Dodaj do ulubionych

ja też o żonie... (zmiana pracy)

28.02.13, 12:56
Podczytuję forum od pewnego czasu i bardzo je cenię. Na fali innych wątków też chciałem zapytać o Waszą opinię. Chciałbym, aby żona zmieniła pracę na bardziej stabilną o regularnych dochodach, bo obecnie trudno nam spłacać zadłużenie i odkładać. Praktycznie jest to na mojej głowie.

Nasza sytuacja zawodowa:
Ja pracuję na cały etat, żona - na umowę o dzieło. Żona ma dochody nieregularne - w dobrym miesiącu zarabia tyle co ja lub nieco więcej, w złym połowę mojej pensji. Ja dorabiam do pensji (w skali roku ok. 50% pensji dodatkowo, wieczorami). Na pracę zawodową żona poświęca niewiele czasu (ma dobrą stawkę godzinową, jakby to podliczyć) - pracuje najczęściej jeden dzień w tygodniu (z domu).
Ogólnie nasze dochody nie są bardzo wysokie, ale da się wytrzymać, choć momentami jest ciężko.

Wydatki:
Mamy kredyt hipoteczny, pożyczkę z pracy, prywatną pożyczkę. Sam to wszystko spłacam plus płacę za jakieś 80% paliwa na dojazdy do pracy (żona stara się dokładać, ale nie zawsze ma z czego).

Co opłaca żona? Codzienne wydatki: żywność, chemię, ubrania, prywatne przedszkole, zabawki i książki dla naszego dziecka (i innych dzieci kiedy pojawia się zaproszenie na jakąś uroczystość) i... swoje hobby. Mnie na hobby już nie wystarcza. Może gdyby miała regularne dochody bylibyśmy w stanie rozplanować budżet tak, żeby starczało i na hobby i na większe odkładanie. Ona po prostu nie ma nawyku oszczędzania na przysłowiową czarną godzinę. I właśnie każda najmniejsza nadwyżka w jej wypłacie idzie na hobby albo dziecko, zamiast na wspólne konto oszczędnościowe.

Na urlopie nie byliśmy ostatnio, może w tym tygodniu wyjedziemy na jakiś tydzień najwyżej.
Do kina, restauracji itp. nie chodzimy regularnie (tylko czasami z dzieckiem, jak bardzo chce zobaczyć jakiś film). Nie uprawiamy drogich sportów. W ogóle żyjemy oszczędnie.

Ogólnie:
Moim zdaniem lepiej by dla nas było, gdyby jej dochód był regularny i mniej więcej na poziomie mojej pensji (łatwiej by nam było organizować budżet). Myślę, że przy jej wykształceniu jest to realne, ale ona nie chce szukać innej pracy. Czasami ma jakieś krótkie zrywy i wyśle cv, ale nic z tego nie wynika. Dodatkowo, mimo że mało pracuje, zasłania się nieśmiałością i nie chce załatwiać nic poza domem - wszystkie sprawy urzędowe są na mojej głowie.

Żona nie jest leniem, ale jest chyba mało ambitna. Dużo zajmuje się domem (tym usprawiedliwia swój brak zaangażowania w pracę) - wstaje rano razem z dzieckiem (ja jakąś godzinę później), bawi się z córką po jej powrocie z przedszkola, usypia ją, organizuje czas w weekendy, codziennie gotuje i sprząta. Jest jakby tradycjonalistką, ja natomiast wolałbym, żeby więcej energii poświęcała pracy i zarabianiu. Jak się poznaliśmy właśnie taka była, ale po urodzeniu córki, priorytety jej się zmieniły (tak mówi). Czy mam szansę wpłynąć na jej postępowanie? Co powinienem zrobić? Z góry dziękuję za Wasze opinie i rady. A może po prostu odpuścić i poczekać do momentu spłacenia pożyczek (2 lata - potem zostanie tylko hipoteka i już będzie zdecydowanie lżej)... Choć z drugiej strony jak córka pójdzie do szkoły, to znów kosztów przybędzie...



Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
    • volta2 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:04
      a żona wyrażała zgodę na te pożyczki?(hipotekę rozumiem, ale tę prywatną i z pracy?)

      kupiliście za nie coś dla domu/wspólnie?

      bo mój mąż to chciałby sobie kupić jakieś kolumny za 30 tysięcy i jakby zaciąnął na to pożyczkę to bym miała z niego niezłu ubaw, gdyby wspomniał, że "sam ją spłaca"smile
      próbuje mnie przekonać, że te kolumny to świetna dla mnie sprawa, i w ogóle - podwyższy jakość dźwięku(to nic, że ja fałszują słuchu nie mam)

      generalnie - to jakoś u ciebie szczególnego problemu nie widzę, nie wiem czy się żalisz na pożyczki czy na tę żonę?
      • momas Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:12
        zona tradycjonalistka - zajmuje sie dzieckiem w wieku przedszkolnym, gotuje, sprząta. I jeszcze pracuje zarobkowo. Zarabia tyle co Ty, czasem wiecej, czasami połowę.
        Co robisz w domu poza pracą? Dzielisz sie obowiązkami domowymi z zoną?

        A poza tym Ty placisz za to, to, to...
        Zona płaci za tamto i tamto
        To znaczy, ze nie macie wspólnego budzetu?

        Czy zdajesz sobie sprawę, ze jezeli zona pójdzie do pracy na tzw etat, bedzie troche inaczej w domu? Np moze sie okazać, ze nici z poranneggo dluzszego spania.
        Czy tego chcesz? czy chcesz , zeby było tak jak do tej pory?

        Jezeli chcesz, zeby było jak do tej pory, to moze i bedziecie mieli więcej pieniędzy, ale koszty tez będą wyzsze.
        I
        --
        Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
      • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:16
        Na to, że sam nie daję rady odłożyć tyle, żeby stworzyć dla nas poduszkę bezpieczeństwa, a żona jakby nie rozumiała celowości takiego działania. Myślę, że i ona i my wspólnie byśmy byli w lepszej sytuacji z jej regularnym dochodem o stałej wysokości (wtedy nie mówiłaby, że nie może nic zaplanować, bo nie wie, ile zarobi). Czyli jakby zmieniła pracę...

        Te pożyczki poszły na wspólne cele (formalności związane z budową domu i skromny ślub) i oboje podejmowaliśmy decyzję. Ona chciała iść z tym do banku, ja zaproponowałem inne wyjście, żeby odsetki były niższe.
        • mama_dorota Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:27
          Mało młodych małżeństw może sobie pozwolić na poduszkę finansową. Dobrze jest ją mieć, ale ja w tej sytuacji świetnie twoją żonę rozumiem. My z mężem byliśmy zgodni co do tego, że opieka nad małymi dziećmi powinna być sprawowana głównie przez rodziców i oboje świadomie zgodziliśmy się na trudną sytuację finansową przez te kilka lat z tego właśnie powodu. Rozumiem cię, że jesteś sfrustrowany zmianą jej nastawienia, myślałeś, że będzie jak dawniej. 2 lata i wolność od pożyczek to już nie tak długo.

          I myślę, że jej pensja starcza na naprawdę dużo, a pożyczki jak na takie mało kosztowne cele wydają mi się całkiem spore. Nasz skromny ślub kosztował tyle co garnitur i mały poczęstunek na gości, czyli łącznie 2000 zł. Formalności związane z budową szacuję na max 6000 zł, ale może dlatego, że kupiliśmy uzbrojoną działkę, tych związanych z kredytem na jej zakup nie liczę.

          A co do hobby, to chyba trzeba rozmawiać. Powinna wiedzieć, że jest ci przykro, ale mężczyźni często nie mówią o uczuciach, a wtedy pojawiają się złośliwe uwagi, bo uczucia są realne i gdzieś w końcu wychodzą.
          --
          www.inteligentny-projekt.pl/
          • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 14:00
            mama_dorota napisała:

            > Mało młodych małżeństw

            My już nie tacy młodzi (późne małżeństwo), może dlatego chciałbym być już trochę zabezpieczony.


            Nasz skromny ślub kosztował tyle co
            > garnitur i mały poczęstunek na gości, czyli łącznie 2000 zł. Formalności związa
            > ne z budową szacuję na max 6000 zł, ale może dlatego, że kupiliśmy uzbrojoną dz
            > iałkę, tych związanych z kredytem na jej zakup nie liczę.
            >

            U nas ślub podobnie, ale w te "formalności" wliczyłem też ogrodzenie i fundament, bo nie chciałem wdawać się w szczegóły.

            > A co do hobby, to chyba trzeba rozmawiać. Powinna wiedzieć, że jest ci przykro,
            >
            Fakt...
    • ryza_malpa1 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:14
      Jesteś w sytuacji komfortowej - nie dość, ze żona ogarnia dom i zajmuje się dzieckiem i całkiem chyba Ciebie odciąża to jeszcze przynosi do domu pieniądze. Gratuluję. Chciałabym mieć taką żonę.
      Jeśli chcesz, zeby zona więcej pracowała musisz po pierwsze wziąść na siebie część obowiązków domowych, które ona wykonuje gdy Ty jesteś w pracy ( i później, jak jesteś zmęczony albo dorabiasz).
      Ile lat ma dziecko? Czy wymaga opieki ? Ztrudniacie opiekunkę? Zważ, że jeśli żona pójdzie do "normalnej pracy" to koszty opieki mogą wzrosnąć.
      Moim zdaniem problemem nie jest nieróbstwo żony tylko zbyt duża ilośc pożyczek do spłaty.

      --
      "Nawet gdy sami Polacy twierdzili, że ich kraj jest do dupy, to tylko kiwałem głową - oj, nie widzieliście wy prawdziwej dupy." Jurij Andruchowycz
        • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:20
          Wspólny budżet mamy teoretycznie, bo w praktyce wszystkie przychody rozchodzą się szybko - jak to opisałem wyżej, stąd jakby naturalnie wyniknął taki podział. Po prostu zamiast przelewać na wspólne konto, każde z nas zaraz coś z zarobionych pieniędzy załatwia.
        • volta2 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:25
          to się nie popisałeś z tymi pożyczkami, gdyby żona jednak poszła do banku i ty razem z nią, to może ktoś z profesjonalnym podejściem uświadomiłby wam, że na te pożyczki was nie stać.

          a tak ktoś ci dał, a ty spać teraz spokojnie nie możesz i tu jest problem.

          chyba masz za duże oczekiwania co do finansów, jak się ma pożyczki to chyba na klatę należy przyjąć, że z oszczędnościami na razie się należy lekko powstrzymać. ty chcesz chyba za szybko i wszystko na raz.
        • asfo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 02.03.13, 13:24
          Jakby ci żona poszła do pełnoetatowej pracy, to większość dodatkowych dochodów wydalibyście na opiekunkę. Dodatkowo miałbyś wkurzoną i zmęczoną żonę, pizzę na obiad co drugi dzień i bałagan w domu. I jeszcze byście się kłócili o ten bałagan i pizzę. Bez sensu.

          Można natomiast przeanalizować budżet i może coś się da zoptymalizować.
          • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 02.03.13, 21:21
            asfo napisała:
            > Jakby ci żona poszła do pełnoetatowej pracy, to większość dodatkowych dochodów
            > wydalibyście na opiekunkę. Dodatkowo miałbyś wkurzoną i zmęczoną żonę, pizzę na
            > obiad co drugi dzień i bałagan w domu. I jeszcze byście się kłócili o ten bała
            > gan i pizzę. Bez sensu.

            Masz rację. Wg. Twojego opisu większość rodzin jest 'bez sensu'.

            --
            Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
    • karolinek Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:21
      Żona ogarnia cały dom, dziecko i do tego zarabia tyle co Ty, ewentualnie trochę mniej.

      Mam wrażenie, ze najbardziej boli cie fakt, ze ona pracując w jeden dzień w tygodniu ma tyle co ty przez cały miesiąc.

      Ideałem byłby dorobienie jej garba w postaci etatowej 5 dniowej pracy+ obowiązkowy drugi etat w domu i z dzieckiem.

      Wtedy pan mąż poczułby się dowartościowany.
      • volta2 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:31
        a ja mam wrażenie że żona powinna mieć etat + to co dorabia teraz w ten jeden dzień w miesiącu(godzinowo), czyli sobota jak znalazł do wykorzytania, oczywiście to co teraz w domu i z dzieckiem bo jakże inaczej.

        czy ktoś już żonę uświadomił że ma menża nie ten teges? jak nie, to wkrótce ktoś to zrobi

        inna sprawa, że jeśli żona ma tak dobre możliwości zarobkowe, że w jeden dzień trzaska męża pensję, to mąż przejmuje dom i dziecko, czasem fuchy na piwko a żona - faktycznie mogłaby pójść na etat.
        mój kuzyn tak zrobił i zamiast niani dzieciak siedział z ojcem, matka w robocie. nikomu męskości nie ubyło, budżet nie ucierpiał, dziecko - zyskało bo lepszy średni ojciec niż najlepsza niańka za 1700(taką mieli już zgodzoną parę lat temu)
      • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:38
        > Ideałem byłby dorobienie jej garba w postaci etatowej 5 dniowej pracy+ obowiązk
        > owy drugi etat w domu i z dzieckiem.
        >
        > Wtedy pan mąż poczułby się dowartościowany.

        Moze zona moglaby pracowac dwa dni w tygodniu i zarabiac w najgorszym miesiacu tyle co maz a w lepszym dwa razy tyle. µ

        Byla czas, ze zarabialam ok. 700-800 euro na pol etatu jako pomoc w kuchni gwiazdkowej restauracji. zalety byly takie, ze praca 5 minut piechota od domu, max. 6 godzin dziennie, w wyjatkowych sytuacjach platne wieczory albo weekendy albo np. 7-9 godzin pracy ale tak srednio 1-2 razy w miesiacu. Mieszkanie bylo posprzatane, obiado-kolacja na 17.30 zawsze gotowa i caly wieczor dla nas. Dzisiaj mam ze trzy razy wiecej ale nie ma mnie w domu od 7 do 20 najczesciej bo na swoje zajecia mam czas po pracy. Nie wiem czy tak jest lepiej. Natomiast moj partner ma sporo trudnosci ze zrozumieniem, ze nie da sie robic na dwa etaty. Ten drugi w domu. A chcialby, zeby obiad byl na stole jak dawniej, koszule uprasowane i ja czekajaca w drzwiach kiedy on wraca z pracy.
        --
        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • mama_dorota Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:42
          > Moze zona moglaby pracowac dwa dni w tygodniu i zarabiac w najgorszym miesiacu
          > tyle co maz a w lepszym dwa razy tyle. µ

          Tak się chyba nie da, bo prawdopodobnie dostaje konkretne rzeczy do wykonania i nie zależy to od niej, ile tego będzie. Ja myślę, że to jest świetne praca dla młodej matki. Sama w czasie urlopu wychowawczego dorabiałam korepetycjami i bardzo sobie ceniłam taką możliwość. Mało pracy, sporo pieniędzy/h i dużo czasu dla dzieci.
          --
          www.inteligentny-projekt.pl/
    • nives1 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:32
      A może zamiast od razu wydawać - każdy na coś tam, wieczorem usiąść i wspólnie omówić co jak kto płaci i co z resztą. Bo chyba nie do końca panujecie nad wspólnym budżetem, tylko każdy jako tako nad swoimi pieniędzmi..
      Ty zarabiasz, ona zarabia, dzieckiem się żona zajmuje, domem też. Masz luksus aż nadto big_grin
      Ktoś tu napisał żebyś wziął część obowiązków na siebie - i to jest dobra myśl - jeśli chcesz żeby żona więcej zarabiała. Oczywiście jeśli czas ten przeznaczy na pracę.
      Wiesz ja pracuję, mój mąż też, mamy dwójkę dzieci a mimo wszystko nasz dom jest posprzątany, poprane , poprasowane, dzieci czyste i najedzone. Wszystko kwestia organizacji.

      I spłaćcie te kredyty bo z takim obciażeniem to nic nie odłożycie
    • mama_dorota Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:32
      Że jest mało ambitna? Ja bym powiedziała, że ma jasno określone priorytety: rodzina jest ważniejsza od kariery. Nie poślubiłeś biznesłumen, tylko prawdziwą ciepłą, odpowiedzialną kobietę. Mam nadzieję, że mój syn w swoim czasie też taką znajdzie - ciepłą, a jednocześnie na tyle wykształconą, że przez 4 dni w miesiącu zarobi dość sporo.
      --
      www.inteligentny-projekt.pl/
      • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 13:52
        No właśnie nie może brać więcej pracy, bo po prostu jej dla niej nie ma (ten konkretny zleceniodawca), poza tym on wymaga dyspozycyjności i jak weźmie coś od kogoś innego, to tu może zawalić (tak mówi ona). Moim zdaniem byłaby w stanie lepiej zorganizować się i jeśli już nie etatu, to przynajmniej poszukać zleceń z innego źródła. Dlatego próbuję przekonać ją, żeby czegoś jeszcze/czegoś innego szukała, ale ona nie chce... właśnie dlatego, że tu ma bardzo wysoką stawkę za godzinę (tzn. płaci się jej za efekt, nie za czas, ale jak to przeliczyć, to wychodzi atrakcyjnie). Nawet jak się zdecyduje rozejrzeć, to później np. pojawia się więcej zleceń w krótkim czasie, ona się nimi zajmuje i szukanie innej pracy przestaje ją interesować.

        Dziękuję też za radę ze wspólnym rozplanowywaniem budżetu, nie ogólnie na stałe, a w każdym miesiącu. Spróbujemy chyba, w każdym razie zaproponuję, choć nie wiem, czy to coś wniesie. Żona jak lwica broni wydatków na swoje hobby, a moim zdaniem na jakiś czas powinna z niego zrezygnować.
        • mocno.zdziwiona Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 14:56
          Nie wiem jakie Twoja żona ma hobby, ale nie wydaje mi się żeby było jakieś nadmiernie kosztowne. I nie zrozum mnie źle, ale z Twoich postów wygląda, że masz żal o to, że ona pozwala sobie na hobby kiedy Ty nie możesz sobie na nie pozwolić. Musisz się zastanowić czy naprawdę te parę groszy (jak mniemam), które ją czynią szczęśliwą ważą aż tyle w waszym domowym budżecie? Wolisz nieszcześliwą żonę, ale 200 zł na miesiąc na koncie?
          A co do podziału pracy, itd. to wiele osób rozsądnie napisało - żona zarabia prawie tyle co Ty, a przy okazji zajmuje się domem i dzieckiem. To naprawdę komfortowa sytuacja. Przejmiesz na siebie połowę jej obowiązków jak pójdzie na etat? Odpowiedz sobie sam, tylko realistycznie: będziesz wstawał godzinę wcześniej, po powrocie przez pół godziny odkurzał mieszkanie, kolejne pół robił kolację a może i obiad na następny dzień? W weekendy myjesz łazienkę i kuchnię, zmywasz podłogi, wycierasz kurze? Od czasu do czasu trzeba umyć okna i zrobić generalne porządki, zmienić ciuchy w szafach na letnie / zimowe. Piszesz się na to?
          • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:07
            mocno.zdziwiona napisała:
            > A co do podziału pracy, itd. to wiele osób rozsądnie napisało - żona zarabia pr
            > awie tyle co Ty, a przy okazji zajmuje się domem i dzieckiem.

            Podziwiam umiejętność czytania. Autor pisze:
            'Żona ma dochody nieregularne - w dobrym miesiącu zarabia tyle co ja lub nieco więcej, w złym połowę mojej pensji. Ja dorabiam do pensji (w skali roku ok. 50% pensji dodatkowo, wieczorami)'
            a Ty wyczytałaś, że ona zarabia 'prawie tyle co on'?


            --
            Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
            • mocno.zdziwiona Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 18:29
              araceli napisała:

              > Podziwiam umiejętność czytania.

              A ja podziwiam umiejętność czepiania się. Jednak nie odniosłaś się do mojej całej wypowiedzi tylko do wyrwanego z kontekstu zdania. Nie wydaje mi się żeby wnosiło to coś do dyskusji oprócz bezsensownego bicia piany.
              • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:09
                mocno.zdziwiona napisała:
                > A ja podziwiam umiejętność czepiania się. Jednak nie odniosłaś się do mojej cał
                > ej wypowiedzi tylko do wyrwanego z kontekstu zdania. Nie wydaje mi się żeby wno
                > siło to coś do dyskusji oprócz bezsensownego bicia piany.

                Cała Twoja wypowiedź została oparta na błędnym założeniu nie mogła więc nic sensownego wnieść do tematu.

                --
                Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
          • joanna_poz Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:19
            I nie zrozum mnie źle, ale z Twoich postów wygląda, że masz ż
            > al o to, że ona pozwala sobie na hobby kiedy Ty nie możesz sobie na nie pozwoli
            > ć. Musisz się zastanowić czy naprawdę te parę groszy (jak mniemam), które ją cz
            > ynią szczęśliwą ważą aż tyle w waszym domowym budżecie? Wolisz nieszcześliwą żo
            > nę, ale 200 zł na miesiąc na koncie?

            prawda jest taka, ze albo oboje sobie pozwalają na hobby, albo żadne.
            dlatego ma prawo mieć żal.

            w tej sytuacji w jednym miesiącu testowo niech on pozwoli sobie też na realizację swego hobby i powie: "droga żono, na spłatę kredytu nie starczyło. co robimy? dokładasz?"

            skoro mąż spłaca wspolne kredyty, niech żona finansuje jego i swoje hobby.
            swoją drogą system finansowy lekko poroniony
            • mocno.zdziwiona Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 18:25
              A ja się nie zgodzę, że albo oboje mają hobby albo żadne. Jeśli żona lubi szydełkować to te wydatki nie są duże. I czy przez to pan z pociągiem do sportów ekstremalnych (drogich) ma mieć też prawo do swojej rozrywki. Kiedy proporcja jest 1:10? Nie lepiej poszukać czegoś wspólnego? Polubić spacery, wycieczki rowerowe, seanse filmowe w klubach dyskusyjnych (tanio jest albo i za darmo). Z korzyścią byłoby dla kieszeni i dla związku.
    • momas Moze się mylę 28.02.13, 13:41
      jakos ostatni wysyp wątkow o złych żonach mocno mnie zastanawia.
      Kazdy autor to nowy nick.
      Coś za bardzo to przypomnina sytuację sprzed miesiąca.

      Jezeli się mylę = bardzo przepraszam autorów.
      --
      Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
      • eo_n Re: Moze się mylę 28.02.13, 13:54
        Tzn. ja jestem jeden - fakt nowy nick, ze względu na temat. I rzeczywiście pozostałe wątki o żonach skłoniły mnie, żeby też opisać moją sytuację. Poza tym nawet nie wiem, jaka była sytuacja miesiąc temu... więc nie czuję się urażony, powinienem?
        • szafa_zebry Re: Moze się mylę 28.02.13, 14:01
          Wiesz co. W pewnym sensie współczuję Twojej żonie.
          Chciałbyś żeby pracowała na cały etat (rozumiem, że masz nadzieję, że będzie zarabiała 5x więcej niż teraz za jedne dzień pracy w tygodniu), ale na pewno nie chciałbyś przejąć żadnych z jej obowiązków (opiekowanie się dzieckiem, wczesne wstawanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie itp.). Może się mylę, ale wątpię.

          Uważam, że kobieta wspaniała, na pewien czas postanowiła zając się dzieckiem - w przyszłym roku mała pójdzie do przedszkolne (roczne przygotowanie przedszkolne). Potem może żona będzie chciała zwiększyć ilość godzin pracy (a może nie). Brawa dla niej.

          A Ty - postawa roszczeniowa. Ty pracujesz 5 dni w tygodniu, dodatkowo fucha, a żona jeden dzień i b. dużo zarabia (w porównaniu do Ciebie). Niech zabierze się do roboty.

          Może wstań kiedyś z córką, niech żona pośpi? Stać Cię na to?
          • araceli Re: Moze się mylę 28.02.13, 14:28
            szafa_zebry napisał:
            > ale na pewno nie
            > chciałbyś przejąć żadnych z jej obowiązków (opiekowanie się dzieckiem, wczesne
            > wstawanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie itp.). Może się mylę, ale
            > wątpię.

            Zamiast pisać 'na pewno' wypadałoby się zapytać. Poza tym autor napisał o wydatkach na przedszkole więc pewnie dziecko już tam chodzi.

            I to sławetne 'współczuję' tongue_out Mam wrażenie, że niektórzy wchodzą tu po to, żeby komuś dowalić i sobie ulżyć własnym frustracjom a nie komuś pomóc smile

            --
            Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
        • momas Re: Moze się mylę 28.02.13, 14:03
          Miesiąc temy pojawialy sie bardzo prowokacyjne posty. I zrobiło sie mocne zamieszanie.
          Ktoś się po prostu bawił, albo badal rekacje innych na opisywane przez siebie sytuacje. Badnia robił w sobie wiadomym celu, nie informując forum, ze jest obiektem badań. Tak to wyglądało, choć najprawdopodobniej tylko "jaja sobie robił"



          --
          Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
          • eo_n re: 28.02.13, 14:06
            Dzięki za wyjaśnienie. Nie robię sobie jaj. Po prostu gryzłem się z tym od dawna i koledzy ośmielili mnie, żeby opisać problem.

              • araceli Re: re: 28.02.13, 14:31
                triss_merigold6 napisała:
                > Troll.
                > Żaden qrde zdrowy psychicznie facet nie pyta pod wpływem kolegów na forum o to,
                > jak zorganizować domowy budżet.

                Powiedziała Triss, która ma bardzo kategoryczne i specyficzne podejście do 'zdrowia psychicznego' big_grin

                --
                Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                • triss_merigold6 Re: re: 28.02.13, 14:36
                  A teraz zwizualizuj sobie żonatego mężczyznę, który po rozmowie z kolegami na temat pracy i obowiązków jego własnej żony, idzie na forum i opisuje w/w szczegółowo. W ogóle zwizualizuj sobie gościa, który coś takiego omawia z kolegami. Kosmos.
                  • eo_n Re: re: 28.02.13, 14:40
                    triss_merigold6 napisała:

                    > A teraz zwizualizuj sobie żonatego mężczyznę, który po rozmowie z kolegami na t
                    > emat pracy i obowiązków jego własnej żony, idzie na forum i opisuje w/w szczegó
                    > łowo. W ogóle zwizualizuj sobie gościa, który coś takiego omawia z kolegami. Ko
                    > smos.

                    Nieporozumienie "kolegami" nazwałem innych forumowiczów...
                  • araceli Re: re: 28.02.13, 14:46
                    triss_merigold6 napisała:
                    > A teraz zwizualizuj sobie żonatego mężczyznę, który po rozmowie z kolegami na t
                    > emat pracy i obowiązków jego własnej żony, idzie na forum i opisuje w/w szczegó
                    > łowo. W ogóle zwizualizuj sobie gościa, który coś takiego omawia z kolegami. Ko
                    > smos.

                    A konkretnie to czemu kosmos? Ja po rozmowach z różnymi ludźmi często szukam informacji w internecie. Połowa wątków na ematce tak powstaje. Ale facetowi nie wolno? Seksizm w czystym wydaniu! Samiec-jaskiniowiec?


                    --
                    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                • eo_n Re: re: 28.02.13, 14:39
                  Nie da się ustosunkować do wszystkich wpisów, choć niektóre dają do myślenia... Kwestię "trolla" pomijam, jednak chyba nie ja jeden zadaję w tym miejscu pytanie o domowy budżet...
              • volta2 Re: re: 28.02.13, 14:54
                Żaden qrde zdrowy psychicznie facet nie pyta pod wpływem kolegów na forum
                triss,
                też mnie ci koledzy zastanowili

                i już nie ważne, forumowi czy z reala

                to żeby facet wątek założył na forumie consultingu potrzebuje?
                • johana75 Re: re: 28.02.13, 15:04
                  Pewnie chciał zapytac kobiet, chociaż wtedy powinien załozyć wątek na WDPD wink
                  Widoczne chodzi o oszczędzanie.
                  Niestety żeby ci doradzić to musiałabym poznać kwoty- dochody i wydatki.

                  Z mojej strony moge dodać że byłabym chyba zawiedziona gdyby mój partner kazał mi poszukac inne pracy, bo ja np. pracuje 10-11 dni w miesiącu, zarabiam bdb i nie chciałabym pozostałych 20 przeznaczać na prace na 2 etacie (no 2 etet to ja wtedy mam i tak jt. dziecko i dom)
    • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:09
      Wiecie co - gdyby ten wątek założyła kobieta, która pracuje, dorabia, płaci kredyty i nie ma na hobby a jej mąż pracuje 1 dzień w tygodniu, zajmuje się domem i bawi z dzieckiem po przedszkolu to forumowicze zjadaliby faceta żywcem big_grin


      --
      Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
      • volta2 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:21
        jeśliby została pominięta informacja, że za ten jeden dzień facet kasuje równowartość obu pensji żony to na pewno tak.

        i chyba trudno sobie wyobrazić, że facet zajmuje się domem i dzieckiem tak na serio. od zakupu majteczek dla malucha w odpowiednim rozmiarze po ugotowanie 2 daniowego obiadu podawanego codziennie. i deseru oczywiście.
        • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:23
          volta2 napisała:
          > jeśliby została pominięta informacja, że za ten jeden dzień facet kasuje równow
          > artość obu pensji żony to na pewno tak.

          Ale ona tyle nie kasuje.

          --
          Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
            • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:37
              volta2 napisała:
              > w dobrym miesiącu zarabia tyle co ja lub nieco więcej,

              Jak fajnie zmanipulowałaś tekst wycinając ciąg dalszy: ' w złym połowę mojej pensji. Ja dorabiam do pensji (w skali roku ok. 50% pensji dodatkowo, wieczorami).


              --
              Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
          • beatrix_75 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:30
            wiecie co ? smile facet , który tak cięzko pracuje zawowdowo 8 h , a nastepnei łapie fuchy ...nie rozpisuje sie na forum , bo nie ma czasu na to..
            no chyba ,ze ma dzis urlop ..ale pokazcie mi faceta o zdrowych zmysłach , ktory w tym czasie siedzi na forum , zamiast zajac sie sobą w tym czasie ...szyte to grubymi nicmi


            --
            "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
            • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:35
              beatrix_75 napisała:
              > no chyba ,ze ma dzis urlop ..ale pokazcie mi faceta o zdrowych zmysłach , ktory
              > w tym czasie siedzi na forum , zamiast zajac sie sobą w tym czasie ...szyte to
              > grubymi nicmi

              I kolejny przykład seksizmu. Masa kobiet siedzi na forum ale faceta za to należy zjechać!

              --
              Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                • beatrix_75 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:42
                  poza tym miesiac temu mielismy na forum trola , który wcielal sie w kobiety ,a teraz pojawia sie jako facet .Z dużą dozą prawdopowdobieństwa stwierdzam ,ze ten rugi temat "czy jetsem sknera "to dzieło tego samego autora ....
                  --
                  "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
                • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:43
                  beatrix_75 napisała:
                  > to nie jest sexizm , tylko raczej przefiltrowanie całosci jego wypowiedzi przez
                  > moje doświadczenie i wychodzi mi ,ze ściemnia , dobrze sie przy tym bawiąc .ot co

                  Być może świetnie się bawi pokazując podwójne standardy niektórych osób ale nie zmienia to faktu, że Twoja wypowiedź jest seksistowska.

                  --
                  Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                    • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 17:11
                      beatrix_75 napisała:
                      > "pokazując podwójne standardy niektórych osób "

                      Tak jak pisałam. Gdyby napisała to kobieta to większość forumowicz zjechałaby małżonka. A jak napisał Młodyniedowziecia - Triss radziłaby rozwód wink

                      Tyle, że napisał to facet, więc na prawno troll albo nie przy zdrowych zmysłach big_grin Zaraz zaczyna się tropienie, węszenie, wytykanie, szukanie dziury w całym.


                      --
                      Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
    • mlodyniedowziecia Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:15
      Niektóre dziewczyny rzuciły się Tobie do gardła i zarzucają chorobę psychiczną. Nimi się nie przejmuj, bo jak napisała araceli one już tak mają.
      Nie wiem ile zarabiacie, ale zakładam, że przyzwoicie. Żona średnio 75% tego co Ty (lub ok. 50% jeśli doliczyć fuchy).
      Jak dla mnie (moja żona zarabiająca mniej niż na opiekunkę więc oczywiście na wychowawczym) problemem nie są dochody Twojej żony, ale jej podejście do wydatków. Praca 1 dzień w tygodniu za godziwą pensję nie jest całkiem bez sensu (a co sam bym tak chciał wink . Każdy ma inne priorytety.
      Problemem jest jednak wymaganie, aby w takiej sytuacji to mąż rezygnował z hobby z powodu braku pieniędzy, a żona pozwalała sobie na nie regularnie. Ktoś kto pracuje zawodowo średnio dwie godziny dziennie i jeszcze załóżmy 6 zajmując się dzieckiem, ma większe korzyści niż pracujący 8 godzin podstawowo i jeszcze kilka średnio na fuchy.
      W innym wątku były rady "nastolatki na swoje ciuchy powinny zarobić" nie widzę powodu, żeby nie miało się to odnosić do osób dorosłych. Na hobby pracujemy dodatkowo jeśli na wszystko nie starcza.
      Jeżeli żona wydaje na dziecko to nie skarżyłbym się.
      Drugi problem to jednostronna jak zakładam, zmiana podejścia przez żonę. Gdybym był triss w spódnicy to poradziłbym "żądaj rozwodu i alimentów". Ponieważ nie jestem, powiem wyjścia masz dwa. Próbować po dobroci (rozmowy, przekonywanie) albo na ostro - nie kupujesz paliwa, nie spłacasz pożyczki ale wydajesz na swoje hobby, informując o tym żonę.

      • rurek00 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:27
        " ... wstaje rano razem z dzieckiem (ja jakąś godzinę później), bawi się z córką po jej powrocie z przedszkola, usypia ją, organizuje czas w weekendy, codziennie gotuje i sprząta. Jest jakby tradycjonalistką, ja natomiast wolałbym, żeby więcej energii poświęcała pracy i zarabianiu..."

        Myślę, że żona wolałaby, żebyś ty więcej energii poświęcił na ogarnięcie domu i dziecka. Nie wiem jak to sobie wyobrażasz. Ona ma więcej pracować zawodowo, ale czy ty jesteś w stanie zdjąć z jej barków? Nie piszesz nic o tym ile czasu poświęcasz dziecku, i czy cokolwiek sprzątasz. Może ona to po prostu widzi. Ona nie jest robotem, też ma ograniczone zasoby energii.
      • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:27
        mlodyniedowziecia napisał:
        > Drugi problem to jednostronna jak zakładam, zmiana podejścia przez żonę. Gdybym
        > był triss w spódnicy to poradziłbym "żądaj rozwodu i alimentów".

        Ano właśnie. Tylko kobieta, której się priorytety zmieniły to przecież 'wspaniała kobieta' tongue_out

        Straszne są te podwójne standardy uncertain

        --
        Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
      • volta2 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:27
        nie znamy proporcji tego hobby

        u mnie mogłoby to wyglądać tak, że moim hobby jest pieczenie ciasteczek(a takie serki mascarpone czy płatki migdałowe trochę kosztująsmile), a mojego męża to złożony sprzęt audio, gdzie metr kabelka ze złotą wstawką kosztował 500 zeta za metr. czaisz różnicę? pomijam że tych kabli musi być setka żeby mu dobrze działało, że prąd żrą mu jakieś lampucery i coś tam jeszcze a kolumny używki stoją po 3 dychy na allegro.

        no, dużo benzyny by trzeba nietankować, by na jego hobby starczyło. niewykluczone, że dla tej pary pani tańczy sambę wieczorami a pan uprawia paralotniarstwosmile
        ale może być i odwrotnie - bo nic nie napisał o tych kosztach
            • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 15:43
              Pracuję 6h dziennie, ale jeszcze wożę dziecko do przedszkola, czyli ok. 7 godzin nie ma mnie w domu. Fuch też nie robię stale - kilka razy w roku (ostatnio częściej, ale da się przeżyć, bo robię to co lubię). Fuchy to często większe sumy, dlatego nie wliczam tego do bieżących przychodów, lecz rocznych.

              Dziś mam luźny dzień w pracy - prawda, normalnie by mnie tu nie było o tej porze. Ale z domu też pisać nie chcę (chyba oczywiste, dlaczego).

              Koszt hobby żony to ok. 200-300 zł chyba jednorazowo, nieregularnie, nie co miesiąc (czyta dużo i kupuje książki w promocjach, czyli wydaje jak są obniżki, ale moim zdaniem nawet na to nie możemy sobie w tej chwili pozwolić ).

              Wszystkie Wasze odpowiedzi dają do myślenia. Chyba postaram się nakłonić ją do czasowej rezygnacji z tego nieszczęsnego hobby. Blisko mamy bibliotekę. Ale rzeczywiście przejmowanie jej domowych obowiązków może nie jest tym, o czym marzę...
              • momas Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 19:12
                no to ja proponuję zrobić zestawienie finansowe roczne (masz okazję... PITy smile ), skoro fuch sa nie co miesiąc, zarobki żony nieregularne.

                Ile rocznie zarabia żona
                Ile Ty
                Ile poświęcacie na prace domowe - ile zona ile Ty (procentowy udział)
                .
                I teraz zastanowic sie: czy chcesz, by dom wyglądał tak samo jak do tej pory - wtedy albo przjmujesz część obowiązków lub zatrudniacie kogoś by to zrobił
                O ile żona pójdzie do pracy na etat i wasze zarobki sie zrównają.

                Lub:
                zastanawiasz sie na ile jesteście (wspólna decyzja) zrezygnowac z obecnego standardu utrzymania domu.

                Pytanie - sytuacja kryzysowa, czy zona znajdzie etat? (w zależności od rodzaju wykonywanej pracy)
                Poza tym - mysleliscie o próbie dostania sie do przedszkola panstwowego?

                Co do hobby zony.. zrób zestawienie roczne.
                Moze namów na bibliotekę. Albo antykwariaty.

                Czy Ty absolutnie nie wydajesz pieniędzy na coś dla siebie?
                Np bywają sytuacje, ze namiętni czytelnicy mogą sie obyc bez TV. Kto w dom ogląda? oboje, czy głónie jedna osoba? To tylko przykład, ale moze jest coś w tym stylu. Albo np kwestia palenia tytoniu, czy gier komputerowych..Chyba potrzebne jest uczciwe zestawienie...

                Jest jeszcze kwestia - jak dużą chcesz poduszkę finansową i jak szybko chcesz ja osiągnąć. To tez ważne...



                --
                Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
              • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 21:20
                > Wszystkie Wasze odpowiedzi dają do myślenia. Chyba postaram się nakłonić ją do
                > czasowej rezygnacji z tego nieszczęsnego hobby. Blisko mamy bibliotekę. Ale rze
                > czywiście przejmowanie jej domowych obowiązków może nie jest tym, o czym marzę.

                Skoro nie marzysz o przejmowaniu jej domowych obowiazkow to pomysl jak zwiekszyc swoje zarobki.
                --
                Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
              • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:46
                eo_n napisał:

                > Koszt hobby żony to ok. 200-300 zł chyba jednorazowo, nieregularnie, nie co miesiąc
                > (czyta dużo i kupuje książki w promocjach, czyli wydaje jak są obniżki, ale
                > moim zdaniem nawet na to nie możemy sobie w tej chwili pozwolić ).

                Tak. Analfabeci nie generują takich niepotrzebnych przecież wydatków.
                --
                Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
                Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
                (c) yellowl
      • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 21:13
        > Drugi problem to jednostronna jak zakładam, zmiana podejścia przez żonę. Gdybym
        > był triss w spódnicy to poradziłbym "żądaj rozwodu i alimentów". Ponieważ nie
        > jestem, powiem wyjścia masz dwa. Próbować po dobroci (rozmowy, przekonywanie) a
        > lbo na ostro - nie kupujesz paliwa, nie spłacasz pożyczki ale wydajesz na swoj
        > e hobby, informując o tym żonę.

        Chyba cie pogielo. Zona wydaje 200-300 zlotych na swoje hobby, nie co miesiac nawet wiec niech bedzie, ze co dwa. To jej wychodzi 100-150 zlotych miesiecznie, 3-5 nowosci na miesiac? Zreszta autor nie podal ile kosztuje np. kredyt i paliwo. Strzelam, ze razem z 1300. I co? Koles ma wydac 10 razy na swoje hobby bo zona chce 3-4 ksiazki w miesiacu przeczytac? Powinien sie cieszyc, ze zona chce czytac i ma cos do powiedzenia zamiast siedziec pol dnia na kozaczku czy innym pudelku.
        --
        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:06
          black_halo napisała:
          > Chyba cie pogielo. Zona wydaje 200-300 zlotych na swoje hobby, nie co miesiac n
          > awet wiec niech bedzie, ze co dwa. To jej wychodzi 100-150 zlotych miesiecznie,
          > 3-5 nowosci na miesiac? Zreszta autor nie podal ile kosztuje np. kredyt i pali
          > wo. Strzelam, ze razem z 1300. I co? Koles ma wydac 10 razy na swoje hobby bo z
          > ona chce 3-4 ksiazki w miesiacu przeczytac? Powinien sie cieszyc, ze zona chce
          > czytac i ma cos do powiedzenia zamiast siedziec pol dnia na kozaczku czy innym
          > pudelku.

          Ale paliwo nie idzie na jego rozrywkę. Na jego hobby nie starcza i to jest zwyczajnie niesprawiedliwe. Nie rozumie jak ktoś kochający drugiego człowieka może się na coś takiego godzić.


          --
          Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
            • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:18
              triss_merigold6 napisała:
              > A czytanie książek to hobby? Pliz, są granice żenady...

              Ona sobie kupuje - jego na to nie stać. Na inną rozrywkę widocznie też nie. Ale to facet więc trzeba go krótko w szeregu i figa mu się należy co nie Triss?? big_grin

              --
              Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
              • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:44
                araceli napisała:

                > triss_merigold6 napisała:
                > > A czytanie książek to hobby? Pliz, są granice żenady...
                >
                > Ona sobie kupuje - jego na to nie stać. Na inną rozrywkę widocznie też nie. Ale
                > to facet więc trzeba go krótko w szeregu i figa mu się należy co nie Triss??

                Nie dlatego, że facet. Dlatego, że sobie w taki sposób podzielili udział dochodów w budżecie.
                --
                Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
                Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
                (c) yellowl
                • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:54
                  qrka napisała:
                  > Nie dlatego, że facet. Dlatego, że sobie w taki sposób podzielili udział dochod
                  > ów w budżecie.

                  On sobie podzielił? No to w takim razie może przecież sobie zmienić. Od dziś ona płaci hipotekę a on ma na hobby. Aj wróć! Jej nie stać, żeby hipotekę płacić! Ojej!

                  --
                  Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                  • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 09:15
                    araceli napisała:

                    > qrka napisała:
                    > > Nie dlatego, że facet. Dlatego, że sobie w taki sposób podzielili udział
                    > > dochodów w budżecie.
                    >
                    > On sobie podzielił?

                    Oni sobie podzielili. Zakładam, że wspólnie wpadli na taki "rewelacyjny" pomysł.
                    BTW to bardzo ciekawe, że teraz jakoś nie może renegocjować tej umowy i zawodzi, że mu nie starcza.
                    --
                    Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
                    Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
                    (c) yellowl
                    • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 10:06
                      qrka napisała:
                      > BTW to bardzo ciekawe, że teraz jakoś nie może renegocjować tej umowy i zawodzi,
                      > że mu nie starcza.

                      Przecież próbuje renegocjować ale żona mówi nie. Oczywiście może renegocjować na chama i po prostu kredytu nie zapłacić ale konsekwencje mogą być poważniejsze.

                      --
                      Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                      • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 11:09
                        araceli:

                        > qrka napisała:
                        > > BTW to bardzo ciekawe, że teraz jakoś nie może renegocjować tej umowy i zawodzi,
                        > > że mu nie starcza.
                        >
                        > Przecież próbuje renegocjować ale żona mówi nie.

                        Przede wszystkim to on chciałby renegocjować w obszarze dochodów [cyt. "Moim zdaniem lepiej by dla nas było, gdyby jej dochód był regularny i mniej więcej na poziomie mojej pensji (łatwiej by nam było organizować budżet)."], a nie wydatków (ogólnorodzinnych, bo oczywiście hobby stanowi tu punkt zapalny). Tu IMO leży pies.

                        > Oczywiście może renegocjować na
                        > chama i po prostu kredytu nie zapłacić ale konsekwencje mogą być poważniejsze

                        Nie. Można jak ludzie, usiąść i przeliczyć wydatki, w tym nawet te nieszczęsne książki, i zastanowić się nad innym rozkładem opłat.
                        Mnie zawsze zastanawia taki podział. Bo jak jednej stronie się kończą pieniądze na żarcie, to może co prawda wprowadzić ostrzejszy reżim (np. tylko jedno danie obiadowe czy skromniejsze prezenty na imprezy), ale druga ma rękę w nocniku (niespłacanie kredytów - wiadomo z czym się wiąże, rachunków za czynsz czy media - takoż).

                        A wracając do tematu: skoro się nie da z żoną/mężem normalnie dogadać, to: "co widziały gały, gdy brały"?
                        --
                        Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
                        Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
                        (c) yellowl
                        • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 11:43
                          qrka napisała:
                          > Nie. Można jak ludzie, usiąść i przeliczyć wydatki, w tym nawet te nieszczęsne
                          > książki, i zastanowić się nad innym rozkładem opłat.

                          Prawda. Ja bym tak zrobiła.

                          > Mnie zawsze zastanawia taki podział. Bo jak jednej stronie się kończą pieniądze
                          > na żarcie, to może co prawda wprowadzić ostrzejszy reżim (np. tylko jedno dani
                          > e obiadowe czy skromniejsze prezenty na imprezy), ale druga ma rękę w nocniku (
                          > niespłacanie kredytów - wiadomo z czym się wiąże, rachunków za czynsz czy media
                          > - takoż).

                          Owszem - taki podział jest nie do końca fair.

                          > A wracając do tematu: skoro się nie da z żoną/mężem normalnie dogadać, to: "co
                          > widziały gały, gdy brały"?

                          Jak sam autor stwierdził 'żonie zmieniły się priorytety'. Chyba więc gały brały co innego big_grin

                          --
                          Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
    • beverly1985 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 20:14
      Mysle, ze twoja żona jest frajerką- wstaje godzinę przed Panem Męzem, aby Pan Mąz mógł sobie pospać, jako jedyna zajmuje się dzieckiem przez caly dzień (ono chodzi do przedszkola?), sprząta i gotuje. Jak rozumiem sprzątania i gotowania nie doceniasz zupełnie, więc niech sobie odpusci- zostaje opieka nad 4-letnim dzieckiem. Spróbuj sie takim zająć przez tydzień non-stop.

      Owszem, może pójśc do pracy- zakładając, ze zarobi więcej niż teraz (co nie jest pewne). W zwiazku z tym ty wstajesz teraz godzine wczesniej i razem wyprawiacie dziecko do przedszkola i robicie sobie drugie sniadanie. Jesli nie bierzecie II sniadania to odłóz cidziennie 2x15 zł na obiad w pracy. Z przedszkola, które kosztuje kilkaset złotych miesięcznie, odbiera dziecko opiekunka (chyba że zostawisz dziecko na 9-10 godzin dziennie w placówce?). Po powrocie z pracy nie ma obiadu tylko kanapki i owoce. Zakupy przywiezione z Tesco online (wygodnie, choć ciut drożej). Dziecko stęsknione rodziców czepia się was wszystkimi silami, żeby się pobawić. Potem ty kąpiesz, zona kładzie do snu (albo odwrotnie). Sprzatacie na zmianę codzienny bałagan i wkładacie naczynia do zmywarki a pranie do pralki.

      Około 21, gdy dziecko w koncu śpi i nie przewracacie sie o zabawki możecie uprawiać oboje swoje hobby, na ktore tak cięzko zapracowaliście. O 22 spać, bo rano trzeba wstać.

      Sobotę zaczynamy od szorowania kibla, odkurzania i scierania. Alternatywnie- zatrudniamy sprzątaczkę.

      Jeśli dziecko zachoruje to ty bierzesz zwolnienie przez pierwsze miesiące- ona jest na okresie próbnym więc lepiej, zeby nie brała. W czasie zwolnienia prowadzasz dziecko do lekarza, podajesz lekarstwa, wycierasz noc, przebierasz i co tam potrzeba. Potem mozecie brać zwolnienia na zmianę, jesli potrzeba.

      Jeżeli trzeba pójśc do urzędu, załatwic cokolwiek- albo zwalniacie się z pracy albo jedziecie do urzędu na 7.30 rano.

      Gdy dziecko pójdzie do szkoły dołóz jeszcze przypilnowanie, aby odrobiło lekcje, spakowalo własciwie plecak, wzięło buty na zmiane i strój na w-f.

      Powodzenia smile Dzięki temu będziesz mógł uprawiac swoje hobby (codziennie późnym wieczorem, a czasem nawet w niedzielę) i najwazneijsze- będziesz miał poczucie sprawiedliwosci dziejowej. Teraz zaś twoja zona ma czelność mieć wyzsza stawke godzinowa niz ty i niestety nie możesz tego znieść.
      .
      • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:03
        beverly1985 napisała:
        > (ono chodzi do przedszkola?)

        Oczywiście, że nie chodzi do przedszkola - oni sobie tylko dla rozrywki za to przedszkole płacą smile

        > odbiera dziecko opiekunka (chyba że zo
        > stawisz dziecko na 9-10 godzin dziennie w placówce?).

        On pracuje 6 godzin ale to też ciężko przecież przeczytać.

        > Dziecko stęsknione rodziców czepia się was wszystkimi silami,
        > żeby się pobawić.

        Jasne. Przedszkole to przecież koszmar. Dziecko nic nie robi tylko tęskni za rodzicami!


        I tak dalej, i tak dalej. Generalnie Twoja wypowiedź to jeżdżenie po normalnych, zwykłych rodzicach jak po łysej kobyle. Jak pracują etatowo to za zatyranymi, złymi rodzicach. Fantastycznie! Normalność to niemoralność big_grin

        --
        Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
          • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:38
            triss_merigold6 napisała:

            > No, jak pan pracuje 6 godzin dziennie, a z obowiązków domowych ma odwożenie dzi
            > ecka do przedszkola, to się nie przemęcza zdecydowanie. Niech popracuje te 2 go
            > dziny dziennie więcej i dorobi na to hobby. Strasznie delikatni panowie się zro
            > bili.uncertain

            No delikatni - mężczyźni nie mają prawa do tego? Śrubę im przykręcić! A może jak pan przestanie spłacać pożyczki to po prostu przeznaczy tę kasę na siebie zamiast dzielić się z żoną. Wtedy pewnie poradziłabyś się jej rozwieźć i zażądać mega alimentów smile

            --
            Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
        • beverly1985 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:32
          > I tak dalej, i tak dalej. Generalnie Twoja wypowiedź to jeżdżenie po normalnych
          > , zwykłych rodzicach jak po łysej kobyle. Jak pracują etatowo to za zatyranymi,
          > złymi rodzicach. Fantastycznie! Normalność to niemoralność big_grin
          >

          Zatyranymi owszem, ale dlaczego zlymi???
          Sama pracuję na etacie, tak wyglada życie moje i większości koleżanek, chciałam tylko pana uswiadomić. Na szczęscie nie jestem na caly etat tylko na 3/4 więc wychodze wcześniej.
          • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:36
            beverly1985 napisała:
            > Zatyranymi owszem, ale dlaczego zlymi???

            Ten obraz wytęsknionego dziecka tulącego się do rodziców big_grin Jakby przedszkole było czymś złym, źli rodzice zostawiają biedne dziecko bo sami wredni idą do pracy big_grin

            --
            Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
      • kosc_ksiezyca Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:12
        Znaczy się, że jak oboje rodziców pracuje, to nie ma życia prywatnego? W ogóle nie ma życia? To ja nie wiem, jak żyją miliony rodzin w Polsce, bo mało która może sobie pozwolić na prawdziwy komfort nie pracowania zawodowego jednego z małżonków, celem obrabiania tych 50 mkw kupionych na kredyt.
        --
        l-userpic.livejournal.com/117866512/3491182
    • momas Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:12
      nie wiem, czy autor jeszcze się odezwie, ale...
      z pierwszego postu wyłaniał sie pracujący na etacie facet, po tej pracy rąbiący fuch. Niektórzy mogli to zinterpretowac - nie ma go cały dzień bo tyra od rana do nocy...
      Poźniej okazałao sie, ze fuchy nie stałe, od czasu do czasu, praca 6 godzin

      Zmienia sie obraz..

      Kolejna sprawa, autor nie pisze o swoim udziale w prowadzeniu gospodarstwa domowego i opiece nad dzieckiem (oprócz odwożenia do przedszkola), pisze tylko, ze nie chciałby ich przejmowac (cześciowo? całościowo? - nie wiadomo)

      Hobby zony. hmmm... róznie to bywa. Nic nie wiadomo, czy zona zmotoryzowana, czy tez załatwiając cokolwiek musi przebijać sie przez miasto środkami komunikacji miejskiej/podmiejskiej.
      Jakos w tej sytuacji nie dziwie, sie ksiązkom.smile No, ale ja mam spaczone podejscie do ksiązek,jako,zeje pochłaniam w ogromnych ilościach big_grin
      Autor nie pisze, czy rzeczywiscie nic na siebie nie wydaje. (pisąłam o tymw czesniej).Np wydatki na prasę, czy inne.drobiazgi, których nie zalicza do hobby, a są tylko na jego potrzeby (o ile takowe ma)

      Według mnie,to wszystko co przekazał to za mało by dostac sensowne rady. Nie, nie chodzi mi ekshbicjonizm, ale widzę pewną platyczność sytuacji. Przedstawiona w pierwszym poście sytuacja zmienia sie i pewnie bedzie sie zmieniac smile Z zaharowanego od switu do nocy wyłania sie postac pracującego 6godzin, czasami trzaskającego fuchy smile

      A swoją drogą, ciekawe, co napisałaby żona...big_grin

      --
      Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
    • volta2 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 28.02.13, 22:18
      jesteś trochę niesprawiedliwy jeśli w podsumowaniu zaznaczymy że:


      Pracuję 6h dziennie, Fuch - kilka razy w roku

      i ty narzekasz, że nie masz kiedy zająć się hobby, a tym bardziej że nie masz za co?
      no a jak masz mieć kasę, skoro lenisz się całymi dniami, bezproduktywnie?
      wszak prac domowych nie lubisz za bardzo

      troll na odległość, sorry, żona cię jeszcze nie wymieniła?
    • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 00:04
      Jak ktoś inaczej żyje to zaraz musi być trollem?

      Dzięki za zainteresowanie i konstruktywne rady.
      Widzę, że bez szczegółów się nie obędzie.
      Samochód mamy jeden (jeszcze żony panieński, ale teraz to ja więcej jeżdżę).

      Moje obowiązki:
      Zawożę córkę do przedszkola, szykuję jej kąpiel, myję zęby, czasami się bawimy, czasami sam zabieram do lekarza, jak coś jej dolega;
      W niedzielę robię obiad, czasami odkurzam, rąbię drewno, wykonuję drobne naprawy, kupuję pieczywo, robię (nie osobiście) przeglądy i naprawy samochodu, dbam o warzywniak i nasz lasek (mieszkamy na wsi, chociaż ja pracuję w pobliskim mieście).

      Nie kupujemy prasy, nie mamy telewizji (filmy żona kupuje w punktach z tanią prasą). Moje hobby to nauka (nowinki popularnonaukowe mnie interesują i przeszukuję Internet pod ich kątem) i uprawa warzyw.

      Nasze wydatki:
      Przedszkole 600
      Ubezpieczenie auta 120
      Telefon żony ok. 50 (abonament, nie chce karty, bo mówi, że nie czuje się komfortowo, gdyby miała nie móc wykonać połączenia)
      Mój tel. Czasami 0, czasami 50 (karta)
      Kredyty 800
      Hipoteka ok. 1500
      Benzyna 500
      Jedzenie 800 (2 dorosłych, dziecko i duży pies)
      Chemia, ubrania, sporadyczne wyjścia, itp. 800 (to w tych lepszych miesiącach - z chemii i kosmetyków żona robi wtedy zapas na jakiś czas)
      Opał 100 (średnio miesięcznie)
      Prąd i woda 250
      Internet (wcześniej darmowy, ale teraz straciliśmy zasięg) 60

      Dochód: 4500-6000 tys. + fuchy (idą albo na spłatę zadłużenia, albo na jednorazowe większe wydatki, np. opał, czasem prąd też z tego płacę – rozliczamy się co 2 miesiące)

      • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:34
        eo_n napisał:
        > Moje obowiązki:
        > Zawożę córkę do przedszkola, szykuję jej kąpiel, myję zęby

        Czterolatce?!
        --
        Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
        Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
        (c) yellowl
      • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:41
        > Nie kupujemy prasy, nie mamy telewizji (filmy żona kupuje w punktach z tanią pr
        > asą). Moje hobby to nauka (nowinki popularnonaukowe mnie interesują i przeszuku
        > ję Internet pod ich kątem) i uprawa warzyw.

        Warzywniak macie a najnowsze nowinki popularnonaukowe sa najszybciej dostepne w internecie. Dodaje jeszcze, ze roczna prenumerata Scientific American kosztuje 44 dolary - miedzynarodowa. Ja prenumeruje sobie jeszcze National Geographic - 33 euro rocznie, nie mam zielonego pojecia ile kosztuje do Polski ale jest tez polskie wydanie. 44 dolary to na dzisiaj jakies 140 zlotych rocznie, nie wmowisz mi ze nie stac cie zeby wydac 12 zlotych na miesiac.

        > Chemia, ubrania, sporadyczne wyjścia, itp. 800 (to w tych lepszych miesiącach -
        > z chemii i kosmetyków żona robi wtedy zapas na jakiś czas)

        Az tak duzo wam idzie? U wiekszosci tutaj na chemie i kosmetyki idzie ze 150 miesiecznie, ja nawet w euro wydaje nie wiecej niz 40 na miesiac. I to biorac pod uwage, zekosmetyki sa drozsze niz w Polsce

        --
        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:52
          black_halo napisała:
          > Az tak duzo wam idzie? U wiekszosci tutaj na chemie i kosmetyki idzie ze 150 mi
          > esiecznie,

          Autor napisał:
          > > Chemia, ubrania, sporadyczne wyjścia, itp. 800
          > > to w tych lepszych miesiącach -


          --
          Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
          • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 09:40
            > black_halo napisała:
            > > Az tak duzo wam idzie? U wiekszosci tutaj na chemie i kosmetyki idzie ze
            > 150 mi
            > > esiecznie,
            >
            > Autor napisał:
            > > > Chemia, ubrania, sporadyczne wyjścia, itp. 800
            > > > to w tych lepszych miesiącach -

            Trcoeh mi tu ucielo: 800 na chemie, kosmetyki, ciuchy i wyjscia i to duzo w sytuacji gdy maz wypomina 100 zlotych miesiecznie na ksiazki. U wiekszosci ludzi idzie jakies 150 na chemie i kosmetyki czyli zostaje 650 na ciuchy i wyjscia. W momencie, ze ktos uwaza, ze 100 miesiecznie na ksiazki to zbyt duzy wydatek to takze 300 na ciuchy i drugie tyle na wyjscie to tez za duzo. Wydatki na ciuchy mozna spokojnie zmniejszyc i ograniczyc wychodzenie w weekendy. Zona ewentualnie moze kupowac ksiazki na allegro bo duzo ludzi kupuje nowosci i zaraz potem sprzedaje, zeby kupic kolejne nowosci bo maja za malo miejsca w domu.
            --
            Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
            • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 10:16
              black_halo napisała:
              > Wydatki na ciuchy
              > mozna spokojnie zmniejszyc i ograniczyc wychodzenie w weekendy. Zona ewentualni
              > e moze kupowac ksiazki na allegro bo duzo ludzi kupuje nowosci i zaraz potem sp
              > rzedaje, zeby kupic kolejne nowosci bo maja za malo miejsca w domu.

              Chyba problem polega na tym, że wydatki które można przyciąć leżą w kręgu wydatków pokrywanych przez żonę.

              --
              Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
              • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 10:31
                > Chyba problem polega na tym, że wydatki które można przyciąć leżą w kręgu wydat
                > ków pokrywanych przez żonę.

                No dobrze, ale czy on nie kupuje ubran? Nie uzywa kosmetykow? Nie wychodzi? Uwazam, ze 100 zlotych miesiecznie na wlasne hobby to nie jest duzo, szczegolnie przy tych dochodac.

                Po drugie - dzisiaj wydaja na jedzenie 800 zlotych, wnioskuje ze tak jest dlatego, ze zona mniej pracuje. Kiedy ja mialam pol etatu to codziennie gotowalam obiad, szukalam promocji i jedlismy duzo lepiej niz teraz a wydatki na ten cel wynosily polowe tego co teraz. Wczoraj wrocilam do domu o 20, moja partner o 19.30 i nie mialam juz sily stac przy garach wiec zamowilismy pizze - 2 srednie sztuki za 16 euro. Za ta cene mam dwa pelnowartosciowe obiady np. 350 gram lososia za 6.50, kilka ziemniakow - 50 centow, 500 gram brukselki, sos z jogurtu greckiego i ogorka. To jest srednio 8 euro za dobry obiad dla dwoch osob.
                --
                Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 10:52
                  black_halo napisała:
                  > No dobrze, ale czy on nie kupuje ubran? Nie uzywa kosmetykow? Nie wychodzi? Uwa
                  > zam, ze 100 zlotych miesiecznie na wlasne hobby to nie jest duzo, szczegolnie p
                  > rzy tych dochodac.

                  No przecież na tym polega problem - on z pieniędzy, które zarabia pokrywa kredyty, benzynę itd. i na resztę jemu nie starcza. Wydatki konsumpcyjne pokrywa żona i z tego zostaje jej na książki. Czy w takiej sytuacji fair jest jeżeli tylko on będzie oszczędzał tylko na swoich ciuchach?

                  Szczerze - jak się z żoną nie idzie dogadać to ja bym autorowi radziła z tych fuch nie wydawać wszystkiego na nadpłacanie kredytów tylko zatrzymywać dla siebie. 100zł to nie jest dużo na hobby i on też powinien mieć możliwość tyle wydać.

                  --
                  Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                  • dziek.anka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 02.03.13, 20:15
                    no ale żona siedzi nad garami, jak rozumiem, i gotuje, więc jest taniej. Czyli - żona wydaje na książki to, co zaoszczędzi na gotowaniu swoją pracą. Być może żona mogłaby płacić kredyt, a pan mąż za jedzenie, ale wtedy, z braku czasu, który może na kuchnię poświęcić, wydawałby więcej.
      • momas Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 09:49
        zgubiłam sie... 9pomijając ggakt, ze sporym utrudnieniem jest rozdział pieniedzy na Twoje i żony - macie intercyzę spisaną?)

        piszesz:
        Mamy kredyt hipoteczny, pożyczkę z pracy, prywatną pożyczkę. Sam to wszystko spłacam plus płacę za jakieś 80% paliwa na dojazdy do pracy (żona stara się dokładać, ale nie zawsze ma z czego).

        Co opłaca żona? Codzienne wydatki: żywność, chemię, ubrania, prywatne przedszkole, zabawki i książki dla naszego dziecka (i innych dzieci kiedy pojawia się zaproszenie na jakąś uroczystość) i... swoje hobby. Mnie na hobby już nie wystarcza.


        czyli Ty placisz ok 2700 kredytu i benzyna
        Zona przedszkole, jedzenie 1400.plus chemia w lepszych miesiącach plus hobby - ile na miesiąc?? bo 200-300 napisałeć nie co miesiąc...

        co z resztą opłat?typu media, internet opał...?

        Co rozumiesz pod pojęciem nie stac Cię na hobby?

        Przeciez piszesz, ze twoim hobby jest uprawa warzyw. Piszesz, ze o nie dbasz, czyli je uprawiasz.
        tak samo, ze przeszukujesz internet pod kątem ciekawpstek popularnonaukowych.
        Na jakie hobby Cie nie stac? (Szklarnia np???)


        Jakoś mi sie wydaje, ze masz pretensje, ze o te pieniądze na hobby chodzi. Ze Twoje hobby przynosi zysk postaci warzyw, zony - utratę pieniędzy... To tak troszeczkę zazdrością pachnie....
        hmmm....


        a co z re


        --
        Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
          • araceli Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 10:16
            beatrix_75 napisała:
            > w jego (?) wypowiedziach dużo jest rozbieżności wink
            > stara sie byc dokładny ,ale to wymysl chorego umyslu

            Acha. A kobiety, które piszą na forum niespójnie to chore nie są?

            --
            Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
            • beatrix_75 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 10:54
              matko ....Araceli
              to nie chodzi o to ,ze on jest facetem
              tylko zmysla , jak mało kto.
              cały watek jest wymyślony,to samo jak ten o byciu sknerą .
              Ale dobra , nie chce mi sie już pisac .
              Szkoda tylko ,ze ludzie pisza i sie oburzają ...choć z drugiej strony mozna dysktyowac dla sportu i a jego (?) wątki traktowac jakio " baze wypadową " do różnych tematów smile

              --
              "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
    • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 08:47
      eo_n napisał:

      > Choć z drugiej strony jak córka pójdzie
      > do szkoły, to znów kosztów przybędzie...

      No. Jakieś książki trzeba będzie kupić.
      --
      Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
      Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
      (c) yellowl
      • eo_n Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 10:47
        OK. po pierwsze to nie jest tak, że nie dajemy rady. Jakoś dajemy, ale brak mi luzu, żeby odkładać. No i na ogródek.

        Media idą z fuch lub dochodu żony. Opał z fuch.

        Faktycznie chcę założyć szklarnię. Oprócz tego chciałbym kupić sadzonki, czasami jakieś narzędzia.

        Te 800 zł to przykładowo:
        100 proszek (zapas)
        20 tabletki do zmywarki (zapas)
        20 płyny do czyszczenia
        Kosmetyki 200 (mydła, płyny do kąpieli dziecięce, krem żony i jakieś inne też ponoć na zapas, 2 elmexy dla dziecka)
        300 buty dla mnie (to zakup na kilka lat mam nadzieję)
        100 kurtka na przyszły rok dla córki
        100 wyjście na basen

        Nie mieszkamy ani w najdroższym województwie, ani najtańszym.

        Po Waszych sugestiach widzę takie opcje:
        - żona rezygnuje z książek (ma jakiś czas, dopóki nie spłacimy tych pożyczek chociaż)
        - jedno z nas szuka jeszcze jakiegoś źródła zarobku (co wiąże się ze zmianami w podziale obowiązków domowych ewentualnie)
        - obcinamy wydatki na siebie (ciuchy i kosmetyki (?) - wyjątek: dziecko jak wyrasta z ubrań), bo przez te 2 lata jakoś przechodzimy w tym, co mamy

        To powinno wystarczyć. Może faktycznie z tym etatem to by było za dużo zamieszania, ale z książkami jednak wychodzi na moje. Poza tym etat to przecież nie jedyna opcja zarabiania. Mam już jakąś tam koncepcję. Dzięki wielkie za zwrócenie uwagi na pewne kwestie (szczególnie za te głosy rozsądku, np. wypowiedź dot. możliwych zwolnień na dziecko).
        • qrka Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:14
          eo_n napisał:

          > Te 800 zł to przykładowo:
          > 100 proszek (zapas)
          > 20 tabletki do zmywarki (zapas)
          > 20 płyny do czyszczenia
          > Kosmetyki 200 (mydła, płyny do kąpieli dziecięce, krem żony i jakieś inne też
          > ponoć na zapas, 2 elmexy dla dziecka)

          Miesięcznie schodzą 2 elmexy dla dziecka? Dobrze tego mycia pilnujesz...

          > 300 buty dla mnie (to zakup na kilka lat mam nadzieję)
          > 100 kurtka na przyszły rok dla córki
          > 100 wyjście na basen

          No skoro tak biedujecie, to może warto zaoszczędzić na kosmetykach (krem niech sobie żona kupuje w ramach hobby, jak taki drogi) i basenie.
          --
          Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
          Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
          (c) yellowl
          • araceli Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:39
            qrka napisała:
            > Miesięcznie schodzą 2 elmexy dla dziecka? Dobrze tego mycia pilnujesz...

            Autor przecież napisał, że zapasy chemii są robione w lepszych miesiącach na dłużej.

            --
            Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
        • black_halo Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:24
          > Te 800 zł to przykładowo:
          > 100 proszek (zapas)
          > 20 tabletki do zmywarki (zapas)
          > 20 płyny do czyszczenia
          > Kosmetyki 200 (mydła, płyny do kąpieli dziecięce, krem żony i jakieś inne też p
          > onoć na zapas, 2 elmexy dla dziecka)
          > 300 buty dla mnie (to zakup na kilka lat mam nadzieję)
          > 100 kurtka na przyszły rok dla córki
          > 100 wyjście na basen

          Czyli jednak nie co miesiac takie wydatki, prawda?

          Zona placi za przedszkole 600, jedzenie 800, wydatki na kosmetyki - 800, media - 200 - czyli zona wydaje prawie tyle co ty co miesiac, do tego doklada do benzyny jak ma z czego i zajmuje sie dzieckiem i domem.

          > Po Waszych sugestiach widzę takie opcje:
          > - żona rezygnuje z książek (ma jakiś czas, dopóki nie spłacimy tych pożyczek ch
          > ociaż)
          > - jedno z nas szuka jeszcze jakiegoś źródła zarobku (co wiąże się ze zmianami w
          > podziale obowiązków domowych ewentualnie)
          > - obcinamy wydatki na siebie (ciuchy i kosmetyki (?) - wyjątek: dziecko jak wyr
          > asta z ubrań), bo przez te 2 lata jakoś przechodzimy w tym, co mamy

          A Ty tu sugerujesz, zeby zona zrezygnowala z kupowania ksiazek. Jesli zona wezmie dodatkowa robote to chyba przejmiesz czesc jej obowiazkow a nie "ewentualnie" cos bedziesz robil.

          Ubrania nalezy po prostu kupowac tansze, 300 zlotych na buty to tez spory wydatek, mozna znalezc tanie, na promocji ale oczekiwanie, ze te buty przetrwaja kilka lat to mrzonka. Jesli chodzisz w nich codziennie to max. 2 lata, jesli chodzisz od swieta to idiotyzmem jest wydawanie 300 zlotych na buty "do kosciola" gdy chce sie oszczedzac.

          Pytanie dodatkowe: czy te 100 zlotych to na jedno wyjscie na basen?
          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • araceli Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:36
            black_halo napisała:
            > Zona placi za przedszkole 600, jedzenie 800, wydatki na kosmetyki - 800, media
            > - 200 - czyli zona wydaje prawie tyle co ty co miesiac,

            Ło matko! Liczymy:
            Ona: 600+800+(800/2 - tylko w lepszych miesiącach)+200 + 100 (paliwo)=2100
            On Hipoteka 1500+ kredyty 800 + 400zł paliwo. To już 2700.

            Biorąc pod uwagę, że ona zarabia średnio 2200-2300 i wydaje na książki to do reszty dokłada się się okazjonalnie więc spada to na niego (z pensji i z fuch).

            Trochę nie bardzo wychodzi, że 'wydaje tyle co on'.

            --
            Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
            • volta2 Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:42
              wyliczasz jej zarobki, a jemu nie wyliczasz prac domowych? ciekawe. tylko ona te obiady je? sama samiusieńka

              faceta do resta wysłać i ciekawe ile zabuli za m-c? bo on nie bardzo lubi...

              czasami po równo to nie tyle samo z portfela o czym zapominasz zupełnie
              • araceli Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:45
                volta2 napisała:
                > wyliczasz jej zarobki, a jemu nie wyliczasz prac domowych? ciekawe. tylko ona t
                > e obiady je? sama samiusieńka

                A jemu prac domowych nie policzysz? W końcu fachowcy od napraw też tani nie są.

                > czasami po równo to nie tyle samo z portfela o czym zapominasz zupełnie

                Ależ nie zapominam. To właśnie Black stwierdziła, że 'z portfela' idzie im tyle samo. No nie idzie. W ogólnym szacunku (z fuchami) on zarabia 1,5 raza więcej.

                --
                Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                • araceli Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 11:46
                  araceli napisała:
                  > W ogólnym szacunku (z fuchami) on zarabia 1,5 raza więcej.

                  Poprawka - o 1,5 raza więcej smile

                  --
                  Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                • wyihdia Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 12:19
                  Tak pomyślałem że cała sytuacja i pomysł autora mogą mieć drugie dno.

                  Trzeba im więcej kasy.
                  Żona zarabia średnio w roku 3/4 tego co autor, pracując 1/5 tego co on.

                  Podwojenie wysiłków zawodowych żony do 2 dni w tygodniu dałoby im brakującą kaskę i przechyliło niebezpiecznie równowagę ekonomiczną na korzyść żony.

                  Gdyby żona potroiła swój wysiłek do niesamowitej wielkości 3 dni w tygodniu pozycja autora w domu spadnie na margines. W zasadzie zarabiać będzie żona co gorsza pracując dopiero na pół mocy. Autor na cały etat będzie zarabiał "na fajki" i nie będzie miał prostego sposobu na wyrównanie dysproporcji. Dlatego żona dziś mądrze utrzymuje bezpieczny dla ego autora odstęp "trochę mniej niż mąż" i się nie przemęcza zbytnio.

                  Wypchnięcie żony na etat zabezpieczy na jakiś czas ego autora ("zarabiamy mniej więcej tyle samo"), bo zabierze jej 100% czasu. Na jakiś czas, bo gdy jest tak dobra to efekt może znacznie rozbiec się z obecnymi planami autora.




                  • araceli Re: a gdzie mieszkacie ? 01.03.13, 12:27
                    wyihdia napisał:
                    > Żona zarabia średnio w roku 3/4 tego co autor, pracując 1/5 tego co on.

                    3/4 tego co ona ma na etacie a on jeszcze ma fuchy stanowiące 50% pensji.

                    > Autor na cały etat będzie zarabiał "na fajki" i nie będzie miał
                    > prostego sposobu na wyrównanie dysproporcji. Dlatego żona dziś
                    > mądrze utrzymuje bezpieczny dla ego autora odstęp "trochę mniej niż mąż"
                    > i się nie przemęcza zbytnio

                    Eee???? To kobieta musi zarabiać miej niż mąż? Bo co?

                    --
                    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
    • wyihdia Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 11:40
      A czy żona na etacie zarobi rocznie 5x więcej niż dziś ? Nie wydaje mi się.
      Na etacie 50% jej przychodu przejmą różne podatki, na dziele płaci coś ok 10%.
      W zamian będzie spędzać w pracy 5x więcej czasu, a czas to też pieniądz.

      Lepiej skłoń ją do pracy w dzisiejszym trybie ale 2x w tygodniu. Gdy pracując 1 dzień osiąga średnio 3/4 Twojej pensji, to pracując 2 dni osiągnie 1,5x i cel osiągnięty. I jeszcze zostaje sporo czasu do zagospodarowania.
      • eo_n Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 12:52
        Już pisałem - to nie jest takie proste, nie ma zleceń na więcej pracy w ciągu miesiąca, a inny zleceniodawca za podobnie czasochłonną pracę zapłaci jej 1/15 tego co ten.

        Racja, taki podział wydatków jest nie w porządku i dlatego m.in. powstał ten wątek.

        Z kwestii mniej istotnych:
        W ostatnich ecco chodziłem 5 lat (codziennie jesienią i zimą). Tym razem też skorzystaliśmy na zakupach z wyprzedaży zimowych.
        Tak, jedno wyjście na basen z dojazdem i winem (byliśmy potem zaproszeni na obiad do znajomych, z którymi poszliśmy), ale to była raczej ekstrawagancja - rzadko nam się zdarza.
        • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 13:00
          > Już pisałem - to nie jest takie proste, nie ma zleceń na więcej pracy w ciągu m
          > iesiąca, a inny zleceniodawca za podobnie czasochłonną pracę zapłaci jej 1/15 t
          > ego co ten.

          Czyli zona nie mozliwosci zarobic tyle co Ty przy niewiele wiekszym nakladzie pracy. Wiec chodzi Ci o to, zeby poszla na etat, moze zarobic wiecej a moze nie ale nie bedzie juz czytala swoich glupiach ksiazek i bedziesz wtedy zadowolony. Swoja droga ogrodnictwo jest bardzo kosztownym hobby, moja znajoma na jakies japonskie drzewko potrafi wydac dwie pensje. No ale ona i jej maz maja bzika na punkcie ogrodu.

          W ostatnich ecco chodziłem 5 lat (codziennie jesienią i zimą). Tym razem też sk
          > orzystaliśmy na zakupach z wyprzedaży zimowych.

          Niestety jakosc ecco bardzo sie pogorszyla. Moj partner w pierwszych ecco chodzil 4 lata codziennie, a drugich juz niestety tylko 2.

          > Tak, jedno wyjście na basen z dojazdem i winem (byliśmy potem zaproszeni na obi
          > ad do znajomych, z którymi poszliśmy), ale to była raczej ekstrawagancja - rzad
          > ko nam się zdarza.

          No raczej ekstrawagancja.


          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • joanna_poz Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 13:08
            > Tak, jedno wyjście na basen z dojazdem i winem (byliśmy potem zaproszeni
            > na obi
            > > ad do znajomych, z którymi poszliśmy), ale to była raczej ekstrawagancja
            > - rzad
            > > ko nam się zdarza.
            >
            > No raczej ekstrawagancja.

            wyjście raz na jakiś czas na basen + zakup wina to ekstrawagancja?
            nie przesadzacie z tymi komentarzami?
            • qrka Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 13:16
              joanna_poz napisała:

              > > > ale to była raczej ekstrawagancja - rzadko nam się zdarza.
              > >
              > > No raczej ekstrawagancja.
              >
              > wyjście raz na jakiś czas na basen + zakup wina to ekstrawagancja?
              > nie przesadzacie z tymi komentarzami?

              No raczej ze sarkazmem.
              --
              Nikt nie pluje jadem, tylko komentuje, co widzi. Forum to jest.
              Komentarze dotyczą tego, co komentujący chce skomentować. Zazwyczaj.
              (c) yellowl
          • wyihdia Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 13:30
            black_halo napisała:

            > > Już pisałem - to nie jest takie proste, nie ma zleceń na więcej pracy w c
            > iągu m
            > > iesiąca, a inny zleceniodawca za podobnie czasochłonną pracę zapłaci jej
            > 1/15 t
            > > ego co ten.
            >
            > Czyli zona nie mozliwosci zarobic tyle co Ty przy niewiele wiekszym nakladzie p
            > racy.

            Trudno uwierzyć, że akurat ten jeden boski zleceniodawca płaci 400% średniej rynkowej w jej branży, a tak wygląda to z podanych liczb. Może płaci trochę lepiej niż inni - 30, 50% ale nie 400.

            Żona nie szuka zleceń, bo nie musi. Może też nie chce.
            • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 13:36
              > Trudno uwierzyć, że akurat ten jeden boski zleceniodawca płaci 400% średniej ry
              > nkowej w jej branży, a tak wygląda to z podanych liczb. Może płaci trochę lepie
              > j niż inni - 30, 50% ale nie 400.
              >
              > Żona nie szuka zleceń, bo nie musi. Może też nie chce.


              No juz w to to nie wnikam bo tu wychodzi, ze zona za 4 dni w pracy zarabia od 1500 do 3000 zlotych. 1/15 tej kwoty to 100 zlotych. Nie wiem gdzie tak placa.
              --
              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 13:40
          > Racja, taki podział wydatków jest nie w porządku i dlatego m.in. powstał ten wą
          > tek.

          Tak mi sie jeszcze rzucilo w oczy, ze w sumie nie macie wspolnego budzetu jako malzenstwo. Skoro zarabiacie razem 4500-6000 to RAZEM powinniscie oplacic rachunki, jedzenie, cos tam odlozyc a co zostanie to mozna wydac na swoje hobby czy przyjemnosci. Skoro w gorszych miesiecach ledwo wam starcza a lepszych musicie sie odkuwac to nie mam pojecia jak to rozwiazac ale nadal sie upieram, ze 100 zlotych na ksiazki w miesiacu to nie majatek. Ja bym raczej zaproponowala, zeby zona sprzedawala na allegro przeczytane juz nowosci i kupowala nowe, wtedy wlasciwie nowa ksiazka moze wyjsc za koszty przesylki plus pare zlotych. Sadzonki tez mozna kupic na allegro, bardzo tanio.
          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
          • beatrix_75 Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 14:35
            żona obawia sie elektroniki , bankomatów itp,wiec raczej nic nie sprzeda na ALL...za trudne będzie .
            ups ....to w innym watku było , ale jakos tak mi pasuje do tego samego autora smile
            nic nie poradze ...nie lubie Trolli ,będe tepić .


            --
            "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
            • black_halo Re: ja też o żonie... (zmiana pracy) 01.03.13, 15:00
              > żona obawia sie elektroniki , bankomatów itp,wiec raczej nic nie sprzeda na AL
              > L...za trudne będzie .
              > ups ....to w innym watku było , ale jakos tak mi pasuje do tego samego autora :
              > -)
              > nic nie poradze ...nie lubie Trolli ,będe tepić .

              To mnie zaciekawilo bo niby sie boi bankomatu ale pracuje z domu wiec chyba korzysta w tym celu z kompa. Komputer jest jakby troche bardziej zaawansowany technicznie.
              --
              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!