 11:33
                                      tak, kabanos powinien wysuszyć się jeszcze bardziej, a nie popsuć, ale widać nie miał dostępu do powietrza, i może stąd się zepsuł?

                                      jak był zawinięty szczelnie w folię, to mógł być prawdziwym kabanosem (w wersji nie ususzony na kość)

                                      to, że się zepsuł nie ma raczej nic wspólnego z jego jakością a złym przechowywaniem.

                                        • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 12:24
                                          ale może ludzie zabierają te pomidory bo i tak były w domu?

                                          jak się wyjeżdża na tydzień a pomidor zostanie to i tak się zmarnuje, więc się bierze ze sobą, a nuż ktogoś chętka złapie?
                                          tylko tak spekuluję, bo na objazdówki nie jeżdżę, ale jak mamy owoce w domu a wyjeżdżamy, to często zabieramy. żeby w domu nie gniły.

                                          z tym, że my jedziemy do rodziny, to wtedy tam wykładamy na tacę z owocami i po sprawie.
                                          w samochodzie zresztą łatwiej przechować, zabezpieczyć przed zgnieceniem, itp.

                                          ale jak już się zdarzy, że dziecko zdepcze, bo nie zauważy, to tak, wyrzucamy, nikt na dżem tego nie przerabia.


                                          ale - nie wyrzucamy bez żalu. po prostu - trudno, trzeba wyrzucić.


                                          choć niedawno odkryłam, że pomidory w całości świetnie się mrożą, właśnie wyjeżdżaliśmy na narty transportem publicznym, czyli wszystko na wyjazd + sprzęt na plecy, i zostało dużo pomidorów na oknie. wrzuciłam do zamarażary i potem było z tego znakomite spagetti, a jak skórka świetnie odchodzi.
                                          • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 13:16
                                            Pomidory tak szybko w domu się nie psują. Przed wyjazdem chyba można przemyśleć wielkość zakupu. Myślę, że ludzie przeceniają możliwości kabanosów, które okazują się nibykabanosami. Niestety tacy uczestnicy objazdówek są nieco uciążliwi dla innych przede wszystkim poprzez zdziwienie, oburzenie, że inni wydają euro i "nie są oszczędni". Zapachów z bagażu podręcznego wielkości mojego głównego nie wspominam.
                                            Nie znasz objazdówek jak przyznałaś, ja jeżdżę tylko tak i często. Na drogie i tańsze. Daleko i bliżej i to wyrzucanie jedzenia jest normą przy jednoczesnym skąpieniu na kupieniu za euro/dolary.
                                            • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 14:27
                                              nigdy nie wyjechałaś spontanicznie na wydłużony łikend?

                                              a pomidory kupione miękkie tydzień temu, widać że mogą nie przetrwać?

                                              naprawdę nigdy ci się nic nie zepsuło w domu/nie trzeba aż objazdówki do tego chyba?

                                              a jeśli ci tak przykro na te objazdówki jeździć, to zakup auto, zapakuj się i w drogę. sama będziesz to i przykrych zapachów nikt ci nie wyprodukuje.

                                              a że ludziom euro/dolary przykro wydać to rozumiem, ja też jak usłyszałam że samochód ma kosztować 15 tysięcy dolców to się upierałam, że damy radę bez samochodu. a jak przeliczyłam na złotówki to wcale taki drogi ten samochód nie był. ale w dolarach mi inaczej brzmiało.
                                              w drugą stronę czyli przy zarobkach brzmi to już odwrotnie:
                                              co, tylko 5 tysięcy euro na miesiąc? toż to jak za darmo, nie przyjmuj tej oferty.

                                                • astrum-on-line Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 19:40
                                                  Bez jaj, ale co ty za pomidory kupujesz, że wytrzymują trzy tygodnie? Same konserwanty? Normalny pomidor żadnym cudem tyle nie wytrzyma, chyba że będzie zielony zerwany z krzaka i w domu będzie dojrzewał.

                                                  Co do objazdówek, to towarzysze podróży i wypoczynku, którzy w kółko pouczają innych i z wyższością twierdzą że to "tylko 5 euro" też są dość nieprzyjemni.

                                                  Na objazdówkach nie bywam, ale może od przyszłego roku zacznę bywać to się wypowiem. Natomiast obecnie spotykam turystów ze wszystkich możliwych krajów świata i powiem szczerze, że chyba nic w kwestii jedzenia i podejścia do jedzenia mnie nie zdziwi.
                                                • redaktor23 Program telewizyjny 05.09.12, 13:07
                                                  Witam,
                                                  Szukam Mistrzów Oszczędzania do programu telewizyjnego.
                                                  Jeżeli znacie kogoś, kto ma jakieś nietypowe pomysły i patenty na tanie życie i może to poprzeć przykładami dajcie znać!
                                                  Mogą to być pojedyncze osoby, które chcą się pochwalić swoimi metodami lub pary, w których np. jedna strona nie zgadza się na takie ekstremalne oszczędzanie, lub np. któraś ze stron przejęła jakiś patent od drugiej strony i sama go stosuje
                                                  Zwracamy koszty dojazdu i rekompensujemy poświęcony czas!
                                                  Z góry dziękuję i czekam na zgłoszenia
                                                  Tel. 608 110 389
                • j_rutka Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 30.08.12, 21:16
                  Czemu uczepiliście się tych restauracji- istnieje jeszcze coś takiego jak markety , sklepy, targi i chodzi o też to, że wielu ludziom wydaje się , że zagranicą jest drożej....a Euro to jakaś magiczna waluta jak w czasach komuny Dolar...

                  Muszę też stwierdzić po lekturze całego wątku- moje dziecko jest poporostu nie normalne- je warzywa, owoce , nie grymasi, nie wybrzydza i bardzi chętnie próbuje nowych rzeczy- a jeżeli jesteśmy już w restauracji to pytam moje dziecko , które ma 3 lata i 8 miesięcy na co ma ochotę podając mu kilka propozycji z karty i sam dokonuje wyboru.....

                  • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:14
                    j_rutka napisała:

                    > istnieje jeszcze coś takiego jak marke
                    > ty , sklepy, targi i chodzi o też to, że wielu ludziom wydaje się , że zagrani
                    > cą jest drożej....
                    a Euro to jakaś magiczna waluta .

                    Dokładnie o to chodzi. Sporo rzeczy w krajach Unii jest droższych, ale wiele tańszych. Ja przywożę wiele produktów do Polski nie dlatego, że są niedostępne u nas, ale dlatego, że u nas liczą sobie wiele więcej za nie (ale nie o tym wątek).
                    I to nie jest tak, że ludzie wiozą najtańsze pasztety i serki topione z Polski. Po prostu wydają ciężkie pieniądze w Polsce na drogie produkty, które nie przetrwają wyjazdu.
                  • czekolada72 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:51
                    j_rutka napisała:

                    > Muszę też stwierdzić po lekturze całego wątku- moje dziecko jest poporostu nie
                    > normalne- je warzywa, owoce , nie grymasi, nie wybrzydza i bardzi chętnie próbu
                    > je nowych rzeczy- a jeżeli jesteśmy już w restauracji to pytam moje dziecko ,
                    > które ma 3 lata i 8 miesięcy na co ma ochotę podając mu kilka propozycji z kart
                    > y i sam dokonuje wyboru.....

                    Nie ludz sie, nie tylko Twoje smile
                    Moje tez!
                    >


                    --
                    "Jeśli kobieta jest szczęśliwa, jest także piękna..." Sophia Loren
                    58,4
                    Niestety stara to prawda: diabły są atrakcyjniejsze od aniołów.
    • marika012 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:06
      Kilka dni temu wróciłam z Bieszczad.
      Nic nie wzięliśmy do jedzenia z domu. Śniadania i kolacje robił mąż, zakupy z lokalnego najbliższego sklepiku. Obiad w lokalu. No i były schody. Młody 10 lat zawsze chciał pomidorową bo uwielbia. Tylko jedna była zjadliwa. Młoda 4 lata jak zobaczyła swój kotlet polany sosem odmówiła jedzenia, ogórkową pluła, itd itd. Na żadne nieznane dzieciom danie nie dały się namówić, znane były w większości dla nich niesmaczne bo inne niż w domu czy u babci. Kończyło się na tym ze zamawialiśmy coraz to inne potrawy żeby dzieci coś przełknęły. Kasy poszło dużo a satysfakcji z jedzenia żadnej. Na następny wyjazd biorę domowe weki albo będę gotowała proste potrawy na miejscu. Żeby wypocząć, bo na tegorocznych wakacjach obiady mnie wykańczały.
      • j_rutka Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:46
        A ja zapytam tak trochę nie na temat...

        Czy Wasze dzieci jadają cokolwiek i gdziekolwiek poza "znanymi " miejscami typu dom, ciocia, babcia..

        Ja tak pytam z czystej ciekawości skąd się to bierze, że nie chcą jeść nic nowego..

        Czy czasem bywacie w restauracjach/knajpach/jak to nazwiecie z dziećmi i nie mam na myśli miejsc typu fastfood czy pizzeria , bo to dzieciom zazwyczaj smakuje- pytam z ciekawości...

        Czy sami podsuwacie dzieciom jakieś nowości do spróbowania?

        Co z ich jedzeniem w przedszkolach/szkołach....

        Mój syn jest zabierany w różne miejsca od praktycznie jak skończył 1,5 roku.
        Jak skończył rok chodził do żłobka, teraz do przedszkola, wie że w takim przybytku trzeba poczekać i u nas nie ma takiego problemu, sam często pyta co to jest i mówi daj mi spróbować i często kończy się tym , że nasz obiad trafia na jego talerz - potrafi zjeść nawet oliwki i sos sojowy i zastanawiam dlaczego tak jest....

        • trypel Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:54
          j_rutka napisała:

          > potrafi zjeść nawet oliwki i sos sojowy i zastanawiam dlaczego tak
          > jest....
          >
          Taki widac jest.
          Mój trafił do żłobka jak miał 7 msc. Teraz jest w wieku 2,5 roku starym przedszkolakiem. W przedszkolu zjada wszystko jak leci. W domu już mniej. A poza domem coraz bardziej wybiorczo.
          Przy czym jak mial rok to próbował wszystkiego - typu ostra zupa w gruzinskiej knajpie (tak ostra że rodzice mieli problem a on wsunął) a potem coraz bardziej stanowczo wyrażał co lubi i już. Teraz z jednej strony cieszy mnie że je duzo warzyw i ogólnie urozmaiconego zarcia a z drugiej wiemy że w knajpie to do wyboru jest kotlet/zupa/frytki i koniec.

          --
          Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
        • czekolada72 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 13:58
          Moje dziecko od malenkiego, jadalo normalnie. z czystego lenistwa maxymalnie skrocilam okres mixowanych zupek i przeszlam na dziabanie widelcem i jedzenie lyzeczka, widelczykiem.
          Takze w ramach lenistwa nie gotowalam osobno dla nas rodzicow, osobno dla dziecka. Wiadomo - nie karmilam gruszkami w winie, czy miesem w piwie.
          Ale jadalo wszystko co jedlismy my, i jest jeszcze bardziej nienormalnym dzieckiem, bo nie wiedzialo, ze cos moze z gory nie smakowac/byc niejadalne.
          Wychowalo sie glownie na nabiale i jarzynach, watrobkach i rozmaitych miesach.
          Jedna z ulubionych potraw byl i jest szpinak, pod kazda wersja i w kazdej ilosci.
          Zeby jednak byla w nim symboliczna choc ilosc normalnosci - majac lat ok 16 - odmowilo spozywania rosolu.
          wczoraj zas sie okazalo, ze niejadalna jest takze zupa na wedzonce.
          Coz, jest zdecydowanie mniej grymasne niz jego mamusia...
          A, owoce morza tez wsuwa az milo od przedszkola, na flaczki chadzalo z wujem w wieku lat 4.
          Trudno, bywa wink
          --
          "Jeśli kobieta jest szczęśliwa, jest także piękna..." Sophia Loren
          58,4
          Niestety stara to prawda: diabły są atrakcyjniejsze od aniołów.
          • j_rutka Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 14:04
            No w wieku 16 lat to do jedzenia zaczyna się dorabiać jakąś ideologię - pamiętam te zamierzchłe czasy jak oświadczyłam, że nie będę jadać niczego co na mnie patrzy smile ...ale to już prawie dorosły dzieć ....
            U nas schemat wyglądał podobnie poza eliminacją pewnych rzeczy , bo do 1,5 roku miał alergię na białko jaja kurzego ..

            Ja tak się bardzo cieszę z tej odmienności big_grin
    • eny79 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 16:57
      Pozwolę sobie zaapelować do mam dzieci, które nie wybrzydzają przy jedzeniu nieco pokory.
      Gdybym miała tylko jedno dziecko uważałabym się za znakomitego rodzica, bo mój starszy syn od zawsze jadł wszystko. Nie marudzi, nie narzeka, odważnie próbuje nowości. Zawsze napawało mnie to dumą, że tak świetnie go wychowałam.
      Potem urodził się mój dróg syn i stało się jasne, że miałam w życiu trochę szczęścia z tym pierworodnym. Syn nr II boi się każdego jedzenia, którego nie zna, na warzywa się krzywi, jada głównie zupy. Tego nie tknie, tamto ugryzie jednym zębem. Obaj wychowywani przez tych samych ludzi, obaj od małego chadzają do restauracji, ALE każdy z nich jest zupełnie inny pod względem jedzenia.
      Więc zanim z wyższością będziecie spoglądać na matki niejadków, które, w domyśle, same sobie zgotowały ten los, pamiętajcie, że i Wam mogło się trafić zupełnie inaczej. Czasem nie ma innego wyjścia jak brać te weki, gotować na miejscu i liczyć, że kiedyś to minie.
      • czekolada72 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 17:45
        Jezeli to aluzja do mnie - 1. mialam brata absolutnego niejadka, nie, ze wybrzydzal - on poprosytu nie chcial nic jesc, 2. sama wybrzydzalam na serwowane przez babcie papki (nie dziwue sie sobie w sumie nadal, dziecko moje nigdy np wiec nie jadlo mielonego mieska), 3. w rodznie mamy chlopca w wieku mojego dziecka, ktory zywil sie wylacznie schabowymi, na sniadanie, obiad, kolacje - nie moje dziecko, 4. znam rodzicow, 2 pary, ktore z gory podsuwali dziecia, ze cos im moze nie smakowac - no to czemu dzieci mialayby nie skorxystac? - tez nie moja sprawa, 5. wakacje spedzamy na tzw letniskach, czyli przenosimy sie z jednego domu do wynajmowanej chalupy, i zabieramy z domu multum jedzenia, co by go wykorzuystac, a nie kupowac, skoro jest; takze jak wyjezdzamy w ten sam sposob za granice (nie zawsze tak) - tez zabieram ze soba jeczenie w domu. Wyjezdzamy niezaleznie od pory roku, zjadamy , dokupujemy, potem i tak sie okazuje ze zaduzo wszystkiego, jeszcze porobie latem jakis przetworow - i znowuz wracamy do domu z koszem jedzenia.
        smile
        --
        "Jeśli kobieta jest szczęśliwa, jest także piękna..." Sophia Loren
        58,4
        Niestety stara to prawda: diabły są atrakcyjniejsze od aniołów.
      • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 17:58
        o, dziękuję za ten wpis
        ja akurat miałam odwrotnie jak u ciebie, pierwszy syn nie brał do ust niczego poza kaszami bobovity, nawet butelki z mlekiem w ustach nie miał. i tak mi rosło dziwadło rodzinne, a każdy posiłek poza domem a i w domu nierzadko też, bywał połączeniem horroru z koszmarem.

        i te spojrznia rodziny, że ja akceptuję ten stan, że to ja jestem winna temu niejedzeniu, grymaszeniu itp.
        męża jakoś mniej obwiniali, a na mnie soczewkowało się to wszystko.(ok, miałam sporo zrozumienia u mojej mamy, bo ja byłam jeszcze trudniejsza w karmieniu)

        a potem urodził się drugi syn i odpałów na punkcie jedzenia ma znacznie mniej, w zasadzie wcale. i to pomogło mi uwierzyć, że to NIE BYŁA MOJA WINA, że on ma takie schizy. a byłam gotowa w to uwierzyć.

        i jak czytam takie brednie, że może nie zabierałam go do restauracji, i stąd teraz 10 latek ma problem z jedzeniem, to nawet mi się odpowiadać nie chce.

        dodam, że mój syn, ten gorszy w karmieniu uwielbia chodzić do restauracji, ale tylko do tych, które zna, w których wie, jak i co gotują i co i jak smakuje. a na to trzeba czasu, nie chce mi się chodzić po mieście i szukać restauracji, jak w tym mieście będę tylko tydzień, i być może nigdy nie wrócę.
        nie po to jadę na wakacje, by się "szwendać" po knajpach, to możemy sobie robić na co dzień, w okolicy, gdzie mieszkamy mamy kilka restów "narodowych" do wyboru.

        jadę, by siedziec na plaży, szusować na stoku, relaksować się w wodzie. zwiedzanie restauracji nie jest w zakresie moich zainteresowań wyjazdowych. najzwyczajniej w świecie na urlopie chcę mieć miłą rodzinną atmosferę i święty spokój. ugotowany własnoręcznie obiad mi to zapewnia tak, jak żadna restauracja. aspekt finansowy jest jedynie miłym "produktem ubocznym".
        • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 18:11
          volta2 napisała:


          > nie po to jadę na wakacje, by się "szwendać" po knajpach, to możemy sobie robić
          > na co dzień, w okolicy, gdzie mieszkamy mamy kilka restów "narodowych" do wybo
          > ru.


          Dobrze, że napisałaś narodowych w cudzysłowie, bo mimo wielkiej popularności pizzy, kebabów w Polsce wręcz nie sposób zjeść w formie takiej jak w kraju pochodzenia.
          • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 18:25
            ostatnie parę lat mieszkałam pod flagą z półkiężycem

            nasza niania lokalna to studentka fil. polskiej - i była rok temu w warszawie na praktykach.

            wiesz co jej smakowało najbardziej?
            KEBAB

            a przyjechała z kraju baraniny, kebabów,
            jest muzułmanką.

            no ale pewnie ty wiesz lepiej, na tych drogich objazdówkach smakujesz i się wypowiadasz jak koneser.
              • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 19:06
                jakoś nie chcesz przyjąc do wiadomości że te twoje obserwacje są jakieś nieudane, w zakresie choćby wyrzuacanego jedzenia, bo nikt w tym wątku czegoś takiego nie zaobserwował.

                wypowiedzi na temat restauracji zagranicznych traktuję zatem podobnie, jak te w/w.

                masz jakieś kompleksy na punkcie polskiego jedzenia, polskich restauracji i wszystko co zagramaniczne jest lepsze, bo ty jeździsz na objazdówki i wiesz lepiej.

                a moja niania pewnie ma tak samo jak ty i zagraniczny warszawski kebab jest dla niej lepszy niż jej lokalny przyrządzony w jej rodzinnym mieście.
                no cóż, widać o wrażeniach kulinarnych wypowiadać sie nie należy tak samo jak o guście, każdemu co innego smakuje, co innego się podoba.

                pozwól mi pozostać przy zdaniu, że kabanosy są lepsze niż mortadela w tunezji/egipcie/iranie niezależnie od tego czy są spożywane na objazdówce czy w domu w czasie wielkanocy.
                • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 19:55
                  Nie uważam, że obserwacje są nieudane. Po prostu jeżdżę na różne objazdówki. Wypowiadający się w wątku jeżdżą raczej na pobyty.
                  Polskie jedzenie jest świetne. Nie wiem czy do końca zrozumiałaś o czym piszę w wątku. To, że jednej Twojej znajomej z muzułmańskiego kraju smakuje polski kebab jest "miarodajne" i możesz o tym pisać.
                  To, że wielu Polaków wozi jedzenie i niby oszczędza, a tak naprawdę marnuje je, bo wyrzuca to już zjawisko, które zaobserwowałam tylko ja (zaglądając do walizekwink i nie powinnam o tym pisać.
                  • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 20:10
                    nie wydaje ci się dziwne, że wyrzucających widzisz tylko ty?

                    nikt tu nie podzielił się z nami podobnymi obserwacjami, a wątek trochę wpisów ma...

                    za mało koncentrujesz się na zabytkach a zbyt mocno na koszach na śmieci, polecam przyglądanie się bardziej interesującym obiektom.
                    tutaj to ja widzę rozrzutność ogromną, jechać na objazdówkę i zamiast na krajobrazy tropić ludziom walizki... nie lepiej zostać w domu?

                    w jednym przyznam ci rację, tak, ci którzy wyrzucają jedzenie do śmieci, oszczędzają pozornie. nieważne, że są jak yeti i nikt oprócz ciebie ich nie widział.

                    możemy już zakończyć? ja już więcej do dodania nie mam, bo wyrzucających nie widziałam.
                    • astrum-on-line Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 20:49
                      Hm... jak tylko od siebie chciałam dodać, że nie musimy i nie powinniśmy mieć jakiś dziwnych kompleksów, do swoje kiełbaski i kanapki wożą ze sobą ludzie z różnych krajów, tych, które uchodzą za bogatsze od nas też. I Amerykanin czy Norweg też zastanawia się nad wydaniem 5 euro w knajpie. Nie wiem czy wyrzuca ichnie kabanosy do polskiego śmietnika, bo nie sprawdzałam.
                        • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 31.08.12, 23:16
                          a ja jestem pewna, że astrum wie co mówi
                          nie dalej jak tydzień temu znajoma amerykańska rodzina wespół z singapurską zorganizowała mojej rodzinie pożegnanie z okazji mojego wyjazdu do kraju.

                          zapłacili 15 euro za stół i 5 euro za herbatę w dzbankach(w restauracji na plaży), ale cała reszta przyjęcia to były przywiezione w garnkach makarony z warzywami, sushi własnej produkcji, kurczak pieczony, owoce w domu pokrojone i popakowane.

                          w życiu by takiego party nie chcieli opłacić(my też, zresztą)


                          wstęp na baseny po 10 euro od osoby (w przeliczeniu), polacy jeździli, oni - nie, bo za drogo.
                          oczywiście rodzina na pewno musi oszczędzać, bo mają 4 dzieci, to już nie przelewki.

                          ale nie są to biedne rodziny, pan z singapuru niedawno zakupił tam mieszkanie za 2 mln dolarów(koleżanka była w tym mieszkaniu, ceny w wyszukiwarce można znaleźć, rodzina amerykańska to nie znam statusu materialnego tak dokładnie, ale facet pracuje dla rządu, jest agentem tajnych służb, warunki kontraktu mieli doskonałe, tak na oko)

                          fajne było to, że potrafili bez kompleksów powiedzieć "nie stać mnie na to, za drogo", polacy widać muszą się tego uczyć, albo tacy bogaci jako społeczeństwo jesteśmy, skoro zupa za 5 euro jest traktowana jako drobiazg.(przy 4 dzieci też?)


                            • el-an Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 08:44
                              Jak dzieci były małe, zabierałam na wyjazdy mnóstwo biszkoptów, bułeczek, chrupek, mleka w małych pudełkach. Prawie wszystko wracało w postaci sproszkowanej, a samochód był śmietnikiem. Teraz zabieram tylko wodę i cukierki kopiko. Młodsze dziecko było niejadkiem – łączę się w bólu i zrozumieniu z innymi matkami niejadków; na wakacjach jadło głównie frytki i kukurydzę z masłem. Teraz nic nie zabieram, jeśli jest kuchnia, to wolę ugotować coś ze składników kupionych na miejscu. Zwykle jeździmy na południe i cudnie jest iść na śniadanie do baru, pić sobie cappuccino rankiem. Faktem jest, że jak płacę 2€ za kawę we Włoszech, to uważam, że to skandalicznie drogo, a 11,50 w kafejce empiku mnie nie rusza. Ale gdybym jechała na 2 tygodnie do Norwegii, to nie wykluczam, że wzięłabym jedzenie, bo tam jest niewiarygodnie drogo.
                              • linn_linn Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 09:07
                                Jesli we Wloszech, 2 euro za kawe to drogo. Ja place zwykle 0,70-1,0 euro / wiosna placilam 1,0 nawet na Ischii /. Co innego przy stoliku, wtedy 2 euro moze nie wystarczyc. Cappuccino kosztuje 1,20 / na Capri podane do stolika 1,5 /. Ceny kawy w Polsce byly dla mnie szokiem. Troche w tym Waszej winy: daliscie sie "uwiesc" roznego typu kawowym sieciom. We Wloszech takich cen nikt by placil.
                              • coralin Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 10:41
                                el-an napisała:

                                > Faktem jest, że jak płacę 2€ za kawę we
                                > Włoszech, to uważam, że to skandalicznie drogo, a 11,50 w kafejce empiku mnie
                                > nie rusza.

                                Właśnie o tym piszę. A z tym wyrzucaniem jedzenia spotykam się powszechnie na każdej objazdówce. I nie muszę zaglądać do bagażu. Ludzie robią 20 kanapek (jem mało w podróży i czasem ktoś zapyta czy mam, co jeść więc przy okazji się dowiaduję o tym), nie dostosowując składu do warunków i temperatury. 2 lub 3 dnia wyrzucają połowę. Potem otwierają dużą paczkę kabanosów i z tego też połowa ląduje w koszu. W przypadku wycieczek autokarowych ludzie potrafią zabrać dużo brzoskwiń i pomidorów z domu i ich nie zjadają (tu problemem jest głównie brak sztywnego opakowania).
                                Przez całą podróż unikają jak ognia zakupu czegokolwiek za cenę nawet niższą niż w Polsce za to po przekroczeniu granicy rzucają się na posiłki w drogich barach (postój zależny od kierowcy), ale przecież płacą złotówkami. Pół biedy jeśli ta kawa jest dobra, ale przecież w takich przybytkach płaci się koszmarnie duże pieniądze za bylejaką kawę i bułkę z wyrobem seropodobnym czy wędlinopodobnym.
                                Wątek założony w czasie wakacji więc o tym pozornym oszczędzaniu na wyjazdach napisałam, ale problem dotyczy chyba również codzienności czyli robieniu zapasów jedzenia i wyrzucaniu go.
                                Jestem wychowana w ogromnym szacunku do jedzenia, dlatego takie widoki (na wyjazdach jestem na to skazana) mnie bolą, a w połączeniu z komentarzem "nie stać mnie" i pytaniami "zapłacisz tyle za...?" staja się denerwujące.
                            • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 11:06
                              w moim kraju emigracyjnym, to można sobie przywieźć do restauracji jedzenie z domu, alkohol i popitę.

                              mąż regularnie umawiał sie z innymi polakami na wódkę, to w restauacji zgłaszali tylko, że bedą zamawiać jedzenie a wódka swoja.

                              oczywiście kelner do tej wódki przyniesie jeszcze kieliszkismile

                              w gruzji też tak jest, wtacza się gość z samogonem domowej roboty pod pachą i szuka kompanii, zamawia szaszłyka i impreza się zaczyna.

                              i też podają mu szklanki do tej domowej czaczy.

                              to dopiero wiocha, co?
                              kabanoski z polski przy tym to jakiś lajcik.



                              • giaros Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 08.09.12, 21:15
                                volta2 napisała:

                                > w moim kraju emigracyjnym, to można sobie przywieźć do restauracji jedzenie z d
                                > omu, alkohol i popitę.
                                > mąż regularnie umawiał sie z innymi polakami na wódkę, to w restauacji zgłaszal
                                > i tylko, że bedą zamawiać jedzenie a wódka swoja.

                                W Twoim kraju emigracyjnym można jeść swoje żarcie, pić swoją wódkę z innymi Polakami w obcej restauracji i czego to dowodzi??

                                > oczywiście kelner do tej wódki przyniesie jeszcze kieliszkismile
                                > w gruzji też tak jest, wtacza się gość z samogonem domowej roboty pod pachą i s
                                > zuka kompanii, zamawia szaszłyka i impreza się zaczyna.
                                > i też podają mu szklanki do tej domowej czaczy.
                                >
                                > to dopiero wiocha, co?

                                Ano wiocha, bo do RESTAURACJI swojego żarcia i alkoholu się nie przynosi.
                  • amused.to.death Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 10:53
                    > wątku. To, że jednej Twojej znajomej z muzułmańskiego kraju smakuje polski keb
                    > ab jest "miarodajne" i możesz o tym pisać.

                    ja co prawda kebab jadam rzadko, ale ten polski chyba musi być niezły bo spotkałam się z wieloma opiniami cudzoziemców (różnych narodowości), że dobry jest. Najbardziej chyba zaskoczyła mnie Australijka, którą spotkałam w Am. Pd. i która podróżowała po świecie od iluś tam miesięcy, kiedy stwierdziła, że w Polsce jadła najlepszy kebabbig_grin
                    • volta2 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 01.09.12, 11:11
                      ja spotykam spro obcokrajowców, i jak mówimy, że my z polski, to cmokają na wspomnienie polskiej kiełbaski.

                      niemcy, czesi, słowacy z terenów przygranicznych nie przyjeżdżają na zakupy tylko dlatego, że u nas jest taniej, tylko że mamy dobre jedzenie(ostatnio na słowacji jakaś zgubiona turystka się na szlaku podczepiła bo się we mgle pogubiła, i właśnie chwaliła polskie jedzenie, sery, kiełbasy)
    • redaktor23 Program Telewizyjny 05.09.12, 13:08
      Witam,
      Szukam Mistrzów Oszczędzania do programu telewizyjnego.
      Jeżeli znacie kogoś, kto ma jakieś nietypowe pomysły i patenty na tanie życie i może to poprzeć przykładami dajcie znać!
      Mogą to być pojedyncze osoby, które chcą się pochwalić swoimi metodami lub pary, w których np. jedna strona nie zgadza się na takie ekstremalne oszczędzanie, lub np. któraś ze stron przejęła jakiś patent od drugiej strony i sama go stosuje
      Zwracamy koszty dojazdu i rekompensujemy poświęcony czas!
      Z góry dziękuję i czekam na zgłoszenia
      Tel. 608 110 389
    • redaktor23 Re: pozorne oszczędzanie na jedzeniu na wyjazdach 05.09.12, 13:10
      Witam,
      Szukam Mistrzów Oszczędzania do programu telewizyjnego.
      Jeżeli znacie kogoś, kto ma jakieś nietypowe pomysły i patenty na tanie życie i może to poprzeć przykładami dajcie znać!
      Mogą to być pojedyncze osoby, które chcą się pochwalić swoimi metodami lub pary, w których np. jedna strona nie zgadza się na takie ekstremalne oszczędzanie, lub np. któraś ze stron przejęła jakiś patent od drugiej strony i sama go stosuje
      Zwracamy koszty dojazdu i rekompensujemy poświęcony czas!
      Z góry dziękuję i czekam na zgłoszenia
      Tel. 608 110 389
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka