Dodaj do ulubionych

moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w butelkę

03.12.12, 12:11
Zamiast soli do zmywarki 6zł 1,2kg kupiłam sól do zmiękczania wody 26zł za 25kg.
Wkłady do pochłaniacza wilgoci czyli chlorek wapnia obszyty w materiał kosztuje ok. 7 zł za 200gram. Za tą cenę można kupic 1kg i sobie przesypac do woreczka.
Herbatka koperkowa dla dziecka 95% glukozy 5%koperku 13zł
Znacie więcej takich przykładów



Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • linn_linn Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 12:18
      ""Herbatka koperkowa dla dziecka 95% glukozy 5%koperku 13zł": domyslam sie, ze ta info jest z etykiety. Jesli tak, to jest to oferta sprzedazy. Mozna kupic, mozna nie. Podobnie sprawa ma sie z pewnym kakao do picia: niektorzy lubia sie lenic, inni wrocili do metody tradycyjnej smile Sa jeszcze tacy, ktorzy w ogoel nie czytaja etykiet.
    • ofelia1982 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 14:23
      Ale to nie jest nabijanie w butelkę. Są konsumenci, którym nie chce się przesypywać jakichś chlorków wapnia w jakies woreczki i kupują za całe 5zł 1kg soli (np. ja). Są matki, które wierza, że herbatki firm dzieciowych są lepsze i kupują je za koszamrne pieniądze (to już nie ja).
      Na tym polega wolny rynek, że wszystkie półki są zagospodarowane - zarówno opcje wypasione jak i ekonomiczne danego produktu - i to od Ciebie, jako konsumenta zależy co wybierzesz. Czy zawsze tylko patrzysz na oszczędność (vide sól do zmywarki) czy może wygodę (sól kupujesz, otwierasz i wsypujesz, koniec).
    • verycherry Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 14:33
      Ja tak ogólnie, bez konkretnych przykładów i cen.
      Dla mnie największa ściema to rynek ubranek i gadżetów niemowlęco-dziecięcych... (Jestem akurat na bieżąco). Gadżety w 90% niepotrzebne, a ubranka drogie bez uzasadnienia. Rozumiem, robota przy szyciu np spodenek dresowych taka sama, ale materiału z 5 razy mniej niż dla dorosłego - a cena ta sama... Całe szczęście istnieje wtórny obieg ciuchów dziecięcych.
      Druga rzecz to kosmetyki "wysokopółkowe" - że niby zdziałają cuda...
      No i trzecia - suplementy, witaminy, środki OTC - też mają zdziałać cuda...
      • ofelia1982 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 14:46
        Zgadzam się w 100% co do ubranek dziecięcych! Większość kupuję używanych lub na wyprzedażach. Dopóki dziecko nie rozróżnia i nie czuje się z tego powodu gorsze (trzeba to też wziąć pod uwagę potem) - to nie wydam 5 dyszek na spodenki, bez kitu.
        Jutro umówiona jestem na odbiór klocków Lego (używanych) - 3 duże kubełki za 120zł..A nowe 2 x tyle.
        • ofelia1982 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 14:47
          Aaa...i co do kremów też się zgadzam, aczkolwiek najtańsze mają parszywy skład i są komedogenne (czytaj: zapychają). Ale nie trzeba kupować Diora żeby mieć dobry krem, średnia półka oferuje już przyzwoite rzeczy.
          Bardziej wierzę w np. zabiegi kwasami (do zrobienia w domu, zeby nie bylo) niż kremy. Przynajmniej są efekty.
          • lenawawa Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 14:59
            mama małego chłopca i powiem szczerze że jak czytam ile to trzeba na takie dziecko wydać ....
            hehehe
            nie miał karuzeli fiszerprais ani lezaczka jakiegośtam i mam się dobrze
            mój portfel też
            kupuje na allegro,szafie,tablicy i wcale synek nie wygląda gorzej niż inne dzieciaki
            poszedł do przedszkola i tu się bałam że dzieciaki będą miały mega markowe ubranka a tu niespodziankawink
            normalni rodzice
            ale nie wiem jak to będzie za dwa trzy lata
            rodzice 5,6 latków jak jest? dzieciaki wiedzą już co chcąwink?
            • volta2 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 15:56
              to zależy jaki ty sama masz stosunek do ciuchów

              jak ty przywiązujesz wagę a masz podejrzliwe, bystre dziecko to i ono może to podejrzeć.

              moje są w 4 i 2 klasie sp i nie słyszałam jeszcze problemu markowego/nawet nowego ciucha.

              ostatnio, starszak zauwazył, że ma czerwoną bluzkę i nie chciał jej włożyć, choć chodził w niej od paźdzniernika średnio raz w tygodniu do szkoly i sam wybrał w sklepie(co mu się normalnie nie zdarza, bo nie zabieram go na zakupy). znaczy się, że dopiero jakiś instynkt ubraniowy mu się rodzi, inna sprawa że w szkole raczej nie ma dzieci biednych albo takich które by były widocznie dla innych niedoinwestowane ubraniowo. więc nie ma o kim poplotkować albo się z kogo pośmiać(oby nie!)

              ale z dziewczynkami już bywa gorzej, chyba gen elegantki ma co drugasmile

            • afroddytta Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 23:28
              Mój 6latek w zerówce lubi się ładnie ubierać tzn. bluzka, spodnie, skarpetki dopasowane kolorystycznie, ale jest przyzwyczajony, że kupuję przeważnie używane ubrania (dla siebie i dzieci) i to mu nie przeszkadza, ważne żeby były ładne itd. A w przedszkolu to raczej w stres nie wpadnie bo tam większość dzieciaków w rajstopach lata, a rodzice w diorach. Mój np. nigdy by w rajstopach się nikomu nie pokazał smile
        • joanna100-19 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 15:01
          ej, ej nigdy nie dopuściłabym do sytuacji, w której moje dzieci miałby się czuć grosze bo nie mają markowych ubranek.Staram się dbać o estetykę ich wyglądu, dobierać ładne rzeczy, tak żeby w przyszłości mieli poczucie, że zadbany wygląd ma znaczenie ale niekonieczne "markowy", ponieważ przy braku pieniędzy wszyscy mielibyśmy mieć niższe poczucie wartości?? Nie możemy w ten sposób wychowywać dzieci...
      • kanga_roo Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 15:03
        nie przesadzałabym z tym nabijaniem w butelkę, ale dużo mam ostatnio satysfakcji zamieniając dotychczasowe "must have" na dużo tańsze odpowiedniki. sztandarowy przykład to zwykłe kakao zamiast proszku do sporządzania napojów kakaowych. podsuszana kiełbasa zamiast plasterków, które po dwóch dniach nadają sie tylko dla psa, biały ser w folii zamiast twarożku w kubeczku. i tak dalej, i tak dalej.
        raczej wiązałabym to ze wzrostem świadomości konsumenckiej, niż z próba oszustwa ze strony sprzedających.
      • figrut Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 17:04
        a ubranka drogie bez
        > uzasadnienia. Rozumiem, robota przy szyciu np spodenek dresowych taka sama, ale
        > materiału z 5 razy mniej niż dla dorosłego - a cena ta sama...
        Nie masz racji. Do uszycia ubranek dziecięcych owszem, potrzeba dużo mniej materiału, ale za to są duuużo bardziej pracochłonne, niż ubrania dla dorosłych (piszę o tych małych, do 4-5 lat). Największy koszt ubrań to nie cena materiału, a cena robocizny. Do ubrań dużych nie trzeba tak wielkiej precyzji w krojeniu i szyciu, jak do tych maleństw. Tu się musi zgadzać wszystko w skrojeniu co do 2 milimetrów, bo nadmiaru materiału nie masz gdzie "zgubić" w szyciu. Po za tym wszędzie trudno "wejść" z zamkiem, zatrzaskami czy guzikami, strasznie ciężko zaprasować maleńkie kieszonki, patki czy karczki. Pracuję na szwalni i wiem ile pracy potrafi pochłonąć taki drobiazg. Jak mamy zlecenie na małe ciuszki, to część dziewczyn bierze urlop, żeby tego nie szyć i nie poprawiać.
          • vvrotka Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.12.12, 11:20
            Rzeczywiście, obejrzyj sobie kilka programów z serii "jak to jest zrobione", w naszym "polak potrafi", też coś było z Wójcika. Wszystko kroją maszyny, szycie też jest tak zorganizowane, że nie ma to znaczenia czy to jest duże czy małe śmigają jak się patrzy. Ceny są wysokie bo niestety mało zarabiamy i mamy taką a nie inny stosunek wydatków do zarobków, a po drugie sprzedający wychodzą z założenia, że dziecku rodzic musi kupić. Najczęściej tak właśnie jest sobie nie kupią a dziecku trzeba.
            • figrut Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.12.12, 13:06
              > Rzeczywiście, obejrzyj sobie kilka programów z serii "jak to jest zrobione", w
              > naszym "polak potrafi", też coś było z Wójcika. Wszystko kroją maszyny, szycie
              > też jest tak zorganizowane, że nie ma to znaczenia czy to jest duże czy małe ś
              > migają jak się patrzy.
              Jak już pisałam, pracuję na szwalni i wiem jak to się kroi i szyje. Wykrój owszem, jest z tzw. plotera, czyli rysunek naniesiony komputerowo, jednak całą resztę robią ludzie. Oczywiście, niczego nie kroi się nożyczkami, ale te maszyny obsługują ludzie i od ich precyzji zależy, czy wszystko będzie idealnie wycięte z nacinkami co do milimetra, aby rękaw się nie marszczył i nie ciągnął, aby podwinięcie było na 10mm. a nie 13, aby tak zaznaczyć miejsce, w którym będzie nabita springa, żeby nie przedziurawić materiału, którego dziurawić nie można. Wszelkie małe elementy też zaprasowują ludzie według szablonów. Owszem, prasują je profesjonalnym żelazkiem, ale minimalne zakładki zaprasowania trzeba trzymać w ryzach, a przy tym parzy się parą palce czasem do pęcherzy. Jeśli w lamownik źle wejdzie lamówka, to całość trzeba wypruć tak, aby dziur ani naciągnięć nie było. Laikowi się wydaje, że to takie proste włożyć materiał pod maszynę i się szyje. Ubranka dziecięce wymagają naprawdę dużego nakładu pracy i jedyne na co mogę ponarzekać jeśli chodzi o drożyznę, to wysoki podatek VAT który nakłada państwo i markowe sklepy, a nie producent. U nas nikogo nie dziwi, że body dla rocznego dziecka kosztuje 12 zł. Kupujemy z innych szwalni ubrania dla naszych dzieci i nie marudzimy, że piżama dla 3 letniego dziecka kosztuje w cenie zbytu producenta 24zł., a bluzeczka z haftem dla małej dziewczynki 22zł. To są polskie ceny polskich producentów, gdzie trzeba wypłacić pracownikom polską (choć śmiesznie niską), a nie chińską wypłatę, zapłacić za polski, drogi prąd i ogrzanie pomieszczeń + polski podatek od każdej sztuki schodzącej z produkcji.
              • momas Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.12.12, 14:21
                co do VAT-u pełna zgoda. 23 procent to duzo, podczas gdy "W niektórych krajach członkowskich stawka VAT na produkty dziecięce wynosi 0 proc. (przykładowo w Wielkiej Brytanii) lub 3 proc. (Luksemburg) i rządy tych państw utrzymują ją pomimo nacisku instytucji unijnych"


                Inna sprawą jest, ze częsciowo likwidowana ulga podatkowa na dziecko miala rekompensowac wzrost VAT- u.
                Jakos nikt o tym nie pamięta....
                --
                Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
              • vvrotka Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 10:17
                Polskie towary Polskich producentów to zawsze dużo kosztują... U nas się nic nie opłaca produkować. Inna sprawa, że zarabiamy marnie i ceny dla nas są często nie do przyjęcia. Mam odrobinę pojęcia o szyciu, sama szyłam nawet dla lalek. Szycie masowe w wielkich fabrykach znanych firm to mały koszt w stosunku do ceny, bo zazwyczaj płacimy za "markę". Maszyna może jest obsługiwana przez człowieka, ale jednorazowo kroi setki, a nie pojedyncze sztuki. Koszt jak powiedziałaś bodziaka 12zł jest jeszcze do zniesienia, ale nie powyżej 50zł jak to nie raz ma miejsce. Nigdy nie wydałam na dziecięce ciuchy tyle co dla dorosłego.
              • verycherry Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 23:20
                Ja celowo podałam przykład właśnie spodenek dresowych, bo to dwie proste nogawki i gumka, w takich zresztą najwygodniej dziecku. Mikrokieszonki, suwaczki, zaprasowanki, aplikacje - tu rozumiem, że jest kupa roboty i to może uzasadniać cenę porównywalną do dorosłych (tak na marginesie nie wiem po co niemowlakowi albo półtoraroczniakowi kieszonki i suwaczki - ja takie ciuchy omijam). Ale zwykła czapka? Szaliczek wielkości wstążki? Spodnie dresowe? Prosta koszulka typu t-shirt? A skarpetki też się szyje trudniej takie małe, powiedzmy rozmiar 23-25? Absolutnie nie umniejszam pracy, nie zrozum mnie źle, jestem po prostu ciekawa.
                • figrut Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.12.12, 17:58
                  Verycherry, ja też nie rozumiem takiego windowania cen przy niektórych prostych w szysciu dziecięcych ciuszkach, ale największy zarobek ma na tym zazwyczaj nie producent, a sklepy. Tak dla przykładu. Mieliśmy zlecenie na damskie tuniki dla znanej sieci sklepów. Koszt materiału + koszty produkcji wraz zarobkiem dla producenta to łącznie 27zł., ale my tam wieszaliśmy metki na 139zł. Ludzie łapią się na wysokie ceny, bo myślą, że wysoka cena = wysoka jakość, a tak często nie jest. Później czytam na forum, że jest wyprzedaż 50% taniej i wszyscy rzucają się często na byle co za prawie 70zł. (przykład tuniki), bo tak tanio, a tak naprawdę tanio, to byłoby jakieś 45zł. (liczę wyprzedaż z zarobkiem dla sklepu). Tych tunik żadna z naszych dziewczyn nie chciała kupić nawet po cenie produkcji, bo wiedziałyśmy jakie to jest badziewie. Tak na marginesie, to jak do tej pory z najlepszą jakością (materiał i szycie) spotkałam się z ubraniami roboczymi. Co do prostych czapeczek czy skarpetek dla powiedzmy 10 letniego dziecka też nie mogę się nadziwić, bo rozmiar 34-36 bez szaleństw wzorkowych często jest dużo droższy niż takiej samej jakości rozmiar 38-40.
    • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.12.12, 15:56
      ashleenc napisała:

      > Zamiast soli do zmywarki 6zł 1,2kg kupiłam sól do zmiękczania wody 26zł za 25kg

      Kupuję na basenie od czasu do czasi wodę za 400% ceny marketowej. Mógłbym niby podjechać do marketu i kupić zgrzewkę. Ale albo nie mam czasu, albo nie pamiętam, albo się to po prostu nie opłaca.

      Nie czuję się nabijany w cokolwiek. Płacę, żeby mieć wygodnie, na miejscu, schłodzoną...

      W.
    • kokoszanel Re: moje ostatnie odkrycia- 03.12.12, 20:41
      Wszelkie "soki" zagęszczone. Chciałam kupić sok malinowy, ale przeczytałam etykietkę... dobrze, że kiedyś nauczyłam się czytać ze zrozumieniem smile Zawartość soku z malin - 0,2% reszta to cukier, barwniki i inne takie.
    • linn_linn Re: nie chodzic na pokazy garnkow, 04.12.12, 10:29
      "I zalecam w przyszłości nie chodzić na żadne pokazy garnków, kołder, cudownych pigułek, wibrujących mat czy samosprzątających odkurzaczy" - w podobny sposób pracownicy miejskiego rzecznika konsumentów w Warszawie kończą kilkanaście rozmów dziennie.
      "Nagroda gwarantowana? To np. foliowy ochraniacz na ubranie albo ocieplacz na łokieć." smile)
      wyborcza.pl/1,97654,12774293,Jak_sie_bronic_przed_naciaganiem.html
      Dobra metoda jest takze zastrzezenie numeru telefonu: oszczednosc czasu, nerwow i nie tylko.
      • astrum-on-line Re: nie chodzic na pokazy garnkow, 04.12.12, 10:52
        A dlaczego niby nie chodzićsmile
        Skoro ktoś na takim pokazie miał 2000 gotówką to chyba wiedział po co tam idzie. Wkurza mnie wciskanie ludziom drogich bzdetów ale z drugiej strony całkiem spora grupa emerytów świetnie wie że się na pokazach kupuje i lubi chodzić na pokazy.
        Mój teść pokazy uwielbia. Kupuje sobie na nich różne cuda których używa potem przez kilka miesięcy aż mu się znudzą albo zepsują. I co z tego. Stać go na to, bawi go to, to sobie kupuje.
        Z artykułu doczytałam do fragmentu w którym syn mógł coś takiego matce za 100 funtów kupić. No to czemu nie kupił wcześniej? Czemu nie pomyślał sam od siebie żeby matce pomóc?
        • linn_linn Re: nie chodzic na pokazy garnkow, 04.12.12, 11:06
          On nie kupil, ale matka tez sie go nie poradzila. Duza frekwencja na tych pokazach wywodzi sie glownie z samotnosci starszych osob. Niektorzy byc moze lubia chodzic na pokazy / podobno nawet 8-godzinne /, a mogliby lubic chodzic do filharmonii, do teatru, do kawiarni i w tysiace innych przyjemniejszych miejsc / o podrozowaniu nie wspomne /. Skoro jest tyle telefonow do rzecznika, blagan o pomoc na forach / np. wczoraj kupilem, jak mam oddac?" /, to problem istnieje.
          • astrum-on-line Re: nie chodzic na pokazy garnkow, 04.12.12, 11:13
            Owszem, problem istnieje.
            Coś musi być mocno nie tak w relacji między matką a synem skoro matka nie skorzysta z porady syna podczas zakupu tylko "przyzna mu się" po zakupie.
            I to jest problem. Wciskacza badziewia się w po prostu w niszę wpasowali. Dokładnie tak samo jak wyłudzacze metodą na wnuczka. Co nie zmienia faktu, że spora grupa osób chodzących na te pokazy bardzo lubi na nie chodzić i świetnie wie po co tam chodzi.
    • kio-ko Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 08:52
      mnie najbardziej dobijają wielkie opakowania napełnione do połowy.
      tydzień temu kupiłam peeling do stóp. wielka tuba sama się zdziwiłam że opakowanie jest tak duże jak na 150ml produktu. W domu oczywiście sprawdziłam pod światło żarówki że napełnione jest pół tubki.....
      Czy im nie szkoda pieniędzy na produkcje tych opakowań? Mamy szał na torby ekologiczne itp, a produkuje się i tak mnóstwo niepotrzebnych tworzyw sztucznych.
      Druga sprawa to te nieszczęsne opakowania zbiorcze np kawa w dwupaku wychodzi drożej niż kupowana pojedynczo.
      • vvrotka Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 10:20
        śmieszne i zbyt przekombinowane są szczególnie w marketach programy lojalnościowe. Z tesco przysyłają mi kupony, na konkretny produkt, z określoną datą i jeszcze ile muszę na to wydać aby oddali mi np 1zł. W zagranicznych marketach tak nie kombinują, w programie "łowcy promocji", facet miał kupon zniżkowy który miał kilkanaście lat i nadal był ważny i do skorzystania u nas nie do pomyślenia.
        • ofelia1982 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 11:21
          Hmm..A tu stanę po stronie sieci handlowej. Bo masz rozwalone planowanie całkowicie gdybyś akceptowała kilkunastoletnie kupony. Wyobraź sobie, że w którymś roku setki klientów zgłoszą się z takimi kuponami - wtedy nie dostarczysz planowanego wyniku mimo dobrego planu de facto. Siedze w planowaniu finansowym i tak mnie naszłosmile
          • araceli Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 11:34
            ofelia1982 napisała:
            > Hmm..A tu stanę po stronie sieci handlowej. Bo masz rozwalone planowanie całkow
            > icie gdybyś akceptowała kilkunastoletnie kupony. Wyobraź sobie, że w którymś ro
            > ku setki klientów zgłoszą się z takimi kuponami - wtedy nie dostarczysz planowa
            > nego wyniku mimo dobrego planu de facto. Siedze w planowaniu finansowym i tak m
            > nie naszłosmile

            Ale tu wcale nie chodzi o planowanie finansowe! Przecież nikt nie pisze o kilkunastoletnich kuponach. 'Problem' polega na tym, że warunki promocji są zwykle tak skonstruowane, żeby jak najmniej wygodnie było z nich skorzystać. Niby dają kupon, człowiek czuje się 'doceniony' a i tak nic z tego mieć nie będzie czyli firma nie poniesie kosztów.

            Ja w zeszły weekend dostałam kupon na 40zł w C&A ale... kupon ważny jest:
            - tylko od 6 do 9 grudnia
            - tylko w sklepach stacjonarnych
            - tylko w przypadku zakupów powyżej 150zł
            - promocja nie łączy się z innymi a często jest 20-30% na wszystko.

            Czyli - muszę wrócić do sklepu w ciągu tygodnia (nowego towaru nie będzie a zakupy już zrobiłam), muszę przyjść w określonych 3 dniach (mogę nie mieć czasu) i muszę wydać co najmniej 150zł. Także - C&A wywołuje wrażenie, że dają mi do ręki 40zł ale mam małe szanse, że rzeczywiście za te 40zł coś dostanę.
            • linn_linn Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 12:59
              Nikt nie powiedzialabym. Cytat "w programie "łowcy promocji", facet miał kupon zniżkowy który miał kilkanaście lat i nadal był ważny i do skorzystania u nas nie do pomyślenia."
              Kupony nie maja na celu zmniejszenie zyskow ze sprzedazy / handlwocy nie sa glupcami /, ale wprost przeciwnie: ich zwiekszenie poprzez zwiekszenie obrotow. Za cene kuponow, ale rachunek musi byc. Dostajesz kupon i decydujesz: oplaca mi sie miec te znizke czy nie. Ja raczej nie korzystam: wole miec kontrole nad zapasami, a windujac wydatki mozna ja stracic. Zwracam raczej uwage na oszczednosci na 1 artykule: zwykle kosztuje x, jest promocja x-2 i z tej korzystam. Co mi z tego, ze "zaoszczedze" 50, jesli wydam byc moze nierozsadnie 400.
            • je_fa_ma Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 16.02.13, 21:22
              Czyli - muszę wrócić do sklepu w ciągu tygodnia (nowego towaru nie będzie a zak
              > upy już zrobiłam), muszę przyjść w określonych 3 dniach (mogę nie mieć czasu) i
              > muszę wydać co najmniej 150zł. Także - C&A wywołuje wrażenie, że dają m
              > i do ręki 40zł ale mam małe szanse, że rzeczywiście za te 40zł coś dostanę.


              Ja bym od razu po otrzymaniu kuponu zwróciła ubrania i przyszła za kilka dni z kuponem na zakupy. Ale to wersja dla lubiących się tak bawić w kotka i myszkę i mających czas.
        • verycherry Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.12.12, 14:15
          A takie kupony w Kapphalu - wydaje ci się, że super okazja bo dostałaś 20 czy 25% zniżki, a tak naprawdę jak staniesz w kolejce do kasy, to dosłownie wszyscy mają te kupony albo sms-y, sporadycznie trafi się przypadkowy klient bez karty lojalnościowej. Czyli sklep generalnie ustalił sobie ceny odpowiednio wyższe, bo większość towaru sprzedaje niby -20%. Nie sądzę, aby na kimś kto chwilę pomyśli takie kupony robiły wrażenie. Po prostu nie należy w tym sklepie kupować nic bez kuponu smile
        • mama_kotula Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 12.03.13, 16:34
          vvrotka napisała:

          > śmieszne i zbyt przekombinowane są szczególnie w marketach programy lojalnościo
          > we. Z tesco przysyłają mi kupony, na konkretny produkt, z określoną datą i jesz
          > cze ile muszę na to wydać aby oddali mi np 1zł.

          Ale zauważ, że kupony clubcard tesco dostajesz na to, co i tak zwykle kupujesz, one nie są przyznawane od czapy - twoje zakupy są dokładnie analizowane. Czyli, jeśli kupujesz kiełbasę żywiecką, to nie dostaniesz kuponu na żarcie dla niemowląt, tylko na kiełbasę żywiecką. Ważne są też ze 3 miesiące, w tym czasie tę nieszczęsną żywiecką kupuję przynajmniej 5 razy. Tu złotówka na kiełbasie, tu 3zł na majonezie, który i tak kupuję, a tu drugi sok gratis. I się zbiera.
          Nie korzystam z kuponów, jeśli sa na produkt, którego nie mam w planach zakupić. Kupowałam soki dla niemowląt, dostałam kupony na obiadki w słoiczkach - nie wykorzystałam. Ale jeśli i tak w planach zakupowych mam tę słynną żywiecką i majonez, to za zaoszczędzone 3zł kupię sobie baton tongue_out. Mała rzecz a cieszy.

          Nie czuję się w ten sposób robiona w balona.

          --
          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
          • justa1131 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 17.05.13, 08:37
            Bardzo proszę o pomoc osoby uczestniczące w programie lojalnościowym Tesco Clubcard/ Carrefour Rodzinka. Piszę pracę magisterską dotyczącą poziomu satysfakcji z uczestnictwa w tych programach. Bardzo proszę o podzielenie się opinią na ich temat wypełniając ankietę, która znajduje się w serwisie ankietka.pl. Link: www.ankietka.pl/ankieta/114781/poziom-satysfakcji-klienta-z-uczestnictwa-w-programie-lojalnosciowym-tesco-clubcard-oraz-carrefour-rodzinka.html
            Będę wdzięczna za każdą wypełnioną ankietę. Pozdrawiam
      • afroddytta Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 23:07
        Całkowicie się zgadzam z tymi kuponikami, moja teściowa mieszka koło tesco (ja rzadko tam robię zakupy) i wyjeżdżała na tydzień i przyniosła mi kilka kuponów, własnie na jakieś straszne drobiazgi dwa małe jogurciki jak kupię dwa i zakupy powyżej x zł to mam 1 zł taniej. Nie skorzystałam.

        I sytuacja z zagranicy, mimo iż minęło kilka lat dokładnie ją pamiętam. Zrobiliśmy spore zakupy ciuchowe na przecenach w pewnej sieciówce, następnego dnia weszłam do tego sklepu tylko po jeden drobiazg z przeceny i starsza pani która stała przede mną w kolejce do kasy zapłaciła za swoje zakupy i jakoś dziwnie mi jakąś kartkę podaję, za chwilę się zorientowałam, że to kupon rabatowy, chyba -20%. No i ogólnie dramat bo mam w ręku jedną rzecz za kilka zł, a całe wczorajsze zakupy już w domu. Okazało się, że kupon jest wielorazowy i jeszcze ważny kilka dni, więc za tę pojedynczą rzecz zapłaciłam taniej. W domu rozmawialiśmy z sąsiadem o tym kuponie itd. i powiedział abyśmy zwrócili zakupione rzeczy i kupili jeszcze raz z obniżką, że to żaden problem. Wahaliśmy się, ale stwierdziliśmy, ze ja oddam rzeczy a potem mąż weżmie te same i zapłaci z kuponem. W czasie oddawania, kasjerka jakoś do nas zagadała i sama zaproponowała, żebyśmy nawet tych rzeczy jej nie dawali, że ona wszystko przeliczy i odda nam nadpłatę. Szok smile
        Kiedyś w Orasyu chciałam kupić bluzkę w jednym sklepie, oddać w drugim i dobrać kurtkę i kupić ponownie na kupon jednorazowy zniżkowy i pani powiedziała, że takiej możliwości nie ma. Pewnie formalnie jest, bo przecież to nie żaden przekręt, ale pewnie jej się nie chciało uncertain
        • johana75 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.12.12, 23:45
          Jesli chodzi o ubrania dla dziecka to najczęściej robię największe jak wszystko jest za 25% wartości. Ostatnio w De. w jednej sieciówce natknęłam się na taką wyprzedaż. Niestety jeansy mnie tylko interesowały a nie było wiec niz nie kupiłam, bo na góre do ubrania dziecko ma za duzo rzeczy (przesadziłam i musi wynośić ;P)

          To co jest na opakowaniach czytam od dawna wiec ani pojemność ani skład mnie nie zaskoczą...trzeba wiedziec co sie je, na reklame jestem do tej pory odporna, mam stary TV, jak się popsuje to coś kupie ;P
          --
          tablica.pl/oferty/uzytkownik/1G70/
    • czekolada72 Delma 13.12.12, 08:03
      Moze wiekszosc sie zorientowala duzo wczesniej, ja - kilka dni temu. Dziecko mnie uswiadomilo. Koniec koncow - od jakiegos miesiaca w takich samych pudelkach jak przez lata byla 500g delma - teraz jest w nich, za cene jak za 500 g - 450 g smarowidła sad
      --
      Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
      Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
      59,1
      • kio-ko Re: Delma 13.12.12, 08:41
        ta i kakao 150g zamiast 200.
        I kurcze od razu to zauważyłam. Czyli jakby nikt mnie nie oszukał bo wiedziałam co kupuje, ale nie zmienia to faktu że to jest nabijanie ludzi w butelke
        • jagoda85 Re: Delma 13.12.12, 17:57
          kio-ko napisał(a):

          > ta i kakao 150g zamiast 200.
          > I kurcze od razu to zauważyłam. Czyli jakby nikt mnie nie oszukał bo wiedziałam
          > co kupuje, ale nie zmienia to faktu że to jest nabijanie ludzi w butelke

          No żesz, masz rację, właśnie przed chwilą sprawdziłam, a opakowanie takie samo wielkościowo.
          --
          Jestem jak trzcina, zawsze wracam do pionu.
    • linn_linn Re: uwazaj, gdzie robisz zakupy 14.12.12, 16:25
      wyborcza.pl/1,126565,13052211,Oszukali_nas__Klienci_internetowego_sklepu_z_Czestochowy.html
      "Uważaj, gdzie robisz zakupy

      Kupując w sklepach internetowych, trzeba zachować ostrożność, szczególnie przy superokazyjnych ofertach. Dlatego przed transakcją warto m.in.:

      - sprawdzić wiarygodność sprzedającego, m.in. dzwoniąc pod podany nr telefonu, czytając opinie o nim w internecie

      - zobaczyć, czy sprzedawca umożliwia zapłatę za towar przy odbiorze, co również wskazuje na jego wiarygodność

      - sprawdzić dokładnie, czy wiadomość o zakupie - gdy podany w niej jest numer konta, na który trzeba przelać pieniądze - pochodzi od rzeczywistego sprzedawcy."


      • johana75 Masło osełka z Lidla 18.12.12, 21:08
        Jawne oszustwo. Kupiłam na opakowaniu (świątecznym) jest napisane 300g. a moja waga pokazała 283g. a wage mam dokładną! Wiecej nie kupię. Dzisiaj wieksze zakupy zrobiłam w Aldi w tym 4 kost masła ;0
        --
        tablica.pl/oferty/uzytkownik/1G70/
    • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 01.01.13, 17:17
      Ośmielę się twierdzić, że w 99% nabijamy się sami, jeśli już. Skład produktu jest podany, waga też, ba, nawet masa produktu po odsączeniu, cena jednostkowa - w czym problem? Może w tym, że w ogóle trzeba podjąć wysiłek i przeczytać, porównać...

      > Wkłady do pochłaniacza wilgoci czyli chlorek wapnia obszyty w materiał kosztuje
      > ok. 7 zł za 200gram. Za tą cenę można kupic 1kg i sobie przesypac do woreczka.

      A przychodzi Ci do głowy, że ja nie chcę sobie niczego przesypywać, kombinować woreczków, tylko wolę zapłacić więcej i mieć gotowe? Wiesz, jak tanio wyszłyby majtki, gdyby je sobie szyć samemu? To co, ten, co sprzedaje majtki, nabija Cię w butelkę? Nie, masz wybór, zrobić coś sama taniej albo zapłacić za to, że ktoś robi to za Ciebie.

      Ale najłatwiej porwać produkt z półki, ładnie zapakowany i czarujący wyglądem, albo fajną reklamą, i potem płakać, że nabijają w butelkę. A tymczasem to bardzo proste: dają nam to, co konsumenci kupują. A do konsumentów czasem nic nie dociera.
      • wyihdia Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 01.01.13, 18:01
        Zakupy i tak trwają zbyt długo. Są też ludzie niedowidzący, starsi itd.

        I na tym żerują producenci obniżając gramaturę starego produktu bez ostrzeżenia - zmiany opakowania, szaty graficznej itd.

        Jest to celowe chamskie działanie, dzięki któremu sprzedadzą za parę złotych drożej ale kosztem podważania zaufania do własnej marki u klientów lojalnych (nowy sprawdzi przeczyta i porówna). Jeśli oszukują na gramaturze, to oszukują prawdopodobnie także na innych parametrach, które trzeba podczas zakupów odnaleźć i analizować żeby nie dać się wydymać. Wolnemu wola.

        Mało prawdopodobne czy przeczyta to ktokolwiek z marketingu spożywczego a nawet jeśli czy rozważy długofalowe skutki takich kantów.
        • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.01.13, 00:29
          > Zakupy i tak trwają zbyt długo.

          I to jest kłopot producenta...?

          >Są też ludzie niedowidzący, starsi itd.

          Jaki masz pomysł?

          > I na tym żerują producenci obniżając gramaturę starego produktu bez ostr
          > zeżenia - zmiany opakowania, szaty graficznej itd.

          Nie osłabiaj mnie. Jaka forma "ostrzeżenia" byłaby OK?
          Nie wspomnę o tym, że czy obniżą gramaturę, czy podniosą cenę, to jeden diabeł.

          >Jeśli oszukują na gramaturze,

          Co masz na myśli pisząc "oszukują"?

          Właśnie tacy, jak Ty się ciskają. Nie poczyta, bo to za długo, najlepiej, żeby zakupy same przyfrunęły, nie wie, co kupuje, ale będzie pomstować, że oszukują, bo zamiast na literki na obrazki patrzy...
          • linn_linn Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.01.13, 09:35
            www.4eq.pl/14-tylko-co-piaty-polak-czyta-etykiety
            Reszta to osoby w starszym wieku, niedowidzace...
            "Większość z nich jednak skupia swoją uwagę wyłącznie na informacjach o producencie, cenie i dacie ważności."
            A te informacje o producencie to glownie reklama z prasy i tv. Tak to niestety wyglada u zdecydowanej wiekszosci kupujacych.

          • wyihdia Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.01.13, 14:03
            To co napisałem to moja prywatna opinia o nieuczciwych praktykach producentów i handlowców. Jak widać z tego wątku nie tylko ja mam takie odczucia. Przez ich chamskie zagrywki ja mam problem, bo jestem zmuszony tracić czas na odcyfrowywanie etykiet.

            Rozumiem kanty w wykonaniu noname'ów ale robia to samo producenci szeroko znani co mnie nieco dziwi. Markę buduje się długo i drogo a traci tanio i szybko.

            Rolników z mojej okolicy powyższe nie martwi. Mnie też nie, tylko osobiście trochę dziwi.
            • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 01:28
              wyihdia napisał:

              > To co napisałem to moja prywatna opinia o nieuczciwych praktykach producentów i
              > handlowców. Jak widać z tego wątku nie tylko ja mam takie odczucia.

              Prywatna opinia przestaje być prywatną, jeśli pada słowo oszustwo. Ktoś Cię oszukał - zgłoś do odpowiednich służb. A Tobie się po prostu nie chce czytać, ot i wszystko.
              Nie twierdzę, że praktyka nazywania syropem malinowym soku z aronii jest fajna, ale do oszustwa daleko.

              Przez ich
              > chamskie zagrywki ja mam problem, bo jestem zmuszony tracić czas na odcyfrowywa
              > nie etykiet.

              Polakowi to w ogóle na wszystko szkoda, i czasu i pieniędzy, tylko nie na marudzenie.
              Klienci małego oddziału banku, w którym pracowałam, nagminnie nie czytali naklejki z ważną informacją na okienku kasowym.

              Nagminnie też szarpali za klamkę u drzwi, na których to drzwiach wisiała spora kartka z informacją, że oddział jest nieczynny. Szarpali, zauważali kartkę, po czym kontynuowali szarpanie. Pewnie szkoda im było czasu na przeczytanie.
              Niektórym osobom naprawdę przydał by się powrót na pół roku czy rok do czasów, kiedy na półkach ten sławny ocet, kartki były... wtedy czasu to w pip było, bo zero problemu z czytaniem etykiet, ba, na pytanie o skład produktu wyleciałoby się chyba na pysk za drzwi, a jakie naturalne wszystko, panie. Dzisiaj to koszmar, trzeba przeczytać, co się kupuje. To straszny wysiłek dla konsumenta.
              • wyihdia Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 11:30
                Dla porównania - uczciwą praktyką byłoby podniesienie ceny za to samo opakowanie wypełnione w tym samym stopniu. Ukróceniu nieuczciwych praktyk czy też oszustw " niedoważania" służy obowiązek podawania ceny za kg. Jak myślisz dlaczego taki wprowadzono ?

                Ja czasem czytam naklejki ale generalnie mi się nie chce i szkoda mi na to mojego cennego czasu i wysiłku. Dlatego coraz większą część mojego budżetu spożywczego przejmują lokalesi u których nie muszę czytać naklejek.
              • black_halo Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 12:39

                > Prywatna opinia przestaje być prywatną, jeśli pada słowo oszustwo. Ktoś
                > Cię oszukał - zgłoś do odpowiednich służb. A Tobie się po prostu nie chce czyta
                > ć, ot i wszystko.

                A niby dlaczego?

                > Nie twierdzę, że praktyka nazywania syropem malinowym soku z aronii jest fajna,
                > ale do oszustwa daleko.

                Jak to inaczej nazwac? Syrop malinowy zawiera w sobie wskazanie, ze produkt jest z malin. Jesli jest z aronii to pod nazwa syrop malinowy chce sie konsumentowi wcisnac gorszy i tanszy produkt. To sie wlasnie nazywa oszustwo. To, ze dzieki kombinacjom prawnym jest ten proceder jakos dozwolony to nic nie zmienia.

                Z tego wlasnie powodu wprowadzono pewne regulacje i tak nie mozna nazwc serem produktu z tluszczow roslinnych ani maslem produktu o zawartosci tluszczu mlecznego ponizej 82%. Wczesniej byla to praktyka nagminna a i teraz stosuje rozne sztuczki jezykowe. I to nie, ze sie nie chce ludziom czytac. Moim rodzicom, niby calkiem mlodym wcisnieto w supermarkecie jako wloskie wino zwyklego siarkofruta. I to tylko dlatego, ze nie mieli ze soba okularow zeby przeczytac sklad napisany drobnym maczkiem, ktorego oni jednak juz bez okularow nie przeczytaja.

                > Polakowi to w ogóle na wszystko szkoda, i czasu i pieniędzy, tylko nie na marud
                > zenie.

                A ja mam wrazenie, ze cokolwiek sie nie stanie to Polak bedzie siedzial biernie i po prostu kupi co mu dadza. W Polsce ludzie generalnie zarabiaja za malo i nie ma duzej swiadomosci konsumenckiej, mozna sprzedac kazde g**no a Polak i tak kupi bo musi zapachac zoladek tanio. Dlatego mozna nas karmic sola drogowa, splenialymi orzeszkami, ktorych Niemcy nie chca u siebie oraz aktualnie niedlugo juz GMO.

                --
                Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                • linn_linn Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 14:25
                  O tym z czego ma byc sok malinowy decyduje przede wszystkim normy UE w tym zakresie / poczynajac od tego "co to jest sok owocowy" /, a nie nasze wspomnienia z dziecinstwa. Producenci, ktorzy chca chronic nie tylko wlasne interesy, ale takze nabywcow ich produktow, maja ogromne problemy z przeforsowaniem swoich racji. Przykladem moga byc producenci oliwy, ktorzy od lat walcza o uczciwe etykiety: jak dotad z mizernym skutkiem. Jaki jest rezultat, wszyscy wiemy: oliwa jest extravergine, jesli w jej skladzie jest m.in. oliwa extravergine / ale moga byc tez inne i wszystko gra /. Niektorzy producenci wychodza przed szereg i umieszczaja dodatkowe informacje chroniace nabywcow, ale ci czesto kieruja sie cena i tym samym chronia interesy reszty producentow. We Wloszech ten temat jest na rapecie bez przerwy. Np. wystarczy na etykiecie dac flage wloska i produkt juz kosztuje drozej / a z Wlochami nic wspolnego nie ma /. Czesc nabywcow jest jednak zadowolona, ze ktos tam robi w Polsce "mozzarelle", "mascarpone", parmezan itp. To, ze nas nabijaja w butelke, to jedno, a ze czesto dzieje sie to za nasz zgoda, to juz inna bajka.
                  • wyihdia Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 15:11
                    Z drugiej strony gdy ktoś wytwarza "ser typu mozarella" porządnie według procedur narusza znak towarowy ale nie dobro konsumenta. Za to "prawdziwa" mozarella może być oszukana.

                    Co do analizy nalepek "Ser morski":

                    Dyskont 1: "Ser morski familijny" zapomniane kilka plasterków w kącie lodówki po 6 tygodniach nadawało się jeszcze do spożycia nawet smak się specjalnie nie zmienił. No comments.

                    Dyskont 2: "Ser morski B.." - wyrób nie nadaje się do spożycia ponieważ jest obrzydliwy w smaku i śmierdzi. To moja analiza 2 próbek kupionych w różnym czasie.

                    Ser morski noname nie wiem skąd, wiem od kogo kupuję. Smakuje i pachnie jak należy, psuje się po ok tygodniu, 20% droższy od wyrobów dyskontowych.

                    Wszystkie mają ten sam skład nalepkowy: mleko, podpuszczka i sól.

                    Dlaczego miałbym analizować nalepki ?

                    • linn_linn Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 15:42
                      Narusza i prawa konsumenta, ale konsument czesto tego nie jest swiadowmy. Myslisz, ze w cenie nie ma doliczonego slowa mozzarella? Gdyby to byly biale kulki pod inna nazwa, cena bylaby nizsza. A prawdziwa mozzarella nie tylko moze, ale i bywa oszukana: ta robiona z polskiego, wegierskiego, a ostatnio podobno nawet brazylijskiego mleka.
                      A same nalepki oczywiscie nie wystarczaja. Zreszta w ogole nie ma obowiazku ich czytania: jesli komus wygodniej.
                      • wyihdia Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 16:09
                        Na nalepce oryginalna mozarella skład mleko bawole a w środku białe kulki z czegoś tam. Taka jest legalna, właściciel dostaje działkę, ale narusza prawa konsumenta podwójnie ceną i jakością.

                        Jakiś pomysł jak się bronić przed oszukiwaniem na żywności ?

                        Ja staram się w ogóle unikać wyrobów przetworzonych (z nalepkami) ale po legalizacji GMO to będzie niewystarczające. A właściwie już jest.
                        • linn_linn Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 16:20
                          Mozzarelle z mleka bawolego poznasz po smaku. Ja kupuje tylko z jednej firmy: mam ja o rzut beretem i zawsze moge sprawdzic, czy sa tam jeszcze bawolice, ktore kiedys maialam okazje "poznac" /. Do zadnej innej firmy nie mam zaufania.
                          Jak sie bronic? Oto jest pytanie: m.in. w razie watpliwosci nie kupowac, poslac z torbami.
                    • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 22:14
                      > Wszystkie mają ten sam skład nalepkowy: mleko, podpuszczka i sól.
                      >
                      > Dlaczego miałbym analizować nalepki ?

                      Dlaczego? To proste: dlatego, że na wielu nalepkach produktów zwanych serami, oprócz tych 3 składników, można znaleźć inne ciekawe rzeczy, które, jak wiesz, nie wiadomo, co robią w serze. Komu się nie chce czytać, ten się nie dowie, i poskarży się na forum, że go oszukali smile
                      Jesłi nie chce Ci się czytać, i kupujesz tam, gdzie czytać nie musisz (gratulować organoleptycznej pewności, co jesz), a jednocześnie nie napędzasz popytu na to, co Ci nie pasuje, to OK. Ja poniekąd napędzam, ale przynajmniej nie twierdzę, że ktoś mnie nabija w butelkę.

                      Ogólnie rzecz biorąc to ja rozumiem, o co Ci chodzi i pisałam już gdzie indziej, że nie jest to fajne. A choćby dlatego, że o ile mogę sobie przywieźć od rodziców warzyw i owoców nieszprycowanych substancjami mi nieznanymi (ale tylko w sezonie, prawda...), mleka prosto od krowy ich sąsiada, twarogu i białego sera robionego przez moją mamę, jajek od kur pana Jasia i pół świnki od czasu do czasu (wiem, czym są żywione), o tyle nie jestem w stanie każdego produktu kupić w takiej formie i postaci. I dlatego, chcąc wiedzieć, co jem, czytam etykiety. I czasem przełykam żabę, że kupuję coś, czego skład nie do końca mi się podoba, ale na eko- i "nieoszukańczy" odpowiednik mnie nie stać na dłuższą metę. Ani też nie mam czasu sama se siać zboża, robić z niego mąki, piec chleby, robić żółte sery, domowe wędliny, przetwory i czort wie, co jeszcze.
                      Tu jest problem, że to, co dobrej jakości, kosztuje dużo i jest słabiej dostępne, a nie, że ktoś nas oszukuje.
                      • wyihdia Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.01.13, 11:32
                        Wszystkie sery morskie wg nalepki zawierają mleko, podpuszczkę i sól.

                        Analiza organoleptyczna wykazuje jednak znaczne różnice w składzie a przynajmniej jakości składników. Jest dokładniejsza niż analiza nalepki, według której te wyroby są identyczne.Nie są.

                        Jaki proponujesz sposób lepszy niż analiza organoleptyczna ? Jeśli znasz podziel się.
                        • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 06:38
                          wyihdia napisał:

                          > Wszystkie sery morskie wg nalepki zawierają mleko, podpuszczkę i sól.

                          Z czytanie to Ty chyba nie byłeś prymasem w szkole, co?

                          Żaden ser morski nie zawiera T Y L K O tych składników.

                          Przykłady, żeby nie p*** bez sensu:

                          3.bp.blogspot.com/-3wgc3pbRBK8/T_P5E8QsdhI/AAAAAAAAIbw/qHmK10rl-Z8/s1600/CIMG3631.JPG
                          alma24.pl/produkt/73475/ser-morski-;jsessionid=xx1mthwdlgv71cvxbothd0kp8
                          > Jaki proponujesz sposób lepszy niż analiza organoleptyczna ? Jeśli znasz podzie
                          > l się.

                          Ja polecam korepetycje z czytania na początek. Potem przejdziemy to bardziej zaawansowanych kwestii.

                          W.
                        • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 15:52
                          > Wszystkie sery morskie wg nalepki zawierają mleko, podpuszczkę i sól.
                          >
                          > Analiza organoleptyczna wykazuje jednak znaczne różnice w składzie a przynajmni
                          > ej jakości składników.

                          Wszystkie osoby, u których jadłam pomidorową, robią ja z wywaru mięsnego, włoszczyzny, koncentratu pomidorowegi i przypraw (sól). U każdego smakuje inaczej. Która z tych osób mnie nabiera?

                          > Jaki proponujesz sposób lepszy niż analiza organoleptyczna ? Jeśli znasz podzie
                          > l się.

                          Nie znam, nie proponuję. Jeśli coś mi nie smakuje, nie kupuję tego ponownie, ale nie twierdzę, że ktoś mnie nabił w butelkę.
          • asfo Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.01.13, 16:21
            Jasne, że trzeba czytać etykiety, tyle że wtedy odkrywasz co następuje:

            1. "Syrop malinowy" jest sokiem z aronii o aromacie malinowym
            2. "Masło" składa się z utwardzonego tłuszczu roślinnego (bardzo niezdrowego)
            3. W większości lodów zamiast śmietanki także znajduje się rzeczony utwardzony tłuszcz roślinny
            4. "Ser" jest zrobiony z soi
            5. "Paluszki krabowe" nie zawierają wcale krabów i tylko niewielką ilość ryby
            i tak dalej...

            Dla mnie to jednak jest oszukiwanie, ponieważ według powszechnej wiedzy lody robi się ze śmietanki a syrop malinowy z malin. Co prawda część ludzi po pewnym czasie orientuje się, że są nabierani i okazuje się np. że przestają kupować krajowe masło przerzucając się na importowane, ale niestety nie każdy jest na tyle sprytny, żeby zauważyć "drobne naciągnięcie faktów".

            No i nieraz się też okazuje, że nie jesteś w stanie kupić dobrego produktu, bo cała oferta jest sfałszowana - tak jest np. w przypadku syropu malinowego i lodów. Żeby dostać normalny syrop musisz iść do eko sklepu, a normalne lody robi chyba tylko jeden polski producent, którego wyrobów nie ma w dyskontach.
              • volta2 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 03.01.13, 19:55
                ja przeszłam takie sukcesywne oszukiwanie - bo moje dziecko bardzo długo jadło kaszki bobovity - zdecydowanie dłużej niż dziecko przeciętnego konsumenta.

                i tak, puszkę wiele lat tę samą używałam jako pojemnik trwalszy od foliowego - firmowego i przez pierwszy rok kaszki było tak dużo, że do pojemnika się na raz cała nie mieściła, drugi rok już się mieściła, trzeci rok - już nawet nie była pełna. niestety, byłam na tego producenta skazana, więc tylko się uśmiechałam krzywo. oczywiście wraz ze zmniejszeniem ilości kaszki cena nie szła w dół, nawet drożała...
                oczywiście opakowanie do dziś leży w markecie takie samo
                • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 01:46
                  A masa netto produktu na opakowaniu wciąż była ta sama? Znaczy, dostawałaś mniej kaszki niż było podane? Jeśli tak, to to było oszustwo.
                  A jeśli nie - pomyśl, o ile więcej kosztowałaby puszka kaszki, gdyby nie zmniejszyli jej ilości w opakowaniu i czy jest się o co burzyć. Wszystko drożeje, żywność, energia, wszystko. Koszty producenta też, więc żeby wyjść na swoje, musi podnieść cenę jednostkową. Jak kolejny raz drożeje chleb, który kupujesz, też mówisz, że to oszustwo?
                  • kkokos Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 02:05
                    madzioreck napisała:

                    > A masa netto produktu na opakowaniu wciąż była ta sama? Znaczy, dostawałaś mnie
                    > j kaszki niż było podane? Jeśli tak, to to było oszustwo.
                    > A jeśli nie - pomyśl, o ile więcej kosztowałaby puszka kaszki, gdyby nie zmniej
                    > szyli jej ilości w opakowaniu i czy jest się o co burzyć. Wszystko drożeje, żyw
                    > ność, energia, wszystko. Koszty producenta też, więc żeby wyjść na swoje, musi
                    > podnieść cenę jednostkową.

                    gdyby opakowanie sukcesywnie malało wraz z zawartością, konsument miałby świadomość, że coś się zmienia. jeśli się nie zmienia, producent z pełną hipokryzją - nie rozumiem, dlaczego tej hipokryzji tak bronisz - udaje, że nic się nie zmienia. owszem, zmieniają się te cyferki opisujące gramaturę: malutkie, z boczku, fefnaście razy mniej rzucające się w oczy niż wielkość opakowania, więc wielu konsumentów ich zmiany nie zauważy. zapewne jest to zgodne z prawem - ale co innego prawo, a co innego zwyczajna przyzwoitość. moim zdaniem bronisz nieprzyzwoitości z uporem godnym naprawdę godniejszej sprawy.
                • joanna100-19 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 09.04.13, 22:33
                  A właśnie się zastanawiałam dlaczego tej kaszki jest tak małosmile Teraz już wiem! smile Zrezygnowałam z tych kaszek, gdyż to głupota dawać min. 7,5 zł za kaszkę, która starcza na kilka posiłków. Jak już, to bardziej wolę z Romssmana, która kosztuje 5, ma mniej cukru i jest jej więcejsmile
                  volta2 napisała:

                  > ja przeszłam takie sukcesywne oszukiwanie - bo moje dziecko bardzo długo jadło
                  > kaszki bobovity - zdecydowanie dłużej niż dziecko przeciętnego konsumenta.
                  >
                  > i tak, puszkę wiele lat tę samą używałam jako pojemnik trwalszy od foliowego -
                  > firmowego i przez pierwszy rok kaszki było tak dużo, że do pojemnika się na raz
                  > cała nie mieściła, drugi rok już się mieściła, trzeci rok - już nawet nie była
                  > pełna. niestety, byłam na tego producenta skazana, więc tylko się uśmiechałam
                  > krzywo. oczywiście wraz ze zmniejszeniem ilości kaszki cena nie szła w dół, naw
                  > et drożała...
                  > oczywiście opakowanie do dziś leży w markecie takie samo
              • anika_ic Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 05.01.13, 21:35
                Mnie zadziwiają dżemy. Do tego stopnia, że w ogóle ich już nie kupuję. Obecnie chyba nie ma dżemów wysokosłodzonych, a te niskosłodzone zawierają np. 23 g owocu na 100 g dżemu. Ja na 1 kg owoców biorę pół kg cukru, troszkę wody (która i tak odparuje) i, żeby było szybciej - żelfix. Czyli na 100 g dżemu wchodzi co najmniej 60 - 70 g owocu. W kupnych dżemach jest więc głównie woda i jakaś chemia, która utrzymuje ją w postaci stałej do chwili otwarcia słoika...
                --
                www.inspirujacacodziennosc.blogspot.com
                • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 06:49
                  anika_ic napisał:

                  > Mnie zadziwiają dżemy. Do tego stopnia, że w ogóle ich już nie kupuję. Obecnie
                  > chyba nie ma dżemów wysokosłodzonych,

                  Nie gustuję więc nie powiem.

                  > a te niskosłodzone zawierają np. 23 g owocu na 100 g dżemu.

                  Bez problemu kupuję dżemy o zawartości owoców 50-60g na 100g wyrobu. St. Dalfour czy Schwartau...

                  Wiem, wiem, rozumiem Polak nie zapłaci za dżem więcej niż za szynkę....

                  W.
                  • black_halo Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 22:33
                    > Bez problemu kupuję dżemy o zawartości owoców 50-60g na 100g wyrobu. St. Dalfou
                    > r czy Schwartau...
                    >
                    > Wiem, wiem, rozumiem Polak nie zapłaci za dżem więcej niż za szynkę....

                    W belgijskim lidlu maja bardzo dobre dzemy z 50g owocow na 100gram produktu. Kosztuja mniej niz szynka.
                    --
                    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                    • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 07.01.13, 09:15
                      black_halo napisała:

                      > > Bez problemu kupuję dżemy o zawartości owoców 50-60g na 100g wyrobu. St.
                      > Dalfou
                      > > r czy Schwartau...
                      > >
                      > > Wiem, wiem, rozumiem Polak nie zapłaci za dżem więcej niż za szynkę....
                      >
                      > W belgijskim lidlu maja bardzo dobre dzemy z 50g owocow na 100gram produktu. Ko
                      > sztuja mniej niz szynka.

                      Oj tam, oj tam, przecież właśnie o tym pisałem, że jak ktoś chce dobrze i nie drogo to najbliżej w Niemczech. Schwartau'y 600g kupuję w niemcowie jakoś pomiędzy 3 a 4 jurki. Natomiast jak patrzyłem kiedyś w Polsce St. Dalfour czy Schwartau wychodzi jakoś 35 - 40 PLN za kilo.

                      Uderz się w pierś i powiedz mi tak szczerze, jaki odsetek Polaków jest gotowy zapłacić cztery dychy za kilogram marmolady? Zwłaszcza jak kabanosy wyborne po 9.99 tuż obok smile

                      W.
            • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 04.01.13, 01:39
              > Dla mnie to jednak jest oszukiwanie, ponieważ według powszechnej wiedzy lody ro
              > bi się ze śmietanki a syrop malinowy z malin.

              To nie jest fajne, ale nazwać sobie produkt można, jak się chce. Kiełbasa może się nazywać cielęca i nie mieć w składzie grama cięlęciny. Nie jest to miłe, ale "powszechna wiedza" rozmijająca się z rzeczywistością to jeszcze za mało, by oskarżać o oszukiwanie.

              Prawda jest taka, że dzisiejszy konsument nie za bardzo wie, czego chce. Chce wiedzieć, co je, ale nie będzie czytał etykiet i nie poświęci czasu na zdobycie tej wiedzy. Burzy się, że oszukują... i dalej nie będzie "tracił czasu" na dowiedzenie się, co kupuje - choć to nie są tajne informacje. Burzy się, że oszukują, ale nadal rzuca się na kolorowe opakowanie, produkt z reklamy obiecującej cuda na kiju. Mnóstwo na ten temat napisano, a ludzie wciąż to samo. Oszustwo, gramaturę zmniejszyli!

              > 2. "Masło" składa się z utwardzonego tłuszczu roślinnego (bardzo niezdrowego)

              Yyy?

              > 3. W większości lodów zamiast śmietanki także znajduje się rzeczony utwardzony
              > tłuszcz roślinny

              Ja nie wiem, jaka ustawa reguluje przepis na lody, ale wiem jedno: od wieków ludzie są gotowi skoczyć sobie do gardeł o jedynie słuszny sposób przyrządzania tradycyjnej potrawy. Niby wszyscy wiedzą, jak się robi pomidorową, ale każdy robi ją inną, inaczej.

              > No i nieraz się też okazuje, że nie jesteś w stanie kupić dobrego produktu, bo
              > cała oferta jest sfałszowana - tak jest np. w przypadku syropu malinowego

              I to jest na przykład realny problem, nazwany po imieniu. Nie "oszustwa", tylko brak alternatywy.
              A tanie i świetne to jest, zdaje się, tylko mleko z matczynej piersi. Za całą resztę zwykle trzeba zapłacić stosownie do jakości, a my byśmy chcieli litr syropu z malin za 5 zeta... no to "dostajemy". Ktoś to kupuje, bo się mu nie chce czytać, i takie kółeczko powstaje.
              • jolunia01 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 07.01.13, 15:11
                madzioreck napisała:

                > ... nazwać sobie produkt można, jak się chce. Kiełbasa może
                > się nazywać cielęca i nie mieć w składzie grama cięlęciny. Nie jest to miłe, al
                > e "powszechna wiedza" rozmijająca się z rzeczywistością to jeszcze za mało, by
                > oskarżać o oszukiwanie.

                A co według ciebie JEST oszustwem? Bo "powszechna wiedza" o kiełbasie cielęcej jest taka, że robi się ja z cielęciny (i innych mięs). Ja rozumiem, że teraz w modzie jest kurak z chemia o smaku cielęciny, ale wyrób z tego nie jest kiełbasą cielęcą.
                >
                > Prawda jest taka, że dzisiejszy konsument nie za bardzo wie, czego chce. Chce w
                > iedzieć, co je, ale nie będzie czytał etykiet i nie poświęci czasu na zdobycie
                > tej wiedzy.

                Wybacz, ale bredzisz. Ja chetnie bym poczytała etykiety - np. na tej kiełbasie cielęcej. Problem w tym, że takowych na ogół nie ma, a jak są to nawet szkło powiekszajace daje mała szanse, żeby odczytać skład.

                > Burzy się, że oszukują... i dalej nie będzie "tracił czasu" na dowi
                > edzenie się, co kupuje - choć to nie są tajne informacje.

                Często są.

                > ... my byśmy chcieli litr syropu z malin za 5 zeta... no to "dostajemy".

                Prowadziłaś badania w sprawie naszych oczekiwań? Ja chętnie bym kupiła prawdziwy sok/syrop malinowy (niekoniecznie "za 5 zeta"0, ale nie mam gdzie.

                > Ktoś to kupuje, bo się mu nie chce czytać, i takie kółeczko powstaje.

                Mnie się chce, ale to w niczym nie zmienia faktu niedostępności tegoż soku/syropu. Podróbek nie kupuję.
                --
                O, to ja - taka mądra jestem?!
                • madzioreck Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 20.01.13, 22:03
                  > A co według ciebie JEST oszustwem?

                  Oszustwem jest np. podawanie w składzie nieprawdziwych danych. Np. ze kiełbasa jest z cielęciny, a w rzeczywistości jest z diabli wiedzą, czego.

                  > Wybacz, ale bredzisz. Ja chetnie bym poczytała etykiety - np. na tej kiełbasie
                  > cielęcej. Problem w tym, że takowych na ogół nie ma, a jak są to nawet szkło po
                  > wiekszajace daje mała szanse, żeby odczytać skład.

                  Sama bredzisz. Kupujesz taką kiełbasę, na której nie ma składu? No to się sama nabijasz w butelkę. Nie kupujesz? To dobrze, nie jęczysz potem, że Cię nabili.
                  Sorry, ale jeszcze jak dotąd nie miałam problemu z odczytaniem składu. A gdybym miała, to bym produktu nie kupiła.

                  > Prowadziłaś badania w sprawie naszych oczekiwań?

                  Nie, nie prowadziłam. Ale pracuję w handlu i z klientem tyle lat, że mam jako takie pojęcie.
              • araceli Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 07.01.13, 16:49
                madzioreck napisała:
                > To nie jest fajne, ale nazwać sobie produkt można, jak się chce. Kiełbasa może
                > się nazywać cielęca i nie mieć w składzie grama cięlęciny. Nie jest to miłe, al
                > e "powszechna wiedza" rozmijająca się z rzeczywistością to jeszcze za mało, by
                > oskarżać o oszukiwanie.

                Nie masz absolutnie racji. Parę lat temu moja znajoma zamówiła komplet mebli (stół + krzesła) dębowe. Tyle, że producent przez 'dębowe' rozumiał 'sosna/buk bejcowane na dąb'. Sprawa trafiła do sądu, który orzekł, że 'dębowe' to 'zrobione z dębu'.

                > Burzy się, że oszukują,
                > ale nadal rzuca się na kolorowe opakowanie, produkt z reklamy obiecującej cu
                > da na kiju.

                Swoją drogą reklama wprowadzająca w błąd jest również zabroniona. Niektóre firmy płacą za to ogromne kary.
                • dyciorek1 Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 21.01.13, 01:33
                  a te kiełbaski i szyneczki nie paczkowane te na kilogramy co na miesnym stoisku kupujemy no właśnie gdzie one mają skład zapisany.ile tam jest miesa w wodzie i chemi .pisze kiełbasa wiejska a do wiejskiej nawet nie ma polotu.ale to pewnie tez nie jest oszustwo jak to napisała madzioreck tylko chwyt marketingowy .jak pisze syrop malinowy to mają być tam maliny ,albo niech pisze po prostu woda zageszczona sokiem z malin z dodatkiem zwiazków chemicznych.a tak w ogóle każdy ma inny poglad na oszustwo.co dla wiekszości jest oszustwem , dla innych jest ciemnotą społeczną.nasi panujący też nas w konia robią ,a mówią że my ich zle zrozumieliśmy.
              • asfo Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 24.01.13, 19:13
                madzioreck napisała:


                > To nie jest fajne, ale nazwać sobie produkt można, jak się chce. Kiełbasa może
                > się nazywać cielęca i nie mieć w składzie grama cięlęciny.

                Nie masz racji. Terminy "sok malinowy" i "kiełbasa cielęca" są jasne. Poza tym na kiełbasie kupowanej luzem nie ma etykiety.

                > Prawda jest taka, że dzisiejszy konsument nie za bardzo wie, czego chce. Chce w
                > iedzieć, co je, ale nie będzie czytał etykiet i nie poświęci czasu na zdobycie
                > tej wiedzy.

                Nie zawsze ma się czas i możliwość studiować etykietę. Dokładne sprawdzanie za każdym razem składu i wagi sprawiłoby, że na każde codzienne zakupy trzeba by poświęcać półtorej godziny. Starsze osoby np. często nie widzą tych malusich literek i nie są przyzwyczajone do zagrywek producentów.

                > Oszustwo, gramaturę zmniejszyli!

                Wcale nie jest fajnie, jak ci potrawa nie wychodzi, bo kostka masła okazała się ważyć mniej niż pół roku wcześniej. Jak przez 30 lat kupowałaś masło 250 gram to się nie spodziewasz że będzie ważyło 200 i nie przyjdzie ci do głowy żeby sprawdzić.

                Poza tym pudełka napełnione produktem do połowy są nieekologiczne.

                > > 2. "Masło" składa się z utwardzonego tłuszczu roślinnego (bardzo niezdrow
                > ego)
                > Yyy?

                Te wszystkie mixy maślane w srebrzystych papierkach wyglądające jak masło i leżące obok masła.


                > Ja nie wiem, jaka ustawa reguluje przepis na lody, ale wiem jedno: od wieków lu
                > dzie są gotowi skoczyć sobie do gardeł o jedynie słuszny sposób przyrządzania t
                > radycyjnej potrawy. Niby wszyscy wiedzą, jak się robi pomidorową, ale każdy rob
                > i ją inną, inaczej.

                Nie ma tradycji nakazującej robić lody na bazie oleju, a utwardzany tłuszcz roślinny to jedno z największych świństw jakie można znaleźć w jedzeniu. To nie jest kwestia innego przepisu tylko zastępowania dobrego składnika tanią, rujnującą zdrowie podróbką.


                > A tanie i świetne to jest, zdaje się, tylko mleko z matczynej piersi. Za całą r
                > esztę zwykle trzeba zapłacić stosownie do jakości, a my byśmy chcieli litr syro
                > pu z malin za 5 zeta... no to "dostajemy". Ktoś to kupuje, bo się mu nie chce c
                > zytać, i takie kółeczko powstaje.

                Jak się nie ma pieniędzy, to można kupić ten tani syrop z aronii - ostatecznie też się nadaje do picia i można używać. Ale niech on się nazywa "aroniowy" a nie "malinowy".

                Prawdziwy syrop malinowy można kupić w sklepach z eko-żywnością i w niektórych lepszych delikatesach.
        • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 06:58
          wyihdia napisał:

          > Jest to celowe chamskie działanie, dzięki któremu sprzedadzą za parę złotych dr
          > ożej ale kosztem podważania zaufania do własnej marki u [i]klientów lojalnych[/
          > i]

          W Polsce zaufanie nie jest w cenie, a coś takiego, jak może promil klientów lojalnych, nikogo nie interesuje.

          Trzeba sobie uzmysłowić i się z tym raz, a dobrze pogodzić, że Polska jest rynkiem C E N Y.

          Tutaj sprzeda się wszystko, jeżeli ma odpowiednio niska ceną (zobacz: zmielone rogi, kopyta, odbyty i co tam się jeszcze udało pomielić pod nazwą parówki luksusowe za 4.99 lub kiełbasa grilowa za 5.99 czy też kabanos wyborny za 9.99).

          A tzw. klienta lojalnego kupuje się za od konkurencji za kilka groszy zniżki w promocji.

          I zgadzam się, że to nie jest dobre. Klient bardziej wymagający musi się wybrać na zakupy do Niemiec. Ale tutaj jest jak jest po prostu.

          W.
    • linn_linn Re: wirtualne pensjonaty 05.01.13, 13:36
      wyborcza.pl/1,126565,13146725,Wirtualne_pensjonaty_wciaz_wizytowka_Zakopanego.html
      "Nie słyszałem, żeby w Austrii zdarzały się przypadki oszustw internetowych, bo inna jest świadomość ludzi - mówi Szeląg. - Wszyscy wiedzą, że lepiej korzystać ze sprawdzonych sieci lub oficjalnych punktów informacji turystycznej, które dysponują pełną i aktualną bazą pensjonatów, nawet najmniejszych. Nie zdarzają się więc sytuacje, kiedy dziewczynka stoi przy drodze i oferuje nocleg, a na miejscu okazuje się, że wynajęty pokój przypomina kurnik."
      • wiatro-dmorza Re: wirtualne pensjonaty 05.01.13, 20:28
        Jedyny ratunek to kupować jak najmniej przetworzone,samemu robić przetwory, piec chleb, itp
        Ja kupuję często tu www.zmsniezka.pl/home,view,informacje_o_wyrobach
        ceny przyzwoite, wyroby mnie smakują, i przywożą w obrębie szeroko rozumianego Trójmiasta. Warto wspierać małych lokalnych producentów, to też nasza szansa na lepszą żywność jako konsumentów, znalazłam ich tu: lokalnazywnosc.pl/ może komuś się przyda.
    • nvv Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 13:06
      > Ten post o oszczędzaniu energii elektrycznej
      > powinien być lekturą obowiązkową
      > www.inspirujacacodziennosc.blogspot.com/2012/12/domowi-pozeracze-pradu.html

      Litości!

      Za pierwszym razem jak się pojawił ten link na tym forum, ugryzłem się w język -- szkoda mi było czasu podcinać autorce skrzydła, a pomyślałem sobie, że może się zreflektuje, może ktoś inny zwróci jej uwagę, a tymczasem każdy mający choć trochę pojęcia o prądzie, kto nie spał na lekcjach fizyki, czytający ten wpis szybko zauważy, że autorka nie ma pojęcia o czym pisze i nie wyciągnie żadnych wniosków z tego artykułu. Za drugim razem jak się link pojawił też się ugryzłem w język, ale teraz skończyła mi się cierpliwość.

      Autorka miała do dyspozycji miernik prądu kleszczowy, który nie mierzy zużycia energii (kWh), a jedynie prąd (ampery) -- jak ktoś wie co robi to z grubsza może obliczyć zużycie takim urządzeniem (w watach, ale nie da rady pomierzyć w kWh takich urządzeń jak lodówka, których zużycie jest bardzo zmienne na przestrzeni czasu) -- pomijam takie detale że taki miernik niedokładnie mierzy małe prądy i mierzy sam prąd, więc urządzenia z cosFi innym niż 1 będą błędnie mierzone (obliczone), bo to akurat najmniejszy problem w tym artykule... to co jest tam nawypisywane w ogóle nie ma sensu, a punkty 1-16 są podane z kosmosu (nawet nie chce mi się odgadywać w jaki magiczny sposób autorka obliczyła podawane tam kWh, ale nijak się mają one do rzeczywistości). Spadaj więc z tym linkiem na drzewo i w ogóle ze spamowaniem tego bloga na tym forum (o co już wiele osób prosiło).

      A zakurzenie lodówki z tyłu (wbrew pozorom) nie ma zauważalnego wpływu na zużycie przez nią prądu. A ew. eksperyment to sprawdzający można wykonać miernikiem energii (kWh), a nie samym miernikiem prądu (ampery) i robiąc "eksperyment kontrolowany" na przestrzeni np. 24h. Tak o, to zużycie prądu przez lodówkę bardzo się zmienia -- chwilami pobiera nic, co jakiś czas załącza się kompresor, który nie ma zawsze tego samego poboru prądu -- na początku pobiera mniej, potem stopniowo coraz więcej jeśli dobrze pamiętam (zmienia się w to wraz ze zmianą ciśnienia i temperatury czynnika chłodniczego w układzie), w tymczasie odkurzenie z tyłu lodówki i ponowne sprawdzenie pomiaru, nie wnosi absolutnie żadnych sensownych wniosków co do wpływu tego odkurzenia na pobór prądu. Opisuje to, bo mniej więcej w tym tonie są też pozostałe odkrycia i obliczenia autorki.
      • anika_ic Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 14:38
        1. Nie ja byłam autorką zacytowanej wypowiedzi, więc nie wiem, kto ma spadać.
        2. Zaznaczyłam, że miernik nie jest bardzo profesjonalny, ale daje pojęcie o poborze prądu przez różne rządzenia. Miernik nie jest wcale "do niczego", ponieważ z powodzeniem jest używany przez warsztaty i serwisy elektryczne. Granica błędu, zwłaszcza przy małych wskazaniach jest rzędu nawet 20%., ale maleje przy wyższych do ok. 5%.
        3 Ampery podane przez miernik przeliczyłam na kWh (pomnożyłam przez 0,023), a nastepnie przez cenę mojej kWh, za którą płacę
        4. Z moich obserwacji wynika, że agregat lodówki włączał się częściej niż po jej umyciu (i odkurzeniu tyłu przy okazji), dlatego sądzę, że w przeliczeniu na dobę, umyta lodówka żre mniej. W artykule pisałam przecież, że w czasie pracy agregatu pobór prądu się nie zmienia, tylko częstotliwość jego włączania.
        Mój blog nie jest przeznaczony dla elektryków, fizyków oraz innych specjalistów, dlatego nie bawiłam się w laboratoryjne i super dokładne rozważania naukowe, przedstawiając "problem" w przystępnym skrócie.
        Tak czy owak, nadal zachęcam do oszczędzania nie tylko energii elektrycznej, ale i innych mediów i zasobów - jest to zarówno ekonomiczne, jak i ekologiczne, a to m.in. najbardziej mnie interesuje.
        Pozdrawiam smile
        --
        www.inspirujacacodziennosc.blogspot.com
        • nvv Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 15:10
          > 3 Ampery podane przez miernik przeliczyłam na kWh (pomnożyłam przez 0,023)

          Równie dobrze mogłaś pomnożyć przez pi, a potem podzielić przez dzień urodzenia.

          Nie chce mi się robić tu lekcji z fizyki, największy problem widzę w tym że wprowadzasz ludzi w duży błąd -- pal licho po drodze wyliczenia z czapy -- najgorsze końcowe wnioski z czapy, które sobie mogą czytelnicy przyswoić. W Twoich wnioskach w tym artykule, nie znalazłem ani jednego który jest choćby zbliżony do faktycznej realnej sytuacji -- dane są ostro odjechane od rzeczywistości, nie o jakieś 10%, ale nawet o 1000% i więcej. Np. (pierwszy wniosek) praca non-stop bardzo energooszczędnego laptopa, to min. 90 zł/rocznie (Ty podajesz 10 zł).

          Cieszę się, że miałaś zapał do pomierzenia, elektrykiem być nie musisz i nie czepiam się błędów 5%, ale... ech.
          Pierwsza moja rada, to nie używaj miernika prądu (kleszczowego) do pomiaru energii -- na bardzo upartego można nim z grubsza pomierzyć-i-potem-wyliczyć przybliżoną moc chwilową (waty) i ew. potem wyliczyć kWh niektórych urządzeń których pobór energii jest stały, ale to są nieliczne urządzenia i to też trzeba umieć obliczyć (aby z amperów wyszły Ci waty, musisz jeszcze wziąć pod uwagę napięcie), a końcowy efekt i tak będzie odjechany.
          Są w sklepach mierniki energii (podające kWh) w cenie od ok. 40 zł, które też pewnie dokładne nie są, ale przynajmniej liczą coś co można nazwać przybliżeniem kWh, które nie wzięło się z czapy.
        • nvv Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 16:52
          Mając miernik prądu (podający wyniki w amperach), mogłaś zmierzyć chwilowy pobór tego prądu; mnożąc przez napięcie (ok. 230V) wychodzą Ci wtedy waty (W), czyli chwilowa moc pobierana w danym momencie, a nie kWh (energia pobrana w określonym czasie, np. godziny, dnia, roku).

          Aby z watów obliczyć kWh, musisz pomnożyć waty przez liczbę godzin. Czyli jeśli suszarka pobiera np. 1000W, ale będzie pracować 2 h, to zużyje 1000W * 2h = 2000 Wh = 2 kWh w ciągu tych 2 godzin.
          Jeśli np. laptop pobiera mocy 40 W w spoczynku (w danej chwili), to w ciągu roku pobierze energii za 40W * 365 * 24h = 350,000 Wh = 350 kWh (co daje co najmniej 180 zł).

          Myślę, że jeszcze możesz dość naprostować swoje wyniki aby chociaż były zbliżone do świata rzeczywistego.

          Niektóre wyniki jednak sensu nie mają i nie będą mieć. Np. dla lodówki nie obliczysz kWh w ten sposób, możesz tylko podać chwilowy pobór mocy w watach, ale to akurat jest tu (dla nas, patrząc od strony kosztów za energię) zupełnie nieistotne, bo chwilowa moc może być duża, a kompresor może rzadko pracować (i suma sumarum pobrane kWh w ciągu doby mogą być niskie), a może być też odwrotnie.

          Możesz tylko wyliczyć kWh dla urządzeń które mają stały pobór mocy, czy też np. zakładając że jak pobór mocy przez laptop waha się (w zależności od tego co na nim robisz i jak bardzo jest obciążony m.in. procesor) od 40 do 80 W, to przyjmując jakąś tam średnią np. 60 W w czasie pracy, to mnożyć przez liczbę godzin, i wychodzą Ci kWh. Obarczone to będzie wieloma błędami, które z grubsza licząc będą sięgać nawet 100% w górę i 75% w dół, ale już będzie przynajmniej przypominać rzeczywistość.
          • anika_ic Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 20:10
            nvv JESTEŚ WIELKI !!!!
            Dziękuję Ci za Twoje cenne uwagi, kajam się (o, ja gupia p...), PRZYZNAJĘ PUBLICZNIE, ŻE w swoim artykule KROPNĘŁAM SIĘ O JEDNO MIEJSCE PO PRZECINKU !! Zużycie prądu (oraz kosztów) w kWh, a zatem i ceny są dziesięciokrotnie WIĘKSZE!!
            Siędę teraz i wszystko poprawię, jeszcze raz przeliczę i dokładniej wyjaśnię (ale nie za dużo, żebym się znowu nie pogubiła smile ).
            nvv, może już nie dzisiaj, ale jutro, proszę, zajrzyj do mnie w celach merytorycznych, jeśli będzie trzeba, to znowu poprawię. W żadnym razie nie chciałam nikogo wprowadzić w błąd... zaniżając zużycie i koszty. Sama jestem zszokowana wynikami ponownych obliczeń (ehh, ten przecinek), śpieszę więc je nanieść (będąc w stałym kontakcie z osobistym elektrykiem).
            Serdecznie pozdrawiam
            --
            www.inspirujacacodziennosc.blogspot.com
      • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 23:16
        nvv napisał:

        > A zakurzenie lodówki z tyłu (wbrew pozorom) nie ma zauważalnego wpływu na zużyc
        > ie przez nią prądu.

        Nie wiem co rozumiesz przez zauważalny, ponieważ postrzeganie każdy ma inne.

        Natomiast osadzanie się brudu na częściach, które odpowiadają za wymianę ciepła ma wpływ istotny na sprawność sumaryczną pompy ciepła. W skrócie następuje zmiana współczynnika przejmowania ciepła, który jest wynikiem zaburzenia przepływu płynu odbierającego ciepło wokół ścianki.

        A już zupełna zbrodnią (moim skromnym zdaniem) jest zabudowywanie lodówek. Ale kto co tam sobie lubi, jeden jak mu ładnie wygląda, drugi jak mu sprawnie działa...

        > Opisuje to, bo mniej więcej w tym tonie są też pozostałe odkrycia i obliczenia autorki.

        W tej kwestii nie ma się nad czym roztrząsać. O wiele dokładniejsze dane otrzyma się bazując na tabliczce znamionowej lub danych z instrukcji, bez tych całych "pomiarów"

        W.
        • nvv Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 06.01.13, 23:57
          Pełna zgoda co do (bez)sensu zabudowywania wymienników ciepła w lodówkach i zgoda co do tego, że zabrudzenie zmniejsza efektywność. Wciąż, regularne czyszczenie z kurzu wymiennika lodówki z tyłu, zauważalnego (zauważalnego na liczniku, tak chociaż kilka procent dziennego zużycia lodówki) wpływu nie ma -- pomijając skrajniejsze przypadki takie jak np. lodówka nie była czyszczona 10 lat czy przeżyła nieczyszczona remont w którym została perfidnie zakurzona. Normalna warstwa kurzu ma stosunkowo niewielką oporność cieplną, a ten wymiennik z tyłu ma zwykle stosunkowo dużą powierzchnię.
          Mierzyłem kiedyś tę różnicę (i była zupełnie niemierzalna), ale moje pomiary mogą być podważane, więc chwyćmy obiektywniejsze źródła:

          enews.lbl.gov/Science-Articles/Archive/energy-myths3.html
          Myth: Cleaning refrigerator coils improves efficiency.

          Fact: While this seems intuitively logical, and very small savings may indeed arise, efforts to actually measure this effect on residential refrigerators have typically come up empty-handed.

          z www.homeenergy.org/show/article/nav/refrigerators/page/4/id/915

          [...] Assuming energy savings decrease linearly between pre- and post-cleaned conditions, and that the coil is cleaned once per year, actual energy savings may be one-half of the above savings--75 kWh per year, or 3%.

          z homeenergypros.lbl.gov/profiles/blogs/energy-myths?xg_source=activity

          According to Diamond and Moezzi, “A review of measured tests with refrigerators showed that there was no or little evidence of improved efficiency from cleaning the coils (Litt, Megowan, and Meier 1993).”
          • anika_ic Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 07.01.13, 00:08
            No, sorry, ale w to już nie pójdę. Mój blog adresuję m.in.do niezupełnie "poradnych" gospodyń (czy gospodarzy), które nie do końca wiedzą co jak i z czym, a nawet po co, więc nie zdradzę im tego sekretu, ponieważ chcę je (ich) zachęcić, żeby jednak sprzątały i dbały o swoje sprzęty, dom itp. Inaczej stracę jeden z argumentów smile. Jak już uda mi się namówić ją (jego) do umycia lodówy choćby raz w roku, to niech z tyłu też ją szmatą obleci.
            Poprawek nie skończę dzisiaj (teraz). Idę spać, jutro skończę. Pozdrawiam
            --
            www.inspirujacacodziennosc.blogspot.com
            • anika_ic Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 07.01.13, 14:31
              nvv, nie mam jak inaczej Cię zawiadomić, piszę więc tutaj - przed chwilą opublikowałam poprawiony artykuł o zużyciu prądu. Mam nadzieję, że teraz już to przełkniesz. Ale w razie czego daj znać. Pozdrawiam smile
              Jeszcze raz przepraszam za swój błąd, który zresztą było widać jak na dłoni (0,023 zamiast 0,23). Teraz się okazało jak gigantyczne ilości prądu zużywamy i ile pieniędzy wycieka nam z kieszeni.
              Choć i te poprzednie były... niepokojące... surprised
              --
              inspirujacacodziennosc.blogspot.com/2012/12/domowi-pozeracze-pradu.html
          • falllen_angel Re: moje ostatnie odkrycia- jak nas nabijają w bu 07.01.13, 07:41
            nvv napisał:

            > [...] Assuming energy savings decrease linearly between pre- and post-cleaned c
            > onditions, and that the coil is cleaned once per year, actual energy savings ma
            > y be one-half of the above savings--75 kWh per year, or 3%.

            O sam widzisz, dobre, konkretne 3% przy urządzeniu pracującym w trybie ciągłym. Moim zdaniem duże lepsze od wyciągania wtyczek od lampek nocnych czy polowania na świecące diody LED, tak obsesyjnie popularne tutaj.

            W.
    • linn_linn Re: jeszcze o pozyczkach 15.02.13, 21:13
      Na razie artykul w wersji platnej: do przeczytania juz tylko fragment.
      wyborcza.pl/piatekekstra/1,129976,13404988,Chwilowkowa_wojna_podjazdowa.html
      Swoja droga, nieladnie pobierac oplate za artykul o problemie spolecznym, oj nieladnie...
    • linn_linn Re: jak dajemy nabijac sie w butelke 04.03.13, 13:49
      Masz racje: tytul watku jest niewlasciwy. Ma charakter ostrzezeniowy i temu sluza linki. Czesto jednak okazuje sie, ze to my dajemy sie nabierac przez nasza niefrasobliwosc.
      Wracajac do szybkiego czytania... Dla mnie w ogole nie jest normalnym to, ze dyrektorka "wspolpracuje" z taka firma i wpuszcza ja na teren szkoly. Dowiaduje sie takze z artykulu, ze prawo zezwala na zbieranie adresow osob nieletnich. Co na to wszystko rodzice? To, ze ludzie podpisuja nie wiadomo co, to wlasciwie prawie norma. Podobnie kupuja bezwartosciowe gadzety, a nastepnego dnia szukaja informacji o nim w internecie. Przy okazji odkrywaja, ze gadzet nadaje sie do wyrzucenia.
Inne wątki na temat:

Najnowsze z forum Oszczędzamy