Dodaj do ulubionych

Kiedy powiem sobie dość? ;)

08.03.13, 10:31
Przyznaję, że do poruszenia tego tematu skłonił mnie Ablims, jego siedmioletnie zaoszczędzone dochody i limity wydatkowe, jakie sobie narzuca.
I tak się zastanawiam - przy jakim poziomie oszczędności [przeliczając na miesięczne koszty utrzymania] przestalibyście do tego stopnia kontrolować wydatki?
bo ja nie potrafię sobie odmówić kupna książki ulubionego autora, którą chcę przeczytać teraz, gdy się o niej mówi, a nie za 8 miesięcy, gdy będzie dostępna w bibliotece. czy kupna awokado, które nie jest owocem sezonowym wink a przecież mogłabym szybciej nadpłacać kredyt czy budować większą poduszkę.
jak to jest u Was?
Obserwuj wątek
      • tiszantul Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 11:38
        > czy w postach tego rodzaju musi byc zawsze cos o kupnie ksiazki
        > to jakis rodzaj egzaltacjii ?pokazania jestem taki kulturalny jestem naturalny
        > jestem ponad pieniadze i oszczedzanie

        mnie trochę dziwi to podejście: przeczytać książkę natychmiast, bo wiadomo, że książki po pół roku od wydania tracą jakiekolwiek walory. Pewnie liczy się też przynależność do towarzystwa, w którym "się o niej mówi", i to wspólne mówienie o najnowszej książce. Wyobrażam sobie, jak by wyglądało, gdyby ktoś spróbował wspomnieć o książce wydanej osiem miesięcy temu, a co za tym idzie, dostępnej w bibliotece.
        • jop Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 13:34
          Jedenaste: "Nie będziesz pitolić bez sensu".

          Jak wychodzi nowa książka Stephena Kinga, Dukaja, Hugo-Badera abo Normana Daviesa, to po prostu chcę się najszybciej do niej dobrać, ponieważ mam prawie 100% pewność, że spędzę x bardzo przyjemnych godzin na lekturze, i już nie mogę się doczekać na tę przyjemność. Tak jak czasem nie mogę się doczekać na dobranie się do lodów czekoladowych Grycana. Najzwyczajniej w świecie cieknie mi taka mentalna ślinka: żeby już zanurzyć się w tym świecie, żeby nawiązać kontakt z umysłem tego autora.

          (Rozmawianie o tym zasadniczo mi wisi i powiewa, o książkach rozmawiam w 99% z własnym facetem, do którego przynależę niezależnie od tego, czy i co czytam).
        • koronka2012 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 19:26
          tiszantul napisała:

          > mnie trochę dziwi to podejście: przeczytać książkę natychmiast, bo wiadomo, że
          > książki po pół roku od wydania tracą jakiekolwiek walory.

          Po co ten sarkazm? co dziwnego w tym, że na ulubionych autorów czeka się z utęsknieniem i "rzuca" na nowości? niekoniecznie po to, żeby snobistycznie błyszczeć w towarzystwie, a bardziej dla własnej przyjemności. Ja nie mogąc się doczekać na tłumaczenie, czytam czasem w oryginale, dla równowagi powiem, że są to książki, o których z pewnością nikt nie dyskutuje na przyjęciachtongue_out

          Nie samą pasztetówką człowiek żyje.

        • black_halo Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:25
          Ja tez tak mam ale w ciagu ostatniego roku po prostu troche czekam, wiem mniej wiecej kiedy bede w Polsce i wtedy kupuje kilka ksiazek, czesc na allegro. Kiedys jednak, jak mialam wiecej czasu to niektore ksiazki kupowalam w dniu premiery. Teraz to nie ma znaczenia bo i tak istnieje mala szansa, ze przeczytam ksiazke w dniu jej zakupu wiec nie ma pospiechu. Ostatnia ksiazka, ktora kupilam w dniu premiery to bym Dan Brown - The Lost Symbol.
          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • duchess85 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 13:08
          > mnie trochę dziwi to podejście: przeczytać książkę natychmiast, bo wiadomo, że
          > książki po pół roku od wydania tracą jakiekolwiek walory. Pewnie liczy się też
          > przynależność do towarzystwa, w którym "się o niej mówi", i to wspólne mówienie
          > o najnowszej książce. Wyobrażam sobie, jak by wyglądało, gdyby ktoś spróbował
          > wspomnieć o książce wydanej osiem miesięcy temu, a co za tym idzie, dostępnej w
          > bibliotece.

          No ja akurat lubię spotkać się z przyjaciółmi i podyskutować o filmie czy książce, które niedawno się ukazały. Co w tym złego, bo nie rozumiem?
      • ewma Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 11:01
        No niestety, tutaj często spotyka sie takie podejście do życia,zjadamy tylko owoce i warzywa sezonowe,pizza tylko domowa jest dobra i to zrobiona za 10 zł dla 5-6 osób.
        Znajomych się nie zaprasza,bo to dla nich darmowa wyżerka,itd.
          • hermenegilda_zenia Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 09.03.13, 22:27
            Zgadzam się, że takie obsesyjne oszczędzanie to już choroba. Co to za życie, skoro na wszystkim żyłuję i odmawiam sobie i rodzinie najmniejszych przyjemności tu i teraz w imię nadrzędnego celu, czyli ładowania kabzy do przysłowiowej skarpety? Co mi po kasie - jak będę stara i niedołężna pewnych rzeczy nie da się już nadrobić. Posiadanie pieniędzy nie przywraca minionego czasu. Życie bez grosza przy duszy nie jest fajne, ale ciągłe wyrzeczenia, choć mam pieniądze - sorki, to nie jest życie.
            • sigrid-1 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 15:39
              Nie mam tutaj zamiaru nikogo bronić, ale czy nie uważasz, że takie sytuacje raczej się zdarzają u tych osób, które mają naprawdę mało pieniędzy? Nie chodzi przecież o oszczędzanie dla oszczędzania, ale o to żeby mieć pieniądze na najważniejsze potrzeby.
            • black_halo Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:53
              Ale ablims chyba pisal, ze odklada na jakas operacje. Moze te dodatkowe oszczednosci sa spowodowane tez tym, ze operacja moze sie nie udac i co jesli rodzina zostanie bez dochodu albo potrzebne beda duze pieniadze na rehabilitacje czy cos w tym stylu?

              Odkladanie zakupu awokado kiedy ma sie na nie ochote i pieniadze jest glupie, natomiast wiele osob przyzwyczaja sie szybko do rozpasanego stylu zycia i nawet kiedy im zaczyna brakowac na te awokado poza sezonem to i tak kupuja. Dlatego przyzwyczajanie rodziny, zwlaszcza dzieci, do zycia nieco ponizej poziomu na ktory mozna sobie pozwolic uwazam za rozsadne. Te nieco nizej to wlasnie owoce i warzywa sezonowe.
              --
              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • idalia-judit Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 11:16
          z książkami mam podobny dylemat, zawsze mi szkoda pieniędzy. Jeśli chodzi o jedzenie to kupuję, to co jest zdrowe i mam na nie ochotę, na avokado od czasu do czasu bym sobie nie żałowała. Nie oszczędzam też przesadnie na kupowaniu ubrań- w pracy muszę jakoś wyglądać.
    • leigh7 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 11:20
      Po lekturze różnych forów, blogów i artykułów, naszkicowałam sobie następującą "drabinkę":
      1) mieć zawsze min. 500 zł awaryjnie w domu w gotówce (a to bankomat nie zadziała, a to system internetowy banku się zawiesi - różnie bywa)
      2) 3 x miesięczne wydatki na koncie oszczędnościowym w razie mniejszego "w"
      3) 12 -24 (waham się co do wielkości kwoty) x miesięczne wydatki na lokacie w razie większego "w"
      wtedy powiem sobie dość, odetchnę głęboko i otworzę wino big_grin
      ----------
      ..aby po osiągnięciu tego celu odkładać już na większym luzie tylko ustaloną kwotę, mniejszą czy większą stale i miesięcznie na:
      wakacje (cel konsumpcyjny, coroczny)
      remont czy samochód (cel konsumpcyjny, kilkuletni)
      emeryturę (długoterminowe)

      i ewentualnie dobudowywać nadszarpniętą poduszkę awaryjną.
      Każdy ma jednak inne potrzeby i wydatki, kredyty (zbieranie na wcześniejszą spłatę) itp.


    • mlodyniedowziecia Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 11:31
      Ważny jest złoty środek. Limity wydatkowe pozwalają opanować wydatki (które często rosną wraz ze wzrostem dochodów). Będą ok nawet jak się dużo zarabia i ma spore oszczędności. Poduszka bezpieczeństwa skutkuje u mnie większym luzem i na pewno nie miałbym poczucia winy kupując książkę. Na zupełne głupoty wrzucam co tydzień kilka złotych do skarbonki - i bez wyrzutów sumienia szaleję raz w roku.
      Staram się oszczędzać pewien procent dochodów wg zasady więcej zarabiam, więcej mogę wydać (co przy dg jest dodatkowo motywujące).
      Żeby nie popadać w skrajności (tzn. zarabiam 10 a żyje za 2) warto tworzyć oszczędności nie dla samego odkładania ale na pewien cel (wakacje, zmiana samochodu, remont, mieszkania dzieci, emerytura).
    • mocno.zdziwiona Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 13:18
      Ja mam w głowie ceny maksymalne na każdy przedmiot. Czyli np. 50 zł za bluzkę, 100 zł za spodnie, itd. (przykładowo). Absolutnie nie zastanawiam się nad żywnością - biorę to na co mam ochotę, oczywiście w granicach rozsądku. Nie kupuję najdroższego mleka, ale jak mam chęć na awokado to nie patrzę czy jest za 2 zł czy za 5 tylko je kupuję. Staram się tylko gospodarować rozsądnie - kupować produkty o dłuższym terminie świeżości i takie, które lubimy. Nie chomikuję 20 opakowań kukurydzy bo akurat była tania.
      Na książkę sobie czasami pozwalam, tak samo na każdy inny "luksusik". Raz na kilka miesięcy od kilkunastu złotych wydanych na własną przyjemność czy próżność nie zbiednieję.
    • wyihdia Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 13:47
      Oszczędzanie nie polega przecież na odmawianiu sobie tylko na świadomości priorytetów a każdy ma inne .Liczby z internetu nic Ci nie powiedzą co powinieneś zrobić.

      Gdy masz super chodliwe zajęcie, jesteś zdrowy i mieszkasz w dużym mieście może wystarczy bufor 3 miesiące. Jeśli mniej chodliwy zawód, mieszkasz w małym mieście i nie masz zamiaru migrować to 24 może być na styk.
    • beatrix_75 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 15:28
      ja chyba zawsze będe kontrolkować wydatki , podobnie jak wyżej mam zakodowane pewne ceny maxymalne i cięzko mi wydac na coś więcej -szczeg. dotyczy to ubrań i kosmetyków.
      za to na na ksiązki dla mnie czy "edukacyjne " dla dziecka mi nie szkoda wink i nigdy dosyć
      nowych pozycji :-p

      --
      "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
    • coralin Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 08.03.13, 18:55
      Ja nie kontroluję wydatków, np. przepłacam za tv, z której nie korzystam prawie, mam stary telefon i pewnie mogłabym przejść na kartę, bo rozmawiam głównie z drugiego, stacjonarnego. Mimo to oszczędzam sporo. Jestem entuzjastką sezonowości, bo truskawki, pomidory w styczniu mi nie smakują, ale w marcu chcę już pochrupać więc ulubionym warzywem staje się seler naciowy- niesezonowy. Dobry sezon na awokado jest nadal, na cytrusy już się kończy. Sezonowość to nie tylko oszczędność , przecież banany w lipcu-sierpniu są tańsze od polskich owoców. To przede wszystkim smak i zdrowie.
      Nigdy nie lubiłam dużo ciuchów i obrastania w przedmioty. Masa ludzi lubi kupować, mieć, nawet jeśli są to rzeczy zbędne im.
    • ablims Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 12:08
      Pewnie wywołam burze, ale po dłuższym zastanowieniu się odpowiem na to...
      Czytając wiele negatywnych opinii na mój temat za każdym razem wracam do pewnej opowieści.
      Przytoczę ją Wam:

      Kobieta wraca po ciężkim dniu pracy, zmęczona, podenerwowana, jej synek czeka przy drzwiach.
      Synek: Mamusiu, mogę zadać Ci pytanie?
      ...Mama: Jasne, o co chodzi?
      Syn: Mamusiu, ile zarabiasz na godzinę?
      Mama To nie twoja sprawa, dlaczego w ogóle pytasz o takie rzeczy?
      Syn: Ja po prostu chcę wiedzieć. Proszę powiedz mi, ile zarabiasz na godzinę.
      Mama: Jeżeli chcesz tak bardzo wiedzieć, to proszę bardzo: 10 zł/h.
      Syn ze spuszczoną głową: aha….Mamusiu, pożyczysz mi 3 zł?
      Matka się wściekła. Jeśli jedyny powód, dla którego zapytałeś ile zarabiam jest to, że chciałeś kupić sobie jakąś zabawkę albo jakąś inną bzdurę, to idź natychmiast do swojego pokoju i kładź się spać. Pomyśl, jaki jesteś samolubny.
      Mały chłopiec poszedł cichutko do swojego pokoju i zamknął drzwi.
      Kobieta usiadła i była coraz bardziej wściekła na syna. Jak on śmiał zadać jej takie pytanie żeby dostać trochę pieniędzy?
      Po jakiejś godzinie kobieta uspokoiła się i zaczęła myśleć:
      Może rzeczywiście jest coś, co bardzo chce kupić za te 3 zł, i w sumie rzadko prosi o pieniądze. Kobieta weszła do pokoju synka.
      Śpisz synku? Zapytała.
      Nie mamusiu, nie śpię. Odpowiedział chłopiec.
      Pomyślałam, że może byłam za ostra dla Ciebie. To był ciężki dzień i skupiło się na tobie. Proszę, oto 3 zł, o które prosiłeś.
      Mały chłopiec natychmiast się podniósł: O, dziękuję mamusiu! I spod poduszki wyciągnął parę monet..
      Kobieta zobaczyła, że chłopiec ma już jakieś pieniądze, znów się zdenerwowała.
      Chłopiec przeliczył je i spojrzał na matkę.
      Dlaczego prosisz o pieniądze, jeśli już je masz? Zaczęła matka.
      Bo miałem za mało. Ale teraz już mam wystarczająco. Odpowiedział chłopiec.
      Mamusiu, mam teraz 10 zł. Czy mogę kupić godzinę twojego czasu? Proszę przyjdź jutro godzinę wcześniej. Chciałbym się z tobą pobawić..
      Matka się rozczuliła. Przytuliła mocno synka i nie wiedziała, jak prosić go o przebaczenie.
      To takie krótkie przypomnienie dla Was wszystkich ciężko pracujących. Nie powinniśmy pozwolić, aby czas przelatywał nam przez palce bez spędzania go z tymi, którzy się naprawdę dla nas liczą, bliskimi sercu. Pamiętajmy, aby spędzić ten wart 10 zł czas z tymi, których kochamy.
      Jeżeli jutro umrzemy, to firma, w której pracujemy wymieni nas szybko na kogoś innego.
      Ale rodzina i przyjaciele będą czuć pustkę przez resztę swojego życia"


      Chociaż w 1%, czytając tą opowieść, może zrozumiecie.
      Ja przeżyłem już takie coś i to od strony dziecka.
      Wole żyć naprawdę bardzo skromnie, mimo że mnie stać, ale żyć dla bliskich. A nie być...

      --
      Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian 6.0 smile
      GG - Ablims
      • verdana Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 13:07
        OK, tylko Ty zarabiasz przecież, aby mieć coraz większe osdzczedności - a nie zarabiasz mniej, aby miec czas dla dziecka. A więc pracujesz, nie wydajesz, oszczedzasz i w rezultacie dziecko nie ma z Twopjego zarabianie nic - ani całego jabłka, bo wystarczy mu połówka, ani czasu. Ma tylko szanse na spadek.
        --
        zpopk.blox.pl
        • nadgryzionyzebemczasu Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 13:35
          Przecież ablims poświęca czas dziecku i to codziennie,zabierając go na spacer do 5 sklepów.Spacer przy okazji,nie specjalnie dla dziecka,bo przecież celem są tanie zakupy.Droższe,nie ułatwiłyby pomnażania kapitału.Niezmiennie twierdzę,że ablims jest chory, a jego fobia wymaga psychologa.I bardzo mu współczuję.I dzieciom.
          • astrum-on-line Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 14:02
            LOLsmile

            Ja jestem dzieckiem takiego ojca, który każdą złotówkę oglądał 10 razy zanim wydał. Na wyjazdy zawsze było szkoda, na lody na mieście też, ubrania mama szyła, jak się coś kupowało to w ukryciu (kupić, schować do szafy i udawać że to stare), obłęd z gaszeniem świateł, każda wolna minuta przeznaczona na obrabianie działki.

            To nie było normalne życie. Odreagowywałam potem kupując cokolwiek, byle sobie kupić. Ciesząc się z tego, że mogę sobie bez wyrzutów sumienia kupić batona, ciastko, lody, kawę czy kolę. Nie mówiąc o bluzce czy książce.
            • ablims Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 15:30
              Ehh wiedziałem, że tak będzie. Przypieliście łatkę skompiradła i tak trzymacie..
              Verdana - nie mam zamiaru pracować do 67 roku życia. Chyba , że dla przyjemności big_grin
              A owoców i przystawek u mnie dużo i bez ograniczeń, a to że dzieci trzeba namawiać to już inna bajka.
              Ile pracuje tyle pracuje. W sumie już teraz pracuje dla przyjemności a nie dla pieniędzy.

              hugo43- to prawda to z fb. Ale powiedzenie bardzo stare. Rzadko się tam loguje, w sumie tylko dla znajomych, którzy piszątongue_out

              Ciekawe, skoro jestem taki skąpy możecie mi wyjaśnić dlaczego moje dzieci dostają tygodniowe kieszonkowe i wydają na co chcą?, mam mieszkanie warte z 200 tyś ?, nowy samochód kupiony w salonie?, chodzimy w markowych ubraniach?, jeździmy 2 - 3 w roku na wakacje lub ferie?
              Wszystkich bardzo wku..wia to że nie obżeram się g..nem z jakiegoś miejsca. Nie kupuje gotowców, tylko sam robię, korzystam z działki bo to jest odskocznia i ogromna przyjemność.
              Wole upiec sam chleb, nie dlatego że jest taniej, bo prawdopodobnie wychodzi drożej, ale dlatego, że my tak lubimy. Hodujemy na działce, bo mi to sprawia przyjemność i jest to jakby moje małe hobby. A czy to jest taniej czy drożej niż w sklepie to nie ma znaczenia, bo prawdopodobnie drożej.
              Jest zdrowiej, bo o to tutaj chodzi...

              A jeżeli komuś bardzo przeszkadzam, to jest taka funkcja na forum - nie pokazuj postów użytkownika.

              --
              Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian 6.0 smile
              GG - Ablims
              • astrum-on-line Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 15:45
                Napij się wody i przeanalizuj swoje posty.

                Nie wiem jaki jesteś w życiu codziennym i nie interesuje mnie to. Tutaj pozujesz na osobę oszczędną do obłędu i to ludzi drażni.
                Aha - mieszkanie warte 200 tys, samochód z salonu i markowe ubrania (na przykład marka Wojas) to nie jest luksus powalający na kolana. Dla mnie to standard.
                • verdana Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 15:56
                  I spedzając mnóstwo czasu na robienie przetworów, oczywiście jednoczesnie poświęcasz go dzieciom. Pracujesz dla przyjemności i niemal wszystko oszczedzsz, a starcza Ci na mieszkanie, tygodniówki, wakacje - czyli zarabiasz na moje oko koło 30-40 tysięcy miesięcznie...
                  Coś sie tu kompletnie nie zgadza.
                  No i co zamirzasz robić, będąc jestcze całkiem modym 60-latkiem? Wydawać oszczedności i tyle?
                  --
                  zpopk.blox.pl
                • ablims Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:03
                  astrum-on-line napisała:

                  > Napij się wody i przeanalizuj swoje posty.
                  >
                  > Nie wiem jaki jesteś w życiu codziennym i nie interesuje mnie to. Tutaj pozujes
                  > z na osobę oszczędną do obłędu i to ludzi drażni.
                  > Aha - mieszkanie warte 200 tys, samochód z salonu i markowe ubrania (na przykła
                  > d marka Wojas) to nie jest luksus powalający na kolana. Dla mnie to standard.

                  Jestem osobą oszczędną, ale nie skąpa. To 2 różne rzeczy. Fakt, może czasami zbyt "dobitnie" piszę o oszczędzaniu, ale jak czytam niektóre posty ludzi którzy tu przychodzą z problemami, to.. smile
                  Właśnie o to chodzi, mieszkanie, samochód, ubranie, to też jest dla mnie standard.
                  Tak samo, aby każdy miał zawsze jakieś pieniądze w kieszeni.
                  No ale, dla niektórych to mało...
                  --
                  Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian 6.0 smile
                  GG - Ablims
                  • verdana Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:07
                    Standardem jest tez dla Ciebie poświęcanie czasu wolnego na zaoszczedzenie kilku groszy - robienie wszystkiego w domu zajmuje mnóstwo czasu, więc nie udawaj, ze nie pracujesz, by miec czas dla dzieci. Wydzielanie jedzenia - tez o tym pisałeś.
                    No i to wszystko + oszczędzanie niemal 100% zarobków nadal nie składa sie w całość.
                    --
                    zpopk.blox.pl
                    • mlodyniedowziecia Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 17:09
                      Verdano, każdy wybiera swój sposób na życie. Nie musimy zaraz surowo go oceniać.
                      Robienie wielu rzeczy samemu (remonty, działka, gotowanie) nie tylko pochłania dużo czasu, ale wielu osobom sprawia sporą satysfakcję. Mogą w tym współuczestniczyć dzieci i często chętnie to robią.
                      Np. dla mnie działka to nie tylko relaks, ale i sposób na pozyskanie zdrowych, niepryskanych owoców i warzyw oraz miejsce gdzie przy okazji się odstresowuję, pracując dla odmiany fizycznie zamiast przy komputerze. Gdybym miał inne priorytety mógłbym zamiast inwestować czas w koszenie trawy i pieniędze w zakup i remont weekendowej nieruchomości, wyjeżdżać co roku na dwutygodniowe wakacje za granicą. Dla jednego to szaleństwo, dla innego całkiem zrozumiały wybór.
                      Podobnie z remontami. Posiadam szczęśliwie kilka nieruchomości, które w znacznej części remontuję sam lub pomagając wynajętemu fachowcowi.
                      Zamiast dzwigać worki, deski i cement, kuć beton łomem i młotem pneumatycznym, mógłbym zapłacić firmie, a czas spędzać na plaży. Samodzielne wykonanie daje mi jednak sporą radość.
                      Oszczędzam od nastu lat zazwyczaj kilkadziesiąt procent zarobków. W efekcie mechanizmu: praca, oszczędności, inwestycje, mając trójkę dzieci, bez oszałamiających zarobków (jest tu na forum sporo osób zarabiających kilka razy więcej), przy skromnej pensji żony, parę lat przed 40 w zasadzie mógłbym pracować na pół etatu, a gdybym zacisnął pasa to nawet i wcale.
                      Po prostu, realizując styl życia, do którego namawia ablims i paru innych mądrych ludzi, w praktyce sprawdzam tezę, że jest czas siewu i czas zbiorów. Dla mnie nadszedł właśnie ten drugi.
                      Nie jestem przy tym skrajnym minimalistą, lubię gadżety. Nie wyobrażam sobie bez istotnej konieczności rezygnacji z podstawowych potrzeb (ciepły dom, smaczne jedzenie, książki, samochód), ale z innych (markowe ubrania, smartfony, egzotyczne podróże, używki, imprezy) już tak.
                      Warto tłumaczyć młodemu pokoleniu, że czasami trzeba zacisnąć zęby na pewien czas, aby potem cieszyć się podwójnie. Mam dookoła sporo przykładów nieumiarkowanej konsumpcji i życia na pokaz, widzę też skutki.
                      Dlatego, chociaż w kilku sprawach różnię się z ablimsem (np. jako mięsożerca nie wyobrażam sobie obiadu bez mięsa), to szanuję zarówno jego poglądy jak i osiągnięcia (ile jest na forum osób, które mają oszczędności w wysokości 7 letnich zarobków?).



                      • verdana Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 17:15
                        Swój sposób zycia, OK. Tu jednak najwyraźniej tryb zycia jest narzucany także rodzinie. Nie wierze w dzieci, szczęśliwe z powodu tak drastycznych ograniczeń już nie tylko finansowych, ale nawet w jedzeniu.
                        Działka jest OK, o ile nie jest tak, zę większość czasu spedzamy na niej nie rekreacyjnie, ale pracując kolejne godziny, by taniej zjeść. Samodzielnie robiony remont może byc frajdą, a moze kolejnym ciężkim obowiązkiem, by zaoszczedzić. Można kupować jedne rzeczy, a innych nie - większość osób tak ma, ale czym innym jest nie kupowanie absolutnie niczego niekoniecznego.
                        Poza tym jednej rzeczy kompletnie sie tu nie oszczedza - czasu. I to także czasu dla dzieci i zony. Warto też nauczyć młode pokolenie, ze warto cieszyć sie życiem, a nie uwazać wiekszości przyjemności za zachcianki, z których rezygnujemy, w imię oszczędnego życia.
                        Między ostentacyjną konsumpcja na pokaz, a oszczedzaniem na jedzeniu przy koncie w banku wielkości siedmiu rocznych pensji jest jeszcze trochę miejsca na rozsądek.
                        --
                        zpopk.blox.pl
                        • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 21:06
                          verdana napisała:
                          > Swój sposób zycia, OK. Tu jednak najwyraźniej tryb zycia jest narzucany także r
                          > odzinie.

                          Verdana- Ty też narzucasz swój tryb życia rodzinie. Każdy narzuca bo to się nazywa życie w rodzinie. Nie popadajmy w paranoję!

                          --
                          Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                            • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 08:14
                              verdana napisała:
                              > Nie - to się nazywa przemoc ekonomicna, kiedy zarabia się dużo, a rodzina zyje
                              > biednie i wydziela sie jej jedzenie - a nie tryb życia...

                              Nie - to się nazywa ROZSĄDEK. Ty rozumiem smażysz 20 kotletów na 5 osób, bo może ktoś będzie chciał zjeść 10? I codziennie masz w domu 4 rodzaje owoców, bo może ktoś będzie chciał taki albo inny? A jak dziecko nie chce jabłka to lecisz dla niego w te pędy do sklepu po pomarańcze? TO JEST DOPIERO CHORE!!

                              Jedzenie podaje się w PORCJACH i to naprawdę jest normalne.

                              Uważam, że niektóre osoby posuwają się tutaj o wiele za daleko i przypisują swoje własne fobie Ablimsowi. Żałosne dokopywanie komuś, bo żyje inaczej i zazdrość, że jego tryb życia przynosi korzyści.

                              --
                              Błogosławieni którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                              • hugo43 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 08:26
                                no to jestem chora,bo mam w domu co najmniej 6 rodzajow owocow,a jak dziecko chore to rozpieszczam do granic mozliwosci i spelniam zachcianki.jedna z wiekszych traum mojego dziecinstwa,przed zerowka,bylo jedzenie zupy,zawsze o 12,w radio hejnal,a ja wyje nad zupa,bo ani mi nie smakuje,ani glodna nie jestem,ale cos moim rodzicom strzelilo,ze ta zupe trzeba jesc.nawet gadalam o tym z nimi w doroslym zyciu i oni nawet nie wiedzieli jak ja tego nienawidzilam.hejnalu w radio nie znosze do dzis,nawet na krakowskim rynku jak go slysze to skora mi cierpniesad
                                • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 08:46
                                  hugo43 napisała:
                                  > no to jestem chora,bo mam w domu co najmniej 6 rodzajow owocow,a jak dziecko
                                  > chore to rozpieszczam do granic mozliwosci i spelniam zachcianki.

                                  Jak nie zje to jedzenie ląduje w koszu? A może dojadasz po dziecku niezależnie od tego czy masz na to ochotę czy nie?


                                  Dziś gotuję obiad dla 2 osób i mam 2 piersi kurczaka - ani pół więcej. Jak ktoś się nie naje - będzie musiał dojeść kanapką. Proszę - możecie się powyważać jaka to ja zła jestem - ulżyjcie sobie big_grin

                                  --
                                  Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                                  • verdana Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 13:13
                                    Ja nie wydzielam jedzenia w porcjach. Kazdy je, ile chce - wolę jednak zmarnować jedzenie, niż zdrowie, zmuszając kogoś do jedzenia, albo nie dając, choć jest jeszcze głodny. Dom to nie miejsce wydzielania oarbitralnie odwazonych porcji, bo oszczedność wazniejsza jest od wszystkiego innego. Gdybym nie miała pieniędzy - to co innego, ale dla oszczednośći uznać, zę domownicy nie musza jeść do syta, tylko tyle, ile im wyznaczę- to dla mnie szczyt skąpstwa.
                                    --
                                    zpopk.blox.pl
                                    • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 13:44
                                      verdana napisała:
                                      > Ja nie wydzielam jedzenia w porcjach. Kazdy je, ile chce - wolę jednak zmarnowa
                                      > ć jedzenie, niż zdrowie, zmuszając kogoś do jedzenia, albo nie dając, choć jest
                                      > jeszcze głodny. Dom to nie miejsce wydzielania oarbitralnie odwazonych porcji,
                                      > bo oszczedność wazniejsza jest od wszystkiego innego

                                      Czyli robisz 20 kotletów na 5 osób? A potem sru do kosza? Nie wiem czy to powód do chwalenia się - dla mnie zdecydowanie nie.

                                      --
                                      Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                                    • volta2 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 14:37
                                      zmuszając kogoś do jedzenia,

                                      ależ masz kobieto wyobraźnię...
                                      wyobrażasz sobie, że osoba "wydzielająca" z biczykiem stoi i dopilnowuje, czy każdy kęs jest zjedzony?

                                      ja rozumiem, że masz tam te swoje dietetyczne sesje - ale czy takie kity wciskają teraz w tych jakże popularnych "gabinetach odchudzania"? czy ty tak z doświadczenia dajesz?
                      • koronka2012 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 17:56
                        mlodyniedowziecia napisał:

                        > Robienie wielu rzeczy samemu (remonty, działka, gotowanie) nie tylko pochłania
                        > dużo czasu, ale wielu osobom sprawia sporą satysfakcję. Mogą w tym współuczestn
                        > iczyć dzieci i często chętnie to robią.

                        Jeśli mam być szczera, to nie znam dzieci (starszych) które wolą zapitalać z grabiami na działce zamiast jechać np. do hotelu AL z basenem. Ty lubisz pracować fizycznie, sprawia ci to przyjemność - ok, znam takich ludzi i wierzę. Natomiast nie jest to sposób na życie dla każdego. Dla wielu jest to po prostu bardziej nużący obowiązek niż jakakolwiek przyjemność, szczególnie dla dzieci, dla których jest to gnuśnienie. Nie chodzi nawet o standard wypoczynku - ale o rozbudzenie w nich ciekawości świata, poprzez obcowanie z innymi kulturami, zabytkami itp. Nie da się tego zrobić na działce.

                        > Oszczędzam od nastu lat zazwyczaj kilkadziesiąt procent zarobków. W efekcie mec
                        > hanizmu: praca, oszczędności, inwestycje, mając trójkę dzieci, bez oszałamiając
                        > ych zarobków (jest tu na forum sporo osób zarabiających kilka razy więcej), prz
                        > y skromnej pensji żony, parę lat przed 40 w zasadzie mógłbym pracować na pół et
                        > atu, a gdybym zacisnął pasa to nawet i wcale.

                        Wybacz, ale nie wierzę. Żeby mieć jako taki poziom do końca życia musiałbyś mieć teraz odłożone z zarobków ok. 3,5 mln (zakładam że pracujesz 20 lat i na kolejne 40 lat potrzebujesz kasy). Co jest mało prawdopodobne przy jak piszesz - niezbyt oszałamiajacych zarobkach. Ok, masz kilka nieruchomości - może masz wysoki dochód z nich, ale nie ma raczej opcji żebyś sam na nie zarobił, zapewne to jakiś spadek, więc żadna zasługa.

                        > Nie jestem przy tym skrajnym minimalistą, lubię gadżety. Nie wyobrażam sobie be
                        > z istotnej konieczności rezygnacji z podstawowych potrzeb (ciepły dom, smaczne
                        > jedzenie, książki, samochód), ale z innych (markowe ubrania, smartfony, egzotyc
                        > zne podróże, używki, imprezy) już tak.

                        No widzisz, ja nie mam gadżetów, ale nie wyobrażam sobie życia bez podróży i jest to dla mnie istotniejsze niż dobre jedzenie nawet. Życie bez podróży to dla mnie koszmarna wegetacja, powodująca frustrację i zabijająca jakąkolwiek radość życia. Wg ciebie to nie jest wystarczające uzasadnienie?

                        > Dlatego, chociaż w kilku sprawach różnię się z ablimsem (np. jako mięsożerca ni
                        > e wyobrażam sobie obiadu bez mięsa), to szanuję zarówno jego poglądy jak i osią
                        > gnięcia (ile jest na forum osób, które mają oszczędności w wysokości 7 letnich
                        > zarobków?).

                        On zbiera na operację - jest to dla mnie stan wyższej konieczności. Jednakże, w innych okolicznościach - gdybym miała tak żyć jak on, wolałabym sobie w łeb strzelić. Istotny jest cel oszczędzania - oszczędzanie dla podziwiania stanu konta jest stanem chorobowym, patologicznym skąpstwem a nie powodem do dumy. Nie żyjemy dla pieniędzy, pieniądze są po to, żeby z nich korzystać - wg własnego uznania i potrzeb.

                        W TV pokazywali kiedyś Polonusa z USA, właściciela sieci lumpeksów. Z dumą opowiadał że jest milionerem i od 20 lat nie miał dnia wolnego. No jak dla mnie to żałosny, godny politowania człowieczek, a nie ktoś, komu warto zazdrościć.
                        • mlodyniedowziecia Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 19:20
                          >Jeśli mam być szczera, to nie znam dzieci (starszych) które wolą zapitalać z gr
                          > abiami na działce zamiast jechać np. do hotelu AL z basenem. Ty lubisz pracować
                          > fizycznie, sprawia ci to przyjemność - ok, znam takich ludzi i wierzę. Natomia
                          > st nie jest to sposób na życie dla każdego. Dla wielu jest to po prostu bardzie
                          > j nużący obowiązek niż jakakolwiek przyjemność, szczególnie dla dzieci, dla któ
                          > rych jest to gnuśnienie. Nie chodzi nawet o standard wypoczynku - ale o rozbudz
                          > enie w nich ciekawości świata, poprzez obcowanie z innymi kulturami, zabytkami
                          > itp. Nie da się tego zrobić na działce.

                          Czasami nie warto czytać między wierszami i nakładać swoje szablony rzeczywistości. Nie pisałem - działka dla każdego. Dla moich dzieci (przy czym mówimy o dzieciach w wieku 0-11) to nie jak piszesz "zapitalanie z grabiami" lecz raczej gra w piłkę, kometkę, kosza, domek na drzewie, piaskownica, huśtawka, od niedawna też trampolina i spory basen, w przyszłości może kort tenisowy. Mój średni lub pomagać, ale nie w ogrodzie lecz raczej przy remoncie (jest po dziadku bardzo politechniczny). Dla dziecka w tym wieku ważne, że robi to razem z ojcem i bratem. Oczywiście dla nastolatka ta sama działka to oczywiście co innego - możliwość przyjechania z dziewczyną, gdy rodzice zostają w mieście.
                          Dzieci wychowane w mieście potrzebują też wsi - jeża i wiewiórki w ogrodzie, spacerów po lesie, własnych "twierdz" i "świątyń dumania".
                          Poza tym także w kwestii wakacji życie to sztuka wyboru, wakacje AI w ciepłych krajach to koszt (załóżmy na chwilę że Bułgaria to ciepły kraj) minimum 10 tys. PLN na 4 osoby (dzieci w wieku szkolnym raczej nie wyrwiemy na wyjazd w tańszym okresie). Przy czym zapewniamy im tydzień wakacji. Co z pozostałymi 9? My przyjęliśmy tryb, który nam bardziej pasuje, 1 tydzień obóz dla nastolatków, 1,5 tygodnia nad polskim morzem wszyscy, 2 tygodnie z mamą nad jeziorem, reszta na wsi z dziadkami, a rodzice dojeżdżają do pracy.
                          Jest jeszcze kwestia percepcji świata. W okresie licealnym miałem koleżankę, której rodzice uprawiali dosyć aktywną turystykę (zabytki, muzea, ciepłe morza) zabierając ją ze sobą gdy miała już 5 lat. Jako osiemnastolatka przyznawała, że tego co widziała przed 12 rokiem życia nie pamięta. Moje 4-6 letnie dzieci w Krakowie interesował aquapark, smok, rynek i Mcdonald, a nie Wawel i Kościół Mariacki.
                          W tym roku chcę po raz pierwszy zabrać dzieci za granicę na zwiedzanie i zobaczymy co powiedzą.

                          > Wybacz, ale nie wierzę. Żeby mieć jako taki poziom do końca życia musiałbyś mie
                          > ć teraz odłożone z zarobków ok. 3,5 mln (zakładam że pracujesz 20 lat i na kole
                          > jne 40 lat potrzebujesz kasy). Co jest mało prawdopodobne przy jak piszesz - ni
                          > ezbyt oszałamiajacych zarobkach. Ok, masz kilka nieruchomości - może masz wysok
                          > i dochód z nich, ale nie ma raczej opcji żebyś sam na nie zarobił, zapewne to j
                          > akiś spadek, więc żadna zasługa.
                          Twoje prawo nie wierzyć. Kwoty które podajesz, to chyba nie w Polskich warunkach. 3,5 mln to przy założeniu pesymistycznym, że oszczędzam na lokacie (5% netto) i zjadam tylko procenty, to ok. 15 tys. miesięcznie. Gdy założymy 8% zysku rocznie i konsumpcję oszczędności w 20 lat to już 37 tys. miesięcznie.
                          Poczytaj trochę forum, a nawet włącz telewizor, żeby zweryfikować swój sąd, że dopiero tyle zapewnia "jako, taki poziom życia". Dowiesz się też ile kosztowały nieruchomości kilkanaście lat temu, jakie w tym czasie osiągano przebicie na giełdzie (nie odkładałem na lokatach, żeby kupić mieszkanie w 2008r. wspomagając się kredytem we franku). Stąd też strzał o sutym spadku kulą w płot, bo ani nie posiadam 3,5 mln, ani nie potrzebuję na "jako takie życie" kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie. Niezmiennie jednak gratuluje takim, którzy potrafią tyle zarobić, pracując 40 godzin tygodniowo i mając czas dla dzieci.

                          >Życie bez podróży to dla mnie koszmarna wegetacja, powodująca frustrację i zabijająca jakąkolwiek radość życia. Wg ciebie to nie jest wystarczające uzasadnienie?
                          Dla Ciebie może jest i o tym właśnie myślałem pisząc o różnych poglądach na świat. Jednak ludzie są różni, zdarzają im się mało przyjemne sytuacje i wolałbym mieć jak ablims teraz kilkaset tysięcy oszczędności w gotówce i pozwolić sobie np. na niestandardowe leczenie, wcześniejszą emeryturę, studia dzieci za granicą itp. kiedy będzie taka potrzeba. Niestety większości ludzi w Polsce nie stać na wszystko i muszą wybierać: podróże czy emerytura, podróże czy studia dzieci, podróże czy lepszy samochód. Ja, jak na razie świetnie sobię radzę bez podróży, bo wiem, że gdy będę nadal będę pracował to za 2-3 lata stać mnie będzie i na to i na to.
                          > W TV pokazywali kiedyś Polonusa z USA, właściciela sieci lumpeksów. Z dumą opow
                          > iadał że jest milionerem i od 20 lat nie miał dnia wolnego. No jak dla mnie to
                          > żałosny, godny politowania człowieczek, a nie ktoś, komu warto zazdrościć.
                          Powiedziałby raczej, że może to człowiek którego największą pasją jest praca. Czy to żałosne i godne politowania, powiem raczej, że wielu tych którzy wpadli w łapy korporacjom mu zazdrości i to może nawet nie tych milionów, ale po prostu satysfakcjonującej pracy. Dla mnie praca (nie tylko zawodowa, ale i fizyczna) też nie jest katorgą lecz przyjemnością. Dlatego chociaż nie muszę już w zasadzie pracować, to nadal to robię.

                          • black_halo Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 19:55
                            > Czasami nie warto czytać między wierszami i nakładać swoje szablony rzeczywisto
                            > ści. Nie pisałem - działka dla każdego. Dla moich dzieci (przy czym mówimy o dz
                            > ieciach w wieku 0-11) to nie jak piszesz "zapitalanie z grabiami" lecz raczej g
                            > ra w piłkę, kometkę, kosza, domek na drzewie, piaskownica, huśtawka, od niedawn
                            > a też trampolina i spory basen, w przyszłości może kort tenisowy.

                            Jako dziecko za duzo nie pojezdzilam, jezdzilismy troche po Polsce, wlasnie Krakow, Czestochowa czy Gniezno ale raczej na krotkie wycieczki typu 3-4 dni. Na wiecej rodzicow nie bylo stac. Z podrozy do Czestochowy pamietam pobudke w nocy zeby zdazyc na ta specjalna msze kiedy odslaniaja obraz, potem lazenie po miescie caly dzien ale wszyscy byli nieludzko zmeczeni bo niewyspani a byl akurat srodek lipca i chyba ze 35 stopni. Podobnie inne wycieczki - stanie w kolejkach tu i tam, kosmiczny upal zazwyczaj bo w koncu rodzice musieli zaplanowacurlop wczesniej a pogody na lipiec nie da sie przewidziec w styczniu.

                            Najlepiej za to wspominam wakacje na wsi u babci. Nie ze mnie tam ktos gonil do roboty, dziadkowie mieli mala platancje porzeczki i zaraz po odebraniu swiadectw jechala cala rodzina zbierac te porzeczki. Schodzil na to tydzien wakacji, za zarobione pieniadze kupowalo sie lody przez reszte wakacji. Pozostale 6-7 tygodni spedzalo sie wlasnie na tym: graniu w pilke, jezdzie na rowerze, bieganiu, graniu w gume. Od czasu do czasu ja, siostra i dwie kuzynki pomagalysmy babci w ogrodzie - z wielka przyjemnoscia, karmienie kurczaczkow - prawie ze sie bilysmy o to i byl nawet grafik, babcia posiadala tez 3 koty, musiala dodac czwartego zeby kazda miala swojego, byly dwa psy, chodzilo sie z dziadkiem po krowy na pastwisko. Czyli wakacje uplywaly swietnie.

                            Jako dorosla osoba, ktora wlasciwie lubi podroze to powiem, ze zwiedzanie mnie okrutnie meczy. Kilka miesiecy temubylam 6 dni w Paryzu i wrocilam nieludzko zmeczona bo biegalismy od atrakcji do atrakcji, do tego stojac w kolejkach. O wjechaniu na Wieze Eifla myslalam - mam okropny lek wysokosci wiec zostalam na dole kiedy moj partner polazl na gore. Zeszlo mi 4 godziny na polach marsowych przy paskudnym wietrze. Jeden dzien zszedl na na Luwr - czasu wystarczylo na jedno skrzydlo plus szybki bieg, zeby zobaczyc Mone Lize. Po wyjsciu ledwo doczlapalam do stacji metra. Nastepnego dnia Wersal - zeszlismy na piechote wszystko ale znowu, po calym dniu chodzenia - padlam skonana w hotelu. I tak ze wszystkim. Ostatniego dnia nie chcialo nam sie juz nawet chodzic po sklepach. Tak wiec tyle w kwestii zwiedzenia. Po prostu nie mam urlopu tyle ile bym chciala, na taki Paryz zeby zwiedzic wiekszosc rzeczy na spokojnie trzeba minimum 10 dni, inaczej zostaje niedosyt. W Rzymie bylam 5 dni i myslalam, ze sie poplacze przy wyjezdzie bo nie przewidzialam gigantycznych kolejek wszedzie. Chociaz jezdze poza sezonem.

                            Moj najlepszy urlop? Tydzien w gospodarstwie agroturstycznym w Niemczech ;d Pojezdzilam na rowerze, codziennie gralam w ping-ponga, nie musiala jesc zadnych wynalazkow tylko swojskie zarcie bo niemcy ogolnie maja podobny do polakow smak. Dodatkowo mozna bylo pomagac w zbiorze owocow i warzyw, robic przetwory czy tez wziasc udzial w kursie lepienia garnkow. Odpoczelam jak nigdy.

                            I sorry, ale przy podrozowaniu przewaznie obcuje sie z ludzmi, ktorzy doskonale znaja potrzeby turystow i absolutnie nie sa reprezentacja danej kultury.
                            --
                            Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                          • koronka2012 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 20:10
                            mlodyniedowziecia napisał:

                            > Twoje prawo nie wierzyć. Kwoty które podajesz, to chyba nie w Polskich warunkac
                            > h. 3,5 mln to przy założeniu pesymistycznym, że oszczędzam na lokacie (5% netto
                            > ) i zjadam tylko procenty, to ok. 15 tys. miesięcznie.

                            Napisałeś, że dzięki oszczędności możesz sobie nieomal pozwolić na niepracowanie do końca życia. Kalkulację przyjęłam mooocno uproszczonąsmile przyzwoite roczne zarobki (80 tys.) razy kolejne 40-45 lat (wspominałeś zdaje się, że jesteś przed 40tką). Wyszło ile wyszło. Nie uwzględniałam dochodów z kapitału, założyłam, że się go przejada. Jeśli założymy życie z procentów (lokat)- to wystarczy połowa tej kwoty. Ale - na jedną, max 2 osoby. Biorąc pod uwagę utrzymanie 3 dzieci to już jest cienko.

                            > Dla Ciebie może jest i o tym właśnie myślałem pisząc o różnych poglądach na świ
                            > at. Jednak ludzie są różni, zdarzają im się mało przyjemne sytuacje i wolałbym
                            > mieć jak ablims teraz kilkaset tysięcy oszczędności w gotówce i pozwolić sobie
                            > np. na niestandardowe leczenie, wcześniejszą emeryturę, studia dzieci za grani
                            > cą itp. kiedy będzie taka potrzeba.

                            Odmawianie sobie wszystkiego pod kątem potencjalnej katastrofy kaleczy życie. Równie dobrze mogę powiedzieć że jest ryzyko że za miesiąc ktoś zginie w wypadku - i na plaster mu wówczas ta kasa?

                            Jakie było przebicie wiem doskonale, też mam nieruchomości. Przebicie jest, ale np. 60 tys. za które kupiłam mieszkanie wieki temu było równie trudno odłożyć jak teraz 500.
                            Mam oszczędności - ale nie kosztem wyrzeczeń i rezygnacji. Wiem, że pracować i tak będę - bo po prostu nie mam niestety 2 milionów w gotówcetongue_out żebym mogła być rentierem.

                            Ablims zbierał na operację - to jest konkretna potrzeba. Oszczędzanie kosztem jedzenia, jakichkolwiek przyjemności - dla idei, dla samego oszczędzania byłoby chore. Poza tym takie osoby nigdy nie przestają oszczędzać, odmawiają sobie nawet jak nie muszą, bo po prostu napawają się wysokością konta, a życie umyka obok.

                            > Powiedziałby raczej, że może to człowiek którego największą pasją jest praca. C
                            > zy to żałosne i godne politowania, powiem raczej, że wielu tych którzy wpadli w
                            > łapy korporacjom mu zazdrości i to może nawet nie tych milionów, ale po prostu
                            > satysfakcjonującej pracy.

                            Pasja, która sprawia, że gość od 20 lat nie miał dnia wolnego to żadna pasja, a ciężka choroba - pracoholizm. Żadna frajda z pracy nie jest warta tego, żeby rezygnować dla niej z życia. Niezależnie od tego jak się lubi, to co robi, jest to pewnego rodzaju uzależnienie i stan chorobowy. Gdzie w tym miejsce na jakiekolwiek życie prywatne?
                            • mlodyniedowziecia Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 21:03
                              koronka2012 napisała:
                              > Napisałeś, że dzięki oszczędności możesz sobie nieomal pozwolić na niepracowani
                              > e do końca życia. Kalkulację przyjęłam mooocno uproszczonąsmile przyzwoite roczne
                              > zarobki (80 tys.) razy kolejne 40-45 lat (wspominałeś zdaje się, że jesteś prze
                              > d 40tką). Wyszło ile wyszło. Nie uwzględniałam dochodów z kapitału, założyłam,
                              > że się go przejada. Jeśli założymy życie z procentów (lokat)- to wystarczy poło
                              > wa tej kwoty. Ale - na jedną, max 2 osoby. Biorąc pod uwagę utrzymanie 3 dzieci
                              > to już jest cienko.
                              Nie mieszkam w Warszawie. 7 tys to faktycznie dobre zarobki (zakładam netto - brutto wyjdzie w ok. 10) . Przyjąłem, że raczej 3,5 mln nie trzyma sie w skarpecie, bo zarobione legalniewink stąd i odsetki. Zakładając warunki pozawarszawskie 7 tys. na 1-2 osoby to raczej rzadki przypadek ( przypominam ok. 3 średnie krajowe). I z 3dzieci wystarcza na luzie, jeśli połowy nie pochłania rata kredytu.

                              >
                              > Odmawianie sobie wszystkiego pod kątem potencjalnej katastrofy kaleczy ż
                              > ycie. Równie dobrze mogę powiedzieć że jest ryzyko że za miesiąc ktoś zginie w
                              > wypadku - i na plaster mu wówczas ta kasa?
                              No, tak potencjalny wypadek małoprawdopodobny ( 5 tys ludzi ginie rocznie na drogach), ale już emerytury pewnie dożyjemy prawie wszyscy. Podobnie z kosztami kształcenia dzieci. Za 10 lat edukacja będzie płatna. Ale wracając do katastrof, wystarczy niewielki problem i już trzeba wyskakiwać z tysięcy. Zresztą i większe problemy nie są takie rzadkie. Koszt niestandardowej terapii onkologicznej to często dziesiątki tysięcy miesięcznie. Kumplowi ukradli samochód z narzędzami - pracownicy zapomnieli zamknąć - ubezpieczalnia nie zwróci - roboty trzeba zrobić i kilkadziesiąt tysięcy do tylłu. Kontrahent spóźnia się z płatnością, a zatrudnieni chcą pensji, dostawca nie poczeka. Urząd skarbowy wymierzył kilkanaście tysięcy podatku do zwrotu. to tylko niektóre przypadki moich znajomych na własnej DG. Czy to są tragedie- nie sądzę, ale gdyby nie spore oszczędności byłoby cienko.

                              > Jakie było przebicie wiem doskonale, też mam nieruchomości. Przebicie jest, ale
                              > np. 60 tys. za które kupiłam mieszkanie wieki temu było równie trudno odłożyć
                              > jak teraz 500.
                              > Mam oszczędności - ale nie kosztem wyrzeczeń i rezygnacji. Wiem, że pracować i
                              > tak będę - bo po prostu nie mam niestety 2 milionów w gotówcetongue_out żebym mogła być
                              > rentierem.
                              Z nieruchomościami podam trzy przykłady, które znam. Działka kupiona w 2001 r. za 20 tys. Sprzedana w 2005 za 80. Dołożone 20 tys. do mieszkania, potem jego remont ( kolejne 30). Sprzedane w 2013 za prawie 400 tys.
                              Ktoś inny ma działkę. W 1999 sprzedaje ja za 25 tys. Kupuje nowego fiata uno. Miasto się rozrasta, teraz działka warta 1,5 mln. On ma 14 letniego fiata wartego 3 tys. jeśli o niego dbał.
                              Trzeci w 1993 r kupuje małe (3 ha) gospodarstwo za 40 mln (to ok 15 średnich pensji na nowe 4 tys.) Teraz ceny w tym rejonie 100 zł za metr ( czyli wartość dzisiejszych 3 mln.)
                              Zadanie, oblicz przebitkę i powiedz pierwszej i trzeciej osobie, że nie warto oszczędzać, że wyrzeczenia są niepotrzebne.

                              > Ablims zbierał na operację - to jest konkretna potrzeba. Oszczędzanie kosztem j
                              > edzenia, jakichkolwiek przyjemności - dla idei, dla samego oszczędzania byłoby
                              > chore. Poza tym takie osoby nigdy nie przestają oszczędzać, odmawiają sobie naw
                              > et jak nie muszą, bo po prostu napawają się wysokością konta, a życie umyka obo
                              > k.
                              Zgoda, nikt rozsądny nie oszczędza dla idei pełnego konta. Zazwyczaj odkłada się na coś.

                              > Pasja, która sprawia, że gość od 20 lat nie miał dnia wolnego to żadna pasja, a
                              > ciężka choroba - pracoholizm. Żadna frajda z pracy nie jest warta tego, żeby r
                              > ezygnować dla niej z życia. Niezależnie od tego jak się lubi, to co robi, jest
                              > to pewnego rodzaju uzależnienie i stan chorobowy. Gdzie w tym miejsce na jakiek
                              > olwiek życie prywatne?
                              Nie znam człowieka, więc nie oceniam. Tym bardziej po lekturach komentarzy do śmierci himalaistów. Skoro jeden ryzykuje życie dla zdobycia góry, to inny może chyba 20 lat dla stworzenia potężnej firmy. Wszystko jest kwestią wyboru.
                              • koronka2012 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 20:24
                                Mamy różną perspektywę - dla mnie 7 tys. to powiedzmy - przyzwoite dochody. I to na jedną osobę, z całą pewnością nie na 5, ale być może to kwestia punktu w którym się jest. Jeśli się przy tym ma np. 5 mieszkań w które się dzieci wyposaży, a tymczasem wynajmuje to pewnie wystarczy na luziesmile

                                Co do czarnych scenariuszy - zgodnie z metodologią trzeba oszacować kilka aspektów:
                                prawdopodobieństwo i skutki zaistnienia. Nie interesuje mnie czy za np. 10 lat edukacja będzie płatna - bo moje dziecko edukację do tej pory już skończy. Nie mam w rodzinie historii nowotworowych (tfu) ani też żadnych poważnych chorób, więc i ryzyko jest mniejsze. Leczę się standardowo i niespecjalnie przewiduję konieczność niestandardowych procedur (które nierzadko są niestety jedynie przejawem desperacji pacjenta)
                                Nie mam DG, masa ryzyk jest wyeliminowana. Jedynym pewnym ryzykiem jest emerytura - stąd moje inwestycje na przyszłość.

                                > Z nieruchomościami podam trzy przykłady, które znam. Działka kupiona w 2001 r.
                                > za 20 tys. Sprzedana w 2005 za 80. Dołożone 20 tys. do mieszkania, potem jego r
                                > emont ( kolejne 30). Sprzedane w 2013 za prawie 400 tys.
                                > Ktoś inny ma działkę. W 1999 sprzedaje ja za 25 tys. Kupuje nowego fiata uno. M
                                > iasto się rozrasta, teraz działka warta 1,5 mln. On ma 14 letniego fiata warteg
                                > o 3 tys. jeśli o niego dbał.
                                > Trzeci w 1993 r kupuje małe (3 ha) gospodarstwo za 40 mln (to ok 15 średnich pe
                                > nsji na nowe 4 tys.) Teraz ceny w tym rejonie 100 zł za metr ( czyli wartość d
                                > zisiejszych 3 mln.)
                                > Zadanie, oblicz przebitkę i powiedz pierwszej i trzeciej osobie, że nie warto oszczędzać, że wyrzeczenia są niepotrzebne.

                                Pierwsza osoba miała łut szczęścia że akurat w takich latach zabrała się za kupno/sprzedaż (ja mam podobnie, moje mieszkanie kupione w 1996 po 4 latach sprzedałam za podwójną cenę). Dziś ten gość by nie zarobił na mieszkaniu, a stracił. Mając luźną kasę tez bym kupiła gospodarstwo jako inwestycję - ale to jest aż tak pewny interes, choć cena ziemi stale rośnie. Dziś można mieć urokliwe gospodarstwo w ładnej okolicy, za rok mogą ci tam wybudować kompleks chlewni, której zapach wystraszy jakichkolwiek kupców.

                                Zyskiwało się kiedyś, piszesz z perspektywy lekko przeterminowanej, bo teraz sytuacja na rynku jest zupełnie inna, ale rozumiem, że chodzi ci o ideę. Tyle, że każdy podejmuje decyzje będąc w innej sytuacji. Sprzedałam niedawno działkę, choć wiem, że za jakieś lat będzie warta 5-6 razy więcej. Ale ja tej kasy potrzebowałam TERAZ a nie za 10 lat, więc nie mogę patrzeć przez pryzmat tego "ile straciłam", bo w danej chwili była to decyzja najlepsza z możliwych.

                                Kolega 3 lata temu miał kupca na dom za 1,7 mln. Ocenił, że to za mało, dziś sprzedaje za 700 tys i modli się, żeby klient się nie wycofał. Inwestycje mają to do siebie, że różnie się na nich wychodzi.

                                Naturalnie trzeba mieć na czarną godzinę i warto, żeby była to kwota sensowna, ale chodzi mi wyłącznie o to, żeby nie podporządkowywać całego życia "pasji oszczędzania" i kalkulowaniu wszystkiego pod kątem "co się bardziej opłaca". Jeśli ktoś ma już solidne zaplecze, to kiedyś powinien przyjść moment, kiedy można sobie pofolgować.
                          • malwi.2 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 08:56
                            co do podróżowania, lubię, ale tak bez przesady
                            dla mnie udany urlop to najlepiej co roku w to samo miejsce, gdzieś gdzie jest woda, las, śniadania na tarasie i taka przyjemna cisza podczas wieczornego picia piwa w ogrodzie
                        • ofelia1982 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 15.03.13, 21:30
                          koronka2012 napisała:
                          > Jeśli mam być szczera, to nie znam dzieci (starszych) które wolą zapitalać z gr
                          > abiami na działce zamiast jechać np. do hotelu AL z basenem. Ty lubisz pracować
                          > fizycznie, sprawia ci to przyjemność - ok, znam takich ludzi i wierzę. Natomia
                          > st nie jest to sposób na życie dla każdego. Dla wielu jest to po prostu bardzie
                          > j nużący obowiązek niż jakakolwiek przyjemność, szczególnie dla dzieci, dla któ
                          > rych jest to gnuśnienie. Nie chodzi nawet o standard wypoczynku - ale o rozbudz
                          > enie w nich ciekawości świata, poprzez obcowanie z innymi kulturami, zabytkami
                          > itp.
                          Nie da się tego zrobić na działce.

                          Confused.
                          Od kiedy wakacje AI, gdzie większość turystów nie opuszcza hotelu, jedzenie i piciu to jakieś konserwowane g*wna, a czas upływa na leżeniu przy hotelowym basenie i czekanie na następny posiłek - rozbudza ciekawość świata??
                          Zdecydowanie wolałabym jakiś tydzień na wsi.
                      • crises Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 21:57
                        Moi rodzice większość mojego świadomego życia nieomal do mojej pełnoletności budowali dom, metodą taką, że co tylko się dało, ojciec dłubał sam, po pracy oraz w weekendy. Zamiennie z naprawianiem samochodu, bo to też robił sam, jako że kasy na mechanika nie było, bo dom.

                        Nauczestniczyłam się w tym jak uj, pardon my French. Czasem ledwo pamiętałam, jak ojciec wygląda.
                        --
                        "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
                • coralin Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:06
                  Czytałam tylko kilka wpisów Ablims. Nie wiem, może tak jak ja nie potrzebuje luksusów, nie sprawia mu to przyjemności. Ostatnio zamówiłam w sieci torebkę. Kosztowała kilkaset złotych, choć stać by mnie było i na taką kilka razy droższą. Ze dwa dni stała w pudełku nierozpakowana. Obiektywnie jest ładna, ale należę do osób, które nie czerpią przyjemności z zakupów, z posiadania przedmiotów.
              • beverly1985 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:07
                Ablims, przecież ty mówisz, ze wydajesz 8000 zł na jedzenie i 400 zł na resztę ( w tym ubrania), jakie ty markowe ubrania w tej kwocie zmieścisz? Albo ściemniasz, albo plączesz się z rachunkami.

                Trzymasz sie swojej ziemniacznej diety "ustalonej przez dietetyczkę specjalnie dla twojej rodziny" ktora nie pozwala na zakup droższego mięsa, orientalnych przypraw, przygotowanie potraw innych niż słowiańskie.

                Owszem, twoje posty mogą być inspiracją dla osób, ktore mają kilkaset zlotych na miesiąc (a dużo takich na forum), ale zestawienie tego dziadowania z oszczędnościami w wysokości 7-letniego dochodu jest szokujące.
                  • ablims Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:45
                    Nie szkoda. Mam termin na 24 sierpnia. Operacja i rehabilitacja pochłonie ok 80% moich oszczędności. Lekarz mi daje jakieś 60% szans że się uda. Jak nie.. no cóż, przynajmniej nie będziecie musieli mnie znosić.
                    --
                    Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian 6.0 smile
                    GG - Ablims
                    • verdana Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:54
                      Hm. Czyli operacja będzie kosztowała 6 rocznych pensji. Jakoś, wybacz, nie wierzę. I w takim razie nie zbierasz na emeryturę, ani nie oszczedzasz, aby zajmować się dziećmi, ani nie oszczedzasz, bo uwazasz, zę trzeba mieć pieniadze - tylko oszczedzasz od lat na operację.
                      Jakoś mi sie to jednak nadal nie składa w całość.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • ablims Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 17:42
                        Abyś zrozumiała musiałbym Ci przedstawić swoją kartę choroby, a tego nie chce robić.
                        Operacja sama w sobie nie jest droga, rehabilitacja już tak. Mam tylko nadzieję, że uda mi się znaleść ją w Polsce.
                        Operacja nie była konieczna, teraz jest.
                        --
                        Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian 6.0 smile
                        GG - Ablims
                      • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 21:09
                        verdana napisała:
                        > Hm. Czyli operacja będzie kosztowała 6 rocznych pensji. Jakoś, wybacz, nie wier
                        > zę. I w takim razie nie zbierasz na emeryturę, ani nie oszczedzasz, aby zajmowa
                        > ć się dziećmi, ani nie oszczedzasz, bo uwazasz, zę trzeba mieć pieniadze - tylk
                        > o oszczedzasz od lat na operację.
                        > Jakoś mi sie to jednak nadal nie składa w całość.

                        To już przekracza granice wszelkiej przyzwoitości. Węszenie w ludzkiej chorobie jest po prostu skrajnie żałosne!

                        --
                        Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                          • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 08:16
                            verdana napisała:
                            > To nie jest eszenie w chorobie - to wykazanie, że coś się w opisie sytuacji nie
                            > zgadza fundamentalnie.

                            Nie - to jest zachowanie denne. Nie każdy odkrywa przez forum każdy aspekt swojego życia. Ty się uwzięłaś i wyżywasz na chorym człowieku.

                            --
                            Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                            • amandaas Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 14:24
                              Araceli, ale Verdana ma trochę racji w tym że coś się nie zgadza.
                              Znam w miarę polską służbę zdrowia, znam zakresy finansowania przez NFZ, znam kolejki do rehabilitantów.
                              I na prawdę coś mi tutaj nie pasuje, że normalnie funkcjonujący człowiek w średnim wieku, ma PLANOWĄ (czyli nie na cito i można ew, poczekać na kolejkę na NFZ) operację kosztującą 100tys zł. Śmierdzi mi czymś z stylu Otto-Chrobaka, czy czegoś podobnego tym bardziej, że Ablims wspomina o rehabilitacji, ale nie wiem. Natomiast nie dziwię się Verdanie, że jej się fakty nie zgadzająsmile
                              • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 14:28
                                amandaas napisała:
                                > I na prawdę coś mi tutaj nie pasuje, że normalnie funkcjonujący człowiek w śred
                                > nim wieku, ma PLANOWĄ (czyli nie na cito i można ew, poczekać na kolejkę na NFZ
                                > ) operację kosztującą 100tys zł.

                                OMG - kolejna osoba, nie potrafiąca czytać. Ablims napisał, że kosztowna jest rehabilitacja po operacji nie operacja:
                                forum.gazeta.pl/forum/w,20012,143044629,143099787,Re_Kiedy_powiem_sobie_dosc_.html
                                --
                                Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                                • amandaas Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 14:43
                                  Rehabilitacja za 100tys. zł, po planowej operacji- no proszę Cię, ja wiem, że nasza służba zdrowia leży i kwiczy, ale ta kwota jest wzięta z sufitu. No chyba, że postanowił się rehabilitować prywatnie, w klinice w Żorach, 7 razy w tygodniu.
                                  • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 14:54
                                    amandaas napisała:
                                    > Rehabilitacja za 100tys. zł, po planowej operacji- no proszę Cię, ja wiem, że n
                                    > asza służba zdrowia leży i kwiczy, ale ta kwota jest wzięta z sufitu. No chyba,
                                    > że postanowił się rehabilitować prywatnie, w klinice w Żorach, 7 razy w tygodn
                                    > iu.

                                    Po pierwsze - nie widzę w tym wątku informacji o stu tysiącach na cokolwiek. Po drugie zdaje się, że Ablims pisał o rehabilitacji zagranicznej.

                                    --
                                    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                                    • amandaas Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 15:09
                                      W innym wątku była podana przybliżona wysokość oszczędności, które jak mówi Ablims, mają zostać przeznaczone na leczenie (w co, przykro mi, ale nie wierzę, myśle, że to taka ostatnia deska ratunku przed linczem, no bo przecież nikt się nie odważy zanegować oszczędzania na rehabilitację)
                                      Ja natomiast nigdzie nie widziałam niczego o rehabilitacji zagranicznej.
                                      • araceli Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 15:21
                                        amandaas napisała:
                                        > W innym wątku była podana przybliżona wysokość oszczędności, które jak mówi Abl
                                        > ims, mają zostać przeznaczone na leczenie

                                        Została 'podana'? Przez kogo?

                                        > Ja natomiast nigdzie nie widziałam niczego o rehabilitacji zagranicznej.

                                        Wystarczy przecież czytać. Już Ci nawet linkowałam:
                                        forum.gazeta.pl/forum/w,20012,143044629,143099787,Re_Kiedy_powiem_sobie_dosc_.html
                                        --
                                        Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                                        • amandaas Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 15:53
                                          No cóż, póki nie wiemy choćby w przybliżeniu co to za leczenie to możemy sobie gdybać. Natomiast powtarzam, że za bardzo nie wierzę w to co mówi- znam rynek i realia i wiem ile kosztuje rehabilitacja nawet po ciężkich operacjach ortopedycznych po wypadkach komunikacyjnych. Także to co Ablims wypisuje nijak nie składa się w całość- ale co mi tam, dla może sobie tworzyć swój wyimaginowany byt internetowy, nic mi do tego. Co nie oznacza, że nie mogę sobie gdybać, oceniać i komentować- od tego sa forasmile
                    • hugo43 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 16:56
                      ablims,bo czytajac twoje posty,nie ma w nich nawet 5 minut na szalenstwo w zyciu.ja mam wrazenie,ze ty jestes osoba w stylu zjem,choc nie mam ochoty,ale nic nie moze sie zmarnowac.moi rodzice tez jezdza na wakacje,ale matka jest z tych osob,ze jedzac na wakacjach "obiad domowy" za 15pln wciaz przelicza ile by za to kurczaka na promocji w realu kupilasmilei maja oszczednosci rzedu kilkuset tys pln,i ich nie wydadza,do grobu nie wezma i pewnie bardzo ich gryzie,ze brat i ja nie bedziemy tych tradycji kontynuowacsmileale to silniejsze od nich.bardzo latwo zatracic granice miedzy zdrowym rozsadkiem a obledem.
                      • anula36 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 21:00
                        Skoro rodzice jezdza na wakacje i kupuja obiady, zamiast taszczyc ze soba weki z tych Realowych kurczakow, to znaczy ze w obled oszczedzania jeszcze nie popadlismile
                        Powiem szczerze ze jak patrze na swoich rodzicow i rodzicow znajomych ( stosunkowo mlodych emerytow pod 70tke) temat gdzie co kupic i co przygotowac do jedzenia jest wiodacy z braku innych, wiec moze ten wakacyjny temat kurzy to tylko taki rodzinny folklorwink
              • ofelia1982 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 15.03.13, 21:20
                Odczepcie się od Ablimsa.
                Ja nie wiem w czym Wy widzicie chorobliwe skąpstwo. IMHO to rozsądny facet, który woli zakasać rękawy i sam poobrabiać działkę i porobić weki na zimę niż kupować jakieś mrożonki. Z tego co wiem to pracuje w domu i ma czas dla dzieci.
                Zazdrościcie zaradności czy jak?
    • birkin-bag Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 10.03.13, 22:14
      Przepraszam za ten temat. Chciałam się dowiedzieć czegoś innego, a nie tego, kto jest za ablimsem, a kto przeciw niemu smile
      A odpowiadając na pytanie, które sama zadałam: zero kredytów plus roczne dochody. Pewnie po 40. będę chciała, by oszczędności było więcej.
      • konto_calkiem_nowe Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 16:22
        odpowiem ci z punktu widzenia osoby mieszkajacej zagranica, ktora ma wysokie dochody, a nawet bardzo wysokie patrzac z punktu widzenia Polski
        zarabiam zaleznie od miesiaca okolo 8000-9000 euro netto, zona ma okolo 2300 + rozne dodatki a takze 13te, 14tke i bonus roczny
        moglibysmy zyc wydajac 2000-2500 euro na miesiac na mieszkanie i "zycie", jakbysmy sie postarali, moze nawet ciut mniej i reszte oszczedzac
        mamy dwojke dzieci, zmienilismy wiec mieszkanie na wieksze, nasze koszty teraz to:
        1350 - mieszkanie z oplatami i garazem
        ok 900 przedszkole dziecka, za kilka msiesiecy dojdzie zlobek drugiego, ok 230 euro
        1250 - zycie
        500 - kieszonkowe, po 250 na glowe

        czyli 4000 w sumie
        wydajemy wiec ok 2 razy wiecej niz w wersji oszczednej, ale ciagle zostaje nam 6-7tys euro
        czesc z tego inwestujemy ryzykownie, czesc bezpiecznie
        95% zakupow robie ja i zwracam uwage na to co kupuje
        ma byc zdrowo, dobrze, ale nie lubie przeplacac, patrze na ceny
        trzymam sie marek jakie mam sprawdzone, ale tez czasem szaleje w sklepie czy na targu
        jemy mnostwo owocow i warzyw, nie patrzymy czy sezonowe czy nie, jak mamyochote to kupujemy
        uzywam programu do ewiedencji przychodow i wydatkow, inaczej bym sie pogubil, wiem wiec dokladnie ile wydalem, ile mi teoretycznie zostalo do konca miesiaca
        chodzimy do restauracji, ksiazek kupujemy jak jestesmy w Polsce mnostwo, pozwalamy sobie na duzo, ale tez wiemy, ze to nie bedzie trwalo wiecznie, z chwila powrotu do Polski dochody spadna kilkukrotnie, wiec chcemy miec oszczednosci, moze kupic dom...

        wydajemy tez na glupoty, ale to idzie z kieszonkowegosmile
        wydatki rodzinne, jak wakacje czy samochod sa planowane i przewaznie kupowane okazyjnie, last minute czy cos w tym stylu...
    • zuzanna56 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 11:36

      birkin-bag napisała:


      > I tak się zastanawiam - przy jakim poziomie oszczędności [przeliczając na miesi
      > ęczne koszty utrzymania] przestalibyście do tego stopnia kontrolować wydatki?


      Chyba zawsze będę kontrolować i patrzeć na ceny, choć mamy przyzwoite dochody i przyzwoite oszczędności. Staram się wypośrodkować - trochę zaoszczędzić i sprawić sobie trochę oszczędności.
      • ada16 Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 12:35
        "Ablims, przecież ty mówisz, ze wydajesz 800 zł na jedzenie i 400 zł na resztę ( w tym ubrania), jakie ty markowe ubrania w tej kwocie zmieścisz? Albo ściemniasz, albo plączesz się z rachunkami."
        Do tego utrzymuje samochód i mieszkanie
        z tych 400 zł?

        To się kupy nie trzyma.
        Chyba , ze pozostałe koszty ponosi żona, a tego Ablims nie mówi.
        • czarne-jagody Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 11.03.13, 20:42
          Ja zrozumiałam, że w tych 400 zl sa koszty wszystkie poza jedzeniem i mieszkaniem, może paliwem. Czyli koszty zakupu ubrań, obuwia, chemia, kosmetyki, remonty mieszkania, zajęcia dodatkowe dla dzieci, zabawki, sprzęt sportowy, naprawa sprzętu agd badż jego wymiana, podnoszenie kwalifikacji zawodowych i to wszystko za całe 400 zl. No to jest skrajne biedowanie przy wysokich dochodach jezeli to wszystko prawda, w co nie bardzo wierzę.
            • ada16 do Ablims 11.03.13, 22:10
              Hm , nieorawdziwe informacje....
              W wątku
              forum.gazeta.pl/forum/w,20012,131900664,131901905,Re_Plany_obietnice_postanowienia_na_2012.html
              Ablims napisał,
              Odłożyć min. 12 tyś. a max 20 tyś. - zależne czy dostane zlecenie na rok (dodatkowa kasa ).

              Jeżeli Twoje roczne oszczędności wynoszą 10-12 tys , czyli ok 1 tys miesięcznie , to albo nieprawdą jest ,ze zarabiasz ok 7 tys ( co akurat nie jest pensją niemożliwą ) , albo wydajesz dużo więcej , niz piszesz.
              • ablims Re: do Ablims 11.03.13, 23:20
                Dziwne jest, że wyszukujesz ze starych postów stare informację, jeszcze na dodatek źle je interpretując. Nie mówiąc już o tym, że zbierasz informacje z kontekstu jakiegoś posta lub posta innych forumowiczów na dodatek źle odebranego czy mówiącego całkowicie na inny temat lub nawet na ten temat, ale opierający się na subiektywizmie.
                Jeżeli chcesz otrzymać konkretne informację, których nie muszę zdradzać gdyż jest to forum publiczne, to uważam iż powinnaś mi zadać konkretne pytanie, a nie posiłkować się niekompletnymi postami.


                --
                Uwielbiam Linuxa. Mój faworyt: Debian 6.0 smile
                GG - Ablims
                • nadgryzionyzebemczasu Re: do Ablims 12.03.13, 07:33
                  Czytając ablimsa,interpretując jego posty i wypowiedzi wydać wyraźnie,że gość ma problem.Bidne dzieciństwo,brak kasy,brak czasu rodziców zaskutkowało fobią w dorosłym zyciu.Nie trzeba być psychologiem,żeby powiązać jedno z drugim.To nie jest ani sknerstwo,ani przemoc ekonomiczna tylko po prostu choroba.Którą się leczy,
                  Ablims, w poliklinice na Partyzantów przyjmuje świetny psycholog Włodzimierz Wawrzynowski. Swojego czasu chodziłem do niego z nastoletnim synem,właśnie tam.
                  • araceli Re: do Ablims 12.03.13, 08:24
                    nadgryzionyzebemczasu napisał:
                    > Czytając ablimsa,interpretując jego posty i wypowiedzi wydać wyraźnie,że gość m
                    > a problem.Bidne dzieciństwo,brak kasy,brak czasu rodziców zaskutkowało fobią w
                    > dorosłym zyciu.

                    Fobię to mają chyba niektórzy forumowicze na punkcie Ablimsa.

                    Parę osób rzuciło jakieś 'fakty' na jego temat, które nie są zupełnie zgodne z tym co on pisze a reszta forumowiczów odnosi się do tych 'faktów' z lubością człowieka poniżając. PO CO?

                    Bo ma oszczędności? Skandal! Bo gotuje? Skandal! Bo lubi uprawiać działkę? SKANDAL!

                    Jakie własne problemy wyżywacie?

                    --
                    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                      • my.mojenowekonto Re: do Ablims 12.03.13, 09:23
                        Mnie również brzydzą napastliwe wypowiedzi wobec Ablimsa. Ludzie pilnujcie własnego nosa i niech Was chorobliwa zazdrość nie zżera, że gościu odkłada konkretne pieniądze. Jego styl życia, to jego sprawa i nic Wam do tego, a wywlekane przez niektórych stare jego wypowiedzi wyrwane z kontekstu, świadczą o problemie psychicznym tychże osób.
                        • malwi.2 Re: do Ablims 12.03.13, 12:26
                          jesteśmy na forum oszczędzamy
                          a tak poobrzucać błotem Ablimsa (tu i na wątku sąsiednim o guru) to przecież taka całkiem tania rozrywka uncertain

                          krytykować mozna, ale w pewnym momencie krytyka zaczyna więcej mówić o osobie krytykujacej anizeli krytykowanym uncertain
                          • ada16 Re: do Ablims 12.03.13, 12:59
                            Kto obrzuca błotem?
                            Padło tylko kilka pytań, kilka osób ma wątpliwości co do szczerości i spójności wpisów.
                            To raczej obrońcy obrzucają błotem tych , którzy widzą niekonsekwencję .
                            Nikt nie karze odpowiadać na pytania , nikt nie karze wierzyć w szczerość wpisów ani tego ani tamtego forumowicza.
                            • araceli Re: do Ablims 12.03.13, 13:07
                              ada16 napisała:
                              > Padło tylko kilka pytań,

                              Najpierw padło parę konkretnych, krzywdzących twierdzeń, których forumowicze się uczepili. Ja się nie dziwię, że Ablimsowi nie chce się udowadniać, że nie jest wielbłądem.


                              --
                              Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                        • jop Re: do Ablims 12.03.13, 14:18
                          Dopóki Ablims trzyma karty przy orderach, i nie opowiada publicznie o swoim stylu życia - istotnie, jego sprawa i nikomu nic do tego.

                          Ablims bawi się w góró - soraski, wolno pytać, komentować i dociekać. Było nie wyłazić spod tego kamienia.
                          • araceli Re: do Ablims 12.03.13, 14:26
                            jop napisała:
                            Ablims bawi się w góró - soraski, wolno pytać, komentować i dociekać. By
                            > ło nie wyłazić spod tego kamienia.

                            Ablims nie bawi się w guru. Ablims został przez niektóre osoby uznany za guru a inni forumowicze z tego powodu z lubością bawią się w jego kamienowanie.

                            Ja się nie dziwię, że jest lubiany bo w przeciwieństwie do osób go atakujących podaje konkretne rady, przepisy, kwoty. POMAGA. Można się nie zgadzać z jego radami ale przynajmniej ich udziela. Inni potrafią tylko krytykować. Nawet nie krytykować wypowiedzi tylko jeździć po człowieku (a nawet jego chorobie!!) jak po łysej kobyle.

                            --
                            Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
                            • joanna_poz Re: do Ablims 12.03.13, 14:36
                              Inni potrafią tylko krytykować. Nawet nie kr
                              > ytykować wypowiedzi tylko jeździć po człowieku

                              odrzucając bezsenswone złośliwosci częstokroć to nie jakas bezpodstawna krytyka a zwyczajne wytknięcie braku logiki i niespojnosci faktów.
                              sama, pamietam, kiedys przytoczyłam 2 wypowiedzi ablimsa, gdzie w jednej twierdził że jego słynne 800 zł na jedzenie uwzględnia koszt "magazynka" (gdzie ma polroczny zapas swiniaka i warzyw), a w innej twierdził, ze jednak nie uwzględnia, bo to osobna pula wydatów.
                              • araceli Re: do Ablims 12.03.13, 14:40
                                joanna_poz napisała:
                                > odrzucając bezsenswone złośliwosci częstokroć to nie jakas bezpodstawna krytyka
                                > a zwyczajne wytknięcie braku logiki i niespojnosci faktów.

                                Jasne - szczególnie jak się porównuje wypowiedzi z różnych lat big_grin U mnie na przykład % zaoszczędzonych dochodów różni się w zależności od miesiąca więc co - byłabym niespólna i nielogiczna? tongue_out

                                --
                                Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                                • joanna_poz Re: do Ablims 12.03.13, 14:45
                                  > Jasne - szczególnie jak się porównuje wypowiedzi z różnych lat

                                  porównując wypowiedzi z roznych lat wiemy, że ablims niezmiennie wydaje 800 zł na jedzenie na miesiącwink
                                  wszystkim wydatki rosną, inflacja rosnie, narzekanie na drożyznę na tym forum - wiadoma sprawa, tylko nie u niego.
                                  wiarygodne?

                            • jop Re: do Ablims 12.03.13, 16:44
                              Ablims został przez niektóre osoby uznany za góró, co Ablims ochoczo podchwycił i z zadowoleniem pławi się w ciepełku uznania.

                              Kamienowania nie zauważyłam, natomiast zauważyłam dużo emo z gatunku "och, jaki jestem biedny i uciśniony, a wy niedyskretni i wścibscy", kiedy tylko ktoś pyta o luki w tej opowieści dziurawej jak kondom wielokrotnego użytku.
                          • malwi.2 Re: do Ablims 12.03.13, 15:07
                            przyznam, że mam wrażenie, że te ataki to... Ablims troche sam prowokuje, pewnie często nieświadomie...

                            ja też w wielu sytuacjach mam inny punkt widzenia niz Ablims, ale podziwiam jego gospodarność i doceniam jego chęć niesienia pomocy innym, a poza tym to ciężko mi oceniać jaki on faktycznie jest
                            • malwi.2 Re: do Ablims 12.03.13, 15:28
                              > przyznam, że mam wrażenie, że te ataki to... Ablims troche sam prowokuje, pewni
                              > e często nieświadomie...


                              mam na myśli niektóre ataki, bo jak ktoś się analizuje przenikliwie jego jadłospis i czepia się do każdej pozycji, zarzucając, że karmi rodzinę byle czym, to to już ze zwyczajną agresją mi sie kojarzy, agresją bez powodu
              • saphire-2 Re: do Ablims 12.03.13, 09:26
                Też nie wierzę w to to mówi Ablims. Niedawno pisał o dochodach w granicach 4 tysięcy. Teraz ma nagle 7 letnie oszczędności. Niech nagle zarabia 7 tysięcy, dobra, ale to chyba ostatnio. Trochę tu chyba Ablims zmyśla.
                • saphire-2 Ablims 12.03.13, 09:30
                  Napisz w takim razie jakie macie z żoną dochody i ile miesięcznie oszczędzacie. O wydatkach pisałeś, więc wiemy ile wydajesz na jedzenie czy na ubrania. Może tak to wygląda, ale jest trochę niewiarygodne, nie sadzisz?
                  • ada16 Re: Ablims 12.03.13, 09:36
                    A może Ablims dostal np spadek , wygrał w totka itp, pracował za granicą ?
                    i stad ma duże zasoby - to nie są oszczednosci , które można odłożyć z pensji 4, 7 czy nawet 10 tys , zyjąc bardzo skromnie.
                      • beatrix_75 Re: Ablims 12.03.13, 10:23
                        (..) Napisz w takim razie jakie macie z żoną dochody i ile miesięcznie oszczędzacie (..)

                        bez przesady chyba , co ?
                        Forum jest publiczne , jak widac wiele osób zadaje sobie trud i wyszukuje archiwalne wpisy , więc uzasadniona jest pewna ostrożnosć w podawaniu szczegółów .
                        Skoncentruj sie raczej na jego radach , bo je daje , a nie żądaj "deklaracji majatkowych "

                        --
                        "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
                        • saphire-2 Re: Ablims 12.03.13, 10:34
                          Rady ma dobre i w ogóle popieram jego oszczędzanie jak najbardziej. Tylko troche sie zagalopował. Pare osób nie wierzy że przy zarobkach, nieważne 4, 7, czy 10 tysięcy udało mu sie zaoszczędzić 7 letnie dochody. Gdyby powiedział roczne - to tak, uwierzyłabym.
                          • saphire-2 Re: Ablims 12.03.13, 10:39
                            Załóżmy że odkładał przez ostatnich 10 lat po 5 tysięcy miesięcznie. Ma 600 tysięcy oszczędności. Zarabia dużo (tak napisał) czyli nie 5 tysięcy pewnie tylko więcej, ale policzyłam 5 tysięcy tylko. Nie czepiam się oszczędzania, ja je popieram ! Czepiam się bo troche mi sie nie zgadzają wydatki i zarobki, oraz 7 letnie oszczędności.
                            • saphire-2 Re: Ablims 12.03.13, 10:40
                              Czy przez 10 lat, nie wiemy. Jako młody człowiek, ledwo po studiach, ale z 2 dzieci i niepracująca żoną, tez odkładał po 5 tysięcy? Może tak, może nie.
                              • beatrix_75 Re: Ablims 12.03.13, 10:53
                                czy Ablims pisal o konkretnej zaoszczedzonej kwocie - czy podał jedynie ,ze jego oszczędnosci wynoszą równowartość 7 letnich zarobków ?
                                --
                                "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
                                  • beatrix_75 Re: Ablims 12.03.13, 11:21
                                    no to tutaj jest wiele możliowsci ...na przykład mogł przyjąc średnie zarobki miesięczne smile w Polsce .( albo w swoim województwie )
                                    niekoniecznie też musiał startować od zera ...
                                    możliwości jest duzo .

                                    Pojęcie "dużo zarabiam " też jest bardzo subiektywne -dla jednego bedzie to 10.000 a dla niektórych 4.000 zl .
                                    Generalnie - Ablims wraz z malżonka muszą byc bardzo "dobrani "w kwestii podejscia do zycia .
                                    Jedność celów , zgoda na wspolne wyrzeczenia itp , bo nie wierze ,ze glodzi rodzine smile i że jego działania sa jednostronne .Tu musi byc daleko idaca wsólpraca w rodzinie .


                                    --
                                    "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
                                    • saphire-2 Re: Ablims 12.03.13, 11:25
                                      ja naprawdę popieram ideę oszczędzania ale to się kupy nie trzyma:

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,20012,119209595,119217437,Re_Ile_procent_dochodu_miesiecznego_oszczedzacie.html

                                      Ablims oszczędza 25% dochodu. W innym linku było że odkłada 12 tysięcy rocznie. Zarabia 4 tysiące?
                                      • araceli Re: Ablims 12.03.13, 11:31
                                        saphire-2 napisała:
                                        > ja naprawdę popieram ideę oszczędzania ale to się kupy nie trzyma:

                                        Może trzymałoby Ci się kupy jeżeli zauważyłabyś, że porównujesz informacje z różnych lat.

                                        --
                                        Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                                        • volta2 Re: Ablims 12.03.13, 13:24
                                          różne, nie różne
                                          może chlopak przyjął 2 tysiące że mu starczy na miesiąc i wyszło 7 letnie zabezpieczenie - chyba nigdzie nie określał kwotowo.

                                          ale że tu same biedaki co to dycha na zycie to za mało - to każdy przerachował 15 tysi miesięcznie i zakręciło się w główkach od tych milionów.

                                          a że cudze miliony podnoszą ciśnienie co drugiemu forumowiczowi - to się szczegółowy przegląd portfela zrobił i tyle...
                                          • beatrix_75 Re: Ablims 12.03.13, 14:05
                                            dokładnie tak - bardzo lubimy grzebac ludziom w portfelach
                                            a w ogole taka brzydka prawda wychodzi z nas :uwielbiamy biede u innych
                                            Ktoś płacze ,ze mu nie starcza , to tak , tak -głaszczemy po glowce..
                                            ale nie daj boze ,ze sie komuś powiedzie i na dodatek sie z tym nie kryje


                                            --
                                            "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
                                            • joanna_poz Re: Ablims 12.03.13, 14:12
                                              > dokładnie tak - bardzo lubimy grzebac ludziom w portfelach

                                              akurat na tym forum nie trzeba nikomu grzebac.
                                              sporo osob, wrecz ekshibicjonistycznie, podaje tu konkretne kwoty zarobków, wydatkow, oszczednosci, stanow kont etc.
                                              a ze niektórzy się w tym gubia i brak w tym logiki to inni mu wypomną mniej lub bardziej zlosliwie.
                                              • volta2 Re: Ablims 12.03.13, 14:44
                                                ja akurat mam wrażenie, że większość podaje kwoty procentowo lub opisowo własnie, unikając operowania kwotami:

                                                typu: oszczędzamy 30%dochodu

                                                albo mam poduszkę na pół/rok do przodu.

                                                kwoty jeśli padają, to w sytuacji gdy nie przekraczają średnich krajowych, gdzie bieda i brak do pierwszego(no bo tu jak ktoś słusznie zauwazył - powspółczuje się i po główce pogłaszcze, nie ma strachu, że pojadą jak na zlocie czarownic)
                                                • joanna_poz Re: Ablims 12.03.13, 15:02
                                                  sam najglowniejszy bohater tego watku jeszcze 2 lata temu podawal konkretną kwotę dochodów 4 000 netto. teraz dopiero tajemniczo pisze "wysokie"smile
                                                  ktos tu parę wypowiedzi wyżej podaje konkretne kwoty w euro.
                                                  był też swego czasu głosny watek nie mogę przeżyć za 11 000smile
                                                  • ada16 Re: Ablims 12.03.13, 15:08
                                                    Dochody... - pozostanie tajemnicą, ale wysokie.
                                                    Oszczędności : 86- krotność dochodu miesięcznego

                                                    tk napisał 2 tyg temu , wiec mowa o odlozonych 7 letnich wysokich dochodach , a nie o 2 tys/mc jak ktos wczesniej sugerował.
                                                    I niech sobie ma , tyle ze stoi to w sprzecznosci z poziomem zycia i mozliwoscia odłozenia z pensji takich zapasów.
                                                  • saphire-2 Re: Ablims 12.03.13, 17:14

                                                    ada16 napisała:

                                                    > Dochody... - pozostanie tajemnicą, ale wysokie.
                                                    > Oszczędności : 86- krotność dochodu miesięcznego

                                                    > tk napisał 2 tyg temu , wiec mowa o odlozonych 7 letnich wysokich dochodach , a
                                                    > nie o 2 tys/mc jak ktos wczesniej sugerował.
                                                    > I niech sobie ma , tyle ze stoi to w sprzecznosci z poziomem zycia i mozliwosci
                                                    > a odłozenia z pensji takich zapasów.


                                                    Dokładnie.Niech sobie ma, fajnie, tylko że to się kupy nie trzyma, jak dla mnie on troche koloryzuje.
                                                  • araceli Re: Ablims 12.03.13, 15:22
                                                    joanna_poz napisała:
                                                    > sam najglowniejszy bohater tego watku jeszcze 2 lata temu podawal konkretną kwo
                                                    > tę dochodów 4 000 netto. teraz dopiero tajemniczo pisze "wysokie"smile

                                                    Widać się na podawaniu kwot sparzył. Ja też w sumie po takim publicznym kamienowaniu swoich dochodów bym nie podała.

                                                    --
                                                    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
                                                  • volta2 Re: Ablims 12.03.13, 16:41
                                                    dochodów 4 000 netto. teraz dopiero tajemniczo pisze "wysokie"smile

                                                    no, dla sporej części społeczeństwa to są wysokie dochody i to bez cudzysłowia. dla kogoś kto wydaje 800 stów na jedzenie dla 4osobowej rodziny to takie 4 tysie - bez dwóch zdań - mogą być wysokie.

                                                    do tego ablims nie jest warsiawiakiem chyba, jeśli pisze z pozycji dalekiej prowincji - tym bardziej nie dziwne byłoby to stwierdzenie.

                                                    ja oczywiście chlopaka nie bronię, też mi się tu dużo nie zgadza - bronię tylko tych milionów, co to mu byt zabezpieczająsmile(pominę milczeniem ten byt - skoro bylo zbierane na operację)
                                                  • nadgryzionyzebemczasu Re: Ablims 12.03.13, 17:20
                                                    volta2 napisała:

                                                    do tego ablims nie jest warsiawiakiem chyba, jeśli pisze z pozycji dalekiej pro
                                                    > wincji - tym bardziej nie dziwne byłoby to stwierdzenie.

                                                    Jako rodowity koszalinianin,krajan ablimsa a może i sąsiad,wypraszam sobie nazywania Koszalina daleką prowincją!
                                                  • malwi.2 Re: Ablims 12.03.13, 18:19

                                                    > ja oczywiście chlopaka nie bronię, też mi się tu dużo nie zgadza

                                                    może i cos faktycznie sie nie zagdza, nie wiem, ja nie zwracam za bardzo uwagi na niektóre tematy w postach ablimsa, jesli sie nie zgadza to można pytac, krytykować, od tego jest forum jak ktos napisał, ale nie od wyszydzania, doszukiwania fobii, chorób psychicznych

                                                    mnie też niektóre rzeczy zastanawiają, np. te zakupy ubraniowe, bo w 400zł to raczej się nie mieszczą, ale po takich atakach to ablims w koncu przestanie cokolwiek wyjaśniać, bo jak zaczyna wyjasniać to zaczyna sie czepianie do każdego słowa

                                                    może te 2000 na życie to wcale nie jest życie w skąpstwie, kiedyś ablims pisał, że kredyt mieszkaniowy dawno temu z zona spłacili, robi dużo zakupów bezpośrednio u producentów - to obniża koszty, mieszka w mniejszym niz moje miasto - pewnie jest troche taniej, kiedys sie zastanawiałam, czy żona ablimsa "może" chodzic na kawę po pracy wink ale ablims pisze, że każdy z nich kieszonkowe swoje ma i robi z nim co chce

                                                    jakis czas temu jedna osoba fajnie napisała w wątku verdany, pozwole sobie zacytować:

                                                    Przyznać się na internecie, że się żyje po swojemu to spore ryzyko - zawsze się znajdzie armia zelotów, którzy udowodnią, że nawet jeśli to ci wychodzi na zdrowie, to dlatego, że jesteś zmanipulowana, lub w ostateczności idiotka.
    • joanna_poz Re: Kiedy powiem sobie dość? ;) 12.03.13, 11:48
      nie wyobrażam sobie wiecznego odmawiania sobie i wiecznego zaciskania pasa w imię upajania się względnie pełnym kontem bankowym w wieku 70 lat, kiedy to nie bedę już mieć siły, zdrowia ani celu, na co to sensownie wydac. pozostanie wspominanie co mogłam za to miec i czego nie przezyłam?
      nie, dzięki.
      staram się zachowac zdrowy umiar pomiędzy oszczędzaniem na sytuacje nieprzewidziane typu okres bezrobocia, choroby, albo dołożenia do emerytury a zapewnieniem sobie jakieś optymalnej jakości życia tu i terazsmile już nigdy więcej nie będę młoda, już nigdy więcej moje dziecko nie bedzie małe - dlatego nie będe odkładała pewnych rzeczy na "swięte nigdy".
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka